Dodaj do ulubionych

Przyczyna łez Gabrieli

24.11.11, 01:22
Wiecie, tak się zastanawiam nad tym, dlaczego autorka każe Gabieli płakać przy każdej konfrontacji z Laurą na tle "a gdzie mój ojciec". I coraz silniej dochodzę do wniosku, że tu nie chodzi o przypominanie o Pyziaku.

Mam wrażenie, że autorka uważa Laurę za "złą", bo... matka jej nie wystarcza. Pyza, która poświęca matce absolutnie każdą myśl, jest grzeczną dziewczynką. Laura, która chciałaby mieć także ojca, rani matkę, bo daje w ten sposób odczuć, że sama matka to nie wszystko. A matka, a już zwłaszcza Gabriela, to ma być WSZYSTKO. I sugerowanie, że sama Gabriela nie wystarczy, to jest właśnie ta złośliwość, która przyprawia rzeczoną o łzy.

Dlatego Gaba występuje tak naprawdę i przeciwko Grzesiowi, gdy ten próbuje podjąć niewdzięczną rolę ojca.

Obserwuj wątek
    • ding_yun Re: Przyczyna łez Gabrieli 24.11.11, 17:29
      Dobra interpretacja moim zdaniem. Ale nie jedyna. Gaba może też płakać ponieważ ma poczucie winy, że wybrała złego mężczyznę na ojca swoich dzieci. I Laura nie pozwala jej o tym zapomnieć, w przeciwieństwie do Róży.
      • croyance Re: Przyczyna łez Gabrieli 24.11.11, 17:45
        Jesli placze, bo 'wybrala zlego mezczyzne na ojca swoich dzieci' to ma IMHO jakas megalomanie i matkopolskie podejscie, ze to matka! matka jest najwazniejsza, a ojciec to jak z emamy 'nie bedzie mi sie wtracac w wychowanie'.

        IMO podswiadomie moze i ona sie cieszy, ze jej sie nie wtraca, ze tylko ONA ma wplyw na dzieci, a ze taka mysl napawa ja poczuciem winy, to i pochlipuje po katach ...
        • ding_yun Re: Przyczyna łez Gabrieli 24.11.11, 18:44
          Właśnie jak dla mnie na odwrót.
          Jedna postawa to ta, którą opisuje Nessie: Gabriela płacze, że Laurze nie wystarcza tylko matka, że brakuje jej ojca i jak tak można, przecież matka powinna wystarczyć. To jest megalomania i matkopolskie podejście.
          Druga możliwość jest taka, że Gaba widzi jak Laura męczy się nie znając swojego ojca, nie mając z nim nigdy kontaktu i obwinia się za to, że wybrała złego mężczyznę. Taka postawa zakłada zrozumienie roli ojca w procesie wychowawczym, że się tak wyrażę.
          • croyance Re: Przyczyna łez Gabrieli 24.11.11, 19:01
            A nie, nie, ja mysle, ze nie o role ojca w procesie wychowawczym chodzi, tylko o 'zle geny wybralam o ja glupia' ;-)
            • pi.asia Re: Przyczyna łez Gabrieli 24.11.11, 20:36
              A ja się doczepię czegoś innego.
              Gaba ryczy na każde, najmniejsze wspomnienie o Pyziaku. Wystarczy powiedzieć "Pyz..." i juz łzy albo sztylety. To dlaczego, do stu tysięcy furgonów beczek diabłów, córkę uparcie nazywa Pyzą? Masochistyczne samoudręczanie?
              • nessie-jp Re: Przyczyna łez Gabrieli 24.11.11, 20:50
                pi.asia napisała:

                > A ja się doczepię czegoś innego.
                > Gaba ryczy na każde, najmniejsze wspomnienie o Pyziaku. Wystarczy powiedzieć "P
                > yz..." i juz łzy albo sztylety.

                No więc właśnie mnie się wydaje, że nie na każde
            • ding_yun Re: Przyczyna łez Gabrieli 24.11.11, 20:49
              croyance napisała:

              > A nie, nie, ja mysle, ze nie o role ojca w procesie wychowawczym chodzi, tylko
              > o 'zle geny wybralam o ja glupia' ;-)

              Aaaaa, to jeszcze trzecia możliwość.
              • pi.asia Re: Przyczyna łez Gabrieli 24.11.11, 21:07
                Może za każdym razem trafia ją szlag na myśl, że gdyby wyprowadziła się z mężem od rodziców, czy nawet wyjechała, to byliby szczęśliwą rodziną? Zdecydowała inaczej i teraz żyje w kołchozie, gdzie nikt nie ma własnego kąta, a ona sama sypia na materacu. A jedyny mężczyzna w stadzie spada z drabiny, leży na tej brudnej podłodze i sporadycznie nosi po mieszkaniu czarnoziem w szufelku.
                Tymczasem taki Pyziak umiał np. dziurę w murze naprawić oraz znał skład i wartości odżywcze warzywa pt. kalafior.

                Mówiąc krótko, Gabrysia żałuje, że na ojca (niebiologicznego) swych dzieci wybrała dziadka swych dzieci.
                • croyance Re: Przyczyna łez Gabrieli 24.11.11, 21:20
                  Ja Wam powiem. Ona zaluje, ze do Australii nie wyjechala. Rozumiem ja swietnie. Miala okazje, za dlugo sie wahala, a teraz szlag ja trafia. Kangury! Krokodyle! Uluru! A tak siedzi z rodzicami w brudnej kamienicy i w scisku, a co sie do niej Laura odezwie, to Gabie sie Aborygeni jawia i zaczyna wyc na nowo. Nie moze, po prostu nie moze sobie tego wybaczyc. Dlatego jest tez nieobecna w zyciu corek - myslami jest w Alice Springs.
                  • rozdzial43 Re: Przyczyna łez Gabrieli 24.11.11, 21:27

                    Kangury! Krokodyle
                    > ! Uluru! A tak siedzi z rodzicami w brudnej kamienicy i w scisku, a co sie do n
                    > iej Laura odezwie, to Gabie sie Aborygeni jawia i zaczyna wyc na nowo. Nie moze
                    > , po prostu nie moze sobie tego wybaczyc. Dlatego jest tez nieobecna w zyciu co
                    > rek - myslami jest w Alice Springs.

                    Będzie tak do czasu, gdy nie poczyta sobie dokładnie o tajpanie australijskim albo o muldze.
                    Wtedy przyjdzie wybaczenie i pogodzenie z otaczającym światem. Łaknące uwagi Gaby córki powinny jej niezwłocznie uświadomić, że w Australii żyje najwięcej jadowitych gadów na świecie.
                    • croyance Re: Przyczyna łez Gabrieli 24.11.11, 21:30
                      Ale ona lubi walczyc z przeciwnosciami losu i jadowitymi stworzeniami :-D Co jej tam tajpany!

                      O matko, ja chce do Australii ...
                    • the_dzidka Re: Przyczyna łez Gabrieli 25.11.11, 09:07
                      > w Australii żyje najwięcej jadowitych gadów na świecie.

                      A nie tylko jeden Pyziak.
                      • minerwamcg Re: Przyczyna łez Gabrieli 25.11.11, 20:59
                        Dzidka, ty zarazo! Oplułam laptop :)
                      • nessie-jp Re: Przyczyna łez Gabrieli 25.11.11, 23:40
                        the_dzidka napisała:

                        > > w Australii żyje najwięcej jadowitych gadów na świecie.
                        >
                        > A nie tylko jeden Pyziak.

                        No. Jeszcze nomen omen Gadomscy, wysiudani z naprzeciwka.
                        • minerwamcg Re: Przyczyna łez Gabrieli 27.11.11, 20:59
                          Potomkowie głuchej staruszki z "Kwiatu kalafiora"?
    • rannie.kirsted Re: Przyczyna łez Gabrieli 24.11.11, 21:10
      ee, to chyba raczej nie to,
      zauwaz ze NIKT, nie tylko laura, nikt nie ma prawa przy gabrieli wspominac o pyziaku. jest pare takich sytuacji ze wspominaja go ida, patrycja, natalia, i zawsze gaba reaguje tak samo - jakby ktos dal jej piescia w zoladek. to jest tak opisane ze ta rana jest dla niej ciagle swieza i gleboka, tak jakby Pyziak porzucil ja, z malutkim dzieckiem i drugim w drodze, WCZORAJ a nie x lat temu.
      • rannie.kirsted Re: Przyczyna łez Gabrieli 24.11.11, 21:14
        Gaba po prostu byla w nim totalnie, totalnie zakochana. zreszta jak opisuje Pulpie swoje uczucia do Pyziaka (co ma miejsce jakies 8 lat po jego odejsciu!!) - ze czuje sie jakby dala komus swoje serce, a on jej zwrocil je, uprzednio wycierajac w nie buty. to chyba dlatego o Pyziaku nie wolno w domu borejkow mowic, bo Gaba tak go kochala i tak bolesnie przezyla porzucenie.
        • croyance Re: Przyczyna łez Gabrieli 24.11.11, 21:22
          Oj tam, zakochana, kto nie byl zakochany. W Grzesiu tez jest zakochana podobno.
          • klawiatura_zablokowana Re: Przyczyna łez Gabrieli 25.11.11, 22:59
            Widocznie nie aż tak bardzo, skoro chlipie po ex ;)

            Kobieta w szczęśliwym związku na wspomnienie eksa może co najwyżej wzruszyć ramionami. Skoro łzy z oczu jej lecą i jego imienia słuchać nie może, to znaczy, że się od chłopa nie uwolniła emocjonalnie.
            • ginestra Re: Przyczyna łez Gabrieli 26.11.11, 00:29
              klawiatura_zablokowana napisała:

              > Widocznie nie aż tak bardzo, skoro chlipie po ex ;)
              >
              > Kobieta w szczęśliwym związku na wspomnienie eksa może co najwyżej wzruszyć ram
              > ionami. Skoro łzy z oczu jej lecą i jego imienia słuchać nie może, to znaczy, ż
              > e się od chłopa nie uwolniła emocjonalnie.
              >

              Przychylam się, Klawiaturo_zablokowana :), do Twojej interpretacji!

              Dodam jeszcze, że bywa w życiu również tak, że ktoś jest czyjąś tak wielką miłością, że mówienie o "uwolnieniu się od niego emocjonalnie" jest chybione - nie da się bowiem uwolnić od uczucia, które nie jest jakąś patologią, uzależnieniem, tylko po prostu miłością do kogoś, z kim przeżyło się wielkie szczęście (niezależnie od tego, co było dalej) i kto tak bardzo danej osobie odpowiada i tak do niej pasuje jak nikt inny. No cóż, że odszedł. Serce nie sługa, ale to nie zmienia faktu, że ktoś może go nadal kochać.

              Jeśli pamiętacie Elżbietę Kruk z zespołu 2+1 to ona byłaby chyba tego dobrym przykładem: młoda, piękna, zdolna, inteligentna, przesympatyczna, seksowna (i co tam jeszcze chcieć), z energią, wiele osiągnęła (na tamte czasy to były fenomenalne sukcesy) i tak dalej. Po odejściu męża do innej kobiety na pewno podobała się innym mężczyznom, nie wierzę, że nie. Tymczasem nie związała się z nikim i nigdy już (jak dotąd) nie podźwignęła się z żałoby (po odejściu męża, a potem po jego śmierci). Może czytaliście jakieś artykuły o niej i wspomnienia przyjaciół, m.in. tego kolegi z zespołu, który próbował ją jakoś wyciągnąć z tego (na daremnie), to sami wiecie. Po prostu dziewczyna, jak zakochała się jako 17-latka w swoim późniejszym mężu, to już na amen.
              Tak po prostu bywa w życiu. Ja znam kilka takich kobiet. Myślę, że Wy też, jak bardziej poszukacie, to znajdziecie takie przykłady.

              Uważam, że to jest dokładnie to samo co trafić na kogoś i mieć z nim dobry związek, który trwa. Jest taki program w TV "Taka miłość się nie zdarza" (może widzieliście). Opowiada on o znanych osobach, którym dane było spotkać ich wielką miłość i stworzyć szczęśliwy związek. I jak oglądacie, to pewnie nie dziwicie się, że te osoby tak bardzo do siebie pasują, i że jedna czy druga tak bardzo tę swoją połówkę kocha. W tym programie przyjaciele, dorosłe dzieci czy inne osoby z otoczenia danej pary opowiadają o niej w tym duchu, że "miłość to rzadki ptak", i że to wielkie szczęście trafić na kogoś, kto do nas tak pasuje itp.

              W moim odczuciu, w przypadku Gaby czy Elżbiety Kruk jest identycznie jak w tym programie, minus odwzajemnienie tego uczucia (od pewnego momentu) przez drugą stronę. A tak, to jest to dokładnie to samo.

              Ja tam nie dziwię się temu, że można tak kogoś kochać i dziwi mnie raczej ta wieczna ironia wobec Gaby.

              Myślę, że z Grzegorzem jakoś to między sobą ustalili, że po prostu to nie jest takie uczucie totalne między nimi, ale jest dużo ciepła, przyjaźni, dobrej woli bycia razem na całe życie. Jest po prostu inaczej, inny smak tego związku, ale chyba im dobrze razem, a nic nie można poradzić na to, że to pierwsze uczucie, do ojca tych pierwszych dzieci u niej było takie silne i na jakimś poziomie nigdy nie minie.
              • croyance Re: Przyczyna łez Gabrieli 27.11.11, 15:48
                Jezeli nie moze sie uwolnic, to nie jest to prawdziwa milosc, ale uzaleznienie. 'Prawdziwa milosc', o jakiej - jak rozumiem - piszesz, jest dawaniem, ale relacja zaleznosci, wiec fakt, ze druga osoba jej nie odwzajemnie i powoduje to bol de facto zaprzecza temu, ze jest to milosc prawdziwa. Wymiana, tak.
                • ginestra Re: Przyczyna łez Gabrieli 27.11.11, 18:08
                  croyance napisała:

                  > Jezeli nie moze sie uwolnic, to nie jest to prawdziwa milosc, ale uzaleznienie.
                  > 'Prawdziwa milosc', o jakiej - jak rozumiem - piszesz, jest dawaniem, ale rela
                  > cja zaleznosci, wiec fakt, ze druga osoba jej nie odwzajemnie i powoduje to bol
                  > de facto zaprzecza temu, ze jest to milosc prawdziwa. Wymiana, tak.

                  Nie wiem czy dobrze Cię zrozumiałam, nie jest dla mnie dość jasny sposób, w jaki to napisałaś, ale wydaje mi się, że z miłością, to nie jest tak akademicko jak piszesz.

                  Nie wiem na jakiej podstawie opierasz te "dogmaty", że jak ktoś najpierw odwzajemniał miłość drugiej osobie, a potem przestał ją odwzajemniać i to tę drugą osobę boli (trudno, żeby nie bolało, skoro kocha, IMO), to automatycznie miłość tej drugiej osoby staje się nieprawdziwa.

                  Chyba w życiu tak nie jest.

                  Ludzie to nie automaty, że:
                  a) kocham + partner odwzajemnia czyli jest wymiana = prawdziwa miłość i jest OK.
                  b) kocham + partner przestał odwzajemniać czyli nie ma wymiany = ten co kocha ma natychmiast przestać kochać, bo jeśli go boli to "zaprzecza temu, że jego miłość jest prawdziwa", a tak w ogóle to jego miłość automatycznie przestaje być prawdziwa.

                  Uważam, że to jest jakieś błędne myślenie.

                  Ponadto, znam definicję uzależnienia i uważam, że definicja uzależnienia nie pasuje absolutnie do opisywanego tu przypadku Gaby.

                  Jestem przeciwna takim uproszczeniom i automatyzmom i uważaniu, że to jest takie hop-siup, że jak była wielka miłość, ktoś zawiódł, to automatycznie ta zawiedziona osoba ma natychmiast przestać odczuwać to, co odczuwa i na co nie ma wpływu, bo jak nie, to trzeba jej dać jakąś pogardliwą etykietkę i oceniać jej miłość, że to nie jest prawdziwa miłość.

                  Ponadto, z całym szacunkiem, ale mądrym powiedzeniem jest "syty głodnego nie rozumie". Myślę, że Gabę najlepiej zrozumiałaby kobieta, która wie co to znaczy mieć dzieci z kimś, z kim połączyła ją wielka miłość, a potem ten ktoś odszedł, a nadal się go kocha (co nie znaczy, że nie żyje się dalej swoim życiem, bo żyje się). W przeciwnym razie może być trudno w ogóle wyobrazić sobie co Gaba czuje (oczywiście może, ale nie musi, to indywidualna sprawa kto jak sobie potrafi daną sytuację wyobrazić, niemniej, taka nonszalancja w wypowiadaniu się o miłości, jak dla mnie, woła o trochę pokory jednak).
                  • zla.m Re: Przyczyna łez Gabrieli 27.11.11, 19:17
                    Jasne, że jeżeli się kogoś kochało i ten ktoś przestał kochać, to nie znaczy, że relacja od razu staje się uzależnieniem, ale:
                    primo - dla bardziej pryncypialnych/idealistycznie nastawionych osób, takie sobie zaprzestanie kochania, może oznaczać, że miłość nie była prawdziwa
                    secundo - nawet żałoba po śmierci ukochanego trwa podręcznikowo ok roku, jeżeli ktoś przez 8 czy więcej lat nie może przestać myśleć z bólem o jakiejś osobie, która odeszła, to pytanie, czy to nie jest uzależnienie, staje się zasadne. Rozumiem co jakiś czas zatęsknić, rozumiem w gorszy dzień ciut się roztkliwić (choć raczej nad zmarłym niż nad ohydnym australijskim uwodzicielem), ale lać ślozy na każde wspomnienie, to JEST przesada. Nieumiejętność porozmawiania normalnie z własnym dzieckiem też dobrze nie świadczy. Zwłaszcza, że przecież nikt nie każe udawać Gabie przed Laurą, że jej to nie boli albo że wie na pewno, dlaczego stało się tak a nie inaczej.
                    - tertio: nigdzie w powieściach nie ma ani wzmianki o tym, że Gaba i Grześ mieli jakikolwiek towarzyski układ. Wręcz przeciwnie, to wielkie uczucie, potwierdzone ślubem przed Bogiem! I niejednokrotnie autorka podkreśla wielką miłość i zaangażowanie Grzesia. Więc jeżeli Gaba pozwala mu się tak kochać i jednocześnie nie umie przestać myśleć o Pyziaku Jasiu, to wychodzi na zwykła sucz.

                    ---
                    Po "Awatarze" J. Cameron zamierza nakręcić kolejne części: "Moderator" i "Moderator - Dzień Sądu".
                    • ginestra Re: Przyczyna łez Gabrieli 27.11.11, 21:07
                      Zla.m,

                      ja tylko, pozwól, odniosę się do 3 rzeczy z Twojego posta:

                      1. niestety, psychologowie, psychiatrzy, jak również zwykli ludzie, którzy przeżyli żałobę są kategorycznie zdania, że żałoba trwa dla każdego indywidualnie, tyle czasu ile tej osobie potrzeba. Może trwać całe lata i to jest OK. Nie ma absolutnie opcji, że ma trwać rok i już. Ludzie to nie maszyny, a rok to stanowczo zbyt krótko, jeśli się kogoś bardzo kochało. Wyodrębniono kilka faz żałoby i - jeżeli ktoś otrzymuje pomoc psychologiczną w żałobie - to zwraca się po prostu uwagę na to, żeby nie zatrzymał się w żadnej z faz. Ludziom, których bliscy zaginęli i nie odnaleźli się jest bardzo trudno przeżyć żałobę, bo nie wiedzą czy ta osoba żyje. Dlatego jest trochę tak, jakby zatrzymali się w jakiejś fazie. Często dopiero znalezienie ciała lub jakichś danych upewniających, że ta osoba nie żyje, pozwala tym osobom przeżyć do końca żałobę.

                      Piszę o tym, żeby pokazać, że żałoba to proces i jeśli ktoś definitywnie umiera, to wówczas ten proces ma swoje charakterystyczne fazy i dobrze jest je wszystkie przejść. A ile każda z nich ma trwać, to indywidualna sprawa.

                      W przypadku rozwodu, gdzie druga osoba żyje, jest o wiele trudniej przejść te fazy (właśnie dlatego, że ta osoba żyje), niemniej niekiedy udaje się i tak te fazy przejść. Przejście tych faz objawia się tym, że można dalej spokojnie żyć swoim życiem. I Gaba właśnie jest tego dowodem: nie siedzi w apatii i nie wpatruje się w zdjęcie Janusza, nie rozpiła się, nie roztyła jak matka Gilberta Grape'a (z filmu "Co gryzie Gilberta Grape'a"), tylko żyje, jak potrafi najlepiej. Uczestniczy w życiu. Idzie dalej. Zakłada związek, rodzi kolejne dziecko itp.

                      Co ważne, przejście tych faz i zakończenie żałoby, nie musi wcale oznaczać, że nie można już tego męża, który odszedł, kochać czy odczuwać bólu na jego wspomnienie w jakichś okolicznościach. Otóż można i jedno drugiemu nie przeszkadza.

                      Usłyszałam niedawno (w filmie) wypowiedź, w której osoba, która dawno przeszła żałobę mówiła do osoby, która dopiero weszła w żałobę o tym jak to jest. I to brzmiało w ten deseń: "Najpierw nie możesz w to uwierzyć, że ta osoba odeszła, potem długo wydaje Ci się, że nie będziesz w stanie bez niej żyć, że zwariujesz, że umrzesz, czujesz ciągle napady bólu. Po pewnym czasie jednak jakoś to wszystko rozmywa się, przeżywasz taki spokojny smutek, a w końcu i ten smutek odchodzi, bo czas leczy rany. Potem, wreszcie, jest już dużo lepiej, tak dalece lepiej, że czujesz, że zaczynasz wierzyć, że możesz jakoś ułożyć sobie życie na nowo, z kimś drugim. I układasz je i żyjesz najlepiej jak potrafisz. Ale jeżeli myślisz, że ten ból, który teraz czujesz, kiedykolwiek całkiem odejdzie, to mylisz się. On nie odejdzie NIGDY. Tak po prostu jest. Z tym się trzeba pogodzić."

                      Dla mnie ta wypowiedź jest bardzo prawdziwa.

                      2. Sprawa postępowania Gaby wobec dzieci - osobna kwestia i zgadzam się, że w tym obszarze dużo było do zmiany.

                      3. Nie pisałam, że związek Gaby i Grzegorza był tylko towarzyski. Ja uważam, że oni szczerze darzyli się uczuciem, miłością, ale taką trochę inną, spokojniejsza, bardziej o odcieniu przyjaźni, nie taką totalną, jak ta pierwsza miłość Gaby do Janusza i vice versa. Grzegorz też zapewne inny był przy mamie Elki, a inny przy Gabie. Oboje, po tych konkretnych przejściach i z tymi konkretnymi charakterami, potrzebowali właśnie takiego może spokojnego uczucia, solidarności wzajemnej itp. i na tych potrzebach ten związek zbudowali. I dobry związek i dobrze im ze sobą, wierzę.

                      Gdyby Gaba nie kochała za bardzo Janusza, to może by właśnie wzruszyła ramionami na jego temat i rzuciła się w związek z Grzesiem jak w ogień. Ale że akurat tak w jej życiu nie było (że Janusz był przelotną miłością), to cóż ona ma poradzić. (Ten film "Ile waży koń trojański", o którym ktoś wspominał na forum, dobrze to ilustruje: tam kobietę w ogóle nie obchodził pierwszy mąż i wolała drugiego; czyli może tak być w życiu. Na tym przykładzie widać też, że może być i na odwrót, jak u Gaby: że to pierwszy mąż akurat potrafił w tak doskonały sposób przyjąć całe jej jestestwo, być takim najlepszym na świecie adresatem jej kobiecości i tego kim jest i dać jej taką wzajemność, akurat o takim smaku, który dla niej był najpiękniejszy na świecie, że po prostu tego nie da się zapomnieć i nie da się za tym przestać tęsknić. Nigdy. I nic na to nie można poradzić. Co nie przeszkadza, oczywiście, doceniać drugiego mężczyznę, za jego zalety, za to kim jest, za jego miłość i oczywiście jakoś go na swój sposób kochać).

                      Takie jest przynajmniej moje zdanie na temat Gaby.
                      • dziennik-niecodziennik Re: Przyczyna łez Gabrieli 27.11.11, 23:14
                        opis żałoby bardzo piekny i bardzo prawdziwie napisany.

                        > 3. Nie pisałam, że związek Gaby i Grzegorza był tylko towarzyski. Ja uważam, że
                        > oni szczerze darzyli się uczuciem, miłością, ale taką trochę inną, spokojniejs
                        > za, bardziej o odcieniu przyjaźni, nie taką totalną, jak ta pierwsza miłość Gab
                        > y do Janusza i vice versa. Grzegorz też zapewne inny był przy mamie Elki, a inn
                        > y przy Gabie. Oboje, po tych konkretnych przejściach i z tymi konkretnymi chara
                        > kterami, potrzebowali właśnie takiego może spokojnego uczucia, solidarności wza
                        > jemnej itp. i na tych potrzebach ten związek zbudowali. I dobry związek i dobrz
                        > e im ze sobą, wierzę.

                        no i dokladnie. kazda kolejna milosc jest inna :) a ta - relacja dwojga dorosłych osob po przejsciach - jest jak dla mnie wyjątkowo dobrze napisana.
                    • dziennik-niecodziennik Re: Przyczyna łez Gabrieli 27.11.11, 23:06
                      > primo - dla bardziej pryncypialnych/idealistycznie nastawionych osób, takie sob
                      > ie zaprzestanie kochania, może oznaczać, że miłość nie była prawdziwa

                      ale czyja milosc nie byla prawdziwa? chyba tylko tego co przestał kocha. i wlasnie dlatego ten kto kocha dalej tym bardziej cierpi.

                      > secundo - nawet żałoba po śmierci ukochanego trwa podręcznikowo ok roku, jeżeli
                      > ktoś przez 8 czy więcej lat nie może przestać myśleć z bólem o jakiejś osobie,
                      > która odeszła, to pytanie, czy to nie jest uzależnienie, staje się zasadne. Ro
                      > zumiem co jakiś czas zatęsknić, rozumiem w gorszy dzień ciut się roztkliwić (ch
                      > oć raczej nad zmarłym niż nad ohydnym australijskim uwodzicielem), ale lać śloz
                      > y na każde wspomnienie, to JEST przesada.

                      wiesz, tak z życia - pi razy drzwi 10 lat temu zostałam porzucona przez moja pierwszą prawdziwą wielką miłośc. nie kocham faceta juz od daaaaawna, nie tęsknię za nim, nawet juz troszkę nie pamietam jak wyglądał, jestem szczęśliwa, mam męża, ma dziecko - a czasem jak sobie wspomnę to cholera zaboli. śloz nie leję, ale boli.
                      a Gaba za Pyziakiem nie tęskni i nie roztkliwia sie na mysl o nim (przynajmniej nie po rozwodzie, bo wczesniej to trochę tak). po prostu jak ktos jej o nim przypomni to reaguje. w taki a nie inny sposób, bo - jak sama mowi - nie lubi złych wspomnień. a te są dla niej chyba najgorsze. i ma sie to kompletnie nijak do jej związku z Grzesiem.
                  • croyance Re: Przyczyna łez Gabrieli 28.11.11, 17:23
                    Na biblijnym rozumieniu milosci, Ginestro.
                    Milosc, jako ta 'prawdziwa', charakteryzuje sie tym, ze jest bezwarunkowa, inaczej nie jest milosci.
                    Jesli jest warunek, chociazby w stylu 'mam co do ciebie konkretne oczekiwania, czegos od ciebie chce, na przyklad wzajemnosci' - to jest, wybacz, ale nie milosc w idealnym rozumieniu tego slowa (a o tym pisalas, o 'prawdziwej' milosci), tylko pewnego rodzaju, nieglupia zreszta, wymiana. Ja ci dam to, a ty mi tamto. Super, ale gdzie jest aspekt bezwarunkowosci?

                    Jesli bierzesz czyjas milosc for granted, jesli uznajesz, ze masz jakiejolwiek prawa do drugiej osoby, to zyjesz iluzja. Nie masz zadnych praw. Jesli ktos zdecydowal sie cos Tobie dac, a potem zdanie zmienil, to wypadaloby raczej podziekowac i dac temu odejsc. Jesli cierpisz z powodu czyjegos odejscia, znaczy to tyle, ze czegos od niego chcialas, spelnial jakies Twoje potrzeby, i wszystko fajnie, ale to nie jest bezwarunkowe, nie ma w tym wolnosci.

                    Tak milosc widza wszyscy wielcy mistycy - i chrzescijanscy, i ci ze Wschodu. Ale rozumiem, ze Ty wiesz lepiej.
                    • ginestra Re: Przyczyna łez Gabrieli 29.11.11, 11:11
                      croyance napisała:

                      > Na biblijnym rozumieniu milosci, Ginestro.
                      > Milosc, jako ta 'prawdziwa', charakteryzuje sie tym, ze jest bezwarunkowa, inac
                      > zej nie jest milosci.
                      > Jesli jest warunek, chociazby w stylu 'mam co do ciebie konkretne oczekiwania,
                      > czegos od ciebie chce, na przyklad wzajemnosci' - to jest, wybacz, ale nie milo
                      > sc w idealnym rozumieniu tego slowa (a o tym pisalas, o 'prawdziwej' milosci),
                      > tylko pewnego rodzaju, nieglupia zreszta, wymiana. Ja ci dam to, a ty mi tamto.
                      > Super, ale gdzie jest aspekt bezwarunkowosci?


                      > Jesli bierzesz czyjas milosc for granted, jesli uznajesz, ze masz jakiejolwiek
                      > prawa do drugiej osoby, to zyjesz iluzja. Nie masz zadnych praw. Jesli ktos zde
                      > cydowal sie cos Tobie dac, a potem zdanie zmienil, to wypadaloby raczej podziek
                      > owac i dac temu odejsc. Jesli cierpisz z powodu czyjegos odejscia, znaczy to ty
                      > le, ze czegos od niego chcialas, spelnial jakies Twoje potrzeby, i wszystko faj
                      > nie, ale to nie jest bezwarunkowe, nie ma w tym wolnosci.
                      >
                      > Tak milosc widza wszyscy wielcy mistycy - i chrzescijanscy, i ci ze Wschodu. Al
                      > e rozumiem, ze Ty wiesz lepiej.
                      >

                      Croyance, ja NIC kompletnie takiego nie pisałam!!! Przeczytaj lepiej moje posty. Jestem normalnie w szoku. Nie wiem z kim Ty tu polemizujesz, ale na pewno nie ze mną. :-/
                      • klymenystra Re: Przyczyna łez Gabrieli 29.11.11, 14:02
                        Owszem, pisalas. Pisalas, ze Gaba cierpi po Pyziaku, bo to byla prawdziwa milosc. Croyance udowadnia Ci cos przeciwnego.
                        • ginestra Re: Przyczyna łez Gabrieli 29.11.11, 14:25
                          klymenystra napisała:

                          > Owszem, pisalas. Pisalas, ze Gaba cierpi po Pyziaku, bo to byla prawdziwa milos
                          > c. Croyance udowadnia Ci cos przeciwnego.

                          No właśnie nie. :(

                          Ja nie czyniłam nigdzie rozróżnienia na "prawdziwą" i "nieprawdziwą" miłość (to rozrożnienie zrobiła właśnie Croyance i ja właśnie z nią polemizowałam mówiąc, że nie powinno się oceniać czyjejś miłości).

                          Nie pisałam nigdzie o "miłości chrześcijańskiej", nie pisałam nigdzie o tym, że osoba w żałobie "czegoś chce" od tej osoby, która odeszła i tak dalej.

                          Wszystkie, wszystkie, wszystkie te rzeczy, które napisała Croyance, że niby odnoszą się do moich wypowiedzi, są kompletnie z sufitu.

                          Mam wrażenie, że Croyance właśnie nie przeczytała moich wypowiedzi. Może raz jeszcze je przeczyta, ale jak nie, to nie, nie zależy mi.

                          Ja już swoje napisałam i nie mam nic do dodania, wszystko jest w tych postach.
                          • croyance Re: Przyczyna łez Gabrieli 03.12.11, 14:56
                            No wlasnie tak.
                            Pisalas o 'prawdziwej milosci' - wszyscy mistycy zgodnie twierdza, ze prawdziwa milosc jest pozbawiona ego. Czyli nie ma w niej miejsca na zranione emocje, obrazone uczucia, osobiste urazy, bo nie jest rzecza z poziomu emocji. Wystarczy przeczytac Hymn do Milosci.
                            • rannie.kirsted Re: Przyczyna łez Gabrieli 03.12.11, 15:40
                              tak definiowana prawdziwa milosc nie istnieje hehe. przynajmniej nie miedzy ludzmi
                            • ginestra Re: Przyczyna łez Gabrieli 03.12.11, 18:17
                              croyance napisała:

                              > No wlasnie tak.
                              > Pisalas o 'prawdziwej milosci' - wszyscy mistycy zgodnie twierdza, ze prawdziwa
                              > milosc jest pozbawiona ego. Czyli nie ma w niej miejsca na zranione emocje, ob
                              > razone uczucia, osobiste urazy, bo nie jest rzecza z poziomu emocji. Wystarczy
                              > przeczytac Hymn do Milosci.
                              >

                              Nie, Croyance. Absolutnie nie.

                              1. Ja nie pisałam o "prawdziwej" miłości. W ogóle nie robiłam rozróżnienia na prawdziwą i nie prawdziwą. Pisałam po prostu o miłości - miłość każdy przeżywa inaczej i zdarza się, że ktoś trafia akurat na taką osobę, która tak bardzo do niego pasuje czy tak bardzo potrafiła przyjąć go ze wszystkim, co ta osoba niesie na świecie, że po prostu, kiedy ta osoba odchodzi lub umiera, to nadal ją się kocha.

                              Nie pisałam też o "zranionych emocjach, obrażonych uczuciach, osobistych urazach"!!
                              Przeciwnie, pisałam o tym, że można kochać kogoś dalej, kiedy już żałoba (z jej całym bagażem niezależnych od człowieka trudnych uczuć) minęła. Co więcej, pisałam, że nie tylko wtedy, kiedy ktoś umiera, ale wtedy, kiedy np. odchodzi do innej czy wyjeżdża na antypody czy cokolwiek, można przeżyć ten nieuchronny tygiel uczuć, który towarzyszy temu momentowi rozstania (co jest bardzo ludzkie), ale potem życie trwa i człowiek odkrywa, że nadal tę osobę kocha. A więc wtedy te przykre okoliczności rozstania stają się nieważne. Człowiek łapie się na tym, że nadal tę osobę kocha i nie pielęgnuje żadnych urazów!
                              Czyli przypisałaś moim wypowiedziom przeciwny sens.

                              2. Hymn do Miłości (jeśli masz na myśli któryś z listów Św. Pawła) jest bliski temu, co opisałam, chociaż - według mnie - wcale nie mówi on o "miłości pozbawionej ego".

                              To "pozbawienie ego" pachnie mi buddyzmem i przyznam się, że ja słabo znam buddyzm (w liceum trochę czytałam o nim, ale potem nie interesował mnie już w w dalszych latach w ogóle) i do mnie akurat on kompletnie nie przemawia, więc w ogóle nim się nie zajmuję i nie jest on dla mnie żadnym ideałem. Nie pisałam też o mistykach, a o zwykłych ludziach, którzy nie mają powołania do mnisiego stanu, a do związku. Uważam, że jak najbardziej OK jest iść przez życie mając "ego" i wiedząc kim się jest i kochając kogoś jako konkretna osoba, "konkretna ja", z całą moją historią i jestestwem i w ogóle nawet nie silić się na to, żeby się tego "ego" pozbywać.

                              Powtórzę, ja pisałam po prostu o tym, że czasem tak bywa (nie wiem dlaczego, ale tak po prostu bywa), że ktoś przeżywa miłość akurat w ten sposób: że jego miłość akurat nie ustaje. Pisząc swoje posty powyżej nie zagłębiałam się w "Hymn do miłości" i miałam na myśli po prostu to, że nie jest specjalną zasługą danej osoby to, że ona akurat dalej kocha tego, kto odszedł. Ta osoba nie musi w sobie tej miłości wytwarzać, nie musi pracować nad nią, żeby tak czuć - bo po prostu tę osobę kocha i już. Kocha ją, mimo, że zmarła. Kocha ją, mimo że odeszła.

                              A co do "Hymnu o miłości", to ja akurat, odkąd go poznałam i zrozumiałam o co w nim chodzi (we wczesnej młodości), to faktycznie świadomie staram się, aby moja miłość taka była i ja tak właśnie definiuję miłość, dla siebie, prywatnie. Dla mnie osobiście niesamowicie ważne jest pamiętać, że miłość "nie cieszy się z niesprawiedliwości", "współweseli się z prawdą", "nie pamięta złego" (i tak dalej). To jest i zawsze było dla mnie drogowskazem i to mnie cały czas prowadzi przez życie - dlatego uważam, że nad tymi aspektami swojej osobowości, aby kochać dojrzale i nie krzywdzić, można pracować, jak najbardziej. Można sobie te rzeczy ciągle uświadamiać i np. rozważając wejście w jakąś relację pytać siebie, czy nie będzie to relacja budowana na czyjejś krzywdzie itp. Tak samo z innymi aspektami, przebaczeniem itp. Uważam, że ten list św. Pawła jest bardzo mądry.

                              Natomiast to, o czym pisałam wcześniej to jakby odrębna sprawa, niezależna od naszej woli. Po prostu trafia się na kogoś, kto potrafi tak bardzo do człowieka pasować i tak się podobać i stwarzać taki nastrój relacji i tak totalnie przyjąć to, co mamy do zaoferowania, nasze zalety i wady i okazać nam taką miłość i tyle może być wspólnych dobrych chwil, że potem, kiedy coś się psuje albo kiedy ta osoba umiera, to zauważamy, że po prostu - bez naszej winy - tęsknimy za tym i nikt już nam się nie podoba AŻ tak. Widzi się i docenia się innych, owszem, można nawet związać się z kimś (jak Gaba z Grzegorzem), ale cóż poradzić, kiedy łapiemy się czasem na tym, że akurat tego "nastroju" i tego całokształtu, jaki dawała ta pierwsza osoba po prostu nam brakuje i żal nam, że nigdy już to nie wróci. Są takie chwile po prostu. Uważam, że to jest ludzka rzecz. Nie wiem dlaczego jedni tak mają, inni nie. Przypuszczam, że to zależy i od tej osoby, która pokochała (i nie przestaje kochać) i od tej drugiej. To nie jest tak, że ktoś jest lepszy czy gorszy, że akurat mu nie przeszło, czy że mu przeszło. To jest (uważam) jakaś tajemnica, jakaś bardzo indywidualna sprawa, którą trzeba uszanować.

                              Nie wiem jak lepiej to opisać. Może po prostu samo życie, poznawanie coraz to nowych ludzi, opisze to lepiej. Nie jest powiedziane, że wszystko trzeba natychmiast zrozumieć, od tego jest całe życie.
                              • megg76 Re: Przyczyna łez Gabrieli 30.12.12, 22:51
                                Jezus też cały czas mówił o pozbyciu się ego. Tego ego. Przepraszam, że nie popre teraz tego cytatami, "faktami", muszę wracać do realności. Pozdrawiam
                      • emae Re: Przyczyna łez Gabrieli 29.11.11, 14:59
                        Wiesz, coś w tym jest. Tylko to jest ogromnie trudne i praktycznie nie znam osoby, która by tak postępowała. Ale: jeśli kochasz bezwarunkowo, to nie stawiasz warunków - że ta osoba będzie traktować cię dobrze, że ta osoba będzie ci wierna, że ta osoba cię nie zostawi, że ta osoba będzie żyła. Zgodnie z taką bezwarunkową postawą, miłość nie powinna ustać, pomimo tak negatywnych doświadczeń.

                        Jestem natomiast przeciwna, bardzo przeciwna formułowaniu tez w stylu "to nie była miłość, tylko uzależnienie". Nikt nie powinien tego oceniać, moim zdaniem. Nie tak kategorycznie.

                        Ja kochałam kogoś, źle mnie potraktował, przestałam kochać. Spadły na mnie gromy, że w takim razie nigdy go nie kochałam. Kochałam z całej duszy.
                        • ginestra Re: Przyczyna łez Gabrieli 29.11.11, 16:15
                          emae napisała:

                          > Wiesz, coś w tym jest. Tylko to jest ogromnie trudne i praktycznie nie znam oso
                          > by, która by tak postępowała. Ale: jeśli kochasz bezwarunkowo, to nie stawiasz
                          > warunków - że ta osoba będzie traktować cię dobrze, że ta osoba będzie ci wiern
                          > a, że ta osoba cię nie zostawi, że ta osoba będzie żyła. Zgodnie z taką bezwaru
                          > nkową postawą, miłość nie powinna ustać, pomimo tak negatywnych doświadczeń.

                          To nie jest wcale trudne. Po prostu to się człowiekowi przytrafia lub nie, że ta miłość nie ustaje i nie ma się na to wpływu. Jednemu przytrafia się to, drugiemu co innego. To trzeba uszanować. Można się rozstać, bo ktoś nas źle traktował/ przestał kochać/ porzucił/ umarł i żyć dalej najlepiej jak się potrafi, ale to nie stoi w żadnej sprzeczności z tym, że można tę osobę nadal kochać i taka osoba, która nadal gdzieś w środku tę drugą kocha nie powinna być wyśmiewana (jak Gaba) czy uważana za "raroga".

                          Nadmieniam, że to, że kocha, nie oznacza, że myśli o tym ukochanym 24 h/ na dobę albo czegoś od niego chce (od zmarłego zwłaszcza), natomiast pewne uczucia mogą się w tej osobie budzić przy wspomnieniach itp., nawet po wielu latach. Nie można sobie przecież nakazać, żeby nie czuć tego, a czuć tamto. Życie nie jest "stąd dotąd". Mamy wpływ na postępowanie, owszem, ale nie na uczucia.


                          > Jestem natomiast przeciwna, bardzo przeciwna formułowaniu tez w stylu "to nie b
                          > yła miłość, tylko uzależnienie". Nikt nie powinien tego oceniać, moim zdaniem.
                          > Nie tak kategorycznie.
                          >

                          Ja też.
                          • staua Re: Przyczyna łez Gabrieli 02.12.11, 22:20
                            Ginestra, zgadzam sie z toba i rozumiem takie uczucie, ktore sie ot tak nie konczy. Znam takie osoby.
                            • ginestra Re: Przyczyna łez Gabrieli 03.12.11, 18:55
                              staua napisała:

                              > Ginestra, zgadzam sie z toba i rozumiem takie uczucie, ktore sie ot tak nie kon
                              > czy. Znam takie osoby.

                              Staua, dziękuję za ten wpis. Cieszę się, że rozumiesz. Ja też znam takie osoby.
                        • croyance Re: Przyczyna łez Gabrieli 03.12.11, 15:42
                          Jasne, ze w praktyce to jest trudne, ale Ginestra pisala o 'prawdziwej milosci', jaka Gaba darzyla Pyziaka, a jednakowoz uczucie Gaby definicji tejze nie wyczerpuje.

                          IMHO zreszta, Pyziak nic takiego zlego w koncu nie zrobil oprocz tego, ze nie potrafil byc dobrym ojcem - ale Gaba tez nie potrafi byc dobra matka, wiec jest 1:1.
                          • ginestra Re: Przyczyna łez Gabrieli 03.12.11, 18:33
                            croyance napisała:

                            > Jasne, ze w praktyce to jest trudne, ale Ginestra pisala o 'prawdziwej milosci'
                            > , jaka Gaba darzyla Pyziaka, a jednakowoz uczucie Gaby definicji tejze nie wycz
                            > erpuje.

                            Croyance, ile razy mam jeszcze napisać, że w ogóle nie pisałam o "prawdziwej" miłości, żeby to do Ciebie dotarło?? :(


                            >
                            > IMHO zreszta, Pyziak nic takiego zlego w koncu nie zrobil oprocz tego, ze nie p
                            > otrafil byc dobrym ojcem - ale Gaba tez nie potrafi byc dobra matka, wiec jest
                            > 1:1.

                            Co do Gaby i Pyziaka to - przynajmniej powołując się na książkę - widać co innego. Widać, że Janusz nie tylko zawinił wobec swoich dzieci, ale zawinił też wobec Gaby.

                            Najłatwiej to sobie uświadomić wyobrażając sobie takiego Janusza, który niesamowicie Gabę kocha. Co by nie było, on zawsze chce z nią być, chce z nią tworzyć rodzinę, chce jej wszystko wybaczać , co jest do wybaczania, walczyć o nią i ona jest dla niego zawsze ósmym cudem świata. Takiego Janusza nic by z nią nie zdołało rozdzielić i dopóki ona by chciała z nim być i kochała go, to on by zrobił wszystko, absolutnie wszystko, żeby być z nią. Najwyraźniej, skoro taki nie był, to przestał ją kochać (albo od początku nie kochał). Jeśli tak, to i wobec niej jakoś zawinił: związał się z nią, namieszał jej w głowie, zaczął z nią tworzyć rodzinę, w jakiś sposób wpłynął na jej życie, spłodził z nią dzieci, a dzieci to duża odpowiedzialność, a potem ją opuścił, odrzucił to, co ona ma do zaoferowania, zostawił samą z dziećmi i z tą odpowiedzialnością, nie dotrzymał obietnicy składanej na ślubie, że "uczyni wszystko, aby jego małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe".

                            A więc to jest ewidentnie jakieś przewinienie wobec Gaby.
                          • rozdzial43 Re: Przyczyna łez Gabrieli 04.12.11, 11:46
                            croyance napisała:

                            > IMHO zreszta, Pyziak nie p
                            > otrafil byc dobrym ojcem - ale Gaba tez nie potrafi byc dobra matka, wiec jest
                            > 1:1.


                            Kompletnie nie mogę się z czymś takim zgodzić.
                            1:1 to by było wtedy, gdyby i Gaba opuściła swoje dzieci, nie pracowała na ich utrzymanie, leczenie i szkołę. I nie była każdego cholernego wieczora w domu, każdej cholernej nocy, żeby dziecko miało się do kogo zwrócić z gorączką, bolącym uchem, zębem, złym snem, problemami z koleżanką.

                            Nawet jeśli ktoś umie ze świata przedstawionego w Jeżycjadzie wyczytać, że te swoje obowiązki spełniała niewłaściwie (mocno dyskusyjna umiejętność), to powinien jednocześnie obiektywnie przyznać, że dla remisu z Januszem musiałaby ich nie spełniać W OGÓLE.
                            • croyance Re: Przyczyna łez Gabrieli 04.12.11, 18:33
                              Gabrysia miala kochajaca, wspierajaca ja rodzine, siostry, dom, wiec zaiste nie zrobila nic nadzwyczajnego. Pyziak takiego zaplecza nie mial, wiec nie mozna od niego wymagac tego samego. Dla mnie remis.
                              • rozdzial43 Re: Przyczyna łez Gabrieli 04.12.11, 19:38
                                Pyziak takiego zaplecza nie mial, wiec nie mozna o
                                > d niego wymagac tego samego. Dla mnie remis.

                                Pyziak również miał kochającą wspierającą go siostrę.

                                Gdyby Gaba i jej rodzina postąpiły tak samo jak Pyziak i jego rodzina, to nie byłoby żadnej Pyzuni i Tygryska, lecz małoletnie Pyziak Róża i Pyziak Laura - wychowanki domu dziecka w latach 80-tych.

                                I zamiast Plutarcha i kultury antycznej liczyć by mogły na czyste łóżko, szafkę i panią wychowawczynię w wieloosobowej sali w placówce oraz "wyprawkę" na usamodzielnienie się w wieku 18 lat.

                                Januszka i Almy jakoś taki los nie spotkał, może należałoby jednak wymagać, żeby i oni takiego losu nikomu nie zgotowali?
                                • kkokos Re: Przyczyna łez Gabrieli 05.12.11, 19:12
                                  rozdzial43 napisała:

                                  > Pyziak takiego zaplecza nie mial, wiec nie mozna o
                                  > > d niego wymagac tego samego. Dla mnie remis.
                                  >
                                  > Pyziak również miał kochającą wspierającą go siostrę.


                                  zaraz zaraz
                                  zgadzam się z tobą, że absolutnie nie jest 1:1

                                  ale nie pisz, że sytuacja pyziaka - brak rodziców i posiadanie kochającej siostry na odległość - jest dokładnie taka sama jak sytuacja gaby - wsparcie dwójki rodziców na miejscu, bo się u nich mieszka, plus wsparcie sióstr - to dokładnie tak samo komfortowa sytuacja, bo to bzdura.
                                  • rozdzial43 Re: Przyczyna łez Gabrieli 05.12.11, 19:29
                                    kkokos napisała:

                                    > ale nie pisz, że sytuacja pyziaka - brak rodziców i posiadanie kochającej siost
                                    > ry na odległość - jest dokładnie taka sama jak sytuacja gaby - wsparcie dwójki
                                    > rodziców na miejscu, bo się u nich mieszka, plus wsparcie sióstr - to dokładnie
                                    > tak samo komfortowa sytuacja, bo to bzdura.

                                    Pisałam gdzieś, że jest taka sama, ta sytuacja? Zacytuj.

                                    Oczywiście, że masz rację, że to była inna sytuacja. Mnie chodzi o to, że nie usprawiedliwiająca opuszczenia własnych dzieci przez ich ojca. Tak samo nie uzasadniałaby opuszczenia dzieci przez Gabę, gdyby to ona była w takiej sytuacji jak Pyziak.

                                    Zabij mnie, kkokos, ale jak tak rozumiem równouprawnienie. Jego nieodzownym korelatem jest równozobowiązanie.
                            • lezbobimbo Re: don't cry for me Gabrielina 05.12.11, 16:20
                              rozdzial43 napisała:
                              > 1:1 to by było wtedy, gdyby i Gaba opuściła swoje dzieci, nie pracowała na ich
                              > utrzymanie, leczenie i szkołę. I nie była każdego cholernego wieczora w domu, k
                              > ażdej cholernej nocy, żeby dziecko miało się do kogo zwrócić z gorączką, bolący
                              > m uchem, zębem, złym snem, problemami z koleżanką.

                              Gaba jest zla matka, patologiczna tak samo jak patologicznymi rodzicami, tesciami i dziadkami sa Ignacy i przykra od Noelki Mila.
                              Gaba nie odróznia swojego malego dziecka od jej bylego faceta. Ma za zle dziecku, ze jest podobne fizycznie do ojca. A takze przez 20 lat placze za tym bylym, kompletnie ignorujac obecnego meza.
                              Takie odklejenie od rzeczywistosci oraz mszczenie sie na wlasnym dziecku za jej ojca to sie nazywa CHOROBA PSYCHICZNA.
                              Gaba powinna isc to leczyc na wieloletniej terapii u psychologa, a moze nawet i psychiatry. Powinna tez isc na terapie malzenska, aby nie byc tak oziebla, patologiczna zona dla Grzegorza.
                              Do tego dochodzi odrazajaca babunia Mila, która pochwala przesladowanie wnuczki przez Gabe. I tak wyrozumiale twierdzi, ze to male dziecko robi na zlosc tej wspanialej Gabuni-psychopatce, bo sie smie dopytywac o ojca.
                              Jasne, bo male dziecko nie powinno myslec o zadnym ojcu - oraz powinno samo z siebie rozumiec chorobe psychiczna swej matki i chodzic na palcach wokól psychozy i szantazu lzami.
                              A jak jej wlasna córka Pulpa ma depresje i przewala mature, to czyste, krysztalowe spojrzenie Mili-kostuchy ma to gleboko w dupie.

                              I swiadczy to o MM jak najgorzej, ze taka patologie przedstawia jako ciepla, kochajaca rodzine i familijny wzór serwski dla calego Poznania.

                              > Nawet jeśli ktoś umie ze świata przedstawionego w Jeżycjadzie wyczytać, że te s
                              > woje obowiązki spełniała niewłaściwie (mocno dyskusyjna umiejętność), to powini
                              > en jednocześnie obiektywnie przyznać, że dla remisu z Januszem musiałaby ich ni
                              > e spełniać W OGÓLE.

                              Nawet bedac nieobecnym, Pyziak jest lepszym ojcomatka od Ignaca, Gaby i Mili, tego antypatycznego szwadronu psychopatów i pasozytów.
                              Gaba oprocz szantazowania rodziny swoja psychoza, nie zauwaza nawet swoich dzieci, a jak zauwaza, to daje tylko Laurze negatywna uwage i negatywne emocje.
                              Niby to kochajaca mamunia a nie chce z wlasnymi dziecmi jezdzic na wakacje, tylko wpycha je bezczelnie obcym ludziom (za darmoche oczywiscie) albo siostrze. Wysyla je w podróz, kiedy jedna córka wlasnie przechodzila ospe, a druga za moment zachoruje. Faworyzuje nowe dziecko i traktuje go jako geniusza tylko za manie pisiorka, do momentu oczywiscie kiedy maly podrosnie na tyle, ze mozna zapomniec o jego istnieniu.
                              Laurze nie wolno nawet przebywac w Gabinej sypialni "co ty tu robisz". Kolezanki tez Laura ma conajmniej niewlasciwe "boze, jakie to dziecko ma kolezanki".
                              Ostatnia osoba, do której gaborosle moga sie zwrócic z jakimkolczyk problemem, potrzeba czy choroba, to Jezycka Meczenniczka W Pyziaku Nieutulona.

                              Dzieci Gaby nie musza miec zlych snów - maja wszak koszmarna mamunie i toksyczna rodzine juz na codzien, na jawie.
                              Dzieci Gaby maja równie smutne i samotne zycie jak w Domu Dziecka.
                              Kochajaca dzieci MM moze sobie pogratulowac stworzenia patologii.
                              • emae Re: don't cry for me Gabrielina 06.12.11, 06:39
                                Gabriela cuchnie!!!

                                A tak poważnie - wszystkie włosy na głowie stanęły mi od lektury tego posta. Pozostaje tylko wierzyć, że nie został napisany na serio. Ale wygląda, jakby był. Brak mi słów, żeby opisać, jak bardzo się nie zgadzam.
                                • lezbobimbo Re: don't cry for me Gabrielina 06.12.11, 23:32
                                  emae napisała:
                                  > Gabriela cuchnie!!!

                                  Nie wiem czy cuchnie, nie o Gaby odorach pisalam, tylko jak nedzna i patologiczna jest mamunia.

                                  > A tak poważnie - wszystkie włosy na głowie stanęły mi od lektury tego posta. Po
                                  > zostaje tylko wierzyć, że nie został napisany na serio. Ale wygląda, jakby był.

                                  Jest. Najwyzszy czas, aby to napisac wyraznie - Gaba jest nienormalna i chora psychicznie. Dawno juz to zauwazylam, czytajac po raz pierwszy i czujac odraze do tego, jak bardzo Gaba nie odroznia swojej mlodszej corki od swego bylego, jak bardzo sie msci na swoim dziecku, jakby moglo odpowiadac za jej ojca oraz jak terroryzuje cala rodzine swoja psychoza zamiast isc to wyleczyc u bieglych.
                                  Jako chora osoba przesladujaca swoje dziecko, oraz poza tym ignorujaca cala trojke gaborosli Gaba jest patologiczna i najgorsza chyba matka w Neojezycjadzie. Tak samo jak patologiczna jest cala rodzina Borejków od Noelki w przod.
                                  MM opisuje w Neojezycjadzie patologiczna rodzine skladajaca sie z toksycznych i porypanych niewasko osób. I wszystko byloby spoko, sa ludzie, ktorzy lubia czytac socrealizm - ale MM przedstawia te wszystkie chore sytuacje jako IDEAL CIEPELKA, rosolek dzielnosci i przemila milosc rodzinna.
                                  Jak widac, sama autorka jest odklejona od rzeczywistosci, nawet od tej fikcyjnej w jej wlasnych ksiazeczkach.

                                  > Brak mi słów, żeby opisać, jak bardzo się nie zgadzam.

                                  Jesli zepsulam Twoje dosc slodkie i naiwne wyobrazenia o Neojezycjadzie, to nic nie moge na to poradzic. Trzeba bylo nie wierzyc tak bardzo MM w jej wychwalanie pod niebiosa chorych sytuacji w Neojezycjadzie.
                                  • emae Re: don't cry for me Gabrielina 07.12.11, 06:25
                                    lezbobimbo napisała:

                                    > Jesli zepsulam Twoje dosc slodkie i naiwne wyobrazenia o Neojezycjadzie, to nic
                                    > nie moge na to poradzic. Trzeba bylo nie wierzyc tak bardzo MM w jej wychwalan
                                    > ie pod niebiosa chorych sytuacji w Neojezycjadzie.
                                    >

                                    Słonko, ani mojemu wyobrażeniu o Neojeżycjadzie nic nie brakuje, ani Ty na to moje wyobrażenie w żaden sposób nie wpłynęłaś. Czy z mojego posta w jakikolwiek sposób wynika, że mnie przekonałaś do swoich interpretacji, które najwyraźniej uważasz za jedyne słuszne? Nie wynika. Przeciwnie, uważam Twoje wyobrażenia za coś, z czym nie mogę się zgodzić.

                                    Nie widzę ani jednej sytuacji, w której Gabriela mści się na Laurze za cokolwiek. Widzę mnóstwo scen, w których Gabriela okazuje Laurze miłość, ciepło, rozmawia z nią, okazuje jej "pozytywną uwagę". Jest nieudolną matką, ale daleko jej do psychozy, którą tu opisujesz. Mało tego, ze swoimi problemami Laura zwraca się w pierwszej kolejności właśnie do Gaby.

                                    Porównanie życia dzieci Gaby do życia dzieci z domu dziecka to jedna z najbardziej kuriozalnych rzeczy, jakie kiedykolwiek czytałam na tym forum.

                                    Do reszty Twoich wniosków nawet nie będę się odnosić, są dla mnie tak przejaskrawione i dalekie od przedstawionej w książce rzeczywistości, że nawet nie widzę sensu tłumaczenia, dlaczego się nie zgadzam. I to nie jest postawa "nie chce mi się dyskutować", to jest postawa "czasem nie warto dyskutować".

                                    Mam nadzieję, że udało mi się to napisać, nie obrażając Cię, gdyż nie było to moją intencją.

                              • kajaanna Re: don't cry for me Gabrielina 30.11.12, 13:50
                                Ależ Gabriela ma cały bukiet objawów depresji!

                                Poczucie winy, samooskarżanie się, spłycenie uczuć wobec bliskich, płaczliwość, reakcje nieadekwatne do sytuacji, nieumiejętność podejmowania decyzji, zerwanie kontaktów towarzyskich.
              • kajaanna Re: Przyczyna łez Gabrieli 30.11.12, 21:11
                Wyobraź sobie Ginestro swój rozwód z ojcem Twoich dzieci...
                Nie pił, nie bił, tyle tylko, że był nieobecny. Na pewno duchem, czyli lekceważył Twoje potrzeby w wiciu gniazda dla Rodziny. Oraz ciałem, gdy nie było go, gdy przesuwałaś regał z kąta w kąt, aby wydzielić "pokój dziecinny" ze swojej sypialni.
                I potem, już w kilkanaście lat w związku z innym, dobrotliwym facetem wciąż beczeć będziesz za tamtym eksem?
              • vi_san Re: Przyczyna łez Gabrieli 01.12.12, 10:50
                Porównanie do Elżbiety Dmoch - Kruk o tyle nietrafione, że Elżbieta NIE POUKŁADAŁA sobie życia, po odejściu męża. Poza tym ona i Janusz Kruk byli małżeństwem od 1973 do 1989, czyli przez 16 lat, codziennego bycia razem, wspólnych dni i nocy, koncertów, pracy nad kolejnymi płytami... Gaba i Janusz... Nie wiem dokładnie ile trwało ich małżeństwo, ale na pewno nie "naście" lat, poza tym przez dużą część jego trwania Janusz przebywał poza granicami Polski i wogóle nie było kontaktu między nimi. A po kilku latach Gaba spotkała Grzesia i za czorta nie rozumiem dlaczego po blisko dwudziestu latach [podobno] udanego małżeństwa musi ją dusić widok wierzby, pod którą się całowała z Pyziakiem!? Być może relacja z Grzesiem to nie ten szał co z Januszem. Ok. Ale też Gaba nie jest już egzaltowaną siedemnastolatką! Rozumiałabym nawet, gdyby miałą jakiś "cień smutku" w związku z byłym mężem, bo urażona duma też boli, często znacznie dłużej niż złamane serce. Ale to inny rodzaj bólu. Nie pojmuję, jak osoba ponoć empatyczna, taktowna i serdeczna może być taką potworną egoistką [tak, tak, to o Gabie!]! Nie dostrzega, że co najmniej jedna z jej córek cierpi z braku ojca? Normalna [już nie doskonała, świetna i czuła, ale NORMALNA] matka usiadłaby i odbyła z dzieckiem trudną, emocjonalną rozmowę, która oczyściłaby relację! Pominę już fakt, że po tylu latach SZCZĘŚLIWEGO małżeństwa z innym powinna te swoje histerie na tle Janusza położyć pod pociąg pospieszny i zacząć żyć dniem dzisiejszym, a nie kwękać, że Janusz był zuy!
      • nessie-jp Re: Przyczyna łez Gabrieli 24.11.11, 22:11
        rannie.kirsted napisała:

        > ee, to chyba raczej nie to,
        > zauwaz ze NIKT, nie tylko laura, nikt nie ma prawa przy gabrieli wspominac o p
        > yziaku. jest pare takich sytuacji ze wspominaja go ida, patrycja, natalia,

        No ale właśnie wydaje mi się, że to przede wszystkim dotyczy wspominania Pyziaka jako nieobecnego ocja Gabinych dzieci. Ze dzieci rozbisurmanione, bo ojca nie mają (Gaba ryczy). Ze Tygrys podobna do ojca (Gaba ryczy). Itd., itp.

        Zresztą Ignacy Miągwa też jest przede wszystkim maminym synusiem, a ojca ma dopiero od 14 r.ż. jako okazjonalnego dawcę kryminałów o Sherlocku Holmesie. Wcześniej ojciec w życiu Miągwy nie jest potrzebny, bo ma przecież mamusię.



        • seidhee Re: Przyczyna łez Gabrieli 30.11.11, 09:35
          nessie-jp napisała:
          > No ale właśnie wydaje mi się, że to przede wszystkim dotyczy wspominania Pyziak
          > a jako nieobecnego ocja Gabinych dzieci. Ze dzieci rozbisurmanione, bo ojca nie
          > mają (Gaba ryczy). Ze Tygrys podobna do ojca (Gaba ryczy). Itd., itp.

          Mnie tam wątek o kłamstwach Pyziaka ostatecznie zmienił percepcję ;) Laura nie do Pyziaka jest podobna i nie po nim tak kłamie :D
    • marajka Re: Przyczyna łez Gabrieli 24.11.11, 21:19
      "-Matka jest najważniejsza! I ojciec co poniektórych... Ale jest coś jeszcze takiego większe-go, co matka i matka waszej matki, i matka ojca...
      -Babcia?
      -Matka psenajsfiętsa!
      -Który to powiedział? Kretynie ty... Polska Ludowa jest najważniejsza!"

      Się mi tak przypomniało i musiałam napisać;)
    • staua Re: Przyczyna łez Gabrieli 26.11.11, 01:50
      Gaba placze, bo cale zycie spedza myslac o Pyziaku. Jakby Mila zgodzila sie go wpuscic wtedy, kiedy przyszedl, to byloby lepiej, tak jak w tej piosence:

      www.youtube.com/watch?v=7X3qS-mQG0g&feature=related
      • pi.asia Re: Przyczyna łez Gabrieli 26.11.11, 15:07
        Zawsze jak słyszę tę piosenkę, to przypomina mi się wersja Kabaretu Elita:

        To był zwyczajny szary dzień (niedziela)
        za ścianą dzieci głośny płacz ( w tym dwójka moich)
        i męża głos "uśmiechnij się" (Kotowicz???)
        więc ja posłusznie krzywię twarz (i tak ci zostało...)

        Teksty w nawiasie dopowiadał Leszek Niedzielski :)
        • berek_76 Re: Przyczyna łez Gabrieli 02.12.12, 14:12
          "Lecz jak trafiłeś pod ten dach?"
          - No jak - po zapachu!
          :)

          Mam to gdzieś nagrane :)


          ------------------------
          Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

          You've got to kick a little
    • minerwamcg Re: Przyczyna łez Gabrieli 02.12.11, 21:37
      Prawdę mówiąc nie mogę ni chu... lery zrozumieć, skąd u Gabrysi ta czkawka po Pyziaku. Rozwiodła się z facetem, dobra. On ją rzucił, więc może spokojnie uważać, że to nie jej wina. Wyjechał w pierony, więc nie musiała się użerać z alimentami, ustalaniem odwiedzin, weekendami, wakacjami, drugimi dziadkami dzieci i milionem innych komplikacji, jakie ma się rozwodząc się z chłopem, z którym ma się dzieci. Mogła spokojnie po Pyziaczku posprzątać i zająć się swoim życiem - do czego była poniekąd zobowiązana zakładając drugą rodzinę i rodząc Miągwę. A tymczasem nie. Ma chłopa, który ją kocha podobno nad życie, ma genialne dziecko, z dzieci z pierwszego małżeństwa kłopotliwe bywa tylko jedno, pierwsze małżeństwo nijak nie rzutuje na jej obecną sytuację (zero kontaktów z Januszem etc.) i właściwie spokojnie mogłaby (a nawet dla dobra swojej drugiej rodziny powinna!) o Pyziaku zapomnieć. A ta nie. Dwadzieścia lat minęło, a ta dalej przeżywa Pyziaka jak Hitler wojnę.
      Żeby chociaż, jako osoba religijna, miała skrupuły, że zawarła drugie małżeństwo. I to nie, bo z Pyziakiem nie miała kościelnego ślubu. Więc czemu ten Pyziak się jej tak odbija? Masochistka jakaś, czy co?.. Robi wszystko, żeby tylko nie móc się cieszyć tym co ma.
      • ateh7 Dwie Gaby 02.12.11, 22:08
        Czasem mam wrażenie, ze są dwie Gaby: jedna to ta, która wpada z rozmachem i kwiatami do dmuchawca, i z uśmiechem oświadcza, że nie wie nic o żadnej klęsce itd. I nie z dzielnym uśmiechem, tylko roześmiana. Druga to ta, która pochlipuje po kątach za dawno odeszłym Pyziekiem i nie pozwala nawet wspomniec jego imienia. Ni cholery nie potrafię spoic tych dwóch Gab w jedną całośc.
        • nessie-jp Re: Dwie Gaby 02.12.11, 23:17
          ateh7 napisała:

          > Czasem mam wrażenie, ze są dwie Gaby: jedna to ta, która wpada z rozmachem i k
          > wiatami do dmuchawca, i z uśmiechem oświadcza, że nie wie nic o żadnej klęsce i
          > td. I nie z dzielnym uśmiechem, tylko roześmiana. Druga to ta, która pochlipuje
          > po kątach za dawno odeszłym Pyziekiem

          Ba, ja mam wrażenie, że są dwie autorki! I ta pierwsza jakoś umiała napisać Gabę Niedoskonałą Nadrabiającą Miną, że aż do serca przytul, a ta druga wykonała androida typu stepfordzkiego z rozbudowaną funkcją płaczliwości i ach-jaka-ja-jestem-dzielna-pożałujcie-mnie-ności. Ze tak zawile powiem.

          Zaprawdę, czasem myślę, że prawdziwa Gaba dała drapaka z Pyziakiem za drugim jego wyjazdem z kraju i to jest właśnie ta tajemnicza "nowa rodzina", a rozsierdzeni Borejkowie ulepili gulema i udają, że to żywe. Wnuczki chyba też ulepione, przynajmniej jedna...

        • ananke666 Re: Dwie Gaby 03.12.11, 20:22
          ateh7 napisała:

          > Czasem mam wrażenie, ze są dwie Gaby

          Wrażenie rozdwojenia Gaby mam od dawna. Gaba skończyła się w OwR. Potem cichcem ją szlag trafił i jej miejsce zajęła święta Gabriella Poznańska.

          Gaba była jedną z najlepszych postaci i twardo siedziała w czołówce ulubionych.
          Gabrielli z nieskończenie łagodnymi ustami, galopującym altruizmem i niewzruszonym centrum nie trawię żywiołowo.
          • rannie.kirsted Re: Dwie Gaby 03.12.11, 21:37
            no coz te ksiazki dzieli wiele lat, przemiana ustrojowa w Polsce, same zmiany.dla mnie Gaba i Borejkowie potwornieja tak gdzies od Corki Robrojka - na serio nie da sie juz tego czytac. Nutria i Nerwus to ostatnia czesc ktora da sie przeczytac bez zgrzytania zebow. moze dlatego ze jest taka krotka:P
        • czekolada72 Re: Dwie Gaby 30.11.12, 11:34
          ateh7 napisała:

          > Czasem mam wrażenie, ze są dwie Gaby: jedna to ta, która wpada z rozmachem i k
          > wiatami do dmuchawca, i z uśmiechem oświadcza, że nie wie nic o żadnej klęsce i
          > td. I nie z dzielnym uśmiechem, tylko roześmiana. Druga to ta, która pochlipuje
          > po kątach za dawno odeszłym Pyziekiem i nie pozwala nawet wspomniec jego imien
          > ia. Ni cholery nie potrafię spoic tych dwóch Gab w jedną całośc.

          Ale to bardzo proste - wystarczy zostac rozwodka, czy tez zostac porzucona zona/partnerka
          Naprawde jest cala masa takich kobiet, ktore przed calym swiatem graja dzielna mamuske z usmiechem i spiewem na ustach odwalajaca robote za mamusie i tatusia, a gdy znajda sie w ciemnym kacie, jeszcze lepiej pod prysznicem - to nerwy puszczaja i wychlipuja sobie np niesprawiedliwosc losu :/
          • ginny22 Re: Dwie Gaby 30.11.12, 12:25
            I zachowują się tak nadal po dwudziestu latach oraz z nowym, fajnym i ciepłym mężem u boku?
            • czekolada72 Re: Dwie Gaby 30.11.12, 12:51
              Po 20 - nie wiem, po 10 - jeszcze tak, z calym opisanym przez Cie zestawem u boku :))
              • jottka Re: Dwie Gaby 30.11.12, 13:19
                to wtedy to jest ewidentny przypadek do leczenia, czyli terapii w połączeniu pewnie z odpowiednimi lekami - taka osoba niszczy życie sobie i swoim bliskim, a dorabianie do tego ideologii szlachetnego cierpienia jest szkodliwe.
                • czekolada72 Re: Dwie Gaby 30.11.12, 13:31
                  Ja tam nie dorabiam zadnej teorii, tylko stwierdzam fakt, ze i tak bywa, ze i tak jest mozliwe...
                  • ginny22 Re: Dwie Gaby 30.11.12, 14:17
                    Ale wtedy faktycznie się idzie na terapię, a nie jest się dzielną Gabą z grzywką.
                    • jottka Re: Dwie Gaby 30.11.12, 14:26
                      czekolada, ale my nie dyskutujemy o tym, czy jest możliwe istnienie kobiety, która przeżywa permanentne załamanie nerwowe z powodu rozwodu sprzed 20 lat, a jednocześnie pozostaje w szczęśliwym nowym związku. nie przeczę, że takie osoby mogą istnieć, tylko że w ich wypadku ktoś życzliwy powinien nakłonić je czym prędzej do pójścia do psychiatry, bo to on leczy depresję, a tak się ta choroba nazywa.

                      my dyskutujemy nad fałszywą ideologią dorabianą w powieściach pani mm do takiej sytuacji jak powyższa - bohaterka ma ewidentne problemy ze swoją psychiką, odbija się to negatywnie na jej rodzinie, ale autorka każe nam ją podziwiać, gdyż dzielnie znosi swoje cierpienie.

                      i to jest do tego nieprawda - gaba go wcale dzielnie nie znosi, gaba bezustannie wymusza na najbliższych uwagę i współczucie dla siebie, lekceważy uczucia dzieci, to się wampir emocjonalny nazywa, a nie dzielna kobieta:(
                      • czekolada72 Re: Dwie Gaby 30.11.12, 15:46
                        Jottka, ale ja odnioslam sie do konkretnego wpisu Ateh, ktory zreszta zacytowalam, ktora to pisze, ze nie umie sobie spioc w jedna calosc "dwoch Gabrys"......
                        Nota bene - nigdzie nie wspominalam, o permanentnym zalamaniu nerwowym z powodu rozwodu sprzed 20 lat.
                        Napisalam, ze jest mozliwe, by jedna osoba byla na zewnatrz pelna usmiechu, rozmachu itd a w domu, po katach ulala sobie lez.
                        O ile sobie przypominam szereg kolejnych tomow Jezycjady - Gaba nie placze notorycznie, tylko wlasnie >poplakuje< i jezeli sie lepiej jeszcze zastanowie, to w ostyatnich tomach tych poplakiwan jest mniej, zdarzaja sie wlasciwie tylko.
                        Gabryysia, nie jest 20 lat w szczesliwym zwiazku, nieco mniej, acz nie to wazne.
                        To, ze nikt jej nie naklonil w pewnym momencie do pojscia do psychologa/psychiatry - uwazam za blad, acz moze w wydaniu MM jest to spowodowane jej osobista niechecia do ww specjalistow?
                        Moze ona taka dzielna heros-kobita, ze sama sobie da rade? Podejrzewam, ze tak, podejrzewam, ze wyniosla to z domu.
                        Ale to moje domysly.

                        Co zas do wampiryzmu ... hmmmm no ja wampiryzmem energetycznym nazwalabym nieco inne zachowanie...
                        Nie, nie uwazam, zeby Gaba byla takowym wampirem, owszem - kobieta z problemami, kobieta, ktora nie umie sobie poradzic z sama soba, ale nie wampirem energetycznym.

                        Oczywiscie, ze Gaba dzielnie nie znosi sytuacji i ma do tego pelne prawo, co wcale z automatu nie znaczy, ze akurat za to nalezy ja podziwiac.
                        Acz... piszesz, ze wymusza na najbliższych uwagę i współczucie dla siebie - Ha, bo wszyscy najblizsi traktuja ja jak supermana, i nikt nie wpadl na to, ze moze nalezy jej sie tego wspolczucia nieco, o wsparciu, takze juz wspominanym medycznym - nawet nie wspomne :/
                      • kai_30 Re: Dwie Gaby 30.11.12, 16:17
                        O właśnie. Roześmiana Gaba z kwiatami kalafiora jak najbardziej mogłaby się zmienić w depresyjną Gabę, niepotrafiącą ułożyć sobie życia na nowo. Nie w tym sęk, pewnie, że tak bywa. I mogłoby tak być też w Jeżycjadzie, bo dlaczego niby nie. Ale wszystkie komentarze odautorskie trzeba by pozmieniać, żeby to była wersja spójna. Wystarczyłby komentarz któregoś członka rodziny na stronie, że Gaba znowu przestała brać antydepresanty, trzeba się z nią obchodzić jak z jajkiem, a mogłaby, do cholery, wreszcie pójść na tę terapię, bo już wytrzymac nie można i Grzesia i dzieci szkoda. Prawdziwsze by było, no. To nie - wieczne zachwyty, jaka to Gaba dzielna i z grzywką.
                        • piotr7777 ciekawa teza 01.12.12, 07:55
                          ...że Gabriela tak bardzo kochała Janusza, że nie może się pozbierać po odrzuceniu. I że związek z Grzegorzem, nawet udany i harmonijny, nie jest w stanie zrekompensować jej tego bólu.
                          Problem w tym, że z tych książek, gdzie Gabriela tworzy parę z Januszem to nie wynika. To Janusz jest zaangażowany, to on daje liczne dowody swoich uczuć. Gabrieli oczywiście nie jest obojętny, ale przed tym uczuciem się broni i robi wszystko by je ukryć. Pamiętajmy przy tym, że tworząc postać Janusza autorka nie miała w głowie dalszego ciągu, fakt, że ani razu Gabrysia nawet nie tyle nie mówi nie myśli o Januszu naprawdę ciepło jest tu dość znamienny.
                          Mam wrażenie, że autorka chce wykazać, że to jednak Grzegorz jest tym mężczyzną życia Gabrieli, ale niewiele robi by dać temu realne dowody. Bo Gabriela dla Grzegorza z niczego nie rezygnuje, to on dla niej się wyprowadza z wygodnego domu (gdzie z własnej woli miał ciasną klitkę do pracy, ale zagwarantowaną prywatność) do ciasnego mieszkania. I o ile Gabriela jest dla Grzegorza najważniejszą osobą w życiu (jeśli nawet utrzymuje kontakty z własną rodziną to sporadycznie i poza akcją książek) o tyle Gabriela ani razu nie stawia go ponad inne osoby. Z jednej strony nie musi, bo Grześ wchodzi w zasadzie w mieszkanie Borejków jak nóż w masło. Ale w sytuacji gdy jednak do starć dochodzi (kłótnia z Ignacym o zmywarkę czy wyzywające pytania Laury podczas kolacji) Gabrysia - jeśli nawet okazuje mężowi wsparcie - to bardzo nieśmiało i lękliwie.
                          • klawiatura_zablokowana Re: ciekawa teza 02.12.12, 20:41
                            Popieram tę wypowiedź. W Neojeżycjadzie jakoś mnie... no może nie denerwuje, bo za dużo powiedziane, ale razi to, że Gaba z NICZEGO dla Grzesia nie musiała rezygnować, nic w swoim życiu zmieniać, jej życie toczyło się dokładnie tak samo jak wcześniej, tylko miała bonus w postaci męża zainstalowanego na stałe w pokoju.
                            • morekac Re: ciekawa teza 30.12.12, 23:42
                              tylko miała bonus w postaci męża zainstalowanego na stałe w pokoju.
                              Jako informatyk zainstalował się zapewne sam.Nic dziwnego, że przy takim meblu tęskniła za Pyziakiem.
                              Czytałam ostatnio 'KK' - Pyziak był jedynym, którego nie speszyło najście grona pedagogicznego w sprawie LSD i śmiał zadać pytanie, o co chodzi...
    • czekolada72 Re: Przyczyna łez Gabrieli 01.12.12, 11:35
      Wg mnie najlepszym wyjsciem z sytuacji byloby by w nastepnej ksiazce wprowadzic scene w rodzaju :
      Gaba + Grzegos siedza razem, moze jakies winko, moze plener, moze z jakis przyczyn puste mieszkanko, i Gaba zwraca sie do Gezesia w rodzaju - wiesz, podjelam meska decyzje - umowilam sie na psychoterapie - zbyt dlugo zwlekalam, trzeba bylo zrobic to 20 lat temu. Wiem, ze mnie bedziesz wspieral.

      A potem...
      a potem watek Gaby powinien byc konsultowany z psychologiem, czego jak sie mozna domyslic MM w zyciu nie uczyni....
      • piotr7777 Re: Przyczyna łez Gabrieli 01.12.12, 15:10
        Wydaje mi się, że określenie "męska decyzja" brzmi w tym kontekście seksistowsko (sugeruję, że podejmowanie odważnych działań to cecha wyłącznie mężczyzn).
        A poza tym- M. M. pisze swoje książki niejako w opozycji do całej nauki psychologii. Mamy przecież cały szereg wypowiedzi (Ida w Pulpecji o niechęci przerwania pępowiny, Ignacy w Imieninach o Laurze szukającej konfliktu z matką) świadczących o lekceważeniu wszelkich naukowych teorii. Że już o całym wątku uczonej acz kompletnie nieradzącej sobie w realnej rzeczywistości Ewy Jedwabińskiej nie wspomnę.
        W świecie M. M. jedyną akceptowalna formą psychoterapii jest herbatka owocowa i kontakt z bliską osobą. Niekoniecznie nawet szczera rozmowa.
        • czekolada72 Re: Przyczyna łez Gabrieli 01.12.12, 17:24
          Przeciez napisałam, ze w wykonaniu MM jest to nierealne :/
          • ginestra Re: Przyczyna łez Gabrieli 05.12.12, 01:48
            Zgadzam się co do słuszności poprowadzenia wątku Gaby drogą psychoterapii itp. (choć jest to życzenie nie do spełnienia w jeżycjadzie, rozumiem).

            Z drugiej strony, chciałabym dodać, że w "prawdziwym życiu" można przebyć gruntowną psychoterapię i owszem, zyskać na tym bardzo wiele, ale pozostać potem nadal z uczuciami do byłego męża, które nie zmieniły się ani na jotę, ponieważ pewne rzeczy są od człowieka niezależne i nic na to nie da się poradzić i żadna terapia tu nie pomoże. Nie wiem, ale chyba w takich przypadkach trzeba nauczyć się po prostu z tym żyć.
            • czekolada72 Re: Przyczyna łez Gabrieli 05.12.12, 06:55
              Ja mysle, ze to nie tyle jednak uczucia do meza, tylko zal za strata - pierwszego zwiazku, planow, marzen, czegos co mogloby byc....

              Rozni ludzie sa :)
              • ginestra Re: Przyczyna łez Gabrieli 05.12.12, 16:54
                czekolada72 napisała:

                > Ja mysle, ze to nie tyle jednak uczucia do meza, tylko zal za strata - pierwsze
                > go zwiazku, planow, marzen, czegos co mogloby byc....
                >
                > Rozni ludzie sa :)
                >

                Zgadzam się z Tobą. :)
              • vi_san Re: Przyczyna łez Gabrieli 31.12.12, 08:26
                No dobrze, ale ile w końcu można rozpaczać po nieudanym związku, niespełnionych marzeniach? Dwadzieścia lat to za mało? Zwłaszcza, że w ciągu tych lat jest już nowy partner, powinny też być nowe, inne plany i marzenia do realizacji. Ja jak byłam w szkole średniej marzyłam, żeby zostać aktorką i poślubić mojego ówczesnego chłopaka. Tymczasem studia wybrałam w całkiem innym kierunku [więc zamiast aktorstwa zdecydowałam się na całkiem coś innego], a z chłopakiem rozstałam się pół roku później. I co, do teraz mam ronić łzy, że scena mnie nie chciała, i że Waldek mnie zostawił? Zauważ też, że stan cywilny Gaby oraz dzieci, nie "podpadają" pod twój argument o "żalu po stracie" - więc sytuacja jest adekwatna. Nikt nie mówi, że w czasie kiedy Janusz odszedł, a Gaba została z dwójką malutkich dzieci miał fajnie! Nie! Ale, do ciężkiej deutery, od blisko dwudziestu lat ma męża, ma z tymże nowym mężem syna, ma normalną pracę, swoje życie... Już dawno powinna swoje histerie na tle Janusza wygumkować! Nawet owszem, czasem westchnąć "Jak miałam 17 lat i byłam z Januszem, to planowaliśmy... To chcieliśmy..." ale tylko tyle i bardziej w kontekście wspominkowym niż bólu realnego! Tymczasem Gabę wciąż dusi widok wierzby, pod którą całowała się z Januszem, nie wolno wymieniać jego podłego nazwiska, rani najmniejsza wzmianka... To nie jest normalne!
                • sowca Re: Przyczyna łez Gabrieli 01.01.13, 17:46
                  Powiem więcej: mając drugiego męża, udane dzieci, dobrą pracę, pieniądze i wszelkie powody do tego, żeby być zadowoloną z życia, chciałabym po prostu zapomnieć o prosiaku, który 20 lat temu zostawił mnie z dwojgiem malutkich dzieci. Po co w ogóle do tego wracać? Przecież to zakłóca harmonię, przeszkadza w pełni cieszyć się tym, co się osiągnęło i co się ma(a Gaba ma sporo!). Oczywiście to nie jest łatwe, jeśli się kogoś bardzo kochało, ale naprawdę, ważne jest już chociażby chcieć sobie z tym poradzić i to przepracować. Uważam, że jeśli po tylu latach kobieta, mająca obecnie przyjemnie poukładane życie, nadal uważa się za nieszczęśliwą, bo porzucił ją pierwszy mąż, to wynika to z podświadomej chęci powracania do tego, co się stało. Więc Gaba po prostu nie chce o tym zapomnieć, nie chce spróbować z tym walczyć, chociaż świetnie widzi, że jej przeżywanie zatruwa życie wszystkim wokoło - przede wszystkim Laurze, z którą Gabriela nie umie normalnie porozmawiać, ale też siostrom, które muszą uważać przy niej na każde słowo, wreszcie Grzesiowi, któremu może nie pasować, że żona bezustannie myśli o pierwszym mężu. Mało tego, nawet dzieci w tej rodzinie wiedzą, ze Gaba miała ciężkie życie (wspomina o tym Józin, bodaj w "Sprężynie", który wszak urodził się w czasach, kiedy Gaba już była z Grzegorzem i miała z nim synka!), które to ciężki życie polegało na tym, że pierwszy mąż puścił ją w trąbę. To jednak przesada.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka