kocynder
19.04.25, 15:13
Tak sobie myślę... Borejkowie cczęsto działają... Hmmm... Impulsywnie. A mnie ciekawi takie "I co dalej?". Przykładowo, w kwestii małych Rumunek. Ok, załóżmy dla dobra narracji, że Gabunia w dobrej wierze przywlokła je do domu, oprała, nakarmiła. I co dalej miała zamiar z nimi zrobić, gdyby ich opiekunowie nie przyszlli z awanturą*? Oprawić w ramkę i powiesić nad łóżkiem? Wezwać pomoc społeczną? Zaprowadzić na policję? Z kopem wywalić za drzwi? Odprowadzić pod kościół, skąd je wzięła?
Albo szalet. Znów, dla dobra narracji pomijając bzdury budowlane, powiedzmy, że mikrodomek dla dwojga ma JAKIŚ sens. Załóżmy. Ale przecież Larwa i Nadszympans PLANUJĄ dzieci! Jeśli w grę nie wchodzą względy ekonomiczne (a nie wchodzą!) czy nie byłoby sensowniej już pomijając wynajem/kupno mieszkania w Poznaniu - co byłoby najsensowniejsze, biorąc pod uwagę że oboje mają zawody związane ściśle z miastem! - od razu zaplanować NORMALNY dom, niechby niewielki, niechby wykończyli na razie tylko jeden pokój, kuchnie i łazienkę, resztę zostawiając w stanie "półsurowym", ale normalnych gabarytów? Nie kanciapę, w której Larwa odwracając się od kuchenki wali łokciem w zęby Jadama sprawdzającego klasówki na pianinie? Zwłaszcza, że już wiemy, że jest Juleczek, perła niemowlęctwa. I co z nim robią? Upchnęli w szufladzie? Czy w pianinie? W kolebeczce podwieszanej u powały?
Zapewne takich sytuacji/rozwiązań było jeszcze wiele, wiele, wiele. Macie może pomysły, JAK, na Zeusa, MM miała je zamiar rozwiązać?
* swoją drogą - ktoś wie jak ci opiekunowie Gabiszona chałupę znaleźli? Czy tak szli od drzwi do drzwi pukając do każdego w poszukiwaniu dzieciaków?