ako17
15.12.24, 23:10
Cisza na Forum, to ja Wam, z dobrego serca, wrzucę coś, co mi przyszło dziś do głowy.
Sobota, 13 lutego 1999
1.
Gabriela Stryba spiesznie żegnała się ze studentami po wykładach. Jeszcze szli za nią, odprowadzali do tramwaju, zagadywali, nie chcieli się rozstać. Ona jednak miała już w głowie zupełnie co innego – dziś umówiła się na randkę. Zaprosiła swojego drugiego męża, Grzegorza do przyjemnej kawiarni na pyszny tort bezowy i filiżankę doskonałej kawy, by spędzić z nim miłą godzinę tylko we dwoje, w jakimś ustronnym kąciku.
Grzegorz już pewnie czekał, a do umówionego spotkania (14:30) brakowało tylko kilku minut. O! Przyjechał turkusowy, wytworny tramwaj. Gabriela z pewnym trudem (miała na sobie, wyjątkowo, spódnicę i buty na obcasach) wspięła się po stopniach i z ulgą usiadła na wolnym miejscu. Tylko 5 przystanków i zaraz będzie! Sama się zdziwiła, że czuje coś na kształt ekscytacji. Takie wagary od rodziny.
Gaba naprawdę bardzo kochała swoich rodziców, siostry i dzieci, dobrze jej się mieszkało w wielopokoleniowej rodzinie, ale czasami ruch panujący w domu ją przytłaczał. Kiedy wieczorem siadywali z Grzesiem, każde ze swoją książką, w przytulnym blasku lampy z żółtym abażurem i czytali, od czasu do czasu wymieniając uwagi, zdarzało się że zajrzał a to tatuś, przekonany, że tym, czego najbardziej w danej chwili potrzeba jego córce i zięciowi, jest treściwy a dosadny opis obyczajów rzymskich wyższych sfer, a to mama, wygłaszająca ironiczne uwagi na temat obecnych czasów, a to dzieci z jakimiś niezwykle ważnymi sprawami, o których zapomniały powiedzieć w ciągu dnia.
W dodatku, Gabriela miała wrażenie, jakby się od mniej-więcej roku coś między nią a Grzegorzem popsuło. Nic dramatycznego, nie kłócili się, nie krzyczeli na siebie.
Ot – Grześ stał się jakby bardziej wycofany, mniej ją zagadywał, raczej odpowiadał na jej „zaczepki”. Absolutnie nie był zniecierpliwiony czy zirytowany, tylko trochę nieobecny, jeszcze bardziej małomówny. Trochę się oddalili od siebie, choć mieszkali pod jednym dachem... Ale tyle było spraw do załatwienia, tyle zmartwień o rodziców, o dzieci, o siostry. Trudno było znaleźć czas dla wszystkich potrzebujących i to Gabę bardzo smuciło. Tak chciałaby, aby wszyscy byli szczęśliwi, a tymczasem tyle smutku, tyle cierpienia na świecie. A ona tak niewiele mogła zrobić...
No, no, nie będziesz się chyba roztkliwiać – dziarsko rzekła do siebie w duchu Gabriela. W końcu była dzielną kobietą!
A nie miała w życiu łatwo – po porzuceniu jej przez pierwszego męża, Janusza Pyziaka, została sama z dwójką dzieci, przeżyła wymuszony przez niego rozwód i...
Tramwaj stanął na właściwym przystanku. Gabriela odetchnęła głęboko i wysiadła. Do kawiarni miała dosłownie kilkadziesiąt kroków, gdy nagle przyszła jej do głowy refleksja.
Czyżby Grzegorz trochę boczył się o jej imieniny w ubiegłym roku?
Fakt, nie najszczęśliwiej może wyszło z tym Bernardem, ale przecież nic złego się nie stało! To nie jej wina, że ludzie i zwierzęta garną się do niej, szukają jej towarzystwa, łakną tego ciepła, troski i zainteresowania. Lgną do niej jak do niewzruszonego centrum, bo ona zawsze ich wysłucha, poczęstuje herbatą, podzieli się obiadem, czy kolacją. Grześ na pewno to rozumie! A jeśli poczuł się wtedy trochę odtrącony to... dzisiaj mu to wynagrodzi. Godzina tylko dla męża! Co prawda, z tej godziny zostało już tylko niespełna 50 minut, ale przecież właśnie otwierała drzwi kawiarni.