Dodaj do ulubionych

Roch i pan Jacek

08.07.09, 20:55
Rocho i pan Jacek są lipeckimi dobrymi duchami, pomagają ludziom i
nauczają ich.Jednak w tej pomocy jest wiele niejasności.
Po aresztowaniu Antka,Roch gorliwie działa na rzecz jego uwolnienia
za kaucją, jeździ po urzędach, wspiera na duchu Hankę, broniąc ją
przed intrygami kowala.To nagłe zainteresowanie Rocha losami Antka
jest co najmniej dziwne.Bo przecież wcześniej Roch w ogóle nie
interesował się Antkiem i jego żoną. Nie wiele go obchodziło że
Antek stacza się po równi pochyłej, przepijając w gospodzie ostatnią
krowę,że Hanka nie ma co do garnka włożyć,a wyprawy do lasu po
chrust omal nie przypłaca własnym życiem.
Dlaczego więc w późniejszym czasie Antkowie cieszą się taką łaską
Rocha?
Tak samo dwuznaczna jest pomoc pana Jacka. Bo trafia wcale nie do
tych najbardziej potrzebujących.
Weronka i Stach otrzymują drewno na nowy dom, z tego to właśnie
nowego domu Bylica musi odejść na żebry. Pana Jacka raczej mało to
interesuje.A przecież Bylica bardziej potrzebuje pomocy niż jego
córka i zięć.
Jacek pomaga Szymkowi budować dom, potem daje Paczesiom w prezencie
krowę.Jednak są w Lipcach ludzie jeszcze biedniejsi, jeszcze
bardziej spragnieni pomocy.Choćby Magda od organistów, czy Flilipka
zza wody. Młodzi Paczesiowie przy nich to bogacze.
To pomaganie przez pana Jacka wygląda bardziej na pańską fanaberię
(tak jak pasanie na miedzy weronczynych krów)niz na rzeczywistą chęć
ulżenia ludzkiej niedoli.
Obserwuj wątek
    • lajlah Re: Roch i pan Jacek 10.07.09, 14:27
      faktycznie, trochę ta pomoc trąci pańską fanaberią, albo jakąś dziwną
      melancholią pana Jacka, ale w końcu nie na darmo ludzie powiadali, że pan Jacek
      głupawy jest nieco, cięgiem po wsiachch się nosi, na skrzypkach pod figurami
      wygrywa i trzy po trzy plecie:)
      • minerwamcg Re: Roch i pan Jacek 16.07.09, 22:35
        Jego pieniądze są, to pomagał komu chciał i wara od tego każdemu
        kiej temu psu. Moim zdaniem pomagał tym, którzy rokowali jakąś
        nadzieję, że pomocy nie zmarnotrawią ani nie zużyją na doraźne
        potrzeby, jeno się rzetelnie po gospodarsku wezmą i dostatek
        przymnożą. Że jak im na ten przykład podaruje krowę, to nie
        sprzedadzą Żydowi, żeby mieć na chleb, tylko bydlątko przyhodują, na
        mleku zarobią, rozmnożą w stosownym czasie i sielnego lewentarza się
        dochowają.
        Krótko mówiąc, pan Jacek wędkę dawał, nie rybę. I pomagał nie tym,
        co jeno Panajezusowego zmiłowania skwierczą, tylko tym, co się z
        dolą za bary bierą i gospodarzyć chcą.
        • jadwiga1350 Re: Roch i pan Jacek 29.07.09, 19:07
          A skąd wiadomo że Ewka albo Magda nie umiałyby skorzystać z tej
          wędki? Może skorzystałyby i deceniły bardziej niż Weronka. Weronka
          nawet cienia wdzięczności do pana Jacka nie czuła. Uważała tę pomoc
          za przejaw jego głupoty.I zbytnią gospodarnością też się nie
          odznaczała. Stach zarabiał gdzie mógł, Weronka wyciągneła co mogła
          od ojca a i tak im wszystko przez palce przelatywało.
    • cahir4 Re: Roch i pan Jacek 30.07.09, 11:26
      A mnie dziwi, że kogoś dziwi. Pamiętam, że w liceum na lekcji
      polskiego kazali się dziwić, to się dziwiłam. Ale od tamtej pory
      minęło sporo czasu i zauważyłam, że współczesna dobroczynność rządzi
      się bardzo podobnymi prawami. poza tym Roch i pan Jacek, to dwa
      zupełnie inne przypadki.

      Pan Jacek faktycznie na jakąś melancholię cierpi, skutkiem czego z
      chłopską dolą zachciało mu się naocznie zapoznawać. Trudno dostrzec
      w jego potępowaniu cel albo plan jakowyś. Może coś się z tych jego
      obserwacji wykluje w przyszłości, bo pierwsze wnioski chyba już
      wysnuł, co właśnie z jego postępowania widać. Póki co wcale nie dba,
      że dla chłopów z pana na samo dno społecznej hierarchii się stoczył,
      jako głupawy po polach krowy pasający.
      Rocho przeciwnie - niby dziad prawie proszalny, ale dla cnót,
      mądrości, dobroci i w świecie obycia estymą wielką się cieszy. I dba
      o nią, bo ona jest mu potrzebna, by mógł swoje cele realizować.
      Rocho ma do spełnienia społeczno-polityczną misję i jego chłopskie
      przebranie temu właśnie służy. Ponadto w żadnym momencie nie
      widzimy, żeby Rocho dysponował jakimiś pieniędzmi - nigdy nie
      udziela nikomu wsparcia materialnego, wręcz przeciwnie, żyje z tym,
      czym go z dobrej woli nakarmią. Swoje pochodzenie ukrywa (choć
      niezbyt starannie).
      Dlaczego Rocho w zimie nie interesował się Antkami, trudno
      powiedzieć. Był wtedy we wsi, bo na wigilii u Jagusi, więc i sprawy
      rodzinne Borynów nie powinny mu być obce. Z drugiej strony, bywał on
      wtedy w Licpach krócej, odwiedzał wiele wsi. W pierwszej połowie
      powieści jest w ogóle mało aktywny, "ożywia" się dopiero po
      aresztowaniu chłopów. Duchowego wsparcia udziela on wtedy wszystkim,
      nie preferuje wyraźnie Hanki - więcej go u niej widzimy, bo na jej
      losach Reymont się skupił. Ze u niej pomieszkuje to zrozumiałe -
      trudno, żeby obciążał swoją osobą rodziny, które i bez niego nie
      miały co do garnka włożyć.

      Że Rocho interesuje się szczególnie losem Antka - to zrozumiałe:

      1. Cała sprawa sporu o las interesuje Rocha. Antek nie siedzi za
      zabójstwo popełnione w pijackiej burdzie, ale za przestępstwo
      popełnione w sytuacji zaognienia sporu społecznego. Takim jakby
      troszkę politycznym więźniem jest.

      2. Za niewinność siedzi, bo w afekcie strzelił do tego, kto
      zaatakował jego ojca. Społeczne poczucie sprawiedliwości jest po
      jego stronie, Rocho nie musi mieć moralnych dylematów, że pomaga
      mordercy.

      3. Rocho, ze względu na swoją misję, interesuje się w sposób
      naturalny nawiązaniem kontaktu z najbystrzejszymi, najbardziej
      otwartymi mieszkańcami wsi. Tymi, co chcą coś zmienić i są w stanie
      zyskać poważanie gromady. Poszukuje liderów, z którymi będzie mógł
      współpracować. Antek jest dobrym kandydatem.

      Niezależnie od swoich politycznych celów, Rocho, zżyty z Lipczanami,
      każdemu stara sie na swój sposób do dobre słowo i dobrą radę dać. I
      o to dba, by Antek o podarku dla żony nie zapomniał, i, nawet jak
      żandarmi depczą mu po piętach, ma czas i chęć, by się zatroszczyć o
      postępowanie i los Jagusi.

      Pan Jacek póki co, celu i misji nie posiada, o szacunek gromady się
      nie troszczy, za to groszem czasami rzucić potrafi. Co ciekawe, jego
      gesty idą w parze z wiejską dobroczynnością - pojawiają się przy
      tych samych okazjach i dotyczą tych samych beneficjentów. I, nie
      mogę się oprzeć temu wrażeniu, podobnie dzieje się i dzisiaj.

      1. Jak słusznie zauważyła Minerwa, dajemy wędkę. Tym, co jej nie
      połamią i coś ułowią. Zauważcie, że darowizny dla Szymków spływają
      nie od razu, ale dopiero wtedy, gdy wieś cała, w tym i pan Jacek,
      przekonali się naocznie, ile zahukany przez matkę "gamoń" ma
      samozaparcia. Ze strony pana Jacka krowa dla Szymków jest pewną
      dobroczynną inwestycją (może, jak już trochę we wsi pomieszkał, to
      mu się pewne pomysły zaczęły krystalizować). Mają mu oddać pierwszą
      pochodzącą od niej jałówkę - jak można przypuszczać, trafi ona do
      kolejnej rodziny, która odda pierwsze ciele itd. Łatwo sobie
      wyobrazić, co by się stało z krową, którą np. Antkowie dostaliby
      pamiętnej zimy.
      Sama jestem zwolenniczką kontrolowania na co w istocie idą
      pieniądze, czy to z dobroczynności, czy z pomocy społecznej i nie
      jestm zwolenniczką wspierania funduszu alkoholowego współczesnych
      Antków, to mnie to podejście nie dziwi.
      Skąd wiadomo, że kto inny nie umiałby skorzystać z wędki - nam nie
      wiadomo, pan Jacek we wsi siedział, to pewnie i wiedział. Magdy tam,
      zdaje się, nieszczęście wiele nie nauczyło.

      2. Mieszkańcy wsi, podobnie jak większość współczesnych ludzi,
      posiada głęboko zakorzenione przekonanie, że całemu nieszczęściu i
      nędzy, jaka jest na świecie nie zdołają zapobiec. Przekonania tego
      nie podzielają oczywiście rewolucjoniści, ale że ich w Lipcach nie
      było, to ich możemy pominąć. Stąd pewna bierność wobec nędzy
      wynikającej z pewnego "porządku świata" - ktoś był od zawsze biedny
      i nie wykazując szczególnej determinacji tę biedę sobie klepie.
      Ponieważ tej całej biedzie nie jesteśmy w stanie zaradzić, oswajamy
      się z nią. Gdzieś tam tuła się Jagata, koczują sobie bezdomni - jest
      jak jest. Kto litościwszy, to jak ta Hanka (na końcu) czym może
      wspomoże, kto nie, obojetnie przejdzie. Co poniektóry, jak
      organiścina - nad jednym się zlituje, że przez nieszczęście w
      niedolę popadł (Hanka), innego psem poszczuje, bo oceni, że sam jest
      sobie winiem (Magda).

      3. Zgoła co insze jest, jeśli nieszczęście jak grom z jasnego nieba
      spadnie, porządku naturalnego zakłóceniem będąc. O, zgoła co insze!
      Biedowała se Weronka, to biedowała. Ale jak się jej chałupa
      zawaliła, to i ksiądz, i baby wszelkie, i pan Jacek z drzewem się
      znalazł. No ludzie! Nie wmawiajcie mi, błagam, że tego nie
      rozumiecie! Przecież dokładnie tak i dzisiaj się dzieje. Im bardziej
      widowiskowa i większa katastrofa, tym większa i gwałtowniejsza
      erupcja dobroczynności. Tsunami poruszy każdą kieszeń. W skali
      lokalnej takoż - losem mieszkańców budyknu socjalnego nikt się
      specjalnie nie interesował. Dopóki ten budynek nie spłonął.
      Może to się łączy z tym, co opisałam w poprzednim punkcie -
      przekonaniu, że nie zmieni się świata, w którym istnieje nędza,
      towarzyszy chęć, by zniwelować przynajmniej
      skutki "ponadstandartowych" nieszczęść.
      Poniekąd pod nieszczęście "nadzwyczajne" podpadała też nędza Szymka -
      nie wiązała się z klęską żywiołową co prawda, ale wynikała ze
      złamania przez Dominikową norm społecznych i pozbawienia synatego,
      co mu się w powszechnym przekonaniu należało.
      • jadwiga1350 Re: Roch i pan Jacek 30.07.09, 16:07
        Wszystko to szczera prawda.Jednak ja się dalej dziwię:

        > 1. Cała sprawa sporu o las interesuje Rocha. Antek nie siedzi za
        > zabójstwo popełnione w pijackiej burdzie, ale za przestępstwo
        > popełnione w sytuacji zaognienia sporu społecznego. Takim jakby
        > troszkę politycznym więźniem jest

        To jest wybielanie Antka. Jego mało obchodził spór o las i sprawy
        społeczne.W tym czasie to on był przepełniony nienawiścią do całego
        świata. W ojcu widział swojego najwiekszego wroga i do lasu poleciał
        żeby zakatrupić starego Borynę a nie walczyć z dworskimi. A że potem
        emocje wzieły górę i zabił borowego to już zupełnie inna sprawa.
        Antek tym "działaczem chłopskim" i "więźniem politycznym" został
        mimo woli. Przypomina on trochę Zagłobę któremu w czasie bitwy na
        głowę spadłą chorągiew.

        Poszukuje liderów, z którymi będzie mógł
        > współpracować. Antek jest dobrym kandydatem.

        Jeśli Rocho uważałby Antka za dobrego kandydata na lidera to
        znaczyłoby że był bardzo naiwny i w ogóle nie znał się na ludziach.
        Antek liderem? A w życiu! Żeby być liderem nie wystarczy być mocnym
        w gębie i w pięściach! A Antek tyle tylko potrafił. Czy on sam coś
        zdobył,coś zrobił? No nie. Wszystko spadło mu z nieba, albo zdobyła
        dla niego Hanka. On nawet nie potrafił wziąść odpowiedzialności za
        własne czyny.Antek na lidera nadawał się w równym stopniu jak Jaś
        organistów.

        Stąd pewna bierność wobec nędzy
        > wynikającej z pewnego "porządku świata" - ktoś był od zawsze
        biedny
        > i nie wykazując szczególnej determinacji tę biedę sobie klepie.


        Więc dziwić może ta bierność i obojętność wobec losu Bylicy. Nie był
        on przecież "od zawsze" żebrakiem ,tylko został nim zmuszony przez
        córkę. Jego los to nie skutek porządku panującego we wszechświecie,
        ale nieszczęścia.Za Szymkiem skrzywdzonym przez matkę miał się kto
        ująć.Bylica skrzywdzony przez córkę nikogo nie obchodzi.

        Zgoła co insze jest, jeśli nieszczęście jak grom z jasnego nieba
        > spadnie, porządku naturalnego zakłóceniem będąc. O, zgoła co
        insze!
        > Biedowała se Weronka, to biedowała. Ale jak się jej chałupa
        > zawaliła, to i ksiądz, i baby wszelkie, i pan Jacek z drzewem się
        > znalazł. No ludzie! Nie wmawiajcie mi, błagam, że tego nie
        > rozumiecie! Przecież dokładnie tak i dzisiaj się dzieje. Im
        bardziej
        > widowiskowa i większa katastrofa, tym większa i gwałtowniejsza
        > erupcja dobroczynności.

        No ale to zlegnięcie Magdy w kruchcie w noc Bożego Narodzenia i
        zamarznięcie noworodka to równie (jeśli nie bardziej)widowiskowa i
        bijąca po oczach katastrofa jak zawalenie się chałupy.
        Ale jakoś erupcji dobroczynności nie spowodowała!
        • matylda1001 Re: Roch i pan Jacek 30.07.09, 19:20
          jadwiga1350 napisała:

          >To jest wybielanie Antka. Jego mało obchodził spór o las i sprawy
          społeczne<

          Kumo, racja jest Wasza, ale kto znał prawdę? Antek nie chwalił sie
          nikomu, że poszedł do lasu zabić ojca. Przeciwnie, zabił jego
          napastnika, i to właśnie wszyscy zobaczyli.

          >Antek liderem? A w życiu!<

          Antek po powrocie z więzienia jest już troche innym człowiekiem.
          Wydoroślał, odezwał się w nim gospodarz. Gdyby nie ciążąca nad nim
          grożba odsiadki napewno złapałby wiatr w żagle. Czy nadawał się na
          przywódcę? - tak, bo wieś uznała go za następcę Macieja,
          który "chociaż bez urzędu, z zawżdy wsi przewodził". Rochowa
          strategia nie była pozbawiona logiki. Po co miał kogoś od początku
          kreowac na przywódcę w sytuacji, gdy miał gotowy półprodukt,
          wymagający jedynie oszlifowania?

          >No ale to zlegnięcie Magdy w kruchcie w noc Bożego Narodzenia i
          zamarznięcie noworodka to równie (jeśli nie bardziej)widowiskowa i
          bijąca po oczach katastrofa jak zawalenie się chałupy.
          Ale jakoś erupcji dobroczynności nie spowodowała!<

          Może i było to widowiskowe ale Magda pozostawała bardzo nisko w
          hierarchii społecznej. Poza tym nie cieszyła się dobrą opinią. Co
          innego, gdyby tak Hanka zległa w kruchcie..., powiedzmy, że Boryna
          ją wyrzucił z domu przed samym porodem.
          • cahir4 Re: Roch i pan Jacek 31.07.09, 13:12
            Szczyrą prawdę żeście kumo napisali o Antku.

            Co do poniższego:
            > innego, gdyby tak Hanka zległa w kruchcie..., powiedzmy, że Boryna
            > ją wyrzucił z domu przed samym porodem.
            >
            to się w zasadzie zgadzam, ale i co insze jeszcze, niż pozycja tu
            jest na
            rzeczy. Hanka poślubiła syna pierwszego we wsi gospodarza i
            spłodziła z nim jak najbardziej legalnego potomka. Ergo - o los swój
            i dziecka zadbała najbardziej, jak było można. Wyrzucenie jej przez
            Borynę z chałupy (nawet nie bezpośrednio przed porodem i nie
            na "bruk" tylko do Bylicowej chałupy) jest odbierane jako naruszenie
            pewnych niepisanych zasad. Gdyby spotkał ją los Magdy - byłaby
            niewinną ofiarą, tego, że ktoś inny naruszył ustalony porządek.

            Magda jest postrzegana jako ta, która własnym postępowaniem
            sprowokowała swój los. Wszak powszechnie wiadomo, że "przysiegał jak
            sięgał..." itd. Katastrofa nie spada na nią z nieba, jest jak
            najbardziej przewidywalna. Jak by to bezwzględnie nie zabrzmiało,
            to, biorąc pod uwagę ówczesną mentalność, wynika z samego PORZĄDKU
            RZECZY, a nie z jego naruszenia. Co prawda rozmiar "kary", jaka na
            nią spada i dramatyczne okoliczności, jakie temu towarzyszą, zdają
            się przekraczać granice tego porządku i budzą u co poniektórych
            przekonanie, że to "nie po krześcijańsku".

            Tyle, że nikt się nie poczuwa do tego, żeby wziąć kłopot na siebie.
            W tym przypadku bowiem nie wystaczyłoby przecież wcisnąć ten połeć
            słoniny, czy ze dwa złote i mieć z głowy. Tu trzeba było wziąć pod
            dach i dać se zrobić "śpital z chałupy". No to się każdy oglądał,
            kto jej brat, kto jej swat, na kogo zgodnie z porządkiem winien
            spaść ten obowiązek. Że się specjalnie nikt nie wyrywał, trudno się
            dziwić. Dzisiaj kobiecie w ciąży (niekoniecznie samotnej) to nawet
            wynająć mieszkanie trudno, bo jako kłopotliwy lokator postrzegana
            jest. Ino domy samotnej matki mamy, więc nas sumienia swędzieć nie
            muszą.

            Dziwi mnie jeno, że tak łatwo organiścinę rozgrzeszyli. Nawet według
            prawa jej pieskim obowiązkiem była nad Magdą i w ciąży, i w połogu
            opieka. Jakoś tam Boryna z Jewką w miarę przyzwoicie potrafił się
            zachować.

            No i jak już dramat miał miejsce, to się i dobroczynność objawiła,
            bo się dla Magdy miejsce na plebanii znalazło. Szkoda tylko, że po,
            a nie przed.

            Na temat Bylicy, to mi się już, prawdę mówiąc, strzępić klawiatury
            nie chce. Bylica miał dwie córki, więc i bez Rocha i pana Jacka miał
            się o niego kto upomieć. I upomiał. Czarno na białym napisane stoi.
            Kto nie chce widzieć, niech nie widzi.
            • jadwiga1350 Re: Roch i pan Jacek 31.07.09, 15:18
              Bylica miał dwie córki, więc i bez Rocha i pana Jacka miał
              > się o niego kto upomieć. I upomiał.

              Chyba pies z kulawą nogą! Wędka,którą dał Weronce pan
              Jacek,posłużyła nie tyle do łowienia ryb,co do wygnania ojca na
              żebry.
            • jadwiga1350 Re: Roch i pan Jacek 27.01.11, 19:47
              >Hanka poślubiła syna pierwszego we wsi gospodarza i
              > spłodziła z nim jak najbardziej legalnego potomka. Ergo - o los swój
              > i dziecka zadbała najbardziej, jak było można. Wyrzucenie jej przez
              > Borynę z chałupy (nawet nie bezpośrednio przed porodem i nie
              > na "bruk" tylko do Bylicowej chałupy) jest odbierane jako naruszenie
              > pewnych niepisanych zasad. Gdyby spotkał ją los Magdy - byłaby
              > niewinną ofiarą, tego, że ktoś inny naruszył ustalony porządek.

              Hanka poślubiła syna pierwszego gospodarza we wsi, a nie samego gospodarza. Boryna mógł ją wyrzucić bez złamania niepisanych praw, dla niego Hanka to obca osoba. Co innego jakby to Antek wygnał żonę z chałupy.
        • jadwiga1350 Re: Roch i pan Jacek 05.08.09, 13:02
          Antek to w ogóle miał dużo szczęścia w życiu i jak nawet coś źle
          zrobił to się mu to na dobre obracało.
          Kiedy Maciej wygnał Antka z domu, wszyscy się nad nimi litowali,
          biedny Antek, skrzywdzony przez złego ojca.A że ten syn podniósł
          rękę na ojca a jego przyszłą żonę zwyzywał od tłuków i lakuder, to
          nikt na to nie zwracał uwagi. Według opinii większości mieszkańców
          Lipiec,Maciej zrobiłby najlepiej, gdyby pozwolił się synalkowi prać
          bezkarnie po pysku.
          Antek,mieszkając u teścia,nawet nie szuka pracy. Praca sama do niego
          przychodzi. A on jak ma humor to pracuje, a jak mu sie odechce, to
          wszystko rzuca i ostatnią jałówkę z kompanami przepija.

          W lesie chce zabić ojca, ale znów ma na tyle szcześcia,że zabija
          borowego. To zabójstwo oczyszcza Antka w oczach Lipczan. Jest,
          paradoksalnie, czymś w rodzaju chrztu, który zmazuje wszystkie
          przewiny. Teraz już nikt nie pamięta ani romansu z macochą, ani
          podpalenia brogu(choć wcześniej chcieli linczować Antka na
          pogorzelisku),ani krzywd jakie Antek wyrządził najbliższym.

          Roch zabiega o jego uwolnienie.
          Hanka w intenci męża idzie do Częstochowy.
          Ksiądz rozgrzesza Antka, twierdząc,że borowy był łajdus i luter,
          więc niewielka szkoda że Antek go zabił!!(Choć nie tak dawno
          wypominał Antka z ambony)
          Teraz Antek jest gospodarzem, godnym następcą swojego ojca, starego
          Boryny. Teraz jest liderem, przywódcą gromady.
          Jakoś nikt nie widzi że młody Boryna, staremu Maciejowi nie dorasta
          do pięt.
          Antek teraz jest taki czysty, taki szlachetny, tak obmyty z dawnych
          grzechów, że można go spokojnie ustanowić sędzią w sprawie czy
          wygnać jego dawną kochankę ze, wsi czy też nie wyganiać.
          • soova Re: Roch i pan Jacek 06.08.09, 12:47
            jadwiga1350 napisała:

            > Antek to w ogóle miał dużo szczęścia w życiu i jak nawet coś źle
            > zrobił to się mu to na dobre obracało.
            > Kiedy Maciej wygnał Antka z domu, wszyscy się nad nimi litowali,
            > biedny Antek, skrzywdzony przez złego ojca.

            Nie jestem pewna, czy naprawdę się nad nim litowano, tym bardziej, że coraz
            bardziej pogrążał się w alkoholizmie, a i zaloty do macochy też były bardziej
            przedmiotem potępienia niż zrozumienia. Poza tym w Lipcach (jak zresztą w każdej
            społeczności) bardziej szanuje się, przynajmniej na zewnątrz, bogatych ludzi,
            choćby nawet i na to nie zasługiwali. Opinia publiczna stoi zatem po stronie
            Macieja, bo to on złączył się węzłem małżeńskim z Jagną. Antek ma obiektywnie
            rację, domagając się od ojca wydzielenia mu osobnego gospodarstwa, żeby mógł z
            Hanką żyć samodzielnie, z tym, że ta racja nikogo nie obchodzi.


            > W lesie chce zabić ojca, ale znów ma na tyle szcześcia,że zabija
            > borowego. To zabójstwo oczyszcza Antka w oczach Lipczan. Jest,
            > paradoksalnie, czymś w rodzaju chrztu, który zmazuje wszystkie
            > przewiny. Teraz już nikt nie pamięta ani romansu z macochą, ani
            > podpalenia brogu(choć wcześniej chcieli linczować Antka na
            > pogorzelisku),ani krzywd jakie Antek wyrządził najbliższym.

            Bo znów działa ten sam mechanizm, co w przypadku zamachu Antka na świętość
            sakramentu. Poprzednio Antek został przez społeczność wyklęty, bo romansował z
            macochą i działał przeciwko ojcu i ustalonemu porządkowi rzeczy. Teraz sytuacja
            się odwróciła: Antek zabija borowego w obronie ojca, czyli postępuje tak, jak
            powinien. Ogół staje zatem po jego stronie.

            > Roch zabiega o jego uwolnienie.
            > Hanka w intenci męża idzie do Częstochowy.
            > Ksiądz rozgrzesza Antka, twierdząc,że borowy był łajdus i luter,
            > więc niewielka szkoda że Antek go zabił!!(Choć nie tak dawno
            > wypominał Antka z ambony)

            Konsekwencje tego, co wyżej. To Antek jest w "moralnym" prawie, więc otrzymuje
            zewsząd wsparcie, bez względu na wcześniejsze postępowanie.

            > Teraz Antek jest gospodarzem, godnym następcą swojego ojca, starego
            > Boryny. Teraz jest liderem, przywódcą gromady.
            > Jakoś nikt nie widzi że młody Boryna, staremu Maciejowi nie dorasta
            > do pięt.
            > Antek teraz jest taki czysty, taki szlachetny, tak obmyty z dawnych
            > grzechów, że można go spokojnie ustanowić sędzią w sprawie czy
            > wygnać jego dawną kochankę ze, wsi czy też nie wyganiać.

            Akurat tak się złożyło, że bez względu na niewyjaśnioną sytuację procesową
            został najbogatszym gospodarzem we wsi, więc niejako z automatu odziedziczył po
            ojcu także i szacunek i poważanie ze strony lipczaków. To dlatego zwracają się
            do niego w sprawie wygnania Jagny. I dlatego Antek, zdając sobie sprawę, że to
            rodzaj testu, czy okaże się on tego wart, w tej sprawie umywa ręce.
            • jadwiga1350 Re: Roch i pan Jacek 13.08.09, 18:10
              >Opinia publiczna stoi zatem po stronie
              > Macieja, bo to on złączył się węzłem małżeńskim z Jagną.

              Eee.. A te poszeptywania w czasie wesela ,że Antkowie skrzywdzeni??
              Wieś stoi po stronie młodych Borynów, tylko że nikt tego otwarcie w
              oczy Maciejowi nie mówi.Wszyscy są zdania, że Maciej powinien
              przekazać gospodarkę synowi. Tylko jedna Jagustynka mówi,że niech
              dzieciom nie daje nawet tyle co trepem przydepnie.

              Antek ma obiektywnie
              > rację, domagając się od ojca wydzielenia mu osobnego gospodarstwa,
              żeby mógł z
              > Hanką żyć samodzielnie, z tym, że ta racja nikogo nie obchodzi.

              Antek nie chciał osobnego gospodarstwa. Antek chciał gospodarstwo
              swojego ojca.A Maciej na wycug, albo jeszcze lepiej na żebry żeby
              synusiowi nie zawadzać!
    • otis_tarda Re: Roch i pan Jacek 10.03.10, 13:37
      Akurat postępowanie Rocha jest dość racjonalne. Jeśli jego "misją" jest
      "uświadamianie narodowe", to wydaje się być logiczne, że zaczyna od elity. Czyli
      do czasu epizodu z bójką w lesie, partnerem dla niego będzie Maciej, jako
      najzamożniejszy, mający poważanie, do tego patriotycznie nastawiony (jest mowa o
      jakimś bliżej nieokreślonym udziale w powstaniu) gospodarz. Po co pchać się w
      sprawy rodzinne syna?
      Kiedy Boryna zostaje ranny, a potem umiera, Antek staje się jego naturalnym
      następcą, prawda? Zwłaszcza, że już wtedy Rocho musi się "uaktywnić", żeby
      znaleźć zastępstwo, a następnie wyciągnąć z więzienia aresztowanych chłopów.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka