nula8
28.03.06, 15:24
Mam problem z Milą. Tzn. z oceną postaci. Kiedy ją poznaliśmy w Kwiecie, to
trochę mnie irytowała - stosunkiem do Ignacego - ale poza tym bardzo
polubiłam tę postać. W Idzie była cudowna. Twarda, spokojna, dobra kobieta.
No i tak ją lubiłam aż do Imienin. A w Imieninach, w scenie na dworcu, kiedy
czekali na przyjazd Natalii i Gaby, która odbierała siostrę z Warszawy, to po
prostu chciało mi się płakać. Serio, to nie przesada narracyjna. Nutria
biedna wraca po roku, a ta matka zafajdana rzuca się na Gabę, której nie
widziała ile godzin? Nie wiem, ile się jedzie z Poznania do Warszawy, ale
obstawiałabym ze cztery, więc w sumie ile jej nie było? 12 godzin?
Ukuła mi się wtedy koncepcja, a teraz (przez dyskusję o Bernardzie) znów
jestem w trakcie Jeżycjady i mi się utwierdza: Mila koncentruje swoje uczucia
matczyne na Gabrysi! Resztę zaniedbuje raczej. Owszem, kiedy domagają się
zainteresowania, zwłaszcza jak która "błądzi", to od biedy interweniuje, ale
to też głównie w sprawy Idy. Dwie młodsze córki traktuje per noga - to Ignacy
martwi się maturą Pulpecji i wygłasza tyrady umoralniające, to Ignacy
rozmawia z Natalią, to Ignacy angażuje się w trudnego Tygryska. Mila zajmuje
się tym, co łatwe - przeporządną Gabrysią, przyjemnymi perypetiami sercowymi
Natalii itp. Nie twierdzę, że jest wyrodną matką, o nie. Chodzi mi tylko o
to, że ciepło i zainteresowanie każdym w domu Borejków to nie jest bynajmniej
jej zasługa, ale tylko i wyłącznie Gabrysi z pomocą (niestety!) Ignacego.
Obdarzona miłością matki Gaba, powodowana wyrzutami sumienia
podświadomymi, "oddaje" miłość siostrom.
No a po Kalamburce to już w ogóle ją znielubiłam. Ja rozumiem, że skoro mąż
nie lubił Gizeli, to Mila była w kropce, i naturalnym jest, że stosunki
między paniami się rozluźniły. Ale żeby tak rodzinna osoba jak nam MM
pokazywała Milę, tak bardzo się oddaliła od kobiety, która ją wychowała i
której sens życia długo stanowiła, to naprawdę smutne.
Tak sobie myślę, że to jak ją MM przedstawia jest zamierzone. I w ogóle to
jedna z najbardziej przemyślanym postaci. Wielowymiarowa i ludzka.
I, tak jak ktoś tu już napisał, rodzina Borejków jest z jednej strony
cudowna, że taka ciepła i tak blisko ze sobą związana, ale z drugiej - chyba
zbyt związana, trochę patologiczna. Starsze siostry mają nieodciętą pępowinę.
Gaba trwa w wiecznym poczuciu winy i dźwiga na barkach odpowiedzialność za
błedy matki. Młodsze siostry, wychowane raczej przez Gabrysię, obdarzone jej
mądrą miłością, ją traktują jak matkę. I one są mniej patologicznie rodzinne,
bardziej otwarte na świat.