Dodaj do ulubionych

powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby

07.08.12, 00:37
Chodzą mi po głowie dwie sprawy, ale najpierw witam wszystkich tu obecnych. Czytam Wasze wypowiedzi od jakiegoś czasu i postanowiłam się odezwać. Jednocześnie proszę o wyrozumiałość, jeśli poruszę temat, który został już omówiony:)
Po pierwsze, intryguje mnie sprawa nauki w Jeżycjadzie. Pamiętam, że w "Imieninach" było coś o Pyzie, która "musiała wkuwać jak szalona, żeby się nie skompromitować". Gdzie ta nauka? Dwie godziny powtórki z Fryderykiem? Bo tak to Pyza piecze szarlotki, pomaga Gabrysi, generalnie robi wszytko, ale jakoś mało tej nauki. Zresztą, nie tylko w tej książce. Właściwe praktycznie u żadnego bohatera Jeżycjady (jako wyjątek przychodzi mi do głowy tylko Kreska, której Maciek tłumaczył matematykę) nie widzę tego uczenia się. Mają dni zapełnione wszystkim, tylko nie nauką. A jak przypomnę sobie swoje liceum, to nigdy nie było takiego "hop-siup, godzinka normalnie, a jak sprawdzianik, to dwie", tylko naprawdę spędzałam kilka godzin nad nauką, a nigdy nie próbowałam być na siłę "dobra ze wszystkiego". A może to tylko moja subiektywna opinia?
Druga kwestia to śluby. Nie wiem, jak będzie ze ślubem Laury; tzn. jak długo będzie trwało jej narzeczeństwo, ale przypomniała mi się sytuacja, gdy Baltona prosił o rękę Patrycji. Moim skromnym zdaniem, ludzie powinni trochę "pobyć ze sobą", nie od razu pakować się w małżeństwo. Gdzie poznawanie siebie? Gdzie docieranie? Nie mówię, że muszą ze sobą mieszkać, ale jakieś minimum chyba musi być? Patrycja znała Baltonę od dzieciństwa, ale jednak bycie razem to coś innego.
Wiem, że na forum była już mowa o "wypełnianiu ramion" i świętej instytucji małżeństwa u Musierowicz; mi chodzi o nieco inną kwestię, nie wiem, czy wyraziłam się jasno :)
Obserwuj wątek
    • deszcz.ryb Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 07.08.12, 08:48
      Co do nauki: to chyba zależy od poziomu tego konkretnego liceum, do którego chodzi delikwent. Jak sobie czasem czytam na forach, ile niektóre dzieci muszą się uczyć w liceach, to mi aż ich żal. ;) Natomiast ja byłam leniwa, nie chciało mi się i przez liceum przemknęłam psim swędem - zbyt wiele się nie ucząc. Więc dla mnie to jak najbardziej możliwe.
    • iwoniaw Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 07.08.12, 09:41
      Witaj, herbatką z jelitkiem się racząc! ;-)
      Co do nauki - samotne wielogodzinne ostre wkuwanie ciężko chyba uczynić osią akcji, więc tu bym autorce wyrzutów nie czyniła, zwłaszcza w kontekście scen - oj, przypomniało mi się, że sprawdzian, zatem plan na rozrywkowe popołudnie należy zweryfikować. Wierzę więc, że Pyza ciężko pracowała, żeby się nie zbłaźnić w klasie o niepreferowanym wszak przez siebie profilu. Jest też w Imieninach scena, gdzie Pyza widzi Bellę i Przeszczepa wraz z grupką kolegów, którzy kolegialnie czynią powtórki do ciężkich egzaminów.

      Natomiast co do ślubu w pięć minut po pierwszym pozytywnym drgnieniu duszy mam zdanie identyczne jak Ty i o ile nie rażą mnie śluby par, które poznały się w szkole (choć ich natężenie już tak - jeden, dwa, trzy licealne związki zakończone małżeństwem - ok, ale większość?), o tyle tempo biegu do ołtarza/urzędu już tak. Laura jest dla mnie przypadkiem krańcowym, cały czas mam nadzieję, że ten ślub to rok po przybyciu McDusi, choć niestety nic na to nie wskazuje na razie... Już zresztą o tym pisałam - dla mnie to szczyt niefrasobliwości (eufemistycznie mówiąc) wychodzić za mąż/żenić się niespełna pół roku po pierwszym spotkaniu zupełnie nieznanej dotychczas osoby (tzn. chcę przez to powiedzieć, że oczywiście zgadzam się, iż bycie ze sobą to co innego niż znanie kogoś od dzieciństwa, ale znając kogoś od dzieciństwa ma się "załatwione" parę istotnych kwestii, z wiedzą, czy ta druga osoba jest rzeczywiście tym, za kogo się podaje, a nie mordercą-oszustem-bigamistą-mafiozem na czele) tylko dlatego, że "fidelis" ma takie pozytywne, nieprawdaż, znaczenie słownikowe.
      Ale u MM też zaskakująco lekko te kwestie są traktowane - wiele tu napisano o nieprawdopodobieństwie, że Marek, narzeczony Idy, nigdy nie miał okazji zagaić czegoś w stylu "a moja mama jest z Poznania, niedaleko tu mieszkała i chodziła do szkoły" i nikt nie miał szansy skojarzyć jej z Moniką _przyjaciółką_ Mili, że Mila _dzień_ przed ślubem upewnia się "ile pan młody ma wzrostu" jakby nigdy wcześniej nie widziała córki w obuwiu rozmaitym obok narzeczonego, zupełnie jakby sam fakt, że ktoś się chce żenić z którąś z Borejkówien, wystarczył i nie było potrzeby się w to wgłębiać (no, Ignac walnął co prawda mowę o tym, jak to mają ambicje, by ich córki pewien stopień wykształcenia formalnego osiągnęły najpierw, ale raz, że wcześniej jakoś niespecjalnie się tym przejmuje, dwa - że ta matura jest bardziej kluczowa do akceptowania małżeństwa Patrycji przez jej ojca niż osoba przyszłego męża).
      • retro-story Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 07.08.12, 12:18
        Mnie zaskakuje to, że kwestia ślubu i pierwszego pocałunku często załatwiane są niemalże w jednej scenie! Fryc - stóg siana, Baltona - "bo musi być na serio", Bernard - nad jajecznicą, Nerwus - gadka o pizzeriach i kwitnących hiacyntach. Nic dziwnego, że Laura uważa faceta bez pierścionka zaręczynowego za "nie szanującego". Przecież poprawna kolejność to: "panno Lauro, ja kocham panią!", potem oświadczyny, a potem ewentualnie szybki całus, najlepiej w rączkę, ew. w policzek. Zastanawiam się, ile naiwnych nastolatek po wnikliwej lekturze Jeżycjady będzie myśleć w ten sam sposób - i jak duży będzie szok, kiedy jakiś biedny chłopina po pierwszym pocałunku się NIE OŚWIADCZY!
        • agni_me Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 07.08.12, 12:59
          Ale to przecież standard w starych romansach, a pani Musierowicz mentalnie dosiadła wehikułu czasu niczym rozbrykanej kózki i tylko lata jej migają - teraz jest gdzieś w początkach XX wieku. We Frywolitkach zapomniała, biedusia, umieścić kilku tanich, przedwojennych romansów.
          • nessie-jp Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 07.08.12, 14:55
            > We Frywolitkach zapomniała, biedusia, u
            > mieścić kilku tanich, przedwojennych romansów.

            Mam identyczne odczucia. Dulskopodobna moralność i w ogóle podejście do kwestii małżeńskich u bohaterek Musierowicz trącą mocno suszoną myszką.

            I dotyczy to nie tylko nastawienia "pannę trzeba jak najszybciej wydać za mąż, bo to wstyd niewydaną w domu trzymać", ale też podejścia do takich, zdawałoby się, "nowoczesnych" tematów jak nieślubne dzieci.

            Pyza w nieślubnej ciąży jest traktowana przez autorkę nie jak młoda inteligentna zaradna kobieta w XXI wieku, tylko jak zhańbiona przedwojenna panienka z brzuchem, co to musi wysoko unosić bródkę i przez łzy zapewniać, że przecież obiecywał małżeństwo.

            To samo z balladami i romansami Laury: najpierw klasyczne zagranie ze starego romansu dla kucharek: UCIEKAJĄ z Wolfim, żeby wziąć ślub! Uciekają, jeżu. Dorosła kobieta z dorosłym facetem w XXI wieku uciekają do kościółka na prowincję, żeby im staruszek ksiądz dobrotliwie pobłogosławił wśród ziół i przy świetle księżyca, wbrew zwaśnionym rodom. A potem, z Fidelisem, romantyczne lśnienia i złote nici, zmierzające rzecz jasna zwycięsko prosto do ślubu, przy czym dla Laury liczy się tylko, że wybranek romantycznie wygląda i ma smutną przeszłość.
            • bupu Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 07.08.12, 17:08
              A potem, z Fidelisem, romantyczne lśnienia i złote
              > nici, zmierzające rzecz jasna zwycięsko prosto do ślubu, przy czym dla Laury
              > liczy się tylko, że wybranek romantycznie wygląda i ma smutną przeszłość.

              I to jest jedną z przyczyn dla których ślub Laury z Fidelisem, zaplanowany w "McDusi", tak mi zgrzyta. Złote nici i romantyczne westchnienia, milusio i puchato, ale to nie jest miłość, ani fundament poważnego związku. To jest urocza uwertura do wymienionych rzeczy i gdzież tu do ołtarza lecieć, jak się nie wie jaką osobą złotoniciany wybranek właściwie jest. A może jest smętnym pierdołą nie do wytrzymania, a może zakopuje pod iglakami własnoręcznie mordowane ofiary, a może jest upiornym pedantem, który wszystko ustawia co do milimetra? A może, zwyczajnie, poglądy na życie i partnera się rozbiegają jej i jemu w dwie różne strony? Tego się z nici nie wywróży.
              • sta-fraszka Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 07.08.12, 17:38
                Dokladnie. W porownaniu z wszystkimi innymi oswiadczynami i slubami, historia Natalii i Robrojka (taka niesmiala, nieco niezreczna, wracajaca do zwiezlej bajki w "KK", nawet zwienczona dzika pogonia samochodowa) chociaz iles tam TRWA i ma czas dorosnac i sie poznac.
              • anutek115 Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 23:29
                bupu napisała:

                > I to jest jedną z przyczyn dla których ślub Laury z Fidelisem, zaplanowany w "M
                > cDusi", tak mi zgrzyta. Złote nici i romantyczne westchnienia, milusio i puchat
                > o, ale to nie jest miłość, ani fundament poważnego związku. To jest urocza uwer
                > tura do wymienionych rzeczy i gdzież tu do ołtarza lecieć, jak się nie wie jaką
                > osobą złotoniciany wybranek właściwie jest. A może jest smętnym pierdołą nie d
                > o wytrzymania, a może zakopuje pod iglakami własnoręcznie mordowane ofiary, a m
                > oże jest upiornym pedantem, który wszystko ustawia co do milimetra? A może, zwy
                > czajnie, poglądy na życie i partnera się rozbiegają jej i jemu w dwie różne str
                > ony? Tego się z nici nie wywróży.

                Ataku smiechu dostałam, niemal identycznie o tym pisalam wieki temu!!!

                "Tu nie chodzi o to, że Naszpan może w
                wolnych od słuchania Mozarta chwilach (albo nawet i w czasie słuchania) mordować
                w piwnicy swoje kolejne dziewczyny, by spreparowac ich skalpy a ciała pochować
                pod hodowlą sosny i srebrnych świerków. Chodzi mi o takie... drobiazgi, ale
                ważne. (...) O tym, jak miła, sympatyczna, lubiana osoba nagle rzuca uwagą "a w ogóle to ja nie lubię czarnuchów". Albo "pedzie powinni miec zakaz pracy w szkole". Albo coś równie
                błyskotliwego, niechby i ładniej powiedzianego (bez pedziów i czarnuchów). Albo
                co bedzie, jeśli Naszpan głosował na Kwasniewskiego (tak, wielbiciele Mozarta
                tez to czynili!)? Jeśli jest niewierzący? Jeśli ma poglądy, które nie wychodzą
                na jaw od razu (rzadko kiedy pytamy nowo poznaną, sympatyczną osobę, czy jest
                rasistą), za to mogą wyjść, kiedy będzie za późno? "

                Przebóg, nawet te zwłoki pod świerkiem w rytm Mozarta (no dobra, u ciebie bez Mozarta ;D). Wiem, że niczego do dyskusji nie wnioslam, ale nie mogłam sie powstrzymac, żeby nie zauwazyć, że great minds think alike, nieprawdaż :DDD.
              • dziennik-niecodziennik Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 20:28
                HA!
                a moze z tego ma być rozwód??
                :D
              • ssssen Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 24.02.17, 11:01
                Albo zwyczajnie - śmierdzą mu stopy...
            • kkokos Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 07.08.12, 20:06
              > Pyza w nieślubnej ciąży jest traktowana przez autorkę nie jak młoda inteligentn
              > a zaradna kobieta w XXI wieku, tylko jak zhańbiona przedwojenna panienka z brzu
              > chem, co to musi wysoko unosić bródkę i przez łzy zapewniać, że przecież obiecy
              > wał małżeństwo.

              ale, nessie, ja ma wrażenie, że to tylko my to tak odbieramy, tymczasem autorka jest przekonana, że pokazuje to zupełnie inaczej (ręki oczywiście nie dam sobie obciąć, ale tak coś podejrzewam). że właśnie pokazuje, iż panna w ciąży nie jest wyrzutkiem, że rodzina akceptuje ją i jej dziecko (a mogła wszak wygnać z domu i zakazać wspominać jej imię), że rodzina jej pomoże (nie będzie więc z dzieckiem u piersi żebrać lub oddawać się za pieniądze zamknąwszy dziecko w szufladzie), że właśnie godność i honor w przypadku panny w ciąży polegają na przegnaniu sprawcy na cztery wiatry (a wszak mogła się poniżać błagając, by jej nie zostawiał). że właśnie inteligentna i zaradna kobieta w XXI wieku może sobie dać świetnie radę bez oglądania się na ojca dziecka - bo hańbą było zapłodnienie bez ślubu, a nie zajście w ciążę bez ślubu.

              • nessie-jp Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 07.08.12, 22:14
                > ale, nessie, ja ma wrażenie, że to tylko my to tak odbieramy, tymczasem autorka
                > jest przekonana, że pokazuje to zupełnie inacze

                Zasadniczo pełna zgoda, jeśli chodzi o Język Trolli -
                • truscaveczka Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 19:27
                  Jaka kara dla Ness za błąd ortograficzny? Łapanie teleskopów na lassa z jelitek i śpiewanie Gaudeamus... w drodze do łazienki?
                  Zhańbiła się bowiem srodze.
                  • nessie-jp Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 20:45
                    truscaveczka napisała:

                    > Jaka kara dla Ness za błąd ortograficzny? Łapanie teleskopów na lassa z jelitek
                    > i śpiewanie Gaudeamus... w drodze do łazienki?
                    > Zhańbiła się bowiem srodze.

                    Jezujezu, gdzie? :( Zwoje mi się rozprostowują na starość czyco :( Idę karnie przepisywać ołówkiem słufka, aż mi łapa zdrętwieje.
                    • pi.asia Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 22:12
                      Oj hańba jej, hańba na wieki! A jak nie poprawi to będzie nawet schańbiona ;)

                      (widzę też drugi błąd, ale tu upierać się nie będę, bo niedawno wprowadzili te durne zasady pisania "nie" łącznie z imiesłowami, które obrażają poczucie logiki. Znaczy się te zasady obrażają, nie imiesłowy. Imiesłowy są nieobrażające. A Róża nierobiąca. A jeśli się mylę to hańba mi i wstyd wiekuisty)
                      • nessie-jp Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 23:00
                        > (widzę też drugi błąd, ale tu upierać się nie będę, bo niedawno wprowadzili te
                        > durne zasady pisania "nie" łącznie z imiesłowami, które obrażają poczucie logik

                        No. Ja już chyba będę skazana na wieczne chłosty, bo tych nieszczęsnych imiesłowów do końca nie chwytam. :(

                        Od dzisiaj będę po prostu unikała imiesłowów i słów zawierających ha :P

                        (A pamiętacie, jak u Ożogowskiej jeden z bohaterów, tfu, protagonistów, gdzie mi z tym ha, argumentował za pisownią "cherbata", gdy jest z cukrem, bo cukier na C, albo "herbata" gdy jest bez cukru? Genialne :)
                        • pi.asia Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 18:16
                          Te nieszczęsne imiesłowy są totalnie debilne.
                          Wystarczy wyobrazić sobie taki opis: jest jakieś duże zebranie, przerwa, część osób chce wyjść na papierosa, prowadzący zebranie zwraca się do grupy z prośbą, by osoby niepalące przeszły do sali nr 2.
                          I teraz pojawia się wątpliwość - kogo miał na myśli? Tych co nigdy nie palili (niepalących) czy tych, którzy akurat w tej chwili nie palą (nie palących)? Subtelna, ale jednak różnica.
                          Nowe zasady wrzuciły nie-palaczy i palaczy-chwilowo-bez-szluga do jednego wora. Wszyscy są niepalący.
                          A Róża jest nierobiąca dobrego wrażenia, bo snuje się po mieszkaniu nie robiąc nic.
                          Nessie, ja na pewno ręki do chłosty nie przyłożę, bo w ramach zupełnie prywatnego i bezsensownego protestu czasem te imiesłowy świadomie piszę osobno.
                          BEZ SENSU.
                • dziennik-niecodziennik Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 20:29
                  > Sam fakt, że zdobył się na powrót, o niczym przecież nie świadczy.

                  no tak, bo to tylko Pyziakowi sie wszystko wybacza BO wrócił...
                  dobra, żartuję, czepiam się!!...
                  ;)
        • guineapigs Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 07.08.12, 21:08
          nie dosyc, ze sie po pocalunku nie oswiadczy, to jeszcze: nie oswiadczy sie po pierwszym stosunku a nawet nie bedzie po TYM calowal stop wybranki, nastepnie ucieknie na wzmianke o ciazy, a jak juz wroci i sie ozeni w Urzedzie, to sie zaraz w tym samym urzedzie pozbedzie kajdan cywilnego malzenstwa i umknie do Australii.
          Oczywiscie nie zrobi tego wszystkiego na raz w tylko jednym przypadku: jak bedzie miec wasy.
          Aby nie bylo: to bylo zartobliwe, ironiczne.
        • kingus0701 Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 07.08.12, 22:50
          Mnie zaskakuje to, że kwestia ślubu i pierwszego pocałunku często załatwiane są
          > niemalże w jednej scenie! Fryc - stóg siana, Baltona - "bo musi być na serio",

          No właśnie - "bo musi być serio". Mi się wydaje, że bardziej "serio" są takie pary, które próbują się jakoś dotrzeć, a nie na zasadzie "jest bicie serduszka, są motylki - hajda pod ołtarz!" Miałam nadzieję, że z Laurą będzie inaczej, ale "Sprężyna" mnie rozczarowała, bo z rogatej Laury zrobiło się jakieś słodko-romantyczne stworzenie, które wtopiło się w pozostałe Borejkówny.
        • ssssen Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 24.02.17, 10:59
          retro-story napisała:

          > Zastanawiam się, ile naiwnych nastolatek po wnikliwej lekturze Jeżycjady
          > będzie myśleć w ten sam sposób - i jak duży będzie szok, kiedy jakiś biedny chł
          > opina po pierwszym pocałunku się NIE OŚWIADCZY!

          No coż, myślenie o szybkim ślubie jest naturalne u większości nastolatek (poczytaj Wisłocką ;) - i nie ma tu akurat winy MM...

          Musierowicz jest akurat na bakier z rzeczywistością pisząc o chłopcach którzy chcą się żenić...
          • bupu Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 24.02.17, 12:12
            ssssen napisał:

            > retro-story napisała:
            >
            > > Zastanawiam się, ile naiwnych nastolatek po wnikliwej lekturze Jeżycjady
            > > będzie myśleć w ten sam sposób - i jak duży będzie szok, kiedy jakiś bied
            > ny chł
            > > opina po pierwszym pocałunku się NIE OŚWIADCZY!
            >
            > No coż, myślenie o szybkim ślubie jest naturalne u większości nastolatek (poczy
            > taj Wisłocką ;) - i nie ma tu akurat winy MM...

            Ostatnia publikacja Wisłockiej, dotycząca szeroko pojętego życia miłosnego ukazała się jakieś ćwierć wieku temu. Śmiem twierdzić, że od tamtego czasu mentalność nastolatek się zmieniła dość mocno. Śmiem także twierdzić, że w czasach, gdy byłam nastolatką, parcie na szybki ślub miewały nieliczne z moich rówieśniczek, głównie te, pochodzące z rodzin słabo wykształconych. Dziewczyna z rodziny inteligenckiej, prąca na ślub w wieku lat nastu, to było, również za moich czasów, ciężkie kuriozum.
            • apersona Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 24.02.17, 21:47
              Jest różnica między myśleniem o ślubie a parciem na ślub
              • tt-tka Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 24.02.17, 23:23
                U bohaterek jezycjady ta roznica praktycznie nie istnieje...
                • tt-tka Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 24.02.17, 23:24
                  neojezycjady
            • ssssen Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 25.02.17, 18:20
              Nie byłbym taki pewnie czy ta mentalność pod tym akurat względem się zmieniła - bo to nie jest sprawa wychowania tylko dojrzewania. A to niewiele się zmienia. Oczywiście może akurat teraz niemodne jest po przyznawanie się do marzeń o małżeństwie...
              • bupu Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 25.02.17, 18:40
                ssssen napisał:

                > Nie byłbym taki pewnie czy ta mentalność pod tym akurat względem się zmieniła -
                > bo to nie jest sprawa wychowania tylko dojrzewania. A to niewiele się zmienia.
                > Oczywiście może akurat teraz niemodne jest po przyznawanie się do marzeń o mał
                > żeństwie...

                Co proszę? Wyobraź sobie, że kobiety, w tym także te młode, miewają mnóstwo innych celów i priorytetów w życiu, niż tylko małżeństwo, czy związek. Oczywiście, jeśli wychowasz dziewczynę w przekonaniu, że zamążpójście definiuje jej wartość i jest najważniejszym, co może osiągnąć, to będzie marzyła od najmłodszych lat o mariażu. Kobiety wychowane w inny sposób, świadome, że mogą się w życiu realizować na różne sposoby, a ich wartość nie jest mierzona ani męskim zainteresowaniem, ani małżeństwem, nie będą raczej, nawet w nastolectwie, pchać się do ślubu z siłą trąby powietrznej. I dojrzewanie miewa tu mało do rzeczy.
                • ssssen Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 27.02.17, 09:04
                  Truizmy. Po prostu do pewnych rzeczy ludzie nawet sami przed sobą się nie przyznają. Przyznać się do tego że gdzieś pod tą kulturalną powłoczka rządzi nami natura jest trudno, ale się da. To że pewne rzeczy maskujemy nazywając je miłością, małżeństwem, priorytetami w życiu, samorealizacją nie znaczy że tak naprawdę chodzi tylko o jedno - o przekazanie DNA.

                  "dojrzewanie miewa tu mało do rzeczy." - nieprawda.
                  • bupu Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 27.02.17, 10:40
                    ssssen napisał:

                    > Truizmy. Po prostu do pewnych rzeczy ludzie nawet sami przed sobą się nie przyz
                    > nają. Przyznać się do tego że gdzieś pod tą kulturalną powłoczka rządzi nami na
                    > tura jest trudno, ale się da. To że pewne rzeczy maskujemy nazywając je miłości
                    > ą, małżeństwem, priorytetami w życiu, samorealizacją nie znaczy że tak naprawdę
                    > chodzi tylko o jedno - o przekazanie DNA.
                    >
                    > "dojrzewanie miewa tu mało do rzeczy." - nieprawda.

                    Jezu, ratuj. Celem przekazania genów nie trzeba się hajtać. Wystarczy uprawiać seks, co czyniła spora część młodzieży licealnej już w moich czasach. Popęd rozrodczy nie pcha małolat do marzeń o ślubie, mógł pchać sto lat temu, kiedy małżeństwo było dla kobiet jedyną akceptowalną formą realizacji tego popędu. W tej chwili można ów popęd realizować bez uprzedniej wycieczki do ołtarza, więc wierz mi, pchane nim nastolatki marzą o randkach, nie o białym welonie. Jak słusznie wspomniała przedpiśczyni ślub to dla większości współczesnych nastolatek coś, o czym się myśli najwyżej w kategoriach bardzo dalekiej przyszłości, a nie na widok pierwszego szkolnego amanta.
                    • reveiled Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 27.02.17, 15:06
                      Ale moze w pokoleniu pani MM, a przynajmniej w jej srodowisku za jej mlodosci tak to wygladalo? Moja mama, kilka lat molodza od pani MM, od kiedy mialam 16-17 lat komentowala moje znajomosci z chlopakami w kategoriach przyszlego malzenstwa (bron Boze nie namawiala zeby sie z tym spieszyc, wrecz przeciwnie, ale jakby zakladala, ze to wlasnie mam na mysli, nawet kiedy chodzilo tylko o kolege) oraz przypuszczala ze moje kolezanki w dluzszych zwiazkach, albo po prostu te ktore przywiazywaly wieksza uwage do swojego wygladu, na pewno zechca wziac slub zaraz po przekroczeniu pelnoletnosci...
                      • bupu Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 27.02.17, 15:42
                        reveiled napisał(a):

                        > Ale moze w pokoleniu pani MM, a przynajmniej w jej srodowisku za jej mlodosci t
                        > ak to wygladalo? Moja mama, kilka lat molodza od pani MM, od kiedy mialam 16-1
                        > 7 lat komentowala moje znajomosci z chlopakami w kategoriach przyszlego malzens
                        > twa (bron Boze nie namawiala zeby sie z tym spieszyc, wrecz przeciwnie, ale jak
                        > by zakladala, ze to wlasnie mam na mysli, nawet kiedy chodzilo tylko o kolege)
                        > oraz przypuszczala ze moje kolezanki w dluzszych zwiazkach, albo po prostu te k
                        > tore przywiazywaly wieksza uwage do swojego wygladu, na pewno zechca wziac slub
                        > zaraz po przekroczeniu pelnoletnosci...

                        Być może, problem w tym, że autorka nie opisuje w ten sposób nastolatek z własnego pokolenia, tylko te obecne.
                    • tt-tka Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 27.02.17, 15:06
                      bupu napisała:



                      >
                      > Jezu, ratuj. Celem przekazania genów nie trzeba się hajtać. Wystarczy uprawiać
                      > seks, co czyniła spora część młodzieży licealnej już w moich czasach. Popęd roz
                      > rodczy ...


                      I za moich. I powiedzialabym, ze cokolwiek nami pchalo, nie byl to poped rozrodczy, akurat rozradzania sie wowczas unikalysmy jak sie dalo :)
                      Malo z tym, i wtedy, i teraz chec sekszenia sie byla znacznie wieksza i czestsza niz rozmnazania sie. Czego dowodem, ze na spora zwykle liczbe lat aktywnosci seksualnej dzieci mamy liczbe znikoma. Plus nasze zwiazki intymne niekoniecznie/nie zawsze pokrywaly sie z planami i zamierzeniami malzenskimi :)
              • zla.m Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 26.02.17, 22:37
                Nie, sprawą dojrzewania jest zainteresowanie płcią przeciwną i seksem. Akceptowalna społecznie forma w jakiej wyraża się to zainteresowanie (radosne bzykanie, trzymanie się za rączki, spacery z przyzwoitką i czytanie wierszy, orgie w noc kupały) jest kulturowa.

                Osobiście pamiętam siebie z nastolęctwa i wiele moich znajomych - było dla nas oczywiste, że kiedyś-tam wyjdziemy za mąż, ale nie myślałyśmy o tym w kategoriach: "po maturze, z tym Klaudiuszem z mat-fizu wezmę ślub". Jeśli chodzi o Klaudiusza, to było to planowanie obejmujące przyszłość bliższą "pójdziemy na studniówkę, pojedziemy razem na wakacje..." , czasem "wspólne studia". Ślub to była abstrakcja, daleka przyszłość.
                • tt-tka Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 27.02.17, 02:28
                  zla.m napisała:


                  > Osobiście pamiętam siebie z nastolęctwa i wiele moich znajomych - było dla nas
                  > oczywiste, że kiedyś-tam wyjdziemy za mąż, ale nie myślałyśmy o tym w kategoria
                  > ch: "po maturze, z tym Klaudiuszem z mat-fizu wezmę ślub".

                  Ba, wszyscy pamietamy bohaterki wczesnej MM :)
                  O czym one mysla ? O swoich przyszlych studiach, o klasowce, o randce... nawet rozmarzona Aniela widzi stadko pawelkowatych z wygladu dzieci i siebie z nimi w rozanym ogrodzie - na tej samej zasadzie, na jakiej mysli sie "kiedys, kiedys" (bede miala dzieci, zostane lotnikiem, wyprawie sia na Pamir) - ale bardziej pochlania ja teatr niz Pawelek. I teatr, choc wtedy to tylko szkolne przedstawienie, zwycieza ! Nawet sztandarowa Gaba mysli o randewu z Pyziakiem, a nie o slubie z Pyziakiem. Nawet kochliwa Ida marzy o wspolnej z Waldusiem smierci na jednym wspolnym przepoconym poslaniu, a nie o slubie z w/w.
                  Tak to bylo. Az do Pulpecji. A potem zjazd i odjazd.
                • vi_san Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 27.02.17, 09:01
                  Też to chciałam napisać! Ba, jeśli nawet jakaś romantyczka snuła plany ślubne - to raczej w kontekście jaka suknia, jakie kwiaty, jaka muzyka itp [co zresztą się zwykle zmieniało w zależności od dnia i nastroju ;) ], a nie w kontekście, że MUSI wyjść za tego Tomka z trzeciej ławki pod oknem!
                  Większość dziewczyn zakładała, że KIEDYŚ ten ślub weźmie, ale nie miała parcia na ołtarz [ani USC] w wieku wczesnych nastu lat!
      • kingus0701 Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 07.08.12, 22:43
        Jest też w Imieninach scen
        > a, gdzie Pyza widzi Bellę i Przeszczepa wraz z grupką kolegów, którzy kolegialn
        > ie czynią powtórki do ciężkich egzaminów.

        Racja, zapomniałam o tej scenie :)

        więc tu bym autorce wyrzutów nie czyniła, zwłaszcza w kontekście scen - oj
        > , przypomniało mi się, że sprawdzian, zatem plan na rozrywkowe popołudnie należ
        > y zweryfikować. Wierzę więc, że Pyza ciężko pracowała, żeby się nie zbłaźnić w
        > klasie o niepreferowanym wszak przez siebie profilu.

        Zgadzam się z Tobą, że wkuwanie nie powinno być osią akcji, tylko po prostu jakoś tak mi zgrzyta, że Pyza musi wkuwać jak szalona, a tego wkuwania nigdzie nie widać. Nie musoałoby być to opisane, tylko jakoś wspomniane, coś w stylu: "poprzedniego dnia solidnie przysiadła nad fizyką" czy jakoś tak :) Ale może tylko tak mi się wydaje, bo moja fizyczka zmorą była, a żaden Fryderyk pomóc nie chciał. Także czuję się przekonana i pokonana :)
      • turzyca Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 10:20
        > Ale u MM też zaskakująco lekko te kwestie są traktowane - wiele tu napisano o n
        > ieprawdopodobieństwie, że Marek, narzeczony Idy, nigdy nie miał okazji zagaić c
        > zegoś w stylu "a moja mama jest z Poznania, niedaleko tu mieszkała i chodziła d
        > o szkoły" i nikt nie miał szansy skojarzyć jej z Moniką _przyjaciółką_ Mili, że
        > Mila _dzień_ przed ślubem upewnia się "ile pan młody ma wzrostu" jakby nigdy w
        > cześniej nie widziała córki w obuwiu rozmaitym obok narzeczonego, zupełnie jakb
        > y sam fakt, że ktoś się chce żenić z którąś z Borejkówien, wystarczył i nie był
        > o potrzeby się w to wgłębiać (no, Ignac walnął co prawda mowę o tym, jak to maj
        > ą ambicje, by ich córki pewien stopień wykształcenia formalnego osiągnęły najpi
        > erw, ale raz, że wcześniej jakoś niespecjalnie się tym przejmuje, dwa - że ta m
        > atura jest bardziej kluczowa do akceptowania małżeństwa Patrycji przez jej ojca
        > niż osoba przyszłego męża).

        Dziwilabym sie bardzo, bo fakt, ze pochodzimy z chlopem z rodzin odleglych o 1000 km nie zmienia nic w fakcie, ze rodziny sie wzajemnie znaja, lubia i maja tysiace wspolnych tematow do obgadania.
        Ale mam w pracy kolezanke, ktorej brat bral slub w zeszlym roku - nieco przymusowo w kraju panny mlodej, bo pannie mlodej promotor wywinal brzydki numer i nie zalatwil obiecanej pracy, wiec nastepnego dnia po dyplomie musiala opuscic strefe Schengen - rodzice pana mlodego nie zdecydowali sie przyjechac na slub. Co wiecej mimo ze panstwo poznali sie na studiach w kraju pana mlodego, przyszli tesciowie widzieli panne mloda raz i to raczej przelotem. Mlodzi nie przejezdzaja tych kilkuset kilometrow, zeby odwiedzac tesciow. Dziwiloby mnie to pewnie potwornie, gdyby nie fakt, ze kolezanka pochodzi, z ktoregos malego miasteczka w okolicy, jej partner z ktoregos wiekszego, odleglosc w granicach godziny jazdy samochodem, rodzice widzieli wybrankow moze z 8 razy w ciagu tych trzech lat. I rodzice nie zostali sobie przedstawieni. Jestem pewna, ze kolezanka nie ma pojecia o jakichkolwiek szczegolach zyciorysow "tesciow" i odkrycie "o, to moja przyjaciolka z dziecinstwa" w dniu slubu jest mozliwe. O ile do tego slubu dojdzie, bo kolezanka sie zarzeka, ze nie.

        Choc przyznaje, ze mlodzi mieszkaja od kilkunastu lat samodzielnie (wczesniej oddzielnie, od paru lat razem) i to jednak sporo zmienia.
      • dziennik-niecodziennik lekki off-top 09.08.12, 20:27
        > o ile nie rażą mnie śluby par, które poznały się w szkole (choć ich natężenie już tak - jeden, dwa, trzy licealne związki zakończone małżeństwem - ok, ale większość?)

        hmmm
        ale serio wiekszosc?
        pary "licealne": Gaba&Janusz, Cesia&Jerzy, Danka&Paweł, Róża&Fryderyk, Janka&Maciek, Beata&Damazy, Aurelia&Konrad
        pary "nielicealne": Ida&Marek, Aniela&Bernard, Robert&flecistka, Robert&Natalia, Joanna&Francuz (;)), Julia&Tolo, Laura&Adam, Gaba&Grzegorz, zdaje sie ze nawet Mila&Ignacy nie byli licealni a "studyjni"...
        takie z pogranicza to związki Patrycji, Elki i Romy.
        kto tam jeszcze?...
        • retro-story Re: lekki off-top 09.08.12, 21:18
          Z licealnych Bella + Przeszczep, Robrojek + flecistka, podejrzewam też, że Grzegorz i pierwsza żona (sądząc po wieku Elki).

          Z nielicealnych: państwo Jankowiakowie :)
        • nessie-jp Re: lekki off-top 09.08.12, 23:16
          > hmmm
          > ale serio wiekszosc?

          No, w neoJeżycjadzie chyba jednak większość. Wiadomo, że nie chodzi o to, że koniecznie muszą do liceum razem chodzić, tylko o pary, które znały się od czasów dzieciństwa lub liceum, wręcz "pierwsza miłość i od razu do grobowej deski". Tomek i Elka definitywnie pasują.

          Nie ma też sensu doliczać rozwodników, wdowców itp. bo wiadomo, że kolejne małżeństwa to raczej nie z przyjaciółmi ze szkolnej ławy. No i nie liczmy dwa razy Roberta :P

          Główną masę robią bohaterowie starej Jeżycjady, z którymi zakończyliśmy znajomość w liceum, a potem autorka pospiesznie dopisała im ciąg dalszy w postaci "i się pobrali zaraz po maturze i żyli długo i szczęśliwie za siedmioma górami i siedmioma lasami"...
          • janka_kreska Re: lekki off-top 11.08.12, 23:22
            nessie-jp napisała:

            > >
            >
            > Główną masę robią bohaterowie starej Jeżycjady, z którymi zakończyliśmy znajomo
            > ść w liceum, a potem autorka pospiesznie dopisała im ciąg dalszy w postaci "i s
            > ię pobrali zaraz po maturze i żyli długo i szczęśliwie za siedmioma górami i si
            > edmioma lasami"...

            zgadzam się z nessi. Tych par licealnych do grobowej deski (bez rozwodu!!!) jest jednak dużo. Irytuje mnie też ta powtarzalność: poznali się w liceum, pochodzili i pożenili w wieku lat 22, 23. I jeszcze jedno: żyjemy w czasach niżu demograficznego. Nie od lat dwóch, pięciu tylko dziesięciu i więcej. Tymczasem bohaterowie "Jeżycjady" mnożą się na potęgę. Dwójka dzieci to absolutny standard i oczywista oczywistość. Pamiętam Cesię w "Noelce" z ... czwórką dzieci, Ida ma trójkę, Kreska i Maciek to samo. Cała reszta to dwoje dzieci i to wszystko w czasach, gdzie wielu równieśników bohaterów "Jeżycjady" zdecydowało się na maks. jedno dziecko. Straszna szkoda, że nie ma w tych książkach singli (jeśli są to potwornie nieszczęśliwi i owdowiali), rozwodników, którzy na powrót układaliby sobie fajne życie (ok, Gaba jest wyjątkiem, ale rozwód akurat nie był w jej planach). Już się klują nowe związku licealne np.Żaba i Żeromski.

            >
            • bupu Re: lekki off-top 11.08.12, 23:29
              janka_kreska napisał(a):

              > Straszna szkoda, że nie ma w tych książkach singli (jeśli są to
              > potwornie nieszczęśliwi i owdowiali), rozwodników, którzy na powrót układaliby
              > sobie fajne życie (ok, Gaba jest wyjątkiem, ale rozwód akurat nie był w jej planach).

              Gaba to sobie akurat niczego nie układała, tylko troskliwie piastowała swój ból postpyziaczy. Niby się ten Grzegorz przypałętał, ale w sumie niewiele to zmieniło.
              • janka_kreska Re: lekki off-top 11.08.12, 23:47
                bupu napisała:

                >Gaba to sobie akurat niczego nie układała, tylko troskliwie piastowała swój ból
                > postpyziaczy. Niby się ten Grzegorz przypałętał, ale w sumie niewiele to zmien
                > iło.

                Czy ja wiem.... Myślę, że jej związek z Grzegorzem jest udany. I to nie tylko dlatego, że zaowocował Ignacym G. :) Spotkało się po prostu dwoje dorosłych ludzi po przejściach, którym jest po prostu dobrze razem. A ból postpyziaczy? Jasne, że był i nie ma co się dziwić...Nie bez znaczenia był pewnie fakt, że zostało dwoje dzieci. Nie podoba mi się tylko, że temat Pyziaka jest takim tabu. Laurze odmawia się wręcz prawa do mówienia o ojcu. Szybkie zmiany tematu, milczenie, jeśli są odpowiedzi to bardzo oględne. Rozumiem takie zachowanie jeśli dziecko jest małe. Ale nastolatka? Bo nie można zranić mamy? Bo Gabrysi będzie smutno? Hm...
                • bupu Re: lekki off-top 12.08.12, 00:00
                  > Czy ja wiem.... Myślę, że jej związek z Grzegorzem jest udany. I to nie tylko d
                  > latego, że zaowocował Ignacym G. :) Spotkało się po prostu dwoje dorosłych ludz
                  > i po przejściach, którym jest po prostu dobrze razem. A ból postpyziaczy? Jasne
                  > , że był i nie ma co się dziwić...Nie bez znaczenia był pewnie fakt, że zostało
                  > dwoje dzieci.

                  Ten ból był nieproporcjonalny do zbrodni, popełnionej przez Janusza. Rozpaczać po rozpadzie małżeństwa ponad dekadę to jest lekka przesada, zwłaszcza, że Gaba nie przestała piastować krzywd swoich nawet po ślubie z Grzesiem. To było małżeństwo niemalże trzyosobowe - Gabrieli, Grzegorza i Ponurego Widma Pyziaka.
            • reveiled Re: lekki off-top 22.02.17, 10:59
              janka_kreska napisał(a):

              > I jeszcze jedno: żyjemy w czasach niżu demograficznego. Nie od lat dwóch, pięciu tylko dziesięciu i więcej. Tymczasem bohat
              > erowie "Jeżycjady" mnożą się na potęgę. Dwójka dzieci to absolutny standard i o
              > czywista oczywistość. Pamiętam Cesię w "Noelce" z ... czwórką dzieci, Ida ma tr
              > ójkę, Kreska i Maciek to samo. Cała reszta to dwoje dzieci i to wszystko w cz
              > asach, gdzie wielu równieśników bohaterów "Jeżycjady" zdecydowało się na maks.
              > jedno dziecko. Straszna szkoda, że nie ma w tych książkach singli (jeśli są to
              > potwornie nieszczęśliwi i owdowiali), rozwodników, którzy na powrót układaliby
              > sobie fajne życie (ok, Gaba jest wyjątkiem, ale rozwód akurat nie był w jej pla
              > nach). Już się klują nowe związku licealne np.Żaba i Żeromski.
              >

              Rozwod rzadko jest w czyichs "planach".
              Kreska i Maciek mieli blizniaczki z drugiej ciazy, wiec raczej nie planowali trojki dzieci. Idy trzecie dziecko tez nie bylo planowane.
              Zgadzam sie jesli chodzi o singli.
              • gat45 Re: lekki off-top 22.02.17, 12:37
                reveiled napisał(a):


                > Rozwod rzadko jest w czyichs "planach".
                > Kreska i Maciek mieli blizniaczki z drugiej ciazy, wiec raczej nie planowali tr
                > ojki dzieci. Idy trzecie dziecko tez nie bylo planowane.

                A nie na odwrót, z tymi dziećmi ? Najpierw bliźniaczki (odbierane przez Idę), a potem trzecie pojedyncze ? Jeżeli mam rację, to przykład odpada. Jeżeli - bo nie mam jak sprawdzić :(
                • iskrzy_54 Re: lekki off-top 22.02.17, 15:43
                  A nie na odwrót, z tymi dziećmi ? Najpierw bliźniaczki (odbierane przez Idę), a potem trzecie pojedyncze ? Jeżeli mam rację, to przykład odpada. Jeżeli - bo nie mam jak sprawdzić :(

                  W Noelce mała Kasia dostaje misia a Kreska jest w ciąży, bliźniaczki rodzą się w Dzien Kobiet następnego roku. Myślę, że wziąwszy pod uwagę opisywane przez MM środowisko (mocno kościółkowe) tych dzieci jest i tak mało. BTW z moich osobistych obserwacji wynika, że modele wielodzietne często są powielane w następnym pokoleniu. 4 córki mojej koleżanki mają kolejno 2, 3, 4, 4 dzieci; dzieci mojej przyjaciółki (z rodziny z trójką): 2, 3, 3; sama chciałam mieć co najmniej 4 (chociaż miałam jednego brata), ale nie wyszło
                  • gat45 Re: lekki off-top 22.02.17, 16:27
                    iskrzy_54 napisała:

                    > W Noelce mała Kasia dostaje misia a Kreska jest w ciąży, bliźniaczki rodzą się
                    > w Dzien Kobiet następnego roku. Myślę, że wziąwszy pod uwagę opisywane przez M
                    > M środowisko (mocno kościółkowe) tych dzieci jest i tak mało. BTW z moich osobi
                    > stych obserwacji wynika, że modele wielodzietne często są powielane w następnym
                    > pokoleniu. 4 córki mojej koleżanki mają kolejno 2, 3, 4, 4 dzieci; dzieci moje
                    > j przyjaciółki (z rodziny z trójką): 2, 3, 3; sama chciałam mieć co najmniej 4
                    > (chociaż miałam jednego brata), ale nie wyszło

                    Zupełnie od czapy... chociaż...
                    Czytam właśnie "Piąte dziecko" Lessing. Niesamowite jaką oszczędnością środków ta pisarka tworzy wyrazistość postaci i sytuacji. I jaka tam jest spójność w każdym szczególe. Druga taka to Murdoch według mnie.
                    Przepraszam za zboczenie. Z tematu.
                    • guineapigs Re: lekki off-top 22.02.17, 19:22
                      A z moich obserwacji jest inaczej. Moja babcia - sześcioro rodzeństwa (tyle przeżyło, może było więcej) i dwoje dzieci, z których jedno ma jedno dziecko (JA!!!!!), drugie - zero.
                      U mojego exa: Rodzice mieli dwanaścioro dzieci (12!!!), zaś ich dzieci mają po jednym, góra dwójkę, albo zero. Trojga dzieci NIE MA w tej rodzinie w tym pokoleniu. Środowisko wiejskie, powiat jasielski, cerkiew/kościół obowiązkowo - zatem ciemnogród i Polska Ziet.- więc chyba stosują tę straszną antykoncepcję, bo nie wierzę, że TEGO nie robią.
                      I oczywiście w to, ze wszyscy oni pójda do piekła absolutnie nie wierzę, i pewna jestem, że I Bóg nie wierzy.
                      Przypomniał mi się dowcip: Rydzyk postawi taki kościół,że samemu Panu Bogu oko zbieleje.
                      Już ogólnie pewne środowiska nie tyle chcą być bardziej papieskie niż Papież, ale wręcz bardziej boskie niz Bóg. I to są środowiska katolickie. Zaraz zaczną mówić Jezusowi, co On miał na myśli.
                      Dlatego wolę pozostać, jak kiedyś część mojej rodziny, przy gr-kat, bo to, co się teraz dzieje w Rzymie to jakieś kwiprokwo. Niedługo striptiserki będa zapraszać na Msze - bo dlaczego nie?
                      • iskrzy_54 Re: lekki off-top 23.02.17, 00:21
                        A z moich obserwacji jest inaczej. Moja babcia - sześcioro rodzeństwa (tyle przeżyło, może było więcej) i dwoje dzieci, z których jedno ma jedno dziecko (JA!!!!!), drugie - zero.
                        U mojego exa: Rodzice mieli dwanaścioro dzieci (12!!!), zaś ich dzieci mają po jednym, góra dwójkę, albo zero. Trojga dzieci NIE MA w tej rodzinie w tym pokoleniu.

                        Toteż ja się nie upieram, że to reguła, aczkolwiek kiedy byłam na ślubie kolegi (oboje głęboko wierzący i należący do "aktywnej" wspólnoty) w kościele przeważały duże (4+) rodziny.
                • ciotka_scholastyka Re: lekki off-top 22.02.17, 17:20
                  Odwrotnie. Mała Kasia bawiła się w kąciku, kiedy Gabriela przybyła z odsieczą do rodzącej.
    • slotna Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 07.08.12, 18:16
      > A jak przypomnę sobie swoje liceum, to nigdy nie było takiego "ho
      > p-siup, godzinka normalnie, a jak sprawdzianik, to dwie", tylko naprawdę spędza
      > łam kilka godzin nad nauką, a nigdy nie próbowałam być na siłę "dobra ze wszyst
      > kiego". A może to tylko moja subiektywna opinia?

      Moze. Ja sie nie uczylam wcale. Nie, ze tylko troche - wcale. Nie odrabialam tez lekcji, nie uzupelnialam zeszytow, pisalam tylko jakies referaty, kiedy to bylo konieczne na zaliczenie. Dopuscili mnie do matury i nawet ja zdalam.
    • kai_30 Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 07.08.12, 20:20
      Ja się nie uczyłam prawie wcale, a chodziłam do najlepszego liceum w mieście. Ot, tak właśnie, normalnie w ogóle, tylko zadania domowe na kolanie, a przed sprawdzianami hop-siup, godzinka, maks dwie. Miałam masę zajęć pozalekcyjnych o charakterze czysto rekreacyjnym - a to uczyłam się grać na pianinie (dla przyjemności, nie z musu), a to chodziłam na karate, a to na basen. Przed maturą namiętnie jeździłam na żagle i byłam najlepiej opalona ze wszystkich abiturientów, bo jednak większość zakuwała. Maturę zdałam ze średnią 5,6. Fakt, byłam zdolna - ale dziewczyny w Jeżycjadzie też są ;)
      • retro-story Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 07.08.12, 21:41
        > ale dziewczyny w Jeżycjadzie też są [zdolne]

        Ejże, czy aby na pewno? Pyza i Tygrys mają świadectwa z paskiem w podstawówce, a to nie jest jakiś wielki wyczyn. W liceum Pyza leży z matmy i fizyki, z geografii chyba zresztą też; Laura się nie dostaje na studia, Natalia i Gaba płaczą nad przedmiotami ścisłymi, Mila nie była w stanie skończyć ekonomii, o maturze Pulpy nawet nie ma co wspominać... Wychodzi na to, że zdolna jest raptem tylko Ida. Jasne, niektórzy ludzie są lepsi z polskiego niż z matematyki, albo w drugą stronę, ale - i tu się po raz pierwszy i ostatni zgodzę z Ignacym - program szkoły średniej nie jest przecież trudny do opanowania. Nie trzeba nie wiadomo jakich "zdolności", żeby poradzić sobie w zwykłym ogólniaku.
        • nessie-jp Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 07.08.12, 22:21
          retro-story napisała:

          > > ale dziewczyny w Jeżycjadzie też są [zdolne]
          >
          > Ejże, czy aby na pewno? Pyza i Tygrys mają świadectwa z paskiem w podstawówce,
          > a to nie jest jakiś wielki wyczyn. W liceum Pyza leży z matmy i fizyki, z geogr
          > afii chyba zresztą też; Laura się nie dostaje na studia

          No, Laurze niedostanie się na studia bym darowała, w końcu nie to nie był konkurs świadectw ani teścik typu zakreśl a be ce de... Powiedzmy, że zdanie na kierunki artystyczne może wymagać długiego przygotowania i pielęgnowania talentu, zwłaszcza u osoby, której rodzice mieli w pośladku rozwój artystyczny córki i w głowie im nie postała myśl o tym, że talent trzeba rozwijać i pielęgnować. Przypuszczam, że Laura na starcie przegrywała z ludźmi po szkołach muzycznych i musiała sporo popracować nad głosem.

          Natomiast co do Róży, to faktycznie jest to dziewczę tępe i pozbawione zdolności. Zbyt kiepska z przedmiotów humanistycznych, żeby zdać dostatecznie dobrze egzamin do liceum, ląduje jako odrzut w mat-fizie, gdzie też cieniutko przędzie, dopóki Fryc nie zaczyna jej motywować. Studia też wybiera wyjątkowo kretyńsko, no ale powiedzmy, że ona nie ma żadnych własnych zainteresowań, więc co by miała studiować, jeśli nie Frycologię. I pytanie, czy umiałaby się w ogóle dostać na jakikolwiek kierunek nie popychana przez Fryca. Osoba, która nie zdaje egzaminu do liceum na tyle dobrze, żeby trafić do klasy z wybranym profilem, raczej ma małe szanse poradzić sobie na studiach. I na pewno nie można jej nazwać "zdolną".
          • sowca Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 07.08.12, 23:29
            Pora na sakramentalne: "a w starej Jeżycjadzie to było inaczej". No i było. Cesia zajmuje się domem i dzieckiem Krystyny, ale jednak uczy się i jeszcze stara się douczać Dankę. Aniela po szkole pracuje albo się uczy. Gaba uczy się przynajmniej fizyki :P Kreska ma problemy z matematyką i uczy się z Maćkiem albo z Lelujką.
            A w "Brulionie Bebe B. " to dopiero jest nauka! Wszystkie półwyspy świata na pamięć i inne takie rzeczy.
            W nowej Jeżycjadzie - Laura i Wolfi uczą się do matury, wprawdzie symbolicznie, ale jednak. Żaba pożycza notatki od Żeromskiego, żeby odrobić lekcje. Józinek na kolanie pisze referat z biologii. Ignaś odrabia lekcje w pokoju rodziców. Gdzieś się jednak ten motyw nauki też przewija.
            • kolczykizoldy Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 04:41
              sowca napisała:
              >Gdzieś się jednak ten motyw nauki też przewija.

              Prawda to, nierzadko sie przewija.
              Jeszcze od siebie dodam, ze w Brulionie mlodziez kolektywnie sie doksztalca na korepetycjach u pana Zaka, a w Klepce Zakowie kolektywnie wyciagaja Danke z naukowych tarapatow, o!
              Julia Zak walkuje angielskie frazy w - jesli dobrze pamietam - czasie przeszlym dokonanym (do cholery).
              W Klamczusze sa wyliczone przedmioty kierunkowe okolo-poligraficzne i jest opisane jak Aniela nagle i ze zdziwieniem odkrywa, ze w zasadzie temat ja interesuje i wciaga.
              Pulpa sie NIE uczy i dlatego oblewa mature. Ale wczesniej razem z Elka chodza na kurs komputerowy.
              Ida ma duzo wkuwania na medycynie, przez co nie moze lepic pierogow.
              Nawet maly Tomcio sie uczy: sztuki pisania na jelicie Doroty. Znaczy Inki.
              • truscaveczka Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 08:00
                Trzeci okres warunkowy tłucze :)
            • kopiec_esmeralda Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 21.08.12, 13:10
              Generalnie dziewczyny w Jeżycjadzie to tzw. tumanistki, niemal każda ma problemy z przedmiotami ścisłymi, z których muszą je douczać koledzy. Ida jest wyjątkiem, ogólnie jest jedną z niewielu normalnych, zapracowanych, zadbanych kobiet wśród tej gromadki "humanistek". Mila jakoby ekonomistka... ale wiemy, jak jej to wyszło. Kolejny schemat, któremu ulega autorka: kobiety do garów (i ew. wierszy, najlepiej łacińskich), mężczyźni do abstrakcyjnego myślenia. I tu miłym wyjątkiem jest zaradny, normalny Baltona.
          • fryggia Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 09:04
            > Natomiast co do Róży, to faktycznie jest to dziewczę tępe i pozbawione zdolnośc
            > i. Zbyt kiepska z przedmiotów humanistycznych, żeby zdać dostatecznie dobrze eg
            > zamin do liceum, ląduje jako odrzut w mat-fizie

            Pyza jest rocznik 1981, rok wcześniejsza niż ja. Doskonale pamiętam, jak wyglądała nasza rekrutacja do liceów, bo sama, może nie wybitnie zdolna, ale nieźle przygotowana, padłam ofiarą systemu. Wybierało się jedną szkołę, wskazywało preferowany profil klasy. Szczyt wyżu demograficznego, konkurencja diabelnie ostra, zwłaszcza do szkół lepszych i renomowanych. Trzeba było kombinować jak koń pod górkę - tu jest chętnych 15 osób do klasy, świetna szkoła, ale tu tylko 8 chętnych , szanse większe. Jeśli wymierzyło za wysoko i zabrakło punktu, przekierowywali do szkół, które mały wolne miejsca, zazwyczaj do LO w zespole szkół, razem z technikum i zawodówką gastronomiczną. Ja bym tak ostro Pyzuni nie oceniała, wszak do liceum Żeromskiego się dostała, spad do mat-fizu w wybranej szkole to przyzwoite osiągnięcie.

            Inna sprawa, że moim zdaniem Pyza znalazła się w mat-fizie, bo pani MM wymyśliła sobie postać Fryca-genialnego-ścisłowca i trzeba go było jakoś z tą panną spotkać i zapoznać, a gdzie lepiej jak nie w szkolnej ławie? A potem już mamy klasyczne naginanie postaci do wymyślonej historii i największy absurd w postaci Pyzy na astronomii.
            • mankencja Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 09:39
              > Inna sprawa, że moim zdaniem Pyza znalazła się w mat-fizie, bo pani MM wymyślił
              > a sobie postać Fryca-genialnego-ścisłowca i trzeba go było jakoś z tą panną spo
              > tkać i zapoznać, a gdzie lepiej jak nie w szkolnej ławie? A potem już mamy klas
              > yczne naginanie postaci do wymyślonej historii i największy absurd w postaci Py
              > zy na astronomii.

              jakby nie mogła po prostu być jedynym borejkowskim umysłem ścisłym... wtedy mogliby sobie zadania z fizyki rozwiązywać razem dla przyjemności, nie musiałby jej koniecznie fryc w nauce pomagać, a i astronomia nie zgrzytałaby tak potwornie.
            • nessie-jp Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 13:46
              > Inna sprawa, że moim zdaniem Pyza znalazła się w mat-fizie, bo pani MM wymyślił
              > a sobie postać Fryca-genialnego-ścisłowca i trzeba go było jakoś z tą panną spo
              > tkać i zapoznać, a gdzie lepiej jak nie w szkolnej ławie? A potem już mamy klas
              > yczne naginanie postaci do wymyślonej historii i największy absurd w postaci Py
              > zy na astronomii.

              Ależ oczywiście
              • sta-fraszka Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 15:33
                nessie-jp napisała:


                >
                > Należało oczywiście napisać to inaczej, czyli np. wetknąć Fryca do humany, bo s
                > ię biedaczek pochorował podczas egzaminów z przepracowania i musiał tatuś inter
                > weniować, żeby go do jakiegoś ludzkiego liceum przyjęli. No i miejsca były akur
                > at w humanie. A Pyza z miejsca otoczyła skrzydłem biedne przepracowane pisklę.
                >
                To by bylo faktycznie bardziej realne i wiarygodne. I mogloby byc naprawde dobrze napisane.

                > Z astronomii w wydaniu genetycznej humanistki w ogóle rżę i tarzam się w trawie
                > kopytami do góry.

                Ja jestem (moze nie genetyczna) ale bardzo mocno skierowana humanistka. Ktora nie dostala sie na filologie angielska (i skandynawska) i majac do wyboru kolegium nauczycielskie w Malej Miejscowosci zdecydowala sie na fizyke (!) na UAMie.
                Przyjmowali w drugim naborze wszystkich.

                Pierwszy rok cierpialam ale mialam do tego podejscie bardzo pragmatyczne - jestem w Poznaniu, moze jakies kursy beda, ten rok przecierpie, potem sie przeniose. Przeuczyc sie nie mozna, a nowe spojrzenie na swiat nigdy nie zaszkodzi. W razie czego bede miala dobra historie do opowiadania jak to rok bylam na fizyce. (Plus jesli dam rade sie nauczyc fizyki, to czego sie NIE DAM rady nauczyc).

                I po roku (ktory zaliczylam moze bez fajerwerkow, ale bez w sumie problemu) mialam szczery zamiar sie przeniesc. Nawet sie na cos innego dostalam.

                Ale fizyka mnie skorumpowala, zakochalam sie w tym, czego mnie uczyla i zostalam.
                Wiec akurat w Pyze na astronomii wierze.
                Bo wiem, ze mozna.
                • retro-story Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 15:39
                  No tak, ale ty sie zakochalas w fizyce, a Pyzunia sama mowi (w czasach okolociazowych, czyli chyba w polowie studiow) ze rzuci w diably te astronomie i pojdzie studiowac cos przyjemnego, typu polonistyka. Co zreszta chyba uczynila?
                  • sta-fraszka Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 15:47
                    A tak.
                    Ale nie od razu.
                    Na poczatku uwazalam, ze mam w zyciu okropnego pecha i uczylam sie bardziej by sobie wstydu nie przyniesc i czasu nie marnowac niz dlatego, ze mnie tam cokolwiek interesowalo. I przez caly pierwszy rok powtarzalam, ze w czerwcu zdaje na inny kierunek, jestem tam tylko rok i do widzenia.

                    Ale jako zadeklarowana humanistka na tej fizyce bylam i sobie radzilam (cierpiac, ale to moj problem bardziej niz kogokolwiek).

                    Wiec mozna.
                    • the_dzidka Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 17:16
                      > Ale jako zadeklarowana humanistka na tej fizyce bylam i sobie radzilam (cierpia
                      > c, ale to moj problem bardziej niz kogokolwiek).

                      Dla mnie fizyka jest pięknie humanistyczna, i CHOLERNIE żałuję, że miałam do niej strasznego pecha, nikt mnie jej nie nauczył i zawsze z trudem wyciągałam się na trójczyny - kiedy słucham, jak mama mojej przyjaciółki, fizyczka oczywiście, opowiada o różnych rzeczach ze swojej dziedziny, żal mi bardzo...

                      A ja miałam takich nauczycieli, że na początku nie byłam w stanie obliczyć prędkości spadającego przedmiotu przy podanej jego masie i czasie spadania :(

                      Niestety, jest to powszechne - fizykę miałam także na studiach. Facet prowadzący z nami ćwiczenia dostawał szału. Dlaczego - zrozumiałam kilka lat później, przeglądając podręczniki z III LO - zadania, które nam zadawał na pierwszym roku chemii, były właśnie z tej książki.
                      • sta-fraszka Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 17:25
                        the_dzidka napisała:


                        > Dla mnie fizyka jest pięknie humanistyczna,

                        Bo jest. Uczy czlowieka MYSLEC, rozumiec to, co go otacza.

                        Mnie zajelo troche czasu by sie do tego przekonac. Ale fakt, ze sie nie dostalam na filologie do dzis uwazam za najlepsza porazke, jaka mi sie w zyciu przytrafila.
          • mankencja Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 09:45
            Osoba, która nie zdaje egzami
            > nu do liceum na tyle dobrze, żeby trafić do klasy z wybranym profilem, raczej m
            > a małe szanse poradzić sobie na studiach. I na pewno nie można jej nazwać "zdol
            > ną".

            ekhm, ja w gimnazjum przechodziłam fazę olewania szkoły, co odbiło się znacząco na ocenach. do klasy o wybranym profilu się co prawda dostałam, ale ledwo-ledwo. potem olewanie szkoły nieco mi przeszło, maturę zdałam bardzo przyzwoicie, złożyłam papiery na pięć czy sześc różnych kierunków i dostałam się na wszystkie poza jednym.
            • nessie-jp Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 13:41
              ekhm, ja w gimnazjum przechodziłam fazę olewania szkoły, co odbiło się znacząco
              > na ocenach. do klasy o wybranym profilu się co prawda dostałam, ale ledwo-ledw
              > o. potem olewanie szkoły nieco mi przeszło, maturę zdałam bardzo przyzwoicie,

              Ale w tym cała rzecz, że Róża wcale NIE MA fazy olewania szkoły, przeciwnie, od maleńkiego jest przedstawiana jako pilna czerwonopasistka i mądrala.

              Jeśli ktoś jest bardzo pilnym kujonem i nie dostaje się na wybrany profil (a nie ma też dość inteligencji, powiedzmy, społecznej
              • retro-story Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 13:57
                > Dziecko wychowane w humanistycznym domu, obcykane ponoć w łacinie i historii st
                > arożytnej, przesiąknięte na wskroś ars humana, nie daje rady zdać egzaminu do l
                > iceum? Nie pisze żadnej olimpiady, nie uczestniczy w żadnych konkursach w podst
                > awówce, które potem są punktowane ekstra przy przydzielaniu miejsc w liceum?

                Kochana, na olimpiade/konkurs trzeba sie zapisac, przygotowywac, oddac jakas prace w terminie. Kto mial Pyzy dopilnowac? U Borejkow panuje zasada: ksiazki w domu sa, radz sobie, dziecko, sama. Poniekad sluszna, jesli ktos ma pasje (czyli raptem Gaba i ew. Nutria), ale lajzowatej Pyzie brak pasji do czegokolwiek. Gdyby ktos ja do olimpiady zmotywowal, pewnie poradzilaby sobie nienajgorzej - no ale czy kogos jej olimpiady obchodzily? Gaba pewnie stwierdzila spokojnie i cieplo, ze "to takie dobre dziecko", w koncu pociecha mamusi na pewno da sobie rade; Kal Amburka zajety byl tworzeniem kolejnych sztuk na miare Ibsena, dziad-Borej zauwazyl istnienie starszej wnuczki dopiero w momencie pojawienia sie Fryca-niecnoty, od zapracowanego Grzesia-informatyka trudno wymagac humanistycznego coachingu... Ewentualnie mogla pomoc Natalia, no ale pewnie byla zajeta wlasnymi wierszami.
                • maryboo Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 16:47
                  retro-story napisała:


                  > Kochana, na olimpiade/konkurs trzeba sie zapisac, przygotowywac, oddac jakas pr
                  > ace w terminie. Kto mial Pyzy dopilnowac?

                  Ależ moja droga, co też Ci chodzi po głowie? Jakie znów pilnowanie, jaka motywacja? Toż w borejczanym gnieździe antyku cała potrzebna wiedza wchodzi do głowy sama, tylko i li poprzez zaczytywanie się w "Mitologii" względnie podpatrywanie starszych członków rodu (patrz Ignaś, wygrywający wszelakie konkursy dzięki stosowaniu metod naukowych ojca).
                  Po co jakiekolwiek przygotowania? Samo nazwisko rodowe powinno z automatu wywindować Pyzę co najmniej na etap wojewódzki.
                  • nessie-jp Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 17:24
                    > Ależ moja droga, co też Ci chodzi po głowie? Jakie znów pilnowanie, jaka motywa
                    > cja? Toż w borejczanym gnieździe antyku cała potrzebna wiedza wchodzi do głowy
                    > sama, tylko i li poprzez zaczytywanie się w "Mitologii" względnie podpatrywanie
                    > starszych członków rodu (patrz Ignaś, wygrywający wszelakie konkursy dzięki st
                    > osowaniu metod naukowych ojca).

                    I chyba to jest właśnie sedno uwagi z założycielskiego postu tego wątku. Że nikt nie poświęca faktycznego wysiłku i czasu na naukę, bo ma to przychodzić samo i mimochodem. Nikt nie siada z dzieckiem i nie uczy, nikt nie motywuje do nauki, nie zachęca do zgłębiania tych dziedzin, z których dziecko jest kiepskie (bo przecież to Borejczę z domu, więc nie bywa kiepskie).

                    Czy widzimy którąkolwiek z Borejczych córek, jak kiedykolwiek, chociaż raz jeden jedyny, odrabia ze swoimi dziećmi lekcje? Zachęca do nauki? Podsuwa lektury nie umoralniające, tylko uczące czegoś? Chociaż szlaczki rysuje? Rozwija talenty plastyczne i muzyczne?

                    Tomka chociaż uczyła pisać ciotka Lila, ale potem dzieci mają sobie radzić same... aż do niezdanej matury albo zawalonych egzaminów do liceum.
                    • nikadaw1 Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 18:57
                      ekhem. ja w szkole podstawowej przystępowałam do olimpiad (z polskiego i nawet z fizyki) i nie przypominam sobie, by mnie rodzice do tego szczególnie namawiali, a potem pilnowali czy uczę się ekstra. jeśli już, to nauczyciele. oni w stosownym czasie proponowali wybranym uczniom przystąpienie do konkursu (a gdy inni sami się zgłaszali, łaskawie się zgadzali), a potem pilotowali sprawę do samego końca, rozdawali kserówki i książki, prowadzili zajęcia po lekcjach, jeździli z nami na konkursy do innego miasta (niektórzy rodzice gościnnie też). rodzice oczywiście byli informowani na wywiadówkach co i jak, ale gros pracy należało do nauczycieli i samych zainteresowanych.
                      • nessie-jp Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 19:10
                        > ale gros pracy należało
                        > do nauczycieli i samych zainteresowanych.

                        Tylko widzisz... do tego jeszcze trzeba wybrać dzieciom odpowiednią szkołę z odpowiednimi nauczycielami. Nie paniami Sznytek od ekskrementów. Jaką pracę nad potencjalnymi olimpijczykami wykonywać mogła pani Sznytek?

                        Borejkowie NIE wnoszą żadnego wkładu w edukację swoich dzieci poza klepanie łacińskich przysłów na pamięć. Nie zadbają nawet o tak podstawową sprawę, jak posłanie dziecka do normalnej, dobrej szkoły z dobrą, a przynajmniej nie tragicznie złą, kadrą nauczycielską.

                        Najwyraźniej dobra szkoła dla dziecka to by była inwestycja jeszcze bardziej konsumpcjonistyczno-materialistyczna, niż kolejny samochód, laptop i komórka.

                        Do dobrej szkoły, nie pierwszej z brzegu, idzie dopiero Łusia. Pyza i Laura są posyłane do szkoły tragicznie złej, a jedyne, na co stać rodziców, to przewracanie oczami pod tytułem "jakie to dziecko ma koleżanki".
                        • nikadaw1 Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 19:28
                          ale mi nikt nei wybierał szkoły (podstawowej), zwykła rejonowa szkoła. Niektórzy nauczyciele byli tam dobrzy, a niektórzy naprawdę z łapanki (nauczyciel angielskiego - po towaroznawstwie czy czymś takim, miał lektorat na studiach, dziś wiem, że fatalnie uczył, słowek, wymowy, wszystkiego). Byli nauczyciele z natchnieniem, a byli i tacy, co od lat jechali na przestarzałych metodach.

                          c'mon, większość Polaków nie wybiera dzieciom podstawówki, tylko posyła do najbliższej, nie widzę powodu by obwiniać Borejków o zanidbania w tej dziedzinie.
                          • iwoniaw Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 19:51
                            Sęk w tym, że Borejkowie nie są przedstawiani jako typowi przedstawiciele "większości Polaków". A w inteligenckich środowiskach w wielkich miastach, zwłaszcza jeśli rodzina wzdycha "o Boże, jakie to dziecko ma koleżanki" gdy zetkną się z Kopiec rodziną, jednak _zwraca_ się_uwagę na wybór szkoły. A już na pewno interweniuje/przenosi dziecko ze szkoły takiej jak Laury czy Józinkowa.
                          • k_linka Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 11.08.12, 23:01
                            Ja chcialam potwierdzic powyzsze slowa :) Mozna bylo brac udzial w konkursiach i osiagac spore sukcesy bez nadniernych wysilkow i plomiennych pasji, nie potrzeba motywujacych rodzicow, nie potrzeba nawet supernauczycieli (moja podstawowkowa nauczycielka polskiego to prawie jak pani Sznytek, szczytem wyrafinowanej lektury byly dla niej powiesci Alistaira Macleana). Ja tez, jak Pyza, jestem z wyzu przelomu lat siedemdziesiatych i osiemdziesiatych - wstep do dowolnie wybranego liceum mieli uczestnicy finalu wojewodzkiego olimpiad, zas sukces w konkursie literatury i jezyka polskiego zapewnialo oczytanie (sredniego stopnia - wiele z Was ma duzo bogatsza znajomosc literatury wszelakiej), znajomosc zasad ortografii, umiejetnosc sklecenia kilkunastu zdan na pismie lub w mowie na tematy okololiterackie.
                      • minerwamcg Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 20:03
                        Każda szkoła, poza wyselekcjonowanymi prywatnymi hodowlami geniuszy i neurotyków, jest z jednej strony lepsza, z drugiej gorsza. W podstawówce miałam np. genialną polonistkę, znakomitą rusycystkę, świetną biolożkę, dodupną chemiczkę i matematyczkę na poziomie pani Sznytek. Czy rodzice mieli mi szukać innej szkoły, bo w tzw. gronie pedegogicznym byli kiepscy nauczyciele? Mam wrażenie, że gdyby chcieli znaleźć szkołę, w której będą sami dobrzy, musieliby przekopać cały Kraków ze Wzgórzami Krzesławickimi i Kurdwanowem włącznie, a i tak by pewnie nie znaleźli. A przede wszystkim zrobiliby mi ciężką krzywdę, bo (pomijając kwestię dojazdów, a była to podstawówka!) nie spotkałabym genialnej polonistki, której mnóstwo zawdzięczam, nie wygrałabym jednej czy drugiej olimpiady etc. Tak więc coś za coś, może ceną za twórcze lekcje z Aurelią były ekskrementy pani Sznytek?
                        • nessie-jp Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 20:48
                          minerwamcg napisała:

                          > Każda szkoła, poza wyselekcjonowanymi prywatnymi hodowlami geniuszy i neurotykó
                          > w, jest z jednej strony lepsza, z drugiej gorsza. W podstawówce miałam np. geni
                          > alną polonistkę, znakomitą rusycystkę, świetną biolożkę, dodupną chemiczkę i ma
                          > tematyczkę na poziomie pani Sznytek. Czy rodzice mieli mi szukać innej szkoły,

                          Nie wiem Minerwo, czy ci mieli. Wiem, że Laura ani Ignacy nie ma ani jednej znakomitej rusycystki, genialnej polonistki, świetnej biolożki.

                          No, chyba że źle pamiętam i jednak te tabuny świetnych i znakomitych nauczycieli w treści nowoJeżycjady występują? I uczą Laurę i Różę, Ignasia?

                          W takim razie powraca pytanie, skoro Róża miała tych znakomitych, genialnych i świetnych nauczycieli (że nie warto było jej szukać lepszej szkoły, boby się nie znalazło), jeżeli ponadto była genialna i ogólnie doskonała, to DLACZEGO, bogowie, dlaczego nie udało jej się dobrze (bo już nawet nie świetnie ani znakomicie) zdać tak banalnego egzaminu, jak egzamin do liceum?
                          • pi.asia Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 22:18
                            DLACZEGO, bogowie, dlaczego nie udało jej się dobrze (bo już nawet nie świetnie ani znakomic
                            > ie) zdać tak banalnego egzaminu, jak egzamin do liceum?

                            Bo zamiast odpowiadać na pytania czy rozwiązywać testy zastanawiała się, jakie włoski miał pan profesor jak był malutki, i czy na panią profesorkę czeka w przyszłości dzidziuś.
                            • retro-story Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 08.08.12, 22:23
                              Pi.asiu, przez ciebie sturlałam się z krzesła!
                        • maryboo Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 11:56
                          minerwamcg napisała:

                          > Każda szkoła, poza wyselekcjonowanymi prywatnymi hodowlami geniuszy i neurotykó
                          > w, jest z jednej strony lepsza, z drugiej gorsza. W podstawówce miałam np. geni
                          > alną polonistkę, znakomitą rusycystkę, świetną biolożkę, dodupną chemiczkę i ma
                          > tematyczkę na poziomie pani Sznytek. Czy rodzice mieli mi szukać innej szkoły,
                          > bo w tzw. gronie pedegogicznym byli kiepscy nauczyciele? Mam wrażenie, że gdyby
                          > chcieli znaleźć szkołę, w której będą sami dobrzy, musieliby przekopać cały Kr
                          > aków ze Wzgórzami Krzesławickimi i Kurdwanowem włącznie, a i tak by pewnie nie
                          > znaleźli. A przede wszystkim zrobiliby mi ciężką krzywdę, bo (pomijając kwestię
                          > dojazdów, a była to podstawówka!) nie spotkałabym genialnej polonistki, której
                          > mnóstwo zawdzięczam, nie wygrałabym jednej czy drugiej olimpiady etc. Tak więc
                          > coś za coś, może ceną za twórcze lekcje z Aurelią były ekskrementy pani Sznyte
                          > k?

                          Aurelia to już czasy Hildegardy, nie Róży i Laury.

                          Minerwo, oczywiście, że w każdej szkole zdarzają się zarówno świetni, jak i koszmarni nauczyciele. Miałam w gimnazjum polonistkę która podstępem (bo za młoda byłam) wypchnęła mnie na powiatowy etap olimpiady, doceniając moje pióro i chemiczkę, która wyzywała nas na lekcji od debili, gdy nie potrafiliśmy rozwiązać zadania.
                          Ale cały problem polega na tym, że w przypadku Pyziakówien widać jedynie koszmarki w stylu pani od techniki i głupawe Kopiec koleżanki - ani słowa o nauczycielach, którzy motywowaliby do pracy, rozwijania talentów, zainteresowania daną dziedziną. Teoretycznie kulturalnie rozwinięty dom Borejków nie poświęca żadnej uwagi pasjom potomstwa - dlaczego nie wysłali małej Laury do szkoły muzycznej po występie na klasowych jasełkach? Czemu Pyza nie uczęszczała do domu kultury - być może nie zainteresowałby jej balet, ale odnalazłaby się np. w sztukach plastycznych? Dlaczego, na bora, nikt nie widzi nic dziwnego w tym, że Grzegorz musi POTAJEMNIE rozszerzać horyzonty czytelnicze syna, do tej pory uwiązanego przy Parandowskim?
                          Zgadza się, rodzina nie ma obowiązku siedzieć potomstwu nad karkiem, by odniosło ono sukces w danej dziedzinie. Sęk w tym, że najpierw należałoby owemu potomstwu pomóc się ukierunkować - wskazać mu różne gałęzie nauki i udostępnić możliwie najlepsze warunki do rozwijania tego, co je najbardziej zainteresuje.
                          • verdana Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 15:13
                            Bo MM jest niespójna. Z jednej strony szkoły przestawia jako siedliska psychopatów (większość nauczycieli) i nizin społecznych, z drugiej zaś przeintelektualizowaną rodzinę, żądną wykształconego potomstwa, która nic z tym nie robi. Nie szuka szkoły, nie załatwia korepetycji, nie interesuje się - w Neojezycjadzie, bo wcześniej jednak było inaczej - edukacją ani wąsko pojętą (szkolną), ani szeroko - czyli podsuwaniem książek, kupowaniem biletów do teatrów, organizowaniem wyjazdów i wycieczek.
                            Cóż, mnie slabe wyniki w szkole o tyle nie bulwersują, że ojciec oblał maturę, matka miewała poprawki, ja miewałam swiadectwa złożone z trój od góry do dołu (jedynekj nie było...), o moich synach nie wspomnę. I nie ukrywam, że nie szczególnie mnie interesuje szkolna edukacja z wielu przedmiotów, biorąc pod uwagę, czego się nieszczęsna młodzież musi uczyć.
                            Tyle, ze mnie interesuje jednakże ogólna wiedza potomstwa, niekoniecznie przekładająca sie na wyniki w nauce. Są tacy, u których sie przekłada i tacy, u których nie. Ale wiedzę mieć trzeba, niezaleznie od ocen. A tego u "nowych" Borejków kompletnie nie widzę.
                            • iwoniaw Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 18:34
                              CytatCóż, mnie slabe wyniki w szkole o tyle nie bulwersują,

                              No, a Borejków właśnie bulwersują - nawet "istoty tak różne" (nawet w ocenie autorki i rodziny) jak Laura i Róża mają świadectwa usiane szóstkami _ze wszystkiego_, Józinek, rzekomo mający do szkoły stosunek luźny, przynosi tony słowników w nagrodę, o Łusi gramatyczce nie mówiąc.
                              • mankencja Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 18:55
                                te szóstki od góry do dołu to chyba z "dziecka piątku"? Laura kończy wtedy bodaj drugą klasę, Róża piątą - dobre oceny u dziewczynek na tym etapie edukacji to raczej nic niezwykłego... chociaż fakt, same szóstki to przesada. myślę, ze MM wydawało się, że szóstka to nowa piątka, a nie ocena za szczególne osiągnięcia, dodatkową aktywność i takie tam.
                                • nessie-jp Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 19:33
                                  Szczególnie interesująca jest ta szóstka z zachowania u małej złodziejki, która przywłaszczyła sobie klasowe pieniądze...
                                  • slotna Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 19:56
                                    > Szczególnie interesująca jest ta szóstka z zachowania u małej złodziejki, która
                                    > przywłaszczyła sobie klasowe pieniądze...

                                    Dwa lata pozniej. Szostki byly w DP, jak slusznie mowi Mankencja, a przywlaszczyla przed wakacjami w NiN.

                                    Oraz zgadzam sie z Mankencja rowniez w tym, ze szostki od gory do dolu sa niemozliwe i tyle. Pomijajac, ze to faktycznie za specjalne osiagniecia, to do konca mojej edukacji szkolnej nie wszyscy nauczyciele w ogole te oceny akceptowali.
                                    • nessie-jp Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 20:23
                                      > Dwa lata pozniej. Szostki byly w DP, jak slusznie mowi Mankencja, a przywlaszcz
                                      > yla przed wakacjami w NiN.

                                      A. Ale to chyba jednak tylko rok później, skoro Laura kończy II klasę? Nie mam DP pod ręką, ale skoro w NiN Laura skończyła (aferalnie) klasę pierwszą, to coś mi nie pasuje.

                                      Tak czy inaczej, co do meritum
                                      • maryboo Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 20:35
                                        nessie-jp napisała:



                                        > Oświećcie mnie, w jakim wieku była Laura podczas jasełek w Pulpecji? Skoro w Ni
                                        > N dopiero kończy pierwszą klasę, a Gaba zdążyła nie tylko wziąć ślub, ale i zaj
                                        > ść w ciążę i urodzić?
                                        >
                                        Ale jak to pierwszą, skoro w wewnętrznym monologu Laura duma nad tym, jak to za kilka miesięcy skończy lat dziesięć?
                                        W pierwszej klasie, IMO, to Tygrys był właśnie w "Pulpecji" - raz, że dostajemy informację w "Noelce", iż młodsza córeczka Gabrysi ma lat siedem, dwa, że Mila zachwyca się siedmioma kartkami walentynkowymi, które jej młodsza wnusia otrzymała w szkole (ku złości Pyzy, która nie została doceniona przez żadnego ze swych kolegów).
                                      • bupu Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 20:38
                                        > Oświećcie mnie, w jakim wieku była Laura podczas jasełek w Pulpecji? Skoro w Ni
                                        > N dopiero kończy pierwszą klasę, a Gaba zdążyła nie tylko wziąć ślub, ale i zaj
                                        > ść w ciążę i urodzić? A w Pulpecji zaledwie trzymała się z Grzegorzem za rączki
                                        > ? Czy to były jasełka w przedszkolu?

                                        Nie, w szkole. Laura w "Pulpecji" też jest w pierwszej klasie. Czyżby się autorce znowu czasoprzestrzeń zagięła?
                                        • bupu Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 20:41
                                          Zwracam honor autorce, zajrzałam do NiN i jak byk tam stoi napisane, że Laura właśnie skończyła klasę III.
                                      • slotna Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 21:57
                                        > A. Ale to chyba jednak tylko rok później, skoro Laura kończy II klasę? Nie mam
                                        > DP pod ręką, ale skoro w NiN Laura skończyła (aferalnie) klasę pierwszą, to coś
                                        > mi nie pasuje.

                                        Trzecia. Mialy 10 i 13 lat.
                                      • the_dzidka Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 10.08.12, 09:03
                                        > chyba scena z jasełe
                                        > k raczej nie ma prezentować szczególnego talentu wokalnego Laury (na ten pomysł
                                        > autorka wpadła duuużo później) tylko poruszyć serduszka tkliwością kolędy?

                                        "(...) Laura stanęła na przedzie sceny i przy wtórze gitary zaśpiewała jasnym i czystym głosem (...) a publiczność nagle zamarła, jak to zwykle dzieje się z publicznością w obliczu prawdziwej, wielkiej Sztuki. Głos Tygryska był pełen niewinności i pogody, i dalekiej, niebiańskiej czystości. Słuchający jej dorośli poczuli ściskanie w gardle i tęsknotę w sercu, bezradność wobec potęg zła i smutek przemijania - i wreszcie: nadzieję na nieznaną przyszłość. Wszyscy, jak zahipnotyzowani, wpatrywali się w małą figurkę z warkoczami. (...) proste, wzruszające słowa starej kolędy nabierały w jej ustach niezwykłej, zwycięskiej mocy".

                                        Czyli raczej nie tkliwość kolędy per se, a niezwykłą charyzma Laury, potrafiącej już w wieku lat siedmiu oszołomić publiczność - plus jej niezwykle czysty, niebiański głos.

                                        I wiecie co, ja to kupuję bez słowa - ale już Laury startującej dwanaście lat później na studia muzyczne nie. Bo, o czym wielokrotnie była mowa, w tak zwanym międzyczasie o jej talencie i jego rozwijaniu nie ma ani słóweczka.
                                        • dziennik-niecodziennik Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 10.08.12, 09:46
                                          nie no jest cos tam w JT zdaje sie, juz pomijam występy ale cos jest o jakims ognisku muzycznym czy domu kultury wlasnie. kto tam am pod ręką niech sprawdzi...
                                          • the_dzidka Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 10.08.12, 10:27
                                            No. Dopiero w JT. A co z całą podstawówką i połową liceum? (bo na gimnazjum Laurka jeszcze się chyba nie załapała).
                                        • nessie-jp Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 10.08.12, 14:39
                                          > Czyli raczej nie tkliwość kolędy per se, a niezwykłą charyzma Laury, potrafiące
                                          > j już w wieku lat siedmiu oszołomić publiczność - plus jej niezwykle czysty, ni
                                          > ebiański głos.

                                          No to w takim razie podtrzymuję zarzut
                                        • kajaanna Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 10.08.12, 21:28

                                          "(...) Laura stanęła na przedzie sceny i przy wtórze gitary zaśpiewała jasnym i czystym głosem (...) a publiczność nagle zamarła, jak to zwykle dzieje się z publicznością w obliczu prawdziwej, wielkiej Sztuki. Głos Tygryska był pełen niewinności i pogody, i dalekiej, niebiańskiej czystości. Słuchający jej dorośli poczuli ściskanie w gardle i tęsknotę w sercu, bezradność wobec potęg zła i smutek przemijania - i wreszcie: nadzieję na nieznaną przyszłość.

                                          Ona to dla Polonii w Australii śpiewała, czy w Poznaniu?
                                    • verdana Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 20:25
                                      Widziałam egzemplarze z samymi szóstkami w podstawówce. W ginazjum zresztą też. Ale pojedyncze, a nie w stadach w rodzinie. Poza tym za szóstkami na ogół jednak szły jakieś konkursy, olimpiady itd, a nie po prostu pilan nauka. Z zachowania nie ma szóstek, wiec zachowanie sie nie liczy.
                                      W starej Jezycjadzie młodzież uczy się normalnie, czyli jest z niektórych przedmiotów dobra, a z innych nie.
                                      • slotna Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 21:58
                                        > Widziałam egzemplarze z samymi szóstkami w podstawówce.

                                        W polowie lat dziewiecdziesiatych?
                                        • verdana Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 10.08.12, 10:51
                                          Tak. Wtedy uczył się mój syn i były takie dziewczatka w jego podstawówce.
                                          • slotna Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 10.08.12, 13:09
                                            > Tak. Wtedy uczył się mój syn i były takie dziewczatka w jego podstawówce.

                                            No dobra, w klasach 1-3 moglo sie zdarzyc (jeden nauczyciel). Ale, ze i w wyzszych, to nie wierze absolutnie.
                                            • zozulka4 Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 10.08.12, 22:15
                                              Moja osobista sąsiadka Agnieszka - średnia wahała się tak 5,7 - 5,9 (przy czym ta zaniżająca piatka to nie z wuefu;) aż do końca podstawówki.
                                              U nas w szkole 6 zazwyczaj dostawały osoby, które wystawały nieco ponad poziom klasy. Dziewczyna nie była jakąś pasjonatką jednego tematu. Ładnie rysowała, ładnie śpiewała, była niezła z W-F. Nauka materiału (by zasłużyć na piątkę czyli opanować 100%) nie sprawiała jej kłopotu, to i odwaliła jakiś dodatkowy referat czy prezentację na 6. I tyle ;)
                                        • truscaveczka Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 10.08.12, 13:21
                                          slotna napisała:

                                          > > Widziałam egzemplarze z samymi szóstkami w podstawówce.
                                          >
                                          > W polowie lat dziewiecdziesiatych?
                                          >
                                          Mój osobisty kolega Marcin A. Średnia co roku 5.9, tylko z wfu nigdy 6 nie miał.
                                          Osobisty kolega PanaMęża, Kacper. Finalista olimpiady chemicznej na etapie światowym, skończył jednocześnie architekturę i medycynę. o.O
                                      • minerwamcg Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 22:31
                                        Czekajcie no, Ignacy Grzegorz dzięki przejętym od ojca metodom uczenia się zaliczał na kopy jakieś konkursy i olimpiady... Chyba w "Sprężynie" o tym było.
                                        • kaliope3 Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 22:41
                                          Potwierdzam, właśnie podczytuję i wyraźnie stoi, że Ignacy Grzegorz niemal ze swojego nowo nabytego ( po Róży) pokoju nie wychodził, bo wciąż się do przeróżnych olimpiad przygotowywał. Co do szóstek w połowie lat 90-tych, to one jak najbardziej były wtedy możliwe. Nową skalę ocen wprowadzono jakoś w 1990, pamiętam, bo szłam wtedy do liceum i mierne ratowały mnie z wszystkich ścisłych przedmiotów ( czego nie było w podstawówce)
                                          • mika_p Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 10.08.12, 15:16
                                            Ale na samym początku szóstki nie były traktowane jak oceny z góry skali, tylko były ocenami wyjątkowymi, za wyjątkowe osiągnięcia - olimpiadę, wyniki w zawodach sportowych (albo chociaż czynne uczestniczenie w reprezentowaniu szkoły w nich).
                                            Chyba w okolicach wprowadzenia gimnazjów, wycofania egzaminów do szkół, szóstki sie zdewaluowały z ocen dla wybitnych do ocen dla bardzo dobrych.
                                            • slotna Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 10.08.12, 19:22
                                              > Ale na samym początku szóstki nie były traktowane jak oceny z góry skali, tylko
                                              > były ocenami wyjątkowymi, za wyjątkowe osiągnięcia - olimpiadę, wyniki w zawod
                                              > ach sportowych (albo chociaż czynne uczestniczenie w reprezentowaniu szkoły w n
                                              > ich).

                                              To po pierwsze, po drugie, jak juz pisalam, czesc nauczycieli, zwlaszcza starszej daty, w ogole ich nie uwzgledniala. Nie przyjmowali do wiadomosci istnienia tych ocen, olimpiady czy nie olimpiady.
                                            • klymenystra Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 10.08.12, 19:54
                                              Nie, nadal ocena celująca musi być czymś uzasadniona. Podobnie jak ocena niedostateczna, choć uzasadnienie takowej przedstawia się na Radzie Pedagogicznej. Nie stawia się celujących bardzo dobrym uczniom, tylko wybitnym i z osiągnięciami.
                                    • klymenystra Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 10.08.12, 19:46
                                      Mimo bycia jedną z najlepszych uczennic w mojej podstawówce, olimpiad i konkursów, największym sukcesem jest 5 piątek i 5 szóstek na świadectwie z 6 klasy. Wytyczne do dawania celujących są jasne, nauczyciel nie może stawiać tych ocen ot tak sobie.
                                      • verdana Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 10.08.12, 22:50
                                        W gimnazjum mojego najmłodszego, lat temu dwa, dziewczę ukończyło edukację ze średnią 6. Łącznie z wf-em.
                                        Uzasadnić wszystko jakoś się da, jak trzeba.
                                        • lacitadelle Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 11.08.12, 17:17
                                          Ja w 8 klasie uczestniczyłam w 5 olimpiadach przedmiotowych, w każdej doszłam przynajmniej do etapu wojewódzkiego, do tego brałam czynny udział w zawodach pływackich, śpiewałam w chórze, malowałam obrazy, które ozdabialy potem szkolne korytarze, zrobiłam jakieś dodatkowe wyposażenie do sali technicznej. Tylko z polskiego, historii i geografii nie miałam 6. Zawsze pilnie uczestniczyłam w lekcjach i odrabialam prace domowe, poza tym jakoś za wiele się nie uczyłam, do olimpiad robiłam zadania z lat poprzednich, jak miałam pytania, to nauczyciel tłumaczył po lekcjach. Rodzice nie pomagali, konsultowałam z nimi wybór liceum i profilu klasy. Nie byłam wcale genialna, raczej inteligenta i systematyczna, w najlepszym w województwie liceum już miałam średnią poniżej 5, bo mi się uczyć nie chciało.


                                          • nessie-jp Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 11.08.12, 21:07
                                            lacitadelle napisała:

                                            > Ja w 8 klasie uczestniczyłam w 5 olimpiadach przedmiotowych, w każdej doszłam p
                                            > rzynajmniej do etapu wojewódzkiego, do tego brałam czynny udział w zawodach pły
                                            > wackich, śpiewałam w chórze, malowałam obrazy, które ozdabialy potem szkolne ko
                                            > rytarze, zrobiłam jakieś dodatkowe wyposażenie do sali technicznej.

                                            No właśnie, a Borejkówny
          • platynowa_kostka_rubika Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 22:06
            > Osoba, która nie zdaje egzami
            > nu do liceum na tyle dobrze, żeby trafić do klasy z wybranym profilem, raczej m
            > a małe szanse poradzić sobie na studiach. I na pewno nie można jej nazwać "zdol
            > ną".

            Na egzaminie do liceum miałam z matematyki 2. Do mat-fizu nie miałam szans się dostać. Nie przeszkodziło mi to w ukończeniu w czasie przepisowym dobrej politechniki i najtrudniejszego (jeżeli chodzi o tzw. poziom) na niej kierunku ;) Tak więc zaprawdę powiadam Ci, nie skreślaj smarkaczy, bo wiele się może w czasie krótkich paru lat zmienić ;)

            To, że Pyza nie dostała się do wybranego profilu w LO, nie przesądzało o niczym. To natomiast, że poszła na studia sprzeczne z jej zainteresowaniami i zdolnościami - owszem, to jest argument za tym, że była idiotką.
            • nessie-jp Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 09.08.12, 22:42
              > Na egzaminie do liceum miałam z matematyki 2. Do mat-fizu nie miałam szans się
              > dostać. Nie przeszkodziło mi to w ukończeniu w czasie przepisowym dobrej polite
              > chniki

              Ale przecież to jest dokładnie ODWROTNA sytuacja, niż z Pyzą. Ona nie miała szans się dostać do humany (HUMANY! litości, najłatwiejszy chyba profil!) A poszła na studia ścisłe, nie wiadomo, po jakie licho, bo jak sama słusznie wskazujesz, ją to ni dudu nie interesowało. Nie interesowało jej w ogóle nic, do tego stopnia, że nie dostała się do HUMANY.

              Poza tym rozmawiamy o osobie, która w uniwersum Jeżycjady ma być półboginią: niezwykle piękną, mądrą, utalentowaną, godną, szczególną, niezwykłą i ogólnie marysójną do mdłości.

              I ten kujonistyczny ideał nie zdaje banalnego egzaminu do liceum? Mimo "szóstek od góry do dołu" w podstawówce?

              Przecież nikt by się nie czepiał normalnej osoby, że nie dostała się do wymarzonego profilu. Ale Róża nie jest normalną osobą, jest chodzącym cud-miód-genialnym ideałem. Tylko jakoś tak nie.
              • verdana Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 10.08.12, 10:55
                Możliwe. Bardzo możliwe, o ile wybrała liceum, gdzie na miejsce było 12 osób, a do mat-fizu mało kto. Jeśli wybierało sie tylko jedno liceum, to nie było wyjścia - jak sie nie dostałeś do wybranej klasy, to albo szedłeś do zawodówki, albo tam, gdzie miejsca były.
                Sama miałam problemy, bowiem chciałam iść do kalsy humanistycznej. Problem polegał na tym, że bylam laureatką olimpiady matematycznej. I w zawiązku z tym szkoła nie zgodziła sie na moją obecność u humanistów. Z trudem wywalczyłam klasę ogólną.
                Banalny egzamin do liceum jest dla wszystkich banalny, a więc na zdrowy rozsądek mogą pojawić sie lepsi. Przy wypracowaniu z polskiego - a tak wyglądał egzamin- szóstka na świadectwie niewiele mówi o zdolnościach pisarskich.
                • nessie-jp Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 10.08.12, 14:34
                  verdana napisała:

                  > Możliwe. Bardzo możliwe, o ile wybrała liceum, gdzie na miejsce było 12 osób, a
                  > do mat-fizu mało kto.

                  Ale jeśli mówimy o Róży i sytuacji z Jeżycjady, to to dalej jest KOMPLETNIE bez sensu i coś się autorce ręka omsknęła.

                  Bo jeśli do mat-fizu idzie mało kto (na tyle mało, że muszą dopychać z łapanki niekumate egzemplarze), to znaczy po prostu, że ten mat-fiz jest zwyczajnie KIEPSKI. I nie cieszy się popularnością, nikt tam po prostu z wyboru nie idzie. Utalentowani matfizycznie idą do innych szkół.

                  To po co Fryc tam poszedł? Dlaczego nie wybrał doskonałej szkoły z takim profilem mat-fiz, że zapałki nie wciśniesz pomiędzy utalentowanych i świetnych kandydatów?
                  • croyance Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 10.08.12, 15:44
                    Przeczytalam 'utalentowani metafizycznie' :-)
                  • platynowa_kostka_rubika Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 10.08.12, 17:48
                    > Bo jeśli do mat-fizu idzie mało kto (na tyle mało, że muszą dopychać z łapanki
                    > niekumate egzemplarze), to znaczy po prostu, że ten mat-fiz jest zwyczajnie KIE
                    > PSKI.

                    To prawda. Obraz tej szkoły jest zwyczajnie niespójny. Po pierwsze, w większości liceów jest tak, że to profil mat-fiz reprezentuje najwyższy poziom. Załóżmy jednak, że to LO było inne i human był najlepszy, niech będzie. W tym momencie - co Frycek robi w tak słabej klasie? On, geniusz? Jeśli zaś mat-fiz był klasą geniuszy - co, u diabła, robi w nim Pyza, zbyt słaba nawet na to, żeby dostać się do humana? Jakim cudem ją tam upchnięto? Co prawda słabo pamiętam egzaminy do LO, ale w szkołach w moim mieście było tak, że mat-fiz był najlepszy, potem zazwyczaj szedł biol-chem, human, na końcu zaś ogólna. Jeśli ktoś chciał do mat-fizu, a był za słaby, kierowano go "niżej" - do biol-chemu, humana itp. Nie było możliwości, aby geniusz i osoba bardzo słaba wylądowali w jednej klasie. Po prostu nie było. Dla mnie to wpadka autorki - która usiłowała spiknąć ze sobą Pyzę i Fryca, a nie wiedziała jak. A wystarczyło, nie wiem, zaangażować Pyzę i Fryca do jakiejś szkolnej działalności (kółko zainteresowań? akcja charytatywna? sprzątanie Ziemi?), żeby mogli się spotkać.
                    • verdana Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 10.08.12, 22:05
                      Frycek mógł być geniuszem matematycznym, ale licea nie życzą sobie geniuszy - licea wybierają tych, którzy są dobrzy we wszystkim. Wystarczy, że tenże geniusz nie był orłem z polskiego, aby mógł zapomnieć o najlepszych mat-fizach w mieście i musiał iść do takiego, co godziło sie przyjać kogoś z nienajlepszym polskim.
                      Wystarczy układ - Pyza 5 z polskiego, 4 z matematyki, Frycek 5 z matematyki i 3 z polskiego, aby układ był absolutnie mozliwy.
                      • retro-story Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 11.08.12, 00:44
                        Cooo? Frycelek deklamujący wiersze w stogach siana miałby mieć trójczynę z polskiego? Mi się wydaje, że on był ogólnogenialny - wszystkie przylądki miał ponoć w małym palcu, był nieprzeciętnie umuzykalniony i pamiętał, kto trzyma co na którym obrazie.
                        • verdana Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 11.08.12, 10:31
                          Deklamowanie czegokolwiek przekłada sie zerowo na oceny:) Naprawdę.
                          IMO ob był wybitnym matematyko-fizykiem, ale naprawdę nie musiał być humanistycznie wybitny - co w żadnym stopniu nie oznacza człeka nieoczytanego. Mój osobisty syn, wielbiciel Szekspira i facet, o którym nauczycielka stwierdziła, zę w tydzień czyta tyle, co cała reszta klasy przez miesiac, ma z polskiego trójeczkę. Bo wymogi szkolne są wymogami szkolnymi i znajomość czegokolwiek ponad program nie jest ani pochwalana, ani oceniana. Podobnie nie jest oceniana znajomość muzyki, czy chodzenie do teatru i filharmonii. Na tym polega szkoła.
                          Wiersze były zapewne ponadprogramowe, a wypracowania matematycznie lakoniczne.
                          • a_weasley Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 31.08.12, 23:17
                            Verdana napisała:

                            > Deklamowanie czegokolwiek przekłada sie zerowo na oceny:)

                            Czyżby w szkołach nie zadawano już wierszy do nauczenia się na pamięć?
                            Niezależnie od powyższego - w każdym razie nie musi miec nic wspólnego ani z uzdolnieniami humanistycznymi, ani z inteligencją ogólną. Można być upośledzonym umysłowo nawet w stopniu średnim i mieć fenomenalną pamięć, medycyna notuje takie przypadki.

                            > Bo wymogi szkolne są wymogami szkolnymi i znajomość czegokolwiek ponad program
                            > nie jest ani pochwalana, ani oceniana.

                            I to może (choć nie musi) tłumaczyć ów niezdany egzamin, jeden z licznych testów sprawdzających umiejętność rozwiązywania testów.
                            Zjawisko niewstrzelenia się w klucz też występuje, sama podawałaś kiedyś piękny przykład.
                            • korpuskula Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 01.09.12, 16:03
                              a_weasley napisał:
                              Verdana napisała:
                              > > Bo wymogi szkolne są wymogami szkolnymi i znajomość czegokolwiek ponad pr
                              > ogram
                              > > nie jest ani pochwalana, ani oceniana.
                              >Wtedy jeszcze w miarę była, bo mówimy nie o testach i kluczach ale o pracach klasowych, rozprawkach itp. a tam znajomość literatury, sztuki i cytatów wszelkich była w cenie.
                              > I to może (choć nie musi) tłumaczyć ów niezdany egzamin, jeden z licznych testó
                              > w sprawdzających umiejętność rozwiązywania testów.
                              > Zjawisko niewstrzelenia się w klucz też występuje, sama podawałaś kiedyś piękny
                              > przykład.
                              >
                              Nie może, bo wtedy egzamin (jak wyżej:)) nie był testem, składał się z pytań otwartych (głownie gramatyka jeśli dobrze kojarzę) i wypracowanka na wybrany temat (mniej lub bardziej ambitny)....
                              Co prawda na całość oceny decydującej o przyjęciu/ nieprzyjęciu decydowałała
                              - średnia na świadectwie
                              - ocena z egzaminu pisemnego z polskiego
                              - ocena z egzaminu pisemnego z matematyki
                              - ocena z egazminu ustnego (chyba) z do wyboru matematyki lub polskiego, można było być zwolnionym na podstawie wyniku egzaminu pisemnego i oceny na świadectwie.
                              - ocena z egzamniu z języka (też chyba, bo chyba można było być zwolnionym na podstawie oceny na świadectwie)
                              Któryś z nich Pyza musiała położyć, ale raczej dziwne żeby była to matetmatyka, skoro wylądowała w mat-fizie, teoretycznie powinien być to polski, ale to z kolei jest nielogiczne i niezrozumiałe....
                        • nessie-jp Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 11.08.12, 15:15
                          retro-story napisała:

                          > Cooo? Frycelek deklamujący wiersze w stogach siana miałby mieć trójczynę z pols
                          > kiego? Mi się wydaje, że on był ogólnogenialny - wszystkie przylądki miał ponoć
                          > w małym palcu, był nieprzeciętnie umuzykalniony i pamiętał, kto trzyma co na k
                          > tórym obrazie.

                          Otóż to. Po pierwsze, Pyza go uważa za niesamowitego kujona, obcykanego ze wszystkiego (gdyby było inaczej, to za jego posykiwania przy jej matematyce ona by się reważnowała chichotami przy jego odpowiedziach z polskiego).

                          Więc nie ma mowy o tym, żeby Fryc był z czegokolwiek słaby albo niepiątkowy.

                          Zresztą, syn dwojga analnych nauczycieli? U Musierowicz? Z trójczyną z polskiego? NIE. Niemożliwe.

                          Ignacy Borejko nigdy nie wyraziłby zgody na ślub trójkowicza polonistycznego z Pyzą, choćby nie wiem ile niemowląt mu nieślubnie kwiliło.
                      • the_dzidka Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 13.08.12, 09:39
                        > Frycek mógł być geniuszem matematycznym, ale licea nie życzą sobie geniuszy - l
                        > icea wybierają tych, którzy są dobrzy we wszystkim. Wystarczy, że tenże geniusz
                        > nie był orłem z polskiego, aby mógł zapomnieć o najlepszych mat-fizach w mieśc
                        > ie i musiał iść do takiego, co godziło sie przyjać kogoś z nienajlepszym polski
                        > m.
                        > Wystarczy układ - Pyza 5 z polskiego, 4 z matematyki, Frycek 5 z matematyki i 3
                        > z polskiego, aby układ był absolutnie mozliwy.

                        Frycek był PRYMUS. Prymus, czyli świetny uczeń ze wszystkiego, jak mniemam.
                        Oraz, to trochę absurdalne założenie, że jak się jest geniuszem z tylko jednego przedmiotu, to nie można się dostać do dobrego liceum? Czy dobre liceum, czyli takie, które ogólnie mówiąc wie co robi, na wejściu pozbyłoby się genialnego matematycznie (językowo itd) piętnastolatka, tylko dlatego, że z polskiego ma trójki?...

                    • the_dzidka Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 12.08.12, 19:40
                      Po pierwsze, w większośc
                      > i liceów jest tak, że to profil mat-fiz reprezentuje najwyższy poziom

                      W moim LO do mat-fizu trafiały odrzuty, poziomem lux był biol-chem :P

                      Ale co do reszty masz rację: albo klasa niskiego poziomu i dzięki temu wsadzono tam Różę, ale wtedy skąd tam Fryc, albo odwrotnie, klasa geniuszy, ale wtedy na pewno nie trafiłaby tam osoba, która zdała egzaminy, ale nie dostała się na swój wybrany profil.
                      • korpuskula Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 27.08.12, 15:24
                        Czytam, czytam i postanowiłam też dorzucić swoje trzy grosze
                        Co do ślubów - bardziej niż to że niemal połowa par to szczęśliwe pierwsze miłości z czasów liceum, denerwuje mnie to że u MM praktycznie zawsze pojawia się ten sam scenariusz: Ona spotyka Onego, motylki latają, ptaszki śpiewają i już ot! żyją ze sobą długo i szczęśliwie. Z bardzo drobnymi wyjątkami (Natalia, Laura, bo Gaba już nie) nie ma eksperymentów, innych związków wcześniej - zawsze ten pierwszy okazuje się tym jedynym...

                        Co do nauki - ta kwestia razi mnie równie mocno. Po pierwsze osobiście wkurza mnie (i chyba obraża) model w którym kobiety to zawsze humanistki (nie chcę bynajmniej dyskredytować) lub, ewentualnie, artyski. Do zgłębiania przedmiotów ścisłych nadają się li- i jedynie (prawie) mężczyźni i to wybrani. Za to jak już jakiś pan się tym para to na całego - jest albo matematykiem albo fizykiem, w ostateczności astronomem (a właściwie chyba astrofizykiem w przypadku Fryca). I koniecznie wszyscy są pedagogami w jednostkach edukacyjnych różnego stopnia...A gdzie informatycy, robotycy, prawnicy ect, ect?
                        Dwa - oni wszyscy uczą się świetnie w podstawówkach a następnie dzielą się na tych co zakuwają jak szaleni żeby z ledwością przejść z klasy do klasy albo są genialni. A gdzie szczebel średni? Jestem z pokolenia Pyzy i Tygrysa (właściwie w wieku Laury), chodziłam do dobrego liceum i pamiętam jak było - jechałam na 4-5 bez nadmiernego wysiłku, moi znajomi tak samo - a nie ma możliwości żebyśmy wszyscy byli geniuszami, statystycznie niemożliwe.
                        Trzy - jakbym tego nie rozpatrywała nie jestem w stanie zrozumieć jak Pyza mogła nie zdać do klasy humanistycznej. Nawet jeśliby rodzina nie robiła nic żeby poszerzyć jej zdolności, a nauczyciel polskiego w podstawówce był wyjątkowo tępy, to dziecko oczytane, znające na kopę cytatów, w tym łacińskich, filozofię i co tam jeszcze musi zwrócić uwagę, co więcej będzie dla takiego nauczyciela skarbem, on sam wypchnie ja na wszystkie możliwe konkursy, bo może zabłysnąć nie wysilając się wcale...dziecko takie, zgodnie ze starymi zasadami przyjęć do lo, powinno zdać egzamin śpiewająco - wszak punkty przyznawane były za egzamin z polskiego, egzamin z matematyki i średnią na świadectwie po 8klasie i chyba jeszcze angielski. Laureaci olimpiad z egzaminu byli zwolnieni.
                        Nawet jeśli założyć że było to liceum o wybitnym poziomie klas humnistycznych, a kiepskim mat-fizie, to się kupy nie trzyma, bo co w takim razie olimpijczyk i geniusz Fryderyk by w tym mat-fizie robił?
                        • anutek115 Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 28.08.12, 16:35
                          korpuskula napisała:

                          Czyżby nowa koleżanka :)? Mam wrażenie, że zapamiętałabym tak interesujący nick :). Witamy serdecznie herbatka i suszonym jelitkiem myszy, a gdyby się okazalo, ze przegapiłam nick, to najwyżej zostalas powitana dwa razy :)).

                          Do da remu teraz:

                          > jakbym tego nie rozpatrywała nie jestem w stanie zrozumieć jak Pyza mogł
                          > a nie zdać do klasy humanistycznej. Nawet jeśliby rodzina nie robiła nic żeby p
                          > oszerzyć jej zdolności, a nauczyciel polskiego w podstawówce był wyjątkowo tępy
                          > , to dziecko oczytane, znające na kopę cytatów, w tym łacińskich, filozofię i c
                          > o tam jeszcze musi zwrócić uwagę, co więcej będzie dla takiego nauczyciela skar
                          > bem, on sam wypchnie ja na wszystkie możliwe konkursy, bo może zabłysnąć nie wy
                          > silając się wcale...dziecko takie, zgodnie ze starymi zasadami przyjęć do lo, p
                          > owinno zdać egzamin śpiewająco - wszak punkty przyznawane były za egzamin z pol
                          > skiego, egzamin z matematyki i średnią na świadectwie po 8klasie i chyba jeszcz
                          > e angielski. Laureaci olimpiad z egzaminu byli zwolnieni.
                          > Nawet jeśli założyć że było to liceum o wybitnym poziomie klas humnistycznych,
                          > a kiepskim mat-fizie, to się kupy nie trzyma, bo co w takim razie olimpijczyk i
                          > geniusz Fryderyk by w tym mat-fizie robił?

                          Było to rozważane pobieznie, to sie nikomu kupy nie trzyma z wymienionych przez ciebie powodów, ja osobiscie nie znam wypadku nie dostania sie do klasy humanistycznej (to jest klasa profilowana i idą tam jednak osoby o określonych zainteresowaniach, Pyza powinna się dostać bez ŻADNEGO wysiłku, zwazywszy jej obziążenia genetyczne :)), i zdaje się ktoś rzucił uwagę (może tu?

                          forum.gazeta.pl/forum/w,25788,138219373,138219373,czasem_wystarczy_drobna_zmiana.html
                          , z którą ja na przyklad sie entuzjastycznie zgadzam, że to Frycek powinien się na mat-fiz nie dostać (bo to jest kierunek oblegany, przynajmniej był za moich czasów) i powinien zostać wciśnięty na pierwszy rok do humanistycznej, tak na przeczekanie z nadzieją, że w drugiej klasie uda się go przenieść. Dla matematyków bowiem stanowiłby skarb taki, jaki dla polonistów powinna stanowić Pyza, więc mowy by nie bylo, żeby go do szkoły nie przyjąć.

                          I wtedy, wtedy wszystko by było OK, Pyza byłaby u siebie, a słuchac wywodów Frycka mogłaby z otwarta buzią jako ta humanistka, co to owszem, po łacinie nawija, ale o astronomii pojęcia nie ma. I mam takie wrażenie, że jest to pomysł, który po prostu autorce do glowy nie przyszedł, a nie było pod ręka nikogo, kto by jej go podsunął, a teraz to za późno...
                          • korpuskula Re: powitanie, nauka w Jeżycjadzie, szybkie śluby 28.08.12, 16:54
                            Faktycznie nowa:) I od razu się witam i przepraszam że zapomniałam tego zrobić przy poprzednim poście - skupiłam się tak bardzo za meritum tego co chciałam przekazać, że reszta mi umknęła:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka