Dodaj do ulubionych

Powalkuje sobie troche

08.08.20, 15:26
Zaisa slusznie zauwazyla, ze przerabianie czy walkowanie lektur w szkole to male miki w porownaniu z tym, co robimy na forum :)

A mnie tak znowu wzielo na liczenie. Juz uzgodnilysmy, ze mniej wiecej od konca lat 90-tych rodzina bynajmniej nie jest uboga, nie ma na potrzeby dzieci, ale na zachcianki doroslych jest, i to w nadmiarze.

Nikt natomiast nie kwestionuje wczesniejszej (potransformacyjnej) biedy, wyjasnionej zreszta sytuacja zyciowa Gabona. Samotna matka z dwojka dzieci...

Otoz - czy naprawde ? W Noelce i Pulpecji to nadal jest kolchoz, wspolne mieszkanie i wspolne pieniadze, a mamy tam czworo zarabiajacych na czworo pozostajacych na utrzymaniu - pracuja dziadostwo Borejostwo, Gabon i Ida, nie pracuja Nutria, Pulpa i obie Pyziakowny. Potem dochodzi Marek, tez pracujacy. Czyli 5:4.

W DP ubyli oboje Palysostwo, doszedl Grzegorz. W NiN - oboje Borejkowie, Gaba, Grzegorz, Natalia zarabiaja. Na utrzymaniu pozostaly obie Pyziakowny i maly Motyl, Pulpa juz poszla na swoje. Czyli 5:3.

(Elki nie licze, bo Grzegorz tak dalece zapomnial o posiadaniu corki, ze pewnie finansowac ja tez zapomnial)

Zatem - skad ta bieda i czy ona rzeczywiscie jest ? Czasy byly ciezkie, pamietam je, ale w mojej wlasnej i znajomych rodzinach, srodowisko wielkomiejskiej inteligencji, nawet wtedy nie bylo tak, zeby na urlop nie bylo za co wyjechac.
Obserwuj wątek
    • jontrew Re: Powalkuje sobie troche 08.08.20, 17:08
      Ponieważ o statystykach z tamtego okresu nie mam pojęcia, napiszę o swoich wrażeniach i odczuciach, podpierając się tym, co z lat 90 pamiętam (nie jest to wiele, bom była dziecięciem i to słabo zorientowanym w otaczającej rzeczywistości).
      Nie mam pojęcia, ile mogli zarabiać pracujący, ale absolutnie nie nazwałabym Borejków biednymi. Skoro rodziny typu 2+2 jakoś sobie radziły, to rodziny typu x pracujących + y niepracujących, gdzie ten y jest zawsze mniejszy niż x, chyba tym bardziej. To tak na logikę. Borejkowie mieli na życie, mieli duże i wygodnie mieszkanie, bezproblemowe (tak to jest przedstawione w książkach, nikt z nich nie bał się, że jego firma upadnie) prace. Podstawowe potrzeby mieli więc zaspokojone. Na braki finansowe narzeka Patrycja, która jest trochę bardziej wymagająca pod tym względem. Jednocześnie jednak mamy opisy Idy, która daje radę uzbierać na wymarzoną suknię ślubną, całkiem apetyczne opisy Świąt i uczty weselnej, opisy perfum panien B., a braki w garderobie Gaby nie wynikają już wtedy z biedy, tylko z tego, że bidula po prostu nie ogarnia (wiem, że w książce podana jest inna przyczyna, to moja interpretacja:)). Pałysowie wybierają się na narty, Nutria też jeździ, potem żegluje. To mi nie wygląda na opis biedy. Zwłaszcza później, gdy każdy z rodu ma komórkę, komputer, samochód czy inne drogie sprzęty.
      Podsumowując, ja widziałam Borejków jako rodzinę o przeciętnej (ale zmierzającej w stronę zamożności) sytuacji finansowej. Nie kupuję opowieści o ich biedzie. Mam wrażenie, że z tą biedą jest identyczna sytuacja jak z dzielnością Gaby:)
      • mamuka_z_boru Re: Powalkuje sobie troche 17.08.20, 08:11
        jontrew napisała:
        Jednocześnie jednak mamy opisy Idy, która daje radę uzbie
        > rać na wymarzoną suknię ślubną, całkiem apetyczne opisy Świąt i uczty weselnej,
        > opisy perfum panien B., ).

        Przy tych perfumach zawsze popadałam w stupor. Wychowałam się w rodzinie nauczycielskiej prowincjonalnej, gdzie nigdy się nie przelewało mimo rozmaitych starań podejmowanych przez rodziców (nadgodziny, pozazawodowe fuchy wieczorami i w weekendy). I owszem, na książki, buty i ubrania, bez szału, ale starczało; ale perfumy? Na wodę toaletową Adidasa odkładałam 7 miesięcy (i do teraz pamiętam jej zapach :) ), a po nabyciu z nabożeństwem trzymałam ją na nocnej szafce, bo za nic nie naraziłabym mojego skarbu na upadek na łazienkowe płytki. Mama używała "Być może" z kiosku, a potem, po transformacji, dostępny także w kiosku powiew wielkiego świata - "Masumi".
        I dlatego, jak z jednej strony czytałam o tej biedzie ach tak piszczącej u Borejków, a z drugiej strony czytałam o tym Aqua di Gio i innych markowych zapachach ciotek, zostawianych beztrosko na łazienkowych śliskich półeczkach, i którymi zlewała się nieletnia mocno Laura, to z zazdrością myślałam o tych wielkomiejskich dziewczynach, które niby taki biedne, a beztrosko kupują sobie takie luksusy. O tym, że to babol w świecie przedstawionym, nastoletnia ja nie pomyślałam.
        • jontrew Re: Powalkuje sobie troche 17.08.20, 15:03
          Dokładnie. Co innego uskładać sobie, dbać i chuchać, a co innego mieć w nosie to, że siostrzenica zlewa się twoimi perfumami. W ogóle, tu offtopicznie, nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że ktoś mi notorycznie grzebie w moich rzeczach i przyznaje sobie prawo do ich używania, a wyższa instancja, tu: Gaba, ma to gdzieś. Życie w kołchozie jest zdecydowanie nie dla mnie. Co do kupowania sobie zapachów od najdroższych projektantów- to kolejny babol. Bo "Masumi" czy inne wykrzykniki to już były rzeczy zbytkowne, kupowane na specjalne okazje. Pieniądze się na nie zbierało, a nie po prostu wyciągało z portfela. Taka szlachetna bieda- z dowolną ilością gotówki pod ręką i okrągłym zerem faktycznych problemów finansowych- nawet mi się podoba:).
          • kooreczka Re: Powalkuje sobie troche 17.08.20, 15:23
            Te wszystkie perfumy to podróby tudzież inne wierne kopie sprzedawane przez obrotnych właścicieli szczęk i stoliczków na bazarze. Innej możliwości nie ma- nawet prezent od chłopaka uznany byłby za podejrzany. Armani pachniały żony Tygrysów Europy bo nawet córki miały Adidasy.


            Raz pożyczyłam sobie kosmetyki ciotki i rekcję rodziców pamiętam do dziś- na pewno nie było to, że mam ładne powieki, ale że nie bierze się cudzego i jeszcze zabrali mi kieszonkowe na poczet odkupienia.

            No i składki... Ja wiem, że dzieciom zdarza się kraść, ale to nie był jednorazowy impuls "kupię lody i że świni oddam", ale długa defraudacja z nieuchronnym odkryciem. W sumie nie wiem czemu miałoby to służyć poza ukazaniem tego, że Laura widzi, że na matce w żaden sposób nie można polegać
            • jontrew Re: Powalkuje sobie troche 17.08.20, 15:35
              kooreczka napisał:

              > No i składki... Ja wiem, że dzieciom zdarza się kraść, ale to nie był jednorazo
              > wy impuls "kupię lody i że świni oddam", ale długa defraudacja z nieuchronnym o
              > dkryciem. W sumie nie wiem czemu miałoby to służyć poza ukazaniem tego, że Laur
              > a widzi, że na matce w żaden sposób nie można polegać

              Ta sprawa ze składkami jest dla mnie fascynująca. Bo faktycznie, to nie była sytuacja jednorazowa, że teraz wydam, ale potem nazbieram i oddam. Laura czegoś takiego nie planowała. Więc co planowała, skoro przecież nie była głupim dzieckiem? Jeśli Laura wiedziała, że się wyda i miała to gdzieś (a tak to wygląda), to brzmi to dosyć przerażająco.
    • ayo2137 Re: Powalkuje sobie troche 08.08.20, 17:45
      Istnieje także ubóstwo subiektywne.
      Może Borejkowie, mimo wcale nie najgorszej sytuacji materialnej, uważali się za szlachetnie ubogich, choć obiektywnie biedni nie byli.
      Pamiętajmy o czasach transformacji. Niektórzy robili szybkie kariery i fortuny, nie zawsze uczciwie. Bycie zamożnym w tamtych czasach niekoniecznie musiało być dobrze odbierane przez tzw. inteligencję, stąd też Borejkowie mówili o sobie, że są niebogaci. A to, że pod koniec tej szalonej dekady sytuacja mogła wyglądać inaczej, nie zmienia faktu, że przyzwyczajenie pozostało. Taka moja hipoteza.

      Dodajmy do tego, że o ile opisy realiów Polski Ludowej i czasów wczesnej transformacji (cudowna Noelka!) były żywe i plastyczne, o tyle w nowszych częściach cyklu szło to autorce o wiele bardziej siermiężnie.
      • marutax Re: Powalkuje sobie troche 08.08.20, 21:42
        ayo2137 napisał(a):

        > Dodajmy do tego, że o ile opisy realiów Polski Ludowej i czasów wczesnej transf
        > ormacji (cudowna Noelka!) były żywe i plastyczne, o tyle w nowszych częściach
        > cyklu szło to autorce o wiele bardziej siermiężnie.

        Ja w ubóstwo Borejków zaczęłam wątpić właśnie przy "Noelce", a dokładniej przy scenach z butami. Jest wigilia, nazajutrz ślub, przy deklarowanym ubóstwie zasoby finansowe powinny być na wykończeniu. Tymczasem cztery siostry ruszają po ślubne buty, które do najtańszych nie należą. Owszem, Natalia kupiła pantofle przecenione, ale wszystkie musiały mieć gotówkę na droższy model. Jakby to dzisiaj liczyć? Każda 300-400 zł? 500? Ida na swoje buty wydała pół miliona, co było odautorsko dużą sumą (1/3 emerytury Metodego). Czyli Borejkowie mają luźną sporą sumę pieniędzy w chwili, kiedy budżet rodziny powinien być mocno napięty. Wiem, że "nietrafione" buty planowano pewnie zwrócić, ale cała finansowa strona sytuacji jest pokazana bezproblemowo - pieniądze po prostu są.
        • tt-tka Re: Powalkuje sobie troche 08.08.20, 22:10
          marutax napisała:


          >
          > Ja w ubóstwo Borejków zaczęłam wątpić właśnie przy "Noelce", a dokładniej przy
          > scenach z butami. Jest wigilia, nazajutrz ślub, przy deklarowanym ubóstwie zaso
          > by finansowe powinny być na wykończeniu. Tymczasem cztery siostry ruszają po śl
          > ubne buty, które do najtańszych nie naleza (...) cała finansowa strona syt
          > uacji jest pokazana bezproblemowo - pieniądze po prostu są.

          O. O, o. My przed swietami zwykle bylismy spruci dokladnie, bo to i prezenty, i wyzerka extra poza normalnymi wydatkami, a u Borejkow nadprogram, czyli wesele. Wyprawiane i finansowane przez nich. I prosze, na cztery pary nienajtanszego obuwka jest, nikt sie nie klopocze, skad na to wziac.
        • mika_p Re: Powalkuje sobie troche 08.08.20, 23:34
          > Jest wigilia, nazajutrz ślub, przy deklarowanym ubóstwie zasoby finansowe powinny być na wykończeniu.

          Nie wszystkie zakłady pracy płaciły na przełomie miesiąca, u moich rodziców na przykład wypłata była 15. każdego miesiąca.
          W jeszcze innych był zwyczaj, że grudniową pensję wypłacano nie w ostatnim dniu grudnia czy pierwszym roboczym stycznia, tylko przed świętami. Przypominam, że wtedy wypłata była w gotówce, nie przelewem. A między świętami a Nowym Rokiem mnóstwo osób bierze wolne - wypłacanie pensji w tym okresie to kłopot organizacyjny, bo księgowa nigdy by nie mogła w tym okresie wziąć urlopu.
          Inna sprawa, że taki system wymaga od pracownika żelaznej dyscypliny - jest kasa na święta, ale trzeba za nią przeżyć 6 tygodni, a nie zwykły miesiąc.
          • tt-tka Re: Powalkuje sobie troche 09.08.20, 01:17
            Oswiata i kultura, czyli m. in. BR placila 29 kazdego miesiaca. UAM to nie wiem, verdany trza by zapytac, wydawnictwo za korekty albo przy wierszowce (pisma), alpo po wydaniu (ksiazki). Sluzba zdrowia 29.

            Niezaleznie od wszystkiego wigilia na wieksza niz zwykle liczbe osob, nastepnego dnia wesele, a co bylo na stole i w jakich ilosciach, wiemy, kiecka za dwie pensje, buty za pol miliona (owczesne), fryzjerka zafundowana przez Ide rodzinie - oni powinni byc dokladnie splukani. A dziewczyny wybiegaja po buty tak, jakby kazda, lacznie z niepracujacymi (Nutria i Pulpa) miala te co najmniej kilka setek przy sobie, ot tak w kieszeni. Zadnego siegania po chuda portmonetke jak w IS.

            PS juz w 86 dostawalam pensje przelewem na konto. Moi rodzice tez. nie bylo to obowiazkowe, ale mozliwe jak najbardziej
            • mika_p Re: Powalkuje sobie troche 09.08.20, 01:33
              Grudniowa pensja przed świętami, o której wiem, to budżetówka.

              Wigilia na większą liczbę osób to przede wszystkim więcej kapusty, która droga nie jest, i więcej grzybów, które się organizuje jesienią, albo zbiera samemu, albo kupuje na rynku od zbieraczy, albo dostaje. Jak wiemy z IS, mama Borejko dbała o zabezpieczenie rodziny na zimę w dary lata.

              Ad PS Przelew pensji na konto nie jest obowiązkowy nawet teraz. Z tym, że do 2017 domyślną forma była gotówka, a teraz domyślny jest przelew, jak pracownik chce/chciał inaczej, to musiał złożyć oświadczenie.
              • tt-tka Re: Powalkuje sobie troche 09.08.20, 03:07
                Lepiej przeczytaj, co oni tam mieli na stole :)
                Pierozki w pieciu smakach, ciasta w duzym wyborze, sledzie takie i owakie, a bodaj i inne ryby, i najadalo sie tym kilkanascie osob. A nastepnego dnia jagniecina/baranina, indyk, tort, kremy... tez na kilkanascie osob.

                Pracowalam w budzetowce, ojciec tez. Mama w przemysle. W grudniu, jak i w innych miesiacach, placili 29.

                A poza tym, powtarzam, tam nikt nie siega po portfel i nie daje tych pieniedzy na buty. dziewczyny, niepracujace tez, wybiegaja jak stoja. Domyslnie - po te kilka setek po prostu maja przy sobie, ot tak, bo juz zadnych wiecej zakupow przeciez nie planowano.
              • marutax Re: Powalkuje sobie troche 09.08.20, 09:26
                mika_p napisała:

                > Grudniowa pensja przed świętami, o której wiem, to budżetówka.

                Nie neguję, że pensję mogli dostać przed świętami. ALE... jak zauważyłaś, ta forsa musi wtedy wystarczyć na półtora miesiąca. A Borejkowie mieli wydatki o wiele poważniejsze niż zwykłe święta - przyjęcie, ślubne stroje, prezenty... To, co mnie uderzyło, to nie sam fakt, że mają jakieś pieniądze, ale że traktują je jak jakieś zaskórniaki, które się pałętają po kieszeniach. Dopiero później Gaba mówi, że buty, które kupiła, można zwrócić. Przy kiepskiej sytuacji finansowej od razu powinno paść jakieś zdanie czy dwa - dajmy na to Mila daje forsę i mówi, żeby córki upewniły się, że można obuwie zwrócić, bo to pieniądze na styczeń. Jak w tej samej książce z Metodym:
                "- Nie mam drobnych - rzekł dziadek, wręczając jej wspaniałym gestem pięćset tysięcy w jednym banknocie. - Nie zgub, to jedna trzecia mojej emerytury."
                I owszem, mogło być tak, że sprawa pieniędzy została poruszona poza opisanymi scenami - nie widzimy wszystkiego - ale powinien być to od razu problem, a nie jest.

                We współczesnych powieściach/filmach pojawia się często taka rozbieżność - bohaterowie deklaratywnie biedni lub w przeciętnej sytuacji finansowej mają super mieszkania i żadnego problemu, by z dnia na dzień kupić na przykład bilet do Nowego Jorku albo wystrzałową kreację. Oczywiście jeśli wymaga tego akcja. Ci sami bohaterowie w sąsiedniej scenie mogą jeść tosty z czerstwego chleba, bo nie stać ich na podstawowe zakupy...
                • kooreczka Re: Powalkuje sobie troche 09.08.20, 09:52
                  Z kolei w starszych pozycjach pojawiają nam się pozycje, o których nikt by nie pomyślał- służąca u niebogatej wdowy czy usługi stróżki u ubogich studentów.

                  Jest jednak coś z tym na rzeczy, że kiedy pisarze przestali liczyć każdy grosz pojawiły się rozbieżności. Zwłaszcza "Seks w Wielkim Mieście" czy "Przyjaciele" byli krytykowani za nierealistyczne przedstawienie kwestii finansowych
                  Wiele z nich ma swoje nazwy na TvTropes
                  tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/HollywoodEconomics

                  Do Borejków odnoszą się bezpośrednio:
                  tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/InformedPoverty - odautorsko są biedni, akcja na to nie wskazuje
                  tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/PotteryBarnPoor - nieprawdopodobnie luksusowo umeblowany dom. Zamieńmy meble na książki (nietanie niestety)
                  tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/FriendsRentControl - właściwie jakim cudem stać ich na takie duże mieszkanie (w "Przyjaciołach" mieszkanie nominalnie od wielu lat wynajmuje babcia bohaterki z klauzulą zabezpieczającą przeciwko podwyżkom czynszu
                  • marutax Re: Powalkuje sobie troche 09.08.20, 11:03
                    kooreczka napisał:

                    > Z kolei w starszych pozycjach pojawiają nam się pozycje, o których nikt by nie
                    > pomyślał- służąca u niebogatej wdowy czy usługi stróżki u ubogich studentów.

                    W starszych pozycjach to nie raziło, bo były wtedy straszne różnice ekonomiczne. I na przykład dochody ubogiej wdowy dla jej służącej mogły być majątkiem. Poza tym dochodziła kwestia zapłaty "w naturze", na przykład poprzez zapewnienie miejsca do spania/służbówki. Kiedyś czytelnicy zdawali sobie z tego sprawę, dzisiaj już mniej, dlatego takie zatrudnianie coraz bardziej dziwi.

                    W "Boso, ale w ostrogach" Grzesiuk - czerniakowska biedota - ma przeszkolenie wojskowe gdzieś w górach. I tam panuje tak porażająca bieda, że zarobki warszawskiego robotnika to fortuna. A znowu w innym fragmencie kolega bohatera z fabryki, student na praktykach, inteligent, ale żaden bogacz, daje swoje stare ubrania jednemu z czerniakowskich chłopców - i to jest majątek.
                    • verdana Re: Powalkuje sobie troche 10.08.20, 12:14
                      Moja babcia, uboga wdowa z dzieckiem, przed wojna miała służącą. Służące brały grosze, kosztowały niewiele więcej niż utrzymanie, a bez nich nie dało sie prowadzić gospodarstwa, trzeba było rezygnować z pracy. Służąca nota bene była w tej samej komórce PPS co babcia, tylko w hierarchii stała wyżej. Dziwne czasy były
                      • guineapigs Re: Powalkuje sobie troche 10.08.20, 20:32
                        Verdano, ale i dzisiaj sa osoby, ktore za pieniadze - ale juz zupelnie inne niz kiedys, wcale nie zadne grosze - oferuja uslugi takie, ktore kiedys wykonywala tzw. sluzba. Opiekunki do dzieci - kiedys bony czy nianki - to teraz zadna sluzba, a wyksztalcone I znajace jezyki osoby, ktore za godzine oczekuja znacznie wiecej, niz minimum krajowe (nawet wielokrotnosc tego). Sa osoby wykonujace uslugi sprzatania - tez droga sprawa i malo kogo stac na taka osobe 'na stale'. Raczej 'na przychodne' i to raz w tygodniu na pare godzin. Pewnie sa tez osoby ofarujace gotowanie - ale tu pewnie tez jest drogo i ludzie co najwyzej moga sobie pozwolic na zatrudnieie takich osob tylko przed takimi wydarzeniami, jak sluy, rocznice, konsolacje, komunie itp. I chociaz te osoby wykonuja dokladnie te same prace jak kiedys 'sluzba', to nikt ich 'sluzacymi' nie nazywa. Dzis, jak ktos 'ma' pewna opiekunke/sprzataczke/kucharke - to ja 'trzyma' mocno, jak zaufanego fryzjera, I chociaz kreci nosem na coroczne poidwyzki za uslugi, to jednak placi. Bo nikt nie chce stracic zaufanej osoby. I w zasadzie dzis te osoby, ktore wykonuja zawody kiedys przypisane 'sluzacym' tak naprawde dyktuja ceny swych uslug, i nie czekaja na byleoferty 'od Panstwa', za byle wikt i byle sluzbowke. sa wrecz polecane poczta pantoflowa.
                        I bardzo dobrze, moim zdaniem, bo osoba, ktora potrafi dobrze posprzatac, dobrze ugotowac, dobrze przyopiekac dzieci i odrobic z nimi lekcje, i jeszcze do tego dobrze szyc i prasowac - to nie jest zadna sluzba, a Wykonywanie Uslug Domowych na bardzo wysokim poziomie. I za to trzeba placic - jak sie samemu nie umie albo nie chce.
                        A zeby nie bylo, ze ja taka proletariatka, to tylko wspomne, ze moj dziedek, ktory w latach 40. dochrapal sie wlasnego warsztatu a jego zona (czyli moja babcia) zajmowala sie handlem i bywala w domu tak sobie, mial 'sluzaca' - I to bylo po wojnie. I nikt nigdy nie nazwal tej pani sluzaca, a wszyscy mowili: dziadkowie mieli pomocnice/gospodynie,/pania do pomocy w domu. Ta pani byla - z tego, co wiem z przekazow - bardzo szanowana i uwazana. Od razu uprzedze: nic dziadka z ta pania nie laczylo, tam byla jakas straszna roznica lat, ta pani nie byla z pewnoscia dwudziestolatka z duzym biustem i blond wlosami. Nie ten trop.
                        A ten dziadek mial tez telewizor na pilota, I to w latach 40.!!! Czym byl ow pilot? Ano, patykiem. Patykiem, ktorym dziadek wciskal guziki w obudowie telewizora, jak sam lezal na sofie. Moja mama do tej pory sie smieje, ze dziadek mial pilota - czyli patyk ktorym wciskal przyciski, lezac na sofie.
                        • mika_p Re: Powalkuje sobie troche 10.08.20, 21:15
                          > Opiekunki do dzieci - kiedys bony czy nianki - to teraz zadna sluzba,
                          > a wyksztalcone I znajace jezyki osoby, ktore za godzine oczekuja
                          > znacznie wiecej, niz minimum krajowe (nawet wielokrotnosc tego)

                          Tylko te, które są zatrudniane przez bogatych ludzi. Nie wiem, jak jest teraz, ale jeszcze kilka lat temu niania mogła zarabiać poniżej minimalnej, i to na czarno. Żłobków mało, młoda matka wracająca do pracy sama zarabiała często niewiele ponad minimalną albo i nie ponad, a jeśli nie wróciłaby do pracy, to za chwilę mogłaby być bezrobotna.

                          > I w zasadzie dzis te osoby, ktore wykonuja zawody kiedys przypisane 'sluzacym'
                          > tak naprawde dyktuja ceny swych uslug, i nie czekaja na byleoferty 'od Panstwa',
                          > za byle wikt i byle sluzbowke. sa wrecz polecane poczta pantoflowa.

                          "Byle wikt i służbówka" czyli jedzenie na cały miesiąc i pokój z dostępem do łazienki i kuchni to jest coś, na co trudno sobie pozwolić zarabiając minimalną krajową.

                          Weź też pod uwagę, o ile łatwiejsza jest teraz codzienność.
                          Woda sama płynie z kranu - i to ciepła. Nie trzeba jej nosic ze studni, a potem grzać na kuchni.
                          Kaloryfery same grzeją, nie trzeba najpierw kupić węgla czy narąbać drewna, przynieść z piwnicy, rozpalić w piecu.
                          Pierze pralka. Wrzucasz, włączasz, wyjmujesz. Nie, że najpierw przynosisz wodę, grzejesz, namaczasz, potem ręcznie każdą sztukę trzesz, wyżymasz.
                          Odkurza odkurzacz. Zamiast mozolnego zamiatania raz przy razie przelecisz odkurzaczem i zrobione.
                          Kurę kupujesz już oprawioną i oskubaną, ba! nawet w kawałkach.
                          Więc teraz można bez problemu obyć się bez służącej.
                          Kojarzysz pannę Lawendę u L.M.Montgomery? Musiala mieć służącą, a że nie było jej stać na fachową siłę, zatrudniała kolejne siostry - Karoliny - których nie zatrudniłaby bogatsza gospodyni, bo nic nie umiały, u Panny Lawndy przyuczały się do "zawodu" i szły do lepszej pracy, a u panny Lawendy pojawiała się kolejna młodsza siostra.

                          I druga sprawa, w tej chwili kobieta ma naprawdę duże możliwości zawodowe. Wcześniej mogła być w zasadzie tylko robotnicą w fabryce, drobną handlarką albo wlaśnie służącą. Albo prostytutką. Jak była biedna, ale z lepszego rodu, to jeszcze damą do towarzystwa jakiejs bogatej damy. W innym wypadku musiała czekać, aż ktoś ją zechce za żonę.


                          PS. telewizja w Polsce to wczesne lata 50-te.
                        • marutax Re: Powalkuje sobie troche 10.08.20, 21:46
                          guineapigs napisała:

                          > Verdano, ale i dzisiaj sa osoby, ktore za pieniadze - ale juz zupelnie inne niz
                          > kiedys, wcale nie zadne grosze - oferuja uslugi takie, ktore kiedys wykonywala
                          > tzw. sluzba.

                          Ależ właśnie o tę zmianę chodzi! Kooreczka pisała, że fakt posiadania służącej przez osoby względnie niezamożne w "dawnej" literaturze to przejaw tego samego zjawiska, które występuje w przypadku Borejjków, tzn. życia powyżej deklarowanych dochodów. I gdyby dzisiaj ktoś miał sprzątaczkę, jednocześnie deklarując ubóstwo, to byłaby to sprzeczność - no chyba że sytuacja zostałaby jakoś wyjaśniona. Ale nie przed wojną i jeszcze wcześniej, bo wtedy "służba" była bardzo tania i nie miała właściwie praw. Dlatego to, co dziś może się wydawać przekłamaniem, w odniesieniu do fabuł rozgrywających się jakieś 100 lat temu jest realistyczne.

                          Jakiś czas temu ukazała się na ten temat książka "Służące do wszystkiego" Joanny Kuciel-Frydryszak. Można o niej poczytać tutaj:
                          dzieje.pl/ksiazki/sluzace-do-wszystkiego
                          • kooreczka Re: Powalkuje sobie troche 10.08.20, 22:07
                            Nie, pisałam, że te służące mogą być zaskakujące dla osoby nie znającej realiów.

                            Ta rozmowa przypomniała mi moje dziecięce śledztwo w sprawie Marty z "Tajemniczego Ogrodu", która "gdyby pani żyła pomocnicą pokojowej by nie została". Dla ówczesnych fakt, że pyskata dziewczyna mówiąca gwarą jest oficjalnie na pozycji pokojówki (a de facto- dziewki do wszystkiego) w dużym dworze oznaczał, że właściciel ostatecznie dwór zaniedbał.

                            Bo były służące i służące- niejedna niańka była niewiele starsza od podopiecznych, a kilkunastoletnie Karoliny uczące się gotować eleganckie dania i dbać o srebra to też codzienność.
                            poniżej jest dokument omawiający sytuację w XIX UK.
                            www.youtube.com/watch?v=wqiMASk5MIU
                            Co do obecnej sytuacji- sporo nianiek to zaoczne studentki czy dziewczyny na bezrobociu na czarno pilnujące jedno lub kilkoro dzieci, kiedy przedszkole nie starcza.

                            O zaniku służby i instytucji gosposi lepiej powie Verdana, ale z doświadczenia powiem, że oprócz wymienionych przez Mikę ułatwień doszły nam dwie rzeczy- po pierwsze mniejsze mieszkania zamożnych, po drugie niechęć do obcej osoby w domu. A po trzecie... tak przyszło mi do głowy, że u nas służące do wszystkiego zanikły praktycznie po wojnie, ale są rejony, gdzie są codziennością- Azja, Ameryka Łacińska, niektóre kraje Afryki. Są zazwyczaj albo rodzime analfabetki albo nielegalne imigrantki, które nie znają praw, łatwo je kontrolować i zastraszyć. Paralele z XIX wiekiem przychodzą same.

                            Poniżej artykuł opisujący jak wyglądało życie "kochanej gosposi" w USA.
                            www.theatlantic.com/magazine/archive/2017/06/lolas-story/524490/
                          • tt-tka Re: Powalkuje sobie troche 10.08.20, 22:14
                            Czuytalam i bardzo polecam.
                            Nawet zmiana ustroju po wojnie nie zmienila tak od razu sytuacji sluzacych - nadal byly bez praw (albo tych praw nieswiadome), bez swiadczen i bez zabezpieczenia na starosc.
                            Literatura z lat 60-tych (ta popularna) najczesciej mowi o dochodzacej emerytce lub rencistce, ktora gosposiujac na dochodne dorabia, ale zasadniczo ma z czego zyc i jest niezalezna. Zwlaszcza od fumow "panstwa".
                            A taka "Marysia" jak w "Poszukiwany-poszukiwana" to juz gierkowskie lata :)
    • kajaanna Re: Powalkuje sobie troche 08.08.20, 20:10
      W to ubogie życie w latach '90 trudno uwierzyć, skoro mamy w rodzinie dwoje lekarzy, w tym laryngolożkę pracującą w spółdzielni lekarskiej i niezdefiniowanego do końca neurologa czy neurochirurga.
      Do tej grupy dochodzi mieszalnica do sałat, czyli informatyk. A informatycy (w latach dziewięćdziesiątych, gdy firmy się komputeryzowały i potrzebowały obsługi informatycznej) zarabiali wówczas wspaniale. Zarówno administratorzy sieci jak i programiści, ale też "złote rączki" od usuwania awarii.

      W tym towarzystwie skromne pensje mógł brać bibliotekarz i doktorantka z Uniwersytetu.
      Ale przecież nie tłumaczka harlekinów oraz wybitna pisarka (choć działająca w ukryciu)! Mimo to dzieciak zimą biega w adidasach, a córki wysłać można jedynie do znajomych staruszków mieszkających na obrzeżach Poznania.
    • kooreczka Re: Powalkuje sobie troche 09.08.20, 10:16
      Mów mi jeszcze.
      Jako dziecko lat 90 byłam przekonana, że
      -Dorośli nie kupują książek, tylko mają z biblioteki
      -Jedyne nowe ciuchy dla dzieci to majtki i buty
      -Reklamy zabawek są dla dzieci lekarzy
      -Takoż wyjazdy na narty, zimowiska i wszelką zagranicę

      No, ale wakacje miałam i uważano, że nieźle nam się powodzi - ale mama robiła na dwa etaty, tata po lekcjach wyciągał uprawnienia i narzędzia elektryka. Kupno zimowej kurtki było poważnym wydatkiem i wiadomo było, że po wrześniu we wszystkim jest posucha, nie ma o co prosić przed gwiazdką.

      Co do sytuacji Idy- bywało wtedy, że młodym lekarzom bez znajomości płacono bardzo słabo- dzieci profesorskie mogły liczyć na pensje, ludzie spoza systemu robili za półdarmo i bywało, że jak Miss Honey z Matyldy musieli najadać się na obiedzie w pracy. rezydentury to ukróciły, ale nie całkiem zlikwidowały.

      Z drugiej strony Ida i Marek to zabiegówka, więc - powiedzmy to wprost- były obrywy, koperty i dowody wdzięczności. Kampanie antykorupcyjne i zmiana mentalności to kwestia ostatnich 20 lat- wówczas dobry lekarz to taki co bez koperty pomógł, ale dawanie uważano za część życia do tego stopnia, że sporo ludzi dawało, żeby nie uznano ich za biedaków.
    • bupu Re: Powalkuje sobie troche 09.08.20, 11:07
      Tak tylko przypomnę, że w Imieninach jako prezent wystąpiła zmywarka, sprzęt w latach 90 calkiem drogi. Nie pamiętam wzmianek o tyn jak to się ktoś zarzynał żeby na zmywarkę odłożyć. Skoro zatem Kalarepa wytrząsnął z naci na poczekaniu taką kasę, to nędza na Roosevelta 5 raczej nie gościła.
    • przymrozki Re: Powalkuje sobie troche 10.08.20, 13:19
      Kolejny przykład na brak biedy - rodzina kupuje małej Mili "całkiem nowy wózek, chociaż w rodzinie jest ich kilka". Róża, samotna, bezrobotna ciężarna bez prawa do zasiłku macierzyńskiego mówi, że w zasadzie wszystko już ma "tylko musi sobie kupić torbę". A wątpię, żeby w rodzinie opływającej w wózki nie znalazła się choć jedna torba, którą można by było pożyczyć rodzącej (zwłaszcza że, nie oszukujmy się, całe zastępy kobiet w podobnej sytuacji wykorzystuje torby o przeznaczeniu ogólnym, nie trzeba mieć specjalnej ginekologiczno-położniczej).

      A wszystko to są rzeczy, na których nawet przeciętnie zarabiająca rodzina raczej próbuje, w miarę możliwości, oszczędzić.
      • mika_p Re: Powalkuje sobie troche 10.08.20, 13:42
        Co do torby, to bym się nie zakładała, że jest. Mogą być walizki i plecaki ze stelażem.

        Co do wózka, to jakie "kilka"? Józinek jeździł w musztardowym po Borejkównach, a jesli nawet w końcu się rozsypał, to jednorazowo w rodzie potrzebne były dwa:
        Łusia-Ania, Jędrek-Nora. Chyba że musztardowy się nie rozsypał i dalej stoi w piwnicy, a Ida i Patrycja kupiły po nowym.
        • przymrozki Re: Powalkuje sobie troche 10.08.20, 14:59
          mika_p napisała:

          > Co do torby, to bym się nie zakładała, że jest. Mogą być walizki i plecaki ze s
          > telażem.

          Nawet jeżeli, to walizka albo plecak (niekoniecznie ze stelażem) też by mógł być.


          > Co do wózka, to jakie "kilka"? Józinek jeździł w musztardowym po Borejkównach,
          > a jesli nawet w końcu się rozsypał, to jednorazowo w rodzie potrzebne były dwa:
          > Łusia-Ania, Jędrek-Nora. Chyba że musztardowy się nie rozsypał i dalej stoi w p
          > iwnicy, a Ida i Patrycja kupiły po nowym.

          To, że wózków w rodzinie jest kilka wiemy z tekstu. Kupiono małej Mili nowy, bo "to miło kupować dzieciom nowe rzeczy". Córka Róży urodziła się w 2004 r., kiedy każda z czterech sióstr miała już dzieci. Trzy z nich miały w domu przynajmniej po jednym dziecku w wieku przedszkolnym (najstarsze miały po sześć lat). Na dodatek Józinek i Ignaś, Ania i Łucja oraz Jędruś i Nora potrzebowali wózków w mniej więcej tym samym czasie.

          A musztardowy pojazd Józinka był chyba spacerówką dla starszych dzieci. Dla noworodka pewnie i tak by się nie nadawał.
          • mika_p Re: Powalkuje sobie troche 10.08.20, 16:55
            Tak, wiem, że w tekście jest o kilku wózkach, tylko zastanawiam się, czy wszystkie Borejkówny kupowały wózki, czy wzajemnie sobie pożyczały. No i kto zapłacił za wózek dla Mili, a także, kiedy nastąpiła ta przemiana mentalno-finansowa w rodzie - Ida dla Józinka używała ćwierćwiecznego wózka z dzieciństwa Patrycji, a po zaledwie kilku latach Róża ma nowy wózek dla Mili, mimo że w rodzinie jest kilka.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka