28.03.06, 15:24
Mam problem z Milą. Tzn. z oceną postaci. Kiedy ją poznaliśmy w Kwiecie, to
trochę mnie irytowała - stosunkiem do Ignacego - ale poza tym bardzo
polubiłam tę postać. W Idzie była cudowna. Twarda, spokojna, dobra kobieta.
No i tak ją lubiłam aż do Imienin. A w Imieninach, w scenie na dworcu, kiedy
czekali na przyjazd Natalii i Gaby, która odbierała siostrę z Warszawy, to po
prostu chciało mi się płakać. Serio, to nie przesada narracyjna. Nutria
biedna wraca po roku, a ta matka zafajdana rzuca się na Gabę, której nie
widziała ile godzin? Nie wiem, ile się jedzie z Poznania do Warszawy, ale
obstawiałabym ze cztery, więc w sumie ile jej nie było? 12 godzin?
Ukuła mi się wtedy koncepcja, a teraz (przez dyskusję o Bernardzie) znów
jestem w trakcie Jeżycjady i mi się utwierdza: Mila koncentruje swoje uczucia
matczyne na Gabrysi! Resztę zaniedbuje raczej. Owszem, kiedy domagają się
zainteresowania, zwłaszcza jak która "błądzi", to od biedy interweniuje, ale
to też głównie w sprawy Idy. Dwie młodsze córki traktuje per noga - to Ignacy
martwi się maturą Pulpecji i wygłasza tyrady umoralniające, to Ignacy
rozmawia z Natalią, to Ignacy angażuje się w trudnego Tygryska. Mila zajmuje
się tym, co łatwe - przeporządną Gabrysią, przyjemnymi perypetiami sercowymi
Natalii itp. Nie twierdzę, że jest wyrodną matką, o nie. Chodzi mi tylko o
to, że ciepło i zainteresowanie każdym w domu Borejków to nie jest bynajmniej
jej zasługa, ale tylko i wyłącznie Gabrysi z pomocą (niestety!) Ignacego.
Obdarzona miłością matki Gaba, powodowana wyrzutami sumienia
podświadomymi, "oddaje" miłość siostrom.

No a po Kalamburce to już w ogóle ją znielubiłam. Ja rozumiem, że skoro mąż
nie lubił Gizeli, to Mila była w kropce, i naturalnym jest, że stosunki
między paniami się rozluźniły. Ale żeby tak rodzinna osoba jak nam MM
pokazywała Milę, tak bardzo się oddaliła od kobiety, która ją wychowała i
której sens życia długo stanowiła, to naprawdę smutne.

Tak sobie myślę, że to jak ją MM przedstawia jest zamierzone. I w ogóle to
jedna z najbardziej przemyślanym postaci. Wielowymiarowa i ludzka.
I, tak jak ktoś tu już napisał, rodzina Borejków jest z jednej strony
cudowna, że taka ciepła i tak blisko ze sobą związana, ale z drugiej - chyba
zbyt związana, trochę patologiczna. Starsze siostry mają nieodciętą pępowinę.
Gaba trwa w wiecznym poczuciu winy i dźwiga na barkach odpowiedzialność za
błedy matki. Młodsze siostry, wychowane raczej przez Gabrysię, obdarzone jej
mądrą miłością, ją traktują jak matkę. I one są mniej patologicznie rodzinne,
bardziej otwarte na świat.
Obserwuj wątek
    • chiara76 Re: Mila 28.03.06, 15:26

      bardzo mi się podoba to co Piszesz, lubię czytać Twoje spostrzeżenia.......
      • nula8 Re: Mila 28.03.06, 15:51
        Miło mi :))).
        Trochę się czepiam, ale to tak z miłości.
        Bardzo się cieszę, że znalazłam to forum. Przez tyle lat czytałam i myślałam o
        tych wszystkich knigach i znikąd szansy na porównanie wrażeń, bo chyba niewiele
        jest wariatów, który by czerpali przyjemność z obgadywania i analizowania
        postaci literackich (pomijam bohaterów Dostojewskiego itp. of course :).
        Cieszę się, że tu znalazłam takich Wariatów :)
    • biljana Re: Mila 28.03.06, 17:36
      Ja muszę się przyznać, że nigdy nie lubiłam Mili. Powód jest prosty: zawsze
      wydawała mi się zimną osobą. I zbyt despotyczną. Dokładając do tego
      sarkastyczno - ironiczne poczucie humoru, stanowi to dla mnie zbyt duzą dawkę
      cech, ktore razem zebrawszy nie są moim zdaniem najbardziej pożądane u matki.
      Bo Mila aż do Kalamburki był przedstawiana jako matka w zasadzie tylko. Ja jako
      mame widziałabym raczej Gabrysię. Bardziej ją z resztą rozumiem, bo sama też
      wychowywałam (oczywiście nie dosłownie, bo mamy rodziców;) moją młodszą
      siostrę..
      • pitu_finka Re: Mila 28.03.06, 18:14
        Ja zez uwielbiam to forum. A znalazlam je dopiero niedawno choc fanka Jezycjady
        jestem od dawna:-) Wszyscy traktuja to jako nieszkodliwa manie ze czasem, sie
        zaszywam i po kolei zaczynam czytac wszystkie czesci. Ostatnio przeczytalam
        Kalamburke. I wiecie co? Tez nie lubie tamtej Mili. Od poczatku jest jakas
        niedobra dla Gizeli, a ta naprawde byla przeciez dla niej dobra "matka". Mam
        wrazenie ze Mila tego w ogole nie doceniala, nie wiem moze to problem
        charakteru i nieumiejetnosci okazywania uczuc. Gdymbym jednak znala Kalamburke
        na poczatku swojej przygody z Jezycjada nigdy nie uwierzylabym w obraz Mili-
        matki nakreslony we wczesniejszych czesciach. Uwazam ze ktos tak skryty, nie
        pryzwyczajony do okazywania milosci nie umialby stworzyc takiej rodziny. Tez
        boli mnie ze Gizela nie znalazla sobie miejsca w zyciu Borejkow, przeciez ona
        byla bardzo sympatyczna. Mila IMHO powinna byla jakos probowac lagodzic
        konflikt miedzy Gizela a Ignacym, na pewno dalaby rade.
        • baba67 Re: Mila 28.03.06, 19:06
          Mnie sie podoba, ze nie jest idealna.Ona nie jest zimna, tylko skryta.jej
          troska nie jest nachalna.Gdyby byla inna, mieszkanie Gabrysi jako matki rodziny
          pod jednym dachem byloby niemozliwe.Wiem, o czym pisze, niestety.Moja Mama jest
          bardzo troskliwa osoba.I kota mozna zaglaskac na snmierc.
          • verdana Re: Mila 28.03.06, 21:33
            Z Gizelą to niestety, moim zdaniem, błąd autorki. Została wprowadzona
            do "Kalamburki", a że przedtem "nie istniała" z natury rzeczy okazało się, że
            Mila całkowicie pozostawiła ją swem losowi. Gorzej - pozostawiła ją swemu
            losowi dopiero po zamianie mieszkań (i to, jak można przeczytac w "Kwiecie
            kalafiora" jeszcze z pretensjami, ze została oszukana). Nic innego zrobić sie
            nie dało - no bo jak Mila ma utrzymywac kontakt z osobą, która w momencie
            pisania wczesniejszych, a późniejszych chronologicznie tomów, jeszcze nie
            istniała? Może trzeba było szybciej Gizelę uśmiercić...
            Mnie przeszkadza jeszcze jedna rzecz - trudno powiedzieć, dlaczego Mila, z
            podchowanymi już dziećmi, nie poszła do pracy, skoro w domu nie starczało
            pieniędzy nawet na porządniejsze jedzenie. Ekonomistka, w czasach, gdy nie było
            bezrobocia, robiąca chałupniczo swetry? Czy naprawdę matka w domu przy sporych
            już dzieciach jest tak potrzebna, ze warto biedować? No, ale to kwestia wyboru.
            Natomiast fakt, że nie powiedziała nikomu, że jest uznanym dramaturgiem, to juz
            patologia. Dlaczego nie powiedziała? Żeby utrzymać męża w przeświadczeniu, że
            on jest wazniejszy? Żeby nie wychodzic z roli? Dziwny brak zaufania do rodziny,
            dziwna skrytość w powiazaniu z takimi bliskimi kontaktami...
            • k_linka Re: Mila 28.03.06, 22:40
              verdana napisała:

              > Z Gizelą to niestety, moim zdaniem, błąd autorki. Została wprowadzona
              > do "Kalamburki", a że przedtem "nie istniała" z natury rzeczy okazało się, że
              > Mila całkowicie pozostawiła ją swem losowi. Gorzej - pozostawiła ją swemu
              > losowi dopiero po zamianie mieszkań (i to, jak można przeczytac w "Kwiecie
              > kalafiora" jeszcze z pretensjami, ze została oszukana). Nic innego zrobić sie
              > nie dało - no bo jak Mila ma utrzymywac kontakt z osobą, która w momencie
              > pisania wczesniejszych, a późniejszych chronologicznie tomów, jeszcze nie
              > istniała? Może trzeba było szybciej Gizelę uśmiercić...
              > Mnie przeszkadza jeszcze jedna rzecz - trudno powiedzieć, dlaczego Mila, z
              > podchowanymi już dziećmi, nie poszła do pracy, skoro w domu nie starczało
              > pieniędzy nawet na porządniejsze jedzenie. Ekonomistka, w czasach, gdy nie
              było
              >
              > bezrobocia, robiąca chałupniczo swetry? Czy naprawdę matka w domu przy
              sporych
              > już dzieciach jest tak potrzebna, ze warto biedować? No, ale to kwestia
              wyboru.
              >
              > Natomiast fakt, że nie powiedziała nikomu, że jest uznanym dramaturgiem, to
              juz
              >
              > patologia. Dlaczego nie powiedziała? Żeby utrzymać męża w przeświadczeniu, że
              > on jest wazniejszy? Żeby nie wychodzic z roli? Dziwny brak zaufania do
              rodziny,
              >
              > dziwna skrytość w powiazaniu z takimi bliskimi kontaktami...


              Wiesz, to jeszcze moze wyjsc ze Ignacy wiedzial... Nigdzie nie jest napisane,
              ze nie wie.
              Co do Gizeli - uwazam, ze MM "zapomniala" jakos lepiej usprawiedliwic jej
              nieobecnosc w zyciu Borejkow. Daleki wyjazd, przeprowadzka, choroba...
              • verdana Re: Mila 28.03.06, 23:07
                Jak wie i dzieciom nie mowi - to skandal!
                Jeszcze jak człowiek sam sie nie chwali, moge zrozumieć (choc przy moim
                charakterze z trudem). Ale nie pochwalic osiągnięć matki przed dziećmi i
                wnukami?
                To dopiero patologia!
    • the_dzidka informacyjnie ;) 28.03.06, 21:40
      > Nie wiem, ile się jedzie z Poznania do Warszawy, ale
      > obstawiałabym ze cztery,

      Obecnie 2h40min ;)
      A odczucia miałam podobne - byłam wręcz wstrząśnięta! "Gabuniu!" Gabuniu?!
      • biljana gizela 29.03.06, 09:57
        Dla mnie, abstrahując od błędu Autorki lub jego braku, stosunek Mili do Gizeli
        jest nie do przyjęcia. Przeciez to była de facto jej matka, jedyna, jaką Mila
        znała. A nie jakas tam Gizela. Jak to możliwe, ze Mila taka niby wrazliwa na
        uczucia i los wszystkich naokoło porzuciła osobę, która ją wychowała?
        • nula8 Re: gizela 29.03.06, 12:07
          Odrzuciłam hipotezę o błędzie autorki, przeprowadziwszy następujace
          wnioskowanie: MM zdaje sobie sprawę z tego jak dokładnie jest czytana (czytałam
          o tym w wywiadach, świadczy o tym również "naprawianie" błędów, jak ten z matką
          Hajduka), stara sięzachowywać charakter postaci, co Jej wychodzi bardzo dobrze,
          mimo że my się zawsze do czegoś przyczepiamy :). Mimo to zdecydowała się
          napisać książkę tak odmienną od reszty jak Kalamburka (która mi się zresztą
          szalenie podobała, chociaż jest bardzo smutna), książkę, w której przedstawia
          charakter Mili i Ignacego zupełnie z innej strony niż w poprzednich
          powieściach. Uczłowiecza ich w ten sposób.
          Pewnie że niektóre sytuacje wynikają tam po prostu z przeoczeń lub z
          niemożności dopasowania niektórych sytuacji (w KK nie mogła przewidzieć, że
          seria się tak rozwinie. Właściwie do Idy to to jeszcze nie była seria mimo, że
          miała niektórych bohaterów wspólnych), ale kwestia tak ważna jak
          charakterystyka "pani domu borejkowego" wydaje mi się zbyt istotna, żeby ją
          tłumaczyć przeoczeniem.

          Napisanie dla Mili funkcji dramatopisarki wydaje mi się też swego rodzaju
          wytłumaczeniem, dlaczego tak mało uwagi (może nie uwagi bo przecież gotuje,
          pierze i dba) i koncentracji poświęca córkom.

          A co do niewracania do pracy, to przecież coś tam w domu robiła. Tj. korekty.
          Nie potępiałabym jej za to jakoś szczególnie. Coś tam do budżetu wrzucała, a
          przy okazji zdejmowała całej rodzinie z głowy trudności organizacyjne. To
          poważny wkład w życie rodziny, ile bym za taki dała!!!
          Ale powitania Gabuni jej nigdy nie wybaczę! I ciągłej, nieżyczliwej moim
          zdaniem, krytyki Laury (jedyna ciepła scena to ta w parku bodajże z Tygrysa i
          Róży, kiedy opowiada wnuczce o Almie P.). I tego Fryderyka też jej nie wybaczę,
          moim zdaniem miała poważny wpływ na przyjęcie gnoja z powrotem bez słowa
          krytyki.
          • baba67 Re: gizela 29.03.06, 12:35
            Z odrzuceniem Gizeli to nie bylo tak.
            W ogole trudno to nazwac odrzuceniem.Mila koresponduje z nia , zaprasza na
            wspolne wakacje, najprawdopodobniej rowniez odwiedza gdy ta juz mieszkala w
            Miloslawiu.To Gizela ma zal do Ignacego, ze nie docenil daru w postaci
            mieszkania-przebacza mu niedlugo przed smiercia.
            Ten konflikt z Ignacym byl potrzebny, zeby uzasadnic brak Gizeli w czasie
            kryzysu w Kwiecie Kalafiora i w pozniejszych tomach.
            A jesli chodzi o corki, to kazda kocha na swoj sposob.Natalia nie jest osoba,
            ktora dobrze znosi zaglaskiwanie, jest bardzo niezalezna i skryta Mila sie nie
            dopytuje, nie naciska na zwierzenia, tylko obserwuje i wyciaga sluszne wnioski.
            Relacja z Gabrilela jest inna-partnerska, choc zaloze sie, ze Gaba wielu rzeczy
            z zycia matki sie nie domysla, nie tylko o pisanie sztuk chodzi.
            Mila nie jest matka nadopiekuncza, ktora musi miec poczucie kontroli nad zyciem
            wlasnych dzieci i to jest jedna z najwazniejszych jej zalet.
          • k_linka Re: gizela 29.03.06, 16:55
            Hej, Nulo, a dopuszczasz mysl o tym, ze pewne niekonsekwencje to zabieg celowy,
            majacy za zadanie pokazac, jak rozne wydaja sie nam te same postaci widziane z
            roznych punktow?
            Inna jest Mila pokazana z pozycji Gabrysi (i to jeszcze w szczegolnych
            okolicznosciach pobytu w szpitalu i zagrozenia zycia), inna dla Idy (ktora, o
            dziwo, widzi podobienstwo miedzy soba a matka), inna z punktu widzenia
            zakochanego na swoj sposob Ignacego, inna dla Gizeli, a jezscze inna jawi sie w
            oczach wlasnych.
            I nie chodzi tu o zmiane charakteru, ale o uwypuklenie innych cech, o
            emocjonalny przekaz zawarty w pozornie tylko obiektywnych komentarzach
            narratora.
            Dla mnie obsadzenie Mili w roli gwiazdy dramatopisarstwa to prymitywna polemika
            ze stereotypem, ze kobieta wychowujaca dzieci "sie marnuje".
            • nula8 Re: gizela 29.03.06, 17:18
              Właśnie o to mi chodzi - uważam, że postać Mili, papierową na początku,
              autorka "uzupełniła" w Kalamburce celowo.
              Co do różnych spojrzeń na tę samą osobę, również się z Tobą zgadzam - i o to mi
              właśnie chodzi - córki różnie patrzą na Milę. Gaba odbiera ją jako
              najważniejszą na świecie, najczulszą matkę - opokę, wszystko odnosi do mamy-
              Mili. Ida jest teoretycznie cyniczna i chłodna - uważa, że jest podobna do
              matki, która poza tym słabo jest obecna w jej świecie emocji. Ojciec owszem.
              Patrycję natomiast w ogóle niewiele łączy z matką - jej punktem odniesienia
              również jest Ignacy. Trudno zdefiniować stosunek Mili do Natalii i vice versa,
              ale wydaje mi się, że Natalia jak matkę traktuje Gabrysię.
              Mila jest kimś, z kim siostry się komunikują przez Gabę. Zupełnie tak, jak
              wtedy gdy była w szpitalu.
              To że siostry różnie ją odbierają nie oznacza jednak tylko że się między sobą
              różnią, ale również, że są inaczej traktowane. I nie twierdzę, że powinny być
              tak samo traktowane - każdy potrzebuje czego innego, więc nie jestem bynajmniej
              wyznawczynią zasady urawniłowki w wychowaniu dzieci. A jednak należałoby
              zachować jakieś proporcje.

              Pod tym, że obsadzenie Mili w roli Kala Amburki miało stanowić polemikę ze
              stereotypem, że kobieta wychowująca dzieci się marnuję, podpisuję się obiema
              rękami, a stopami klaszczę dodatkowo. I pod tym, że polemika ta jest prymitywna
              również. Czytałam to z niesmakiem, ale myślałam, że może jestem przewrażliwiona
              na tym tle :). Cieszę się, że nie tylko ja to tak odebrałam.
              • jt100 Dziewczyny, czy macie swoje dzieci 30.05.06, 00:37
                Czytam ten watek i zastanawiam się, czy macie swoje dzieci i ewentualnie w
                jakim wieku one są.
                Ja mam dorastających synów (jeden już dorosły) i wiem, że każde dziecko
                traktuje się inaczej. Patrząc na moje doświadczenia jako córki moich rodziców,
                wiem, że bardzo wiele zalezy od postawy rzeczonego dziecka. Ona wynika po
                prostu z jego charakteru i sytuacji życiowej.
                Obraz Mili jako wyrodnej (tak!) matki jest dla mnie co najmniej dziwny. Czy
                wzorowa matka Waszym zdaniem wtrąca się w zycie swoich dzieci? Czy idealna
                matka zawłaszcza ich zycie i traktuje swoje dorosłe potomstwo jakby byli ciągle
                w pieluszkach? Co Waszym zdaniem w jej zachowaniu usprawiedliwia takie
                naciągane teorie?
                Ida - energiczna, pewna siebie pani doktor, apodyktyczna i złośliwa - nie
                potrzebuje niańki (pomimo śpiączki męża). Doskonale sobie daje radę. Gdyby Mila
                bardziej wchodziła jej w życie - pozabijałyby sie nawzajem. Mają przecież tak
                podobne charaktery. Jednak zawsze matka była w jej zyciu, gdy jej obecnośc była
                potrzebna. Przykład, prosze bardzo:
                1. Matka wróciła wczesniej z urlopu w Czaplinku.
                2. Rozmowa o swojej metamorfozie z Brzydkiego Kaczątka.
                3. Przejęcie części obowiązków małżeńskich Idy - czyli wysłuchiwanie opowieści
                Marka, o tym, jak było w pracy.
                I rzecz - moim zdaniem nie do przecenienia - stała pomoc w wychowywaniu dzieci
                Idy. Docenić to może tylko ktos, kto tego nie miał.
                Patrycja ma swojego Florka i tylko on się dla niej liczy. Zdrowe to i normalne.
                Osoba z jej charakterem nie potzrebuje niańki, gdy ma kogos, kto dla niej jest
                najważniejszy - jeśli go straci, to znajdzie sobie nowego i znowu będzie
                szczęśliwa.
                Porzucona z dwójka malutkich dzieci Gabrysia siłą rzeczy zdana była na pomoc
                rodziców. Poprzez wspólne zamieszkanie wytworzyła się pomiedzy nimi więż, która
                musi być silniejsza niz miedzy rodzicami i resztą ich córek. Przecież są ze
                sobą codziennie, przyzwyczaili sie do siebie - gdy kogos zabraknie nawet na
                kilka godzin, bardziej sie za kimś tak bliskim tęskini. Rodziców odbiera się
                bardzo róznie - to zalezy nie tylko od charakteru osoby oceniającej, ale i od
                jej sytuacji życiowej. Mając dorosłe dzieci, całkiem inaczej oceniam własnych
                rodziców niz jeszcze przed kilku laty, gdy moje dzieci były małe.
                Co do kariery literackiej Mili, nie widzę w tym nic naciąganego. Gdy moje
                dzieci były małe, też zajmowałam się ich wychowaniem. Ale to nie znaczy, że się
                marnowałam. Robiła coś, co teraz daje mi bardzo niezłe pieniadze i poczucie
                spełnienia zawodowego - chociaż nie muszę wychodzić z domu.
                Czy osoba chodząca do biura i przekładająca papierki Waszym zdaniem rozwija się
                bardziej niż ktoś, kto zajmuje się pracą twórczą między gotowaniem kapusty a
                myciem okien. Redakcje i korekty SĄ PRACĄ TWÓRCZĄ.
      • anndelumester Re: informacyjnie ;) 06.04.06, 21:57
        the_dzidka napisała:

        > > Nie wiem, ile się jedzie z Poznania do Warszawy, ale
        > > obstawiałabym ze cztery,
        >
        > Obecnie 2h40min ;)
        > A odczucia miałam podobne - byłam wręcz wstrząśnięta! "Gabuniu!" Gabuniu?!

        Gabrysi nie było przez... aż 3 doby - to tekst Mili, "tak długo" mówi Ignacy,
        No i jeszcze tekst, że dom bez niej jest okropnie pusty - przyznam, ze mnie to
        troszkę odrzuciło od razu od Imienin.

        A poza tym, dobry wieczór na forum :)
        • nighthrill Re: informacyjnie ;) 06.04.06, 22:51
          Dobry wieczór:)
    • bluejanet Re: Mila 30.03.06, 21:51
      to ja mam pytanie zwiazane z Mila

      - czy Ignacy nie lubil ja z jakiegos powodu? czy tylko za zywota, lub na
      wszelki wypadek, albo nie - bo nie?
      - czy Mila "odsunela" na dalszy plan Gizele tak z wlasnej woli, czy pod wplywem
      Ignacego?

      Kalamburki nie czytalam ... a z tego co przeczytalam na forum, to troche mi
      sie jej obraz zmienil na gorsze ...
      • kira_18 Re: Mila 11.04.06, 19:06
        Ludzie, co wy za herezje tu piszecie. Oskarzacie kalamburkowa Mile o brak
        szacunku do Gizeli. A jakos tak nikt nie pomyslal o tym, ze konflikty z ludzmi,
        ktorzy dali nam zycie sa zawsze nieuniknione, to taki naturalny bieg rzeczy-
        bunt przecwko nadopiekunczym rodzicom. A Mila byla despotyczna i nieco szorstka
        na pierwszy rzut oka, bo tak ja wychowano! Czy inna byla tez Gizela?! Przeciez
        pierwsza osoba, ktora powiedziala jej, ze ja kocha byl dopiero Ignacy! Nic wiec
        dziwnego, ze trudno jej bylo okazywac w pelni wszystkie swoje uczuci. Ja jestem
        wielka fanka Mili Borejko, uwazam ja za najlepsz ai najmniej chyba jednoznaczna
        postac, ktora nadaje ton calemu cyklowi, laczy w pewien sposob wiekszosc czesci
        i jest obserwatorem poddajacym krytycznej ocenie wydarzenia.
        • dakota77 Re: Mila 11.04.06, 20:00
          Wydaje mi się, że wiekszość osób miała na myśli stosunek, a raczej jego brak,
          Mili do Gizeli w pozostałej częsci Jeżycjady- czyli to, że autorka ponosi
          konsekwencje wymyslenia na potrzeby jednej ksiązki postaci, której w calym
          cyklu nie było. I wychodzi, że podła Mila nie kontaktuje się ze swoją przybraną
          matką.
        • bluejanet Re: Mila 12.04.06, 09:55
          po prostu sie spytalam
          bo jezeli wszystko poswiecila dla Ignacego, nawet przybrana matke - no to cos
          mi sie nie zgadza, az sie boje co by bylo, jakby Mila nie lubiala laciny ...
    • agnieszkagosia Re: Mila 17.04.06, 20:32
      Nie jestem fanką postaci Mili, muszę to od początku przyznać.
      Jej stosunek do Gizeli bardzo przykry. I nie jest żadnym usprawiedliwieniem, że
      to Ignacy pierwszy powiedział, że ją kocha... Bo Gizela to po prostu okazywała,
      może nie umiała o tym mówić tym. Przecież Gizela zajęła się niemowlęciem Milą w
      czasie wojny, ciężko praocwała jako służąca, całą młodość na tym spędziła,
      zrezygnowała z własnych planów osobistych (nawet małżeństwo z Kaziem Trakiem
      przesunęła aby dłużej być z Milą). A że była to prosta kobieta po przejściach
      (ojciec, ktory przepił wszystko) to i pięknie mówić o uczuciach nie umiała.
      Zachowanie Mili to naprawdę ciężka niewdzięczność. A Ignacy narzekający na
      mieszkanie czy rzucający w telewizor to chamstwo po prostu.
      Mila tak naprawdę wykreśliła Gizelę z życia, jeszcze chwalona jest Gizela, że
      tak łądnie umiała się wycofać z życia rodziny... tak jakby nie było dla niej miejsca
      Za to miejsce dla despotycznego, rozpychającego się lokciami Ignacego B jest
      zawsze. to drażni mnie niepomiernie. Że ten człowiek wtrąca się do wszystkiego.
      Śledzi Laurę, zabrania jej wychodzić z domu, uzurpuje sobie prawo do prowadzenia
      rozmów z Fryderykiem...
      Mila tak naprawdę jest dla Ignasia i może dla wnuków. Z córkamia kontakt ma dość
      średni., Chyba nmajlepszy z Gabą, która nie robi żadnych problemów, jest
      prostolinijna do bólu. Ale już kontakt z Idą czy Patrycją a szczególnie Natalią
      pozostawia wiele do życzenia. W tej rodzinie wszyscy są ze sobą związani ale w
      sposób trochę chory. Bo są zbyt blisko siebie, często ograniczają swoją wolność
      wzajemnie (chociażby wieczne wpadanie do pokoju Laury czy przedtem Róży kiedy
      chciała z kimś siedzieć) a jednocześnie brak miejsca na szczere poważne rozmowy.
      I tak już w drugim pokoleniu. Mili ani w głowie było rozmawiać z Patrycją o
      miłości (ona sama wstydziłaby się mamy...), z Natalią o jej problemach, z Idą.
      To samo w drugim pokoleniu. Gabrysia nie rozmawia z córkami na kartach książki o
      problemach nastolatków, o ciąży, chłopakach, antykoncepcji. Gaba nie podejmuje z
      Laurą tematu ojca. Mimo, że to jej obowiązek - to nic, że bolesny strasznie, ale
      obowiązek. Laura musi szukać w sieci, jeździć po jakiś ciotkach w Toruniu aby
      czegoś się dowiedzieć. Niektóre osoby jak właśnie Janusz P zostają wyrzucone z
      rodziny, temat pomijany. To właśnie taka rodzina związana, brak odcięcia
      pępowiny a jednocześnie brak otwartości i szczerości. O wiele bardziej normalnay
      kontakt miał z dzieckiem wg mnie Robert Rojek.
      Agnieszka
      • baba67 Re: Mila 18.04.06, 15:21
        Mierzysz stosunek Mili do corek wspolczesna miara.A od tamtych czasow bardzo
        wiele sie zmienilo w relacjach rodzice-dzieci.Pisze o latach 60-70tych, bo wtedy
        bylam dzieckiem.Stosunki partnerskie rodzice-dzieci zaczely byc popularne w
        latach 80-tych dopiero i to wsrod mlodego pokolenia rodzicow.
        Matki nie rozmawialy z corkami o seksie(wtedy nigdzie sie o tym nie mowilo),
        chlopakach(chyba, ze na zasadzie dowcipow), o zyciu.Po prostu.
        Taka szczera rozmowa wymagalaby zejscia z piedestalu na ktorym wtedy stali
        rodzice.To nie jest wina Mili , ze w takich czasach wyrosla i takie wzory przejela.
        Ja pamietam moja Mame w moim obecnym wieku bardzo dobrze-nigdy w zyciu nie
        tanczylaby przy zlewozmywaku spiewajac nieco falszywie jakas bosanove(ja jestem
        podobna troche z temperamentu do mamy Cesi, ale ona byla artystka)-po prostu nie
        wypadalo i juz.
        Zwroc uwage na rodzicow Tola-moze jego mama pozno go miala, ale jesli nie
        kobieta jest kolo 50-tki-zachowuje sie jak nobliwa babcia.Ignacego Borejko
        poznajemy gdy mial 42 lata(zawsze garniturek, krawacik kapelusz)-tak 42 lata.
        Juz nie mowie o ubiorze, bo wtedy ludzie sie tak nosili, ale porownaj jego
        zachowanie z zachowaniem obecnych 40-latkow-czy kontrast nie jest szokujacy ?
        Twierdze, ze Mila na swoje czasy i tak byla otwarta i nowoczesna matka.
        • fandzolka502 Re: Mila 19.04.06, 20:13
          Trudno się dziwić,że o Gizeli nie mówiło się wcale w poprzednich tomach,skoro
          autorka po prostu jej jeszcze nie wymyśliła...tylko wkurza mnie kontrast po
          ,,Kalamburce'', kiedy to nagle wszyscy poklepują stól w kuchni i wspominiają
          Gizelę...Tak wogóle,Mila to jedna z moich ulubionych postaci,pewnie przez
          wrodzoną konkretnośc-cechy,której ja chodząca z głową w chmurach nigdy się nie
          nabawię...
          Co do wychowania córek?Miała aż cztery, a w kwiecie Kalafiora były wyraźnie
          pokazane jej meteody wychowawcze: jednym uchem wylatuje drugim wlatuje...
          działała cicho i na uboczu jakby...
      • sita_atlantis Re: Mila 13.05.06, 12:22
        Oj, widać, że mówicie już bardziej z pozycji rodziców niż nastolatków :P
        Naprawdę nie pamiętacie, ze w czasie buntu młodzieńczego najbardziej dostaje
        się rodzicom?:P Świadomość tego, że trzeba im okazywać wdzięczność, przychodzi
        później... Wyjątkowo ubawiło mnie nazwanie Ignacego "despotycznym" XD To
        ostatnie słowo, które do niego pasuje... Najpierw zauważasz, że Mila nie
        interesuje się córkami, a potem masz pretensje do Ignaca, że się interesuje.
        A co do tej uwagi poświęcanej córkom, to niestety wciąż pokutuje obraz "dobrej"
        matki = myślącej wyłącznie o tym, jak tu dogodzić dzieciom. Mila poświęca
        dzieciom wystarczająco dużo uwagi, nie jest nachalna, nie skacze nad nimi -
        poza tym, weźcie pod uwagę, że ma czwórkę absorbujących córek, trudno wymierzyć
        dokładnie ile która uwagi potrzebuje. Jedyne, z czym się moge zgodzić, to
        zbytnia tolerancja wobec bierności Ignacego - ale cóż, miłość jest ślepa ;)
    • monanan Re: Mila 19.04.06, 20:53
      Ja mysle ze z tą sceną powitania Nutrii po powrocie to troche przesadzacie :)
      Przeciez Gaba pierwsza wysiadala z pociagu to i ją wolali.
    • przemkowa.b Re: Mila 12.05.06, 15:02
      Mnie dziwi tylko jedno w jeżycjadzie: robienie z Mili na siłę "siwej starszej
      pani" - teraz powtarzam sobie smacznie "Opium..." co zmusiło mnie do obliczeń,
      ile miała Mila lat w 1983 - otóż, 48...no sorry, ale proszę spojrzeć na rysunek
      MM bodajże z 13 lutego w tej książce - Mila wygląda tam jak 65 latka...tak nie
      wyglądają kobiety prawie 50letnie w tym wieku, nawet w "zaniedbanych" latach 80-
      tych tak nie wyglądały, nikt mi nie wmówi:)mogą mieć przetykane swiziną włosy,
      ale zazwyczaj się farbują, a już zwłaszcza blondynki...mniej im widać tę
      swiwiznę...;-)nawet po przejściach, że Ignacego aresztowano nie postarzałaby
      się AŻ TAK...
      • laura-gomez Re: Mila 12.05.06, 18:17
        Z tą miłą starszą panią to prawda. Poza tym po przeczytaniu "Kalamburki"
        wyobrażałam sobie Milę tak: wysoka, chuda, blond włosy i niebieskie oczy,
        bardzo wrażliwa, nieśmiała, uparta, zamknięta w sobie. W poprzednich książkach
        jest drobną, siwą panią, bardzo serdeczną dla obcyh, apodyktyczną i groźną dla
        rodziny, ale bardzo kochającą.
        Jak życie potrafi zmienić ludzi.. bo to prawda.
        A propos: zawsze lubiłam Milę, nie wiem, za co, ale lubiłam.
        Ktoś zarzucił, że w jej sercu najwięcej miejsca zajmuje Gabrysia. Moim zdaniem
        to nieprawda: była przyjaciółką, a nie tylko matką dla Idy, kiedy ta przeżywała
        problemy okresu dojrzewania, podtrzymywała na duchu Patrycję, kiedy ta oblała
        maturę (podczas gdy Ignacy potrafił tylko córkę krytykować), przejmowała się
        też problemami Natalii; nawet wtedy, kiedy ta zbliżała się już do 30-tki.
      • jt100 Re: Mila 30.05.06, 00:48
        Ile lat miała Autorka, gdy pisała tę książkę?
        Mnie w wieku 20 lat 30-letnie kobiety wydawału\y się stare. A 40 to już było
        życie pozagrobowe.
        Teraz sama jestem po 40. i czuje się młodo.
        Cóż punkt widzenia....
    • azanna Re: Mila 26.05.06, 10:06
      Jestem na etapie corocznego czytania całego cyklu i jak zwykle najgorzej mi
      szła Kalamburka. Ale nie w tym rzecz.

      Otóż w Kalamburce jest scena, gdy Mila po raz pierwszy przychodzi do domu
      Ignacego. I piersze wrażenia brata Ignacego - szara, nieciekawa, niezbyt ładna
      i nieśmiała. Dopiero gdy się uśmiechnęła ujawnił się jej urok osobisty. Jakieś
      kilka dni później Mila wygrywa konkurs na Miss Juwenaliów. Bardzo mi to
      zgrzytnęło. A jeszcze bardziej, gdy przeszłam do kolejnej retrospekcji i rok
      wcześniej Ignacy nie mógł się nadziwić odmianie Mili, która nagle stała się
      osobą pewną siebie, przebojową i piękną - i to ponoć było widoczne na pierwszy
      rzut oka. Rozumiem, że w takim razie na ten wieczór u Borejków przybrała swoją
      dawną pozę?

      A teraz czytam Język Trolli i zastanowiło mnie coś innego. Mila wyraźnie woli
      Józinka od Ignasia. Jak to jest możliwe skoro Ignaś jest małą kopią swojego
      dziadka, który przecież ciągle i niezmiennie jest mężczyzną życia Mili, a więc
      meżczyną kochanym i podziwianym przez nią najbardziej ze wszystkich?
      • k_linka Re: Mila 26.05.06, 17:08
        > Otóż w Kalamburce jest scena, gdy Mila po raz pierwszy przychodzi do domu
        > Ignacego. I piersze wrażenia brata Ignacego - szara, nieciekawa, niezbyt
        ładna
        > i nieśmiała. Dopiero gdy się uśmiechnęła ujawnił się jej urok osobisty.
        Jakieś
        > kilka dni później Mila wygrywa konkurs na Miss Juwenaliów. Bardzo mi to
        > zgrzytnęło. A jeszcze bardziej, gdy przeszłam do kolejnej retrospekcji i rok
        > wcześniej Ignacy nie mógł się nadziwić odmianie Mili, która nagle stała się
        > osobą pewną siebie, przebojową i piękną - i to ponoć było widoczne na
        pierwszy
        > rzut oka. Rozumiem, że w takim razie na ten wieczór u Borejków przybrała
        swoją
        > dawną pozę?

        To mozna wyjasnic. Piekno Mili jest widziane tylko oczyma Ignacego -
        zakochanego w niej bardzo, bo wiemy przeciez, ze uroda Mili byla przecietna.
        Kazdy moglby nazwac ja pewna siebie i przebojowa, ale tylko Ignacy B uznaje ja
        za piekna. Po przemianie zyskala natomiast duzo pewnosci siebie i uroku
        osobistego. Stad na pierwszy rzut oka obiektywny Jozef widzi szara myszke, ale
        kiedy Mila usmiechnie sie, odezwie - moze zdobyc nawet tytul miss.
        Istnienie takich osob jest chyba dosc powszechne - znam pare dziewczyn,
        obiektywnie dosc przecietnych, ale obdarzonych duzym magnetyzmem, takich, w
        ktorych kochalo sie pol szkoly:)

        Nad ta druga sprawa sama sie zastanawiam:)
      • dakota77 Re: Mila 26.05.06, 17:12
        Widocznie jeden chodzący ideał jej wystarczy;-)
        • meduza7 Re: Mila 26.05.06, 21:03
          Pamiętacie rozmowę Mili z Idą w Idzie sierpniowej? Opowiada jej wtedy,
          pokazując fotografie, jak to na początku studiów była zakompleksioną szarą
          myszą, ale wkrótce znalazła sobie inną szarą mysz, którą się zaopiekowała i to
          zmieniło ją na tyle, że mogła - w swym nowym, przebojowym wcieleniu - wygrać
          Miss juwenaliów. Tyle, że w tamtej opowieści to zajmuje ponad rok. A może brat
          Ignacego wolał po prostu inny typ urody - przecież Fela była fertyczną
          brunetką. Albo Mila, słusznie poniekąd, przybrala kamuflaż - umalowana i
          kolorowo ubrana Fela wcale się nie spodobala teściowej!
          A swoją drogą motyw przełamywania wlasnych kompleksów przez zaopiekowanie się
          inną szarą myszą powraca w Córce Robrojka - tyle tylko, że tamta scena trąci na
          kilometr smrodkiem dydaktycznym, wydaje się żywcem wyjęta z czytanki dla
          grzecznych dzieci...
          • lukrecja27 Re: Mila 30.05.06, 15:54
            Dla mnieMM stworzyła Milę zbyt apodyktyczna i zbyt despotyczną, Gaba to Anioł:)
            • dakota77 Re: Mila 30.05.06, 16:01
              Gaba to anioł, owszem, ale głównie w oczach uwielbiającej tę postać autorki. Jej stosunek do córek
              niewiele ma z anielskością wspólnego, moim zdaniem.
              • daga_leszkowicz Re: Mila 30.05.06, 17:16
                Dla mnie "Kalamburka" to mistrzostwo świata, bo MM odważyła się uczłowieczyć
                ludzi (Ignacy, Mila) tak bardzo oderwanych od rzeczywistości - szczególnie
                Ignacy. Ale nawet przed Kalamburką zawsze lubiłam Milę - za tę jej szorstkość
                podszytą miłością, za celne uwagi i dużą dozę dystansu.

                Swoją drogą - fajnie, że znalazłam to forum, bo kocham Musierowicz, co więcej -
                miałam okazję nawet ją poznać, gdy jako dziewczynka biegałam z jej młodszą córką
                Emilką po Pobiedziskach-Letnisku (pamiętacie "Nutrię i Nerwusa"? No to właśnie
                te tereny). Pani Musierowicz ma tam domek letniskowy.
                • baba67 Re: Mila 30.05.06, 17:32
                  Zazdroszcze Ci :-)
                  Bardzo bym chciala poznac MM blizej, porozmawiac o Jej ksiazkach, podyskutowac.
                  No ale marzenie pozostanie zawsze marzeniem...moze w innym zyciu, kiedy
                  bedziemy mialy duuuzo czasu...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka