Ponieważ właśnie urządzam nowy ogródek, przy mojej aktualnej siedzibie, wreszcie mogłam sobie pofolgować nieco i zacząć hodować coś, czego dawno byłam spragniona.
Róże.
Oprócz dwóch krzaków róży pomarszczonej i jednej
R. canina które wcześniej zasadziła moja mamunia, mam teraz trzy róże, tzw. szlachetne.Jedna z nich to Maigold, który wystąpił w Sprężynie i który naprawdę prześliczną odmianą jest. O, proszę:
Prawdziwa piękność, mam nadzieję, że zakwitnie i u mnie. Otrzymała imię (no co, nazwałam moje róże) Henriette Maria, po hrabiance Henrietcie Marii Chotek, która miała jedno z najwspanialszych dziewiętnastowiecznych rosariów w Europie. Jeśli nazwisko brzmi wam znajomo, macie rację, Henrietta Maria była kuzynką Zofii Chotek, nieszczęsnej małżonki nie mniej nieszczęsnego Franza Ferdynanda.
A to jest Nuits de Young, róża, która przypadła do gustu Laurze:
Efektowna, nie powiem, mnie jednak bardziej przypadła do gustu inna róża:
Przed państwem Zigeunerknabe, znany także jako Gypsy Boy. Tę odmianę wyhodował mój ulubiony wśród dawnych hodowców, Rudolf Geschwind. Był ci on leśnikiem w tej części CK imperium, która obecnie jest Czechami, a w chwilach wolnych hodował róże. Niestety wiele wyhodowanych przezeń odmian do dzisiejszych czasów nie dotrwało, skutkiem zawirowań dziejowych. Synowie Geschwinda róż nie lubili, więc gdy zmarł on w 1910, podeszli do botanicznego spadku obojętnie i przepadłby on już wtedy, gdyby nie wspomniana już przez mnie hrabianka Chotek, która całą kolekcję Geschwinda za słoną sumę wykupiła. Łącznie z dokumentacją. Niestety, II wojna i potem ustrój demokracji ludowej nie były łaskawe dla schedy po hrabiance, to, co ocalało z wojny zostało zniszczone przez nowych, socjalistycznych władców dawnego majątku Chotków w Dolnej Krupie i tym sposobem z imponującego dorobku Geschwinda przetrwało niewiele. Ale i to zostało jest cudowne.
Mój krzaczek ochrzczony został droga prostego skrzyżowania mianem Tyson Fury, po jednym z najlepszych aktualnie bokserów wagi ciężkiej, posługującym się, z racji swej przynależności etnicznej, przydomkiem ringowym "Gypsy King". I Tyson i Henrietta (Maigold mój) zostały nieco potargane przez ostatnie przymrozki, najlepiej zaś zniosła chłody ta róża, która teoretycznie jest najmniej mrozoodporna, mianowicie usechł jej częściowo jeden jedyny listek.
Przedstawiam państwu wytworną, angielską damę, w porównaniu z trzema poprzednimi, dziewiętnastowiecznymi, odmianę bardzo młodą bo z 2009, Lady of Shalott.
...tu wszyscy obeznani z klasyką kryminału recytują chórem "Zwierciadło pęka w odłamków stos, zguba nade mną krzyczy w głos pani z Shalott". To jest oczywiście cytat z poematu Alfreda Tennysona, odegrał jednak ów cytat niebagatelną rolę w jednej z powieści Agathy Christie, której główną bohaterką była panna Marple. Oczywistą jest oczywistościa, że moja szacowna angielka zwie się Jane Marple.
Na pierwsze kwiaty będę musiała pewnie poczekać do przyszłego roku, ale mam nadzieję, że będzie warto!