Dodaj do ulubionych

Kalendarium Gaby i Pyziaka

10.08.16, 15:29
Z powodu Waszych utyskiwań, że niemożliwe jest spłodzenie Laury w takim czasie, żeby urodziła się w grudniu 1984 roku sięgnęłam po książki i wyłowiłam to, co mówi MM o konkretnych datach.

Przygoda Gabrysi i Pyziaka rozpoczyna się w 1977 roku.

Wiemy, że w połowie marca 1983 roku Gabrysia dostaje telegram o pierogach, który Janusz wysyła po półtora roku rozłąki. Zakładając, że to "półtora" roku nie oznacza sztywno 18 miesięcy i ani dnia mniej czy więcej, ale okres plus minus 15-20 miesięcy to oznacza, że wyjechał w okresie listopada 1981 - stycznia 1982 roku.

Jeżeli Róża urodziła się w listopadzie 1981 roku to mieści się to wszystko w terminach, czyli raczej wyjechał koło stycznia, co potwierdzają słowa Mili podczas rozmowy z Tygrysem w parku, kiedy Mila mówi, że Pyziak wyjechał kiedy Róża miała parę miesięcy.

Wiemy, że Laura urodziła się w grudniu 1984 roku. Ojciec jej nigdy nie widział, co potwierdzają słowa:
"powrócił na krótko w roku 84, wyjechał znów latem zanim się urodziłaś" (TiR s. 158)
"wyjechał na dobre wiosną 84r." - (TiR s. 20)

czyli jest pierwszy drobny rozdźwięk - lato czy wiosna? W sumie też można tu trochę elastycznie nagiąć, że jeśli np. wyjechał w czerwcu to latem czy na wiosnę? Dla mnie czerwiec to już lato, ale dopiero w połowie zaczyna się kalendarzowe lato, więc pierwsza połowa to jeszcze wiosna, mimo np. tropikalnych upałów i "mentalnego" lata panującego wokoło.

Ten rok 1984 potwierdzają potem jeszcze słowa:
1. "od siedmiu lat nie dawał znaku życia" - słowa z 1991 roku z Noelki (s.19)
2. "żadnych wieści od 15 lat" - słowa z 1999 roku z TiR (s. 23)

To co sprawia, że wszystko się sypnęło to słowa pana Wiśniaka z TiR, odpowiedź na pytanie Robrojka, kiedy Janusza zapudełkowali i to miało mieć miejsce w 83 roku i miał dostać sześć lat. Mamy więc ewidentnego babola, który nie powinien przejść przez redakcję, bo nawet w tej samej książce jest mowa kilka razy o tym roku 84. Więc albo błąd, na który należy przymknąć oko lub można podjąć słabą i naciąganą polemikę, jeśli ta data jest prawdziwa: albo odsiedział rok i wyszedł (za dobre sprawowanie?) i wrócił do Gaby wczesną wiosną 84 roku albo może wyszedł na przepustkę kilkutygodniową (o ile takie były w niemieckich więzieniach), zdążył w kwietniu spłodzić Laurę i wtedy zniknął na dobre?

To czego się nie dokopałam - czy jest wprost wymieniona gdzieś data/rok rozwodu?

Przejrzałam książki do TiR, późniejszych nie kartkowałam. Czy są jeszcze jakieś zapiski typu wypowiedź Wiśniaka, które sprawiają, że ten rok 84 jest zanegowany?

Obserwuj wątek
    • soova Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 10.08.16, 15:34
      Ja się w ogóle dziwię, że jako źródło są w tych wyliczeniach brane słowa Wiśniaka, ani brata ani swata Almy, a wręcz przeciwnie, sąsiada, który jej nie lubił. Wiadomo, że sąsiedzi wszystko wiedzą najlepiej, ale na dobrą sprawę skąd sąsiad tak dokładnie wie, że Janusz siedział, za co siedział i ile czasu? Przecież Alma mu się nie zwierzała z osobistych spraw, bo niby z jakiej racji? Coś tam piąte przez dziesiąte usłyszał, czegoś tam się domyślił, a najwięcej dodał od siebie. W książce znalazł się na zasadzie kolorytu lokalnego, nie widzę powodu, żeby w tym zakresie brać poważnie to, co mówi.
      • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 10.08.16, 16:09
        Jest też właśnie szansa, że Wiśniak przekręcił daty, ale wtedy dziwi reakcja Robrojka, który pomyślał wtedy tylko, że to widocznie dlatego poprosił Pyziak o rozwód. Gdyby ten 83 był zupełnie od czapy to by powiedział, że ni chu chu to nie możliwe, nie pomyliły się panu lata, panie Wiśniak? Bo skojarzyłby, że skoro Laura jest z 84 roku, a Janusz w 84 jeszcze pomykał po Poznaniu to nie mógł siedzieć od 83.

        Ale z drugiej strony czy po kilkunastu latach Robert zna wszystkie daty Borejków na wyrywki, nawet tak ważne jak rok urodzenia dziecka dawnej przyjaciółki i rok rozwodu? Bo ja mam przyjaciółkę, która ma dwoje dzieci i mniej-więcej wiem, że mają koło 4 i 2 lat, ale za cholerę nie podałabym dokładnych dat urodzin, w przypadku starszej dziewczynki nie wiem czy to był 2011 rok, 2012 czy może 2013.... Z młodszym prędzej, wiem że się urodził w 2014, bo akurat wtedy się broniłam na studiach, więc na zasadzie skojarzenia. Ale np nie mam pojęcia kiedy urodziła się duża już teraz córka mojej siostry ciotecznej mi bliskiej. Coś koło 2004, ale równie dobrze może to być 2002 albo 2005, nie mam pojęcia ile ona ma lat i do której klasy chodzi.
    • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 10.08.16, 17:44
      Cuzamen do kupy to sie wszystko kupy nie trzyma i nie pana Wisniaka mam na mysli. Plus Robroj od slubu Pyziakow nie byl w ich zyciu obecny, wyjechal do Lodzi, powrocil po latach i jemu tez moze sie merdac, a poza tym zycie Borejkow z okresu rozwodu, dorastania dzieci itd zna tylko z relacji Borejkow. Ale same autorskie zeznania sa sprzeczne
      - Pyziak wraca w marcu 83. Jak to sie ma do twierdzenia Kostuchy, ze "wrocil na krotko w 84" ? Pomylka czy swiadome klamstwo ?
      - Nie bylo go "poltora roku", czyli rychtyk 18 miesiecy. Nawet jesli steskniona Gaba zaokragla i nie bylo go tylko 15 miesiecy, to tez zgrzyt. Albowiem janusz wraca w
      marcu, a slub bral w 82 wg slow Milicji z Pulpecji, "po aresztowaniu (Ignaca) w 82". Nawet jesli Ignaca aresztowano 1 stycznia i zaraz nastepnego dnia mlodzi pognali do USC, to i tak miesiac musieli odczekac, zeby wziac slub. Najwczesniej mogli sie pobrac 29 stycznia 82, wyjechac janusz mogl najwczesniej 30 stycznia, a wraca w polowie marca 83. Raptem 13 miesiecy, to nijak nie jest poltora roku, nawet w
      przyblizeniu
      - po kolejne, rozwod; nie pamietam gdzie, ale raz jest powiedziane, ze Pyziak "zazadal rozwodu i wyjechal", a raz, ze nadeslal papiery rozwodowe juz po wyjezdzie. Tak czy siak z rozwodem trzeba sie troche pobujac i az do czasu
      orzeczenia sadowego kontakt ze wspolmalzonkiem jest. Tak ze stwierdzenie "od pietnastu lat zadnych wiesci", gdy Laura ma 14 lat, to znowu przesada i
      zaokraglanie albo zmylka
      - po nastepne, Nutria w ktoryms tomie mysli/mowi (nie pamietam), jak to Janusz wrocil, kilka miesiecy sie krecil i marudzil, a potem wyjechal na dobre; skoro wrocil w marcu 83, co wiemy, to po kilku kiesiacach nadal mamy rok 83, jak by nie liczyc

      Wiecej tych rozbieznosci nie pamietam, a czytac mi sie nie chce, ale w watku o klamstwach Pyziaka byly dokladne zestawienia dat, zajrzyj moze ?
      • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 10.08.16, 18:01
        tt-tka napisała:

        > Cuzamen do kupy to sie wszystko kupy nie trzyma i nie pana Wisniaka mam na mysl
        > i. Plus Robroj od slubu Pyziakow nie byl w ich zyciu obecny, wyjechal do Lodzi,
        > powrocil po latach i jemu tez moze sie merdac, a poza tym zycie Borejkow z okr
        > esu rozwodu, dorastania dzieci itd zna tylko z relacji Borejkow. Ale same auto
        > rskie zeznania sa sprzeczne
        > - Pyziak wraca w marcu 83. Jak to sie ma do twierdzenia Kostuchy, ze "wrocil na
        > krotko w 84" ? Pomylka czy swiadome klamstwo ?

        Ale zaraz. Pierwszy raz wyjechał, gdy Pyza miała kilka miesięcy, wtedy jego powrót nastąpił po telegramie o pierogach. Wrócił sobie w tym 83 roku, po czym znowu wyjechał. Wrócił na krótko w 84, spłodził Laurę i zwiał na amen.
        • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 10.08.16, 18:32
          nigolla napisał(a):



          > Ale zaraz. Pierwszy raz wyjechał, gdy Pyza miała kilka miesięcy, wtedy jego pow
          > rót nastąpił po telegramie o pierogach. Wrócił sobie w tym 83 roku, po czym zno
          > wu wyjechał. Wrócił na krótko w 84, spłodził Laurę i zwiał na amen.


          Zaraz, a skad te rewelacje ? Wiemy o jego wyjezdzie (do Australii, hue, hue), to jest ten, z ktorego wraca w marcu 83, i o jego wyjezdzie do Alzacji na winobranie wiosna (bzdura sama w sobie), z ktorego juz nie wraca; skad Ci sie wzial jakis jego wyjazd w miedzyczasie, dokad i po co ? Zwsze jest mowa w J o dwoch wyjazdach.
          • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 10.08.16, 18:43
            tt-tka napisała:

            > nigolla napisał(a):
            >
            >
            >
            > > Ale zaraz. Pierwszy raz wyjechał, gdy Pyza miała kilka miesięcy, wtedy je
            > go pow
            > > rót nastąpił po telegramie o pierogach. Wrócił sobie w tym 83 roku, po cz
            > ym zno
            > > wu wyjechał. Wrócił na krótko w 84, spłodził Laurę i zwiał na amen.
            >
            >
            > Zaraz, a skad te rewelacje ? Wiemy o jego wyjezdzie (do Australii, hue, hue), t
            > o jest ten, z ktorego wraca w marcu 83, i o jego wyjezdzie do Alzacji na winobr
            > anie wiosna (bzdura sama w sobie), z ktorego juz nie wraca; skad Ci sie wzial j
            > akis jego wyjazd w miedzyczasie, dokad i po co ? Zwsze jest mowa w J o dwoch wy
            > jazdach.

            Jeżeli wrócił w marcu 1983 roku do Polski, a potem Mila mówi: "powrócił na krótko w roku 84, wyjechał znów latem zanim się urodziłaś" (TiR s. 158) to znaczy, że musiał znowu wyjechać, skoro w 84 wrócił.
            • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 10.08.16, 19:58
              nigolla napisał(a):


              >
              > Jeżeli wrócił w marcu 1983 roku do Polski, a potem Mila mówi: "powrócił na krót
              > ko w roku 84, wyjechał znów latem zanim się urodziłaś" (TiR s. 158) to znaczy,
              > że musiał znowu wyjechać, skoro w 84 wrócił.

              Albo ze Mila klamie w rozmowie z Laura.
              Zawsze mowa jest w DWOCH wyjazdach Janusza, australijskim i alzackim. My sie mozemy domyslac, ale altorka i jej postacie wymieniaja tylko te dwa. Nawet w liscie Gizeli "porzucil Gabunie. Dwa razy porzucil !" (wyjazd na saksy tez byl traktowany jako porzucenie). Dwa, nie trzy czy wiecej.
              • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 11.08.16, 07:35
                Bo porzucił dwa razy. Raz się związek sypnął, gdy nie było go półtora roku, drugi raz w 84. Ale jeżeli wyjechał już po powrocie w 83 roku i przed wyjechaniem na dobre w 84 roku to w międzyczasie był jakiś wyjazd i niekoniecznie musiał być porzuceniem, bo np. mieli cały czas kontakt, pisał, dzwonił, zapewniał o miłości i był to krótszy wyjazd jakiś po prostu.
                • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 11.08.16, 08:59
                  nigolla napisał(a):

                  > Bo porzucił dwa razy. Raz się związek sypnął, gdy nie było go półtora roku, dru
                  > gi raz w 84. Ale jeżeli wyjechał już po powrocie w 83 roku i przed wyjechaniem
                  > na dobre w 84 roku to w międzyczasie był jakiś wyjazd i niekoniecznie musiał by
                  > ć porzuceniem, bo np. mieli cały czas kontakt, pisał, dzwonił, zapewniał o miło
                  > ści i był to krótszy wyjazd jakiś po prostu.

                  Ale o zadnym wyjezdzie krotszym i w miedzyczasie MM n i e n a p i s a l a.
                  Mozna gdybac, ze jesli...ale to juz jest naszywanie lat (przez czytelnikow) na coraz wieksze dziury (dziury zrobila altorka). I nadal upieram sie, ze okres od konca stycznia 82 do polowy marca 83 to w zadnym wypadku, nawet zaokraglenia, nie jest poltora roku
                  • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 11.08.16, 10:09
                    Można przyjąć, że właśnie w ten sposób to napisała. Wrócił w 83, wrócił też w 84, skoro wrócił w 84 to jeszcze gdzieś musiał po tym powrocie w 83 wyjechać, żeby móc wrócić. Tu akurat można załatać, ale owszem, dziury i tak są za duże i akurat tu skrewiła strasznie.
            • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 10.08.16, 20:13
              nigolla napisał(a):

              > Jeżeli wrócił w marcu 1983 roku do Polski, a potem Mila mówi: "powrócił na krót
              > ko w roku 84, wyjechał znów latem zanim się urodziłaś" (TiR s. 158) to znaczy,
              > że musiał znowu wyjechać, skoro w 84 wrócił.

              Wszelkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że to właśnie jeden z tych błędów w datach/informacjach, które wywołują kontrowersje i spekulacje. Nigdzie nie jest wspomniane, że Janusz wyjeżdżał trzy razy. Cały czas jest mowa o dwóch wyjazdach, i to wprost, jak w "Noelce": "Janusz Pyziak znikł przecież z jej życia już po raz drugi, tym razem na zawsze. Zażądał rozwodu i wyjechał do Alzacji, po czym przepadł na dobre. Nawet go nie zainteresował fakt, że urodziła mu się druga córka. Nigdy nie widział Tygryska, no i nie zobaczy. Od siedmiu lat nie dawał znaku życia."
              Czyli po drugim wyjeździe nie wrócił już nigdy.
              Teraz powstaje problem z okresem czasu, na który Pyziak wrócił. Musiał być w Polsce ponad rok, a tymczasem wspomina się, ze wrócił na krótko. Poza tym jest jeszcze kwestia stanu wojennego, który skończył się 22 lipca 1983 roku, a w "Imieninach" pada stwierdzenie, że Janusz wyjechał ostatecznie podczas jego obowiązywania. To zresztą też kuriozum, że Pyziak nie miał problemów z dwukrotnym uzyskaniem paszportu, raz w sytuacji, gdy jego zięć siedział w więzieniu za działalność opozycyjną...
              Kolejny fragment, który wprowadza zamieszanie, ale i potwierdza dwa wyjazdy Janusza, jest w "Dziecku piątku" :"Kiedy spodziewała się Pyzuni, jej ojciec, Janusz, uciekł przed stanem wojennym na antypody. I potem przez długie dwa lata nawet go nie obchodziło, że ma córkę. Wrócił na krótko i znów wyjechał, tym razem na zawsze - i Laura także urodziła się pod nieobecność ojca." Gaba jasno stwierdza, że Janusz wyjechał, gdy była w ciąży z Różą, podczas gdy z innych wypowiedzi wiemy, że Janusz wyjechał pierwszy raz, gdy Pyza miała kilka miesięcy. Zresztą jeśli Róża urodziła się w listopadzie 1981 roku, to Janusz uciekał przed stanem wojennym nim został on ogłoszony. No pułkownik Kukliński po prostu.
              Niestety daty i fakty się po prostu rozjeżdżają, niezależnie od pana Wiśniaka.
              • pi.asia Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 10.08.16, 20:36
                To zresztą też kuriozum, że Pyziak nie miał problemów z dwukrotnym uzyskaniem paszportu, raz w sytuacji, gdy jego zięć siedział w więzieniu za działalność opozycyjną

                Teściu siedział, teściu. Zięcia Pyziak jeszcze wtedy nie posiadał.

                Nie mam pod ręką TiR, a nie pamiętam dokładnie, co mówił Robrojkowi pan Wiśniak. Czy przypadkiem nie padło tam stwierdzenie, że "kobitka całkiem do rzeczy" posypała się, gdy braciszka zapuszkowano? To by znaczyło, że pan Wiśniak może być wiarygodnym źródłem informacji - obserwował Almę i jej perypetie z Januszem, bo mu się po prostu podobała.
                Ale - jak pisałam wcześniej - nie pamiętam dokładnie.
                • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 10.08.16, 20:48
                  Rzeczywiście, kajam się ;-)
                  Wiarygodność Wiśniaka podważają jego słowa, jakoby Janusz po wyjściu z więzienia wyjechał do Brazylii. Nigdzie indziej ta Brazylia się nie pojawia, są wzmianki o Australii (Gaba stwierdza w którymś tomie, że podobno Janusz wyjechał znowu do Australii). Jeśli Wiśniak myli Australię z Brazylią, to możliwe, że jest typem bardzo ciekawego sąsiada, który nasłuchuje i dopytuje, zbiera strzępy informacji, a czego nie wie, to sobie dopowiada.
                  • iwoniaw Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 12.08.16, 17:13
                    Jeśli Wiśniak myli Australię z Brazylią, to możliwe, że jest ty
                    > pem bardzo ciekawego sąsiada, który nasłuchuje i dopytuje, zbiera strzępy infor
                    > macji, a czego nie wie, to sobie dopowiada.


                    Podejrzewam, że tak właśnie jest, ale i tak się dziwię, że dowiedział się w ogóle czegokolwiek na temat Pyziaka - Alma nie została opisana jako osoba, która zwierza się sąsiadom i opowiada cokolwiek o bracie, prędzej by takiego Wiśniaka zbyła i to niezbyt serdecznie.
                    Nie wierzę więc, że miał on okazję cokolwiek podsłuchać czy jakikolwiek pretekst do wypytywania - nie chodzi wszak o sytuację, że Pyziak wszczynał jakieś burdy na miejscu, w Toruniu, a policja interweniuje na oczach całej kamienicy i jeszcze potem wywiad środowiskowy tam robi - skąd więc w ogóle jakieś podejrzenia co do życia nie mieszkającego tam w ogóle brata sąsiadki?
                    • zla.m Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 12.08.16, 18:55
                      Almie się wyrwało do Myszki, a Myszce do Wiśniaka. Więc mogło być niedokładnie i bez sensu.
                    • 3piota Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 12.08.16, 23:20
                      Jak mówi stare przysłowie: Wiedza sąsiedzi za co sąsiad siedzi. Albo podobnie w tym sensie.
                      Ja bym tego Wiśniaka (he he "Wiśniak na rumie" - zacna nalewka to była) tak do końca nie skreślała w sensie jego wiedzy o Pyziakach. Czasy kiedy Pyziaka zapudełkowali były skrajnie odmienne od obecnych, w których sąsiedzi w klatce gdzie jest sześć mieszkań nawet z widzenia się nie znają. Poza tym Alma nie koniecznie już była wtedy doktorem filologii, specjalistką od gramatyki opisowej, pracownikiem naukowym UMK w Toruniu. Nie twierdzę, że Wiśniak był jej powiernikiem, ale on wspomina, że Almę jakiś absztyfikant zostawił. Mieszkali obok siebie od dziecka, mogła mieć chandrę , mieszkała sama, Wiśniak się napatoczył z jakąś sąsiedzką pomocą typu drzwi pomalować, w podzięce wypili po stakańczyku albo dwóch i Almie coś tam się o Januszu ulało... Poza tym Wiśniak wspomina, że Janusz po wyjściu z pudła pojawił się na krótko u Almy. Też mógł wtedy ze starym sąsiadem parę zdań przy paru głębszych wymienić i losy swe opowiedzieć. Możliwe? Jak najbardziej.
      • vi_san Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 10.08.16, 18:39
        Dodałabym jeszcze, że sama Kostuchna raz mówi, że SAMA nakłoniła to ZUE nasienie do wejścia w związki małżeńskie [bodaj w rozmowie o ciąży Pyzuni?] a znów w innym miejscu, że "Gabrysia sko0mplikowała sobie życie, nie słuchała nikogo i leciała jak ćma do ognia i nikt jej tego ślubu nie mógł wyperswadować. No to, sorry, ale w KTÓRYMŚ miejscu parszywa Milicja łga jak bury pies. Bo ALBO nakłaniała tego Pyziaka do ślubu, ALBO młodzi go chcieli a rodzina perswadowała bezskutecznie. Bo zasadniczo to fakt, że Gabunia leciała by jej gie dało, gdyby Janusz nie chciał. Więc wóz albo przewóz, a Milicja wychodzi na kłamczuchę. :P
        • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 10.08.16, 20:53
          vi_san napisała:

          > No to, sorry, ale w KTÓRYMŚ miejscu parszywa Milicja łga jak bury pies. Bo ALBO nakłaniał
          > a tego Pyziaka do ślubu, ALBO młodzi go chcieli a rodzina perswadowała bezskute
          > cznie. Bo zasadniczo to fakt, że Gabunia leciała by jej gie dało, gdyby Janusz
          > nie chciał. Więc wóz albo przewóz, a Milicja wychodzi na kłamczuchę. :P

          Jeśli kłamie (a nie autorka wszystko poplątała) to w rozmowie z Pyzą. Informacje o ślubie podczas nieobecności Ignacego pochodzą z jej "strumienia świadomości", więc nie ma powodu, by je podważać (oczywiście przy założeniu, że Mila nie jest chora psychicznie).
          • vi_san Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 10.08.16, 21:13
            A twierdzisz z całą stanowczością, ze nie jest? ]:)
            Ja tam bym za to łba na pniu nie położyła...
            • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 10.08.16, 21:44
              Do psychologa bym ją wysłała, ale akurat nie z tego powodu ;-)
              • vi_san Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 10.08.16, 22:49
                Całokształt, kochana... Całokształt. Moim zdaniem wsumie ich wszystkich możnaby6 zdiagnozować: Milicja - schizofrenia paranoidalna z manią prześladowczą, Ignac skromnie - alzhaimer albo demencja, ewentualnie obie naraz, Ida - zaburzania odżywiania, bulimia, depresja i nerwica natręctw, Józwa - nerwica i zespół lęku napadowego... Rany... Czy na sali jest lekarz?!
                • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 10.08.16, 23:18
                  vi_san napisała:

                  > Całokształt, kochana... Całokształt. Moim zdaniem wsumie ich wszystkich możnaby
                  > 6 zdiagnozować: Milicja - schizofrenia paranoidalna z manią prześladowczą, Igna
                  > c skromnie - alzhaimer albo demencja, ewentualnie obie naraz, Ida - zaburzania
                  > odżywiania, bulimia, depresja i nerwica natręctw, Józwa - nerwica i zespół lęku
                  > napadowego... Rany... Czy na sali jest lekarz?!
                  >

                  Ja nie lekarka, wiec nie powinnam sie odzywac - ale akurat Milicja ze wszystkich mieszkancow Roosevelta wydaje mi sie najnormalniejsza. Wredna, owszem, ale normalna. Despotyczny charakter, wymyslona sobie wizja "szczesliwego domu", ktory po kilku dziesiecioleciach bardziej ja meczy i denerwuje niz satysfakcjonuje, ucieczka w swoja pisanine i coraz wyrazniejsze mowienie wszystkim poza Ignacem "a dajciez wy mi swiety spokoj". Przykra osoba, jednak przy z nagla zsarmacialym mezu, ewidentnie zaburzonych obu corkach, o wnukach juz nie mowie, to jest wrecz okaz zdrowia psychicznego :)
    • 3piota Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 11.08.16, 01:34
      Ja już bym te daty odpuściła, bo coraz większy melanż z nich wychodzi. Tam się nic nie zgadza. W każdym tomie jakiś babol. Weźmy Rojka. Podobno urodzony w 1963 roku. W wieku 16 lat coś posiał u jakiejś flecistki i w 1980 roku Bella się urodziła - to już wszyscy tu obśmiali. W CR po "frontowcowym" przywitaniu z Gabą dowiadujemy się że 16 lat się nie widzieli, a 14 lat temu świadkował jej na ślubie. I Gaba oczywiście na uszy nie widziała i na oczy nie słyszała, że on ma córkę i chyba już wtedy musiał być świeżo co owdowiały. No nic. Ale w KK rocznikowo miał 14 lat. I szwagra Syrenką popylał. Co by tam o PRL-u mówili to takim gówniarzom prawka jazdy nie dawali, nawet gdyby w samochodówce się uczył. Mógł mieć najwyżej kartę rowerową.
      • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 11.08.16, 01:54
        3piota napisał(a):

        > Ja już bym te daty odpuściła, bo coraz większy melanż z nich wychodzi. Tam si
        > ę nic nie zgadza. W każdym tomie jakiś babol. Weźmy Rojka. Podobno urodzony w 1
        > 963 roku. W wieku 16 lat coś posiał u jakiejś flecistki i w 1980 roku Bella się
        > urodziła - to już wszyscy tu obśmiali. W CR po "frontowcowym" przywitaniu z Ga
        > bą dowiadujemy się że 16 lat się nie widzieli, a 14 lat temu świadkował jej na
        > ślubie. I Gaba oczywiście na uszy nie widziała i na oczy nie słyszała, że on m
        > a córkę i chyba już wtedy musiał być świeżo co owdowiały. No nic. Ale w KK roc
        > znikowo miał 14 lat. I szwagra Syrenką popylał. Co by tam o PRL-u mówili to ta
        > kim gówniarzom prawka jazdy nie dawali, nawet gdyby w samochodówce się uczył. M
        > ógł mieć najwyżej kartę rowerową.

        Oj, czepiacie sie, kolezanko. Robroj nic nie mowil o dzieciu i kolezance malzonce, bo dyskretny z natury, a po kontaktach z Borejkami jeszcze mu sie nasililo. Przeciez on w TiR nie mowi stroskanej rodzinie nawet tego, gdzie jest Laura. A syrenke szwagra wzial bez prawka w chwalebnej trosce o siostre, zeby jej maz po kielichu nie probowal siasc za kolko. Sylwester byl. A u poligrafikow, wiadomo, wylacznie szampan bezalkoholowy.
        • al-rubia Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 18.08.16, 19:44
          Mi ta biografia Robrojka doskwiera bardziej, niż kalendarium Gaby i Pyziaka. Po u nich te luki w chronologii trzeba wypełniać własną wyobraźnią, ale, niej więcej, wszystko się trzyma życiowego prawdopodobieństwa. No, może poza winobraniem wiosną. Natomiast u Robrojka? Liceum poligraficzne, zawodowe, to 5 lat nauki. Plus 8 podstawówki, razem 13. Poszedł do szkoły jako siedmiolatek, maturę robił w wieku lat 20, będąc mężem i ojcem. A własciwie już wdowcem, gdyż żona zmarła w rok po urodzeniu Belli. Niby wszystko możliwe, ale - jakim cudem nie dociera to do Gabrieli, której on świadkuje na ewidentnie późniejszym ślubie?
          Do tego - żona flecistka w teatrze, czyli sama po wyższych studiach, gdyż po ognisku muzycznym tam nie przyjmowali. A zatem, starsza o ładnych parę lat. "Pierwsza dziewczyna, która go zechciała", jak sam stwierdził. Taki miłosny piorun z jasnego nieba, czy tylko chwila zapomnienia z licealistą? Znowu: niby wszystko możliwe, ale...
          Ale niespecjalnie prawdopodobne.
          • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 18.08.16, 20:35
            al-rubia napisał(a):

            Liceum poligraficzne, zawodowe, to 5 lat nauki.
            > Plus 8 podstawówki, razem 13. Poszedł do szkoły jako siedmiolatek, maturę robi
            > ł w wieku lat 20, będąc mężem i ojcem. A własciwie już wdowcem, gdyż żona zmarł
            > a w rok po urodzeniu Belli. Niby wszystko możliwe, ale - jakim cudem nie docier
            > a to do Gabrieli, której on świadkuje na ewidentnie późniejszym ślubie?

            A tutaj mamy jeszcze ciekawiej, bo Robrojek wspomina, że "Pracował już w drukarni, przy offsecie, kiedy ona (Aniela) dostała się na studia. Kiedy go odtrąciła - natychmiast się ożenił. Z pierwszą dziewczyną, która go zechciała." Ich klasa maturę zdawała w 1981, więc Rojek mógł żenić się z flecistką najwcześniej w drugiej połowie tego roku. Tyle że Bella urodziła się w 1980...
            Niestety namieszała jak zwykle p. Musierowicz, upierając się, że bohaterką MUSI być córka Roberta. A że autorka preferuje dziewczęta po piętnastym roku życia, to walnęła kosmiczny błąd, ewidentnie zapominając, w którym roku Rojek i Aniela zaczęli liceum.

            > Do tego - żona flecistka w teatrze, czyli sama po wyższych studiach, gdyż po og
            > nisku muzycznym tam nie przyjmowali. A zatem, starsza o ładnych parę lat. "Pier
            > wsza dziewczyna, która go zechciała", jak sam stwierdził. Taki miłosny piorun z
            > jasnego nieba, czy tylko chwila zapomnienia z licealistą? Znowu: niby wszystko
            > możliwe, ale...
            > Ale niespecjalnie prawdopodobne.

            Gdyby nie fragmenty, o których pisałam wyżej, obstawiałabym melodramatyczną historię: rok 1979. 17-letni Robert idzie z Aniellą na jakieś przedstawienie. Kłamczucha po spektaklu wkręca ich za kulisy i zaczyna podrywać pięknego, sławnego aktora... Robert odciąga ją na bok, robi jej wyrzuty, ona stwierdza, że przecież są tylko kolegami i nigdy nie uważała go za potencjalnego chłopaka. Aniela wraca do aktora, Rojek podłamuje się, świadkiem całej sceny jest młoda flecistka. Panna widzi jego stan, skłania do zwierzeń i pociesza... cóż, trochę zbyt intensywnie. Jest pierwszą kobietą, która zechciała Roberta jako mężczyznę. Kilka tygodni później odnajduje Rojka i oznajmia, że jest w ciąży. Oboje przeżywają szok - on ze względu na nowinę, ona - ze względu na jego wiek. Jako że Aniela zgrywała w teatrze osobę dużo starszą, flecistka założyła, że i jej towarzysz jest dorosły. Robert "zachowuje się jak dżentelmen" i proponuje małżeństwo, ale ślub kobiety dwudziestokilkuletniej z licealistą i to z powodu ciąży byłby solidnym skandalem. Dlatego pobierają się po cichu, by "dziecko miało nazwisko", ale utrzymują to w tajemnicy. Flecistka przyjmuje pracę w Łodzi, nowych znajomych informując, że mąż nie może porzucić posady w innym mieście. Rodzi się Bella. Robert przeprowadza się do nich po zdaniu matury, ale flecistka wkrótce potem umiera...

            Niestety przez informacje z "CR" wiemy, że tak być nie mogło...


      • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 11.08.16, 07:39
        Ależ szkoda, że ona tych dat nie pilnuje. Nie mieści mi się to w głowie, przecież jak się pisze to się ma jakieś wyobrażenie o tym wszystkim... A jeszcze bardziej mi się nie mieści w głowie, że to przeszło przez redakcję. Przecież od czegoś oni do cholery są, to ich praca.

        Mnie bardziej niż takie daty pomylone drażni brak spójności w mieszkaniu Borejków. Raz jak byk jest, że pokój rodziców jest przy kuchni, w którymś z ostatnich tomów Ignacy nocą popyla do łazienki z pokoju położonego naprzeciw kuchni.
        • esme83 Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 11.08.16, 13:57
          Wymagania wielu wydawnictw wobec redaktorów (albo korektorów, bo redaktorów często w ogóle się nie zatrudnia) są bardzo minimalistyczne. Ma być szybko i tyle. Nie żartuję.
    • vi_san Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 11.08.16, 08:27
      Ale wiecie co? To wszystko, czas z gumy, mieszkania z gumy, bohaterowie kurczacy się i rozciagajacy, zmieniające się kolory oczu i włosów można by skwitowac "no, błąd, i co z tego?" gdyby po pierwsze poza tym to nadal była dobra literatura, a po drugie gdyby Autoressa nie podkreślała w każdym momencie jak to ona dba o szczegóły i sprawdza pojedyncze pioruny.
      • haszyszymora Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 11.08.16, 10:30
        Z ciekawości: kto zmieniał kolor oczu, oprócz błękitno-brązowej Pyzy?
        • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 11.08.16, 11:10
          haszyszymora napisał(a):

          > Z ciekawości: kto zmieniał kolor oczu, oprócz błękitno-brązowej Pyzy?

          Koloru chyba nikt wiecej...za to Ida zmienila ksztalt z malych okraglych na duze skosne. Zmienila rowniez twarz - z okraglej i plaskiej jak talerzyk na pociagla/trojkatna z wystajacymi koscmi policzkowymi. Nigdzie nie ma wzmianki o operacji plastycznej, ale czy taka zmiana nie uprawnia podejrzen, ze operacja byla ?
      • iskrzy_54 Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 12.08.16, 21:13
        Ale wiecie co? To wszystko, czas z gumy, mieszkania z gumy, bohaterowie kurczacy się i rozciagajacy, zmieniające się kolory oczu i włosów można by skwitowac "no, błąd, i co z tego?" gdyby po pierwsze poza tym to nadal była dobra literatura, a po drugie gdyby Autoressa nie podkreślała w każdym momencie jak to ona dba o szczegóły i sprawdza pojedyncze pioruny,

        tak sobie myślę o tych zmieniających się latach urodzenia bohaterów, gumowym mieszkaniu, nastoletnich ojcach (Robrojek) i dochodzę do wniosku, że się czepiamy - wielcy pisarze też mieli swoje wpadki (vide Homer i blizna Odyseusza), jednakowoż wielkimi pisarzami/poetami byli i nie było wtedy redaktorów, ale beztroskie podejście Ałtoressy do poważnych spraw jest mocno wkurzające i od początku miałam w tych kwestiach dysonans poznawczy: defraudacja składek, zachowanie smarkul (i ich mamuśki) w noc poślubną Idy, zostawienie przez cała rodzinę chorej Gaby z niemowlakiem, wysyłanie przez Gabona córeczki po ospie i drugiej, potencjalnie chorej na wakacje do ludzi z dziećmi (w ogóle do ludzi) - moja śtp przyjaciółka zachorowała na ospę jako osoba dorosła (30+) podobnie, jak Jej mama - przechodziły chorobę bardzo ciężko, na dodatek okazało się po latach, że ta ospa spowodowała poważne komplikacje kardiologiczne. Kiedy
        dowiedziałam się, że moje dziecię ma ospę starałam się ją (dziecię) trzymać z daleka od osób nie uodpornionych, szczególnie dorosłych, więc postawa Gabochłona beztrosko wysyłającego córeczki będące na wakacje mnie wkurza. Podobnie, jak parę innych rzeczy: znęcanie się fizyczne i psychiczne nad słabszymi przy aprobacie całej rodziny, porywanie cudzych dzieci, hipokryzja, etc.
        • 3piota Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 12.08.16, 23:41
          iskrzy_54 napisała:
          > tak sobie myślę o tych zmieniających się latach urodzenia bohaterów, gumowym
          > mieszkaniu, nastoletnich ojcach (Robrojek) i dochodzę do wniosku, że się czepiamy

          Jasne, że się czepiamy, ale dzięki temu forum żyje.
          Ja mam już swoją teorię. Jest taki reżyser Marek Koterski. W każdym jego filmie bohaterem jest Miauczyński. Ale za każdym razem jest to inny Miauczyński.
          Analogicznie w każdym tomie Jeżycjady jest rodzina Borejko z ul. Roosevelta 5 w Poznaniu, ale kto powiedział że to są za każdym razem te same Borejki? I wtedy te wszystkie daty, rozkład chaty i inne sraty taty dowolnie się zmieniają podług potrzeb.
        • guineapigs Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 13.08.16, 21:14
          O wciróności, ja tu ostatnio piszę mniej często, niz Gaba 'ubiera sukienkę'. Ale uznaję zasadę, że jak się nie ma o czym pisać/mówić - to lepiej milczeć.
          Przypomniał mi się pewien profesor na wydziale mojej przyjaciółki - studiowała ona rusycystykę (tzn. język rosyjski, scs, literature, historię itd itp). Ten profesor całe swoje zycie zawodowe poswięcił analizom wnętrz u Dostojewskiego - kolory tapet, gdzie stał taboret itp. /swoją drogą - szacun za cierpliwość/. I pewnie ten profesor wyłapał różne kiksy, np. tapeta tu była w rózyczki drobne a tam w bukieciki, taboret nie stał pod lustrem a przy szafie... I inne takie, może nawet gumowe pokoje czy zagięcia czasoprzestrzeni. Z tym, że: mozna Dostojewskiego lubić albo nie lubić, ale akurat kwestia tapet czy stołków i innych pieces of furniture nie robi u Niego za bardzo, bo - że tak to prosto ujmę - rzeczy służą akcji, nawet jak się czyta sztandarową " Zbrodnię' to te wszystkie opisy klatki schodowej i załomów murów nie mają takiego naturalistycznego znaczenia - się schował, się zaczaił, mogło tak być, nie oczekujemy w końcu planu technicznego pietra czy pionu, a raczej patrzymy, jak psychicznie osaczany jest Raskolnikow.
          U MM spory ciężar jest przeniesiony na czyste realia, kolory, meble, konkretne daty - dzięki temu mamy czuć się tam jak w dobrze znanym mieszkaniu, niemal 'jak u siebie'. No to czytelnicy, którzy juz tam mentalnie zamieszkali mogą się czuć trochę 'nie tego' jak im się scianę nagle przemieszcza, daty urodzin zmienia, ba - nawet babcię zamienia z Miłej na Ironiczną.
    • 3piota Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 12.08.16, 00:28
      W pobliskim wątku trochę NiN jest na tapecie i tam otóż na stronie 16. jest taka rewelacja (czas akcji 22 czerwca 1994 rok): "Mamusia twierdzi, że Pyza wkroczyła w wiek dojrzewania, a przecież i ona, Laura, nie jest już taka młoda, ZA TRZY MIESIĄCE SKOŃCZY LAT DZIESIĘĆ i też pewnie wkroczy w to i owo."
      Koniec cytata. Za trzy miesiące. To jakoś we wrześniu... Nie w grudniu po południu...
      Mówiłam żeby te daty odpuścić, bo zaprawdę powiadam Wam łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż komukolwiek połapać się w borejczej chronologii.
      • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 12.08.16, 08:13
        o losie...
        • sowca Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 13.08.16, 21:34
          A co do oczu, to jeszcze Łusia miała najpierw zielone, a potem złociste, co zostało wyjaśnione, że kolor się zmieniał na przestrzeni lat (wiarygodne, ale wcześniej była wpadka ;))
    • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 15.08.16, 17:38
      Słuchajcie, to Pyza była nieślubnym dzieckiem? Skoro urodziła się w 1981 roku, a niby w 1982 roku Gaba brała ślub...
      • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 15.08.16, 17:43
        nigolla napisał(a):

        > Słuchajcie, to Pyza była nieślubnym dzieckiem? Skoro urodziła się w 1981 roku,
        > a niby w 1982 roku Gaba brała ślub...

        Jest o tym w kilku wątkach, ostatni tu:
        forum.gazeta.pl/forum/w,25788,160698049,160698049,Gabrysia_rodzaca_Pyze.html
        Ogółem Pyza urodziła się w listopadzie 1981 roku, a ślub był ponoć w 1982, gdy Ignacy siedział. Wnioski są dość oczywiste, choć nie potwierdzone konkretnym tekstem.
    • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 15.08.16, 17:42
      W którym roku Gabrysia zdawała maturę? Liceum było wtedy czteroletnie, tak? A to liceum poligraficzne Anieli, Pyziaka i spółki? Skoro Gabrysia urodziła jako niespełna dwudziestolatka to Pyziak, który był dwa roczniki niżej (w KK było napisane, że poszedł później do szkoły i jest w pierwszej klasie z Anielą, a Gabrysia wtedy była w trzeciej) to on jeszcze chodził do szkoły, gdy Pyza się pojawiła?
      • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 15.08.16, 18:56
        nigolla napisał(a):

        > W którym roku Gabrysia zdawała maturę? Liceum było wtedy czteroletnie, tak?

        Tak, LO byly 4-letnie. Powinna zdawac mature w 1979, jako ze w pierwszym wydaniu KK, ktore mialam, rodzila sie A.D. 1960. Niestety w nastepnych wydaniach i tomach jest o rok mlodsza, wiec nie wiem, jak z ta matura.

        A t
        > o liceum poligraficzne Anieli, Pyziaka i spółki? Skoro Gabrysia urodziła jako n
        > iespełna dwudziestolatka to Pyziak, który był dwa roczniki niżej (w KK było nap
        > isane, że poszedł później do szkoły i jest w pierwszej klasie z Anielą, a Gabry
        > sia wtedy była w trzeciej) to on jeszcze chodził do szkoły, gdy Pyza się pojawi
        > ła?

        Licea zawodowe tez byly 4-letnie. Z nielicznymi wyjatkami, ale poligrafik mial 4 lata. Gaba urodzila jako spelna 20-latka, ona jest z pazdziernika, a jesli przyjac wersje pierwotna (1960), to jako 21-latka. Pyziak akurat w 81 powinien zdawac mature albo byc rok po niej.Klamczucha to ktory rok szkolny ? 76/77 czy 77/78 ? Zdawalo mi sie, ze akcja KK to rok po Klamczusze.

        • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 15.08.16, 19:11
          tt-tka napisała:
          Klamczucha to ktory rok szkolny ? 76/77 czy 77
          > /78 ? Zdawalo mi sie, ze akcja KK to rok po Klamczusze.


          "Kłamczucha" to 77 rok, "KK" zaczyna się 31 grudnia 1977 roku, więc różnica roku jest iluzoryczna. Pyziak zaczął liceum jako rocznik 77/78 i i w 81. zdawał maturę.

          • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 15.08.16, 19:24
            marutax napisał(a):


            > "Kłamczucha" to 77 rok, "KK" zaczyna się 31 grudnia 1977 roku, więc różnica rok
            > u jest iluzoryczna. Pyziak zaczął liceum jako rocznik 77/78 i i w 81. zdawał ma
            > turę.

            Tyz piknie, dzieki, placza mi sie te lata. W kazdym razie do szkoly juz Pyziaczek nie chodzil, kiedy urodzila mu sie corka. W przeciwienstwie do Robrojka, hi, hi.
        • pi.asia Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 15.08.16, 19:20
          tt-tka napisała:

          > Gaba urodzila jako spelna 20-latka, ona jest z pazdziernika, a jesli przyjac wersje pierwotna
          >(1960), to jako 21-latka.

          W JT (2003) Mila mówi Róży, że jej matka siedziała przy tym samym stole i płakała z tego samego powodu 22 lata temu, czyli w 81-ym. No to by się zgadzało, że rodziła mając 21 lat.

        • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 16.08.16, 07:26
          Jak rodziła w 81 roku Pyzę to była na I roku studiów, które przerwała, więc maturę chyba zdawała w takim razie w '80 chyba.
          • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 16.08.16, 08:07
            Chyba tak, chociaz u MM to nigdy nie wiadomo... W OwR Ida juz studiuje, choc wedle kalendarza powinna akurat zakuwac do matury :)
            • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 16.08.16, 12:32
              Nie no dobra, znowu się nie zgadza. Kwiat Kalafiora to 77/78 rok i wtedy Gabrysia jest w 3 klasie. Czyli maturę zdaje w roku 79. Czyli rodząc Pyzę jest na II roku, wedle chronologii z KK.
              • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 16.08.16, 12:41
                nigolla napisał(a):

                > Nie no dobra, znowu się nie zgadza. Kwiat Kalafiora to 77/78 rok i wtedy Gabrys
                > ia jest w 3 klasie. Czyli maturę zdaje w roku 79. Czyli rodząc Pyzę jest na II
                > roku, wedle chronologii z KK.

                A niekoniecznie. Mogla jak jej corka ponad 20 lat pozniej rzucic/zawiesic studia zaraz po tym, jak zaciazyla. I wtedy jest po pierwszym roku, ale na drugi mogla wcale nie pojsc. W pazdzierniku byla w osmym miesiacu.
                • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 16.08.16, 12:46
                  Oj, ucieklo.
                  Albo mogla powtarzac klase, albo nie dostac sie na studia za pierwszym podejsciem. Wiem, wiem, herezja, ale ze szkolnymi perypetiami pan z Roosevelta dosyc juz bylo zawracania glowy (czytelnikom przez MM). Ida ewidentnie przeskoczyla rok, za to Natalia i sama Melania mialy rok-dwa opoznienia.
              • iskrzy_54 Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 16.08.16, 16:52
                Nie no dobra, znowu się nie zgadza. Kwiat Kalafiora to 77/78 rok i wtedy Gabrysia jest w 3 klasie. Czyli maturę zdaje w roku 79. Czyli rodząc Pyzę jest na II roku, wedle chronologii z KK.

                W pewnym momencie MM odmłodziła całe towarzystwo o rok a niektórych nawet więcej, w wyobraźni wszystko się mieści i kilkunastoletni wdowcy z córkami i 35-letni wąsaci starcy, pomieszczenia zmieniające miejsce w domu - gumowa czasoprzestrzeń po prostu
    • kajaanna Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 17.08.16, 15:02
      Moim zdaniem, Pyziak przez długie lata siedział w Gnieźnie na Dziekance. Po roku dostał przepustkę, ale jak trafił na Roosevelta, to znów mu się pogorszyło i trzeba go było odwieźć.
      Wszystko, co o nim wiemy, to legendy i historyjki (z trzeciej ręki) - tworzone ad hoc i dlatego mocno niespójne.
      Ale przecież lepiej jest dziecku powiedzieć, że ojciec siedzi w Niemczech, niż taką prawdę...
      • iskrzy_54 Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 17.08.16, 16:45
        Pyziak przez długie lata siedział w Gnieźnie na Dziekance... Dlaczego w Gnieźnie? W Poznaniu nie ma szpitala psychiatrycznego?
        • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 17.08.16, 16:55
          iskrzy_54 napisała:

          > Pyziak przez długie lata siedział w Gnieźnie na Dziekance... Dlaczego w Gnieźn
          > ie? W Poznaniu nie ma szpitala psychiatrycznego?

          Zeby bylo jasne, czemu swieta jezycka go nie odwiedza. Przeciez Gniezno na koncu swiata, dalej niz Miloslaw, jakze by ona mogla rodzicow zostawic na tak dlugo ?

          Druga mozliwosc - dla dobra Janusza. Im dalej od rodziny B., tym lepiej dla niego.
          • vi_san Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 17.08.16, 17:29
            eee.. To może lepiej go wyekspediować do Torunia? Alma mogła być wredna dla równie wrednej Larwy małoletniej [może wyczuła instynktownie, że to paskudna żmija i manipulantka?], ale brata kochała... I na pewno zajęłaby się nim troskliwiej niż ktokolwiek z klanu B. W Toruniu jest psychiatryk?
            • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 17.08.16, 19:29
              vi_san napisała:

              > eee.. To może lepiej go wyekspediować do Torunia? Alma mogła być wredna dla rów
              > nie wrednej Larwy małoletniej [może wyczuła instynktownie, że to paskudna żmija
              > i manipulantka?], ale brata kochała... I na pewno zajęłaby się nim troskliwiej
              > niż ktokolwiek z klanu B. W Toruniu jest psychiatryk?


              W Toruniu Alma nie chciala ze wzgledu na wscibskiego plotkarza, pana Swiniaka, ktorego miala za sasiada. Dobrze wiedziala, ze on czego nie poslyszy, to wymysli i ochoczo opowie (jako fakt) pierwszy raz w zyciu widzianej osobie. A i znajomym zapewne. Po co bratu takie ploty, moze kiedys zechce tu lub w poblizu zamieszkac ? A Alma nie Melania, z Torunia do Gniezna dalej niz z Poznania do Miloslawia, ale ona z pewnoscia by jezdzila.
              • iwoniaw Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 17.08.16, 19:48
                W Toruniu Alma nie chciala ze wzgledu na wscibskiego plotkarza, pana Swiniaka,

                Ómarłam :-D To jakieś freudowskie świństwo jak nic, jak rzekłaby Idusia :-D
                • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 17.08.16, 19:54
                  iwoniaw napisała:

                  > W Toruniu Alma nie chciala ze wzgledu na wscibskiego plotkarza, pana Swi
                  > niaka
                  ,

                  >
                  > Ómarłam :-D To jakieś freudowskie świństwo jak nic, jak rzekłaby
                  > Idusia :-D


                  Ani chybi, to bylo niezamierzone. po prostu piszac myslalam o Wisniaku per "co za swinia!!!", bo dopiero teraz sobie uswiadomilam, ze on te cala historie (przstepstwa, kryminal, nie takie znowu bagatelki) opowiada facetowi, ktorego pierwszy raz w zyciu widzi ! Nie wie, co to za jeden, kim jest dla Almy, z czym przyszedl, a wali wszystko, co wie albo co mu sie uroilo.
                  Chol...mialam sasiadow plotkarzy, ale sensacjami na moj i inne tematy dzielili sie miedzy soba wylacznie ! Nie opowiadali ich kazdemu, kto zastukal do moich drzwi !
                  >
                  • iwoniaw Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 17.08.16, 20:10
                    A co do oceny Wiśniaka-Świniaka ;-) to pełna zgoda. Może dlatego taki, że pijak. A każdy pijak to wszak złodziej i CKNUK.
                    • pi.asia Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 17.08.16, 20:46
                      kajaanna napisała:
                      Moim zdaniem, Pyziak przez długie lata siedział w Gnieźnie na Dziekance. Po roku dostał przepustkę, ale jak trafił na Roosevelta, to znów mu się pogorszyło i trzeba go było odwieźć.
                      Wszystko, co o nim wiemy, to legendy i historyjki (z trzeciej ręki) - tworzone ad hoc i dlatego mocno niespójne.
                      Ale przecież lepiej jest dziecku powiedzieć, że ojciec siedzi w Niemczech, niż taką prawdę...

                      Kajaanna, weź przestań! Twoje pomysły są przerażające, bo gdy się je weźmie pod uwagę, to nagle wszystko zaczyna pasować!!! To Ty przecież lata temu zasugerowałaś, że Laura nie jest córką Pyziaka i ustaliłyśmy ponad wszelką wątpliwość, że masz rację, a teraz nagle wyskakujesz z nową rewelacją! Weź już zeznaj wszystko co wiesz, za jednym zamachem zrobimy porządek i napiszemy Jeżycjadę od nowa... ;)
                      • haszyszymora Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 20:03
                        Pytanie zasadnicze: skoro siedział na Dziekance, skąd telegrafował w OwR? :P
                        • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 20:07
                          haszyszymora napisał(a):

                          > Pytanie zasadnicze: skoro siedział na Dziekance, skąd telegrafował w OwR? :P

                          Z urzedu pocztowego w Gnieznie, a skad mial telegrafowac ? Skoro juz bylo z nim na tyle lepiej, ze mial dostac dlugoterminowa przepustke, to i na poczte go pewnie wypuscili.
    • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 18.08.16, 20:23
      Czy gdziekolwiek, kiedykolwiek było coś wspominane o rodzicach Pyziaka? Choćby nie-wprost jak o internowanym Ignacym?
      • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 18.08.16, 20:37
        nigolla napisał(a):

        > Czy gdziekolwiek, kiedykolwiek było coś wspominane o rodzicach Pyziaka? Choćby
        > nie-wprost jak o internowanym Ignacym?

        Nie. Sierota okragla, nawet bez matki ucznia w Srodzie. Nie wiemy, kim byli i czemu ich nie ma (pewnie umarli na bronchit), czemu Janusz majac siostre (z mieszkaniem) w Toruniu uczy sie w Poznaniu; raz Janusz w dyskusji mowi, ze przeciez w dziecinstwie uczono go pewnych prawd, ale nawet on nie formuluje tego (w domu mnie uczono" czy ze ojciec lub matka; czlowiek znikad (co by troche tlumaczylo, czemu tak zniknal w strone zachodzacego slonca - jak kto sie pojawia nie wiadomo skad, to i znika na ogol nie wiadomo gdzie)
        • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 18.08.16, 20:50
          Załóżmy, że są z domu dziecka, sieroty od zawsze. Jeśli Janusz uczy się w Poznaniu i mieszka w bursie to chyba takie wyjaśnienie odpada? Jako nieletni mieszkałby nadal w domu dziecka chodząc do szkoły średniej? Ktoś wie jak to w tamtych czasach było?
          • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 18.08.16, 21:28
            nigolla napisał(a):

            > Załóżmy, że są z domu dziecka, sieroty od zawsze. Jeśli Janusz uczy się w Pozna
            > niu i mieszka w bursie to chyba takie wyjaśnienie odpada? Jako nieletni mieszka
            > łby nadal w domu dziecka chodząc do szkoły średniej? Ktoś wie jak to w tamtych
            > czasach było?


            Jako nieletni moglby mieszkac w bursie/internacie przyszkolnym, o ile szkoly o tym profilu nie bylo w miescie, w ktorym znajdowal sie jego DD; skad jednak u Almy mieszkanie w Toruniu, zajmowane od dawna (Wisniak pamieta ja jako mloda osobe) i umeblowane antykami (? w kazdym razie meble byly stylowe i niemlode, a zatem i nietanie) ?
            • 3piota Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 18.08.16, 22:14
              tt-tka napisała:
              > Jako nieletni moglby mieszkac w bursie/internacie przyszkolnym, o ile szkoly o
              > tym profilu nie bylo w miescie, w ktorym znajdowal sie jego DD; skad jednak u A
              > lmy mieszkanie w Toruniu, zajmowane od dawna (Wisniak pamieta ja jako mloda oso
              > be) i umeblowane antykami (? w kazdym razie meble byly stylowe i niemlode, a za
              > tem i nietanie) ?

              Wiśniak opowiadał, że z Almą znają się od dziecka, od pieluch niemal. Noale Wiśniak został tu oceniony jako niewiarygodny, bo każdy pijak itd. Mieszkanie mogła mieć po babci, po cioci, po rodzicach kto to wie...
              Nie wiadomo w sumie też jaka jest różnica wieku między Almą a Januszem. Jeżeli w chwili straty rodziców była dorosła to o żadnym DD dla niego nie było mowy.
              O ile mnie pamięć nie myli to w tamtych czasach nie było obowiązku nauki do 18 lat. Szesnastolatek mógł iść do pracy i kontynuować naukę wieczorowo albo w szkole przyzakładowej (trzy dni pracy, trzy dni nauki) albo nie uczyć się wcale. Pamiętam ze szkoły takich spadochroniarzy, my w piątej czy szóstej klasie a oni o 4,5 lat starsi i tylko czekali na te 16 urodziny i wypaaaad!
              Taki serial był "Daleko od szosy" i tam bohater skończył podstawówkę (7-letnią naonczas) nie uczył się, nie pracował, nikt go ani jego rodziców za to nie ścigał i tylko czekał na dowód osobisty żeby mógł kurs na zawodowe prawo jazdy zacząć. Dlatego ten 14-letni Rojek jeżdżący Syrenką też mi zgrzyta, bo prawo jazdy można było w wieku 16 lat uzyskać, ale do pełnoletności prowadzić samochód można było tylko pod warunkiem że obok siedział dorosły posiadacz uprawnień kierowcy.
              • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 18.08.16, 22:33
                Nie bylo obowiazku nauki do pelnolecia, ale byla mozliwosc, dla dzieci z DD tez. Inna sprawa, ze bedac lokatorem DD Janusz nie poszedlby do pracy zaraz po podstawowce, tylko uczylby sie dalej normalnym trybem. Zwlaszcza jesli wybral liceum zawodowe.
            • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 18.08.16, 22:31
              tt-tka napisała:

              skad jednak u Almy mieszkanie w Toruniu, zajmowane od dawna (Wisniak pamieta ja jako mloda osobe) i umeblowane antykami (? w kazdym razie meble byly stylowe i niemlode, a za
              tem i nietanie) ?

              Mieszkanie Almy nie świadczy o jakimś majątku. Kobieta mieszka w na wpół zrujnowanej kamienicy, która była "niewysoka, nieszeroka, niebogata i niezbyt ładna. Jej tynk był spękany, miejscami poczerniały od wilgoci i zielony od pleśni. (...) Miała zaledwie dwa piętra, krzywe drzwi i zniszczone ramy okien." W mieszkaniu nadal pali się w piecach: "W kącie stał żółtawy piec z dużych lśniących kafli, przez uchylone drzwiczki widać było migotanie płomieni. Na regałach stało sporo książek, kilka banalnych reprodukcji zdobiło ściany, a na biurku świecił ekranem komputer." Pomieszczenia są malutkie, a jedynym "lepszym" meblem jest "sekretarzyk z ciemnego drewna".
              Alma może być sporo starsza od Janusza, skoro podczas wizyty Laury jest już siwa, ale to akurat zależy od osoby.

              Pytanie: skąd wiadomo, że Janusz przed osiemnastym rokiem życia był sierotą? Czy to jest gdzieś zapisane? Owszem, mieszkał w bursie, ale Anieli też przyznano miejsce w internacie. Jego rodzice mogli umrzeć np. w 1979 roku. Alma mówi, że nie pamięta znajomych Gabrieli, bo wychowywała się w Toruniu, podczas gdy Janusz mieszkał w bursie. Poza tym, Pyziak po podstawówce musiał iść do pracy w drukarni ("KK": "Najpierw pracował gdzieś w drukarni, potem dopiero mógł się uczyć."). Czy jako sierota nie dostawałby jakiejś zapomogi? Trzeba by znaleźć kogoś, kto zna PRL-owskie prawo rodzinne...

              • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 18.08.16, 22:41
                marutax napisał(a):
                > Pytanie: skąd wiadomo, że Janusz przed osiemnastym rokiem życia był sierotą? Cz
                > y to jest gdzieś zapisane? Owszem, mieszkał w bursie, ale Anieli też przyznano
                > miejsce w internacie. Jego rodzice mogli umrzeć np. w 1979 roku. Alma mówi, że
                > nie pamięta znajomych Gabrieli, bo wychowywała się w Toruniu, podczas gdy Janus
                > z mieszkał w bursie. Poza tym, Pyziak po podstawówce musiał iść do pracy w druk
                > arni ("KK": "Najpierw pracował gdzieś w drukarni, potem dopiero mógł się uczyć.
                > "). Czy jako sierota nie dostawałby jakiejś zapomogi? Trzeba by znaleźć kogoś,
                > kto zna PRL-owskie prawo rodzinne...
                >

                Pisalysmy rownoczesnie :)
                Bedac w domu dziecka z pewnoscia nie musialby pracowac przed 18 /skonczeniem nauki w szkole ponadpodstawowej. Byc moze - siostra wtedy studiowala, czyli nie smierdziala groszem i Janusz zdecydowal sie popracowac, poki ona nie zacznie zarabiac. Przy zalozeniu, ze byl pod jej, a nie panstwa opieka. Prawo do renty po rodzicach mieli obydwoje, on jako nieletni, ona jako uczaca sie , do 25 albo 26 roku zycia, o zapomogi mogli wystapic swoja droga, tzw celowe (na zimowa odziez, podreczniki itp). Poza rentami (ustawowe) byla mozliwosc dostania pieniedzy z oswiaty, opieki spolecznej, TPD, inne zapewne tez. Ta praca janusza, i to z koniecznosci, zgrzytala mi juz podczas pierwszego czytania KK.
                • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 18.08.16, 22:50
                  No właśnie dlatego zaczęłam się zastanawiać, czy nie było tak, że na przykład w "KK" Janusz miał przynajmniej jednego rodzica lub opiekuna z dalszej rodziny. To drugie nawet lepiej pasuje - jakiś wujek, który przejął oficjalnie opiekę nad osieroconym rodzeństwem, ale miał swoją rodzinę, może stosunki nie najlepiej się układały i Janusz wybył z domu opiekunów jak najwcześniej. Tyle że rentę i tak powinien dostawać... Stąd pytanie, czy jest gdzieś powiedziane wprost, że Pyziak był sierotą, czy po prostu wnioskujemy to z poszlak typu nieobecność rodziców Janusza na ślubie?
                  • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 18.08.16, 22:53
                    marutax napisał(a):
                    Stąd pytanie, czy jest gdzieś powiedziane wprost, że P
                    > yziak był sierotą, czy po prostu wnioskujemy to z poszlak typu nieobecność rodz
                    > iców Janusza na ślubie?

                    A wiesz, nie wiem... wydaje mi sie, ze Joanna mowi to Gabie, kiedy Borejki przyszly na wyzerke do stryjostwa, ale mozliwe, ze mowila tylko o dzielnym zarabianiu. Sorry, teraz nie mam jak sprawdzic.
                    • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 18.08.16, 23:08
                      Nie, wtedy Joanna zachwyca się Pawełkiem i informuje Gabę, że Pyziak o nią pytał.
                      Może Janusz jest jak ten uczeń z matką w Środzie, do którego jedzie Hajduk? Ten, który "Wyrwał się z domu, bo matka tęgo pije, i zamieszkał tu. Ona nie daje synowi ani grosza, ojciec nie żyje." Tyle że nie było komu się za nim wstawiać, to i musiał sam zarobić na szkołę. Taki patologiczny rodzic tłumaczyłby też, czemu Janusz zostaje w bursie na święta, a pośrednio także charakterek Almy...
                      • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 18.08.16, 23:27
                        Nie wiem, jak to jest w czasach hajdukowych jazd do Srody, ale gdy Janusz chodzil do szkoly, uczacemu sie dziecku przyslugiwala renta po zmarlym rodzicu nawet wtedy, gdy drugi rodzic zyl i pil. Chlopak mogl myknac z domu do internatu, ale zarabiac na siebie nie musial. No mowie, nie pasuje mi ta praca Pyziaka nastoletniego - chyba ze nie z biedy, tylko mlody zbuntowany, uczyc sie nie chcial czy cos i postanowil wczesniej wskoczyc w doroslosc. Tylko wtedy raczej jako 18-latek poszedlby do szkoly wieczorowej, a nie dziennej, bo skoro przerwal nauke, renta przestala mu przyslugiwac.
              • bupu Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 18.08.16, 23:51
                marutax napisał(a):


                >
                > Mieszkanie Almy nie świadczy o jakimś majątku. Kobieta mieszka w na wpół zrujno
                > wanej kamienicy, która była "niewysoka, nieszeroka, niebogata i niezbyt ładna.
                > Jej tynk był spękany, miejscami poczerniały od wilgoci i zielony od pleśni. (..
                > .) Miała zaledwie dwa piętra, krzywe drzwi i zniszczone ramy okien." W mieszkan
                > iu nadal pali się w piecach: "W kącie stał żółtawy piec z dużych lśniących kafl
                > i, przez uchylone drzwiczki widać było migotanie płomieni. Na regałach stało sp
                > oro książek, kilka banalnych reprodukcji zdobiło ściany, a na biurku świecił ek
                > ranem komputer." Pomieszczenia są malutkie, a jedynym "lepszym" meblem jest "se
                > kretarzyk z ciemnego drewna".

                Ja wiem, że na toruńskiej starówce ostatnio dzieje się nie najlepiej, ale na litość boską, taka wstrząsająca ruina w latach 90 na Podmurnej? Tylko w wyobraźni autorki chyba.
              • iskrzy_54 Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 05:58
                Poza tym, Pyziak po podstawówce musiał iść do pracy w drukarni ("KK": "Najpierw pracował gdzieś w drukarni, potem dopiero mógł się uczyć.").

                Możę Joannie się coś pozajączkowało a Pyziak po podstawówce poszedł najpierw do zawodówki i tam miał praktyki zawodowe, tylko, że wtedy do technikum by raczej poszedł nie na 5 lat (chyba, że miało inny profil niż zawodówka) tylko na 3 - może w tej drukarni praktykował jako elektryk w ramach zawodówki niepoligraficznej?
                • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 08:57
                  iskrzy_54 napisała:

                  > Poza tym, Pyziak po podstawówce musiał iść do pracy w drukarni ("KK": "Najpierw
                  > pracował gdzieś w drukarni, potem dopiero mógł się uczyć.").

                  O tym właśnie wątku i o tym cytacie debatujemy, zastanawiając się, jakie musiały być okoliczności, by sytuacja Pyziaka (co najmniej dwa lata pracy zaraz po podstawówce żeby zarobić na naukę) była realna ;-)
                  • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 21.08.16, 11:43
                    marutax napisał(a):


                    > O tym właśnie wątku i o tym cytacie debatujemy, zastanawiając się, jakie musiał
                    > y być okoliczności, by sytuacja Pyziaka (co najmniej dwa lata pracy zaraz po po
                    > dstawówce żeby zarobić na naukę) była realna ;-)

                    Absolutnie nierealna ! :)
                    Dopiero teraz dostrzeglam to "zeby zarobic na dalsza nauke" - nonsens do kwadratu. Odjazd albo sie MM (juz wtedy ?) zapatrzyla w te pozytywistyczne wzorce, co to gimnazjalista idzie na guwernerke i latami grosz do grosza scibie na studia; albo opowiesci brata o amerykanskiej mlodziezy, co tak samo dorabia sobie na koledz; ale w PRL nieletni bez kwalifikacji z pracy swojej mogl se odlozyc na kino, wrotki (no niech bedzie rower), szpanerski ciuch, w zadnym wypadku na lata nauki. No i jako osmoklasista pietnastoletni moglby pracowac tylko w ramach OHP czy szkoly przysposobienia zawodowego; jako 16-latek juz poza osrodkiem edukacyjnym, ale tez - nieletnich nie wolno bylo zatrudniac w pelnym wymiarze godzin i za g..e stawki. Altorka pojechala albo chlapnela bezmyslnie, zeby bylo bardziej dramatycznie, tylko i li.
                • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 09:11
                  iskrzy_54 napisała:


                  > Możę Joannie się coś pozajączkowało a Pyziak po podstawówce poszedł najpierw do
                  > zawodówki i tam miał praktyki zawodowe, tylko, że wtedy do technikum by raczej
                  > poszedł nie na 5 lat (chyba, że miało inny profil niż zawodówka) tylko na 3 -
                  > może w tej drukarni praktykował jako elektryk w ramach zawodówki niepoligrafic
                  > znej?

                  On poszedl do liceum. Czteroletniego.
                  Oczywiscie mogl wczesniej byc w zasadniczej zawodowej i wtedy pracowac (na praktykach).
                  • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 09:28
                    Ucieklo - ani szkoly, ani pracy, ani zwlaszcza lokum (internatu) nieletni nie mogl zalatwic bez zgody prawnego opiekuna.
                • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 20:20
                  Dosprawdzałam, to nie Joanna mówiła o pracy Janusza. On sam to powiedział Gabie. Weszła na Sylwka do Joanny, zaskoczył ją widok Pyziaka. "No, tak. Wszystko się zgadza. Wspomniał przecież na owej pamiętnej randce, że zdał do Liceum Poligraficznego. Najpierw pracował gdzieś w drukarni, potem dopiero mógł się uczyć."
      • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 07:25
        Albo też po prostu Janusz już wtedy przejawiał swój charakterek, a łatwego nie miał. Jako dorosły facet był burakiem i chamem (scena w JT), w międzyczasie jeszcze pokazał, że jest nieodpowiedzialnym lekkoduchem (zostawienie rodziny). Może jako 15-16 latek był młodym zbuntowanym chłopakiem, żarł się z rodzicami (nawet normalnymi, nie patologicznymi koniecznie), odwalał jakieś cyrki, podczas kłótni ojciec kazał mu spitalać z domu jak się nie umie dostosować (powiedziane w nerwach), a Janusio się uniósł i spierdzielił do Poznania, bo np tam miał jakiegoś kolegę? Przebimbał na waleta w jakimś akademiku/poszedł do pracy, żeby zarobić cokolwiek i potem jak trochę okrzepł w Poznaniu to poszedł do szkoły.

        Ale wtedy pozostaje kwestia jego rodziców. Może zerwali wszelkie stosunki i stąd ich nieobecność na ślubie i w dalszym życiu Gaby i wnuczek (w sumie czy wiadomo, że ich na ślubie nie było?) - aczkolwiek też ta nieobecność mogła wynikać z faktu, że Janusz brał ślub na pałę i podszedł do tego na zasadzie "dobra to tylko cywilny, nie róbmy cyrków, idziemy do urzędu i w 10 minut podpisujemy papier", stąd i goście nie byli mu potrzebni.

        No albo zmarło im się już gdzieś po drodze. Mógł być na przykład późnym dzieckiem, urodzonym po czterdziestce matki, a przed pięćdziesiątką ojca, jak moja sąsiadka zrodzona jako pierworodna z matki lat 44.
        • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 08:55
          nigolla napisał(a):

          Moż
          > e jako 15-16 latek był młodym zbuntowanym chłopakiem, żarł się z rodzicami (naw
          > et normalnymi, nie patologicznymi koniecznie), odwalał jakieś cyrki, podczas kł
          > ótni ojciec kazał mu spitalać z domu jak się nie umie dostosować (powiedziane w
          > nerwach), a Janusio się uniósł i spierdzielił do Poznania,

          Nie wydaje mi się, żeby 15-latek mógł tak bezproblemowo się wynieść z domu. Był niepełnoletni i pozostawał pod opieką, ale i "władzą" rodziców. Powinien być poszukiwany i zgarnięty przez milicję. No, chyba że rodzice go rzeczywiście wyrzucili, ale to już normalne nie jest. Nie miał dowodu, więc legalna praca bez zgody opiekuna odpadała. Poza tym nie wierzę, że miał znajomych na studiach, u których mógł się zatrzymać. W internacie to by nie przeszło. A koledzy byliby w zbliżonym wieku, więc ich rodzice też mieliby coś do powiedzenia na temat dodatkowego lokatora.

          > No albo zmarło im się już gdzieś po drodze. Mógł być na przykład późnym dziecki
          > em, urodzonym po czterdziestce matki, a przed pięćdziesiątką ojca, jak moja sąs
          > iadka zrodzona jako pierworodna z matki lat 44.

          Tu można by uwierzyć, ale jak wspominano w tym wątku, Januszowi jako sierocie przysługiwała renta, więc nie musiałby iść do pracy po podstawówce. Poza tym ilość sierot i półsierot w Jeżycjadzie to jakiś absurd. W żadnej klasie, do której chodziłam, nie było ani jednej "całkowitej" sieroty. Były może ze dwie półsieroty. na plus-minus 100 osób. Oczywiście co innego, jeśli chodzi o rozwody.
          A u MM mamy: Hajduka, niepotwierdzonego Pyziaka, Anielę, Elkę, Bellę, Maćka, Aurelię, Lewandowskich, Grzegorza... Przy czym pomór wśród młodych matek jak w średniowieczu, z kompletnym olaniem przyczyny. Zadanie wypełniły i ot tak sobie umierają. Plus ojcowie, którzy jeśli nie są przykładnymi mężami to znikają całkowicie i kompletnie nie uczestniczą w życiu dzieci - Pyziak, tata Bobcia, ojciec Bebe i ojciec Dorotki... Z tego wszystkiego najbardziej wiarygodna jest Aurelia. W pozostałe przypadki byłabym skłonna uwierzyć, gdyby nie ich kumulacja. I tylko Borejkowie jak te dwie skały...
          • reveiled Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 20.08.16, 01:18
            Maciek byl sierota? Nie pamietam, skad to wiemy? Z tego co pamietam, wyslano go do Poznania zeby pomoc Piotrowi po zalamaniu psychicznym. A Lewandowscy? To znaczy konkretnie kto? Slawka rodzice zyli w OwR...
            • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 20.08.16, 09:28
              reveiled napisał(a):

              > Maciek byl sierota? Nie pamietam, skad to wiemy? Z tego co pamietam, wyslano
              > go do Poznania zeby pomoc Piotrowi po zalamaniu psychicznym. A Lewandowscy? T
              > o znaczy konkretnie kto? Slawka rodzice zyli w OwR...

              Rany, dwa byki w jednym komentarzu... Z Maćkiem to oczywiście racja, rodzice żyli, tylko żadnego udziału w akcji nie mają. A w drugim przypadku idiotyczna pomyłka - chodziło mi o Lelujków. Dziękuję za czujność!
        • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 09:09
          nigolla napisał(a):

          > Albo też po prostu Janusz już wtedy przejawiał swój charakterek, a łatwego nie
          > miał. Jako dorosły facet był burakiem i chamem (scena w JT), w międzyczasie jes
          > zcze pokazał, że jest nieodpowiedzialnym lekkoduchem (zostawienie rodziny).

          Charakter janusza w KK i IS wydaje mi sie nienajgorszy. Burakiem i chamem okazal sie RAZ, w nerwach. Stoik Ignac ma wiecej scen, w ktorych nie panuje nad soba, do rekoczynow wlacznie

          Moż
          > e jako 15-16 latek był młodym zbuntowanym chłopakiem, żarł się z rodzicami (naw
          > et normalnymi, nie patologicznymi koniecznie), odwalał jakieś cyrki, podczas kł
          > ótni ojciec kazał mu spitalać z domu jak się nie umie dostosować (powiedziane w
          > nerwach), a Janusio się uniósł i spierdzielił do Poznania, bo np tam miał jaki
          > egoś kolegę? Przebimbał na waleta w jakimś akademiku/poszedł do pracy, żeby zar
          > obić cokolwiek i potem jak trochę okrzepł w Poznaniu to poszedł do szkoły.


          Po tym jak sie uniosl i ....powiedzmy udal do Poznania, musialby sie gdzies zatrzymac. Na akademickie znajiomosci za mlody byl, rodzice kolegi mogliby nie zgodzic sie na dluzszy pobyt obcego, a pojsc do pracy nieletni bez zgody prawnego opiekuna nie mogl, wyobraz sobie. Zwlaszcza w drukarni, na panstwowym.


          > Ale wtedy pozostaje kwestia jego rodziców. Może zerwali wszelkie stosunki i stą
          > d ich nieobecność na ślubie i w dalszym życiu Gaby i wnuczek (w sumie czy wiado
          > mo, że ich na ślubie nie było?) - aczkolwiek też ta nieobecność mogła wynikać z
          > faktu, że Janusz brał ślub na pałę i podszedł do tego na zasadzie "dobra to ty
          > lko cywilny, nie róbmy cyrków, idziemy do urzędu i w 10 minut podpisujemy papie
          > r", stąd i goście nie byli mu potrzebni.

          A siostra, ktora mu swiadkowala, tez zerwala stosunki z rodzicami ? Poza tym na pale czy nie, miesiac trzeba bylo odczekac. I 10 minut to nie trwalo, wierz mi, bylam na wielu slubach cywilnych.



          • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 09:14
            Do licha, znów pisałyśmy jednocześnie... i prawie to samo ;-)
            • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 09:50
              marutax napisał(a):

              > Do licha, znów pisałyśmy jednocześnie... i prawie to samo ;-)

              Genialne umysly i tak dalej :))) albo siostrzenstwo dusz

              Mnie to juz zreszta przy Klamczusze zgrzytnelo - 15-letnia Kasia Kurkowna nie mogla ot tak sobie pojsc do pracy po podstawowce, obowiazek szkolny byl do ukonczenia 16 lat. Mogla pracowac w przetworni w ramach OHP albo szkoly przyzakladowej, a brzmialo to u MM tak, jakby Kasia juz z nauka skonczyla. Ale wytlumaczylam sobie, ze to postac poboczna i MM zastosowala skrot myslowy.
          • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 09:45
            A czemu mnie atakujesz? Gdybam sobie, wyobraź sobie, a Ty odpisujesz mi jakbym stawiała tezę objawioną i broniła ją własną piersią.
            • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 09:55
              nigolla napisał(a):

              > A czemu mnie atakujesz? Gdybam sobie, wyobraź sobie, a Ty odpisujesz mi jakbym
              > stawiała tezę objawioną i broniła ją własną piersią.


              Nigollo, atakuje szturmowiec, ja odpowiadam na posty. Zabrzmialo nieprzyjemnie ? Przepraszam, ale to, co napisalas, tez nie brzmialo milo. Nie zamierzalam i chyba nie zastosowalam adpersony, natomiast ten Janunio sp...do Poznania uklul mnie okrutnie.
              A realia tamtych lat znam, wiec wyjasnilam - ani ucieczka z domu nie pozostawala bez konsekwencji, ani nielat, nawet sklocony z rodzicami, nie mogl niczego (w sensie edukacji i lokalu) bez nich zalatwic, ani stosunki Janusza z siostra nie wskazuja na patologie w ich rodzinie.
              • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 10:14
                No ja też nie miałam zamiaru niemiło, tak sobie gdybałam dryfując luźno.

                Jest jeszcze opcja jedna, że np. rodzice Pyziaka byli rozwiedzeni. Alma mogła mieszkać z ojcem/matką w Toruniu, gdzie mieszkał również Janusz np, do końca podstawówki. A potem przeniósł się do Poznania, gdzie był drugi rodzic, ale z jakiegoś powodu zamieszkał w bursie (nie lubił się z drugą, nową rodziną rodzica/miał jeszcze jakieś rodzeństwo dodatkowe i na małym metrażu było ich za dużo - dostałby wtedy bursę? - i nie miał warunków do nauki? W domu się nie przelewało to pracował...

                Taka opcja w sumie też mi nie pasuje i zgrzyta... Bardziej mnie przekonuje opcja, że jest w Poznaniu sam jak palec. Chyba tylko wtedy byłoby to legalnie możliwe, gdyby było tak jak pisałyście wyżej - rodzice nie żyją, Alma jest od niego starsza, np o 10 lat, ma go pod opieką, on chce koniecznie do poligrafów, a w Toruniu ich nie ma, Alma zarabia marnie lub nawet nic (bo np. jest młodsza i jeszcze studiuje), niby rentę mają, ale niską i chce Janusz dorobić.

                Ciekawe co by MM powiedziała, gdyby ją zapytać o los Janusza, tak w dosłownie w 10 zdaniach.
                • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 10:15
                  Aha, ale kwestia tego, że legalnie nie może pracować... może na czarno robił :D
                  • vi_san Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 10:16
                    Nigolla, nie te czasy!
                    • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 16:24
                      Że na czarno robił? Nie robiło się wtedy na czarno? (pytam poważnie, bo ja młodsza o Tygrysa jestem i prawie nic nie wiem o ówczesnej rzeczywistości)
                      • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 16:46
                        nigolla napisał(a):

                        > Że na czarno robił? Nie robiło się wtedy na czarno? (pytam poważnie, bo ja młod
                        > sza o Tygrysa jestem i prawie nic nie wiem o ówczesnej rzeczywistości)

                        Nie w panstwowym zakladzie.
                      • vi_san Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 21.08.16, 15:05
                        W państwowym zakładzie - bez szans. A żaden prywaciarz nie zaryzykowałby zatrudnienia małoletnie3go na czarno - spoza kręgu rodzinnego. Znaczy mógłby np. prywatnie u wujka mającego warsztacik introligatorski robić, formalnie nie zatrudniony, tylko ot tak, pomaga wujaszkowi, a realnie robić normalnie, ale to "w rodzinie" - za łatwo było w tamtych latach stracić prawo do tejże prywatnej działalności.
                        • guineapigs Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 21.08.16, 21:21
                          A taki Leszek Górecki (datować nie jestem w stanie, ale przyjmuję, że okoliczności Leszka i Pyziaka sa podobne) spokojnie pracował czy to na budowie, czy to przy zbiorze wiśni/czereśni - i na pewno nie było to zatrudnienie 'legalne' - dopóki nie dostał dowodu i nie poszedł ma zawodowe prawo jazdy. Przy okazji ów Leszek robił u 'szmaciarza', sprzedawał jabłka, kradł jajka, plótł koszyki itp - by potem te zarobione pieniądze wydać na korepetycje z matematyki czy fizyki i dostać się do drugiej klasy technikum (jakiz to misz-masz był, by dostać się do odpowiedniego urzędnika, w kryminale za to wylądował chyba bo spał w parku - bo miejsca w hotelu w Łodzi nie było). Ania to swietnie podsumowała: on na palce się wspina by dostać to, co my mamy pod stopami - czy jakoś tak. Dla mnie Janusz Pyziak tak właśnie mógł działac jak Leszek Górecki - gdzies pracował, a pieniądze odkładał nie na zawodowe prawo jazdy ale na mozliwość nauki poligrafii. No cóz, ściezki Leszka i Janusza były kompletnie inne, ten pierwszy wg. filmu i książki parł jak taran i zwalczał przeciwności jak umial zachowując przy tym honor, ten drugi okazał się CKNUKIEM, fują, fubrawcem i niech ręka Opatrzności zatrzyma rękę MM - bo zaraz się okaże, że te te akty terroryzmu w Niemczech to nie kto inny organizuje jak .... Bardzo przepraszam za trywializowanie poważnego problemu, ale skoro pokazano Pyziaka jako chama, pijaka, złodzieja, łapówkowicza i niemal lobbystę, to dlaczego nie jako terrorystę?
                          • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 21.08.16, 22:34
                            Guin, ale Janusz pracowal w drukarni (a przynajmniej tak twierdzi). Na panstwowym. I dobre 10 lat pozniej niz Leszek. I daje Ci slowo najbardziej slowne, ze z sezonowych zarobkow typu zbior wisni u prywaciarza nie dawalo sie odlozyc na pozniejsza kilkuletnia nauke. Nie mowiac o tym, ze "Daleko od szosy" nie jest dokumentem - rownie dobrze mozna twierdzic, ze z szycia woreczkow na putpuri da sie zarobic na utrzymanie prawie 100-metrowego mieszkania w stolicy, jak to sie zdarzylo bohaterce innego serialu.
                • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 10:24
                  nigolla napisał(a):

                  Bardziej mnie przekonuje opcj
                  > a, że jest w Poznaniu sam jak palec. Chyba tylko wtedy byłoby to legalnie możli
                  > we, gdyby było tak jak pisałyście wyżej - rodzice nie żyją, Alma jest od niego
                  > starsza, np o 10 lat, ma go pod opieką, on chce koniecznie do poligrafów, a w T
                  > oruniu ich nie ma, Alma zarabia marnie lub nawet nic (bo np. jest młodsza i jes
                  > zcze studiuje), niby rentę mają, ale niską i chce Janusz dorobić.

                  Mam niejasne wspomnienia, ale wydaje mi się, że Januszowi jako sierocie należałyby się jakieś dodatkowe świadczenia, więc nawet przy niskiej rencie powinien mieć pieniądze na edukację. Internat na pewno, poza tym podręczniki (możliwe, że używane), nie wiem, jak z obiadami/wyżywieniem. Jednak może być to jedna z niedoróbek autorki, ponieważ przy opisywaniu sytuacji finansowej Hajduka (sierota potwierdzony) także wymieniła tylko babcię oraz pieniądze, które zarabiał naprawianiem telewizorów.



                • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 11:13
                  nigolla napisał(a):


                  > Taka opcja w sumie też mi nie pasuje i zgrzyta... Bardziej mnie przekonuje opcj
                  > a, że jest w Poznaniu sam jak palec. Chyba tylko wtedy byłoby to legalnie możli
                  > we, gdyby było tak jak pisałyście wyżej - rodzice nie żyją, Alma jest od niego
                  > starsza, np o 10 lat, ma go pod opieką, on chce koniecznie do poligrafów, a w T
                  > oruniu ich nie ma, Alma zarabia marnie lub nawet nic (bo np. jest młodsza i jes
                  > zcze studiuje), niby rentę mają, ale niską i chce Janusz dorobić.


                  To jest wersja spojna i prawdopodobna jak najbardziej. Mieszkanie po rodzicach, renty maja oboje, na zycie starcza, ale na kieszonkowe juz nie (albo Alma jest skapa, albo wyznaje zasade, ze smarkaczom nie daje sie pieniedzy do reki) i Janusz po osmej klasie decyduje sie na zasadnicza szkole zawodowa, gdzie na praktykach troche zarabia i ma wreszcie wlasny grosz. A podczas praktyk w drukarni oczarowala go poligrafia i postanawia uczyc sie w tym kierunku, najblizsza szkola w Poznaniu...

                  Wersja alternatywna - o tym zarabianiu wiemy tylko od Joanny, ktora z kolei wie od Janusza; a Pyziaczek mogl polac wode i wejsc w buty zaradnego zarabiajacego ukrywajac starannie fakt, ze jest wypedkiem z innej (w domysle - lepszej) szkoly :)
                  • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 11:28
                    Jeśli jest człowiekiem, który w przyszłości będzie miał problemy z prawem to widziałabym już za nastolęcych lat go w roli chłopca, którego wychrzanili ze szkoły jakiejś :) Albo za jakiś chuligański wybryk albo za jakąś niewskazaną działalność polityczną.
                    • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 11:29
                      Dobrze, że MM nie podała, że Alma jest młodszą siostrą, bo wtedy się by już chyba nie dało tego połatać :D
                    • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 11:35
                      Zawsze może się jeszcze okazać, że Janusz spędził dwa lata w poprawczaku, bo już za młodu miał pociąg do nieswoich aut. Po wyjściu pod pretekstem szkoły przeniósł się do Poznania, gdzie nikt go nie znał. Wybrał liceum poligraficzne jako pretekst do wyjazdu. Wszystkich znajomych (łącznie z Gabą) okłamywał...
                      • gat45 Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 11:58
                        A ja nie pojmuję, jak po takim szkolnym przebiegu - podstawówka, praca, liceum zawodowe - Janusz posiadł wiedzę o starożytności w stopniu zadowalającym tak surowego egzaminatora jak nasz dziadek Ignacy. Jest jakaś wzmianka o szczególnej pasji młodocianego robotnika do tej dziedziny ? Bo że łacina bywała tylko w LO, a i to w dawkach homeopatycznych, to wiadomo. Z historią starożytną to samo - może nie tylko w LO, ale zakres nauczania maciupki.
                        • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 12:00
                          Plus wiedzę o teatrze wystarczająca, by zachwiać pewność siebie Anieli...
                        • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 12:15
                          gat45 napisała:

                          > A ja nie pojmuję, jak po takim szkolnym przebiegu - podstawówka, praca, liceum
                          > zawodowe - Janusz posiadł wiedzę o starożytności w stopniu zadowalającym tak su
                          > rowego egzaminatora jak nasz dziadek Ignacy.

                          "W cieniu malwy", przelom lat 60- i 70-tych. Historyk sztuki na urlopie na wsi widzi mlodocianego pasacego krowy, zagaduje go, skad on, ten wyjasnia, ze z budowlanki, po czym historyk rzuca cos, ze te cienie na wodzie i drzewa jakby wyrastajace z wody to jak u Celnika Rousseau. Na co mlody odpowiada, ze widzial, ale go nie zachwycilo, on woli Falata i swiatlocienie u kogostam. Bo mial w tej budowlance kolko plastyczne i klub dyskusyjny.
                          W latach poznych 80-tych pracowalam krotko w zespole szkol (liceum zawodowe, technikum i zasadnicza) o profilu budowa platowcow i obrobka skrawaniem - szkola pod patronatem bogatych zakladow i wyposazenie tam mieli takie, ze ja w moim nienajgorszym LO nawet marzyc nie moglam ! Klub filmowy m. in., krajoznawczo-turystyczny i inne, a mlodziez na poziomie kultury ogolnej stala bardzo wysoko (oczytani, zorientowani, umiejetnie dyskutujacy)

                          Skoro Aniela, uczennica podstawowki w Lebie byla tak oblatana w teatraliach, to i uczen zawodowki z miasta troche wiekszego mogl byc. Pomijajac juz, ze nie pamietam, czy on z Ignacem dyskutowal, czy tylko sluchal umiejetnie zainteresowany ? Bo dla Ignaca zachwycony sluchacz, a jeszcze lepiej potakiewicz to bylo dosc, by uznac kogos za wybitnie inteligentnego mlodego czlowieka...
                          • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 12:27
                            tt-tka napisała:

                            > Skoro Aniela, uczennica podstawowki w Lebie byla tak oblatana w teatraliach, to
                            > i uczen zawodowki z miasta troche wiekszego mogl byc.

                            Zgadzam się, że były takie szkoły, kółka i zajęcia, ale mnie prawdę mówiąc już przy Anieli to zgrzytało. A właściwie zazgrzytało, gdy wróciłam do "Kłamczuchy" na pierwszym roku studiów, mając świeżo w pamięci egzamin z wiedzy o kulturze. To na nim się przekonałam, jak przepaść dzieliła mnie od uczniów z Krakowa czy innego dużego miasta. Pytania dotyczyły m.in. architektury, wystaw, przedstawień... Na szczęście nie było ich tak dużo, by zaważyły na wyniku egzaminu ;-) Mimo to, dorastając i ucząc się w ok. 80 tysięcznym mieście na wschodzie Polski nie miałam właściwie możliwości zdobycia wiedzy, która pozwoliłaby mi na te pytania odpowiedzieć. Może na część, gdyby udało mi się zdobywać jakieś specjalistyczne pisma z różnych dziedzin oraz codzienną prasę lokalną. Tymczasem Aniela omawia ileś tam kreacji Ofelii, choć mogła widzieć może dwie-trzy... Rozumiem pasję, jednak wolałabym, by Autorka wspomniała właśnie coś w rodzaju "Aniela tęskniła za kolegami z kółka teatralnego, z którymi tak świetnie dyskutowało się o Kantorze".
                            • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 12:44
                              marutax napisał(a):
                              zazgrzytało, gdy wróciłam do "Kłamczuchy"
                              > na pierwszym roku studiów, mając świeżo w pamięci egzamin z wiedzy o kulturze.
                              > To na nim się przekonałam, jak przepaść dzieliła mnie od uczniów z Krakowa czy
                              > innego dużego miasta. Pytania dotyczyły m.in. architektury, wystaw, przedstawi
                              > eń... Na szczęście nie było ich tak dużo, by zaważyły na wyniku egzaminu ;-)


                              No oczywiscie, ze bylo trudniej. Ale nie niemozliwe. Telewizja ze swietnymi spektaklami teatru TV, Pegaz i inne programy kuluralno-popularyzatorskie, omowienia przed filmem czy przedstawieniem, w kinach zwykle procz kroniki dodatek w postaci czegos krotkometrazowego ze swiata sztuki itp; zainteresowany mial skad czerpac, nawet na glebokiej prowincji, a Torun to jednak stare uniwersyteckie miasto z tradycjami...
                              • gat45 Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 13:24
                                Może i możliwe, ale tak mało prawdopodobne, że ja uznaję za niemożliwe.
                                Do 14-tego roku życia mieszkałam w Polsce w małym mieście na wschodzie. Jednym z pierwszych wielkich wrażeń w paryskiej szkole było fakt, że koledzy-paryżanie wcale mną nie gardzą z tego względu. A do pogardy przyzwyczaili mnie wakacyjni koledzy z Warszawy i Krakowa. Jeszcze Łódź i Poznań cieszyły się jakim-takim uznaniem, wszystko inne wywoływało uśmieszek politowania dla prowincjusza i bardzo niewybredne żarciki. A jak ma się 10 lat, to się takie rzeczy bardzo przeżywa. Dotąd zresztą jestem zdumiona polską pogardą dla prowincji. Taki Francuz z dumą opowiada o wiosce, z której pochodzą jego dziadkowie i o regionie, z którego pochodzi, choć nawet rodzice już się urodzili w wielkim mieście. W Polsce "wiocha" to skondensowana pogarda i synonim zacofania, głupoty i ćwokowatości. Fuj, jak ja tego w Polsce nie znoszę :( A jak mnie kto pyta, skąd jestem, to odpowiadam zgodnie z prawdą (do nie tak dawna był to Paryż), ale dodaję, że jestem z .... i tu nazwa mojej dziury ze ściany wschodniej. Rozmówca na ogół doznaje dysonansu poznawczego i ma głupią minę, co mnie nieustannie napawa radością. I pozwala na szybki odsiew nowo poznawanych osób.
                                Mogłabym o tym długo, na przykład o słoikach, ale wystarczy. Jestem zła na świat, który mnie nie kocha, więc mogłabym się zrobić naprawdę zła i złośliwa.
                                • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 13:40
                                  W pierwszych slowach mojego listu zawiadamiam, ze kocham. Choc pewnie nuiewiele to pomoze, zwlaszcza ze jestem tylko okruchem swiata i to nie najlepszym.

                                  W drugich - nie znalas osobiscie Polski gierkowskiej. A to pod wzgledem kulturalnym bylo naprawde ogromne otwarcie, i podaz, i dostep do dobr ducha nieporownywalne z dekada poprzednia. Choc i ona byla nieuboga. oczywiscie mozesz pozostac w niewierze, ale u mnie to nie kwestia wiary, tylko wiedzy - znalam takich nastolatkow. Z malych miasteczek tez.
                              • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 14:06
                                Ja pisałam głównie o Anieli, która mieszkała w Łebie. Moje doświadczenia są sporo późniejsze, ale na przykład w moim mieście nie było (i nie ma) teatru, a do najbliższego trzeba było jechać co najmniej dwie godziny plus dotarcie na miejsce. Aniela miała teatry w Trójmieście, ale nie wierzę, że ojciec pozwalał jej jeździć na przedstawienia, gdy miała 13 lat. Zwłaszcza, że spektakle kończą się zazwyczaj późno. Może zabierał ją raz na kilka miesięcy.
                                W czasach dużo późniejszych przeżyłam szok, ponieważ okazało się, że księgarnia w moim mieście po prostu nie sprowadza wielu książek, które można było dostać w Krakowie. A czasy były przed sprzedażą wysyłkową i internetem. Jedynie prasę można było prenumerować. Te różnice były naprawdę duże i pani Musierowicz jako osoba z dużego miasta najwyraźniej nie zdawała sobie z nich sprawy. Inaczej dałaby jakiś wtręt o nauczycielce-mentorce czy scenkę, w której Aniela ogląda "Pegaza" i potem idzie do biblioteki, by "doczytać" na ten temat w starych rocznikach pism teatralnych.
                                • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 14:10
                                  marutax napisał(a):

                                  > Ja pisałam głównie o Anieli, która mieszkała w Łebie. Moje doświadczenia są spo
                                  > ro późniejsze, ale na przykład w moim mieście nie było (i nie ma) teatru, a do
                                  > najbliższego trzeba było jechać co najmniej dwie godziny plus dotarcie na miejs
                                  > ce. Aniela miała teatry w Trójmieście, ale nie wierzę, że ojciec pozwalał jej j
                                  > eździć na przedstawienia, gdy miała 13 lat. Zwłaszcza, że spektakle kończą się
                                  > zazwyczaj późno. Może zabierał ją raz na kilka miesięcy.


                                  W Lebie w tym czasie nie bylo nawet kina, zdaje sie, ze Kasia jedzie do kina do Leborka. Ale te inscenizacje Hamleta, na ktore Aniela swobodnie sie powoluje, to byly albo wersje filmowe, w telewizji pokazywane, albo spektakle teatru TV. Mogla je znac nie ruszajac sie z domu.
                                  > W czasach dużo późniejszych przeżyłam szok, ponieważ okazało się, że księgarnia
                                  > w moim mieście po prostu nie sprowadza wielu książek, które można było dostać
                                  > w Krakowie. A czasy były przed sprzedażą wysyłkową i internetem. Jedynie prasę
                                  > można było prenumerować. Te różnice były naprawdę duże i pani Musierowicz jako
                                  > osoba z dużego miasta najwyraźniej nie zdawała sobie z nich sprawy. Inaczej da
                                  > łaby jakiś wtręt o nauczycielce-mentorce czy scenkę, w której Aniela ogląda "Pe
                                  > gaza" i potem idzie do biblioteki, by "doczytać" na ten temat w starych rocznik
                                  > ach pism teatralnych.
                                  • meduza7 Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 14:24
                                    > W czasach dużo późniejszych przeżyłam szok, ponieważ okazało się, że księgarnia
                                    > w moim mieście po prostu nie sprowadza wielu książek, które można było dostać
                                    > w Krakowie.

                                    Z drugiej strony za PRL-u bywało tak, że księgarnie na prowincji były lepiej zaopatrzone np. w chodliwe nowości, bo książki przydzielano wg rozdzielnika, nie patrząc na rzeczywiste zapotrzebowanie, i w ten sposób na prowincji mogło uchować się to, co w dużym mieście dawno już wykupiono.
                                    (pamiętacie może scenę z "Małomównego i rodziny", gdzie bohaterowie, znalazłszy się w Śmietankowie, z błyskiem oka rzucają się do księgarni? Dziwiło mnie, co oni tam mogą znaleźć, póki nie natknęłam się na to właśnie wytłumaczenie)
                                    • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 15:20
                                      meduza7 napisała:


                                      > Z drugiej strony za PRL-u bywało tak, że księgarnie na prowincji były lepiej za
                                      > opatrzone np. w chodliwe nowości, bo książki przydzielano wg rozdzielnika, nie
                                      > patrząc na rzeczywiste zapotrzebowanie, i w ten sposób na prowincji mogło uchow
                                      > ać się to, co w dużym mieście dawno już wykupiono.
                                      > (pamiętacie może scenę z "Małomównego i rodziny", gdzie bohaterowie, znalazłszy
                                      > się w Śmietankowie, z błyskiem oka rzucają się do księgarni? Dziwiło mnie, co
                                      > oni tam mogą znaleźć, póki nie natknęłam się na to właśnie wytłumaczenie)


                                      "Wspomnienia chalturzystki" nieocenionej Stefanii Grodzienskiej, osoby, ktora pol zycia spedzila w tzw terenie, czasem glebokim, z roku bodajze 62, ale pozniej tez tak bywalo. Cytuje z pamieci "w Warszawie nie mozna dostac "Ulissesa", podczas gdy w odleglym o 40 km Minsku Maz. ksiagarz z rozpacza patrzy na stosy ulissesow zalegajacych polki i magazyn. I tak ma byc. Rzuca do Warszawy, to ludzie rozkupia i znowu nie bedzie. A tak spokojnie sobie leza w Minsku".

                                      PS gdyby ktos chcial to potraktowac zbyt doslownie, przypominam, ze S.G. byla satyryczka :)
                                      • gat45 Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 15:49
                                        Dosłownie czy niedosłownie, ale to jest dokładnie to, o czym mówię.
                                        Naprawdę nie wyczuwasz pogardy dla prowincji w tym satyrycznym tekście ? O takich właśnie "żarcikach" wspominałam. Myślisz, że mieszkańcy Mińska byli nim zachwyceni ? Rzeczywiście, gejzer humoru : pomyśleć, że w takiej dziurze ktoś mógłby chcieć kupić Joyce'a ! No nie mogę, turlam się ze śmiechu po podłodze.

                                        Niestety to bardzo typowe i bardzo mnie tym pani Stefania rozczarowała, bo normalnie ją lubię. Chałturzący artyści.... Ja w dzieciństwie dostawałam z dostawą na miejsce operę tylko objazdową. Nie tylko czwarty garnitur jako obsada, ale na mojej pierwszej w życiu "Carmen" na żywo trzy razy zmieniano don José'go, bo dwa tenory padły na scenie w upojeniu alkoholowym, jeden czkając, drugi regularnie chrapiąc. Podobno partię skończył facet z orkiestry, który mniej więcej znał ją na pamięć, ale jednak chyba mniej, bośmy mu w jednym miejscu z tatusiem podpowiadali tekst. Dzięki temu instrumentaliście spektakl mógł zostać "dograny" do końca. Ale ile śmiesznych historyjek o swoich prowincjonalnych widzach musieli ci wielcy ludzie sztuki z wielkiego miasta opowiadać w swoich artystycznych kręgach między jednym a drugim tournée.... Przykład pani Stefanii daje mi o tym pojęcie, niestety.
                                        • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 17:01
                                          gat45 napisała:

                                          > Dosłownie czy niedosłownie, ale to jest dokładnie to, o czym mówię.
                                          > Naprawdę nie wyczuwasz pogardy dla prowincji w tym satyrycznym tekście ?

                                          Nie, nie wyczuwam, bo jej tam nie bylo. Taki sam przydzial (ilosciowo) rzucano "na ksiegarnie" w uniwersyteckim milionowym miescie i w Minsku, ktory obecnie liczy ok. 30 tys. mieszkancow (wtedy mial mniej), z ktorych czesc dojezdzajac do pracy w stolicy rowniez tam zaopatrywala sie w ksiazki. Chocby dlatego, ze ksiegarnia w Minsku pracowala do 18.00, czyli do godziny, o ktorej ludzie wracali z pracy w Warszawie. Naprawde nie jestem w stanie cytowac calej ksiazki, ale mowa w niej wlasnie o zapotrzebowaniu na kulture kraju, nie tylko duzych miast.


                                          Chałturzący artyści.... Ja w dzieciństwie dostawałam z dostawą
                                          > na miejsce operę tylko objazdową. Nie tylko czwarty garnitur jako obsada, ale n
                                          > a mojej pierwszej w życiu "Carmen" na żywo trzy razy zmieniano don José'go, bo
                                          > dwa tenory padły na scenie w upojeniu alkoholowym, jeden czkając, drugi regula
                                          > rnie chrapiąc. Podobno partię skończył facet z orkiestry, który mniej więcej zn
                                          > ał ją na pamięć, ale jednak chyba mniej, bośmy mu w jednym miejscu z tatusiem p
                                          > odpowiadali tekst. Dzięki temu instrumentaliście spektakl mógł zostać "dograny"
                                          > do końca. Ale ile śmiesznych historyjek o swoich prowincjonalnych widzach musi
                                          > eli ci wielcy ludzie sztuki z wielkiego miasta opowiadać w swoich artystycznych
                                          > kręgach między jednym a drugim tournée.... Przykład pani Stefanii daje mi o t
                                          > ym pojęcie, niestety.

                                          Przepraszam, moze przeczytaj calosc. Artysci wiecej mowili i mowia o sobie niz o widzach, tak na marginesie. A w latach 70-tych telewizja na bardzo dobrym poziomie, jesll chodzi o programy kulturalne, byla znacznie bardziej rozpowszechniona niz dekade wczesniej i wysluchanie opery w swietnej obsadzie nie stanowilo problemu. Podobnie jak spotkania autorskie z pisarzami/dziennikarzami, radio z jego propozycjami muzycznymi/literackimi/publicystyka, DKF-y, Empiki. To, ze Ty w swoim czasie sluchalas kiepskiego wystepu nie znaczy, ze Aniela w Lebie i Pyziak w Toruniu w roku 1976/7 tez tak mieli.
                                          • gat45 Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 17:23
                                            Świetnie, że to Ty, warszawianka, wytłumaczyłaś mi, jak mi się żyło na głębokiej prowincji. Tyle lat w zaślepieniu przetrwałam. Dziękuję.

                                            PS Najbliższy empik był oddalony o 92 km - w mieście wojewódzkim (2 godz 30 min autobusem lub 4 - sic! - koleją żelazną), DKF takoż.
                                            • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 18:21
                                              gat45 napisała:

                                              > Świetnie, że to Ty, warszawianka, wytłumaczyłaś mi, jak mi się żyło na głębokie
                                              > j prowincji. Tyle lat w zaślepieniu przetrwałam. Dziękuję.
                                              >
                                              > PS Najbliższy empik był oddalony o 92 km - w mieście wojewódzkim (2 godz 30 min
                                              > autobusem lub 4 - sic! - koleją żelazną), DKF takoż.

                                              Swietnie, ze pominelas strefe czasowa - te bagatelne 10 lat roznicy. Plus pochodzenie z Warszawy nie znaczy, ze tylko tam zylam. Plus mowa w watku o Januszu i Anieli, mam wrazenie. Polska zachodnia i centralna, znane kapielisko i stare uniwersyteckie miasto w drugiej polowie lat 70-tych tez pokrywaja sie z Twoimi doswiadczeniami z innego czasu i regionu ?

                                            • bupu Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 18:26
                                              gat45 napisała:

                                              > Świetnie, że to Ty, warszawianka, wytłumaczyłaś mi, jak mi się żyło na głębokie
                                              > j prowincji. Tyle lat w zaślepieniu przetrwałam. Dziękuję.
                                              >
                                              > PS Najbliższy empik był oddalony o 92 km - w mieście wojewódzkim (2 godz 30 min
                                              > autobusem lub 4 - sic! - koleją żelazną), DKF takoż.

                                              U ciebie tak było, Pyziaczek jednak obie instytucje miał w Piernikogrodzie, pod samym nosem. Miał również pod nosem spory wybór bibliotek i innych instytucji kulturalno-naukowych, gdyby mu się zachciało dokształcać z tego i owego.
                                              • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 19:12
                                                bupu napisała:

                                                Pyziaczek jednak obie instytucje miał w Piernikogrodzie, pod
                                                > samym nosem. Miał również pod nosem spory wybór bibliotek i innych instytucji
                                                > kulturalno-naukowych, gdyby mu się zachciało dokształcać z tego i owego.


                                                Plus w wyniku reformy administracyjnej w 1975 kazdy mieszkaniec Polski mial do wojewodzkiego miasta z jego instytucjami kulturalnymi znacznie blizej niz dawniej. Siec komunikacyjna, zwlaszcza dojazdy lokalne, tez ulegla poprawie.
                                                • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 19:35
                                                  tt-ko, mieszkałam w takim właśnie "wojewódzkim" mieście. Gdzie nie było/nie ma teatru czy DKF-u (ok, teraz DKF chyba jest, chociaż miasto nie jest już wojewódzke). Gdzie w jedynym kinie leciały przez cały tydzień 1-2 filmy, często wątpliwej jakości (zaliczyłam całą serię "dzieł" o tytułach typu "Zemsta mistrzyni kung-fu"). Gdzie do najbliższego i jedynego większego miasta jechało się ponad 2 godziny PKS-em i sporo dłużej pociągiem. A piszę o czasach ponad dekadę późniejszych niż akcja "Kłamczuchy" czy "KK".
                                                  Nie czepiam się toruńskiego Pyziaka, ale Łeba była popularną miejscowością wczasową przez 3 miesiące w roku. Potem stawała się na powrót cichą prowincją, gdzie ludzie przyjeżdżali co najwyżej do sanatorium.
                                                  To trudno wytłumaczyć, ale to, że gdzieś były możliwości porównywalne z tymi w dużych miastach i kwitło życie kulturalne, na prowincji nie było regułą, często wręcz przeciwnie. Ludzie nie czuli potrzeby rozwoju, wystarczyło im to, co znali. A skoro nie było inicjatyw oddolnych, typu chociażby kółko plastyczne z opiekunem-zapaleńcem, to nie było też odgórnych, w myśl zasady "skoro się nie domagają, to nie ma potrzeby im dawać". Kiedy moja mama na początku lat 90-tych zabrała klasę na wycieczkę do Krakowa, jedna z dziewczynek (jedenastoletnia) narobiła na Rynku Mariackim krzyku "Murzyn, Murzyn". Hitem były ruchome schody...
                                                  • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 19:48
                                                    Na pewno nie bylo regula, ale mozliwosci byly. Oczywiscie wiekszym wysilkiem bylo dla Anieli wybrac sie do kina do Leborka (abstrahujac od repertuaru) niz dla Pyziaka do kina za rogiem. Ale dostep do telewizji z jej bogata oferta kulturalna mieli oboje (Aniela byc moze u sasiadow, ale jednak). Prasa kulturalno-spoleczna i inna byla w bibliotece/czytelni szkolnej, nawet jesli miejscowosc nie miala osrodka kultury. W operze ja, warszawianka, bylam pierwszy raz w zyciu w dojrzalym wieku ...nastu lat, ale plyty z bajkami muzycznymi w wykonaniu czolowych artystow opery i operetki mialam od dziecka. Mieszkajac przez pewnien czas w Pruszkowie niemal nie bywalam w stolicy (pol godziny podmiejska kolejka), poniewaz
                                                    miejscowe malenkie muzeum miala cotygodniowe koncerty kameralne, pogadanki z ekspozycja, a biblioteka organizowala regularnie spotkania z ludzmi kultury.

                                                    Wowczas i nadal wiele osob nie czuje potrzeby rozwoju i wystarcza im to, co maja w zasiegu reki. Teraz maja bez porownania wiecej, ale ile z nich slucha oper/odwiedza galerie, mimo ze w tym celu wystarczy odpalic kompa ? Niemniej - kto chcial, ten mial szanse zwiedzic, zobaczyc, wysluchac. Wymagalo to wysilku, ale stwierdzenie, ze taka Aniela czy taki Pyziak sa niewiarygodni, to gruba przesada moim zdaniem.
                                                  • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 20:35
                                                    Nie zgodzimy się najwyraźniej. Jak pisałam, nie czepiam się Pyziaka, ale naprawdę uważasz, że sąsiedzi nie mieli nic przeciwko Anieli okupującej ich telewizor? Bogata oferta telewizji to były dwa programy, w których oprócz programów kulturalnych nadawano także mecze sportowe, programy rozrywkowe, seriale, dziennik, programy dla dzieci... Nawet przy większym niż dziś nacisku na kulturę nie było tak, że co tydzień puszczano jakąś ekranizację Szekspira. W "Kłamczusze" nie mamy zresztą ani jednej sceny, w której Aniela coś ogląda. Łeba nie była pół godziny kolejką od dużego miasta - nawet dziś z Gdańska do Łeby jedzie się 2,5 godziny pociągiem i ponad 3 autobusem. To nie tylko przeszkoda dla mieszkańców, ale i osób, które miałyby ewentualnie odwiedzać Łebę na wieczorki literackie czy pogadanki. Owszem, dorosła, niezależna, dysponująca własnymi dochodami, ew. pojazdem osoba mogła "zwiedzić, zobaczyć, wysłuchać". Aniela mogła trochę pozwiedzać jeżdżąc autostopem, powiedzmy odkąd skończyła te 14 lat, czyli przez ponad rok.
                                                    Dlatego wierzę, że Kłamczucha mogła znać na pamięć "Hamleta" i czytać prasę kulturalną. Natomiast uważam, ze jej wiedza była mocno ograniczona do suchych informacji i że jest mało prawdopodobne, by dziewczyna miała szansę brać udział w życiu kulturalnym choćby trochę zbliżonym do tego, które toczyło się na przykład w Poznaniu.
                                                    Trudno, "let's agree to disagree"
                                                  • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 21:06
                                                    marutax napisał(a):

                                                    > Nie zgodzimy się najwyraźniej. Jak pisałam, nie czepiam się Pyziaka, ale napraw
                                                    > dę uważasz, że sąsiedzi nie mieli nic przeciwko Anieli okupującej ich telewizor

                                                    Dlaczego okupujacej ? miedzy zzytymi sasiadami, a Kowalikowie i Kurkowie byli zzyci, zapraszanie sie na telewizje bylo czeste. Dwa programy, przy czym teatr telewizji byl w poniedzialki (niesportowy dzien), a Pegaz po meczach.

                                                    Nawet przy większym niż dziś nacisku na kulturę nie był
                                                    > o tak, że co tydzień puszczano jakąś ekranizację Szekspira.

                                                    Wystarczy, ze raz na kwartal. Aniela mowi o trzech podaj inscenizacjach/ekranizacjach, ktore widziala. Spokojnie mogla w ciagu roku, nie mowiac o dwoch.


                                                    W "Kłamczusze" nie
                                                    > mamy zresztą ani jednej sceny, w której Aniela coś ogląda.

                                                    Boj sie bora, kobieto ! Aniele w Lebie widzimy przez dwa czy trzy dni !

                                                    Łeba nie była pół go
                                                    > dziny kolejką od dużego miasta - nawet dziś z Gdańska do Łeby jedzie się 2,5 go
                                                    > dziny pociągiem i ponad 3 autobusem. To nie tylko przeszkoda dla mieszkańców, a
                                                    > le i osób, które miałyby ewentualnie odwiedzać Łebę na wieczorki literackie czy
                                                    > pogadanki.

                                                    Przeszkoda, owszem, ale takie odwiedziny byly. I kto zainteresowany, chodzil na nie

                                                    Owszem, dorosła, niezależna, dysponująca własnymi dochodami, ew. po
                                                    > jazdem osoba mogła "zwiedzić, zobaczyć, wysłuchać". Aniela mogła trochę pozwied
                                                    > zać jeżdżąc autostopem, powiedzmy odkąd skończyła te 14 lat, czyli przez ponad
                                                    > rok.
                                                    > Dlatego wierzę, że Kłamczucha mogła znać na pamięć "Hamleta" i czytać prasę kul
                                                    > turalną. Natomiast uważam, ze jej wiedza była mocno ograniczona do suchych info
                                                    > rmacji i że jest mało prawdopodobne, by dziewczyna miała szansę brać udział wż
                                                    > yciu kulturalnym choćby trochę zbliżonym do tego, które toczyło się na przykład
                                                    > w Poznaniu.

                                                    Ale ona mowi o inscenizacjach Hamleta, ktore byly prezentowane w telewizji ! To mogla widziec mieszkajac nawet w Lekowie, nie tylko w Lebie. Co do zycia kulturalnego - niezainteresowani i w Poznaniu nie korzystaja. Co z kin, teatrow, muzeow i wystaw Borejkownom, zeby daleko nie szukac ? Aniela juz jadac do Poznania czy tez po pierwszych dniach pobytu (nie pamietam, ktory to byl list do
                                                    Kasi) wie, jakie teatry ma w poblizu i co w nich bedzie mogla obejrzec. Bo pasjonatka, albo przynajmniej szczerze zainteresowana. Gaba nie, ani wtedy, ani pozniej.
                                                    Czyli kto chcial, szanse mial lub jej szukal. Kto nie chcial, majac Zamek z cala jego oferta na wyciagniecie reki nie korzystal. Aniela i Janusz zostali przedstawieni jako osoby o zainteresowaniach (kulturalnych) nie tylko ksiazkowych i nie widze powodu, by temu nie wierzyc.

                                                  • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 21:46
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > Dlaczego okupujacej ? miedzy zzytymi sasiadami, a Kowalikowie i Kurkowie byli z
                                                    > zyci, zapraszanie sie na telewizje bylo czeste. Dwa programy, przy czym teatr t
                                                    > elewizji byl w poniedzialki (niesportowy dzien), a Pegaz po meczach.
                                                    plus malutkie dziecko i dziadek, którego nie można było odkleić od telewizora.
                                                    >

                                                    "Hamlet" Oliviera to 48 rok, Kozincewa - 64 rok, jedynie Holoubka Aniela mogła widzieć na pewno w tv, bo teatr jest z roku 1974. To nie te czasy, gdy ściągało się film z internetu czy nawet pożyczało kasetę. Mogę się założyć, że telewizja nie puszczała Oliviera regularnie co rok. Mogła nie puszczać go wcale za życia Anieli. Ja pamiętam, że puszczano go na dwójce jeden raz w latach 90-tych. Aniela nie ma TCM czy HBO, może oglądać tylko to, co dają na dwóch programach. Zresztą "Hamlet" to tylko jedna sztuka, podczas gdy Aniela przedstawiana jest jako osoba z ogromną wiedzą o teatrze, a nie wyłącznie o "Hamlecie" czy nawet Szekspirze.
                                                    >
                                                    > W "Kłamczusze" nie
                                                    > > mamy zresztą ani jednej sceny, w której Aniela coś ogląda.

                                                    W Poznaniu, nie w Łebie. Kowalikowie mają telewizor, na którym leci głównie dziennik, raz jest wspomniany "Kojak". Ani pół słowa w stylu "Aniela uprosiła, by wolno jej było oglądać "Pegaza", zarzekając się, że nikomu nie przeszkodzi we śnie."

                                                    > Przeszkoda, owszem, ale takie odwiedziny byly. I kto zainteresowany, chodzil na
                                                    > nie

                                                    Owszem, tylko tak jak podróż z Gdańska do Łeby zajmuje 6 razy dłużej, niż z Warszawy do Pruszkowa, to i odwiedziny były najprawdopodobniej sześć razy rzadziej. I nie zawsze na temat, który interesował Anielę.

                                                    >
                                                    > Ale ona mowi o inscenizacjach Hamleta, ktore byly prezentowane w telewizji ! To
                                                    > mogla widziec mieszkajac nawet w Lekowie, nie tylko w Lebie.

                                                    O telewizji pisałam już wcześniej. Aniela w rozmowie z Dmuchawcem "przytacza wszystkie znane jej przykłady adaptacji „Hamleta” - scenicznych, filmowych i telewizyjnych, sypiąc nazwiskami reżyserów i odtwórców głównych ról, pokrótce omawiając zasadnicze linie koncepcji aktorskich". Wynika z tego, że poza trzema wymienionymi przykładami wspomina też o innych, bo żadna z wymienionych wcześniej inscenizacji nie była sceniczna. Poza tym do "sypania" nazwiskami trzy przykłady to trochę mało...

                                                    Aniela i Janusz zostali przed
                                                    > stawieni jako osoby o zainteresowaniach (kulturalnych) nie tylko ksiazkowych i
                                                    > nie widze powodu, by temu nie wierzyc.

                                                    Powtarzam - wierzę, ze interesowali się kulturą, wierzę, że Janusz miał możliwość aktywnego uczestniczenia w życiu kulturalnym. Nie wierzę natomiast, że ucząca się w podstawówce w Łebie (gdzie nie było kina czy liceum) Aniela miała możliwość zdobycia takiej "żywej" wiedzy o teatrze, jaką przypisuje jej MM.

                                                    Co do wiedzy o teatrach - Aniela wie, gdzie są, tak samo jak wie, gdzie mieszka Pawełek. Prawdopodobnie przyjechała składać papiery z mapą w ręku i obejrzała miejsca, które ją interesowały.
                                                  • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 22:09
                                                    marutax napisał(a):

                                                    > tt-tka napisała:
                                                    >
                                                    > > Dlaczego okupujacej ? miedzy zzytymi sasiadami, a Kowalikowie i Kurkowie
                                                    > byli z
                                                    > > zyci, zapraszanie sie na telewizje bylo czeste.

                                                    > plus malutkie dziecko i dziadek, którego nie można było odkleić od telewizora.

                                                    Czemu zakladasz, ze dziadek nie ogladal teatru ? Mnostwo osob ogladalo. I jak widac, obecnosc dziecka nie przeszkadzala dziadkowi ogladac.

                                                    > "Hamlet" Oliviera to 48 rok, Kozincewa - 64 rok, jedynie Holoubka Aniela mogła
                                                    > widzieć na pewno w tv, bo teatr jest z roku 1974. To nie te czasy, gdy ściągało
                                                    > się film z internetu czy nawet pożyczało kasetę. Mogę się założyć, że telewizj
                                                    > a nie puszczała Oliviera regularnie co rok. Mogła nie puszczać go wcale za życi
                                                    > a Anieli. Ja pamiętam, że puszczano go na dwójce jeden raz w latach 90-tych. An
                                                    > iela nie ma TCM czy HBO, może oglądać tylko to, co dają na dwóch programach. Zr
                                                    > esztą "Hamlet" to tylko jedna sztuka, podczas gdy Aniela przedstawiana jest jak
                                                    > o osoba z ogromną wiedzą o teatrze, a nie wyłącznie o "Hamlecie" czy nawet Szek
                                                    > spirze.

                                                    I Kozincewa, i Oliviera ogladalam w panstwowej telewizji. Roku nie podam, bo nie
                                                    pamietam, ale byli. A omawiani byli nie raz. Wiedza Anieli o teatrze to znajomosc sztuk (dostepnych w wersji ksiazkowej, czesto z omowieniami), Raszewski, tez dostepny ksiazkowo. O inscenizacjach Aniela mowi tylko w odniesieniu do Hamleta.

                                                    > > W "Kłamczusze" nie
                                                    > > > mamy zresztą ani jednej sceny, w której Aniela coś ogląda.
                                                    >
                                                    > W Poznaniu, nie w Łebie. Kowalikowie mają telewizor, na którym leci głównie dzi
                                                    > ennik, raz jest wspomniany "Kojak". Ani pół słowa w stylu "Aniela uprosiła, by
                                                    > wolno jej było oglądać "Pegaza", zarzekając się, że nikomu nie przeszkodzi we ś
                                                    > nie."

                                                    W Poznaniu Aniela jest juz zajeta Pawelkiem, a pozniej wlasnym wystepem.


                                                    > > Przeszkoda, owszem, ale takie odwiedziny byly. I kto zainteresowany, chod
                                                    > zil na
                                                    > > nie


                                                    > Owszem, tylko tak jak podróż z Gdańska do Łeby zajmuje 6 razy dłużej, niż z War
                                                    > szawy do Pruszkowa, to i odwiedziny były najprawdopodobniej sześć razy rzadziej
                                                    > . I nie zawsze na temat, który interesował Anielę.

                                                    Poltorej godziny do Gdyni, godzina do Slupska. Inne miasta, z ktorych mogli przybyc ludzie kultury na wystep czy spotkanie, tez istnieja.
                                                    Oczywiscie, ze nie kazdy temat ja interesowal. Wystarczy, ze dwa razy do roku przyjechal ktos zwiazany z teatrem (niekoniecznie aktor) i interesujaco poopowiadal o swojej pracy. Chlonny umysl, nie zasmiecony wiedza Anieli nieinteresujaca (o Falacie nie wiedziala) mogl to przyswoic i zapamietac z latwoscia.
                                                    NB, wiedza Anieli nie jest chyba ogromna. Robi wrazenie na Dmuchawcu, ktory z teatrem jest obeznany dosc srednio (poza warstwa tekstowa) i na rowiesnikach Anieli, obeznanych jeszcze mniej.

                                                    > > Ale ona mowi o inscenizacjach Hamleta, ktore byly prezentowane w telewizj
                                                    > i ! To
                                                    > > mogla widziec mieszkajac nawet w Lekowie, nie tylko w Lebie.

                                                    > O telewizji pisałam już wcześniej. Aniela w rozmowie z Dmuchawcem "przytacza ws
                                                    > zystkie znane jej przykłady adaptacji „Hamleta” - scenicznych, filmowych i tele
                                                    > wizyjnych, sypiąc nazwiskami reżyserów i odtwórców głównych ról, pokrótce omawi
                                                    > ając zasadnicze linie koncepcji aktorskich". Wynika z tego, że poza trzema wymi
                                                    > enionymi przykładami wspomina też o innych, bo żadna z wymienionych wcześniej i
                                                    > nscenizacji nie była sceniczna. Poza tym do "sypania" nazwiskami trzy przykłady
                                                    > to trochę mało...

                                                    Byc moze o innych czytala. Byly miesieczniki poswiecone teatrowi polskiemu i swiatowemu, byly i w prasie periodycznej niespecjalistycznej.

                                                    > Aniela i Janusz zostali przed
                                                    > > stawieni jako osoby o zainteresowaniach (kulturalnych) nie tylko ksiazkow
                                                    > ych i
                                                    > > nie widze powodu, by temu nie wierzyc.

                                                    > Powtarzam - wierzę, ze interesowali się kulturą, wierzę, że Janusz miał możliwo
                                                    > ść aktywnego uczestniczenia w życiu kulturalnym. Nie wierzę natomiast, że ucząc
                                                    > a się w podstawówce w Łebie (gdzie nie było kina czy liceum) Aniela miała możli
                                                    > wość zdobycia takiej "żywej" wiedzy o teatrze, jaką przypisuje jej MM.

                                                    Ale ta jej "zywa" wiedza to znajomosc spektakli telewizyjnych i oczytanie w temacie. Ja wierze.


                                                    > Co do wiedzy o teatrach - Aniela wie, gdzie są, tak samo jak wie, gdzie mieszka
                                                    > Pawełek. Prawdopodobnie przyjechała składać papiery z mapą w ręku i obejrzała
                                                    > miejsca, które ją interesowały.

                                                    A nie ma mowy o przedstawieniach, ktore chcialaby tam zobaczyc wzglednie cieszy sie, ze zobaczy ? Skoro obejrzala, to przynajmniej repertuar powinna przeczytac, wisi nawet w czasie przerwy urlopowej.

                                                  • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 23:03
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > marutax napisał(a):

                                                    > Czemu zakladasz, ze dziadek nie ogladal teatru ? Mnostwo osob ogladalo. I jak w
                                                    > idac, obecnosc dziecka nie przeszkadzala dziadkowi ogladac.

                                                    w teatr wierzę, w Pegaza tudzież inne programy kulturalne już nie.

                                                    > W Poznaniu Aniela jest juz zajeta Pawelkiem, a pozniej wlasnym wystepem.

                                                    A co ma jedno do drugiego? Teatr jest dla niej równie ważny, co Pawełek.
                                                    >
                                                    > I Kozincewa, i Oliviera ogladalam w panstwowej telewizji. Roku nie podam, bo nie
                                                    > pamietam, ale byli. A omawiani byli nie raz. Wiedza Anieli o teatrze to znajomo
                                                    > sc sztuk (dostepnych w wersji ksiazkowej, czesto z omowieniami), Raszewski, tez
                                                    > dostepny ksiazkowo. O inscenizacjach Aniela mowi tylko w odniesieniu do Hamleta.
                                                    +
                                                    > Oczywiscie, ze nie kazdy temat ja interesowal. Wystarczy, ze dwa razy do roku p
                                                    > rzyjechal ktos zwiazany z teatrem (niekoniecznie aktor) i interesujaco poopowia
                                                    > dal o swojej pracy. Chlonny umysl, nie zasmiecony wiedza Anieli nieinteresujaca
                                                    > (o Falacie nie wiedziala) mogl to przyswoic i zapamietac z latwoscia.

                                                    Nie bierzesz pod uwagę, że Aniela ma 15 lat. W najlepszym razie świadomie interesuje się teatrem od 2-3 lat. Nie wykluczam, że jako dziesięciolatka chciała być już aktorką, ale od chcenia daleka droga do analizowania koncepcji reżysera. Mamy więc trzy lata i jakimś cudem lecą wtedy w telewizji trzy adaptacje "Hamleta". Podobnie uczestniczenie w wieczorkach i pogadankach - nie mogło być ich wiele. Tak samo jak wizyt w teatrze w Słupsku czy Gdyni.

                                                    > NB, wiedza Anieli nie jest chyba ogromna. Robi wrazenie na Dmuchawcu, ktory z t
                                                    > eatrem jest obeznany dosc srednio (poza warstwa tekstowa) i na rowiesnikach Ani
                                                    > eli, obeznanych jeszcze mniej.

                                                    Dmuchawiec przedstawiany jest jako wielbiciel Szekspira, który"fanatycznie wielbił teatr". Pewnie oglądał "Hamleta" jak tylko miał okazję - a okazji miał o niebo więcej niż Aniela. Jeśli jej wiedza robi na nim wrażenie, to musi być spora.

                                                    > Byc moze o innych czytala. Byly miesieczniki poswiecone teatrowi polskiemu i sw
                                                    > iatowemu, byly i w prasie periodycznej niespecjalistycznej.

                                                    Owszem, ale ona "pokrótce omawia zasadnicze linie koncepcji aktorskich" pod kątem "jak to zagrać". Jeśli mówi tylko na podstawie recenzji - to nie ma o czym mówić, bo recenzenci nie opisują każdej roli w formie wskazówek dla aspirujących aktorek.

                                                    > A nie ma mowy o przedstawieniach, ktore chcialaby tam zobaczyc wzglednie ciesz
                                                    > y sie, ze zobaczy ? Skoro obejrzala, to przynajmniej repertuar powinna przeczy
                                                    > tac, wisi nawet w czasie przerwy urlopowej.

                                                    Nie, wspomina tylko o "Weselu Figara" (projekcja autorki?). Dalej było tylko "Bliskość teatrów była upajająca. Kto wie, czy nie równie upajająca jak świadomość, że Paweł jest tak blisko.
                                                    O dwieście metrów stąd - Teatr Nowy. Jeden przystanek do Teatru Polskiego. Opera - po drugiej stronie jezdni. Teatry studenckie. Wszystko się zobaczy, oczywiście z Pawełkiem." Dużo później wspomina o "Kubusiu Fataliście".

                                                  • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 23:25
                                                    marutax napisał(a):
                                                    emu zakladasz, ze dziadek nie ogladal teatru ? Mnostwo osob ogladalo. I
                                                    > jak w
                                                    > > idac, obecnosc dziecka nie przeszkadzala dziadkowi ogladac.
                                                    >
                                                    > w teatr wierzę, w Pegaza tudzież inne programy kulturalne już nie.

                                                    Byly domy, w ktorych telewizor chodzil na okraglo, az do konca programu. Co nie znaczy, ze sie upieram, ze pan Kurka ogladal Pegaza. Jak rowniez nie wiemy, czy Aniela nie miala TV w domu. Mozliwosc obejrzenia/posluchania w kazdym razie miala

                                                    >
                                                    > > W Poznaniu Aniela jest juz zajeta Pawelkiem, a pozniej wlasnym wystepem.
                                                    >
                                                    > A co ma jedno do drugiego? Teatr jest dla niej równie ważny, co Pawełek.

                                                    Nie przysiegne. A w ogole mamy opis wieczorow u Mamertow? Pamietam dziennik bez fonii, bo dzieci zasypialy, a pozniej ?

                                                    > >

                                                    >Nie bierzesz pod uwagę, że Aniela ma 15 lat. W najlepszym razie świadomie inter
                                                    > esuje się teatrem od 2-3 lat. Nie wykluczam, że jako dziesięciolatka chciała by
                                                    > ć już aktorką, ale od chcenia daleka droga do analizowania koncepcji reżysera.
                                                    > Mamy więc trzy lata i jakimś cudem lecą wtedy w telewizji trzy adaptacje "Hamle
                                                    > ta". Podobnie uczestniczenie w wieczorkach i pogadankach - nie mogło być ich wi
                                                    > ele. Tak samo jak wizyt w teatrze w Słupsku czy Gdyni.

                                                    A nie, ja mialam na mysli przyjazdy ludzi kultury Z Gdyni czy Slupska czy skadinad DO Leby.
                                                    W pewnym okresie kazdy spektakl byl poprzedzany gaweda teatrologa, tematyczna i dajaca spora wiedze - o sztuce, odniesieniach do innych inscenizacji. Ale czy to bylo dokladnie wtedy, nie pomne niestety. jesli wtedy - to byla to pogadanka cotygodniowa.


                                                    > > NB, wiedza Anieli nie jest chyba ogromna. Robi wrazenie na Dmuchawcu, kto
                                                    > ry z t
                                                    > > eatrem jest obeznany dosc srednio (poza warstwa tekstowa) i na rowiesnika
                                                    > ch Ani
                                                    > > eli, obeznanych jeszcze mniej.
                                                    >
                                                    > Dmuchawiec przedstawiany jest jako wielbiciel Szekspira, który"fanatycznie wiel
                                                    > bił teatr". Pewnie oglądał "Hamleta" jak tylko miał okazję - a okazji miał o ni
                                                    > ebo więcej niż Aniela. Jeśli jej wiedza robi na nim wrażenie, to musi być spora


                                                    "Fanatycznie wielbil" niekoniecznie oznacza "znal sie". Ze nie ma pojecia o teatrze, swiadcza jego bledy obsadowe. Moze wielbil sztuki Szekspira jako tekst, slowo pisane - w to uwierze.


                                                    > > Byc moze o innych czytala. Byly miesieczniki poswiecone teatrowi polskiem
                                                    > u i sw
                                                    > > iatowemu, byly i w prasie periodycznej niespecjalistycznej.
                                                    >
                                                    > Owszem, ale ona "pokrótce omawia zasadnicze linie koncepcji aktorskich" pod kąt
                                                    > em "jak to zagrać". Jeśli mówi tylko na podstawie recenzji - to nie ma o czym m
                                                    > ówić, bo recenzenci nie opisują każdej roli w formie wskazówek dla aspirujących
                                                    > aktorek.

                                                    No, miala te "Historie teatru" Raszewskiego jako ukochana lekture. Tam chyba koncepcje aktorskie sa omowione. Zreszta i w recenzjach (np Slonimskiego przedwojennych) tez bywaly. Czytalam i pamietam, choc teatromanka nie jestem.


                                                    >
                                                    > > A nie ma mowy o przedstawieniach, ktore chcialaby tam zobaczyc wzglednie
                                                    > ciesz
                                                    > > y sie, ze zobaczy ?

                                                    > Nie, wspomina tylko o "Weselu Figara" (projekcja autorki?). Dalej było tylko "B
                                                    > liskość teatrów była upajająca. Kto wie, czy nie równie upajająca jak świadomoś
                                                    > ć, że Paweł jest tak blisko.

                                                    Rownie, czyli jednak Pawelek jest wazniejszy jako punkt odniesienia :)

                                                    Szczerze mowiac, znacznie latwiej przyjac mi zafascynowana i obeznana (na miare 15-latki) Aniele w Klamczusze, niz te sama Aniele w BBB. 10 lat starsza, a jako ukochana lektura nadal Raszewski, ktorego juz powinna znac na pamiec.
                                                  • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 23:47
                                                    tt-tka napisała:


                                                    > > > W Poznaniu Aniela jest juz zajeta Pawelkiem, a pozniej wlasnym wyst
                                                    > epem.
                                                    > >
                                                    > > A co ma jedno do drugiego? Teatr jest dla niej równie ważny, co Pawełek.
                                                    >
                                                    > Nie przysiegne. A w ogole mamy opis wieczorow u Mamertow? Pamietam dziennik bez
                                                    > fonii, bo dzieci zasypialy, a pozniej ?
                                                    >
                                                    Później jest raz wspomniany "Kojak", raz "Polskie drogi". Ogólnie Aniela po kolacji zmywa się do swojego pokoju.
                                                    >

                                                    > A nie, ja mialam na mysli przyjazdy ludzi kultury Z Gdyni czy Slupska czy skadi
                                                    > nad DO Leby.
                                                    Wiem, ale napisałaś też, że takie spotkanie - na temat interesujący Anielę - mogło odbywać się raz na pół roku. Czyli Aniela uczestniczyła w ok. sześciu, co kilka miesięcy.


                                                    > "Fanatycznie wielbil" niekoniecznie oznacza "znal sie". Ze nie ma pojecia o te
                                                    > atrze, swiadcza jego bledy obsadowe. Moze wielbil sztuki Szekspira jako tekst,
                                                    > slowo pisane - w to uwierze.

                                                    Tu nie rozumiem - Dmuchawiec świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że i Cesia i Pawełek nie pasują, ale po prostu nie ma innych kandydatów. Robi to przedstawienie z niewielką grupką zainteresowanych uczniów jako trzonem obsady. Innym widać nie chce się kuć długiego tekstu i uczestniczyć w próbach.


                                                    >
                                                    > No, miala te "Historie teatru" Raszewskiego jako ukochana lekture. Tam chyba k
                                                    > oncepcje aktorskie sa omowione. Zreszta i w recenzjach (np Slonimskiego przedwo
                                                    > jennych) tez bywaly. Czytalam i pamietam, choc teatromanka nie jestem.

                                                    Ale ona omawiała nie ogólne koncepcje typu metoda Stanisławskiego, ale koncepcje w poszczególnych inscenizacjach, a to trudno zrobić "z opisu": "Następnie uzgodniła z Dmuchawcem kierunek interpretacyjny, z pełną swobodą przytaczając wszystkie znane jej przykłady adaptacji „Hamleta” - scenicznych, filmowych i telewizyjnych, sypiąc nazwiskami reżyserów i odtwórców głównych ról, pokrótce omawiając zasadnicze linie koncepcji aktorskich"




                                                  • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 20.08.16, 00:13
                                                    marutax napisał(a):

                                                    A w ogole mamy opis wieczorow u Mamertow? Pamietam dzienn
                                                    > ik bez
                                                    > > fonii, bo dzieci zasypialy, a pozniej ?
                                                    > >
                                                    > Później jest raz wspomniany "Kojak", raz "Polskie drogi". Ogólnie Aniela po kol
                                                    > acji zmywa się do swojego pokoju.

                                                    Czyli wtorek i czwartek :) Teatr TV byl w poniedzialki, Pegaz w srody - nie jest jednoznacznie stwierdzone, ze nie ogladala; moze zreszta przed Mamertem miala wiekszy respekt niz przed Kurkami i nie domagala sie albo bala sie jego chirurgicznych opowiesci; o jej wyprawach do teatru tez nie wspomniano, chco tak o nich marzyla...chyba jednak Pawelek przebil teatralia, przynajmniej chwilowo.


                                                    > > A nie, ja mialam na mysli przyjazdy ludzi kultury Z Gdyni czy Slupska czy
                                                    > skadi
                                                    > > nad DO Leby.
                                                    > Wiem, ale napisałaś też, że takie spotkanie - na temat interesujący Anielę - mo
                                                    > gło odbywać się raz na pół roku. Czyli Aniela uczestniczyła w ok. sześciu, co k
                                                    > ilka miesięcy.

                                                    No, ale to juz dawalo podstawe do zaimponowania laikom. Nie mam pojecia o astronomii, ale po jednym odczycie szpanowalam przed tymi, ktorzy na nim nie byli. A za jaka madra i oblatana zostalam uznana ! (bezpodstawnie)


                                                    > > "Fanatycznie wielbil" niekoniecznie oznacza "znal sie". Ze nie ma pojeci
                                                    > a o te
                                                    > > atrze, swiadcza jego bledy obsadowe. Moze wielbil sztuki Szekspira jako t
                                                    > ekst,
                                                    > > slowo pisane - w to uwierze.
                                                    >
                                                    > Tu nie rozumiem - Dmuchawiec świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że i Cesia i P
                                                    > awełek nie pasują, ale po prostu nie ma innych kandydatów. Robi to przedstawien
                                                    > ie z niewielką grupką zainteresowanych uczniów jako trzonem obsady. Innym widać
                                                    > nie chce się kuć długiego tekstu i uczestniczyć w próbach.

                                                    Ale on nie koryguje zadnych bledow wykonania. Aniela (w opisie narratorskim) zauwaza, ze Pawel bodajze polyka koncowki, a wyglasza wielki monolog tak, jakby w zyciu nie dreczyla go zadna watpliwosc. A Dmuchawiec czepia sie tylko twarzy Cesi ! Twarzy, nie gry. Podjal sie rezyserowania, to niech daje jakies wskazowki, do licha.

                                                    > >
                                                    > > No, miala te "Historie teatru" Raszewskiego jako ukochana lekture. Tam c
                                                    > hyba k
                                                    > > oncepcje aktorskie sa omowione. Zreszta i w recenzjach (np Slonimskiego p
                                                    > rzedwo
                                                    > > jennych) tez bywaly. Czytalam i pamietam, choc teatromanka nie jestem.
                                                    >
                                                    > Ale ona omawiała nie ogólne koncepcje typu metoda Stanisławskiego, ale koncepcj
                                                    > e w poszczególnych inscenizacjach, a to trudno zrobić "z opisu":

                                                    Mozna, mozna. Na bazie jednego zdania w recenzji, cytuje z pamieci i przykladowo "senna pieknosc tej aktorki, grajacej przewaznie "warunkami" tu nie wystarczyla" (chodzilo o komedie Fredry) mozna omowic koncepcje rezysera X jako celujacego w nastroj, a nie w humor, tworcy bazujacego na erotyzmie, nie smaczkach obyczajowych itp.

                                                    "Następnie uzg
                                                    > odniła z Dmuchawcem kierunek interpretacyjny, z pełną swobodą przytaczając wszy
                                                    > stkie znane jej przykłady adaptacji „Hamleta” - scenicznych, filmowych i telewi
                                                    > zyjnych, sypiąc nazwiskami reżyserów i odtwórców głównych ról, pokrótce omawiaj
                                                    > ąc zasadnicze linie koncepcji aktorskich"


                                                    Wszystkich, to znaczy ilu ? tych trzech, ktore widziala w TV i dwoch szczegolowo opisanych w "Teatrze" czy jego odpowiedniku ? No i nie zapominajmy, ze Anielka chciala sie popisac przed Pawlem i pognebic Danke. To dodaje swady.
                                                  • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 20.08.16, 10:39
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > Czyli wtorek i czwartek :) Teatr TV byl w poniedzialki, Pegaz w srody - nie jes
                                                    > t jednoznacznie stwierdzone, ze nie ogladala

                                                    Owszem nie jest, ale nie jest też jednoznacznie stwierdzone, że Gaba nie spędzała długich godzin poprawiając prace studentów, a wszyscy się tego czepiamy.

                                                    > No, ale to juz dawalo podstawe do zaimponowania laikom. Nie mam pojecia o astro
                                                    > nomii, ale po jednym odczycie szpanowalam przed tymi, ktorzy na nim nie byli. A
                                                    > za jaka madra i oblatana zostalam uznana ! (bezpodstawnie)

                                                    A czy potrafiłabyś to zrobić dziś? Bo tutaj nie chodzi o to, ze Aniela żadnego świetnego wykładu nigdy nie słyszała. Chodzi o to, że mogła go słyszeć na przykład w wieku lat 13-tu.

                                                    > Ale on nie koryguje zadnych bledow wykonania. Aniela (w opisie narratorskim) za
                                                    > uwaza, ze Pawel bodajze polyka koncowki, a wyglasza wielki monolog tak, jakby w
                                                    > zyciu nie dreczyla go zadna watpliwosc. A Dmuchawiec czepia sie tylko twarzy C
                                                    > esi ! Twarzy, nie gry. Podjal sie rezyserowania, to niech daje jakies wskazowki
                                                    > , do licha.

                                                    Po pierwsze, oni dopiero zaczynają. "Próby nie były jeszcze zaawansowane, ale w każdym razie aktorzy znali już nieźle tekst." W sytuacji, gdy są to amatorzy bez ambicji aktorskich zaczynanie od ostrej krytyki i ciągłego poprawiania może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Zresztą po tym, jak Aniela wkracza z tacą i przerywa monolog Pawełka Dmuchawiec mówi: "Posłuchamy raz jeszcze Pawła, zanim zaczniemy znęcać się nad jego dykcją." , czyli ma zamiar pracować z aktorami.
                                                    Po drugie, Aniela i Dmuchawiec stoją w tej scenie na innych pozycjach. Aniela cierpi słuchając Pawełka, bo jej jedna miłość kłóci się z drugą miłością: "Aniela wiele mogła wybaczyć, wielu wad mogła programowo nie dostrzegać, jednakże z całą pewnością nie mogła patrzeć, pobłażliwie na fakt, że ktoś tak morduje Szekspira." Według niej Pawełek powinien być genialnym aktorem. Z kolei Dmuchawiec to nauczyciel, który ileś tam przedstawień zorganizował i zna możliwości uczniów. Wie, że "brylanty w kaszance" trafiają się tylko cudem i że nie można od nastolatków wymagać umiejętności, których nie posiadają. Można ich podszkolić, ale zawsze będą pewne granice.



                                                    > Mozna, mozna. Na bazie jednego zdania w recenzji, cytuje z pamieci i przykladow
                                                    > o "senna pieknosc tej aktorki, grajacej przewaznie "warunkami" tu nie wystarczy
                                                    > la" (chodzilo o komedie Fredry) mozna omowic koncepcje rezysera X jako celujace
                                                    > go w nastroj, a nie w humor, tworcy bazujacego na erotyzmie, nie smaczkach obyc
                                                    > zajowych itp.

                                                    Owszem, w rozmowie z laikiem. Nie z osobą, która "wielbi teatr" i na pewno widziała więcej przedstawień, niż Aniela. Za duże ryzyko.

                                                  • iskrzy_54 Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 23:33
                                                    "Hamlet" Oliviera to 48 rok, Kozincewa - 64 rok,
                                                    nie dam oczywiście głowy, ale widziałam oba Hamlety w latach młodości (70-te), więc zapewne było to w TV, jakoś tak na początku lat 70-tych widziałam też Hamleta w Narodowym (Hamleta grał Olbryski). BTW w połowie 70-tych dostałam się na najbardziej elitarny wydział na PW (średnia przyjęć wyższa niż na elektronikę) i spotkałam tam ludzi, których wiedza o teatrze, czy innych "intelektualnych" duperelach znacznie przewyższała moją, a pochodzili z naprawdę małych miejscowości, więc Pyziaka i Anielę kupuję. BTW2 - moja i mojego brata przygoda z literaturą zaczęła się od mojego dziadka (nie intelektualisty bynajmniej), który nauczył nas czytać, kiedy mieliśmy po pięć lat, a było to w Gnieźnie. Jedną z pierwszych przeczytanych książek była "Miłość, młodość, animusz" (czy coś w tym stylu) o malarzach. Mój stryjek (wtedy uczeń liceum w Gnieźnie) podsuwał mi dzieła zarówno z domowej biblioteki, jak i z biblioteki publicznej - zawdzięczam mu zakochanie w Chestertonie. Później, kiedy spędzałam u dziadków wakacje stryjek często zabierał mnie do swoich przyjaciół i pamiętam ożywione dyskusje generalnie związane z kulturą - studiował w Krakowie, ale jego przyjaciele studiowali w różnych miejscach. BTW2 wszyscy synowie mojej Babci, która prawie nie umiała pisać a z lektur pamiętam modlitewnik skończyli wyższe studia.
                                                  • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 20.08.16, 10:10
                                                    Strasznie długa dyskusja się zrobiła, więc zaznaczę, od czego zaczęłam. Otóż wyraziłam zdziwienie, że Aniela ma wiedzę o teatrze przewyższającą młodzież z dużych miast, podczas gdy jej możliwości w Łebie były mocno ograniczone. Pisałam, że wszystko byłoby prawdopodobne, gdyby wspomniano, że w jej szkole istniało kółko teatralne. Albo gdyby miała nauczyciela-pasjonatę. A nawet, gdyby była starsza i wybierała się do Poznania na studia, a nie do liceum, bo jestem skłonna uwierzyć, że jako 17-latka co weekend jeździła po polskich teatrach, zarabiając na tę przyjemność udzielaniem korepetycji. Tymczasem Aniela ma lat 15, wiedzę zdobywa czytając książki (tylko to jest potwierdzone) i ew. oglądając telewizję lub studiując prasę (żadnych wzmianek). I wiem, że ekranizacje "Hamleta" były w telewizji, ale na przestrzeni jakiegoś czasu, więc znowu mam problem z wiekiem Anieli, bo nie uwierzę, że w wieku lat powiedzmy dziewięciu oglądała "Hamleta" Kozincewa krytycznie, analizując grę aktorską i wizję reżysera.
                                                    I to jest sedno moich obiekcji: albo Aniela jako dziewczyna z małej miejscowości nie powinna dysponować taką wiedzą, albo też powinno być to jakoś wytłumaczone, pokazane, że Aniela zdobywa specjalistyczną prasę i robi sobie notatki, że wspomina panią z domu kultury, która zabierała dzieci na wycieczki do teatru... Tymczasem anielina wiedza jest jak praca naukowa Gaby: widać efekt, ale nie ma żadnych dowodów, jak został osiągnięty. Podczas pół roku w Poznaniu Aniela owszem, chodzi ponoć po teatrach, ale nie czyta prasy, nie ogląda programów kulturalnych w tv, nie słucha radia... Oczywiście MM nie musiała tego wszystkiego opisywać, jednak pół zdania by się przydało. Tak samo, jak pół zdania o profesor Strybie, która musi przygotować referat na konferencję.

                                                    Co do reszty Twojego komentarza - w żaden sposób tego wszystkiego nie negowałam. Wręcz przeciwnie, w moim pierwszym poście pisałam o własnych zdanych egzaminach na studia, a pochodzę z niezbyt dużego miasta na wschodzie, gdzie nie było żadnego teatru i jedno kino, puszczające głównie filmy klasy C. A ja poszłam na filmoznawstwo. Ale pisałam też, że na egzaminie wstępnym i na pierwszym roku uświadomiłam sobie, że osoby dorastające w dużych miastach miały też dużo większy i łatwiejszy dostęp do wiedzy o kulturze, której oczekiwano na studiach. Dla nich była to część otaczającej ich rzeczywistości, wiedza nabywana częściowo przez osmozę, bez świadomego wysiłku. Dlatego uderzyło mnie, że przy Anieli ta dysproporcja między mieszkańcami Poznania a Łeby w ogóle nie została zaznaczona. Aniela stwierdza tylko, że "Bliskość teatrów była upajająca.", ale nie ma żadnej uwagi typu "nareszcie będzie mogła zobaczyć na żywo ten spektakl/tego aktora". Ot, tu teatr blisko, tam daleko, kwestia odlegości.

                                                  • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 20.08.16, 11:25
                                                    Marutax, czyli krotko ujmujac - nie kwestionujesz, ze Aniela taka wiedza mogla dysponowac, tylko bledem altorki jest, ze w zaden sposob tego nie uprawdopodobnila ? Dobrze zrozumialam ?
                                                    Jesli tak, to nie ma sie o co spierac. Ja tylko twierdzilam i upieram sie, ze oblatanie kulturalne osoby nastoletniej z prowincji bylo najzupelniej prawdopodobne.
                                                  • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 20.08.16, 12:46
                                                    tt-ko - mój pierwszy post, w którym pisałam, że na własnym przykładzie poczułam różnicę między dostępem do kultury w dużych miastach i na prowincji, kończył się zdaniem: "Rozumiem pasję, jednak wolałabym, by Autorka wspomniała właśnie coś w rodzaju "Aniela tęskniła za kolegami z kółka teatralnego, z którymi tak świetnie dyskutowało się o Kantorze".
                                                    Więc tak, nie ma o czym dyskutować ;-)

                                    • iwoniaw Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 15:39
                                      A, to akurat jet prawda i dotyczy nie tylko dóbr kultury, ale materialnych w ogóle. Kumpel miał ojca, który z powodów zawodowych jeździł po jakieś próbki pobierane "w terenie" i w zw. z powyższym w latach 80. ubiegłego wieku podróżował co i rusz do innego małego miasteczka czy przez odległe od głównych szlaków komunikacyjnych wsie i przy okazji zaopatrywał w tamtejszych sklepach rodzinę i znajomych w rozmaite rzeczy, których owa rodzina w dużym mieście wojewódzkim uświadczyć nie mogła, albo mogła b. sporadycznie stojąc w gigantycznych kolejkach.
                                • 3piota Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 16:20
                                  marutax napisał(a):
                                  > Musierowicz jako osoba z dużego miasta najwyraźniej nie zdawała sobie z nich sprawy.
                                  > Inaczej dałaby jakiś wtręt o nauczycielce-mentorce czy scenkę, w której Aniela ogląda
                                  > "Pegaza" i potem idzie do biblioteki, by "doczytać" na ten temat w starych rocznikach
                                  > pism teatralnych.

                                  Raczej nie. MM nie przewidziała, no bo i jak mogła przewidzieć, że 40 lat później ktoś będzie aż tak analizował jej powieści pod kątem prawdopodobieństwa opisanych przez nią wydarzeń. No i internet też swoje zdziałał. Przecież gdyby tak poskrobać po ówczesnej literaturze dla młodych i dogłębnie poanalizować to i do Ożogowskiej można by się przyczepić i do Siesickiej i do Minkowskiego i kogo tam jeszcze a nikt tego nie robi.
                                  MM popełniła jeden błąd. Zamiast "jechać dalej" - nawet z tymi samymi bohaterami - jechała w przód i w bok i w tył . I na tych retrospekcjach popłynęła. No i mamy co mamy. Raz ten Pyziak wyjechał gdy Pyza była malutka i wrócił gdy miała półtora roku, raz Gabunia Pyzę rodziła samotnie a ten drań sobaczy przez długie dwa lata się nią nie interesował...
                                  Gdyby MM takich wtrętów nie sadziła to czytelnicy mieliby w odwłoku co tam wcześniej było i czy się to zgadza. No i do tego ta wyidealizowana postać Gabrieli de domo Borejko, primo voto? Pyziak, secundo voto Stryba. Jak mógł ten suczy syn sobaczy nie kochać i porzucić kogoś takiego jak Gaba??? To się w ludzkiej wyobraźni nie mieści przecież. Nie można było polecieć stereotypem, że chłop wyjechał za chlebem, nie chciał wracać do tego ówczesnego dobrobytu, rozłąka zrobiła swoje jak w setkach tysięcy przypadków. Nie! Trzeba było opisać 25 lat jej nieludzkiej męki i nawet Grzegorz, który kocha ją za siebie i za tego podleca nie dał rady tej męki ukoić i tych cierpień wynagrodzić. Chociaż to z nim ma ślub prawdziwy a z tamtym - w świetle nauk kościelnych - podobno na wiarę żyła. Wychodziłoby na to przy okazji, że chrzcząc Pyzę a później Tygrysa nawet do komunii nie mogła przystąpić jako żyjąca w grzechu :)
                                  • ciotka_scholastyka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 20.08.16, 13:36
                                    > Raz ten Pyziak wyjechał gdy Pyza była malutka i wrócił gdy miała półtora roku, raz Gabunia Pyzę rodziła samotnie

                                    Laurę. To o Laurze mówiła, że ją rodziła samotnie.
                                    • 3piota Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 20.08.16, 14:06
                                      ciotka_scholastyka napisała:
                                      > Laurę. To o Laurze mówiła, że ją rodziła samotnie.

                                      Noł noł. Fragment z DP:
                                      "Mimo mdłości było jej dobrze. Było jej wzruszająco, niezwykle i cudownie, wszyscy ją rozpieszczali, dbali o nią, czuła się niemal tak, jakby po raz pierwszy w życiu miała urodzić dziecko. Kiedy spodziewała się Pyzuni, jej ojciec, Janusz, uciekł przed stanem wojennym na antypody. I potem przez długie dwa lata nawet go nie obchodziło, że ma córkę. Wrócił na krótko i znów wyjechał, tym razem na zawsze - i Laura także urodziła się pod nieobecność ojca. Teraz było zupełnie inaczej - Gabrysia już nie była tą nieszczęsną porzuconą, której życie tak się powikłało, nie udało. Była zupełnie innym człowiekiem, kobietą nie tylko kochającą - ale także kochaną. I czuła, jak rozkwita w tej nowej, wspaniałej sytuacji."
                                      Właśnie o tym mowa, że MM chyba nawet nie spojrzy do wcześniejszych tomów tylko pisze co tam akurat w danej scenie najbardziej wzniośle zabrzmi.
                                      • gat45 Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 20.08.16, 14:33
                                        Wiecie, lepiej dajmy spokój tym datom, bo się okaże, że nie tylko nikt tam nie jest dzieckiem swoich rodziców, ale nawet, że Borejkowie wcale nie są ze sobą spokrewnieni.
                                        • guineapigs Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 20.08.16, 20:59
                                          A pamiętasz film Wtorek? Bolec mówi Kukizowi, że nie wie, czy to jego dziecko, ale kocha bardzo. I że to nie ma znaczenia czy twoje, ale że wychowujesz jak swoje /tak poddaje z pamięci/.
                                      • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 20.08.16, 14:57
                                        3piota napisał(a):

                                        Fragment z DP:
                                        > "Mimo mdłości było jej dobrze. Było jej wzruszająco, niezwykle i cudownie, wszy
                                        > scy ją rozpieszczali, dbali o nią, czuła się niemal tak, jakby po raz pierwszy
                                        > w życiu miała urodzić dziecko.

                                        Ou. A czemu wczesniej jej nie rozpieszczali ? Bo "wszyscy" to nie tylko kochajacy maz, zakladam, ale i kochajacy rodzice, i kochajace siostry... przy poprzednich dwoch ciazach nie rozpieszczali i nie dbali ? Czyzby za kare ? Jesli tak, to za co ta kara ? Ze niby Pyziak (komu to on sie od razu nie podobal ?) ?
                                      • marutax Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 20.08.16, 21:58
                                        3piota napisał(a):

                                        > Właśnie o tym mowa, że MM chyba nawet nie spojrzy do wcześniejszych tomów tylk
                                        > o pisze co tam akurat w danej scenie najbardziej wzniośle zabrzmi.

                                        A mnie cały czas bawi, że GDYBY przyjąć ten cytat za jedyny prawdziwy kanon, to wiele spraw w miarę fajnie by się ułożyło: wiosną 1981 roku Gaba zachodzi w ciążę. Biorą z Januszem szybki ślub cywilny, ale Pyziak przecież dopiero zdaje maturę. Wpada w panikę - dziecko w drodze, ani mieszkania, ani dobrej pracy. Postanawia, że wyjedzie na kilka miesięcy, zarobi, wróci przed rozwiązaniem. Gaba ma opory, ale jakoś go puszcza. Janusz podłapuje robotę na Zachodzie, ma wrócić pod koniec listopada, ale coś się opóźnia, musi zostać do połowy grudnia, może Gaba rodzi przed terminem? W każdym razie nie udaje mu się dotrzeć na poród. Siedzi na walizkach, gdy w Polsce ogłaszają stan wojenny. Najpierw nie ma jak wrócić, szarpie się w jakimś Berlinie czy Londynie, jakimiś kanałami dociera do niego, że Ignacego aresztowali. W tym momencie panikuje, boi się, że jeśli spróbuje wrócić zgarną go od razu - teść opozycjonista, on sam był na Zachodzie, ani chybi cenne materiały wywoził... Postanawia przeczekać. Kontaktu z Gabą prawie nie ma, sytuacja w kraju cały czas odstrasza. Po kilku miesiącach dostaje okazję wyjazdu do Australii i z niej korzysta. Informuje o tym Gabę, ale jako że porozumiewają się listownie i nie mają jak tego przedyskutować, więc jedzie właściwie bez jej zgody. Gaba odczytuje to jako swego rodzaju zdradę - jest sama z niemowlęciem, w ciężkiej sytuacji materialnej, uważa, ze Janusz powinien wracać do Polski, niezależnie od zagrożenia. A on jedzie na drugi koniec świata... Czas mija, kontakt się urywa, Gaba dochodzi do wniosku, że została porzucona. Niemal dwa lata po wyjeździe Janusza dostaje list, na który odpowiada sławetną depeszą...
                                      • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 22.12.16, 16:03
                                        3piota napisał(a):


                                        Fragment z DP:
                                        Kiedy spodziewała się Pyzuni, jej ojciec, Jan
                                        > usz, uciekł przed stanem wojennym na antypody.

                                        To jest wspomnienie Gabona w DP. A w I Milicja mowi Laurze, ze Janusz wyjechal, gdy Pyza miala kilka miesiecy. Pyza urodzona w listopadzie 81, przypominam.
                                        Ktora z nich modyfikuje sobie wspomnienia i po co ?
                                      • bupu Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 22.12.16, 18:45
                                        3piota napisał(a):


                                        > [b]Kiedy spodziewała się Pyzuni, jej ojciec, Jan
                                        > usz, uciekł przed stanem wojennym na antypody.

                                        Adin mamient, Janusz Pyziak uciekał przed stanem wojennym, gdy Gaba spodziewała się Pyzuni, zrodzonej w listopadzie 81, przed wprowadzeniem stanu wojennego. Który wprowadzono 13 grudnia 81. Jasnowidz skubaniutki z tego Pyzy Juliusza, albo miał wtyki u generała...
                                        • gat45 Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 22.12.16, 19:16
                                          bupu napisała:

                                          > Adin mamient, Janusz Pyziak uciekał przed stanem wojennym, gdy Gaba spodziewała
                                          > się Pyzuni, zrodzonej w listopadzie 81, przed wprowadzeniem stanu wojennego. K
                                          > tóry wprowadzono 13 grudnia 81. Jasnowidz skubaniutki z tego Pyzy Juliusza, alb
                                          > o miał wtyki u generała...

                                          Wnimanje, achtung : niekoniecznie jasnowidz. Obok czasowego "uciekać przed czymś" może mieć znaczenie przestrzenne. Wprawdzie raczej wtedy, kiedy obiekt przed którym się ucieka, jest ruchomy, ale to się jakoś tam broni. "Uciec przed stanem wojennym" jak przed pożarem lasu czy inną zarazą. Obecnie ludzie uciekają wszak przed terroryzmem, choć ów w najlepsze trwa i nawet ich ściga.
                                          • bupu Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 22.12.16, 19:57
                                            gat45 napisała:

                                            > Wnimanje, achtung : niekoniecznie jasnowidz. Obok czasowego "uciekać przed czym
                                            > ś" może mieć znaczenie przestrzenne. Wprawdzie raczej wtedy, kiedy obiekt przed
                                            > którym się ucieka, jest ruchomy, ale to się jakoś tam broni. "Uciec przed stan
                                            > em wojennym" jak przed pożarem lasu czy inną zarazą. Obecnie ludzie uciekają ws
                                            > zak przed terroryzmem, choć ów w najlepsze trwa i nawet ich ściga.

                                            Izwinitie, pażałsta, ale żeby przed czymś uciekać, ganz egal zarazą, pożarem czy stanem, trzeba jeszcze wiedzieć, że to coś się zbliża. Skąd wiedział Pyza Juliusz na kilka miesięcy przed wprowadzeniem rzeczonego stanu, że ten stan się zbliża, hę?
                                            • gat45 Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 22.12.16, 20:40
                                              Uciec przed wojną, działaniami wojennymi czy stanem wojennym można w trakcie trwania tychże. Niezbyt to zręczne sformułowanie, ale ostatecznie dopuszczalne. I wtedy własnie mamy "przed" przestrzenne, choć współczesne :)
                                              No, robię co mogę, żeby nie uzasadniać uzdolnień Janusza w dziedzinie prekognicji, którą w dzień ślubu Laury zarzuca mu ex teść.
                                              • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 22.12.16, 21:14
                                                Mozna w trakcie. Tyle ze Janusz uciekajacy w 1982, a powracajacy wiosna 1983, jeszcze przed amnestia, raczej poszedlby siedziec, a potem odslugiwac zalegle wojsko, niz krecil sie niezadowolony miedzy Borejkami.
                                                Poza tym gdyby uciekl, oczywiste byloby to, ze nie pisze, a dziwne, gdyby pisal i listy dochodzily. No i chyba nie "pojechal zarobic na samochod" byloby glownym zarzutem.
                                                • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 22.12.16, 21:15
                                                  Tfu, nie przed amnestia, tylko przed zniesieniem stanu
                                              • bupu Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 22.12.16, 22:25
                                                gat45 napisała:

                                                > Uciec przed wojną, działaniami wojennymi czy stanem wojennym można w trakcie tr
                                                > wania tychże. Niezbyt to zręczne sformułowanie, ale ostatecznie dopuszczalne. I
                                                > wtedy własnie mamy "przed" przestrzenne, choć współczesne :)
                                                > No, robię co mogę, żeby nie uzasadniać uzdolnień Janusza w dziedzinie prekognic
                                                > ji, którą w dzień ślubu Laury zarzuca mu ex teść.

                                                No ale jak on mógł w trakcie, skoro uciekł gdy Gaba była w ciąży z Pyzunią, urodzoną przed wprowadzeniem stanu wojennego? Czasoprzestrzeń się zagła? :D
                                                • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 22.12.16, 22:53
                                                  W sumie daloby sie... w sensie uporzadkowania faktow. Interpretacje borejczych bab odpuscmy.
                                                  Latem/jesienia Pyziakowi udaje sie zalatwic sobie prace na czyms dalekomorskim, w charakterze pomocnika pomagiera trzeciego mechanika. Albo nawet kuchcika. Takie rejsy byly czesciowo platne w dewizach, a i moznosc nabycia dobr w kolejnych portach kuszaca. Zwlaszcza dla kogos, kto majacemu sie niedlugo urodzic dziecku pragnie zapewnic posciel, lozeczko i fure zabawek :)
                                                  Wyplywa jeszcze przed urodzeniem Pyzy. Wiadomosc o wprowadzeniu stanu wojennego zastaje go gdzies na Kurylach albo u wybrzezy indochinskich, telefony gluche, kontaktu brak, w tamtejszych mediach wiadomosci tylko najgorsze albo jeszcze gorsze, czarna rozpacz. Ale dyscyplina pracy i inne takie...statek wraca najwczesniej, jak sie da. Przy czym nie wiem, od kiedy plywanie na Baltyku sporych handlowych jednostek jest mozliwe, marzec, kwiecien ? W kazdym razie wraca, Ignac siedzi, Gabunia steskniona, corka udana, biora slub. Po czym Janusz znowu wyplywa, nie ma problemu z pozwoleniem na te prace, skoro w 82 wrocil z wlasnej woli i znowu go nie ma.

                                                  Prawie wszystko sie zgadza - dwa dziewieciomiesieczne rejsy to jak obszyl poltora roku, i w grudniu 81 go nie ma, i w 83. Ale zarobki caly czas plyna, stad Gabunia ani Milicja do roboty nie poszly. A po latach "uciekl przed stanem wojennym", fubrawiec jeden. A nigdy sie o tym wyjezdzie nie wspomina, bo wtedy jeszcze nie od Gabuni uciekl, nie byli malzenstwem.
                                                  Tylko ten telegram z Sidney nijak nie pasuje...
                                                  • zla.m Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 23.12.16, 00:38
                                                    Uciekł przed stanem wojennym można też rozumieć jako: uciekł (od Gaby/Borejków) przed stanem wojennym. Po prostu podany moment. Mógł to też byc skrót myslowy, tak jak mówi się "uciekł przed smiercia", choć dotyczy to tego, że gość akurat czystym przypadkiem wyszedł z pracy 3 minuty przed pożarem. Inaczej faktycznie wychodzi na to, że Pyziasty musiał wiedzieć, ze stan w. będzie...
                      • nigolla Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 16:25
                        Ja tam bym brała taką wersję. Totalnie nie gryzie mi się, że z Janusza z KK pani MM zrobiła tego pana z dalszych książek. Dla mnie to wiarygodne i nie kłóci się z Januszem z KK, który od samego początku był dla mnie tam cwaniaczkiem.
                        • piotr7777 Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 22.12.16, 21:23
                          > Ja tam bym brała taką wersję. Totalnie nie gryzie mi się, że z Janusza z KK pan
                          > i MM zrobiła tego pana z dalszych książek. Dla mnie to wiarygodne i nie kłóci s
                          > ię z Januszem z KK

                          Moim zdaniem nie, ale pewnie autorka uważa tak samo jak Ty (bo coś tam było o "złym zapowiadaniu się").
                          Tyle, że nawet jeśli przyjmiemy, że dla osiągnięcia celu (zdobycie Gabrieli) Janusz udawał, że lubi zabawy z dziećmi, że interesuje go kultura łacińska i że podobają mu się dyskusje grupy ESD to zasadnicze pytanie jest inne - po co chciał zdobyć Gabrielę (przy założeniu, że jej nie kochał, bo nie umiał). Rodzina Gabrieli nie była ani zamożna ani dobrze ustawiona a Gabriela choć obiektywnie ładna i sympatyczna też raczej nie była łamaczką męskich serc.
                          A całe to tworzenie kalendarium ma jedną wadę - ta historia nie była pisana liniowo tylko poszczególne jej fragmenty były tworzone na różnych etapach Jeżycjady. Przykładowo ślub wydarzył się pomiędzy akcją Idy sierpniowej a Opium w rosole, ale w fabule pojawił się dopiero w Tygrysie i Róży. Dlatego został tak a nie inaczej przedstawiony.
                          Ale to temat na dłuższy wątek.
                          • tt-tka Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 22.12.16, 21:49
                            piotr7777 napisał:

                            > A całe to tworzenie kalendarium ma jedną wadę - ta historia nie była pisana lin
                            > iowo tylko poszczególne jej fragmenty były tworzone na różnych etapach Jeżycjad
                            > y. Przykładowo ślub wydarzył się pomiędzy akcją Idy sierpniowej a Opium w rosol
                            > e, ale w fabule pojawił się dopiero w Tygrysie i Róży. Dlatego został tak a nie
                            > inaczej przedstawiony.
                            > Ale to temat na dłuższy wątek.

                            Zakladaj, zakladaj ! Pozywic sie nie ma czym, nowosci brak...
      • kajaanna Re: Kalendarium Gaby i Pyziaka 19.08.16, 11:38
        Nie no. Pyziak to czarci pomiot.
        ***
        Taki, co to wiecie - wykluwa się z jaja zniesionego przez koguta.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka