zuzudanslemetro
09.01.15, 12:20
... oraz sztuki w ogóle. Ale najpierw skupię się na teatrze, gdyż jest to moja dziedzina:
zauważyliście, że MM jeśli pisze o teatrze to zawsze w niepochlebny sposób (wyjątek stanowi jeden spektakl wspomniany w "Kłamczusze". Był to bodaj "Kubuś Fatalista" z Zapasiewiczem i niewątpliwie był to prawdziwy, gościnny spektakl w Poznaniu wówczas):
- Spektakle teatru Eksperyment opisywane są jako nudne i durnowate, na siłę ambitne dzieła sceniczne, na które nikt nie chce z rodziny Borejków chodzić, co - nawiasem mówiąc - mnie dziwi, bo Stary Borej jako znawca i wielbiciel antyku powinien przynajmniej z raz wybrać się na taki spektakl, gdyż można wnioskować, że Eksperyment czerpie z antyku jak z krynicy. Jak wiele eksperymentalnych teatrów.
- obie aktorki w serii - Józefina i Kłamczucha - są opisane mocno niekorzystnie.
- W CR Filip chałturzy (sic!) grając na organach w teatrze Eksperyment. Czy MM wie, co to jest chałtura? W wypadku Filipa chałturą byłoby grywanie do kotleta, a na pewno nie występ w off-teatrze.
- Bella kręci nosem na nurt off w teatrze, nie twierdzę, że ma się jej podobać, ale mam wrażenie, że MM wsadziła Belli swoje przemyślenia w usta i podzieliła się z nami nie tyle informacją, że nie lubi teatrów eksperymentalnych, ile wysypała się, że zupełnie nie klei i nawet nie chce poznać.
- W NiN Borejkówny oglądają w telewizorze spektakl z Kłamczuchą i któraś z nich komentuje "nie sądziłam, że Aniela tyle potrafi". No, doprawdy!
- cała akcja z zostaniem przez Anielę aktorką to pic. W ten sposób, że bez studiów, bo się podobało tak reżyserowi to można było zostać aktorką w filmie i też się miało niższe stawki oraz naciski, żeby zrobić dyplom eksternistycznie. W teatrze do tej pory nie ma specjalnych szans zagrać, jak się nie ma dyplomu którejś z wyższych uczelni teatralnych (prywatne się nie liczą), chyba że człowiek się uprze i zrobi dyplom eksternistycznie.
- Kozio i jego "Wesele" - oj, tu to mnie bolało całą duszą, gdyż z zawodu jestem aktorką-lalkarką i zęby bolą, jak się czyta takie bzdury. Najważniejsze - kukiełka lub kukła to nie jest synonim lalki! To, czym gra Kozio na rynku i bibliotece w Pobiedziskach to MARIONETKI, a kukły (czy jak chce pieszczotliwie MM, kukiełka) to lalka z kijem w d..., no sami wiecie w czym. Poza tym nikt, absolutnie nikt nie nagra sobie listy dialogowej i nie gra do niej, bo to więcej zachodu niż efektu. Lalkarz sam zagra cały spektakl i to spokojnie, lalkami oczywiście, ale sam mówi wszystkie kwestie, modyfikuje sobie głos, sposób mówienia, melodię i tak dalej. Głos z offu i majstrowanie do tego laleczkami to tandeta w najgorszym stylu. To jeszcze gorsze niż plastikowe konwalie w wianku Laury.
- Bardzo bym chciała zapoznać się z jakąś sztuka Kala Ambrki, ale czytając opisy tychże sztuk obawiam się, że wcale nie są przenikliwymi współczesnymi dramatami, tylko archaiczną ramotą, epigonalną w dodatku, bo Mrożkiem jakoś tam trącą. Bądź Różewiczem.
- MM narzeka, że nie ma już prawdziwego teatru. Hmmm, ja rozumiem, że można nie lubić teatru współczesnego i kocha się jedynie tradycję, ale w stwierdzeniu, że nie ma już prawdziwego teatru można odczytać tylko jedno: pani MM od wieków w teatrze nie była. Czytając jej książki mam wrażenie, że ostatni spektakl na jakim była to Straszny Dwór, na którym Geniusia poklepała dyrygenta. Czyli ponad trzydzieści lat temu.
Więcej nie pamiętam oprócz tego, że MM w ogóle nie lubi artystów. Nawet sympatycznie opisana mama Żakowa, która ma bardzo intratne zlecenia (rzeźba miejska, czy tam parkowa, to były takie pieniądze, że przez pół roku mogła sama jedna utrzymywać swoją rodzinę, też wiem, bo ja aktorka, ale reszta rodziny plastycy i mówią, jakie piękne wtedy były stawki), jednocześnie przedstawiona jest jako beztalencie, bo jej rzeźby niespecjalnie się podobają komukolwiek. Julia to Julia, nic o jej twórczości nie wiemy, ale podkreślone jest, że dostała się po znajomości na studia. Czyżby MM dostała się również po znajomości?... Na całą moją ogromną rodzinę pełną artystów nikt się nie dostał po znajomości. Wszyscy normalnie, legalnie i na podstawie zdanego egzaminu.
- Bernard opisany jest skandalicznie. Jego dzieła również. I jego sposób zarabiania. Faktem jest, że czasem się coś przychałturzy na czarno, bez umowy i podatku, ale nie jest to norma. Jednak na ogół spisuje się umowy.
- No i dlaczego w całej Jeżycjadzie nie ma żadnego pisarza? Życie pisarza chyba MM umiałaby opisać?