Dodaj do ulubionych

Posag Dorotki::))))

01.07.17, 20:18
Siedzę sobie na wsi na Warmii, lażę po polach i lasach i stwierdzam, że 2 ha ziemi w posagu dla Dorotki oraz kawałek lasu to marnota jest, a babcie się podniecają, jakby conajmniej Dorcia miała ze 40 ha i zapowiadała się na wielką milionerkę:))) Obok mnie jest gospodarstwo, w którym kobita z mężem mają 30 ha, kawałek dalej rodzina gospodarzy na 45 ha. 1,8 ha ma mój ogrod i łąka dookoła domu i to nie jest jakaś znowu wielka przestrzeń:))) Więc co się te babcie tak radują, że Dorotka się " wzbogaciła" " teraz ma posag" " w głowie jej się nie przewróciło"? Od czego jej się miało przewrócić- od 2 ha, starej chałupiny i kawałka lasu??? No, litosci:)))))
Obserwuj wątek
    • iwoniaw Re: Posag Dorotki::)))) 01.07.17, 22:28
      No nie? I to jeszcze w Wielkopolsce, gdzie tradycji galicyjskich gospodarstw wielkości chustki do nosa raczej nie było.
    • morekac Re: Posag Dorotki::)))) 01.07.17, 22:46
      Moja droga, toż to niedaleko Poznanua, zaraz sprzeda deweloperowi na ekskluzywne osiedle i niedługo bogatsza będzie od Pulpy z Flobrym.
    • przymrozki Re: Posag Dorotki::)))) 02.07.17, 12:26
      Pamiętajmy, że w tym lesie jest druga chałupina, w której wkrótce zalęgną się Pałysowie. A gdzie się pojawiają Pałysowie, tam przestrzeń się natychmiast poszerza. Majątek Dory wkrótce powiększą pola Lewandowskich i Ogorzałków, a może nawet trafi się powtórka ze Szczepańskiej. Wtedy się zrobi przepierzenie i, rach ciach, zmieści się pałac nowego pokolenia Strybów (Fidelis im wybuduje z resztek po budowie altany miłości.)

      PS hazard prowadzi do upadku i więzienia, jak słusznie zwracał uwagę Rosół z "Mikołajka", ale wszak nie gramy na pieniądze. Jak stawiacie, jak i o ile powiększy się Lebensraum Adama i Laury w "Ciotce zgryzotce"? Czy może w książkę wedrze się brutalny realizm i okaże się, że na 20 m2 młodemu małżeństwu z dzieckiem i fortepianem będzie ciasno?
      • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 02.07.17, 12:56
        przymrozki napisała:

        >
        > PS hazard prowadzi do upadku i więzienia, jak słusznie zwracał uwagę Rosół z "M
        > ikołajka", ale wszak nie gramy na pieniądze. Jak stawiacie, jak i o ile powięks
        > zy się Lebensraum Adama i Laury w "Ciotce zgryzotce"? Czy może w książkę wedrze
        > się brutalny realizm i okaże się, że na 20 m2 młodemu małżeństwu z dzieckiem i
        > fortepianem będzie ciasno?

        Pianinem. Uprzejmie przypominam, że Floplicowo było na początku skromnym i małym domkiem, ale dostosowując się do potrzeb mieszkańców rozrosło się w dworek, jaki można było podziwiać na kartach Feblika. Podejrzewam przeto, że Altana Miłości zachowa się tak samo i urośnie między tomami, by w Zgryzotce demonstrować metraż normalnego domu.
        • przymrozki Re: Posag Dorotki::)))) 02.07.17, 17:35
          Floplicowo :-D

          Ale Floplicowo rozrastało się w sposób prawdopodobny. Na działce o przeznaczeniu budowlanym Florki miały dom, który od początku był domem, tylko że stosunkowo małym. Mieli tam wszystko popodłączane, jakiś system ogrzewania i w ogóle. Plan zagospodarowania przestrzennego, lub cokolwiek służącego zamiast niego, z pewnością był dla tego terenu bardzo liberalny - ani to było przy drodze, ani nie było innych zabudowań w sąsiedztwie. Przerobienie 30 na 300 metrów kwadratowych w takiej sytuacji to tylko kwestia funduszy na rozbudowę. Zatem gdy Florkom zwiększyło się zapotrzebowanie na metraż, jako ludzie zaradni, obyci w robotach budowlanych i na co dzień nieruszający się ze swojej wsi, podjęli decyzję o przybudówce. Jestem w stanie w takie coś uwierzyć tym bardziej, że rozmnożenie przestrzeni mieszkalnej mogło być długotrwałym procesem. Myśmy wszak ten domek stracili z oczu na całe borejkolata.

          U Fidelisów trzeba jednak cudu, bo mamy jakieś 7 miesięcy, Adama pracującego w mieście, nieużytą Laurę i działkę niebudowlaną z niewielką szansą na pozwolenie na budowę (na budowę altany wystarczy zgłoszenie).
          • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 02.07.17, 18:00
            przymrozki napisała:

            > Floplicowo :-D
            >
            > Ale Floplicowo rozrastało się w sposób prawdopodobny. Na działce o przeznaczeni
            > u budowlanym Florki miały dom, który od początku był domem, tylko że stosunkowo
            > małym. Mieli tam wszystko popodłączane, jakiś system ogrzewania i w ogóle. Pla
            > n zagospodarowania przestrzennego, lub cokolwiek służącego zamiast niego, z pew
            > nością był dla tego terenu bardzo liberalny - ani to było przy drodze, ani nie
            > było innych zabudowań w sąsiedztwie. Przerobienie 30 na 300 metrów kwadratowych
            > w takiej sytuacji to tylko kwestia funduszy na rozbudowę. Zatem gdy Florkom zw
            > iększyło się zapotrzebowanie na metraż, jako ludzie zaradni, obyci w robotach b
            > udowlanych i na co dzień nieruszający się ze swojej wsi, podjęli decyzję o przy
            > budówce. Jestem w stanie w takie coś uwierzyć tym bardziej, że rozmnożenie prze
            > strzeni mieszkalnej mogło być długotrwałym procesem. Myśmy wszak ten domek stra
            > cili z oczu na całe borejkolata.

            Tyaaaa, tylko narrator nigdy się nie zająknął o żadnej rozbudowie Floplicowa, nie wspomina o tym także żadna z postaci. Mały i skromny domek tak jakoś powiększał się samoistnie, żeby pomieścić coraz to więcej osób. W momentach szczytowych obecnie kłębi się tam kilkanaście osób i nie są one poukładane warstwami, ani upchane jak śledzie w beczce, tylko wygodnie sobie zamieszkują. Znaczy metraż musi być faktycznie dworski.

            Zresztą jest inna kwestia, mianowicie żeby rozbudować domek do rozmiarów dworku, trzeba mieć teren. Florasy mają raptem 2,5 hektara wszystkiego, z tego co pamiętam, jeśli domostwo powiększy im się jeszcze trochę, zajmie im tyle miejsca, że sady morelowe i porzeczki też zostaną złożone w kostkę i wylądują w szufladzie obok koni.

            > U Fidelisów trzeba jednak cudu, bo mamy jakieś 7 miesięcy, Adama pracującego w
            > mieście, nieużytą Laurę i działkę niebudowlaną z niewielką szansą na pozwolenie
            > na budowę (na budowę altany wystarczy zgłoszenie).

            Chwila, ale działka niebudowlana nie zostałaby uzbrojona. Mam rozumieć, że gdzieś za altanką stoi sławojka, wodę drą z tej studni z żurawiem, a w nocy siedzą przy świcach? Pranie zaś Laura odwala w balii i na tarze?

            Co zaś do rozrostu altanki, to w wyobraźni wszystko się mieści, również ekspandujący przestrzennie szalet na samym środku plantacji iglaków. Poczekaj trochę, a okaże się, że Laura siadywa już nie do pianina, a fortepianu, stojącego w przestronnym salonie, by grać mężowi patriotyczne pieśni popołudniami.
            • przymrozki Re: Posag Dorotki::)))) 02.07.17, 18:38
              Pan mąż Pulpy czyta KRYMINAŁY. Nic dziwnego zatem, że nawet jego autorka trochę brzydziła się o nim pisać i uczyniła go na lata postacią epizodyczną. Powiedzmy więc, że przez ten cały czas Musierowicz milczała o powiększeniu działki i rozbudowie mieszkania (coś tam jednak napomknęła o jakimś remoncie, którego skutkiem miała być baza noclegowa dla turystów).

              Laura z Adamem czytają Mickiewicza, a zatem są postaciami pierwszoplanowymi. W "Ciotce" będzie bogaty opis ich domu. Z pewnością domek będzie miły i jakoś do Laury podobny, a Adam będzie stał i patrzył na swoją rodzinę ze wzruszeniem i dumą. Klienci "Daglezji" będą zaś mijać altanę ze łzami w oczach, w ich sercach dokonają się cuda przemiany, a potem już zawsze będzie się im śnił Mickiewicz. Tylko pan Gruszka będzie rozdrażniony, bo co rusz będzie musiał odnosić Adamom ich sprzęty domowe, które klienci przytachają do kasy myśląc, że też były na sprzedaż ("aaaa, bo ja myślałam, że to taka ekspozycja jak w Ikei! patrz, Janusz, trochę głupio, że zostawiliśmy pieluchę Waneski w garnku").

              I właśnie dlatego jestem ciekawa, jak domek Fidelisów się powiększy. Może dobudują piętro?
              • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 02.07.17, 19:17
                przymrozki napisała:

                > Pan mąż Pulpy czyta KRYMINAŁY. Nic dziwnego zatem, że nawet jego autorka trochę
                > brzydziła się o nim pisać i uczyniła go na lata postacią epizodyczną. Powiedzm
                > y więc, że przez ten cały czas Musierowicz milczała o powiększeniu działki i ro
                > zbudowie mieszkania (coś tam jednak napomknęła o jakimś remoncie, którego skutk
                > iem miała być baza noclegowa dla turystów).

                Gorzej, pan mąż czytuje HORRORY, pióra Stephena Kinga zresztą. A baza noclegowa dla turystów mieściła się w pawilonie, wyposażonym notabene w jedną łazienkę, oraz wyrka ze śpiworami, a nie normalną pościelą (patrz Sprężyna). Już widzę jak Florasy wąsate zbijają na takiej agroturystyce kokosy. Pawilon zresztą od jakiegoś czasu jest zaginiony w akcji.

                Niezależnie od czytelniczych upodobań Florka, autorka opisuje Floplicowo ze wzrastającą lubością. Dowiadujemy się nawet o budowie nowej stajni (i tu znowu powstaje pytanie gdzie oni ją upchnęli na tym skromnym areale, pawilon przestał być potrzebny, więc wylądował w szufladzie a na tym miejscu pyknęli stajnię?), tym bardziej dowiedzielibyśmy się o rozbudowie Floplicowa.

                > Laura z Adamem czytają Mickiewicza, a zatem są postaciami pierwszoplanowymi. W
                > "Ciotce" będzie bogaty opis ich domu. Z pewnością domek będzie miły i jakoś do
                > Laury podobny, a Adam będzie stał i patrzył na swoją rodzinę ze wzruszeniem i d
                > umą.

                Miły, ciepły i co tam jeszcze, a mebelki dziecięce Maszpan sam osobiście laubzegą wyrzeza z drewna. A pianino zostanie złożone w kostkę i wyląduje w szufladzie, wszakże Laura ma teraz męża i wypełnione ramiona, to na co jej jakaś tam kariera zawodowa, prawdaż.


                > I właśnie dlatego jestem ciekawa, jak domek Fidelisów się powiększy. Może dobud
                > ują piętro?

                Pomieszczenia doznają magicznego zwiększenia metrażu, dodatkowo zaś domkowi wyrośnie pokój dziecięcy. Z resztek po kolejnym pawilonie różanym.
                Nie pytam jak wyglądają u Fidelisów pawilony różane, skoro powstały z resztek po budowie takowego domeczek posiada mury jak średniowieczna twierdza (muszą być grube, skoro mieszczą się w nich szafy ścienne).
                • mozambique Re: Posag Dorotki::)))) 13.07.17, 11:48
                  stajnia stajnią , ale kazdy kto ma do czynienia z konmi wie ze najwiecej areału woła nie stajnia a wybieg/padok/pastwisko dla koni. W zaleznosci od ilosci koni i formy chowu przyjmuje sie 0,33ha pastwiska na jednego konia . Samego pastwiska - nie licząc tu padoku.
            • guineapigs Re: Posag Dorotki::)))) 02.07.17, 21:04
              A dzie kumo kochana jest ta altanka dokładnie? Dzieś wedle 'Daglezji'? No to może Pan Gruszka 'przeciungnuł' prund lelekstryczny i Adamostwo mają i ogrzewanie (olejowe), i światło, i wodę ze studni doprowadzają rurami za pomocą prundu, i kuchenkę mają na owy prund.
              Ja o prundzie to wiem jeno, jak powstaje, że lezie przewodami i siedzi w gniazdku, ale już wyliczanie napięcia i natężenia do poszczególnych celów - to przekracza moją wyobraźnię. Domyslam się tylko, że do prowadzenia normalnego gospodarstwa domowego to potrzeba go 'dużo', tzn. więcej niż do jednego radyjka. Ale mam pewność, że za to Pan Gruszka wie to doskonale i potrafi to wszystko jakoś tak zorganizować, że to wszystko nie pier... Że nie padnie zasilanie dla całej okolicy.
              No ale w czasach tych wszystkich urządzeń AAA to może jest to wszystko łatwiejsze technicznie.
              A tzw. 'potrzeby' to może załatwić jakieś szambo nowoczesne, w końcu nie każda wieś jest jeszcze skanalizowana i ludzie jakoś sobie radzić muszą. Od biedy nawet jakiś, pardon, sedes turystyczny.
              Innymi słowy: taki nowoczesny biwak, ale jak jest Wielka Miłość to kto by sobie głowę zawracał duperelami.
              A zresztą jakże cudowne i romantyczne musi być czytanie Wieszcza przy drgającym płomieniu świecy...
              • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 02.07.17, 21:13
                guineapigs napisała:

                > A dzie kumo kochana jest ta altanka dokładnie? Dzieś wedle 'Daglezji'? No to mo
                > że Pan Gruszka 'przeciungnuł' prund lelekstryczny i Adamostwo mają i ogrzewanie
                > (olejowe), i światło, i wodę ze studni doprowadzają rurami za pomocą prundu, i
                > kuchenkę mają na owy prund.

                Ni, ona altanka we samym środku plantacyi jest. Trudno ano przeciungnonć prund na samiućki środek plantacyi. Wodę rurami takoż, pół plantacyi rozkopać? Bo jak wierzchem puści to mróz przyjdzie i rury piernunkną jak nic.

                > Ja o prundzie to wiem jeno, jak powstaje, że lezie przewodami i siedzi w gniazd
                > ku, ale już wyliczanie napięcia i natężenia do poszczególnych celów - to przekr
                > acza moją wyobraźnię. Domyslam się tylko, że do prowadzenia normalnego gospodar
                > stwa domowego to potrzeba go 'dużo', tzn. więcej niż do jednego radyjka. Ale ma
                > m pewność, że za to Pan Gruszka wie to doskonale i potrafi to wszystko jakoś ta
                > k zorganizować, że to wszystko nie pier... Że nie padnie zasilanie dla całej o
                > kolicy.

                A dopłaty młodym, żeby za to zużycie prundu zapłacić? Toż licznik musiałby szaleć przy czymś takim. Tyle by im na tyn prund szło, że mogliby za to sielną chałupę wyrychtować i nie na środku plantacyi.


                > A zresztą jakże cudowne i romantyczne musi być czytanie Wieszcza przy drgającym
                > płomieniu świecy...

                Gotowanie przy cholernej świecy... Pranie... Sprawdzanie klasówek... (po kilku latach Maszpan dorobi się okularów jak denka od butelek). Ogarnianie dziecięcia przy migotliwym świetle świecy i pilnowanie, żeby ruchliwy małolat nie podpalił siebie i cały chałupy... Romantyzm w wersji hardcore!
                • przymrozki Re: Posag Dorotki::)))) 02.07.17, 22:08
                  Hmm... A może oni się podpięli do instalacji nawadniającej plantację, z podobnego źródła mają prąd, a nieczystości wywożą tak, jak Bernard płaci podatki. Śmieci podrzucają teściowi, pranie też, rachunki za prąd takoż.
                  A jak do "Daglezji" przychodzą klienci, to Fidelisowie udają dekorację ogrodową.

                  Nawiasem pisząc moja koleżanka przemieszkała kiedyś ze swoim rodzonym mężem dwa miesiące w altanie w rodzinnym ogrodzie działkowym. Do tej decyzji nie powiodła ich miłość romantyczna i jazz nowoorleański, ale przedłużający się remont w nowym mieszkaniu już po zdaniu starego. Tylko że to było lato, więc oprócz altany miłości mieli jeszcze powierzchnię zieloną, na której mogli czytać, pisać, prasować, suszyć pranie i przeciągać się nie wadząc o nic łatwego do stłuczenia. No i nie było problemu odśnieżania, ogrzewania i znajdowania zaciemnionej chatki po omacku o szesnastej w grudniu.
                • guineapigs Re: Posag Dorotki::)))) 02.07.17, 22:23
                  A ten extraprund to nie może jakos na oną Daglezyję iść? Napiszą w jakimś aneksie do umowy, że zwiększaja zużycie z powodu.... i kto tam bedzie sprawdzał jak jest naprawdę? Zwłaszcza, że w porównaniu z domkiem to taka plantacyja potrzebuje duzo wiecej prundu i te 100 zł/mies dodatkowo pewnie pozostanie niezauważone (jak maja jakieś szklarnie i inne tzw. facilities ogrodniczo-sadowniczo-rolnicze to wogóle 100 zł to jest tzw. pikuś, zwłaszcza że na pewno plantycyja zakłada pewien 'luz' w zuzyciu).
                  Ja wiem, że to tzw. oszustwo finansowe ale w końcu, jak spiewał Kazik: 'mieszkam w Polsce' - a to wiele wyjasnia i wiele rozgrzesza (a juz na pewno oszustwo na 100 zł/mies - daj nam Boru Tucholski takich oszustów!)
                  A co do onej sentycyi o świcy drgajoncej - to była, jak to gadają po klasach, 'jeronija' - znaczy to że la śmichu jeno pisane. A kuma od razu z pazurami.
                  • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 02.07.17, 23:31
                    guineapigs napisała:

                    > A ten extraprund to nie może jakos na oną Daglezyję iść? Napiszą w jakimś aneks
                    > ie do umowy, że zwiększaja zużycie z powodu.... i kto tam bedzie sprawdzał jak
                    > jest naprawdę? Zwłaszcza, że w porównaniu z domkiem to taka plantacyja potrzebu
                    > je duzo wiecej prundu i te 100 zł/mies dodatkowo pewnie pozostanie niezauważone
                    > (jak maja jakieś szklarnie i inne tzw. facilities ogrodniczo-sadowniczo-rolnic
                    > ze to wogóle 100 zł to jest tzw. pikuś, zwłaszcza że na pewno plantycyja zakład
                    > a pewien 'luz' w zuzyciu).
                    > Ja wiem, że to tzw. oszustwo finansowe ale w końcu, jak spiewał Kazik: 'mieszka
                    > m w Polsce' - a to wiele wyjasnia i wiele rozgrzesza (a juz na pewno oszustwo n
                    > a 100 zł/mies - daj nam Boru Tucholski takich oszustów!)

                    A to być bardzo może, kumo.

                    > A co do onej sentycyi o świcy drgajoncej - to była, jak to gadają po klasach, '
                    > jeronija' - znaczy to że la śmichu jeno pisane. A kuma od razu z pazurami.


                    Gdzież ja bym z pazurami do kumy, no co też kuma... Wizja mnie poniesła, ogarniania gospodarstwa domowego przy świcach.
                  • lord_vmordevol Re: Posag Dorotki::)))) 03.07.17, 07:49
                    guineapigs napisała:

                    > A ten extraprund to nie może jakos na oną Daglezyję iść? Napiszą w jakimś aneks
                    > ie do umowy, że zwiększaja zużycie z powodu.... i kto tam bedzie sprawdzał jak
                    > jest naprawdę? Zwłaszcza, że w porównaniu z domkiem to taka plantacyja potrzebu
                    > je duzo wiecej prundu i te 100 zł/mies dodatkowo pewnie pozostanie niezauważone

                    Prund dla fabryki OIDP jest znacznie droższy niż prund dla chaupy.
                • lord_vmordevol Re: Posag Dorotki::)))) 03.07.17, 07:47
                  bupu napisała:

                  > Ni, ona altanka we samym środku plantacyi jest. Trudno ano przeciungnonć prund
                  > na samiućki środek plantacyi. Wodę rurami takoż, pół plantacyi rozkopać? Bo ja

                  Można zrobić linię mikrofalową do przesyłania mocy. Jako efekt uboczny pieczone gołąbki same wpadną do gąbki. A przynajmniej na ziemię. Tylko głowy nie wkładać lepiej.

                  > k wierzchem puści to mróz przyjdzie i rury piernunkną jak nic.

                  Przewiert może? Pierwsza z brzegu maszyna daje radę do 400 metrów.

                  > A dopłaty młodym, żeby za to zużycie prundu zapłacić? Toż licznik musiałby szal
                  > eć przy czymś takim. Tyle by im na tyn prund szło, że mogliby za to sielną chał
                  > upę wyrychtować i nie na środku plantacyi.

                  E, no są przecież domy wyłącznie prądem i wodą zasilane, bez gazu. I ludzie dają radę.

                  > Gotowanie przy cholernej świecy... Pranie... Sprawdzanie klasówek... (po kilku
                  > latach Maszpan dorobi się okularów jak denka od butelek). Ogarnianie dziecięcia
                  > przy migotliwym świetle świecy i pilnowanie, żeby ruchliwy małolat nie podpali
                  > ł siebie i cały chałupy... Romantyzm w wersji hardcore!

                  Stary kojfnie, to będzie wolny kwadrat.
                  • przymrozki Re: Posag Dorotki::)))) 04.07.17, 08:04
                    Też myślę, że Fidelis senior uśnie wkrótce snem nieprzespanym zabierając ze sobą do grobu drugiego syna wraz z rodziną (ewentualnie zostaną wysłani do Łodzi lub Japonii, ale tam już chyba nie ma miejsca na kolejne przeszczepy odrzucone przez Borejków).

                    Już pomijając wolny kwadrat dla Laurów, to Jeżycjada nie zniesie bohatera z rodziną poza Borejkami. Borejkówny nie mają teściów i szwagrów.
                    • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 04.07.17, 16:49
                      przymrozki napisała:

                      > Też myślę, że Fidelis senior uśnie wkrótce snem nieprzespanym zabierając ze sob
                      > ą do grobu drugiego syna wraz z rodziną (ewentualnie zostaną wysłani do Łodzi l
                      > ub Japonii, ale tam już chyba nie ma miejsca na kolejne przeszczepy odrzucone p
                      > rzez Borejków).

                      Zawsze zostaje Mordor. Przepraszam, Australia.

                      > Już pomijając wolny kwadrat dla Laurów, to Jeżycjada nie zniesie bohatera z rod
                      > ziną poza Borejkami. Borejkówny nie mają teściów i szwagrów.

                      A borejkomęże nie mają sióstr, braci, kuzynów, rodziców i dzieci z poprzednich małżeństw. Pierwsze przykazanie Borejklanu: "Nie będziesz miał rodzin innych przede mną".
                      • przymrozki Re: Posag Dorotki::)))) 04.07.17, 17:52
                        Nie wiem, czy Australia nie jest przypadkiem miejscem zsyłki tylko dla fujów. Bo Niemcy, owszem, są. Tam trafiają tacy materialiści jak ojciec Lisieckich i ostatni fubrawcy jak Pyziak. Nawet niemieckie pochodzenie nie jest czymś neutralnym. Wszak Fryc przyznaje się Róży na pierwszej randce, w tonie spowiedzi z ciężkiej przewiny, że ma niemieckich przodków, a Pyza mu wspaniałomyślnie odpowiada, że jej to nie przeszkadza (ale dostała za swoje, panna z dzieckiem, było nie chcieć Niemca jak Wanda!).

                        Tak. Borjkomężom ( :-D ) rodziny natychmiast usychają i odpadają jak dotknięta gangreną kończyna. W przypadku Rojka czy Florka jest to względnie znośne - w końcu znamy tych bohaterów z krótkich, pojedynczych wrzutek. Może Robert utrzymuje kontakt z córką, zięciem, wnukami (?) i siostrą, tylko akurat nie tego dnia, w którym został opisany. Podobnie Florek może być w stałej relacji z matką i z Żakami. Wiemy natomiast na pewno, że Miągwa nie ma dziadka Metodego i siostry Elki oraz że rodzina Pałysów nie istnieje w zbiorowej pamięci Idów Sierpniowych wraz z przychówkiem. Zaginęli. Umarli. Zostali zamurowani wraz z myszem. Spłonęli żywcem w pożarze kalek.

                        • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 04.07.17, 18:27
                          przymrozki napisała:

                          > Tak. Borjkomężom ( :-D ) rodziny natychmiast usychają i odpadają jak dotknięta
                          > gangreną kończyna. W przypadku Rojka czy Florka jest to względnie znośne - w ko
                          > ńcu znamy tych bohaterów z krótkich, pojedynczych wrzutek. Może Robert utrzymuj
                          > e kontakt z córką, zięciem, wnukami (?) i siostrą, tylko akurat nie tego dnia,
                          > w którym został opisany.

                          Córka Robroja była bohaterką całego jednego tomu, acz jeszcze przed jego (Roberta, nie tomu) zaślubinami z Nutrią. Nadmienić jednak należy, że już wtedy uschła i odpadła mu siostra, po której w tomie owym nie ma śladu do tego stopnia, że najpierw zwąsiały Rob musi gnieździć się w altanie Majchrzaka, tego fubrawca, a potem, po eksmisji z altany, Bella zamiast u ciotki ląduje u Borejków.

                          W dwóch najnowszych tomach natomiast sporo miejsca poświęcono rozkminom młodych Rojków, zwłaszcza zaś Jędrusia. Jędruś jednakże nie poświęca ani jednej myśli, ni słowa, swej najstarszej siostrze.

                          > Podobnie Florek może być w stałej relacji z matką i z
                          > Żakami. Wiemy natomiast na pewno, że Miągwa nie ma dziadka Metodego i siostry E
                          > lki oraz że rodzina Pałysów nie istnieje w zbiorowej pamięci Idów Sierpniowych
                          > wraz z przychówkiem. Zaginęli. Umarli. Zostali zamurowani wraz z myszem. Spłonę
                          > li żywcem w pożarze kalek.

                          To by wyjaśniało czemu Idowie się gnieżdżą w suterenie, gdzieś w końcu trzeba zamurowywać te zbędne rodziny panów młodych. Ciekawe czy już przygotowali pomieszczenie dla Fidelisów...
                          • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 04.07.17, 18:32
                            bupu napisała:

                            > przymrozki napisała:
                            >
                            > > Tak. Borjkomężom ( :-D ) rodziny natychmiast usychają i odpadają jak dotk
                            > nięta
                            > > gangreną kończyna. W przypadku Rojka czy Florka jest to względnie znośne
                            > - w ko
                            > > ńcu znamy tych bohaterów z krótkich, pojedynczych wrzutek. Może Robert ut
                            > rzymuj
                            > > e kontakt z córką, zięciem, wnukami (?) i siostrą, tylko akurat nie tego
                            > dnia,
                            > > w którym został opisany.
                            >
                            > Córka Robroja była bohaterką całego jednego tomu, acz jeszcze przed jego (Rober
                            > ta, nie tomu) zaślubinami z Nutrią. Nadmienić jednak należy, że już wtedy uschł
                            > a i odpadła mu siostra, po której w tomie owym nie ma śladu do tego stopnia, że
                            > najpierw zwąsiały Rob musi gnieździć się w altanie Majchrzaka, tego fubrawca,
                            > a potem, po eksmisji z altany, Bella zamiast u ciotki ląduje u Borejków.
                            >
                            > W dwóch najnowszych tomach natomiast sporo miejsca poświęcono rozkminom młodych
                            > Rojków, zwłaszcza zaś Jędrusia. Jędruś jednakże nie poświęca ani jednej myśli,
                            > ni słowa, swej najstarszej siostrze.

                            Aaaa, bo mi się nasunęło poniewczasie. Belli odpadła i uschła także cała rodzina ze strony mamusi, zdaje się. Była w CR jakakolwiek wzmianka o jej dziadkach, wujkach, ciotkach, kuzynach, czy innych stworach od macierzystej strony? Bo mnie się wydaje, że chyba nie.
                            • przymrozki Re: Posag Dorotki::)))) 04.07.17, 18:43
                              Bupu napisała: "była w CR jakakolwiek wzmianka o jej dziadkach, wujkach, ciotkach, kuzynach, czy innych stworach od macierzystej strony?".

                              Była! Babcia, od której Bella wraca do ojca, była matką matki Belli i teściową Roberta. Aktualnie już, oczywiście, uschłą.
                          • przymrozki Re: Posag Dorotki::)))) 04.07.17, 18:39
                            Może Robert ukrywa Bellę przed Szymkiem i Jędrkiem? To by tłumaczyło, czemu jadąc na Sylwestra do córki, synów zostawia z teściami. Ale sam może się z nią kontaktować. W końcu to Czarek urządza Borejkom przeprowadzki.

                            A Fidelisy są sprytne. Myślały, że unikną nieuniknionego oddając resztki budowlane na budowę szaletu miłości. I że teraz nie ma ich czym zamurować. Ha! A przecież Florian też ma zapas cegieł i zaprawy.
              • tt-tka Re: Posag Dorotki::)))) 01.09.17, 20:52
                guineapigs napisała:

                > A dzie kumo kochana jest ta altanka dokładnie? Dzieś wedle 'Daglezji'? No to mo
                > że Pan Gruszka 'przeciungnuł' prund lelekstryczny i Adamostwo mają i ogrzewanie
                > (olejowe), i światło, i wodę ze studni doprowadzają rurami za pomocą prundu, i
                > kuchenkę mają na owy prund.

                Moze i przeciagnal przez te dwa i pol roku, co minely. Niemniej w McD zrobilo sie cieplo i jasno dopiero, gdy Adasko rozpalil na kominie. Tak ze tego...
                • bez_zarzutu Re: Posag Dorotki::)))) 01.09.17, 21:29
                  Moja ciotka mówiła w takim wypadku "ciepło, aż pod nosem skrzepło" i to sobie mściwie podczas lektury fragmentów o szalecie miłości powtarzałam.
                • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 01.09.17, 22:27
                  tt-tka napisała:

                  > guineapigs napisała:
                  >
                  > > A dzie kumo kochana jest ta altanka dokładnie? Dzieś wedle 'Daglezji'? No
                  > to mo
                  > > że Pan Gruszka 'przeciungnuł' prund lelekstryczny i Adamostwo mają i ogrz
                  > ewanie
                  > > (olejowe), i światło, i wodę ze studni doprowadzają rurami za pomocą pru
                  > ndu, i
                  > > kuchenkę mają na owy prund.
                  >
                  > Moze i przeciagnal przez te dwa i pol roku, co minely. Niemniej w McD zrobilo s
                  > ie cieplo i jasno dopiero, gdy Adasko rozpalil na kominie. Tak ze tego..

                  Ale wody na herbatę żurawiem ze studni Larwa nie ciągnęła, zatem przyłącze do rurociągu albo studnię z pompą elektryczną chyba posiadają. Acz wizja kopania studni/kładzenia rur wodociągowych w samym ano środecku plantacyi wycisnęła ze mnie kwik żywej uciechy.

                  Ten prund, notabene, też trzeba jakoś przeciągnąć. Nad ziemio teraz nie robią, tylko w ziemi, kolejny powód do rycia w tych nieszczęsnych drzewkach. Dodajcie fundamenty, kanalizę lub szambo... Jakby tak policzyć koszt wszystkich zdechłych przez te operacje iglaków, to Adaśko z Larwą mogliby sobie zdaje się za tę kasę całki dworek wystawić, że by Floplicowo zawstydzili.
                  • tt-tka Re: Posag Dorotki::)))) 01.09.17, 23:39
                    bupu napisała:



                    > Ale wody na herbatę żurawiem ze studni Larwa nie ciągnęła, zatem przyłącze do r
                    > urociągu albo studnię z pompą elektryczną chyba posiadają.

                    A bo to wiadomo ? Moze Adasko w baniaczku od rodzicow nosi ?
                    • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 01.09.17, 23:55
                      tt-tka napisała:

                      > bupu napisała:
                      >
                      >
                      >
                      > > Ale wody na herbatę żurawiem ze studni Larwa nie ciągnęła, zatem przyłącz
                      > e do r
                      > > urociągu albo studnię z pompą elektryczną chyba posiadają.
                      >
                      > A bo to wiadomo ? Moze Adasko w baniaczku od rodzicow nosi ?

                      Drałując przez te jodły, modrzewie i jałowce? Twardziel.
                    • lord_vmordevol Re: Posag Dorotki::)))) 04.09.17, 09:07
                      tt-tka napisała:

                      > bupu napisała:
                      >
                      > > Ale wody na herbatę żurawiem ze studni Larwa nie ciągnęła, zatem przyłącz
                      > e do r
                      > > urociągu albo studnię z pompą elektryczną chyba posiadają.
                      >
                      > A bo to wiadomo ? Moze Adasko w baniaczku od rodzicow nosi ?

                      Na koromysłach noszą.
                  • lord_vmordevol Re: Posag Dorotki::)))) 04.09.17, 09:10
                    bupu napisała:

                    > urociągu albo studnię z pompą elektryczną chyba posiadają. Acz wizja kopania st
                    > udni/kładzenia rur wodociągowych w samym ano środecku plantacyi wycisnęła ze mn
                    > ie kwik żywej uciechy.
                    >
                    > Ten prund, notabene, też trzeba jakoś przeciągnąć. Nad ziemio teraz nie robią,
                    > tylko w ziemi, kolejny powód do rycia w tych nieszczęsnych drzewkach. Dodajcie
                    > fundamenty, kanalizę lub szambo... Jakby tak policzyć koszt wszystkich zdechłyc
                    > h przez te operacje iglaków, to Adaśko z Larwą mogliby sobie zdaje się za tę ka
                    > sę całki dworek wystawić, że by Floplicowo zawstydzili.

                    Nie, żebym chciał jakoś bronić głupiego pomysłu, ale na takiej plantacji to drogi jakieś raczej są, tak na jeden samochód czy traktor, więc można się wkopać w taką drogę i otoczenia nie ukrzywdzić.

                    • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 04.09.17, 10:24
                      lord_vmordevol napisała:


                      >
                      > Nie, żebym chciał jakoś bronić głupiego pomysłu, ale na takiej plantacji to dro
                      > gi jakieś raczej są, tak na jeden samochód czy traktor, więc można się wkopać w
                      > taką drogę i otoczenia nie ukrzywdzić.
                      >

                      To optymistycznie zakładając, że któraś droga biegnie akurat od miejsca w którym można się podpiąć do kanalizy/wodociągu/sieci elektrycznej, do szaletu. Jeśli na trasie przyłącze- szalet trzeba duzo razy skręcić to zdaje się że koszty wzrosna bardzo.
                      • lord_vmordevol Re: Posag Dorotki::)))) 04.09.17, 11:23
                        bupu napisała:

                        > > gi jakieś raczej są, tak na jeden samochód czy traktor, więc można się wk
                        > opać w
                        > > taką drogę i otoczenia nie ukrzywdzić.
                        > >
                        >
                        > To optymistycznie zakładając, że któraś droga biegnie akurat od miejsca w któr
                        > ym można się podpiąć do kanalizy/wodociągu/sieci elektrycznej, do szaletu. Jeśl
                        > i na trasie przyłącze- szalet trzeba duzo razy skręcić to zdaje się że koszty w
                        > zrosna bardzo.

                        Gdzieś jest wjazd, tam musi być blisko do infrastruktury pod normalną ulicą. No i potem przecież nie robi się na plantacji labiryntu, tylko normalną siatkę roboczych dróg, a i domek na prerii jak już postawili, to chyba jednak przy takiej drodze, a nie przy ścieżynce przez zarośla ostu, łopianu i barszczu Sosnowskiego. Pomysł oczywiście całościowo jest głupi, ale nie ma co go okadzać dodatkowymi oparami absurdu.

                        (A prąd mogli dostarczać linią mikrofalową, przy okazji zbierając spod niej ugotowane gołębie na dietetyczne obiady.)
                        • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 04.09.17, 17:43
                          lord_vmordevol napisała:


                          > Gdzieś jest wjazd, tam musi być blisko do infrastruktury pod normalną ulicą. No
                          > i potem przecież nie robi się na plantacji labiryntu, tylko normalną siatkę ro
                          > boczych dróg, a i domek na prerii jak już postawili, to chyba jednak przy takie
                          > j drodze, a nie przy ścieżynce przez zarośla ostu, łopianu i barszczu Sosnowski
                          > ego. Pomysł oczywiście całościowo jest głupi, ale nie ma co go okadzać dodatkow
                          > ymi oparami absurdu.

                          A to nie są takie opary, psze pana. Poszperałam w warunkach technicznych wykonania przyłącza wod-kan i proszę, nie można takowego budować pod wjazdami. Przyłącze winno także pocinać linią w miarę prostą, bez zygzaków i załamań. Zadannie bojowe: poprowadzić przyłącze na środek plantacji możliwie prostą linią i nie pod wjazdami, nie rozwalając sobie przy okazji połowy rzeczonej plantacji.

                          Tak całkiem przy okazji, zakopywanie przyłączy w drodze, oznacza, że ta droga będzie rozryta akurat w porze ciepłej, czyli w momencie, gdy iglaki wymagają wytężonej ochrony przed chorobami i szkodnikami. Czyli znaczy się akurat wtedy, gdy tak droga jest pilnie potrzebna.

                          > (A prąd mogli dostarczać linią mikrofalową, przy okazji zbierając spod niej ugo
                          > towane gołębie na dietetyczne obiady.)
    • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 02.07.17, 15:35
      miodowocytrynowa napisała:

      > Siedzę sobie na wsi na Warmii, lażę po polach i lasach i stwierdzam, że 2 ha zi
      > emi w posagu dla Dorotki oraz kawałek lasu to marnota jest, a babcie się podnie
      > cają, jakby conajmniej Dorcia miała ze 40 ha i zapowiadała się na wielką milion
      > erkę:))) Obok mnie jest gospodarstwo, w którym kobita z mężem mają 30 ha, kawał
      > ek dalej rodzina gospodarzy na 45 ha. 1,8 ha ma mój ogrod i łąka dookoła domu
      > i to nie jest jakaś znowu wielka przestrzeń:))) Więc co się te babcie tak raduj
      > ą, że Dorotka się " wzbogaciła" " teraz ma posag" " w głowie jej się nie przewr
      > óciło"? Od czego jej się miało przewrócić- od 2 ha, starej chałupiny i kawałka
      > lasu??? No, litosci:)))))

      Dwa hektary, czyli gdzieś trzy i pół morgi, to nawet i za pana Reymonta czasów nie był jakiś wstrząsający posag, szczególnie jeśli gleba nietęga. A za naszych to jest śmiech na sali, nie gospodarka. No chyba że faktycznie odrolnić i pod budownictwo opylić, ale na dwóch hektarach w rolnictwo się bawić? Z głodu można zejść.
      • iskrzy_54 Re: Posag Dorotki::)))) 02.07.17, 22:19
        ale na dwóch hektarach w rolnictwo się bawić? Z głodu można zejść.

        Dwa hektary pod szkłem? Dwa hektary konopi indyjskich?
        • kooreczka Re: Posag Dorotki::)))) 03.07.17, 20:50
          Może jakby na Podhalu kokę sadził :)
          A dwa hektary to akurat dla mieszczucha co marzy po podmiejskiej siedzibie z laskiem i potoczkiem plus jakiś ogródek z własnym topinamburem czy innym wężymordem.
          • vi_san Re: Posag Dorotki::)))) 04.07.17, 08:41
            Dla mieszczucha na ogródek z topinamburem - ok. Ale Flobrostwo mają tam na tych 2 hektarach sady morelowe, porzeczki, pasiekę uli, stadninę koni, i czort jeden wie co jeszcze. Stawów rybnych sobie nie przypominam, ale łba na pniu nie położę. I z tegoż przemożnego, dwuhektarowego gospodarstwa żyją jak te pączki w maśle rozbudowując swój domek do rozmiarów niemalże zamku na Wawelu, mając przy tym czas na rozrywki własne i rozwój intelektualny oraz pomoc sąsiadom...
            I powiem jedno: na gospodarstwie to ja się znam jak na fizyce kwantowej [czyli wcale!]. Morelek, porzeczek i uli się nie czepię, bo wiem o nich jeszcze mniej. Ale ze dwieście lat temu, jako małoletnie dziewczę jeździłam na wakacje do stadniny koni. Małej, takiej na 12 - 15 łbów. I nie wierzę, że na dwóch hektarach można pomieścić stajnie, padoki, łąki, maneże, siodlarnie, futernię itd. Koń jako taki potrzebuje sporo miejsca, w stajni może mniej, ale już padok jest niezbędny. Przydomowy ogródek na padoki tak zdatny jak Janusz Rewiński do roli Ofelii [wiem, są aktorzy grający wbrew warunkom, ale...].
            • zla.m Re: Posag Dorotki::)))) 04.07.17, 11:26
              Tak się wetnę, bo mnie porównanie zafrapowało. Gdyby obsadzić Janusza Rewińskiego w roli Ofelii, to nikt by się Hamletowi nie dziwił, że się chłopak od żeniaczki odżegnuje :D
              • vi_san Re: Posag Dorotki::)))) 04.07.17, 11:42
                Wszystko zależy... Jakby tak w roli Hamleta obsadzić kogoś "inaczej zorientowanego"? Albo np odpowiednią niewiastę? Znam i takie, które uważają Rewińskiego za atrakcyjnego, męskiego itd... Rany, Szekspir się w grobie przewraca, co my tu z jego dramatem wyczyniamy!!!
                • iwoniaw Re: Posag Dorotki::)))) 04.07.17, 12:21
                  Ale jak się przewraca? Obsadzanie w rolach damskich mężczyzn (zorientowanych różnie) to, rzekłabym, klasyczna klasyka dramatu elżbietańskiego ;-)
                  • vi_san Re: Posag Dorotki::)))) 22.07.17, 21:11
                    Iwoniaw, ale Rewiński? W roli wiośnianej Ofelii z obłędem? Acz oczyma duszy ujrzałam właśnie tą scenę, jakże plastycznie opisaną, z pamiętnego spektaklu i Rewińskiego jak z rozcapierzonymi dłońmi wciska wszystkim nieistniejące kwiecie [bo bukiet się gdzieś zawieruszył...]...I w roli Hamleta w tej wersji moim zdaniem pobiłby wsz6ystkicgh wcześniejszych Hamletów, włącznie z tym granym przez Anielkę Wojciech pokora - tylko ciut młodszy niż jest obecnie jednak... Cholera, skok na bank bym zrobiła, ale na tak obsadzony spektakl bym pobiegła. Z najpiękniejszymi różami dla odtwórców głównych ról...
                    • vi_san Re: Posag Dorotki::)))) 22.07.17, 21:13
                      Oczywiście Wojciech Pokora. Wielkiej litery mi jakoś nie zrobiło... :( Piszę z nie swojego komputera i klawiatura średnio ze mną współpracuje...
                • lord_vmordevol Re: Posag Dorotki::)))) 22.07.17, 23:20
                  vi_san napisała:

                  > Wszystko zależy... Jakby tak w roli Hamleta obsadzić kogoś "inaczej zorientowan
                  > ego"? Albo np odpowiednią niewiastę? Znam i takie, które uważają Rewińskiego za

                  TSD Rewiński jako Hamlet o tyle by się nadawał, że Hamlet był grubawy.
                  • vi_san Re: Posag Dorotki::)))) 22.07.17, 23:41
                    Lordzie - ja proponowałam obsadzenie Janusza Rewińskiego w roli Ofelii, a nie Hamleta! Do roli Hamleta, uważam - przy tej "Ofelii" - najlepszy byłby Wojciech Pokora, gdyby się dało jakoś "pokręcić" zegarem i go o kilka lat odmłodzić... Ale nawet i teraz. Acz, obawiam się, że dramat nieszczęśliwej miłości nabrałby całkowicie nowego wymiaru, nie do końca przewidywanego przez autora... :D
                    • lord_vmordevol Re: Posag Dorotki::)))) 24.07.17, 09:36
                      vi_san napisała:

                      > Lordzie - ja proponowałam obsadzenie Janusza Rewińskiego w roli Ofelii, a nie H

                      Ależ rozumiem, rozumiem :-)

                    • tt-tka Re: Posag Dorotki::)))) 01.09.17, 21:02
                      vi_san napisała:
                      ja proponowałam obsadzenie Janusza Rewińskiego w roli Ofelii, a nie H
                      > amleta!

                      A Hamleta moglaby zagrac, jak z powodzeniem grala, Teresa Budzisz-Krzyzanowska. I wszystko sztymuje. To bylby ale spektakl !
            • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 04.07.17, 11:42
              vi_san napisała:

              > I powiem jedno: na gospodarstwie to ja się znam jak na fizyce kwantowej [czyli
              > wcale!]. Morelek, porzeczek i uli się nie czepię, bo wiem o nich jeszcze mniej.

              Za to ja się czepne, jako iż znajomych sadownikow posiadam. Otóż na dwóch hektarach można sobie sad przydomowy robić, a nie poważna towarową uprawę dowolnego owocu. Niecałych dwóch, bo stajnie i łąki przeca.

              > Ale ze dwieście lat temu, jako małoletnie dziewczę jeździłam na wakacje do sta
              > dniny koni. Małej, takiej na 12 - 15 łbów. I nie wierzę, że na dwóch hektarach
              > można pomieścić stajnie, padoki, łąki, maneże, siodlarnie, futernię itd. Koń ja
              > ko taki potrzebuje sporo miejsca, w stajni może mniej, ale już padok jest niezb
              > ędny. Przydomowy ogródek na padoki tak zdatny jak Janusz Rewiński do roli Ofeli
              > i [wiem, są aktorzy grający wbrew warunkom, ale...].
              >

              Moja mamunia ma dwa konie. I trzy hektary pastwiska tudzież łąki, bo siano trzeba skądś zbierać. Przy naszych glebach te 3 ha to lekki nadmiar jest na dwa mamusine rumaki, natomiast stadniny się na tym nie zrobi za Bora Ojca i Matkę Ziemię.
              • vi_san Re: Posag Dorotki::)))) 04.07.17, 11:53
                Się nie chciałam czepiać, jako że fachman ze mnie jak i z MM, ale też mi się wydało, że te 2 ha to tak więcej na "Hahaha", a nie uprawę celem utrzymania... Ale myślałam, że może mi się źle wydaje. Bo może te porzeczki to można jakoś gęsto posadzić i im to nie wadzi? Morele to w ogóle nie mam pojęcia [i nie chcę mieć!] jak wyglądają przed zbiorem.
                A ktoś pamięta ile też rumaków liczy sobie stadnina Flobrostwa? Bo mnie się zdaje, że tam pada tylko coś o jednym kuniu konkretnie, a poza tym? Enigmatyczne kilka? Pięć? Ktoś coś? Z tym, że niechby nawet były dwa. I już nie czepiając się czy klacze, wałaszki czy drysie. Ok, zwierzęta w liczbie dwa. To i tak z tych nieszczęsnych dwóch hektarów, odliczywszy areał na dwór szlachecki zewsząd chędogi, odliczywszy na morele i porzeczki, odliczywszy na ogródek przydomowy co w nim stachanówa Pulpa zbiera te swoje różne do lodów produkcji, odliczywszy na pasiekę [bo w końcu co tam te ule zajmują? Tyle co nic!] to ile zostanie pod te padoki i łąki? Już pomijając że dwa konie to NIE JEST hodowla koni! A takie określenie, zdaje się, pada?
                • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 04.07.17, 16:47
                  vi_san napisała:

                  > Się nie chciałam czepiać, jako że fachman ze mnie jak i z MM, ale też mi się wy
                  > dało, że te 2 ha to tak więcej na "Hahaha", a nie uprawę celem utrzymania... Al
                  > e myślałam, że może mi się źle wydaje. Bo może te porzeczki to można jakoś gęst
                  > o posadzić i im to nie wadzi? Morele to w ogóle nie mam pojęcia [i nie chcę mie
                  > ć!] jak wyglądają przed zbiorem.

                  Wadzi. Owoce potrzebują słońca, żeby dojrzeć, to raz, dwa, nadmierne stłoczenie upraw sprzyja przenoszeniu się wszelkiego rodzaju chorób i szkodników. Przy dobrze rozplanowanej przestrzennie plantacji jak się sadownik skapuje, że mu wlazła w jednym kącie na owoce, dajmy na to, szara pleśń, to zdoła sytuację opanować, zanim się grzybek dobrze rozszaleje. Przy ścisku jak się sadownik skapuje, że tę szarą pleśń ma, będzie ona już latała po całej uprawie.

                  > A ktoś pamięta ile też rumaków liczy sobie stadnina Flobrostwa? Bo mnie się zda
                  > je, że tam pada tylko coś o jednym kuniu konkretnie, a poza tym? Enigmatyczne k
                  > ilka? Pięć? Ktoś coś? Z tym, że niechby nawet były dwa. I już nie czepiając się
                  > czy klacze, wałaszki czy drysie. Ok, zwierzęta w liczbie dwa. To i tak z tych
                  > nieszczęsnych dwóch hektarów, odliczywszy areał na dwór szlachecki zewsząd chęd
                  > ogi, odliczywszy na morele i porzeczki, odliczywszy na ogródek przydomowy co w
                  > nim stachanówa Pulpa zbiera te swoje różne do lodów produkcji, odliczywszy na p
                  > asiekę [bo w końcu co tam te ule zajmują? Tyle co nic!] to ile zostanie pod te
                  > padoki i łąki? Już pomijając że dwa konie to NIE JEST hodowla koni! A takie okr
                  > eślenie, zdaje się, pada?

                  Pada określenie "hodowla" i pada określenie "stadnina". Żeby mieć hodowlę trzeba mieć przynajmniej kilka klaczy zarodowych. Do tego źrebięta w różnych stadiach odchowania, jakiś ogier z papieramy, bo na stanowieniu też się zarabia, no kilkanaście koni minimum. Które to kilkanaście koni wymaga areału, bo gdzieś się pasać muszą, mamusie z noworodkami nie będą wszakże biegać razem z ogrem, klacze, których akurat zaźrebiać nie chcemy, albo nie naszym własnym kawalerem też trzeba oddzielić, a i trawkę na siano gdzieś trzeba uhodować... No nie, na dwóch hektarach się nie da. Nawet gdyby one wszystkie poszły pod łąki i padoki, a przecież tam trzeba jeszcze upchnąć dwór floplicowski, stajnie, pawilon dla gości, jak sądzę również stodołę i inne zabudowania gospodarcze (bo słoma, siano, narzędzia, maszyny, nawozy, pestycydy, zebrane owoce, to też trzeba mieć gdzie trzymać), porzeczki, morele i pasiekę/ Ta ostatnia też wymagałaby tutaj własnego kawałka gruntu, bo nie chcemy, żeby nerwowe pszczółki żądliły nam konie, albo pracowników zbierających frukta.

                  Aczkolwiek z drugiej strony pasieka i sad towarowy się nie kompilują, gdyż pestycydy. Jeśli Flobry chce mieć z fruktów zyski rok w rok, to musi pryskać na choroby i szkodniki, co oznacza, że co roku musiałby obsadzać ule od nowa. Pszczoły nie lubią być opryskiwane. Bardzo nie lubią.
                  • guineapigs Re: Posag Dorotki::)))) 04.07.17, 20:59
                    W ramach naszego forumowego poradnika 'Hodowla koni w weekend' dodam jeszcze, że przy chowie koni niezbędny jest padok dla odsadków (no chyba, że sprzedają źrebaki 'na pniu' bo cała Wielkopolska stoi w kolejce) oraz coś, co nazwę 'izolatka' czyli wydzielone miejsce dla koni chorych, kontuzjowanych etc - czyli takich, które z różnych przyczyn nie mogą stać z końmi 'zdrowymi jak konie'.
                    Siano można kupować - wtedy trochę potrzeb areałowych odpada, ale jednak padoki z trawą mieć trzeba i to nie jeden - żeby zmieniać. Relacja trawa-koń ma to bowiem do siebie, że koń TRAWĘ ZJADA - jest to cecha immanentna tej relacji i skutkuje tym ni mniej ni więcej, że po jakimś czasie trawa zostaje zjedzona i jej ni mo. No i tę połowę ułana, którą nazywamy 'koń' (druga połowa to 'Polak') trzeba wtedy przeprowadzić na inny padok - gdzie trawa jest.
                    Jeśli do tego hoduje się konie do pracy 'pod siodłem' to potrzebne jest jakies bezpieczne miejsce do zajeżdżania - czyli najlepiej piasek, bo miękki i bez kamieni.
                    No i manie dwóch koni naprawdę trudno nazwać HODOWLĄ. Bo jesli hodowla - to dwa konie (zakładamy, że są to końskie damy) się rozmnożą i już mamy cztery konie.
                    Chyba najmniej wybrednym przedstawicielem konia w Polsce jest hucuł, ale i dwie hucułki z przychówkiem potrzebują przestrzeni dla tzw. dobrostanu, oraz hucuł ma to do siebie (cecha bardzo pozytywna), że lubi pracować z człowiekiem i ma do tego zdolności wybitne ('ścieżka huculska'). Zatem trzeba te konie wychowywać tak, jak tego wymaga rynek: zajeżdżać, potem ujeżdżać na odpowiednie sposoby ('poprawny' hucuł musi się niczego nie bać).
                    A z kolei hodowla tak wydelikaconych ras jak tzw. angliki czy inaczej folbluty (służące głownie do wyścigów) to już taki poziom, że nie ma co się zabierać za to jak się nie jest szefem mafii. Taki dowcip krąży w tzw. środowisku: jak stać się milionerem na koniach angielskich? Odpowiedź: przedtem musisz być miliarderem.
                    Oczywiście pomiędzy hucułami i anglikami jest wiele innych ras oraz 'nie-ras', ale i wszystkie one potrzebują trawy, ruchu, weta, kowala, siana, jedzenia.
                    Jakbym miała 2 ha, to bym sobie trzy kozy kupiła dla hobby albo dwa kucyki tylko po to, by na nie patrzeć bo ładne.
                    • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 04.07.17, 22:08
                      guineapigs napisała:

                      > W ramach naszego forumowego poradnika 'Hodowla koni w weekend' dodam jeszcze, ż
                      > e przy chowie koni niezbędny jest padok dla odsadków (no chyba, że sprzedają źr
                      > ebaki 'na pniu' bo cała Wielkopolska stoi w kolejce) oraz coś, co nazwę 'izola
                      > tka' czyli wydzielone miejsce dla koni chorych, kontuzjowanych etc - czyli taki
                      > ch, które z różnych przyczyn nie mogą stać z końmi 'zdrowymi jak konie'.
                      > Siano można kupować - wtedy trochę potrzeb areałowych odpada, ale jednak padoki
                      > z trawą mieć trzeba i to nie jeden - żeby zmieniać. Relacja trawa-koń ma to bo
                      > wiem do siebie, że koń TRAWĘ ZJADA - jest to cecha immanentna tej relacji i sku
                      > tkuje tym ni mniej ni więcej, że po jakimś czasie trawa zostaje zjedzona i jej
                      > ni mo. No i tę połowę ułana, którą nazywamy 'koń' (druga połowa to 'Polak') trz
                      > eba wtedy przeprowadzić na inny padok - gdzie trawa jest.
                      > Jeśli do tego hoduje się konie do pracy 'pod siodłem' to potrzebne jest jakies
                      > bezpieczne miejsce do zajeżdżania - czyli najlepiej piasek, bo miękki i bez kam
                      > ieni.

                      Miejsce do zajeżdżania mieć muszą we Floplicowie, gdyż koń przynajmniej wstępnie zajeżdżony/oprzęgnięty łatwiej się sprzeda niż taki zupełnie surowy. Nie każdy ma czas, chęci i umiejętności żeby sobie rumaka uczyć od podstaw. A nie ma bata, same przecudnej urody czempiony hodowlane, które każdy weźmie z pocałowaniem kopyta, im z tej "stadniny" nie wyskakują.

                      > No i manie dwóch koni naprawdę trudno nazwać HODOWLĄ. Bo jesli hodowla - to dwa
                      > konie (zakładamy, że są to końskie damy) się rozmnożą i już mamy cztery konie.
                      > Chyba najmniej wybrednym przedstawicielem konia w Polsce jest hucuł, ale i dwie
                      > hucułki z przychówkiem potrzebują przestrzeni dla tzw. dobrostanu, oraz hucuł
                      > ma to do siebie (cecha bardzo pozytywna), że lubi pracować z człowiekiem i ma d
                      > o tego zdolności wybitne ('ścieżka huculska'). Zatem trzeba te konie wychowywać
                      > tak, jak tego wymaga rynek: zajeżdżać, potem ujeżdżać na odpowiednie sposoby (
                      > 'poprawny' hucuł musi się niczego nie bać).

                      Widział kto, żby Flobre kiedykolwiek pracowały z końmi? Jakkolwiek?
                      Nie widział.

                      > A z kolei hodowla tak wydelikaconych ras jak tzw. angliki czy inaczej folbluty
                      > (służące głownie do wyścigów) to już taki poziom, że nie ma co się zabierać za
                      > to jak się nie jest szefem mafii. Taki dowcip krąży w tzw. środowisku: jak stać
                      > się milionerem na koniach angielskich? Odpowiedź: przedtem musisz być miliarde
                      > rem.

                      No nie, do hodowli ras wysoce kulturalnych nie ma co startować bez wagonu gotówki na wejściu. To są naprawdę wymagające stworzenia.

                      > Oczywiście pomiędzy hucułami i anglikami jest wiele innych ras oraz 'nie-ras',
                      > ale i wszystkie one potrzebują trawy, ruchu, weta, kowala, siana, jedzenia.
                      > Jakbym miała 2 ha, to bym sobie trzy kozy kupiła dla hobby albo dwa kucyki tylk
                      > o po to, by na nie patrzeć bo ładne.

                      Może autorce coś dzwoniło o dopłatach na konie ras rodzimych, ale trudno raczej się wzbogacić na stawkach rzędu 1500 na łeb koński rocznie. Bo nie śmiem podejrzewać że szlachetny woj Flobry hoduje grubasy na mięso.
                      • iwoniaw Re: Posag Dorotki::)))) 05.07.17, 09:03
                        Bo nie śmiem podej
                        > rzewać że szlachetny woj Flobry hoduje grubasy na mięso.


                        A wiadomo to, czy te mięsiwa, których nie spożywają Grzegorz z Ignasiem i Natalią, to na pewno z biedronkowej fabryki, "ty mieszczuchu"?
                        • pi.asia Re: Posag Dorotki::)))) 05.07.17, 15:54
                          A tzw. 'potrzeby' to może załatwić jakieś szambo nowoczesne, w końcu nie każda wieś jest jeszcze skanalizowana i ludzie jakoś sobie radzić muszą. Od biedy nawet jakiś, pardon, sedes turystyczny.

                          Szambo albo przydomowa oczyszczalnia ścieków. Pytanie, czy stare Fidelisy mają szambo, czy są podłączone do kanalizacji. Bo jeśli jest sieć kanalizacyjna, to nie ma bata, altankę też trzeba do niej podpiąć. A to są jednak koszty (sama mapa geodezyjna, niezbędna do projektu, kosztuje kilkaset złotych). No i wtedy trzeba rozkopać pół plantacji.
                          Pół plantacji trzeba także rozkopać podłączając młodych do szamba istniejącego, o ile senior się zgodzi. Jeśli zgody nie wyrazi, to altanka musi mieć własne szambo (i drogę dojazdową do niego).
                          Instalowanie przydomowej oczyszczalni skutkowałoby rozpirzeniem całej plantacji iglaków, a w konsekwencji - nagłym zejściem seniora na apopleksję. Co byłoby jakimś rozwiązaniem w kwestii domu dla młodych.

                          Mnie od początku nurtuje ów "pawilon dla róż". Usiłuję zorientować się, co to za dziwo i nie wiem. Jako ogrodnik, swego czasu sporo pracujący w zawodzie, próbuję wynaleźć jakiekolwiek w miarę logiczne wytłumaczenie tej budowli, ale za cholerę mi to nie idzie, bo:
                          1. jeśli "pawilon" jest miejscem, w którym róże mają rosnąć i kwitnąć (czyli jest szklarnią), to jedyne pozostałości po jego budowie to niewielka ilość szkła i aluminiowych kształtowników oraz nieco pustaków, cementu i piachu.
                          2. jeśli jest to miejsce, w którym róże czekają na wysyłkę, to jest to chłodnia, która na pewno nie jest zbudowana z drewna.
                          3. jeśli jest to miejsce, w którym róże są sortowane i pakowane, to jest to łącznik między szklarniami albo przedsionek szklarni, przeszklony na przestrzał.

                          Kołacze mi się po głowie cytat "Już wstążkę pawilonu wiatr zaledwie muśnie", ale to chyba też kiepski trop.


                          • mika_p Re: Posag Dorotki::)))) 05.07.17, 18:57
                            Mam świeżą hipotezę :))

                            W tekście źródłowym stoi:
                            "zostało mu sporo materiałów po powiększeniu pawilonu dla róż"

                            A może bylo tak, że Fidelisowie chcieli miec kwiaciarnię w dobrym punkcie miasta i nabyli kiosk, zwany też pawilonem. Z jakichś przyczyn zrezygnowali i został im cały budyneczek, a tu akurat Adam chcial się żenic, to zamiast pozbywac się kiosku, przeznaczyli go na gniazdo młodej pary. Zapewne po przeróbkach, skoro Adam kładł cegly własnoręcznie, może jedna ze ścianek pawilonu została zmieniona z drewnianej w murowaną, żeby można było wybudowac kominek i komin. Szafy i regały nie sa wpuszczone w mury, tylko zrobione wzdłuż całych ścian jako dodatkowa izolacja.
                            Laurze się powiedziało, że miał być pawilon dla róz, że zostało i niewielkim kosztem i nakładem sił powstała Altana Miłości. Tak leciutko niedomówiono, że Laura będzie mieszkać w niedoszłym kiosku.


                            Tu inspiracja:
                            www.domhurt.com.pl/kioski-handlowe-wiecej.html
                            - piszą, że po niewielkich przerobkach pawilon może być całorocznym domkiem ogrodowym, więc pewnie własnie nastąpiły takie zmiany.
                            Inspiracja została znaleziona po wpisaniu w gooogle hasła "pawilon dla róż"
                            • iwoniaw Re: Posag Dorotki::)))) 05.07.17, 19:27
                              A co też opowiadacie. Pawilon różany to budowla w pałacowym kompleksie Fidelisów, coś jak w opisie Pawłowska opodal Petersburga:

                              Niewymownie pięknym jest pawilon różany; wszystkie chodniki, które do niego prowadzą, wszystkie krzaczki, które go otaczają są z róż ułożone; powietrze którym się oddycha jest wonią różaną. Nayprzód wchodzi się do kilku pokojów ozdobionych różami w rozmaitych kształtach, wszystkie krzesła, kanapy są różami wyszywane, filiżanki, szklanki, wszystko jest różami uwieńczone. W tych pokojach znayduje się mała dobrana biblioteka, fortepiano, gitara,
                              wszystkie narzędzia do malowania i rysowania, na niczem nie zbywa, wszystko jest tam połączone czego tylko w tym rodzaju życzyć sobie można. Na stolikach leżą różne mappy i sztambuchy, w które każdemu wpisać się można, każda kartka jest hołdem poświęconym wysokiey Twórczynie tego małego czarodzieyskiego ustronia (...) Z tego pokoju wchodzi się w głęboko sklepiony i na słupach spoczywający krużganek, od którego średnicy róże z różami tak mocno się wiją, iż cały gmach prawie w różach się znajduje, z których pojedyńcze girlandy naokół białych słupów aż do ziemi spadają.
                              Białe ściany są równie różami upiększone - lichtarze są gałązkami palmowemi, których zielone liście są połączone z wieńcami różanemi, a z tych wybłyskuje światło wystawując prawdziwie czarodzieyski widok.
                              Tutay w tym pałacu dała Cesarzowa Maryia dla swego syna tego Cesarskiego bohatera w lipcu (1)814 po jego powrocie ucztę, o którey zachwycającey piękności wszyscy naocznie świadkowie dotychczas z uniesieniem wspominają.
                              ("Rozmaitości", 25. stycznia 1820)

                              No, z resztek po budowie czegoś podobnego to faktycznie można chatkę zmontować, ani chybi to właśnie MM musiała mieć na myśli, tylko myśmy przeoczyli, że Laura po prostu weszła do rodziny Imperatorów i Wielkich Książąt, nic zatem dziwnego, że jej babka próbowała choć kiejdańską cukiernicą nawiązać do szlacheckich wschodnich przodków :-D
                              • vi_san Re: Posag Dorotki::)))) 05.07.17, 19:54
                                Och... Ja też chce pawilon różany!!! Zgadzam się oddać resztki na budowę szaletu komukolwiek... Sam opis mnie zahipnotyzował.
                                Ale tak, masz rację. To taki pawilon MM na myśli miała, tylko wraże forum ograniczone brakiem stosownych czółek na to nie wpadło... I owszem, wierzę, że po budowie takiego pawilonu mogło zostać resztek nie tylko na jeden szalet, ale i an późniejszą rozbudowę we wszystkich kierunkach.
                                DLACZEGO JA NIE MAM PAWILONU RÓŻANEGO?!?!?!?! :(
                                • gat45 Re: Posag Dorotki::)))) 05.07.17, 20:17
                                  Jestem świeżo po przycinaniu swoich róż (trzy duże pnące i pięć-sześć krzaczków. Nie, siedem !
                                  I nie, za krużganek i dziedzińczyk z kłębem różanym uprzejmie dziękuję. Chyba że w pakiecie z ogrodnikami. Ale dyskretni muszą być, pokazywać się tylko wtedy, kiedy państwo są zajęci czymś innym.
                                  • vi_san Re: Posag Dorotki::)))) 05.07.17, 22:08
                                    E, no to to oczywista oczywistość jest, Gatto! Wszak ta cesarzowa Maria tez sama z sekatorem nie popylała coby o to wszystko dbać...
                                    A jakie masz róże? Bo ja posiadam też kilka - pnąca tylko jedną, za to przepiękną - duże, o dziwo pełne kwiaty białe z różowym środeczkiem. Jedna czerwona jak krew tętnicza. Jedna jest przepiękna żółto - różowa, w takich odcieniach "budyniowych". Jedna, no, marchewkowa. Pomarańczowa taka, ale właśnie jak marchewka. :D Dwie są różowe. Jedna "dziczka" taka ciemno różowa. No i mam jedną, którą uwielbiam. Dostałam kiedyś od kuzyna z Holandii - kwitnie w kolorze ciemnego fioletu... Piękna jest, ale kapryśna, kwitnie wtedy, kiedy jej się zachce, bywa, że rok sobie "odpuszcza" i żadne cuda, dbałości, odżywki nie pomagają... Uwielbiam róże... :)
                                    • pi.asia Re: Posag Dorotki::)))) 05.07.17, 22:40
                                      iwoniaw napisała:

                                      W tych pokojach znayduje się mała dobrana biblioteka, fortepiano, gitara


                                      No i wszystko się zgadza!!! Już teraz nie będę się nabijać z domu zbudowanego z resztek pawilonu ;)

                                      vi_san napisała:


                                      > A jakie masz róże? Bo ja posiadam też kilka - pnąca tylko jedną, za to przepięk
                                      > ną - duże, o dziwo pełne kwiaty białe z różowym środeczkiem. Jedna czerwona jak
                                      > krew tętnicza. Jedna jest przepiękna żółto - różowa, w takich odcieniach "budy
                                      > niowych". Jedna, no, marchewkowa. Pomarańczowa taka, ale właśnie jak marchewka.
                                      > :D Dwie są różowe. Jedna "dziczka" taka ciemno różowa. No i mam jedną, którą u
                                      > wielbiam. Dostałam kiedyś od kuzyna z Holandii - kwitnie w kolorze ciemnego fio
                                      > letu... Piękna jest, ale kapryśna, kwitnie wtedy, kiedy jej się zachce, bywa, ż
                                      > e rok sobie "odpuszcza" i żadne cuda, dbałości, odżywki nie pomagają... Uwielbi
                                      > am róże... :)

                                      Jak Bella Rojek, jak Bella :)

                                      Ja za różami nie przepadam, ale dałam się skusić na odmianę Rosarium, bo urzekł mnie kształt kwiatów:
                                      https://rosacwik-sklep.pl/environment/cache/images/0_0_productGfx_9f01900ba1aec383a4af06dd5858feca.jpg

                                      Piękna jest też ta:
                                      https://rosarium.com.pl/wp-content/uploads/2013/10/Alchymist1.jpg


                                      >
                                      • mamuka_z_boru Re: Posag Dorotki::)))) 07.07.17, 16:34
                                        Bardzo słusznieś uczyniła, kupując Rozarium. Mam trzy takowe i od pierwszego roku po posadzeniu okrywają się łososioworóżową - kaskadą? pierzynką? kwiecia w sposób spektakularny. A rosną u mnie na glebie lichej i podlewane jakoś specjalnie nie są. Obornik jesienią i azofoska wiosną w ramach całej pielęgnacji wystarczają. Szkoda, że już pierwszy rzut przekwitł, bo bym zamieściła zdjęcie na świadectwo prawdzie.
                                    • gat45 Re: Posag Dorotki::)))) 05.07.17, 23:35
                                      Z pnących najbardziej bije po oczach wielka czerwona, o kwiatach w kolorze najszlachetniejszego wina bordeaux. Kwiat kształtem przypomina damę w sari :) To znaczy pąk, ale ona bardzo długo pozostaje w takiej postaci pąka, otwiera się naprawdę na dzień przed uschnięciem. Kwitnie toto w sposób nieokiełznany, od początku kwietnia do listopada. Potem jest herbaciana o pełnych kwiatach i jeszcze dalej - delikatnie różowa, kwiatki maleńkie, prawie na pograniczu dzikiej róży. Za to kiedy kwitnie, to jest po prostu kwieciem obsypana.
                                      Z krzaczków : dwie takie, jak pi.asia zamieściła, dwie odmiany baccara, dwie miniaturki ostro różowe i jedna strasznie wysokopienna, herbaciana, bo bardzo dużych kwiatach i też wysmukłych jak ta pierwsza czerwona. Kwiaty tej ostatniej mam na wysokości nosa, ale to chyba moja wina, musiałam jakoś źle ją poprowadzić, że urosły jej takie wysokie badyle. Ma cudowny zapach, bardzo nietypowy, bo słodycz z nutką kwaskowatą. Taki głęboki miód z cytryną. Czerwona pnąca pachnie jak cały harem sułtański, ciężko i zawiesiście. Miniaturki nie pachną prawie wcale, ta pnąca o drobnych kwiatach też nie za bardzo. Pnąca herbaciana.... No cóż, pachnie jak róża. Choc ona jedna ;)

                                      A ten ciemny fiolet u Ciebie to ta odzyskana ze szczepki krzaczka ukradzionego przez kuzynkę?
                                      • vi_san Re: Posag Dorotki::)))) 06.07.17, 07:13
                                        Ta. Ale okoliczności zostały zabezpieczone, a zołzy - kuzynki nie wpuszczam za bramę! Szczepkę po ukorzenieniu wsadziłam tam, gdzie rosła "matka" - i ma się dobrze. Acz kuzynce i tak darować nie mogę! Bo gdyby poprosiła jak człowiek - to przecie bym jej nie pożałowała i krzaczek "rozmnożyła"... :(
                                        Cudne masz... Herbacianej zazdroszczę, zwłaszcza zapachu. Właśnie wymyśliłam, że muszę "zamieć" żółtą różę... Bo mam żółto-różową, ale to nie to. Taka czysto złocista mi się zamarzyła... Ale nie, Gatto, nie mam w planach wyjazdu do Ciebie i obrobienia Ci ogrodu! Raczej nabędę drogą kupna... :)
                                        Ciekawe czy w tym roku moja ciemna róża zdecyduje się zakwitnąć czy da mi ignora? ;)
                                        • pi.asia Re: Posag Dorotki::)))) 06.07.17, 10:02
                                          vi_san napisała:

                                          Właśnie wymyśliłam, ż
                                          > e muszę "zamieć" żółtą różę... Bo mam żółto-różową, ale to nie to. Taka czysto
                                          > złocista mi się zamarzyła...

                                          Poszukaj odmiany Fresia. Kwiaty ma może niezbyt różane w kształcie, ale zapach zniewalający

                                          https://rozaria.pl/environment/cache/images/240_320_productGfx_3b8b7161bcafaed878dabb42553e7ae0.jpg

                                          Zastanawiałam się, co za kretyn nazwał różę Frezja, ale przypomniał mi się cytat z klasyka: to, co zwiemy różą, pod inną nazwą równie by pachniało ;)

                                          Przepięknie pachnie też odmiana 'Mainzner Fastnacht'

                                          https://1.bp.blogspot.com/-9HCE3mjGVN0/VpkXKSJgXcI/AAAAAAAAG6E/YMfAWRwUij8/s400/dsc06784.jpg

                                          Zapach jest w zasadzie jedyną zaletą tej róży, bo kwiaty ma przepiękne, ale tylko jako pąki, potem wyglądają jak szmaty. No i sam pokrój krzaka to porażka - kilka długich pędów i gdzieniegdzie kwiatek.
                                      • pi.asia Re: Posag Dorotki::)))) 06.07.17, 09:49
                                        gat45 napisała:

                                        jedna strasznie wysokopienna, herbaciana, bo bardzo duż
                                        > ych kwiatach i też wysmukłych jak ta pierwsza czerwona. Kwiaty tej ostatniej ma
                                        > m na wysokości nosa, ale to chyba moja wina, musiałam jakoś źle ją poprowadzić,
                                        > że urosły jej takie wysokie badyle.

                                        Porzuć poczucie winy i odetchnij pełną piersią! Nie poprowadziłaś jej źle, tylko geny ma niekompatybilne z Twoimi oczekiwaniami. To na 90% róża z grupy tzw. parkowych - wysokie, mocne, sztywne pędy, zakończone ogromnym kwiatem i trzema, góra czterema pąkami. Nie masz szans prowadzić jej dobrze, bo jak zaczniesz przycinać, to w ogóle nie będzie kwiatów. Ją tak zaprogramowano: kwiat na czubku łodygi, a łodyga niebotyczna. Róże parkowe mają być widoczne z daleka, i odporne na zrywanie ;)

                                        Ulżyło Ci? ;)
                                        • gat45 Re: Posag Dorotki::)))) 07.07.17, 19:28
                                          Ulżyło ! Dzięki :)
                                          Ale wpis Mamuki mnie pognębił, bo ja niczym swoich róż nie dożywiam. Jesienią trochę kompostu z własnych zbiorów, ot i cała troska. A ta róża pnąca o czerwonych kwiatach to już staruszeczka - figuruje na planie architekta, który dostaliśmy przy kupnie domu. Z roku 1933 on jest. Główny pień u dołu ma średnicę blisko 10 cm, czyli kawał chłopa z tej róży, nie ?
                                          Skoroś specjalistką jest, to podsuń mi, czym powinnam ją dokarmiać ? I czy w ogóle ? Bo tak na oko, to ona wydaje się zadowolona, rośnie bujnie, kwitnie bezczelnie wprost, liście ma zdrowiutkie...
                                          A róża parkowa bardzo ładnie wygląda tam, gdzie jest - rośnie bardzo blisko domu i ślicznie się odcina na tle białego piaskowca. Mnie tam nie przeszkadza, że nie muszę się schylać do wąchania.
                                          • iskrzy_54 Re: Posag Dorotki::)))) 07.07.17, 21:07
                                            Skoroś specjalistką jest, to podsuń mi, czym powinnam ją dokarmiać ? I czy w ogóle ? Bo tak na oko, to ona wydaje się zadowolona, rośnie bujnie, kwitnie bezczelnie wprost, liście ma zdrowiutkie...

                                            W jednej z przydługich sag fantasy radą dla cesarza miłośnika róż od czarodziejki Polgary było zakopanie martwej ryby w korzeniach róży (najlepiej karpia), ale nie wiem, czy to dobra rada, bo u mnie w domu nawet roślinki, o które dbam zgodnie z zaleceniami wszelkimi padają niestety
                                            • gat45 Re: Posag Dorotki::)))) 08.07.17, 11:15
                                              iskrzy_54 napisała:
                                              >
                                              > W jednej z przydługich sag fantasy radą dla cesarza miłośnika róż od czarodziej
                                              > ki Polgary było zakopanie martwej ryby w korzeniach róży (najlepiej karpia), [...]

                                              Aż mną zatrząchło !!!! Bo wyobraziłam sobie, jak w okresie bożonarodzeniowym zakopuję starannie karpie zwłoki u stóp mojej pnącej róży i jak potem na Wielkanoc mniej więcej mój pieseczek wygrzebuje to rybie truchło i się nim raczy z lubością, a na cały ogród roznosi się wiadoma woń....
                                          • mamuka_z_boru Re: Posag Dorotki::)))) 12.07.17, 21:31
                                            Obornik stosuję hojną ręką na wszystkie krzewy różane (akurat mam dostęp u hm.. źródła, więc mogę szafować) odkąd znajomy szkółkarz opowiedział mi, jak to był jakoś poza sezonem w jednym z większych rozariów w Europie i osłupiał na widok grubej warstwy krowich odchodów zalegających na każdym metrze kwadratowym. Bo on się spodziewał, że w tak prestiżowym miejscu to stosują jakieś super kosmiczne nawozy, specjalnie opracowane dla tamtejszych róż na podstawie badań genetycznych i analizy gleby/ powietrza/promieniowania kosmicznego w danym miejscu, a tu tymczasem zwykła krowia kupa.
                                            A azofoską podsypuję wszystko wiosną, bo mam duże nagromadzenie roślin na małej przestrzeni i bez dokarmiania są zagłodzone.
                                            Być może u Ciebie, na bardziej urodzajnej glebie, nie ma potrzeby takiego dokarmiania :)
                                            • ananke666 Re: Posag Dorotki::)))) 12.07.17, 23:12
                                              Kupę krowią należy kochać i szanować. Żywi, chroni, upiększa i ubogaca.
                                              Śmierdzi też, ale nie można mieć wszystkiego.

                                              Gdzieś u Montgomery, we Wzgórzu Latarni chyba, polecano pod rośliny kwitnące kupę owczą bodajże i bohaterka dysponowała taczkami specjału od dobrych ludzi, zużywając kupę ze skutkiem pozytywnym.
                          • guineapigs Re: Posag Dorotki::)))) 05.07.17, 22:59
                            No to trzeba kombinować, że tak ujmę, 'odwrotnie'.
                            Skoro Altanka Miłości vel Szalet nadaje się jako-tako do zamieszkania całorocznego, to musi być zbudowana/ny w sporej części z czegoś, co nie 'prześwituje', czyli drewno lub jakiś mur - nie ważne czy to tradycyjna cegła, pustak, klinkier, beton, gazobeton itd (o rynku materiałów budowlanych mam pojęcie mizerne). Owszem, część tego przybytku może być przeszklona, to ostatnio chyba modne? Np. salon czy kuchnia. Ale nie sypialnia czy łazienka - z przyczyn oczywistych i tu się chyba wszyscy zgodzą.
                            Zatem może te pozostałości po pawilonie dla róż - to właśnie szkło i wtedy to się zgadza z Twym doświadczeniem i tezami, a tę 'nieszklaną' resztę Pan Gruszka jakoś 'zorganizował' z resztek czego innego, o czym narrator nie wspomniał bo po co? Nie wiem: jakieś palety, resztka starego 'domu do przeniesienia', jakieś magazyny murowane które z pewnościa sa potrzebne w takiej Daglezji (na sprzęt, na warsztat, na garaż).
                            A jak, tak przy okazji, wyglądała sytuacja mieszkaniowa Pana Fidelisa - Seniora? Pamiętam, że był wdowcem, miał dwóch dorosłych synów: Adama i jego brata. A czy jest jakiś trop naprowadzający na to, by sobie mniej-więcej wyobrazić wielkość domu? Jesli dom był budowany po wojnie, i to w latach 60.-70. - to raczej nie był to malutki domek jak u Pani Babci Jedwabińskiej. Przypuszczam (jako źródło podaję tu obserwację własną) że był to dom z trzema - czterema pokojami i to sporymi (tak wtedy budowano - 'moda' na klitki i to ze spadami to już czasy współczesne: pięć 'pokojów', po osiem metrów każdy, w tym trzy ze spadami). Załóżmy wersję minimum - trzy pokoje, porządne wielościany foremne, platońskie, żadnych skosów. W jednym Fidelis-Senior, w drugim Brat Aaaaadama, w trzecim Sam Aaaaadam.
                            Jaki problem byłby w zamieszkaniu Adamostwa w tym pokoju właśnie, skoro Adamostwo to dwie sztuki bez gromadki dziatek? U Ignacostwa Borejków nie takie numery odchodziły i się dało, i w wyobraźni zmieściło.

                            A co do 'potrzeby/musu przyłączenia Altanki do kanalizacji' - skoro Altanka to tzw. dzika budowla powstała cholera wie z czego i ta sama cholera wie jak i gdzie - to podpinanie się do publicznej kanalizacji byłoby sporym błędem. W takim przypadku lepiej 'siedzieć' w krzakach i się nie wychylać. A nóż a widelec nikt nie zauważy ani sąsiedzi nie doniosą.
                      • hamerykanka Re: Posag Dorotki::)))) 06.07.17, 05:51
                        Juz kiedys pisalam o koniach, bo na podobnym areale mam koni trzy.
                        Cwierc hektara z grubsza zajmuja zabudowania-dom, garaz, szopki, droga wjazdowa, ogrody, ogrodzony wybieg dla psow i maly sad. Reszta jest dla koni, ktore to mimo siana dostepnego 24/7 wyskubuja trawe do zdzbla.
                        Kiedy w ramach eksperymentu wpuscilam je na wybieg i sadek, bedace jednym ogrodzonym obszarem, konie zamiast pasc sie na trawie, ktorj nie chcialo mi sie skosic, poszly do sadku objadac galazki, niedojrzale owoce i czochrac sie o galezie. Strat w ciagu jednego popoludnia bylo sporo. Wiecej nie wpuscilam.

                        A tam konie pasa sie miedzy drzewami i krzewami owocowymi i nie tykaja ich? nie ciuraja sie po krzakach i nie objadaja z owocow, zeby panstwo mogli je sprzedac? Ja tez chce tak dobrze wychowane konie!!!
                        • hamerykanka Re: Posag Dorotki::)))) 08.07.17, 02:40
                          Juz wiem!Odkrylam tajemnice!!!
                          W koncu MM nie napisala JAKIE konie hoduja, prawda?

                          Moze takie, jakie spotkalam dzis na spacerze! :))
                          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/FfGa13Sse3HooDReFX.jpg
                          • guineapigs Re: Posag Dorotki::)))) 08.07.17, 14:40
                            Moim zdaniem trop błędny, gdyż powiedziane zostało wyraźnie, iż Florian udał się gdzieś konno/na koniu/koniem/przy pomocy konia. W każdym razie ten koń albo niósł Floriana siedzącego na onym koniu (nie ważne, czy z siodłem czy na takzwaneoklep), czy ciągnął wóz na którym Florian był siedział - zatem to musiał być Duży Tradycyjny Koń.
                            Na twej fotce to jakiś koń rasy JESTEM KONIEM BOGATYCH MATERIALISTÓW, KTÓRZY NIE WIEDZĄ CO ROBIĆ Z CZASEM I HAJSEM. No przeca Flobre są nietakie....
                            A przy okazji jakoś - zaadoptowałam tu na forum zwrot typu: be siittig - tu: be ridding. Zawsze urzekało mię to angielskie 'please be sitting' i nie łómiałam tego odnieść na polski. Bo zwykłe 'proszęm usiąść/siądnijmy' mię nie robiło. Dopiero jak napisałam nieświadomie: był siedział - to mię olśniło, że to odnosi się do konkretnej sytuacji.
                            Zatem please be reading znaczy co innego niż please read it. Jestem łeb kapuściany i dobrze, że po 12 latach w UK odkryłam tę subtelność. Lepiej późno niż wcale.
                            • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 08.07.17, 16:57
                              guineapigs napisała:

                              > Moim zdaniem trop błędny, gdyż powiedziane zostało wyraźnie, iż Florian udał si
                              > ę gdzieś konno/na koniu/koniem/przy pomocy konia. W każdym razie ten koń albo n
                              > iósł Floriana siedzącego na onym koniu (nie ważne, czy z siodłem czy na takzwan
                              > eoklep), czy ciągnął wóz na którym Florian był siedział - zatem to musiał być D
                              > uży Tradycyjny Koń.

                              Floryan Woyowonsy pojechał na kuniu opryskiwac porzeczki. Nie dziwota, że nieszczęsny Kabanos wymagal potem leczenia, konie są bowiem barrrrdzo wrażliwe na pestycydy.
                              • ananke666 Re: Posag Dorotki::)))) 10.07.17, 17:16
                                Konie w ogóle wrażliwe są na wiele rzeczy, z głupim traktowaniem na czele. A są traktowane głupio.
                                Te konie w ogóle najczęściej nie są widziane nigdzie, a gdzieś tam jest wzmianka, że siedziały w stajni. Latem, w biały dzień. Co one tam do cholery robiły, oprócz nudzenia się i za przeproszeniem obsrywania boksów...
                                W cichości ducha mego w ogóle się zastanawiam, co to za jeden, ten Kabanos. Ogier do hodowli? Bardzo zabawne. A jeśli nie, to po co im w hodowli wałach? Wałachy świetnie się sprawdzają, ale w pracy. W stajni hodowlanej służą do generowania kosztów żarcia i ewentualnie sielskiego widoczku.

                                Flobry pojechał konno pryskać porzeczki (tu wyrywamy sobie połowę włosów z głowy, zarówno z powodu pory oprysku jak i z powodu obecności przy rzeczonym konia). Pojechał. Konno. Flobry.

                                W całym cyklu nie ma ani słowa, że ktoś się tam jazdy konnej uczył. Koń to nie jest zwierzę święte, które przychodzi na świat z umiejętnością reagowania na jeździeckie pomoce. A wszystkich, którzy sobie wyobrażają, że na konia to się po prostu siada i jedzie informuję po raz kolejny, że są w wielkim błędzie.
                                To, co się serwuje we Floplicowie, to jest po prostu przepis na wypadek ze szkodami w ludziach i koniach. Posadzenie niekumatego jeźdźca na konia słabo kumatego mnie osobiście podnosi włosy na głowie. Konie to zwierzęta piękne, ale ogólnie rzecz biorąc, dosyć głupie. Widziałam konie płoszące się z takich ważkich powodów jak: ptaszek w krzakach, dzwonek rowerowy, zabłąkana folia, krople spadające z drzewa na tyłek itd, przy czym reakcje były różne, od ucieczki na oślep po gorączkowe skoki ze strzelaniem z zadu. Widziałam także konie, które w popłochu udały się w galop za bramę, łamiąc piersią drągi grubości ramienia, rozwalające kopytami deski w ścianie boksu, podnoszące za fraki człowieka - zębami, posyłające jednym kopem człowieka o kilka metrów dalej i inne tego typu ciekawe rozrywki. Wypadki śmiertelne* też znam, nie z najbliższego otoczenia, ale też i nie jakiegoś super odległego. Nie wszystkie oczywiście konie mają fioła, za to wszystkie konie w sprzyjających warunkach mogą być do nagłego fioła zdolne. Wymienione wyżej wyskoki popełniły zwierzęta generalnie dość spokojne i niekłopotliwe w obsłudze i jeździe, ba, przyjacielskie nawet. Przeciętny koń wierzchowy to pół tony żywej wagi i mnóstwo siły, za to nieszczególnie dużo rozumu. I o tym trzeba pamiętać. Próba traktowania go jak zabawki, którą można sobie trzymać w stajni-pudełku i wyprowadzać na jazdę jak rower może się skończyć źle.

                                *Dla zainteresowanych: za człowiekiem z koniem szedł drugi człowiek z koniem. Koń pierwszy zatrzymał się nagle, koń drugi znalazł się za nim za blisko. Koniowi pierwszemu nie spodobał się koń drugi. Kop z zadnich nóg trafił drugiego człowieka. Złamania kości klatki pierwsiowej, pęknięcie mięśnia sercowego, trup na miejscu.
                                • vi_san Re: Posag Dorotki::)))) 10.07.17, 19:22
                                  Mi ciotka osobista, zootechnik opowiadała, że kiedyś tam w stadninie jednej doszło do śmiertelnego wypadku. Koń miał być czyszczony czy tam coś, w każdym razie stał przed stajnią na brukowanym placyku trzymany przez jednego chłopaka, a drugi chłopak podszedł z boku. Obydwaj byli etatowymi pracownikami stajni, koń ich znał itd. A tym razem coś go spłoszyło, nie wiadomo co dokładnie. W każdym razie ten trzymający konia "przy pysku" relacjonował, iż ów ogier nagle się szarpnął, wykręcił jakoś i zadem strzelił z obu kopyt w podchodzącego. Ten upadł na ziemię i mimo wezwania karetki nie udało się go uratować... Z tym, że nie wiem czy to prawda czy tez "urban-legend".
                                  Generalnie do wszystkich zwierząt należy mieć zaufanie. Ograniczone.
                                • guineapigs Re: Posag Dorotki::)))) 10.07.17, 20:42
                                  Bo chyba największe głupstwo, jeśli chodzi o konie, to MM popełniła jak napisała o jedno słowo za dużo, mianowicie: hodowla. Flobrowie mieszkaja sobie na wsi na jakims małym płachetku ziemi i jak chcą, to sobie konika trzymać mogą dla rozrywki, dlaczego nie, ale po co od razu 'hodowla'? Czy jak ktoś 'w bloku' ma jamniczkę, i ją pokryje jamnikiem, i ma przyjemny miocik i go sprzeda (bo po co komu w bloku kilka jamników?) to od razu jest hodowcą jamników? No pewnie z formalnego punktu widzenia tak: bo psy maja papiery, są zapisane w jakichś księgach kynologicznych, może nawet jakieś osiagnięcia w pokazach/wystawach mają itd - ale caly czas to jest realnie hobby. I to nie w kij dmuchał hobby, bo znam osobiscie kilka jamników i są to tak wybredne i dumne psiosowości, że strach im cos powiedzieć/zrobić nie po ich myśli. Obrazi się taki zaraz, wlezie w jaki kąt/dziurę i musisz wywabiać godzinami. Bo jamniki sa pełne godności i trudnoprzekupne, a i w byle co nie uwierzą. Już łatwiej zlobbować polityka niż przeprosić jamnika za spacer w deszczu.

                                  A wracając do Flobrych I Ich Hodowli: oczywiście tej hodowli nie było, bo nie miała prawa być, MM się coś pomyliło i musimy to uznać za błąd. Może nie zna znaczenia słowa; hodowla, a redakcja i korekta nie istnieją, więc niestety musimy to 'zawiesić' i wrócić do realności.

                                  Dlaczego koń w dzień stoi w boksie? No cóż, może stać a nawet często stać musi. Jest chory, jest po operacji, jego przychówek (jeśli koń jest kobyłą) jest chory lub po operacji. Ba, ostatnio miałam przypadek stania kobyły w boksie przed operacją - bo musiała 12 godzin wcześniej nic nie jeść. Także stanie w boksie w ciagu dnia da się wyjaśnić. Boks oczywiście był wysłany trocinami i bez siana.

                                  Flobrowie sa po Akademii Rolniczej, skończyli co prawda lesnictwo ale zakładam że z wielkim prawdopodobieństwem mieli mozliwośc uczestniczyć w wykładach o hodowli zwierząt domowych, tucznych, parzystokopytnych, nieparzystokopytnych itd. Zatem, jesli sie naprawde interesowali zagadnieniem, to spore pojęcie o koniach mają. Może Akademia Rolnicza zapewniała w ramach w-fu jazdę konną (to się zdarza), a jak nie - to dam se ręce i nogi uciąć, że w okolicach Poznania szkółek jazdy jest mrowie a mrowie. Zatem spokojnie przyjmuję, że Flobry znał się na koniach, umiał jeździć (co naprawdę nie jest jakąś wielką umiejętnością - oczywiście mówimy tu o jeździe rekreacyjnej/hobbystycznej a nie występach olimpijskich).
                                  Puszczenie natomiast luzem konia w porzeczki to jakaś kpina. Jak znam konie, to zaraz zrobia co potrzeba, tzn. zniszczą, obgryzą i objedzą. Raz że plantację szlak trafi, dwa że może być kolka. O opryskach nawet nie wspomnę. człowiek zakłada maskę, a koń to ma wdychać?
                                  A Dobrodzika poruszyła tu interesujący aspekt. Dobrodzika zwróciła bowiem uwagę, że koń ma wagę, kopyta i zębiska. Jesli ktos uważa, że koń tych atrybutów użyć nie łumie, to się grubo myli. Oczywiście koń nie bedzie kopał na oślep czy rzucał się z zębiskami jak ratlerek, ale jak już pierdyknie, to raz a dobrze. Mię koń ugryzł kilka razy - raz to myślałam, że skonam, a inne razy to miałam nadzieję, że tylko amputują. Na szczęsię skończyło się na szyciu. Ale znam historię, że koń (taki wiejski, od wozu) przegryzł człowiekowi tętnicę i skończyło się śmiercią tego człowieka. Raz klacz na padoku złapała mię za kurtkę i tak niosła - jak na bajkach pies niesie czasopisma. Mojego znajomego nowoprzybyły do stajni Arab, zestresowany i wk---owiony, złapał zębami za ubranie i walnął o ścianę. Mocno. Przy pracy z roczniakami zawszę noszę kask - niby bhp tego nie wymaga, ale ja wiem swoje.
                                  Oczywiście Kabanos tego wszystkiego nie zrobi, prawda... ale: to tak, jak mówić, że 'ten pies nie gryzie'. Dziesięciu nie ugryzie, a jedenastego pogryzie.
                                  • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 10.07.17, 22:11
                                    guineapigs napisała:


                                    > alnego punktu widzenia tak: bo psy maja papiery, są zapisane w jakichś księgach
                                    > kynologicznych, może nawet jakieś osiagnięcia w pokazach/wystawach mają itd -
                                    > ale caly czas to jest realnie hobby. I to nie w kij dmuchał hobby, bo znam osob
                                    > iscie kilka jamników i są to tak wybredne i dumne psiosowości, że strach im cos
                                    > powiedzieć/zrobić nie po ich myśli. Obrazi się taki zaraz, wlezie w jaki kąt/d
                                    > ziurę i musisz wywabiać godzinami. Bo jamniki sa pełne godności i trudnoprzekup
                                    > ne, a i w byle co nie uwierzą. Już łatwiej zlobbować polityka niż przeprosić ja
                                    > mnika za spacer w deszczu.

                                    Nie mówiąc o tym, iż uznają, że władza w domu powinna należeć do nich, a nie jakichś tam dwunogów. Jamniki to psy z charakterem są. Nie byle jakim!

                                    > Dlaczego koń w dzień stoi w boksie? No cóż, może stać a nawet często stać musi.
                                    > Jest chory, jest po operacji, jego przychówek (jeśli koń jest kobyłą) jest cho
                                    > ry lub po operacji. Ba, ostatnio miałam przypadek stania kobyły w boksie przed
                                    > operacją - bo musiała 12 godzin wcześniej nic nie jeść. Także stanie w boksie w
                                    > ciagu dnia da się wyjaśnić. Boks oczywiście był wysłany trocinami i bez siana.

                                    Gdybyż jeszcze ktokolwiek kiedykolwiek widział konie Flobrego na pastwisku...



                                    > A Dobrodzika poruszyła tu interesujący aspekt. Dobrodzika zwróciła bowiem uwagę
                                    > , że koń ma wagę, kopyta i zębiska. Jesli ktos uważa, że koń tych atrybutów uży
                                    > ć nie łumie, to się grubo myli. Oczywiście koń nie bedzie kopał na oślep czy rz
                                    > ucał się z zębiskami jak ratlerek, ale jak już pierdyknie, to raz a dobrze. Mię
                                    > koń ugryzł kilka razy - raz to myślałam, że skonam, a inne razy to miałam nadz
                                    > ieję, że tylko amputują. Na szczęsię skończyło się na szyciu. Ale znam historię
                                    > , że koń (taki wiejski, od wozu) przegryzł człowiekowi tętnicę i skończyło się
                                    > śmiercią tego człowieka. Raz klacz na padoku złapała mię za kurtkę i tak niosła
                                    > - jak na bajkach pies niesie czasopisma. Mojego znajomego nowoprzybyły do staj
                                    > ni Arab, zestresowany i wk---owiony, złapał zębami za ubranie i walnął o ścianę
                                    > . Mocno. Przy pracy z roczniakami zawszę noszę kask - niby bhp tego nie wymaga,
                                    > ale ja wiem swoje.
                                    > Oczywiście Kabanos tego wszystkiego nie zrobi, prawda... ale: to tak, jak mówić
                                    > , że 'ten pies nie gryzie'. Dziesięciu nie ugryzie, a jedenastego pogryzie.

                                    Osobiście świadkiem byłam, jak kobyła mojej matki ugryzła mojego kuzyna w tyłek. Akurat ją siodłał i popręg dociągał, tak więcej konkretnie. Konisko sobie za wierzchowca robić nie życzyło, nie lubiła tego, ten mocno dociągnięty popręg ją zjadowił do reszty, więc się odwinęła i capnęła irytującego dwunoga zębami w zadek. Na szczęście damą będąc wykazała się subtelnością i zaledwie uszczypnęła, zamiast dziabnąć z całej siły, ale siniec został rzetelny.
                                    Miałam też okazję pogadać z jednym takim, któremu spanikowany koń połamał dość konkretnie rękę. Niechcący, no ale gdy kilkaset kilo żywej wagi zacznie się miotać, żartów ni ma.
                                  • ananke666 Re: Posag Dorotki::)))) 11.07.17, 17:51
                                    Owszem, szkółki na pewno są, wiedzę też nie problem zdobyć. Dwie uwagi: po pierwsze, nie ma ani słowa o tym, żeby ktokolwiek się uczył jeździć i żeby cokolwiek umiał i robił. A ja zakładam, że jeśli w opisie gospodarstwa nie ma stodoły względnie w opisie mieszkania nie ma drugiej łazienki to znaczy po prostu, że jej nie ma. No i człowiek po szkółce koniowi krzywdy nie zrobi, sobie też nie, na spacer pojedzie i nawet coś przeskoczy, o ile szkółka na takie ekscesy pozwala, ale do ujeżdżania młodego konia nadawał się nie będzie. Zresztą załóżmy, że Flobry umie. Tylko że słowa nie ma, że te konie objeżdża. Pulpa nie objeżdża też, zresztą wtedy by tak nie żarła, tylko z myślą o zwierzęciu trzymała niższą wagę. Serio, nie znałam grubych jeźdźców. Po drugie, nie ma też słowa o tym, żeby któreś zwierzę było chore, a same wiecie - na bank wiecie - że chore zwierzę to temat ważny i nie ma bata, musi się przewijać w rozmowach i działaniach. Zakładam więc, że konie są zdrowe. A w stajni stoją, bo gdzie koń ma być, jak nie w stajni?*

                                    Dla niełapiących - na wybiegu powinien być, możliwie najdłużej. Koń niepracujący w stajni nudzi się, zasrywa i moczy boks. Znacząco wzrasta prawdopodobieństwo rozmaitych kłopotów, od kopyt, przez choróbska, do nałogów i banalnego zwiększonego prawdopodobieństwa dość gwałtownego wyjścia z tej stajni. Konie ogólnie rzecz biorąc to zwierzęta przystosowane do ruchu. Potrzebują go. Bez niego jest im źle. Na dużym terenie, w stadzie, zapewniają go sobie same, na małym terenie powinien pomóc człowiek, ale teren powinien być, za to nie powinien być terenem boksu.
                                    Ogólnie rzecz biorąc konie potrzebują stajni w skrajnych warunkach, jak mróz, dziki upał bez cienia, ulewa w zimną pogodę itp. Przez część roku mogłyby się spokojnie bez niej obyć. Niestety dla wielu ludzi normą jest koń wychodzący do pracy i poza nią stojący w stajni.

                                    Bez sensu ta jazda tak samo jak hodowla. Można rozmnażać i sprzedawać te konie jako surowe, przyzwyczajone tylko do obsługi. Ta jazda ni przypiął, ni wypiął. Żeby nie była obustronnym męczeniem, musi być w miarę regularna, bo i człowiek z wprawy wychodzi i zwierz.

                                    Zresztą zauważcie - ani jedno z rodzinnych dzieci to tych koni się nie rwie. ŻADNE. Wedle mojego doświadczenia w grupie dzieci w sąsiedztwie koni wierzchowych znajdzie się przynajmniej parka, która na tle tych koni dostanie regularnego fioła. Bo w koniach jest taki czar.

                                    Btw, do stajni przybył arab, nie Arab. Wizja obywatela kraju arabskiego w silnym stresie łapiącego kogoś za ubranie i miotającego nim o ścianę - bezcenna.
                                    • guineapigs Re: Posag Dorotki::)))) 11.07.17, 20:49
                                      Generalnie się z Dobrodziką zgadzam, zwłaszcza w kwestii 'Arab vs. arab'. Czasem diabeł działa i nie sposób się ustrzec.
                                      Dobrodzika poruszyła bardzo istotną kwestię, a mianowicie: padok czy boks? Jest wiele szkół na ten temat, wyłuszczać ich stanowisk nie będę bo i nie miejsce ku temu (to nie forum hodowlane wszak), ani czasu tudzież możliwości nie mam (musiałabym teraz szukać źródeł wypowiedzi autorytetów, a to zajęłoby mi tydzień).
                                      Ale jeśli kto ciekawy, to zamiast wsadzać nos do kawy niech zapyta - postaram się odpowiedzieć mniej-więcej (w wersji raczej 'mniej', zaś po 'więcej' to proszę się udać na najbliższą Akademię Rolniczą i poszukać odpwiedniego profesora od hodowli koni).

                                      Co zaś się tyczy dzieci nie rwących się do koni - a widział kto w Jezycjadzie czy Borejczjadzie dzieci rwące się do jakichkolwiek zwierząt (pomijając case study Bobcia i jego Mysza)?
                                      To już jest dziwne - tzn. te pokolenia dzieci nierwące się do żadnych zwierząt. W mojej przyrodzie, tzn. przyrodzie w której się urodziłam i żyję nadal, takiego przypadku nie zaobserwowano.
                                      • ananke666 Re: Posag Dorotki::)))) 13.07.17, 16:19
                                        Opinie profesorów od hodowli też są różne, zresztą jeśli o hodowlę chodzi, niejedna bzdura uznawana była normę i niejedną porzucono. A i dziś w środowisku głosi się poglądy, o których szkoda nawet gadać.
                                        Jestem z frakcji padokowej i żadna siła mnie z tego poglądu nie zbije. O ile oczywiście mówimy o zwierzętach zdrowych. Nie wierzę i nie uwierzę, że koniowi lepiej jest w boksie, w którym ma możliwość zrobienia trzech do pięciu kroków, ale za to może sobie wyjrzeć (cóż z tego, że przeważnie na korytarz) niż na wybiegu, do którego jest biologicznie przystosowany. A i to mowa o nienajgorszej stajni, a nie na przykład takiej ze stanowiskami, w których konie spędzają większość doby w przestrzeni pi razy drzwi półtora metra na trzy, przywiązane metrowym łańcuchem do żłobu. Psa nikt przy zdrowych zmysłach nie zamknie na cały dzień w sporej budzie z otworem, z widokiem na przedpokój, przy koniach już problemu nie ma. Nie jestem jakąś zidiociałą fanatyczką, tu w grę wchodzi zdrowy rozsądek i tyle.
                                        • guineapigs Re: Posag Dorotki::)))) 13.07.17, 18:20
                                          Generalnie trudno się nie zgodzić, ale w polskich warunkach klimatycznych rasy delikatne i cenne jednak powinny się źrebić w boksie. Silne rasy, czy żyjące na pół-dziko są przystosowane, ale nie angliki, araby czy inne sportowe cuda.
                                          W Australii nawet angliki źrebią się na padokach - ale u nas w Polsce w nocy czy nawet w dzień jest od lutego do marca po prostu za zimno na takie fanaberie.
                                          Co nie zmienia faktu, że klacze źrebne nawet angielskiej rasy spokojnie mogą do 9-10 mies. ciąży stać na padoku (byle je oczywiście dokarmiać odpowiednio, bo trawy to nie ma za bardzo.... no i zapewniać jakoś wodę, bo pojniki zamarzają)
                                          Poza tym wchodzi jeszcze w grę tzw. 'wychowanie'. Dobrze, by koń 'od małego' uczył się pracy z człowiekiem, chodzenia przy człowieku itp. To nie musi być oczywiście stanie w boksie długo, wystarczy po prostu rano przyprowadzać na śniadanie z padoku a po godzinie-dwóch wyprowadzać na padok. Nie ma nic gorszego jak roczniak nienawykły do pracy z człowiekiem. Tzn. jest coś gorszego - rozgotowany i niedoprawiony szpinak, brrrr.
                                          Inaczej: koń powinien umieć stać w boksie. Jak zamkniesz w boksie konia, który rok żył na padoku, to naprawdę jest to niebezpieczne i dla konia, i dla ciebie, i dla weterynarza który przyszedł 'temu koniu' (jak 'temu misiu') cos zrobić strasznego, np. pobrać krew. A jak powszechnie wiadomo, wiele koni opowiada się za taką koncepcją eschatologiczną, która weterynarza utożsamia z Szatanem (a kowal jest jego sługą najwierniejszym).
                                          Ale generalnie przychylam się do szkoły mówiącej: padok głównie, z niezbędną domieszką boksu.
                                          Aczkolwiek konie wyścigowe spędzają większość czasu w boksach, poza czasem tzw. przejażdżek. Chodzi głównie o uniknięcie różnych kontuzji padokowych (a to sie pokopią, a to pogryzą, a to co zjedzą paskudnego, a to inne sprawy które mogą przeszkodzić w treningu) - bo koń wyścigowy musi być jak sportowiec 'ludzki'. No i są też tu dwie (z grubsza) szkoły. Część trenerów po prostu uważa, że po tzw. przejażdżce (która dwa razy w tygodniu jest po prostu cwałem 'ile fabryka dała' plus jeszcze często wyścig, który jest dodatkowym stresem dla konia) koń musi mieć spokój i odpoczynek, a część trenerów stawia na tzw. relaks kontrolowany - czyli spacery w maszynie/skubanie trawy w klatce/chodzenie 'w ręku'. Ja miałam zaszczyt pracować u trenera, który pozwalał niektórym koniom wyścigowym spędzać 'czas wolny' na padoku - ale to były konie świetnie zgrane ze sobą (tzw. najlepsi przyjaciele - nie mogący żyć bez siebie), a padok był wielkości chustki do nosa.
                                          • ciotka_scholastyka Re: Posag Dorotki::)))) 13.07.17, 19:06
                                            guineapigs napisała:


                                            > Aczkolwiek konie wyścigowe spędzają większość czasu w boksach, poza czasem tzw.
                                            > przejażdżek. Chodzi głównie o uniknięcie różnych kontuzji padokowych (a to sie
                                            > pokopią, a to pogryzą, a to co zjedzą paskudnego, a to inne sprawy które mogą
                                            > przeszkodzić w treningu) - bo koń wyścigowy musi być jak sportowiec 'ludzki'.

                                            Tyle że w tym wypadku to nie konie o tym decydują i nikt ich o zdanie nie pyta.
                                          • ananke666 Re: Posag Dorotki::)))) 13.07.17, 20:13
                                            Guineapigs, ale to nie o to chodzi, żeby konie zasuwały rok po bezkresnych równinach, bez kontaktu z człowiekiem. Chodzi o to, żeby w dzień przebywały na padoku, a w stajni spędzały czas owszem, ale nocą, kiedy i tak głównie śpią. W stajni niech one będą obsługiwane, niech tam śpią, jedzą treściwe posiłki, tzn inne niż trawa i siano itd.
                                            Regularnie i długo padokowane konie mają mniejsze problemy z kopytami, dużo rzadziej wśród takich trafia się tkanie albo łykawość. Rzadziej też mają kontuzje - to już czysta obserwacja, nie poparta badaniami ani statystyką.

                                            O trzymaniu sportowych koni, niekoniecznie wyścigowych zresztą, głównie w stajniach wiem. I zęby mi zgrzytają. Większość argumentów, jakie przy tej okazji się słyszy, to kompletne bzdury. Ludzki sportowiec wszak po trzygodzinnym treningu pozostałych 21 godzin doby nie spędza w pomieszczeniu bez okna, na fotelu albo w łóżku. To samo dotyczy innych trenowanych zwierząt, na przykład psów i koni. Nadmiernie długi czas w boksie to dla wielu koni nie jest spokój i odpoczynek, tylko nuda i stres. I wygryza taki potem żłób, wykopuje pod tym żłobem dziurę, kopie w drzwi, albo wiesza się mordą na czymkolwiek i łyka, a przy wyprowadzaniu dostaje fioła. Spokój i wypoczynek to on ma właśnie na wybiegu. No, ale koń sportowy to majątek. A majątku trzeba pilnować, niezależnie od tego, czy majątkowi z tym dobrze, bo znacznie mniej tu sportu, a znacznie więcej pieniędzy.
                                            Zresztą takie same metody pokutują wśród wielkich sportowców, co to mają miszcza konkursu klasy L albo P. Ohoho, takiego miszcza to się w boksie trzyma, bo jeszcze mu się co w nóżkę stanie.
                                            Konie to zwierzęta stadne. Znacznie łatwiej znaleźć takie, co się zakumplują albo będą względem siebie neutralne niż takie, które się znienawidzą. Antagonistów się po prostu rozdziela. I nawet jak nie ma dość terenu, żeby rozdzieleni antagoniści łazili luzem w tym samym czasie, to i tak lepiej, jeśli się wypuszcza jednego rano, a drugiego po południu. Na średnio obszernym padoku tuzin koni swobodnie się zmieści i jeśli się choćby tolerują, wrócą w stanie nienaruszonym.

                                            Tymczasem u Pulpów to wygląda dokładnie tak, jakby ktoś stajnie widział głównie z daleka albo przynajmniej dawno i spisał niejasne wrażenia z dawnych lat. Pamiętacie, co słyszy Laura wczesnym rankiem we Floplicowie? Pobrzękiwanie wiader. Wyznam, że zareagowałam lekkim mruganiem. Jakie wiadra?
                                            O tej porze i przy paru koniach, jakie wiadra?
                                            Normalny człowiek, który stawia sobie stajnię, zadba o poidła (co innego starsze budynki - tu różnie bywa, ale stajnia floplicowska wszak nowiutka). Zewnętrzne wodopoje, jeśli nie mają połączenia z siecią wodociągową, normalny człowiek napełni wężem. Jeśli Floplice już byli po śniadaniu, to na pewno i konie jadły i piły też. Owies, faktycznie, w wiadrze można przynieść. Co prawda nie wiem, po co w metalowym, skoro plastikowe cichsze, tańsze i lżejsze, ale ok. A co potem? Gnoju wiadrem nie wynosili. Udoju nie przewidziano. Jakie wiadra?
                                            Ano pewnie żadne. Tyle że w dawniejszych gospodarstwach, takich z koniem, świnią, kurą i krową żywicielką faktycznie rano i wieczorem hałasowały wiadra. Zatem jak mamy "gospodarstwo", to i poranne wiadra. No cóż. Niekoniecznie.
                                            • ananke666 Re: Posag Dorotki::)))) 14.07.17, 15:47
                                              A, jeszcze jedno mnie rozśmieszyło. Otóż familia floplicowska o szóstej rano jest już po śniadaniu i grzebie w ziemi. Znaczy, wstała najpóźniej o piątej rano. Po co? Mam wrażenie, że jedną z pierwszych czynności gospodarskich jest udój. I pora się zgadza, i jeśli się odbywa ręcznie, także te brzęczące wiadra.
                                              Zastanawia mnie to, bo najbardziej zwyrodniałe ranne ptaszki jakie znam nie schodzą z wyra z własnej woli przed szóstą rano. Reszta schodzi o tej porze wyłącznie dlatego, że musi, dręczona budzikiem, a owe ranne ptaszki mają status wybryku natury.
                                              Co było tam takiego, co wymagało uwagi od piątej rano?
                                    • vi_san Re: Posag Dorotki::)))) 11.07.17, 21:13
                                      Yyy... Chyba, że zdanie było skonstruowane "Arab, który przybył do stajni..."? Na początku zdania wielką literą by był? Acz nadal pozostaje rasą konia. A, z ciekawości: ktoś coś jakie tam te konie Flobrostwo hodują? Jest jednym chociaż słóweczkiem w temacie? Rasy jakiejś? Bo jeśli araby to ja pierpapier, ale z tego co wiem, to hodowla arabów to nie "nowe hobby", bo jeśli ktoś to traktuje hobbystycznie to mamy to co obecnie w Janowie i Michałowie i łkać się chce.
                                      • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 11.07.17, 22:06
                                        vi_san napisała:

                                        > Yyy... Chyba, że zdanie było skonstruowane "Arab, który przybył do stajni..."?
                                        > Na początku zdania wielką literą by był? Acz nadal pozostaje rasą konia. A, z c
                                        > iekawości: ktoś coś jakie tam te konie Flobrostwo hodują? Jest jednym chociaż s
                                        > łóweczkiem w temacie? Rasy jakiejś? Bo jeśli araby to ja pierpapier, ale z tego
                                        > co wiem, to hodowla arabów to nie "nowe hobby", bo jeśli ktoś to traktuje hobb
                                        > ystycznie to mamy to co obecnie w Janowie i Michałowie i łkać się chce.
                                        >

                                        Jesli ktoś hoduje araby w ramach hobby, to zapewne posiada tyle kasy, że sam już nie wie na co wydawać. To jest droga rozrywka raczej.
                                        • vi_san Re: Posag Dorotki::)))) 11.07.17, 22:37
                                          To cytat był. Po "zdjęciu" Treli ze stanowiska prezesa ten bubek z Agencji co przyszedł na jego miejsce w wywiadzie oznajmił radośnie, że dotąd nie miał co prawda do czynienia nic z hodowla koni, ale teraz to będzie jego nowe hobby...
                                          I owszem, jako hobby takie raczej dość kosztowne... Ale ciii, w następnym tomiszczu dowiemy się, że ów rozwiedziony ojciec Flobrego był szejkiem Brunei i woj Flobry dostał od niego "na drobne wydatki" coś ze cztery godziny erupcji ropy dziennie, bo okazało się, ze żadna z właściwych żon nie może mu powić syna, albo coś w tym stylu. nie upieram się przy Brunei, może być inny... I nie upieram się, że od razu Flobry musi być dziedzicem samego sułtana, wystarczy jakiś dalszy krewny, typu kuzyn tegoż, albo coś...
                                          • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 11.07.17, 23:00
                                            vi_san napisała:

                                            > To cytat był. Po "zdjęciu" Treli ze stanowiska prezesa ten bubek z Agencji co p
                                            > rzyszedł na jego miejsce w wywiadzie oznajmił radośnie, że dotąd nie miał co pr
                                            > awda do czynienia nic z hodowla koni, ale teraz to będzie jego nowe hobby...
                                            > I owszem, jako hobby takie raczej dość kosztowne...

                                            Dla własnego zdrowia psychicznego usiłuję bardzo starannie nie myśleć o tym co się odpier... nikowuje w moim ukochanym Janowie. Janów, można powiedzieć, wyjechał chwilowo do Szwajcarii.
                                            • vi_san Re: Posag Dorotki::)))) 11.07.17, 23:20
                                              Słusznie czynisz. O Michałowie tez nie myśl - bo tam podobnie, jak mniemam... Skoro dla prezesa to "nowe hobby"... :(
                                • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 10.07.17, 21:56
                                  ananke666 napisała:

                                  > go mnie osobiście podnosi włosy na głowie. Konie to zwierzęta piękne, ale ogóln
                                  > ie rzecz biorąc, dosyć głupie. Widziałam konie płoszące się z takich ważkich po
                                  > wodów jak: ptaszek w krzakach, dzwonek rowerowy, zabłąkana folia, krople spadaj
                                  > ące z drzewa na tyłek itd, przy czym reakcje były różne, od ucieczki na oślep p
                                  > o gorączkowe skoki ze strzelaniem z zadu.

                                  Pozwolę sobie zaprotestować. Konie nie są głupie, one są po prostu tak ukształtowane przez ewolucję, żeby na niespodziewane hałasy reagować ucieczką. Koń w postaci dzikiej to zwierzę stepowe, które było pożywieniem wielu drapieżców. Dlatego właściwym sposobem postępowania było najpierw wiać ile sił w kopytach, a potem się zastanawiać, czy to co szeleściło w krzakach to był jakiś ptaszek, czy tygrys szablastozębny. Konie, które najpierw rozważały, a potem biegły, nader szybko kończyły jako pozycja w czyimś menu.

                                  Niemniej jednak ta cecha psychiki końskiej bynajmniej nie czyni z rumaków zwierzątek łatwych w użytkowaniu, co wie każdy, kto w towarzystwie konia natknął się na Parasolkę Śmierci albo Kurę Zagłady ;)
                                  • gat45 Re: Posag Dorotki::)))) 11.07.17, 00:18
                                    bupu napisała:

                                    >[...]
                                    > Niemniej jednak ta cecha psychiki końskiej bynajmniej nie czyni z rumaków zwier
                                    > zątek łatwych w użytkowaniu, co wie każdy, kto w towarzystwie konia natknął się
                                    > na Parasolkę Śmierci albo Kurę Zagłady ;)
                                    >

                                    Lub Lśniącą Kałużę Chaosu :(((((
                                    Wylądowałam w takiej, gdy promyk słoneczny przedarł się przez listowie alei, którą własnie przemierzaliśmy lekkim kłusem, mój dzielny (i miły, i z grzywką) dzianet i ja. Promyk zaigrał na powierzchni kałuży, a moja pierwsza próba w damskim siodle skończyła się jak wyżej. To znaczy niżej. Na szczęście nie była to jeszcze próba w strojach historycznych.
                                    • guineapigs Re: Posag Dorotki::)))) 11.07.17, 21:36
                                      Parasolka Śmierci, Kura Zagłady, Lśniąca Kałuża Chaosu.... i wiele innych, np. że w rynnie od deszczu siedzi z pewnością sam Belzebub i trzeba to omijać na kilometr.
                                      Ogólnie kultura duchowa koni jest bardzo prosta, ale i ciekawa. Charakteryzuje się Armagedonizacją Wszystkiego, połączoną z tzw. skrupulantyzmem. Polega to w skrócie na poglądzie, że wszystko co istnieje (poza koniem), istnieje tylko po to, by konia złapać, zabić i zjeść.
                                      Ciekawie natomiast wygląda kwestia tzw. 'raju' w Kulturze Duchowej Końskiej. Podczas gdy Człowiek przez setki, ba - tysiące! - lat nie wykształcił konkretnej wizji Raju i do dziś trwają spory o to, jak ten Raj ma wyglądąć, konie zajęły stanowisko konkretne, jednogłośne i aż zadziwiająco materialne. Otóz 'raj' w Kulturze Duchowej Końskiej to: Zawsze Pełna i Otwarta Dla Każdego Paszarnia pośrodku Padoku Soczystej Trawy.
                                      • ananke666 Re: Posag Dorotki::)))) 12.07.17, 01:29
                                        Zapomniałaś dodać, że raj przewiduje stado, w którym każdy inny koń jest niżej w hierarchii. Można się z takowym pomyziać i poszczypać, ale niech na przykład nie zastawia miejsca przy wodopoju i nie żre w ulubionym miejscu. Reszta się zgadza.
                            • hamerykanka Re: Posag Dorotki::)))) 08.07.17, 18:57
                              Bede bronic pomyslu;)
                              Jesli nie siedzial wierzchem, to moglo wygladac tak:
                              https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/tCQlSDdf7gQjttHy0X.jpg

                              To zdjecie zrobilam na paradzie 4 Lipca, jakies 6 lat temu. Jak widac, moze i Pulpa w przyszlosci jezdzic takim wozeczkiem (ta pani mial drugiego, zapasowego kucyka przypietego z tylu)
                              https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/dtvIWzybifsk55eQ8B.jpg
                              • pi.asia Re: Posag Dorotki::)))) 09.07.17, 23:20
                                Łomatko. Ty wiesz, że co się zobaczyło, to się już nie odzobaczy??? Pulpa wierzchem na wózku, litości...
                                • hamerykanka Re: Posag Dorotki::)))) 14.07.17, 06:19
                                  No jak osiagnie takie gabaryty na wieskim jedzonku jak w przyblizeniu ta pani, to kto wie, czy nie bedzie sie glownie wozkiem poruszac.
                                  Ja za trzydziesci lat bede wygladac tak:
                                  https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/Eu94STmMKKi8nURHIX.jpg

                                  A najlepiej Flobrzatka wychowywac przy kniach od malego. To siodlo zobazylam z moja dziewiecioletnia corka w sklepie jezdzieckim i wspolnie robilysmy burze mozgow w jakim wieku dziecko ma je uzywac..wedlog pani sprzedawczyni, bo w koncu zapytalysmy profesjonalistki...do lat dwoch
                                  https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/fswIDEdmB75St9yr4X.jpg

                                  A to nasz walach, ktory cale dnie tylko zastanawia sie, jak zdjac z siebie to, co nalozyli mu ludzie. Po bezpowrotnym zgubieniu trzeciej maski od much, zalozylam mu na wierzch kantar. Po 10 minutach wrocilam..
                                  https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/P5nkoR71QqTK13pQMX.jpg

                                  Zreszta musze sie pochwalic, bo sie udusze)
                                  Moja klacz Tennessee Walker. Milosc i zmora mojego jezdzieckiego zycia.
                                  https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/mN46uiK45KWwnzYIsX.jpg

                                  Dzieki niej wygladalam tak, kiedy zdecydowala sie wrocic do domu, beze mnie. Uraz mozgu, z wichniety lokiec i uraza do jazdy konnej na pare miesiecy.
                                  https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/Dyf5FSUJ77TJDxmneB.jpg

                                  Jerry. Przylepa i konski odpowiednik labradora. Bedzie lazil za toba i patrzyl na rece, wyciagal i kradl narzedzia, obwachiwal i lizal. Kulawy w pien i zajmujacy 70% czasu i budzetu spedzanego na konie.
                                  https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/eBMcFklEpbBX5j7V8X.jpg

                                  Najnowszy nabytek, Shy, Missouri Fox Trotter. Jezdze na niej jak zycie jest piekne i nie mam zapedow samobojczych (vide casus Babe)
                                  https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/ewviDJabcFW34CaCRX.jpg
                                  • hamerykanka Re: Posag Dorotki::)))) 14.07.17, 06:22
                                    Ciekawe, jak Flobrzeta uczylyby sie jazdy...

                                    https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/QwDoVeWUPP7yhTGFBX.jpg
                                  • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 14.07.17, 19:21
                                    hamerykanka napisała:

                                    > A to nasz walach, ktory cale dnie tylko zastanawia sie, jak zdjac z siebie to,
                                    > co nalozyli mu ludzie. Po bezpowrotnym zgubieniu trzeciej maski od much, zalozy
                                    > lam mu na wierzch kantar. Po 10 minutach wrocilam..
                                    > https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/P5nkoR71QqTK13pQMX.jpg

                                    "Co ty mnie kobieto na twarz włożyłaś? Nie mogę tego zdjąć!"

                                    > Zreszta musze sie pochwalic, bo sie udusze)
                                    > Moja klacz Tennessee Walker. Milosc i zmora mojego jezdzieckiego zycia.
                                    > https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/mN46uiK45KWwnzYIsX.jpg

                                    Piękna bestia, ale chyba wolałabym podziwiać wyłącznie z daleka.

                                    > Jerry. Przylepa i konski odpowiednik labradora. Bedzie lazil za toba i patrzyl
                                    > na rece, wyciagal i kradl narzedzia, obwachiwal i lizal. Kulawy w pien i zajmuj
                                    > acy 70% czasu i budzetu spedzanego na konie.
                                    > https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/eBMcFklEpbBX5j7V8X.jpg

                                    Taaa. Ostatnio zapuściłam się na gumno (podwórze gospodarcze), po czym się okazało, że tam mamusine rumaki chodzą, bo zostawiła otwarte z pastwiska. No i zaraz się zaczęło:

                                    - Pokaaa, co tam niesiesz? To da się zjeść?
                                    - Ej, posmyrasz mnie po szyi? Bo strasznie swędzi!
                                    - A co masz w kieszeniach, coś smacznego może? No nie ruszaj się, muszę przecież dokładnie sprawdzić!
                                    - Coś masz we włosach takiego, co to jest?

                                    Konie mnie po prostu oblazły. No ale to hucuły, one tak mają.
                                    • hamerykanka Re: Posag Dorotki::)))) 15.07.17, 01:23
                                      Jerry:
                                      "Jem przeciez!"
                                      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/bG3kLb0A3KPmwa5ndX.jpg

                                      "Po co wstawac do jedzenia, jak mozna na lezaco"
                                      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/2SSMR1GDNYLiaT10FX.jpg

                                      "Co sie paczy, nie widzi ze utknelismy?"
                                      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/nsXFDp9b2HIDxu4uHX.jpg

                                      Po zjedzeniu smakolyku mozna sie pobawic papierowym talerzykiem
                                      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/L5pE7AKaUP3cruEDGX.jpg

                                      "Moze pomoc":
                                      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/ROMXugaWlNgKRBBCgX.jpg

                                      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/PdRk9msZqfzWPaJa5X.jpg

                                      Kolacja???
                                      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/lSar5iAzOkB8c4zckX.jpg

                                      Babe:
                                      "przeciez chcialas, zeby zaparkowac!"
                                      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/mN6rnDmqerMkVFgQoX.jpg

                                      "Dzis jest dobry dzien, zeby umrzec?"
                                      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/Kj1oJXFWDPaVQUsyEX.jpg

                                      Shy po raz pierwszy je arbuza...Niom...
                                      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/NHZxYWJev5HL8UL7aX.jpg

                                      Trzy kosiarki
                                      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/J9053n20iTwTI56XyX.jpg
                                      • ananke666 Re: Posag Dorotki::)))) 17.07.17, 01:15
                                        Urodziwe masz te stwory. Podziwiam i zazdroszczę :)
                                        • hamerykanka Re: Posag Dorotki::)))) 17.07.17, 21:22
                                          Urodziwe to one sa, ale Babe dzis znowu mnie tak przeczolgala, ze od paru godzin lykam przeciwbolowe, starajac sie ni emyslec o jej sprzedazy:(.
                                          Bo ona chciala sobie polatac, a ja ja trzymalam w stepie. I bylo wspinanie sie, caplowanie, podrywanie lba i pare razy przymusowe zatrzymanie sie na ogrodzeniu, uzywanie jednej wodzy do zatrzymania po kilkuminutowym kreceniu w kolku, i takie tam.
                                          Przeczolgala mnie rowno :(
                    • potworia Re: Posag Dorotki::)))) 04.07.17, 22:42
                      Guineapigs, choć średnio mnie te szlachetne zwierzaki obchodzą, to gdybyś Ty napisała podręcznik o hodowli koni (zrób to, proszę, dla ludzkości i koniości), czytywałabym go regularniej niż Biblię i felietony Doroty Masłowskiej. Wszystko, co wiem o koniach zawdzięczam Tobie i forumowi. I dużo frajdy przy okazji.
                    • ananke666 Re: Posag Dorotki::)))) 13.07.17, 16:51
                      Guineapigs: Jakbym miała 2 ha, to bym sobie trzy kozy kupiła dla hobby...

                      Kozy. Właśnie. Wydaje mi się, że znalazłaś rozwiązanie dla Pulpów doskonałe. Kóz na tym terenie zmieści się więcej niż koni, a naprawdę szybciej uwierzę w Pulpę uprawiającą obróbkę nabiału niż obrządzającą konie. Uwierzyłabym, gdyby miała stadko szlachetnych kóz i linię wyrobów z koziego mleka, w wersji luksusowej, tradycyjnej, ekologicznej i co kto chce. Mleczarnię na tym terenie dałoby się chyba upchnąć. Zamiast porzeczek teren pod kozią produkcję. Z likwidacją rzeczonych porzeczek nie byłoby problemu, wystarczy tam wpuścić kozy... znana mi osobiście koza zmłóciła krzak, parę mioteł, ogródek skalny, jakąś sztukę odzieży i wątpię, żeby była wyjątkowym egzemplarzem...
                      • guineapigs Re: Posag Dorotki::)))) 13.07.17, 18:50
                        Niestety, mleczarnia dla kóz to wydatek rzędu 300 tys zł a i więcej (więcej - bez problemu, mniej - może być problem...) i się opłaca i ma sens przy naprawdę dużym stadzie tych kóz, ale to naprawdę dużym. Z pewnościa więcej niż 10 kóz, a nawet dwadzieścia.
                        Dla mniejszego stadka można kupić jakieś urządzenia tańsze, z tym, że nie wiem, czy to pokryje koszty. Kozy dają mało mleka, aczkolwiek produkty osiagaja ceny wysokie. nawet widziałam na aukcjach: 30 zł za kilogram sera. Ale ile mleka na to trzeba, ile pracy... Obawiam się, że już czasu nie będzie na czytanie nowości literackich.
                        W głowę zachodzę, co można na tych 2 ha robić żeby się opłacało, i wychodzi mi tylko albo plantacja marihuany, albo dziupla dla jakichś paserów, albo coś politycznego.
                        Znalazłam urządzenie do udoju czterech kóz - 60 tys zł. Co prawda nowe, zatem używane niech będzie i za 30 tys. zł.
                        Nie trzeba być tzw. Geniusiem Matematycznym liczącym pochodne by policzyć, że im więcej kóz, tym się lepiej opłaca (takie rachunki to Stary Boryna robił na targu w pięć minut).
                        Przy ogłowiu kóz mniejszym niz sto łbów (a raczej wymion) to wogóle nie ma o zysku mowy. Sto kozich głów na 2 ha - tylko karę zapłacisz za męczenie zwierząt.
                        • ciotka_scholastyka Re: Posag Dorotki::)))) 13.07.17, 19:07
                          guineapigs napisała:

                          > Przy ogłowiu kóz mniejszym niz sto łbów (a raczej wymion) to wogóle nie ma o z
                          > ysku mowy. Sto kozich głów na 2 ha - tylko karę zapłacisz za męczenie zwierząt.

                          A trawę na tych 2 ha to sto kóz zeżre w dzień, jak sądzę...
                          • guineapigs Re: Posag Dorotki::)))) 13.07.17, 19:26
                            Jaki, k...rwa dzień? Kilka godzin styknie i wszystko zjedzone, do imentu.
                        • ananke666 Re: Posag Dorotki::)))) 13.07.17, 22:05
                          Eee nie przesadzajmy. Są ludzie, którzy kozy mleczne mają, jakiś tam zarobek z nich mają, a za to nie mają wielkiego terenu i mleczarni za pół miliona. Taka hodowla i produkcja bardziej hobbystyczna, a jednak coś z niej jest. Prędzej uwierzę, że Pulpa trzymała te 30 kóz i dziennie miała do przerobu jakieś 60 litrów mleka, z czego dochód był stały - załóżmy, że towar lux torpeda i miała odbiorców, raz w roku czy jakoś mając też i mięso na sprzedaż - niż w wielkie zyski z hodowli koni, zwłaszcza, że jeden na bank był wałachem, czyli kosiarką i kuporobem.
                          Przy tylu kozach można obskoczyć udój ręcznie, bez dojarki za kilkadziesiąt tysięcy. Para dojarzy swobodnie da radę. Moja własna rodzona ciotka ze zdobyczy cywilizacji przetwórstwa mlecznego posiadała wirówkę. Nabiał miała pierwsza klasa.
                          Nie będę bronić pomysłu rękami i nogami, tylko wydaje mi się mniej obłąkany niż ta nieszczęsna hodowla koni i porzeczki za śmieszny pieniądz w skupie.
                        • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 13.07.17, 22:50
                          guineapigs napisała:

                          > Dla mniejszego stadka można kupić jakieś urządzenia tańsze, z tym, że nie wiem,
                          > czy to pokryje koszty. Kozy dają mało mleka, aczkolwiek produkty osiagaja ceny
                          > wysokie. nawet widziałam na aukcjach: 30 zł za kilogram sera.

                          Mało? Koza saaneńska czy alpejska francuska daje do sześciu litrów mleka dziennie. Dla porównania krowa polska czerwona daje do ośmiu litrów mleka na dzień (jersejka do dwudziestu). Przy czym mleko kozie zawiera bardzo dużo białka i jest świetne do robienia serów. Dodatkowo kozy są szaleńczo kontaktowe i mogą z powodzeniem robić za atrakcję turystyczną, zwłaszcza dla małolatów.
                          • berrin Re: Posag Dorotki::)))) 14.07.17, 07:56
                            > Mało? Koza saaneńska czy alpejska francuska daje do sześciu litrów mleka dzienn
                            > ie. Dla porównania krowa polska czerwona daje do ośmiu litrów mleka na dzień (j
                            > ersejka do dwudziestu). Przy czym mleko kozie zawiera bardzo dużo białka i jest
                            > świetne do robienia serów. Dodatkowo kozy są szaleńczo kontaktowe i mogą z pow
                            > odzeniem robić za atrakcję turystyczną, zwłaszcza dla małolatów.

                            A w kazdym starszym poradniku gospodarstwa wiejskiego (znaczy się takim wydanym przed 89 r.) sugeruje się, żeby w gospodarstwie, które ma mało własnych pastwisk i umiarkowaną mozliwość taniego pozyskiwania paszy z zewnątrz (Flobrostwo wypisz wymaluj, połacie dwu hektarów i żadnej cukrowni z tanimi odpadami poprodukcyjnymi w pobliżu), stawiac na kozy, nie na krowy - dwie kozy bowiem, jak jest tam udowadniane, daja co najmniej tyle mleka, co jedna średnio żywiona krowa (nie mowimy o krowach-rekordzistkach, które zreszta musza być bardzo odpowiednio, kalorycznie i fachowo karmione) - a paszy zużyją przynajmniej dwukrotnie mniej, jedzą to, czego żadne inne stworzenie gospodarskie nie zeżre, mozna je paść w rowach, na miedzach, na ugorach nędznej jakości, dokarmiać gałązkami z przecinki w sadzie, wypuscic na rżysko... Tylko uzytkowany areał albo grodzimy, albo kozy palikujemy, bo faktycznie - wlezą wszędzie i zeżrą wszystko... Wprawdzie starania tez wymagają - pamiętam wakacyjne obrabianie stadka 16 kóz mlecznych plus dwa kozły i przychówek, ręczne dojenie, nawet jak się ma wprawę, razem z myciem wymion i innymi szykanami zajmuje trochę czasu, do tego trzeba te bydlaki szczotkować, bo inaczej gubią sierść do mleka -ale kontaktowe były jak psy, a mleka (jak dzis pamiętam wpisywanie udojonego od każdej litrażu do zeszyciku w odpowiednie rubryczki) dawały 3-5 litrów na sztukę dziennie, średnio na łeb w szczycie to było ponad 4 litry. A to nie były kozy alpejskie ani saaneńskie, tylko rodzime mieszańce. Skoro dwie miastowe panienki na wakacjach (wprawione i umne, ale jednak nie koźluchy z zawodu) dawały radę z takim stadem, to Flobrostwo tez by dało, chocby i przy pomocy dziatek (jakos mi się zawsze dzieci Pulpy wydawały najmilszą ekipą - moze dzięki temu, ze nie były obiektem zainteresowania MM i nie napisała o nich niczego antyrozumnego. A dzieci, patrząc na zasuwających w pracy rodziców, często sa pracowite tak samo jak oni i ich pomoc w gospodarstwie to nie jest kwestia gonienia ich do roboty, tylko odruchu i powinnosci)
            • ciotka_scholastyka Re: Posag Dorotki::)))) 04.07.17, 19:22

              > Ale ze dwieście lat temu, jako małoletnie dziewczę jeździłam na wakacje do sta
              > dniny koni. Małej, takiej na 12 - 15 łbów. I nie wierzę, że na dwóch hektarach
              > można pomieścić stajnie, padoki, łąki, maneże, siodlarnie, futernię itd.

              W następnym tomie dowiesz się, że przecież te dwa hektary to na dom, podwórko i pomieszczenia gospodarcze, ewentualnie mały ogródek - a sad, pasieka, paddocki, ujeżdżalnie itp zajmują większą powierzchnię. I Małgorzata Musierowicz tego nie precyzowała, bo to przecież oczywiste, liczyła na inteligencję KC, wół by się domyślił. No ale jak się nie ma czółka, jak na zuym forumie... itd.
      • ananke666 Re: Posag Dorotki::)))) 14.07.17, 19:00
        Bupu: Dwa hektary, czyli gdzieś trzy i pół morgi, to nawet i za pana Reymonta czasów nie był jakiś wstrząsający posag, szczególnie jeśli gleba nietęga.

        Raptem pół morgi mniej wniosła w posagu Hanka Borynowa i teść nie był tym zachwycony. Gleba pewnie podobna.

        Może mieszczuchowi hektar to wydaje się nie wiadomo jakim wielkim areałem, bo jak to brzmi! Te kwintale z hektara! ale na potęgę Posępnego Czerepu, to je kwadrat o boku stu metrów, czyli dystansu przebywanego sprintem przez średnio sprawnego gimnazjalistę w mniej niż 20 sekund.
        • guineapigs Re: Posag Dorotki::)))) 14.07.17, 19:55
          No właśnie: pisząc te kozie biznesplany nie możemy zapominać, że klucz ziemski ordynata Flobrego wynosił dwa hektary, nie dwadzieścia, nie dwieście, nie dwanaście nawet - a dwa.
          Logika nakazuje, by tę majętność podzielić na 3 co najmniej części. Na jednej pasą się kozy, dwie 'odpoczywają', są kultywowane itp. Nie można wypasać wszystkich kóz na całości, bo co potem? No można wydzierżawić, oczywiście, i tam te kozy przeprowadzić, ale to już kolejny OT od naszego OT. Zatem zostaje nam co najwyżej 20000 mkw/3, co daje /bez kalkulatora/ mniej niż 7 tys mk. Dalej bez kalkulatora, wyciagając pierwiastek stopnia drugiego tak mniej - więcej, to daje nam to kwadrat o boku coś ponad osiemdziesiąt mb (8x8=64).
          Nie mam pojęcia, ile mk potrzebuje koza i na jak długo. Ale równocześnie ma przeczucie, że nie może to być jakiś wielki biznes bo inaczej to 50 proc Polaków pasałaby kozy, a prawda jest taka, że trudno znaleźć nawet punkt skupu mleka koziego.
          No i jeszcze: żeby koza dawała mleko, to musi być Kozią Mamą. Co oznacza, że muszą być i Kozie Dzieci. Ile wynosi przeciętny kozi miot też nie wiem, ale załóżmy, że dwa. Juz nam się te metry kwadratowe zapychają. Potem te dzieci trzeba odłączyć i je też gdzieś trzymać/wypasać.
          O rany borskie.... Ja się chyba z tego OT o kozach wypiszę, bo widzę wyraźnie, że nie ogarniam problemu i nie mam szans ogarnąć.
          W każdym razie jestem pewna, że jakby na 2 ha można byłoby zbić majątek na kozach to już dawno byłoby to opracowane i zbite. Ponieważ jednak taksówkarze nadal jeżdża na taryfach nocami/po podejrzanych dzielnicach to znaczy dla mię wyraźnie, że tylko unikają ZUSU, bo na tych dwóch ha 'po łojacach' jakoś nic lepszego się zrobić nie da.
          • ananke666 Re: Posag Dorotki::)))) 14.07.17, 20:54
            Z tym wypasem kóz też bym nie przesadzała, bo osobiście znałam stajnię na kilkanaście koni, w której wypasu zwyczajnie nie było. Wybieg się znajdował, objedzony mniej lub bardziej, ale pastwiska żadnego, pasza była dostarczana. Konie jadły siano, owies, marchew, z rzadka inne rzeczy, latem chyba dostawały czasem zielonkę, były suplementowane i cześć. Całkiem sporo gospodarstw agroturystycznych też tak działa, zwierzęta mają, ale na wybiegu z paśnikiem. Moja własna przyjaciółka też tak konie trzyma, wybieg z paśnikiem jest, pastwiska niet.

            W książce można zawiesić niewiarę i uwierzyć, że Pulpowe wyroby opatrzone znakiem jakości Paszcza Flobrego znalazły zbyt i połowa stadka przy tym jej nie zdechła. Że majątku na tym nie zbiła, ale jakiś tam dochód miała. Mogłabym podobnie uwierzyć, gdyby na przykład robiła tradycyjne pierogi - i też znalazła zbyt. Albo hodowała kury fikuśnej rasy. Nie wątpię, że i tam plany najeżone są problemami i zagrożone jak pasieka z szeszeniami, acz jakąś tam rację bytu mają, większą niż pożytek hodowlany z opryskanego pestycydem wałacha. W którą to na potrzeby książki da się uwierzyć.
            Z końskich rzeczy na tym areale rację bytu ma pensjonat dla koni. Też majątku by nie zbili, ale jakiś tam dochód z tego jest.
          • ananke666 Re: Posag Dorotki::)))) 17.07.17, 01:33
            Co do nocnych taksówkarzy, odpowiedź jest nader prosta. Hodowla dużych zwierząt ma to do siebie, że:
            - wymaga kilka razy dziennie uwagi i pracy fizycznej
            - nie chce się zamknąć w ośmiu kolejnych godzinach
            - nie przewiduje weekendów
            - ani urlopów
            - za to przewiduje regularny kontakt z gównem,
            - za posprzątanie którego w podzięce można być pomizianym, ale równie dobrze można znaleźć na tyłku odcisk kończyny albo paszczęki.
            I o tym wie każdy, kto takowej próbował lub przy niej pracował, czyż nie, madame? I wiadomo też, że nie każdy bynajmniej ma do tego upodobanie.
            Ot i masz wytłumaczenie, czemu tak wielu ludzi swego czasu przeniosło się do miasta, a znacznie mniej odwrotnie. Dochód jak dochód, tylko częściej nie gryzie, nie śmierdzi, nie próbuje uciec ani zdechnąć znienacka, ogólnie nie zawraca tak głowy i nie wymaga rozpoczynania dnia z widłami w ręku.
    • aadrianka Re: Posag Dorotki::)))) 06.07.17, 11:52
      Niczego tym do dyskusji nie wniosę, ale ciągle czytam: posĄg Dorotki. I widzę taką wyrzezaną w drewnie statuę, z błękitnymi koralami, ustawioną na środku sutereny Pałysów, a wokół naręcza świeżego kwiecia. Przprszm.
      • przymrozki Re: Posag Dorotki::)))) 06.07.17, 12:11
        Józinek może coś podobnego planować. Pewnie dlatego tak dopytywał, czy Agnieszka studiuje malarstwo czy rzeźbę.
      • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 06.07.17, 12:18
        aadrianka napisała:

        > Niczego tym do dyskusji nie wniosę, ale ciągle czytam: posĄg Dorotki. I widzę t
        > aką wyrzezaną w drewnie statuę, z błękitnymi koralami, ustawioną na środku sute
        > reny Pałysów, a wokół naręcza świeżego kwiecia. Przprszm.
        >


        Aaaaaaaa! To nie tylko ja tak mam!
    • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 09.07.17, 13:39
      W przypływie wrednej upierdliwości sprawdziłam bonitację gleb w gminie Pobiedziska, gdzie leży Promno. Du... tego... tyłka nie urywa, najwyższa klasa gleb jaką tam mają to IIIa, typowe żytnio-ziemniaczane znaczyś. I do tego nie jest ich tam wiele, większość użytków ornych to klasa IV i V czyli radosne polodowcowe piaseczki.

      No ale dobra, załóżmy, że posażna Dorocia jest farciara i przypadły jej dwa hektary ziami i pół hektara łąki na glebach klasy IIIa. Nawet jak wycenię hojnie, po 50 tysia za hektar, a w 2013 tyle by chyba nie dali, to wychodzi iż Derotka posiadała gronta orne wartości jakichś 100 tys zeteł. Hektar łąki klasy III stał gdzieś w okolicach 36 tysia, czyli pół hektara to byłoby 18 tysia. Czyli panna dziedziczka co jej wzbogacenie w głowie nie przewróciło dysponowała ziamią o wartości około 120 tys zł. Taki to, ano, szalony majątek, że ledwie starcza na mieszkanie w gierkowskim bloku w moim mieście powiatowym. Iście, miało się jej od czego we głowie przewracać.

      Nno, jeszcze są i budynki, ale to nie wiadomo w jakim stanie, trudno wyceniać. Dziwię się natomiast, że nie ma żadnych maszyn, Rumianek tak wszystko na piechotę i w kobyłkę, metodami kiej Boryny i Paczesie...?
      • meapulpa Re: Posag Dorotki::)))) 09.07.17, 20:59
        Oczywiście, że wszystkie czynności gospodarskie odbywały się tradycyjną metodą skromnych i biednych chłopów wielkopolskich. Zdziwiłabym się, gdyby w borejczym uniwersum tak nie było.
        Chomąto na szyję babci Rumiankowej i jazda!-tak ja to widzę.
        • soova Re: Posag Dorotki::)))) 12.07.17, 09:16
          Chomąto na szyję babci Rumiankowej i jazda!-tak ja to widzę.

          To akurat było w "O dwóch takich, co ukradli księżyc" (w książce na pewno, z filmu pamiętam głównie uroczych odtwórców ról głównych). Stara matka ciągnęła po polu bronę z wołaniem: "Pomóżcie mi, synkowie moi!. Konia nie było (zjedzony???).
          • lord_vmordevol Re: Posag Dorotki::)))) 12.07.17, 11:11
            soova napisała:

            > Chomąto na szyję babci Rumiankowej i jazda!-tak ja to widzę.
            >
            > To akurat było w "O dwóch takich, co ukradli księżyc" (w książce na pewno, z fi
            > lmu pamiętam głównie uroczych odtwórców ról głównych). Stara matka ciągnęła po
            > polu bronę z wołaniem: "Pomóżcie mi, synkowie moi!. Konia nie było (zjedzony???

            TSD, nadreprezentacja matek-staruszek w starej literaturze, zwłaszcza dla dzieci, jest dość ciekawa. Już nawet Szymborska kiedyś zwróciła na to uwagę.

            (Kobieta ciągnąca pług pchany przez męża to natomiast zdarzający się motyw, acz nie wiem, na ile to jest realistyczne, bo wydajność takiej orki musiała być żadna i to chyba była naprawdę ostatnia deska ratunku biedoty wiejskiej)

            • soova Re: Posag Dorotki::)))) 12.07.17, 12:56
              Podejrzewam, że to nawet nie były staruszki, tylko matki wyglądające jak staruszki, bo styrane ciężkim życiem. I tu wracamy gładko do Mili Borejko, która w KK jest przedstawiona jako siwa pani z koczkiem, w IS narysowana jako praktycznie babcia (choć wtedy jeszcze nią przecież nie była), a nie ma jeszcze 50 lat.
              • bupu Re: Posag Dorotki::)))) 12.07.17, 19:17
                soova napisała:

                > Podejrzewam, że to nawet nie były staruszki, tylko matki wyglądające jak starus
                > zki, bo styrane ciężkim życiem. I tu wracamy gładko do Mili Borejko, która w KK
                > jest przedstawiona jako siwa pani z koczkiem, w IS narysowana jako praktycznie
                > babcia (choć wtedy jeszcze nią przecież nie była), a nie ma jeszcze 50 lat.

                Staruszka Mila z IS liczyła sobie, po mickiewiczowsku, lat czterdzieści i cztery.
      • lord_vmordevol Re: Posag Dorotki::)))) 10.07.17, 07:52
        bupu napisała:

        > po 50 tysia za hektar, a w 2013 tyle by chyba nie dali, to wychodzi iż Derotka

        Pozwolę sobie nadmienić, że Derota to była Terakowska na użytek bardzo dawnego flejma, kiedy szła w zaparte że King napisał ksiązkę "Delores Claiborne" (a nie "Dolores"), na dowód wyciągając wyniki guglania. Co było zbijane argumentem, że jak się odpowiednio dużo razy wrzuci w Internet błąd, to i ona może się po wyguglaniu okazać Derotą Tyrakowską.
        No więc "Derotka" to do innego tematu flejma jest ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka