Dodaj do ulubionych

Wychowanie dzieci

27.04.13, 08:56
Proszę, niech mi jakaś "jeżycjadomaniaczka" przypomni, czy w "neotomach" pojawia się choćby cień prób wychowawczych? Nie mówię o kretyńskim cytowaniu Cycerona czy też innej łaciny - chodzi mi raczej o robienie czegoś z dziećmi, zajmowanie się nimi, stawianie im jakichś granic...
Pytanie mi się nasunęło, przy wątku o komputerach, kiedy któraś z forumek wspomniała, że córóchny Gaby blokowały godzinami komputer Grzesia [czyli jego narzędzie pracy, przypomnę], aż w końcu się facet wkurzył i zaprzestał prób pozyskiwania pasierbic. No dobrze, rozumiem, że facet nie ma pomysłów na zacieśnianie kontaktów z dwiema smarkulami, ale Gaba [Święta Jeżycka] powinna ich mieć sto tysięcy!
Ale i u Pałysów nie jest z tym dobrze - Poza okresem niemowlęcym [kiedy to Ida na ząbkowanie kupowała dla Józinka upiornie drogą maść, a Łucji dawała przypieczoną skórkę razowca, o ile się nie mylę] jedyną sceną, gdzie rodzic robi coś z dzieckiem jest wypad na ryby, gdzie Marek jak zwykle spał, a tonącego Józefa uratował Ignaś.
A może ja źle pamiętam? Podkreślam, że chodzi mi o "Borejczadę" a nie starą Jeżycjadę.
Obserwuj wątek
    • yvi1 Re: Wychowanie dzieci 27.04.13, 10:01
      No do kina ida,Grzegorz i Ignacy, i gdzies tam Gaba z Jozinkiem,Ignasiem i Lusia.
      No i Gaba sie przeciez slubem Laury " interesuje " :P.
      • vi_san Re: Wychowanie dzieci 27.04.13, 20:38
        Taaa... Na pięć dni przed? Przychodzi z notesikiem ustalać co trzeba zrobić w celu odbycia się wesela. Na pięć dni, niech będzie i tydzień. Ja rozumiem, że ona jest dzielna, miła i energiczna. Rozumiem, że ma w małym paluszku urządzanie rozlicznych imprez dla licznych gości. Ale ta scena w McD mnie rozwaliła - tuż przed Wigilią, tydzień do ślubu i Gabunia JUŻ zaczyna planować co trzeba załatwić? No, nie wiem, jak w realiach poznańskich, ale w trójmieście trzeba rezerwować wybrany kościół często i na pół roku przed terminem ślubu! - są miejsca wśród młodych "popularne" i przez to oblegane. Podobnie nie wyobrażam sobie [i nie pojmuję jak Gaba sobie wyobrażała] zainteresowania suknią, fryzurą itd na tydzień przed uroczystością! A wygląda, jakby Gaba nie miała pojęcia, że suknię już szyje krawcowa operowa [słusznie ceniona w środowisku śpiewaczym!], że projekt jest własny Laury... Czyli jakby w ogóle nie było ŻADNEJ rozmowy, poza ziewaniem przez przyszłą pannę młodą "Aaaaadddaaammmm" i oceną, że to najwspanialszy facet na ziemi.
    • dakota77 Re: Wychowanie dzieci 27.04.13, 10:17
      Moim zdaniem u Borejkow nikt nie wychowuje. I niespecjalnie poswieca im uwage. Dzieciakom brakuje elementarnej kondersztuby! Koszmarnie zachowuja sie przy stole, a obecni nie zwracaja na to uwagi. Lusia zwraca obcemu doroslemu uwage na bledy jezykowe. Pyziakowny szarpia za klamke sypialni ciotki w noc poslubna, wpraszaja sie na partyjke makao, a matka nie reaguje. na Wigilii spore juz dzieci skacza po sofach.
      Co za rozpuszczona, niewychowana banda. Co za nieudolna rodzina :P
    • floress Re: Wychowanie dzieci 27.04.13, 10:33
      W CR Ida chodzi z Józinem na spacery i gada do niego. W CzP Laura wspomina jakieś wyjazdy z Gabryjelą i Pyzą po wielkopolskich zabytkach. Grzegorz niby chodzi do kina z Igancym, kiedyś Gaba była z dzieciakami. I tyle. Siedzą w tej kuchni i się kiszą, lub każdy leży we własnym łóżku i czyta. Nawet na wakacje razem nie jeżdżą. Gaba wysyła córki a to z Natalią do Łeby, a to same do Pobiedzisk.
    • lavanta Re: Wychowanie dzieci 27.04.13, 10:49
      W CP jest napisane otwartym tekstem, że ani Ida, ani Marek nie zajmują się dziećmi i nie wyjeżdżają z nimi na wakacje, bo nie mają na to czasu. Więc na ten urlop w Brazylii chyba zagięli czasoprzestrzeń i Józka z Łucją już się nie dało zabrać.
      • kebbe Re: Wychowanie dzieci 27.04.13, 11:13
        Nie mam Dziecka Piątku pod ręką, więc nie pamiętam, jaki był finał akcji, gdy pan Jankowiak odprowadził Pyzę i Tygryska, którę się włóczyły po okolicy. Pamiętam, że Pyzunia oczywiście się wstydziła i spuszczała oczęta, a Laura się tygrysiła. Gaba odbyła wtedy chyba jakąś "wychowawczą" rozmowę z Tygryskiem, kto przypomni?
        • j_a_ch Re: Wychowanie dzieci 27.04.13, 11:45
          Z Dziecka Piątku to pamiętam niby wychowawczą rozmowę Gaby z Tygrysem o długich łyżkach, na temat kłamstwa. Nieudolna. Tygrys jak zwykle ją wymanewrował.
        • lavanta Re: Wychowanie dzieci 27.04.13, 11:53
          Niestety, nie było żadnej rozmowy wychowawczej, bo Gaba zemdlała i oznajmiła, że jest w ciąży.

          "Już się na nie przestała gniewać, gdzie tam, ona nawet gniewać się nie zaczęła, co za beztroska kobieta, nie umie być surowa dla swoich dzieci! Widział, że starała się przybrać poważną minę, ale jego tam nikt nie oszuka: smarkulom się upiecze, jak amen w pacierzu."

          Potem pan Jankowiak chciał podjąć temat ponownie, ale bał się, że Gabriela znowu zemdleje, więc ostatecznie odpuścił.
    • nabakier Re: Wychowanie dzieci 27.04.13, 17:23
      A co to dla Ciebie znaczy:" wychowywać"? Mieć pogawędki? Tworzyć regulaminy? Chyba wychowuje się przykładem? Normalnym życiem.
      Jak Borejom wychodzi, to już insza inszość. Ale, żeby oczekiwać jakichś specjalnych akcji "wychowawczych", to mi zapachniało jakoś...dziwnie.
      Nie kpię, serio pytam.
      • dakota77 Re: Wychowanie dzieci 27.04.13, 19:05
        Dlaczego szczegolnych akcji? Niech daja tej przyklad, niech rozmawiaja, niech doradzaja. Oni nie robia kompletnie nic.
      • vi_san Re: Wychowanie dzieci 27.04.13, 19:17
        Chodzi mi o jakieś ogólnie reagowanie na dzieci. Np w tą [wspomnianą przez Dakotę] noc poślubną Idy - Gaba powinna bez dyskusji wyprowadzić swoje pociechy i już w ich pokoju wyjaśnić im, dlaczego ich zachowanie było niewłaściwe - szarpanie za klamkę, dobijanie się do drzwi pokoju nowożeńców plus wpierniczanie się na partyjkę makao dwóch smarkul raczej nie jest typowym spędzeniem nocy poślubnej? A Gaba stoi w drzwiach z uśmiechem kretynki na "miłej" twarzy i ma w nosie, że spieprza ważną w końcu sprawę siostrze. Nie przypominam sobie ani jednej sceny w której ktoś dorosły zwróciłby uwagę gramapotworowi Łucji, kiedy ta poucza starszych i cierpi na słowotok nie dopuszczając nikogo do głosu. Są sytuacje które wręcz aż się proszą o jeśli już nie reakcję kogoś z dorosłych, to chociaż o komentarz odautorski, że takie zachowanie jest nieakceptowalne w normalnym życiu.
        Oczywiście wychowuje się dziecko głównie przykładem i ROZMOWĄ, czyli tłumaczeniem, dlaczego czegoś robić nie należy. Czasem trudno jest przewidzieć możliwości pomysłów dziecięcych [vide noc poślubna Idy], ale wówczas tym bardziej potrzebna jest stanowczość, działanie - i wytłumaczenie dziecku co i dlaczego. Ja nie zauważyłam ani jednej sceny w "neo" w której ktoś by z dzieckiem w ogóle rozmawiał, a "nauka przykładem" idzie im niekoniecznie najlepiej...
        • slotna Re: Wychowanie dzieci 27.04.13, 20:02
          Z jakiegos powodu numer z roza byl gorsza zbrodnia niz owo szarpanie za klamke. Zawsze mi sie zdawalo, ze pretensje Idy sa wysmiewane, a ona umniejszana - histeryczna koza, w glowie jej sie poprzewracalo, prywatnosci sie zachciewa... Brrr.
          • vi_san Re: Wychowanie dzieci 27.04.13, 20:22
            I o to też mi chodzi - jak jest reakcja Gabuni na np. tą nieszczęsną róże? "Ona kłamie jak ojciec" i histeryczna ucieczka - zero już nie mówię o karze [acz dziewuszka w wieku Tygryska już za taki "numer" karę ponieść powinna! Bo to nie jest "nieświadome, małe dziecko"], ale chociażby o spokojnej i konkretnej rozmowie, w której matka - kretynka nie dławiłaby się łzami, że jej córka kłamie, jak facet którego nawet na oczy nie widziała [i który, wg tego co samam MM napisała nie kłamał nagminnie], nie rozpaczała, a wyjaśniła dziecku, dlaczego jej zachowanie było niewłaściwe i jakie konsekwencje w związku z tym zostaną wyciągnięte. I z całkowietym spokojem owe konsekwencje wyciągnąć. Inna kwestia, że GDYBY Gabunie łaskawie zabrała smarkate, kiedy zaczęły się szarogęsić w pokoju nowożeńców - nie byłoby sceny z różą, bo smarkule po prostu by spały, a nie były ożywione i rozbawione.
            I nie dziwię się Idzie, że wolała mieszkać choćby w piwnicy, byle nie w tym samym mieszkaniu co niewydolna wychowawczo siostrunia i jej rozpuszczone dzieci. Inna kwestia, że Idusia też nie jest wydolna wychowawczo - Józef [16letni o ile się nie mylę] je przy stole piłką, czyli de facto scyzorykiem - czy Borejkowie nie mają w domu sztućców? Czy nastoletni Józef nie wie, do czego służą nóż i widelec? Któremu, normalnie wychowanemu nastolatkowi, przyszłoby do głowy, żeby przy stole, w dodatku gdy wśród zgromadzonych jest gość, jeść scyzorykiem? Nie mówię na obozie, przy ognisku...
        • ciotka_scholastyka Re: Wychowanie dzieci 12.09.13, 13:03
          > Gaba powinna bez dyskusji wyprowadzić swoje pociechy i j
          > uż w ich pokoju wyjaśnić im, dlaczego ich zachowanie było niewłaściwe - szarpan
          > ie za klamkę, dobijanie się do drzwi pokoju nowożeńców

          To akurat nie było podczas nocy poślubnej, tylko później - Ida interweniowała u Gaby (ze skutkiem wiadomym), że przez jej córki oni nigdy nie mogą być sami, bo nawet gdy się zamykają, to pannice szarpią za klamkę dopóki się ich nie wpuści. (!!!)
          Ileż to latek sobie liczyły wówczas słodkie dzieweczki? Nie 10 i 8 przypadkiem?...
          • vi_san Re: Wychowanie dzieci 12.09.13, 15:46
            Ok, szarpały później. Ale w noc poślubna wpakowały się czarownie do pokoju nowożeńców na partyjkę makao, a Gabon z tępym uśmiechem rozczulenia podziwiał córeczki. Zaiste, kochająca i empatyczna siostra. Znaczy Gaba. Żadna myśl ne ma dostępu za dzielną blond grzywkę. A już myśl, że może siosrta chciałaby zostać sam na sam z nowopoślubionym mężem - nie, no jakie sam na sam?! Po co w ogóle?! Przecież siostrzeniczki ma kochane, nie?
            Nie uważasz, że Gaba powinna NATYCHMIAST i zdecydowanie postawić córkom "Veto"?
            Róża to rocznik 1981, Laura 1984. A ślub Idy - to 1991. Róża ma 10 - 11 [ślub jest w grudniu, zabijcie nie pomnę z jakiego miesiąca jest Róża], Laura 7. Zasadniczo, wychowane w wysokiej kulturze powinny już WIEDZIEĆ, że nie wolno się pakować komus do pokoju. Inna kwestia, że u Borejków wysoka kultura nie idzie w parze z kindersztubą....
            • dakota77 Re: Wychowanie dzieci 12.09.13, 15:50
              O kindersztubie w klanie Borejkow nie ma w ogole mowy, nie potrafia sie kompletnie zachowac. Borejkowny nie mialy manier, nie mogly ich wiec nauczyc swoich dzieci.
              • vi_san Re: Wychowanie dzieci 12.09.13, 17:17
                Ale właściwie, poza nieopanowaniem na widok czeklady - Borejkówny zachowywały się nienajgorzej - umiały mówić "Dziękuję", "Przepraszam" i jeszcze kilka innych przydatnych słówek, przy stole scyzoryków nie stosowały zamiast sztućców, jeśli stosowały przytyki to ładnie ubrane w słowa i "wkomponowane" w akcję [Arystoteles!]... No, nie zawsze były w pełni zgodne z s - v, ale też i nie prezentowały chamstwa daleko posuniętego. A obecne Borejczęta? Bo wszak Pałysowie młodzi, Pyziakówny, Stryba, Górskie Rojkowie - to wciąż Borejczęta i niech spróbują inaczej!
            • bupu Re: Wychowanie dzieci 12.09.13, 17:33
              vi_san napisała:

              > Ok, szarpały później. Ale w noc poślubna wpakowały się czarownie do pokoju nowo
              > żeńców na partyjkę makao, a Gabon z tępym uśmiechem rozczulenia podziwiał córec
              > zki. Zaiste, kochająca i empatyczna siostra. Znaczy Gaba. Żadna myśl ne ma dost
              > ępu za dzielną blond grzywkę. A już myśl, że może siosrta chciałaby zostać sam
              > na sam z nowopoślubionym mężem - nie, no jakie sam na sam?! Po co w ogóle?! Prz
              > ecież siostrzeniczki ma kochane, nie?

              W dodatku zanim Gaba przyszła do gniazdka nowożeńców, Ida zrobiła jej na temat małoletnich awanturę w kuchni. Która, jak widać, po św. Gabonie spłynęła jak woda po kaczce.
              Poza tym św. Gabon (nie mylić z Gabrysią Borejko choćby z KK) jest organicznie niezdolny do jakichkolwiek działań. Ta kobieta przecież nie reaguje nawet w sytuacji, gdy Józin znęca się nad jej synem...

              > Nie uważasz, że Gaba powinna NATYCHMIAST i zdecydowanie postawić córkom "Veto"?
              • ciotka_scholastyka Re: Wychowanie dzieci 13.09.13, 10:48
                > W dodatku zanim Gaba przyszła do gniazdka nowożeńców, Ida zrobiła jej na temat
                > małoletnich awanturę w kuchni.

                Awantura też była później.
                Ślub Idy - noc poślubna - nachodzenie młodych prez smarkule w późniejszych dniach po ślubie - awantura Idy z tego powodu, zrobiona Gabie, skwitowana "dobrze, dobrze", zwekslowanie rozmowy na Pyziaka, zero efektów.
                • bupu Re: Wychowanie dzieci 13.09.13, 16:59
                  ciotka_scholastyka napisała:

                  > > W dodatku zanim Gaba przyszła do gniazdka nowożeńców, Ida zrobiła jej na
                  > temat
                  > > małoletnich awanturę w kuchni.
                  >
                  > Awantura też była później.
                  > Ślub Idy - noc poślubna - nachodzenie młodych prez smarkule w późniejszych dnia
                  > ch po ślubie - awantura Idy z tego powodu, zrobiona Gabie, skwitowana "dobrze,
                  > dobrze", zwekslowanie rozmowy na Pyziaka, zero efektów.

                  No nie była później, była tego samego wieczoru. Cytuję:

                  - Ale, ciociu, ale dlaczego ty nie chcesz, żebyśmy zostały? - dopytywała się Laura. -
                  Moglibyśmy sobie wszyscy zagrać w makao. - Wyjęła z kieszonki wyszmelcowaną talię kart.
                  - Wiesz, jak by było miło?
                  - Jestem zmęczona! - oświadczyła Ida.
                  - No to idź spać, no nie krępuj się! - dodała jej ducha Pyza.
                  - My sobie zagramy z Mareczkiem w makao i zaraz pójdziemy.
                  A ty możesz spać.
                  - Dzięki - mruknęła Ida, a następnie, mamrocząc coś pod nosem, opuściła pokój.
                  Zrobiła Gabrieli awanturę w kuchni, po czym poszła się wykąpać. Kiedy wróciła do
                  pokoju, jej nadzieje doznały srogiego zawodu. We wnętrzu gniazdka nowożeńców
                  znajdowały się już nie tylko córki Gabrysi, lecz i sama Gabrysia, która przyszedłszy zaraz po
                  awanturze, została uspokojona przez Marka, a nawet zaproszona do gry.


                  Czyli Gaba, zaraz po awanturze zrobionej jej przez wściekła rudą, poszła do pokoju nowożeńców i zamiast zgarnąć swoje pociechy, najpierw dała się uspokajać Mareczkowi (bo to takie straszne i wstrząsające, że komuś mogą przeszkadzać jej dzieci), a potem stała i się gapiła. Z uśmiechem.

                  Pomijam już fakt, że na miejscu Idy zabiłabym cholernego Mareczka, któremu jaja najwyraźniej odpadły zaraz po złożeniu przysiąg ślubnych, a wyczyny balkonowe były ostatnim podrygiem opadającej fali testosteronu. ..
                  • ciotka_scholastyka Re: Wychowanie dzieci 24.09.13, 10:11
                    > No nie była później, była tego samego wieczoru.

                    Przepraszam, masz rację - sprawdziłam u źródeł. Ida faktycznie poszła do kuchni zrobić Gabie awanturę. Nie wiem czemu myslałam, że Gaba sama tam przylazła, a awantura była dopiero wtedy, jak Ida przyleciała na skargę parę tygodni później (szarpanie za klamkę). Ech, widać, że i moja pamięć już szwankuje.
            • kkokos Re: Wychowanie dzieci 12.09.13, 18:19
              Róża to rocznik 1981, Laura 1984. A ślub Idy - to 1991. Róża ma 10 - 11 [ślub j
              > est w grudniu, zabijcie nie pomnę z jakiego miesiąca jest Róża], Laura 7. Zasad
              > niczo, wychowane w wysokiej kulturze powinny już WIEDZIEĆ, że nie wolno się pak
              > ować komus do pokoju.

              zapominasz, że u pani MM dzieci zachowują się, jakby były tak z pięć-sześć lat młodsze...
              • slotna Re: Wychowanie dzieci 12.09.13, 19:19
                > zapominasz, że u pani MM dzieci zachowują się, jakby były tak z pięć-sześć lat
                > młodsze...

                Jak sie przeczyta raz na jakis czas ze cztery pierwsze ksiazki, to zapomniec nietrudno ;)
            • ciotka_scholastyka Re: Wychowanie dzieci 13.09.13, 10:44
              > Nie uważasz, że Gaba powinna NATYCHMIAST i zdecydowanie postawić córkom "Veto"?

              Ależ uważam, przecież to chyba oczywiste? W ogóle ta cała sytuacja jest straszliwa. Chciałam tylko zaznaczyć że szarpanie klamkowe to akcje późniejsze, jakiś czas trwające, bo widzę tu permanentne mylenie, drobnych bo drobnych, ale jednak faktów.
              • vi_san Re: Wychowanie dzieci 13.09.13, 11:14
                Z szarpania się wycofałam. Z opinii o Gabie - ani o włos. Na 100 % noc poślubną Ida wyobrażała sobie inaczej - na pewno nie brała pod uwagę, że jej mąż będzie grał z jej siostrzenicami w karty, jej siostra a mama smarkul będzie się temu tępo [pardon, ciepło] przyglądać a ona sama odwróci się nosem do ściany i pójdzie spać. I na prawdę pal diabli czy małżeństwo było wcześniej "non consummatum" czy też "consummatum". Późniejsze szarpanie, awantury i w efekcie emigracja Idy do piwnicy [pardon, suteryny] są w jakiś sposób wynikiem tej pierwszej nocy, kiedy Gaba dała ciała na całej linii. Nie nakreśliła wyraźnie linii - do pokoju Pałysów jest ZAKAZ wstępu bez wyraźnie sformułowanego zaproszenia cioci Idy lub wuja Marka. Wręcz przeciwnie - jak zresztą zwykle - przekaz dała dziewczynkom jeden: róbcie co chcecie, a mama będzie się temu przyglądać z rozczulonym uśmiechem. Uch, od pierwszego czytania miałam ochotę walnąć Gabę czymś ciężkim!
      • zla.m Re: Wychowanie dzieci 27.04.13, 22:16
        Dobry przykład nie jest zły ;) Ale jednak zwykle robi się parę rzeczy więcej - podsuwa się odpowiednie lektury, przeprowadza pogawędki - i takie na temat (czasem wyjdzie samo, ale czasem trzeba zagaić), i takie po jakimś przewinieniu, prowadzi się dziecko na odpowiednie filmy/przedstawienia, robi w domu akcję "oddajemy stare zabawki biedniejszym dzieciom", no i trzeba też czasem ukarać albo, jeżeli jest taka możliwość - pozwolić ponieść konsekwencje złego zachowania. Czyli - dziecko, które ukradło pieniądze klasowe musi iść oddać i przeprosić, jeżeli pieniądze przeputało - rodzice wykładają, ale potem całe lato nie ma na lody; dziecko, które nieładnie traktuje drugiego męża mamy takoż jest pouczane, dotyczy to też bezczelnego ładowania się do pokoju ciotki, zwłaszcza w jej noc poślubną, dziecko, które w niefajny sposób non stop poucza wszystkich wokół jest proszone o zaprzestanie oraz ma wykład na temat dobrego wychowania oraz (a może przede wszystkim) pewnej empatii i nierobienia komuś przykrości publicznym pouczaniem, dziecko (dziecko?), które przy stole pełnym ludzi żre scyzorykiem dowiaduje się sporo na temat tego, gdzie leżą sztućce i jak należy ich używać. A jeżeli wśród rodzeństwa panuje ewidentna dysproporcja w zajęciach domowych i jedno jest wykorzystywane, to też wkraczają rodzice i może nawet inicjują ułożenie grafiku obowiązków, skoro inaczej się nie da (widziałam coś takiego w domu, gdzie było 4 chłopaków - naprawdę działało - oczywiście grafik nie był narzucony odgórnie, ale wspólnie ustalany). Sam przykład nie wystarczy - bo dorośli pewnych rzeczy po prostu nie robią i nie wpadną na to, że zrobić można.
        • vi_san Re: Wychowanie dzieci 27.04.13, 22:32
          No ale mi chodziło, czy jest jakikolwiek DOWÓD na takowe działania kogokolwiek w tomach neo? Bo co się powinno to wiadomo.
          Swoją drogą jak przeczytałam w McD, że Józef je piłką - to zdębiałam. Ok, wiem, że nastoletni chłopcy mogą mieć słabośc do broni białej. I nawet nadużywać tejże. Ale przy stole? Gdy w domu jest gość? I z tego co wyczytałam [acz mogę się mylić McD przeczytałam raz, i błagam, nie każcie mi więcej!!!] nie spotyka się to żadną kompletnie reakcją - Ida robi uwagę, by nie jadł nożem [o, jest działanie wychowawcze!], po czym zadowala się stwierdzeniem, że je piłką [a co ma piernik do wiatraka? Powinien jeść sztućcami, czyli nożem i widelcem. Ewentualnie jeśli robi sobie kanapki może w celu konsumpcji [nie produkcji!!!] posłużyć się ręką. A poza tym szesnastolatek to już nie jest dziecko!
          • zla.m Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 09:10
            A, ja odpisywałam nabakier, jak wyobrażam sobie wychowywanie. Jak wyobraża je sobie Gaba, to wiemy - nieudane rozmowy -przypowieści, to o krzesłach, to o łyżkach, wpędzanie w poczucie winy oraz brak granic.
            • nabakier Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 10:24
              Takie pogawędki to dla mnie porażka. Albo przykład dobry, albo nie- ot i cała tajemnica. Gadać to se można do ściany.
              • dakota77 Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 10:36
                Uwazasz, ze z dziecmi nie nalezy rozmawiac? Tylko swiecic przykladem?
                • ruda-wiedzma Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 13:45
                  Nie sądzę, żeby nabakier miała to na myśli. Z jej wypowiedzi wywnioskowałam, że uważa ona za porażkę takie "rozmowy", jakie Gabriela odbywała z Laurą.
                • croyance Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 14:14
                  Tylko przykladem!
                  'Zobacz Aniu, jak mnie kolezanka z pracy zabiera lalke, to ja nie placze' :-D
    • j_a_ch Re: Wychowanie dzieci 27.04.13, 21:30
      Właśnie, Gaba wychowuje wyłącznie przez przykład, ale ma dwie zupełnie różne córki. Laura całe życie dążyła do awantury, konfrontacji, szczerych do bólu rozmów i to był styl w którym czuła się lepiej. Gabowe schodzenie z drogi i omijanie bolesnych punktów tylko ją rozdrażniały. Może gdyby G. nie hołubiła tak bardzo swoich ran i wcześnie zdecydowała się na ognistą rozmowę z Tygrysem z wywlekaniem wszystkiego, oszczędziłaby sobie i jej mnóstwa napięć. Dziecinnie nie chciała jej zaakceptować takiej trudnej tylko wiecznie się o to boczyła, że podobna do ojca. No trudno. Takiego jej znalazła i trzeba było brać na klatę, a nie umykać po kątach i chlipać ;)
    • 3piota Re: Wychowanie dzieci 27.04.13, 22:03
      Oczywiście, że wychowują!
      Wieszają na ścianie w kuchni wychowawcze hasła: "Kto siorbie, dostaje po torbie. Kto mlaszcze dostaje w paszcze." I jeszcze inne różniste.
      Na stronie 30. JT wyraźnie jest napisane, że Józinek myśląc o babci "doskonale pamiętał jak piecze klaps wymierzony jej sękatą dłonią w młode pośladki" ergo babcia też wychowuje.
      Ale najlepsze efekty wychowawcze i nie tylko, które mnie - matkę dorosłych już dzieci wprawiły w stupor ze zdumienia i wpędziły w kompleksy osiągają Natalia i Robert Rojkowie mając najgenialniejsze chyba dzieci z całej sagi.
      W tymże tomie - JT - zgodnie ze ściągą odautorską Rojkowicze są w wieku trzech lat Szymon i półtora roku Jędruś. W wieczór sylwestrowy babcia musi karmić najmłodsze dzieci "ocierając oplute bródki i zapaćkane usteczka" i podając im "banany, kleiki i biszkopty" . Zakładam, że jednym z najmłodszych jest też Nora, no ale skoro pisze o dzieciach to Jędruś też się łapie.
      3 dni później babcia poucza Jędrusia: "Nie kiwaj no się bo zlecisz z Encyklopedii Glogera! Uspokój się i jedz po ludzku!" Nie wiem jakie znaczenie ma tytuł tomów, które wnuczę ma pod dupą, ale ogromnie żałuję, że nie sadzałam półtorarocznych dzieci na książkach i nie wołałam do nich na przykład: Uspokój no się bo zlecisz z Feynmana wykładów z fizyki!
      Nigdy nie wiadomo z której strony wiedza w człowieka wejdzie. Skoro Mila sadzała dzieci na książkach i trzaskała je po pośladkach to widać którą stronę preferowała. Musiało to dawać efekty i wcześniej Natalia z Robertem chyba nad tym też pracowali. No bo czym tłumaczyć fakt, że w sylwestrowy wieczór trza go karmić, a trzy dni później je sam byle POLUCKU. I jeszcze się kłóci, że nie jest Polucek tylko Jędrek. Trzyletni Szymon za to pyta: "Dziadziusiu, co to jest autopoprawka?"
      A na drugi dzień jest jeszcze lepiej. W czasie rodzinnego obiadu półtoraroczny Jędruś (nie wiadomo na jakich dziełach siedzący tym razem) odzywa się: "Poprosiłbym był o kapustę" i jeszcze jest zaznaczone , że on starał się dostosować do zawyżonych wymagań dziadka.
      Natomiast Szymon... wygłasza: "Dawniej było gorzej. Dzieci znajdowano w kapuście. Dziadziu, co to jest ewolucja?" Jeszcze parę łyżek zupy i temat zszedł na jakieś stare amerykańskie śpioszki, o których Szymon mówi: "Ale Jędruś sie w nie sfajdał jagodami". Z wyliczeń wynika, że między Rojkowiczami jest ok półtora roku różnicy i genialny Szymon pamięta kiedy, jak i w co zesrał się jego braciszek.
      Więc niech mie nikt nie mówi, że oni dzieci nie wychowują. Takich efektów nie osiąga się puszczając samopas.

      • vi_san Re: Wychowanie dzieci 27.04.13, 22:36
        Że wszystkie dzieci u Borejków są genialne to od dawien dawna fakt znany powszechnie.
        Może im ta wiedza od dołu przez Glogera wchodziła?
        Ale i tak nie przebiją niespełna dwuletniego Ignasia, który nad ranem nad sedesem śpiewał "Gaudeamus..."... :D
        • 3piota Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 00:25
          vi_san napisała:
          > Że wszystkie dzieci u Borejków są genialne to od dawien dawna fakt znany powszechnie.

          A jednak nie wszystkie. Pyza Różą zwana (albo na odwrót) jest mocno zapóźniona.
          W takim Dziecku piątku dziewczę ma dwanaście lat na karku a mamusia musi dopilnować kąpieli córeczki, zapakować do łóżka, pootulać kołderką i wręczyć książeczkę do czytania "Słoneczko" akurat. Chwilę później mamusia musi dopilnować żeby powtórnie umyła zęby i nogi i zmienić dziecku dół od piżamki.
          Później jest już tylko gorzej. W NiN Pyza, której trzynasty rok życia na kark wchodził ubierała się identycznie jak jej młodsza o trzy lata siostra: czerwone szorty na pulchnym tyłeczku opinajace sie do niemal ostateczności, koszulka z Garfieldem i czapka z napisem Chicago Bulls. Nawet wyraźnie stoi, że "biedna Gaba musiała zawsze kupować wszystkiego po dwa, żeby nie doszło do gorszących kłótni." O podróży i tym "pulchnym paluszku, którym Pyza pokazywała Natalii swoje ulubione łakocie" szkoda nawet pisać.
          Ale z tomu na tom jest coraz gorzej. Oto Córka Robrojka. Rok 1996 a więc Pyza ukończyła (chyba) ósmą klasę i zbliża się do lat piętnastu. O lakierkach i kapelusiku już nie mówię, ale piętnastoletnia pannica, która ochoczo spędza CAŁE wakacje w Pobiedziskach u starej babci Jedwabińskiej i starego chłopa Jankowiaka nie mieści się w mojej wyobraźni. No chyba, że to w celach wychowawczych, bo babcia Marta nawet ją tam kiedyś pogoniła do mycia talerzy.
          W sumie niewychowana Pyza jest strasznie dupowata i trudno się dziwić, że mając na chwilę pod opieką czteroletniego brata lezie z nim gdzieś na wieczorne spacery i momentalnie go gubi.
          Ale Pyza to prototyp, a te są zawsze nieudane.
          Każde następne dziecko jest już coraz bardziej genialne i nie zgodzę się, że Ignaś był lepszy od Jędrka bo śpiewał Gaudeamus.
          Ida poucza półtorarocznego Józinka, że kuzyn w jego wieku mawiał już regularnie Seneka, Sulla oraz moja wielka baba. Nie są to trudne słowa. Kudy im do Jędrka, który pełnymi zdaniami już gadał i kapusty się domagał! Nie ma tego w żadnym tomie ale przypuszczam, że Jedruś mając mamę polonistkę, rok później bedąc w wieku gaudeamusowego Ignasia nad kiblem wyśpiewywał Bogurodzica, dziewica, Bogiem sławiena Maryja! U twego syna, Gospodzina, matko zwolena Maryja! Zeszczy nam, spuści nam. Kirielejson.

          • meduza7 Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 00:32
            "biedna Gaba musiała zawsze kupować wszystkiego po dwa, żeby nie doszło do gorszących kłótni."


            Aaaaaaaaa!!! I dlatego też kupują z Grzesiem po dwa identyczne egzemplarze książek!
            • vi_san Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 00:42
              Które się potem pokrywają kurzem, co MM sama odnotowała!
          • vi_san Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 00:49
            O ile jestem w stanie zrozumieć [acz dziw mnie to niesłychanie], że ZŻYTE i KOCHAJĄCE siostrzyczki chcą być ubierane tak samo [z tym, że wszyscy dobrze wiemy, że Pyza i Tygrys nie były ani zżyte, ani kochające], to mnie zastanawia jedno: czy ta upiorna Gaba nie mogła im kupować identycznych ciuchów, ale dopasowanych rozmiarem? Czy te szorty Pyzuni musiały niemalże pękac w szwach, a koszulka napinać jak strongman podczas "spaceru farmera"?Nie można było kupić takich jak dla tygryska, tylko o rozmiarze większym?
            A inna kwestia - nie wierzę, żeby dwie tak różne [zarówno wyglądem jak i charakterem] dziewczyny koniecznie chciały się identycznie ubierać! Po prostu nie wierzę!
            I porównajmy sobie, proszę, dwunastoletnią Pyzę, którą mamusia myje i przebiera, z o połowę młodszą Pulpą [z Kwiatu Kalafiora], która empirycznie sprawdzała, że "gupi piniondz bo tonie"...
            • 3piota Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 01:43
              vi_san napisała:
              > A inna kwestia - nie wierzę, żeby dwie tak różne [zarówno wyglądem jak i charak
              > terem] dziewczyny koniecznie chciały się identycznie ubierać! Po prostu nie wie
              > rzę!

              A to było tak, że co Tygrys wymyślił, to ta cofnięta Pyza od razu też chciała mieć.
              I stąd te przyciasne porcięta, bo większych w sklepie nie było a Pyzia od razu zrobiła buzię w podkówkę.
            • croyance Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 14:18
              Zwlaszcza, ze mialy zupelnie inna kolorystyke: Roza wiosenna, a Laura raczej letnia/zimowa.
            • bupu Re: Wychowanie dzieci 14.05.13, 22:12
              vi_san napisała:

              > O ile jestem w stanie zrozumieć [acz dziw mnie to niesłychanie], że ZŻYTE i KOC
              > HAJĄCE siostrzyczki chcą być ubierane tak samo [z tym, że wszyscy dobrze wiemy,
              > że Pyza i Tygrys nie były ani zżyte, ani kochające], to mnie zastanawia jedno:
              > czy ta upiorna Gaba nie mogła im kupować identycznych ciuchów, ale dopasowanyc
              > h rozmiarem? Czy te szorty Pyzuni musiały niemalże pękac w szwach, a koszulka n
              > apinać jak strongman podczas "spaceru farmera"?Nie można było kupić takich jak
              > dla tygryska, tylko o rozmiarze większym?

              O ile mnie pamięć nie myli na Tygrysie ta garderoba wisiała jak żagiel w czasie flauty, więc najwyraźniej Boska Gabryjella nie słyszała o czymś takim jak dopasowywanie rozmiarem.
            • klawiatura_zablokowana Re: Wychowanie dzieci 27.08.13, 20:44
              > O ile jestem w stanie zrozumieć [acz dziw mnie to niesłychanie], że ZŻYTE i KOC
              > HAJĄCE siostrzyczki chcą być ubierane tak samo [z tym, że wszyscy dobrze wiemy,
              > że Pyza i Tygrys nie były ani zżyte, ani kochające]

              Byłyśmy z siostrą niesłychanie zżyte i kochające się i chciałyśmy mieć identyczne ubranka, plecaczki, buciki, czapeczki i zeszyty. Tak mniej więcej do 8-9 roku życia, bo potem nam odbiło w drugą stronę i donaszanie ciuchów po siostrze, która szybciej dorosła było największą karą.
              • vi_san Re: Wychowanie dzieci 28.08.13, 12:50
                Przecież nie napisałam, że to oczywiste i zrozumiałe? Ja też tak miałam z siostrą - do mniej więcej 7 - 9 lat chciałyśmy wszystko takie samo, ale potem totalnie w przeciwne strony. Dopuszczam jednak myśl, że wyjątkowo zżytym i kochającym siostrzyczkom mogło nie przejść, bo sama znam takie: półtora roku różnicy wieku, wyglądają jak bliźniaczki, obecnie 35 lat i ciągle jak A kupi czerwone buty, to B zaraz też, a jak B zielony płaszczyk, to A zaraz też, tylko gust co do mężczyzn różny mają. Więc GDYBY [podkreślam: gdyby] Pyza i Tygrys były zżyte i kochające - mogłabym to jeszcze z trudem bo z trudem, ale zrozumieć. Ale Róża i Laura NIE BYŁY ani zżyt4e, ani kochające. Więc sensu w tym nie ma za grosz. :)
                • klawiatura_zablokowana Re: Wychowanie dzieci 28.08.13, 20:37
                  > Przecież nie napisałam, że to oczywiste i zrozumiałe?

                  Toteż ja nie polemizuję, tylko tak dorzucam ilustracyjnie :)
          • zla.m Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 09:13
            Śliczne i trafne :)))) Swoją drogą, to nigdy nie zwracałam specjalnej uwagi na wiek córek Gaby i jakoś mi to nie zgrzytało. Ale fakt - Pyza jest cofnięta w rozwoju albo ją mamusia upupia, a to dziecko będzie takie, jak chcą w zamian za odrobinę czułości
          • kebbe Re: Wychowanie dzieci 30.04.13, 23:05
            :D :D
            • kebbe Re: Wychowanie dzieci 30.04.13, 23:07
              cholera, nie tu mi się wkleiło, a w dodatku kawałek. Obśmiałam się serdecznie przy poście 3pioty :)
    • filipika Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 10:21
      W "Córce Robrojka" poznajemy metody wychowawcze pana Majchrzaka (w porównaniu z indolencją wychowawczą Borejków nie wydają się nawet takie złe, facet przynajmniej próbuje), Idy (zatkać dziecku nos i nakarmić przemocą), Robrojka (rozmowa po otrzymaniu przez Bellę pierwszego listu od Przeszczepa), Anieli (rzucane w przestrzeń i ignorowane przez jej synów pouczenia o zaprzestaniu biegania).

      • meduza7 Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 13:07
        Odświeżałam sobie ostatnio "Opium w rosole" i tam została skonfrontowana Ewa Jedwabińska wyposażona w swoje psychologiczne teorie z prostą kobietą, panią Lelujkową, która potrafi tylko swoje dzieci kochać. I wydaje mi się, że postać Gaby została pociągnięta właśnie za tym tropem: ona "potrafi tylko kochać", a w momencie, kiedy trzeba wyznaczyć jakieś granice, okazać surowość, zakazać czegoś, wyciągnąć konsekwencje - robi się kompletnie bezradna i odpuszcza.
        Gaba, mam wrażenie, nie potrafi zrobić nic, co pociągałoby za sobą jakiś dyskomfort psychiczny. Np. właśnie powiedzieć "nie" szalejącej Laurze, bo smarkula wie doskonale, gdzie wetknąć szpilkę, żeby zabolało. Więc Gaba na wszelki wypadek obchodzi ją z daleka i z góry rezygnuje z prób wychowania.

        Natomiast metody wychowawcze Idy niewątpliwie są bardzo spektakularne. Szkoda, że nie rzuciła żadnym naczyniem w wymądrzającą się Łusię...
        • yvi1 Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 13:22
          Scena w ktorej Jozin je kielbase scyzorykiem jest dla mnie okropna.I ta opetana na tle hygieny Ida nie reaguje,przeciez ten scyzoryk to on napewno w kieszeni nosi,albo w brudnej teczce,a fuj.A potem kroi nim wspolna kielbase?A nawet jezeli tylko dla wlasnej konsumpcji,to nadal jest to obrzydliwe.
          A wychowywanie Majchrzaka jest niewatpliwie surowe i moze troche po nie czasie,ale jak dla mnie ,wyznaczyl kare adekwatna do przewinienia.Przeraza mnie beztroska Jozefiny,ktora majac tak wrazliwe dziecko jak Konrad,zostawia go w tak trudnym wieku na " pastwe" bezrtroskiej Anieli .
          Ale to tylko moje subiektywne odczucia.
          • meduza7 Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 13:35
            Ale nieodpowiedzialność Józefiny zostaje przynajmniej nazwana po imieniu, pokazane jest, jak bardzo zawiodła swoje dzieci - i nigdzie Józefina nie jest stawiana za wzór dobrej matki.
    • croyance Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 14:10
      Mnie przeraza brak kontaktu emocjonalnego Laury i Rozy z Grzesiem.
      Pyziaka nie pamietaja, obie (zwlaszcza Laura, ktora wrecz patologicznie lgnela do roznych wujkow) potrzebowaly ojca.
      W rzeczywistosci takie spragnione mezczyzny w domu dzieciaki przylgnelyby do (w koncu przedstawianego jako cieplego i yyyy milego, to znaczy, fajnego i empatycznego) Grzesia i cala czworka stalaby sie rodzina, a Grzes de facto ojcem dziewczynek.
      A tu Laura wyje, ze ojca nie ma i dziadek bedzie ja do slubu prowadzil.
      Porazka wychowawcza wszystkim zgromadzonych na calej lini ...
      • meduza7 Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 14:22
        Cóż, to jest przynajmniej konsekwentne: z własną córką też nie umiał za bardzo nawiązać kontakt, zostawiając to Cyrylowi i Metodemu, więc co dopiero z pasierbicami. Wydaje się, że dopiero z Ignasiem jakoś się dogaduje. Ale tu już powinna wkroczyć Gaba i popracować trochę nad wzmacnianiem więzi rodzinnych - tyle że w dziedzinie kontaktów międzyludzkich Gaba jest leniem i tchórzem. Jak się coś samo z siebie dobrze układa, to świetnie, a jak nie - no to głowę w piasek i popłakać w kąciku. To jej unikanie najdrobniejszej nawet konfrontacji jest wręcz chorobliwe - i Pyza to po niej odziedziczyła, ale w przypadku Pyzy przynajmniej zostało otwartym tekstem powiedziane, że nienawidziła kłótni i niedobrze jej się robiło, gdy słyszała podniesione głosy.
        Ciekawe, jak by to wyglądało, gdyby zamiast poczciwej, posłusznej Róży i nieśmiałego, wycofanego Ignasia, Gaba miała całą trójkę o temperamencie podobnym do Tygryska. Pewnie by tego nie przeżyła.
        • croyance Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 15:11
          Tez niesamowite, ze samotna matka Gaba - z taka TRAUMA po Pyziaku - wybrala sobie za partnera faceta, ktory nie ma kontaktu z wlasnym dzieckiem. I w zadnym momencie nie pomyslala 'jakim on bedzie ojcem dla moich corek?'
          • dakota77 Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 15:14
            O tym, jak ma wygladac ich wspolne zycie, Gaba i Grzegorz rozmawiali chyba tyle, co Sarenka i Aaaadaaaam;-)
          • lavanta Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 18:00
            Mnie też to mocno zastanawia... Tak samo, jak fakt, że Gaba zgodziła się na małżeństwo z Grzegorzem właściwie nie biorąc pod uwagę możliwości, że on i jej córki mogą się nie polubić, nie dogadywać itd.
            • croyance Re: Wychowanie dzieci 28.04.13, 18:05
              Typowa Gaba: myslala o sobie, a nie o dzieciach.
        • lilith_tempscire Re: Wychowanie dzieci 29.04.13, 00:50
          meduza7 napisała:

          > [...] Ale tu już powinna
          > wkroczyć Gaba i popracować trochę nad wzmacnianiem więzi rodzinnych - tyle że
          > w dziedzinie kontaktów międzyludzkich Gaba jest leniem i tchórzem. [...]

          W KK jest napisane otwartym tekstem, ze Gaba i Pyziak nie potrafia ze soba rozmawiac:

          Kiedy byli sami, milczeli i było im dobrze bez słów. Kiedy nie byli sami, każde z nich mówiło nie to, co zamierzało powiedzieć. [...] Nie patrząc na siebie ruszyli z miejsca równym, długim krokiem i na skrzyżowaniu ulic wzięli się za ręce. To tak w kontekście ich spacerów na wywiadówki i do szpitala.

          Moze oni po prostu nigdy nie nauczyli sie ze soba rozmawiac? To byl by nawet konsekwentnie poprowadzony watek: milczeli, milczeli - no i malzenstwo musialo sie rozpasc. A potem Gabrysia wybrala sobie drugiego meza, który rozmów wcale nie pragnie i umie wspaniale milczec ("telepata"!). Bo ona niczego innego nie umie i rozmów sie boi.
          • meduza7 Re: Wychowanie dzieci 29.04.13, 19:43
            Eno, milczeć to sobie można na etapie onieśmielenia pierwszą miłością, potem to już jednak trzeba tę paszczę otworzyć. Chyba że faktycznie trafi się na telepatę... ;)
    • lululemon12 Re: Wychowanie dzieci 04.05.13, 12:02
      Mnie osobiście trochę ruszyły przemyślenia nastoletniego Ignasia, pozwolę sobie zacytować:
      "[mama] pilnowała go, owszem, ale z dystansu.
      Kiedyś mu powiedziała: czuję, że jesteś dobry, wiem, że jesteś mądry i wierzę, że potrafisz sam dorosnąć.
      Dobrze by było, gdyby on sam mógł w to wierzyć.
      Na razie szło mu opornie."

      W zamyśle MM miało to chyba być świadectwem taktu, dyskrecji i zaufania Gabrysi do syna, ale trochę mi to zapachniało olewactwem. Zwłaszcza, że Ignaś ewidentnie ma problemy, zwłaszcza z samoakceptacją. Należałoby chyba jakoś porozmawiać, wesprzeć, a nie tylko demonstrować zaufanie? Nie wiem, ja po takim tekście od mamusi wstydziłabym się dzielić jakimikolwiek problemami, przecież powinnam umieć sama dorosnąć, a nie się memłać i zawracać wszystkim głowę.
      Gdzieś też, zdaje się w tej nieszczęsnej McDusi, pojawił się fragment o kompletnym braku zainteresowania Ignasia życiem i kłopotami sióstr. Co w zestawieniu z nachalną propagandą silnych więzi rodzinnych wyszło trochę dziwnie. Delikatnie rzecz ujmując.
      • j_a_ch Re: Wychowanie dzieci 07.05.13, 19:05
        >Gdzieś też, zdaje się w tej nieszczęsnej McDusi, pojawił się fragment o kompletnym braku zainteresowania Ignasia życiem i kłopotami sióstr. Co w zestawieniu z nachalną propagandą silnych więzi rodzinnych wyszło trochę dziwnie.

        Do pewnego momentu Ignaś ma wyłącznie więź z dziadkiem. Może autorka chciała na tym przykładzie promować takie więzi z seniorami, ale wyszło cokolwiek patologicznie. Ignac Stary zaanektował Młodego całkowicie. Scena kiedy Grzegorz po kryjomu przed dziadem podsuwa własnemu synowi Sherlocka - straszna. Porażka stokroć gorsza niż w roli 'macocha'. Później jest moment refleksji i mamy sceny z ojcem w kinie i siostrą w szpitalu oraz na przyjęciu weselnym. Ale z tym brakiem zainteresowania znów zgrzyt.
        Zresztą były tu już dociekania dlaczego Róża nie zaprosi brata do siebie. Ignaś był po prostu od początku wymyślony jako Wnuczek do Indoktrynacji i Kuzynek do Bicia. Resztę się dopisało niejako na siłę, bo się dziecina z lekka wypaczył ;)
    • lavanta Re: Wychowanie dzieci 05.05.13, 21:19
      Jestem w stanie zrozumieć, że Ignacy mocno ingerował w wychowanie córek Gabrysi, natomiast przedziwne jest dla mnie, że tak bardzo wtrącał się w wychowanie Ignasia. W JT albo CzP, już nie pamiętam, Ignaś, namawiany przez dziadka donosił na swoje siostry. Zastanawiam się, dlaczego Grzegorz kompletnie nie przejął się faktem, że jego syn jest pod tak silnym wpływem dziadka. W rodzinach, w których dorosłe dzieci mieszkają z rodzicami, wtrącanie się dziadków w wychowanie dzieci jest bardzo częstym podłożem konfliktów. A u Borejków, mimo że ten problem rzeczywiście występuje, ze strony rodziców nie ma żadnej reakcji. O ile jeszcze dla Gaby fakt, że Ignacy wychowuje jej syna może wydawać się normą, bo w dużym stopniu zajmował się też Różą i Laurą, to Grzegorz powinien się chyba jednak temu sprzeciwić.
      • piotr7777 Re: Wychowanie dzieci 06.05.13, 17:16
        Powinien, ale wtedy nie był Grzegorzem.
        Grzegorz - pomijając jego dość spokojną naturę i wycofanie - jest w dość trudnej sytuacji. Wchodzi do rodziny żony, mieszka w gronie osób, z którymi ją łączą więzy krwi a dla których on jest obcy. Dlatego ma poczucie, że w każdym potencjalnym konflikcie grozi mu osamotnienie i dllatego wybrał strategię trzymania się z boku.
        Od której czasem czyni wyjątki, z reguły z fatalnym skutkiem. Tak jest np. w sporze zmywarkowym. Grzegorz niby go wygrywa, ale dość ciężkim kosztem. Tak jest też, gdy próbuje zdyscyplinować Tygryska i okazuje się, że nikt z rodziny nie udziela mu wsparcia a Laura odnosi triumf. Dlatego też z czasem Grzegorz wycofuje się coraz bardziej i co najwyżej proponuje Ignasiowi lektury w konspiracji przed dziadkiem tak jakby już pogodził się z faktem, że to dziadek a nie on jest największym autorytetem dla Ignasia.
        Tyle tylko, że zarówno szaleństwa Ignacego starszego jak i donosicielstwo młodszego zostają ostatecznie napiętnowane i już w następnej książce widzimy silną więź między panami Strybami (wspólne wypady do kina etc.). Ale mam wrażenie, że po prostu wtedy autorka nie traktowała tego forum jako wrogiego i po prostu dostosowała się do sugestii, że wypadałoby pokazać Grzesia jako ojca.
        • dakota77 Re: Wychowanie dzieci 06.05.13, 17:22
          Sytuacja Grzegorza jest tym trudniejsza, ze jego zona nie robi nic, zeby pomoc mu stac sie czescia rodziny i zbudowac relacje z klanem i dziewczynkami. I to mnie w tym przeraza najbardziej.
          • verdana Re: Wychowanie dzieci 06.05.13, 17:31
            Bo u Borejków zięciowie sa obcymi ludźmi, co zresztą zostało powiedziane w jednej z części - trzon rodziny to starzy Borejkowie i córki.
            Zięciowie mają za zadanie sie dostosować, a nie wprowadzać jakiekolwiek nowe obyczaje. Zatem nie mogą oczywi.ście wychowywać dzieci - bo dzieci nie bylyby juz całkowitym produktem borejkowskiego wychowania. I to jest prawdziwy problem. Tam, gdzie pojawiają sie jakiekolwiek elementy "nieborejkowskie", jak u Tygryska, sa odrzucane - nalezy je jak najpredzej wykorzenić. Czyli Grzegorz albo będzie się trzymał na uboczu, albo zepsuje dzieci.
            • lavanta Re: Wychowanie dzieci 06.05.13, 18:40
              To jest straszne, Grzegorz faktycznie mieszka tam, jakby był znajomym Gabrieli, niezwiązanym w żaden sposób z resztą rodziny. Już Krystyna w "Szóstej Klepce" była Żakom bliższa i miała więcej do powiedzenia niż Grześ u Borejków...
    • guineapigs Re: Wychowanie dzieci 14.05.13, 23:35
      Jeszcze normalnie i wiarygodnie bylo na poczatku, czyli Klamczucha, 6Klepka KK, OwR. Normalne zycie. Potem juz sie robi jakos dziwnie, a przypieczetowaniem jest slynna scena z 'nocy poslubnej' Idy, kiedy Dzielna Gabi ma ubaw po pachy z tego, ze jej siostra nie ma jak skonsumowac tej nocy. Kij z tym, czy to pierwszy raz czy dziesiaty. Tak mi sie nasuwa tu bezbozne przypuszczenie; a moze Gaba jest zazdrosna, a moze stoi w tych drzwiach jak tzw. pies ogrodnika? Alez nie, to nie Gaba, ktora wszystkim zyczy najlepszego (ironia).
      A z drugiej strony: tak tu najzedzacie na Gabe, a w innym watku wyjasnilyscie, ze Gaba to tak naprawde kopia Mili: czyli fuhrer w spodnicy (chociaz pewnie fuhrer czesciej nosil spodnice niz Gaba - by KTOS, ale zamiast fuhrer bylo Seneka), terroryzujacy (teraz to sie nazywa chyba przemoc psychologiczna i jest traktowane jako patologia) najblizszych lzami i fochami oraz wlasna dzielnoscia, czyli osoba, ktora WMAWIA innym slabosc i niedostosowanie, by samemu przejac stery i - tu majsterszczyk - samemu pokazac sie jako 'ta biedna, ktora NO PO PROSTU NIE MOZNA NIE MOZNA NIE KOCHAC.
      A juz konkrenie: ktos podal doslowny niemal cytat (wow, czy cytat moze nie byc doslowny???) na to, ze Gaba 'podarowala' synowi doroslosc jak ten mial 12 czy wrecz 11 lat: 'wiem ze jestes madry itd i dlatego musisz sam dorosnac'. No to juz kabaret. Takie teksty to mogly padac w czasie okupacji czy wojny - wtedy dzieci szybciej rozumieja pewne sprawy, ze np. w skrytce za szafa nie wolno nawet kichnac - ale w Poznaniu AD cos w 21 wieku? To co - puszca go w tzw. samopas i kij z tym, czy przebiega na czerwonym, czy sklada skarpety do prania, czy sprzata zabawki? przepraszam, ale przy takim podejsciu to polowa rybek z Poznania by zdechla z glodu, bo 11-latek po prostu zapomnialby nakarmic. Moja koleznaka, w koncu, po litaniach, pozwolila synowi isc samemu do szkoly jak mial juz 10 lat -a mial do przejscia chyba ze dwa spore skrzyzowania, Ale potajemnie, przebrana za krzak, szla za nim i patrzyla, jak sobie radzi i czy naprawde sprawdza, czy cos nie jedzie. Niestety, juz pierwszegio dnia zobaczyla, ze syn jest gotow biec za kolega przez skrzyzowanie - wiec wrocila instytucja 'babcia' prowadzaca dziecko do szkoly. No kurcze, nie zaufala, ze to sie nie powtorzy - a miala tak niewiele do stracenia: smierc syna.
      • lululemon12 Re: Wychowanie dzieci 15.05.13, 12:03
        Małe sprostowanie: Ignaś miał wtedy koło 14 lat. Mimo wszystko jednak metody wychowawcze Gaby pozostawiają sporo do życzenia.

        Przy okazji, to moje pierwsze posty na forum, do tej pory tylko czytałam. Chciałabym się więc przywitać :).
        • kopiec_esmeralda Re: Wychowanie dzieci 15.05.13, 12:48
          Tyle, że Gaba nie ma żadnych metod wychowawczych. Może jej się wydaje, ze ma, ale nie ma. Żadnych granic stawianych dzieciom, 0 obowiązków domowych wyznaczanych dzieciom (to szkoła matki), a i także żadnego zrozumienia choćby własnej córki. Najważniejszy dla niej jest śp. związek z Pyziakiem i kultywowanie swojej "dzielności".
      • klawiatura_zablokowana Re: Wychowanie dzieci 27.08.13, 20:52
        >Potem juz sie robi jakos dziwnie, a przypieczetowaniem je
        > st slynna scena z 'nocy poslubnej' Idy, kiedy Dzielna Gabi ma ubaw po pachy z t
        > ego, ze jej siostra nie ma jak skonsumowac tej nocy. Kij z tym, czy to pierwszy
        > raz czy dziesiaty. Tak mi sie nasuwa tu bezbozne przypuszczenie; a moze Gaba j
        > est zazdrosna, a moze stoi w tych drzwiach jak tzw. pies ogrodnika? Alez nie, t
        > o nie Gaba, ktora wszystkim zyczy najlepszego (ironia).

        Ja to tak odbieram właśnie: niech sobie Idusia nie wyobraża, że jest królową wieczoru, bo musimy dać jej odczuć, że nadal jest członkiem rodziny i powinna się najpierw zająć dziećmi siostry, a potem wygłupiać z jakimiś nocami poślubnymi. A już tym bardziej nie można odmówić biednej Gabie, która sama nie ma męża, więc Idusia powinna się nad nią ulitować, nie epatować swoim zamążpójściem i grzecznie bawić siostrzenice. A jak to odbębni, to się ewentualnie może mężem zająć. No chyba, że Babi ją zawoła do zmywania jeszcze. Tak, żeby tej Idzie nie było za dobrze, skoro biedna Gabusia usycha porzucona z dwójką pacholąt.
        • nessie-jp Re: Wychowanie dzieci 28.08.13, 04:58
          > Tak, żeby tej Idzie nie było
          > za dobrze, skoro biedna Gabusia usycha porzucona z dwójką pacholąt.

          I świeżuchnym fatygantem, dopiero co z hukiem przedstawionym rodzinie w samą Wigilię, w przededniu ślubu Idy. No. Jakże. Żeby młodsza i ruda siostra przed starszą i jasnowłosą pierwszeństwo miała? W bajkach to niemożebne!
    • panterarei Re: Wychowanie dzieci 26.08.13, 11:52
      sposób wychowywania dzieci Gabrieli kojarzy mi się z metodami moich dziadków w czasach wojennych, albo też pewnych dalekich znajomych, już w czasach współczesnych. Otóż brakiem większego zainteresowani potomstwem, poza tym, aby byli czyści i niegłodni i przynosili dobre świadectwa, nie stwarzając przy tym problemów wychowawczych. O jakiś zajęciach pozalekcyjnych, od czasów grania w kosza przez Gabriele mówi się tylko w retrospektywie Laury, która nagle jest śpiewaczką. Wakacje raczej mizerne, poza tym Gabrysia mechanicznie dba o dzieci, zmieniając piżamki, ubierając czapeczki, ale już bez refleksji, że należałoby wymagać większej samodzielności, zapewnić jakieś zajęcie dzieciakom, które z nudów wyczyniają dziwne rzeczy. W domu pełnym ludzi, córki Gabrieli są dość niezaopiekowanie jak na dzisiejsze czasy i ciągle się gdzieś szwendają, wystarczy, że ona trochę zaniemognie. Wynika to chyba też z tego, że Gabrysia niejako automatycznie własne córki traktuje jak młodsze siostry, którymi opiekować się musiała w dzieciństwie, czyli może wytrzeć nos, nakarmić, ale autorytetem już powinien być ktoś inny, tymczasem Mila, po odchowaniu 5 córek, zwyczajnie nie ma już cierpliwości do grabrysinego potomstwa. Dodatkowo Ida podrzuca swoje..
      Ignacy Grzegorz, jako ostatnie późne dziecko, z kolei, a ponadto syn (w końcu!) jest upupiony masakrycznie, ale to akurat jest psychologicznie zrozumiałe, Gabrysia ma w końcu swojego, pełnoprawnego dzidziusia, z pełnoprawnym(no prawie) tatusiem i może się nim cieszyć w jednym pokoju do nastoletniości dzidziusia..
      • filifionka-listopadowa Re: Wychowanie dzieci 26.08.13, 16:27
        Bardzo celna wydaje mi się myśl o tym, że Gaba myśli o swoich córkach jak o młodszych siostrach o które musi tylko zadbać w podstawowym zakresie a nie wychować i ukształtować.
        • ultra75 Re: Wychowanie dzieci 27.08.13, 10:41
          Jako, ze to wąt o wychowaniu, najsampierw chciałam sie przywitac :-). Czytam cichaczem od dawna, pierwszy raz odważam sie zabrac głos i ustosunkowac do poniższej wypowiedzi:
          "Ale z tomu na tom jest coraz gorzej. Oto Córka Robrojka. Rok 1996 a więc Pyza ukończyła (chyba) ósmą klasę i zbliża się do lat piętnastu. O lakierkach i kapelusiku już nie mówię, ale piętnastoletnia pannica, która ochoczo spędza CAŁE wakacje w Pobiedziskach u starej babci Jedwabińskiej i starego chłopa Jankowiaka nie mieści się w mojej wyobraźni. No chyba, że to w celach wychowawczych, bo babcia Marta nawet ją tam kiedyś pogoniła do mycia talerzy."

          Mnie sie tez to za bardzo w glowie nie miesci, bo pamietam, ze gdzies tak od 13 roku zycia wzwyż wyjazd z rodzicami na wakacje lub (o zgrozo!) do dziadków na wies, to byłby szczyt nudy i nieszczescia. Ale mam w rodzinie nabytej osobnika (siostrzeniec męza, obecnie 19 latek), który do zeszłego roku szkolnego Z WŁASNEJ nieprzymuszonej woli wybywał z tesciami na całe 2 miesiace do takiej wiochy niedaleko Sandomierza, gdzie kiedys mieszkał śp. dziadek (a teraz jest pusta chałupa, z którą nie wiadomo co zrobic, wiec tesciowie tam jezdza na lato :-)). Takie przypadki wiec jednak sie zdarzaja, aczkolwiek jak jeszcze mogę zrozumiec, ze Pyzie to odpowiadało, to nie za bardzo sobie wyobrażam buntowniczego Tygryska, który z usmiechem na ustach jedzie na całe lato do Pobiedzisk...

          • emae Re: Wychowanie dzieci 27.08.13, 11:00
            ultra75 napisała:
            >
            > Mnie sie tez to za bardzo w glowie nie miesci, bo pamietam, ze gdzies tak od 13
            > roku zycia wzwyż wyjazd z rodzicami na wakacje lub (o zgrozo!) do dziadków na
            > wies, to byłby szczyt nudy i nieszczescia. Ale mam w rodzinie nabytej osobnika
            > (siostrzeniec męza, obecnie 19 latek), który do zeszłego roku szkolnego Z WŁASN
            > EJ nieprzymuszonej woli wybywał z tesciami na całe 2 miesiace do takiej wiochy
            > niedaleko Sandomierza, gdzie kiedys mieszkał śp. dziadek (a teraz jest pusta ch
            > ałupa, z którą nie wiadomo co zrobic, wiec tesciowie tam jezdza na lato :-)). T
            > akie przypadki wiec jednak sie zdarzaja, aczkolwiek jak jeszcze mogę zrozumiec,
            > ze Pyzie to odpowiadało, to nie za bardzo sobie wyobrażam buntowniczego Tygrys
            > ka, który z usmiechem na ustach jedzie na całe lato do Pobiedzisk...
            >

            Ja myślę, że one tam mają koleżanki w swoim wieku. Wakacje bez rodziców, w ładnym miejscu... Ja bym nie pogardziła :)
            • ultra75 Re: Wychowanie dzieci 27.08.13, 11:31
              A to rzeczywiście zmienia postac rzeczy :-).
              Moze ja mam tak niemiłe wspomnienia z 'przymusowych' wakacji z rodzicami w daczi ;-) w górach, bo własnie jak na zlośc nikogo w zblizonym wieku w promieniu 10 km nie było i czas spedzałam sama :-). Dlatego najlepiej było znaleźć jakikolwiek powód, zeby zostac w domu sama i spedzac czas ze swoim towarzystwem, które na wakacje zostało w mieście :-).
            • dakota77 Re: Wychowanie dzieci 27.08.13, 11:31
              A skad one by wziely te kolezanki?;-)
              • emae Re: Wychowanie dzieci 27.08.13, 11:39
                Na pewno ktoś poza Jankowiakami mieszka w Pobiedziskach.
                • dakota77 Re: Wychowanie dzieci 27.08.13, 13:25
                  Na pewno, ale odkad to Borejkowny spotykaja sie z nims poza rodzina? jakos sobie nie wyobrazam, zeby mialy sie zaprzyjaznic z kims nie nalezacym do klanu.
          • slotna Re: Wychowanie dzieci 27.08.13, 11:02
            Ja bym sto razy wolala jezdzic gdzies ze starszym pokoleniem niz na koszmarne obozy, gdzie bandy moich rowiesnikow tylko szukaly kozlow ofiarnych, a "wychowawcy" mieli wszystko w dupie. Na imieniny i inne takie tez lubilam chodzic ;)
            • ultra75 Re: Wychowanie dzieci 27.08.13, 11:59
              To widocznie dobrze trafialam pod wzgledem towarzystwa, bo mam same poztytwne i fajne wspomnienia z wyjazdow zorganizowanych (a troche tego zaliczyłam bedac nastolatka).
              Bo niedociagniec "organizacyjnych" troche by sie znlazło, ale nadrabilali ludzie :-).
              • verdana Re: Wychowanie dzieci 27.08.13, 12:28
                Moje późne nastolatki lubiły z nami jeździć. Fakt, ze nie na działkę, a zasadą wakacji jest, ze po nich należy sobie solidnie odpocząć. Myślałam, ze to wyjątek, ale nie. Sporo studentów 1-2 roku jeszcze jeździło z rodziną w rożne atrakcyjne miejsca.
                Ale wakacje u dalekich znajomych, starszych, w dodatku moralizatorsko nastawionych, w miejscowości tuż pod własnym miastem - nie, tego sobie nie wyobrażam.
                • tt-tka Re: Wychowanie dzieci 26.04.14, 21:31
                  za moich czasow do mlodszych dzieci stosowalo sie straszaka "nie pojedziesz z rodzicami na wakacje, tylko na kolonie", a do starszych "nie pojedziesz na zaden oboz, tylko z rodzicami", jedno i drugie tytulem kary :-)
        • panterarei Re: Wychowanie dzieci 28.08.13, 10:12
          no jest coś w tym prawda?..
          a potem sie dziwić, ze dzieciaki gabrysi wyrastają na dysfunkcyjnych dorosłych. Pyza, no Pyza może jest trochę upośledzona, więc jakiś sensownych studiów ciężko od niej wymagać, za to tym swoim zachowaniem wiecznie żebrzącym o miłość i akceptacje pakuje się w "związek" z fryderykiem, który z racji posiadania 20-lat nie zamierza się angażować, oraz zakładać rodziny od kopa, wolałby najpierw coś osiągnąć, dość zrozumiałe w dzisiejszych czasach,a co robi pyza? no właśnie, strasznie chce mieć swoją rodzinę, swoje dziecko, co najlepiej świadczy o cieple borejków, więc zachodzi w ciąże i w końcu wyjeżdża z domu, zapewne z dużą ulgą,
          Laura tez ma problem z samoakceptacją i też zwiewa z domu poprzez zamążpójście, im szybciej tym lepiej, robienie z siebie sarenki też jest pułapką biologiczną, ale myśle, że ona da temu adamowi popalić i zamiast szaletu stanie wśród drzewek willa, a facet będzie chodził jak z zegarku, bon jej po śłubie szybko sarenkowatość przejdzie i wróci dawna czarująca megiera
          a Ignaś już tam zostanie na Roosvelta, będzie się snuł w piżamkach i szlafroczkach do.. ostatecznego upupienia, typowy synuś mamusi..
          • dakota77 Re: Wychowanie dzieci 28.08.13, 11:48
            A skad, nic Laurze nie przejdzie. Zostala jej juz przypisana rola zony i matki, w nastepnym tomie bedzie w ciazy albo juz z dzieckiem.
            • emae Re: Wychowanie dzieci 28.08.13, 12:10
              dakota77 napisała:

              > A skad, nic Laurze nie przejdzie. Zostala jej juz przypisana rola zony i matki,
              > w nastepnym tomie bedzie w ciazy albo juz z dzieckiem.

              Zupełnie nie widzę Laury z dzieckiem. Żeby to miało minimum prawdopodobieństwa psychologicznego, Laura musiałaby najpierw poradzić sobie ze swoim olbrzymim kompleksem na tle Gabrieli.
              • dakota77 Re: Wychowanie dzieci 28.08.13, 12:16
                A dla MM liczy sie ostatnio prawdopodobienstwo psychiczne? Autorka wydala Laure za maz, to i zaraz dziecko bedzie.
                • emae Re: Wychowanie dzieci 28.08.13, 12:25
                  dakota77 napisała:

                  > A dla MM liczy sie ostatnio prawdopodobienstwo psychiczne? Autorka wydala Laure
                  > za maz, to i zaraz dziecko bedzie.

                  Ja się jeszcze łudzę, Laura miała ponoć pokazać pazurki we "Wnuczce".
                  • dakota77 Re: Wychowanie dzieci 28.08.13, 12:26
                    MM tak zapowiadala? Taa, niemowlakowi czapeczki nie zalozy ;)
                    • staua Re: Wychowanie dzieci 28.08.13, 18:09
                      Nie ma mowy, żeby Laura nie miała dziecka. Przecież zbliża się trzydziestka, w Borejczadzie to niemożliwe, żeby ktoś oprócz złej feministki i czy policjantki nie miał dzieci w tym wieku.
                      • bupu Re: Wychowanie dzieci 28.08.13, 18:49
                        staua napisała:

                        > Nie ma mowy, żeby Laura nie miała dziecka. Przecież zbliża się trzydziestka, w
                        > Borejczadzie to niemożliwe, żeby ktoś oprócz złej feministki i czy policjantki
                        > nie miał dzieci w tym wieku.

                        Lobotomia złotą nicią musi być przypieczętowana wypełnianiem ramion. Laura nawet już przecież przymiarki z Ulejem robiła w "Sprężynie".
            • retro-story Re: Wychowanie dzieci 28.08.13, 21:13
              dakota77 napisała:

              > A skad, nic Laurze nie przejdzie. Zostala jej juz przypisana rola zony i matki,
              > w nastepnym tomie bedzie w ciazy albo juz z dzieckiem.

              Laura będzie mieć dziecko BUNTOWNICZO, łamiąc serce Gabryjeli ostentacyjnym pokazywaniem jak bardzo małe Fidelisiątko MA OJCA.
              • zla.m Re: Wychowanie dzieci 29.08.13, 20:11
                > Laura będzie mieć dziecko BUNTOWNICZO, łamiąc serce Gabryjeli ostentacyjnym pok
                > azywaniem jak bardzo małe Fidelisiątko MA OJCA.
                >

                O rany, umarłaś mnie ze śmiechu :D
    • lululemon12 Re: Wychowanie dzieci 30.08.13, 12:25
      Ostatnio odświeżałam sobie Jeżycjadę i uderzyła mnie jedna rzecz. Sporo już tu powiedziano o problemach Laury w łacińskim kołchozie, ale w gruncie rzeczy najbardziej zaniedbanym rodzinnym dzieckiem jest chyba Pyza. Relacje Tygrysa z matką zalatują wprawdzie lekką patologią, ale mimo wszystko coś się między nimi dzieje, są próby dialogu, rzeczywisty kontakt, Laura może przy tym liczyć na solidne wsparcie Ignacego. Tymczasem Różyczka, odkąd wyrosła z niemowlęctwa, jest właściwie takim drugim Grzesiem, co to w razie czego pozmywa, zaparzy herbatkę, załagodzi konflikt, ale na którego nikt nie zwraca uwagi. Jej relacje z matką właściwie nie istnieją, najwyraźniej Gabrysia założyła, że takie dobre dziecko wychowa się samo. Pyza jest rzekomo najbardziej związana z Natalią- ich telepatyczna więź nie uwzględnia jednak dyskutowania o problemach Róży, jakakolwiek pomoc Nutrii ogranicza się do udziału w zrzucie na mieszkanie dla Szopów.
      Kilka kwestii, które szczególnie mnie uderzyły:
      1) "Imieniny". Pyza z braku miejsc w klasie humanistycznej trafia do mat-fizu (btw, czy coś takiego było w ogóle możliwe?). Nikomu w rodzinie nie przychodzi do głowy, że może należałoby się zakręcić wokół zmiany szkoły, po co dziewczyna ma się męczyć na profilu kompletnie niezgodnym z zainteresowaniami/uzdolnieniami? Nie widać też, żeby specjalnie przejmowali się jej problemami z nauką, Grześ- ścisłowiec mógłby chyba to i owo jej wytłumaczyć, pomóc?
      2) "Imieniny" po raz drugi. Lelujkowie proszą Gabrysię o pozwolenie na wyprowadzanie Róży na miasto. Reakcja: "Zgadzam się". Żadnego: "Jeśli Róża ma ochotę, to oczywiście..." Ok, może Gaba założyła, że Pyza zdążyła już zaakceptować plan braci- mam jednak wrażenie, że po prostu nie przywykła liczyć się ze zdaniem córki. Bądź też w ogóle nie przyszło jej do głowy, że Pyza takowe posiada (biorąc pod uwagę asertywność Pyziakówny, wcale nie wydaje się to nieprawdopodobne).
      3) Wybór studiów. Różyczka jak to cielę bezwolne idzie za Frycem na astronomię, na którą nadaje się jak wół do karety. Z książki w żaden sposób nie wynika, żeby próbowano jej ten znakomity pomysł wyperswadować. Pojawia się gdzieś zdanie: "Wszyscy byli dla niej bardzo mili, zupełnie, jakby oblała kolejny egzamin", najwyraźniej więc po klęskach naukowych starano się tylko podnosić Różę na duchu, nikt nie zasugerował jej zmiany studiów. Uwaga, że Pyzie na astronomii idzie kiepsko, bo dziedzina ją nudzi, też nie zostaje opatrzona żadnym komentarzem.
      4) Kwestia ciąży została tu już dogłębnie zanalizowana. Dorzuciłabym tylko parę słów: w którymś miejscu Róża mówi, że to ona uwiodła Fryca, bo w swej naiwności sądziła, że im ściślejszy związek, tym trudniej zapomnieć go za oceanem. Może nadinterpretuję, ale dla mnie ewidentnie oznacza to, że nie miała okazji przedyskutować kwestii wyjazdu Szopa na stypendium ani z matką, ani w ogóle z kimkolwiek dorosłym. Nikt jej nie pocieszył i nie uspokoił, że paromiesięczne rozstanie to jeszcze nie koniec świata, są telefony, maile, mogą pozostawać w regularnym kontakcie itd. (Przy okazji, prezentuje się tu w całej okazałości osławiona bezinteresowność i altruizm Różyczki: zamiast się cieszyć, że ukochany dostał wyjątkową szansę na rozpędzenie kariery naukowej, zdobycie cennych doświadczeń i kontaktów, panienka myśli tylko, jakby go do siebie uwiązać.) Po zaciążeniu nikt nie odbywa z nią praktycznej rozmowy, nie pomaga ułożyć jakiegoś planu na życie- wszyscy tylko pokrzepiająco się uśmiechają. Zaiste, pomoc nieoceniona i świadcząca o głębokim zainteresowaniu Pyzą. Po porodzie nikt nie zachęca jej do powrotu na uczelnię ani nawet do głębszego zastanowienia się nad najbliższą przyszłością. Zamiast tego rodzinka organizuje zrzutę na domek, dzięki czemu można by wypchnąć Różyczkę za Fryca, który od tej pory przejąłby za nią odpowiedzialność.

      A z innej beczki: jakoś zupełnie nie potrafię sobie wyobrazić Tygrysa wychowującego dziecko. Obawiam się, że byłby to schemat dość podobny do Gabrysinego. Laura w gruncie rzeczy też jest przede wszystkim córką, w dodatku z silną obsesją na punkcie matki.
      • kopiec_esmeralda Re: Wychowanie dzieci 30.08.13, 12:44
        > A z innej beczki: jakoś zupełnie nie potrafię sobie wyobrazić Tygrysa wychowują
        > cego dziecko.
        Obawiam się, że niebawem będziemy świadkami.
        • j_a_ch Re: Wychowanie dzieci 31.08.13, 13:58

          > > A z innej beczki: jakoś zupełnie nie potrafię sobie wyobrazić Tygrysa wyc
          > howują
          > > cego dziecko.
          > Obawiam się, że niebawem będziemy świadkami.

          Tyle że to nie będzie Tygrys, a Sarenka.
          Łagodna i słodka do wyrzygu. Wpatrzona już bezkrytycznie w guru Gabę i guru Adama. Żal będzie to czytać :/
      • mika_p Re: Wychowanie dzieci 30.08.13, 14:31
        > Nikt jej nie pocieszył i nie uspokoił, że paromiesięczne rozstanie to jeszcze
        > nie koniec świata, są telefony, maile, mogą pozostawać w regularnym kontakcie itd.

        W domu, w którym Pyziak porzucił Gabę po dwukrotnym kilkumiesiecznym rozstaniu?
        • taria Re: Wychowanie dzieci 31.08.13, 10:37
          > > Nikt jej nie pocieszył i nie uspokoił, że paromiesięczne rozstanie to jes
          > zcze
          > > nie koniec świata, są telefony, maile, mogą pozostawać w regularnym konta
          > kcie itd.
          >
          > W domu, w którym Pyziak porzucił Gabę po dwukrotnym kilkumiesiecznym rozstaniu?
          >

          Tym bardziej: w domu, który przekonał się, że ciąża/małe dziecko nie dyscyplinuje wcale do wcześniejszego powrotu (a nawet przeciwnie).
        • ananke666 Re: Wychowanie dzieci 31.08.13, 15:24
          > W domu, w którym Pyziak porzucił Gabę po dwukrotnym kilkumiesiecznym rozstaniu?

          Czyżby do nich nie dotarło, że upłynęło ćwierćwiecze i list z antypodów do Polski ogarniętej stanem wojennym to jednakowoż nie to samo, co spokojna epoka internetu, który daje liczne możliwości częstego a darmowego kontaktu w ciągu DOBY? Komunkatory głosowe typu Skype, komunikatory tekstowe, darmowe smsy z bramek, albo zgoła priv na uzgodnionym wcześniej czacie? Oh, wait. Przecież Frycek "miał inny adres". To zmienia postać rzeczy. Diametralnie. Po zmianie Fryckowego adresu reszta internetu się zepsuła.
          • ginny22 Re: Wychowanie dzieci 31.08.13, 16:15
            Też byś się zepsuła, jakbyś poczytała, jak ktoś o tobie takie głupoty pisze jak pani MM ;)
            Wpadka z adresem poczty Fryca jasno wskazuje, że nie miała ona wówczas pojęcia, jak działa Sieć i nikt jej tego (REDAKTOR!!!) nie powiedział. To boli do dziś.
      • meduza7 Re: Wychowanie dzieci 30.08.13, 17:07
        >najwyraźniej Gabrysia założyła, że takie dobre dziecko wychowa się samo.

        Ignaś też dobre dziecko, więc powiedziała mu to wprost. Dokładnego cytatu nie pamiętam, ale też było to coś w stylu "jesteś dobry, mądry, wierzę ci, ufam..." - a w domyśle "wychowuj się sam i nie zawracaj głowy".
        • lululemon12 Re: Wychowanie dzieci 30.08.13, 18:48
          Ale na Ignasia przynajmniej dziadek zwracał uwagę (jakkolwiek niekorzystnie by się to na dzieciaku nie odbijało). Grześ od czasu do czasu podsuwał lektury, Florek przejmował się miągwowatością IG... Pyzunia za to od początku sprawia wrażenie takiej ubogiej krewnej-rezydentki, która siada z państwem do stołu, ale którą nikt specjalnie się nie przejmuje. W gruncie rzeczy najwięcej zainteresowania okazuje jej Tygrys.
          • bupu Re: Wychowanie dzieci 30.08.13, 20:23
            lululemon12 napisał(a):

            > Ale na Ignasia przynajmniej dziadek zwracał uwagę (jakkolwiek niekorzystnie by
            > się to na dzieciaku nie odbijało). Grześ od czasu do czasu podsuwał lektury, Fl
            > orek przejmował się miągwowatością IG... Pyzunia za to od początku sprawia wraż
            > enie takiej ubogiej krewnej-rezydentki, która siada z państwem do stołu, ale kt
            > órą nikt specjalnie się nie przejmuje. W gruncie rzeczy najwięcej zainteresowan
            > ia okazuje jej Tygrys.

            A to wiele mówi o tym ile uwagi jest poświęcane dzieciom przez dorosłą załogę Borejkołchozu. Pyza jest grzeczną dziewczynką, dobrze się uczy, numerów rodzinie nie wywija (a jak wywija to razem z Tygrysem, na którego spada cała wina), ba, nawet nie pysknie, więc jest niemal niewidzialna. Może właśnie dlatego Tygrysek zachowywał się właśnie tak, jak się zachowywał: żeby ktoś mu, do cholery, poświęcił trochę uwagi. I nie takiej polegającej na podawaniu żarcia i zmienianiu odzieży, tylko takiej prawdziwej.
      • croyance Re: Wychowanie dzieci 23.09.13, 16:09
        W sumie szkoda Frycka - uczepila sie go ta Pyza jak rzep, jak stalker polazla za nim na studia, a potem - co tu duzo mowic - zarzucila na niego te biologiczna pulapke, zeby tylko nie wysmyknal sie jej z rak. Cos czuje, ze szykuje sie drugi Pyziak, bo ja na miejscu Fryca bym sie rozwiodla (albo i w ogole nie zenila) i dlugo nie wytrzymala w takiej dusznej atmosferze Rozy-bluszczu.
        • ananke666 Re: Wychowanie dzieci 23.09.13, 16:24
          croyance napisała:

          > W sumie szkoda Frycka - uczepila sie go ta Pyza jak rzep, jak stalker polazla z
          > a nim na studia, a potem - co tu duzo mowic - zarzucila na niego te biologiczna
          > pulapke, zeby tylko nie wysmyknal sie jej z rak. Cos czuje, ze szykuje sie dru
          > gi Pyziak, bo ja na miejscu Fryca bym sie rozwiodla (albo i w ogole nie zenila)
          > i dlugo nie wytrzymala w takiej dusznej atmosferze Rozy-bluszczu.

          Toś pojechała...
          • verdana Re: Wychowanie dzieci 23.09.13, 16:28
            Ale coś w tym jest. Nie jestem zwolenniczką tezy, ze facet, który ma dziecko z dziewczyną, musi się koniecznie żenić. Musi dbać o dziecko, płacić na dziecko, być dla dziecka ojcem - tak, oczywiście, bez dyskusji. Ale nie musi wiążać sie na zawsze z jego matką, jesli seks był "bez zobowiązań", o czym wiedziały obie strony.
            • ananke666 Re: Wychowanie dzieci 23.09.13, 22:59
              Ale ja miałam na myśli coś innego.

              > W sumie szkoda Frycka - uczepila sie go ta Pyza jak rzep, jak stalker polazla z
              > a nim na studia

              ...wcale nie. To on ją nakłonił do studiowania astronomii, a ona jak na bezwolną memeję przystało, posłuchała.

              a potem - co tu duzo mowic - zarzucila na niego te biologiczna
              > pulapke, zeby tylko nie wysmyknal sie jej z rak.

              Półprawda moim zdaniem. To miało być raczej coś w rodzaju seksualnej bo ja wiem, łapówki. Żeby gościa silniej do siebie przywiązać. Ciąża była efektem ubocznym.

              Cos czuje, ze szykuje sie dru
              > gi Pyziak, bo ja na miejscu Fryca bym sie rozwiodla (albo i w ogole nie zenila)
              > i dlugo nie wytrzymala w takiej dusznej atmosferze Rozy-bluszczu.

              Nie widzę żadnego bluszczu. Widzę cyborga i ciepłą, miłą kluchę, która usiłuje z tego cyborga wykrzesać ludzkie odruchy. Niewielu się dokrzesała, bidula. Wyprany z męskich cech dupek, który głównie poucza, promieniuje przewagą intelektualną na randkach, wydziela starannie czas, żeby przypadkiem za często się nie spotykali, nie raczy przyznać się przed rodziną do wieloletniego związku (przebrzydły tchórz), uważa, że panna powinna robić to, co jego interesuje, tresuje dziewczę, żeby przypadkiem nie wyglądali na ulicy na parę, a na koniec urządza sceny potrząsając palcem wskazującym. No ale cóż, przynajmniej wiemy, że był zdolny do odbycia stosunku.

              To nie bluszcz. To wcielona chińska cierpliwość, ciepełko i kluchowatość do wielościanu. Mam dreszcze na myśl o tym wykrzesanym stosunku. I bynajmniej nie są to przyjemne dreszcze, bo z miłością to mi się nie kojarzy.
              • panterarei Re: Wychowanie dzieci 24.09.13, 08:26
                ananke666 napisała:
                > To nie bluszcz. To wcielona chińska cierpliwość, ciepełko i kluchowatość do wie
                > lościanu. Mam dreszcze na myśl o tym wykrzesanym stosunku. I bynajmniej nie są
                > to przyjemne dreszcze, bo z miłością to mi się nie kojarzy.
                cholibka, nieprzyjemnie się czyta taki opis, widać toksyczność tego związku, ale co się dziwić, jak pyza ma nieprzepracowane złe relację z obojętną, pod pozorem ciepłoty i dzielności matką, całe jej życie rodzinne ją nauczyło, że na miłość trzeba sobie zasłużyć i nie wolno się wychylać, bo się będzie czarna owcą - vide laura.
                • ginny22 Re: Wychowanie dzieci 24.09.13, 12:41
                  Oraz totalnie nieprzepracowaną - ba! nieuświadamianą! - kwestię braku ojca. I mnie jest jej naprawdę szkoda. Może te Oksfordy nią potrząsną i kiedyś się ogarnie dziewczyna...
        • bupu Re: Wychowanie dzieci 23.09.13, 16:26
          croyance napisała:

          > W sumie szkoda Frycka - uczepila sie go ta Pyza jak rzep, jak stalker polazla z
          > a nim na studia, a potem - co tu duzo mowic - zarzucila na niego te biologiczna
          > pulapke, zeby tylko nie wysmyknal sie jej z rak. Cos czuje, ze szykuje sie dru
          > gi Pyziak, bo ja na miejscu Fryca bym sie rozwiodla (albo i w ogole nie zenila)
          > i dlugo nie wytrzymala w takiej dusznej atmosferze Rozy-bluszczu.

          E, dla Fryca to może być nawet wygodny układ. On sobie robi swoją karierę naukową, zwiewając, gdy bluszcz za mocno zaciśnie pędy, do laboratorium, czy tam obserwatorium, a za to nie musi sobie zawracać głowę przyziemnościami, bo jeść dostanie, czyste gacie w szafie są, mieszkanie też Pyza ogarnie, żeby mąż nie musiał w swe naukowe dłonie odkurzacza łapać, jednym słowem święty spokój.
          • paszczakowna1 Re: Wychowanie dzieci 24.09.13, 00:17
            > E, dla Fryca to może być nawet wygodny układ. On sobie robi swoją karierę nauko
            > wą, zwiewając, gdy bluszcz za mocno zaciśnie pędy, do laboratorium, czy tam obs
            > erwatorium, a za to nie musi sobie zawracać głowę przyziemnościami, bo jeść dos
            > tanie, czyste gacie w szafie są, mieszkanie też Pyza ogarnie, żeby mąż nie musi
            > ał w swe naukowe dłonie odkurzacza łapać, jednym słowem święty spokój.

            Zgadzam się. Fryc, jak się trochę rozejrzał po świecie i popatrzył sobie, jakie problemy dla młodego naukowca może kariera zawodowa partnerki/a (ja tu, ona tam, a co z dzieckiem?) stwierdził, że w sumie mu się Pyza kalkuluje. Dom ogarnie, dziecko odchowa, a jeszcze wstydu przed gośćmi nie narobi, bo całkiem głupia nie jest. W dzisiejszych ciężkich czasach o drugą taką wcale nie musi być łatwo.
        • lululemon12 Re: Wychowanie dzieci 23.09.13, 17:59
          croyance napisała:

          > W sumie szkoda Frycka

          A on się tak opędzał od tej Pyzy, że aż mu rączki omdlewały... Nie, Fryca mi nie żal. Może poza krótkimi momentami konfrontacji z Ignacem, w których faktycznie jest gnojony chyba dla zasady.
          Co do Różyczki pnącej i bluszczącej- nie jestem przekonana, że to właśnie ten typ. Na studia za Frycem poszła jeszcze na fali nierozwianej różowej chmurki. Uwiodła go między teleskopami w akcie desperacji, trochę pewnie pod wpływem doświadczeń rodzinnych (wyjazd to zuuuoo!!). Potem jednak, kiedy poczuła stabilniejszy grunt pod nogami, mogła się uspokoić i zapewnić mu większy margines swobody.
          Zresztą, nawet jeśli nie- myślę, że Szop jest na tyle zaabsorbowany sobą i swoją astrofizyką, że ewentualnych manewrów żony (zapewne cichych i bezwonnych) nawet nie zauważy. Za to niewątpliwie doceni podawane punktualnie obiadki i uprasowane koszule. Poza tym, Pyza może i jest bezmyślna i bezwolna, ale wcale nie głupia. Tu i ówdzie coś podchwyci, zapamięta, powtórzy- i już robi wrażenie bystrzejszej niż w rzeczywistości. A Fryc ma zadatki na kaznodzieję pokroju Ignacego, któremu publiczność podająca od czasu do czasu autora cytatu wystarczy. Równorzędna intelektualnie partnerka niekoniecznie byłaby mu potrzebna.
          • kasiekas Re: Wychowanie dzieci 10.10.13, 13:39
            Odkryłam to forum i czuję, że znalazłam swoją Mekkę.

            Zauważcie, że i Natalia i Patrycja czują, że nikt nie okazuje im uwagi. Pulpa uważa, że to Nutria wyczerpała zainteresowanie rodziców. Nutria, że szaleństwa Pulpy sprawiły, że dla Nutrii tej uwagi brakło.

            Jak obserwowałam wysiłki wychowawcze "Gaby" to ręce mi opadały. Mam 12 lat starszą siostrę. Gdy ją nawiedzali absztyfikanci to ja byłam mały i głupi gówniarz. Jaaasne uwielbiałam siedzieć z nimi, ale albo moja siostra za fraki wystawiała mnie z pokoju, albo interweniowała Mama. Ale ja jestem z patologicznej rodziny, gdzie nie czytuje się Seneki. Tylko Sienkiewicza :|

            Tygrys, Pyza, Ignaś, Łusia i Józinek mają przekonanie o własnej cudowności i tym, że każdy powinien się słaniać przed nimi. Wszyscy są rozwydrzeni do bólu. Gaba spełnia każdą zachciankę, fakt MM dopisuje do tego jeszcze jakąś filozofię. Ale nikt nie tłumaczy tym dzieciom, że są granice. Może i czytają setki książek gdzie dobro jest nagradzane, a zło karane ale nikt tego w życie nie wciela. Całe DP czekałam aż Tygrys dostanie jakąś burę za swoje zachowanie - nic. Za ucieczkę do Torunia? Nic.
            Raz zrobiłam podobny numer Rodzicom. Po szkole, zrobiłam sobie wycieczkę po rodzinie i znajomych, mieszkam na wsi, więc telefony nie były w każdym domu te x lat temu. I nikt nie wiedział gdzie konkretnie się znajduję. Nie dostałam po tyłku, ale dobitnie mi wytłumaczono dlaczego tak nie wolno. Np. Prostackim argumentem, że gdyby coś mi się stało Rodzice mieliby giga problemy z Policją bo nie mają pojęcia gdzie jest ich dziecko. A tu smarkula jedzie na dwa dni w trasę. Szukać Tatusia, szkoda, że nie straconego czasu. I nic.
            Ignas nawiewa z Pobiedzisk i nic.
            MM nie rozumie współczesnej młodzieży nic a nic. mam wrażenie, że slużą tylko pokazywaniu że jednak rozumie i zapełnianiu kolejnej książki. finał.
            Wychowałam się w dużej rodzinie i to co się odstawia U Borejków... to jakaś parodia...
            Że nie wspomnę o tym, że nikt nawet idealny Naszpan nie zwraca uwagi na zachowanie Łusi. On jest pedagogiem. Nie jest jedynym duchowym synem Korczaka, to nie jest tak, że po śmierci poznańskiego Korczaka- Dmuchawca, Borejkowie pozostali bez fachowej pomocy służącej światłą radę w wychowaniu soli ziemi.


            Kiedyś chętnie poszłabym na herbatę do Borejków. Dziś wolę postać pod sklepem pogadać z moimi żulkami. Milej jest.
            • melomanka87 Re: Wychowanie dzieci 10.10.13, 20:43
              > A tu smarkula jedzie na dwa dni w trasę. Sz
              > ukać Tatusia, szkoda, że nie straconego czasu.

              Czyżbyś sugerowała, że wyprawa Laury w poszukiwaniu śladów po ojcu była kaprysem rozpuszczonej nastolatki?
              • ginny22 Re: Wychowanie dzieci 10.10.13, 21:45
                Z jednej strony - za mądra to ta jej wyprawa (w sensie organizacji) nie była. Typowo nastoletnia zresztą, tzn. tak naiwnie zaplanowana, bez myślenia o konsekwencjach i innych niż zakładane wersjach wydarzeń.
                Z drugiej - była całkowicie zrozumiała. Laura miała prawo wiedzieć coś o swoim ojcu. Szukanie jego śladów jest całkowicie naturalne, skoro odmawia ich dom rodzinny, cudując przy tym tak, jakby pytanie "Kim jest mój ojciec?" było zbrodnią, a nie naturalną potrzebą. Dlatego miała prawo zrobić coś tak głupiego i nieprzemyślanego. Dlatego też tak boleśnie odebrałam koniec TiR - bo owszem, Laura powinna przeprosić. Ale Gabrysia też. I tego mi tak cholernie zabrakło...
              • kasiekas Re: Wychowanie dzieci 11.10.13, 11:45
                Sama chęć odnalezienia ojca jest zrozumiała. Zwłaszcza, że miała konflikt z Matką. To rozumiem. Ale dziecko które ma narzucone jakieś reguły nie wpadłoby, ot tak, na pomysł jechania do odległego miasta w nieznane
                • girl_of_t Re: Wychowanie dzieci 11.10.13, 14:03
                  Ale gdzieżby - jakieś reguły, na Roosevelta? Przecież dwadzieścia parę lat wcześniej niewiele starsza Ida nawiała rodzinie z wakacji, jakby nie było, z powodu własnego widzimisię, w czasach przed komórkami (czy nawet działającymi jak trzeba telefonami) - i czy ktokolwiek jej za to zmył głowę? Tyle, że Ida przynajmniej musiała przyjąć minimum odpowiedzialności za swoje zachowanie i próbowała zacząć jakoś zarabiać na codzienne wyżywienie; w rezultacie wydarzeń w IS odkryła swoje lekarskie powołanie i chociaż krótkotrwale pomogła Lisieckim. Co wynika z wycieczki Laury w TiR? NIC. Zostaje ocalona przez deus ex Robrojka, w domu odbywa się poważna rozmowa pro forma, Laura przeprasza Gabrielę... i tyle. Koniec książki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka