Dodaj do ulubionych

Pięciu-sześciu ojców

21.04.25, 23:06
Jak wiemy, Laura zawsze cierpiała na brak ojca (a może tylko udręczała mamusię, hłe, hłe).

Na koniec jej żywego występowania w Jeżycjadzie, otrzymuje w końcu wielu ojców. Żaden z nich, pojedynczo, nie jest jakiś super-chruper, ale w sumie to mało kto miał superojca, a co dopiero tylu kandydatów?
Z nich wszystkich da się poskładać co najmniej ze dwie, całkiem porządne, "jednostki ojcowskie".
Zatem:
#1 Adam. Mąż-ojciec, który uczesze, umyje, zarządzi, ustawi priorytety, do Wilna zawiezie.
#2 ojciec Adama (imienia nie pomnę), którego Laura jakoś tam polubia i szanuje - ale ten to raczej za długo nie pociągnie, bo coś niedomaga, a jego żona nawet jeszcze bardziej (chyba, ale nie ma to znaczenia, bo matkę Laura ma). A mieszka blisko, bo w obrębie tej samej posesji z plantacją.
#3 pan Gruszka - bardzo mocny kandydat. Opiekuńczy, praktyczny, pracowity, przejmujący się losami Adama, następnie Laury i ich potomstwa. Oraz, ogółem, całej Daglezji oraz losami jej składu osobowego. Ale - bez wykształcenia, obycia i otoczki intelektualnej.
#4 Grzegorz. Laura miała go jako erzatz ojca przez jakieś 20 lat. Ale coś, najwyraźniej, nie pykło. Chociaż mogłoby. Gdyby to dobrze napisać.
#5 Janusz Pyziak. Ostatecznie, Laura go jakoś tam poznała - w toku sagi widziała typa 3 razy w życiu, 2 razy miała interakcję (raz neutralną, raz konfrontacyjną). Gdyby nie avanti w CP, to mogłabym wierzyć, że jakiś kontakt utrzymali, coś Pyziak Laurze próbował tłumaczyć, wyjaśniać, przepraszać - może na koniec dnia jakaś relacja by się między nimi zawiązała? Wspierałby ją, chociażby, finansowo, jeśli nie umiałby inaczej?
#6 Dziadunio. Jaki by nie był, to jednak Laurze jakieś względy okazywał, męża jej wybrał - nadzwyczaj trafnie z punktu widzenia autorki - a i jogurty z lodówki wyjmował z odpowiednim wyprzedzeniem.

Jbc, to w końcu nieźle wylądowała, całe życie brak ojca, a po 20-tce można było z kandydatów na tatusiów wybierać. Grzegorz się raczej nie zaktywizował - bo niby dlaczego miałby ni stąd, ni zowąd? Może mógłby, skoro jej potencjalne wychowanie zeszło mu z krzyża i tylko musiałby od czasu do czasu nawiązać z Laurą jakąś interakcję, gdy przybywała do Floplicowa - ale tego nie widzę.
Reszta jest obiecująca - o ile nadal żyje ;)

Czy jednak, mimo wszystko, Laura nie wolałaby mieć jednego, porządnego, biologicznego i oficjalnego ojca (albo przynajmniej wartościową informację, dlaczego go nie ma), bez tych wszystkich ćwierć i -półojców, ktorzy mogą jej zaoferować tylko jakiś wycinek ojcostwa?

Co myślicie?
Obserwuj wątek
    • bupu Re: Pięciu-sześciu ojców 22.04.25, 10:54
      ako17 napisała:

      > Jak wiemy, Laura zawsze cierpiała na brak ojca (a może tylko udręczała mamusię,
      > hłe, hłe).

      Oczywiście że udreczała. Gdyby była dobrym dzieckiem o ojcu by w ogóle nie myślała.


      >
      > Z nich wszystkich da się poskładać co najmniej ze dwie, całkiem porządne, "jedn
      > ostki ojcowskie".
      > Zatem:
      > #1 Adam. Mąż-ojciec, który uczesze, umyje, zarządzi, ustawi priorytety, do Wiln
      > a zawiezie.

      Jeden z powodów dla których nie znoszę zarówno Nadszympansa jak i jego związku z Larwą. On jej nie traktuje jak partnerki, czy nawet dorosłej, on ją infantylizuje i traktuje jak dziecko właśnie. Kogoś komu trzeba umyć buzie i za kogo trzeba podejmować decyzje. Obrzydliwość.

      > #2 ojciec Adama (imienia nie pomnę), którego Laura jakoś tam polubia i szanuje
      > - ale ten to raczej za długo nie pociągnie, bo coś niedomaga, a jego żona nawet
      > jeszcze bardziej (chyba, ale nie ma to znaczenia, bo matkę Laura ma). A mieszk
      > a blisko, bo w obrębie tej samej posesji z plantacją.

      Ojciec Adama ma jeszcze mniej osobowości niż Adam. Cały się składa z meczensko-dydaktycznego poskrzypywania i katalogu róż. Taka Gaba w wersji seniorskiej.


      > #3 pan Gruszka - bardzo mocny kandydat. Opiekuńczy, praktyczny, pracowity, prze
      > jmujący się losami Adama, następnie Laury i ich potomstwa. Oraz, ogółem, całej
      > Daglezji oraz losami jej składu osobowego. Ale - bez wykształcenia, obycia i ot
      > oczki intelektualnej.

      No i uzurpator. Jakże on śmiał pomagać, realnie, w organizacji wesela Larwy, zamiast pokornie czekać aż Gaba przygotuje kartkę i długopis!


      > #4 Grzegorz. Laura miała go jako erzatz ojca przez jakieś 20 lat. Ale coś, najw
      > yraźniej, nie pykło. Chociaż mogłoby. Gdyby to dobrze napisać.

      Jaki erzatz? Nawet nie wyrób ojczymopodobny z Grzegorza był. Grzyb nie interesuje się nawet własnym dzoeckiem, a przy pasierbicach jego nikłym i wątłym usiłowaniom ojczymowsnia ukręcono łeb jefnym ruchem (scena w TiR kiedy Gaba każe usiłującemu spacyfikować Larwę Grzesiowi się odp...omponić, acz o ile dobrze pamiętam w którymś z wczesniejszych tomów Gaba zauważa w myślach iż Grzyb przestał próbować wchodzić w interakcje z dziewczynkami, po czym dodaje, że może tak było najlepiej. Kobito, że co?)


      > #5 Janusz Pyziak. Ostatecznie, Laura go jakoś tam poznała - w toku sagi widział
      > a typa 3 razy w życiu, 2 razy miała interakcję (raz neutralną, raz konfrontacyj
      > ną). Gdyby nie avanti w CP, to mogłabym wierzyć, że jakiś kontakt utrzymali, co
      > ś Pyziak Laurze próbował tłumaczyć, wyjaśniać, przepraszać - może na koniec dni
      > a jakaś relacja by się między nimi zawiązała? Wspierałby ją, chociażby, finanso
      > wo, jeśli nie umiałby inaczej?

      Z McD jasno wynika, że Larwa, aby móc funkcjonować w Klanie, musi się Pyziaka wyprzeć na zawsze i na wieki. Więc psikro mi, albo relacje z klanem, albo z tym smutnym klopsem, który zastąpił Janusza.
    • tt-tka Re: Pięciu-sześciu ojców 22.04.25, 13:34
      ako17 napisała:

      > Jak wiemy, Laura zawsze cierpiała na brak ojca (a może tylko udręczała mamusię,
      > hłe, hłe).

      Jak wiemy, wcale nie zawsze. Do mniej wiecej 13 roku jej zycia temat sie nie pojawial, cierpienia nie bylo.



      > #3 pan Gruszka - bardzo mocny kandydat. Opiekuńczy, praktyczny, pracowity, prze
      > jmujący się losami Adama, następnie Laury i ich potomstwa. Oraz, ogółem, całej
      > Daglezji oraz losami jej składu osobowego. Ale - bez wykształcenia, obycia i ot
      > oczki intelektualnej.

      Pan Gruszka to ktos taki, kogo takiego w zyciu Laury wczesniej nie bylo - sila rzetelnosci i spokoju.
      Poniewaz jednak dla laury jego towarzyska pozycja jest podrzedna, ona nie potrafi skorzystac z tego cudownego daru losu, jakim jest Mietek "Wedzonka" Gruszka. Zaprzepaszczona mozliwosc.

      O calej reszcie szkoda gadac. Pyziak, owszem, moglby (a i powinien) zaistniec chocby finansowo, ale po tym, jak go zbluzgala watpie, czy mialby ochote.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Pięciu-sześciu ojców 22.04.25, 15:51
        tt-tka napisała:

        > ako17 napisała:
        >
        > > Jak wiemy, Laura zawsze cierpiała na brak ojca (a może tylko udręczała ma
        > musię,
        > > hłe, hłe).
        >
        > Jak wiemy, wcale nie zawsze. Do mniej wiecej 13 roku jej zycia temat sie nie po
        > jawial, cierpienia nie bylo.
        >
        >

        I jak wiemy, ta chęć poznania ojca była dziwnie labilna - trzy razy miała okazję i żadnej nie wykorzystała. Niby próbowała go szukać, ale gdy była blisko dowiedzenia się czegoś konkretnego, zadziwiająco łatwo odpuszczała.

        >
        > > #3 pan Gruszka - bardzo mocny kandydat. Opiekuńczy, praktyczny, pracowity
        > , prze
        > > jmujący się losami Adama, następnie Laury i ich potomstwa. Oraz, ogółem,
        > całej
        > > Daglezji oraz losami jej składu osobowego. Ale - bez wykształcenia, obyci
        > a i ot
        > > oczki intelektualnej.
        >
        > Pan Gruszka to ktos taki, kogo takiego w zyciu Laury wczesniej nie bylo - sila
        > rzetelnosci i spokoju.
        > Poniewaz jednak dla laury jego towarzyska pozycja jest podrzedna, ona nie potra
        > fi skorzystac z tego cudownego daru losu, jakim jest Mietek "Wedzonka" Gruszka.
        > Zaprzepaszczona mozliwosc.
        >

        A to ciekawe spostrzeżenie. Choć Mieciu to wszystko robił raczej z lojalności wobec rodziny Witalisów, a nie wobec samej Laury. Jest bodaj jedna scena, gdzie on się przejmuję tą konkretną osobniczką, a nie jeno jej ślurpem z jego ulubieńcem?

        > O calej reszcie szkoda gadac. Pyziak, owszem, moglby (a i powinien) zaistniec c
        > hocby finansowo, ale po tym, jak go zbluzgala watpie, czy mialby ochote.

        Być może zaszło tu zjawisko analogiczne do tego, o którym jakiś czas temu czytałam na grupie dla osób adoptowanych. Było tam sporo historii odnalezienia biologicznego rodzica przez dorosłe dziecko i w "zakończeniu" wielu z nich często pojawiał się motyw w stylu "mamy swoje numery telefonów, jak ta druga osoba zechce wznowić nasz kontakt, to sama do mnie zadzwoni". I takie podejście pojawiało się bez względu na to, która strona była narratorem historii, prezentowały je zarówno dorosłe dzieci, jak i rodzice. Naprawdę nie zdziwiłabym się, gdyby w przynajmniej kilku przypadkach nie zdarzyło się, że obie strony coś takiego założyły i milczały, zakładając, że to ta druga osoba powinna się odezwać.
        Może w przypadku Laury i Janusza było podobnie, na zasadzie "nie wiem co powiedzieć, nie wiem czy w ogóle chcę, to na wszelki wypadek zostawię inicjatywę jemu/jej"? I stąd ta cisza?
        • tt-tka Re: Pięciu-sześciu ojców 22.04.25, 18:11
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:




          > I jak wiemy, ta chęć poznania ojca była dziwnie labilna - trzy razy miała okazj
          > ę i żadnej nie wykorzystała. Niby próbowała go szukać, ale gdy była blisko dowi
          > edzenia się czegoś konkretnego, zadziwiająco łatwo odpuszczała.

          osobiscie sadze, ze ta chec mania ojca jest bardzo ludzka, a mania go tylko dla siebie bardzo laurowa i tez ludzka
          :)
          13-latka wymyslila sobie tatusia, ktory jako jedyny w rodzinie by ja rozumial, i bylby taki jak ona (czy ona jak on)i pojechala do Torunia pchana pragnieniem odszukania tego i takiego wlasnie ojca. I wtedy, w TiR, to bylo prawdziwe. Niestety wymarzony/wymyslony tatus okazal sie byc bratem wrednej siostry, Laurze zawalila sie cala bajka i o ile pamietam, nigdy wiecej szukac go nie probowala. A jesli pozniej uzywala tatusia, to wlasnie by dokopac maci swej, nie z tesknoty, nie z potrzeby, tylko z checi dolozenia i ugrania czegos na tym.



          > A to ciekawe spostrzeżenie. Choć Mieciu to wszystko robił raczej z lojalności w
          > obec rodziny Witalisów, a nie wobec samej Laury. Jest bodaj jedna scena, gdzie
          > on się przejmuję tą konkretną osobniczką, a nie jeno jej ślurpem z jego ulubień
          > cem?

          Nie pamietam, moze cos na poczatku Sprezyny, ale mnie nie o zajecie sie osobniczka chodzilo. Raczej o pogladowa i praktyczna nauke, jak mozna stworzyc sobie rodzine z wyboru zarazem zostawiajac czlonkom tej rodziny dosc swobody, jak to jest miec kogos, na kogo zawsze mozna liczyc (w rodzinie Laury fenomen, tam nikogo takiego nie ma !), jak rozniac sie mocno i (nie)pieknie mozna jednak zgodnie wspoistniec bez dazenia do urawnilowki...


          >
          > > O calej reszcie szkoda gadac. Pyziak, owszem, moglby (a i powinien) zaist
          > niec c
          > > hocby finansowo, ale po tym, jak go zbluzgala watpie, czy mialby ochote.
          >
          > Być może zaszło tu zjawisko analogiczne do tego, o którym jakiś czas temu czyta
          > łam na grupie dla osób adoptowanych. Było tam sporo historii odnalezienia biolo
          > gicznego rodzica przez dorosłe dziecko i w "zakończeniu" wielu z nich często po
          > jawiał się motyw w stylu "mamy swoje numery telefonów, jak ta druga osoba zechc
          > e wznowić nasz kontakt, to sama do mnie zadzwoni". I takie podejście pojawiało
          > się bez względu na to, która strona była narratorem historii, prezentowały je z
          > arówno dorosłe dzieci, jak i rodzice. Naprawdę nie zdziwiłabym się, gdyby w prz
          > ynajmniej kilku przypadkach nie zdarzyło się, że obie strony coś takiego założy
          > ły i milczały, zakładając, że to ta druga osoba powinna się odezwać.
          > Może w przypadku Laury i Janusza było podobnie, na zasadzie "nie wiem co powied
          > zieć, nie wiem czy w ogóle chcę, to na wszelki wypadek zostawię inicjatywę jemu
          > /jej"? I stąd ta cisza?

          Byc moze. Niemniej ich jedyny kontakt jaki widzimy pokazuje Laure, ktora zaprasza ojca na swoj slub wylacznie po to, by go zmieszac z blotem. Przy zgodnej jak rzadko wspolpracy reszty rodziny.
          jej, wydaje mi sie, ojciec przestal byc do czegokolwiek potrzebny, wzglednie ona tak sadzi, a Janusz... no coz, na jego miejscu zastanowilambym sie szesc razy przed przyjeciem kolejnego zaproszenia
      • ako17 Re: Pięciu-sześciu ojców 22.04.25, 17:55
        tt-tka napisała:

        > ako17 napisała:
        >
        > > Jak wiemy, Laura zawsze cierpiała na brak ojca (a może tylko udręczała ma
        > musię,
        > > hłe, hłe).
        >
        > Jak wiemy, wcale nie zawsze. Do mniej wiecej 13 roku jej zycia temat sie nie po
        > jawial, cierpienia nie bylo.
        >
        racja
        • briar_rose Re: Pięciu-sześciu ojców 26.04.25, 17:41
          tt-tka napisała:

          > ako17 napisała:
          >
          > > Jak wiemy, Laura zawsze cierpiała na brak ojca (a może tylko udręczała ma
          > musię,
          > > hłe, hłe).
          >
          > Jak wiemy, wcale nie zawsze. Do mniej wiecej 13 roku jej zycia temat sie nie po
          > jawial, cierpienia nie bylo.

          Jak dla mnie to katalizatorem była zazdrość o nagłe powodzenie Pyzy. O ile mały Tygrys starszą, niemrawą siostrą gardził ( Pyza w NiN: "Ona mnie traktuje jak głupią!" ), to później Róża stała się niedoścignionym wzorcem z którym Laura się porównywała. Do tego doszła sytuacja, w której Pyza ma niezwykłe powodzenie a ta Laura tak odstrasza... To mogło trochę jej poczucie własnej wartości podkopać i w końcu wybuchła. Krótko po tym, jak Laura ze zdumieniem obserwuje fascynację Lelujków Różą, w rozmowie z Gabrielą pyta o swoje podobieństwo do ojca i stwierdza, że skoro jest podobna do niego, to już rozumie, dlaczego kochają ją mniej od Pyzy. I podkreśla potem kilka razy, że wszyscy wolą Pyzę. Przez cały czas przewija się wątek Róży jako tej "lepszej", bardziej kochanej, której Laura zazdrości i do której się porównuje.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Pięciu-sześciu ojców 23.04.25, 11:03
      ako17 napisała:

      > (...)
      >
      > Czy jednak, mimo wszystko, Laura nie wolałaby mieć jednego, porządnego, biologi
      > cznego i oficjalnego ojca (albo przynajmniej wartościową informację, dlaczego g
      > o nie ma), bez tych wszystkich ćwierć i -półojców, ktorzy mogą jej zaoferować t
      > ylko jakiś wycinek ojcostwa?
      >
      > Co myślicie?
      >

      Larwie po zborejczeniu magicznie przeszły wszelkie potrzeby okołoojcowskie, więc panowie kiepsko trafili. Ale i tak uważam, że z tej bandy półśrodków nie dałoby się stworzyć pełnego obrazu ojca. Przecież żaden z nich nie ma z Laurą nie wiem jakiej więzi emocjonalnej. Nawet Ignac, który rzekomo miał jej ojca zastępować, w rzeczywistości nie wychodzi ponad rolę zwykłego dziadka.
      Inna sprawa, gdyby wszystkich oceniać wedle kryteriów borejczych - wtedy każdy by się nadał i bez wkładu pozostałych, bo w tej rodzinie ojciec to taki rodzaj mebla.
      • minerwamcg Re: Pięciu-sześciu ojców 24.04.25, 20:14
        Ignacy to w ogóle ani ojciec, ani dziadek, jakiś paranoiczny tyran-despota uzurpujący sobie nie wiadomo jakie prawa i przywileje. Laura uborejczona zresztą pokornie się na to godzi i wyraża chęć bycia przez tegoż doprowadzoną Adamowi do ołtarza (zawsze w takich razach pytam, czy na złotej smyczce).
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Pięciu-sześciu ojców 24.04.25, 20:33
          minerwamcg napisała:

          > Ignacy to w ogóle ani ojciec, ani dziadek, jakiś paranoiczny tyran-despota uzur
          > pujący sobie nie wiadomo jakie prawa i przywileje. Laura uborejczona zresztą po
          > kornie się na to godzi i wyraża chęć bycia przez tegoż doprowadzoną Adamowi do
          > ołtarza (zawsze w takich razach pytam, czy na złotej smyczce).
          >

          GORZEJ. Oto cycata:
          To dziadek mnie poprowadzi do ołtarza. Przez te wszystkie lata to on był… – i nagle głos jej się załamał. Umilkła.
          Chyba uświadomiwszy sobie, że to nieprawda. I to nie tylko dlatego, że w Polsce ojcowie nie prowadzą panien młodych do ołtarza i jest to zwyczaj znany tylko z hamerykańskich filmów.
          Tako rzecze Larwa w McD. A ja się pytam: “przez cały ten czas”, to znaczy kiedy? Jakoś nie pamiętam z cyklu żadnych przejawów, jakoby Ignac zastępował wnuczce ojca. Mało tego, nie pamiętam nawet, żeby on był odautorsko przedstawiany w takiej roli.

          Niby jest scena, w której jako jedyny ma coś normalnego do powiedzenia na temat Pyziaka, a ignacowa nieufność wobec młodszego Szopena i te wygłupy z balkonem podpadałyby pod stereotyp zaborczego tatusia, który nienawidzi każdego chłopaka córki. Ale to są epizodyczne wyskoki, a nie całokształt - wszelkie ingerencje Ignaca w życie wnuczki są sporadyczne, nie jest to stała opieka jak ze strony rodzica. A konflikt Laury z matką, Borej kwituje jako “modę”, to niezły przykład poziomu jego zaangażowania i znajomości sytuacji “ukochanej” wnuczki.
          Uprzedzając kontrargumenty - tak, senior rodu przez jakiś czas faworyzował Laurę. A i to jest dość słaba podstawa by uznać go za zastępczego ojca, bo wystarczyły narodziny IGSa, żeby Tygrys poszedł w odstawkę. Jeśli już komukolwiek Ignac próbował zastępować ojca, to właśnie Ignasiowi (czy robił to dobrze, to już inna sprawa).
          • ako17 Re: Pięciu-sześciu ojców 24.04.25, 23:02
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


            >
            > GORZEJ. Oto cycata:
            > To dziadek mnie poprowadzi do ołtarza. Przez te wszystkie lata to on był… –
            > i nagle głos jej się załamał. Umilkła.

            > Chyba uświadomiwszy sobie, że to nieprawda. I to nie tylko dlatego, że w Polsce
            > ojcowie nie prowadzą panien młodych do ołtarza i jest to zwyczaj znany tylko z
            > hamerykańskich filmów.
            > Tako rzecze Larwa w McD. A ja się pytam: “przez cały ten czas”, to znaczy kiedy
            > ? Jakoś nie pamiętam z cyklu żadnych przejawów, jakoby Ignac zastępował wnuczce
            > ojca. Mało tego, nie pamiętam nawet, żeby on był odautorsko przedstawiany w ta
            > kiej roli.

            Ja też nie, ale tu chyba chodzi o ten Jeżycowy standard, że Ignacy Borejko jest najlepszym męskim wzorcem w ogóle.
            Czemu? Nie wiem.
            Może dlatego, że nikogo nie bił.
            A uniemożliwianie wnuczkom kontaktów z ich, nawet nie absztyfikantami - bo w przypadku Róży szło o znacznie bardziej życiowo ważną relację - poszło na karb jego bezwarunkowej, choć nie do końca praktycznie wyrażanej miłości.

            >
            > podpadałyby pod stereotyp zaborczego tatusia, który nienawidzi każdego chłopaka
            > córki. A
            jbc, to u mnie, domowo, widzę zaprzeczenie tego stereotypu. Ja nie mówię, że to źle ;)
          • minerwamcg Re: Pięciu-sześciu ojców 25.04.25, 22:24
            Senior rodu się nawet z tą Laurą jakoś tam dogadywał. We wstępnym okresie jej dojrzewania. Szybko jednak poszła w odstawkę na rzecz IGS, któremu ojca zastępować nie trzeba było, przynajmniej w teorii - bo w praktyce Gregorio di Kallarepa nie był ani mężem swojej żony, ani ojcem swojego dziecka ani w ogóle nikim. Toteż senior rodu z upodobaniem umościł się w roli mentora i wychował IGS na kiepską kopię samego siebie - pierdołę, besserwissera i ględę, tylko bez tej niebotycznej samoakceptacji; przeciwnie wprost, mocno niepewnego siebie, podszytego fobiami i ogólnym neurotyzmem. Tak więc przez chwilę Laura mogła liczyć na dziadka (który wtedy nie był jeszcze do końca spierniczały i odklejony od rzeczywistości), później jednak nie wiadomo właściwie czemu skończyło się rumakowanie.
            • ako17 Re: Pięciu-sześciu ojców 26.04.25, 12:02
              minerwamcg napisała:

              > Senior rodu się nawet z tą Laurą jakoś tam dogadywał. We wstępnym okresie jej d
              > ojrzewania. Szybko jednak poszła w odstawkę na rzecz IGS, któremu ojca zastępow
              > ać nie trzeba było, przynajmniej w teorii - bo w praktyce Gregorio di Kallarepa
              > nie był ani mężem swojej żony, ani ojcem swojego dziecka ani w ogóle nikim. To
              > też senior rodu z upodobaniem umościł się w roli mentora i wychował IGS na kiep
              > ską kopię samego siebie - pierdołę, besserwissera i ględę, tylko bez tej niebot
              > ycznej samoakceptacji; przeciwnie wprost, mocno niepewnego siebie, podszytego f
              > obiami i ogólnym neurotyzmem. Tak więc przez chwilę Laura mogła liczyć na dziad
              > ka (który wtedy nie był jeszcze do końca spierniczały i odklejony od rzeczywist
              > ości), później jednak nie wiadomo właściwie czemu skończyło się rumakowanie.
              >

              Jakoś chyba w Sprężynie jednak sporo o Laurze myślał, żeby ją zeswatać z Naszympanem Polonistą. I jogurt jej wyjął z lodówki.
              A jak ją zeswatał, to już się nie musiał nią więcej zajmować. Przekazał ją w ręce swojej bardziej udanej wersji.
              Adam Fidelis = Ignacy Borejko 2.0
              • bupu Re: Pięciu-sześciu ojców 26.04.25, 13:14
                ako17 napisała:

                >
                > Adam Fidelis = Ignacy Borejko 2.0


                Ależ w życiu. Nadszympans to męska wersja Gabbona. Ma blond grzywkę u blond pieczarki, ócz kasztany, jest dzielnybardzodzielny i cierpiący za milijony po popoporzuceniu, ma niemal bezobjawową pracę (nauczyciel który, patrz Sprężyna, w okolicach końca roku zajmuje się w godzinach przedpołudniowych uboczną fuchą u tatusia zamiast grzebać się w raportach, sprawozdaniach i tabelach, wypisywać świadectwa, i rzeźbić w dzienniku? Błagam), a cały świat go miłuje na zabój z przyczyn bliżej nieznanych. Gabbon, toczka w toczkę Gabbon!
                • ako17 Re: Pięciu-sześciu ojców 26.04.25, 14:34
                  bupu napisała:

                  > ako17 napisała:
                  >
                  > >
                  > > Adam Fidelis = Ignacy Borejko 2.0
                  >
                  >
                  > Ależ w życiu. Nadszympans to męska wersja Gabbona. Ma blond grzywkę u blond pie
                  > czarki, ócz kasztany, jest dzielnybardzodzielny i cierpiący za milijony po popo
                  > porzuceniu, ma niemal bezobjawową pracę (nauczyciel który, patrz Sprężyna, w ok
                  > olicach końca roku zajmuje się w godzinach przedpołudniowych uboczną fuchą u ta
                  > tusia zamiast grzebać się w raportach, sprawozdaniach i tabelach, wypisywać świ
                  > adectwa, i rzeźbić w dzienniku? Błagam), a cały świat go miłuje na zabój z przy
                  > czyn bliżej nieznanych. Gabbon, toczka w toczkę Gabbon!
                  >
                  >
                  No dobra, to oddał Laurę pod opiekę najlepszej z matek. Się nie upieram.
                  Przynajmniej ma pewność, że Laura zawsze będzie umyta i uczesana.
    • panna_nina.95 Re: Pięciu-sześciu ojców 01.05.25, 20:11
      Wydaję mi się że, owszem Laura szukała ojca, jednak nie do końca była świadoma dlaczego. Oczywiście że to nie była klasyczna ciekawość, tęsknota, chociaż nie byłoby w tym nic nienaturalnego.

      Laura jawi mi się jako osoba wrażliwa w kontekście przeżywania własnych (li i jedynie)emocji, aczkolwiek rozumienie tych stanów emocjonalnych leży i kwiczy. Laura nawet jako czternastolatka nie jest świadoma że czuje się odrzucona przez rodzinę. Czuje jednak że coś jest nie tak, szuka punktu zapalnego. I znajduje go -Pyziak. Laura pewnie niejednokrotnie podsłuchiwała rodzinne rozmowy, więc jest świadoma podobieństwa do ojca. (chociaż według mnie to Borejkowie tu wyraźnie koloryzują,Laura to kopia swojej babci) Laura mogła stwierdzić że skoro jest podobna do ojca to on by ją zrozumiał. Po pobycie w Toruniu bajka stworzona przez Laurę rozmyła się jak sen złoty.

      Jednocześnie Laura bardzo podświadomie mogła szukać ojcowskiej figury w życiu, szczególnie że Grzegorz się nie spisał. Według mnie jednak takie poszukiwania zawsze okażą się gorzkim rozczarowaniem,bo trudno by tabun wujaszków czy innych facetów mógł zastąpić ojca.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka