Dodaj do ulubionych

Na ratunek

14.03.18, 21:55

Wczoraj wydałam niewielką kolacyjkę na 6 osób, w tym małżeństwo architektów.
I tak: da się w murowanym domu wielopolskim wybić trójkąty ścian bocznych, da się podciągnąć na strych wodę, energię elektryczną, wymurować kominek, obramowany kamieniami polnymi, da się mieszkać na wielkopolskim poddaszu nie podnosząc ścian! To wszystko się da, nawet przeszklić wielkimi taflami szkła dziury powstałe po usunięciu murów się da!
Tyle tylko, że jest to nieracjonalne i koszmarnie kosztowne i nie do wykonania dorywczo przez jedną osobę i pomocnika w postaci degenerata. Cena szyb (szkło to jeszcze nie szyba) w takiej wersji, jak przedstawiła to MM jest nieosiągalna dla przeciętnego człowieka. Można wstawić okna tzw. tubajforki (2x4) ale nie będą to takie przeszklenia, jakich wizję przedstawiono w Ciotce.
Sam Józef zrobi wszystko. Ok, ale chyba nie wyprodukuje sam kominka, rur, armatury, sedesu, umywalki, zbrojenia, wełny mineralnej, cementu, blachy ocynkowanej i kwasoodpornej, przewodów eklektycznych itp. To wszystko kosztuje i trzeba płacić żywą gotówką!
Absolutnie nie oczekuję, by autorka przedstawiła nam fabularyzowaną wersję „Poradnika majstra budowlanego”, ale przecież sama taka konwencje przyjęła, ogniskując akcję wokół remontów.
A wystarczyło by jedno zdanko (mam nadzieje, ze utrzymam się w konwencji stylistycznej Jeżycjady):
Z listu Idy do siostry
„I powiem ci Pulpecie kochany, ze z optymizmem patrzę w przyszłość. Dwoje ludzi, którzy tak ciężko potrafią pracować jak mój syn i synowa in spe w tej Norwegii zawsze da sobie radę! Zarobili z Dorotką przez te trzy wspólne wakacje na prawie wszystko!”
Inne propozycje:
„Dziwiłam się Róży, ze poszła do pracy w korporacji, te studia ekonomiczne zupełnie mi do naszej Rózyczki nie pasowały, a tu proszę; można być dobrym człowiekiem i księgowym jednocześnie! Jak to dobrze, ze udało się, załatwić, by to jej PwC oddelegowało ją na czas nieobecności Fryderyka do Poznania!”
„Masz racje, ze denerwuję się niepotrzebnie weselem, przecież Teresa wyraźnie powiedziała, podczas naszego pierwszego spotkania dwa lata temu, ze wesele Dorotki jest na jej głowie, i że do jej dar dla córki. Ale i tak się denerwuje, bo to nie tylko wesele jej córki ale i mojego syna!”
„i Powiem ci Pulpecjo, ze największą więź i jedność z naturą czuję, gdy tak sobie teraz patrzę na moja przydomową oczyszczalnie i ścieków bo żaden robaczek, ani roślinka, ani grzybek czy inne tam stworzonko nie straci życia z powodu mojego głowy mycia! A tak pomstowałam na te wszystkie pozwolenia ”
Obawiam się, ze nie dam rady zbyt wiele uratować! Ta książka nie trzyma się kupy! Mam wrażenie, ze Autorka nie miała koncepcji, albo zatraciła się i nie wie już kim są jej bohaterowie.
Z jednej strony potrzeba bliskości i obcowania z rodziną na krawędzi braku samodzielności i braku potrzeby autonomii a z drugiej obojętność na granicy patologii.
Z jednej strony oszczędność na granicy patologii a z drugiej kompletne nieracjonalne wydawanie pieniędzy.
Nie, to nie na moje nerwy! Dobrze, że powstał wątek o pozytywach.
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: Na ratunek 14.03.18, 22:33
      druza.11 napisała:

      . Można wstawić okna tzw. tubajforki (2x4) ale nie bedą to takie przeszklenia, jakich wizję przedstawiono w Ciotce.

      Naprawde padlo takie okreslenie? Na okna? "Tubajfory" to spotykane czasem spolszczenie nazwy deski 2x4 cala, z takich desek buduje sie szkielety amerykanskich domow. Ale nigdy nie slyszalam takiej nazwy w stosunku do okien.
      • druza.11 Re: Na ratunek 15.03.18, 11:35
        tak, tak właśnie powiedzieli, wyjaśniając sprawę standardowych wymiarów okien. Ale może mówili slangiem :) I wytłumaczyli różnicę między oknami w formie ogromnych tafli szkła a oknami standardowymi. I jeszcze narysowali, jak to wygląda. Wygoogluj np. nowoczesna stodoła.
        pozdrawiam
    • kropka_zua Re: Na ratunek 15.03.18, 01:36
      Wątki remontowe się ogólnie nie trzymają kupy, ani u Idy, ani u Rumianków. Ida zainstalowała okna i drzwi w domu, który ma dach i zapewne tynki do wymiany i maluje pomieszczenia bez podłogi.

      Ale już pomijając buble architektoniczne - mocno mnie bolą opisy efektów prac. Ida urządza kuchnię granatowymi meblami a ściany maluje na turkus - fuj. Aga maluje kuchnię na nagietkowy - no dla mnie to dość ostry pomarańczowy i jeszcze dorzuca do tego pomarańczowe dekoracje w postaci owoców, dyni, wazy od siostry i jesiennych liści. I to opisuje, dodając odautorskie komentarze o dobrym stylu, czynna ponoć artystycznie graficzka i malarka...
      Przecież te zestawienia kolorystyczne wypalają oczy samym opisem. Idunia, która wcześniej kochała biel, powinna urządzać sobie kuchnię właśnie na biało, z elementami naturalnych materiałów, jak glina, drewno i kamień. To by pasowało i do lokalizacji i do jej stylu. A tu poszła w festiwal bezguścia...
      • przymrozki Re: Na ratunek 15.03.18, 08:11
        Turkus i granat to dosyć klasyczne połączenie, tylko bardzo "zimne". Dlatego rzadko stosuje się we wnętrzach (większość ludzi woli mieszkać w otoczeniu ciepłych kolorów). Ale jak sobie wpiszecie w grafikę googla "turkusowy i grantowy + wnętrza" to wyskoczy całe mnóstwo ładnych rozwiązań. Nie wiemy, zresztą, czy ten idziny "turkus" był raczej niebieski czy raczej zielony, możliwe zatem, że połączenie kolorystyczne było stosunkowo mało kontrastowe.

        Zgadzam się za to co do "nagietkowego", też rozumiem pod tym pojęciem taką ciepłą oranżową żółć, która na kolor ścian nie bardzo się nadaje, bo w połączeniu z innymi kolorami wygląda brudno i ponuro. Ale MM chyba lubi ten rodzaj błotnisto-bagiennych kolorystycznych połączeń. Gabrysiowie też w takich mieszkali.
        • zuzudanslemetro Re: Na ratunek 15.03.18, 08:58
          A ja tu wystąpię jako adwokat diabła ponieważ oczami wyobraźni widzę te wnętrza opisywane przez MM w bardzo czystych barwach. I sądzę, że może to być bardzo piękne.
          • kropka_zua Re: Na ratunek 15.03.18, 09:20
            Ja mam uraz do pomarańczowego na ścianach, bo swego czasu, jak przeglądałam oferty mieszkań na wynajem - był w co drugim mieszkaniu, zwłaszcza salony kochano tak dekorować. A nie mam do niego ciepłych uczuć i wydaje mi się zawsze przytłaczający. Widać też na nim szybko kurz i brud. Nie mówiąc o tym, że trudno urządzić jakoś gustownie (moim zdaniem) pomieszczenie w takich kolorkach. Dziwi mnie więc, że młodzi ludzie malują kuchnię w trendach, które były modne z dekadę temu.
            • zuzudanslemetro Re: Na ratunek 15.03.18, 09:29
              A to prawda, jest taki trend, żeby malować ściany na pomarańczowo a w to dawać takie paskudne brązowe meble i dywany. I to faktycznie jest okropne. Ale jak działasz czystymi barwami, z ominięciem burasów, i ten oranż będzie czysty i zestawiony z wysmakowanym kolorem mebli (czarny, granatowy) to może być cacuszko.
              • czekolada72 Re: Na ratunek 19.03.18, 12:11
                Ale Artystka nie maluje kuchni Borejków na pomarańczowy, tylko na delikatny zolty - biala emulsja z dodatkiem zoltego! Do tego kremowy kredens z naklejonymi zasuszonymi nagietkami i biale lub kremowe zaslonki w pomaranczowe groszki. A zamiast tablicy - obraz.
                Jaki wiec oranz i jakie czarne czy granatowe meble??
                • tt-tka Re: Na ratunek 19.03.18, 12:28
                  czekolada72 napisała:

                  > Ale Artystka nie maluje kuchni Borejków na pomarańczowy, tylko na delikatny zol
                  > ty - biala emulsja z dodatkiem zoltego!

                  Zrozumialam ze spojlerow, ze na nagietkowo, czyli pomaranczowo.
                  Jak wiemy z F, Aga lubi intensywne kolory na scianach, lazienke pomalowala zielonym nierozbielonym i podobalo jej sie :)

                  jakie czarne czy granatowe meble??

                  Granatowe meble (z turkusowymi dodatkami !) to Ida w tej swojej-nieswojej Ruince :)
                  • czekolada72 Re: Na ratunek 19.03.18, 20:57
                    Nie pytalam o kuchnie Idy :)

                    zuzudanslemetro 15.03.18, 09:29
                    A to prawda, jest taki trend, żeby malować ściany na pomarańczowo a w to dawać takie paskudne brązowe meble i dywany. I to faktycznie jest okropne. Ale jak działasz czystymi barwami, z ominięciem burasów, i ten oranż będzie czysty i zestawiony z wysmakowanym kolorem mebli (czarny, granatowy) to może być cacuszko.

                    Do tego się odnosiłam - u Artystki nie ma pomaranczowej "czystej: ściany z czarnymi czy granatowymi meblami, tylko zołciutka z kremowym kredensem :)
        • zla.m Re: Na ratunek 16.03.18, 09:39
          przymrozki napisała:

          > Turkus i granat to dosyć klasyczne połączenie, tylko bardzo "zimne". Dlatego rz
          > adko stosuje się we wnętrzach (większość ludzi woli mieszkać w otoczeniu ciepły
          > ch kolorów). Ale jak sobie wpiszecie w grafikę googla "turkusowy i grantowy +
          > wnętrza" to wyskoczy całe mnóstwo ładnych rozwiązań.

          Mi wyskakują albo rozwiązania w turkusie albo w granacie, może moje google ma inny gust ;-) Ale faktycznie wierzę, że przy dobraniu odpowiednich odcieni, zestaw może być fajny. I rozumiem, że Ida odreagowuje kliniczną biel. Tylko że jakoś wyobrażam sobie, że ta Ruinka to niewielki domek i kuchnia to nie sala balowa, ale przeciętnej wielkości pomieszczenie (10m, maks. 15m). Z oknem, a nie przeszkloną ścianą. A takie zestawienie bardzo optycznie pomniejsza, no i przyciemnia, ale niech będzie, że okno jest południowe i słońca jak napluł - a większość znanych mi kobiet, zwłaszcza tych nieco doroślejszych, woli akurat w kuchni mieć dużo przestrzeni (także optycznie) i bardzo jasno.

          Jakby tak urządzili sypialnię czy bawialnię, to dziwiłabym się dużo mniej.
          • kropka_zua Re: Na ratunek 16.03.18, 09:53
            No i wszystkie odcienie niebieskiego odbierają apetyczne kolorki jedzeniu... Ale może o to Idzie chodzi?
      • tt-tka Re: Na ratunek 15.03.18, 09:30
        kropka_zua napisał(a):

        Idunia, która
        > wcześniej kochała biel, powinna urządzać sobie kuchnię właśnie na biało,

        Idunia albowiem nie kochala bieli, tylko byla na nia skazana :) z racji mieszkania w suterenie. Zeby rozjasnic te piwniczne izby ponure.
        A teraz naturalnego swiatla ma pod dostatkiem i moze sobie pobrodzic w ulubionych borejczych kolorkach, blotnisto-bagiennych, jak juz trafnie okreslono :)
        • kropka_zua Re: Na ratunek 15.03.18, 09:41
          W MCdusi było coś o tym, że uwielbiała biel, bo dawała sterylną czystość.

          W starej chatce z 4 oknami łącznie dość światła? Nie pomnę, czy jest coś na ten temat, ale w starym budownictwie wiejskim otwory okienne są zwykle mniejsze niż obecne standardowe.
          • tt-tka Re: Na ratunek 15.03.18, 12:08
            kropka_zua napisał(a):

            >
            > W starej chatce z 4 oknami łącznie dość światła? Nie pomnę, czy jest coś na ten
            > temat, ale w starym budownictwie wiejskim otwory okienne są zwykle mniejsze ni
            > ż obecne standardowe.

            Jak stara jest ta chatynka, oto pytanie. Bo murowanka z lat przykladowo 70-tych to okna miala juz normalnych rozmiarow. Jakos nie wydaje mi sie, zeby ona byla wiekowa, co najwyzej polwieczna :)
        • yvi1 Re: Na ratunek 19.03.18, 12:40
          tt-tka napisała:


          > Idunia albowiem nie kochala bieli, tylko byla na nia skazana :) z racji mieszka
          > nia w suterenie. Zeby rozjasnic te piwniczne izby ponure.


          He,he " skazana" to ona byla na poczatku na piwnice.Potem to juz li i jedynie w MM glowie .
      • staua Re: Na ratunek 22.03.18, 18:32
        Mnie się wszystikie te kolory kojarza z wnętrzami w stylu meksykańskim. W Polsce chyba mało popularnym, bo potrzebny jest raczej ciepły klimat.
      • staua Re: Na ratunek 22.03.18, 18:33
        PS. Przylepianie suszonych nagietków na meble to jest dla mnie bezguście i żenada.
        • krystalla Re: Na ratunek 22.03.18, 18:53
          staua napisała:

          > PS. Przylepianie suszonych nagietków na meble to jest dla mnie bezguście i żena
          > da.
          >
          Ano. Poza tym jakoś je zalakierowała? Zafoliowała, nie wiem? No bo jak to przecierać, myć?
          • berrin Re: Na ratunek 23.03.18, 08:08
            Przylepianie suszonych nagietków na meble to jest dla mnie bezguście > i żenada.
            Ano. Poza tym jakoś je zalakierowała? Zafoliowała, nie wiem? No bo jak to przecierać, myć?


            Swego czasu trenując prace wykończeniowe wykonywałam trochę takich ozdóbek kwiatowo-liściowych (liście nadają się lepiej) na rozmaitych meblach, poczynając od oparć krzesełek przez ramy luster aż po drzwiczki rhomantycznej bieliźniarki. Zapewne Aga wie, jak wygląda technologia produkcji takich ozdób – skoro ja wiem, a ze mnie może i stolarz, ale nie artystka. Zatem wie także, ze te ozdoby są raczej nietrwałe i na szafki w kuchni raczej się nie nadają – raczej na bibelociki.
            Ponieważ:
            Taką dekorację z suszonych PRASOWANYCH i w ogóle specjalnie spreparowanych kwiatów (nie, nie wystarczy zawiesić łebkami w dół, żeby wyschły, co więcej, nie wystarczy też wysuszyć w książce, potrzebna jest prasa z listewek, skręcana wraz z postępami suszenia na nakrętki motylkowe ;) ) nakleja się na specjalnie przygotowaną powierzchnię mebla i zabezpiecza kilkoma warstwami lakieru. Suszone kwiaty są bardzo kruche – zwłaszcza te „zwykłe” na miękkich łodygach i z koszyczkowym kwiatostanem – rumianki, nagietki, margerytki. Zalecany jest lakier celulozowy, bo nie odbarwia i kwieciecie pod nim najlepiej wygląda - ale i zabezpieczenie najsłabsze. Dekoracja nie nadaje się na meble często, intensywnie a nawet normalnie użytkowane, kompletnie nie nadaje się też do pomieszczeń w których występuje nadmiar pary wodnej (kuchnia, łazienka). Kwiaty, które już w trakcie suszenia bledną, potem bardzo szybko tracą kolor od światła – zatem zalecenia dla mebla brzmią zwykle – chronić przez wilgocią, światłem, zbyt częstym dotykaniem (takie na przykład krzesło robi za dekorację, nie za mebel do siedzenia). Konserwacja jest trudna – delikatne przecieranie wilgotną szmatką, a najlepiej w ogóle tylko odkurzać. Umyć w zasadzie się nie da, w każdym razie nie więcej niż dwa-trzy razy. No chyba że chodzi o proste naklejenie wysuszonego kwiatka z zielnika na drzwiczki szafki – no problem, tylko że wówczas trwałość takiej dekoracji – w kuchni zwłaszcza – to ja oceniam na dwa tygodnie, po których zostanie tylko takie coś brudnego, bo reszta się pokruszy i posypie. Takie rękodzieła wyglądają na bardzo proste do zrobienia ale właśnie – tylko wyglądają. Na drzwi szafek kuchennych, skoro ktoś ma ochotę na dekoracje kwiatowe, zalecałabym naklejenie raczej fotek kwiatów wydrukowanych na specjalnych kanwach, względnie robionych masowo właśnie do takich celów naklejek dekoracyjnych.
            Ale to by pewnie nie było wystarczająco artystyczne...
            • staua Re: Na ratunek 23.03.18, 15:06
              Jak suszyłaś wiele różnych gatunków kwiatów, to może wiesz, i popraw mnie, jeśli się mylę, ale nagietki to raczej wypukłe kwiaty i chyba bardzo trudno je ususzyć na płasko tak, żeby przy tym ładnie wyglądały.
              • agafiatichonowna Re: Na ratunek 23.03.18, 16:36
                Zastanawiam się dlaczego Aga ich po prostu nie namalowała - tak hiperrealistycznie, nawet z lekkim cieniem, żeby osiągnąć efekt wypukłości. Mogła to zrobić choćby akrylami, efekt długotrwały (wiem, bo sama popełniałam drzewiej podobną radosną twórczość) i kredens można myć do upojenia.
              • berrin Re: Na ratunek 23.03.18, 16:47
                Dość trudno, owszem, zwłaszcza pełną odmianę - i ja bym ich do takiego dekoracyjnego suszu nie wybrala, ale widac MM lubi nagietki ☺. Ale te pojedyncze się da, do tego właśnie jest potrzebna ta prasa , dwie deski, duzo warstw bibuły i śruby z nakrętkami w naroznikach. Z biegiem schnięcia dokreca się nakrętki i spłaszcza zawartość. Zupełnie płaskie nie wyjdą, ale do naklejania będą się nadawać.
                Dużo lepsze, oczywiście, bylyby bratki, względnie nasturcje.
                Co do tego, czy ładnie będą wyglądać... cóż, jak wiadomo uroda rzecz gustu. Mnie by się nie podobały, ale technicznie da się. Spód takiego suszka jest wtedy płaski i można go klejem pokryć. Co oczywiście czyni dekorację jeszcze mniej kuchennie adekwatną, bo dostajemy na drzwiach szafki coś wypuklego, czego nie mozna potrzeć przy czyszczeniu, bo się rozleci. Dlatego proponowałbym raczej te naklejki z kanwy albo zwykle, z pcv.
                W ogóle takie dekorację kwiatowe to temat-rzeka i na dodatek master-level przy wykonaniu, zeby nie wyszło jak laurka pierwszoklasisty.
                • staua Re: Na ratunek 23.03.18, 16:58
                  W ogóle takie dekoracje domowej roboty to coś trudnego, trzeba wyczuć, co wygląda dobrze, a co jak taka laurka właśnie, a to nie jest łatwe, jak się samemu to wyprodukowało (skądinąd, jako dziergająca, wiem coś o tym, trudno być obiektywnym wobec własnego dzieła). Wyjątkiem są oczywiście różne prace dzieci eksponowane w domu, ale tu MM podkreśla, że Agnieszka zabrała się za dekorowanie wnętrz na Roosevelta na poważnie. OK, jako malarka powinna mieć zmysł artystyczny, ale może wystarczyłyby jednak jej obrazy.
                • druza.11 Re: Na ratunek 25.03.18, 17:35
                  moja przyjaciółka ma inną metodę - na płaskie naczynie do góry dnem kładzie ręcznik papierowy na to kładzie rośliny na to znów ręcznik i dociska innym płaskim. Wrzuca to do mikrofali (zabij nie wiem na ile) i wyciąga suche a jednocześnie elastyczne.
                  może ci się przyda ten patent :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka