Dodaj do ulubionych

Bo mnie Robrojek męczy

03.05.17, 20:10
Zapewne byyyyyyło, pińcet razy, ale właśnie policzyłam sobie ile lat miał Robroj w Tygrysie i Róży i mną trząchnęło z lekka. Ten sterany życiem starzec po przejściach liczył sobie wtedy jakieś 37 wiosen, czyli mniej niż ja teraz.

No i tu się moja konfuzja zaczyna. Gdyż nie ogarniam tej przemiany. Jakim cudem energiczny, wesoły nastolatek stał się mentalnym starcem, pozbawionym humoru, energii i w zasadzie jakichkolwiek śladów życia? Rozumiem, życie mu nektarem nie płynęło, ale żeby się od razu w taką wypaloną skorupę zmienić? I przyjaciele z dawnych lat nie przeżywają wstrząsu na widok Robroja zamienionego w widmo samego siebie?

Pomijam już to, że autoressa niczym nastolatka mniema, że po trzydziestce to już tylko starość zgrzybiała, opakowanie się marszczy, a otwarta trumna czeka i woła nas z daleka. Taki ma pogląd, może dziwny, ale cóż ja jej zrobię.

O, właśnie mi się nasunęło. Autorka przestała lubić albo umieć pisać wesołe i energiczne postacie, może dlatego amputowała Robrojowi osobowość i zastąpiła ją wąsami. No bo słuchajcie, pokażcie mi jedną jedyną postać z Neobachoriady, która tryska energią i dowcipem. Żywiołową. Lubiącą się śmiać. No?

Otóż właśnie, mnie też nikt na myśl nie przechodzi. Za to mamy korowód szemrzących firan, smętów rozdrapujących pilnie każdą ranę z przeszłości oraz wycinanek z kartonu. A, i mamy też Idę, która z biegiem lat z żywiołowej wariatki zamieniła się w agresywną chamkę. Też w sumie dowód na to, że autorka nie umie pisać postaci dysponujących energią i humorem.
Obserwuj wątek
    • zmija_w_niebieskim Re: Bo mnie Robrojek męczy 03.05.17, 20:34
      pokażcie mi jedną jedyną postać z Neobachoriady, która tryska energią i dowcipem. Żywiołową. Lubiącą się śmiać. No?

      Staszka Trolla, mimo choroby. No i Bernardowi humorek zawsze dopisuje.
      • bupu Re: Bo mnie Robrojek męczy 03.05.17, 21:29
        zmija_w_niebieskim napisała:

        > pokażcie mi jedną jedyną postać z Neobachoriady, która tryska energią i dowcipe
        > m. Żywiołową. Lubiącą się śmiać. No?
        >
        > Staszka Trolla, mimo choroby. No i Bernardowi humorek zawsze dopisuje.

        Przepraszam ja bardzo, ale w którym miejscu Trolla tryska energią i dowcipem?
        • bupu Re: Bo mnie Robrojek męczy 03.05.17, 21:31
          Palce szybsze od mózgu. Co do Bernarda to primo, energią nigdy nie tryskał w nadmiarze, secundo, jego humor dawno skisł i wkroczył w fazę autoparodii.
          • pi.asia Re: Bo mnie Robrojek męczy 04.05.17, 00:17
            bupu napisała:

            > Co do Bernarda to primo, energią nigdy nie tryskał w na
            > dmiarze,

            Czy włażenie na wiatę przystankową i zachęcanie świata do śpiewania Ody do radości, rozdawanie jabłek, szalone happeningi nie są dowodem właśnie na tryskanie energią? Ten facet był aż przytłaczający od nadmiaru żywiołowości, elokwencji i wygłupów. Zresztą nigdy go nie cierpiałam. Jedyną niekłamaną zaletą Bernarda jest umiejętność podnoszenia na duchu ogarniętej tremą Aniel.
            • bupu Re: Bo mnie Robrojek męczy 04.05.17, 16:34
              pi.asia napisała:

              > bupu napisała:
              >
              > > Co do Bernarda to primo, energią nigdy nie tryskał w na
              > > dmiarze,
              >
              > Czy włażenie na wiatę przystankową i zachęcanie świata do śpiewania Ody do rad
              > ości, rozdawanie jabłek, szalone happeningi nie są dowodem właśnie na tryskanie
              > energią? Ten facet był aż przytłaczający od nadmiaru żywiołowości, elokwencji
              > i wygłupów. Zresztą nigdy go nie cierpiałam. Jedyną niekłamaną zaletą Bernarda
              > jest umiejętność podnoszenia na duchu ogarniętej tremą Aniel.

              No dobra, niech będzie, w BBB tryskał. W Neo tryska co najwyżej autoplagiatem, a nie humorem i energią.
    • nigolla Re: Bo mnie Robrojek męczy 04.05.17, 10:09
      Jak dla mnie M.M. pisze z punktu widzenia nastolatek i to jest bardzo dobre. Dla mnie nadal osoba mająca 37 lat jest no kurczę już starzejąca się, mimo że nastolatką już od dawna nie jestem. Jak miałam lat 13-17 to 37 lat to w ogóle było trudne do ogarnięcia wyobraźnią, to były osoby stare totalnie.

      Robroj w TiR jest pisany z punktu widzenia Tygryska, nawet w scenach, gdy jej nie ma. Nic więc dziwnego, że jest starszym, ponurym panem.
      • berrin Re: Bo mnie Robrojek męczy 04.05.17, 12:45
        nigolla napisał(a):

        > Jak dla mnie M.M. pisze z punktu widzenia nastolatek i to jest bardzo dobre. Dl
        > a mnie nadal osoba mająca 37 lat jest no kurczę już starzejąca się, mimo że nas
        > tolatką już od dawna nie jestem. Jak miałam lat 13-17 to 37 lat to w ogóle było
        > trudne do ogarnięcia wyobraźnią, to były osoby stare totalnie.
        >
        > Robroj w TiR jest pisany z punktu widzenia Tygryska, nawet w scenach, gdy jej n
        > ie ma. Nic więc dziwnego, że jest starszym, ponurym panem.

        Istotnie, zabieg byłby właściwy i zrozumiały - książka jest dla nastolatek, i to tych młodszych - gdyby był zastosowany konsekwentnie i gdybyśmy na przykład nie słyszeli myśli takiego zgrzybiałego faceta, tylko oglądali go oczami tychże nastolatek, w ich narracji. Jednakowoż tak nie jest, wszak Robrojek, kiedy możemy popatrzeć na niego bliżej (to znaczy, kiedy MM postanowiła sparować go z Nutrią, więc uznała, ze musi nieco bliżej pokazać czytelnikom kandydata na małżonka Borejkówny, czyli w CR) - jest często pisany z jego WŁASNEJ perspektywy - choćby w scenie, kiedy mówi sam do swego odbicia w lustrze, samotny w łazience. Żadna nastolatka wtedy na niego nie patrzy. A jest konsekwentnie tak samo zdziadziały, depresyjny i nieszczęśliwy.
        I w zasadzie - kolejny punkt - skoro narracja jest nastoletnia, to skąd tyle opisów tychże starców i ich bogatego życia wewnętrznego? Nawet właśni rodzice, nie wspominając już o ciotkach i dalszej rodzinie, a już szczególnie rodzice koleżanek, w zasadzie w ogóle nie maja prawa być obiektem takiej szczegółowej narracji – choćby dlatego, ze dla takich nastoletnich bohaterów nie tyko stoją nad grobem, ale także są tłem, niekiedy kłopotliwym, niekiedy przydatnym, ale tłem. Skoro oglądamy wszystkich tych czterdziestoletnich starców z punktu widzenia nastolatek - to czemu dotyczy to tylko części bohaterów, a np. Gabrysia Borejko jest nadal opisywana w zasadzie jako nastolatka (w marszczącym się pod oczami kostiumie, ale nastolatka) i tak się zachowuje, czuje i myśli? Kto na nią wtedy patrzy z tych "niedorosłych" i kto z nich postrzega ja jako Gabrysie Borejko córeczkę Ignacego, która w zasadzie nie zmieniła się od siedemnastego roku życia? Ona - w narracji - nie jest zdziadziała i nieinteresujaca dla młodszych.
        O depresji Robroja można by ewentualnie czytać z punktu widzenia Belli - bo ona go zna, kocha i dostrzega jego stany psychiczne.

        A ustosunkowując się do posta założycielskiego - ostrożnie wydaje mi się, ze stany psychiczne Robrojka to element tej samej bajki, którą MM pisze wciąż od nowa już od dłuższego czasu. Jest Rodzina, która jest dobra, ciepła i kochana i chce to ciepło dawać innym. I są ci inni, którzy tego ciepła pragną i dostają je właśnie od tej Rodziny (choć poza tym, ze Rodziną są nieustannie nieco mnie irytujący Borejkowie, chodzi mi tu nie o nich samych, a o wykorzystanie schematu rozpaczliwej potrzeby i bezinteresownego daru). A, i wchodzi w to jeszcze koncepcja kobiety jako "odpoczynku wojownika". I bajka się spełnia, kiedy taki "bezdomny wędrowiec" osiąga cel życiowej podróży. Robroj zatem musi być "bezdomnym wędrowcem" spragnionym odpoczynku, szlachetnym, który dostanie to ciepło i miłość i będą - z definicji - żyli długo i szczęśliwie. Im mu było na początku gorzej, tym teraz jest mu lepiej.
        Ma być pogodnie i pokrzepiająco. Stany psychiczne bohatera nie muszą z niczego wynikać (to znaczy zasadniczo powinny, ale mówimy o bajce, a poza tym MM od dość dawna stosuje zabieg upraszczający zarówno je sprawę pisania, jak i czytelnikom odbiór dzieła i zamiast prezentować przyczyny i skutki, prezentuje zapewnienie z wyżyn autorytetu, ze tak jest i już. W końcu pięciolatkowi można przecież powiedzieć, ze zły czarownik jest zły, bo jest zły i jest czarownikiem).

        Tylko kiedy do lektury zabierają się osoby, które może nie tyle wyrosły z bajek, co maja własne zdanie na temat tego, co jest pokrzepiające, sprecyzowane oczekiwania, czym jest bajka, a czym książka dla młodzieży oraz żądają elementarnego prawdopodobieństwa postaci i fabuły i elementarnej konsekwencji w kreowaniu tych postaci z tomu na tom, to zawieszenie niewiary chowa się pod stołem i nie chce wyjść, a przyjemność z lektury diabli biorą.
      • bupu Re: Bo mnie Robrojek męczy 04.05.17, 15:07
        nigolla napisał(a):

        > Jak dla mnie M.M. pisze z punktu widzenia nastolatek i to jest bardzo dobre. Dl
        > a mnie nadal osoba mająca 37 lat jest no kurczę już starzejąca się, mimo że nas
        > tolatką już od dawna nie jestem. Jak miałam lat 13-17 to 37 lat to w ogóle było
        > trudne do ogarnięcia wyobraźnią, to były osoby stare totalnie.
        >
        > Robroj w TiR jest pisany z punktu widzenia Tygryska, nawet w scenach, gdy jej n
        > ie ma. Nic więc dziwnego, że jest starszym, ponurym panem.

        Robroj jest pisany jako sterany życiem dziad bardzo konsekwentnie w całej Neo, przynajmniej do momentu w którym przeistacza się w serwującą herbatkę kukłę bez głosu.
      • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 04.05.17, 15:28
        nigolla napisał(a):

        > Jak dla mnie M.M. pisze z punktu widzenia nastolatek (...)
        > Robroj w TiR jest pisany z punktu widzenia Tygryska, nawet w scenach, gdy jej n
        > ie ma. Nic więc dziwnego, że jest starszym, ponurym panem.

        O, a z czyjego punktu widzenia jest pisany w CR ?
        • nigolla Re: Bo mnie Robrojek męczy 05.05.17, 08:36
          Nastolatek. CR zarówno jak TiR są książkami dla nastolatek, więc do nich - i do każdej innej z tej serii - jest to samo wyjaśnienie.
          • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 05.05.17, 09:50
            Odrzucam te odpowiedz. MM pisze, w zalozeniu przynajmniej, DLA nastolatek, byc moze. Ale w CR zadna nastoletnia postac, w liczbie sztuk trzy, nie opisuje Robroja. Opisuje go narrator, on sam siebie i postacie dorosle.
            • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 05.05.17, 09:51
              I blagam, nie argumentuj, ze dla czytelniczek trzydziestoparolatek to stare prochno, bo starsza od Roba Gabunia jest wiecznie mloda. Idunia to narwana dziewczyna. No wez.
          • zuzudanslemetro Re: Bo mnie Robrojek męczy 09.05.17, 23:41
            nigolla napisał(a):

            > Nastolatek. CR zarówno jak TiR są książkami dla nastolatek, więc do nich - i do
            > każdej innej z tej serii - jest to samo wyjaśnienie.

            Nie zgodzę się z tą argumentacją, że 37letni Robroj musi być starym dziadem, bo opisany jest z perspektywy nastolatek. Mamert w "Kłamczusze" też ma coś około 37 lat (Tosia ma 32) i oboje są opisani jako raczej młodzi, choć już dojrzali ludzie. I faktycznie w pierwszych tomach dorośli są różni (jedni starsi, inni mniej), ale pełni życia, a im dalej idziemy w sagę, tym bardziej każdy powyżej trzydziestki przypomina steranego życiem starca (poza Gabsonem, rzecz jasna, ale ona widocznie w szafie trzyma portret, na którym widać jak się starzeje). Pomijam już normalne u autorki postarzanie postaci.
    • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 04.05.17, 14:28
      Nawet kupuje to skapcanienie Robroja. Wytlumaczono mi - i przyjelam - ze dawniej on zawsze nadrabial mina, wspinal sie na palce, "gral teatr jednego aktora" (Gaba w KK) i ze w pewnym momencie mu sie odechcialo. Skoncentrowal sie na przezyciu, nie na zgrywaniu, zabraklo mu sily/checi na robienie dobrej miny do zlej gry. Stal sie urazliwy, jak wiele osob, ktorym sie cos sypnelo, zgorzknialy... to jest CR.
      Ze nikt z Borejkow nie zauwazyl zmiany, tez moge uwierzyc. Oni przygladaja sie juz tylko sobie i widza tylko siebie.

      Natomiast nie rozumiem i nie kupuje Robroja w TiR. Czlowiek, ktory tak wprost i bez pozy potrafil pomoc obcej (Gabie), zaopiekowac sie cudzym dzieckiem (Nutria) teraz robi podchody i skradania sie, kiedy widzi corke wieloletniej przyjaciolki w klopotach, chora i bez pieniedzy ? No way.

      • bupu Re: Bo mnie Robrojek męczy 04.05.17, 15:17
        tt-tka napisała:

        > Nawet kupuje to skapcanienie Robroja. Wytlumaczono mi - i przyjelam - ze dawnie
        > j on zawsze nadrabial mina, wspinal sie na palce, "gral teatr jednego aktora" (
        > Gaba w KK) i ze w pewnym momencie mu sie odechcialo. Skoncentrowal sie na przez
        > yciu, nie na zgrywaniu, zabraklo mu sily/checi na robienie dobrej miny do zlej
        > gry. Stal sie urazliwy, jak wiele osob, ktorym sie cos sypnelo, zgorzknialy...
        > to jest CR.

        W trzydziestym którymś roku życia już zgorzkniały, drażliwy i bez sił oraz chęci? Szybko mu poszło. Za szybko, IMO.

        > Ze nikt z Borejkow nie zauwazyl zmiany, tez moge uwierzyc. Oni przygladaja sie
        > juz tylko sobie i widza tylko siebie.

        A to jest fakt.

        > Natomiast nie rozumiem i nie kupuje Robroja w TiR. Czlowiek, ktory tak wprost i
        > bez pozy potrafil pomoc obcej (Gabie), zaopiekowac sie cudzym dzieckiem (Nutri
        > a) teraz robi podchody i skradania sie, kiedy widzi corke wieloletniej przyjaci
        > olki w klopotach, chora i bez pieniedzy ? No way.
        >

        No mówię, MM amputowała mu osobowość i wąsami zastąpiła. Bo jednakowoż porażki życiowe mogą człowiekowi energii ująć, ale raczej nie wypiorą go z wszelkich cech osobowości. Mogę zrozumieć, że facetowi po przejściach, takiemu jak w CR, mogło się odechcieć chwilowo tryskania humorem, ale pomoc dziecku przyjaciółki powinna byc dla Robrojka, takiego jak go poznaliśmy w KK, oczywistą oczywistością i czymś co się robi na bazie odruchu.
        • verdana Re: Bo mnie Robrojek męczy 04.05.17, 16:49
          Ale my go widzimy w bardzo złym momencie życia - oszukany, zbankrutowany, samotny. Ma - moim zdaniem - prawo byc zdziadziały i pozbawiony humoru, energii i chęci pomocy komukolwiek poza własną córką. Dla mnie to facet w depresji, a facet w depresji nikomu raczej nie pomoże i żadne światłe cechy jego charakteru sprzed depresji nie mają tu znaczenia.
          • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 04.05.17, 17:07
            Uwierzylabym w depresje, gdyby Robroj nie zakwitl i nie nabral energii ("chwileczke, ta pani jest ze mna") natychmiast po tym, jak mu sie Nutria zdeklarowala. Depresja od wyznania uczuc nie mija.
          • bupu Re: Bo mnie Robrojek męczy 04.05.17, 17:29
            verdana napisała:

            > Ale my go widzimy w bardzo złym momencie życia - oszukany, zbankrutowany, samot
            > ny. Ma - moim zdaniem - prawo byc zdziadziały i pozbawiony humoru, energii i ch
            > ęci pomocy komukolwiek poza własną córką. Dla mnie to facet w depresji, a face
            > t w depresji nikomu raczej nie pomoże i żadne światłe cechy jego charakteru spr
            > zed depresji nie mają tu znaczenia.

            Ale moment, w TiR to on już na prostą wyszedł, chciałam zauważyć. Ponadto jednostka w depresji, wyprana z sił do tego stopnia, że nie pomoże nawet córce przyjaciółki, nie miałaby tez siły na romanse i niuanse z Nutrią. O przylatywaniu z kwieciem i zamiarem oświadczyn nie mówiąc. Jego rozważania z TiR nie brzmią jak monolog wewnętrzny kogoś z depresją.

            A tak na marginesie, czy ktoś potrafi wyjaśnić po kiego ta Nutria rzucała się w dramatyczny pościg furgonetką za Robrojem, zamiast jak normalny człowiek do niego zadzwonić? Przecież nie wyjeżdżał na wielomiesięczną ekspedycję do amazońskiej dżungli, ani zamieszkać na pozbawionej łączności ze światem wyspie w kanadyjskiej Arktyce. Facet jechał do Łodzi. A ona się za nim rzuca jakby łodchodził na zaaawwszeeee, kradnie furgonetkę znajomemu, naraża znajomego na straty w mieniu, naraża mienie i życie obcych osób, o Matko Boska.
            • jhbsk Re: Bo mnie Robrojek męczy 05.05.17, 09:59
              Żeby było romantycznie.
              • pi.asia Re: Bo mnie Robrojek męczy 06.05.17, 01:11
                Pościg Natalii za Robrojkiem jest tak sakramencko idiotyczny, że płakać się chce.

                Natomiast zdziadzienie i przypuszczalna depresja Robrojka w CR - to nie tak.

                Robertowi jest ciężko, jest samotny, po przejściach - ale się nie poddaje. Nie wygłupia się, nie wymałpia, nie wznosi piętrowych toastów na sposób gruziński - to były cechy nastolatka. Teraz jest dorosły i radzi sobie z życiem bez szemrania i narzekania. Remontuje maciupki domek z werwą i życiem, pracuje u Majchrzaka, a kiedy ten go wyrzuca z domku i pracy - łapie robotę w drukarni i dorabia malując mieszkania znajomym osobom. Stać go na wymyślanie fajnych niespodzianek dla Belli, wybiera się z córką nad jezioro Malta - gdzie tu zdziadzienie? Bo wracając do domu po odprowadzeniu Natalii mówi sam do siebie "No cóż. Dobranoc."?

                W TiR zrobił się z niego nie tyle dziad, co ciućmok niemożebny.

                Ale to wszystko można jakoś łyknąć. Natomiast ilustracja przedstawiająca Robrojka jako zgrzybiałego, zgarbionego starca - no błagam!!! Kiedyś któraś forumowiczka napisała, że trzydzieści parę lat to najapetyczniejszy wiek męski. I to jest szczera prawda ( z wyjątkiem Seana Connery, bo on zyskuje z wiekiem). Ale takiego Robrojka jak na rysunku to ja bym nawet na wyspie bezludnej uszanowała...
              • bupu Re: Bo mnie Robrojek męczy 08.05.17, 09:11
                jhbsk napisała:

                > Żeby było romantycznie.

                Reumatycznie chyba, bo od stężenia kretynizmów w tej scenie aż w stawach rwie. Toż to jak żywcem wyjęte z romcomów, tyle że znacznie gorzej pomyślane.
    • przymrozki Re: Bo mnie Robrojek męczy 06.05.17, 15:16
      No tak, ale też pamiętajmy, że Robrojek ma za sobą tragiczną śmierć żony, młode wdowieństwo i samotne rodzicielstwo. To nie są okoliczności życiowe sprzyjające utrzymaniu nastoletniej beztroski. Na dodatek w "Córce" Robert jest jedynym żywicielem rodziny, który zbankrutował do cna, stracił mieszkanie i oszczędności, a wszystko to na skutek zdrady człowieka, któremu ufał. Też bym na jego miejscu nie była różowym obłoczkiem szczęścia. Nie hasałabym w białych muślinach po rżysku i nie grałabym na harfie spowita jeno w blask miesiąca.

      Że już nie wspomnę o tym, że w tym wszystkim Robert z samotnym rodzicielstwem radzi sobie wzorowo. Znacznie lepiej lepiej niż Gabriela, choć to nie on ma do stałej pomocy wielopokoleniową rodzinę i nie on ma minimalne koszty utrzymania przy jednoczesnej stałej, pewnej pensji uniwersyteckiej! Doceńmy, że Robrojek nie łopocze szkarłatnym sztandarem męczeństwa, nie krzywi się boleśnie z powodu każdej domniemanej niewdzięczności córki i nie widzi w jej oczach niczego dla siebie bolesnego (no, może poza obawami co do jej urody - jak już się czegoś czepiać, to ja bym się właśnie tego czepiła). Jest taka ładna scena w "Córce Robrojka", gdy Natalia uświadamia sobie, że Bella w ogóle nie domyśla się, jak ciężko musiało być jej ojcu. To znaczy, że miała szczęśliwe dzieciństwo u boku zawsze obecnego, kochającego taty, który dawał jej poczucie bezpieczeństwa. Moim zdaniem, brawo Robroj.

      A co do kompleksów Roberta - zawsze wydawały mi się one wiarygodne. Znam mężczyzn wzrostu Robrojka (metr sześćdziesiąt bez kapelusza) i aż czasem przykro patrzeć, jacy bywają niewidzialni dla kobiet i śmieszni dla mężczyzn. Nie mam żadnych danych statystycznych, tylko dowód z obserwacji niereprezentatywnej grupy, ale bardzo niscy faceci chyba naprawdę uciekają rolę błazna, żeby zamaskować niepewność i niskie poczucie wartości.
      • apersona Re: Bo mnie Robrojek męczy 06.05.17, 21:08
        Dobrze prawisz, Robroj w CR jest w trudnej sytuacji ale nie w depresji, acz nie ma się co czepiać znowu Gaby, bo Bella to nie Laura.
        • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 06.05.17, 23:29
          Ja sie jednak czepne, choc bardziej MM niz Gaby. Gdyz albowiem Robrojek w CR zostal borejkoza tkniety i to mu zaszkodzilo juz na reszte tomow.
          Bo nie moge mu wybaczyc jego stosunku do Anieli. No nie moge. Jak Gaba ulokowala Belle w pustym ! pokoju dziewczynek, to ajwaj i niezawodna przyjaciolka. A jak Aniela zaproponowala mu zamieszkanie u siebie, on z corka, dopoki sobie czegos nie znajdzie, wlasna, obecna przeciez, rodzine gotowa byla sciesnic, by pomoc Robrojkowi w klopotach, to on "nie ma ochoty odwiedzac pani Zeromskiej na jej poddaszu". No zesz.
          • vi_san Re: Bo mnie Robrojek męczy 06.05.17, 23:46
            Z góry uprzedzam, że czytelnik ze mnie nieuważny [zwłaszcza tomów od Pulpecji wzwyż], więc nie bić jakby co a wyjaśnić.
            Mnie tam stosunek Robrojka do Anieli ani nie dziwi ani nie zaskakuje ani nie wydaje się jakiś paskudny. No, kochał się w niej ciężko przez kilka lat, może i nawet w jakimś okresie miał "nadzieje", a panna Kowalik wybrała flejowatego, namolnego paskuda ze słowotokiem i została panią Żeromską a nie panią Rojek. I w tych okolicznościach zarówno zrozumiała i oczywista jest propozycja Anieli, która zawsze traktowała Roberta jak przyjaciela, jak i zrozumiałe jest odrzucenie tejże przez niegdysiejszego amanta. Świadomie tu pomijam etap flecistki czy tam harfistki, matki Belli, bo to się nijak chronologicznie nie da posklejać.
            • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 07.05.17, 02:44
              Zara, zara. Aniela wybrala namolnego paskuda, gdy Rojka juz dawno nie bylo w jej zyciu ani w Poznaniu. W Lodzi byl.
              Oswiadczyl jej sie (zaraz po maturze ?), w czasie, w ktorym owczesna mlodziez nie hajtala sie tak na hop-siup, ona odmowila. W rezultacie to on sie blyskawicznie ozenil. Spotykaja sie PO LATACH (szesnastu ?), kazde z nich juz ma wlasna rodzine. Aniela do niego pomocna dlon wyciaga, serce na dloni, a tu raptem "pani Zeromska" ? Bo co, bo zaproponowala pomoc czy ze umalowana ? Paskudnie o niej wtedy mysli nasz Robrojek poczciwina i to tylko dlatego, ze juz wpadl pod urok Natalii. Wiec Borejkowie i owszem, rodzina (juz) ukochanej, a cala reszta won ?
              • zla.m Re: Bo mnie Robrojek męczy 07.05.17, 08:55
                Zgadzam się z vi_san, pośpieszny ślub z flecistką i wyjazd były (w zamierzeniu autoressy, wiem, że chronologia kuleje) efektami odrzucenia przez Anielę. Zabolało go to tak, że zmienił całe swoje życie, wyjechał z miasta, w którym spędził całe życie i był szczęśliwy, miał przyjaciół, rodzinę, szwagra z syrenką itp. I ten wyjazd spowodował wielkie zmiany w jego życiu, których tak naprawdę nie pragnął - bo mało który młody człowiek marzy o tym, żeby w wieku lat jeszcze ciągle nastu zamknąć się w kieracie praca-dziecko-dom-z-chorą-żoną. Co nie przeszkadza, że Bellę kochał, a po śmierci żony cierpiał. Potem jeszcze na dodatek zbankrutował i to nie przez okrutne prawa rynku, ale został oszukany przez kogoś, kogo uważał za przyjaciela. A wszystko przez to, że Aniela go nie zechciała, trudno się dziwić, że podświadomie (albo i świadomie) hodował do niej żal i urazę, nie tylko o odrzucenie, ale o całe życie, które w danym momencie uważał za nieudane i przegrane.

                I nie dość na tym - jego szczęśliwym rywalem okazał się jakiś niechlujny pacykarz, ani przystojny, ani wybitny, ani sławny, ani bogaty...

                Też bym była na jego miejscu sarkastyczna w myślach, doszukująca się wad i niechętna ochłapom, które "pani Żeromska" raczy rzucać. Mimo że obiektywnie masz rację, że Aniela postąpiła bardzo ładnie.
                • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 07.05.17, 09:11
                  Oj, jednak nie. Primo, jeszcze na Malcie cierpi, ze go Aniela nie dostrzegla, z zapartym tchem slucha jej przez radio, secundo, on Bernarda nie widzial na oczy w chwili, gdy spotykajac Aniele na ulicy z przekasem mysli o pani Zeromskiej.
                  Tesknil i zachwycal sie, poki Nutria sie w jego zyciu nie objawila. A gdy objawila sie, serdeczna, bez zadnych ochlapow, tylko z calej duszy chcaca podzielic sie z nim tym, co ma Aniela staje sie raptem, blyskawicznie, w jednej chwili - wymalowana i obca pania Zeromska.
                  • bupu Re: Bo mnie Robrojek męczy 08.05.17, 09:18
                    tt-tka napisała:

                    > Oj, jednak nie. Primo, jeszcze na Malcie cierpi, ze go Aniela nie dostrzegla, z
                    > zapartym tchem slucha jej przez radio, secundo, on Bernarda nie widzial na ocz
                    > y w chwili, gdy spotykajac Aniele na ulicy z przekasem mysli o pani Zeromskiej.
                    > Tesknil i zachwycal sie, poki Nutria sie w jego zyciu nie objawila. A gdy objaw
                    > ila sie, serdeczna, bez zadnych ochlapow, tylko z calej duszy chcaca podzielic
                    > sie z nim tym, co ma Aniela staje sie raptem, blyskawicznie, w jednej chwili -
                    > wymalowana i obca pania Zeromska.

                    O właśnie, uświadomiłyście mnie co mnie jeszcze irytuje w Robroju. To ustawiczne rozdrapywanie nieszczęśliwej miłości do Anielki, no jak Gabon z traumą postpyziaczą, no. A kto nie dostał kosza, albo nie zakochał się bez wzajemności w wieku lat nastu? Ilu ludzi to jeszcze uwiera po prawie dwudziestu latach? No dajcież spokój...
                    • pi.asia Re: Bo mnie Robrojek męczy 08.05.17, 10:16
                      bupu napisała:


                      > O właśnie, uświadomiłyście mnie co mnie jeszcze irytuje w Robroju. To ustawiczn
                      > e rozdrapywanie nieszczęśliwej miłości do Anielki, no jak Gabon z traumą postpy
                      > ziaczą, no. A kto nie dostał kosza, albo nie zakochał się bez wzajemności w wie
                      > ku lat nastu? Ilu ludzi to jeszcze uwiera po prawie dwudziestu latach? No dajci
                      > eż spokój...

                      A widzisz, już kiedyś któraś tu napisała, że jej własna, rodzona cioteczno-wujeczna-stryjenka, tak właśnie, latami, rozpamiętywała odejście pierwszego ukochanego i że nigdy sobie nie ułożyła życia z kimś innym.
                      Szukając w literaturze - mamy Barbarę Niechcic, która, będąc mężatką, całymi latami wspomina Józefa Toliboskiego. A Marii Dąbrowskiej chyba nie można odmówić znajomości ludzkiej psychiki. Pomnę jak na lekcjach polskiego byliśmy wszyscy na maksa wqooorwieni na Barbarę za jej fochy, marudzenie, niekonsekwencje w postępowaniu itd., a nasza Pani Profesor jeszcze nas dołowała, mówiąc, że Barbara jest bardzo kobieca. Teraz, po latach, sama widzę u siebie (i nie tylko) zachowania godne Barbary. Na szczęście nieliczne i nie o takim natężeniu ;) Cóż, kobiecość też się zmieniła.

                      Wracając do Roberta - różnica między nim, a Gabą jest taka, że Gaba ma wsparcie zewsząd, nowego męża, pracę którą kocha, jest lubiana i generalnie trauma postpyziacza to jedyna rysa w jej życiu, więc ją pielęgnuje, bo do żadnego innego aspektu swej egzystencji nie ma szans się przyczepić. Natomiast Robert oberwał od życia wiele razy, i to bardzo boleśnie, a jednak trwa i nie roztkliwia się nad sobą. W Łodzi nawet "przychodziły do niego różne panie"! Wspomnienia o Anieli wracają nagle, gdy los rzuca przegranego Roberta z powrotem do Poznania. Pamiętacie scenę, w której Robert zastanawia się, czy ta pierwsza przegrana (odtrącenie przez Anielę) zdefiniowała go na całe życie? Wrócił chłopak do punktu wyjścia i szuka w tym wszystkim sensu. Zresztą ile trwa to "rozdrapywanie ran"? Miesiąc?
                      Dodajmy, że Robert nigdy nie przepracował swej uczuciowej porażki - gdy dostał ostatecznego kosza, ożenił się z pierwszą dziewczyną, która go zechciała. Bella urodziła się w tym samym roku, a flecistka umarła rok później. Nie było czasu na rozpamiętywanie. Podejrzewam, że Robrojek zepchnął swój problem na dno, a ten nagle wypłynął tu, gdzie się wszystko zaczęło, i wyszczerzył kły.
            • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 07.05.17, 02:50
              vi_san napisała:

              Świadomie tu pomijam etap flecistki czy tam
              > harfistki, matki Belli, bo to się nijak chronologicznie nie da posklejać.


              Flecistki, flecistki bezimiennej. Ktorys krytyk muzyczny rzucil kiedys uwaga, ze flecistki do kochania bajeczne, bo swietnie caluja, wiesz, instrumentalistki dete :)
              A z chronologia to i owszem - Robroj 33-letni ma 16-letnia corke, czyli zmachal ja, gdy mial latek 16, a co powiedziec o Majchrzaku ? Kolega z klasy, rocznik zapewne robrojkowy i anieliny, a syn 17-letni ? Ruja i porobstwo, prosze ja kogo.
              • pi.asia Re: Bo mnie Robrojek męczy 07.05.17, 09:12
                tt-tka napisała:

                > vi_san napisała:
                >
                > Świadomie tu pomijam etap flecistki czy tam
                > > harfistki, matki Belli, bo to się nijak chronologicznie nie da posklejać.
                >
                >
                > Flecistki, flecistki bezimiennej. Ktorys krytyk muzyczny rzucil kiedys uwaga, z
                > e flecistki do kochania bajeczne, bo swietnie caluja, wiesz, instrumentalistki
                > dete :)

                Publicznie nie mógł dokładniej wyłuszczyć, jakimi umiejętnościami oprócz całowania dysponują instrumentalistki dęte :)

                A co do stosunku Robrojka do Anieli -

                - Wykupiliśmy całe poddasze, mamy teraz duże mieszkanie. Możesz u nas zamieszkać, jeśli chcesz. Z córką.
                - Dziękuję, ale - nie - zaśmiał się Robert. - Moja córka już mieszka u Borejków, do czasu, kiedy ja coś znajdę. To był pomysł Gabrysi i Natalii. - Schował wizytówkę, chociaż wcale nie miał zamiaru odwiedzać pani Żeromskiej na jej poddaszu. W dalszym ciągu nic go nie bolało i nie mógł się temu nadziwić. Zupełnie, jakby go ktoś odczarował.


                1. Aniela ma duże mieszkanie, całe poddasze. Ścieśniać się nie musi, żadne to poświęcenie ani ofiara z jej strony.

                2. Bella mieszka u Borejków już od kilku dni. Przeprowadzanie się do Anieli (na kolejny tymczas) byłoby dla Belli nieco uciążliwe, a wobec Borejków nieco niegrzeczne.

                3. Robert od chwili przyjazdu do Poznania żyje wspomnieniami, przy czym te wspomnienia są dosyć bolesne. W dodatku Aniela jest dla niego bardziej marzeniem i ideałem niż realną kobietą. I nagle następuje zderzenie ze światem realnym - Robert widzi, jak odległe są jego wspomnienia od rzeczywistości. Dopiero w tym momencie uświadamia sobie, że to nie jest już w najmniejszym stopniu jego Anielka, tylko właśnie pani Żeromska. Której nie ma ochoty odwiedzać. Ja bym też nie miała ochoty odwiedzać kogoś, w kim się całe lata nieszczęśliwie kochałam. Ani tym bardziej u niego mieszkać.

                Nie czepiałabym się tu Roberta, bo nie ma o co. W dodatku potem spotykają się wszyscy razem u Borejków, i płaczą ze śmiechu wymyślając scenki z cyklu "co powiedział". To wejście w nowy etap znajomości.

                • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 07.05.17, 10:57
                  pi.asia napisała:

                  >
                  > Nie czepiałabym się tu Roberta, bo nie ma o co. W dodatku potem spotykają się w
                  > szyscy razem u Borejków, i płaczą ze śmiechu wymyślając scenki z cyklu "co powi
                  > edział". To wejście w nowy etap znajomości.

                  Eee, nowy etap ? Czy pozniej w dowolnym tomie Robroj ma jakiekolwiek interakcje z Aniela ? "Otrzasnal sie ze smieci", to doslowny cytat i podane jest to tak, jakby tymi smieciami byly i gruz na koszuli, i wspomnienia/kontakty z Aniela. A potem po slubie Tomka z Elka mamy pania Kowalikowa "Robercie, ja cie musze usciskac" i z ciocia Anieli Robert jest o wiele serdeczniejszy, zadnych zlych wspomnien, nic go nie otrzasa. Imho dlatego, ze to juz nie ciocia Anieli, tylko znajoma Borejkow.
                  • pi.asia Re: Bo mnie Robrojek męczy 07.05.17, 20:22
                    tt-tka napisała:

                    > "Otrzasnal sie ze smieci", to doslowny cytat i podane jest to tak,
                    > jakby tymi smieciami byly i gruz na koszuli, i wspomnienia/kontakty z Aniela.

                    Uuuu, oszczerstwo ;) dosłowny cytat brzmi tak:

                    Uśmiechnął się do niej, czując jak z wąsów osypuje mu się cementowy pył. (...)
                    Robert pokręcił głową i zaśmiał się krótko, a pył cementowy posypał się także i z czapeczki. Potrząsnął głową mocniej, żeby już osypało się wszystko.


                    Jest to wyraźnie oddzielone - cementowy pył i "wszystko".

                    > potem po slubie Tomka z Elka mamy pania Kowalikowa "Robercie, ja cie musze usc
                    > iskac" i z ciocia Anieli Robert jest o wiele serdeczniejszy, zadnych zlych wspo
                    > mnien, nic go nie otrzasa.

                    A jakie złe wspomnienia związane z panią Kowalikową miałby mieć Robert? Zawsze go lubiła i szanowała, więc co, miałby się boczyć na nią tylko dlatego, że ona jest ciotką jego szkolnej miłości? No bez przesady!

                    > Imho dlatego, ze to juz nie ciocia Anieli, tylko znajoma Borejkow.

                    A to już nadinterpretacja. Robert poznał Tosię jako ciotkę Anieli, i jako taka dla niego istnieje. To, że jest znajomą Borejków, nie ma wpływu na jego sympatię dla niej. Jak pisałam - zawsze ją lubił. Ona uważała go prawie za domownika, mówi zresztą "nigdy nie wpuścilibyśmy tu nikogo obcego".
                    • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 07.05.17, 20:41
                      PI.asiu, bardzo skrocilas te scene. Wymowa calosci jest - o ile pamietam - inna. Mozesz wrzucic wiecej ?

                      Co do Tosi - Gaba mowi o mieszkaniu u Kowalikow, Gaba pedzi to zalatwiac (nb na slubie syna Kowalikow), z Gaba Robert tam idzie. Imo nie do ciotki Anieli, dawnej znajomej - z dawna i lubiana znajoma mogl rozmawiac bez posrednikow.
                      • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 07.05.17, 20:43
                        Pardon, ucielo - oczywiscie nie z Tosia zwazane zle wspomnienia, tylko z tym pokojem na poddaszu, w ktorym przez cztery (pomijajac flecistke) lata przesiadywal zakochany w Anieli. A teraz, prosze, nic go nie odrzuca, nic nie boli, otrzasnal sie.
                      • pi.asia Re: Bo mnie Robrojek męczy 08.05.17, 10:28
                        tt-tka napisała:

                        > PI.asiu, bardzo skrocilas te scene. Wymowa calosci jest - o ile pamietam - inna
                        > . Mozesz wrzucic wiecej ?

                        Ależ proszę uprzejmie:

                        Robert ruszył chodnikiem, gdy ktoś go zawołał po imieniu. Obejrzał
                        się. Po drugiej stronie ulicy stała wysmukła kobieta w bieli, w towarzystwie dwóch
                        identycznych chłopczyków. I była to Aniela. Szła ku niemu przez wąską jezdnię, śmiejąc
                        się z daleka i wymachując pęczkiem marchwi. Dzieci podążały za nią bez zastanowienia,
                        miały czarne włosy, jak ona, i patrzały takimi samymi czarnymi, świdrującymi
                        oczami.
                        - Nie wierzę! Robciu! To naprawdę ty! - zawołała Aniela, zatrzymując się przed
                        nim i kładąc mu ręce na ramionach. Nać marchewki załaskotała go w ucho i Robertowi
                        zachciało się śmiać. Aniela wcale się nie zmieniła! - jeśli nie liczyć makijażu. Kiedyś
                        nie malowała powiek na brązowo, a ust - na czerwono. Poza tym wszystko było jak zawsze:
                        charakterystyczny nos, hiszpańskie oczy, olśniewające zęby, brwi jak aksamitne
                        tasiemki - zabawne i zaskakujące było to, że nic a nic go nie obchodziła!
                        Uprzytomnił sobie, że stoi wciąż z tymi wiadrami gruzu i bolą go ramiona. Postawił
                        ciężar na chodniku i otrzepał ręce.
                        - Anielka! - powiedział. - Co za spotkanie. Nic się nie zmieniłaś.
                        Uśmiechnął się do niej, czując jak z wąsów osypuje mu się cementowy pył. Tak,
                        naprawdę miło było na nią spojrzeć. Była elegancka pewna siebie i ładna. I miała
                        śliczny kapelusik. Tak się bał ze kiedyś ją spotka. A teraz - nic. Nic nie bolało.
                        - Co tu robisz? Kiedy przyjechałeś? Gdzie byłeś? - zasypywała go pytaniami
                        Aniela. Nagle pochyliła się ku niemu (zawsze była wyższa o głowę, a teraz doszły jeszcze
                        wysokie obcasy) i ucałowała serdecznie w oba policzki. Potem mocno go poklepała
                        po ramionach i odsunęła się, żeby go sobie obejrzeć. - Wcale się nie zmieniłeś -
                        stwierdziła z radosnym zdziwieniem. - Trochę posiwiałeś. Ale to ty! Robcio! Boże kochany,
                        jak to dobrze cię widzieć! Tyle lat - ile właściwie?
                        - Dokładnie szesnaście - powiedział Robert, wciąż się uśmiechając. Ciekawe, że
                        nic nie czuł nadal - żadnego wzruszenia, przede wszystkim. - Miło, że mnie poznałaś -
                        powiedział.
                        - Phi! Miałabym nie poznać najlepszego kumpla?
                        - Tak, to byłoby dziwne - przyznał.
                        - Co ty tu robisz, z tymi wiadrami? Mieszkasz tu? - obrzuciła wzrokiem krzywy
                        dom z pruskiego muru.
                        - Nie, remontuję komuś kuchnię.
                        - No, tak. Jak zwykle. Robert, gdzieś ty się podziewał? Wszyscy mówili, że nie
                        ma cię w kraju.
                        - Mieszkałem przez ten czas w Łodzi - wyjaśnił. - Teraz wróciłem. Nie wiem,
                        czy na długo.
                        - Ożeniłeś się? Popatrz, to są moje bliźniaki, Piotruś i Pawełek. Nawet nie próbuj
                        zapamiętać, który jest który, bo ja sama nie wiem. A ty? Masz dzieci?
                        - Córkę - krótko odpowiedział Robert, czując na samą myśl o Belli przypływ
                        dumy i radości.
                        - Aha - powiedziała nieuważnie Aniela. - Robciu, a gdzie mieszkasz?
                        - Na razie nic stałego - odparł. - Szukam mieszkania.
                        - Ale gdzie ja ciebie mogę znaleźć? Ja chcę z tobą pogadać, wypić herbatę!
                        Masz, tu jest moja wizytówka, musisz wpaść do nas na Mickiewicza. Wykupiliśmy
                        całe poddasze, mamy teraz duże mieszkanie. Możesz u nas zamieszkać, jeśli chcesz. Z,
                        córką.
                        - Dziękuję, ale - nie - zaśmiał się Robert. - Moja córka już mieszka u Borejków,
                        do czasu, kiedy ja coś znajdę. To był pomysł Gabrysi i Natalii. - Schował wizytówkę,
                        chociaż wcale nie miał zamiaru odwiedzać pani Żeromskiej na jej poddaszu. W dalszym
                        ciągu nic go nie bolało i nie mógł się temu nadziwić. Zupełnie, jakby go ktoś odczarował.
                        - Natalia bardzo wyrosła i wypiękniała - powiedział, nie wiadomo dlaczego.
                        - I u nich można cię spotkać? Często tam bywasz? – dopytywała się Aniela. - Ja
                        muszę cię zobaczyć, jesteś mi potrzebny. Zawsze mi byłeś potrzebny, pamiętasz?
                        - Tak - odparł Robert. - Pamiętam.
                        - Przyjdę do Borejków. Pogadamy, co? Opowiem ci wszystko, opowiem ci całe
                        szesnaście lat. Jestem teraz aktorką.
                        - Wszystko wiem. Nawet widziałem cię na Malcie.
                        - Widziałeś? - rozpromieniła się Aniela. - Niezła rólka, co? Szkoda, że teraz
                        przerwa urlopowa, zabrałabym cię na spektakl. W tym sezonie grałam jeszcze Maszę
                        w „Trzech siostrach” i Kasię w „Poskromieniu złośnicy”. No, nic, wszystko obejrzysz,
                        wszystko ci opowiem. Oj, jak to dobrze, żeśmy nie wyjechali nad morze - Już - już
                        chcieliśmy, ale pogoda tak się popsuła, że Bernard (to mój mąż) się rozmyślił. I całe
                        szczęście - tam teraz wszyscy marzną, a ja tu właśnie, niespodziewanie, dostałam propozycję
                        z radia: wielkie słuchowisko w odcinkach, gram jedną z głównych ról, ach,
                        wszystko ci opowiem. Teraz widzę, jak mi ciebie brakowało, tobie zawsze tak wspaniale
                        się opowiada. A wiesz dlaczego? Bo ty umiesz słuchać. Byłam na festiwalu w Awinionie,
                        wiesz? Nasz teatr dostał tam wyróżnienie. Dzieci, przestańcie podskakiwać! -
                        zwróciła się Aniela do bliźniaków, którzy obiegali ją, odkąd trwała rozmowa, usiłując
                        klepnąć jeden drugiego. - W tej chwili się uspokójcie, przeszkadzacie nam. - Ale oni
                        zignorowali jej polecenie i biegali nadal, więc złapała każdego z synów za rękę, przytrzymała
                        i oświadczyła: - Muszę iść. Robert, pamiętaj - u Borejków! Wpadnę bez tych
                        drapichrustów. Pogadamy sobie.
                        - Z przyjemnością - powiedział Robert.
                        Ucałowała go w policzek i odeszła w słoneczną dal ulicy. Robert pokręcił głową
                        i zaśmiał się krótko, a pył cementowy posypał się także i z czapeczki. Potrząsnął głową
                        mocniej, żeby już osypało się wszystko."

                        Ja tu widzę Anielę gadającą bez ustanku, zadającą pytania i niesłuchającą odpowiedzi, mówiącą "zawsze byłeś mi potrzebny" (jako widownia). Na koniec ona zapowiada wizytę u Borejków - "pogadamy sobie", na co Robert odpowiada: "z przyjemnością". Z czapeczki osypuje się cementowy pył i zeschłe resztki zbędnych emocji - tak to odbieram.


                        > Co do Tosi - Gaba mowi o mieszkaniu u Kowalikow, Gaba pedzi to zalatwiac (nb na
                        > slubie syna Kowalikow), z Gaba Robert tam idzie. Imo nie do ciotki Anieli, daw
                        > nej znajomej - z dawna i lubiana znajoma mogl rozmawiac bez posrednikow.

                        Ale niby skąd Robert miałby wiedzieć, że poddasze będzie wolne i mógłby tam zamieszkać? A tym bardziej trochę nie wypadało mu iść do kobiety, którą znał siedemnaście lat wcześniej, i pytać o możliwość wynajęcia pokoju. I to jeszcze podczas ślubu jej syna! Gabie łatwiej to załatwić, bo jest z Kowalikami "na bieżąco". Nie czepiałabym się.
                        • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 08.05.17, 10:54
                          Dzieki, kochana, za wstawke, ale jednak tym bardziej pozostaje przy swoim odbiorze.
                          Aniela ucieszyla sie na jego widok - do diabla, poza tymi niefortunnymi oswiadczynami byli co najmniej dobrymi kumplami przez cztery lata ! Dzien w dzien i w wakacje tez !
                          Aniela odpowiedzi slucha, przynajmniej do czasu, pyta o jego rodzine, sprawy, a Robert o czym mysli spotykajac dawna kumpele ? Ze Natalia bardzo wyrosla i wypiekniala. Nic o sprawach Anieli. A kilka stron wczesniej az zaslabl i kolana sie pod nim ugiely, na ziemi siadl z gorzkiej urazy, ze Aniela go nie poznala - on w tlumie innych, ona w pracy byla, ale nic to, jak mogla. A tu prosze, poznala, przywitala radosnie, ale niech spada, on juz nie ma ochoty tej pani odwiedzac. Powiedz, spotykajac dawnego kumpla czy nawet ukochanego pomyslalabys o nim "ten pan" ?
                          Nie, ja tu widze gostka, ktory sie wlasnie zakochal i wszystkie inne sprawy przestaly sie liczyc, lacznie z dawna miloscia i jej zyczliwoscia, jej checia pomocy, jej nieklamana zywiolowa sympatia. Juz jej nie kocham, niech zjezdza, "nie chce mi sie z toba gadac".
                          I moja sympatia do dawnego Robrojka oraz wspolczuccie dla obecnego ida w krzaki.
                        • bupu Re: Bo mnie Robrojek męczy 08.05.17, 11:03
                          pi.asia napisała:

                          > Ja tu widzę Anielę gadającą bez ustanku, zadającą pytania i niesłuchającą odpow
                          > iedzi, mówiącą "zawsze byłeś mi potrzebny" (jako widownia).

                          W KK relacja Anielki z Robrojkiem wcale tak nie wyglądała, pamiętacie tę scenę kiedy siedzą oboje, w bodaj zielonym pokoju i wspólnie milczą, każde w innym kącie pokoju, jakby ich zetknięcie mogło wywołać krótkie spięcie? O dyskusjach i przekomarzankach już nie wspomnę. Bardzo sympatyczna i bardzo normalna relacja dwojga zakochanych. Anielka, owszem, popisywać się lubiła, ale nie traktowała Roberta jak widowni gratis.

                          No ale ponieważ Robert miał zostać zeswatany z Borejkówną, trzeba było jego uczucia do Anielki unieważnić, prawdaż i zrobić z niej narcystkę, co go wykorzystywała. Blargh.
                          • fornitta69 Re: Bo mnie Robrojek męczy 08.05.17, 12:55

                            > W KK relacja Anielki z Robrojkiem wcale tak nie wyglądała, pamiętacie tę scenę
                            > kiedy siedzą oboje, w bodaj zielonym pokoju i wspólnie milczą, każde w innym ką
                            > cie pokoju, jakby ich zetknięcie mogło wywołać krótkie spięcie? O dyskusjach i
                            > przekomarzankach już nie wspomnę. Bardzo sympatyczna i bardzo normalna relacja
                            > dwojga zakochanych. Anielka, owszem, popisywać się lubiła, ale nie traktowała R
                            > oberta jak widowni gratis.
                            >
                            > No ale ponieważ Robert miał zostać zeswatany z Borejkówną, trzeba było jego ucz
                            > ucia do Anielki unieważnić, prawdaż i zrobić z niej narcystkę, co go wykorzysty
                            > wała. Blargh.
                            Troche inaczej to widze. Aniella przez pewien czas moze byla Robrojkiem zauroczona (w KK tez to odczytywalam tak jak Ty- ze z jej strony tez cos tam bylo wiecej niz kolezenska sympatia), ale potem go jednak wykorzystywala. Z egoizmu i proznosci.W Brulionie wspomina go jako wiernego giermka,ktorego moze pochopnie odrzucila. Taki smieszny i pocieszny,ale w koncu byl to adorator,ktorego mogla dalej miec- tak o nim o nim mysli. Bez wyrzutow sumienia,ze go skrzywdzila,raczej z lekkim zalem,ze zostala sama, bo byla wybredna. Bardzo lubie postac Anielki, bo jest w tej swojej proznosci ludzka i prawdziwa. Sama bylam taka Anielka,lekko traktujaca cudze uczucia (to mój przyjaciel,co z tego,ze WIEM,ze liczy na cos innego,mnie jest dobrze tak jak jest,on jest obok na kazde skinienie a ja sobie czekam na ksiecia z giermkiem u boku) dopoki nie zostalam na chwile Robrojkiem ;)
                            Co do "uniewaznienia" milosci do Anielli spowodowanej miloscia do Natalii: to czesto tak wlasnie dziala. Nowa milosc leczy ze starej. Moze gdyby Robroj nie zakochal sie w Nutrii spotkanie z Aniela byloby dla niego bolesne? Niekoniecznie,ale to prawdopodobne.
                            • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 08.05.17, 13:29
                              Ten okres szkolny to sa owszem milosci (szczeniackie), ale i zycie stadne. Relacja Robrojek-Aniela to bylo ESD, grupa, wspolne akcje, wyjazdy, dyskusje. I w tej relacji Aniela nie tylko brala, ale i swiadczyla.
                              A on po latach ma w d... - przestal kochac (niech bedzie, ze na szczescie dla siebie), przestalo sie liczyc cokolwiek. Imho to nie jest normalna, a przynajmniej powszechna reakcja na niegdysiejsza sympatie, kumpele od wspolnych wyglupow. Juz go nie boli, niechby sie zwyczajnie po ludzku ucieszyl, albo zaciekawil, co u niej, spotkal po to chocby, by powspominac dawne wypady do Leby i zebrania grupy, jesli teraz zadnych innych wspolnych tematow nie maja.
                              Ale nie - z calej grupy ESD to Aniela, i zdaje sie tylko ona, dazy do podtrzymania kontaktow, z Rojkiem, z Borejkami, taszczy torty na sylwka, uzycza lokum w Lebie, uzycza meza do przyslug. A Robroj zapadl na borejkoze i juz nikogo innego nie potrzebuje.
              • vi_san Re: Bo mnie Robrojek męczy 07.05.17, 09:50
                Yyy... Teraz mi przyszło do głowy...
                Dawnemi czasy Robert "zrobił dziecko" flecistce. Jako ten szesnastolatek. Dziewczyna wzięła i zmarła w połogu, rodziny nie miała żadnej, więc szesnastolatek ostał się z noworodkiem, do opieki nad którym nadawał się jak ja na astrofizyka, czyli wcale. Dziecię więc zostało pozostawione "na odchowanie" siostrze i szwagrowi [temu od syrenki]. Robert poszedł do szkoły i tak dalej jak MM napisała - poznał Anielę zakochał się starał i co tam, a kiedy wreszcie zebrał się na odwagę i zaproponował jej związek, równocześnie przyznając się do posiadania dziecięcia - ta go odrzuciła, bo nie ma zamiaru na starcie pakować się w pieluszki, bo chce "pożyć" itd. I stąd rozczarowanie Roberta jego ideałem, stąd wyjazd w niebyt Łodzi, stąd i późniejszy brak emocji wobec pani Żeromskiej.... A że to stawia Anielkę na równi z tym dentystą? Co poradzić... :D
                • przymrozki Re: Bo mnie Robrojek męczy 07.05.17, 15:52
                  Czy flecistka nie była aby poznana po robrojkowym ukończeniu liceum i czy ona przypadkiem nie miała zaszczytu zostać uśmiercona tragicznym wypadkiem, bodajże samochodowym? Coś mi się tak po pamięci kołacze, że Natalia wspomina o tym w swoim wewnętrznym monologu mniej więcej w czasie, w którym Bella pomieszkiwała u Borejków. Przy czym nie mam książki pod ręką i mogło mi się pomylić z którąś z pozostałych pochowanych matek Jeżycjady. Padają one jak kawki, te jeżycjadowe matki, jedna po drugiej, ledwo człowiek nadąża. Aż się odechciewa przywiązywać do Dorotki czy Agnieszki.

                  Wydaje mi się też, że Musierowicz chciała przedstawić przemianę Robrojka. Najpierw taki rozbity, rozpamiętujący przeszłość. A potem miłość go zbudowała, po tym ją poznał.
                  • ciotka_scholastyka Re: Bo mnie Robrojek męczy 08.05.17, 08:40
                    przymrozki napisała:

                    > Czy flecistka nie była aby poznana po robrojkowym ukończeniu liceum i czy ona p
                    > rzypadkiem nie miała zaszczytu zostać uśmiercona tragicznym wypadkiem, bodajże
                    > samochodowym? Coś mi się tak po pamięci kołacze, że Natalia wspomina o tym w sw
                    > oim wewnętrznym monologu mniej więcej w czasie

                    Jest o tym wspominane, ale to chyba Gabriela myśli o tym, że Robroj stracił żonę w wypadku samochodowym i "robi jej się zimno na myśl, co biedak wtedy musiał przeżywać".
                • piotr7777 Re: Bo mnie Robrojek męczy 07.05.17, 18:54
                  > Yyy... Teraz mi przyszło do głowy...
                  > Dawnemi czasy Robert "zrobił dziecko" flecistce. Jako ten szesnastolatek. Dziew
                  > czyna wzięła i zmarła w połogu, rodziny nie miała żadnej, więc szesnastolatek o
                  > stał się z noworodkiem, do opieki nad którym nadawał się jak ja na astrofizyka,
                  > czyli wcale. Dziecię więc zostało pozostawione "na odchowanie" siostrze i szwa
                  > growi [temu od syrenki]. Robert poszedł do szkoły i tak dalej jak MM napisała -
                  > poznał Anielę zakochał się starał i co tam, a kiedy wreszcie zebrał się na odw
                  > agę i zaproponował jej związek, równocześnie przyznając się do posiadania dziec
                  > ięcia - ta go odrzuciła, bo nie ma zamiaru na starcie pakować się w pieluszki,
                  > bo chce "pożyć" itd. I stąd rozczarowanie Roberta jego ideałem, stąd wyjazd w n
                  > iebyt Łodzi, stąd i późniejszy brak emocji wobec pani Żeromskiej.... A że to st
                  > awia Anielkę na równi z tym dentystą? Co poradzić... :D

                  Odpada.
                  1. Nawet jeśli uznamy, że Robert jest rocznik 1962 ( I klasa liceum w roku 1977/78, ale ma prawo jazdy, więc powinien mieć skończone 17 lat, Aniela fakt, ma 16, ale Pyziak jest jakieś 2 lata starsze, Robert też mógł pójść do liceum po zawodówce na ten przykład), to Bella skoro zdała do liceum w 1996 r., urodziła się w 1981, czyli mniej więcej wtedy kiedy Robert zdawał maturę.
                  2. Aż do spotkania w CR Aniela nic nie wie, aby Robert miał dziecko. Wie, że ożenił się i że zniknął z Poznania, zakłada, że on i jego żona wyemigrowali "jak wszyscy wokół". A gdy się spotykają Aniela przedstawia swoich bliźniaków, pyta :" A ty masz dzieci", Robert odpowiada "tak, córkę".
                  3. Całe zamieszanie czasowe wzięło się stąd, że MM postanowiła wskrzesić postać Robrojka i uczynić go ojcem głównej bohaterki, która zgodnie z konwencją powinna być nastolatką. A przy okazji skojarzyć Roberta z ostatnią wolną Borejkówną. I w tym celu trochę nagięła dane, w porównaniu z Kalamburką to i tak wyszło niewinnie.
                  • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 07.05.17, 19:05
                    Slusznie prawisz, Piotrze, poza tym, ze nie wiemy, czy Robert ma prawo jazdy. Wiemy, ze powadzil syrenke szwagra, ale moze bez prawka ? Chyba byla wzmianka, ze on i Aniela sa rowiesnikami...
                    • pi.asia Re: Bo mnie Robrojek męczy 07.05.17, 20:04
                      > Dawnemi czasy Robert "zrobił dziecko" flecistce. Jako ten szesnastolatek. Dziew
                      > czyna wzięła i zmarła w połogu, rodziny nie miała żadnej, więc szesnastolatek o
                      > stał się z noworodkiem,

                      Robert ożenił się z flecistką - "pierwszą dziewczyną, która go zechciała" - już po tym, jak dostał kosza od Anieli. Tak więc flecistka nie mogła umrzeć wcześniej.
                      • vi_san Re: Bo mnie Robrojek męczy 07.05.17, 20:11
                        Ot, pech... Zwłaszcza, że z matematyki wynika, że jednak mógł... Pętla czasu, czy ki diabeł? Ale serio - Tt-tka chyba napisała, że 33letni Robert ma 16 letnią córkę? No to nie ma opcji, że urodziła się w okolicach jego matury, tylko jak miał 16 lat. I GDYBY nie to, że jesteście pewni, że flecistka był PO Anieli - top moja wersja trzymałaby się kupy... I łatałaby babola chronologicznego MM! Ba, nawet i przejścia nieletniego z nieletnią mogłyby spowodować np. roczny poślizg w szkole, więc i to prawo jazdy mógłby w między czasie zrobić i ta syrenka jeździć całkiem legalnie... :(
                        • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 07.05.17, 20:14
                          To znaczy - zmachal ja, jak mial 16 lat. Urodzila sie, gdy mial 17. Co zreszta nie jest zadnym usprawiedliwieniem, taki zakochany wierny rycerz, a tu prosze, zona i dziecko na boku...
                          PS prawo jazdy zdaje sie mozna bylo zrobic majac lat 16, nie 17. Tymczasowy dowod osobisty i tymczasowe prawo jazdy.
                          • apersona Re: Bo mnie Robrojek męczy 07.05.17, 20:19
                            No pomyliła się Musierowicz - zdarza się
                    • apersona Re: Bo mnie Robrojek męczy 07.05.17, 20:18
                      tt-tka napisała:

                      > Slusznie prawisz, Piotrze, poza tym, ze nie wiemy, czy Robert ma prawo jazdy. W
                      > iemy, ze powadzil syrenke szwagra, ale moze bez prawka ? Chyba byla wzmianka,
                      > ze on i Aniela sa rowiesnikami...

                      No co ty, porządny Robert bez prawka? Czytając opis sylwestra w KK miałam wrażenie że on jest starszy od Pyziaka, który był straszy od Gaby, więc wczesna pomaturalna córka aż tak mi nie zgrzytała. Pewnie sugerowałam się syrenką szwagra i odpowiedzialnym zachowaniem, nie znałam wtedy jeszcze Kłamczuchy.
                      • piotr7777 Re: Bo mnie Robrojek męczy 08.05.17, 17:55
                        Zaraz, zaraz, po kolei.
                        Akcja córki Robrojka - lato 1996.
                        Robert i Aniela są w roku szkolnym 1977/78 w pierwszej klasie liceum. Aniela kończy 16 lat 7 stycznia 1978, Robert jako jej rówieśnik urodził się w roku 1962.
                        Bella w 1996 r. zaczyna naukę w liceum. Na pewno zaczyna, bo Dambo przedstawia się wszystkim uczniom a sam jest raczej nauczycielem z dłuższym stażem - raz, że jest z Jerzym Hajdukiem, przełożonym i starszym o 10 lat na "ty" (czyli muszą się już znać a Hajduk wygląda raczej na "dystansowca"), dwa, że kojarzy sprawę Czarka i bomby. A wtedy był system 8+4, więc naukę w liceum zaczynało się w wieku 15 lat.
                        Także różnica wieku między Robertem a Bellą wynosi 19 lat. Trochę nie współgra z tymi oświadczynami po maturze, bo tę powinni zdawać w maju 1981, no ale to w sumie detal. Podobnie jak to, że o ile w tym wieku mógł być pełnoprawnym ojcem, zgodnie z PRL-owskim kodeksem rodzinnym powinien mieć zgodę sądu opiekuńczego na zawarcie małżeństwa.
                        W kontekście świadkowania Roberta na ślubie Gabrieli i Janusza wątpliwości jest więcej. Jeżeli pobrali się w stanie wojennym to Robert powinien być już młodym małżonkiem i świeżo upieczonym ojcem. Czyli może Anieli nie ale Borejkom jego sytuacja rodzinna powinna być mniej więcej znana.
                        • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 08.05.17, 18:17
                          Eee...nie kumam. Powiedziano gdzies, ze Bella szla do pierwszej klasy ? Bo wydaje mi sie, ze jej szesnascie lat bylo w ksiazce wymienione. Podobnie jak siedemnascie drugorocznego Przeszczepa.
                          • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 08.05.17, 18:24
                            Oczywiscie, ze bylo, skleroza ja. Robert robi jej prezenty na szesnaste, wyraznie szesnaste urodziny.
                            • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 08.05.17, 18:55
                              Tak na raty, sorry - czyli ze urodzony w 1962 Robert w 1996 ma lat 34 i 16-letnia corke. Roznica wieku - 18 lat. Zmachal ja jako 17-latek, uczen drugiej lub trzeciej klasy. A najpewniej na wakacjach miedzy druga a trzecia.
                        • bupu Re: Bo mnie Robrojek męczy 08.05.17, 19:13
                          piotr7777 napisał:

                          > Także różnica wieku między Robertem a Bellą wynosi 19 lat. Trochę nie współgra z tymi
                          > oświadczynami po maturze, bo tę powinni zdawać w maju 1981, no ale to w sumie detal.

                          > W kontekście świadkowania Roberta na ślubie Gabrieli i Janusza wątpliwości jest
                          > więcej. Jeżeli pobrali się w stanie wojennym to Robert powinien być już młody
                          > m małżonkiem i świeżo upieczonym ojcem. Czyli może Anieli nie ale Borejkom jego
                          > sytuacja rodzinna powinna być mniej więcej znana.

                          Ale czemu Anieli nie? Aniella nie wyjechała po maturze na księżyc, została w Poznaniu. Co więcej, wiemy, że utrzymywała cały czas kontakty z Borejkami, ba, nawet u nich pomieszkiwała w 1988. I co, nie wie co się stało z Robrojem i jego flecistką? Borejki jej nie powiedziały, że Robert się ożenił i spłodził córkę? Że jego żona zginęła tragicznie? Bezsęsu. Jak zwykle nic się nie chce trzymać kupy.
                          • piotr7777 Re: Bo mnie Robrojek męczy 08.05.17, 21:22
                            No to skoro Bella ma 16 lat, powinna iść do drugiej a nie pierwszej klasy liceum. W klasie drugiej byłaby nowa (reszta się winna znać z klasy pierwszej) a Dambo raczej nie powinien się przedstawiać tylko np. wyjaśnić czemu przejął funkcję wychowawcy w klasie. Nie mam książki pod ręką, ale tekst Damba jest ewidentnie pod pierwszoklasistów. No i gdyby Dambo przejął istniejącą klasę drugą, może by nie wiedział, że jest w niej nowa uczennica, ale nie wyjeżdżałby z tekstem o nadkomplecie.
                            • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 08.05.17, 21:29
                              A to juz nie do nas pretensje, Piotrze. Niemniej ta szesnastka Belli jest stwierdzona i potwierdzona.
                              • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 08.05.17, 22:16
                                A w ogole Bella poszla do drugiej klasy. Robroj mowi "twoja nowa szkola jest calkiem niedaleko", na pytanie Belli, czy tak bez niczego ja przyjeli - "A dlaczego mieliby nie przyjmowac ? Swiadectwo ukonczenia pierwszej klasy przedstawilem".
                            • ciotka_scholastyka Re: Bo mnie Robrojek męczy 09.05.17, 09:24
                              piotr7777 napisał:

                              > Nie mam książki pod ręką, ale tekst Damba jest ewiden
                              > tnie pod pierwszoklasistów.

                              Słuszna uwaga. Niemniej jednak, to jest druga klasa. Babooool.
                              • przymrozki Re: Bo mnie Robrojek męczy 09.05.17, 17:46
                                Uwaga. Fanfary i baczność. Będę cytować tekst źródłowy.

                                "[Dambo] Stanął przy stoliku w pierwszym rzędzie i uciszywszy szmery ruchem ręki (żeńska część klasy natychmiast zauważyła, że nosił obrączkę), rzekł z miłym uśmiechem:
                                - Dzień dobry, klaso druga. Nazywam się Damazy Kordiałek, wykładam w tej szkole historię. Od tego roku jestem waszym wychowawcą".

                                Czyli klasa była druga jak ta lala. A Dambo był nowym wychowawcą. Nie wiadomo, co się stało ze starym, pewnie pojechał(a) do Środy do matki.
                                • iwoniaw Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 12:26
                                  - Dzień dobry, klaso druga. Nazywam się Damazy Kordiałek, wykładam w tej szkole historię. Od tego roku jestem waszym wychowawcą".

                                  W pierwszej klasie nie mieli historii? Nawet zakładając, że mieli z kim innym, chyba druga klasa licealna kojarzy też innych nauczycieli z tej samej szkoły, nie tylko "swoją panią"? A już zwłaszcza jest w stanie dojrzeć obrączkę u kogoś, u kogo warto jej (braku) wypatrywać, zanim ten pojawi się jako wychowawca uciszając szmery machaniem rąk? Tekst Dambo rzucił taki, jakby to on był pierwszy dzień w pracy. Zresztą tak chyba było - 'ku ogólnemu niedowierzaniu i zaskoczeniu chłopak okazał się nauczycielem".
                                  • bupu Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 12:39
                                    iwoniaw napisała:

                                    > - Dzień dobry, klaso druga. Nazywam się Damazy Kordiałek, wykładam w tej szk
                                    > ole historię. Od tego roku jestem waszym wychowawcą".

                                    >
                                    > W pierwszej klasie nie mieli historii? Nawet zakładając, że mieli z kim innym,
                                    > chyba druga klasa licealna kojarzy też innych nauczycieli z tej samej szkoły, n
                                    > ie tylko "swoją panią"? A już zwłaszcza jest w stanie dojrzeć obrączkę u kogoś,
                                    > u kogo warto jej (braku) wypatrywać, zanim ten pojawi się jako wychowawca ucis
                                    > zając szmery machaniem rąk? Tekst Dambo rzucił taki, jakby to on był pierwszy d
                                    > zień w pracy. Zresztą tak chyba było - 'ku ogólnemu niedowierzaniu i zaskoczeni
                                    > u chłopak okazał się nauczycielem".

                                    A ja sobie przypomniałam opis Damba z BBB, kościstego, chudego chłopaka z nosem jak zdeformowana gruszka i wielkimi uszami. I zaczęłam wątpić w pęd młodzieży żeńskiej do ustalania jaki jest stan cywilny pana Kordiałka.
                                    • vi_san Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 12:46
                                      Wypiękniał jak wszyscy z czasem u MM.
                                      • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 13:16
                                        Aleeez !
                                        "Do klasy wszedl dlugi i muskularny chlopak w sztruksowej kurtce. Wygladal na milego* wloczykija, mial bardzo zabawny nos i jasna czupryne"
                                        "rzekl z milym** usmiechem"
                                        *, ** - jeszcze by nie
                                        • bupu Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 14:53
                                          tt-tka napisała:

                                          > Aleeez !
                                          > "Do klasy wszedl dlugi i muskularny chlopak w sztruksowej kurtce. Wygladal na
                                          > milego* wloczykija, mial bardzo zabawny nos i jasna czupryne"
                                          > "rzekl z milym** usmiechem"
                                          > *, ** - jeszcze by nie

                                          Zaaaraz. Kolega Kordiałek liczył sobie w 1988 lat siedemnaście. Ponieważ repetował drugą klasę liceum, maturę zrobił w wieku lat 20. Studia historyczne (pasuje mi ta historia do Damba jak wół do kożucha) skończył zatem mając lat 25. Czyli w roku 1996, tym samym, w którym rozgrywa się akcja CR. I tak na wejściu, z jeszcze ciepłym dyplomem w łapie, dostał wychowawstwo? Serio?
                                          • fornitta69 Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 15:20
                                            A dlaczego nie? Nie rozumiem.
                                            • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 15:28
                                              A dlatego, ze swiezynkom sie na ogol wychowawstwa nie daje. Stazysta najpierw musi dac sie poznac i wykazac sie.
                                              • fornitta69 Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 15:36
                                                Moja mama dostala wychowawstwo na wejsciu. Akurat pochodze z nauczycielskiej rodziny,wiec wiem,ze to wcale nie rzadka praktyka ;)
                                                • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 15:40
                                                  Ile lat temu ? Przy jakim systemie awansow nauczycielskich ?
                                                  X lat temu (w czasach CR) ktos podejmujacy prace nauczyciela musial miec studia kierunkowe i podyplomowke z pedagogiki ALBO byc po SN. Dambo konczyl zwykle LO i potem historia. Bez uzupelnienia wyksztalcenia nie powinien dostac wychowawstwa.
                                                  • iwoniaw Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 15:47
                                                    Nie, mógł zrobić na studiach "specjalizację nauczycielską", co na uniwersytecie było normą na wielu różnych kierunkach i polegało na zaliczeniu bloku przedmiotów pedagogicznych i metodyki nauczania konkretnego przedmiotu. W trakcie studiów magisterskich, nie po. Papier na te uprawnienia nauczycielskie się dostawało osobny, nie na dyplomie. Ludzie często robili te uprawnienia nauczycielskie "na wszelki wypadek" nawet jeśli nie zamierzali po studiach iść do szkoły. Been there, done that. Więc czasowo spokojnie uprawnienia mógł mieć wyrobione. I uwierzyłabym nawet, że w latach 90. ubiegłego stulecia dano by świeżakowi na wejściu wychowawstwo - ale to raczej w szkole rekrutującej nauczycieli z łapanki, bo mało komu np. pasuje dojeżdżać do pracy milion km od wszystkiego, a tu się akurat trafił chętny. Na pewno nie w renomowanym liceum w mieście wojewódzkim.
                                                  • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 15:56
                                                    No fakt, mogl zrobic. A wtedy nie studiowalby pieciu lat ? Bo juz nie pamietam...
                                                    Niemniej, racja, w liceum tak znakomitym (w ktorym Dmuch juz robi za guru i legende) nie dostalby wychowawstwa na wejsciu. A w kazdym razie nie powinien. Ale wiesz, dyrektor Hajduk i jego nowatorskie metody plus stawianie na mlode kadry :)
                                                  • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 15:58
                                                    A propos, czterdziestokilkuletni w SK Dmuchawiec byl juz w wieku emerytalnym w CR ? A nawet jesli, nie znalazlo sie miejsce dla tak wybitnej postaci choc na kilka godzin tygodniowo ? Przeciez wredny Pierog zapadl sie w niebyt, a dyr. Jureczek cenil Dmucha nad wyraz...
                                                  • iwoniaw Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 16:11
                                                    A propos, czterdziestokilkuletni w SK Dmuchawiec byl juz w wieku emerytalnym w
                                                    > CR ?


                                                    Jak najbardziej, na bank był zatrudniony na KN i osiągał wiek emerytalny dla nauczycieli jeszcze w stanie wojennym, w wieku lat 50 (55?) (zresztą to na emeryturę właśnie, nie na zsyłkę na Syberię go wówczas wredny Pieróg wypchnął, zamiast pozwolić pracować takiemu brylantowi pedagogiki - bo to przejście na emeryturę nie było obowiązkowe, przepisy dopuszczały dalszą pracę).
                                                  • verdana Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 20:34
                                                    Specjalizacja nauczycielska nie wydłuża studiów historycznych, wiem, bo ma ją i mój mąz i córka.
                                                  • iwoniaw Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 20:45
                                                    Ani historycznych, ani innych, przeważnie się tę specjalizację robi zaliczając po prostu konkretne wymagane przedmioty dodatkowo, ale jak najbardziej w trakcie studiów. Natomiast faktycznie mało wiarygodne jest to, że jedno z najlepszych liceów w dużym mieście cierpi na taki niedobór kadry, że nie ma wystarczająco wielu nauczycieli pracujących choć kilka lat, którzy by mogli wziąć wychowawstwo i w zw. z tym przydzielają je świeżemu absolwentowi, któremu jeszcze podpis dziekana na dyplomie nie wysechł.
                                                  • klymenystra Re: Bo mnie Robrojek męczy 11.05.17, 09:39
                                                    No nie wiem, może po prostu nikt wychowawstwa nie chciał. Moje liceum (w którym się uczyłam i potem pracowałam) było bardzo dobre, ale mimo to zawsze był problem z wychowawstwem. Moja osobista klasa 2 miesiące się bujała bez wychowawcy, bo takich potworów nikt nie chciał. W końcu wziął nas młody pan doktor (uczył w szkole może rok) i zrobił z nas ludzi :)
                                                  • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 11.05.17, 09:43
                                                    Sugerujesz, ze klasa Belli to potwory, z ktorymi nie chcial sie zmierzyc zaden doswiadczony pedagog i padlo na Damba, niedawnego ucznia-potwora ? :)))
                                                  • klymenystra Re: Bo mnie Robrojek męczy 12.05.17, 10:08
                                                    Haha :) Nie potwory - my też nie byliśmy potworami. Ale byliśmy trudną, niezgraną zbieraniną ludzi o różnych charakterach, w większości bezkompromisowych. Kilka osób było problematycznych (wagary, bardzo roszczeniowi rodzice), ale generalnie byliśmy wszyscy bardzo głośni i inteligentni. Do tego klasa liczyła 40 osób. Sama bym nas nie chciała :)
                                                    Młody wychowawca bez doświadczenia podszedł do nas po ludzku, robił takie godziny wychowawcze, że WSZYSCY na nie przychodzili i uważali, a tuż przed maturą byliśmy już w miarę zgrani i okiełznani. Świeże spojrzenie, ot co! :)
                                                  • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 12.05.17, 11:13
                                                    Dambo tez az potworem nie byl :)
                                                    Ale moze byc i potworem, i wychowawca nie tego... bo sie zapowiada, cyt "ja sam bylem (...) uczniem tego liceum, i to uczniem klopotliwym, totez ani mysle was gnebic". Totez ???
                                                    i dalej
                                                    "ja mialem w tej szkole pecha do wychowawcy, ale tez poznalem kogos, kto bedzie dla mnie zawsze wzorem nauczyciela. Mam na mysli profesora Dmuchawca, ktory uczyl, jak wiem, wielu sposrod waszych rodzicow"

                                                    Oczka jak spodeczki. U mnie. Watpie, czy ktorykolwiek z moich wychowawcow wiedzial, kto byl wychowawca mojej mamy (ojciec uczyl sie w innym miescie). Poza tym ten wzorzec dambo sobie chyba nie najlepiej wybral.

                                                    PS pamietam moja rusycystke z liceum, miala u nas wychowawstwo. Nie lubilismy jej. Natomiast w klasach, w ktorych tylko uczyla, byla bardzo lubiana i ceniona, bo uczyla swietnie. Mozna byc pysznym nauczycielem i kiepskim wychowawca (i odwrotnie tez) - jak Dambo wychowuje, nie wiemy, ale ze lekcje mozna skrecic wypytujac go o rodzine, to wiemy.
                                                  • fornitta69 Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 17:22
                                                    Mama w 1997 roku zrobila magistra,zaczela uczyc w liceum i z mety dostala wychowawstwo. Zapytam ja przy okazji czy to bylo niezgodne z przepisami ;) Serio,byl w szkolnictwie kiedykolwiek taki przepis,ze nauczyciel swiezo po studiach nie moze zostac wychowawca?? No coz,nawet jezeli byl, to notorycznie go lamano,wiec zadnego babola MM tak czy siak tu nie ma :P
                                              • klymenystra Re: Bo mnie Robrojek męczy 11.05.17, 09:36
                                                Mnie też proponowano wychowawstwo, zaraz po dyplomie. Odmówiłam tej wątpliwej przyjemności. Koleżanka w moim wieku i też świeżynka przyjęła. Było to jakieś 7 lat temu.
                                            • bupu Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 15:35
                                              fornitta69 napisała:

                                              > A dlaczego nie? Nie rozumiem.

                                              Bo świeżak prosto ze studiów to chodząca niewiadoma jest, a do wychowawstwa trzeba mieć trochę doświadczenia i ogarniecia, nie tylko pedagogicznego. Dlatego stażystom wychowawstwa się nie daje, trzeba takiego najpierw przetestować.
                                              • astolat Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 21:27
                                                Kumpela jakieś trzy lata temu, będąc młodą absolwentką świeżo po studiach, dostała pracę w renomowanym liceum (do którego same zresztą kiedyś chodziłyśmy) i z marszu również wychowawstwo. Nie wiem, czy dostałaby, gdyby nie sytuacja awaryjna, bo dotychczasowy nauczyciel i wychowawca zrezygnował z tygodnia na tydzień, więc szukali kogoś w popłochu, ale fakt faktem, że dostała.
                                                • iskrzy_54 Re: Bo mnie Robrojek męczy 11.05.17, 16:23
                                                  Dambo miał referencje od samego Świętego Dandeliona, więc musiał dostać wychowawstwo
                                                  • iwoniaw Re: Bo mnie Robrojek męczy 11.05.17, 16:39
                                                    To mnie przekonuje - i piszę to serio.
      • turzyca Re: Bo mnie Robrojek męczy 13.05.17, 19:25
        >A co do kompleksów Roberta - zawsze wydawały mi się one wiarygodne. Znam mężczyzn wzrostu Robrojka (metr sześćdziesiąt bez kapelusza) i aż czasem przykro patrzeć, jacy bywają niewidzialni dla kobiet i śmieszni dla mężczyzn. Nie mam żadnych danych statystycznych, tylko dowód z obserwacji niereprezentatywnej grupy, ale bardzo niscy faceci chyba naprawdę uciekają rolę błazna, żeby zamaskować niepewność i niskie poczucie wartości.


        A ja spostrzeglam jeszcze w liceum, ze popelniam blad potwierdzenia, bo w ktoryms momencie do mnie doszlo, ze ten smieszny kolega, rzucajacy sie na wspomnienie Napoleona, za wszelka cene udowadniajacy, ze jest mezczyzna prawdziwym, a nie kieszonkowym, wcale nie jest najnizszy w klasie. Owszem byl w koncowce, ale jego wzrostu bylo jeszcze ze trzech, a kolejny byl wyraznie nizszy i do tego jeszcze drobniejszy, takie chucherko. Tyle ze ta cala reszta jakos nie zwracala uwagi na swoj wzrost i m.in. stanowila klasowa reprezentacje do gry w kosza. Serio, serio, a przy tym wymiatali niesamowicie, bo byli bardzo dobrzy technicznie i swietnie zgrani.
    • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 08.05.17, 23:03
      bupu napisała:

      > Zapewne byyyyyyło, pińcet razy, ale właśnie policzyłam sobie ile lat miał Robro
      > j w Tygrysie i Róży i mną trząchnęło z lekka. Ten sterany życiem starzec po prz
      > ejściach liczył sobie wtedy jakieś 37 wiosen,

      Mniej i co gorsza, MM o tym pamieta. Zajrzalam do CR, doslownie "nie mial jeszcze 35 lat". Trzydziestu pieciu. Jeszcze nie mial.
      • pi.asia Re: Bo mnie Robrojek męczy 09.05.17, 09:52
        tt-tka napisała:

        > bupu napisała:
        >
        > > Zapewne byyyyyyło, pińcet razy, ale właśnie policzyłam sobie ile lat miał
        > Robro
        > > j w Tygrysie i Róży i mną trząchnęło z lekka. Ten sterany życiem starzec
        > po prz
        > > ejściach liczył sobie wtedy jakieś 37 wiosen,
        >
        > Mniej i co gorsza, MM o tym pamieta. Zajrzalam do CR, doslownie "nie mial jeszc
        > ze 35 lat". Trzydziestu pieciu. Jeszcze nie mial.

        Jeżeli w realnym świecie autorki trzydziestopięcioletni mężczyźni wyglądają i zachowują się jak Robrojek, to ja jej naprawdę serdecznie współczuję. Wszak trzydziestoparolatkowie to sam smak i męska uroda w pełnym rozkwicie!
        • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 10:40
          Swoja droga - paczcie panstwo, taki niepokazny, nieurodziwy, zakompleksiony Robrojek pierwszy w calej ferajnie doznal, za przeproszeniem, spelnienia :)
          Ani uwodziciel Pawelek, ani Pyziak robaczywy, ani przystojniacha Krzysio (i inni) nie weszli w zycie seksualne tak wczesnie jak cicha woda Robrojek
          • vi_san Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 10:43
            I może dlatego taki "zużyty" jest w wieku 36 lat?
            • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 10:52
              Jakich 36 ? Visanno, JAKICH 36 ???
              MM osobiscie napisala, ze "trzydziestu pieciu jeszcze nie mial", o !
              Ale slusznie prawisz, na pewno ten tryb zycia mu zaszkodzil na wyglad :)
              Literatura nas uczy, ze starzy rozspustnicy zwykle wygladaja okropnie i dobrze im tak, bo to zasluzona kara za grzechy :)
              • vi_san Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 10:57
                A w wieku 36 się "wyglądowo" poprawił? :P No, nie chodzi o ten rok w ta czy w tą... Mam pomysł! Jakiś lord Henryk wziął i zaklął Robroja i Gabsona - i Robroj stał się "Portretem Gaby B."... Wszystkie jej grzechy, jej winy, jej nieszczęścia odciskają się na nim, a ona wciąż te 17 latek mając u mamusinej kiecki... :D
                • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 11:00
                  To jest pomysl ! Nie w szafie schowany, tylko na twarzy nieszczesnego Robrojka !

                  Swoja droga, tym gorzej wyglada jego stosunek do Anieli w CR. Facetowi wcale nie zlamala serca jej odmowa "zaraz po maturze", skoro juz dobrze przed matura smalil, ze tak powiem, cholewki do innej i to jak skutecznie !, dwulicowiec jeden.
        • astolat Re: Bo mnie Robrojek męczy 10.05.17, 21:31
          Ryan Gosling ma 36 lat...
          Wiem, bo sprawdziłam niedawno, po tym jak odświeżyłam sobie "Córkę Robrojka" i też przeżyłam wstrząs, że przedstawiony tam siwiejący starzec z wąsem jest po trzydziestce. I nie do końca można to zrzucić na realia (że drzewiej ludzie wcześniej dojrzewali), bo to lata 90., a nie jakaś zamierzchła epoka.
          • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 11.05.17, 09:21
            A gdzie on siwiejacy starzec ? Mozesz wstawic jakas fotke ? bo te, ktore ja znalazlam nijak sie maja do zdziadzialego Robrojka...
            • astolat Re: Bo mnie Robrojek męczy 11.05.17, 13:41
              O jego siwiźnie w książce wspominane jest 5 albo 6 razy (poza tym mamy jeszcze "nawisłe brwi"). Na to, że "posiwiał" zwracają uwagę także inni - Aniela, Gaba. Teraz nie mam dostępu do papierowego wydania, żeby przejrzeć dokładnie, no ale tutaj chociażby? i.pinger.pl/pgr19/e3f7e99c000b74734f2323eb
              • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 11.05.17, 14:26
                Astolat, ja pytalam o Goslinga :)
                Jaki tam z niego starzec !
                A Robroj jest opisywany i rysowany jak ogolnie zdziadzialy, pochylony, zrezygnowany, czolo zorane zmarszczkami, was obwisly, ramiona obwisle...
                • bupu Re: Bo mnie Robrojek męczy 11.05.17, 18:34
                  tt-tka napisała:

                  > Astolat, ja pytalam o Goslinga :)
                  > Jaki tam z niego starzec !
                  > A Robroj jest opisywany i rysowany jak ogolnie zdziadzialy, pochylony, zrezygno
                  > wany, czolo zorane zmarszczkami, was obwisly, ramiona obwisle...

                  Starzec Robrojek, lat 34:

                  https://i.pinger.pl/pgr19/e3f7e99c000b74734f2323eb

                  Zwiotczały i wyleniały Żultona, przepraszam, Baltona, lat 39.

                  https://images28.fotosik.pl/295/48b40caa80388156.jpg

                  Bezzębna staruszkia Ida Pałys, lat 49:

                  https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/11/39/75/113975b405d79ceca6b58cb48c0529ae.jpg

                  Trzydziestka przekroczona, znaczyś już tylko rozkład i upadek pozostał...
                  • pi.asia Re: Bo mnie Robrojek męczy 11.05.17, 19:26
                    Oj, ta tendencja do postarzania facetów pojawiła się znacznie wcześniej.
                    Ile lat ma Żaczek? Nie pamiętam, w jakim wieku jest Julia, ale ma koło dwudziestki. Tak więc Żaczek ma czterdzieści parę. A wygląda tak:

                    https://musierowicz.com.pl/mm/wp-content/gallery-bank/gallery-uploads/o_19ag1bude1sqa1gf133c4gc1hksr8.jpg

                    Czterdziestoletni Ignacy też prezentuje się dziwnie staro:

                    https://musierowicz.com.pl/mm/wp-content/gallery-bank/gallery-uploads/o_19ag1budk1m0u1gbecr413r1attrt.jpg

                    • iwoniaw Re: Bo mnie Robrojek męczy 11.05.17, 19:47
                      W latach 70. to co innego - pamiętasz inżyniera Karwowskiego? Który 40-latek dziś tak wygląda i się zachowuje? Gdyby nie wiek dzieci w serialu, to możnaby dziś pomyśleć, że tytułowy bohater ma minimum z 60 lat ;-)
                      • fornitta69 Re: Bo mnie Robrojek męczy 11.05.17, 20:42
                        iwoniaw napisała:

                        > W latach 70. to co innego - pamiętasz inżyniera Karwowskiego? Który 40-latek dz
                        > iś tak wygląda i się zachowuje? Gdyby nie wiek dzieci w serialu, to możnaby dzi
                        > ś pomyśleć, że tytułowy bohater ma minimum z 60 lat ;-)
                        Oj tak! Kiedys to ludzie sie potrafili starzec szybko,sprawnie i do tego ladnie :)
                        • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 11.05.17, 20:49
                          Wlasnie, ladnie ! Porownac chocby Zaczka z mlodszymi od niego Robrojem i Baltona...
                          • fornitta69 Re: Bo mnie Robrojek męczy 11.05.17, 22:09
                            Robroj wyglada staro (bardzo!),ale przynajmniej nie odpychajaco. Baltona zostal bardziej skrzywdzony. Szczerze mowiac ten jego wizerunek mnie strasznie smieszy,nie wiem czemu. Monster ;)
                • astolat Re: Bo mnie Robrojek męczy 11.05.17, 22:39
                  Aaa :D Skrót myślowy - Goslinga przywołałam dla kontrastu!
                  • tt-tka Re: Bo mnie Robrojek męczy 11.05.17, 22:56
                    OK, jasne :)
                • ciotka_scholastyka Re: Bo mnie Robrojek męczy 12.05.17, 08:52
                  tt-tka napisała:

                  > Astolat, ja pytalam o Goslinga :)
                  > Jaki tam z niego starzec !

                  "odświeżyłam sobie "Córkę Robrojka" i też przeżyłam wstrząs, że przedstawiony tam siwiejący starzec z wąsem jest po trzydziestce" Robroj, nie Gosling! :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka