Dodaj do ulubionych

Uczennice i studentki

13.10.13, 15:25
Coś jest nie tak z edukacją jeżycjadowych dziewcząt.

Podkreślano już na tym forum to, że jeżycjadzianki często idą na studia za mężem, pasji w tym nie ma żadnej (Patrycja, Róża i pewnie ktoś jeszcze). Jest to dla mnie szokujące, bo w moim przypadku studia to był ogromnie ważny etap w życiu i dopiero wtedy w pełni rozwinęłam swoje zainteresowania. Dziwne, że inteligentne dziewczyny z inteligenckiego domu tak poddały swą edukację wyższą (tak to odbieram).

Ida: pamiętam, jak czytając pierwszy raz IS nie dowierzałam, że można podjąć gwałtowną decyzję o pójściu na medycynę już będąc w liceum, po czym znaleźć w sobie motywację i siły do nauki ogromnej ilości materiału tak, aby się na ta medycynę dostać. Wybaczcie, że znów odwołuję się do własnych doświadczeń, ale wśród moich licealnych znajomych wszyscy przyszli lekarze podjęli decyzję o studiach już przez przyjściem do LO, a to dlatego, że byli świadomi czekającej ich nauki fizyki, chemii i biologii. Dostali się dzięki ciężkiej i systematycznej pracy przez 3 lata liceum. Poza tym, bycie lekarzem to chyba powinna być pasja, ogarniająca duży kawał życia. Ida nie interesowała się wcześniej medycyną, szczególnie że bała się krwi. Przeciwieństwem Idy jest Cesia, która już dawno czytała książki medyczne (jest na ten temat jedno zdanie w SK) i potrafi trafnie zdiagnozować Bobcia.

Aniela: ukończyła grafikę na Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych. Żeby się dostać, trzeba było chyba złożyć teczkę swoich prac. Nie ma wzmianki o tym, że Aniela kiedykolwiek rysowała. W BBB jest zdanie, że studiowała grafikę tylko dlatego, że nie przyjęto jej do szkoły aktorskiej.

Powalająca większość dziewcząt ma problemy z przedmiotami ścisłymi: Róża - a dostała się na astronomię, w czasach, kiedy obowiązywał egz. wstępny; Bebe, Gabrysia... Kreska też, a ukończyła architekturę (!), kierunek wbrew pozorom bardzo ścisły...

Ogólnie, dziewczyny w Jeżycjadzie nieszczególnie poświęcają się nauce, a mimo to mają szóstki od góry do dołu, ewentualnie problemy z matematyką, które (wyczuwam podskórnie) są odautorsko usprawiedliwiane z uwagi na biografię MM... Brak zajęć pozalekcyjnych, brak zainteresowania nauką po prostu. Może jedynym wyjątkiem jest Gabrysia, która dobrze odnajduje się w pracy naukowej na uczelni.
Obserwuj wątek
    • bupu Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 15:45
      pucka_puc napisał(a):


      > Powalająca większość dziewcząt ma problemy z przedmiotami ścisłymi: Róża - a do
      > stała się na astronomię, w czasach, kiedy obowiązywał egz. wstępny; Bebe, Gabry
      > sia...

      Pulpa również była na bakier z matmą, Nutria, o ile dobrze pamiętam, też zawalała przedmioty ścisłe w liceum.

      > Kreska też, a ukończyła architekturę (!), kierunek wbrew pozorom bardzo
      > ścisły...

      Oj bardzo. Mnóstwo matematyki, mnóstwo fizyki. Ona tę architekturę z zamiłowań własnych, czy jak przystało na przykładną, jeżycjadową mężolożkę, dotrzymywała towarzystwa paniczowi Maciusiowi?

      > Ogólnie, dziewczyny w Jeżycjadzie nieszczególnie poświęcają się nauce, a mimo t
      > o mają szóstki od góry do dołu, ewentualnie problemy z matematyką, które (wyczu
      > wam podskórnie) są odautorsko usprawiedliwiane z uwagi na biografię MM... Brak
      > zajęć pozalekcyjnych, brak zainteresowania nauką po prostu. Może jedynym wyjątk
      > iem jest Gabrysia, która dobrze odnajduje się w pracy naukowej na uczelni.

      A i tak priorytetem jest dla niej wyłącznie rodzina i zajęcia domowe. Widział kto kiedy, żeby ona przeżywała jakiekolwiek wydarzenie zawodowe?
      • pucka_puc Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 15:54
        bupu napisała:

        > Mnóstwo matematyki, mnóstwo fizyki. Ona tę architekturę z zamiłowań
        > własnych, czy jak przystało na przykładną, jeżycjadową mężolożkę, dotrzymywała
        > towarzystwa paniczowi Maciusiowi?

        Otóż to, Krecha również jest przedstawicielką trendu "za mężem", jak mogłam zapomnieć! :) Nie pasuje to do niej w ogóle, do tej "hardości" i "charakteru". A jeszcze apropos tych przedmiotów ścisłych na architekturze: chyba MM wydawało się, że architektura to jeden z kierunków humanistyczno-artystycznych, bo niby Kreskę do bycia architektem predysponowała artystyczna dusza (przerabianie, szycie i farbowanie ciuchów).


        > A i tak priorytetem jest dla niej wyłącznie rodzina i zajęcia domowe. Widział k
        > to kiedy, żeby ona przeżywała jakiekolwiek wydarzenie zawodowe?

        No właśnie, nie widział;/ Jednak, wśród takiej posuchy z radością odnajduję (chyba w McDusi?) fragment, że Gabrysia po skończonych zajęciach długo dyskutowała ze studentami, chyba w drodze do domu. Troszeczkę zgrzytam zębami na Gabę - następczynię Dmuchawca na panteonie pedagogów, ale lubię odnajdywać tu ślady pasji zawodowej kobiety z Jeżyc. Na bezrybiu... :)
        • dakota77 Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 16:40
          W przypadku Kreski i architektury mozna chyba nawet mowic o podwojnej wpadce: nie tylko dziewczyna byla kiepska z przedmiotow scislych, ale tez nie slyszelismy nic o tym, zeby rysowala. Na architekturze w ramach egzaminu wstepnego przedstawia sie ( przynajmniej tak jest na krakowskiej) dwa rysunki, z natury i wyobrazni. Ludzie dlugi cwicza, biora egaminy z rysunku, zeby temu podolac.

          Taka sama wtopa jak z wydzialem grafiki Anieli.
          • turzyca Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 10:07
            dakota77 napisała:

            > W przypadku Kreski i architektury mozna chyba nawet mowic o podwojnej wpadce: n
            > ie tylko dziewczyna byla kiepska z przedmiotow scislych, ale tez nie slyszelism
            > y nic o tym, zeby rysowala.

            A dla mnie akurat Kreska byla zawsze bardzo prawdopodobna. Zakladalam, ze po zawirowaniach pierwszej klasy (uzasadnionych, liceum czesto bywa trudne, a tu jeszcze nowe miasto, lek o rodzicow i Ewcia Sopel) opanowala matematyke, a jesli chodzi o rysunek - zdolnosci plastyczne miala, potrzebne jej bylo techniczne podszkolenie, a na to miala trzy lata od zakonczenia ksiazki. Do tego Maciek przetarl szlaki, nie musiala sama szukac nauczyciela rysunku.
            • filifionka-listopadowa Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 10:26
              turzyca napisała:
              > A dla mnie akurat Kreska byla zawsze bardzo prawdopodobna.

              Znam przynajmniej dwie osoby, które decyzję o pójściu na architekturę podjęły w klasie maturalnej i teczkę przygotowywały na gwałt. Obie są dumnymi absolwentami.
              • kooreczka Studia na gwałt potrzebne 14.10.13, 11:04
                Osobiście wierzę w Idę i Kreskę- ludzie podejmują decyzję nie raz bardzo późno i udaje im się je zrealizować.

                To co mnie boli to fakt, że w sumie oprócz Patrycji wszystkie te zmagania odbywają się poza akcją. Wyobraźcie sobie jaki potencjał miałaby Kreska czy Ida łykająca podręczniki na ostatnią chwilę i łapiąca doła porównując się z rówieśnikami od kołyski przygotowywanymi do zawodu.

                Niestety studia w inteligenckiej ponoć rodzinie to równoważnik Pensyji Dla Panien Klotyldy Koltasińskiej. Skończyć trzeba, ale najważniejsze, żeby na dyplom męża złapać.
                Skoro zdecydowano się opuścić licealne pielesze i pokazać jedną i tą samą rodzinę przez lata fajnie byłoby zahaczyć i o ten wątek. Tymczasem mamy matury, którymi nikt się nie interesuje i mężologie studiowane z przypadku, na których utrzymać się łatwo nawet chómanistce na fizyce i które bez bólu można przerwać, bo zaszło się w ciążę.
                • bupu Re: Studia na gwałt potrzebne 14.10.13, 16:48
                  kooreczka napisał:

                  > Osobiście wierzę w Idę i Kreskę- ludzie podejmują decyzję nie raz bardzo późno
                  > i udaje im się je zrealizować.

                  W Idę wierzę bez zastrzeżeń, miała dostatecznie dużo czasu, żeby się do tych wstępnych na medycynę przygotować. W to, że Kreska mogła sobie skompletować teczkę rysunków na ostatnią chwilę też jestem skłonna uwierzyć bez problemów.

                  Tylko, że mi ta architektura nijak nie chce do Kreski pasować. Nie potrafię jej sobie wyobrazić, siedzącej przy desce i stukającej patykiem w kalkę (copyright by Joanna Chmielewska). Kreska była twórcza, ale architektura nie składa się z samej działalności twórczej, w większości, mam wrażenie, jest to mozolna dłubanina dla nieludzko cierpliwych. Poza tym czy Krechowicz Janina nie mogłaby mieć, do pioruna, własnych zainteresowań? Tak samo Pyza, czy Pulpa? Czy kobieta to jest jakaś narośl na chłopie, czy co, że albo do garów, albo za mężem, żeby go w robocie pilnować, albo do jedynej pracy jaką kobieta przyzwoita może wykonywać bez męża w zasięgu oka, czyli do nauczania?
                  W sumie, zbiegiem okoliczności, jedyna w miarę niezależna Borejkówna zawodowo też uprawia tę samą niwę co małżonek, czyli medycynę. Hmmm.
                  • turzyca Re: Studia na gwałt potrzebne 14.10.13, 17:08
                    Kreska była twórcza, ale architektura nie składa się z
                    > samej działalności twórczej, w większości, mam wrażenie, jest to mozolna dłuba
                    > nina dla nieludzko cierpliwych.

                    Nie byla cierpliwa? A te jej kamizelki szyte z malutkich kawalkow?

                    Poza tym czy Krechowicz Janina nie mogłaby mieć
                    > , do pioruna, własnych zainteresowań?

                    Mnie to raczej Maciek na architekturze dziwil. Kreska jako architekt albo np. konserwator zabytkow, czyli w robocie tworczej ale tez i ze spora porcja dlubaniny, mi pasuje.
                • pucka_puc Re: Studia na gwałt potrzebne 14.10.13, 17:59
                  > To co mnie boli to fakt, że w sumie oprócz Patrycji wszystkie te zmagania odbyw
                  > ają się poza akcją. Wyobraźcie sobie jaki potencjał miałaby Kreska czy Ida łyka
                  > jąca podręczniki na ostatnią chwilę i łapiąca doła porównując się z rówieśnikam
                  > i od kołyski przygotowywanymi do zawodu.
                  O właśnie, to jest dokładnie to, co i ja czuję.

                  > Skoro zdecydowano się opuścić licealne pielesze i pokazać jedną i tą samą rodzi
                  > nę przez lata fajnie byłoby zahaczyć i o ten wątek.
                  W Jeżycjadzie życie kończy się na liceum, potem już cię, bidoku żeński, nic ciekawego nie czeka...
                • conefkaconbrio Dokładnie! 16.10.13, 19:12
                  Takie podejście do studiów nieco szokuje w przypadku ponoć "inteligenckiej rodziny z tradycjami"
                  • klawiatura_zablokowana Iiii tam tradycjami 20.10.13, 16:31
                    Nie róbmy z Borejków jakiegoś profesorskiego klanu ;) Dla mnie rodzina z tradycjami to taka, gdzie zawód lub chociaż branża są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Ostatecznie żadne tam u Borejków wielkie tradycje: nie wydali żadnego wybitnego naukowca czy specjalisty w określonej branży, nie mają też żadnej wyraźnej edukacyjnej tradycji (nie są np. klanem prawniczym czy lekarskim). Nie ma też wśród nich żadnego wybitnego artysty czy działacza w stylu polityka, dziennikarza, reżysera, publicysty (Kalamburka nie liczy się, bo pozostaje w głębokiej konspiracji, zatem o inspiracji dla młodzieży nie ma tu mowy).

                    W Borejczym klanie kończy się studia, bo tak nakazuje inteligencki etos, do którego aspirują. Wiemy, że już pokolenie wojenne miało magistrów (na pewno Ignacy oraz jego brat i Mila, o rodzicach Ignacego chyba nie wiemy?) i następne pokolenia też są posyłane na studia. Inna sprawa, jak potem z tym żyją i jakie zawody wykonują. Ale nie ma tam żadnych postaci, które by stworzyły jakowąś tradycję - nie możemy chyba mówić, że Gabriela na filologii klasycznej z inspiracji Ignacego to jakaś wielka rodzinna tradycja.
                    • dakota77 Re: Iiii tam tradycjami 20.10.13, 16:51
                      Ale oni swoj klan traktuja jakby byli nie wiadomo kim ;-)
                    • conefkaconbrio Re: Iiii tam tradycjami 20.10.13, 20:16
                      Przed wojną to już matura stanowiła przepustkę do świata inteligencji. Matka Ignacego była bibliotekarką w Wilnie, więc chyba ją do inteligencji możemy zaliczyć.
                      • dakota77 Re: Iiii tam tradycjami 20.10.13, 20:45
                        Chyba nikt nie twierdzi, ze Borejkow nie mozna zaliczyc do inteligencji? Ale "rodzina z tradycjami" to okreslenie mocno na wyrost. Np. krakowscy Estreicherowie to rodzina z tradycjami :)
                        • klawiatura_zablokowana Re: Iiii tam tradycjami 20.10.13, 22:10
                          No toż o to mi właśnie chodzi :)
                    • verdana Re: Iiii tam tradycjami 21.10.13, 15:53
                      Ale co ma do tego "rodzina z tradycjami". No, ja jestem rodzina z tradycjami, szóste pokolenie właśnie robi to samo, co przodkowie.
                      Ale co z tego wynika? Nic. Poza błaganiem dzieci, aby próbowały robić co innego. Poza problemami z tym,że przodkom się nie dorówna. Nie wynika z tego wcale uwielbienie dla wykształcenia. Mam wrażenie, że wykształcenie może byc ważniejsze dla pierwszego czy nawet drugiego pokolenia, potem jest po prostu kolejną rzeczą do zrobienia.
          • guineapigs Re: Uczennice i studentki 26.10.13, 18:20
            nie wiem jak gdzie indziej, ale w w warszawie na ASP na grafikę to jednak trzeba miec tzw. talent i egzaminatorzy to akurat potrafią dostrzec, tzn. wyłuskac spod technicznie poprawnych prac TO COŚ. Innymi słowy, mozesz sie uczyć rysunku, pisma technicznego i co tam jeszcze latami, ale jak brak w tym TEGO CZEGOŚ - to klops, bo na ASP idą tysiące. Wielu zdaje po 3-4 razy. Stwierdzenie jednym zdaniem: nie dostała sie do szkoły aktorskiej - to poszła na grafike brzmi mniej więcej tak, jak: nie najęli go na dżokeja to przyjął się do NBA. Chociaż może nie wiem za dobrze - może jednak sa miejsca, gdzie na grafikę sa nabory powakacyjne, z braku chętnych? Brzmi to co prawda dziwnie, ale może gdzieś tak jest?
            • jottka Re: Uczennice i studentki 26.10.13, 19:17
              etam, idiotyzmem nie jest pójście na grafikę (choć też, jeno mniejszym:), tylko napisanie, że dziewczyna, która od dziecka o niczym innym nie marzy jak o aktorstwie, gra amatorsko gdzie się da itepe itede, rezygnuje od razu po pierwszym oblanym wstępnym:)

              ludzie zdający na aktorstwo w anielinych czasach byli świetnie zorientowani, że kupa wybitnych aktorów zdawała do szkoły nie raz, nie dwa, ale ładnych parę razy. znaczy nie było szkół alternatywnych, gdzie by pewnie dziś aniela się udała, tylko te nędzne parę pe-wu-es-te i trzeba było jakoś przetrzymać ten rok na socjologii czy czymś takim, żeby wreszcie w kolejnym czerwcu olśnić tę durną komisję.

              jedyny poważny argument na nie to mógłby być brak słuchu, bo coś mi się majaczą komentarze bebe o fałszowanych przez anielę przebojach, ale ktoś może rzuciłby cytatem? znaczy czy to naprawdę tak było, czy też bebe zawistna jak zwykle? ale jednak mało prawdopodobny mi się nagły brak słuchu u anieli wydaje, bo ona była prezentowana nie w typie dzisiejszej gwiazdki serialowej, co to marzy o ekranie w celu zademonstrowania, jaka jest śłodka, tylko na tym teatrze nieszczęsnym faktycznie się znała. a głupia nie była, co wiemy skądinąd, więc raczej takiego defektu by u siebie nie przeoczyła...
              • slotna Re: Uczennice i studentki 22.11.13, 16:09
                > jedyny poważny argument na nie to mógłby być brak słuchu, bo coś mi się majaczą
                > komentarze bebe o fałszowanych przez anielę przebojach, ale ktoś może rzuciłby
                > cytatem? znaczy czy to naprawdę tak było, czy też bebe zawistna jak zwykle?

                "Myślała przy tym o różnych rzeczach - o tym, że Aniela w pokoju obok śpiewa mocno fałszywie, nic dziwnego przeto, że nie zdała do Szkoły Teatralnej (...)"

                Trudno powiedziec. Tak czy siak, przy jej talencie brak sluchu nie powinien byc przeszkoda :P
              • nessie-jp Re: Uczennice i studentki 22.11.13, 17:26
                > jedyny poważny argument na nie to mógłby być brak słuchu, bo coś mi się majaczą
                > komentarze bebe o fałszowanych przez anielę przebojach, ale ktoś może rzuciłby
                > cytatem? znaczy czy to naprawdę tak było, czy też bebe zawistna jak zwykle?

                Moim zdaniem była obrzydliwie zawistna i pasywno-agresywna. W ogóle nie cierpię tej postaci, wredna pańcia z zasznurowanymi usteczkami, co to najpierw pomyśli o Anieli jak najgorzej, potem narozrabia w szkole, a potem oczekuje, że Aniela porzuci obowiązki zawodowe, żeby pannicę ratować i łagodzić Pierogów.

                Bebe w Anieli nie podobało się nic, od zachowania przez dietę po ćwiczenia gimnastyczne, więc nie przejmowałabym się specjalnie tym "okropnym fałszowaniem". Nigdzie nie jest wspomniane, żeby *Bebe* miała słuch i była w stanie to ocenić...
                • ding_yun Re: Uczennice i studentki 22.11.13, 17:55
                  W ogóle nie cierpię
                  > tej postaci, wredna pańcia z zasznurowanymi usteczkami, co to najpierw pomyśli
                  > o Anieli jak najgorzej, potem narozrabia w szkole, a potem oczekuje, że Aniela
                  > porzuci obowiązki zawodowe, żeby pannicę ratować i łagodzić Pierogów.

                  Ja tak samo nie cierpię Bebe. Ale może to dlatego, że źle się czuję w towarzystwie osób w których nie jestem w stanie dostrzec ani jednej ludzkiej emocji. Umiejętnosć panowania nad sobą cenię tylko w zakresie w ktorym ktos powstrzymuje się przed furią i wyzwiskami. Poza tym wolę życ, mieszkać, pracować i przebywać z osobami, które mają jakies ludzkie odruchy.
                • lululemon12 Re: Uczennice i studentki 23.11.13, 09:49
                  nessie-jp napisała:

                  > Moim zdaniem była obrzydliwie zawistna i pasywno-agresywna. W ogóle nie cierpię
                  > tej postaci, wredna pańcia z zasznurowanymi usteczkami, co to najpierw pomyśli
                  > o Anieli jak najgorzej, potem narozrabia w szkole, a potem oczekuje, że Aniela
                  > porzuci obowiązki zawodowe, żeby pannicę ratować i łagodzić Pierogów.

                  Wiesz, w sumie to Aniela zobowiązywała się do opieki na Bebe i Koziem. A to chyba trochę więcej niż tylko zaszczycanie ich swoją obecnością w mieszkaniu.
                  Nie twierdzę, że małe Bitnery były w porządku wobec Anieli- ale jest to mimo wszystko zrozumiałe. Wracając z wakacji zostają ogłuszeni nowiną, że matka zostaje w Stanach na czas bliżej nieokreślony, przypuszczają, że nie wróci wcale. Po prostu czują się porzuceni, rozżaleni i wyładowują się na nielubianej kuzynce. Nieładne, ale naturalne.
                  Wciąż zresztą mam wrażenie, że Aniela wyszła na tym układzie najlepiej. Ma darmowe mieszkanie, pieniędzy na utrzymanie dostarcza Józefina, obowiązków opiekunki dwojga dzieci nie traktuje zbyt poważnie... W zasadzie jedyną przykrością, z którą musi się borykać, jest niechęć Bebe i Kozia. Która, poza epizodem lunatycznym Kozia, też specjalnie nie spędza jej snu z powiek.
                  • morekac Re: Uczennice i studentki 23.11.13, 10:36
                    Otóż to - Aniela była właśnie od załatwiania takich spraw z Pierogiem. A na zebrania i tak chodził Bernard...
                  • slotna Re: Uczennice i studentki 25.11.13, 18:51
                    > Wciąż zresztą mam wrażenie, że Aniela wyszła na tym układzie najlepiej. Ma darm
                    > owe mieszkanie, pieniędzy na utrzymanie dostarcza Józefina, obowiązków opiekunk
                    > i dwojga dzieci nie traktuje zbyt poważnie...

                    W ogole sie nie poczuwa do odpowiedzialnosci, a do domu wlazla jak do wlasnego i przymierzala rzeczy Jozefiny - nic dziwnego, ze dzieciaki, teskniac za matka, nie mogly tego zaakceptowac. Aniela im tego nie ulatwiala. Chociaz nigdy nie moglam zrozumiec o co Bebe chodzilo z tym zazenowaniem, kiedy Jozefina ja obdarowywala, Aniela przeciez byla zachwycona...
                    • mamamila74 Re: Uczennice i studentki 25.11.13, 19:48
                      Bo prezenty nie były zakupione specjalnie dla Anieli, Józefina dawała rzeczy, których nie lubiła lub nie potrzebowała. Albo były lekko uszkodzone. Nie mam BBB pod ręką, dlatego nie mogę zacytować, ale był tam taki opis.
                  • nessie-jp Re: Uczennice i studentki 25.11.13, 20:49
                    > Wiesz, w sumie to Aniela zobowiązywała się do opieki na Bebe i Koziem. A to chy
                    > ba trochę więcej niż tylko zaszczycanie ich swoją obecnością w mieszkaniu.

                    Owszem, ale to nie oznacza, że Aniela ma rzucić wszystko (w tym próbę w teatrze), bo akurat Bebe ręka permanentnie świerzbiła i musiała się zabawiać z Dambem w zeszyciku na lekcji u Pieroga... a że Bernard naprawia sytuację, to i słusznie, bo to on najwięcej napaskudził i najudził w tymże zeszyciku.

                    Bebe to jest niemalże dorosła kobieta, która najpierw obrzydza jak może życie uboższej kuzynce (taka podła, jak ona może, potrzebować mieszkania w Poznaniu! I w tym mieszkaniu tak bezwstydnie MIESZKAĆ, no jak można!), a potem nagle zaczyna miauczeć, że ratunku i rzucaj wszystko, bo ja się bawiłam z Bernardem i Dambem i narozrabiałam.

                    Moim zdaniem bardzo słusznie Aniela pokazała w tym momencie figę z makiem. Należało zwrócić się do Pieroga o audiencję w inny dzień, z wyjaśnieniem, że termin koliduje z pracą zawodową. I tyle.


                    > W zasadzie jedyną przykrością, z
                    > którą musi się borykać, jest niechęć Bebe i Kozia.

                    I to jest mało? Bezustanna niechęć okazywana na każdym kroku i pilnowanie, żeby Aniela przypadkiem ani na chwilę nie poczuła się swobodnie w mieszkaniu? Mszczenie się na Anieli, że Józefina olała obowiązki rodzinne i zażywa zgniłego Zachodu?

                    Wiesz, jakoś nie wydaje mi się, żeby najlepiej na tym wyszła Aniela. Najlepiej to na tym wyszła Józefina...
                    • lululemon12 Re: Uczennice i studentki 25.11.13, 22:00
                      nessie-jp napisała:

                      > Owszem, ale to nie oznacza, że Aniela ma rzucić wszystko (w tym próbę w teatrze
                      > ), bo akurat Bebe ręka permanentnie świerzbiła i musiała się zabawiać z Dambem
                      > w zeszyciku na lekcji u Pieroga... a że Bernard naprawia sytuację, to i słuszni
                      > e, bo to on najwięcej napaskudził i najudził w tymże zeszyciku.

                      Wcale nie mówię, że Aniela miała rzucać wszystko i nawalać w teatrze, żeby lecieć na zebranie. Równie dobrze mogłaby iść do niego w jakimkolwiek innym terminie, przeprosiłaby, wysłuchała paru frazesów i po piętnastu-dwudziestu minutach byłaby wolna. Nie byłoby to chyba dla niej szczególnym obciążeniem? Tymczasem Aniela od początku nie zamierza w żaden sposób pomóc Bebe.

                      Teraz co do tego, czy Bebe w ogóle na pomoc zasługiwała. Dobrze, nabroiła, do tego lekkomyślnie pozwoliła Bernardowi w, hmm, niezbyt trafiający w gusta Pieroga sposób komentować uwagi w dzienniczku. Niech będzie, że ma już te szesnaście lat i powinna się nauczyć ponoszenia konsekwencji swoich działań. Ale czy to automatycznie oznacza, że pełnoletnia opiekunka nie powinna choćby spróbować załagodzić sytuację? Zwłaszcza że Beata zwyczajnie nie może zrobić tego sama. Dla Pieroga nie jest równorzędną istotą, z którą mógłby podjąć jakąkolwiek dyskusję, zadowolić się jej przeprosinami itd. Musi być przez kogoś reprezentowana. I moim zdaniem tym kimś powinna być osoba, która zobowiązała się do opieki. Nie Bernard, który absolutnie nie musi czuć się odpowiedzialny za Bebe.

                      > Bebe to jest niemalże dorosła kobieta, która najpierw obrzydza jak może życie u
                      > boższej kuzynce (taka podła, jak ona może, potrzebować mieszkania w Poznaniu! I
                      > w tym mieszkaniu tak bezwstydnie MIESZKAĆ, no jak można!)
                      (...)
                      > I to jest mało? Bezustanna niechęć okazywana na każdym kroku i pilnowanie, żeby
                      > Aniela przypadkiem ani na chwilę nie poczuła się swobodnie w mieszkaniu? Mszcz
                      > enie się na Anieli, że Józefina olała obowiązki rodzinne i zażywa zgniłego Zach
                      > odu?

                      W którym miejscu Bebe jakoś szczególnie obrzydza Anieli życie? Owszem, nie pała do niej sympatią (zresztą z wzajemnością), często zdarza jej się chłodniej odezwać, co u tak ciepłej i otwartej osoby faktycznie może razić ;). W gruncie rzeczy jednak traktuje ją podobnie, jak resztę otoczenia. Poza tym gotuje, zajmuje się domem, nie domaga się żadnych świadczeń (pomijając bezczelną prośbę, żeby Aniella porozmawiała z Pierogiem). Jeśli chodzi o swobodę, po pierwsze, jakoś nie widzę, żeby jej Kłamczusze brakowało, po drugie, utrudnia jej nabranie raczej Kozio.

                      Znoszenie cudzej niechęci faktycznie jest przykre. Ale Bebe i Kozio nie mają obowiązku lubić Anieli. Owszem, nie powinni jej tego okazywać, ale jakoś nie wyobrażam sobie, żeby para dzieciaków, którym trochę jednak posypał się świat, była w stanie non stop myśleć o uczuciach narzuconej im wbrew woli sublokatorki. Nie, nie powinni "mścić się" na Anieli za wyjazd Józefiny. Ale ciężko mi ich za to potępić.

                      Nie oburza mnie też bynajmniej, że Aniela ośmiela się potrzebować mieszkania i łapie nadarzającą się okazję. Po prostu jakoś nie widzę, żeby wywiązywała się ze swojej części umowy.

                      > Wiesz, jakoś nie wydaje mi się, żeby najlepiej na tym wyszła Aniela. Najlepiej
                      > to na tym wyszła Józefina...

                      A to swoją drogą...
    • astolat Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 18:07
      Jednak wydaje mi się, że Ida nie jest aż tak nieprawdopodobna - w "IS" ma, jeśli dobrze pamiętam, 15 lat; akcja dzieje się w czasach, gdy liceum było czteroletnie, a klasy chyba mniej ściśle sprofilowane niż teraz (w każdym razie były wtedy klasy ogólne).
      • astolat Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 18:10
        Aniela też mnie zawsze zadziwiała - autorka potraktowała grafikę, jakby to były pierwsze lepsze studia, na które się idzie awaryjnie...
    • mika_p Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 18:28
      Ida kończyła 4-letnie liceum, a akcja IS to wakacje I klasie, zdaje się. Więc jak najbardziej miała czas na przygotowanie się do studiów medycznych.

      Aniella kończyła Liceum Poligraficzne, i znów, ostatni raz widzimy ją w połowie I klasy, a potem tylko kilka razy w sytuacjach towarzyskich. Nie jest niemożliwe, ze miała w szkole jakąś wyspecjalizowaną plastykę tudzież któryś nauczyciel przydusił ja do udziału w jakimś kółku. Ostatecznie zmysł estetyczny miała, ciocia Lila chwaliła urodę złożonego przez Aniellę zaproszenia.

      Na temat Kreski już się produkowałam na bazie własnych doświadczeń:
      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,131956526,131966339,Re_watpliwosci_ze_studiami_wyzszymi_postaci_u_MM.html
      ale powtórzę streszczenie: kłopoty z matematyką w I klasie LO nie oznaczają, ze będą się ciagnąć za człowiekiem wiecznie.
      Szczególnie trzeba wziąć pod uwagę sytuację rodzinną Kreski: rodzice byli internowani. Wystarczyło, że miała nimi zajętą głowę, nie uważała na lekcjach, nie załapala czegoś, a potem zaczęło się nawarstwiać. Jak naprostowala braki przy pomocy Maćka, to mogła sobie świetnie radzić. I z matematyką, i z fizyką.
      • dakota77 Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 18:59
        Co nie zmienia faktu, ze w ksiazkach nie pada slowo o tym, ze mialaby uczyc sie rysunku.
      • girl_of_t Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 19:11
        A to nie były nawet wakacje tuż po przyjęciu do liceum? W przypadku Idy moim zdaniem opis wyboru medycyny ma sens, przynajmniej jest to jakaś własna inicjatywa. Chociaż, paradoksalnie, biorąc pod uwagę jej talenty plastyczne (opisane w tejże IS), akurat Ida mogła się równie dobrze na jakieś sztuki wybrać...

        Podobało mi się zawsze opisane w Pulpecji zagubienie Patrycji w temacie wyboru studiów - że może warto ekonomię, może filologię angielską (? o ile dobrze pamiętam), a właściwie jakiegoś sprecyzowanego planu nie ma, bo się nie ma szczególnych pasji. Ale może warto byłoby pokusić się, żeby kolejne bohaterki jakieś te plany miały, a chociażby - żeby próbowały innych kierunków niż mężologie lub wszechwładna polonistyka. UAM ma przecież tak bogatą ofertę, a w Poznaniu poza UAMem jeszcze jest UE, politechnika, o wyższych szkołach nie mówiąc. Gdyby MM się postarała, można by teraz iść w najrozmaitsze rozterki: wymarzony kierunek nie miał dość chętnych z powodu niżu, co teraz - iść na byle co, byle tylko studiować, czy przesiedzieć rok w domu i wyczekać, a nuż za rok się otworzy? (A jeśli nie, to co wtedy?) Po licencjacie jechać dalej mgr z nielubianego kierunku, czy znaleźć coś sensowniejszego? Może się jakoś dokształcić na podyplomówce, choćby dla własnej satysfakcji? Ale mamy tylko Laurę, która chodzi i śpiewa (podobno od przedszkola!). Hmm.

      • pucka_puc Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 20:16
        Wygląda na to, że poruszyłam wątek, który już był omawiany - mika_p, dziękuję za zwrócenie uwagi.

        Może rzeczywiście Ida nie jest tak nieprawdopodobna... ale jakoś nie przemawia do mnie nagła decyzja w kwestii wyboru studiów w wieku 15 lat. To nie jest kwestia szczegółowego wyboru: idę na finanse i rachunkowość lub na ekonomię. To jest raczej kwestia, hmmm, wyboru całego szeregu zainteresowań, tak jakby ukierunkowania swojego umysłu konkretnie w stronę nauk przyrodniczych ;) Mam nadzieję, że zrozumiecie, o co mi tu chodzi. Ida zdecydowała się, będąc w liceum, a nie ma wzmianek o tym, że wcześniej np. lubiła robić misiom zastrzyki (a są wzmianki np. o talencie plastycznym). Oczywiście rozumiem, że nie wszystko musi być w książkach opisane i szczegółowo zaznaczone. Nie upieram się. Jednak - wątek tego olśnienia Idy średnio mnie przekonuje.
        • iwoniaw Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 20:39
          Mnie watek Idy akurat przekonuje całkowicie - w IS ona dopiero kończy podstawówkę i to jest jak najbardziej moment, w którym można jeszcze zainteresować się czymś na poważnie, a nawet całkowicie zmienić dotychczasowe pasje, np. pod wpływem kontaktu z nowym środowiskiem/nauczycielem-pasjonatem etc. No i czasu na przygotowanie do matury i egzaminów jest jeszcze dość, zwłaszcza w czasach 4-letniego liceum (niekoniecznie profilowanego, na pewno nie tak, jak dziś) po podstawówce.
          • dakota77 Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 20:47
            Ja tez uwazam, ze watku Idy nie ma nic nieprawdopodobnego. To wlasnie w liceum krystalizuja sie nam pomysly na to, co studiowac. I daje to- no, moze dawalo, bo w glowie mam 4-letnie liceum jakie konczyla Ida i ja- duzo czasu na przygotowania.
            • pucka_puc Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 21:00
              Rozumiem :) W takim razie ja mam chyba w głowie wspomnienie o atmosferze braku czasu na spokojne zastanowienie się, a tym bardziej na zmianę decyzji, jaka panowała w moim 3-letnim liceum. Dlatego też każdy w mojej licealnej klasie miał z grubsza skrystalizowane plany na przyszłość. Nie było to dobre, reforma szkolnictwo to zue zuo.
              • lululemon12 Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 21:11
                Że tak się wtrącę z własnym przykładem: decyzję o pójściu na medycynę podjęłam na początku trzeciej liceum (a niestety załapałam się już na reformę gimnazjotwórczą). Uczęszczałam zaś do mat-infu. Dało się materiał w rok ogarnąć ;). Idusia miała więcej czasu, i na naukę, i do namysłu.
                Co do pasji- znajomi ze studiów owszem, są zainteresowani tematem, ale pasjonatów w ścisłym tego słowa znaczeniu nie ma tak wielu. Mam wręcz wrażenie, że "tworzą się" dopiero w trakcie nauki, pod wpływem nabytych doświadczeń, wiedzy etc. Osobiście zastrzyków misiom nie robiłam i kuzynów małoletnich nie diagnozowałam. Mam nadzieję, że na praktyce przyszłej się to nie odbije ;).
                • klymenystra Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 21:22
                  Moja przyjaciółka zdecydowała się na medycynę po ukończeniu filologii polskiej... Przez rok się uczyła do egzaminów (zdawała starą maturę, a na medycynę szła już po nowej). Dostała się na wieczorowe i świetnie sobie radzi.
                  • conefkaconbrio Re: Uczennice i studentki 16.10.13, 19:27
                    > Moja przyjaciółka zdecydowała się na medycynę po ukończeniu filologii polskiej.
                    > .. Przez rok się uczyła do egzaminów (zdawała starą maturę, a na medycynę szła
                    > już po nowej). Dostała się na wieczorowe i świetnie sobie radzi.

                    Wieczorowa medycyna to chyba piekielnie droga sprawa?
                    • dakota77 Re: Uczennice i studentki 16.10.13, 19:30
                      Widocznie te osobe stac na to?
            • conefkaconbrio Re: Uczennice i studentki 16.10.13, 18:37
              W przypadku Idy , to też uważam że to możliwe. (Czasy czteroletniego liceum, które wtedy naprawdę było bardziej ogólnokształcące niż teraz)
              Co do Anieli, to zawsze myslalam że MM piszę z własnego doświadczenia, bo chyba tez grafikę konczyla.
              Najbardziej nieprawdopodobny motyw to Pyza i astrofizyka.
              A na jakie studia w końcu poszła Cesia?
        • zla.m Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 08:15
          Ida, jako młodociana hipochondryczka, miała całkiem sporą wiedzę medyczną (tyle, że leczyła siebie, a nie misie). W IS usłyszała u siebie szmery w sercu/płucach oraz zamierzała wziąć 5 aspiryn, aby zapobiec pneumonii.
      • pucka_puc Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 20:23
        Przeczytałam wątek z linka, który wkleiłaś, i rzeczywiście, przyznaje Ci rację w sprawie Kreski. Czasy i jej sytuacja były rzeczywiście trudne. Maciek był od niej starszy, więc kiedy zdecydował, że idzie na architekturę, do siłą rzeczy Kreska została wciągnięta w wir przygotowań do egzaminów, wciągnęła się i na pewno czegoś nauczyła. A i łatwiej jej było przygotować rysunki, mając pomoc w osobie chłopaka-studenta architektury.

        Jednak... Bardzo brakuje mi jednego-dwóch zdanek, wtrąconych chociażby przy okazji w którymś tomie, mówiących o tym, że Kreska jednak rysowała. np. czyjeś wspominki (Aurelii?) że Kreska biegła do domu z teczką rysunkową lub miała usmarowane rękawy od ołówka ;] To samo w sprawie Anieli. To naprawdę nie wymagałoby wysiłku od autorki, a takim męczącym czytelnikom jak ja ułatwiłoby odbiór :)
        • mika_p Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 22:26
          MM studiowała na ASP, więc raczej miała świadomość, jakie studia Anielli przypisuje. Moim zdaniem, to właśnie Liceum Poligraficzne dało Kłamczusze odpowiednią podbudowę, żeby tę grafikę wybrac jako studia drugiego rzutu: coś, co znała.

          Aurelię widzimy po 10 latach od Opium. Nastolatkę. Po co miałaby wspominać jakiś nieistotny szczegół ze swojego dzieciństwa?
          Miedzy Opium a Noelką też ładnych parę lat mija, a w Noelce Kreskę widzimy drugi raz, z własnym mężem, własnym dziadkiem i własną córką, nad prezentami gwiazdkowymi. Jak tu wplatać wspomnienia licealne, gdy scenę obserwuje dwoje obcych?
          • pucka_puc Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 22:52
            Cóż, podałam przykłady jakie podałam, może trafne może nie, niemniej myślę, że czytelny jest przekaz: w Jeżycjadzie edukacja jest oderwana od życia bohaterek, dzieje się obok nich. Dostają się na trudne kierunki, wymagające określonych predyspozycji, o których nie ma mowy w książkach. Ewentualnie coś jest dopisane na szybko w późniejszych tomach, jednak nie wygląda to wiarygodnie (np. wspomniana tu Laura śpiewająca od przedszkola). Brakuje mi czegoś, co sugerowałoby, że podjęta edukacja pasjonuje bohaterkę, lub chociażby krótkich zdań napomykających o jej predyspozycjach lub przygotowaniach.

            Nie mogę się zgodzić z tym, że liceum poligraficzne przygotowuje do studiów na wydziale artystycznym. "Kłamczucha" jest całkiem dobrym źródłem opisującym, czego można się nauczyć w takiej szkole: warsztatu, obsługi maszyn itp. To, że Aniela ładnie złożyła literki na zaproszeniu, nie dowodzi przecież jej zdolności artystycznych... :) Może raczej sprawności warsztatowej, zresztą sama chyba mówi, że jej i Rojkowi jako jedynym pozwolono to zrobić samodzielnie (czyli że wyróżnili się na zajęciach).

            > MM studiowała na ASP, więc raczej miała świadomość, jakie studia Anielli przypi
            > suje.
            No właśnie, a książka (w tym przypadku BBB) świadczy dokładnie na odwrót.
    • sta-fraszka Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 20:36
      Jako absolwentka fizyki na UAM (gdzie pierwszy rok idzie rownolegle z astronomia), nie demonizowalabym egzaminow wstepnych. Jest niedobor, z pierwszego naboru dostaja sie (przynajmniej w latach 1997-2000) praktycznie wszyscy chetni.
      Utrzymanie sie to jest zupelnie inna bajka - srednio 50% odpada(lo) po pierwszym roku dzieki analizie matematycznej i (po trzecim semestrze) na okolicznosc niezaliczenia warunku z mechaniki.
      • sanciasancia Re: Uczennice i studentki 15.10.13, 16:35
        W ogóle na wydziałach fizyki filozofia od lat jest taka, że przyjmuje się kogo się da, a potem czeka, aż studenci wylecą (u mnie było chyba 75%, ale głowy nie dam).
        • sta-fraszka Re: Uczennice i studentki 16.10.13, 12:33
          Nas tez konczylo kolo 40%-czesc dostala sie na swoje wymarzone kierunki, czesc zrezygnowala z innych powodow, czesc sie wykruszyla akademicko.
          Nadal-nie demonizowalabym tej fizyki. Ja mam nawet w papierach o uzdolnieniach humanistycznych. Dostalam sie, doszlam do wniosku ze nie ma takiej rzeczy,ktorej nie moglabym sie nauczyc. Zakochalam sie w fizyce. Tez nie przejawiajac w liceum zainteresowan. Matematyki na maturze rowniez nie zdawalam.
    • siberiana Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 21:36
      Dobry Wieczór,
      mimo że od daawna czytam forum, dopiero teraz przezwyciężyłam lenistwo, aby dołączyć do dyskusji.
      W związku z czym serdecznie witam wszystkie Forumowiczki.

      Ad rem:
      Zwróćmy uwagę, że Kreska mogła być słaba z matematyki w liceum z kilku powodów:
      1 - trudna sytuacja rodzinna (internowanie rodziców)
      2 - nie przyswoiła niezbędnej bazy w szkole podstawowej (jakby nie było - jeżeli człowiek nie umie tabliczki mnożenia czy ułamków, to trygonometrii czy całek też nie ogarnie),
      3 - przedmiot był wykładany przez znienawidzoną Ewcię Sopel,
      4 - na Ogorzałkowych korepetycjach nie uważała, bo za bardzo pochłaniało ją uczucie do Mężczyzny Jej Życia (o ile pamiętam, w pewnym fragmencie książki jest scena, gdy odrabia lekcje z Lelujką i wszysko wydaje jej się proste)
      5 - teoria spiskowa: specjalnie udawała przed Maćkiem, że ma problemy z przedmiotami ścisłymi, żeby pod pozorem korepetycji spędzać z nim jak najwięcej czasu
      Z tego, co pamiętam, w książce jest zdanie pisane z punktu widzenia Maćka, dotyczące tego, że Kreska wcale nie jest taka głupia czy tępa z matematyki. Czy ktoś pomoże odpowiednim cytatem?
      • nessie-jp Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 00:22
        > 5 - teoria spiskowa: specjalnie udawała przed Maćkiem, że ma problemy z przedmi
        > otami ścisłymi, żeby pod pozorem korepetycji spędzać z nim jak najwięcej czasu

        No, niezupełnie. Nie radziła sobie, bo nie lubiła matematyki, nie lubiła nauczycielki i przeniosła się z innej szkoły w trakcie roku. Potrzebowała pomocy Jacka Lelujki, gdy przestała uczyć się z Maćkiem.

        Wpędzenie Kreski w zupełnie niedostosowaną do jej historii mężologię jest co najmniej tak samo kretyńskie ze strony autorki, jak zrobienie nauczycielek polskiego z Aurelii i Natalii. Obie wrażliwe, zamknięte w sobie, samotniczki nielubiące tłoku, gwaru i ludzi
        • kkokos Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 08:27
          Która postać nie ma kogo trzymać za rąsię, ta zostaje nauczycie
          > lką.

          ech, ten wiek XIX i jego wpływ nie_do_przecenienia. ani odparcia.
        • zannie Re: Uczennice i studentki 11.09.14, 09:27
          nessie-jp napisała:


          > Wpędzenie Kreski w zupełnie niedostosowaną do jej historii mężologię jest co na
          > jmniej tak samo kretyńskie ze strony autorki, jak zrobienie nauczycielek polski
          > ego z Aurelii i Natalii. Obie wrażliwe, zamknięte w sobie, samotniczki nielubią
          > ce tłoku, gwaru i ludzi
    • verte34 Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 22:59
      > Ogólnie, dziewczyny w Jeżycjadzie nieszczególnie poświęcają się nauce, a mimo t
      > o mają szóstki od góry do dołu, ewentualnie problemy z matematyką, które (wyczu
      > wam podskórnie) są odautorsko usprawiedliwiane z uwagi na biografię MM...

      Mnie zawsze się wydawało że te problemy z naukami ścisłymi mają związek z postrzeganiem przez MM własnej płci. Antytalent do maty jest wszak "kobiecy".
      Chyba ktoś już kiedyś tu zauważył że mała Natalia w fazie "bycia chłopczykiem" była świetna z matematyki; gdy tylko zarzuciła formy męskie, diabli wzięli talent...
      Dziewczynki nie ogarniają matematyki bo to dziewczynki, chłopcy się biją bo to chłopcy - oto prosty ogląd świata wychowawczyni kolejnych pokoleń dziewcząt :(
      • idrin Re: Uczennice i studentki 13.10.13, 23:52
        verte34 napisała:

        > Mnie zawsze się wydawało że te problemy z naukami ścisłymi mają
        > związek z postrzeganiem przez MM własnej płci. Antytalent do maty
        > jest wszak "kobiecy". (...)
        > Dziewczynki nie ogarniają matematyki bo to dziewczynki, chłopcy się biją
        > bo to chłopcy - oto prosty ogląd świata wychowawczyni kolejnych pokoleń
        > dziewcząt :(

        Ten stereotyp nie tylko w Polsce pokutuje, co dosyć ładnie zresztą zostało
        podsumowane w jednym z odcinków xkcd:

        xkcd.com/385/
        A co do pasji dziewcząt i ich pędu do studiowania, to miałam swego czasu
        rozmowę, która postawiła mi wszystkie włosy na głowie i nie tylko. Rozmowa
        dotyczyła feminizmu, brała w niej udział studiująca koleżanka znana ze
        swych BARDZO konserwatywnych poglądów. Oczywiście ona feminizmu
        nie uznaje, nienawidzi i jakie to były piękne czasy, gdy mężczyźni mogli być
        mężczyznami, a kobiety kobietami.
        - Ale wiesz, że gdyby nie te znienawidzone przez ciebie feministki, to
        nie mogłabyś teraz być na studiach? - spytałam uprzejmie.
        Koleżanka się żachnęła.
        - NO WŁAŚNIE! NIE MUSIAŁABYM IŚĆ NA STUDIA, BO DO TEJ PORY
        MIAŁABYM JUŻ MĘŻA I KILKORO DZIECI!... - wypaliła.
        I zapadła taka niezręczna cisza....

        Nie. Musiałaby. Iść. Na Studia.

        Przez. Feministki. Musiała. Iść. Na. Studia.

        To jest tak błędne, na tak wielu poziomach, że nie podejmuję się
        tego skomentować bez butelki dobrego wina, najlepiej wzmacnianego.
        A za prawdziwość dialogu ręczę moim własnym, wątłym co prawda,
        ale najszczerszym słowem. Nie narzekam na wyobraźnię, ale tego
        się po prostu nie da wymyślić.

        Zresztą, pani Musierowicz jest, zdaje się, z tego samego, że tak się
        wyrażę, obszaru ideologicznego. To by się nawet wpisywało w schemat
        studiów mężologicznych, których coraz więcej zwłaszcza w Neojeżycjadzie.

        - idrin, lurkująca
        • dakota77 Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 07:19
          To ktos ja zmusil zeby studiowala? Kto jej bronil wyjsc za maz po maturze?
          • kkokos Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 08:30
            dakota77 napisała:

            > To ktos ja zmusil zeby studiowala? Kto jej bronil wyjsc za maz po maturze?
            >

            przez te parszywe feministki mężczyźni już nie garną się do żeniaczki w 20. wiośnie życia, ot co!
            • anchema Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 09:11
              nagle w wyobraźni zobaczyłam te bojówki feministyczne (np. w różowych maskach goryli czy coś w ten deseń) jak wpadają do kościoła, porywają spod ołtarza Bogu ducha winną dzieweczkę, z zawiązanymi oczami gdzieś ją wywożą i na końcu podrzucają skrępowaną jak prosię pod bramę uniwersytetu, gdzie już przejmuje ją miejscowa bojówka uniwersytecka :D
            • turzyca Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 09:59
              > przez te parszywe feministki mężczyźni już nie garną się do żeniaczki w 20. wio
              > śnie życia, ot co!

              A za maz mozna wyjsc tylko za rowiesnika!
              • kkokos Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 20:06
                turzyca napisała:

                > > przez te parszywe feministki mężczyźni już nie garną się do żeniaczki w 2
                > 0. wio
                > > śnie życia, ot co!
                >
                > A za maz mozna wyjsc tylko za rowiesnika!

                cóż zrobić, starsi albo zajęci, albo po rozwodach, a więc obciążeni - albo po prostu dziewczyna miałą pecha, że w jej otoczeniu nie było 30-latków chcących wychować sobie żonę. tfu, otoczyć opieką młodą delikatną kobietę.

              • taka_kiki Re: Uczennice i studentki 22.11.13, 14:16
                > A za maz mozna wyjsc tylko za rowiesnika!
                nie, jeszcze za chłopca rok młodszego, bo jak się ma 16 czy 17 lat, to młodsi koledzy wcale nie wydają się niedojrzali
          • verte34 Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 17:18
            Zmusił, bronił...
            Wydaje mi się że myślenie opisane przez Idrin ma taką swoistą logikę (?):
            "feministki" (pojmowane obok "żydów", "ateistów" itd. jako ciemna strona wszechrzeczy) stworzyły presję obyczajową, która nakazuje młodym kobietom wejście w męski świat studiów, pracy zawodowej, kariery. Łatwiej jest leżeć na kanapie i pachnieć, albo wypełnić sobie ramiona i uznać, że to już wszystko na co nas stać. Niektórym kobietom zwyczajnie odpowiada tradycyjnie pojmowana rola życiowa kobiety i nie ma w tym absolutnie nic nagannego. Gdyby tylko wiedziały czego chcą... Ale nie wiedzą, i z tego biorą się takie schizy jak wyżej opisana.
            • nessie-jp Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 19:38
              > rzeczy) stworzyły presję obyczajową, która nakazuje młodym kobietom wejście w m
              > ęski świat studiów, pracy zawodowej, kariery. Łatwiej jest leżeć na kanapie i p
              > achnieć, albo wypełnić sobie ramiona i uznać, że to już wszystko na co nas stać

              Parafrazując Pratchetta, studia mężologiczne, stopnia co najmniej pierwszego (bakałarz), stały się niezbywalną "edukacją dla tych, których status społeczny jest odrobinę wyższy od inteligencji". Ach, te wymagania pozycji społecznej! Przecież teraz chętna do ożenku antyfeministka z dobrej rodziny nie może mieć zaledwie matury, ależ non, to nie wypada! Trzeba "zrobić" dyplom, a nie, jak jakaś fryzjerka albo kucharka, ZALEDWIE maturę.

              Zresztą to nic nowego.

              Miałam kiedyś w liceum koleżankę, z tzw. "dobrej rodziny" właśnie. Dziewczyna za diabła nie interesowała się nauką w liceum ogólnokształcącym. Po prostu
              • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 22:39
                W sumie, cudowne wątki podsuwacie do powieści dla dziewcząt. Czy pani Musierowicz to czyta?
              • verte34 Re: Uczennice i studentki 15.10.13, 15:13
                > st odrobinę wyższy od inteligencji". Ach, te wymagania pozycji społecznej! Prze
                > cież teraz chętna do ożenku antyfeministka z dobrej rodziny nie może mieć zaled
                > wie matury, ależ non, to nie wypada! Trzeba "zrobić" dyplom, a nie, jak jakaś f
                > ryzjerka albo kucharka, ZALEDWIE maturę.

                Bardzo trafnie to ujęłaś.
                Sama jestem taką Kasią: rodzinę mam ultrakonserwatywną w kwestiach światopoglądowych i obyczajowych, ale dyktat studiów wyższych jest od czasów powojennych.
                Nie studiowałam wprawdzie mężologii tylko zgodnie z zainteresowaniami (postęp!) anglistykę, ale już dawno stwierdziłam że byłabym o wiele bardziej zadowolona z siebie i życia gdybym mogła była zostać tłumaczką po jakimś studium lub rzemieślniczką po technikum.
                Z drugiej strony "Dobrze jest tam gdzie nas nie ma"; pieron wie co by było gdybym rzeczywiście nie została mgr ;)
                • soova Re: Uczennice i studentki 15.10.13, 15:26
                  tłumaczką po jakimś studium
                  OT: jak pewnie wiesz, nie ma studiów (tu w znaczeniu lm od "studium") dla tłumaczy bez studiów. Jest bogata oferta studiów podyplomowych z kilku rodzajów tłumaczeń (głównie sądowe, prawnicze dla chętnych do uzyskania uprawnień tłumacza przysięgłego, ale też i literackie czy ustne), co oznacza, że dyplom jednak mieć z czegoś trzeba. Sama jestem tłumaczem bez filologii i koleżeństwu filologicznemu co nieco zazdroszczę, bo ich biegłość językowa bywa czasami znacznie lepsza, a ja już chyba takiej nie będę miała. Uważam zresztą, że jeśli nawet tłumaczenie to rzemiosło, jest to rzemiosło wysokiej klasy i podbudowa akademicka dla kariery w tym zawodzie jest niezbędna i nieoceniona.
                  • verte34 Re: Uczennice i studentki 16.10.13, 09:35
                    Nie, no jasne.
                    Miałam na myśli nie studium dla tłumaczy, ale angielski w czymś pomaturalnym.
                    Co do podbudowy akademickiej - w pełni się zgadzam, tylko uważam że jednak nie jest ona konieczna.
                    Czego sama jesteś przykładem :)
                    • dakota77 Re: Uczennice i studentki 16.10.13, 11:55
                      Bo tak naprawde najwazniejsze jest wyczucie jezykowe, ktore trzeba miec i w przypadku ojczystego jezyka, i tego z ktorego sie tlumaczy. Co z tego, ze skonczy sie studia, jak sie go nie posiada. To jest cos czego sie na sali wykladowej nie nauczy.
          • idrin Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 21:22
            dakota77 napisała:

            > To ktos ja zmusil zeby studiowala? Kto jej bronil wyjsc za maz po maturze?

            Do tego tanga, obawiam się, trzeba dwojga. A niby skąd, skoro w dzisiejszych
            zepsutych czasach nie organizuje się wieczorków tańcujących rodem z Jane Austen?
            Czy Ty myślisz, że Igory z Petersburga lęgną się na skwerkach i zalegają
            w krzaczorach, tylko iść i łowić? :)

            joemonster.org/art/11422/Ciagle_szukasz_tego_wymarzonego_ksiecia_z_bajki
            - idrin, lurkująca
            • dakota77 Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 21:34
              No racja, racja :))

              www.geeyouareyou.com/subscribe/mailimg/guru32/image004.jpg
      • pucka_puc Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 18:10
        > Chyba ktoś już kiedyś tu zauważył że mała Natalia w fazie "bycia chłopczykiem"
        > była świetna z matematyki; gdy tylko zarzuciła formy męskie, diabli wzięli tale
        > nt...
        Było tak, było - w KK Natalia i Tomcio są w tej samej 1 klasie. Mamert pyta małą Natalię, czy to ona jest najlepsza z matematyki, bo Tomcio tak mówił. Natomiast w BBB Natalia (jak prawie cała klasa licealna Natalii i Bebe) nie rozumie fizyki ni w ząb. A miała wtedy chyba okres "męski" - ubrana w za dużą bluzę, itd itd.

        Wg mnie, te wszystkie dziewczyny mające świetne oceny ze wszystkiego w podstawówce i problemy ze ścisłymi w LO są odbiciem życia szkolnego autorki. We "Frywolitkach" jest wprost napisane (po wielokroć:)), że MM za młodu świetnie się uczyła, niestety w szkole średniej wszystko się zmieniło, nawet na maturze ustnej z matematyki wstawił się za nią wychowawca i dzięki temu zdała. Może ciężko zniosła szkolne "upokorzenia" i teraz, tworząc swoje bohaterki, chciała pokazać, że można być wartościowym człowiekiem (dziewczyną) nie umiejąc liczyć.
        Ale dlaczego tych nieumiejących liczyć jest aż tyle? Po mojemu, nudne to i natrętne. Elka, uzdolniona i z polskiego, i z matematyki, tworzy sobą klasyczny wyjątek potwierdzający regułę :)
        • conefkaconbrio Re: Uczennice i studentki 16.10.13, 20:12
          Akurat to, że dziewczynki mają we wczesnej podstawówce piątki od góry do dolu jest dość typowe. Wystarczy, że są grzeczne, co dzień odrabiają lekcje i prowadzą ładne zeszyty. Schody zaczynają się w siódmej klasie kiedy wchodzi chemia , a fizyka staje się bardziej skomplikowana.
          • nessie-jp Re: Uczennice i studentki 17.10.13, 00:20
            conefkaconbrio napisała:

            > Akurat to, że dziewczynki mają we wczesnej podstawówce piątki od góry do dolu j
            > est dość typowe. Wystarczy, że są grzeczne, co dzień odrabiają lekcje i prowadz
            > ą ładne zeszyty. Schody zaczynają się w siódmej klasie kiedy wchodzi chemia , a
            > fizyka staje się bardziej skomplikowana.

            Eeee, przepraszam, co? Znaczy, postulujesz, że takie skomplikowane sprawy, jak fizyka albo chemia, to nie na kobiece umysły, nam tylko ładne zeszyty w kolorowy papier okładać i szlaczki rysować?

            Wyjątkowo... nieuprzejme założenie. Jeśli ktoś (niezależnie od płci) ma problemy z konkretną dziedziną nauki, czy to z przedmiotami humanistycznymi, czy ścisłymi, to zazwyczaj ma je od początku i nagłe pojawienie się tej strasznej chemii na poziomie podstawówki nic tu nie zmienia.

            Ktoś, kto miał w poprzednim roku doskonałe oceny z matematyki i fizyki nie zmieni się nagle w rysującego szlaczki głąba w klasie 7, bo "weszła chemia".

            Podobnie, nie każda dziewczynka do klasy 6. automatycznie jest genialna językowo, pisze bez błędów, nie kulfoni, ma w małym palcu geografię, matematykę, muzykę, plastykę, języki obce i język polski.

            Naprawdę przekonanie, że dziewczynki mają piątki za "ładne prowadzenie zeszytów" (bo przecież nie za umiejętności!) jest paskudne.
          • ding_yun Re: Uczennice i studentki 17.10.13, 08:12
            conefkaconbrio napisała:

            > Akurat to, że dziewczynki mają we wczesnej podstawówce piątki od góry do dolu j
            > est dość typowe. Wystarczy, że są grzeczne, co dzień odrabiają lekcje i prowadz
            > ą ładne zeszyty. Schody zaczynają się w siódmej klasie kiedy wchodzi chemia , a
            > fizyka staje się bardziej skomplikowana.

            Tak, bo oczywiscie:

            1.do siódmej klasy, czyli obecnie aż do gimnazjum nie ma żadnych sprawdzianów, oceny są wyłącznie za zachowanie i prowadzenie zeszytu, ewentualnie plusik za zrobienie pracy domowej.

            2. tylko chemia i fizyka są przedmiotami, jakie mogą komukolwiek sprawiać problem. Nie język polski z trudną w 4 i 5 klasie gramatyką (rozbiór logiczny zdania znienawidzony chyba na początku przez całą moją klasę). Nie geografia na której trzeba przyswoić solidnie podstawy geografii fizycznej czyli zrozumieć skąd się wzięły współrzędne i jak działają pory roku oraz dzień i noc oraz dlaczego mamy takie, a nie inne strefy klimatyczne. Również nie matematyka, gdzie do końca podstawówki trzeba naprawdę dobrze przyswoić sobie podstawową algebrę i geometrię, bo potem umarł w butach.

            3. ci sami chłopcy, którzy wszak całą podstawówkę mieli jeden zeszyt do wszystkiego, a na lekcjach zajmowali się rzucaniem papierowymi samolocikami, w gimnazjum stają sie nagle błyskotliwymi młodzieńcami z lekkością ogarniającymi zawiłości fizyki i chemii. W przeciwieństwie do ich zdyscyplinowanych i dobrze zorganizowanych koleżanek, które nadal grzecznie chodzą na lekcje, ale wlepiają tylko w tablicę okrągłe oczka zdradzające kompletne niezrozumienie tematu.

            No błagam...
            • conefkaconbrio Re: Uczennice i studentki 17.10.13, 14:37
              ding_yun napisała:

              > conefkaconbrio napisała:

              > Tak, bo oczywiscie:
              >
              > 1.do siódmej klasy, czyli obecnie aż do gimnazjum nie ma żadnych sprawdzianów,
              > oceny są wyłącznie za zachowanie i prowadzenie zeszytu, ewentualnie plusik za z
              > robienie pracy domowej.
              >
              > 2. tylko chemia i fizyka są przedmiotami, jakie mogą komukolwiek sprawiać probl
              > em. Nie język polski z trudną w 4 i 5 klasie gramatyką (rozbiór logiczny zdania
              > znienawidzony chyba na początku przez całą moją klasę). Nie geografia na które
              > j trzeba przyswoić solidnie podstawy geografii fizycznej czyli zrozumieć skąd s
              > ię wzięły współrzędne i jak działają pory roku oraz dzień i noc oraz dlaczego m
              > amy takie, a nie inne strefy klimatyczne. Również nie matematyka, gdzie do końc
              > a podstawówki trzeba naprawdę dobrze przyswoić sobie podstawową algebrę i geome
              > trię, bo potem umarł w butach.
              >
              > 3. ci sami chłopcy, którzy wszak całą podstawówkę mieli jeden zeszyt do wszystk
              > iego, a na lekcjach zajmowali się rzucaniem papierowymi samolocikami, w gimnazj
              > um stają sie nagle błyskotliwymi młodzieńcami z lekkością ogarniającymi zawiłoś
              > ci fizyki i chemii. W przeciwieństwie do ich zdyscyplinowanych i dobrze zorgani
              > zowanych koleżanek, które nadal grzecznie chodzą na lekcje, ale wlepiają tylko
              > w tablicę okrągłe oczka zdradzające kompletne niezrozumienie tematu.
              >
              > No błagam...

              Naprawdę nie miałyście w podstawówce takich koleżanek?
              W dodatku nigdy nie natrafiłyście w podstawówce na nauczycielkę, która sprawdziany oceniała na oko?
              Kurczę, dochodzę do wniosku, że moja szkoła była jakaś skrajnie patologiczna.
              Ja jestem z tych dysgraficznych i niegrzecznych dziewczynek, dlatego zaświadczam, że w podstawówce ładne prowadzenie zeszytów jest punktowane. Nawet na geografii u nas liczyły się ładne rysunki...
              • kooreczka Re: Uczennice i studentki 17.10.13, 14:43
                Naprawdę nie widzisz, ze pojechało stereotypem: głupiutkie, zaczesane w koczek dziewczynki, co szlaczki umieją rysować, ale nie pojmą nic poza tym, nie to co chłopaki, do wyższych celów stworzone.
                • conefkaconbrio Re: Uczennice i studentki 17.10.13, 15:03
                  kooreczka napisał:

                  > Naprawdę nie widzisz, ze pojechało stereotypem: głupiutkie, zaczesane w koczek
                  > dziewczynki, co szlaczki umieją rysować, ale nie pojmą nic poza tym, nie to co
                  > chłopaki, do wyższych celów stworzone.

                  Może źle się wyraziłam, ale czy z waszych obserwacji nie wynika, że spora część dziewczynek ma lepsze stopnie we wczesnej podstawówce niż na dalszych etapach edukacji, a spora część chłopców na odwrót? Ja nie mam dzieci, ale widzę, że kilka blogujących matek się skarży, że ich synowie są karani w podstawówce za to, że nie są grzecznymi dzieczynkami...
                  • ding_yun Re: Uczennice i studentki 17.10.13, 15:46
                    conefkaconbrio napisała:


                    >
                    > Może źle się wyraziłam, ale czy z waszych obserwacji nie wynika, że spora część
                    > dziewczynek ma lepsze stopnie we wczesnej podstawówce niż na dalszych etapach
                    > edukacji, a spora część chłopców na odwrót?

                    Nie.
                    Z moich obserwacji (czy raczej wspomnien) wynika, że dziewczynki w wieku lat 7-8 są zazwyczaj spokojniejsze I powazniejsze od chłopców więc pewnie łatwiej wysiedziec im na lekcji czy skoncentrowac się na odrobieniu pracy domowej, a to w sposób naturalny przekłada się na lepsze wyniki. Ekspertem od rozwoju dzieci nie jestem, ale kołacze mi się po głowie, że to zupełnie normalna sprawa wynikająca z tego, że chłopcy dojrzewają nieco później. Z wiekiem różnice te zaczynały się zacierać, chłopcy doganiali równiesniczki i nie kojarzę już żadnego wyraźnego podziału na chłopców i dziewczynki jesli chodzi o oceny, jedynie podział na lepszych I gorszych uczniów. A już na pewno nie zaobserwowałam, żeby chłopcy mieli z wiekiem srednio lepsze oceny niz ich koleżanki. W dobrych liceach jest zazwyczaj dosc wyrównana proporcja obu płci, choć nie działają tam parytety, a system przyjmowania jest jak najbardziej obiektywny.

                    Ja nie mam dzieci, ale widzę, że k
                    > ilka blogujących matek się skarży, że ich synowie są karani w podstawówce za t
                    > o, że nie są grzecznymi dzieczynkami...

                    Czyli za co konkretnie?
                    • miliwati Re: Uczennice i studentki 17.10.13, 21:48
                      ding_yun napisała:

                      > Z moich obserwacji (czy raczej wspomnien) wynika, że dziewczynki w wieku lat 7-
                      > 8 są zazwyczaj spokojniejsze I powazniejsze od chłopców więc pewnie łatwiej wys
                      > iedziec im na lekcji czy skoncentrowac się na odrobieniu pracy domowej, a to w
                      > sposób naturalny przekłada się na lepsze wyniki. Ekspertem od rozwoju dzieci ni

                      I w związku z tym powinno to też oznaczać że chłopców kształci się innymi metodami niż dziewczynki. Czyli, mówiąc otwarcie, szkoły nie powinny być koedukacyjne.

                      > e jestem, ale kołacze mi się po głowie, że to zupełnie normalna sprawa wynikają
                      > ca z tego, że chłopcy dojrzewają nieco później. Z wiekiem różnice te zaczynały

                      Nie, to nie jest kwestia dojrzewania. Ta sprawa wynika z tego że chłopcy są chłopcami, a dziewczynki dziewczynkami. Różne płcie, różne przystosowania ewolucyjne. Różne psychiki.

                      > Ja nie mam dzieci, ale widzę, że k
                      > > ilka blogujących matek się skarży, że ich synowie są karani w podstawówc
                      > e za t
                      > > o, że nie są grzecznymi dzieczynkami...
                      >
                      > Czyli za co konkretnie?

                      Za to że nie zachowują się jak dziewczynki. Typowe zachowanie dziewczynek (większa staranność, mniej konfrontacyjne zabawy, ogólna większa "cichość") jest bowiem uznawana za prawidłowe, a typowe zachowanie chłopców (większa energiczność i agresja, zwracanie na siebie uwagi) nie.
                      • morekac Re: Uczennice i studentki 18.10.13, 00:02
                        I tak najbardziej przechlapane mają niegrzeczne dziewczynki - te głośniejsze, nieschludne i mniej staranne. Wierz mi.
                        • anchema Re: Uczennice i studentki 18.10.13, 11:49
                          www.youtube.com/watch?v=g9QljFO1q-0
                          tak mi się skojarzyło :)
                      • turzyca Re: Uczennice i studentki 18.10.13, 09:35
                        Czyli, mówiąc otwarcie, szkoły nie powinny być koedukacyjn
                        > e.

                        Dlaczego od razu szkoly? Klasy. I to tez nie na wszystkich przedmiotach. Sa zajecia, gdzie grupa mieszana ma znacznie wiecej sensu.
                        Zagraniczne systemy, w ktorych dziecko nie jest dopisane do jednej 30-osobowej grupy, tylko na kazdych zajeciach laduje w innym zestawie uczniow, maja bardzo duzo sensu.
                        • anchema Re: Uczennice i studentki 18.10.13, 12:11
                          > Dlaczego od razu szkoly? Klasy. I to tez nie na wszystkich przedmiotach. Sa zaj
                          > ecia, gdzie grupa mieszana ma znacznie wiecej sensu.

                          to jest zdaje się tzw. miękka koedukacja
                      • ding_yun Re: Uczennice i studentki 18.10.13, 10:37
                        > Za to że nie zachowują się jak dziewczynki. Typowe zachowanie dziewczynek (więk
                        > sza staranność, mniej konfrontacyjne zabawy, ogólna większa "cichość") jest bow
                        > iem uznawana za prawidłowe, a typowe zachowanie chłopców (większa energiczność
                        > i agresja, zwracanie na siebie uwagi) nie.

                        To prawda. Zgadzam się, że w polskiej szkole - szczególnie na wczesnym etapie edukacji- bardziej cenione są zachowania takie jak ciche siedzenie na lekcji i sumienne odrabianie tego, co pani zadała niż aktywonosć, nadmierna dociekliwosć czy dyskutowanie z nauczycielem. Niestety.Zgadzam się też, że jest to sytuacja wymagająca zmiany, choć niekoniecznie jestem przekonana do szkół jednopłciowych.

                        Natomiast nie zgadzam się, że “ładne prowadzenie zeszytu I odrabianie co dzień lekcji” wystarczy, aby przez całą podstawówkę (czy nawet w klasach I-III) miec same dobre oceny. A tym bardziej nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że dziewczynki potrafią robić glównie te dwie rzeczy, a rozumienie bardziej skomplikowanych zagadnien to wyłącznie domena chłopców.
                        • emusia Re: Uczennice i studentki 18.10.13, 14:49

                          > Natomiast nie zgadzam się, że “ładne prowadzenie zeszytu I odrabianie co
                          > dzień lekcji” wystarczy, aby przez całą podstawówkę (czy nawet w klasach
                          > I-III) miec same dobre oceny. A tym bardziej nie zgadzam się ze stwierdzeniem,
                          > że dziewczynki potrafią robić glównie te dwie rzeczy, a rozumienie bardziej sk
                          > omplikowanych zagadnien to wyłącznie domena chłopców.

                          Nie zmienia to faktu, że Pyza mi pasuje idealnie do tego typu, który pięknie prowadzi zeszyt, odrabia sumiennie zadane prace domowe i pomaga w tworzeniu gazetki ściennej, nie rozumiejąc za bardzo tematu, którego dotyczy. Oraz widzę jak przepisuje porządnie i kolorowo niechlujnie prowadzone zeszyty Tygrysa :)
              • ding_yun Re: Uczennice i studentki 17.10.13, 15:20
                conefkaconbrio napisała:


                > W dodatku nigdy nie natrafiłyście w podstawówce na nauczycielkę, która sprawdzi
                > any oceniała na oko?
                > Kurczę, dochodzę do wniosku, że moja szkoła była jakaś skrajnie patologiczna.
                > Ja jestem z tych dysgraficznych i niegrzecznych dziewczynek, dlatego zaświadcza
                > m, że w podstawówce ładne prowadzenie zeszytów jest punktowane. Nawet na geogra
                > fii u nas liczyły się ładne rysunki...

                Od klasy 1 do 6 zaliczyłam trzy szkoły, państwowe i prywatne, więc wydaje mi się, że mam pewien ogląd.
                Zdolnosci manualne i ogólna "porządnosć" liczyły się rzeczywiscie, ale głównie w pierwszej klasie. Tam oceniane były szlaczki, ładne i okrągłe literki, rysuneczki, wycinanki - na każdym przedmiocie. Nigdy nie byłam w tym dobra, zeszyty miałam nieporządne, charakter pisma brzydki, a moje szlaczki były wręcz legendarnie złe (rysowałam np. jedną linię w poprzek zeszytu i to wszystko). Natomiast nie jest tak, że tylko to się w szkole liczyło - z każdym rokiem coraz mniej. Oprócz zeszytów i rysuneczków były dyktanda, wypracowania, czytanie na głos, liczenie w pamięci, opanowanie idei równan - to wszystko w klasach I-III. W tym też już było widać wyraźne różnice między dziećmi.
                Natomiast od klasy IV byla już regularna nauka i jezeli nawet trafiła się jakas ocena za prowadzenie zeszytu albo ładny rysunek komórki na biologii, to była jedna nota. Na nią przypadało kilka-kilkanascie innych za normalna wiedze z matematyki, polskiego, historii, biologii, geografii, angielskiego. Jasne, że nauczyciele zawsze przychylniej patrzą na kogo s kto może nie jest zbyt lotny, ale się stara, odrabia te prace domowe i prowadzi notatki niz na osobę mająca wszystko w nosie. Niemniej samymi dobrymi chęciami nie dawało się juz nadrobic tak, żeby uzyskać piatki od góry do dołu.
                Podsumowując: róznice w poziomie uczniów wyszły na jaw znacznie wczesniej niz po 6 klasie bo i znacznie wczesniej doszły normalne wymagania. A moja najbardziej akuratna koleżanka z klas I-III, co to zawsze miała dwa warkoczyki, kredeczki w piórniczku poukładane i czyste rączki skończyła matematykę ;)
              • bupu Re: Uczennice i studentki 17.10.13, 16:50
                conefkaconbrio napisała:

                > Naprawdę nie miałyście w podstawówce takich koleżanek?
                > W dodatku nigdy nie natrafiłyście w podstawówce na nauczycielkę, która sprawdzi
                > any oceniała na oko?
                > Kurczę, dochodzę do wniosku, że moja szkoła była jakaś skrajnie patologiczna.
                > Ja jestem z tych dysgraficznych i niegrzecznych dziewczynek, dlatego zaświadcza
                > m, że w podstawówce ładne prowadzenie zeszytów jest punktowane. Nawet na geogra
                > fii u nas liczyły się ładne rysunki...

                Bo jest. Ale nie aż tak mocno, żeby dojechać do siódmej klasy na samych piątkach tylko za ładne zeszyty. Czego jestem najlepszym przykładem, jako dziewczynka dysgraficzna, nie umiejąca narysować prostego marginesu na stronie nawet z użyciem linijki (zawsze się skórkowaniec zdołał skrzywić), której zeszyty same jakoś tak magicznie dostawały oślich uszu i tajemniczych plam, nawet bez specjalnie brutalnego traktowania. Mimo tego, że moje kajety wyglądały z reguły jak wielkie nieszczęście miałam piątki od góry do dołu. W przeciwieństwie do niektórych hiperschludnych koleżanek.
                • kkokos Re: Uczennice i studentki 17.10.13, 21:05
                  > Bo jest. Ale nie aż tak mocno, żeby dojechać do siódmej klasy na samych piątkac
                  > h tylko za ładne zeszyty.

                  do siódmej na pewno nie.

                  ale też z drugiej strony oczekiwanie, że dziewczynki będą prowadziły ładne zeszyty jest większe niż wobec chłopców. nigdy nie usłyszałyście od nauczycielki "żeby dziewczynka tak brzydko pisała?" "ty, dziewczynka, masz taki pomazany zeszyt i się nie wstydzisz??"? ja niestety słyszałam.
                  • turzyca Re: Uczennice i studentki 18.10.13, 09:31
                    nigdy nie usłyszałyście od nauczycielki "ż
                    > eby dziewczynka tak brzydko pisała?"

                    Ja to zgola na studiach uslyszalam...
                    Gdy oddawalam bibliografie pisana recznie na fiszkach (swoja droga co za idiotyzm w XXI wieku.)
    • soova Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 14:05
      Pytanie a propos wątku: skąd w ogóle MM wziął się sam koncept, żeby dziewczyny szły na studia za swoimi chłopakami? Wiadomość o tym, że Kreska jest architektką tak jak jej Maciek, potraktowałam jako taką ot, ciekawostkę, dla ubarwienia akcji, ale już to samo o Patrycji, która poszła studiować leśnictwo wraz z Baltoną, zdziwiło mnie niepomiernie, podobnie jak kosmiczne studia astronomiczne Róży obok Fryderyka. Owszem, znam sytuacje, gdy dziewczyny zaraz po studiach czy w końcówce V roku wywierały subtelny nacisk na swoich studenckich chłopaków, żeby się (w którąś stronę) deklarowali (skończyło się to ślubami), natomiast nie znam ani jednego przypadku, gdy dziewczyna szła na studia tam, gdzie jej licealny chłopak. Kończyłam liceum na samutkim początku lat 90. i pamiętam, że jakaś tam liczba dziewczyn miała już swoich chłopaków (niektóre z mojej klasy to nawet do dziś są tych chłopaków żonami), ale ich wybory studiów to były kierunki zdecydowanie "damskie" - w większości pedagogika czy resocjalizacja, żadna, słownie żadna nie szła na uniwersytecką matematykę, chemię, prawo czy, apage satanas, politechnikę, bo tam wybierał się jej luby. Córki pani MM też przecież, zgaduję, ukończyły studia, które same sobie wybrały, więc nie miała czegoś takiego w domu, żeby to w książkach opisywać jako coś z życia. Skąd zatem inspiracja?
      • piotr7777 bardzo ciekawy wątek 14.10.13, 18:18
        Kwestia Kreski i jej problemów z matematyką została już przekonująco wyjaśniona w wątku, który założyłem 2 lata temu. Z Patrycją i Florianem też mogłoby tak, że Baltona zaraził Patrycję (wcześniej niepotrafiącą się zdefiniować) swoją pasją a leśnictwo nie było na tyle obleganym kierunkiem, że Patrycja mogła się spokojnie dostać.
        Co do Rózy i Fryderyka to mocno naciągane - mam wrażenie, że autorka chciała Różę "zaciążyć", bo to było jej potrzebne do polemiki z feministkami a że jakoś opcja "na kanapie w mieszkaniu", "w podrzędnym moteliku" czy "pod namiotem w świetle księżyca" wydała się a)zbyt tandetna b) oklepana c)nieprzystająca do tych postaci i ich środowisk, więc zostały tylko wspólne praktyki studenckie a w tym celu oboje musieli studiować to samo. Z tym, że jeśli uznamy Frycka za pasjonata astronomii, genialnego ścisłowca i kompletnego kujona a co za tym idzie - uznamy, że wszystkie randki kręciły się wokół jego pasji i zainteresowań to Pyza mogła się od niego sporo nauczyć, tak że samo zdanie egzaminu wstępnego mogło jej wyjść. Potem radziła sobie raczej kiepsko, ale jakoś tam zaliczała sesje. Argument, że trwała na nielubianych studiach tylko ze względu na swojego chłopaka w obawie, że pozna inną dziewczynę (na raczej męskim kierunku) jakoś mnie nie przekonuje.
        Natomiast tylko trzy bohaterki rzeczywiście są prymuskami. O ile Elka, której nauka przychodzi bez większego trudu i która ma idealne warunki domowe jest wiarygodna, Bella z ponadnormatywną średnią trochę mniej, ale też jest to sytuacja możliwa dziwi mnie kazus prymuski Aurelii (same piątki od góry do dołu). To znaczy, owszem - po śmierci matki, nie mogąc znaleźć kontaktu z ojcem, macochą i przybranym bratem mogła uciec w naukę a nauczyciele - koledzy zmarłej matki - znali jej sytuację i jakoś traktowali z dużą wyrozumiałością. Tylko, że autorka pisze, że Aurelia w nowym mieszkaniu była mocno otępiała a myślenie nie szło jej tak dobrze jak kiedyś. Więc jeśli mimo to ma same piątki, to chyba nie dlatego, że opierała się wyłącznie na własnej pamięci i wiadomościach wyniesionych z podstawówki. Wychodzi mi tu pewna sprzeczność.
        • j_a_ch Re: bardzo ciekawy wątek 14.10.13, 19:47
          > Co do Rózy i Fryderyka to mocno naciągane - mam wrażenie, że autorka chciała Ró
          > żę "zaciążyć", bo to było jej potrzebne do polemiki z feministkami a że jakoś o
          > pcja "na kanapie w mieszkaniu", "w podrzędnym moteliku" czy "pod namiotem w świ
          > etle księżyca" wydała się a)zbyt tandetna b) oklepana c)nieprzystająca do tych
          > postaci i ich środowisk, więc zostały tylko wspólne praktyki studenckie a w tym
          > celu oboje musieli studiować to samo

          Po zaręczynach w stogu siana spokojnie mógł się wydarzyć jakiś namiot w świetle księżyca, z poezją w tle ( Fryc wszak był miłośnikiem). Tandeta jak cholera, ale akurat w przypadku tej parki byłoby to konsekwentne. I ta mężologia najbardziej właśnie do nich pasuje. Do panny Rózi właściwie. Od początku jest totalnie pod wpływem Fryca, wpatrzona weń jak w obrazek, bez własnego charakteru, beztroska romantyczka która pakuje się w kałabanię i nie zwykła się martwić co będzie dalej (ciąża, studia). Tu akurat wyszło spójnie.

          Autorka p
          > isze, że Aurelia w nowym mieszkaniu była mocno otępiała a myślenie nie szło jej
          > tak dobrze jak kiedyś. Więc jeśli mimo to ma same piątki, to chyba nie dlatego
          > , że opierała się wyłącznie na własnej pamięci i wiadomościach wyniesionych z p
          > odstawówki. Wychodzi mi tu pewna sprzeczność.

          Też mnie to zawsze zastanawiało, po co było robić z Aurelii prymuskę w sytuacji, kiedy świat jej się walił na głowę. Nagroda pocieszenia? Skoro w życiu rodzinnym dramat, to chociaż niech ze szkołą ma lekko? Wyszło niewiarygodnie. Ona nie była odporna na stres, więc trzeba by jej tu przypisać nadzwyczajne zdolności. Ale skoro taka zdolniacha to tym bardziej powinna dalej zajść niż do podstawówki na polonistkę. Babol jakiś.
        • kooreczka Pyza na Frycowym 14.10.13, 20:03
          Piotrze, niestety zupełnie nie widzę Pyzy wchłaniającej wiedzę przez osmozę.
          Po pierwsze Fryc to typ naukowca a nie nauczyciela- a to dwie różne rzeczy. Prędzej zapytany o jakąś podstawę wkurzy się, że ktoś czegoś tak prostego nie pojmuje niż zacznie tłumaczyć jak krowie na rowie.
          Pyza zaś nie wygląda na zdolną do wykorzystania kogoś kto przełoży jej z podręcznikowego na ludzkie- po pierwsze trzeba mieć jakieś podstawy, po drugie chcieć się nauczyć i uważać co mówi, a nie zastanawiać się jakie włoski miał jak był dzidziusiem.
          • lululemon12 Re: Pyza na Frycowym 14.10.13, 20:34
            Nie do końca. Fryc przez lata zarabiał korepetycjami, bodajże w "Imieninach" skutecznie rozjaśnił Różyczce chemiczne mroki przed klasówką itd. Jeśli mu zależało- był w stanie ciągnąć ją za uszy przez tę astrofizykę. Poza tym, Pyza może i nie olśniewa intelektem, ale zupełną kretynką przecież nie jest, nie wdeptujmy jej przesadnie w ziemię.
            • dakota77 Re: Pyza na Frycowym 14.10.13, 21:02
              Jasne, ze Pyza nie jest kretynka, wierze tez, ze dobre korepetycje mogly jej duzo dac. Ja chodzilam w LO na korepetycje z przedmiotow scislych, ze szczegolnym uwzglednieniem matematyki, i pozwolily mi one uzyskiwac dosc przyzwoite oceny.
              Ale mimo wszystko, astronomia wydaje mi sie byc dosc wymagajacym kierunkiem nawet dla osob zainteresowanych, a co dopiero zalapujacych sie na niego w ramach mezologii.
              • lululemon12 Re: Pyza na Frycowym 14.10.13, 21:40
                > Ale mimo wszystko, astronomia wydaje mi sie byc dosc wymagajacym kierunkiem naw
                > et dla osob zainteresowanych, a co dopiero zalapujacych sie na niego w ramach m
                > ezologii.

                Toteż znaczna pomoc Fryca była niewątpliwie potrzebna. W JT widać też, że mimo wszystko Pyza ma na tych studiach problemy ("wszyscy byli dla niej bardzo mili, zupełnie jakby oblała kolejny egzamin").
                Generalnie też trochę się dziwię, że wytrwała tak długo. Owszem, pod wpływem namiętnych tyrad Fryca o gwiazdach i sekundach kątowych mogła dojść do wniosku, że jest zafascynowana przedmiotem. Niemniej jednak zderzenie z uczelnianą rzeczywistością (całki jakieś i rachunki zaawansowane w miejsce romantycznego w gwiazdy spozierania) powinno dość szybko ostudzić jej entuzjazm.
                • nessie-jp Re: Pyza na Frycowym 14.10.13, 22:45
                  > Toteż znaczna pomoc Fryca była niewątpliwie potrzebna. W JT widać też, że mimo
                  > wszystko Pyza ma na tych studiach problemy

                  Ale nawet jakby nie miała problemów i zaliczała egzaminy własnym przemysłem
                  • paszczakowna1 Re: Pyza na Frycowym 14.10.13, 23:49
                    > Nie czujecie, że Róża (i poniekąd Patrycja) ZMARNOWAŁA nie tylko swój czas, ale
                    > i czas wykładowców, pieniądze uniwersytetu i ogólnie
                    • nessie-jp Re: Pyza na Frycowym 15.10.13, 02:48
                      > Patrycji bym się nie czepiała. W końcu co ma zrobić po liceum ktoś, kto nie ma
                      > żadnych szczególnych zdolności ani zamiłowań? Utopić się w rynsztoku? Poszła na
                      > studia, które dawały konkretny zawód i które w miarę się komponowały z planowa
                      > ną drogą życiową (zakładam, że z Baltoną jakoś się w braży ogrodniczo-rolniczej
                      > widzieli).

                      Ale w tym właśnie rzecz, że nie
                      • kaliope3 Re: Pyza na Frycowym 15.10.13, 08:20
                        Ej, no nie do końca tak. Baltona, w słynnej scenie na szosie, mówi Pulpie,że chce żeby po nim coś zostało". W tym celu również odsadza jakiś las u znajomego leśnika. MM zapewne w najprostszej linii wyciągnęła przyszłe zainteresowania Floriana ( skoro kwiaty to i las, rośliny w końcu;) Także to leśnictwo nie do końca z zagubienia myślę.
                        • anchema Re: Pyza na Frycowym 15.10.13, 12:03
                          Baltona przede wszystkim migał się od wojska
                          na pierwsze studia się nie dostał [nie pamiętam co to była, coś mi majaczy że jakieś artystyczne...?] dlatego poszedł do jakiegoś studium, żeby go nie wzięli w kamasze; przez ten rok najwyraźniej przemyślał sobie różne rzeczy, wykrystalizowało mu się i zdecydował się na leśnictwo;
                          jest zresztą później jakieś wspomnienie że Patrycja i Baltona włóczą się po bagnach a raczej Baltona ciągnie za sobą Patrycję, która robi to tylko i wyłącznie z miłości, bo nie cierpi komarów, brudu i ogólnie flory i fauny [czy to nie jest Nutria i Nerwus? siostry ją zdaje się pouczają, że jak kocha jego to i bagna pokocha czy coś w ten deseń]
                          Patrycja-rolniczka to wtopa na całego - to w ogóle nie pasuje do jej charakteru, ta "świadoma sybarytka" miałaby się zakopać na wsi ze śpiewem na ustach? nie wierzę po prostu; mogła ostatecznie wylądować tam "za mężem", w końcu życie różnie się układa, ale widzę ją raczej jak zajmuje się ekonomiczno-papierkową stroną - pilnuje rachunków i podatków, prowadzi stronę internetową albo sklep z eko produktami a nie dodatkowo piecze, marynuje, pieli i opryskuje
                          • j_a_ch Re: Pyza na Frycowym 15.10.13, 13:00
                            [czy to nie jest Nutria i Nerwus? siostry ją zdaje się pouczają, że jak kocha jego to i bagna pokocha czy coś w ten deseń]

                            Tak, to NiN. Przytaczam ten kuriozalny fragmencik:

                            Swoją drogą , aż miło patrzeć na to szczęście w Pobiedziskach - powiedziała Gabrysia uśmiechając się do siebie. - Pan Bronek po prostu odżył. Nawet mu reumatyzm minął po ślubie!
                            - To bardzo ciekawe, bo mnie się właśnie po ślubie zaczął - użaliła się Patrycja. - Florian uwielbia leśne eskapady i nie zliczę, ile razy musiałam za nim brnąć przez bagna.
                            - Nie narzekaj, ty też to uwielbiasz - prychnęła Ida, klepiąc najmłodszą siostrę po łopatkach.
                            - Nie, Idusiu, ja j e g o uwielbiam. Nie bagna.
                            - Na razie jego, a potem już także bagna.
                            - A jak minie parę lat, to jeszcze za nimi zatęsknisz - dodała Gabriela i wybuchnęła swoim miłym, zaraźliwym śmiechem.


                            OJP. To jest wprost genialny wzorzec dla młodych czytelniczek. Kochaj to co chłop i zaciskaj zęby. Wysłuchuj jego zwierzeń z pracy (przykład Mamerta i pokornie wysłuchującej Tosi nad obiadem oraz Marka, którego w zastępstwie wysłuchuje teściowa).
                            A dlaczego nie odwrotnie, u licha? Kto wysłucha Idę? Aha, no tak. Ta wariatka ma zbyt obrazowe porównania i niechaj zmilczy czym prędzej.
                            • dakota77 Re: Pyza na Frycowym 15.10.13, 14:00
                              Przeciez Ida tez wszystkich zamecza opowiadaniem o pracy?
                              • j_a_ch Re: Pyza na Frycowym 15.10.13, 14:15
                                > Przeciez Ida tez wszystkich zamecza opowiadaniem o pracy?

                                No właśnie. Ona zamęcza i obrzydza otoczenie laryngologicznymi porównaniami do brokułów i serów. Tak to jest z grubsza przedstawione.
                                Panowie to co innego, im się należy pokorne wysłuchanie od żon, chociaż Mamert też obrazowo demonstruje chirurgiczne cięcie na kotlecie.
                            • rozdzial43 Re: Pyza na Frycowym 16.10.13, 17:39
                              > OJP. To jest wprost genialny wzorzec dla młodych czytelniczek. Kochaj to co chł
                              > op i zaciskaj zęby. Wysłuchuj jego zwierzeń z pracy (przykład Mamerta i pokorni
                              > e wysłuchującej Tosi nad obiadem oraz Marka, którego w zastępstwie wysłuchuje t
                              > eściowa).
                              > A dlaczego nie odwrotnie, u licha? Kto wysłucha Idę? Aha, no tak. Ta wariatka m
                              > a zbyt obrazowe porównania i niechaj zmilczy czym prędzej.

                              Właśnie, dokładnie tak.

                              Mnie się wydaje, że MM naprawdę głęboko uważa karierę zawodową kobiet za coś niedobrego. Z jeżycjady płynie filozofia, że najlepiej dla wszystkich jest (w tym dla kobiety), jak kobieta zostaje w domu z dziećmi, wspiera mężczyznę, dopieszczając go i wysłuchując, a nie tam głupoty takie, kariery robić, co to później i chłopa nie ma komu wysłuchać, i dzieci na głowach dziadków.

                              Jak już się taki dziwoląg Idę stworzyło z karierą (i to medyczną!), to nie wiadomo co z tym dalej zrobić, bo to i mężowi nie ma komu podać pod nos, dopieścić, wysłuchać. A że Ida też by potrzebowała podania, wsparcia, wysłuchania? No- to już przecież nie do męża mają być wymagania, posługi mają spełniać matka i siostra. Jasna sprawa.

                              Tylko Aniela jest wyjątkiem; egoistka i egocentryczka, usidliła Bernarda w chałupie, ale wiadomo jaka ona jest.

                              Bo dzieci i obowiązki domowe to jest domena kobiety i nie widzi się w tym niczego złego. Ci wszyscy mężowie, narzeczeni na stypendiach naukowych w czasie połogu. Kobita do rodzenia i posług domowych jest, a facet ma się rozwijać, bo tak dla dobra rodziny jest najlepiej.

                              Stąd - jak tuszę - ten brak pieczołowitości w kobiet edukacyjnym i zawodowym świecie przedstawionym. Ponieważ wg MM nie ma to większego znaczenia.
                              • meduza7 Re: Pyza na Frycowym 16.10.13, 18:04
                                A pamiętasz wychowywanie Julii do roli żony? To było dokładnie to, może tam sobie być artystką, ale musi umieć mężowi ugotować, posprzątać i tak dalej.
                                • rozdzial43 Re: Pyza na Frycowym 16.10.13, 20:26
                                  > A pamiętasz wychowywanie Julii do roli żony? To było dokładnie to, może tam sob
                                  > ie być artystką, ale musi umieć mężowi ugotować, posprzątać i tak dalej.

                                  oczywiście, musi przede wszystkim umieć posługiwać. A reszta to już jakieś nierozsądne i krzywdzące otoczenie fanaberie.

                                  A osamotniona i znerwicowana Geniusia, żałująca, że mama dużo pracuje, w przeciwieństwie do mamy Kopiec Arlety, co to jest gruba, wesoła, ma połamane paznokcie i gotuje kapuśniak?

                                  A Grześ z tekstem do Ignasia, że ktoś tam coś tam, choćby "nigdy nie wyniósł MATCE śmieci"?
                                  Nie ojcu, synowi, duchowi świętemu, dziadkowi Ignacemu, nie. MATCE śmieci wynosił. Bo czyja to jest śmieciowa rola i czyje śmieci? Matki.

                                  A zmywarka, co się miała przydać Gabrysi bardzo? Gabrysi się miała przydać. Tabuny chodzą, piją, jedzą, śmiecą, panie tego, a zmywarka jest potrzebna GABRYSI.

                                  I te wyjazdy mężczyzn na stypendium naukowe, kiedy kobieta ma wypełnione ramiona noworodkiem (Maciek, Grześ, Fryc, Hajduk (chyba?). Każdy ma wkład w rodzinę, oj tam oj tam, że tylko mężczyzna inwestuje w siebie. Feministyczną palaczkę należy ośmieszyć i przyprawić jej gębę czerwonych pazurów wymachujących przed obiektywem kamery.

                                  Jasny wniosek: praca zawodowa kobiet krzywdzi dzieci i w konsekwencji całe społeczeństwo.
                                  • vi_san Re: Pyza na Frycowym 16.10.13, 22:06
                                    Hajduk na stypendium zostawiający Cesię z noworodkiem, to [weź pod uwagę] czasy nieco inne i realia też inne były. Po pierwsze: gdyby zrezygnował ze stypendium jak "Amen" w pacierzu nie miałby szans na inny wyjazd nigdy i do nikąd. Po drugie: jeśliby ze stypendium przyjechał [o ile Cesia urodziła w trakcie trwania jego pobytu za granicą] po powrocie musiałby zdać paszport odpowiednim organom władzy i jeśli w ogóle dostałby go ponownie to po pół roku, a raczej wcale. Natomiast co do młodszego towarzystwa - masz sto procent racji.
                          • nessie-jp Re: Pyza na Frycowym 15.10.13, 17:32
                            anchema napisała:

                            > Baltona przede wszystkim migał się od wojska
                            > na pierwsze studia się nie dostał [nie pamiętam co to była, coś mi majaczy że j
                            > akieś artystyczne...?] dlatego poszedł do jakiegoś studium, żeby go nie wzięli
                            > w kamasze; przez ten rok najwyraźniej przemyślał sobie różne rzeczy, wykrystali
                            > zowało mu się i zdecydował się na leśnictwo

                            A to pardon, czyli jednak zrobił rzecz niesłychaną dla panienki jeżycjadowej i pomyślał o wyborze studiów, nie trzymając się kurczowo tego, na co się dostał! Zwracam honor, Baltona jako facet jednak umiał wybrać sobie studia o przemyślanym kierunku

                            Niemniej, Patrycji włóczącej się za nim bez sensu po wydziałach leśnictwa i po bagnach nie rozumiem, skoro sama uznaje za stosowne podkreślić, jak ją to nudzi...
                            • anchema Re: Pyza na Frycowym 15.10.13, 19:02
                              ok, znalazłam:
                              "Nie dostał się do szkoły plastycznej po maturze, więc, zachęcony brakiem egzaminów wstępnych, wylądował na fizyce, oczywiście oblał pierwszy rok i trafił do studium pracowników socjalnych, żeby go nie wzięli do wojska"
                              to stan z 25 grudnia, 1 czerwca Baltona mówi jej o planach pójścia na Akademię Rolniczą
                              • kkokos Re: Pyza na Frycowym 15.10.13, 19:48
                                trafił do
                                > studium pracowników socjalnych, żeby go nie wzięli do wojska"

                                aaaaa, błogosławione studium pracowników socjalnych!
                                i jeszcze drugie, archiwistyczne, przechowalnia niedoszłych historyków i prawników.

                                ale nie pamiętałam, że nawet pod koniec lat 80. nie było egzaminów na fizykę - myślałam, że dopiero później stała się kierunkiem, na który biorą z łapanki
                                • mkw98 Re: Pyza na Frycowym 16.10.13, 09:54
                                  > ale nie pamiętałam, że nawet pod koniec lat 80. nie było egzaminów na fizykę

                                  W 1990 w Warszawie były na 100%.
                                  • staua Re: Pyza na Frycowym 16.10.13, 17:37
                                    W 1993 już nie... (na biologię i na chemię też wtedy nie było, na biologii był to jedyny taki rok).
                      • bupu Re: Pyza na Frycowym 15.10.13, 17:12
                        nessie-jp napisała:


                        > OK, jeszcze chłopaka rozumiem, zagubiony i bez pomysłu na siebie, poszedł na pi
                        > erwsze lepsze studia, byle się rodzina odczepiła. Trudno. Ale po co Patrycja la
                        > zła tam za nim? Przecież mogła studiować jednak tę swoją ekonomię, którą chciał
                        > a, choćby i na uczelni o profilu rolniczym (nie wiem, jak to wygląda w Poznaniu
                        > , w W-wie jest Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego, która ma całkiem sporo ki
                        > erunków tematycznych).

                        W Poznaniu jest Akademia Rolnicza, znaczy za czasów studiów Pulpy i Floriana była, bo teraz to się Uniwersytetem Przyrodniczym zowie. Tam zapewne Baltona studiował leśnictwo, a kierunków tam jest generalnie do wyboru, do koloru, ekonomia też. Za ich czasów też była, o ile dobrze pomnę.
                    • bupu Re: Pyza na Frycowym 15.10.13, 17:05
                      paszczakowna1 napisała:

                      > Patrycji bym się nie czepiała. W końcu co ma zrobić po liceum ktoś, kto nie ma
                      > żadnych szczególnych zdolności ani zamiłowań? Utopić się w rynsztoku?

                      Iść bezmyślnie na studia za chłopem, to akurat też nie jest najlepsze wyjście.

                      > Poszła na
                      > studia, które dawały konkretny zawód i które w miarę się komponowały z planowa
                      > ną drogą życiową (zakładam, że z Baltoną jakoś się w braży ogrodniczo-rolniczej
                      > widzieli). I pomijając konie z ulami w porzeczkach, w końcu wykształcenie zawo
                      > dowe Patrycja wykorzystuje. (W każdym intencją autorki było ukazanie, że wykszt
                      > ałcenie wykorzystuje, bo wyszło jak wyszło.)

                      Wykorzystuje chyba wyłącznie do zalesiania tych bezpańskich ugorów, bo leśnictwo do pieczenia bułeczek, pielenia rzodkiewek i przyjmowania letników ma się zupełnie nijak. Do uprawy porzeczek i hodowli niewidzialnych koni też. Gdyby poszła na ogrodnictwo, albo inną zootechnikę, to wtedy owszem, na Gumianym Ranczu Flobrych wykształcenie zawodowe by wykorzystywała, jak najbardziej.

                      > Róża to kuriozum niesłychane. Jak dziewczę widziało się jako matka dzieciom, a
                      > czas po liceum chciało jakoś przeczekać, aż Fryc się zdeklaruje, czemu nie posz
                      > ła np na pedagogikę? Jakiś by pożytek przynajmniej odniosła.

                      Kategorycznie protestuję przeciwko pchaniu na kierunku pedagogiczne kretynek bez ambicji i chęci do czegokolwiek. Potem się wszyscy dziwią, skąd się w szkołach biorą te stada sfrustrowanych Sznytków...
                      • morekac Re: Pyza na Frycowym 15.10.13, 21:32
                        Wykorzystuje chyba wyłącznie do zalesiania tych bezpańskich ugorów, bo leśnictwo do pieczenia bułeczek, pielenia rzodkiewek i przyjmowania letników ma się zupełnie nijak
                        Powinna iść na jakieś "żywienie człowieka" - nie wiem, jak w Poznaniu, ale na SGGW są różne studia 'okołorolnicze', niewymagające przedzierania się przez bagna. Jest też ogrodnictwo , teraz pewnie też jakieś agroturystyki (wtedy pewnie nie było).
                        • staua Re: Pyza na Frycowym 16.10.13, 17:42
                          Albo na architekturę krajobrazu (landscaping) :-) Też jest na SGGW, dwóch kolegów z mojej klasy to skończyło.
                          • morekac Re: Pyza na Frycowym 16.10.13, 20:38
                            Nie wiadomo, czy Pyza umiała wystarczająco rysować...
                  • soova Re: Pyza na Frycowym 15.10.13, 09:51
                    Mnóstwo ludzi idzie na jakieś tam studia nie mając pomysłu na życie, skonkretyzowanych zainteresowań itp. Nie wiem, czy jest sens robić im zarzut, że marnują czas wykładowców i pieniądze podatnika, wszak i tak kończy się tym, że w gruncie rzeczy coś po tych studiach robią. Przecież nie jest tak, że każda taka panna ostatecznie łapie męża i zostaje wyłącznie panią domu i matką jego dzieciom, a każdy taki młodzieniec resztę życia buja się i imprezuje, bazując zapewne na tym, co mu na to życie dają kochający rodzice.
                    • nessie-jp Re: Pyza na Frycowym 15.10.13, 12:38
                      soova napisała:

                      > Mnóstwo ludzi idzie na jakieś tam studia nie mając pomysłu na życie, skonkretyz
                      > owanych zainteresowań itp.

                      Ale mówimy o Borejkównach! Córkach i wnuczkach Homera Jeżyc oraz genialnego filologa klasycznego i bibliotekoznawcy. Rzekomo pełnych fascynacji i inteligentnych.

                      I wiesz, tu nie chodzi nawet o to, że te pannice nie mogą być zagubione i iść na byle jaki wypełniaczowy kierunek. Chodzi o to, że autorka WCALE tego tak nie postrzega. Ona tego nie pisze. One nie są zagubione. One nie próbują nawet podjąć studiów zgodnych z zainteresowaniami, nie przyświeca im jedna myśl o tym, czy słusznie robią, drepcząc za chłopakiem, nie biją się z myślami, nie robią sobie wyrzutów, nie myślą o przenieniesiu się na inny kierunek, nie mają żadnej własnej pasji...
              • kkokos Re: Pyza na Frycowym 14.10.13, 22:17
                > Ale mimo wszystko, astronomia wydaje mi sie byc dosc wymagajacym kierunkiem naw
                > et dla osob zainteresowanych, a co dopiero zalapujacych sie na niego w ramach m
                > ezologii.

                a tak w ogóle to tam nie było raptem siedmiu miejsc na roku?
                • girl_of_t Re: Pyza na Frycowym 14.10.13, 22:41
                  Siedem miejsc i siedmioro zainteresowanych :) Wiem z dobrego źródła, że na takie kierunki często jest garstka kandydatów i ta garstka jest w całości przyjmowana (o ile spełni podstawowe warunki, chociaż podejrzewam, że ostatnio kryteria są coraz łagodniejsze).
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Pyza na Frycowym 14.10.13, 22:45
              lululemon12 napisał(a):

              > Nie do końca. Fryc przez lata zarabiał korepetycjami, bodajże w "Imieninach" sk
              > utecznie rozjaśnił Różyczce chemiczne mroki przed klasówką itd. Jeśli mu zależa
              > ło- był w stanie ciągnąć ją za uszy przez tę astrofizykę. Poza tym, Pyza może i
              > nie olśniewa intelektem, ale zupełną kretynką przecież nie jest, nie wdeptujmy
              > jej przesadnie w ziemię.
              >

              Ale astrofizykę - nie, zupełnie nie. To są cholernie trudne studia. Nie wierzę. Jeszcze jakby wybrała jakąś specjalizację stosowaną, typu "fizyka medyczna", czy jakąś doświadczalną. Ale sorry, specjalizacja teoretyczna i jeszcze z astrofizyki, to się nie da załatwić korepetycjami. Chyba że na UAM jest taki niski poziom, co nie daj Boże...

              AAAAAAAAAAAAAAA!!!!!! Olśniło mnie!!!
              Pewnie Pyza robiła magisterkę u tego profesora!!!
              • sanciasancia Re: Pyza na Frycowym 15.10.13, 16:43
                > Ale astrofizykę - nie, zupełnie nie. To są cholernie trudne studia. Nie wierzę.
                > Jeszcze jakby wybrała jakąś specjalizację stosowaną, typu "fizyka medyczna", c
                > zy jakąś doświadczalną. Ale sorry, specjalizacja teoretyczna i jeszcze z astrof
                > izyki, to się nie da załatwić korepetycjami. Chyba że na UAM jest taki niski po
                > ziom, co nie daj Boże...
                Widziałam kilka osób, którym się udało, mimo że jakoś specjalnie zdolne nie były.
              • lululemon12 Re: Pyza na Frycowym 15.10.13, 18:02
                anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

                >Pewnie Pyza r
                > obiła magisterkę u tego profesora!!!

                Miałam raczej wizję Pyzuni tak mądrze, mądrze patrzącej na egzaminatora ;).
                Co do ad remu- odnosiłam się głównie do wartości ewentualnej pomocy Fryca (skoro dorabiał korepetycjami, musiał jakoś z bólem wyrzec się poirytowanego "przecież to takie proste!"). Natomiast przyznaję, że astrofizyki nigdy nie studiowałam, nie mam zielonego pojęcia, jak trudno się na tych studiach utrzymać. Oraz dlaczego Pyza tak długo w to brnęła, skoro po pewnym czasie doszła do wniosku, że dziedzina ją nudzi.
                • ciotka_scholastyka Astronomia/astrofizyka 21.10.13, 09:25
                  > Natomiast przyznaję, że astrofizyki nigdy nie studiowałam

                  Zaraz. Jak to właściwie było? O Róży mamy powiedziane, że studiuje astronomię, nie astrofizykę - razem z Fryderykiem. A znowuż w prasie piszą o Fryderyku "młoda gwiazda polskiej astrofizyki". Więc co, powtórka wpadki z neurologiem/neurochirurgiem?
                  • dakota77 Re: Astronomia/astrofizyka 21.10.13, 09:46
                    Taaa, na to wyglada. Dla autorki to chyba to cos w stylu" Jak to sie w koncu czyta? Iran czy Irak? " :P
                  • bupu Re: Astronomia/astrofizyka 21.10.13, 16:28
                    ciotka_scholastyka napisała:

                    > > Natomiast przyznaję, że astrofizyki nigdy nie studiowałam
                    >
                    > Zaraz. Jak to właściwie było? O Róży mamy powiedziane, że studiuje astronomię,
                    > nie astrofizykę - razem z Fryderykiem. A znowuż w prasie piszą o Fryderyku "mło
                    > da gwiazda polskiej astrofizyki". Więc co, powtórka wpadki z neurologiem/neuroc
                    > hirurgiem?

                    Najwyraźniej, bo będąc rozjeżdżanym przez stare Borejki w Języku Trolli Fryc również darł się, iż jest astrofizykiem.
                    • mankencja Re: Astronomia/astrofizyka 21.10.13, 18:55
                      Czemu w takim razie nie zrobiła go od razu astronautą i nie wystrzeliła w kosmos zamiast wysyłać do Ameryki? Brak kontaktu byłby wtedy bardziej uzasadniony...
                      • vi_san Re: Astronomia/astrofizyka 21.10.13, 19:26
                        Może była pewna, że mógłby w kosmos zabrać laptopa i router?
                    • morekac Re: Astronomia/astrofizyka 22.10.13, 18:34
                      Ale może astrofizyka to jakaś specjalizacja na astronomii?
                      BTW: na którym roku była Pyza, kiedy zaciążyła?
                      • mankencja Re: Astronomia/astrofizyka 23.10.13, 16:05
                        odnoszę wrażenie, że na czwartym.
                        • morekac Re: Astronomia/astrofizyka 23.10.13, 18:30
                          Wg. systemu bolońskiego miałaby licencjat - tylko chyba ten system nie funkcjonował jeszcze za jej czasów. Ktoś wie?
                          • aadrianka Re: Astronomia/astrofizyka 23.10.13, 18:52
                            System boloński wprowadzono w Polsce we wrześniu 2005, czyli załapał się na niego rocznik '86. Róża to OIDP rocznik '81 lub '82; ponieważ wg wszelkich danych rozpoczęła studia zaraz po szkole średniej, studiowała w trybie pięcioletnim bez licencjatu.
                            • taria Re: Astronomia/astrofizyka 23.10.13, 19:42
                              > System boloński wprowadzono w Polsce we wrześniu 2005, czyli załapał się na nie
                              > go rocznik '86. Róża to OIDP rocznik '81 lub '82; ponieważ wg wszelkich danych
                              > rozpoczęła studia zaraz po szkole średniej, studiowała w trybie pięcioletnim b
                              > ez licencjatu

                              Niekoniecznie. Wiele wydziałów (przynajmniej na UWr) umożliwiało swoim studentom uzyskanie dyplomu licencjackiego już parę lat wcześniej: np. na Wydziale Matematyki i Informatyki studenci przyjęci w 2000r. (wtedy chyba zaczynała Pyza) na jednolite studia magisterskie mieli możliwość zakończenia ich po trzecim roku dyplomem licencjata, pod warunkiem uzbierania konkretnej ilości punktów ECTS, złożenia pracy licencjackiej i zdania egzaminu licencjackiego. Na którymś obozie naukowym (w 2002r. lub 2003r.)gościliśmy studentów informatyki z UAM i oni opowiadali, że też mają już system ECTS.

                              Więc kto wie, może Pyzunia miała szansę zamiast urlopu dziekańskiego zapisać się na seminarium/warsztaty licencjackie w letnim semestrze, napisać pracę i obronić ją po porodzie, kończąc studia z honorem.
                              • bupu Re: Astronomia/astrofizyka 24.10.13, 17:06
                                taria napisała:


                                > Niekoniecznie. Wiele wydziałów (przynajmniej na UWr) umożliwiało swoim studento
                                > m uzyskanie dyplomu licencjackiego już parę lat wcześniej: np. na Wydziale Mate
                                > matyki i Informatyki studenci przyjęci w 2000r. (wtedy chyba zaczynała Pyza) na
                                > jednolite studia magisterskie mieli możliwość zakończenia ich po trzecim roku
                                > dyplomem licencjata, pod warunkiem uzbierania konkretnej ilości punktów ECTS, z
                                > łożenia pracy licencjackiej i zdania egzaminu licencjackiego. Na którymś obozie
                                > naukowym (w 2002r. lub 2003r.)gościliśmy studentów informatyki z UAM i oni opo
                                > wiadali, że też mają już system ECTS.
                                >
                                > Więc kto wie, może Pyzunia miała szansę zamiast urlopu dziekańskiego zapisać si
                                > ę na seminarium/warsztaty licencjackie w letnim semestrze, napisać pracę i obro
                                > nić ją po porodzie, kończąc studia z honorem.

                                Ależ, no co ty. Kto to widział, żeby kobieta w ciąży, tudzież z dzieckiem przy piersi, zajmowała się jakimiś tam studiami i, tfu!, pracą licencjacką, zamiast swym macierzyństwem i tym dziecięciem, co tak ślicznie pachnie oraz idealnie wypełnia ramiona. Wszak już święta Gabriela dała dobry przykład, przerywając studia, kiedy tylko zaszła w ciążę.

                                Nieco poważniej zaś, ja ni w ząb nie pojmuję, dlaczego w pełni zdrowa kobieta, znosząca ciążę kwitnąco i z pieśnią (zapewne łacińską) na ustach, dysponująca także pomocą rodziny, z niepracującą matką/babcią na czele, miałaby w ogóle na tę dziekankę iść z chwilą zobaczenia dwóch kresek na teście. Miałam na roku dwie zaciążone niewiasty, które studiów nie przerwały, urodziły, po czym owe studia kontynuowały, potomstwo podrzucając dziadkom w razie potrzeby. Trzecia taka dzieliła ze mną pokój w bursie. Żadnej do głowy nie przyszło iść na dziekankę, czy w ogóle przerwać studia.
                                • dakota77 Re: Astronomia/astrofizyka 24.10.13, 17:10
                                  Mozliwe, ze ciaza dla Rozy okazala sie wygopdna wymowka, by porzucic nielubiane studia, na ktorych sobie nie radzila :P Zwlaszcza ze zaklinala sie, ze Fryca juz nie chce ogladac, wiec zabraklo jej korepetytora. Inna rzecz, ze faktycznie wymowka zadna, a rodzina powinna ja namawiac, by studiowala dalej- albo zmienila studia.
                        • melomanka87 Re: Astronomia/astrofizyka 08.09.14, 14:14
                          Próbuję obliczyć, na którym roku studiów Róża zaszła w ciążę.

                          Wiosna 1998
                          Pyza jest chyba w pierwszej klasie liceum. Nie znalazłam takiej dosłownej informacji, ale wygląda na to, że Róża dopiero niedawno trafiła do nieszczęsnego mat-fizu i wciąż nie może się w nim odnaleźć.

                          A więc:
                          Wiosna 1999 - II klasa
                          Wiosna 2000 - III klasa
                          Wiosna 2001 - IV klasa
                          Wiosna 2002 - I rok studiów
                          Wiosna 2003 - II rok studiów
                          Wiosna 2004 (czas akcji Żaby, kiedy Róża jest w zaawansowanej ciąży) - III rok studiów

                          Jednak na forum najpopularniejsza jest wersja, że to był rok czwarty.

                          To jak to w końcu było?
                          • bupu Re: Astronomia/astrofizyka 08.09.14, 20:34
                            melomanka87 napisał(a):

                            > Próbuję obliczyć, na którym roku studiów Róża zaszła w ciążę.
                            >
                            > Wiosna 1998
                            > Pyza jest chyba w pierwszej klasie liceum. Nie znalazłam takiej dosłowne
                            > j informacji, ale wygląda na to, że Róża dopiero niedawno trafiła do nieszczęsn
                            > ego mat-fizu i wciąż nie może się w nim odnaleźć.
                            >
                            > A więc:
                            > Wiosna 1999 - II klasa
                            > Wiosna 2000 - III klasa
                            > Wiosna 2001 - IV klasa
                            > Wiosna 2002 - I rok studiów
                            > Wiosna 2003 - II rok studiów
                            > Wiosna 2004 (czas akcji Żaby, kiedy Róża jest w zaawansowanej ciąży) - I
                            > II rok studiów
                            >
                            > Jednak na forum najpopularniejsza jest wersja, że to był rok czwarty.
                            >
                            > To jak to w końcu było?

                            Zaraz, zaraz, to genialna, genem borejkowskim obdarzona, piątkowa uczennica Pyza poszła do szkoły w wieku lat ośmiu, czy kiblowała w którejś klasie? Bo urodziła się, wedle autorki w listopadzie 1981, czyli w roku, w którym kończyła 1 klasę (1998) obchodziła siedemnaste urodziny. Reforma jej jeszcze nie sięgnęła, Róża musiała skończyć ośmioklasową podstawówkę zatem.

                            Uprzedzając, ja wiem, że dziecko urodzone pod koniec roku, może nie uzyskać dojrzałości szkolnej równoczesnie z dziećmi urodzonymi we wcześniejszych miesiącach, no ale to przecież nie u Borejków, u których dzieci rodzą się z dyplomem magistra w zaciśniętej piąstce, drugą rączką rysując na stole porodowym idealne kółka.
                      • turzyca Re: Astronomia/astrofizyka 23.10.13, 16:42
                        Ale nie ma jej jako oddzielnego kierunku w Poznaniu, o ile dobrze widze:
                        www.fizyka.amu.edu.pl/rekrutacja-na-studia/kierunki-studiow-magisterskich-ii-stopnia
                        Jest np. w Krakowie: www.fais.uj.edu.pl/de/astrofizyka-i-kosmologia
                  • saaarsdej kierunek Róży 21.10.13, 23:34
                    W pierwszej chwili przeczytałam, że Róża studiuje astrologię i przez dłuższą chwilę nawet się nie zorientowałam, że coś tu nie pasuje :D Ale w sumie to astro- i tamte dwa astro-, a różnica w nazwie nawet mniejsza niż między astronomią a astrofizyką. Zaczęłam wręcz podejrzewać, że może Róża pomyliła się tak samo składając papiery i w ten sposób znalazła się na kierunku, który ani trochę jej nie interesował i przez który musiał ją przepychać narzeczony.
                    • dakota77 Re: kierunek Róży 22.10.13, 07:40
                      A astrologia Roze interesowala? :P Nie da sie jej studiowac na powaznej uczelni, poza tym Roza musialaby byc totalna kretynka zeby pomylic astrologie z astronomia :P

                      Kazde studia maja lepsze i gorsze momenty, ale nie wyobrazam sobie meczenia sie przez kilka lat codziennie na kierunku, ktory mnie zupelnie nie interesuje, do tego jet trudny i wymaga wielkiego wysilku, by pozaliczac co trzeba.

                      Tak sobie jeszcze mysle o pomylce MM astronomia/astofizyka na tle neurologii/neurochirurgii Marka. Ta pierwsza mnie drazni, bo to kolejny przyklad na to, ze autorka ma w nosie czytelnikow, che cos napisac, to pisze, nie przejmujac sie czy to ma rece i nogi. Ale jednak zmiana specjalizacji Marka to wpadka wpadek, zwlaszcza ze wymagalaby od niego zrobienia najpierw specjalizacji z chirurgii...
                      • nessie-jp Re: kierunek Róży 22.10.13, 18:02
                        dakota77 napisała:

                        > A astrologia Roze interesowala? :P Nie da sie jej studiowac na powaznej uczelni
                        > , poza tym Roza musialaby byc totalna kretynka zeby pomylic astrologie z astron
                        > omia :P

                        Nie, Różę interesowały tylko cieniutkie włoski Fryderyka i jakie miał, jak był mały. To bodaj wszystko, co wiemy o zakresie jej zainteresowań.

                        W obliczu tego faktu w sumie nie dziwi, że popełzła za nim, wpatrywać się miłośnie i schlebczo w to czółko i te włoski. Studiowała Fryderyka. No i nie dziwi również wybuch wścieku, kiedy obiekt studiów znikł z zasięgu pazurków.

                        Niestety, Róża jest jedną z najgorzej napisanych postaci Jeżycjady. Inne postBorejczęta mogą być niespójne, dziwaczne, agresywne, idiotyczne
                  • berek_76 Re: Astronomia/astrofizyka 24.10.13, 11:57
                    > Zaraz. Jak to właściwie było? O Róży mamy powiedziane, że studiuje astronomię,
                    > nie astrofizykę - razem z Fryderykiem. A znowuż w prasie piszą o Fryderyku "mło
                    > da gwiazda polskiej astrofizyki". Więc co, powtórka wpadki z neurologiem/neuroc
                    > hirurgiem?

                    Niekoniecznie. Studiowac mógł astronomie, natomiast zacząć błyszczeć (czytaj: dostać stypendium) jako astrofizyk, co de facto jest wśrod astronomów traktowane po prostu jako podgałąś astronomii.
                    Mój tata jest astronomem po fizyce, pracuje z mnóstwem astronomów, o których raz mówi hurtem "astronom", a raz podkreśla, że astrofizyk. Nie jest to różnica taka jak między neurologiem i neurochirurgiem, poza tym pewentualne przekwalifikowanie się z jednej branży astronomii na drugą to mniejsze halo niż zostanie neurochirurgiem bez chirurgii :)

                    -----------------------
                    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                    You've got to kick a little
    • morekac Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 18:19
      Ida: pamiętam, jak czytając pierwszy raz IS nie dowierzałam, że można podjąć gw
      > ałtowną decyzję o pójściu na medycynę już będąc w liceum, po czym znaleźć w sob
      > ie motywację i siły do nauki ogromnej ilości materiału tak, aby się na ta medyc
      > ynę dostać
      Dlaczego nie? Koleżanka z klasy (mat-fiz) zdecydowała się na medycynę bodaj na pocz.III klasy - czyli niespełna 2 lata przed maturą i egzaminami. Dostała się, chociaż za 2 razem, i lekarzem została. Cesia decydowała się na medycynę w trakcie liceum, Ida w IS liceum miała zacząć dopiero od września. A poza tym - nie zapominaj - to wcale nie było nagłe. Czyż nie miała być pielęgniarką przy boku Waldusia (a było to jeszcze w podstawówce) ? :-)
      Mnie to bardziej dziwi, że - pomimo jakiś braków intelektualnych w dziedzinach kluczowych dla danego kierunku - od razu dostają się na wybrane kierunki.
      • pucka_puc Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 18:27
        > Cesia decydowała się na medycynę w tra
        > kcie liceum, Ida w IS liceum miała zacząć dopiero od września
        Cesia była w 1 kl. LO, Ida po 1. kl. LO (wakacje). Niemniej, rozumiem oczywiście, o co Ci chodzi. Ida nie przekonuje mnie mimo wszystko, tak jak próbowałam to wyjaśniać tutaj.

        A poza tym - nie
        > zapominaj - to wcale nie było nagłe. Czyż nie miała być pielęgniarką przy boku
        > Waldusia (a było to jeszcze w podstawówce) ? :-)
        Racja, jak mogłam zapomnieć! :D
        • mankencja Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 19:07
          > Cesia była w 1 kl. LO, Ida po 1. kl. LO (wakacje).

          O ile dobrze pamiętam, Ida była po ósmej klasie.
          • zla.m Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 19:46
            Zdecydowanie dobrze pamiętasz. To z radości, że razem dostali się do liceum Ida rzuciła mu się na szyję i usłyszała o odczepieniu się z czułościami.
            • pucka_puc Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 20:04
              Mój błąd w takim razie, IS dopiero czeka w kolejce do odświeżenia :)
            • morekac Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 20:42
              No właśnie, Ida dopiero miała zacząć liceum. Po wakacjach w dżdżystym Czaplinku.
        • kkokos Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 20:03
          Ida nie przekonuje mnie mimo wszystko, tak jak próbowałam to
          > wyjaśniać tutaj.

          ale bo ty chyba za bardzo patrzysz przez pryzmat trzyletniego (właściwie dwuipółletniego) liceum i matury w funkcji przepustki na studia. ida po pierwsze miała rok nauki więcej, a po drugie między maturą a egzaminami na studia był jeszcze miesiąc wolnego (matura kończyła się na przełomie maja i czerwca, egzaminy na studia były na początku lipca) i ten miesiąc spędzało się tłukąc do bólu testy/pytania egzaminacyjne z poprzednich lat. często to, czego nie udało się zyskać na maturze, udawało się nadrobić na egzaminach wstępnych.
          • pucka_puc Re: Uczennice i studentki 14.10.13, 20:13
            No, może. Albo jakoś uparcie nie dostrzegam w Idzie osoby zdolnej do takiego wysiłku naukowego, a raczej do takiej konsekwencji, jaka jest wymagana do skończenia studiów medycznych. Coś mi tutaj nie pasuje. Gdybyż jeszcze były jakieś sugestie, że Ida zawsze się interesowała takimi tematami, to przełknęłabym to.

            Nie zmienia to faktu, że w serii są studentki o wiele bardziej nieprawdopodobne. U mnie z Różą o włos wygrywa Patrycja. Poszła na leśnictwo na Florkiem, a akurat ona miała naprawdę życiowe i prawdziwe przemyślenia dotyczące wyboru dalszej drogi. A potem nagle charakter zgubiła ;) Róża przynajmniej jest spójna w swoim róziostwie :) BTW, Partycja była fajnie napisana bohaterką w Pulpecji. Oprócz wahań na temat studiów, podobały mi się jeszcze fragmenty, gdzie Pulpa krytykuje propagowany przez ojca minimalizm. Aż się zdziwiłam, kiedy to przeczytałam ;)
            • conefkaconbrio Re: Uczennice i studentki 16.10.13, 19:10
              Tylko raz czytalam Pulpecje, więc może coś pokręciłam, ale czy na decyzję o lesnictwie nie wplynela ( poza Baltoną, rzecz jasna!) niezdana matura? To są jedne z tych studiów na które rekrutacja jest we wrześniu, bo tłumu chętnych nie ma
      • vi_san Re: Uczennice i studentki 15.10.13, 09:00
        Chyba Łałra się nie dostała "z marszu"? Znaczy chyba też zdawała dwa razy? Prawie na pewno nie dostała się za pierwszym razem na ASP Julia Żakówna, ale to było w starej, dobrej Jeżycjadzie, kiedy jeszcze nie każdy musiał być skrzyżowaniem wieszcza narodowego z Pitagorasem i Monetem, tudzież Paganinim [oczywiście bez żadnych, najmniejszych nawet ćwiczeń].
        • iwoniaw Re: Uczennice i studentki 15.10.13, 16:58
          Ha, Julia to się dostała wręcz "po uruchomieniu wszystkich znajomości" ;-)
        • verte34 Re: Uczennice i studentki 16.10.13, 09:43
          Nie dostała się z marszu; w jednej z końcowych scen Czarnej Polewy Hildegarda oznajmia Laurze że nigdzie jej nie przyjęli.
    • rika1991 Re: Uczennice i studentki 10.10.14, 16:02
      Odświeżyłam sobie ten wątek przy okazji czytania o ciąży Róży i tak sobie pomyślałam... ciekawe, jak się potoczyło życie zawodowe Bebe, Elki, Belli.
      Elka miała dobre stopnie ze wszystkiego, była zdolna i ambitna. Od "Noelki" do pierwszej wzmianki o ciążach minęło sporo czasu, może przyłożyła się do zdobycia wykształcenia w tym czasie? Nic jednak nie wskazuje na to, jaką drogę mogła obrać.
      W przypadku Bebe z niezbyt dobrymi stopniami i bez pasji, choc z kolekcją książek, jeszcze trudniej coś konkretnego sobie wyobrazić.
      Bella z Przeszczepem ostro zakuwali, po czym słuch o nich zaginął.
      Najbardziej jednak zdumiała mnie Aurelia-polonistka, o której wielokrotnie już tu pisano. Czytając o Aurelii licealistce, widziałabym ją raczej w jakimś zawodzie związanym ze sztuką, pojawiły się wzmianki świadczące o jej zainteresowaniu malarstwem. Owszem, bez trudu umiem sobie wyobrazić Aurelię na studiach polonistycznych, ale trudno mi sobie wyobrazić, co skłoniło ją do takiego wyboru kierunku. Zwłaszcza, że charakter jej zupełnie nie pasuje do tego zawodu (nauczyciela). Kozio polonistą nie był, więc to nie mężologia, Dmuchawiec jej nie uczył... Dziwny wybór.
      • bupu Re: Uczennice i studentki 10.10.14, 17:39
        rika1991 napisała:

        > Najbardziej jednak zdumiała mnie Aurelia-polonistka, o której wielokrotnie już
        > tu pisano. Czytając o Aurelii licealistce, widziałabym ją raczej w jakimś zawod
        > zie związanym ze sztuką, pojawiły się wzmianki świadczące o jej zainteresowaniu
        > malarstwem. Owszem, bez trudu umiem sobie wyobrazić Aurelię na studiach poloni
        > stycznych, ale trudno mi sobie wyobrazić, co skłoniło ją do takiego wyboru kier
        > unku. Zwłaszcza, że charakter jej zupełnie nie pasuje do tego zawodu (nauczycie
        > la). Kozio polonistą nie był, więc to nie mężologia, Dmuchawiec jej nie uczył..
        > . Dziwny wybór.

        Imperatyw Autorski jej kazał. Gdyż i albowiem nauczycielka to taki odpowiedni zawód dla przyzwoitej kobiety, tak jak w epoce wiktoriańskiej guwernantka.
        • smerfetka0o Re: Uczennice i studentki 15.10.14, 19:10
          Przecież mama Aurelii była nauczycielką - matematyczka Ewcia Sopel, więc jak to bywa w takich rodzinach zawód przechodzi w genach (tak można to tłumaczyć). Może chciała 'wynagrodzić' kolejnym pokoleniom sposób traktowania uczniów przez swoją mamę. I może dlatego, że nie miała zdolności mat-fiz to została polonistką (a na polskim omawia się np. obrazy).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka