17.06.12, 22:46
Chciałam poruszyć pewną kwestię, ale jeśli była tu już takowa omawiana to, oczywiście, zrugajcie mnie bezpardonowo i poślijcie do... do zarchiwizowanego wątku.

Odświeżam sobie właśnie Jeżycjadę i dobrnęłam do Kalamburki. W pewnym momencie pojawia się w książce zdanie którego kompletnie nie potrafię zinterpretować:
"(...) Ostatnio Gizela właściwie usunęła się z ich rodzinnego życia (...), Ignacy pomyślał teraz, że usuwając się tak, Gizela dała kolejny dowód wielkiej delikatności uczuć".
O co tu chodzi??
Na czym ma niby polegać ta delikatność uczuć? Gizela delikatnie usunęła się w cień po tym jak wychowała Milę (niewątpliwie z miłością i oddaniem), poświęciła jej de facto całe życie, no i załatwiała Ignacom te mieszkania, kupowała telewizory etc. Jak dla mnie, jedyne co z tego wynika, to raczej niedelikatność uczuć Borejków. Cały czas, między wierszami, wypływa na światło dzienne fakt, że ta niby superwrażliwa, inteligentna i zdolna Mila była tak ograniczona, że nie umiała tego w ogóle docenić. Wiemy, że nie mówiła do Gizeli "mamo" - cóż, nie musiała, ale chyba nie zmienia to faktu że Gizela była dla Mili matką - jedyną jaką kiedykolwiek miała (i to chyba rzeczywiście dobrą matką), co z tego, że nie biologiczną? Tym większe chyba powinno się jej należeć uznanie? Czy mała dziewczynka rzeczywiście nie przywiązała się do niej na tyle, by kochać ją jak matkę, zwłaszcza że nie pamiętała innej? Dla dzieci Mili nie mogła Gizela być po prostu "babcią"? Wiem oczywiście doskonale, że wątek dopisany został post factum, ale można było chyba znaleźć jakieś logiczniejsze uzasadnienie nieobecności Gizeli w życiu rodziny. Wyobrażam sobie jakąś alternatywną wersję, na przykład, że to jej mąż - Kazio załatwił Borejkom to mieszkanie przy Roosvelta w '77 roku - po jakiejś siostrze czy kuzynce - czyli pani Trak, bo Gizela zmarła wcześniej, jak dzieci były małe i pamiętały babcię słabo. Tłumaczyłoby to jej nieobecność w całym toku sagi i nie zakłóciłoby też zbytnio akcji Kalamburki. Ale nie. Tu mamy usunięcie się z życia jako przejaw DELIKATNOŚCI UCZUĆ. Jak to rozumieć? Co o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • jamniczysko Re: Gizela 17.06.12, 22:49
      Mila, urodzona w roku 1934 czy 1935, mogła pamiętać matkę, "wziętą w łapance" w 1939. I pewnie pamiętała, skoro Stefania mówiła do Gizeli: "Ona jest po prostu wierna".
    • dakota77 Re: Gizela 17.06.12, 23:23
      Caly problem z Kalamburka polega na tym, ze to apokryf. Cala historia pzostala napisana post factum, nie ma nic wspolnego z wczesniejsza historia i w zaden sposob nie klei sie z losami Borejkow. Przez tow wychoza oni na nieczulych skurczysynow, to to owszem, mieszkanie wzieli, choc narzekali, za tolosem badz co badz matki MIli zupelnie sie nie przejmuja...
      • significado-significante Re: Gizela 17.06.12, 23:53
        dakota77 napisała:

        > Caly problem z Kalamburka polega na tym, ze to apokryf. Cala historia pzostala
        > napisana post factum, nie ma nic wspolnego z wczesniejsza historia i w zaden sp
        > osob nie klei sie z losami Borejkow.

        Właśnie to, że Kalamburka nie klei się z losami Borejków, drażni mnie bardziej niż jej apokryficzność. Bo byłby ten apokryf znacznie strawniejszy gdyby zakładał jakieś związki przyczynowo-skutkowe i logiczne, a ta "postfactumowość" powinna tylko ułatwić dopasowanie nowych faktów do tych już istniejących, ale autorka ewidentnie nie zadała sobie zbyt wiele trudu, by te własnopiórnie stworzone sprzeczności przemyśleć i zniwelować. Widzę więc oczami wyobraźni tę Gizelę co to latami dba, kocha, wychowuje, a później w naturalny sposób żnika z życia rodziny. I to ma być ok. I za jedyne uzasadnienie ma czytelnikowi wystarczyć że to była "delikatność jej uczuć"?? To się w ogóle przysłowiowej kupy nie trzyma.. Ech....
        • meduza7 Re: Gizela 18.06.12, 09:07
          Bo Musierowicz nie umie uśmiercać swoich bohaterów. Gizela powinna była umrzeć w latach 70-tych, zanim zaczęła się akcja właściwej Jeżycjady, wtedy nikt nie dziwiłby się, że Borejkowie nie utrzymują kontaktów z przybraną matką Mili. Ale nie, bo trzeba było ją pokazać podczas papieskiej pielgrzymki... e, po co właściwie? No i dzięki temu wyszło jak wyszło, i kolejni czytelnicy dziwią się, dlaczego ta miła i ciepła rodzina zachowuje się w tak chamski sposób w stosunku do osoby, której tyle zawdzięczają.
          • rannie.kirsted Re: Gizela 18.06.12, 11:50
            sam pomysl opowiedzenia zycia Mili wspak byl naprawde ciekawy. tyle ze to jednak karkolomne zadanie dla pisarza, i nic dziwnego ze MM na tym poległa. w historii widac ze Gizela byla niebanalna, mocna postacia, wywarla ogromny wplyw na Mile, pokierowala jej zyciem, ulatwila zycie mlodemu malzenstwu zamieniajac swoje wielkie mieszkanie na ich ciasna klitke. i wlasnie to jest ciezko kupic - ze od koncowki lat 70, czy tam kiedy Gizela wrocila do Miroslawia, do koncowki lat 90tych utrzymywaly ze soba tylko kontakt listowny. malo to prawdopodobne.
      • rannie.kirsted Re: Gizela 18.06.12, 10:41
        otoz to.
        najpierw poznajemy ją jako panią Trak, ktora jakoby nabila naiwnych Borejkow w butelke, dajac im swoje wielkie mieszkanie w starej kamienicy, z prochniejacytmi podlogami, piecami kaflowymi i rozmamlanym piecykiem w lazience, zamiast ich wygodnego mieskzania w bloku z centralnym ogrzewaniem.TAK jest to przedstawione w KK. potem w kalamburce okazuje sie ze mieszkanie w blokach bylo stanowczo zaciasne dla 6 osobowej rodziny, a mieszkanie pana Traka to byly apartamenty po prostu (metrazowo).
        Pani Trak, nagle okazuje sie praktycznie matką Mili. zastepcza, ale matka. jedyna roznica polega na tym ze Mila mowi do niej po imieniu. a poza tym jest to zwykla relacja surowa, ale bardzo troskliwa matka kontra buntujaca sie nastoletnia corka.
        i potem jak juz Mila i Ignac sie wyprowadzaja gizela odwiedza ich niezwykle rzadko.
        Kalamburka wg mnie nie jest złą ksiazka, jednak cala ta historia w kontekscie wczesniejszych ksiazek, gdzie o Gizeli nie ma ani slowa, brzmi nieprawdopodobnie.
        troche przeszarzowala MM z tą historią, niestety. nie mozna nagle wymyslac od nowa ludziom przeszlosci, ktora nijak ma sie do wczesniejszych tomow.
        • chomiczkami Re: Gizela 18.06.12, 19:14
          Ależ można wymyślać przeszłość. Byle jakoś się kleiła z teraźniejszością ;).
          • meduza7 Re: Gizela 18.06.12, 19:48
            A propos doklejania przeszłości, to jest sobie taka saga "Rodzina Whiteoaków", ma z 15 części, jak nie więcej. Czytałam to kiedyś zachęcona przez babcię, której to było ulubioną lekturą. I po jakimś czasie dowiedziałam się ze zdumieniem, że jako pierwsza została napisana któraś ze środkowych części cyklu, a po kilku kolejnych, gdzie akcja szła "w przód", autorka postanowiła się cofnąć i opisać dzieje rodziny od czasów młodości seniorki rodu. I zrobiła to tak, że szwów i niekonsekwencji nie było widać... Można!
            • significado-significante Re: Gizela 18.06.12, 20:21
              No właśnie, można!
              Ja z dużą przyjemnością czytam np. książki Isabel Allende, która do swoich sztandarowych powieści (pisanych zresztą w okresie dyktatury) dopisała później rozliczne prequele i sequele, w których przedstawione są historie od prapradziadów po praprawnuki pierwotnych bohaterów, a wszystko jest tak spójnie powiązane, że czytelnik ma pełne przekonanie, że tak właśnie było i inaczej być nie mogło.

              Najgorsze jest to, że Kalamburka nie jest, moim zdaniem, złą książką. Jest całkiem pomysłowo napisana, ma nieźle poprowadzona fabułę, a postać Gizeli jest naprawdę fajnie skonstruowana. Tym bardziej rażą mnie te wielkie niedociągnięcia, niespójności i to szycie grubymi nićmi. Gdyby cała książka była do chrzanu to pewnie nie irytowałyby mnie tak te "zgrzyty".
              • meduza7 Re: Gizela 18.06.12, 20:46
                Ano, dokładnie tak. Szkoda pomysłu zmarnowanego przez to, że autorka nie potrafiła powiedzieć sobie "Stop! Tego nie mogę napisać, bo nie będzie mi się zgadzało z wcześniejszymi częściami!". Ale cóż, w wyobraźni wszystko się mieści...
              • nessie-jp Re: Gizela 18.06.12, 21:39
                > Najgorsze jest to, że Kalamburka nie jest, moim zdaniem, złą książką. Jest całk
                > iem pomysłowo napisana, ma nieźle poprowadzona fabułę, a postać Gizeli jest nap
                > rawdę fajnie skonstruowana. Tym bardziej rażą mnie te wielkie niedociągnięcia,

                No właśnie. A wystarczyłoby naprawdę BARDZO niewiele wysiłku i pomyślunku, ot, tyle: że Gizela nie udostępnia swojego mieszkania na wymianę, tylko pomaga w zamianie z jakąś daleką znajomą, panią Trak. A potem znika, bo wychodzi za mąż i wyjeżdża na drugi koniec Polski (a nawet i za granicę, tfu, tfu, niechby chociaż do Czechosłowacji!), pielęgnuje ciężko chorego męża, więc dziewczynki do niej nie jeżdżą, kontakt z czasem słabnie.
                • the_dzidka Re: Gizela 19.06.12, 09:55
                  > że Gizela nie udostępnia swojego mieszkania na wymianę, tylko pomaga w za
                  > mianie z jakąś daleką znajomą, panią Trak.

                  O to, to. Tym bardziej, że jak pamiętamy, Gizela nie zamieniła tych mieszkań ot tak hop siup, tam jeszcze wchodziła w grę oficynka na Polnej i przecież kombinowała tam coś z tym Wojtczakiem (?), pamiętacie? Nie było prostej zamiany Osiedle Przyjaźni - Roosevelta. Gizela nieźle się targowała, Wojtczak chciał, żeby młodzi dopłacili, ona jakoś zakręciła, żeby nie...
                  • rannie.kirsted Re: Gizela 19.06.12, 10:31
                    Gizela twardo sie targowala, ale to ona miala atuty, a nie wojtczak. wojtczak byl wlascicielem calej kamienicy/oficynki. i bardziej mu pasowalo ten bidny pokoik Gizeli w JEGO oficynce, niz nowiutkie mieszkanie w blokach, ale gdzies daleko. zaproponowal Gizeli zamiane pod warunkiem, ze to ona zaplaci. A ona urobila go tak, ze to on jeszcze doplacil za zamiane swojego lepszego mieszkania na pokoik w oficynce:)
                    • rannie.kirsted Re: Gizela 19.06.12, 10:35
                      jeszcze jedno, jestem ciekawa JAK borejkowie do 77go roku miescili sie w tym 2pokojowym, bodajrze 40sto metrowym mieszkaniu. Mila i Ignac w jednym pokoju, a CZTERY panny w wieku 17-14-7-5 lat w drugim, zapewnie małym. Tam jest opis ze jak dziewczynki były małe to Kazio Trak zbudowal im dwa pietrowe lozka, ktore sluzyly troche za osobne kaciki takze za dnia, dla kazdej z nich. wyoobrazam sobie to jak dziewczyny były małe (choc roznica wieku miedzy GAba a Patrycja to 12 lat!), ale pozniej?! wyobrazacie sobie 16to letnią Gabę wzrost 175, wlazaca po drabince do swojego minipokoiku z zasłonką, na piętrze lozka? brrr
                      • rannie.kirsted Re: Gizela 19.06.12, 10:46
                        a i jeszcze jedno. znowu widac do jakiego stopnia swieta krowa, a raczej swietym wolem byl w tym domu Ignacy. jest wspomniane ze azylem Mili stala sie kuchnia. swietny mi azyl - caly dzien gotowania dla 5tki glodnycch gab, odpoczac mogla sobie siedzac przy stole, albo bo ja wiem, lezac na nim jak ja plecy bolaly od stania przy garach. jedynie ignac mial swoj wlasny apartmą. do czytania, pracy i polegiwania po obiadku. 4 cory w bardzo roznym wieku w jednym pokoiku, Mila w kuchni i Ignacy w swoim zacisznym pokoju pelnym apetycznie podniszczonych ksiazek. a tfu.
                      • meduza7 Re: Gizela 19.06.12, 10:52
                        No jak nie mieli innego wyjścia, to się mieścili, co mieli robić? Rodzice pewnie w mniejszym pokoju, dziewczyny w większym... Tak było np. u mojej koleżanki, też w dwupokojowym mieszkaniu. Dzieci było troje, najstarsza miała tapczan, a dwoje młodszych właśnie piętrowe łóżko. U innej mojej koleżanki z kolei dwóch jej braci mieszkało w jednym pokoju i spało na piętrowym łóżku aż do czasu, gdy ona wyprowadziła się i zwolniła swój pokój, czyli parę lat po studiach. Tak było i tyle.
                        • the_dzidka Re: Gizela 19.06.12, 11:02
                          > Tak było np. u mojej koleżanki,
                          > też w dwupokojowym mieszkaniu. Dzieci było troje, najstarsza miała tapczan, a d
                          > woje młodszych właśnie piętrowe łóżko.

                          Za to teraz, po wyprowadzce latorośli, jest tam dość przestronnie :)
                          • meduza7 Re: Gizela 19.06.12, 11:14
                            Zrobiło się dużo miejsca dla kotów :D
                      • significado-significante Re: Gizela 19.06.12, 11:38
                        rannie.kirsted napisała:

                        > wyobrazacie sobie 16to letnią Gabę wzrost 175, wlazaca po
                        > drabince do swojego minipokoiku z zasłonką, na piętrze lozka? brrr

                        Jak już to sobie człowiek wyobrazi, to pojąć wprost nie może, że ktoś - po tylu latach prowadzenia życia osobistego i towarzyskiego na piętrowym łóżku za kolorową zasłonką - jest w stanie kręcić nosem z powodu zamiany mieszkań, bo skrzypiące podłogi i odpadające tynki..
                        • meduza7 Re: Gizela 19.06.12, 12:09
                          Ale że Gaba kręciła? Wydaje mi się, że (w Kwiecie kalafiora przynajmniej) kręcił nosem narrator, wyliczając wszystkie wady mieszkania, a jednocześnie przedstawiając Borejków jako absolutnie nim zachwyconych.
                          • significado-significante Re: Gizela 19.06.12, 13:40
                            Nie pamiętam jak to było opisane w Kwiecie Kalafiora, sprawdzę, ale mam wrażenie że rzeczywiście nastawienie było tam raczej pozytywne.
                            Natomiast już w samej Kalamburce jest opisana taka scena jak wprowadzają się na Roosvelta i są przygnębieni bo mieszkanie wydaje im się za duże i zbyt puste, mała Nutria płacze a rozdrażniony Ignac chodzi i kręci nosem mówiąc, że podłogi spróchniałe, piecyk zaraz wybuchnie, wszystko wymaga remontu i że czuje się nabity w butelkę (co zresztą niechcący słyszy Gizela). A przecież nawet oderwany od rzeczywistości sentymentalny Ignac powinien przyjąć to jako błogosławieństwo i wyśpiewywać strzeliste psalmy z radości widząc na własne oczy mieszkalną przestrzeń na której da się przynajmniej swobodnie oddychać. Ktoś kto przez tyle lat kisił swoją żonę w kuchni, a zarówno małe jak i nastoletnie córki (w tym jedną prawie dorosłą) na kilku metrach kwadratowych, wszystkie na kupie i na piętrowych łóżkach naprawdę nie jest w pozycji do narzekań..
                            • slotna Re: Gizela 19.06.12, 14:32
                              > A przecież nawet oderwany
                              > od rzeczywistości sentymentalny Ignac powinien przyjąć to jako błogosławieństwo
                              > i wyśpiewywać strzeliste psalmy z radości widząc na własne oczy mieszkalną prz
                              > estrzeń na której da się przynajmniej swobodnie oddychać.

                              I tak bylo! Ale _naprawde_ a nie w "Kalamburce" ;)
                              • meduza7 Re: Gizela 19.06.12, 14:37
                                E, może Ignacowi pod wpływem zmęczenia i stresu po prostu się włączył tryb marudzenia.
                            • nessie-jp Re: Gizela 19.06.12, 14:59
                              significado-significante napisała:

                              > Nie pamiętam jak to było opisane w Kwiecie Kalafiora, sprawdzę, ale mam wrażeni
                              > e że rzeczywiście nastawienie było tam raczej pozytywne.

                              No, ale jednak pojawia się ten komentarz, że Borejkowie zostali nabici w butelkę przez cwaną panią Trak
                          • significado-significante Re: Gizela 20.06.12, 21:02
                            Dla porównania, w KK jest to opisane tak:

                            "Borejkowie zamieszkali tu (...) ulegając namowom swej starej znajomej, pani Trak.(...) Lekkomyślni jak zwykle Borejkowie zgodzili się na zamianę, podniecani myślą, że czynsz w owym starym mieszkaniu kwaterunkowym jest o wiele niższy niż opłata za mieszkanie spółdzielcze. W tym aspekcie sprawę wygrali. Lecz pod wszystkimi pozostałymi względami raczej nabito ich w butelkę, co było nieuczciwością o tyle względną, że Borejkowie po prostu nie uważali się za pokrzywdzonych."

                            Mamy więc w tym jednym akapicie: namowy starej znajomej, nabicie w butelkę, względną nieuczciwość i pokrzywdzenie. A w Kalamburce mamy kochającą Gizelę. Koszmarny bezsens.
                            I tu mi się rodzi refleksja, że gdyby Autorka zadała sobie to minimum trudu i przynajmniej rzuciła okiem na to, co sama napisała, może uniknęłaby tak astronomicznego dysonansu. Wiem, że w wyobraźni wszystko się mieści... ale wszystko też ma swoje granice...
                      • verdana Re: Gizela 20.06.12, 19:30
                        W roku 2002 byłam u swojej dalekiej znajomej w trzypokojowym mieszkaniu. W jednym pokoju była sypialnie, w drugim salon, w trzecim - wcale nie olbrzymim, cztery łóżka, z czego dwa umieszczone w połowie ściany, na których sypiały cztery dziewczyny - różnica wieku miedzy najstarszą, a najmłodszą ok 10 lat, czy 12. Zero prywatności.
                        W dodatku nie były to rodzone siostry - dwie dziewczyny z pierwszego małżeństwa, jedna wspólna, jedna męża.
                        Od dziesięciu lat jestem w szoku:)
                    • the_dzidka Re: Gizela 19.06.12, 10:59
                      > Gizela twardo sie targowala, ale to ona miala atuty, a nie wojtczak.

                      Tak, ale chodziło mi nie o to, kto miał atuty, tylko skoro Gizela potrafiła tak pięknie pośredniczyć w tych kombinacjach mieszkaniowych - przecież te dwie Polne Memeje w życiu by nawet o zamianie nie pomyślały, a co dopiero o zniżeniu się do jakichś prostackich czynności - to można było podobnie przeprowadzić cały wątek z panią Trak - że nie pani Trak jest Gizelą, tylko Gizela wciąga panią Trak w niecne machloje* dotyczące zamiany mieszkań i w ten sposób ułatwia sprawę.

                      * żart, żeby nie było.

                      > wojtczak b
                      > yl wlascicielem calej kamienicy/oficynki.

                      T, w latach sześćdziesiątych :P
    • piotr7777 Re: Gizela 23.06.12, 08:31
      W Dziecku piątku Marta Jedwabińska na pytanie syna jakim prawem wtrąca się w jego życie odpowiada: "prawo matki mam".

      Być może Gizela uznała, że nie ma tego prawa, bo choć traktowała Milę jak córkę nie uważała się za jej pełnoprawną matkę. To znaczy macierzyństwo traktowała jak obowiązek a nie jak przywilej.
      Dlatego choć nie była chyba entuzjastką wyboru Mili (zdaje się, że za Ignacym średnio przepadała), postanowiła się nie wtrącać.
      A pomysł by Kazio po śmierci Gizeli załatwił mieszkanie po siostrze czy kuzynce. Jak wynika z KK pani Trak była wdową a więc hipotetyczna siostra czy kuzynka Kazia nie nosiłaby nazwiska Trak (w tamtych czasach tylko aktorki i piosenkarki zachowywały nazwiska panieńskie). Mogła to być co najwyżej matka albo bratowa.
      Mam wrażenie, że MM pisząc Kalamburkę pamiętała, co pisała wcześniej tylko, że na tym etapie nie miał już to dla niej większego znaczenia. W końcu pisząc Kwiat kalafiora wprowadzając postać Dmuchawca opisała jak to klasa od początku czuła się wyróżniona, że taki wspaniały człowiek jest jej wychowawcą a z Szóstej klepki wiemy, że początki mieli trudne.
      • guineapigs Re: Gizela 23.06.12, 10:52
        Jpamietam, ze do Ignacego zwracala sie per Ignac a nie Ignacy, i to go wkurzalo. Tam chyba nie bylo sympatii miedzy nimi.
        A pamietacie, jak Mila w Kalamburce ma pretensje do Gizeli, ze zyja biednie, ze nie ma biezacej wody itp? Oczywiscie nie byla to wina Gizeli (takie czasy, ja znam miejsca w miasteczkach, gdzie do dzis nie ma doprowadzonych pewnych mediow), ale Mila, mloda dziewczyna, musiala gdzies te pretensje umiescic. Zycie zmuszalo Mile do minimalizmu.
        No i wyrosla na minimalistke do tego stopnia, ze matka bedac wstydzi sie wydac 5 zl na zonkila.
        A tak przy okazji wpadlo mi do glowy: skoro Mila pracowala dla spoldzielni 'swit' robiac jakies swetry czy generalnie konfekcje, to musiala miec jakies zdolnosci krawieckie oraz ze tak powiem 'przedzalnicze'. I jej corki nie mialy ladnych ubran? Przeciez mogla im wydziergac jakies cuda, co jak co ale motki welny oraz druty i szydelka nie byly rarytasem. Kreska mogla, a Mila nie? ja mialam przesliczne swetry dziergane przez ciocie, naprawde 'krojem' i jakoscia nie ustepowaly peweksowskim luksusom (zreszta ciotki biegaly do peweksow itp zeby podpatrzec trendy i zrobic to samo co zobaczyly). Tyle ze metki nie mialy.
        Z tym ze, znowu mi do glowy nagle przyszlo, moze corki nawet nie poprosily o zrobienie im ladnego swetra czy sukienki? Gaba to byl typ sportowca, taka 'chlopczyca', ale Ida zdecydowanie wykazywala oznaki kobiecosci i przypuszczam, ze pieknie wydziergany sweter czy sukienka sprawilyby jej duza przyjemnosc.
        Ze nie wspomne o takiej oczywistosci, ze na czarnym rynku Mila moglaby zarobic ze swymi zdolnosciami sporo wiecej niz pracujac dla 'switu' (kto jak kto, ale wszelkie krawcowe itp w tzw. tamtych czasach mialy co robic), ale pamietajmy, ze pewnie cenzura nie przepuscilaby takiej opcji.
        No i prosze, watek o Gizeli a ja tu o swetrach.
        • meduza7 Re: Gizela 23.06.12, 12:27
          Bo ja wiem? Ręczne dzierganie a robienie swetrów na maszynie to chyba całkiem różne rzeczy i można robić jedno nie mając talentu do drugiego. Tak mi sie wydaje. A poza tym, pamietacie, jak nagle okazało sie, że można przerobić stare ciuchy na "nowe" i modne, tylko trzeba pomyśleć - w Idzie Sierpniowej? Wygląda to tak jakby nikt nigdy nie pomyślał wcześniej, że tak można, wszyscy zadowalali się ubiorem "ubogim lecz schludnym", a ładne i modne to już fanaberia. Sama byłam tak wychowywana, nosilam niemodne rzeczy, przy których wystarczyłyby czasem niewielkie przeróbki... ale nikt o nich nie myślał, starczyło, że ciuch jest czysty i niezniszczony.
          • fryggia Re: Gizela 23.06.12, 12:42
            Mam mojego kolegi z podwórka w późnych latach 80. dorabiała do renty robiąc takie swetry. Nie miały one nic wspólnego z ręcznie dzierganymi na drutach cudeńkami, to były bezkształtne worki, w dodatku w ohydnych burych kolorach. Talentu nie wymagało to żadnego, maszyna chyba miała ustawiony wzór.
            Swoją drogą, ta machina, materiały i gotowe swetry zajmowały im 1/3 dużego pokoju. W mieszkaniu Borejków taki sprzęt nie mógł zostać nie zauważony, a MM nie wspomina o nim ani razu...
      • significado-significante Re: Gizela 23.06.12, 14:04
        piotr7777 napisał:

        > Być może Gizela uznała, że nie ma tego prawa, bo choć traktowała Milę jak córkę
        > nie uważała się za jej pełnoprawną matkę. To znaczy macierzyństwo traktowała j
        > ak obowiązek a nie jak przywilej.

        Owszem, myślę że rzeczywiście Gizela żyła w wiecznym strachu że nie ma w pełni "prawa matki". Po każdej kłótni bała się że Mila tak naprawdę jej nie kocha i że nagle straci swoje ukochane dziecko. Nie była pewna swojej intuicji w kwestii wychowania, nie wiedziała czy nie popełnia błędu. To naturalne. Mila była dla niej córką, ale Gizela obawiała się, że ta więź nie jest w pełni wzajemna. I wszystko wskazuje na to że w dużym stopniu tak było. To jest właśnie jedna z tych rzeczy, która mnie psychologicznie drażni... Bo bunt nastoletniej córki to zrozumiała kwestia, ale bezrefleksyjność dorosłej już kobiety na temat poświęcenia i miłości kogoś kto wychowując oddał całego siebie - mentalnie, emocjonalnie, materialnie - to już dziwna sprawa. Zwłaszcza że Mila jest przedstawiona jako bardzo wrażliwa, nieprzeciętnie bystra i inteligentna dziewczyna, która umie między wierszami wyczytać wiele rzeczy, potrafi krytycznie i rozsądnie filtrować rzeczywistość ale nie umie dostrzec i zrozumieć jak bardzo Gizela ją kocha.

        > A pomysł by Kazio po śmierci Gizeli załatwił mieszkanie po siostrze czy kuzynce
        > . Jak wynika z KK pani Trak była wdową a więc hipotetyczna siostra czy kuzynka
        > Kazia nie nosiłaby nazwiska Trak (w tamtych czasach tylko aktorki i piosenkarki
        > zachowywały nazwiska panieńskie). Mogła to być co najwyżej matka albo bratowa.

        No tak, ale przecież to, że Kazimierz miał na nazwisko tak a nie inaczej to nie był jakiś aksjomat w momencie kiedy Autorka zaczęła pisać Kalamburkę. Mogła nazwać go Nowak czy Kowalski, a jego siostra wdowa mogła być panią Trak. Chyba łatwiej zmienić nazwisko postaci, która się wcześniej nie pojawiała, niż zrobić z wyrachowanej wygodnickiej paniusi, co to sprzedała Borejkom "lewe" mieszkanie w KK, oddaną i skłonną do poświęceń matkę, którą była Gizela.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka