ako17
02.10.25, 11:24
(...) kiedy sobie przypominam, jak to było w młodości, widzę zawsze ten przyciskany korek. To ja. I czuję tamtą presję. Ja – hm, dość ostro wyskakiwałem. Źle by się to skończyło, gdybym nie spotkał mojej Patrycji. Pojawiła się w samą porę. Dla niej chciałem być wspaniały. Chciałem na nią zasłużyć. Udało się. (...)
Tyle w CZ w przemowie do Nory.
Jak niby, przepraszam, Baltona "wyskakiwał"? I jaką czuł presję?
Ok, wyleciał po pierwszym roku studiów - zdarza się wielu.
Ufarbował buraka na głowie - j.w.
Jeździł Harleyem, którego sam naprawiał - chłopaki jeżdżą motocyklami, może nie Harleyami od razu, ale znowu nic wielkiego.
Całował wszystko, co się nawinęło - też nie jest to jakaś szczególna właściwość. Głupie to było, owszem.
I jak mu się udało być tym Wspaniałym? Że sprzedał motor, założył biznes, ogolił buraczka i wyprowadził się na zaplecze kwiaciarni? A, i przestał całować dziewczyny. Tym samym zasłużył na Patrycję...
A gdyby się nie pojawiła w samą porę, to co? Zostałby dilerem narkotykowym, czy seryjnym gwałcicielem?
Jbc, ja z Pulpy pamiętam Baltonę, jako chłopaka całkiem rozsądnego, który, gdy już się zdecydował czego chce w życiu (i to dosyć wcześnie), to potrafił do tego dążyć.
Żaden tam straceniec, którego Pulpa musiała ratować przed samym sobą.
A może ta jego gadka nie ma pokrycia w prawdzie, tylko tak nawijał Norze, żeby ją przekonać do swoich racji?