Dodaj do ulubionych

Requiescat in pace

09.09.26, 11:52
Czyli stosunek do drogich zmarłych w Jeżycjadzie. W zasadzie nieistniejący on.
Mamy dwóch wdowców wśród borejmęzów, obaj ledwie pamiętają że posiadali jakieś pierwsze żony. Żaden nie wspomina nieboszczki z imienia, żaden nie przechowuje pamiątek, czy zdjęć. Ba, żaden nawet nie wspomina denatki z imienia, to jest jakaś mętna, blada, ledwie widzialna "ona", której panowie okazują tyleż uczucia co zepsutemu budzikowi. Tymczasem ich najblizsza rodzina pokazuje, że jednak można inaczej. Bella ma fotografię matki na ścianie, Metody zawiesił portret żony, Heleny, w salonie.

Z pamiętaniem zmarłych rodziców nie jest ani odrobinę lepiej. Grzegorz ledwie pamięta o ojcu za tegoż ojca życia, po zgonie zaś Metody jest ledwie myślą przelotną w umyśle jedynego syna (podczas gdy myślą o potencjalnym zgonie teściów Grzechu dławi się jak surowym kartoflem). Ignacy nie wspomina w ogóle ani swego ojca, ani matki. W ogóle, co jest dla mnie niepojęte. Moja babcia nie poznala swego ojca wcale, zaginął gdzieś w porewolucyjnej Ukrainie zanim się urodziła, a i tak garść soczystych anegdot o nim i prababci swoim wnuczkom przekazała (łacznie z moją ulubioną jak to wkurzona prababcia ścigała pradziadunia z bronią palną w dłoni). Tymczasem Ignac, który był dorosłą łajzą gdy zmarła jego matka, zdaje się nie pamiętać, że w ogóle jakichś rodziców miał. O stosunku Mili do Gizeli zmilczę, bo musiałabym użyć bardzo brzydkich wyrazów. No, Robroj wspominał swojego ojca, więc przynajmniej kogoś tam amnezja nie siekła, ale memorabiliów po ojcach i matkach nikt tam nie przechowuje (czy kiejdańska cukiernica się liczy?)

Nie ma w ogóle żadnych wzmianek o bywaniu Borejków na cmentarzach. Zadnych, acz mocno podejrzewam, że gdyby nie Józeczek i Fela grób pani Borejkowej dawno zarosłyby pokrzywy, ewentualnie by biedaczkę zwalcowano robiąc miejsce następnemu nieboszczykowi. Co prawda autorka chyba nie lubi jesieni, bo ta pora roku nie występuje w żadnej książce, ale o ile się nie ma do cmentarza bardzo daleko, bywa sie tam nie tylko na Zaduszki, prawda? Jeżycjadanie jednak nie bywają. Ani Grzegorz u Meto i pierwszej małży, ani Ignac na mogiłce swej matuli, ani ta niewdzięczna małpa Milicja nie odwiedza Kazia Traka i Gizeli.
Obserwuj wątek
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Requiescat in pace 09.09.26, 12:33
      W "Jeżycjadzie" z biegiem czasu znika coraz więcej rzeczy które są normalną częścią życia 99% ludzi, a które mogłyby rzucić niekorzystne światło na jedyną słuszną rodzinę Borejków - praca zawodowa, znajomi, martwi członkowie rodziny.
    • przymrozki Re: Requiescat in pace 09.09.26, 19:27
      bupu napisała:

      > Tymczasem Ignac, który był dorosłą łajzą gdy zmarła jego matka, zd
      > aje się nie pamiętać, że w ogóle jakichś rodziców miał.

      Chyba jest w Kalamburce fragment poświęcony, oczywiście, temu jaka cudowna jest Mila i stoi tam, że Mila była przy Ignacym w tę straszną noc, gdy umarła mu matka. Jest to faktycznie niewiele i na dodatek nadmienione tylko przy okazji kadzenia jedynie słusznej kobiecie w życia Ignaca, ale jednak przynajmniej jest w tym jakiś ślad, krótkiej bo krótkiej, ale żałoby.

      >O stosunku Mili do Gize
      > li zmilczę, bo musiałabym użyć bardzo brzydkich wyrazów.

      Jeszcze żeby Mila czyniła to - jak podejrzewała (być może samooszukując się) Gizela - z wierności Makowskim. Ale też nie. Zuzannę i Władysława panienka Mila też miała w pompie. Wyszli z domu i nie wrócili, bywa, na bakłażana drążyć temat.


    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Requiescat in pace 09.09.26, 20:45
      Zwróćcie jeszcze uwagę kumo, że w tej sadze rodzinnej mało kto umiera, zwłaszcza w rzeczonej rodzinie. W CZ zanosiło się, że sam Ignac wreszcie wyzionie ducha, to nie, musiał się skubaniec wybudzić.

      Ze "stosownie" przedstawionych śmierci mieliśmy w cyklu panią Jankowiakową i Ewę Jedwabińską, po nich bliscy przykładnie przeżywali żałobę. Ale te panie nic wspólnego z Borejkami nie miały.

      Chyba jedynym interesującym Borejków denatem jest Dmuch Święty, który straszy nawet w CZ. Jego jakoś wspominają, ronią po nim łzy czyste rzęsiste, nawet dostają po nim trochę spadku. Jakby własnej rodziny nie miał, papież niedoszły.
      • przymrozki Re: Requiescat in pace 09.09.26, 22:26
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Ze "stosownie" przedstawionych śmierci mieliśmy w cyklu panią Jankowiakową i Ew
        > ę Jedwabińską, po nich bliscy przykładnie przeżywali żałobę. Ale te panie nic w
        > spólnego z Borejkami nie miały.

        O właśnie, Aurelia po śmierci Ewy przeżywa żałobę w kolejnych jej fazach, dopiero po roku, dzięki babci, zaczyna z niej powoli wychodzić. A i babcia zachowuje się adekwatnie do sytuacji, wspomina, jak ciężko jej było stracić jej własną matkę i współczuje wnuczce, że na nią to nieszczęście spadło tak wcześnie. W ogóle wobec osieroconej Aurelii (nieborejcze) otoczenie odnosi się w wiarygodny sposób tzn. jak do osieroconego dziecka, Elka i Bella za to jakby żyły w świecie, w którym (nieborejcze) matki standardowo odpadają od dzieci jak zbiorniki paliwa od startującej rakiety i nikt się tym jakoś szczególnie nie przejmuje.

        > Chyba jedynym interesującym Borejków denatem jest Dmuch Święty, który straszy n
        > awet w CZ. Jego jakoś wspominają, ronią po nim łzy czyste rzęsiste, nawet dosta
        > ją po nim trochę spadku. Jakby własnej rodziny nie miał, papież niedoszły.

        A to racja. Zoże oni się tam wymieniają żałobą. Borejkowie płaczą po Dmuchu, a córka Dmucha z Magdusią po Metodym.
      • teresa.lisbon Re: Requiescat in pace 11.09.26, 12:51
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


        > Ze "stosownie" przedstawionych śmierci mieliśmy w cyklu panią Jankowiakową i Ew
        > ę Jedwabińską, po nich bliscy przykładnie przeżywali żałobę.

        Ostrzegałabym przed użyciem tego określenia, ponieważ nie ma jednego wzorca "przykładnego przeżywania żałoby", jeśli pominiemy oczywiście zwyczaj ubierania się na czarno, który zresztą, chwała Bogu, też już powoli odchodzi do lamusa.
        Natomiast fakt niewspominania w ogóle drogich zmarłych jest czymś absolutnie nieprawdopodobnym. Nie chodzi o jakieś łzawe szlochy jak Gabrieli po Pyziaku, ale jeżeli człowiek istniał w czyimś życiu, nie ma siły, żeby czasem, choćby w myślach, go nie wspomnieć. I nie, pospieszne dopisywanie Mili głaszczącej stół po Gizeli nie załatwia sprawy.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Requiescat in pace 11.09.26, 14:33
          teresa.lisbon napisała:

          > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
          >
          >
          > > Ze "stosownie" przedstawionych śmierci mieliśmy w cyklu panią Jankowiakow
          > ą i Ew
          > > ę Jedwabińską, po nich bliscy przykładnie przeżywali żałobę.
          >
          > Ostrzegałabym przed użyciem tego określenia, ponieważ nie ma jednego wzorca "pr
          > zykładnego przeżywania żałoby", jeśli pominiemy oczywiście zwyczaj ubierania si
          > ę na czarno, który zresztą, chwała Bogu, też już powoli odchodzi do lamusa.

          Już doprecyzowuję, nie uważam, że istnieje jakiś "właściwy" sposób przeżywania żałoby, chciałam raczej podkreślić sam fakt, że bohaterowie w ogóle ją przeżywali, wykazywali jakąkolwiek reakcję na śmierć bliskiej osoby. A nie machnęli na nią ręką jak niektóre Borejki.

          > Natomiast fakt niewspominania w ogóle drogich zmarłych jest czymś absolutnie ni
          > eprawdopodobnym. Nie chodzi o jakieś łzawe szlochy jak Gabrieli po Pyziaku, ale
          > jeżeli człowiek istniał w czyimś życiu, nie ma siły, żeby czasem, choćby w myś
          > lach, go nie wspomnieć. I nie, pospieszne dopisywanie Mili głaszczącej stół po
          > Gizeli nie załatwia sprawy.

          I o to właśnie mi chodzi. Śmierć kogoś bliskiego nie równa się jego permanentnemu zniknięciu, zwykle wzbudza w człowieku jakieś emocje, przemyślenia, po przepracowaniu ich też zdarza się wspominać denata w różnych okolicznościach. A tutaj mamy kurioza typu Gaba i Ida nie pamiętające stosunkowo obecnej i zaangażowanej babci.
          • bupu Re: Requiescat in pace 12.09.26, 20:44
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


            > I o to właśnie mi chodzi. Śmierć kogoś bliskiego nie równa się jego permanentne
            > mu zniknięciu, zwykle wzbudza w człowieku jakieś emocje, przemyślenia, po przep
            > racowaniu ich też zdarza się wspominać denata w różnych okolicznościach. A tuta
            > j mamy kurioza typu Gaba i Ida nie pamiętające stosunkowo obecnej i zaangażowan
            > ej babci.

            Grzegorz ledwie notujący śmierć własnego ojca, Miglance co zapomniały o posiadaniu jakichkolwiek osób rodzicielskich, Ignaś... Ten to nie zauwazył że w ogóle ma dziadka po mieczu, więc nic dziwnego, że jego zgonu też nie odnotowal...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka