Dodaj do ulubionych

Korale po matce Dorotki

19.01.19, 16:00
Tak sobie wałkuję znowu WdO i zaintrygował mnie wątek tych słynnych korali, które nosi Dorotka. Nie bardzo rozumiem, dlaczego MM przedstawia nam je jako " pamiątkowe korale po matce", a pani Kasia w sklepie, w scenie gdy Józin przynosi jej rozwalone koraliki- komentuje, że żal, że szkoda, bo to " korale po matce". Przecież ta matka zyje!! To jakim cudem te korale są PO matce a nie OD matki? Redakcja Emilia Kiereś tego nie zauważyła?
Obserwuj wątek
    • saxesave Re: Korale po matce Dorotki 19.01.19, 16:03
      Matka daleko A jak wiemy po losach Pyziaka i Elki - daleko to już jakby trochę się nie żyło.
    • bupu Re: Korale po matce Dorotki 19.01.19, 17:48
      miodowocytrynowa napisała:

      > Tak sobie wałkuję znowu WdO i zaintrygował mnie wątek tych słynnych korali, któ
      > re nosi Dorotka. Nie bardzo rozumiem, dlaczego MM przedstawia nam je jako " pa
      > miątkowe korale po matce", a pani Kasia w sklepie, w scenie gdy Józin przynosi
      > jej rozwalone koraliki- komentuje, że żal, że szkoda, bo to " korale po matce".
      > Przecież ta matka zyje!! To jakim cudem te korale są PO matce a nie OD matki?
      > Redakcja Emilia Kiereś tego nie zauważyła?


      Podejrzewam, że Derocia miała być prawdziwą sierotką, ale się autorce koncepcja zmienila w trakcie. A że redakcja nie śmie nawet przecinka zmienić...
    • guineapigs Re: Korale po matce Dorotki 19.01.19, 21:35
      Miodowa ma problem z koralami:
      'Przecież ta matka zyje!! To jakim cudem te korale są PO matce a nie OD matki?'

      Bo Miodowa nie dopuszcza mozliwosci, ze byc moze sa to korale po czyjejs zmarlej Matce Ze Srody (vide: casus Hajduka).
      Moze to byla matka tego lekarza-uwodziciela, ergo babcia? Ale ze nikt w okolicy nie wazy sie powiedziec 'babcia', to mowia 'matka', dyskretnie nie dopowiadajac czyja.
      Ja przepraszam, ale muj musk jest tak przemeczony ze ide spac, bo inaczej zaraz zaczne snuc domysly, ze ten lekarz to ni mniej ni wiecej tylko Sam Pyziak Straszny, tylko dla niepoznaki przebrany w kitel lekarski. Albo, co nie daj Perunie, Mamert?

      Zdecydowanie czas na spoczynek.
    • przymrozki Re: Korale po matce Dorotki 20.01.19, 17:14
      Jeszcze te korale to pół biedy. Szklane, niebieskie - mogły być ładne, a Teresa mogła je dać córce, żeby miała i nosiła.

      Znacznie dziwniejsze są święte chodaki "po matce". Ciężkie, niewygodne, niepraktyczne, od 20 lat niemodne. Nie ma żadnego powodu, żeby Dorota popylała w tym po wsi. A po gospodarstwie to już zwłaszcza, kto zakłada chodaki do fizycznej pracy w obejściu?
      • bupu Re: Korale po matce Dorotki 20.01.19, 17:24
        przymrozki napisała:

        > Jeszcze te korale to pół biedy. Szklane, niebieskie - mogły być ładne, a Teresa
        > mogła je dać córce, żeby miała i nosiła.
        >
        > Znacznie dziwniejsze są święte chodaki "po matce". Ciężkie, niewygodne, nieprak
        > tyczne, od 20 lat niemodne. Nie ma żadnego powodu, żeby Dorota popylała w tym p
        > o wsi. A po gospodarstwie to już zwłaszcza, kto zakłada chodaki do fizycznej pr
        > acy w obejściu?

        I ona tak w tych chodakach do oprzętu, w kurze i kobyłcze kupy, do sklepu i do koscioła? O fuj.
        • przymrozki Re: Korale po matce Dorotki 20.01.19, 18:36
          bupu napisała:

          > I ona tak w tych chodakach do oprzętu, w kurze i kobyłcze kupy, do sklepu i do
          > koscioła? O fuj.

          Potem dostała tenisówki ma urodziny, więc miała już dwie pary butów. Wcześniej chyba nie miała z czego wybierać.
          • tt-tka Re: Korale po matce Dorotki 20.01.19, 18:44
            Dostala tenisowki, ale nie mogla ich zalozyc, ten gips na nodze ! Wyszlo nam, ze te tenisowki to ona bedzie miala szanse ponosic gdzies tak kole Bozego Narodzenia :)
          • bupu Re: Korale po matce Dorotki 20.01.19, 18:47
            przymrozki napisała:

            > bupu napisała:
            >
            > > I ona tak w tych chodakach do oprzętu, w kurze i kobyłcze kupy, do sklepu
            > i do
            > > koscioła? O fuj.
            >
            > Potem dostała tenisówki ma urodziny, więc miała już dwie pary butów. Wcześniej
            > chyba nie miała z czego wybierać.

            Tenisowki można dostać już za dwie dychy. Rozmaite klapki i sandały też. Odzieżowe ubóstwo Derotki jest po prostu absurdalne.
            Ponadto w maju i czerwcu Derocia chodziła do szkoły, tuszę, że nie boso, tylko w obuwiu. Też w tych oborowych drewniakach? Na wuefie też w nich ćwiczyła?

            A buty regularnie noszone do obory szybko zaczynają tą oborą waniać. Takie prawo natury. A ponieważ nie przypominam sobie wzmianek o Deroci, szorujacej drewniaki mydłem i wodą, tedy wnioskuję, że waniała.

            No i poza tym użytkowanie tego samego obuwia do obory i wszędzie indziej jest niehigieniczne. Co Derocia jako aspirujaca do bycia lekarka powinna dobrze wiedzieć.
            • minerwamcg Re: Korale po matce Dorotki 20.01.19, 19:07
              Za dawnych, niekoniecznie dobrych jeśli chodzi o różne artykuły odzieżowe czasów, zdarzało mi się popylać w dżinsowej kurtce PO starszym bracie, choć braciszek miał się doskonale, a z kurtki zwyczajnie wyrósł. Cesia też sarkała na suknie PO Julii, za szerokie w biuście - więc nosić coś po kimś może oznaczać coś, co ktoś nosił, a teraz już nie. Trudno mi jednak odnieść podobny zwrot do biżuterii, korali, których ani nie można znosić, ani z nich wyrosnąć. Może faktycznie, nikt nie wierzył w powrót Dorocinej matki, i Dorotka uchodziła za jeśli nie sierotkę, to prawie, co to dla niej matczyne korale status pamiątki mają.
              A o butach i ciuchach nawet już nie mówcie, bo się od tej głupoty kwaśno w gębie robi. Jedna sukienka, jedne drewniaki, a tenisówki jako prezent urodzinowy. No luuudzie.
              • miodowocytrynowa Re: Korale po matce Dorotki 20.01.19, 19:58
                No i mi powiedzcie kochane, za co na litość boską bierze pieniądze pani Kiereś, skoro jako redakcja nie wyłapuje takich absurdów, bo o bykach merytorycznych nawet nie wspomnę. Ona ma swój fanpage na fb, może jej to tam napiszę?
                • kocynder Re: Korale po matce Dorotki 21.01.19, 01:17
                  E tam, bana dostaniesz i tyle, a komentarz skasuje. :)
                  A co do zwrotu "po matce", to ja rozumiem tak, że dla matki te koraliki były cenne ze względów sentymentalnych, oddała je córce licho wie czemu i stąd po matce nosi je córka. Trochę na zasadzie sukienki po starszej siostrze czy kurtki po bracie. Z tym, że (oczywiście) lepiej by było gdyby to JAKOŚ uzasadniono - np że matka dała jej swój skarb opowiadając jego historię, że to jej ojciec przywiózł jej te korale z Wenecji gdzie był na sympozjum czy tam konferencji, albo coś. W sensie uzasadnienia czemu to cacko było dla matki takie ważne.
                  Z chodakami po matce zaś - odebrałam inaczej: że po prostu matka wyjeżdżając nie zabrała ze sobą do Norwegii swoich "służbowych" drewniaków i Dorotka je "dobija".
                  Z tym, że to tylko wytłumaczenie samego zwrotu "po matce", a nie ubogości garderoby dorocinej. Kompletnie do mnie nie przemawia ta sierotka Dorotka w jednej kusej sukienczynie i jednych chodakach... Mogło być w początku XIX wieku na wsi głuchej, ale nie w dobie lumpeksów w okolicy dużej aglomeracji...
                  No i zgadzam się z tym, że całość brzmi jakby początkowo MM miała plan uśmiercić rodziców Doroci definitywnie, a w trakcie zmieniła jej się koncepcja - tylko nie nadążyła ze zmianą realiów.
                  • bupu Re: Korale po matce Dorotki 21.01.19, 07:16
                    kocynder napisała:

                    > Z chodakami po matce zaś - odebrałam inaczej: że po prostu matka wyjeżdżając ni
                    > e zabrała ze sobą do Norwegii swoich "służbowych" drewniaków i Dorotka je "dobi
                    > ja".

                    Ja się zastanawiam skąd ta Teresa drewniaki służbowe wytrzasła. Owszem, personel szpitali naszał takowe, w głębokich latach 80, zanim jednak na dobre nastała następna dekada zamienił je na cichsze obuwie. Następna z jakiegoś skansenu urwana, dla odmiany medycznego.

                    > Z tym, że to tylko wytłumaczenie samego zwrotu "po matce", a nie ubogości garde
                    > roby dorocinej. Kompletnie do mnie nie przemawia ta sierotka Dorotka w jednej k
                    > usej sukienczynie i jednych chodakach... Mogło być w początku XIX wieku na wsi
                    > głuchej, ale nie w dobie lumpeksów w okolicy dużej aglomeracji...

                    Ja się grzecznie pytam w czym Derocia do szkoły chodziła? W czym ćwiczyła na wf? Co wdziewała na akademie, letnią kieckę i sandały? To nawet bez patrzenia na współczesne realia się kupy nie trzyma.
                    • kocynder Re: Korale po matce Dorotki 21.01.19, 08:35
                      "Ja się zastanawiam skąd ta Teresa drewniaki służbowe wytrzasła. Owszem, personel szpitali naszał takowe, w głębokich latach 80, zanim jednak na dobre nastała następna dekada zamienił je na cichsze obuwie. Następna z jakiegoś skansenu urwana, dla odmiany medycznego."
                      Fakt! Już w drugiej połowie lat '90 DREWNIAKI na szpitalnych oddziałach to była rzadkość - obecnie nie ma wcale. Klapki plastikowe obowiązują. :D No, ale niech jej tam, możemy założyć, że matka Sierotki Dorotki sama nabyła drewniaki, bo jej się w plastiku męczyła/pociła noga i tak wolała, stąd miała. Wiem, naciągane. :)

                      "Ja się grzecznie pytam w czym Derocia do szkoły chodziła? W czym ćwiczyła na wf? Co wdziewała na akademie, letnią kieckę i sandały?"
                      Uczciwie nie mam pojęcia. Na wsi bywałam lat temu z trzysta, czyli w dawnym systemie sprawiedliwości społecznej, ale pamiętam, iż CAŁA społeczność wiejska, włącznie z najuboższymi miała odzież niejako "podzieloną" - osobne rzeczy "wytworne" (skala wytworności oraz ilość zależna była od zasobności portfela i możliwości nabywczych, tudzież osobistego talentu krawieckiego), do chodzenia do szkoły, do lekarza, do kościoła itd, a osobno rzeczy "nie wytworne" (skala zużycia tychże zależna była od zasobności portfela, wygody danego ciucha i jego praktyczności) - służące do obrządku chudoby, pracy w sadzie, polu i drewutni itd. I zupełnie serio - w czasach przedlumpeksowych, kiedy każdą rzecz trzeba było "wystać" albo zdobyć w sposób przemyślny i sprytny - NIKT na wiosze nie miał jednych portek i jednej kiecki!!! Nikt po prostu. No, może wyłączywszy miejscowego Chrobota, ale tez wątpliwe, bo pamiętam, że "miejscowy Chrobot" co jakiś czas był w odzież stosowną do pory roku zaopatrywany przez miejscowego księdza - z tym, że nie wiem czy to było działanie częste czy tez zwyczajnie ludzka inicjatywa kapłana? No, ale ok, mogłabym "kupić" Chrobota w jednej koszuli, mającego jedną kufajkę i jedną parę znoszonych portek. Plus sweter włóczkowy z wyłażącymi nitkami. No, ale to Chrobot - alkoholik i taki "lokalny folklor", a nie w domu trzech bab, porządnym i z tradycjami!
                      A dziś? MOŻE można by było uwierzyć, gdyby ta cho.... cho... chomiczkowa Sierotka Dorotka mieszkała gdzieś w małej chatce zagubionej w bieszczadzkiej głuszy. Albo na inszym Tater szczycie. Nie chadzać do szkół i nie mając kontaktu ze światem spoza zagrody. Ale, na Baala, nie pod Poznaniem!!! Ktoś (chyba właśnie Wasza Wielmożność) uświadomił kiedyś szacowne grono, iż owa Arkadia wiejska Promno leży sobie o 20 minut od Poznania! Z w miarę porządną komunikacją zbiorkomem!
                      Z tym, że motyw Sierotki bez Sukni już się w tffurczości MM przewinął - kosmiczny ślub Larwy z Manekinem. Kiecka znika. Ta szyta przez krawcową Operową (słusznie cenioną w środowisku śpiewaczym - ja tam nie wiem czy słusznie, bo jeśli krawcowa nie wspomni pannie młodej, że do ostatniej miary należy mieć na sobie tą sama bieliznę co na "okazję", oraz jeśli godzi się na odbiór kiecki W DNIU UROCZYSTOŚCI to ona jest ... a nie krawcowa!). W każdym razie Larwa okazuje się nie mieć ŻADNEJ kiecki. Co robi normalna młoda kobieta w takiej sytuacji? No, oczywiste wszak, że po ataku histerii i uspokojeniu wbija się w śmierdzący naftaliną, zleżały i za mały na siebie kostiumik po babci z pięćdziesięcioletniej piki, a nie przebiega wraz z narzeczonym przez jedną czy dwie galerie i nabywa jakąkolwiek jasną kieckę wieczorową, może nie tak idealną jak uwieziona "pompadura", ale ładną stosowną...
                      • lord_vmordevol Re: Korale po matce Dorotki 21.01.19, 09:59
                        kocynder napisała:

                        > awcowa nie wspomni pannie młodej, że do ostatniej miary należy mieć na sobie tą
                        > sama bieliznę co na "okazję", oraz jeśli godzi się na odbiór kiecki W DNIU URO
                        > CZYSTOŚCI to ona jest ... a nie krawcowa!). W każdym razie Larwa okazuje się ni

                        Widziałem kiedyś normalny, użytkowy stolik zrobiony przez stolarza teatralnego. Po tym nie zdziwi mnie żaden badziew odwalony przez teatralną krawcową.
                        • kocynder Re: Korale po matce Dorotki 21.01.19, 10:12
                          :D
                          No, ale tu, z tego co pomnę, była napisane wprost, że owa krawcowa jest SŁUSZNIE CENIONA w środowisku! Czyli nie, że załapała się na układy w garderobie psim swędem i siedzi, albo, że dzięki jakimś tajemnym sposobikom udało jej się wbić w krąg. Ona jest od dawna i jest ceniona! :D
                          • potworia Re: Korale po matce Dorotki 21.01.19, 15:01
                            Współpracowałam z dziesiątkami pracowni krawieckich w krajowych teatrach i muszę powiedzieć, że poziom mają naprawdę różny, od wyśmienitego po pożałowania godzien.
                            Ale teatralne kiecki, podobnie jak teatralne stoliki robi się trochę inaczej i w innym celu niż "normalne" ubrania i meble. Choć oczywiście może się zdarzyć jakaś zdolniacha, co to i na scenę i na wybieg i na ślub, i rokoko, i si-fi, i vintage. Ale nie miałam przyjemności.
                      • bupu Re: Korale po matce Dorotki 21.01.19, 10:29
                        kocynder napisała:

                        > "Ja się grzecznie pytam w czym Derocia do szkoły chodziła? W czym ćwiczyła na w
                        > f? Co wdziewała na akademie, letnią kieckę i sandały?"
                        > Uczciwie nie mam pojęcia. Na wsi bywałam lat temu z trzysta, czyli w dawnym sys
                        > temie sprawiedliwości społecznej, ale pamiętam, iż CAŁA społeczność wiejska, wł
                        > ącznie z najuboższymi miała odzież niejako "podzieloną" - osobne rzeczy "wytwor
                        > ne" (skala wytworności oraz ilość zależna była od zasobności portfela i możliwo
                        > ści nabywczych, tudzież osobistego talentu krawieckiego), do chodzenia do szkoł
                        > y, do lekarza, do kościoła itd, a osobno rzeczy "nie wytworne" (skala zużycia t
                        > ychże zależna była od zasobności portfela, wygody danego ciucha i jego praktycz
                        > ności) - służące do obrządku chudoby, pracy w sadzie, polu i drewutni itd. I zu
                        > pełnie serio - w czasach przedlumpeksowych, kiedy każdą rzecz trzeba było "wyst
                        > ać" albo zdobyć w sposób przemyślny i sprytny - NIKT na wiosze nie miał jednych
                        > portek i jednej kiecki!!!

                        Nawet za Reymonta ino ostatnia nędza na samym dnie wiejskiej drabiny społecznej nie miała żadnych kościołowych portek, czy inszego wełniaka. Nawet taki Witek, chłopak od pasionki u Borynów, miał jakąś przyodziewę na wielkie święta. A tu Derotka w jednej kiecuni...

                        > A dziś? MOŻE można by było uwierzyć, gdyby ta cho.... cho... chomiczkowa Sierot
                        > ka Dorotka mieszkała gdzieś w małej chatce zagubionej w bieszczadzkiej głuszy.
                        > Albo na inszym Tater szczycie. Nie chadzać do szkół i nie mając kontaktu ze świ
                        > atem spoza zagrody. Ale, na Baala, nie pod Poznaniem!!! Ktoś (chyba właśnie Was
                        > za Wielmożność) uświadomił kiedyś szacowne grono, iż owa Arkadia wiejska Promno
                        > leży sobie o 20 minut od Poznania! Z w miarę porządną komunikacją zbiorkomem!

                        Derotka sirotka chodziła, przypominam, do prywatnego liceum w Swarzędzu. W życiu nie uwierzę, że dopuszczalny strój galowy skladał się tam z letniej kiecki i chodaków. Albo że na wuefie pozwalano tam ćwiczyć w chodakach, ten numer w państwowym też by nie przeszedł. To czego Derocia się tak cieszy z tenisowek, skoro powinna takie posiadać od dawna?
                        I nie mówcie mi, że jej stopa urosla, bo siedemnastolatka z tak rosnącą stopą musi cierpieć na galopujacy gigantyzm.

                        > Z tym, że motyw Sierotki bez Sukni już się w tffurczości MM przewinął - kosmicz
                        > ny ślub Larwy z Manekinem. Kiecka znika. Ta szyta przez krawcową Operową (słusz
                        > nie cenioną w środowisku śpiewaczym - ja tam nie wiem czy słusznie, bo jeśli kr
                        > awcowa nie wspomni pannie młodej, że do ostatniej miary należy mieć na sobie tą
                        > sama bieliznę co na "okazję", oraz jeśli godzi się na odbiór kiecki W DNIU URO
                        > CZYSTOŚCI to ona jest ... a nie krawcowa!). W każdym razie Larwa okazuje się ni
                        > e mieć ŻADNEJ kiecki. Co robi normalna młoda kobieta w takiej sytuacji? No, ocz
                        > ywiste wszak, że po ataku histerii i uspokojeniu wbija się w śmierdzący naftali
                        > ną, zleżały i za mały na siebie kostiumik po babci z pięćdziesięcioletniej piki
                        > , a nie przebiega wraz z narzeczonym przez jedną czy dwie galerie i nabywa jaką
                        > kolwiek jasną kieckę wieczorową, może nie tak idealną jak uwieziona "pompadura"
                        > , ale ładną stosowną...
                        >

                        Pacz pani, kiedy Ida zapomniała w miłosnym amoku kupić pantofli, to rodzina w Wigilię latała po sklepach jak kot z pęcherzem. Dwie dekady później jedynym ratunkiem jest zmurszały łach po Milicji, jakby sklepów nie było. Ja nie wiem, może nabywanie odzieży też stało się w tym uniwersum wystepkiem niegodnym czółka, a dozwolone są tylko szmaty po antenatach, giezła pokutne oraz koszule flanelowe i przykuse sieroce sukienki? Skoro anatemą obłożono juź wszelki makijaż i fryzury bardziej skomplikowane niż koński ogon...?
                        • kocynder Re: Korale po matce Dorotki 21.01.19, 10:54
                          "Nawet za Reymonta ino ostatnia nędza na samym dnie wiejskiej drabiny społecznej nie miała żadnych kościołowych portek, czy inszego wełniaka. Nawet taki Witek, chłopak od pasionki u Borynów, miał jakąś przyodziewę na wielkie święta."
                          Czasów Reymonta osobiście nie pamiętam... Ale jako JWPani rzekła - przyodziewa posiadana była. Z moich wspomnień takoż i wynika jednoznacznie - że osobnicy wiejscy, poza może kompletnym marginesem marginesu patologicznego odzienie posiadali w liczbie większej niż sztuk dwie (jedne portki i jedna kiecka).

                          "W życiu nie uwierzę, że dopuszczalny strój galowy skladał się tam z letniej kiecki i chodaków. Albo że na wuefie pozwalano tam ćwiczyć w chodakach, ten numer w państwowym też by nie przeszedł.".
                          W żadnym by nie przeszedł, bo ćwicząc w tychże chodakach mogłaby zrobić kuku sobie oraz współćwiczacym koleżankom co jakoś nie mieści się w planach edukacyjnych - jak mniemam. Takoż i radochy z nabycia tenisówek nie pojmuję. Mogłabym pojąć, gdyby to były jakieś wymarzone cuda, z serii "super-hiper-ekstra", ukochany sportowiec takie właśnie reklamuje! Na zasadzie na jakiej byłabym w stanie uwierzyć, że jakowyś młody człowiek MUSI mieć obuwie sportowe X. bo Zizou, Messi czy tam inny Ronaldo w takich właśnie gra. I taki młody człowiek się cieszy jak półgłówek, bo w ramach prezentu dostanie TE właśnie, wymarzone i identyczne jak noszone przez bóstwo boiskowe.

                          P.S> Czy mię się coś popomylało czy tez gdzieś w którymś z opisów było, że pokój Józwy zdobił plakat Zizou z reklamy dezodorantu? To mi się to tez kłóci (abstrahując od tematu wątku!). Po pierwsze było to w czasach, w których Zinedine Zidane udawał się już na piłkarską emeryturę (no, ale niechby, Józwa go docenił jako małolat i sentyment mu został), a po drugie już w czasach, w których na rynku naszym było x gazet sportowych, w których drukowano przepiękne plakaty piłkarzy (zarówno "w akcji" jak i "pozowane") i serio nastolatek by sobie pokój tapetował reklamą dezodorantu? Ja tam nie znam blisko żadnego nastolatka, ale jakoś mi się to nie do końca klei...
                          • kooreczka Re: Korale po matce Dorotki 21.01.19, 13:52
                            Może jakaś znajoma MM kupiła wnuczce Conversy i autorka zanotowała radość z tenisówek, ale nie zaznaczyła marki?
                            Co do dezodorantu- tak, to było wyłapane i uznane za wpisanie w lata 2000 reliktu z PRL.

                            Ta cała sytuacja coraz bardziej kojarzy mi się z chłopomanią młodopolską i Rydlem, który zachwycony chłopskim życiem nie dostrzegał wszystkich jego niuansów i latał na bosaka do sąsiadów i urzędów mało nie grzebiąc tym swoich planów matrymonialnych- bo na bosaka w oficjalnych sytuacjach chodziła ostatnia nędza, buty na wsi się oszczędzało właśnie na odwiedziny i bytności. Potem Jadwiga Rydlowa z domu Mikołajczyk obraziła się o Pannę Młodą- była oczytaną, energiczną, inteligentną kobietą i nie podobał się jej portret naiwnej trzpiotki.
                            • bupu Re: Korale po matce Dorotki 21.01.19, 14:14
                              kooreczka napisał:

                              > Może jakaś znajoma MM kupiła wnuczce Conversy i autorka zanotowała radość z ten
                              > isówek, ale nie zaznaczyła marki?
                              > Co do dezodorantu- tak, to było wyłapane i uznane za wpisanie w lata 2000 relik
                              > tu z PRL.

                              Nie z PRL, raczej z wczesnych lat 90, zanim eksplodowała kolorowa prasa sportowa.

                              > Ta cała sytuacja coraz bardziej kojarzy mi się z chłopomanią młodopolską i Rydl
                              > em, który zachwycony chłopskim życiem nie dostrzegał wszystkich jego niuansów i
                              > latał na bosaka do sąsiadów i urzędów mało nie grzebiąc tym swoich planów matr
                              > ymonialnych- bo na bosaka w oficjalnych sytuacjach chodziła ostatnia nędza, but
                              > y na wsi się oszczędzało właśnie na odwiedziny

                              Mój osobisty dziadek jeszcze przed wojną latem maszerował do kościoła na bosaka, buty dzierźąc pod pachą. Stanąwszy zaś u wrót świątyni nogi otrzepywał, obuwie wdziewał i dopiero wtedy przekraczał te święte progi.

                              I zgadzam się że autorka ma mniej więcej takie pojęcie (i naiwne podejście do) ubóstwie i wsi co mości pan Rydel.
                            • ciotka.scholastyka Re: Korale po matce Dorotki 23.01.19, 09:41
                              kooreczka napisał:

                              > Co do dezodorantu- tak, to było wyłapane i uznane za wpisanie w lata 2000 relik
                              > tu z PRL.

                              I po wielokroć tutaj powtarzane przez niejaką visan. O tym cho.. cho... chomiczkowym plakacie z dezodorantem, podczas gdy przecież w gazetach plakaty... itd, itd.
                      • przymrozki Re: Korale po matce Dorotki 21.01.19, 17:29
                        kocynder napisała:

                        W każdym razie Larwa okazuje się ni
                        > e mieć ŻADNEJ kiecki. Co robi normalna młoda kobieta w takiej sytuacji? No, ocz
                        > ywiste wszak, że po ataku histerii i uspokojeniu wbija się w śmierdzący naftali
                        > ną, zleżały i za mały na siebie kostiumik po babci z pięćdziesięcioletniej piki

                        Ja przepraszam, ale koleżance jakiś wściekły atak zdrowego rozsądku kazał dodać opisowi pewnej logiczności, której w oryginalnym tekście bynajmniej nie było. Owszem, Laura, jak wynikało z wielu dowodów pośrednich, była od babci wyższa i tęższa, więc kostium z piki powinien był być na nią za mały. Ale nie był, wręcz przeciwnie, był na nią za duży. Na Roosevelta takie cuda, cuda ogłaszają!

                        Nawiasem pisząc, Laura miała drugą suknię ślubną, przecież została jej ta po Wolfim. A jeżeli nie została, to co się z nią stało?
                        • tt-tka Re: Korale po matce Dorotki 21.01.19, 20:49
                          Wsi Reymonta ani Rydla osobiscie nie znalam, za mloda jestem, ale na batzie rodzinnych wspomnien i licznych lektur potwierdzam. Zasoby odziezowe Deroty sa niemozliwe u panny dziedziczki, nawet jesli dziedziczy ona tylko 2,5 ha. Babcie emerytki sa lepiej zaopatrzone w przyodziewek, a i wiecej bywaja towarzysko, niz ona.

                          Co do piki, dawno juz wyklula sie koncepcja, ze Milicja planowala odziac Laure na jej slub na obraz i podobienstwo swoje. Wiec wziela i zamowila u jakiejs szwaczki kostiumik na wzor wlasnego, ale ze szyte to bylo na oko, bez miary, stad za duze troche.
                • ciotka.scholastyka Re: Korale po matce Dorotki 21.01.19, 07:49
                  miodowocytrynowa napisała:

                  > No i mi powiedzcie kochane, za co na litość boską bierze pieniądze pani Kiereś,
                  > skoro jako redakcja nie wyłapuje takich absurdów, bo o bykach merytorycznych n
                  > awet nie wspomnę. Ona ma swój fanpage na fb, może jej to tam napiszę?

                  Napisz, i proszę cię, zrób screena dla nas, bo stawiam spaghetti dla całego forum, że wpis zniknie błyskawicznie.
              • gat45 Re: Korale po matce Dorotki 21.01.19, 10:04
                minerwamcg napisała:

                > Za dawnych, niekoniecznie dobrych jeśli chodzi o różne artykuły odzieżowe czasó
                > w, zdarzało mi się popylać w dżinsowej kurtce PO starszym bracie, choć bracisze
                > k miał się doskonale, a z kurtki zwyczajnie wyrósł.

                Ja też, ja też psze pani !
                I coś mi się po głowie pałęta, że ubranka, nawet wczesnodziecięce, miały różne zapinanie "na stronę". Czyli z tego, która poła zachodziła na którą, wnioskowało się o płci nosiciela kurteczki czy nawet koszulki z guzikami. Nie pamiętam, która strona była męska, a która damska, ale tak było. Kiedyś zimową porą moja niania zabrała mnie - kilkuletnią - do kościoła, przyodzianą w kurtkę po bracie + czapeczkę (takoż, taką uszatkę z królikiem). I została obsztorcowana przez dyżurne panie, że nie zdejmuje temu chłopczykowi nakrycia głowy w domu pańskim. Nie wiem sama dlaczego, ale to sztorcowanie nas obu zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Dowód - po tylu latach pamiętam tę scenę ze szczegółami.
                • rosynanta Re: Korale po matce Dorotki 21.01.19, 10:17
                  Stroje damskie mają guziki z lewej, a męskie z prawej. Zaszłość historyczna :) Po prostu kobiety były ubierane przez służące, a mężczyźni robili to sami. Przyznam, że nie rozumiem, po co wprowadzać takie rozróżnienie w ubraniach wczesnodziecięcych - chyba tylko po to, żeby utrudnić rodzicom życie ;)
                  • lord_vmordevol Re: Korale po matce Dorotki 21.01.19, 10:39
                    rosynanta napisał(a):

                    > Stroje damskie mają guziki z lewej, a męskie z prawej. Zaszłość historyczna :)
                    > Po prostu kobiety były ubierane przez służące, a mężczyźni robili to sami. Przy

                    Kto był ubierany przez służących, ten był, ale większość jednak nie. Natomiast dość prawdopodobne wydaje mi się wytłumaczenie, że męskie zapięcia są dostosowane do lewej ręki, żeby można je było szybko rozpiąć z bronią w prawej ręce, jakby się trafił pojedynek.

                    > znam, że nie rozumiem, po co wprowadzać takie rozróżnienie w ubraniach wczesnod
                    > ziecięcych - chyba tylko po to, żeby utrudnić rodzicom życie ;)

                    A jak nie rozróżnienie, to jak powinno być? I dlaczego akurat na tę stronę, a nie na drugą?
    • potworia Re: Korale po matce Dorotki 21.01.19, 15:16
      Bo Wnuczkowie korale po matce są przecież literackim, a jakże, pociotkiem weneckich paciorków Emilki Byrd Starr, też po matce.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka