fionnuala
10.08.25, 21:54
Pewnie było, ale nie znalazłam, więc znów.
Im dalej z tomami, tym bardziej widoczna jest fatfobia (gdzie Cesia i "pycho rumiane" :/). Dla mnie ponure pierwsze miejsce zajmuje biedna Magdusia, ale charakterystyka małej Ani w JT też jest godna wzmianki ("gruba", "grubaska" powtórzone ileś razy w kilku akapitach).
Ostatnio rozmyślając nad tematem stwierdziłam, że można fatfobię podzielić na jawną (jak w przykładach wyżej) i taką bardziej zakamuflowaną. I że do tej zakamuflowanej opcji można by zaliczyć Patrycję. Dlaczego tak stwierdzam: niby odautorsko wszystko dobrze, ma ona reprezentować "większą" opcję, ale wgłębiając się: pozostałe siostry zostały wykreowane na intelektualistki, mniej lub bardziej zaangażowane zawodowo w prace umysłowe. Patrycja zaś wylądowała przy pracy fizycznej, obsłudze rodziny podczas wakacji, obsłudze seniorów. I może jestem przewrażliwiona, ale widzę w tym subtelną fatfobię, coś jak sytuacja kiedy w filmie mamy np. jedyną kobietę i jest ona ustawiana w pozycji damsel in distress albo osobę czarnoskórą, która jest przedstawiana niepoważnie i egzotyzująco. Niby wiemy, że w realu ludzie są różni i że takie osoby też się trafiają, ale kiedy jedyny egzemplarz reprezentujący dany aspekt różnorodności prezentuje się tak a nie inaczej, to jest to jakiś wyraz przekonań. Dlatego, gdybyśmy miały całą galerię większych bohaterek, z których część wykonuje prace fizyczne, a część błyszczy na konferencjach, a część uprawia sporty (!) to bym uznała, że ok, Patrycja taka może być, bo czemu nie. Natomiast w tej konfiguracji, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest to jednak subtelny wyraz łączenia tuszy z niższym poziomem intelektualnym.