ako17
21.04.25, 23:06
Jak wiemy, Laura zawsze cierpiała na brak ojca (a może tylko udręczała mamusię, hłe, hłe).
Na koniec jej żywego występowania w Jeżycjadzie, otrzymuje w końcu wielu ojców. Żaden z nich, pojedynczo, nie jest jakiś super-chruper, ale w sumie to mało kto miał superojca, a co dopiero tylu kandydatów?
Z nich wszystkich da się poskładać co najmniej ze dwie, całkiem porządne, "jednostki ojcowskie".
Zatem:
#1 Adam. Mąż-ojciec, który uczesze, umyje, zarządzi, ustawi priorytety, do Wilna zawiezie.
#2 ojciec Adama (imienia nie pomnę), którego Laura jakoś tam polubia i szanuje - ale ten to raczej za długo nie pociągnie, bo coś niedomaga, a jego żona nawet jeszcze bardziej (chyba, ale nie ma to znaczenia, bo matkę Laura ma). A mieszka blisko, bo w obrębie tej samej posesji z plantacją.
#3 pan Gruszka - bardzo mocny kandydat. Opiekuńczy, praktyczny, pracowity, przejmujący się losami Adama, następnie Laury i ich potomstwa. Oraz, ogółem, całej Daglezji oraz losami jej składu osobowego. Ale - bez wykształcenia, obycia i otoczki intelektualnej.
#4 Grzegorz. Laura miała go jako erzatz ojca przez jakieś 20 lat. Ale coś, najwyraźniej, nie pykło. Chociaż mogłoby. Gdyby to dobrze napisać.
#5 Janusz Pyziak. Ostatecznie, Laura go jakoś tam poznała - w toku sagi widziała typa 3 razy w życiu, 2 razy miała interakcję (raz neutralną, raz konfrontacyjną). Gdyby nie avanti w CP, to mogłabym wierzyć, że jakiś kontakt utrzymali, coś Pyziak Laurze próbował tłumaczyć, wyjaśniać, przepraszać - może na koniec dnia jakaś relacja by się między nimi zawiązała? Wspierałby ją, chociażby, finansowo, jeśli nie umiałby inaczej?
#6 Dziadunio. Jaki by nie był, to jednak Laurze jakieś względy okazywał, męża jej wybrał - nadzwyczaj trafnie z punktu widzenia autorki - a i jogurty z lodówki wyjmował z odpowiednim wyprzedzeniem.
Jbc, to w końcu nieźle wylądowała, całe życie brak ojca, a po 20-tce można było z kandydatów na tatusiów wybierać. Grzegorz się raczej nie zaktywizował - bo niby dlaczego miałby ni stąd, ni zowąd? Może mógłby, skoro jej potencjalne wychowanie zeszło mu z krzyża i tylko musiałby od czasu do czasu nawiązać z Laurą jakąś interakcję, gdy przybywała do Floplicowa - ale tego nie widzę.
Reszta jest obiecująca - o ile nadal żyje ;)
Czy jednak, mimo wszystko, Laura nie wolałaby mieć jednego, porządnego, biologicznego i oficjalnego ojca (albo przynajmniej wartościową informację, dlaczego go nie ma), bez tych wszystkich ćwierć i -półojców, ktorzy mogą jej zaoferować tylko jakiś wycinek ojcostwa?
Co myślicie?