ako17
15.06.21, 16:12
Zastanawia mnie ta pasja, z jaką dziewczyny idą na studia za chłopakiem. W niektórych przypadkach ewidentnie niezgodnie ze swoimi predyspozycjami, jak np. Pulpa czy Róża. Kreska też skończyła studia takie same jak Maciek - chociaż może u niej były jakieś zdolności w tym kierunku.
Zadziwia mnie to z dwóch powodów.
Po pierwsze: nie wyobrażam sobie pójść na studia, do których nie mam zdolności. Uwielbiam astrofizykę, interesuję się mechaniką kwantową, ale nie umiem liczyć. Jestem naprawdę słaba z matmy. I pewnie, przy jakimś dużym wysiłku moje zdolności matematyczne by się trochę rozwinęły (potrafiłabym dodać w pamięci 278 i 114 - teraz nie potrafię), ale raczej nie dałabym rady z rachunkiem całkowym czy różniczkowym.
Teraz, mając już ustabilizowaną sytuację zawodową mogłabym może podjąć studia na astrofizyce. Pewnie bym nie skończyła, ale co bym się dowiedziała, to moje. Natomiast nie mogę pojąć tego, że idzie się na takie studia zaraz po maturze, no bo to one mają określić kierunek mojej kariery i mojego zarabiania na życie. W końcu rodzina Róży nie była milionerami i ona chyba powinna zakładać, że to, czego się nauczy na studiach, posłuży jej jako podstawa materialnego bytu. Chyba, że od początku zakładała, że idzie tam pilnować Fryca, on ma zdobyć wiedzę, i on będzie utrzymywał ją i potencjalne potomstwo.
Drugi aspekt to to, że nie chciałabym z ukochanym spędzać aż tyle czasu. To trochę niezdrowe, uważam, że fajniej jest np. spotykać się wieczorami i opowiadać o tym, co się działo gdy się nie widzieliśmy. Jasne, jak się już poznaje kogoś na studiach to inna sprawa. Nie zmienimy kierunku, żeby nie spędzać za dużo czasu z chłopakiem. Ale takie założenie, żeby iść z/ za nim?
Znacie takie przykłady z życia?