significado-significante
17.06.12, 22:46
Chciałam poruszyć pewną kwestię, ale jeśli była tu już takowa omawiana to, oczywiście, zrugajcie mnie bezpardonowo i poślijcie do... do zarchiwizowanego wątku.
Odświeżam sobie właśnie Jeżycjadę i dobrnęłam do Kalamburki. W pewnym momencie pojawia się w książce zdanie którego kompletnie nie potrafię zinterpretować:
"(...) Ostatnio Gizela właściwie usunęła się z ich rodzinnego życia (...), Ignacy pomyślał teraz, że usuwając się tak, Gizela dała kolejny dowód wielkiej delikatności uczuć".
O co tu chodzi??
Na czym ma niby polegać ta delikatność uczuć? Gizela delikatnie usunęła się w cień po tym jak wychowała Milę (niewątpliwie z miłością i oddaniem), poświęciła jej de facto całe życie, no i załatwiała Ignacom te mieszkania, kupowała telewizory etc. Jak dla mnie, jedyne co z tego wynika, to raczej niedelikatność uczuć Borejków. Cały czas, między wierszami, wypływa na światło dzienne fakt, że ta niby superwrażliwa, inteligentna i zdolna Mila była tak ograniczona, że nie umiała tego w ogóle docenić. Wiemy, że nie mówiła do Gizeli "mamo" - cóż, nie musiała, ale chyba nie zmienia to faktu że Gizela była dla Mili matką - jedyną jaką kiedykolwiek miała (i to chyba rzeczywiście dobrą matką), co z tego, że nie biologiczną? Tym większe chyba powinno się jej należeć uznanie? Czy mała dziewczynka rzeczywiście nie przywiązała się do niej na tyle, by kochać ją jak matkę, zwłaszcza że nie pamiętała innej? Dla dzieci Mili nie mogła Gizela być po prostu "babcią"? Wiem oczywiście doskonale, że wątek dopisany został post factum, ale można było chyba znaleźć jakieś logiczniejsze uzasadnienie nieobecności Gizeli w życiu rodziny. Wyobrażam sobie jakąś alternatywną wersję, na przykład, że to jej mąż - Kazio załatwił Borejkom to mieszkanie przy Roosvelta w '77 roku - po jakiejś siostrze czy kuzynce - czyli pani Trak, bo Gizela zmarła wcześniej, jak dzieci były małe i pamiętały babcię słabo. Tłumaczyłoby to jej nieobecność w całym toku sagi i nie zakłóciłoby też zbytnio akcji Kalamburki. Ale nie. Tu mamy usunięcie się z życia jako przejaw DELIKATNOŚCI UCZUĆ. Jak to rozumieć? Co o tym myślicie?