klawiatura_zablokowana
04.01.13, 18:53
... powiedziała Mila o ciężarnej Gabrieli w rozmowie z Pyzą.
I tak mnie tknęło: a co ma dzielność do płakania/niepłakania? Dlaczego u MM zdolność powstrzymywania łez jest odbierana jako ogromna siła psychiczna? Taki męski kodeks, że płaczą tylko jednostki rozwalone emocjonalnie, a prawdziwy ninja łzy nie uroni, nawet jak go żywcem rekin zjada?
Rozumiem postawę typu "nie będę płakać przy dzieciach, żeby się nie bały", jaką reprezentuje chociażby Mila w KK, co w szpitalu tryska humorem, żeby nieco odstresować przerażoną rodzinę. No ale do ciężkiej deutery czemu łykanie łez przez Pyzę czy Gabę ma świadczyć o jakimś bohaterstwie? Dla mnie Gaba to pipa wołowa: nie miała odwagi ani w kontaktach z mężem, ani z dziećmi, ani z własnymi rodzicami, ani nawet znajomymi. Z reguły podwija ogon i podporządkowuje się albo ucieka w cierpiętnictwo. To ma być dzielność? A czemu nie można płakać i być dzielnym?
Co dziwne, bo w starej Jeżycjadzie płacz bywał oczyszczający, pozwalał otrząsnąć się ze złych emocji. Nikt nie uważał, że Anielka jest tchórzliwa i słaba, bo się Tosi poryczała w biust. Idusia miewała znacznie częstsze napady płaczu, ale kiedy było trzeba, potrafiła być odważna i zdecydowana. A potem nagle wraz z budowaniem spiżowego posągu Gaby rozpoczęła się afirmacja duszenia emocji i reagowania na wszystko zimno i cynicznie (jak Mila). Dlaczego nagle stało się to cnotą?!