bupu
03.05.17, 20:10
Zapewne byyyyyyło, pińcet razy, ale właśnie policzyłam sobie ile lat miał Robroj w Tygrysie i Róży i mną trząchnęło z lekka. Ten sterany życiem starzec po przejściach liczył sobie wtedy jakieś 37 wiosen, czyli mniej niż ja teraz.
No i tu się moja konfuzja zaczyna. Gdyż nie ogarniam tej przemiany. Jakim cudem energiczny, wesoły nastolatek stał się mentalnym starcem, pozbawionym humoru, energii i w zasadzie jakichkolwiek śladów życia? Rozumiem, życie mu nektarem nie płynęło, ale żeby się od razu w taką wypaloną skorupę zmienić? I przyjaciele z dawnych lat nie przeżywają wstrząsu na widok Robroja zamienionego w widmo samego siebie?
Pomijam już to, że autoressa niczym nastolatka mniema, że po trzydziestce to już tylko starość zgrzybiała, opakowanie się marszczy, a otwarta trumna czeka i woła nas z daleka. Taki ma pogląd, może dziwny, ale cóż ja jej zrobię.
O, właśnie mi się nasunęło. Autorka przestała lubić albo umieć pisać wesołe i energiczne postacie, może dlatego amputowała Robrojowi osobowość i zastąpiła ją wąsami. No bo słuchajcie, pokażcie mi jedną jedyną postać z Neobachoriady, która tryska energią i dowcipem. Żywiołową. Lubiącą się śmiać. No?
Otóż właśnie, mnie też nikt na myśl nie przechodzi. Za to mamy korowód szemrzących firan, smętów rozdrapujących pilnie każdą ranę z przeszłości oraz wycinanek z kartonu. A, i mamy też Idę, która z biegiem lat z żywiołowej wariatki zamieniła się w agresywną chamkę. Też w sumie dowód na to, że autorka nie umie pisać postaci dysponujących energią i humorem.