k_linka
25.09.06, 15:01
W CP rozzloscilo mnie sporo rzeczy (ale czepiac sie nie bede, przyjmuje ze po
prostu jestem za stara i byc moze zbyt cyniczna na takie lektury), ale jedna
z tych rzeczy nie tylko mnie zirytowala, ale rowniez zmusila do
zastanowiania - czy wsrod ludzi w wieku przedemerytalnym funkcjonuje jeszcze
pojecie "szanowania dziewczyny" jako powstrzymywanie sie od wspolzycia przed
slubem?
Ja z takim haslem ostatnio zetknelam sie w latach osiemdziesiatych, kiedy to,
kilkuletnim dzieckiem bedac, ukradkiem czytalam w maminych gazetach
(przyjaciolka, i chyba zwierciadlo, gdzie odpowiedzi na listy czytelniczek
udzielala zuzanna celmer) albo mniej ukradkiem w literaturze dla
dorastajacych dziewczat, kupowanych dla mnie nieco przedwczesnie, zwierzenia
panienek, na ktorych chlopcy wymuszali "dowody milosci", a dziewczeta albo
sie "szanowaly", albo nie... co zawsze konczylo sie zle. Chyba nigdy potem
slowo "szacunek" nie pojawilo sie w moim zyciu w takim kontekscie.
Czy jest mozliwe aby mieszkanka wielkiego miasta, lat 19, zbuntowana Laura
wytknela swojej siostrze, ze chlopak jej "nie uszanowal"?