Dodaj do ulubionych

Pochłaniane ilości.

16.02.26, 13:59
Często gęsto się tu rozwodzimy nad tym, jak trudne logistycznie, finansowo i ilościowo musi być gotowanie na Roosvelta. Pełna zgoda, niejednokrotnie wyliczono, że to ciężkie kilogramy składników na poszczególne posiłki trzeba przytaczać do kuchni.
Wiemy też, że Borejkowie, a przynajmniej część, mają spory spust i lubią jeść - pochłania sporo Gabon, Ida, Pulpet, zjeść potrafi Pyza i Tygrys, Józinek.
A może dlatego są szczupli (zwykle), że te porcje wbrew pozorom wcale nie są duże? Bo owszem, w „Pulpecji” Patrycja zjada pomidorówkę z makaronem i dwa klopsy smażone z ziemniaczkami, ale tego wcale nie musiało być nie wiadomo ile.
Zresztą Tygrysek na śniadanie w „I” zjada bułeczkę z serem oraz kubeczek jogurtu. Wszystko. W „TiR” naszykowany jest na śniadanie wielki talerz kanapek dla tych, którzy zaczynają wcześnie dzień, Laura zabiera dla siebie jedną.
Scenę wcześniej, wiemy że na kolację będzie m.in jajecznica z pomidorami i serem, podejrzewam że też jakaś symboliczna ilość.
Może oni serio jadają na co dzień mało, jak na dorosłych i jest to jedynie zaprezentowane, jako jakieś wielkie ilości?
Obserwuj wątek
    • ako17 Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 16:54
      mackakisa napisał(a):

      > Często gęsto się tu rozwodzimy nad tym, jak trudne logistycznie, finansowo i il
      > ościowo musi być gotowanie na Roosvelta. Pełna zgoda, niejednokrotnie wyliczono
      > , że to ciężkie kilogramy składników na poszczególne posiłki trzeba przytaczać
      > do kuchni.
      > Wiemy też, że Borejkowie, a przynajmniej część, mają spory spust i lubią jeść -
      > pochłania sporo Gabon, Ida, Pulpet, zjeść potrafi Pyza i Tygrys, Józinek.
      > A może dlatego są szczupli (zwykle), że te porcje wbrew pozorom wcale nie są du
      > że? Bo owszem, w „Pulpecji” Patrycja zjada pomidorówkę z makaronem i dwa klopsy
      > smażone z ziemniaczkami, ale tego wcale nie musiało być nie wiadomo ile.
      > Zresztą Tygrysek na śniadanie w „I” zjada bułeczkę z serem oraz kubeczek jogurt
      > u. Wszystko. W „TiR” naszykowany jest na śniadanie wielki talerz kanapek dla ty
      > ch, którzy zaczynają wcześnie dzień, Laura zabiera dla siebie jedną.
      > Scenę wcześniej, wiemy że na kolację będzie m.in jajecznica z pomidorami i sere
      > m, podejrzewam że też jakaś symboliczna ilość.
      > Może oni serio jadają na co dzień mało, jak na dorosłych i jest to jedynie zapr
      > ezentowane, jako jakieś wielkie ilości?

      Może i rzeczywiście jedzą niewielkie porcje jednorazowo, ale w takim razie pytanie, po co robią 2 dania, zamiast jednego, ale w większej ilości? Przecież to jest 2 razy tyle roboty.
      My w domu prawie nigdy nie mamy obiadów dwudaniowych. Jedynym wyjątkiem jest, gdy danie drugie jest na słodko i stanowi coś na kształt deseru: naleśniki, placki z jabłkami, ryż zapiekany z jabłkami, makaron z owocami itd. Wtedy jest mi "niezbędna" jakaś kwaśna zupa, żeby mnie nie zemdliło. Ale to się dzieje bardzo rzadko.

      Zjedzenia miseczki zupy i następnie dwóch klopsów z ziemniaczkami na jeden posiłek sobie nie wyobrażam. Dwa klopsy z ziemniaczkami to jest całkowicie wystarczająco jak na pełen obiad. Zupa naprawdę niepotrzebna.

      Z kolei, gdy mamy zupę, jak np. dziś kapuśniak, to jest to dla nas cały obiad. Najwyżej zje się jedną kanapkę więcej na kolację. Albo i to nie, bo taka zupa jest wystarczająco syta.
    • tt-tka Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 17:34
      W NiN panny mialy spust jak chlop do kosy - w poltorej mniej wiecej godziny pozarly wszystko, co bylo na kilkugodzinna podroz plus po dwie porcje w Warsie.
      ten obiad w McD tez nie wygladal na skapy, polmich pierogow, po zupie
      jak zra u Pulpy, tez zapodano, sam Mareczek pol bochenka chleba, piec pomidorow i reszta, ktorej nie pamietam
      Jozwa w S wyzarl cala kielbase, i to pomiedzy posilkami chyba

      no i my liczylysmy porcje raczej skromne, nie micha zupy na twarz, tylko max 300 mililitrow, te czarne kluski ziemniaczane z trzech-czterech ziemniakow na osobe... nawet przy JEDNEJ bulce na leb, na sniadanie i na kolacje trzeba tego przytargac DWADZIESCIA sztuk dziennie, przy okazji wigilijno-swiatecznej SZESCDZIESIAT buleczek, lub ekwiwalent w chlebie, a to przeciez tylko jedna na kolacje i jedna na sniadanie !
      • briar_rose Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 21:16
        tt-tka napisała:

        > W NiN panny mialy spust jak chlop do kosy - w poltorej mniej wiecej godziny poz
        > arly wszystko, co bylo na kilkugodzinna podroz plus po dwie porcje w Warsie.

        Faktycznie tak było. Pamiętam, że już podczas pierwszej lektury mnie to zdumiało, chociaż sama jako dziecko potrafiłam sporo zjeść. Zjadły większość słodyczy i kanapek przeznaczonych na drogę. Wypiły także wszystko, co było do wypicia, a więc zawartość obu bidonów oraz litrową butlę płynu gazowanego Fanta (miało go starczyć aż do Gdyni). Pół godziny później w Warsie kupiły dwie butle wody Sprite oraz dwie porcje parówek z musztardą i bułką. Później dziewczynki zażądały dokładki i zjadły znowu po bułce z parówką oraz ciastka w czekoladzie. Nie pamiętam, czy one po ucieczce z pociągu jadły coś jeszcze tego samego dnia, coś mi się kojarzy, że Laura chyba dostała wymiotów w jakiejś restauracji?
        • kocynder Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 21:22
          "Później dziewczynki zażądały dokładki i zjadły znowu po bułce z parówką"

          Z dwiema parówkami. Bufetowa porcja to dwie parówki i bułka. Ego - każda z delikatnych panienek pożarła w Warsie po 4 parówy i dwie buły.
        • tt-tka Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 22:22
          briar_rose napisał(a):


          > Nie pamiętam, czy one po ucieczce z pociągu jadły coś jeszcze tego samego dnia, coś mi
          > się kojarzy, że Laura chyba dostała wymiotów w jakiejś restauracji?

          Dostala, bo ja po tym wielkim zarciu zalecial zapach parowek niesionych do sasiedniego stolika i bo juz miala ospe

          w tej restauracji Nutryja chyba tylko herbaty dla nich zamowila, ale pewna nie jestem
          • ciotka.scholastyka Re: Pochłaniane ilości. 18.02.26, 10:10
            tt-tka napisała:


            > Dostala, bo ja po tym wielkim zarciu zalecial zapach parowek niesionych do sasi
            > edniego stolika i bo juz miala ospe

            No i dlatego, że jeszcze jej dołożyła jazda pekaesem, w którym śmierdziało spalinami. Wcale się nie dziwię, że haftnęła.
    • bupu Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 18:32
      mackakisa napisał(a):

      > Często gęsto się tu rozwodzimy nad tym, jak trudne logistycznie, finansowo i il
      > ościowo musi być gotowanie na Roosvelta. Pełna zgoda, niejednokrotnie wyliczono
      > , że to ciężkie kilogramy składników na poszczególne posiłki trzeba przytaczać
      > do kuchni.
      > Wiemy też, że Borejkowie, a przynajmniej część, mają spory spust i lubią jeść -
      > pochłania sporo Gabon, Ida, Pulpet, zjeść potrafi Pyza i Tygrys, Józinek.
      > A może dlatego są szczupli (zwykle), że te porcje wbrew pozorom wcale nie są du
      > że? Bo owszem, w „Pulpecji” Patrycja zjada pomidorówkę z makaronem i dwa klopsy
      > smażone z ziemniaczkami, ale tego wcale nie musiało być nie wiadomo ile.
      > Zresztą Tygrysek na śniadanie w „I” zjada bułeczkę z serem oraz kubeczek jogurt
      > u. Wszystko.


      Ni to przemnoż to razy osiem. I na jedno śniadanie masz 640 g pieczywa, 400 g masła, 320 g sera, 1600 g jogurtu. Razem 2960 g na jeden chudy posiłek, przy optymistycznym założeniu, że z mordą na żarcie nie przyjdą Pałysy. Bo wtedy robi się 4440 g. A to jeden posiłek. W jednym dniu.


      W „TiR” naszykowany jest na śniadanie wielki talerz kanapek dla ty
      > ch, którzy zaczynają wcześnie dzień, Laura zabiera dla siebie jedną.

      Wielki talerz kanapek. 560 g chleba (2 kromki per capita), 480 g masła, 160 g sera, 360 g ogórka, 200 g twarożku, 200 g szczypiorku. 1960 g. Czyli skromne śniadanko z przykładu pierwszego i skromna kolacja powyżej to już pięć kilo do przyniesienia.

      > Scenę wcześniej, wiemy że na kolację będzie m.in jajecznica z pomidorami i sere
      > m, podejrzewam że też jakaś symboliczna ilość.

      Symboliczna. Dwa jajka per capita, razem szesnaście. 880 g. Pół pomidorka na twarz, czyli będzie ich cztery. 680g. Plasterek sera na dziób. 160 g. 1720g. No, jeszcze ze 100 g masła. 1820 g. Nie licząc Pałysow i przypadkowych gosci doszlismy do siedmiu kilo do przyniesienia na trzy chudzienkie posilki. A gdzież tu jeszcze wypieki, które tak często goszczą na R5? Drugie śniadania dla dziatwy? Gdzie porządny obiad? Nawet przy oszczędności i niewliczaniu Pałysów 10 kg spozywki dziennie to na R5 minimum. A dolicz zakupy niespożywcze, proszek do prania, środki czystości, płyn do garów/tabletki do zmywary, worki na śmieci, tudzież temu podobne i wychodzi cięzar stosowny dla ekipy silnych tragarzy. Nie wierzę, że ktokolwiek był w stanie dokonywać tych zakupów w pojedynkę.

      A już Pulpa , żywiąca rozpustnie całą hordę, to chyba zakupy robi w hurtowni, zajechawszy tam TiRem z naczepą...
      • tt-tka Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 19:21
        Palysy stoluja sie na parterze regularnie (poza Mareczkiem, ktory nieregularnie), dolicz do codziennych zakupow Ide (widzimy, jak lyka pierogi, nie trzy przeciez i nie szesc, a przedtem pelny talerz zupy - talerz, nie miseczka bulionowka), Jozwe, ktory wpada tam nawet na sniadanko, po obiedzie we wlasnej piwnicy dojada jeszcze u dziadkow, a zre nieoszczednie, Lusie, ktora moze je mniej, ale jednak je... dwoje starych, grzyby, Pyziakowny, Igstryba i trojka Palysow to jest dziesiec osob jak obszyl do koryta, stan z McD (Ziutka nie policzylam, bo nie wiem, czym on jest karmiony). Wczesniej nie bylo Lusi, ale byla Nutryja, ktora niby poetyczna i niedojda, ale jada, zwlaszcza wszelkie salatki calymi michami, oraz co jakis czas ktos dodatkowy, a to Bella, a to Magda... krotko mowiac kazda porcje czegokolwiek przemnoz przez dziesiec.

        I nie wierze w symboliczna ilosc jajecznicy na osobe, to ze Larwa je na sniadanie w I jedna buleczke i jeden jogurcik nie znaczy bynajmnie, ze na obiad czy kolacje nie zjadla wiecej
        • tt-tka Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 19:25
          ...ucieklo, w S np Jozwa wywabia Larwe z lozka machajac jej kielbasa pod nosem, przy innych okazjach (akurat nie pamietam, ale jak sobe przypomne, to zapodam) tez opycha sie malo umiarkowanie. A Pyza, nie jedzaca prawie w I pozniej wsuwa zdrowo (i wczesniej tez), Gabon sobie nie zaluje, Grzyb sobie nie zaluje, Ida zre jak woloduch...
    • przymrozki Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 19:08
      A jednocześnie nigdy - z wyjątkiem historii pożarcia cyklopów - na Roosvelta nie brakuje jedzenia dla nikogo. Gdy gargantuiczny apetyt każe zjeść Róży całego kurczaka, i tak zostaje dość mięsa na obiad dla Idy. Gdy Ignacy robi kurę w potrawce z wnętrzności, starcza składników na naleśniki na obiad dla dwóch rodzin. Ze śniadanie każdy wychodzi najedzony niezależnie od tego, czy zjadający pół bochenka chleba na jedno posiedzenie Marek wpadnie czy nie.

      Magia.
      • tt-tka Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 19:31
        No nie brakuje... od KK, gdy to Pyziaczek zasiedzial sie i zostal na kolacji, od OwR, gdzie obiadem gotowanym na szesc osob dalo sie jeszcze nakarmic pol podworka w liczbie osmiorga, od DP, gdzie na obiad na cztery (Grzyby i Pyziakowny) lub szesc (jesli doliczyc mieszkajace tam jeszcze wtedy Nutrie i Pulpe) osoby sa cztery DROBNE golabki, a jeszcze pojawia sie Kondradek z Aurelia, Maciek albo pan Piotrus i raptem objawia sie blacha ciasta, truskawki i wszystkim udaje sie zapchac geby. Cuda, panie.
        • tt-tka Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 19:58
          Nb ani w kartkowych czasach, ani w niekartkowych nie przyszloby mi do glowy przywlec osiem osob do stolu, ani moja mama nie pozwolilaby na to - "Ania (Basia, Jola, Arturek) tez musi isc do domu na obiad, mozecie sie spotkac po poludniu" i nie ma dyskusji. W awaryjnej sytuacji mama dalaby jesc kolezance, jako i ja wspolczesnie, ale wlasnie - w awaryjnej, nie dlatego, ze dzieciny sobie zycza.
      • kocynder Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 19:43
        Ano. A kiedy Gaba wygotowała gar rosołu- Milicja ma dość jajek, żeby zrobić omlet dla całej familii.
        • tt-tka Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 19:59
          dosc jajek, i mleka, i dodatkow... na dziesiec osob, przypominam.
          • kocynder Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 20:16
            Przy czym omlet z 2 jajek to jest na niewielkie śniadanie. Na obiad, moim zdaniem, trzeba liczyć po minimum 4. Czyli Milicja ot tak, wyjęła z lodówki CZTERDZIEŚCI jajek. Według "Aniagotuje", na 4 jajka należy wziąć 80-100g mąki, łyżkę mleka/wody na jajko. Łyżka ma około 15 ml. To teraz matematyka... (wrrr... ja humanistka, niech mnie kto sprawdzi, kto umie liczyć!). Mila wyjęła z lodówki 40 jaj, 600ml mleka, około 40 łyżek mąki (2 - 2,5 szklanki) plus tłuszcz do smażenia.
            Dodajmy, że wyciąga to na NIEPLANOWANY omlet, czyli te zapasy po prostu w domu są. Nie docelowo na konkretny posiłek, a po prostu na wszelki wypadek. No to ja nie rozumiem? Skoro Mila ot tak wyjmuje z lodówki 40 jaj, to JAKIM CUDEM Gabie zabrakło na cyklopa?!?!?
            • tt-tka Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 20:56
              Omlet, ktory ja robie, starczy za obiadowe danie, ale ja sie nie przejmuje przepisami. Na dwa jaja, duze, wiejskie, leje mleko i sypie make na oko, poki ciasto nie osiagnie pozadanej konsystencji, nie odmierzam po lyzce. Na slodko (po usmazeniu na omlet idzie smietana i owoce) miekszy, czyli wiecej mleka, na slono (w trakcie smazenia w omlet idzie cebulka, kielbasa, grzybki) twardszy, czyli wiecej maki. I taki z dwoch jajek na osobe wystarczy, a dla dziewieciu osob, hm - 18 jaj, mleka minimum litr (a pewnie wiecej), maki od pol torebki w gore, plus nienajmniejsza puszka groszku i paczka szynki (rusfeltczycy zdaje sie taki robia, w kazdym razie Larwa u Almy robi taki wlasnie). Co zostalo na kolacje po pozarciu szynki i jajek ? Co na jutrzejsze snidanie ? kto na cito leci do sklepu ?
              • kocynder Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 21:07
                A. Nie, jak z szynką i groszkiem to nie. Ja liczyłam omlet 'czysty", bez dodatków. czyli bez owoców, kiełbaski, cebulki, grzybków. Jeśli jednak przyjąć wersję z dodatkami - to ok, jajek mniej, na 10 osób tak minimum 18 sztuk, ale prócz mąki i mleka - trzeba doliczyć cebulkę, kiełbaskę, grzybki, co tam jeszcze. Jeśli część na słodko - to jeszcze cukier, śmietanę, owoce.
            • mackakisa Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 21:35
              kocynder napisała:

              > Przy czym omlet z 2 jajek to jest na niewielkie śniadanie. Na obiad, moim zdani
              > em, trzeba liczyć po minimum 4. Czyli Milicja ot tak, wyjęła z lodówki CZTERDZI
              > EŚCI jajek. Według "Aniagotuje", na 4 jajka należy wziąć 80-100g mąki, łyżkę ml
              > eka/wody na jajko. Łyżka ma około 15 ml. To teraz matematyka... (wrrr... ja hum
              > anistka, niech mnie kto sprawdzi, kto umie liczyć!). Mila wyjęła z lodówki 40 j
              > aj, 600ml mleka, około 40 łyżek mąki (2 - 2,5 szklanki) plus tłuszcz do smażeni
              > a.
              > Dodajmy, że wyciąga to na NIEPLANOWANY omlet, czyli te zapasy po prostu w domu
              > są. Nie docelowo na konkretny posiłek, a po prostu na wszelki wypadek. No to ja
              > nie rozumiem? Skoro Mila ot tak wyjmuje z lodówki 40 jaj, to JAKIM CUDEM Gabie
              > zabrakło na cyklopa?!?!?
              >
              Wtedy akurat Mili nie było w domu, gospodarzyli Grzesie + dziewczynki + Pulpa i Nutria. Przy założeniu że albo Grześ albo Gaba ogarniali zakupy, mogli kupić powiedzmy pudełko z 10 jajkami. 7 zużyto w międzyczasie, na cyklopy zeszły 3, dla Nutrii, Grzegorza i Kreski. Dla Gabona już zabrakło.
              Ale tylko pod warunkiem że wyjątkowo kupili mniej, niż zwykle.
              Z drugiej jednak strony, pod koniec Pyza robi dla wszystkich pastę jajeczną do chleba i są już gotowe kanapki, najpewniej sporo, skoro w założeniu ma wystarczyć i dla pana Bronka, dla domowników, plus dla Kreski i Gburka (wiemy, że Gburek się częstuje za zgodą gospodarzy), Piotrek Ogorzałka chyba też tam jest, bo ich do Pobiedzisk wszystkich zawoził, ale tu nie dam głowy.
              Niemniej… albo jadają jak ptaszki albo przestaję się dziwić, że im permanentnie forsy brak, jak tyle idzie na jedzenie…
              • kocynder Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 21:51
                Macka, ale rzecz w tym, ze oni kupując ZWYCZAJNE ilości jedzenia NIE MOGLI wziąć opakowania 10 jaj i z dyni. Skoro ZWYCZAJNIE to tam jest jaj 40! No nie i już. Ktoś, kto stale kupuje dla pułku ułanów - nie kupi nagle odrobiny z przekonaniem, że wystarczy. Oni, nawet jeśli decyzyjność jest wyłącznie Mili MUSZĄ wiedzieć, że 10 jaj to na jedno wciągnięcie nosem, że Mila kupuje nie dyszki, a paletki, takie na 30 sztuk, i to zazwyczaj dwie lub trzy, nigdy jedną.
                Mnie tam nie dziwi brak forsy. Z tym, że rodzina B. nie tyle jest niezamożna co przede wszystkim - przeraźliwie niegospodarna i przewalająca forsę (z którą jest krucho) na kompletnie zbędne guano (jak kupowanie kilku IDENTYCZNYCH egzemplarzy książki, bo wybuchłaby kłótnia, kto czyta najpierw!).
            • ako17 Re: Pochłaniane ilości. 17.02.26, 09:45
              kocynder napisała:


              > Dodajmy, że wyciąga to na NIEPLANOWANY omlet, czyli te zapasy po prostu w domu
              > są. Nie docelowo na konkretny posiłek, a po prostu na wszelki wypadek. No to ja
              > nie rozumiem? Skoro Mila ot tak wyjmuje z lodówki 40 jaj, to JAKIM CUDEM Gabie
              > zabrakło na cyklopa?!?!?
              >

              No jak? Zeżarli wszystkie jajka w Pulpie, to w DP zabrakło... 🤡
        • bupu Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 20:07
          kocynder napisała:

          > Ano. A kiedy Gaba wygotowała gar rosołu- Milicja ma dość jajek, żeby zrobić oml
          > et dla całej familii.
          >

          A kiedy w Dzień Dziecka wnuki pożrą wszystkie bułeczki rodzynkowe i zażądają więcej, Milicja od niechcenia piecze puchatke. Która to puchatka starcza dla, o ile dobrze liczę, trzynastu konsumentów.
        • ako17 Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 20:28
          kocynder napisała:

          > Ano. A kiedy Gaba wygotowała gar rosołu- Milicja ma dość jajek, żeby zrobić oml
          > et dla całej familii.
          >
          + Dmuchawca z Kasią
          • kocynder Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 20:33
            Ako... Przyjeżdżasz mi czyścić monitor, bo oplułam kawa. Przegapiłam tego + i jajka Dmuchawca w omlecie mnie zabiły na śmierć....
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Pochłaniane ilości. 16.02.26, 20:12
      Może rzeczywiście oni tak tylko gotują na pokaz pod kamerę, jak ludzie pokazujący na instagramie jakieś bajeczne śniadania, a za kulisami serek wiejski z kawałkiem pomidora i fajerant :-)
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Pochłaniane ilości. 17.02.26, 09:33
      A da się przeliczyć czasowo kiedy te tony żarcia są gotowane? To powinno zabierać stosunkowo dużo czasu, tym więcej, im mniej osób bierze w tym udział. Może większość Borejków nie ma życia prywatnego dlatego, że musi stale tracić czas na przygotowanie kolejnych zapasów?
      • tt-tka Re: Pochłaniane ilości. 17.02.26, 10:25
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > A da się przeliczyć czasowo kiedy te tony żarcia są gotowane?

        Dac sie da, ale to by trzeba sprobowac i policzyc... starcie recznie 36-40 ziemniakow to jeden ziemniak razy 40, plus 5-10% czasu na kazdy nastepny, bo raczka sie meczy, przykladowo. Przy tym zgniesc potem ciasto i rzucic kluchy na wrzatek to juz maly pikus, ale zagotowanie wody na te kluchy z 40 ziemnioroow tez czas kradnie.
        Pomidorowa nastawic i do nbiej ugotowac makaron to niby niewiele roboty (ale znowu czas na zagotowanie wdy w sporych garach), ale juz wloszczyzne obrac do zupy na 10 osob to kwadrans lekko, jak nie lepiej. Klopsy uformowac i usmazyc, jesli jest duza patelnia, to nie tak duzo czasu, ale jesli mielone na te klopsy z cebulka jest, znowu - z 10 minut trzeba doliczyc. obrac ziemniaki d tych klopsow, znowu, nawet tylko po trzy na leb to 30 ziemniorow do obrania, a potem usmazenia...

        Mnie gotowanie obiadu zajmuje od 40 minut do maks 1,5 godziny, na dwie osoby i jednodaniowe, w sensie albo zupa, albo drugie. Od rozlozenia produktow na stole do nalozenia z garow na talerze. Mam i kilka szybszych przepisow, kalarepianke jestem w stanie zrobic w 10 minut przykladowo, ale znowu - na dwie osoby. Na 10 to i tarcia kalarepy wiecej, i szarpania koperku, i woda dluzej sie gotuje... imo gotowanie dla Borejstada to 2 godziny dzien w dzien, a pewnie wiecej. samo przygotowanie produktow i ich obrobka, bez zakupow.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka