• nighthrill Re: Wpadki 27.11.07, 20:28
      A ja znowu wpadki wyszukuję, i nie chcę, żeby się okazało, że jakoś na siłę to
      robię, bo ciągle się wpisuję i wpisuję do wątku:) ale...
      Zaintrygowało mnie, w kontekście powtarzania "Opium", ile też Ida była związana
      ze Sławkiem Lewandowskim? W "Opium" Genowefa widzi ich w Idą w bramie w
      styczniu'83, Ida ma wtedy 18 lat, Sławek wyznaje jej miłość i po miesiącu czy
      dwóch się jej oświadcza. Termin ślubu jest wyznaczony na wielkanoc ( Ida chciała
      wyjść za mąż na pierwszym roku studiów???). Do małżeństwa nie dochodzi, po czym
      w wieku 28 lat Ida wychodzi za Marka. Sławek natomiast mieszka w Szwecji, ale
      nadal interesuje się Idą ( wychodzi z klatki i z ironiczną miną obserwuje Marka
      próbującego otworzyć drzwi balkonowe do domu Borejków) i przyjeżdża na święta z
      dziewczyną, co jest u Broejków komentowane - to pierwsza dziewczyna od 10 lat
      czy co?
      Ciekawa jestem po prostu, czemu związek Idy ze Sławkiem trwał tak krótko. W
      "Noelce" jest on wspomniany - że wszyscy myśleli, że Ida wyjdzie właśnie za
      niego. Brzmi to, jakby do poznania Marka nie miała zadnego poważnego chłopaka...
      • uccello Re: Wpadki 27.11.07, 21:29
        No a ów skarbczyk z korespondencją miłosną ,w którym z ochotą
        zanurza się Tygrys?
        Nie wiemy, czy ofiary smukłej ropuszki byli "poważnymi chłopakami",
        bo z rozmowy Patrycji z siostrą ( o łamaniu serc i kregosłupów)
        wynika, że Ida o małżeństwie zaczęła na powrót myśleć, dopiero koło
        30.Zresztą z "poważnym" nie trzeba się od razu żenić, prawda?:)


        Co do pięknego Sławeczka, to zaimportowanie dziewczyny ze Szwecji na
        rodzinne święta może być gorącym sąsiedzkim newsem.



      • agnieszka_azj Re: Wpadki 27.11.07, 21:56
        nighthrill napisała:

        > Ciekawa jestem po prostu, czemu związek Idy ze Sławkiem trwał tak
        krótko. W
        > "Noelce" jest on wspomniany - że wszyscy myśleli, że Ida wyjdzie
        właśnie za
        > niego. Brzmi to, jakby do poznania Marka nie miała zadnego
        poważnego chłopaka..


        Sławek jest wspomniany w "Noelce", bo wystepował już wcześniej
        w "Jezycjadzie".
        Trudno spodziewać się, że gwoli zaspokojenia niezdrowej ciekawości
        czytelniczek ;-) pani M. wplecie w akcję wykaz byłych chłopaków Idy.

        Dla "Jeżycjady" ważny był dopiero Marek.
        • lutecja4 Re: Wpadki 01.12.07, 23:21
          szosta klepka:skoro Nowakowscy mieszkali pod zakami to czemu pani Nowakowska
          wchodzi po schodach gdy cesia z Hajdukiem siedza na polpietrze i mija ich pani
          Nowakowska to gdzie ona idzie
          tez w Szostej klepce w tym samym rozdziale na poczatku Danusia dostala dwoje z
          matematyki a na koncu juz z fizyki w Imieninach najpierw jest napisane ze
          imieniny Rozy i Wiktora sa 5marca a pozniej 5marca sa imieniny Adriana a Rozy i
          Wiktora dopiero 6 no i caly czas zastanawia mnie fakt ze skoro Borejkowie mieli
          od zawsze malo pieniedzy to skad nagle Ignacy mial pieniadze na laptopa no i po
          co kupowali po kilka egzemplarzy tych samych ksiazek skoro mieszkali razem i
          (jest taki opis jak Ignacy oglada jakas ksiazke na regale po czy ja odklada
          stwierdzajac ze juz taka kupil i nawet zdazyl przeczytac) no i kwestia kuchni i
          lazienki w mieszkaniu po pani Szczepanskiej(mogli zostawic chociaz druga
          lazienke na pewno by sie przydala przy takiej liczbie domownikow)i co z
          pozostalymi sasiadami bo o ile pamietam byly jeszcze dwa nazwiska w Kwiecie
          Kalafiora czy to tam zrobili przychodnie?
          • anchema Re: Wpadki 03.12.07, 19:26
            no i caly czas zastanawia mnie fakt ze skoro Borejkowie mieli
            > od zawsze malo pieniedzy to skad nagle Ignacy mial pieniadze na laptopa no i po
            > co kupowali po kilka egzemplarzy tych samych ksiazek skoro mieszkali razem i
            > (jest taki opis jak Ignacy oglada jakas ksiazke na regale po czy ja odklada
            > stwierdzajac ze juz taka kupil i nawet zdazyl przeczytac)

            jeśli chodzi o książki to u mnie w rodzinie - choć ciągle mieszkam z rodzicami,
            przynajmniej w teorii bo studiuję - ulubionych ksiżek każdy z nas ma osobisty
            komplet i nie chce pożyczać:)
            a co do pieniędzy, to mnie też drażni robienie z Borejków biedaków na siłę -
            jestem nowa nie wiem czy wątek "finansowy" już był, jeśli tak, to poprawcie
            przy całym szacunku do MM ona chyba w życiu biednej rodziny nie widziała,
            szczególnie że Borejkowie mają dość drogie gusta - opera, muzyka klasyczna
            (naprawdę dobra płyta jest droga), laptop, drugi komp Gaby i trzeci Laury,
            książki co i rusz, Laura chodzi na lekcje śpiewu, Pyza na angielski (przyznaję,
            tylko mi to majaczy, nie jestem pewna) itd.
            W ogóle Borejkowie to typowy stereotyp biednych acz szlachetnych inteligentów
            • notting_hill Re: Wpadki 22.12.07, 18:52
              A w "Córce Robrojka" jest napisane, że córki Gabrysi pojechały do
              Pobiedzisk, bo tylko na takie wakacje stać było ich rodziców,
              którzy orali jak mogli i dorabiali różnymi fuchami, a dzieci nad
              morze albo w góry wysłać nie mogli...
          • sowca Re: Wpadki 05.12.07, 23:12
            Ech, Lutecjo, wiem, ze się powtarzam, ale nie potrafię czytac
            tekstow bez kropek - wychodzi jedno wielkie dlugasne zdanie :D a
            piszesz naprawde ciekawe rzeczy, blagam, pisz je tak, zeby biedna
            sowca mogla przeczytac :P
            Co do książek, to nie chodzi o to, że Ignacy kupił taką samą książkę
            co Gaba. Raczej o to, że sięgnąwszy po ksiązkę z połki Gaby
            stwierdził, ze jest to TA SAMA ( a nie taka sama) ksiązka, ktorą
            kupił. Innymi slowy, Ignacy kupuje "Glenn Gould", czyta, odstawia do
            swojej biblioteczki, Gabrysia zauwaza ksiegę, cichcem zabiera na
            swoj regał, gdzie znajduje ją (ksiązkę) Ignacy. Ufff :)
            • lutecja4 Re: Wpadki 06.12.07, 21:52
              Juz sie staram pisac z kropkami,oba posty bez kropek pisalam tego samego
              dnia.[kropka;)]O ksiazce naprawde myslalam,ze kupili kazde swoj
              egzemplarz-sprawdze w wolnej chwili.ale znalazlam kolejna niescislosc-w Kwiecie
              Kalafiora Nutria byla najlepsza z matematyki(rozmowa w szpitalu z doktorem
              Kowalikiem)a pozniej miala wstret do przedmiotow scislych-az tak jej sie odmienilo?
              • sowca Re: Wpadki 06.12.07, 22:22
                A wiesz, ze ja też o tym myslalam?:P ale doszlam do wniosku, ze
                moglo się jej tak odmienić, kiedy sobie przypomnialam, ze w
                zamierzchłych czasach podstawowki tez bylam bardzo dobra z
                matematyki, a teraz dostaje dreszczy na sam dzwiek tego slowa ;D
    • f_a_t_e Re: Wpadki 03.12.07, 15:35
      Tak sobie czytam o tych wszystkich wpadkach i tak się zastanawiam,
      czy książki z tej serii w ogóle mają redaktorów? Bo takie błędy mogą
      zdarzyć się każdemu, szczególnie przy tylu bohaterach i ilości
      ksiązek. Ale zwykle bywa tak, że ksiązkę po autorze czyta właśnie
      redaktor i to właśnie on powinnien wyłapać wszelkie nieścisłości. A
      nawet, jesli przy każdej książce jest inny redaktor (co przy jednym
      wydawnictwie wydaje mi się mało prawdopodobne), to gdyby poważnie
      wtkonywali swoją pracę, to czytali by wcześniejsze części cyklu...
    • nighthrill Re: Wpadki 05.12.07, 21:33
      Wpadka z "Noelki" : kiedy Elka wpada do Borejków i w kuchni czeka na Patrycję,
      pani Borejka poleca jej zdjąć przemoczone buty i umieścić przy piecu, by
      wyschły. Z "Pulpecji", której akcja zaczyna się w dzień po akcji "Noelki",
      dowiadujemy się, że w kamienicy założono niedawno centralne ogrzewanie.
      Więc skąd ten piec w kuchni??
      Chyba, że Mila miała na myśli piekarnik, ale przy nim to by nic nie wyschło.
      • antyludzik Re: Wpadki 06.12.07, 23:09
        Może miała na myśli kaloryfer?
    • anul8 Re: Wpadki 06.12.07, 17:20
      W "Idzie sierpniowej" jest napisane: "Pokój rodziców był przytulnym,
      kwadratowym pomieszczeniem" a na tylnej okładce "Żaby " na planie
      mieszkania ten pokój jest wyrażnie prostokątny :)
    • szprota droibiazg zupełny 09.12.07, 16:33
      I bardziej zagwozdka niźli wpadka.
      Czytam sobie Brulion Bebe B. Pojawia się tam przywoływana przeze mnie w wątku o
      Bernardzie słynna interwencja tegoż w sprawie trzepnięcia Lisieckich po uchu. W
      tym celu Bernard ma m.in niewątpliwą przyjemność rozmawiania z B. Sznytek
      (uwielbiam to jej "Panie Bitner, ja może tak wyglądam z tym śledziem..."). No i
      Bernard odświeża jej pamięć mówiąc o Koziu "Pamięta pani zapewne to dziecko z
      bagnetem?".
      I tak mnie dręczy, kiedy Bernard dowiedział się o bagnecie, rekwizycie w zabawie
      w Makbeta na Koziowych koloniach. Konrad wyraźnie lekceważył ten incydent
      podczas rozmowy z Bebe i panią Sznytek, Bernard przed podjęciem trudu
      wyprowadzenia Lisieckich na drogę moralnej przebudowy był na Krasińskiego tylko
      raz, uiścił dług wobec zielonoguziczanej Izabelli z oczami na słupkach,
      skierował swą pasję ku olbrzymiej ilości przyniesionych z sobą ciastek, oddał
      się wraz z Dambem wspomnieniom wrocławskiej Pomarańczowej Alternatywy i wdał się
      w dyskusję o szacunku do siebie po usłyszeniu kolonijnej historii. Mam wrażenie,
      że na historię z bagnetem nie bardzo było w tych rozmowach miejsce. A może się mylę?
      • sowca Re: droibiazg zupełny 09.12.07, 20:49
        Faktycznie, ciekawostka. Byc moze to Bebe pochwaliła się Bernardowi,
        jak niezwykłego ma brata albo opowiwdziała mu o swoim jedynym
        spotkaniu z B. Sznytek?
        Ja natomiast wytropiłam pomyłkę drobną, ale glupią w "CP". MM pisze,
        że Trolla wyjechała na leczenie do Niemiec w marcu, tymczasem wyjazd
        mial miejsce na poczatku stycznia i jest opisany drobiazgowo
        w "Języku Trolli".
        • lutecja4 Re: droibiazg zupełny 11.12.07, 07:56
          wpadka z opisem Eksperymentalnych Sygnalow Dobra-Joanna mowi, ze po 2 osobach
          przestala eksperymentowac, a na nastepnej kartce w tabelce widnieje liczba
          eksperymentow 3,a opis Danusi i stan w tabelce tez sie nie zgadza: mnie wychodzi
          5 pozytywnych 1 negatywny i 2posrednie,a w tabelce 4pozytywne 1 negatywny i
          3posrednie
          • uccello Podrzynanie tętniczek 11.12.07, 12:05
            Szprota napisała:
            I tak mnie dręczy, kiedy Bernard dowiedział się o bagnecie,

            Podejrzewam, że jak szli do szkoły, a póżniej na Norwida we troje to
            rozmawiali o sprawie. Bebe widziała i rozmawiała z Madame Sznytek
            raz jeden, więc to, że opowiedziała historię kolonijnego Makbeta
            jest wielce prawdopodobna.
            • anchema Re: Podrzynanie tętniczek 12.12.07, 14:38
              Odświeżam sobie Pulpecję i wyłapałam coś dziwnego - w scenie gdzie Marek wybija
              szybę -
              "Z dwu pokojów należących do mieszkania Borejków można było wyjść na ozdobny
              balkon, wieńczący przyporę z dużych głazów. U podstawy tej przypory widniał
              szyld wytwórni kołder i - tuż nad chodnikiem - jej witryna."
              Wynika z tego, że B. mieszkają w lokalu nr 1 a nie nr 2.
              • nighthrill Re: Podrzynanie tętniczek 12.12.07, 15:52
                A z czego wnosisz, że numer 1, bo nie załapałam?

                I jeszcze wielkość tego balkonu zastanawiająca - taki wielki był, że mieli na
                niego dwoje drzwi balkonowych z dwóch pokojów? To stawia w dziwnym świetle sceny
                balkonowe z "Żaby" i późniejsze zabicie wyjścia przez Ignacego w "CP". Jakby
                było dwoje drzwi ( z którego pokoju drugie?), to łatwiej byłoby kontrolować
                Wolfiego wchodzącego do Laury.
                Więc brawo, Anchema, nareszcie porządna wpadka:) Bo to się kompletnie nie zgadza
                z innymi tomami.
                • lezbobimbo Re: balkonik 12.12.07, 16:25
                  > I jeszcze wielkość tego balkonu zastanawiająca - taki wielki był, że mieli na
                  niego dwoje drzwi balkonowych z dwóch pokojów? To stawia w dziwnym świetle
                  sceny> balkonowe z "Żaby" i późniejsze zabicie wyjścia przez Ignacego w "CP". Jakby
                  > było dwoje drzwi ( z którego pokoju drugie?), to łatwiej byłoby kontrolować>
                  Wolfiego wchodzącego do Laury.

                  Balkon tez z gumy jak i cale mieszkanie... :)
                • anchema Re: Podrzynanie tętniczek 12.12.07, 19:03
                  > Więc brawo, Anchema, nareszcie porządna wpadka:) Bo to się kompletnie nie zgadz
                  > a
                  > z innymi tomami.

                  ach, dziękuję, dziękuję:)

                  > A z czego wnosisz, że numer 1, bo nie załapałam?

                  już wyjaśniam
                  mieszkam w Poznaniu i często przechodzę koło Borejków, ostatnio kilka dni temu
                  koleżanka - też wielbicielka, która mieszka na Jeżycach - wyciągnęła mnie na
                  spacerek "po trasie", dlatego mam pewność, że balkon z wytwórnią kołder jest po
                  LEWEJ stronie - kiedy stoisz twarzą do drzwi wejściowych do kamienicy - i będzie
                  to ten balkon na parterze, którego okna wychodzą bezpośrednio na Roosevelta, więc:
                  1)byłby to mieszkanie nr 1 jeśli liczymy godnie z ruchem wskazówek a B.
                  mieszkają pod nr 2
                  2)z rysunku w "żabie" wynika, że mieszkanie B. to to z balkonem który nie
                  wychodzi na ulicę, tylko przylega do bocznej ściany, co jest logiczne, skoro to
                  lokal nr 2 (patrz wyżej)
                  3) w DzP jest scena z balkonem i topieniem lalek w kałuży, nie mam pod ręką,
                  ktoś może sprawdzić? bo tam chyba jest napisane, że to BOCZNY balkon
              • kaliope3 Re: Podrzynanie tętniczek 17.12.07, 15:42
                Witam wszystkich, mnie zawsze męczyło jeszcze to, że cała rodzina z gośćmi stała
                na porywistym,mroźnym wietrze czekając aż dzielny Marek umożliwi dostęp do
                mieszkania, a z okien przyglądali sie tej grupie niedyskretni sąsiedzi-może się
                nie orientuję w specyfice poznańskich kamienic ale mają one chyba bramy i jakis
                litościwy sąsiad mógł przecież w obliczu takiej katastrofy otworzyć drzwi,może
                nawet ktos z Borejków mógł zadzwonić do sąsiada i o to poprosić.Wiem oczywiście
                że wtedy nie było by tej sceny, ale zawsze mnie to męczy jak czytam, tak samo
                jak pani Nowakowska wchodząca pod górę ( jak mogli ją Żakowie zalać jesli
                mieszkałaby wyżej?)
                • the_dzidka Re: Podrzynanie tętniczek 17.12.07, 22:01
                  A czy to nie mogło być tak, że pani Nowakowska mijała Cesię i
                  Hajduka po prostu siedzących na półpiętrze - ale nie wiadomo na
                  którym półpiętrze?
                  Nie mam SK niestety pod ręką i nie mogę sprawdzić.
                  • lutecja4 Re: Podrzynanie tętniczek 26.12.07, 21:33
                    the_dzidka napisala
                    A czy to nie mogło być tak, że pani Nowakowska mijała Cesię i
                    Hajduka po prostu siedzących na półpiętrze - ale nie wiadomo na
                    którym półpiętrze?
                    Nie mam SK niestety pod ręką i nie mogę sprawdzić
                    w Brulionie Bebe B jest napisane ze Zakowie mieszkali an pierwszym pietrze, wiec
                    jednak wpadka-pani Nowakowska musiala mieszkac na parterze wiec nie miala po co
                    wchodzic na polpietro i mijac Cesie
                • uccello Re: Podrzynanie tętniczek 18.12.07, 00:47
                  kaliope3 napisała:
                  -może się
                  > nie orientuję w specyfice poznańskich kamienic ale mają one chyba
                  bramy i jakis
                  > litościwy sąsiad mógł przecież w obliczu takiej katastrofy
                  otworzyć drzwi,może
                  > nawet ktos z Borejków mógł zadzwonić do sąsiada i o to
                  poprosić.Wiem oczywiście
                  > że wtedy nie było by tej sceny, ale zawsze mnie to męczy jak
                  czytam,


                  Sugerujesz ,że sąsiedzi mieli klucze do lokalu Borejków?

                  Czy chodzi o to, że nie wpuszczono ich na klatkę schodową?
                  Wydaje mi się ,że jest to chwila właściwie: drżace niczym kuropatwy
                  stadko gości idzie z kościoła, dochodzą do kamienicy, pod którą
                  czekają już goście zmotoryzowani, któreś z gospodarzy chce otworzyć
                  bramę, ale nie ma kluczy, więc pyta następną osobę z rodziny, która
                  kluczy nie ma, więc pytają następnego Borejka,który kluczy nie ma,
                  na co przyjeżdżają najprzewypasionejszą furą -Ida z Markiem i Milą.
                  No i mama kluczy nie ma. Pan młody szybko orientuje sie w sytuacji i
                  stymulowany szczebiotem zbolałego kurczątka , dokonuje włamu.
                  • kaliope3 Re: Podrzynanie tętniczek 18.12.07, 12:58
                    chodziło mi własnie o to-żeby ktos wpuścił tych biedaków do bramy,by nie marzli
                    na lodowatym wietrze,no ale oczywiscie wtedy nie było by pieknego popisu Marka
            • lezbobimbo Re: Podrzynanie tętniczek 12.12.07, 15:27
              > Szprota napisała:
              > I tak mnie dręczy, kiedy Bernard dowiedział się o bagnecie,

              Przeciez Bernard jest wszechwiedzacym i czulym paszczakiem, a Kozio porozumiewa
              sie z nim na plaszczyznie telepatycznej (oboje artysci z zamilowaniem do
              performance). Dopiero pózniej zanika im ta telepatia, bo w zycie Bernarda
              wchodzi Aniella i przejmuje nalezny jej obszar polaczen neuronowych meza, o co
              ma zal Kozio (narzekajac, ze Bernard teraz ma na utrzymaniu zone i dziatki).
              • koteczka12 Melania 27.12.07, 13:01
                W CP ktoś (chyba Ida) mówi o źródłosłowie imienia Melania wywodząc
                je od miodu. O ile kojarzę Melania jest od "ciemna, czarna" - tak
                jak czerniak (melanoma) niestety ... W rodzinie filologów
                klasycznych?....
                • szprota Re: Melania 27.12.07, 19:19
                  Ida je wywiodła od francuskiego "miel", czyli miód. A tymczasem, jeśli ślepo
                  wierzyć wikipedii, masz rację - imię pochodzi z greki. No, Ida filologii
                  klasycznej nie kończyła, ale że jej inni nie naprostowali?
                  • jamniczysko Re: Melania 28.12.07, 08:36
                    Nie naprostowali, bo się bali...
                    • klymenystra Re: Melania 28.12.07, 11:47
                      Niekoniecznie z francuskiego, po lacinie jest "mel" (sentimus calere ignem,
                      nivem esse albam, dulce mel").
                      • sowca Re: Melania 28.12.07, 22:49
                        Może dlatego się Idzie skojarzyło... złoty miód, złote włosy, stąd
                        imię dla blondyneczki.
                  • aneladgam Re: Melania 28.09.09, 09:50
                    szprota napisała:

                    > Ida je wywiodła od francuskiego "miel", czyli miód. A tymczasem, jeśli ślepo
                    > wierzyć wikipedii, masz rację - imię pochodzi z greki. No, Ida filologii
                    > klasycznej nie kończyła, ale że jej inni nie naprostowali?

                    kto miał naprostować? Róża? też żaden z niej filolog
                    • ananke666 Re: Melania 28.09.09, 12:49
                      > kto miał naprostować? Róża? też żaden z niej filolog

                      Gabriela, filolog, siedziała obok.
                    • iwoniaw Hehe, Melania blondynka 30.09.09, 23:31
                      ciekawe, czy zatem chcą tak nadać na imię dziecku, by je zrobć
                      schwarzcharakterem? ;-)
                • lezbobimbo Re: Melania, Melissa, miód i melancholija 30.12.07, 21:44
                  koteczka12 napisała:
                  > W CP ktoś (chyba Ida) mówi o źródłosłowie imienia Melania wywodząc
                  > je od miodu. O ile kojarzę Melania jest od "ciemna, czarna" - tak
                  > jak czerniak (melanoma) niestety ... W rodzinie filologów
                  > klasycznych?


                  Koteczko, masz absolutna racje!
                  Jest to wpadka jak stad do Pernambuko!
                  Idzie i przysluchujacym sie Borejkom, a wlasciwie pani MM pomylilo sie imie
                  Melissa, po grecku oznaczajace "pszczole miodowa", z Melania, oznaczajaca "czarna".
                  (melania, jak piszesz ma taki sam zródloslów jak czerniak-melanoma, a takze
                  slowo melancholia, oznaczajace "czarna zólc" czyli jeden z plynów ustrojowych,
                  wg. starozytnych nauk lekarsko-psychologicznych; a takze slowo "melanina"
                  oznaczajace czarny barwnik w skórze ludzkiej).

                  Czyli "melan" po grecku to czarna lub ciemna, "mel" to miód, a melissa to
                  miodówka-pszczola. Z greckiego "mel" przeszedl do laciny jako miód, a stad do
                  francuskiego.. a Idzie wszystko sie pokielbasilo (pomiodzilo).
                  Byc moze miód w starozytnej Grecji byl tak ciemny ze nazwa tez pokrewna "melan",
                  tego nie wiem, pózniej sprawdze.

                  Sama pamietalam, ze Melissa to pszczola, i chyba nawet Platon czy inszy grecki
                  pisarz opisywal Homera, ze mu melissy z ust miód spijaly, ale nie znalam zródla
                  imienia Melania, dlatego nie wylapalam tej pomylki. Pamietam, ze przy czytaniu
                  (to bodajze w Zabie bylo, nie w CP) tego akapitu zdziwilam sie, ze Melania tak
                  samo oznacza wg Idy miodówke jak Melissa, ale wierzac na slowo MM, leniwie nie
                  sprawdzilam tego (mea culpa, mea melanculpa ;) - chociaz melancholie i melanine
                  kojarze.
                  • notting_hill Re: Melania, Melissa, miód i melancholija 13.01.08, 22:25
                    A, i jeszcze kwestia imienin Melanii. Przecież wiadomo powszechnie,
                    (i łatwo sprawdzić w kalendarzu), że 31. grudnia są imieniny
                    Sylwestra i Melanii. A zarówno w Kalamburce jak i w JT mowa jest, że
                    Mila ma imieniny następnego dnia po Sylwestrze!
    • zieleniack Re: Wpadki 29.12.07, 17:14
      Zastanawiam sie, jak to mozliwe, ze na poczatku Noelki Elka porusza
      sie tak szybko, ze az wlosy leca za nia poziomo, skoro jej wlosy na
      obrazkach sa pokazane jako zbyt krotkie, aby sie w ten sposob
      zachowywac? ;)))

      Swoja droga, zastanawia mnie jedna rzecz. Wielu z Was zarzuca MM
      zbytnia 'koscielnosc' w ksiazkach, a tu w Wigilie wszyscy opychają
      sie smakołykami (a nawet co poniektorzy pija piwo!-Metody;) ) PRZED
      wieczerzą, czyli wtedy, kiedy obowiązuje post;) (2 lekkie, postne
      posilki + 3ci, czyli wieczerza-do syta) (tzn został zniesiony chyba
      2 lata temu? a wiec z Noelce jeszcze obowiazywal, a jego
      niezachowywanie bylo przez Kosciol uznawane za grzech). Ciekawe;)
      wydaje mi sie, ze to nie wpadka autorki (nie sadze, aby zapomniala o
      czyms takim ^^'), ze to po prostu takie pokazanie spoleczenstwa,
      ktore Swieta sobie, a obowiazki nakladane przez Kosciol, zwiazane z
      byciem katolikiem, sobie. Chociaz przyznam, ze jako osoba w ktorej
      rodzinie tradycja jest niejedzenie za duzo w Wigilie przed
      wieczerza, patrzac na to, ze wszyscy bez wyjatku sie objadaja,
      dziwuje sie;) Nie, zebym im wytykala bledy, tylko ot tak sie dziwie,
      bo "u nas zawsze bylo inaczej". ;)
      • sevilay Re: Wpadki 29.12.07, 19:33
        Na pewno nic Ci się nie pomyliło z tym postem w Wigilię? W Wigilię zawsze był post jakościowy,nie ilościowy-mięsa nie wolno było jeść.
        Nie przypominam sobie,zeby kiedyś było inaczej.Dwa posiłki lekkie plus trzeci do syta obowiązują w Popielec i Wielki Piątek.
        Niedawno został zniesiony post w Wigilię-od pokarmów mięsnych.

        U nas też się obiadu w Wigilię nie jada ale to dlatego,ze "nie warto":)
        • anchema Re: Wpadki 30.12.07, 00:15
          > Na pewno nic Ci się nie pomyliło z tym postem w Wigilię? W Wigilię zawsze był p
          > ost jakościowy,nie ilościowy-mięsa nie wolno było jeść.
          > Nie przypominam sobie,zeby kiedyś było inaczej.Dwa posiłki lekkie plus trzeci d
          > o syta obowiązują w Popielec i Wielki Piątek.
          > Niedawno został zniesiony post w Wigilię-od pokarmów mięsnych.

          żaden z tych postów wigilijnych nie mógł być zniesiony, bo to nie wymóg, tylko typowo polska tradycja, księża mogą co najwyżej zachęcać
          u mnie w domu w wigilię nie je się nic do 17.00, nie wiem jak zieleniack, ale moja rodzina pochodzi ze wschodu, może to regionalny zwyczaj
          • sevilay Re: Wpadki 30.12.07, 14:46
            No Anchema,nie całkiem.To czy post obowiązuje i kiedy decyduje Episkopat danego kraju.A o zniesieniu postu od pokarmów mięsnych w Wigilię słyszałam na własne uszy-własnie z listu Episkopatu.Na pewno:)

            Jednak tradycyjnie dalej pości się w Wigilię bo taki jest zwyczaj:)
            I czasem poszczą nie tylko katolicy-własnie dla poszanowania zwyczaju:)
        • zieleniack Re: Wpadki 30.12.07, 21:52
          Nic mi się nie pomyliło-był taki sam post (ścisły), jak w środę
          popielcową i wielki piatek, a nie jedynie niejedzenie mięsa, jak w
          każdy piątek. Ksiądz zawsze przypominał niedziele przed wigilią, do
          czasu, aż post został zniesiony. Poza tym ścisły post to nie tylko
          niejedzenie mięsa, ale i słodyczy, a tu się wszyscy obzerają
          ciastami przed wieczerza itp;) Zdziwiłam sie;)
          • lutecja4 Re: Wpadki 31.12.07, 07:54
            w Moelce Tygrys mowi do Natalii po imieniu("Natalia,jak myslisz,czy welon panny
            mlodej powinien byc przesadnie dlugi?-Tygrysek)
            kojarze ze corki Gabrysi w innych ksiazkach mowia do jej siostr "CIOCIU"-taka
            mala wpadeczka
            • nioszka Re: Wpadki 31.12.07, 10:19
              i dalej będąc w kręgach noelkowych:
              O której w Poznaniu jest Pasterka? Dla mnie to zawsze była Msza o
              północy, tymczasem w Noelce jest mowa o tym, jak to Natalia z
              Patrycją po powrocie z Pasterki dokonują poprawek w upinaniu welonu
              Idy i zajmuje im to półtorej godziny, wcześniej jest mowa o tym, że
              obie poszły spać o drugiej. Więc o której była ta Pasterka?
              • pytajni_k Re: Wpadki 31.12.07, 17:11
                Nie wiem jak w Poznaniu, ale u mnie we Wrocławiu w moim kościele pasterka jest o
                22:00 i o 24. Ta wcześniejsza jest dla tych co nigdy nie moga wytrwać do 12 ;)
                • zieleniack Re: Wpadki 31.12.07, 19:07
                  u nas jest za to o 16:30 - dla dzieci, a potem o polnocy:)

                  mysle, ze wersja z godzina 22 jest prawdopodobna, chociaz - o ktorej
                  w Noelce Elka odnosi parasol? Nie pamietam, zastanawiam sie tylko,
                  czy to nie koliduje z taka ewentualna wczesniejsza pasterka?
                  • lutecja4 Re: Wpadki 31.12.07, 19:19
                    przed 22 bo o 22 byla juz pod Rondem i przepraszala Terpentule
                    Szczesliwego Nowego Roku i szampanskiej zabawy
                    • sowca Re: Wpadki 01.01.08, 16:01
                      Ta wpadka z godziną Pasterki była już opisana, ja o niej pisalam
                      wcześniej. I wspólnie ustalilismy, że tradycjonaliści Borejkowie na
                      pewno poszli na 24, wobec tego Natalia i Patrycja mogły pójśc spac
                      najwczesniej o 3 nad ranem(1, 5 godziny poprawiania welonu). Wpadka
                      ewidentna.
            • piotr7777 Re: Wpadki 01.01.08, 18:13
              > w Moelce Tygrys mowi do Natalii po imieniu("Natalia,jak
              myslisz,czy welon panny
              > mlodej powinien byc przesadnie dlugi?-Tygrysek)
              > kojarze ze corki Gabrysi w innych ksiazkach mowia do jej
              siostr "CIOCIU"-taka
              > mala wpadeczka

              W Noelce Patrycja jest jeszce licealistką a Natalia zaczyna studia,
              więc córki Gabrysi traktowały je raczej jak starsze siostry niż
              ciotki. Inaczej Ida, którą obie znały tylko jako dorosłą.
              Potem młodsze ciotki wyszły za mąż, więc z punktu widzenia
              siostrzenic stały się dorosłe. No i Patrycja zdała maturę (wcześniej
              Gabriela niby to żartem mówi najmłodszej siostrze, ze bez matury ta
              jest za młoda na stanowisko ciotki).
              Więc nie widzę tu wpadki.
              • zieleniack Re: Wpadki 01.01.08, 20:09
                poza tym w "Pulpecji" Ida stara sie wprowadzic u dziewczynek nawyk w
                mówieniu "wuju", wiec byc moze mowienie "ciociu" przyjelo sie
                rownolegle?
          • aneladgam Re: Wpadki 28.09.09, 09:54
            żaden post nie jest i nie był "obowiązujący"
    • mmaupa Re: Wpadki 05.01.08, 16:06
      Zawsze mnie dziwilo, ze Baltona i Pulpecja przy wyjazdach obieraja kierunek
      "Nord-East". Nie North-East, nie Nord-Ost, ale jakas hybryde jezykowa. Za
      pierwszym razem myslalam, ze to literowka, ale Nord-East pojawia sie dwa razy w
      tej samej formie. Moze do tego jest podczepiona jaks symbolika - jesli tak, to
      prosze o wyjasnienie.
      • zieleniack Re: Wpadki 06.01.08, 10:31
        mi sie wydawalo, ze Baltona mowi tak po prostu jak to mlodziez-
        wymysili sobie jakis twor jezykowy i go uzywa, a mlodziezowe twory
        jezykowe rzadko kiedy sa poprawne;) a potem Patrycja mysli o
        kierunku Nord East, nie dlatego, ze sama by go tak nazwala, a
        dlatego, ze Baltona tak powiedzial i ona to wspomina.:)
        • mmaupa Re: Wpadki 06.01.08, 15:33
          Hmm, no niech bedzie - chociaz skoro Pulpa najpierw rozwazala pojscie na
          anglistyke, to jest to conajmniej dziwne. Moze lepiej, ze wyladowala na lesnictwie?
          • lutecja4 Re: Wpadki 07.01.08, 00:11
            znalazlam taka mala wpadke w Opium w rosole
            kiedy u Dmuchawca zostala Genowefa,bo Gabrysia wyszla po kwiaty,jej powrot
            zasygnalizowal zgrzyt klucza w drzwiach-to w koncu Dmuchawiec nie zostawial
            otwartych drzwi?A jesli nawet je zamykal to skad Gabrysia miala ten klucz-Kreska
            spieszyla sie do szkoly,wiec chyba nie zdazyla podrzucic go do Borejkow (no i
            jeszcze druga sprawa-skad Gabrysia miala kase na taka ilosc roz w zimie-przeciez
            oni nie mieli kasy-ojciec internowany,z czego oni zyli?i jeszcze ta ostatnia
            roze wrzucila do szafki)
            • verte34 Re: Wpadki 09.03.08, 22:25
              Nie pamiętam w którym tomie... Ignac (MM) ma mgliste pojęcie o
              angielskim: upomina kogoś, kto odezwał się "sorry", że po co używać
              zwrotu w języku obcym, w dodatku niekompletnego (że niby jak już, to
              trzeba mówić "I'm sorry"?)
              A w "Pulpie" młodzi zakochani wyruszają w kierunku "NorD-East" :)
              • the_dzidka Re: Wpadki 09.03.08, 23:01
                > A w "Pulpie" młodzi zakochani wyruszają w kierunku "NorD-East" :)

                O tym już było, nie wiem czy w tym wątku. Że faktycznie w
                nomenklaturze (żeglugowej?) używa się określenia "Nord-East", a
                nie "North-East".
              • senseeko Re: Wpadki 21.10.08, 17:26
                verte34 napisała:

                > Nie pamiętam w którym tomie... Ignac (MM) ma mgliste pojęcie o
                > angielskim: upomina kogoś, kto odezwał się "sorry", że po co używać
                > zwrotu w języku obcym, w dodatku niekompletnego (że niby jak już, to
                > trzeba mówić "I'm sorry"?)
                > A w "Pulpie" młodzi zakochani wyruszają w kierunku "NorD-East" :)

                Przepraszam, a na czym ma tu polegać wpadka autorki, bo nie załapałam?
                (Co do drugiej części - Nie było tam czasem Nord-Est? Może redaktor nadgorliwy?)
                • senseeko Re: Wpadki 21.10.08, 17:29
                  Aj, przeoczyłam, że juz o tym było - tzn o Nord-Est.
                  Ale nadal nie rozumiem na czym miałaby polegać wpadka autorki z Ignacem i jego sorry
                  • nessie-jp Sorry 21.01.09, 20:39
                    > Ale nadal nie rozumiem na czym miałaby polegać wpadka autorki z Ignacem i jego
                    > sorry

                    Nie wiem, czy już była dalsza dyskusja na ten temat, bo się zgubiłam w drzewku
                    (baobabie! nie żadnym drzewku!), ale w tej kwestii akurat Ignacy wychodzi na
                    drętwego formalistę, który nie ma wielkiego pojęcia o angielskim (w którym słowo
                    "sorry" funkcjonuje jako samodzielny zwrot, a nie 'niepełny zwrot', czyli część
                    "I am sorry"). Nie zgadza się to z ogólnym opisem Ignacego jako filologa i
                    znawcy języków.

                    Niemniej, ja jestem zdania, że to nie wpadka, tylko jednak Ignacy był po prostu
                    drętwy i taki z niego znawca języków, jak z koziego ogona waltornia
          • jottka nord east 07.01.08, 12:13
            ale to nie jest wpadka, o ile mogę sądzić, tak się faktycznie nazywają kierunki
            na morzu, tzn. to jest poprawna nazwa używana w nawigacji:

            www.kompasy.com/miary.php
            skąd się taka wzięła, to nie wiem, ale może zdołam sie dopytać
            • mmaupa Re: nord east 07.01.08, 12:18
              Aa, no chyba ze tak. Dzieki za wyjasnienie, zawsze mnie to nurtowalo.
              • uccello drzwi Dmuchawca i finanse Borejków 07.01.08, 17:22
                >znalazlam taka mala wpadke w Opium w rosole
                >kiedy u Dmuchawca zostala Genowefa,bo Gabrysia wyszla po kwiaty,jej
                >powrot zasygnalizowal zgrzyt klucza w drzwiach-to w koncu
                >Dmuchawiec nie zostawial otwartych drzwi?A jesli nawet je zamykal
                >to skad Gabrysia miala ten klucz-Kreska spieszyla sie do
                >szkoly,wiec chyba nie zdazyla podrzucic go do Borejkow

                W tekście mowa jest o tym, że poprzedniego dnia, kiedy Kreska
                spotkała Panią Borejko w sklepie, ta obiecała, że wpadnie z wizytą(i
                z mięsem:). Wtedy pewnie dostała od Janki klucze.
                Gaba zostawiła Genowefę u śpiącego profesora, zamknęła drzwi i
                pobiegła po kwiaty. Dlatego otwierała je wychodząc.

                >(no i
                >jeszcze druga sprawa-skad Gabrysia miala kase na taka ilosc roz w
                >zimie-przeciez oni nie mieli kasy-ojciec internowany,z czego oni
                >zyli?

                Od tajemniczego mężczyzny z pociągu relacji Poznań - Toruń, wiemy,
                że Gaba udzielała korepetycji z łaciny. Z rozmowy Gaby z Panem
                Piotrusiem na poczcie, dowiadujemy się też, że wykonywała
                tłumaczenia z łaciny i greki starożytnej. Przeputała forsę na róże,
                dlatego jedynie w 27 słowach musiała zawrzeć komunikat o stanie
                swego serca w telegramie do Australii.
                No i Pani Borejko dziergała dzielnie dla spółdzielni Świt.


                • lutecja4 Re: drzwi Dmuchawca i finanse Borejków 07.01.08, 22:35
                  Kreska spotkala przypadkiem pania Borejko w sklepie i przypadkiem miala przy
                  sobie drugi komplet kluczy ktory od razu mogla jej zostawic?jakos za duzo tych
                  przypadkow
                  a zarabianie tlumaczeniami i dzierganiem swetrow na 6 osob mimo wszystko uwazam
                  za trudne i wydawanie w takiej sytuacji kasy na tyle roz w zimie(mniemam, ze
                  bylo ich duzo,jedna nawet sie nie zmiescila w wazonie) uwazam za co najmniej
                  lekkomyslne-mozna bylo kupic symbolicznie jedna
                  a korepetycji Gaba udzielala juz z Tygryskiem na rekach, czyli troche pozniej(co
                  wiemy od pana w pociagu do Torunia), w Opium jest mowa ze Gabrysia "juz nie
                  studiuje"nad czym bardzo ubolewal Dmuchawiec
                  • lutecja4 Re: drzwi Dmuchawca i finanse Borejków 08.01.08, 07:03
                    no i w tym samym "Opium" napisane jest ze:"dzrzwi tego mieszkania nie zamykano
                    od wewnatrz,jesli ktos byl w domu,wystarczylo tylko nacisnac klamke,zeby
                    wejsc,byly zawsze otwarte" i dalej "drzwi byly otwarte,jak zwykle"
                    wiec skad te klucze?
                    • aiello Re: drzwi Dmuchawca i finanse Borejków 08.01.08, 10:30
                      Ja wyłapałam taką małą wpadkę w "Żabie". Powiedziane jest, że Wolfi,
                      podobnie jak cała rodzina Schoppe, ma problemy ze wzrokiem
                      (astygmatyzm). Nie nosi okularów, gdyż nie przeszkadza mu podwójne
                      widzenie (cytuję z pamięci). Jak w takim razie może prowadzić
                      samochód, nie stwarzając śmiertelnego niebezpieczeństwa na
                      drogach? ;)
                      • czekolada72 Re: drzwi Dmuchawca i finanse Borejków 08.01.08, 11:16
                        Jezeli astygmatyzm jest faktycznie niewielki - spokojnie mozna sie
                        bez okularow obejsc.
                        Natomiast co do >podwojnego widzenia< - co tez autorka miala na
                        mysli?? trza by dociec ;) bo jezeli faktycznie jest to PODWÓJNE
                        WIDZENIE no to okulary by sie jednak rzydały...
                        • zieleniack Re: drzwi Dmuchawca i finanse Borejków 08.01.08, 16:03
                          jesli MM koniecznie chciala wolfa bez okularow, to mogla mu po
                          prostu dac soczewki i po klopocie;) nikt by sie nie czepial
                          • senseeko Re: drzwi Dmuchawca i finanse Borejków 21.10.08, 14:10
                            zieleniack napisała:

                            > jesli MM koniecznie chciala wolfa bez okularow, to mogla mu po
                            > prostu dac soczewki i po klopocie;) nikt by sie nie czepial
                            Ja mam astygmatyzm. Okulary noszę od niedawna i tylko do komputera, ewentualnie do dłuzszego czytania gdy mam oczy zmęczone.
                            W chodzeniu po ulicy czy prowadzeniu samochodu astygmatyzm nie przeszkadza.
                            A soczewek nie założyłabym za nic!!!
                            • ananke666 Re: drzwi Dmuchawca i finanse Borejków 22.10.08, 15:15
                              i ja mam. Mnie przeszkadza, i to bardzo, więc pisałam przez pryzmat własnych doświadczeń...
                              • senseeko Re: drzwi Dmuchawca i finanse Borejków 22.10.08, 19:47
                                To pewnie Frycelek ma astygmatyzm Twojego typu, a Wolfi mojego ;)))
                                • ananke666 Re: drzwi Dmuchawca i finanse Borejków 22.10.08, 20:36
                                  > To pewnie Frycelek ma astygmatyzm Twojego typu, a Wolfi mojego ;)))

                                  Aha :) Mimo, że nie mam dużej wady, to z pewnej odległości nie potrafię powiedzieć, czy jakaś osoba jest urodziwa. Mogłabym najwyżej określić, czy brodata :p
                      • tennesee astygmatyzm 13.01.08, 21:57
                        mam astygmatyzm, okularów nie nosze, odkąd je zgubiłam (lato 2004),
                        bywa że prowadzę samochód. Jezeli wada nie jest ekstremalna i nie
                        nakłada się na nią np. krótkowzroczność, to nie utrudnia zycia i
                        prowadzenia samochodu. Tylko na licencję pilota nie ma szans
                        • mrowkencja Przeprowadzka 13.01.08, 22:17
                          A mnie- na fali odświeżania "Córki Robrojka" zadziwił mocno fakt, że wyrzuceni z
                          domku ogrodnika Robrojek z Bellą cały swoj dotychczasowy majątek unieśli
                          właściwie we trójkę (mały Mateusz do pomocy)...

                          Kilka już razy - jako student przyjezdny zmieniałam mieszkania (zawsze
                          jednopokojowe i zawsze z obecnie już mężem) i nigdy w życiu nie zmielilibyśmy
                          swojego dobytku we dwójkę "na raz". A wiadomo, że wielu rzeczy i tak się nie
                          przywozi bo są w wynajmowanych mieszkaniach "na stanie".

                          A z tego co pamiętam to i komputer mieli (no nie ma siły ale 1 osoba nie poradzi
                          sobie z obudową, monitorem i przyległościami, a o tym że to laptop mowy nie ma,
                          ale może...) ciuchy, książki, pamiątkowe pierdółki (których Bella nie chciała
                          rozpakowywać u Borejków), talerze, wiertarki itp sprzęt..


                          No chyba że ja tak obrastam jak chomik:)
                          • agnieszka_azj Re: Przeprowadzka 14.01.08, 00:04
                            mrowkencja napisała:

                            > A mnie- na fali odświeżania "Córki Robrojka" zadziwił mocno fakt,
                            że wyrzuceni
                            > z
                            > domku ogrodnika Robrojek z Bellą cały swoj dotychczasowy majątek
                            unieśli
                            > właściwie we trójkę (mały Mateusz do pomocy)...


                            Sporo gratów im potem jeszcze Czarek dosłał furgonetką. Pewnie
                            wiekszości swoich rzeczy albo tam nie mieli, albo przynajmniej nie
                            rozpakowali, bo domek był malutki.
                          • zieleniack Re: Przeprowadzka 14.01.08, 11:23
                            byłolo powiedziane, ze czesc rzeczy została i ze zaniesli do
                            piwnicy, o ile sie nie myle. Chyba. ale nie mam 100% pewnosci.
                            • mrowkencja Re: Przeprowadzka 14.01.08, 17:41
                              zieleniack napisała:

                              > byłolo powiedziane, ze czesc rzeczy została i ze zaniesli do
                              > piwnicy, o ile sie nie myle. Chyba. ale nie mam 100% pewnosci.

                              Ja to jakoś tak zinterpretowałam że zabrali swoje rzeczy POZA meblami (z resztą
                              Majchrzak coś takiego wykrzyknął "a po meble możesz przyjechać jutro" )

                              hmm z resztą meble nawet z tak maleńkiego mieszkanka nie ma siły nie wejdą do
                              furgonetki (przyjełam że to coś takiego jak bus a nie TIR).
                              W końcu 2 łóżka, szafa, bieliźniarka, biurko stół, krzesła.... nawet po złożeniu
                              byłoby ciężko... a jeszcze róże z ogołoconego ogrodu:)

                              Chyba że furgonetka jak mieszkanie- z gumy
                          • senseeko Re: Przeprowadzka 21.10.08, 14:24
                            mrowkencja napisała:

                            > A mnie- na fali odświeżania "Córki Robrojka" zadziwił mocno fakt, że wyrzuceni
                            > z
                            > domku ogrodnika Robrojek z Bellą cały swoj dotychczasowy majątek unieśli
                            > właściwie we trójkę (mały Mateusz do pomocy)...
                            >
                            > Kilka już razy - jako student przyjezdny zmieniałam mieszkania (zawsze
                            > jednopokojowe i zawsze z obecnie już mężem) i nigdy w życiu nie zmielilibyśmy
                            > swojego dobytku we dwójkę "na raz". A wiadomo, że wielu rzeczy i tak się nie
                            > przywozi bo są w wynajmowanych mieszkaniach "na stanie".
                            >
                            > A z tego co pamiętam to i komputer mieli (no nie ma siły ale 1 osoba nie poradz
                            > i
                            > sobie z obudową, monitorem i przyległościami, a o tym że to laptop mowy nie ma,
                            > ale może...) ciuchy, książki, pamiątkowe pierdółki (których Bella nie chciała
                            > rozpakowywać u Borejków), talerze, wiertarki itp sprzęt..
                            >
                            >
                            > No chyba że ja tak obrastam jak chomik:)

                            Chyba obrastasz.
                            Ja wprawdzie też należę do chomików, ale mam znajomych mobilnych do tego
                            stopnia, że naprawdę są w stanie przeprowadzić się w jeden dzień, bez
                            angażowania ekipy.
                            Największym problemem są meble. Jeśli takowych nie masz - zrobisz jeden czy dwa
                            kursy samochodem i gotowe.(jeden kurs komputer i ksiazki, drugi reszta ksiazek ;) )
                            Jesli Robrojkowie nie mieli mebli a należeli do osób mało sentymentalnych, to
                            rzeczywiście mogli się przeprowadzić tak, jak to jest opisane, tj pieszo w trzy
                            osoby.
                            Zauważcie, że pani MM w ogóle preferuje taki ascetyczny tryb "obrastania".
                            Przeprowadzka Grzegorza Stryby tez wyglądała podobnie.
                            Wspomniani znajomi mają w szafie nie wiecej jak 2 komplety ciuchów na daną porę
                            roku (a może nawet mniej) - jak zaczynają obrastać - Róża momentalnie ciuchy
                            rozdaje. Pamiątek nie gromadzą, ksiażek niezbędne minimum (są biblioteki).
                            Nie wiem jak teraz, kiedy mają małe dzieci, ale myslę, że jeszcze kilka lat temu
                            byliby w stanie przenieść się w ciągu paru minut do nowego mieszkania. I tak
                            robili, bo ciągle się przeprowadzali.
                            To chyba cecha charakterologiczna.

                            My z mężem przeprowadziliśmy się w jedną noc robiąc kilkanaście kursów
                            zdezelowanym autem (właśnie z uwagi na zdezelowanie modelu woleliśmy jechać nocą).
                            Ilośc kursów związana była z ilością książek. Pozostałe rzeczy zmieściły się w
                            ostatnim kursie.
                            Mebli nie mieliśmy.
                            Bella zdaje się też miała tylko ulubiony taboret produkcji Robrojka. Dobrze
                            pamietam?
                            A czy nie było czasem tak, że oni wzięli tylko dobytek ruchomy a większe rzeczy
                            dojechały potem furgonetką wraz z wszystkimi różami z ogrodu Czarka?
                    • uccello Re: drzwi Dmuchawca i finanse Borejków 08.01.08, 11:25
                      > wiec skad te klucze?
                      Sama sobie odpowiadasz na pytanie. Drzwi były zamykane, kiedy nie
                      było nikogo w domu. I pewnie wtedy, kiedy Dziadek był chory/spał.
                      Kluczy użyła Gabriela, być może po to, żeby Genowefa nie uciekła.

                      Wpisywanie kupna tuzina róż zamiast jednej, do wątku WPADKI uważam
                      za nieporozumienie. Borejkowie opisywani są jako niepraktyczne
                      pięknoduchy, a Gabriela ( w ówczesnych tomach), jako osoba hojna i
                      temperamentna. Kupienie bukietu róż, po prostu do niej pasuje.
                      • lutecja4 wzrost 13.01.08, 18:35
                        o rozach napisalam przy okazji a z kluczem i tak uwazam ze to grubymi nicmi szyte
                        natomiast teraz cos na temat wzrostu:
                        w Klamczusze Joanna spojrzala na Aniele z wysokosci swego metra siedemdziesiat
                        w kwiecie Kalafiora Gabriela miala imponujacy wzrost-175 na plaskim obcasie
                        Joanna do tego czasu na pewno sie nie skurczyla, wiec dlaczego spodnica w
                        kolorach ziemi siegala Gabrysi do polowy lydek,choc na Joannie wisiala az do
                        podlogi?
                        no i przy okazji-w Opium Gabriela ma 180cm wzrostu-kiedy ona urosla jako
                        siedemnastolatka(w KK) miala 175cm a dziewczeta juz wtedy nie rosna tak
                        intensywnie zdazyla 5cm w ciagu roku?-ponoc rosnie sie do 18roku zycia,a moze
                        sie myle
                        • szachida Wpadki szkolne 13.01.08, 21:00
                          Zawsze mnie ciekawiło, dlaczego surowy Pieróg napisał w sprawozdaniu
                          dla Rady Pedagogicznej w lutym, że wszyscy uczniowie, których ono
                          dotyczyło, a więc także Gabrysia, mają u niego ocenę bardzo dobrą.
                          Żaden nauczyciel nie powie tak o uczennicy, która w styczniu była
                          zagrożona oceną niedostateczną (dzięki piątce z odpowiedzi przy
                          wizytatorze mogła co najwyżej poprawić się na dostateczny).
                          Niedawno natomiast sprawdziłam czy w ,,Nutrii i Nerwusie'' nie jest
                          czasem tak, że niedziela mija, o zgrozo, bez wizyty w kościele. I
                          odkryłam dziwną sprawę. W środę Laura myśli, że pojutrze okaże się
                          przy rozdaniu świadectw jaką będzie miała ocenę ze sprawowania
                          (notabene jeśli określenie ,,bardzo bardzo niska'' oznacza naganne,
                          to na pewno Gabrysia była o tym powiadomiona wsześniej). Ale
                          dziewczynki wyjeżdżają w czwartek popołudniu. Koniec roku szkolnego
                          w Polsce zawsze jest w piątek, raz nawet, kiedy pokryło się to z
                          piątkiem po Bożym Ciele, rozdanie świadectw było tydzień wcześniej,
                          a nie np. w środę. Czyli nie były na rozdaniu świadectw? Dziwne to,
                          biorąc pod uwagę jaką tragedią jest sprawa świadectwa Aurelli,
                          którym się nikt nie interesuje. W każdym razie dzięki temu cała
                          przygoda Nutrii kończy się w sobotę i nie ma problemu z kościołem.A
                          może we wcześniejszym wydaniu te daty podane były inaczej?
                          Poprawcie mnie jeśli się mylę.
                          Zresztą, ponoć w ,,Zbrodni i karze'' jest wschód słońca w jednym
                          dniu.
                          Pozdrawiam fanów MM
                          • szachida Re: Wpadki szkolne 13.01.08, 21:02
                            Dwa razy, naturalnie. ;)
                          • szachida Re: Wpadki szkolne 13.01.08, 21:04
                            Wschód słońca dwa razy w jednym dniu, naturalnie ;)
                            • sowca Re: Wpadki szkolne 13.01.08, 23:37
                              Naprawdę koniec roku wypada zawsze w piątek? Jakoś nigdy nie
                              zwróciłam na to uwagi przez 12 lat mojej nauki w szkołach! Ale masz
                              rację z tym rozdaniem świadectw, na które nie poszły dziewczynki -
                              być może jednak Natalia tak bardzo nalegała na jak najszybszy wyjazd
                              z miasta, że Gaba uległa i zrobiła córkom wcześniejsze wakacje :)
                              PS. Wiem, że wątek zniechęca swoją długością, ale w miarę możliwości
                              postarajcie się przeczytać już wypisane wpadki, dobrze? Bo się
                              zaczynają powielać, chyba powoli wyczerpuje się limit pomylek MM :)
                          • zieleniack Re: Wpadki szkolne 14.01.08, 11:17
                            ze swoich czasów szkolnych pamietam sytuacje, ze dzieci wyjezdzaly
                            przed rozdaniem swiadectw i rodzice odbierali za nich cenzurki, wiec
                            mnie to bardzo nie dziwi.
                        • zieleniack Re: wzrost 14.01.08, 11:15
                          Ten wzrost jest wytłumaczalny, chociaz nie wim, czy MM o tym
                          pomyslala, piszac to:

                          a) roznica wzrostu Gaby w Opium i w KK. Siostra mojego kolegi w
                          wieku 20-kilku lat urosła pare cm-tak po prostu. Wyjątek, ale jest.
                          Druga rzeczy-Gaba w OwR ma juz dziecko. W liceum podczas badan
                          wzrostu i wagi pielegniarka mowila nam, ze jesli zajdziemy w ciaze
                          przed 25 r.ż., to mozemy urosnac jeszcze kilka cm.

                          b)spódnica: jeśli gaba była szersza w pasie i biodrach, to
                          podciagała tym ciałem spodnice do góry;) Każdy, kto kiedyś był
                          grubszy i schudł, zakładając ubrania z 'grubszych' czasów, moze to
                          zauważyć;)
                          • lutecja4 Re: wzrost 14.01.08, 22:14
                            zgadzam sie ze mogla urosnac
                            ale jesli chodzi o spodnice bylo to wyrazne podkreslenie wzrostu Gabrieli
                            widac autorka zapomniala ze Joannie dala juz tyle urosnac
                            • lutecja4 Re: wzrost 15.01.08, 21:30
                              ten wzrost spokoju mi nie daje
                              Pyziak w KK mial 18lat i 182cm wzrostu, a potem opisywany byl jako dwumetrowy
                              dryblas(a moze sie myle?bo nie pamietam dobrze)
                              ale jesli sie nie myle to kiedy on z kolei urosl?
                              • zieleniack Re: wzrost 16.01.08, 18:54
                                faceci mogą rosnąć nawet do 20-tego któregoś roku życia (chyba 22),
                                w kazdym razie rosniecie w wieku 18 lat u faceta jest jak
                                najbardziej normalne:) wydaje mi sie jednak, ze
                                okreslenie "dwumetrowy dryblas" to taka ocena "na oko", takie
                                zalozenie, ze chlopak byl wysoki, to pewnie mial ze dwa metry;)
                        • croyance Re: wzrost 05.03.08, 22:36
                          W kwestii wzrostu donosze, ze moj brat urosl z 5 cm na drugim roku
                          studiow.
                        • ratonlaveur220 Re: wzrost 25.12.14, 01:50
                          Witam :D
                          Na razie ciagle doczytuje watek, ale sie wpisze bo sie w koncu zgubie, gdzie odpowiadac :)
                          Tez mnie ten wzrost w zestawieniu z dlugoscia spodnicy zawsze zastanawial i doszkam do wniosku, ze to wynikalo z faktu, ze Gaba miala baaardzo dlugie nogi (z jej opisow to tez wynika, tzn. dlugie nogi) i w zwiazku talie sporo wyzej niz Joanna, wiec spodnica na niej mogla miec obrabek te 15-20 cm wyzej od podlogi, niz na Joannie. Zdarza sie przeciez, ze osoby o tym samym wzroscie maja na roznych poziomach dol identycznych spodni czy spodnic, i wynika to wlasnie z roznic w dlugosci ich nog i wysokosci pasa. A Gaba miala dodatkowo te 5 cm wiecej.
    • denea Re: Wpadki 14.01.08, 23:00
      Właśnie po raz drugi przeczytałam "Czarną polewkę"... drugi i
      ostatni, bo tak mnie przekręca na dziesiątą stronę, że więcej już
      do tej książki chyba niestety nie wrócę.
      Cała akcja zasadza się na idei szybkiego ślubu Laury i WOlfiego.
      Zdziwiło mnie odkrycie, że akcja dzieje się od piątku do
      poniedziałku, miałam wrażenie, że obejmuje dłuższy okres, no ale w
      związku z tym jest jeszcze bardziej nieprawdopodobna niż wcześniej
      myślałam.
      NIE MOŻNA sobie tak z dnia na dzień załatwić ślubu kościelnego ! Ba,
      zdaje się, że nawet cywilny wymaga jakiegoś minimalnego czasu od
      spełnienia formalności do daty ślubu, a kościelny to już całkiem
      inna bajka. Różnie to sobie tłumaczyłam - licealiści mogli mieć tzw.
      nauki przedmałżeńskie w ramach lekcji religii, OK. Ksiądz mógł
      przymknąć oko na obowiązkową wizytę w poradni planowania rodziny czy
      jak się tam taka instytucja nazywa. Ale w żaden sposób nie da się
      obejść zapowiedzi (o ile pamiętam przez trzy niedziele). A, no i
      dwie spowiedzi poparte stosownymi karteczkami siłą rzeczy muszą mieć
      miejsce w jakimś odstępie czasu...
      Z książki wynika że w piątek jest mowa o szybkim ślubie, a w
      poniedziałek wszystko nagrane, po niedzielnej rozmowie Wolfiego z
      księdzem. No bo mają ze sobą, jak on to określił, "papiery z
      parafii". A w USC w ogóle byli ??
      Nie, nie i jeszcze raz nie !
      Że już nie wspomnę o protokole przedślubnym, gdzie jednym z pytań
      jest czy rodziny narzeczonych nie mają nic przeciw temu związkowi ;)
      A sugestia, że skoro Laura się rozmyśliła, to Róża i Fryderyk sobie
      ten ślub ot, tak wezmą po prostu powala na kolana...
      Kompletnie nie zwracam uwagi na zmiany koloru oczu, nieścisłości w
      datach urodzenia i mnóśtwo tego typu drobiazgów, ale tu moja kochana
      MM po prostu mnie zawiodła. Takie to amerykańsko - romantyczne,
      takie nieprawdopodobne i wprost niemożliwe... Takie rzeczy to tylko
      w Erze albo Las Vegas, na pewno nie w szacownej katolickiej
      parafii...
      • senseeko Re: Wpadki 21.10.08, 14:28
        denea napisała:
        > Kompletnie nie zwracam uwagi na zmiany koloru oczu, nieścisłości w
        > datach urodzenia i mnóśtwo tego typu drobiazgów, ale tu moja kochana
        > MM po prostu mnie zawiodła.

        Zmiany koloru oczu? Gdzie? Czyje?
        • ananke666 Re: Wpadki 23.10.08, 00:10
          > Zmiany koloru oczu? Gdzie? Czyje?
          Było wałkowane - Pyzie znienacka z błękitnych i zacnych ocząt zrobiły się brązowe.
    • basiulka1881 Re: Wpadki 15.01.08, 16:18
      Mnie zdziwiło to, że w "Żabie" Wolfi widzi że Laura spi na biurku
      na zeszycie do geografii. Jest maj. Rok szkolny dla maturzystów u
      mnie kończy sie w kwietniu, a tam nie ? Bo po co ona się uczyła tej
      geografii skoro maturę zdawała z polskiego angielskiego i historii,
      a zajęć szkolnych już nie miała ?

      Mylę się czy nie ?
      • sowca Re: Wpadki 15.01.08, 23:11
        Wydaje mi się, że się mylisz - w CP jest napisane, że Laura zdawała
        maturę z geografii. Chociaż nie mogę sprawdzić, nie mam książki pod
        ręką, ale na pewno nie zdawała historii.
        • lutecja4 Re: Wpadki 16.01.08, 00:45
          Racja, tylko ze to napisane jest w Zabie: Laura nie miala wiekszych ambicji niz
          piatka z polskiego czworka z angielskiego i trojka z geografii(tak mi sie
          kojarzy, pisze z pamieci)
          • sowca Re: Wpadki 17.01.08, 22:25
            Masz rację, Lutecjo, a co więcej: uświadomiłaś mi właśnie kolejną
            pomyłkę MM. Jako zeszłoroczna maturzystka mogę z czystym sumieniem
            zapewnić, że niemożliwym jest znać wyniki swojej matury na przełomie
            maja i czerwca. Nie i nie. Mozna znać co najwyżej wyniki egzaminów
            ustnych. Natomiast wyniki pisemnych ogłaszane są oficjalnie dopiero
            w lipcu.
            • lutecja4 kolor oczu 18.01.08, 07:07
              dlaczego Tomcio w pierwszej klasie podstawowki mial blekitne oczeta a trzymajac
              sie z Elka za rece mial oczy szare? dzieciom zmienia sie kolor oczu ale chyba
              troche wczsniej :o)
              • zieleniack Re: kolor oczu 18.01.08, 15:03
                to mnie zupelnie nie dziwi. Oczy szare i niebieskie są do siebie
                baaaaaaaaaaaardzo podobne. Kiedy poznałam mojego narzeczonego,
                myslalam, ze ma oczy szare i dlugi czas bylam o tym przekonana.
                Dopiero przy blizszym poznaniu ;) zdalam sobie sprawe, ze te oczy sa
                niebieskie i to tak mocno niebieskie, ze hej. Czasem to zależy od
                natężenia światła, tzn są niebieskie, ale czasem wyglądają jak szare.

                Poza tym inna sprawa-podobne do siebie kolory oczu z wiekiem
                przechodzą jeden z drugi. Moja mama ma oczy zielone, tata brązowe.
                Moja siostra jako dziecko miała oczy konkretnie piwne. Teraz ma
                zielono-piwne i to z przewagą zieleni.

                Taka zmiana opisu oczu Tomka nie dziwi mnie zatem zupełnie:)
                • zieleniack Re: kolor oczu 18.01.08, 15:04
                  zreszta, nie tylko jako dziecko, jako nastolatka wciaz miala piwne.
                  Chyba po 20tym roku zycia jej sie zaczely tak rozjaśniac i
                  zielenieć:)
                  • doti.80 Re: kolor oczu 18.01.08, 16:05
                    Chciałam napisać, że kolory na siebie wpływają i oprócz światła
                    ważne jest to, w co jesteśmy ubrani, bo wtedy patrzący odbierają
                    kolor naszych oczu w odniesieniu do koloru ubralnia, ale...ale
                    zdałam sobie sprawę, że w Noelce Tomcio paraduje głównie w
                    tradycyjnym kostiumie Świętego M., więc nie wiem, jak by to miało
                    wpłynąć na odbiór koloru szary/niebieski.
                    • zieleniack Re: kolor oczu 18.01.08, 17:45
                      Ubranie nie musiało wpływac, wystarczy, ze mu się kolor oczu
                      nieznacznie zmienił z wiekiem, jak u wspomnianej mojej siostry, co w
                      przypadku kolorów podobnych (niebieski/szary czy
                      piwny/brudnozielony) jest przecież bardzo możliwe:)
              • senseeko Re: kolor oczu 21.10.08, 14:33
                lutecja4 napisała:

                > dlaczego Tomcio w pierwszej klasie podstawowki mial blekitne oczeta a trzymajac
                > sie z Elka za rece mial oczy szare? dzieciom zmienia sie kolor oczu ale chyba
                > troche wczsniej :o)

                Ja mogę mieć inny kolor oczy nawet tego samego dnia, jeśli zmienię ubranie.
                Podobnie mój mąż. Oboje mamy niebieskie. W pewnych swetrach mąż ma oczy
                błękitne, w innych szare, w jeszcze innych jest to nijaki niebieski. Ja
                podobnie. A mam nawet taką sukienkę, przy której moje oczy wydają się turkusowe.
                A mój niebieskooki syn jest świecie przekonany, ze ma oczy szarozielone lub
                nawet zielone. I wiecie co? W niektóre dni ma rację.
            • szachida Re: Wpadki 18.01.08, 11:19
              Ale Laura i Wolfi zdawali starą maturę, co potwierdza wypowiedź
              Żaby o tym, że muszą zdać bo po nich będzie ,,pusty tocznik'', a
              więc to były ostatnie klasy Liceum 4-letniego. Wyniki egzaminów
              pisemnych były przed ustnymi.
              • turzyca Re: Wpadki 30.04.09, 09:35
                Nie czytalam tej wypowiedzi w ksiazce, ale w takim kontekscie ta wypowiedz to
                bzdura - byl rok przerwy w przyjeciach do liceum, bo rocznik 1985 szedl do
                liceum po 8 latach szkoly podstawowej, a rocznik 1986 po 9 latach
                podstawowki+gimnazjum, ale w maturach nie bylo dziury, rocznik 1985 zdawal stara
                mature w 2004, a rocznik 1986 nowa mature w 2005.
            • zieleniack Re: Wpadki 18.01.08, 14:57
              tyle, ze Laura zdawala stara mature jeszcze - ona jest ostatnim
              rocznikiem staromaturalnym. Wtedy wyniki byly chyba szybciej (nie
              wiem, ja jestem pierwszym nowomaturalnym i mialam pod koniec czerwca
              lub na poczatku lipca)
              • the_dzidka Re: Wpadki 18.01.08, 16:25
                > tyle, ze Laura zdawala stara mature jeszcze - ona jest ostatnim
                > rocznikiem staromaturalnym. Wtedy wyniki byly chyba szybciej (nie
                > wiem, ja jestem pierwszym nowomaturalnym i mialam pod koniec
                czerwca
                > lub na poczatku lipca)

                Dokładnie. Wyniki pisemne były znane PRZED rozpoczęciem matur
                ustnych. Wtedy było się zwolnionym z ustnego egzaminu pod warunkiem
                otrzymania piątki z pisemnego - a zatem trzeba było wiedziec, co się
                dostało z pisemnego.
              • senseeko Re: Wpadki 21.10.08, 14:37
                zieleniack napisała:

                > tyle, ze Laura zdawala stara mature jeszcze - ona jest ostatnim
                > rocznikiem staromaturalnym. Wtedy wyniki byly chyba szybciej (nie
                > wiem, ja jestem pierwszym nowomaturalnym i mialam pod koniec czerwca
                > lub na poczatku lipca)

                Potwierdzam. Wyniki starej matury były dość szybko. A więc to nie wpadka.
            • zlosnicam Re: Wpadki 08.09.09, 04:20
              Laura zdawała maturę w 2004 - czyli jeszcze tzw. "starą". Wyniki pisemnych były po około tygodniu, przynajmniej u mnie. ;)
              • zlosnicam Re: Wpadki 08.09.09, 05:09
                ech, nie doczytałam dalej ;)
        • zieleniack Re: Wpadki 16.01.08, 18:55
          pytanie tylko, jak dostac sie na polonistyke bez historii? zawsze
          wydawalo mi sie, ze to jest przedmiot obowiazkowy przy rekrutacji....
          • nighthrill Re: Wpadki 20.01.08, 14:55
            Polonistyka to był taki pomysł last minute. Ona tak naprawdę zdawała na
            psychologię i śpiew solowy na Akademii Muzycznej, zdaje się. Zresztą to były
            czasy egzaminów wstępnych, więc ani przedmioty maturalne, ani oceny z matury nie
            miały takiego znaczenia (no chyba że był konkurs świadectw). Teraz już trzeba
            dobierać przedmioty pod względem wymarzonego kierunku studiów i ciułać procenty
            na maturze.
            • turzyca Re: Wpadki 30.04.09, 09:38
              Na psychologie w dawnych czasach byly 3 z 4 przedmiotow: polski, historia,
              matematyka, biologia. Pamietam, bo u mnie w szkole byly zajecia z biologii dla
              humanistow, ktorzy chcieli isc na psychologie i nie chcieli robic matematyki.
              Zajecia byly o 7 rano i zawsze dochodzilam do wniosku, ze ja nie mam tyle
              zaciecia i ze wszechmiar wole matematyke.

              Czyli tak czy siak przedmioty maturalne nie maja sensu w kontekscie przedmiotow
              egzaminacyjnych. :)
              • baja7 Re: Wpadki 24.05.09, 18:18
                Witam, piszę tu po raz pierwszy, więc z góry przepraszam jeśli coś pomyliłam z miejscem, gdzie mój post ma się pokazać :)

                Mnie zastanawia jedno: w Żabie bodajże tata Fryderyka przychodzi po raz pierwszy do Borejków i wtedy Róża mówi, że jej córka to "mała Mila". Tymczasem później przychodzący z wizytą rodzice Fryderyka dowiadują się z zakoczeniem, że dziecko ma na imię Mila i ojciec Fryderyka dzięki temu (jego mama miała na imię Milena) przekonuje się do dziecka.

                Prawdę napisałam czy mi się tylko pomyliło?

                Pozdrawiam :)
          • angazetka Re: Wpadki 06.03.08, 10:18
            A skąd, przedmiotem obowiązkowym przy rekrutacji na większość
            polonistyk jest li i jedynie polski.
    • szachida Re: Wpadki ,,Harlequin'' 18.01.08, 11:11
      Nie tyle wpadka, tylko zabawne, zdaje się, że to się
      nazywa ,,przeniesienie''- nauczycielka pracy-techniki na każdą
      lekcję przynosi nowy tomik Harlequina. Niestety wiem z
      doświadczenia, że tego typu nauczycielki tomik Harlequina czytają
      niczym ,,Czarodziejską Górę'' przez około dwa tygodnie ;). Rozumiem
      jednak, że pani Małgorzata jako maniak książkowy liczy min. jeden
      tom na dobę ;)
      • zieleniack Re: Wpadki ,,Harlequin'' 18.01.08, 14:58
        Moze ona czytala tyle tych harlequinów, ze wyrobiła sobie na nich
        zdolność szybkiego czytania? ;D
        • lutecja4 Re: Wpadki ,,Harlequin'' 19.01.08, 19:25
          lekcje techniki sa raz w tygodniu,wiec mogla zdazyc przeczytac
          poza tym,mimo,ze uczyla techniki ta przeciez jako nauczycielka byla osoba z
          wyzszym wyksztalceniem-skad zatem te zlosliwosci,nie kazdy na co dzien czyta Prousta
          • lutecja4 ceny 19.01.08, 19:30
            w Pulpecji klientka kupuje w nowej kwiaciarni Florek wiazanke z frezji
            przetykanych orchideami i placi za nia 325tys zl,chwile pozniej facet w kitlu
            zamawia kosz i trzy wiazanki dla tenorow z roz "zeby sie zamknely w kwocie do
            pol miliona"-jak to mozliwe?
            • doti.80 Re: ceny 19.01.08, 23:42
              lutecja4 napisała:

              > w Pulpecji klientka kupuje w nowej kwiaciarni Florek wiazanke z
              frezji
              > przetykanych orchideami i placi za nia 325tys zl,chwile pozniej
              facet w kitlu
              > zamawia kosz i trzy wiazanki dla tenorow z roz "zeby sie zamknely
              w kwocie do
              > pol miliona"-jak to mozliwe?

              Zupełnie nie pamiętam, jakie były wtedy ceny kwiatów, ale zdaje się,
              że Opera była stałym klientem, na który florkom zależało, więc
              pewnie dawali jakieś super zniżki.
              • agnieszka_azj Re: ceny 19.01.08, 23:51
                doti.80 napisała:

                > lutecja4 napisała:
                >
                > > w Pulpecji klientka kupuje w nowej kwiaciarni Florek wiazanke z
                > frezji
                > > przetykanych orchideami i placi za nia 325tys zl,chwile pozniej
                > facet w kitlu
                > > zamawia kosz i trzy wiazanki dla tenorow z roz "zeby sie
                zamknely
                > w kwocie do
                > > pol miliona"-jak to mozliwe?
                >
                > Zupełnie nie pamiętam, jakie były wtedy ceny kwiatów, ale zdaje
                się,
                > że Opera była stałym klientem, na który florkom zależało, więc
                > pewnie dawali jakieś super zniżki.

                Poza tym orchidee to drogie kwiaty, a do kosza mogli użyć goździków
                i to połamanych, które normalnie by się nie sprzedały ;-)
                • tennesee malutka wpadeczka 20.01.08, 12:04
                  w Kwiecie Kalafiora Gaba i Pyziak idą na wywiadówkę i do szpitala. W
                  jednej z tych wycieczek przechodzą koło hotelu mrrkury i ronda
                  kopernika i są tam po kwadransie od wyjścia z domu. Wpadka
                  wperawdzie niewielka, ale jest mało prawdopodobne, żeby dwoje
                  wysportowanych młodych ludzi szło tek kawalątek tak długo.
                  • sowca Re: malutka wpadeczka 20.01.08, 21:51
                    Może specjalnie przedłużali ten spacer, żeby pobyć dłużej ze
                    sobą? :D jak się jest zakochanym, to czas płynie zupełnie inaczej ;)
                    • lutecja4 wozny 22.01.08, 23:58
                      sluchajcie:w OwR wozny w szkole uwielbial Kreske
                      czy to nie byl przypadkiem pan Jankowiak?
                      a jesli to byl on(w koncu pracowal w tej szkole tyle lat,pamietal profesora
                      Dmuchawca,jego pamietala Gabrysia)to czemu w DP nie rozpoznal Kreski kiedy
                      jechali do Pobiedzisk i czemu Kreska go nie rozpoznala?
                      • lezbobimbo Re: wozny 23.01.08, 06:47
                        utecja4 napisała:
                        > sluchajcie:w OwR wozny w szkole uwielbial Kreske
                        > czy to nie byl przypadkiem pan Jankowiak?> a jesli to byl on(w koncu >pracowal
                        w tej szkole tyle lat,pamietal profesora> Dmuchawca,jego >pamietala Gabrysia)to
                        czemu w DP nie rozpoznal Kreski kiedy jechali do >Pobiedzisk i czemu Kreska go
                        nie rozpoznala?

                        Bo pan Jankowiak zostal dopisany znacznie pózniej hi hi hi ;)
                        Tak jak i cala Kalamburka na ten przyklad.
                      • agnieszka_azj Re: wozny 23.01.08, 09:42
                        lutecja4 napisała:

                        > sluchajcie:w OwR wozny w szkole uwielbial Kreske
                        > czy to nie byl przypadkiem pan Jankowiak?
                        > a jesli to byl on(w koncu pracowal w tej szkole tyle lat,pamietal
                        profesora
                        > Dmuchawca,jego pamietala Gabrysia)to czemu w DP nie rozpoznal
                        Kreski kiedy
                        > jechali do Pobiedzisk i czemu Kreska go nie rozpoznala?

                        A czy w szkole może byc tylko jeden woźny ???
                        • the_dzidka Re: wozny 23.01.08, 15:41
                          > A czy w szkole może byc tylko jeden woźny ???

                          A pewnie, że nie! Sam pan Jankowiak miał jako back-up niejaką panią
                          Klimasową :-))
                          • zieleniack Re: wozny 23.01.08, 15:55
                            Na pewno było wiecej woznych, to niemozliwe, aby w duzym liceum
                            było tylko dwoje...moje liceum bylo male, a woznych bylo wiecej, niz
                            2, ale nie pamietam, ile. 3 albo 4
                            • lutecja4 Re: wozny 25.01.08, 22:34
                              w moim liceum wozny byl jeden(zajecia byly na jedna zmiane)i byly ze trzy panie
                              sprzataczki, wydaje mi sie ze dwoje tzn pani Klimasowa i pan Jankowiak to
                              wszystko wiec moim zdaniem mala wpadka
                        • szachida Re: wozny 29.01.08, 12:41
                          Rzeczywiście, Jankowiak powinien znać Kreskę jeśli była ona taka
                          dobra w nawiązywaniu przyjaźni z portierami, woźnymi itd.;)
                          • agnieszka_azj Re: wozny 29.01.08, 23:26
                            szachida napisała:

                            > Rzeczywiście, Jankowiak powinien znać Kreskę jeśli była ona taka
                            > dobra w nawiązywaniu przyjaźni z portierami, woźnymi itd.;)

                            Nawet jeżeli tym woźnym, z ktorym "zaprzyjaźniona" była Kreska, był
                            pan Jankowiak, to:

                            1. od "Opium" do "Dziecka piątku" minęło 10 lat - przez ten czas i
                            Kreska dorosła, i przez szkołę przwinęło się kolejnych 10 roczników
                            uczniów - mógł jej zwyczajnie nie pamietać;

                            2. woźny (kimkolwiek był) nie wiedział, że Kreska jest wnuczką
                            Dmuchawca - Janka mówi dziadkowi, że tak jak prosił, nikomu w
                            szkole nie mówiła o ich pokrewieństwie. Tym bardziej miał jej prawo
                            nie skojarzyć po 10 latach.

                            3. Na czym mogła polegać ta "przyjaźń" ? Pewnie na tym, że
                            zamieniali kilka zdań i że Kreska mogła z nim łatwiej załatwić
                            takie rzeczy, jak otworzenie szatni o nietypowej porze ;-)

                            W moim dość kameralnym liceum, kiedy chodziłam jeszcze do szkoły,
                            woźne znały nas prawie wszystkich z imienia. Kiedy spotkalismy się
                            tam 10 lat po maturze, to "ciocia" Jadzia - ostatnia z woźnych z
                            naszych czasów - rozpoznała tylko mnie. Zawdzięczam to temu, że po
                            maturze prowadziłam w szkole druzynę harcerską i byłam tam częstym
                            gościem. Reszty - nawet największych rozrabiakow klasowych - już
                            nie poznała.
                            • lutecja4 Re: wozny 30.01.08, 21:53
                              ale i Kreska go nie poznala a przeciez "wozny w szkole tez ja uwielbial" nie
                              mogla sie przypomniec,gdy przyszedl do Dmuchawca? od razu zrobiloby sie milo i
                              rodzinnie
                            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: wozny 02.02.08, 00:08
                              > 2. woźny (kimkolwiek był) nie wiedział, że Kreska jest wnuczką
                              > Dmuchawca - Janka mówi dziadkowi, że tak jak prosił, nikomu w
                              > szkole nie mówiła o ich pokrewieństwie. Tym bardziej miał jej prawo
                              > nie skojarzyć po 10 latach.

                              Ale jak to?
                              Kto w takim razie chodził Kresce na wywiadówki???
                              I przecież szkoła musiała wiedzieć, kto sprawuje opiekę nad nieletnią pod
                              nieobecność rodziców...
                              Kolejna wpadka?
                              • sowca Re: wozny 02.02.08, 22:44
                                Ewa wiedziała, co się dzieje z rodzicami Kreski i znała adres
                                Dmuchawca, prawdopodobnie tylko nie znała nazwiska. A na wywiadówki
                                pewnie nikt nie chodził, Janka na pewno informowała wychowawczynię,
                                że jej schorowany dziadek nie będzie się telepał na byle
                                wywiadówkę ;)
                                • anchema Re: wozny 03.02.08, 00:33
                                  > Ewa wiedziała, co się dzieje z rodzicami Kreski i znała adres
                                  > Dmuchawca, prawdopodobnie tylko nie znała nazwiska.

                                  Znała nazwisko - Krechowicz - dlatego jest w takim szoku, kiedy pod adresem podanym zapewne przez Kreskę do dziennika, znajduje Dmuchawca. Początkowo pewnie myśli, że pomyliła adres i tak niefortunnie trafiła. Myślała, że po prostu znajdzie tam jakichś opiekunów.
                  • senseeko Re: malutka wpadeczka 21.10.08, 14:41
                    tennesee napisała:

                    > w Kwiecie Kalafiora Gaba i Pyziak idą na wywiadówkę i do szpitala. W
                    > jednej z tych wycieczek przechodzą koło hotelu mrrkury i ronda
                    > kopernika i są tam po kwadransie od wyjścia z domu. Wpadka
                    > wperawdzie niewielka, ale jest mało prawdopodobne, żeby dwoje
                    > wysportowanych młodych ludzi szło tek kawalątek tak długo.

                    Może się całowali po drodze?
                    Może to była taka subtelna aluzja dla dociekliwych czytelników?
                    A moze wtedy powstała Pyza? ;) :P

                    Poza tym nie zapominaj, że tam droga jest pod górkę a oni na pewno nie gnali, tylko szli rozmawiając. Wtedy się idzie krokiem spacerowym. (No chyba, że się śpieszyli, nie pamiętam, ale czy zakochani się spieszą?)
                    • the_dzidka Re: malutka wpadeczka 21.10.08, 20:47
                      > Poza tym nie zapominaj, że tam droga jest pod górkę

                      Pod jaką górkę! Lekkie wzniesienie, jakieś 10 stopni, jedynie do
                      Dąbrowskiego, dalej już plaskato jest...
                    • dziabka1 Re: malutka wpadeczka 24.11.14, 16:49
                      senseeko napisała:


                      >
                      > Poza tym nie zapominaj, że tam droga jest pod górkę a oni na pewno nie gnali, t
                      > ylko szli rozmawiając. Wtedy się idzie krokiem spacerowym. (No chyba, że się śp
                      > ieszyli, nie pamiętam, ale czy zakochani się spieszą?)

                      Oni nie rozmawiali. Oni milczeli całą drogę, bo Pyziak doświadczalnie stwierdził, ze nic tak dobrze na Gabę nie działa jak milczenie.

                • lutecja4 Re: ceny 20.01.08, 19:43
                  nie mogli uzyc gozdzikow bo wyraznie jest powiedziane ze kosz i trzy wiazanki z roz
                  a frezje sa tanie,natomiast orchideami byly tylko przetykane,wiec mimo wszystko
                  wydaje mi sie dziwne to wyliczenie
                  nawet jesli traktowali pracownikow opery jak waznych stalych klientow to chyba
                  nie doplacali do tych kwiatow
                  • turzyca Re: ceny 08.09.09, 22:22
                    > nawet jesli traktowali pracownikow opery jak waznych stalych klientow to chyba
                    > nie doplacali do tych kwiatow

                    Ale mogli do tej wiazanki uzyc kwiatow juz przestalych, na ostatnim tchu, ktore
                    nastepnego dnia nadawalyby sie tylko na smietnik. Racjonalne wykorzystanie
                    prawie odpadkow. ;)
    • ananke666 Małe byki 05.03.08, 12:56
      Witam przy okazji :) trafiłam tu całkowitym przypadkiem.
      Książki MM czytałam dawno temu, za lat nastoletnich i dziecinnych. Starsze lubię dalej, nowsze są niestety, znacznie gorsze. Ostatnia przeczytana to "Żaba", pożyczyłam, jakoś nie miałam chęci jej kupić. A oto byki w "Żabie" - małe, ale głupie. Cały początek książki jest nimi usiany.
      - Żaba idzie do łazienki, aby spędzić tam pracowitą godzinę. "Prysznic z użyciem peelingu ziołowego to podstawa" - cóż, peeling robi się 1-2 razy w tygodniu. No chyba, że Ż. ma jakiś superdelikatny.
      - Wolfi idzie na randkę z poznaną w sieci fanką punk rocka, po czym odkrywa, że dziewczyna nie miała pojęcia o muzyce. Dziwne, bo kiedy stykają się fani czegokolwiek, na 100% padną pytania o ulubione zespoły/albumy/utwory. Fani o nich ględzą, więc w rozmowie na żywo nie da się udawać, że jest się fanem, skoro się nic o tym nie wie.
      - Wolfi idzie na randkę z rzekomą fanką punk rocka... i prasuje przyciasną koszulę? Jaki punk idzie na randkę przebrany w koszulę?
      - Wolfi idzie na randkę, która ma się odbyć w kawiarni i... jedzie rowerem?! Randka zwykle przewiduje spacerek, a nie nażreć się i do widzenia, pchać zamierzał ten rower czy wieźć na nim damę? Przecież jeszcze nie wiedział, że to będzie niewypał.
      - Wolfi idzie na randkę i prasuje w pokoju Żaby. Odstawił żelazko na papiery na biurku - jakie papiery? Żaba miała maleńki pokoik i pedantyczny porządek - nawet jak coś tam było, to chyba nikt normalny na podręcznikach czy innych książkach nie postawi żelazka? I kto normalny postawi żelazko stopą w dół, skoro wiadomo, że jest gorące i zaraz przypali to, na czym stoi, a można je postawić inaczej?
      - Żelazko wydaje dość charakterystyczny, trudny do pomylenia zapach, nawet gdy się tylko prasuje. A już zwłaszcza, jak coś przypala. Jak to możliwe, że nikt go nie poczuł? Skoro najpierw wyszedł Wolfi, potem Żaba, a rodzice przed spacerem musieli się chyba ubrać, umyć i coś zjeść? Bo podczas porannej rozmowy byli jeszcze w piżamach? Musiało minąć minimum pół godziny, a pewnie i więcej - dość czasu, żeby zaczęło się palić.
      - Wolfi mówi "odkupię ci każdą książkę, każdą płytę. Wiesz, że mnie stać" - a parę dni później "biurka były za drogie". Eeee? Proste biurko można kupić za ok. 150 zł... cena ok. pięciu książek... to w końcu stać go czy nie?
      - Gdzie się podział zapomniany w samochodzie prezent dla Żaby?
      - Dlaczego cała rodzina gapi się na siedzącego przed budynkiem Wolfiego? Kto normalny zada pytanie "na kogo on tak czeka?" widząc kompletnie obcego chłopaka po drugiej stronie ulicy? Co w tym tak ciekawego, że cała rodzina się odwraca?
      - Wolfi boi się wyskoczyć z wysokiego parteru, mając wizję połamanych nóg, w tym w biodrze. Po pierwsze, nie bardzo da się złamać nogę w biodrze, biodro nie jest częścią nogi, najwyżej w stawie biodrowym... ale ok, małe niedopatrzenie. Po drugie, do ziemi z okna jest ok. 2 metry, czyli jeśli Wolfi zwiesi się na rękach z parapetu albo balkonu, będzie to... nic. Wiem to na pewno, bo parę lat temu skakałam z balkonu na pierwszym piętrze w domku z b. niskim parterem (ok. 2,70 m). Ja umiałam, a krzepki maturzysta nie?! Przecież wystarczy wywiesić nogi za okno, żeby te dwa metry zamieniły się w sporo mniej!

      Ja rozumiem, że Święta Gabriela w kompletnym zaślepieniu nie zauważyła, że jej dziecko jest lizusem, donosicielem i bardzo dziwnie się ubiera. Ale dlaczego nie zauważył tego Grzegorz? Nikt chyba takich rzeczy nie tłumaczy brakiem wzorców męskich i innym psychologicznym bełkotem, przecież wzorce to nie tylko tatuś?
      Jak to możliwe, że Gabriela jest tak egoistyczna i zapiekła w swoim cierpieniu, że nie potrafi zdobyć się na kilka rozmów z córkami dot. Pyziaka? I dlaczego nikt inny tego nie umiał zrobić, tylko pozwalali biernie, żeby problemy się nawarstwiały?
      Urojone problemy, które rozwiązałaby chwila rozsądku, szczerości i uczciwe postawienie sprawy, to specjalność MM... (np. Frycek, otrzeźwiawszy, mógłby powiedzieć "Róża, byłem głupi, wybacz... to stypendium to dla mnie szansa, a przy tym w Stanach łatwiej zarobię kasę na start. Poczekaj na mnie, wrócę na czas, będziemy ciągle w kontakcie", nawet jak otrzeźwiał już w Stanach, wystarczyło zadzwonić - i nie ma fabułki, nie ma dramatu.)
      Wiele tu już żabowych byków padło, nie będę powtarzać :)
      • ginestra Re: Małe byki 05.03.08, 13:28
        Witaj na forum! :)
        Widać, że musiałaś to z siebie wyrzucić :)

        Fajnie się czyta Twojego posta, ze wszystkimi zarzutami się zgadzam (wiem, że to
        brzmi jak podlizywanie się, ale to prawda!).
        Może byłabym tylko trochę łagodniejsza dla Wolfiego - ta fanka...
        No cóż, może zalogowała się na jakimś punkowym forum dając jakąś ciekawą
        artystycznie fotkę z półprofilu (twarzy lub ciała..) plus jakiś kuszący nick, w
        opisie cytat z zespołu punkowego mający wyrażać jaką ciekawą jest osobą. Wolfi
        do niej zagadał, okazała się sympatyczna i intrygująca, potrafiąca lawirować
        wokół tematów punkowych (może coś jej się obiło o uszy na przykład od brata).
        Umówiła się, bo chciała poderwać tym sposobem chłopaka. Myślała, że przy
        spotkaniu jej urok osobisty będzie tak obezwładniający, że braki muzyczne w
        ogóle nie będą istotne i przejdą do innego rodzaju komunikacji i znajomości.. No
        i Wolfi rozczarował się. (Ona pewnie też). ;)
        Co do żelazek, to ja też pisałam, nie pamiętam gdzie, że zostawianie żelazek i
        obiadów gotujących się na kuchence to specjalność bohaterów jeżycjadowych. A
        przecież raczej nikt nie postawi rzeczywiście żelazka na papierach. Spośród
        domowników ktoś miałby odruch "przed wyjściem sprawdź czy wszystko wyłączone" -
        jeśli nie on, to Żaba albo Schoppowie. No i zapach też.

        Gaba, Grześ i Ignacy Grzegorz plus rozmowy z córkami o Pyziaku - podpisuję się
        obiema rękami pod tym co pisałaś. Sporo o tym mówimy na forum też w innych
        miejscach.
        Pozdrawiam!
        • ananke666 Re: Małe byki 05.03.08, 13:55
          No, chyba musiałam to wyrzucić :) Byków w książkach jest co niemiara.
          No to jeszcze rysunkowy: Na okładce "Żaby" Żaba ma kółko w nosie. Ma je w złym miejscu, nikt tak nosa nie przekłuje...
          Dlaczego Wolfi zapomniawszy klapek, prysznicu chodzi po mieszkaniu w... butach? I skąd je wziął, pod prysznic poszedł z tymi adidasami? Aż tak brudno mieli, że brzydził się chodzić boso?

          I nie wiem jak Was, ale mnie do szału doprowadza maniera wtrąceń w nawiasach. Zwłaszcza po to, żeby zaznaczyć, jakiej marki i gdzie coś zostało kupione. Na diabła mi wiedza, że światełka nad stołem są z Ikei, marka płynu do naczyń, proszku do prania, szamponu, perfum, odplamiacza, rodzaj zjedzonych lodów? Co innego rzeczy typu masło naramowickie z RiT, to wzbogaca klimat lokalny. Albo kiedyś mydło czy płyn do naczyń "Ludwik" - wtedy po prostu był tylko jeden. Ale mnóstwo innych tego typu szczegółów śmierdzi reklamą, zwłaszcza że nader często były podane wielkimi literami, żeby się aby nikt nie pomylił.
          Laptop dla Mili - odkąd to laptopy są tanie? No chyba, że jakiś kompletny grat. O ile się orientuję, za cenę kiepskiego laptopa można mieć całkiem dobry komputer stacjonarny, a już na pewno parę lat temu rozziew cenowy był jeszcze większy.
          Byk potworny - w "Noelce" jest mowa, jak to Gaba przygarniała czy tam karmiła bezdomne koty i psy. Ani razu nic takiego nie było wspominane poza tą sceną, po żadnym zwierzaku nie ma tam śladu ni popiołu.
          Za co kupuje się ciągle książki, z kupą dzieci na utrzymaniu? Dwie porządne książki plus wydanie albumowe to wydatek rzędu 200 zł... za książkę MM, jakieś 200 stron w miękkiej oprawie trzeba dać ponad 3 dychy...
          • zieleniack Re: Małe byki 05.03.08, 14:34
            cytuje: "Dlaczego Wolfi zapomniawszy klapek, prysznicu chodzi po
            mieszkaniu w... butach? I skąd je wziął, pod prysznic poszedł z tymi
            adidasami? Aż tak brudno mieli, że brzydził się chodzić boso?"

            niektórzy tak mają, że po całym domu chodzą w butach. Nieraz byłam w
            takim domu. Do mnie to nie przemawia, u mnie w butach chodzi się
            jedynie w przedpokoju. Jeśli któryś z domowników np. się spieszy lub
            czegoś zapomniał i musi wejść w butach gdzieś dalej, to reszta na
            niego warczy, ze roznosi błoto/piasek. Ale w niektórych domach to
            naturalne, ze wszędzie się w butach chodzi i dla tych ludzi to nie
            jest dziwne.
            • noida Re: Małe byki 05.03.08, 17:09
              U mnie w domu chodzi się bardzo często w butach, ale pod prysznic
              jednak ludzie chodzą w klapkach :) I po domu następnie też w
              klapkach albo kapciach.
              Może jeśli poszedł w butach pod prysznic (w co wątpię, zważywszy na
              atmosferę domu - wydaje mi się, że mama Schoppe nie pozwoliłaby na
              chodzenie w butach po domu) to potem do pokoju też poszedł w butach,
              bo wcześniej na korytarzu sam nabrudził butami :)
          • asientos Re: Małe byki 25.07.16, 22:05
            Ja też nieśmiało wychynę z czeluści podglądaczych...
            Żaba miała pokój 4,5 m2 (sama sobie zmierzyła). W optymistycznym wariancie to 2 x 2,25 m. Mój mąż architekt przewraca oczami mówiąc, że to o metr więcej niż nasze łóżko...Pokój musiał pomieścić łóżko (dobrze, że Żabon krótkawy jest), biurko, jest też coś o biblioteczce z miejscami na staranne pierdółkowo, po pożarze kościotrup krzesła. Gdzie, u licha prasował Wolfi? Na tym mikroskopijnym chyba biureczku?
            • iskrzy_54 Re: Małe byki 25.07.16, 23:39
              ... Gdzie, u licha prasował Wolfi? Na tym mikroskopijnym chyba biureczku?

              Chcieć to móc - moje dziecię ma "pokój" za szafą po przodkach - szafa ma 2 m, szerokość od szafy do przeciwległej sciany to 2m, dodatkowy 1m2 to miejsce przy oknie gdzie jest przejście i nic się nie da ustawić. W praktyce też 4,5 m2. W tej przestrzeni mieści się łózko, biurko (wcale nie takie małe, chociaż płaskie) oraz komoda, fotel komputerowy i stojace listro z wieszakiem na ubrania. W przeszłości był tam rozkładany fotel, troche mniejsze biurko oraz wąska szafa z bieliźniarka z jednej strony, jak równeż wisząca półka. Dziecię prasuje na łóżku, a Wolfi faktycznie zapewne na biurku. BTW - ja prasuję na wąskiej pralce w łazience (o powierzchni blatu raczej mniejszej niż biurko), więc akceptuję wariant MM. BTW2 - dziecię urzadziło kiedyś urodziny, na któych było 10 osób.
              • tt-tka Re: Małe byki 13.08.16, 21:14
                W DP Laura pokazuje w usmiechu "rozowe dziaselka bez gornych dwojek, za to ze sporymi jedynkami nowej generacji". DP to rok przed NiN, czyli Laura ma 9 lat. W tym wieku wymienia sie jedynki i dwojki ? Zdawalo mi sie, ze wczesniej, pamietam szczerbate szescioletnie mamerciatka...
                • tt-tka Re: Małe byki 13.08.16, 23:47
                  Imieniny. "Jego (Grzesia) kedzierzawa czupryna i broda wyraznie juz siwialy". Nic dziwnego, skoro juz w Noelce byl szpakowaty. Tylko czemu kilkanascie lat pozniej jest brunetem, ktorym nigdy nie byl ? Nie mogl sie farbowac na orzechowo, jesli juz musial ?
                  • bupu Re: Małe byki 16.08.16, 19:30
                    tt-tka napisała:

                    > Imieniny. "Jego (Grzesia) kedzierzawa czupryna i broda wyraznie juz siwialy". N
                    > ic dziwnego, skoro juz w Noelce byl szpakowaty. Tylko czemu kilkanascie lat poz
                    > niej jest brunetem, ktorym nigdy nie byl ? Nie mogl sie farbowac na orzechowo,
                    > jesli juz musial ?

                    Teoria na szybko: skoro Gaba wciąż wzdychała do bruneta Pyziaka, orzechowy Grześ postanowił również zostać brunetem, mając nadzieję, że ona afektem płomienistym wtedy do niego wybuchnie.
                    • iskrzy_54 Re: Małe byki 17.08.16, 08:59
                      Teoria na szybko: skoro Gaba wciąż wzdychała do bruneta Pyziaka, orzechowy Grześ postanowił również zostać brunetem, mając nadzieję, że ona afektem płomienistym wtedy do niego wybuchnie.

                      Popieram. Moja śtp przyjaciółka przefarbowała się na ciemno po spotkaniu ex-ukochanego, bo wspomniał coś o jej pięknym kolorze pamiętanym z młodości; kobiety mojego brata na ogół prędzej, czy później dawały się przemalować na brąz, w którym wg brata było im najbardziej do twarzy (fakt - jako jasny blondyn o niebieskich oczach lubił dziewczyny, które były jego przeciwieństwem - coś jak młoda Elizabeth Taylor, no i jego pierwsza wielka miłość; gdyby mógł to by im jeszcze imiona zmieniał, ale i tak co najmniej trzy miały na imię tak samo, jak ta pierwsza)
                      • tt-tka Re: Małe byki 07.09.16, 12:29
                        Ciagle dochodza nowe wpadki ze starych tomow - Noelka, Ida "nie wygladala jak ktos, kto jutro o szesnastej mial podejsc do oltarza (...) wspierajac sie na ramieniu ojca". Po czym dzien pozniej w Pulpecji Ida sunie do oltarza z Markiem i ani slowa o tym, by Marek wyrywal ja z rak tescia, odepchnal seniora czy cos. Po co to, ja sie pytam ? Nie mozna bylo bez tego wspierania sie na ramieniu, ktore i tak nie mialo miejsca ? Na temat ktorego nie pada zadna uwaga ze strony postaci ?
                • tt-tka Re: Małe byki 07.09.16, 13:31
                  tt-tka napisała:

                  > W DP Laura pokazuje w usmiechu "rozowe dziaselka bez gornych dwojek, za to ze s
                  > porymi jedynkami nowej generacji". DP to rok przed NiN, czyli Laura ma 9 lat. W
                  > tym wieku wymienia sie jedynki i dwojki ? Zdawalo mi sie, ze wczesniej, pamiet
                  > am szczerbate szescioletnie mamerciatka...

                  I dobrze mi sie zdawalo. W Noelce, dwa lata przed DP Laura ma "gole dziaselka z calkiem nowa jedynka". Dwa lata taka bezzebna chodzila, nic dziwnego, ze charakter jej sie popsul.
                  • tt-tka Re: Małe byki 07.09.16, 18:53
                    Nadal DP
                    Grzegorz siedzi przy komputerze "dniami i nocami", a kilka stron dalej dowiadujemy sie, ze od 22.00 komputer z rozkazu malzonki byl wylaczany i "wolno mu (Grzesiowi) bylo juz tylko czytac mile ksiazki oraz prowadzic lekkie wieczorne rozmowy"
                    • tt-tka Re: Małe byki 07.09.16, 19:54
                      Gdy Elka w Noelce trafia na Roosevelta, na drzwiach widnieje tabliczka "Borejkowie". Gdy trafia tam Zaba, na tabliczce figuruje "Borejko".
                      • ciotka_scholastyka Re: Małe byki 25.05.17, 09:14
                        tt-tka napisała:

                        > Gdy Elka w Noelce trafia na Roosevelta, na drzwiach widnieje tabliczka "Borejko
                        > wie". Gdy trafia tam Zaba, na tabliczce figuruje "Borejko".

                        Logiczne. Pomiędzy "Noelką" a "Żabą" jest ze dwanaście lat chyba? Koniec tabliczki się odłamał i spadł, a ci rozmamłańcy oczywiście tak to pozostawili.
                        • zla.m Re: Małe byki 26.05.17, 08:10

                          Pozamiatałaś :D
        • zieleniack Re: Małe byki 05.03.08, 14:27
          Ja z kolei fankę odebrałam trochę inaczej, ale także uważam, że to
          prawdopodobne. A wręcz nie wzięłam tego za nic dziwnego. Dlaczego?
          Otóż hmm pamiętam czasy, kiedy założono nam internet, przesiadywałam
          wtedy godzinami na czatach (byłam co prawda w wieku
          wczesnonastoletnim, a więc młodsza od tejże fanki, niemniej jednak
          nie o wiek tu chodzi) i doskonale pamietam, jak zaczynały się
          wszelkie rozmowy: jak sie nazywasz, ile masz lat, jaką lubisz
          muzykę, jakie książki itp. Ale jeśli ktoś coś pisał na czacie
          ogólnym, to czasem od tego zaczynało się rozmowy na prv. do czego
          zmierzam... otóż do tego, ze tego typu rozmowy były zawsze bardzo
          pobieżne. Wystarczyło, że ktoś napisał, że lubi jakiś zespół albo
          jakąś piosenkę i się taką osobę odbierało jako fana gatunku itp. Ale
          nie rozmawiało się akurat o tym, bo np. na ogólnym został podjęty
          ciekawszy temat, czy też na privie nawiaząło się do innej rzeczy,
          niż samej muzyki. Ale taka dziewczyna napisała, przedstawiając się,
          ze lubi np. taką a taką piosenkę (bo dajmy na to, gdzieś ją
          usłyszała) i Wolfi ją wziął za fankę punk rocka lub też wzięła jakiś
          zespół za punk rockowy, a okazało się, że się pomyliła, że to była
          jakaś zwyczajna rockowa kapela z radia, niemniej jednak myślała, że
          to punk rock i tak napisała na necie. Takich ludzi jest pełno,
          podobnie, jak takich, co to potrafią napisać, ze coś lubią, nie
          majac o tym pojęcia, jedynie po to, aby się przypodobać. Dlatego
          zupełnie mnie to nie dziwi. Można się dziwić, ze ktoś ma takie
          podejście, bo przecież w końcu prawda wyjdzie na jaw i wg mnie to
          właśnie Ananke666 wyraziła, pisząc "Fani o nich ględzą, więc w
          rozmowie na żywo nie da się udawać, że jest się fanem, skoro się nic
          o tym nie wie." Nie zaprzecza to jednak temu, że niektórzy ludzie są
          na tyle niemądrzy, ze potrafią powiedzieć, ze coś lubią tylko
          dlatego, aby przyciągnąć czyjąś uwagę itp.
          • ananke666 Re: Małe byki 05.03.08, 15:07
            Z fanką rzeczywiście mogę się mylić, patrzę na to przez pryzmat własnych doświadczeń. Jeśli rozmawiałam z kimś o takich samych zainteresowaniach, rozmowy zawsze były dużo bardziej szczegółowe, stąd moje zdziwienie.

            Hurtem - Wolfi w gajerek się nie zestroił, mowa jest tylko o koszuli. Tak czy owak, gość w koszuli, twierdzący że jest punkiem, podjeżdżający rowerem pod kawiarnię... wygląda głupio.

            Buty - też znam domy, gdzie w butach chodzi się normalnie po mieszkaniu, niemniej dziwi mnie dalej sytuacja. Wolfi wychodzi spod prysznica, albo poszedł tam w butach... nawet w domach "butowych" przed myciem buty zostawiało się w przedpokoju... albo po wyjściu z łazienki poszedł boso po buty do tego przedpokoju. Tak czy owak, dla mnie to ciut dziwaczne. Ale to drobiazg, nie ma się co nad tym rozwodzić.

            Jeszcze jedno, ale tu się mogę mylić: stary Schoppe czyta list Żaby, bo nie wylogowała się z poczty. Nie znam ani takiej skrzynki na stronie, ani programu pocztowego, w którym wysłany list jest widoczny w oknie już po wysłaniu, zamknięciu strony/programu i ponownym wejściu/zalogowaniu. No chyba, że stary Schoppe to świnia i korzystając z okazji przepyrał dziewczynie korespondencję - okropność.
            • noida Re: Małe byki 05.03.08, 17:12
              O to, to! W butach pod prysznic się nie chodzi nawet w "butowych
              domach" :)
              • zieleniack Re: Małe byki 05.03.08, 18:14
                no ale nikt nie mowi o tym, ze Wolfi w tych butach stał w
                brodziku ;DDDD tylko ze poiszedl do lazienki w butach i wyszedl w
                butach. Skoro poszedl w butach, to zeby nie wychodzic boso, bo np.
                nie lubil jak mu sie paproszki przyklejaly do stop (a tym bardziej
                piasek od chodzenia w butach wczesniej), to znow te buty zalozyl;P

                u nas sie chodzi w kapciach, wiec trudno mi dokladnie powiedziec,
                jak to jest w tych "butowych domach", niemniej wydaje mi sie, ze
                jesli komus nie przeszkadza chodzeie w butach po mieszkaniu,t o
                chyba niezaleznie od jego czesci ?
            • onion68 Re: Małe byki 05.03.08, 20:47
              > Buty - też znam domy, gdzie w butach chodzi się normalnie po mieszkaniu, niemni
              > ej dziwi mnie dalej sytuacja. Wolfi wychodzi spod prysznica, albo poszedł tam w
              > butach... nawet w domach "butowych" przed myciem buty zostawiało się w przedpo
              > koju... albo po wyjściu z łazienki poszedł boso po buty do tego przedpokoju. Ta
              > k czy owak, dla mnie to ciut dziwaczne. Ale to drobiazg, nie ma się co nad tym
              > rozwodzić.

              Darujcie te wynurzenia ;-) Ale wydaje mi się, że nawet w "butowych" domach
              (trudno mi je sobie wyobrazić) ludzie w butach jednak do łazienki nie chodzą - a
              to dlatego, że po kąpieli, w zaparowanej łazience, trudno naprawdę dokładnie
              wysuszyć stopy, więc zakładanie niedomowego obuwia jest i niewygodne, i ze
              względów higienicznych niewskazane...
            • zieleniack wiem już, co z tymi butami!!! 12.03.08, 12:20
              Wczoraj wieczorem mialam chwile wolną i sięgnęłam po "Żabę". I tam
              na początku jest informacja, że Wolfi z reguły nie nosił klapek, bo
              nigdy nie mógł ich znaleźć. To jest chyba odpowiedź na to, czemu
              później chodzi w butach po mieszkaniu.
              • zieleniack Re: wiem już, co z tymi butami!!! 12.03.08, 22:37
                ale wtopa ;D doczytalam "Zabe" dalej i tam zaraz po zdaniu o lazeniu
                w adidasach jest to o gubieniu klapek, powtorzone. Gapcio ze mnie;)
            • senseeko Re: Małe byki 21.10.08, 16:03
              ananke666 napisała:
              > Jeszcze jedno, ale tu się mogę mylić: stary Schoppe czyta list Żaby, bo nie wyl
              > ogowała się z poczty. Nie znam ani takiej skrzynki na stronie, ani programu poc
              > ztowego, w którym wysłany list jest widoczny w oknie już po wysłaniu, zamknięci
              > u strony/programu i ponownym wejściu/zalogowaniu. No chyba, że stary Schoppe to
              > świnia i korzystając z okazji przepyrał dziewczynie korespondencję - okropność
              > .

              Nie wiem jak to było opisane, Żabę czytałam raz i dawno, ale ja często po
              napisaniu listu zerkam jeszcze do "wyslanych" i sprawdzam, czy wszystko
              napisałam, bo może coś przeoczyłam. I jeśli odejdę od kompa to ten list jest
              dostępny dla każdego, kto będzie chciał. I to niezależnie czy piszę i wysyłam
              list korzystając z programu pocztowego czy bezpośrednio ze skrzynki on-line.
              Albo na przyklad dostaję email i zerkam do swojego na który dany email jest
              odpowiedzią, żeby sobie przypomnieć o czym pisałam.
              Moim zdaniem nie jest to wpadka.
              A co do butów - ja nie lubię chodzić boso po mieszkaniu, zwłaszcza cudzym. A już
              zwłaszcza jak wyjdę spod prysznica i mam wilgotne stopy do których wszystko może
              się przykleić, błeee...
              Wolę włożyć buty niż iść boso po cudzej podłodze.
              A już zwłaszcza gdy stopy dopiero co umyłam pod prysznicem. To miałabym je znów
              brudzić? Jakieś mam takie irracjonalne przekonanie, że w butach mam "własny"
              brud i jest on "czyściejszy" od obcej podłogi, której po prostu się brzydzę,
              przynajmniej do czasu póki jej nie oswoję dłuższym zamieszkiwaniem.
              Ale nawet w swoim własnym domu wolałabym włożyć buty niż brudzić nogi czy skarpetki.
              Pewnie Wolfi też tak miał.
              • ananke666 Re: Małe byki 23.10.08, 00:22
                W Żabie nie ma żadnego info, że coś sprawdzała, otwierała itp. Wysłała i cześć pieśni. Po wysłaniu widać zwykle komunikat, że wiadomość została wysłana i tyle, natomiast wysłanej wiadomości nie widać. Włażący na pocztę ojciec powinien ujrzeć listę maili i raczej nic więcej.

                Co do butów, też było już wałkowane. Co dom to obyczaj, jak się okazało. Dla mnie wparowanie z butami do łazienki, w której właśnie planuję kąpiel, jest nie do pomyślenia... Mieszkałam co prawda kiedyś z osobą, która w łazience robiła na podłodze nieziemski syf i trzymała tam ubłocone buty, ale to był na szczęście ewenement.
                • senseeko Re: Małe byki 23.10.08, 14:04
                  Ananke, z tymi butami, to ja zrozumiałam, że to było w CP. Myślałam po prostu,
                  że Wolfi zapomniał klapek na ten ich nagły wyjazd.
                  Ale myślę, że przy charakterze Wolfiego i charakterze domu Shoppów, Wolfiego
                  było stać na łażenie w butach po domu, nawet wychodząc spod prysznica.
                  A wiec tu dla mnie nie ma wpadki.

                  Co do czytania listu Żaby - ja tylko napisałam, że jest możliwe przeczytanie
                  cudzego listu w domowym komputerze. A jak tego ojciec dokonał, to już inna
                  rzecz.(MM mogła to pozostawić domyślności czytelnika, jeśli chciała by sobie
                  wyrobił zdanie np o wrednym charakterze pana Shoppe. Natomiast nie wiem JAK to
                  było opisane, choć książkę czytałam. Czy owa furtka dla domyślności była
                  pozostawiona, czy nie. Zupełnie nie pamiętam tej sceny.) Ale że mógł to zrobić z
                  łatwością, to oczywiste.
                  W każdym razie z mojego kompa da się przeczytać cała moją korespondencję.
      • ananke666 Re: Małe byki 05.03.08, 13:31
        I jak to możliwe, że panienki erudytki Róża i Laura nie wiedzą, co to jest ruski miesiąc? Dlaczego Laurę dziwi, że Róża czytuje listy Chopina? Przecież rzeczy typu zbiór korespondencji wybitnej osoby to żadne ewenement, za to bardzo ciekawa lektura, a w tym domu klasyka to norma? Jakaś kulawa ta erudycja.
        Dlaczego Ida jest tak beznadziejną matką, że wyżej ceni trzecią posadę niż kontakt z dziećmi? Czas dziecka z matką jest dla obu stron bezczenny i nic go nie zastąpi. Mimo to, mając cztery pensje, trzy swoje i jedną Marka, dalej się gnieżdżą w suterenie.

        Gigantyczny byk z "Noelki" - skąd Florek ma pieniądze na Harleya? To jest i zawsze był jeden z najdroższych motocykli. Dlaczego jeździ motocyklem w grudniu? Nikt normalny tego nie robi, bo jest zwyczajnie za zimno. Przy okazji padało, a wystarczy malutki przymrozek, żeby zrobiło się dla motocyklisty nie do zniesienia, zimno i ślisko. Rękawiczki bez palców w taką pogodę?! Natychmiast zdrętwiałyby gościowi palce, a ręce na motocyklu służą nie tylko do kierowania, w kierownicy są też światła, sprzęgło, przedni hamulec i gaz.
        Tak się składa, że siedziałam jakiś czas w środowisku motocyklowym i mam o nim niejakie pojęcie. Koleś, który malowałby łeb na czerwono zostałby zabity śmiechem i uznany za pajaca. Nie mam przy sobie książki, ale chyba nigdzie nie było nic o kasku - zatrzymanie przez drogówkę i mandat murowany.
        • agnieszka_azj Re: Małe byki 05.03.08, 20:58
          ananke666 napisała:

          > Gigantyczny byk z "Noelki" - skąd Florek ma pieniądze na Harleya?
          To jest i zaw
          > sze był jeden z najdroższych motocykli. Dlaczego jeździ
          motocyklem w grudniu? N
          > ikt normalny tego nie robi, bo jest zwyczajnie za zimno. Przy
          okazji padało, a
          > wystarczy malutki przymrozek, żeby zrobiło się dla motocyklisty
          nie do zniesien
          > ia, zimno i ślisko. Rękawiczki bez palców w taką pogodę?!
          Natychmiast zdrętwiał
          > yby gościowi palce, a ręce na motocyklu służą nie tylko do
          kierowania, w kierow
          > nicy są też światła, sprzęgło, przedni hamulec i gaz.
          > Tak się składa, że siedziałam jakiś czas w środowisku
          motocyklowym i mam o nim
          > niejakie pojęcie. Koleś, który malowałby łeb na czerwono zostałby
          zabity śmiech
          > em i uznany za pajaca. Nie mam przy sobie książki, ale chyba
          nigdzie nie było n
          > ic o kasku - zatrzymanie przez drogówkę i mandat murowany.

          W kwestii pieniędzy się nie wypowiem, ale co do pozostałych...

          Padał deszcz, ale mrozu nie było. Był ubrany w skórę (także
          spodnie), a kask i wierzchnie rękawice mógł zostawić przy motorze.
          Te bez palców mógł nosić pod takim grubymi skórzanymi.

          To, że miał Harleya , nie znaczy od razu, że sie obracał w
          srodowisku motocyklowym. Mój mąż w naszych czasach narzeczeńskich
          też jeździł na motorze (oczywiście nie Harleyu) i ani nie należał
          do żadnego "środowiska", ani się nie przejmował tym, co by o nim
          pomyśleli.
          • ananke666 Re: Małe byki 06.03.08, 01:53
            > Padał deszcz, ale mrozu nie było. Był ubrany w skórę (także
            > spodnie)...
            Wszystko prawda :) jednak wszyscy, których znałam, motocykl na zimę odstawiali i wyciągali wiosną, o tej porze roku ani nie jeździli ani nie dokonywali napraw. Co do pogody, poniekąd polegam na doświadczeniach własnych, przy niskiej temperaturze, a już zwłaszcza jak jest mokro, zamarznąć można... a w grudniu szybki spadek temperatury to norma.

            > To, że miał Harleya , nie znaczy od razu, że sie obracał w
            > srodowisku motocyklowym.

            Pewnie, że nie oznacza, niedokładnie się wyraziłam - chodziło mi bardziej o to, że nikt z tego typu ludzi nie farbuje włosów, ani ci jeżdżący solo, ani ci grupujący się. Baltona przejął przecież charakterystyczne cechy wyglądu motocyklisty, zresztą chyba lekko karykaturalne w jego postaci, te wszystkie skóry i szmaty na głowie, ciemne okulary w pochmurny dzień. Także brud za paznokciami, nie wiedzieć czemu, mydła mu chyba nie ukradli. Nie szło mi o to, co sobie ktoś pomyśleć mógł, tylko o to, co dana osoba by zrobiła, może za bardzo gmatwam.
            Mnie się wydaje, że MM wyobrażając sobie tę postać dołożyła do niej to, co jej się wydawało stosowne i nieco przeholowała. Razem z tym motocyklem, że to jak zgrywa mrocznego, to od razu na Harleyu, tyle że cena Harleya to dziesiątki tysięcy złotych. Takie mam zresztą wrażenie, że ona nie lubi specjalnie ludzi odbiegających wizualnie od pojmowanej przez nią normy, stąd opisy takie hm... lekko przesadzone i deprecjonujące. I perfidnie biedaka skompromitowała w Noelce za pomocą bladawego ciasta, a w Pulpecji obdarła z przebranka i przyodziała w białe spodnie. I gumowe klapki w towarzystwie skarpetek (brrrrrr), o ile pamiętam. Wyjątkiem chyba Bernard jako niezbyt przytomne artystyczne dziwactwo w BB i rasta-rodzina Trolli, czyżby jakaś autorki sympatyczna znajomość?
            • sir.vimes Re: Małe byki 06.03.08, 10:43
              jak z
              > grywa mrocznego, to od razu na Harleyu, tyle że cena Harleya to dziesiątki tysi
              > ęcy złotych.


              i ma to ogromne znaczenie - bo bez Harleya nie zaistniałaby kwiaciarnia...
              Harley jest konieczny!!!
            • senseeko Re: Małe byki 21.10.08, 17:08
              > > Padał deszcz, ale mrozu nie było. Był ubrany w skórę (także
              > > spodnie)...
              > Wszystko prawda :) jednak wszyscy, których znałam, motocykl na zimę odstawiali
              > i wyciągali wiosną, o tej porze roku ani nie jeździli ani nie dokonywali napraw
              > . Co do pogody, poniekąd polegam na doświadczeniach własnych, przy niskiej temp
              > eraturze, a już zwłaszcza jak jest mokro, zamarznąć można... a w grudniu szybki
              > spadek temperatury to norma.
              Niby masz rację. Tylko Poznań ma dość lekkie zimy. Pogoda jest bardziej listopadowa niż grudniowa. Dni z mrozem i śniegiem można policzyć na palcach jednej ręki i od paru lat (a może i więcej) zaczynają się mniej więcej od lutego.
              Zeszłą zimę przejeździłam na rowerze, więc chyba na motorze też można?
              Ja w każdym razie już od kilku lat roweru nie odstawiam na zimę.
              A co do rękawic i kasku, to już wcześniej ktoś zasugerował, że mógł mieć, tylko zdjął.
              Do mnie to tłumaczenie przemawia. Padłabym trupem ze śmiechu gdyby zapukał do mnie ktoś w kasku na głowie.
              • lezbobimbo Re: Małe byki 21.10.08, 18:07
                Mam znajomych entuzjastów motorów i twierdza oni, ze wlasnie na zime maszyny
                odstawiaja do garazu (co innego cieple babie lato, ale Noelka to wszak
                przesilenie zimowe). Jak jest slisko od deszczu, to na motocyklu jeszcze
                bardziej niebezpiecznie niz zwykle (nawet na powolnych, dostojnych harleyach -
                skoro motory maja szybkosc samochodu, a ochrona przed wypadkiem taka jak
                rowerzysty...)
                W miescie pewnie Baltona jezdzil powolutku i glównie dla szpanu, bo do czegoz
                innego sie harley nadaje; ale gdyby tylko troche rozwinal szybkosc w tym
                grudniu, to zamarzlby z miejsca - na szybkim motorze potrafi byc zimno nawet
                latem (stad te dziwne kostiumy na cale cialo i wysokie buty - to nie dla
                bezpieczenstwa, tylko dla ocieplenia wlasnie) a co dopiero zima..
                (oczywiscie pisze o kaprysnym klimacie europejskim, a nie o wiecznym goracu
                kalifornijskim ;)
                • dakota77 Re: Małe byki 21.10.08, 18:14
                  Prawda ogolnie, ale moja najfajniesza przejazdzka na motorze miala miejsce w
                  grudniowa noc przy minus 12 stopniach:-).I jednak te dziwne kostiumy spelniaja
                  dwie role rownoczesnie, ochrony przed wypadkiem bym nie lekcwazyla:-). Swoja
                  droga teraz, kiedy prawidze zimy sa u nas rzadkoscia, sezon motocyklowy mocno
                  sie wydluzyl.
                  • lezbobimbo Re: Małe byki 21.10.08, 18:27
                    Abo Ty to jestes twardzielka, Dakoto :-)
                    • dakota77 Re: Małe byki 21.10.08, 19:14
                      Kiedys bylam;-). Ale faktem jest, ze ludzie teraz jezdza na motorach i skuterach
                      przez spora czesc w roku. Ale wiadomo, ze nie przez sniezne zaspy:-)
              • yowah76 Re: Małe byki 21.10.08, 21:24
                Padłabym trupem ze śmiechu gdyby zapukał do m
                > nie ktoś w kasku na głowie.
                Wujek Vader?
              • ananke666 Re: Małe byki 22.10.08, 16:37
                > Zeszłą zimę przejeździłam na rowerze, więc chyba na motorze też można?
                Nie, raczej nie można. Chyba, że ktoś ma niespotykaną odporność na temperaturę. Na rowerze raczej rzadko da się osiągnąć prędkość od 50 km/h wzwyż, a przy ok. 10st C i dużej wilgotności powietrza jest to zestawienie zgoła mordercze, zupełnie nieodczuwalne na piechotę albo rowerze. Palce u rąk po prostu drętwieją i bolą, a chciałabym zauważyć, że motocyklista rękami obsługuje gaz, hamulec przedni i sprzęgło. Późną jesienią mój zestaw na wypad motocyklem (na miasto, do znajomych, albo na krótką przejażdżkę) oprócz odzieży wierzchniej obejmował też rajstopy, ciepłą bluzkę, golf, zestaw chustek na szyję i do osłony twarzy, jako że dysponowałam otwartym kaskiem, a także długie skórzane rękawice, zakrywające rękawy kurtki, bez nich zimne powietrze wpada w rękawy i zawija się wręcz na plecach, bo kurtki typu ramoneska nie mają żadnych ściągaczy, zwęzić nieznacznie rękaw da się tylko zamkiem, co niewiele daje. Wielu na początku i końcu sezonu nosiło ocieplane nakolanniki, pasy nerkowe i inne tego typu wynalazki. To naprawdę czuje się dopiero przy pewnej szybkości - po prostu lodowacieją zwłaszcza ręce, uda, kolana. I wcale nie trzeba do tego mrozu. Dlatego nawet w ciepłą pogodę motocyklista może mieć skórę na grzbiecie, chustkę na szyi i nie gotować się w nich żywcem - za ciepło robi się dopiero po zejściu z motocykla.
              • dziabka1 Re: Małe byki 24.11.14, 16:48
                senseeko napisała:



                > A co do rękawic i kasku, to już wcześniej ktoś zasugerował, że mógł mieć, tylko
                > zdjął.
                > Do mnie to tłumaczenie przemawia. Padłabym trupem ze śmiechu gdyby zapukał do m
                > nie ktoś w kasku na głowie.

                Myślę, ze Dziadek metody też by padł trupem, gdyby zobaczył Baltonę w kasku. Ale nie ze śmiechu

        • zieleniack Re: Małe byki 12.03.08, 22:49
          a propos wpadek z "Żaby" mnie zastanawia bardzo kolejnosc
          wykonywanych przez głowna bohaterke zabiegów kosmetycznych.Pierw
          bierze prysznic, potem myje zeby, potem se przykleja te paski, potem
          myje głowe, potem se smaruje twarz tonikiem i zelem na pryszcze
          (swoja droga, co to za zel? ze swoich trądzikowych bojów pamiętam
          żel do mycia twarzy, czyli cos, co sie spłukiwało, albo zel-
          maseczke, ktora sie zrywało!). Pod spodem informacja, ze udawalo sie
          to wszytsko w ciagu godziny i to tylko dlatego, ze Zaba miala jakas
          scisla metode, plan dzialania. A przeciez szybciej byloby pierw
          sobie oczyscic twarz tonikiem i tymi plasterkami, potem wlezc pod
          prysznic i od razy umyc twarz, wlosy i cale cialo, jak sie tak
          spieszyla, to mogla pod prysznicem i zęby, i voila! Nie rozumiem, co
          to za plan, żeby 2 razy wchodzic pod prysznic (no bo wlosy jakos
          musiala splukac). O_o'
          • mankencja Re: Małe byki 13.03.08, 10:02
            (swoja droga, co to za zel? ze swoich trądzikowych bojów pamiętam
            > żel do mycia twarzy, czyli cos, co sie spłukiwało, albo zel-
            > maseczke, ktora sie zrywało!).

            ja boje tradzikowe tocze teraz, wiec jestem na czasie i widze dwie
            opcje: żel punktowy albo cos na zasadzie kremu, tylko o takiej
            bardziej żelowej konsysdtencji (ew. skinoren, który żelem jest tylko
            z nazwy, jak dla mnie to krem)
            • zieleniack Re: Małe byki 13.03.08, 11:15
              tylko, że "Żaba" toczy się w 2004 ;))
              • mankencja Re: Małe byki 13.03.08, 12:00
                wtedy zele punktowe tez byly (pamietam, u kuzyna na szafce stal taki
                w pomaranczowej tubce), co do skinorenu to nie wiem, ale
                podejrzewam, ze tak
                • zieleniack Re: Małe byki 13.03.08, 12:26
                  mialam skinoren, ale to był krem;) (i niszczył ubrania :((( )
                  • mankencja Re: Małe byki 13.03.08, 15:46
                    sa chyba dwie wersje - tak mi w kazdym razie mowila dermatolozka.
                    wybralam opcje 'żel' i wydaje mi sie ona byc malo zelowa :P
                    • zieleniack Re: Małe byki 13.03.08, 23:02
                      takie białe to;P
                      stosowałam jeszcze z jakimis antybiotykami, pomogło, ale jak
                      odstawiłam, to pryszcze z powrotem...
                      • ananke666 Re: Małe byki 13.03.08, 23:20
                        Mam młodego kuzyna, na jego użytek pytałam w aptece. Skinoren ma polski odpowiednik: Acne-derm. Też z kwasem azelainowym. Jest dużo tańszy i równie dobry, to właściwie kopia Skinorenu, został zakupiony, sprawdzony i pochwalony.
                        • zieleniack Re: Małe byki 14.03.08, 08:51
                          Mam kolejna wpadke żabowa. Gaba idzie z dziećmi do kina na "Mój brat
                          niedźwiedź" do Multikina i Józinek podczas zwiastunów zakrywa Łusi
                          oczy, ponieważ pokazując film dla dorosłych. Przecież przed filmami
                          dla dzieci Multikino nie pokazuje zwiastunów filmów dla dorosłych, a
                          już na pewno nie takich, żeby zakrywać dziecku oczy...
                          • grimma Re: Małe byki 14.03.08, 22:09
                            moze to byla zajawka ktoregos Pottera:P
                            tam trup sciele sie gesto :P i strasznych scen bez liku
                            jakby mi brat zakrywal oczy to bym sie wsciekla swoja droga
                            • zieleniack Re: Małe byki 14.03.08, 22:30
                              raczej nie, bo bylo napisane, ze film dla dorosłych, ja to odebralam
                              jako albo strzelanke albo rozbierabke albo film typu 'piła' itp;P bo
                              pottera nazywa sie kinem familijnym;)
                          • senseeko Re: Małe byki 21.10.08, 17:58
                            zieleniack napisała:

                            > Mam kolejna wpadke żabowa. Gaba idzie z dziećmi do kina na "Mój brat
                            > niedźwiedź" do Multikina i Józinek podczas zwiastunów zakrywa Łusi
                            > oczy, ponieważ pokazując film dla dorosłych. Przecież przed filmami
                            > dla dzieci Multikino nie pokazuje zwiastunów filmów dla dorosłych, a
                            > już na pewno nie takich, żeby zakrywać dziecku oczy...
                            >

                            Akurat! Widać miałaś szczęście. Nie wiem jak Multikino, ale Plaza na pewno wrzuca filmy jak leci. Może nie daje takich ściśle dla dorosłych, ale np przed filmem na który przyszły ewidentne maluchy, niektóre jeszcze w wieku starszoprzdszkolnym puścili bez ostrzeżenia migawki z Piratów z Karaibów i to te z rozkładającymi się trupami, co znienacka skądś wyskakują. Kilkoro dzieci się rozpłakało.
                            Gdyby człowiek był uprzedzony to naprawdę powinien by te oczy zakryć. Myślisz, że dziecku należy zakrywać oczy tylko dlatego, że na ekranie pokazują seks? A kiedy pokazują przemoc?
                            A niestety pokazują. I przed filmami dla dzieci też.
                            Ostatnio puszczają już takie bardziej dostosowane do wieku, ale być może jest to skutek wielokrotnych protestów rodziców. Chociaż całkiem niedawno przed filmem b/o puścili scenki z High school musical a na widowni dzieciaki pierwsza, druga, trzecia klasa SzPodst i widać było, że niektóre były skrępowane tymi pocałunkami na ekranie - to akurat taki wiek, że ich to krępuje i bardziej budzi wstręt i zażenowanie niż cokolwiek innego. Przynajmniej tak reagowali chłopcy 2-3 klasa.
                            Może to taka poza dzieciaków, nie wiem, ale moim zdaniem to nie był dobry pomysł.
                            Ale ekipa z Cinema City w ogóle ma mało wyczucia, o czym się nie raz przekonałam. Prywatnie praktycznie przestałam tam chodzić.
                            • zieleniack Re: Małe byki 13.02.10, 23:18
                              Piszesz "Widac miałas szczęście" a potem, że nie wiesz, jak jest w
                              Mulyikinie. W Multikinie przed filmami dla dzieci zawsze lecą
                              zwiastuny dla dzieci oraz zwykle reklamy, nic więcej.
                        • czekolada72 Re: Małe byki 26.03.08, 16:45
                          Niestety scisle "planowanie" zabiegow kosmetycznych ma sie nijak u
                          mlodych panienek do przestrzegania porzadku w pokoju, nawt nie
                          musiałby byc scisly.....

                          i takze niestety norma bywa najpierw zakonczenie czynnosci pod
                          prysznicowych, po czym po raz drugi laduje sie lebek aby go umyc pod
                          prusznicem nad wanna, po czy zdarza sie i trzeci raz, bo w trakcie
                          mycia, odzywiania, balsamowania, zelowania, lakierowania suszenia
                          lebka - rozmaze sie makijaz i nalezy go zmyc i nalozyc po raz
                          kolejny...
          • zieleniack Re: Małe byki 13.03.08, 11:32
            Swoja droga, może sie czepne, ale Żaba niby taka porządna i
            rozplanowana, niby wszytsko na swoje miejsce kładzie, a tu wyjątkowo
            1 maja zostawiła piżame w łazience (na obrazku z 2 maja widać, żee
            nie spaliło jej sie razem z łóżkiem ;)) ) i ją to wyjątkowe jak na
            nia balaganiarstwo uratowalo przed staniem w brudnych ciuszkach;)
            dlugo sie zastanawialam, w czym ona spala, skoro czyste ubrania
            odkryla na balkonie dopiero dzien pozniej;) bo jakos wczesniej nie
            zrwóciłam uwagi na pizame na ilustracji;)))
            • grimma Re: Małe byki 13.03.08, 11:43
              hmm
              miejsce mojej pizamy jest w lazience:P:P
              • zieleniack Re: Małe byki 13.03.08, 12:33
                też myslalam o tym, ze moze ona ją po prostu tam trzyma, ale do tak
                uporządkoanej osoby mi to nijak nie pasuje;) wiecie, Żaba (na
                poczatku ksiazki szczególnie) prezentuje sie jako typ osoby, który
                włoży rzecz konkretnie w miejsce jego przeznaczenia, tj. skoro
                pizama jest do spania, to włoży do łóżka, skoro buty są do chodzenia
                po dworze, to wsadzi do szafki na korytarzu, a bron Boże nie bedzie
                ich trzymac w swoim pokoju itp. Taka odwrotnosc Wolfa, któremu bez
                różnicy, czy położy swoje rzeczy na podlodze, czy w lazience, czy
                walnie rower i deskorolke na lozko (!!!), czy w ogóle nie wie, gdzie
                co jest. Dla mnie trzymanie pizamy w lazience jest gdzies pomiędzy
                tymi postaciami, tj. kojarzy mi sie to z osoba ni to balaganiarska,
                ni to przesadnie uporządkowana, taka majaca troche z tego, troche z
                tego. No ale moze to tylko moje skojarzenia;)
                • truscaveczka Re: Małe byki 19.05.08, 15:20
                  Mój mąż uważa trzymanie piżamy w łóżku za niechlujstwo skrajne, sam ma osobną
                  szufladę w łazience do tego celu (w nocy nie stoi pusta, leżą w niej dzienne
                  ciuchy Mister_Pedanta) ;)
                  • dakota77 Re: Małe byki 19.05.08, 15:42
                    Mnie sie z kolei troche nie miesci w glowe upychanie po szufladach uzywanej juz odziezy;-)
                    • truscaveczka Re: Małe byki 05.06.08, 08:01
                      To szuflada wyłącznie na dzienne ciuchy. Szkoła mamuni, dla której bluzka raz
                      wyciągnięta z szafy nie może doń trafić z powrotem a na wierzchu też leżeć nie
                      może, bo estetykę zaburza.
                      A mnie to lotto ;)
                      • czekolada72 Re: Małe byki 05.06.08, 12:31
                        A gdzie top było??
                        A swoja droga - niezły pomysl :)
                        Ja mam tak, ze nieraz zaloze ciuszek, na chwile, w ktorym mozna
                        jeszcze pochodzic, ale powiedzmy zrobie to za dwa dni, a nie
                        wyobrazam sobie, zeby zlozyc do czystuch ciuchow w szafie, wiec
                        rozna takie strty na stołkach, fotelach.... koszmar!!
        • pieranka Re: Małe byki 30.03.08, 12:23
          ja jestem z poznania, pamietam doskonale te zime z
          noelki - w wigile bylo jakies 14 stopni.
          Szlam do rodziny na wieczerze w prochowcu wiosennym i
          wiosennych butkach.
          padal cieply deszcz.
      • zieleniack Re: Małe byki 05.03.08, 14:48
        a garniak rzeczywiście jest dziwny, w zestawieniu z rowerem to juz w
        ogóle...;P no bo jeśli juz Wolfi chciał być taki elegancki, to rower
        odbiera mu tę elegancję kompletnie, a sprawia, że wygląda po prostu
        głupio. No bo albo zwyczajne ubranie i rower, albo garnitur i na
        piechote/autobusem/samochodem.

        Ale najbardziej mi to pasuje ze względu na sam fakt, że do
        charakteru Wolfiego nie pasuje ubranie się na randkę w garniak. To
        pasuje do Fryca, bo on jest taki sztywny... albo do Ignasia
        starszego o kilka lat (czyli na jedno wychodzi, przypomnijcie sobie,
        jak Józinek mówił, że Ignaś jak dorośnie, to będzie taki sztywny,
        jak Frycek, było coś takiego chyba w 'żabie'). Poza tym jeśli wziął
        dziewczynę za fankę punk rocka, rozmawiajac z nią przez internet, to
        co miał na celu ubierając się w garniak, bo przecież nie
        zaimponowanie jej. Gdyby myślał, ze jest fanką punk rocka i chcia
        jej zaimponować, to ubrałby się zupełnie inaczej (i ojciec, gdyby go
        zobaczył, dostałby zawału, haha xD). Jedyne, co by do mnie
        przemówiło, to jakaś wzmianka, ze dziewczyna lubi eleganckich
        mężczyzn.
      • ananke666 Re: Małe byki 05.03.08, 15:47
        Byłabym zapomniała.
        W TiR Grześ spotyka Hajduka. Do Hajduka dzwoni minister. Po co? Odkąd to do zwykłych dyrektorów szkół wydzwaniają ministrowie? Nie pamiętam, żeby Hajduk chociaż w kuratorium pracował? I dlaczego Grześ nieomal nabożnie odnosi się do tej informacji? Hajduk się prawie tym chwali. Pada stwierdzenie, że ktoś tam ze znajomych został kimś w rządzie Buzka. O matko. Książka przeznaczona dla młodzieży, taka informacja jest nieistotna, zwłaszcza że jakaś taka z sufitu, bez konkretnych powiązań z czymkolwiek. Grunt, że ktoś znajomy jest w rządzie. Jakieś zapędy do tytułomanii, czy co? w poprzednich książkach coś takiego nie miałoby prawa się pojawić...
        • metwoh Re: Małe byki 05.03.08, 20:39
          Osobiście zawsze lubiłem te wstawki o markach towarów. Zauważcie, że
          fajnie czytając pierwsz, starsze części przypomnieć sobie co wtedy
          było na topie. Ale to takie moje zawodowe odchylenie belfra
          historyka.
          Odnośnie kontaktów z ministrem- przecież to realne. Nie chwaląc się,
          też do mnie czasami dzwoni, co prawda były wiceminister, ale zawsze.
          Jak znaliśmy się wcześniej, to co, awans powoduje nadęcie od razu i
          koniec znajomości?
          • onion68 Re: Małe byki 05.03.08, 20:54
            Tak, ja też - ale tylko we wcześniejszych częściach (sama używałam mydła "For
            you" i niestety, "Popularną" pijałam też). Teraz jednak, kiedy jest taki wybór
            wszystkiego i ogromne budżety reklamowe, dziwnie się czyta powieści, które
            wymieniają produkty z imienia i pochodzenia... Może to i niewinne, ale też nieco
            niezręczne.
          • ananke666 Re: Małe byki 05.03.08, 21:01
            > Odnośnie kontaktów z ministrem- przecież to realne. Nie chwaląc się,
            > też do mnie czasami dzwoni, co prawda były wiceminister, ale zawsze.
            > Jak znaliśmy się wcześniej, to co, awans powoduje nadęcie od razu i
            > koniec znajomości?

            Ależ nie :) tylko o ile pamiętam, Hajduk zwraca się do owego ministra per "panie ministrze", więc o żadnej zażyłości nie ma mowy. Informuje Grzegorza kto dzwonił, nie wymieniając nazwiska, nie mówiąc już o imieniu. Po prostu "Minister". A Grzesiu nieomal nabożnie potakuje.

            > Osobiście zawsze lubiłem te wstawki o markach towarów. Zauważcie, że
            > fajnie czytając pierwsz, starsze części przypomnieć sobie co wtedy
            > było na topie.

            Tak, ja w tych starszych tomach lubiłam je także. Ludwik, mydło For You, konserwa rybna pod tytułem "Szprotki w sosie helskim" i tak dalej. Tylko, że wtedy był w zasadzie tylko Ludwik, serio - to innego nie pamiętam :) mydło For You sprzedawało się jak kraj długi i szeroki, wystąpiło w Kingsajzie: "I raz, i dwa i For You!" To był taki znak czasów, a reklama była w powijakach.
            Teraz marek samego płynu do garów są dziesiątki, a o reklamy potykamy się na każdym kroku. Mnie wcale nie przeszkadza, nawet przeciwnie, informacja, że je się wspomniane masło naramowickie, kajzerki czy tego typu rzeczy. Jednakże wymienianie na każdym niemal kroku marek używanych produktów mnie razi. Nie mam książek, więc nie sypnę konkretnymi, najbardziej rażącymi przykładami.
            Uczciwie przyznaję przy tym, że obserwuję tendencję spadkową. Ostatnie tomy już nie są tak nachalnie nadziane nazwami.
        • senseeko Re: Małe byki 21.10.08, 16:10
          ananke666 napisała:

          > Byłabym zapomniała.
          > W TiR Grześ spotyka Hajduka. Do Hajduka dzwoni minister. Po co? Odkąd to do zwy
          > kłych dyrektorów szkół wydzwaniają ministrowie? Nie pamiętam, żeby Hajduk choci
          > aż w kuratorium pracował? I dlaczego Grześ nieomal nabożnie odnosi się do tej i
          > nformacji? Hajduk się prawie tym chwali. Pada stwierdzenie, że ktoś tam ze znaj
          > omych został kimś w rządzie Buzka. O matko. Książka przeznaczona dla młodzieży,
          > taka informacja jest nieistotna, zwłaszcza że jakaś taka z sufitu, bez konkret
          > nych powiązań z czymkolwiek. Grunt, że ktoś znajomy jest w rządzie. Jakieś zapę
          > dy do tytułomanii, czy co? w poprzednich książkach coś takiego nie miałoby praw
          > a się pojawić...

          Moim zdaniem to doskonale pokazane pewne krótkotrwałe zjawisko z czasów transformacji ustrojowej. Faktycznie był taki okres, kiedy przestali rządzić "oni" a zaczęli "nasi" i kiedy wielu znajomych spróbowało swoich sił startując na posłów.
          I wielu wtedy było takich, którzy albo sami byli ministrami, albo mieli znajomego ministra.
          Wtedy było to zjawisko nagłe i niespotykane,. potem spowszedniało, wykształciła się nowa specjalizacja, nowa ekipa "onych" przy władzy, ale moim zdaniem MM doskonale to wychwyciła.
          Tak samo jak i jej inne migawkowe ujęcia osadzające Jeżycjadę w realiach. I to zarówno dawnych, siermiężnych, gdy bohaterowie stosowali powiedzmy mydełko For you które stosowało 90% populacji czy też peweksowskie (nie wiem, wpiszcie nazwę) To od razu mówiło coś o bohaterze i jego statusie, sprawiało też że stawali się oni "bliżsi" bardziej żywi. Z reklamą nie miało to nic wspólnego - był już taki wątek, ananke, poszukaj.
          Albo zdanie, które mnie powaliło - nie pamietam w ktorym tomie chyba BBB:
          Wiatr rozwiewał resztki plakatów z napisem "Siła spokoju"
          W tym zdaniu było wszystko. I te tony śmieci po kampanii wyborczej i cała ta pyskusja, kto powinien być prezydentem i... Kto przeżył, ten wie ;)
          • lezbobimbo Re: Małe byki 21.10.08, 16:22
            senseeko napisała:
            >cała ta pyskusja, kto powinien być prezydentem i...

            Pyskusja! Boskie slowo! Czy moge pozyczyc na wieczne nieoddanie? :)
            • senseeko Re: Małe byki 21.10.08, 23:12
              lezbobimbo napisała:

              > senseeko napisała:
              > >cała ta pyskusja, kto powinien być prezydentem i...
              >
              > Pyskusja! Boskie slowo! Czy moge pozyczyc na wieczne nieoddanie? :)
              >
              Proszę bardzo :)
              Może być jeszcze wrzaskusja ;)
          • ananke666 Re: Małe byki 23.10.08, 00:07
            > Moim zdaniem to doskonale pokazane pewne krótkotrwałe zjawisko z czasów transfo
            > rmacji ustrojowej. Faktycznie był taki okres, kiedy przestali rządzić "oni" a z
            > aczęli "nasi" i kiedy wielu znajomych spróbowało swoich sił startując na posłów
            > .
            > I wielu wtedy było takich, którzy albo sami byli ministrami, albo mieli znajome
            > go ministra.
            > Wtedy było to zjawisko nagłe i niespotykane,. potem spowszedniało, wykształciła
            > się nowa specjalizacja, nowa ekipa "onych" przy władzy, ale moim zdaniem MM do
            > skonale to wychwyciła.
            Ale przecież akcja TiR rozgrywa się bodajże 7 lat po największym przewrocie między onymi i naszymi, więc sytuacja była niejako zasiedziana, przynajmniej w pewnym stopniu. Dodałabym, że takich wzmianek brak w tomach wcześniejszych, kiedy faktycznie zmiany były gwałtowne. Poza tym, albo mamy znajomego ministra i dzwoni do nas, wtedy rozmowa przebiega nieco bardziej familiarnie, albo dzwoni do nas minister jako kompletnie obcy a wysoko postawiony urzędnik państwowy w sprawie oficjalnej i zwracamy się do niego "tak jest, panie ministrze". Nie ma wątpliwości, że chodzi w książce o sytuację numer dwa. Dalej nie wiem, jaki interes mógłby mieć minister do byle dyrektora liceum. Dla mnie to nie jest żadne wychwytywanie atmosfery. Wychwytywanie było świetne w OwR, kiedy mieliśmy niedopowiedzenia, albo w BBB, kiedy np. było słychać gadanie ważniaków, bez podawania nazwisk. Czemu miałaby służyć niby informacja o babce głosującej na Kwaśniewskiego ze względu na jego urodę (w domyśle - bo nic więcej do zaoferowania nie ma)? Oprócz odautorskiego deprecjonowania owego Kwaśniewskiego? I po co jakieś wąty do polityka na łamach książki dla młodych panien? I jeszcze to podejście Hajduka i Grzesia. Jeden: "Minister" (jakby Grześ był głuchy i sam nie doszedł do tego wniosku odkrywczego), a drugi kiwa z szacunkiem głową, brakuje jeszcze, żeby rączki nabożnie składał. Brrrrrr. Dla mnie to jest niepotrzebny wtręt i gruba niezręczność.
            O reklamach zresztą pisałam jeszcze, odpowiadasz na post sprzed ponad pół roku ;) Nie ma się co powtarzać.
            Nie zestawiałabym jechania po nazwiskach i miziania się ministrem z przytoczonym przez Ciebie zdaniem z BBB, rzeczywiście doskonałym i znakomicie oddającym nastrój tamtych dni. Między tymi dwiema scenami zieje przepaść. Na niekorzyść TiR.
            • senseeko Re: Małe byki 23.10.08, 13:57
              Być może jest tak, jak piszesz. Innymi słowy może to i wpadka - nie potrafię powiedzieć, bo TiR czytałam już tak dawno, że pamiętam tylko ogólny klimat i główną linię fabularną plus parę scenek, które jakoś szczególniej zapadły mi w pamięć.
              I nie potrafię powiedzieć w których tomach to kronikarstwo MM się odzywało.
              Jeśli z ministrem rozmowa była oficjalna, to faktycznie to nieco dziwne.
              Umknęło mi to, widać mój umysł uznał tę scenkę za nieistotny śmieć. :)
      • czekolada72 Re: Małe byki 06.03.08, 08:40
        ananke666 napisała:

        > - Żaba idzie do łazienki, aby spędzić tam pracowitą
        godzinę. "Prysznic z użycie
        > m peelingu ziołowego to podstawa" - cóż, peeling robi się 1-2 razy
        w tygodniu.
        > No chyba, że Ż. ma jakiś superdelikatny.

        Hej! Nie wiem, czy jestes szczesliwa posiadaczka dziewczatka w wieku
        Żaby, lub takowa przebywa wsrod Twoich znajomych? Gwarantuje Ci, ze
        zwyczaje kosmetyczne dorastajacych panienek daleko odbiegaja od
        ogolnie przyjetych standardow, zwlaszcza gdy sobie cos wymysla,
        zakoduja itd.........
      • czekolada72 Re: Małe byki 06.03.08, 08:47
        ananke666 napisała:

        > - Żaba idzie do łazienki, aby spędzić tam pracowitą
        godzinę. "Prysznic z użycie
        > m peelingu ziołowego to podstawa" - cóż, peeling robi się 1-2 razy
        w tygodniu.
        > No chyba, że Ż. ma jakiś superdelikatny.

        Czy jestes moze szczesliwa posiadaczka panienki w wieku Zaby? Albo
        masz takowa w swoim otoczeniu? Takowe dziewczatka potrafia miec
        wlasne teoroie , nijak majace sie do ogolnie przyjetych zwyczajow i
        zalecen, nt kosmetykow i pielegnacji urody. Gwarantuje Ci, ze sa w
        stanie wykonywac peeling gruboziarnisty nawet dwa razy dziennie!
        • ananke666 Re: Małe byki 06.03.08, 11:04
          O mamuniu. Faktycznie, nie jestem posiadaczką. Hau hau [odszczekuje]
      • croyance Re: Małe byki 06.03.08, 13:25
        Byl taki okres w moim zyciu, ze robilam sobie peeling codziennie,
        przez kilka miesiecy :-) Takze to akurat rozumiem.
        • lutecja4 Re: Małe byki 08.03.08, 08:00
          mala wpadke znalazlam w TiR Laura wybierajac sie do Torunia mowi sobie ze
          nastepnego dnia jest tylko 5 lekcji z czego 2 ostatnie to angielski i WF
          pierwsza lekcja byla praca technika jak wiemy i na tejze lekcji Kopiec Esmeralda
          spisywala od Laury prace domowa z innych przedmiotow z matematyki fizyki i
          chemii-jakim cudem,skoro wolnych godzin do zagospodarowania na ten dzien
          pozostalo 2,jak napisane jest pozniej matematyka i chemia
          Laura na pewno nie wziela dodatkowego zeszytu do szkoly,skoro wybierala sie w
          podroz,a nie sadze, zeby w jednym zeszycie miala notatki z dwoch przedmiotow-to
          nie przeszloby w szkole podstawowej
          • zieleniack Re: Małe byki 08.03.08, 09:29
            cytuje: "nie sadze, zeby w jednym zeszycie miala notatki z dwoch
            przedmiotow-to
            nie przeszloby w szkole podstawowej "

            moja kolezanka miała tak w gimnazjum:) i nikt sie nie czepiał:) od
            jednej strony zaczynała sie np. biologia, przewracało sie zeszyt do
            góry nogami i od tyłu była chemia. itd. A Laura jest w klasie 7
            czyli obecnej 1 gimn. Niemniej jednak i tak uwazam, ze to wpadka.
            • lutecja4 Re: Małe byki 09.03.08, 12:13
              nawet jesli miala dwa przedmioty w jednym zeszycie, to na pewno nie odrabialaby
              lekcji na zapas, a i Kopiec Esmeralda musialaby miec ze soba dodatkowy zeszyt,
              albo tez jeden zeszyt do dwoch przedmiotow itd tak wiec wpadka
    • ananke666 deus ex machina :) 09.03.08, 15:12
      Skąd się wziął Marcelek na sylwestrowej imprezie u Romy? Roma chyba nie pałała do niego sympatią, więc raczej nie zaprosiłaby go. Zaprosiłaby Pulpecję, która z kolei nie zaprosiłaby Marcelka do pary, uważając go za koszmarnego nudziarza, a przy okazji nie byłaby przez niego zapraszana, jako że nie był zaproszony on. (Tak, wiem że motam.) Tak czy inaczej, dlaczego "nie miała ciekawszych PROPOZYCJI"... wniosek z tego, że to Marcelek jej zaproponował, żeby z nim poszła na sylwestra. Na którym w ogóle nie powinien się znaleźć.
      • zieleniack Re: deus ex machina :) 09.03.08, 21:29
        a nie bylo przypadkiem w "Pulpecji" takiego tekstu, ze dzieki temu,
        ze Marcelek sie czaił wciaz w poblizu Pulpy, to przynajmiej bylo z
        kim chodzic do kina itp? Tak mi sie wydaje, ale pewnosci nie mam. Bo
        ja to odebralam na zasadzie ze Pulpa stwierdzila, ze wypadaloby miec
        kogos do pary, to wziela Marcela, bo nikogo lepszgeo pod ręką nie
        miała
        • the_dzidka Re: deus ex machina :) 09.03.08, 23:00
          > ja to odebralam na zasadzie ze Pulpa stwierdzila, ze wypadaloby
          miec
          > kogos do pary, to wziela Marcela, bo nikogo lepszgeo pod ręką nie
          > miała

          Ale w tekście faktycznie było, że Pulpa idzie z nim, bo "lepszych
          PROPOZYCJI nie miała". Z czego wynika, że to Marcel ją zaprosił.
    • ananke666 Wpadka ślubna 29.03.08, 18:33
      Może już było...
      O ślubie Gaby. W Pulpecji (chyba) Mila wspomina, że podczas internowania Ignaca Gaba strzeliła głupstwo i wyszła za Pyziaka. Że nikogo nie słuchała, leciała jak ćma w ogień. A w Języku Trolli sytuacja odmienia się zgoła, Pyziak nie chciał się żenić, ale Mila z nim pogadała i zmienił zdanie, ożenił się, po czym zwiał. Jakoś nie mogę tych wersji pogodzić. Wychodzi na to, że Mila bardzo nie chciała, żeby Gaba wychodziła za Pyziaka, ale jednocześnie chciała, żeby on się z Gabą ożenił :p
      • k_linka Re: Wpadka ślubna 29.03.08, 21:03
        ja bym to wytlumaczyla prosto: Mila zmusila ich do slubu i uwaza to za swoj
        blad, przed ktorym Ignacy bylby ja byl uchronil, gdyby nie zostal internowany:)
        • ananke666 Re: Wpadka ślubna 05.04.08, 17:58
          k_linka napisała:

          > ja bym to wytlumaczyla prosto: Mila zmusila ich do slubu i uwaza to za swoj
          > blad, przed ktorym Ignacy bylby ja byl uchronil, gdyby nie zostal internowany:)

          A ja śmiem wątpić ;) porównanie dwóch fragmentów w książkach daje dwie sprzeczne sytuacje. No chyba, że Mila najpierw przymusiła Pyziaka do ślubu, a tydzień później jej się odmieniło o 180 stopni.
          • croyance Re: Wpadka ślubna 14.05.08, 18:53
            Chyba, ze Mila mowila:
            dziecko, jestem absolutnie przeciwna temu zwiazkowi i temu chlopcu,
            ale jezeli juz chcesz popelnic ten blad i sie z nim zwiazac, to
            zrobcie to porzadnie, a nie zyjcie na kocia lape.
    • kaliope3 Re: Wpadki 01.04.08, 23:29
      Prawdopodobnie ta wpadka była już wymieniana,ale właśnie odświeżam KK i jak
      zwykle z pewną irytacją czytam jak to ciotka Felicja którejś soboty,tuż przed
      końcem swojego lewego L4 przychodzi poinformować o tym Ignacego,zachęcając go
      równocześnie do przestudiowania książki kucharskiej.Jest więc
      sobota,popołudnie.Ciotka wygłasza swoją przemowę,po czym udaje się na
      zakupy.Tylko gdzie?Wcześniej jest mowa o tym że w sobotę sklepy czynne były do
      11.Chyba że wcześniej chodziło o wolna sobotę,a w dniu o którym piszę była
      sobota robocza.Tylko czy za PRLu nawet w sobotę roboczą można było zrobić jakieś
      większe zakupy późnym popołudniem?
      • metwoh Re: Wpadki 01.04.08, 23:46
        W Poznaniu pewnie sklepy były otwarte, Tylko półki puste
      • metwoh Re: Wpadki 01.04.08, 23:47
        W Poznaniu sklepy były otwarte, tylko półki puste
        • lutecja4 rozmiar butow 02.04.08, 22:48
          czytam sobie dla odstresowania kalamburke i wyczytalam jak Ignacy opisywal swoja
          matke jako drobna istotke ... o stopach numer 34.Opis z 1955 roku i wydawalo mi
          sie, ze wtedy rozmiary stop podawano w centymetrach-a moze sie myle?
          • matkazbud Re: rozmiar butow 03.04.08, 09:19
            Święta prawda! W socjaliźmie sama nosiłam rozmiar 22 (albo 3) a w
            kapitaliźmie 34.Nie, nie jestem matką Ignaca.
            • agnieszka_azj Re: rozmiar butow 03.04.08, 20:04
              matkazbud napisała:

              > Święta prawda! W socjaliźmie sama nosiłam rozmiar 22 (albo 3) a w
              > kapitaliźmie 34.Nie, nie jestem matką Ignaca.

              W latach siedemdziesiątych juz używano obu numeracji równolegle.
              Pamiętam, że nie wiedziałam, czy "szóstka" oznacza 36 czy 26, a to
              była różnica dwóch numerów.

              Akurat uzycie tej numeracji w "Kalamburce" jest dla mnie
              uzasadnione, bo współczesne czytelniczki po prostu nie wiedzaiłyby
              o co chodzi.
              • lutecja4 Re: rozmiar butow 03.04.08, 21:05
                no zawsze mozna bylo napisac : osoba o stopce dlugosci 22cm
                skoro chwali sie MM za opisywanie realiow to konsekwentnie
                • ananke666 Re: rozmiar butow 04.04.08, 14:44
                  > no zawsze mozna bylo napisac : osoba o stopce dlugosci 22cm
                  > skoro chwali sie MM za opisywanie realiow to konsekwentnie

                  albo zgoła osoba o maleńkich stopach. Centymetry czy konkretny numer buta chyba aż tak znaczące nie są...
      • agnieszka_azj Re: Wpadki 03.04.08, 00:21
        kaliope3 napisała:

        > Prawdopodobnie ta wpadka była już wymieniana,ale właśnie
        odświeżam KK i jak
        > zwykle z pewną irytacją czytam jak to ciotka Felicja którejś
        soboty,tuż przed
        > końcem swojego lewego L4 przychodzi poinformować o tym
        Ignacego,zachęcając go
        > równocześnie do przestudiowania książki kucharskiej.Jest więc
        > sobota,popołudnie.Ciotka wygłasza swoją przemowę,po czym udaje
        się na
        > zakupy.Tylko gdzie?Wcześniej jest mowa o tym że w sobotę sklepy
        czynne były do
        > 11.Chyba że wcześniej chodziło o wolna sobotę,a w dniu o którym
        piszę była
        > sobota robocza.Tylko czy za PRLu nawet w sobotę roboczą można
        było zrobić jakieś
        >większe zakupy późnym popołudniem?

        Wcześniej chodziło o wolną sobotę, która w latach siedemdziesiątych
        pojawiała się raz w miesiącu.

        W robocze soboty pracowało się do 13. Natomiast ni diabła nie mogę
        sobie przypomnieć, do której były wtedy czynne sklepy. Pewnie nie
        było pieczywa, miąs czy mleka, ale inne rzeczy były. Nie było
        jeszcze późno, bo Felicja ma zamiar po zakupach jeszcze ugotować
        Borejkom obiad na dwa dni.
        • kaliope3 Re: Wpadki 03.04.08, 21:00
          Chyba jednak Agnieszko była to wpadka bo sytuacja opisana jest jasno jako
          popołudnie,mieszkanie rzęsiście oświetlone więc na dworze ciemno.Musiało to być
          zdecydowanie po 13-tej.
          • agnieszka_azj Re: Wpadki 03.04.08, 22:12
            kaliope3 napisała:

            > Chyba jednak Agnieszko była to wpadka bo sytuacja opisana jest
            jasno jako
            > popołudnie,mieszkanie rzęsiście oświetlone więc na dworze
            ciemno.Musiało to być
            > zdecydowanie po 13-tej.

            Nie mówię, że nie ;-) Tam w ogóle zdaje się niemal w sąsiednich
            zdaniach była mowa o popołudniu i wieczorze. To był styczeń - więc
            już koło 16 było ciemno.
            A sklepy chyba były czynne dłużej niż do 13 - muszę zapytać mojej
            Mamy, bo sama nie pamiętam.
            • kaliope3 Re: Wpadki 04.04.08, 20:39
              Z góry dziękuję!
    • ananke666 Geografia matematyczna 04.04.08, 14:49
      Jeśli było, to przepraszam.
      W Żabie Laura ucięła sobie drzemkę i w tym stanie ujrzał ją Wolfi. Czoło na zeszycie, nos w podręczniku, Wolfi zagląda do zeszytu i stwierdza, że to geografia. Następnie Laura dowiaduje się, że ktoś był w pokoju jak spała i widzi napis na biurku, obok zeszytu do matmy, na którym ucięła sobie drzemkę. Wolfi był aż tak tępy, że nie odróżnił geografii od matematyki?
      • ginny22 Re: Geografia matematyczna 05.04.08, 10:18
        Hmm, jeśli Laura spała na zeszycie z matmy, to Wolfi nie mógł do
        niego zajrzeć, bo ryzykowałby zbudzenie się dziewczyny. Zajrzał
        pewnie do zeszytu obok, od geografii.
        • zieleniack Re: Geografia matematyczna 05.04.08, 16:54
          ale po co ona sie uczyla tej matmy (no, skoro nad nia zasnela, to
          sie uczyla), skoro zdawala geografie, polski i angielski?
          • ananke666 Re: Geografia matematyczna 05.04.08, 17:56
            Nie uczyła się :) MM się sypnęła. Z kontekstu jasno wynika, że uczyła się geografii i do tego zeszytu zajrzał Wolfi, no chyba, że Laura miała łeb jak ceber i mając nos w podręczniku, szczęką zasłoniła cały zeszyt :p ale to już było, przeglądałam wątek i ktoś już zwrócił uwagę, że jest błąd.
            • grimma Re: Geografia matematyczna 07.05.08, 16:53
              a gabrysia zamknela ja w mieszkaniu, nie wiedzac ze Laura tam jest. bo napisane
              jest wyraznie ze zamyka puste mieszkanie. a w nim pusto nie bylo tylko Laura i Wolfi
            • bupu Re: Geografia matematyczna 07.09.16, 20:02
              ananke666 napisała:

              > Nie uczyła się :) MM się sypnęła. Z kontekstu jasno wynika, że uczyła się geogr
              > afii i do tego zeszytu zajrzał Wolfi, no chyba, że Laura miała łeb jak ceber i
              > mając nos w podręczniku, szczęką zasłoniła cały zeszyt :p ale to już było, prze
              > glądałam wątek i ktoś już zwrócił uwagę, że jest błąd.

              Na ilustracji z Makabrusi idąca do ślubu Laura ma szczękę dolną niczym bokser wagi ciężkiej Mariusz Wach, więc niewykluczone, że cały zeszyt zasłoniła...
    • idomeneo praca Fryderyka w USA 04.04.08, 20:24
      Fryderyk wyjechał na stypendium, jeśli dobrze pamiętam, już jako student studiów
      doktoranckich. Jego status w Stanach to zapewne visiting researcher, co wiąże
      się z otrzymaniem standardowej w takich przypadkach wizy typu J-1. Nie upoważnia
      ona do podejmowania zatrudnienia poza przyjmującą uczelnią czy instytucją
      badawczą (bo zapraszają one człowieka po to, żeby robił badania, a nie kasę na
      boku). Czyli od biedy Fryderyk, po pomyślnym załatwieniu niezbędnych,
      dodatkowych formalności, mógłby legalnie co najwyżej serwować po godzinach
      kanapki w akademickiej stołówce w kampusie, ale już nie pracować na stacji
      benzynowej. Czy to możliwe by tak poważnie podobno myśląca o swojej karierze
      naukowej osoba ryzykowała wydalenie w niesławie z uczelni i z USA z powodu pracy
      na czarno?
      Druga moja wątpliwość jest natury organizacyjnej. Jestem teraz po raz drugi na
      stypendium w Stanach i tutaj na uczelni się po prostu ostro zasuwa. Fryderyk
      jest fizykiem; moi znajomi, którzy zajmują się naukami doświadczalnymi na
      okrągło siedzą w labie. To nie do końca jest praca "od 9 do 17" i ciężko mi
      sobie wyobrazić sytuację, w której np. cały zespół zaiwania kończąc ważny
      projekt, a jeden zawodnik oznajmia, że on już niestety musi iść, bo ma inną
      robotę na stacji benzynowej.
      Nawet jeśli przyjmiemy, tak jak chce Autorka, wariant tytaniczny i założymy, że
      Fryderyk rzeczywiście ciągnął przez blisko rok dwa etaty, spał po 4-5 godzin
      dziennie i nie wykorkował, to nadal pozostaje dla mnie zagadką, jak udało mu się
      utrzymać najwyższy poziom badań. W Żabie jest mowa o tym, jakim akademickim
      wunderkindem okazał się ponoć Fryderyk i jak zachwycił wszystkich wkoło. Jakim
      cudem było to możliwe przy takim trybie życia i przy takiej konkurencji, jaka tu
      panuje?
      I wreszcie, wiemy jak niesłychanie ważny był dla niego ten wyjazd i kariera
      naukowa - w końcu zostawił w związku z tym w bardzo brzydki sposób swoją
      dziewczynę w ciąży. Czy to nie jest dziwne, że tak racjonalna osoba, jaką
      podobno jest Fryderyk, nie policzyła sobie z góry, ile jest w stanie realnie
      zyskać, a ile stracić na podjęciu dodatkowej, niskopłatnej pracy fizycznej? I
      zamiast marnować na nią czas na cennym stypendium, nie wykorzystała go w pełni
      na badania, co pod względem zawodowym na pewno bardziej by mu się przysłużyło?
    • ananke666 żabia odporność 04.05.08, 22:50
      Nie pamiętam, czy to już było.
      Żaba w Żabie dostała od malucha cyt. "potężne uderzenie w bok", na tyle silne, że rzuciło ją na maskę a potem na ziemię i na chwilę straciła przytomność. Jak to możliwe, że oprócz otarć i przygryzionego języka nic jej się nie stało? Połamać się nie musiała, ale parę silnych stłuczeń i siniaków powinna mieć i jakiś tydzień mieć niejakie problemy z poruszaniem się. Mam na koncie to i owo i jestem pewna, że powinna się nieźle potłuc, niegroźnie, ale boleśnie. A tu nic. Jeśli uderzenie było bardzo lekkie, to dlaczego uderzenie zostało opisane jako potężne, rzuciło ją i straciła przytomność?
      • ananke666 big byk? 07.05.08, 13:13
        I jeszcze jedno, jak tak myślałam o wypadku Żaby.
        W przypadku, kiedy dziecko pod opieką nauczycieli ulegnie wypadkowi, obowiązują pewne procedury, z powiadomieniem rodziców na czele. A tu nic, dziecko ląduje u przypadkowego prywatnego laryngologa i wsio, nikt się niczym nie przejmuje...
        • metwoh Re: big byk? 08.05.08, 16:06
          Oczywiście. Ale co znaczy ulegnie wypadkowi? Ulegnie, jak są
          obrażenia. A jak nie ma-to wypadku też nie ma. I nikt nie zglosi-bo
          wtedy będą kłopoty. I zawsze zarzuty, że pani nie wywiązała się z
          obowiązku opieki. Taka jest rzeczywistość.
          • ananke666 Re: big byk? 08.05.08, 18:02
            Ale rana języka wymagająca szycia, pozdzierane kolana i ręka, to są obrażenia... i zauważmy, że Sznytek reaguje prawidłowo przynajmniej w części, chcąc zawieźć uczennicę do szpitala. O czymś takim musiałaby poinformować rodziców, chcąc nie chcąc, bo jeśli Żaba powiedziałaby w domu, że była w szpitalu, to rodzice mieliby słuszne pretensje za brak informacji. W końcu to nie zadrapanie opatrzone u higienistki. I w połowie drogi zmiana zdania, lądowanie u przypadkowego laryngologa, po czym milczenie baranów. Bezsens.
            • croyance Re: big byk? 14.05.08, 18:57
              Pal licho otarcia, ale ta strata przytomnosci? Nie pojechali z nia
              na skan? Przeciez mogla miec wstrza mozgu, albo jakies krwawienie
              wewnetrzne.
            • iskrzy_54 Re: big byk? 22.01.15, 11:21
              Nie wiem jak jest w Poznaniu, ale u mnie w szkole takie zachowanie nauczyciela podchodzi pod kryminał - są określone procedury postepowania, poza tym dzieci są ubezpieczone, więc, aby dostały odszkodowanie trzeba spisac niezliczone ilości protokołów, zawsze też jesteśmy uczulani na dobro dziecka (oraz własną odpowiedzialność karną), więc postepowanie pani Sznytek wskazuje na jej totalna głupotę tudzież brak instynktu samozachowawczego; BTW gdybym powiedziała w obecności klasy (a nawet bez świadków) do dziecka "jak mi który gębę otworzy to w nią dostanie" (p. Zajęczyk w JT) to w najlepszym przypadku miałabym naganę i obniżoną premię motywacyjną, no ale w tym przypadku może gra rolę osoba vicedyrektora ... Dziwne w ogóle jakieś te szkoły w NeoJeżycjadzie, nauczycielka czyta Harlekiny na lekcji i żaden rodzic nie reaguje?
              • vi_san Re: big byk? 06.03.15, 07:26
                A czy gdyby czytała "Feynmana wykłady z fizyki" to to by coś zmieniło? Poza tym - masz rację. Przecież rodzice Żaby mogli wytoczyć szkole proces o niewłaściwą opiekę i wykonywanie zabiegów odpłatnie - podczas gdy dziecko jest ubezpieczone i należy jej się szycie na NFZ. Przecież są rodziny, dla których 50,- to nie jest mały grosz i dla których uregulowanie takiego rachunku mogłoby być kłopotem. I o ile rozumiem, że Piotrek sobie tym kudłatej głowy nie zaprząta, o tyle nauczycielka? Czyli osoba zasadniczo dorosła i zdająca sobie sprawę z cen i kosztów prywatnego leczenia... Nie wiem jak się ma zostawienie grupy pod opieką szemrzącej firany, nie pamiętam jaka tam grupa uczniów została itd.
                Groźby to może być fakt bycia wicedyrektorką [ergo - poczucie bezkarności], ewentualnie pokłosie dawnego systemu i szkoła Pieroga [albo innego jemu podobnego]?
                • iskrzy_54 Re: big byk? 06.03.15, 16:34
                  Pieróg pierogiem, ale całe to wydarzenie kwalifikuje sie do kryminału - co jakiś czas mamy szkolenia na temat odpowiedzialności nauczycieli I stanowisko nie ma tu nic do rzeczy - nawet gorzej, przede wszystkim odpowiada dyrektor, przed każdą wycieczką jesteśmy pouczani o naszych obowiązkach; kilka lat temu w Zurychu nasi uczniowie nie mogli wejść na wieżą bo żadna z nauczycielek nie mogła (BTW gdybyśmy pozwoliły wejść z pilotem wycieczki to w razie czego sprawa karna); z różnych kontuzji (np. na zawodach poza szkołą) spisuje się protokoły, między innymi po to, aby dziecię poszkodowane otrzymało odszkodowanie - dzieci w szkołach są ubezpieczone, np. w PZU. Rodzice i brat Żaby dziwnie niemrawi - w końcu Shoppe senior tez jest nauczycielem i powinien takie rzeczy wiedzieć. Owszem zdarzają się szkoły podstawowe I gimnazja, w których rodzice mają mało do powiedzenia, ale sa to na ogół szkoły nierejonowe, bardzo elitarne, do których dostać się trudno.
                  • ciotka_scholastyka Re: big byk? 07.03.15, 14:14
                    > Shoppe senior tez jest nauczycielem i powinien takie rzeczy wiedzieć.

                    Ale nie wie o tym pani Musierowicz. A poza tym to wszystko nieistotne, o szkole pisze się po to, żeby jej dowalić i pokazać jej beznadzieję.
                    • vi_san Re: big byk? 08.03.15, 23:14
                      Ale niechby nawet była beznadziejna to i tak nijak się ma do zabierania Żaby do PRYWATNEJ spółdzielni lekarskiej! I nie regulowania rachunku przez nikogo!
    • panna-lee ignacy i kość 07.05.08, 17:08
      nie wiem czy było, nie dałam rady zmóc całego wątku :)

      otóż Ignacy, który spadł z drabiny i znieruchomiał trwale na podłodze, był obejrzany przez - bodajże - doktora Kowalika, bo Idzie nie ufał jako specjaliście :P

      i tenże Ignacy był wybitnie zaskoczony faktem, że jako człowiek posiada kość ogonową.

      jak to możliwe u współczesnego człowieka?? [zaskoczenie, a nie kość, oczywiście]
      • metwoh Re: ignacy i kość 08.05.08, 16:03
        Bo to filolog klasyczny był
        • ananke666 Re: ignacy i kość 08.05.08, 18:47
          > Bo to filolog klasyczny był

          Hm. Czy to znaczy, że Ciebie, jako historyka, zaskakuje fakt posiadania kłykci potylicznych albo przysadki mózgowej? Rozumiem, że nie każdy musi odróżniać wsierdzie od osierdzia i nie wiedzieć, że ma krezkę, niemniej podstawowe rzeczy chyba każdy wie?
          • metwoh Re: ignacy i kość 08.05.08, 23:07
            Ale Ignac to Ignac. On nie zaprzątał sobie glowy jakimś ogonem co to
            po tej ewolucyji pozostał.
            A tak nawiasem mówiąc, o tych kłykciach to nie pamiętałem. Muszę
            sprawdzić, może ktoś mi wyciął:-)
            • ananke666 Re: ignacy i kość 09.05.08, 00:41
              Spróbuj odwrócić głowę i spojrzeć w tył, jeśli uda się obrócić głowę o pi razy drzwi 90 stopni, to znaczy, że masz dwa. Jeśli nie możesz wcale, znaczy, że oba ktoś ukradł. Jeśli nie jesteś porośnięty łuskami ani piórami, nie masz dzioba a udało Ci się odwrócić głowę o 180 stopni i żyjesz, to znaczy, że ukradli jeden. Jeśli nie żyjesz, to znaczy, że skręciłeś kark ;)
              • dakota77 Re: ignacy i kość 09.05.08, 11:25
                Mysle, ze u Ignacego to zdziwienie bylo raczej przejawem zgorszenia, ze on, taki swiatly umysl, moze miec w sobie cos tak prymitywnego jak slad po ewolucji;-))). On i malpa? Zgroza;-)
                Tylko tak umiem to sobie wytlumaczyc, bo inaczej nie moge pojac, czym on sie dziwi.
              • metwoh Re: ignacy i kość 09.05.08, 13:03
                Albo ubrałem się tyłem na przód. Kiedyś podobno motocykliście
                skręcili kark przy pierwszej pomocy, a on miał kurtkę tyłem do
                przodu, żeby mu nie wiało.
                • ananke666 Re: ignacy i kość 12.05.08, 10:46
                  Chyba tylko w dowcipach o pijakach :) trzeźwy człowiek przecież zauważy, w którą stronę skierowane są ręce, kolana i buty, że o reszcie nie wspomnę.
          • verdana Re: ignacy i kość 14.05.08, 20:54
            Mnie, jako historyka własnie zaskoczyła wiadomość posiadania klykci
            potylicznych. Całkowicie.
    • lezbobimbo Re: Wpadka z szanowanym "lacinskim" imieniem! 14.05.08, 03:41
      Moi drodzy, otóz mnie olsnilo! Chyba mam wpadke i to historyczna!
      (jak niewlasciwie pamietam, to sama jestem traba i odszczekam spod
      lawy).

      Ale jesli dobrze zapamietalam, to wpadka wiekowa, smakowita, acz
      moze subtelna i slabo zauwazalna. Kwiczy w starym tomie Jezycjady
      jak radosne prosie (o ile istnieje, a mi sie nie przywidzialo ;)

      Otóz Idusia wyjawia panu Paszkietowi tajniki imion sióstr swoich.
      I slyszymy, jak to Gaba miala miec na imie Wergilia podlug Ignacego,
      na czesc Wergiliusza, laciny, Rzymu etc.
      Ale oto tyraniczny Don Ignatio wyjechal w sprawach sluzbowych i
      sprytna Mila, serce nasze, nadala dziecku bardziej zwyczajowe i
      zjadliwe imie Gabriela.
      Co obyty i oczytany pan Paszkiet kwituje: - Ale Gabriela tez ma
      zródloslów lacinski.
      Na co Idusia swobodnie przytakuje: - Mozliwe, bo tata sie malo
      zloscil po powrocie.

      A tu figa z makiem i pasternakiem!!!
      Wszak i wtem! Gabriela nigdy nie bylo imieniem lacinskim!
      To przeciez imie hebrajskie, jak i inne zawierajace czastke "el" -
      Michal, Rafal, Eliasz, Elzbieta..
      Ewentualnie po lacinie pisze sie Gabrielus ;)

      Jesli dobrze to zapamietalam, to druga taka wpadka z imieniem, a
      wlasciwie pierwsza - poprzedzajaca terazniejsza Ciemna Melanie,
      która Idusi wydala sie miodówka ;))))

      No wiecie co.. tutaj sie zachne zwyczajowo - zeby w rodzinie i
      otoczeniu filologów takie kwiatuszki?
      • agnieszka_azj Re: Wpadka z szanowanym "lacinskim" imieniem! 14.05.08, 09:02
        lezbobimbo napisała:
        > Otóz Idusia wyjawia panu Paszkietowi tajniki imion sióstr swoich.
        > I slyszymy, jak to Gaba miala miec na imie Wergilia podlug
        Ignacego,
        > na czesc Wergiliusza, laciny, Rzymu etc.
        > Ale oto tyraniczny Don Ignatio wyjechal w sprawach sluzbowych i
        > sprytna Mila, serce nasze, nadala dziecku bardziej zwyczajowe i
        > zjadliwe imie Gabriela.
        > Co obyty i oczytany pan Paszkiet kwituje: - Ale Gabriela tez ma
        > zródloslów lacinski.
        > Na co Idusia swobodnie przytakuje: - Mozliwe, bo tata sie malo
        > zloscil po powrocie.
        >
        > A tu figa z makiem i pasternakiem!!!

        Wszystko się zgadza, tylko że nie chodziło tu o Gabrielę a o
        Natalię, która miała być zdaje się Tybullą czy czymś podobnym.

        Natalia ma źródłosłów łaciński.
        • agnieszka_azj Re: Wpadka z szanowanym "lacinskim" imieniem! 14.05.08, 09:06
          Co do Gabrieli to wg. Idy - Mama uparła się, że Wergilia to nie
          jest imię dla chrześcijanki i samowolnie nadała jej imie Gabriela.
          • lezbobimbo Re: Wpadka a raczej mój upadek hi hi iiii 14.05.08, 10:25
            Chorera, wiedzialam ze cos pokrecilam :((((((((
            A juz bylo tak pieknie ;)


            Zatem spiesze odszczekac w spazmach spod ryczki poznanskiej me
            nieswieze kalumnie! Jakzem smiala sie bawic w Ciotke Wywachiwacz!
            Jakzem smiala podniesc mój zadufany ryjek i watpic w starszej daty
            tomy niezrównanej MM! Ajajajajjjj
          • ananke666 Re: Wpadka z szanowanym "lacinskim" imieniem! 14.05.08, 12:52
            Poza tym, chociaż mogę się mylić, Borejkowie mogliby mieć problem z zarejestrowaniem dziecka pod takim imieniem. W latach 60 nie było aż takiej dowolności w nadawaniu imion. Z drugiej strony i wówczas zdarzały się osoby o dziwnych imionach, więc już sama nie wiem.
            • lezbobimbo Re: upadlosc 14.05.08, 13:09
              Bez przesady, PRL to nie byl az taki Iran, zeby sie czepiac imion.
              Najwieksze dąsy co do wyboru imienia nie swojego dziecka to odstawiali
              o dziwo ksieza przy chrzcinach, a nie urzednicy.

              A Borejkowie zdecydowanie powinni nadac którejs córce staropolskie
              imie Tradycja :)
              • ananke666 Re: upadlosc 14.05.08, 14:35
                Może zależy gdzie. Skoro ja sama znam kilka par z różnych stron Polski, które miały problem z nazwaniem dziecka jak chciały, to widocznie się to zdarzało i nie tak znowu rzadko.
                • mankencja Re: upadlosc 14.05.08, 14:44
                  nie sądzę, żeby w tej kwestii wiele się zmieniło ioraz, żeby miało
                  rto jakikolwiek związek z ustrojem. aktualnie oboweiązujące
                  zalecenia są następujące:

                  Kierownik Urzędu Stanu Cywilnego odmawia przyjęcia oświadczenia o
                  wyborze dla dziecka więcej niż dwóch imion, imienia ośmieszającego,
                  nieprzyzwoitego, w formie zdrobniałej oraz imienia nie pozwalającego
                  odróżnić płci dziecka.
                  zgodnie z art. 50 ustawy Prawo o aktach stanu cywilnego (DzU 1986 nr
                  36 poz. 180)
                  • lezbobimbo Re: upadlosc 14.05.08, 17:05
                    mankencja napisała:
                    > Kierownik Urzędu Stanu Cywilnego odmawia przyjęcia oświadczenia o
                    > wyborze dla dziecka więcej niż dwóch imion, imienia
                    ośmieszającego, > nieprzyzwoitego, w formie zdrobniałej oraz imienia
                    nie pozwalającego> odróżnić płci dziecka.

                    Dzieki, mankencjo.
                    Hmm.. osmieszajacego czy nieprzyzwoitego nie - to oczywiscie
                    rozumiem, ale dlaczego polskie dzieci nie moga miec wiecej niz 2
                    imiona albo zdrobnialego? :)
                    • dakota77 Re: upadlosc 14.05.08, 17:14
                      Imie musi byc nadane w pelnej wersji- nie mozna np. dac dziecku na imie Aga zamiast Agnieszka. Wolac mozna jak sie chce;-)
                      Mnie drazni, ze przechodzi teraz duzo obcobrzmiacych imion, czesto w dziwnej pisowni. Widzialam kiedys imie Dżenifer. Brr.
                      • tennesee OT- imiona 14.05.08, 17:33
                        nie można więcej niż dwóch imion nadać ze względów praktycznych, tak
                        samo jak nie można dadawać nazwisk dłuższych niż dwuczłonowe. Co
                        skądinąd przysparza problemów dzieciom np. Hiszpanów, bo przecież
                        oni miewają bardzoej rozbudowane nazwiska.

                        A co do imion obcobrzmiących- słyszałam kiedyś w jakimś programie,
                        ze w Rosji takze nastała moda na takowe- np. Brian, Kevin. No i na
                        razie problemu nie ma, ale gdy Kevinowie i Brianowie będa mieli
                        dzieci, to czy ocziestwo będzie Kevinowicz i Bianowicz?
                        • avvg Re: OT- imiona 25.10.08, 23:20
                          > nie można więcej niż dwóch imion nadać ze względów
                          praktycznych, tak
                          > samo jak nie można dadawać nazwisk dłuższych niż
                          dwuczłonowe

                          Z jakich tam względów praktycznych. Po prostu
                          komuniści wprowadzili taki przepis, żeby się ludziom z
                          tą obrzydliwą przedwojenną burżuazyjną
                          niekomunistyczną Polską niekojarzyło.
                    • mankencja Re: upadlosc 14.05.08, 18:13
                      > Hmm.. osmieszajacego czy nieprzyzwoitego nie - to oczywiscie
                      > rozumiem, ale dlaczego polskie dzieci nie moga miec wiecej niz 2
                      > imiona albo zdrobnialego? :)

                      a chciałabyś mieć w dowodzie wpisane np. Gieniusia Sztompke? Bronia
                      Kowalska? Asia Nowak? Lodzia Malinowska? :)
                      formy zdrobniałe są ok, ale nie jako oficjalne imię. z tytułami
                      naukowymi też komponują się średnio :)
                      • tennesee Re: upadlosc 14.05.08, 18:30
                        mankencja napisała:

                        > a chciałabyś mieć w dowodzie wpisane np. Gieniusia Sztompke?
                        Bronia
                        > Kowalska? Asia Nowak? Lodzia Malinowska? :)
                        > formy zdrobniałe są ok, ale nie jako oficjalne imię. z tytułami
                        > naukowymi też komponują się średnio :)
                        >

                        ooo, fajne: prof. dr hab. Dominisia Krawczyk, mgr inż. Pawełek
                        Nowicki, admirał Jureczek Hajduk
                        • mankencja Re: upadlosc 14.05.08, 18:41
                          dr hab. Gabrysia Stryba, mgr Czesiu Dmuchawiec, mgr Walduś Pieróg (o
                          nim możemy pofantazjować, bo tyle wiemy, że imię miał na W)...

                          i najlepsze, co mi przyszło do głowy: prezydent Lechutek Kaczyński

                      • lezbobimbo Re: upadlosc 19.05.08, 16:43
                        mankencja napisała:
                        > a chciałabyś mieć w dowodzie wpisane np. Gieniusia Sztompke?

                        O-CZY-WIS-CIE! Uwielbialabym nazywac sie Gieniusia, byc nia i
                        rozweselac swiat caly w jej tylko wlasciwy sposób! Ach, marzenie!
                        Moze sobie dorzuce kolejne do kompletu.

                        >Bronia Kowalska? Asia Nowak? Lodzia Malinowska? :)
                        > formy zdrobniałe są ok, ale nie jako oficjalne imię. z tytułami
                        > naukowymi też komponują się średnio :)

                        Ciekawe, bo ja nie widze zadnego problemu?
                        Czemu to zawsze trzeba byc tak napuszonym w oficjalnych sprawach?
                        Cóz sie stanie, czy korona komus z glowy spadnie? I tak uwazam, ze
                        nazwiska sa smieszniejsze niz imiona :)
                        Moze to dlatego tak sie dziwie, bo mieszkam w Dunii, gdzie jest
                        absolutnie dozwolone oficjalnie nazywac dzieci albo dlugim imieniem-
                        wezowidlem, albo krótkim zdrobnieniem. I tak jest pelno dziewczyn
                        nazywajacych sie Frederikke oraz innych, nazywajacych sie krótko
                        Rikke. Christine albo Stine, Charlotte albo Lotte itd.
                        • limotini Re: upadlosc 19.05.08, 17:51
                          Ja też mieszkam za granicą i we wszystkich miejscach gdzie dane nie musiały być
                          spisane żywcem z paszportu, mam imię w formie zdrobniałej.

                          Np. na oficjalnych firmowych wizytówkach czy w oficjalnym firmowym adresie mailowym.

                          I bardzo się z tego cieszę.
                    • the_dzidka Re: upadlosc 18.05.08, 20:59
                      > Hmm.. osmieszajacego czy nieprzyzwoitego nie - to oczywiscie
                      > rozumiem, ale dlaczego polskie dzieci nie moga miec wiecej niz 2
                      > imiona?

                      Mogą.
                      Mój ojciec miał w starym zielonym dowodzie: "Jacek Franciszek
                      Mikołaj Zbigniew" :) I to przeszło.
                      Plus Krzysztof od bierzmowania.
                      • lezbobimbo Re: upadlosc 19.05.08, 16:57
                        the_dzidka napisała:
                        > > Hmm.. osmieszajacego czy nieprzyzwoitego nie - to oczywiscie
                        > > rozumiem, ale dlaczego polskie dzieci nie moga miec wiecej niz 2
                        > > imiona?
                        > Mogą.
                        > Mój ojciec miał w starym zielonym dowodzie: "Jacek Franciszek
                        > Mikołaj Zbigniew" :) I to przeszło.
                        > Plus Krzysztof od bierzmowania.

                        Ano i wlasnie, ja sama mam 4 imiona, reszta rodziny tez przynajmniej
                        po 3 i wiecej, i jakos nigdy nie egzekwowano wobec nas urzedniczych
                        represaliów. To pewnikiem jakis martwy polski przepis z lat 80ych..
                        przeciez to ani osmiesza, ani obraza..
                        wg. mnie im wiecej imion, tym latwiej zidentyfikowac delikwenta :)
                        • onion68 Re: upadlosc 19.05.08, 18:19
                          > wg. mnie im wiecej imion, tym latwiej zidentyfikowac delikwenta :)

                          Tu dyskutowałabym. Mam tylko dwa imiona, z których jednego używam na co dzień, a
                          drugiego od święta (przy okazjach oficjalnych, zakładaniu kart u lekarzy, itd.).
                          I wychodzą takie lapsusy: telefon od dentysty, ja odbiram:
                          "-Dorota X.
                          -Yyy, ja dzwonię do pani Marii X. ...
                          - A dzień dobry, przy teleonie!"
                          Nie mówiąc już o tym, że często mi się mylą okazje oficjalne z nieoficjalnymi i
                          na przykład zdarzało się, że ktoś ze współpracującej firmy myślał, że jest mnie
                          dwie ;-)
                  • ananke666 Re: upadlosc 19.05.08, 00:56
                    Ustawa ustawą, a życie życiem. Jakiś czas temu dalsi znajomi mieli problemy z imieniem dziecka - dziewczynka dostała imię Wiwiana. Latania i gadania mieli wyżej uszu, uparli się i zarejestrowali, nie za pierwszym razem bynajmniej ani nie za drugim.
                    Znacznie wcześniej inna dziewczynka miała dostać imię Wisenna (tak, jak Visenna u Sapkowskiego :)). Nie dostała, bo w urzędzie odmówiono, mimo, że nie było ośmieszające, nieprzyzwoite, zdrobniałe i pozwalało odróżnić płeć. Rodzice byli mniej uparci i dali sobie spokój. Mogłabym podać więcej przykładów, ale nie chce mi się wydzwaniać do znajomych.
                    • mankencja Re: upadlosc 19.05.08, 10:57
                      > Ustawa ustawą, a życie życiem. Jakiś czas temu dalsi znajomi mieli
                      problemy z i
                      > mieniem dziecka - dziewczynka dostała imię Wiwiana. Latania i
                      gadania mieli wyż
                      > ej uszu, uparli się i zarejestrowali, nie za pierwszym razem
                      bynajmniej ani nie
                      > za drugim.


                      wydaje mi sie, ze po polsku to raczej Bibiana
                      • ananke666 Re: upadlosc 19.05.08, 11:35
                        Dżastina to po polsku Justyna i co z tego...
                  • isia_54 Re: upadlosc 25.11.14, 22:22
                    Mnie w 89 nie chciano w Urzedzie Stanu Cywilnego zaakceptować imienia córki Lea, ale na chrzcie bez problem się zgodzili, nie wolno (było) nadawać dzieciom o historycznych nazwiskach imion tych znanych postaci, Mickiewicz nie mógł nazwać syna Adamem, a Sienkiewicz - Henrykiem.
                    • afilipinka Re: upadlosc 25.11.14, 22:47
                      A ja chodziłam w podstawówce do klasy z Heńkiem Sienkiewiczem (lata 75-81), widać jego rodzice nie mieli kłopotów w urzędzie?
                      • draconessa Re: upadlosc 26.11.14, 15:55
                        W mojej szkole byl niejaki Ignacy Krasicki. Niezly mielismy ubaw, kiedy w szkolnym przedstawieniu wystepowal jako...poeta:)
                      • ananke666 Re: upadlosc 16.12.14, 22:19
                        Ojciec mojej koleżanki z klasy nazywał się Henryk Sienkiewicz. Mówili na nią "córka pisarza". Chyba zależy od lokalnych fanaberii.
                    • ciotka_scholastyka Re: upadlosc 21.08.15, 10:34
                      Można było,można. Nie można sobie zmienić nazwiska na historyczne. Jeśli Adam Alfons postanawia zmienić nazwisko z wiadomych powodów, to bez problemów, ale nie na "Mickiewicz".
                      • ananke666 Re: upadlosc 21.08.15, 12:55
                        Chyba zależy od stopnia "historyczności". Za młodu miałam w klasie dziewczynę, której rodzice zmienili nazwisko na historyczne. Co najmniej dwie osoby znane w polskiej historii je nosiły, jedna to hetman wielki koronny a drugi współtwórca konfederacji targowickiej.
                        • ananke666 Re: upadlosc 21.08.15, 12:56
                          A! nie doczytałam postów wyżej, że chodzi o zestawienie historycznego imienia i nazwiska.
            • lezbobimbo Re: Wpadka z szanowanym "lacinskim" imieniem! 14.05.08, 13:13
              E tam, PRL to nie byl przeciez Iran. Do imion nie swoich dzieci
              wtracali sie glównie ksieza przy chrzcinach, a nie urzednicy, o
              dziwo..

              A Borejkowie stanowczo powinni nadac którejs córze slowianskie imie
              Tradycja :)))
              • lezbobimbo Przepraszam za zdublowanie posta! 14.05.08, 13:14
                Nie wiem co sie stalo, jak pierwsza wersje wklepalam to gdzies znikla
                pod tymi wpieniajacymi reklamami, które sie tutaj otwieraja :(
                Prosze o skasowanie tresci niepotrzebnych!
                • metwoh Re: Przepraszam za zdublowanie posta! 14.05.08, 16:54
                  Z imieniem Gabrieli wyjaśnia się w Kalamburce. Ignac obiecał
                  koleżance Leoni, że wybierzec imię. I to Leonia wymyśliła gabrielę,
                  a Ignac, ku zdziwieni Mili się zgodził bez oporów
                  • lezbobimbo Re: Przepraszam za zdublowanie posta! 14.05.08, 17:02
                    Kalamburka jako apokryf nie jest wiarygodnym zródlem ;PP


                • szprota Re: Przepraszam za zdublowanie posta! 15.05.08, 15:31
                  lezbobimbo napisała: jak pierwsza wersje wklepalam to gdzies znikla pod tymi
                  wpieniajacymi reklamami, które sie tutaj otwieraja :(

                  co do wpieniających reklam (poczucie misji_mode = ON):
                  addons.mozilla.org/en-US/firefox/addon/1865
                  zaznaczasz w subskrypcjach filtrów wszystkie i nic, naprawdę nic się na ciebie
                  nie rzuci. Polecam :)
                  • lezbobimbo Re: Przepraszam za zdublowanie posta! 19.05.08, 16:30
                    szprota napisała:
                    > co do wpieniających reklam (poczucie misji_mode = ON):
                    > addons.mozilla.org/en-US/firefox/addon/1865
                    > zaznaczasz w subskrypcjach filtrów wszystkie i nic, naprawdę nic
                    się >na ciebie nie rzuci. Polecam :)

                    Dziekuje Ci Szprotuniu przeslicznie za misje ratowania mie z opalów,
                    ale niestety to chyba nie bedzie dzialac na Maczkowej Safari, która
                    mam niebywala przyjemnosc sie katowac tutaj na uczelni. Nie moge tez
                    niczego tutaj instalowac, nawet skromnych updates ani dodatków..
                    (tylko admin moze, zrozumiale zreszta).

                    Najgorsze to zas to, ze ta reklama jest we Flashu i wyczuwa
                    jakikolczyk ruch myszki aby sie znienacka otworzyc i jeszcze
                    dodatkowo przy kazdym zaladowaniu strony.
                    Dawno nie widzialam tak nachalnych reklam jak ta - to dziala na mnie
                    dokladnie odwrotnie niz sie twórcom wydawalo - nienawidze wiosennego
                    Opla a teraz nienawidze swiata butów, chociaz bardzo cenie te firme
                    na codzien. Wrrr!
                    O ilez lepszy ten prosty i skromny bannerek fundacji kociej, siedzi
                    sobie cichutko, nic nie robi, nie podryguje, nie eksploduje mi w
                    twarz.. mruczy niemal na pomaranczowo
                    • szprota Re: Przepraszam za zdublowanie posta! 19.05.08, 18:08
                      A ze mnie wylazł mozillocentryzm i nic nie pomogłam!
                      Ale swoją drogą na safari znalazłam adblocka, więc może warto z adminem pogadać,
                      by zezwolił wgrać.
                      A bannerek kociej fundacji b. przyjemny. Te charytatywne generalnie nie są namolne.
                      • onion68 Re: Przepraszam za zdublowanie posta! 19.05.08, 18:14
                        Mnie się adblock przydał, dziękuję :-)
                      • idomeneo Re: Przepraszam za zdublowanie posta! 19.05.08, 18:17
                        a mnie kiedyś zachwyciło, jak moja koleżanka tłumaczyła przez telefon mamie, jak
                        ma uruchomić przeglądarkę, której i ja używam: znajdź obrazek liska opiętego na kuli
                        • szprota dodajmy: niebieskiego 19.05.08, 18:23
                          Fantastyczne i znakomicie oddaje. Z tym, że lisek należy do rebusów "wytęż
                          wzrok" i ja się ograniczam do opisu "to takie okrągłe cuś pierwsze na pasku
                          szybkiego uruchamiania".
                          • idomeneo Re: dodajmy: niebieskiego 19.05.08, 18:31
                            przyznam ze wstydem, że sama pozostawałam przez długi czas ślepa na lisie
                            kształty w wersji mini i widziałam tylko kulkę z płomieniami
                          • lezbobimbo Re: dodajmy: niebieskiego 19.05.08, 18:33
                            Zakochalam sie w ognistym lisku opietym na niebieskiej kuli :))))))
                            chyba sobie ten opis na gorsie wytatuuje ;)

                            Nie sumuj sie droga szproto, przeciez z tymi maczkami wszystko na
                            opak. A zanim admina zlapie, to zdaze szczesliwie zakonczyc edukacje
                            :))
                            • dakota77 Re: dodajmy: niebieskiego 19.05.08, 18:45
                              Onion, ja tez nosze dwa imiona, z ktorych uzywam na codzien drugiego. Pierwszym przedstawiam sie wylacznie w skrajnie oficjalnych okolicznosciach, kiedy jak podejrzewam moze byc potrzebna pelna zgodnosc z dowodem ( np. umowy). I ludzie bywaja bardzo zaskoczeni, gdy nagle zobacza gdzies to pierwsze imie, o ktorym nie mieli pojecia;-)
                              • onion68 Re: dodajmy: niebieskiego 19.05.08, 18:58
                                Właśnie u mnie identycznie jest. Na umowie pierwsze, ale na zamówieniach już
                                drugie, podpisując faktury też i w korespondencji :-)
                                • dakota77 Re: dodajmy: niebieskiego 19.05.08, 19:10
                                  O widzisz;-). U mnie o tyle z tym klopot, ze pierwsze imie dlugie,do tego nosze podwojne nazwisko, ktorego oba czlony sa dlugie;-). Kiedy podpisuje sie oboma imionami, calosc wyglada wrecz hiszpansko, a malzonek sie smieje, ze na koncu brakuje tylko "da Silva";-))
                                  • kaliope3 Re: dodajmy: niebieskiego 19.05.08, 23:32
                                    To ja mam obydwa imiona długie i jestem dwojga długich nazwisk też.Nie mieści
                                    się to w przeciętnej rubryce przeznaczonej na imię i nazwisko,a na karcie
                                    bankomatowej to już musiałam zdecydować sama które nazwisko wolę.Ale jestem
                                    trochę sama sobie winna-po ślubie butnie oświadczyłam, że absolutnie nie mam
                                    zamiaru zmieniać nazwiska i że pochowają mnie z moim panieńskim,po czym po
                                    roku,jak ostatni mięczak, uległam naciskom oburzonej i nieakceptującej tego
                                    rodzinie męża...Do tego obydwa nazwiska kończą się na -ska co potęguje
                                    idiotyczność całego tego przedsięwzięcia.
                                    • the_dzidka Re: dodajmy: niebieskiego 20.05.08, 22:16
                                      Ale nie nazywasz się Iwona Śledzińska-Katarasińska? ;)
                                      A nie, mówiłaś o długich imionach...
                                      Joanna Chmilewska wzdycha za to,że gdyby wiedziała, ile się w życiu
                                      będzie musiała autografów naskładać, wybralaby pseudonim Ewa Puk :)
                                      • dakota77 Re: dodajmy: niebieskiego 20.05.08, 22:24
                                        Ja na szczęscie mam nazwiska o różnych końcówkach, więc całość brzmi dobrze, ale podpisywanie się to mordęga;-)
                                        • kaliope3 Re: dodajmy: niebieskiego 05.06.08, 00:01
                                          Zacznę od sakramentalnego "Może to już było",choć nie pamiętam akurat
                                          tego.Chodzi mi o sytuację z Noelki,kiedy to Grzegorz,przynaglany przez
                                          Metodego,pomaga mu zabrać wigilijny kram pod rondo.Cytuję:"Grzegorz nie wierzył
                                          własnym oczom,kiedy,wyprowadziwszy z garażu fiata,ujrzał,jak Metody Stryba,cały
                                          w pąsach,uśmiechnięty od ucha do ucha i przejęty jak przed pierwszą w życiu
                                          randką-biegnie,zdyszany od domu,oburącz taszcząc choinkę pokrytą lampkami i
                                          cackami,osadzoną w żelaznym stojaku,z dyndającym kablem zakończonym
                                          wtyczką.Ułożył choinkę na dachu bagażnika i za chwilę przyniósł,dysząc,kosz na
                                          bieliznę,pełen przysmaków wigilijnych oraz paczuszek,słoików,talerzy,sztućców,a
                                          nawet kompotierek.Kiedy pobiegł raz jeszcze do domu,osłupiały Grzegorz zaczął
                                          zgadywać,czy tym,co teraz przydźwiga ojciec,będzie lodówka,czy może
                                          telewizor.Ale nie.Metody ograniczył się jedynie do składanego stolika
                                          turystycznego i dwóch wędkarskich zydelków z płótna.(...)Kiedy wysiedli,musiał
                                          natychmiast odwiązywać z bagażnika choinkę,a potem już ani się obejrzał,jak w
                                          wielkim pośpiechu niósł razem z ojcem kosz o dwu uchach,pod pachą dzierżąc
                                          składany stoliczek (Metody niósł krzesełka)."
                                          W jaki wobec tego sposób pod rondo trafiła choinka?Jakoś trafiła,bo potem
                                          jest:"Pogadali sobie przez dłuższą chwilę,podczas gdy Metody biegał w
                                          euforii,organizował wszystko i podłączał choinkę do kontaktu w kiosku "Ruchu"."
                                          No i jak to się stało,że kiosk "Ruchu"był tak długo czynny w dzień Wigilii?Był
                                          już prawie wieczór(a może nawet po prostu wieczór)i raczej wątpliwe by Metody
                                          mógł tam podłączyć choinkę,która,wydaje mi się,zgubiła by połowę ozdób w drodze.
                                          • ananke666 Re: dodajmy: niebieskiego 05.06.08, 01:11
                                            Grześ w zębach ją taszczył! albo wyrosła mu trzecia ręka... albo choinka nóżek dostała...
                                            No chyba, że Grześ niósł dajmy na to kosz lewą ręką, pod lewą pachą miał ten stolik, a choinkę w prawej ręce. Mało prawdopodobne, ale to moje damskie ręce tak twierdzą, niech się jakiś mężczyzna wypowie, bo ja prawdziwą choinkę to nosiłam owszem, ale w stanie wysuszonym, gołym i oburącz (znaczy, nosiłam oburącz choinkę, a nie choinka była w stanie oburącz...). Ewentualnie można ją było wlec jednym końcem po ziemi.
                                          • uccello choinka 05.06.08, 13:09
                                            kaliope3 napisała:
                                            >(...)Kiedy wysiedli,musiał
                                            >natychmiast odwiązywać z bagażnika choinkę,a potem już ani się
                                            >obejrzał,jak w
                                            >wielkim pośpiechu niósł razem z ojcem kosz o dwu uchach,pod pachą
                                            >dzierżąc składany stoliczek (Metody niósł krzesełka)."
                                            > W jaki wobec tego sposób pod rondo trafiła choinka?

                                            ani chybi położyli ją na niesionym koszu.
                                            • kaliope3 Re: choinka 05.06.08, 16:22
                                              No tak...tylko czy nie za duża ona na taki transport na koszu?A poza tym,co by
                                              się mogło stać z tymi wszystkimi frykasami wigilijnymi-no chyba że kosz miał
                                              wieko.Myślę też,że drobiazgowa MM zaznaczyła by to w tekście-tzn to,że choinkę
                                              położyli na koszu,bo już inaczej nie daliby rady (mam wrażenie dzielenia włosa
                                              na czworo więc kończę :) )
                                          • agnieszka_azj Jeszcze w kwestii choinki 09.06.08, 22:49
                                            kaliope3 napisała:
                                            Cytuję:"Grzegorz nie wierzył
                                            > własnym oczom,kiedy,wyprowadziwszy z garażu fiata,ujrzał,jak
                                            Metody Stryba,cały
                                            > w pąsach,uśmiechnięty od ucha do ucha i przejęty jak przed
                                            pierwszą w życiu
                                            > randką-biegnie,zdyszany od domu,oburącz taszcząc choinkę pokrytą
                                            lampkami i
                                            > cackami,osadzoną w żelaznym stojaku,z dyndającym kablem
                                            zakończonym
                                            > wtyczką.Ułożył choinkę na dachu bagażnika

                                            Zawsze mnie fascynowało, co to była za choinka i w co ubrana. Z
                                            wczesniejszego opisu jak Elka z Metodym ją ubierali można
                                            domniemywać, że zabawek było sporo i to dość delikatnych. Choinka
                                            też raczej spora.

                                            Ubieram choinkę co roku i wiem, że nawet przesuwać ją na jej
                                            wlaściwe miejsce trzeba bardzo delikatnie. O przenoszeniu nie
                                            wspominając.

                                            Już samo dotaszczenie jej i ułożenie na bagażniku wydaje mi sie
                                            trudne w realizacji. A dowiezienie jej na rondo na dachu samochodu
                                            i zniesienie do podziemi ??? Jak ta choinika po takiej eskapadzie
                                            mogła wyglądać ???
                              • anutek115 Re: dodajmy: niebieskiego 19.05.08, 19:01
                                I potem cię przez to na "naszej klasie" niektórzy zidentyfikować nie moga,
                                wzglednie w konfuzje popadają :-).
                                • anutek115 Re: dodajmy: niebieskiego 19.05.08, 19:08
                                  To do Dakoty bylo :-))).
      • aneladgam Re: Wpadka z szanowanym "lacinskim" imieniem! 27.09.09, 18:42
        z Gabrielą było jeszcze inaczej - raz Ida tłumaczy, że mama nadała to imię
        samowolnie, a potem w Kalamburce okazuje się, że to był spisek Loni i Ignacego
    • ananke666 znowu ślubna 17.05.08, 01:04
      mała, ale głupia. Wesele Idy, wszyscy gromadzą się pod domem, wiadomo, że nikt nie ma kluczy, na co... "Marek, który właśnie odprawił taksówkę i teraz chował portfel"... Święty Jacku z pierogami, takie rzeczy uzgadnia się i opłaca z góry, nie mówiąc już o tym, że zwykle opłata za ślubny kurs nie jest czystym odczytem z licznika... a jeśli nawet płaci się z dołu, to wierzyć mi się nie chce, że gotówkę wręcza pan młody.
      • metwoh Re: znowu ślubna 17.05.08, 11:21
        A kto miał zapłacić? Teść Ignacy? No bo chyba nie panna młoda? Był
        tam jakiś facet z rodziny Marka? No chyba, że uważasz, że w
        dzisiejszych czasach powinni zapłacić po połowie.
        • ananke666 Re: znowu ślubna 17.05.08, 13:35
          Nie. Uważam, że takie rzeczy są uzgadniane wcześniej, gotówkę do zapłaty narzeczeni wręczają świadkowi albo któremuś z przyjaciół/rodziny i ta osoba płaci. A nie pan młody przy wysiadaniu. Rodzinę mam dużą, ślubów swego czasu widziałam od groma i trochę, państwo młodzi wychodzili z samochodu i szli prosto na wesele, pan młody zajmował się żoną i gośćmi, a nie kierowcą. Nie chodzi o to, czyja to gotówka, tylko kto ją wręcza.
        • the_dzidka Re: znowu ślubna 18.05.08, 21:12
          > A kto miał zapłacić? Teść Ignacy? No bo chyba nie panna młoda? Był
          > tam jakiś facet z rodziny Marka? No chyba, że uważasz, że w
          > dzisiejszych czasach powinni zapłacić po połowie.

          Człowieku, jeśli decydujesz się jechać do ślubu taksówką, to
          przecież nie zgarniasz jakiejś pierwszej lepszej taryfy z ulicy w
          dniu ślubu!
          Załatwia się to wcześniej z korporacją taksówkarską. Łącznie z
          ustaleniem, jaki model samochodu ma do ślubu jechać.
          Pan Młody załatwia taksówkę, płaci za usługę już w korporacji (dwa
          razy więcej niż za normalny kurs) i jedzie do ślubu i z powrotem.
          • metwoh Re: znowu ślubna 18.05.08, 22:22
            Ale oni byli oszczędni i nie chcieli przepłacać razy dwa :-)
            • ananke666 Re: znowu ślubna 19.05.08, 00:59
              Już widzę Idę oszczędzającą na własnym ślubie :p
      • the_dzidka Re: znowu ślubna 18.05.08, 21:01
        >Marek, który właśnie odprawił taksówkę i teraz chował
        > portfel"... Święty Jacku z pierogami, takie rzeczy uzgadnia się i
        opłaca z góry
        > , nie mówiąc już o tym, że zwykle opłata za ślubny kurs nie jest
        czystym odczyt
        > em z licznika...

        A no właśnie. Kolejny wpadek.
        • lezbobimbo Re: znowu ślubna 18.05.08, 21:53
          Mozemy rozgrzeszyc MM uznajac, ze placil napiwek kierowcy ;)
          • ananke666 Re: znowu ślubna 19.05.08, 01:07
            lezbobimbo napisała:

            > Mozemy rozgrzeszyc MM uznajac, ze placil napiwek kierowcy ;)

            ...i do ślubu leciał z portfelem w kieszeni?... Chwałaż Bogu, że to nie w dzisiejszych czasach i jeszcze nie miał kluczy, bo zapewne leciałby z do ołtarza z portfelem, kluczami i komórką.

            • metwoh Re: znowu ślubna 19.05.08, 07:45
              Zapomniałaś wymienić laptoka :-)
            • lezbobimbo Re: znowu ślubna 19.05.08, 08:11

              Zapewne powstalaby z tego nastepna komedia pomylek :-)
              To chyba oczywiste, ze Mareczek ma przy sobie wypchany portfel, którym
              szasta na prawo i lewo - czyms musi zaimponowac temu cynicznemu
              Slawkowi Lewandowskiemu :)
      • senseeko Re: znowu ślubna 21.10.08, 18:41
        ananke666 napisała:

        > mała, ale głupia. Wesele Idy, wszyscy gromadzą się pod domem, wiadomo, że nikt
        > nie ma kluczy, na co... "Marek, który właśnie odprawił taksówkę i teraz chował
        > portfel"... Święty Jacku z pierogami, takie rzeczy uzgadnia się i opłaca z góry
        > , nie mówiąc już o tym, że zwykle opłata za ślubny kurs nie jest czystym odczyt
        > em z licznika... a jeśli nawet płaci się z dołu, to wierzyć mi się nie chce, że
        > gotówkę wręcza pan młody.

        A bo Ty pewnie jesteś normalna :) Mnie takie sytuacje nie dziwią. W życiu nie zamawiałabym specjalnej taksówki na ślub, zresztą chcieliśmy jechać maluchem "dla jaj".
        A gdyby się okazało, że po ślubie popsuła się pogoda, to wzięlibyśmy zwykłą taksówkę, zwłaszcza jeśli nie urządzalibyśmy wesela tylko skromne przyjątko w domu.
        • ananke666 Re: znowu ślubna 22.10.08, 20:31
          > A bo Ty pewnie jesteś normalna :) Mnie takie sytuacje nie dziwią. W życiu nie z
          > amawiałabym specjalnej taksówki na ślub, zresztą chcieliśmy jechać maluchem "dl
          > a jaj".

          Ty nie, ale oni zamówili z kilkudniowym wyprzedzeniem. Cena za kurs ślubny jest uzgadniana i opłacana z góry.
          • senseeko Re: znowu ślubna 23.10.08, 14:06
            ananke666 napisała:

            > > A bo Ty pewnie jesteś normalna :) Mnie takie sytuacje nie dziwią. W życiu
            > nie z
            > > amawiałabym specjalnej taksówki na ślub, zresztą chcieliśmy jechać maluch
            > em "dl
            > > a jaj".
            >
            > Ty nie, ale oni zamówili z kilkudniowym wyprzedzeniem. Cena za kurs ślubny jest
            > uzgadniana i opłacana z góry.

            Jeśli jest napisane, że zamówili, to faktycznie wpadka.
            • ananke666 Re: znowu ślubna 24.10.08, 00:13
              Jest, jest:
              "Twierdziła, że rzecz jest do zrobienia, zwłaszcza gdy się pojedzie
              do ślubu białym mercedesem (istotnie, zapobiegliwy narzeczony Idy
              już parę dni temu zamówił ten wykwintny środek lokomocji w
              Miejskim Przedsiębiorstwie Taksówkowym)."

              Swoją drogą, też dla mnie niezrozumiałe. Zawsze się znajdzie znajomy znajomego czy inny krewny-i-znajomy królika, który ma niezły samochód i zgodzi się zawieźć do ślubu. Jechać do ślubu samochodem oklejonym reklamami salonu odnowy biologicznej, czy co tam to było, to nie w moim guście...
    • ananke666 rozmemłanie czasowe? 17.05.08, 01:23
      I kolejna, kompletnie dla mnie niezrozumiała.
      Pulpa ogląda bajkę na dobranoc, kiedy Marcelek przychodzi kwadrans po siódmej. Ok. Ignac szamie kolacyjkę do momentu, aż na ekranie nie pojawi się zegar, wskazujący 19.30, po czym wynosi się z kuchni. Po czym Marcelek histeryzując musi czekać, aż skończy się bajka i Pulpa raczy zebrać się do kupy. Na co oni czekają i co ogląda Pulpa, skoro bajka według zegara już jest skończona? I skąd się wziął ten zegar w ogóle w trakcie bajki? Mój egzeplarz został w domu i korzystam z ebooka, mam aż tak zdziczałą wersję?
      • szprota Re: rozmemłanie czasowe? 18.05.08, 13:06
        Masz dobrą, całkiem oswojoną wersję. Sama aż zajrzałam do Pulpecji z ciekawości
        i faktycznie jest tak, jak piszesz: przychodzi Marcel, Pulpa ogląda, rzut oka
        narratora na tatę Borejko, który wytrzymuje do wpół do ósmej, po czym wycofuje
        się w głąb swej jaźni i pokoju, a Patrycja snuje refleksje nad brakiem
        zainteresowania Tygryska Marcelkiem i tłumaczy Marcelowi, że bajeczka jest o
        dramacie egzystencji, wniosek stąd, że nadal ją ogląda.
        Jedyne, co mogę wymyślić na wyjaśnienie, że scena z taktycznym wycofem papy
        Borejko jest jakimś wybiegnięciem naprzód, a następny akapit to powrót do tu i
        teraz. Ale nie wynika to w sposób jasny z tak poprowadzonej sceny i prawdę
        powiedziawszy bardziej łapię się na myśli, że się przy korekcie przestawiły
        akapity ;)
    • ananke666 optyczna 07.06.08, 12:08
      Jeśli się mylę, niech mnie ktoś poprawi.
      Wolfgang ma astygmatyzm, ale odmawia z zasady noszenia szkieł, twierdząc, że może wszystko widzieć nieostro i podwójnie, bo jest audiofilem.
      Jak on wobec tego prowadzi samochód? Zakładam, że ma prawo jazdy, a osoby z wadami wzroku mają odgórny prikaz na jazdę w okularach/soczewkach.
      Przy tym, jeśli nie pchał się pod sam ołtarz, to jako astygmatyk mógłby mieć poważny problem z oceną urody śpiewającej przy ołtarzu Laury. Ja sama jestem astygmatyczką, co prawda jestem dodatkowo krótkowidzem, ale w nawet w okularach - tyle, że nietorycznych -szczegółów twarzy nie potrafiłabym dostrzec ani ocenić.

      I jaki jest sens, żeby W. tak ochoczo godził się na kiepskie widzenie w dobie popularności soczewek kontaktowych... Kto ma wadę wzroku, wie, jakie złe widzenie jest wkurzające.
      • mmoni Re: optyczna 07.06.08, 12:10
        ananke666 napisała:

        > Przy tym, jeśli nie pchał się pod sam ołtarz, to jako astygmatyk mógłby mieć po
        > ważny problem z oceną urody śpiewającej przy ołtarzu Laury. Ja sama jestem asty
        > gmatyczką, co prawda jestem dodatkowo krótkowidzem, ale w nawet w okularach -
        > tyle, że nietorycznych -szczegółów twarzy nie potrafiłabym dostrzec ani ocenić.

        Głos go uwiódł, a resztę sobie sam... dośpiewał.

        Nika

        "All theoreticians of eroticism know when there’s no distance, there’s no
        border; when there’s no border, there’s no taboo; when there’s no taboo, there’s
        no transgression; and when there’s no transgression, there’s no desire.”
      • tennesee Re: optyczna 07.06.08, 12:22
        też jestem astygmatyczką i krótkowidzką:), okulary zgubiłam kilka
        lat temu, a i tak nosiłam je niezbyt systematycznie, szkieł nie
        posiadam. No faktem jest, że mi się trochę linie i płaszczyzny
        przekrzywiają i nie widzę zbyt ostro, ale przeżyć mozna. powiedzmy,
        że badanie do prawa jazdy było zrobione nader oględnie i zakończone
        solenną obietnicą z mojej strony, ze pójdę do okulisty, wobec czego
        w prawko nic mi nie wbito.
        • ananke666 Re: optyczna 07.06.08, 12:58
          No to chyba szczęście miałaś ;) bo moi znajomi okularnicy wszyscy mają zaznaczone, że mają prowadzić w okularkach.
          Nie mam jakiejś wielkiej wady, noszę szkła minus półtora. Plus nieduży astygmatyzm.
          Mnie z kolei nic się nie przekrzywia, za to bez okularów torycznych za nic nie zgadnę, czy nadjeżdża 1 czy 11; elegancko mylę 3,5,6,8,9... czysta loteria. A znajomych nawet z niedużej odległości poznaję po wszystkim z wyjątkiem twarzy.
          Za to jak mi w końcu ten astygmatyzm zdiagnozowali i lekarka dodała przy badaniu szkiełko toryczne, powiedziałam tylko "Och!!!" i zajebiaszczo fajnie wyglądała potem wieża wrocławskiego kościoła... miała jeden krzyż, a nie dwa :)
          • metwoh Re: optyczna 07.06.08, 14:34
            A myślisz, że policjant jest w stanie stwierdzić, czy są założone
            soczewki? Przecież nie będzie patrzył głęboko w oczy, bo jeszcze
            któraś go oskarży o molestowanie.
            Ja mam -1, nie wbili mi tego w prawko. Co prawda jak pojawia się
            drogowskaz, to żona mi wcześniej mówi, np. że trzeba będzie skręcić
            w lewo, ale okularów nie noszę, bo nie lubię.
            • jaswedrowniczek1 Wpadki... 09.06.08, 23:12
              Tak mi się rzuciło w oczy przy czytaniu "Pulpecji",nie wiem czy ktoś o tym
              wspominał,czy nie-31 grudnia państwo Pałysowie postanawiają wyjechać na narty na
              2 tygodnie,a 6 stycznia,kiedy rodzina B. wybiera się na przedstawienie do szkoły
              Laury,stoi tak:"(...)gdy już wszyscy Borejkowie (bo państwo Pałysowie trwali na
              posterunkach pracy w przychodni i szpitalu)".Dobrowolnie zrezygnowali ze swoich
              dwóch miodowych tygodni?Swoja drogą,wyjazd w Sylwestra na narty,do jakiejkolwiek
              miejscowości górskiej jest szaleństwem..gdzie oni przepraszam chcieli znaleźć
              nocleg,zwłaszcza,że decyzja o wyjeździe była podjęta dość spontanicznie,czyli
              kto wie czy nie dzień/dwa przed wyjazdem.
              • the_dzidka Re: Wpadki... 07.07.08, 12:34
                Nie, pojechali. "Pojechali mamiąc Natalię obietnicą wspólnego
                wyjazdu" kiedy indziej. A zatem - wpaduchna :)
                • jaswedrowniczek1 Re: Wpadki... 08.07.08, 23:12
                  Moja wpaduchna?Ja się domyślam,że jednak pojechali(na ich miejscu też bym się
                  wyrwała na jakąkolwiek namiastkę miesiąca miodowego z domu pełnego ludzi;),tylko
                  się zastanawiam dlaczego już po tygodniu byli z powrotem?Autorka zapomniała,że
                  ich miało nie być w tym terminie?;))
                  • the_dzidka Re: Wpadki... 09.07.08, 10:02
                    Nie TWOJA, tylko autorki. No chyba że rzeczywiście pojechali na 2-3
                    dni tylko, ale czy tam nie było mowy o dłuższym wyjeździe? A też
                    mnie dziwi, że Natalia chciała jechać z nimi, przecież ona chyba
                    studiowała wtedy...
                    • jaswedrowniczek1 Re: Wpadki... 09.07.08, 17:41
                      Mnie dziwi,że Natalia chciała jechać z nimi w podróż poślubną,naprawdę,zero
                      taktu.Biedne Pałysy,chwili dla siebie nie mieli w początkach małżeństwa;))
                      • ginny22 Re: Wpadki... 09.07.08, 17:59
                        Chwila dla siebie to nie jest ta cnota, którą propaguje Jeżycjada ;)
                        • jaswedrowniczek1 Re: Wpadki... 09.07.08, 20:10
                          No ja wiem;))Ale w głowie mi się nie mieści,że młode małżeństwo(raptem zdaje się
                          5 dni po ślubie)musi usilnie opędzać się od Nutrii i mamić ją jakimiś
                          obietnicami,żeby sobie spokojnie wyjechać na,jakby nie było,miesiąc
                          miodowy.Dobrze,że senior rodziny nie jeździ na nartach,bo pewnie też by się
                          chciał był wybrać;))O,ale mógł przecież wpaść na pomysł żeby jechać i prowadzić
                          z Markiem,jako nowym nabytkiem rodzinnym,niekończące się rozmowy na tematy
                          wiadome;))Brrrr,czasem po prostu przeraża mnie to ich "siedzenie sobie nawzajem
                          na głowach".
                          • dakota77 Re: Wpadki... 10.07.08, 06:26
                            jaswedrowniczek1 napisała:

                            >Brrrr,czasem po prostu przeraża mnie to ich "siedzenie sobie nawzajem na głowach".

                            Mnie tez, i to bardzo. Przeciez kazdy potrzebuje czasu dla siebie. Kocham swoja
                            rodzine, ale nie moglabym, spedzac z nia tyle czasu. Ani mieszkac:-)
                            • kasnia Re: Wpadki... 25.07.08, 10:29
                              o, otóż to... :)
                              Ewentualnie w bliźniaku z osobnym wejściem i niezależnością. :)
                            • onion68 Re: Wpadki... 30.08.08, 20:28
                              dakota77 napisała:

                              > jaswedrowniczek1 napisała:
                              >
                              > >Brrrr,czasem po prostu przeraża mnie to ich "siedzenie sobie nawzajem na g
                              > łowach".
                              >
                              > Mnie tez, i to bardzo. Przeciez kazdy potrzebuje czasu dla siebie. Kocham swoja
                              > rodzine, ale nie moglabym, spedzac z nia tyle czasu. Ani mieszkac:-)
                              >

                              Zaryzykowałabym wręcz twierdzenie, że miłość w rodzinie jest wprost
                              proporcjonalna do odległości, w jakiej znajdują się od siebie jej członkowie ;-)))
    • kasnia Re: Wpadki 25.07.08, 10:33
      Ponieważ odświeżam cykl na bieżąco...

      W K-> Tosia z 30-letniej staje się pod koniec tomu 32-letnią kobietą.

      A co do mieszkania Żaków, to tam jest podkreślone mocno, że oni mają nadmetraż.
      (a na rysunku MM dot. mieszkania Borejków jest znamienne zdanie, że "w wyobraźni
      wszystko się mieści" czy jakoś tak).

      Natomiast z żywą ciekawością będę śledzić wiek bohaterów. ;)
    • super-historynka włosy Borejkówien 28.07.08, 20:09
      W "Opium w rosole" mała Genowefa wchodzi do kuchni i widzi w niej
      cztery dziewczyny. Trzy z nich mają włosy rude, a jedna ma
      włosy "koloru słomy". Tymczasem we wszystkich innych częściach
      mówione było, że dwie Borejkówny (Gabrysia i Patrycja) to blondynki,
      a Natalia i Ida mają rude włosy! No chyba że mała jeszcze Pulpecja
      ufarbowała sobie włosy:), bo o Gabrysi nadal w "Opium" jest
      napisane, że to blondynka.
      • papieska_kremowka Re: włosy Borejkówien 31.07.08, 14:31
        Wpadka autorki to to może i nie jest, ale tak mnie tknęło, zwłaszcza że strułam się czymś i dziś jestem wybitnie wyczulona na wszelakie aromaty produktów spożywczych. Tuż przed romantycznym pocałunkiem z Patrycją Baltona nażarł się kanapek z kiełbasą czosnkową oraz twarożkiem z rybką. A następnie zatonęli "w najsłodszym na świecie pocałunku," sesesese. :>
        • papieska_kremowka auć 31.07.08, 14:32
          Kurka, nie tu miałam się podpiąć, pardon za tę rybkę i kiełbasę tuż pod włosami. Potentegowało mi się.
          • verdana Znowu o sklepach 31.07.08, 18:03
            W Noelce w czasie wręczania prezentow choremu dziecku Elka wypada z
            domu kupic czekoladę, a Borejkowny przyrzadzając rozliczne potrawy
            tez cos kupuja.
            O ile pamiętam, nawet w rozbuchanym kapitaliźmie wieczorem w Wigilie
            sklepy sa bardzo dokladnie zamknięte. A już na pewno nie sa czynne
            wszystkie, tak ze bez problemu można kupić rodzynki czy czekolade w
            kazdym miejscy miasta.
            • ginny22 Re: Znowu o sklepach 31.07.08, 18:13
              Znam dwa bardzo zwykłe sklepy osiedlowe, które czynne są 24 h na
              dobę, także w Wigilię, oba dni BN i Wielkanoc. Także teraz, po
              zmianie przepisów. Wszystko jest zatem mozliwe.
            • the_dzidka Re: Znowu o sklepach 19.08.08, 12:38
              To były początki kapitalizmu dickensowskiego i bardzo wiele sklepów
              pracowało dość długo. nawet do tego stopnia, że sprzedawczynie przez
              to musiały robic Wigilie przed pójsciem na popołudniową zmianę.
              Przynajmniej w Poznaniu coś takiego bywało.
        • truscaveczka Re: włosy Borejkówien 20.10.08, 13:38
          Mniam, uwielbiam czosnkowe pocałunki :) Szkoda tylko, że Pat-Pulp nie jadła
          kiełbaski, bo to musi być wespół w zespół czosnkowy chuch :)
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: włosy Borejkówien 20.10.08, 22:25
          > Tuż przed romantycznym pocałunkiem z Patrycją Baltona nażarł się kanap
          > ek z kiełbasą czosnkową oraz twarożkiem z rybką. A następnie zatonęli "w najsło
          > dszym na świecie pocałunku," sesesese. :>

          Och, tam zaraz. Ciesz się, że nie miał wąsów, bo byłyby unurzane w tym twarożku.
          • zieleniack Re: włosy Borejkówien 13.02.10, 23:11
            cium cium pyszulka xD
      • senseeko Re: włosy Borejkówien 21.10.08, 22:58
        super-historynka napisała:

        > W "Opium w rosole" mała Genowefa wchodzi do kuchni i widzi w niej
        > cztery dziewczyny. Trzy z nich mają włosy rude, a jedna ma
        > włosy "koloru słomy". Tymczasem we wszystkich innych częściach
        > mówione było, że dwie Borejkówny (Gabrysia i Patrycja) to blondynki,
        > a Natalia i Ida mają rude włosy! No chyba że mała jeszcze Pulpecja
        > ufarbowała sobie włosy:), bo o Gabrysi nadal w "Opium" jest
        > napisane, że to blondynka.

        Dopiero co wrzuciłam dłuugi artykul w tymze wątku na temat dziedziczenia włosów
        Borejkówien i tak mi z tego wyszło, że tą trzecią rudą, to mogła by być Pulpa.
        Jeśli ona była wtedy mała i jeśli MM odnosi postacie do jakichś konkretnych
        osób, to mogła być wtedy bardziej ruda, niz w okresie dojrzewania - z krzyżówki
        wyszło, ze Pulpa musiała odziedziczyć jeden allel na barwnik pomarańczowy, co
        mogło dawać rudawo-marchewkowy efekt. Zresztą najlepszy dowód, że jej dzieci też
        są rude.
        W okresie dojrzewania kolor często nieznacznie się zmienia zwłaszcza u rudych,
        którzy zyskują mniej "dzikie" odcienie np z marchewki robi się złoto a z
        czerwonych kasztan i u Pulpy też tak mogło być.
        Swoją drogą znam człowieka, który w dzieciństwie miał włosy białe jak mleko a
        teraz ma czarne :) Czymże wobec takiej transformacji jest rudawy blond!
        • paszczakowna1 Re: włosy Borejkówien 22.10.08, 11:21
          > > W "Opium w rosole" mała Genowefa wchodzi do kuchni i widzi w niej
          > > cztery dziewczyny. Trzy z nich mają włosy rude, a jedna ma
          > > włosy "koloru słomy". Tymczasem we wszystkich innych częściach
          > > mówione było, że dwie Borejkówny (Gabrysia i Patrycja) to blondynki,
          > > a Natalia i Ida mają rude włosy! No chyba że mała jeszcze Pulpecja
          > > ufarbowała sobie włosy:), bo o Gabrysi nadal w "Opium" jest
          > > napisane, że to blondynka.
          >
          > Dopiero co wrzuciłam dłuugi artykul w tymze wątku na temat dziedziczenia włosów
          > Borejkówien i tak mi z tego wyszło, że tą trzecią rudą, to mogła by być Pulpa.
          > Jeśli ona była wtedy mała i jeśli MM odnosi postacie do jakichś konkretnych
          > osób, to mogła być wtedy bardziej ruda, niz w okresie dojrzewania - z krzyżówki
          > wyszło, ze Pulpa musiała odziedziczyć jeden allel na barwnik pomarańczowy, co
          > mogło dawać rudawo-marchewkowy efekt.

          Mmmm, nie bardzo. W KK jest napisane explicite, ze Pulpa miala (w wieku lat 5)
          'zlote loczki'.
          • senseeko Re: włosy Borejkówien 22.10.08, 15:01
            paszczakowna1 napisała:

            > > > W "Opium w rosole" mała Genowefa wchodzi do kuchni i widzi w niej
            > > > cztery dziewczyny. Trzy z nich mają włosy rude, a jedna ma
            > > > włosy "koloru słomy". Tymczasem we wszystkich innych częściach
            > > > mówione było, że dwie Borejkówny (Gabrysia i Patrycja) to blondynki
            > ,
            > > > a Natalia i Ida mają rude włosy! No chyba że mała jeszcze Pulpecja
            > > > ufarbowała sobie włosy:), bo o Gabrysi nadal w "Opium" jest
            > > > napisane, że to blondynka.
            > >
            > > Dopiero co wrzuciłam dłuugi artykul w tymze wątku na temat dziedziczenia
            > włosów
            > > Borejkówien i tak mi z tego wyszło, że tą trzecią rudą, to mogła by być P
            > ulpa.
            > > Jeśli ona była wtedy mała i jeśli MM odnosi postacie do jakichś konkretny
            > ch
            > > osób, to mogła być wtedy bardziej ruda, niz w okresie dojrzewania - z krz
            > yżówki
            > > wyszło, ze Pulpa musiała odziedziczyć jeden allel na barwnik pomarańczowy
            > , co
            > > mogło dawać rudawo-marchewkowy efekt.
            >
            > Mmmm, nie bardzo. W KK jest napisane explicite, ze Pulpa miala (w wieku lat 5)
            > 'zlote loczki'.

            Dla mnie zloty to ewidentnie blond z pomarańczową komponentą.
            Patrzyłąś tu:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25788&w=20481143&wv.x=2&a=86242838
            na genotyp Pulpy? Ona ma jeden allel na pomarańczowy a reszta to blond. To zależnie od wieku i oświetlenia może dawać odcień albo bardziej złoty albo bardziej blond.

            Pamiętacie jak w bodajże "Adelo zrozum mnie" głowny bohater tłumaczył wszystkim, ze obiekt jego westchnień ma włosy ZŁOTE, nie rude?
      • zieleniack Re: włosy Borejkówien 13.02.10, 23:05
        To może być kwestia światła, padającego na włosy. Mój mąż jest
        blondynem, ale niektóre oświetlenie robi mu rude refleksy na
        włosach. Natomiast na zdjęciu legitymacyjnym z liceum jest rudy jak
        Nutria - a włosów nie farbował ;)
    • ananke666 kuchenne niedomaganie 31.07.08, 23:10
      W Noelce Aniela twierdzi, że nie ma pojęcia o pieczeniu i gotowaniu. Jak to możliwe, skoro do 15 roku życia mieszkała z ojcem i częściowo prowadziła dom? Nie ma siły, człowiek wtedy musi się, chcąc nie chcąc, nauczyć gotować w stopniu przynajmniej podstawowym. Na mnie gotowanie spadło w dużej mierze w dwunastej wiośnie życia i nauczyłam się piorunem, nawet nie wiem jak i kiedy.
      • filifionka-listopadowa Re: kuchenne niedomaganie 30.08.08, 17:00
        Zwłaszcza ,ze w Kłamczuszce tuz przed kłótnią o lalusia (uwielbiam ta scenę-
        taka dowcipna i taka realistyczna) pojawia sie takie zdanie:
        "Obiadu ojcu nie zrobisz, koszule nie wyprasowane już drugi dzień, w kredensie
        pusto, a ty sobie chodzisz na wagary!Z lalusiami"
        Czyli musiała zajmować się domem.
        Co więcej w Brulionie wspomina ,że potrafi zrobić jedynie jajecznice. Biorąc pod
        uwagę jej perypetie mieszkaniowe (spanie na waleta w akademiku, mieszkanie w
        pustym domu Borejków) musiała gotować sobie sama.
        • croyance Re: kuchenne niedomaganie 11.10.08, 20:31
          Ja mysle, ze Aniela byla leniwa i przemyslna, i udawala, ze nie umie
          gotowac, zeby nie musiec tego robic po prostu ...
      • zieleniack Re: kuchenne niedomaganie 13.02.10, 23:10
        Chodzili na obiadki do smażalni ryb i tyle :D

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka