Dodaj do ulubionych

W kwestii "szacunku"

25.09.06, 15:01
W CP rozzloscilo mnie sporo rzeczy (ale czepiac sie nie bede, przyjmuje ze po
prostu jestem za stara i byc moze zbyt cyniczna na takie lektury), ale jedna
z tych rzeczy nie tylko mnie zirytowala, ale rowniez zmusila do
zastanowiania - czy wsrod ludzi w wieku przedemerytalnym funkcjonuje jeszcze
pojecie "szanowania dziewczyny" jako powstrzymywanie sie od wspolzycia przed
slubem?

Ja z takim haslem ostatnio zetknelam sie w latach osiemdziesiatych, kiedy to,
kilkuletnim dzieckiem bedac, ukradkiem czytalam w maminych gazetach
(przyjaciolka, i chyba zwierciadlo, gdzie odpowiedzi na listy czytelniczek
udzielala zuzanna celmer) albo mniej ukradkiem w literaturze dla
dorastajacych dziewczat, kupowanych dla mnie nieco przedwczesnie, zwierzenia
panienek, na ktorych chlopcy wymuszali "dowody milosci", a dziewczeta albo
sie "szanowaly", albo nie... co zawsze konczylo sie zle. Chyba nigdy potem
slowo "szacunek" nie pojawilo sie w moim zyciu w takim kontekscie.

Czy jest mozliwe aby mieszkanka wielkiego miasta, lat 19, zbuntowana Laura
wytknela swojej siostrze, ze chlopak jej "nie uszanowal"?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: W kwestii "szacunku" 25.09.06, 15:06
      W dłuuugiej dyskusji w przyszpilonym watku doszlysmy do wniosku, że to chyba
      świadoma złosliwość Laury pod adresem siostry.
      Inaczej, to zupełny anachronizm. Moi rodzice i nieżyjący dziadkowie już się z
      tego "szacunku" nabijali.
      Zresztą co innego wymuszony "dowód milosci" - tu dziewczyna faktycznie zostaje
      jakos wykorzystana, no moze i jest "na rzeczy" jakis brak szacunku, a co innego
      spanie ze soba kochajacej się pary za obopólna zgodą.
      • k_linka Re: W kwestii "szacunku" 25.09.06, 15:20
        Ale Rozyczka na takie dictum rumieni sie i milczy niczym cielatko... Nie czuje
        sie urazona zlosliwoscia siostry, jest zawstydzona. Dziwna
        reakcja, "statystyczna wspolczesna dziewczyna" zapewne by wysmiala, mniej
        inteligentna moglaby nie zrozumiec o co chodzi. Roza chyba nie czula braku
        szacunku Frycka?
        • weronika753 Re: W kwestii "szacunku" 27.09.06, 11:59
          To teraz trochę taniego psychologizmu ;)))

          > Ale Rozyczka na takie dictum rumieni sie i milczy niczym cielatko...

          Zgadzam się, że musi być bardzo zawstydzona, bo jak pamiętamy, to nie Frycek jej
          nie uszanował, ale to ona nie dała mu powodów, aby być szanowana.
          Nie zapomnijmy o "biologicznej pułapce" która zastawiła na tego chłopaka.
          Przecież to ona chciała zdobyć męża, w dodatku starym sposobem na ciążę, dlatego
          "pozwoliła się nie szanować". Przytyk Laury był bardzo celny, bo uświadomił Róży
          skąd właściwie wzięło się to nieślubne dziecko w rodzinie Borejków.
          ;)
    • nikadaw1 Re: W kwestii "szacunku" 25.09.06, 15:11
      owszem, jest mnostwo takich ludzi, wystarczy posłuchać np. pana Wierzejskiego
      albo Cymańskiego, a na pewno sie uslyszy.
      podobne poglądy wyznaja chłopcy w wieku powiedzmy licealnym, którzy dziewczyny
      dzielą na takie co dają, czyli szmaty i co nie dają, czyli kaszaloty. excusez le
      mot.
      mozesz tez wejsc na fora Mezczyzna albo jakies dla kobiet (np. mlode mezatki) a
      przekonasz się, ze taka logika jest wcale nierzadka.
    • limotini Re: W kwestii "szacunku" 25.09.06, 15:39
      Oczywiście, że możliwe. Szczególnie w środowisku bardziej związanym z kościołem.
      Jestem przekonana, że Laura słyszała u Dominikanów niejedno kazanie na temat
      szacunku do narzeczonej wyrażanego właśnie w taki sposób. Róża pewnie też
      słyszała, stąd też jej reakcja jest całkowicie zrozumiała.

      Choć zgadzam się również z tym, że ten konkretny akurat dialog był podyktowany
      bardziej złośliwością Laury niż jakimikolwiek jej głębszymi przemyśleniami
      • justyna302 Re: W kwestii "szacunku" 25.09.06, 15:58
        No bo to zależy jak słowo "szacunek" bedziemy rozumieć.. Jeśli jako nie
        natrętne naleganie, nie namawianie na siłę, nie przekonywanie, że wszyscy tak
        robią, tylko umiejętność czekania, aż druga strona do tej decyzji dojrzeje, to
        chyba rzeczywiście można powiedzieć o szacunku dla partnera.
        Natomiast jeżeli Autorka miała na myśli uszanowanie cnoty panieńskiej do dnia
        ślubu, to faktycznie, nieco anachroniczne spojrzenie :)
        • limotini Re: W kwestii "szacunku" 25.09.06, 16:17
          Alez właśnie o to chodzi!
          Oczywiście, że w każdym związku konieczny jest szacunek w postaci poszanowania
          poglądów drugiej osoby i to niezależnie od tego, jak bardzo są radykalne w
          którąkolwiek stronę (co nie oznacza, że nie należy o nich rozmawiać) - z tym
          chyba się wszyscy zgadzamy. Ale tu nie jest dyskusja na temat tego, jakie
          zachowania w relacjach damsko-męskich są dobre czy złe.

          Ja tylko wyjaśniam, że postawa: "Jeśli chłopak chce współżyć przed ślubem, to
          znaczy że Cię nie szanuje" jest jak najbardziej spotykana i jest propagowana w
          środowisku kościelnym. Ja osobiście uczestniczyłam nie raz i nie dwa
          "rekolekcjach dla zakochanych", w których taki poglądy były wyrażane bardzo
          dobitnie. Znam osoby, dla których przenocowania u narzeczonego jest problemem,
          nawet jeśli nie wiąże się z żadnym fizycznym zbliżeniem. Tak więc to wcale nie
          jest anachronizm, co więcej - taka postawa całkiem nieźle pasuje mi do domu
          Borejków. I wcale nie byłam zdziwiona postępowaniem Laury i Wolfiego,
          jakiekolwiek miałabym na ten temat zdanie.
          • k_linka Re: W kwestii "szacunku" 25.09.06, 16:32
            > Ja tylko wyjaśniam, że postawa: "Jeśli chłopak chce współżyć przed ślubem, to
            > znaczy że Cię nie szanuje" jest jak najbardziej spotykana i jest propagowana w
            > środowisku kościelnym. Ja osobiście uczestniczyłam nie raz i nie dwa
            > "rekolekcjach dla zakochanych", w których taki poglądy były wyrażane bardzo
            > dobitnie. Znam osoby, dla których przenocowania u narzeczonego jest problemem,
            > nawet jeśli nie wiąże się z żadnym fizycznym zbliżeniem. Tak więc to wcale nie
            > jest anachronizm, co więcej - taka postawa całkiem nieźle pasuje mi do domu
            > Borejków. I wcale nie byłam zdziwiona postępowaniem Laury i Wolfiego,
            > jakiekolwiek miałabym na ten temat zdanie.


            Uff, dzieki za wyjasnienie. Nie o szacunek dla decyzji (np. o niewspolzyciu
            przed slubem) ale wlasnie o "szacunek"="nie tkne Cie przed slubem" mi chodzilo.
            Zdaje sobie sprawe ze Kosciol ma swoje zdanie w tych kwestiach, ale nie
            zetknelam sie niegdy z mloda osoba, ktora te wytyczne wprowadza w zycie.
            • jessy3 Re: W kwestii "szacunku" 25.09.06, 16:48
              Boże... Ręc mi opadły... k_linko, wyobraź sobie, ze są osoby młode, ktore te
              wytyczne wprowadzają w życie i nie zawsze są to osoby silnie związane z
              Kościołem/wiarą.
              (Żeby nie było, że mówię, a nie daję przykładu: ja jestem osobą młodą, lat mam
              tyle co Laura, sytuację podobną co Laura - czyli mam chłopaka, o ślubie
              oczywiście nie myślę:), znam inne młode osoby, które mają podobne wytyczne).
              • k_linka Re: W kwestii "szacunku" 25.09.06, 16:59
                Nie zrozumialas mnie mloda istoto ludzka :)
                Ja rozumiem ze mozna podejmowac rozne decyzje (i to mimo ze nie znam ludzi
                takowe podejmujacych). Ciekawia mnie tylko motywacje. I tu jestes dobrym
                obiektem badawczym - czy decyzje o zachowaniu cnoty do slubu podjelas kierowana
                przekonaniem, ze zapewni Ci to szacunek Twojego ukochanego? Czy uwazasz sie za
                lepsza niz na przyklad ja, albo inna osoba ktora nie czeka do slubu? I czy w
                gniewie przyszlo by Ci na mysl aby wygarnac np siostrze, kolezance,
                komukolwiek, ze Ciebie to chlopak szanuje, a jej nie?
                • dakota77 Re: W kwestii "szacunku" 25.09.06, 17:01
                  Właśnie. W końcu nie dyskutujemy tu o wartości takiejm postawy, a jedynie o tym
                  wyobrażeniu, źe tylko chłopak, który nie chce uprawiać seksu przed slubem
                  szanuje swoją dziewczynę.
                  • ready4freddy Re: W kwestii "szacunku" 25.09.06, 21:10
                    ja osobiscie pamietam podobne rozwazania z pierwszych polskich numerow "bravo" i
                    "popcornu", chodzilo tam o wspminany "dowod milosci". szacunek mialby sie
                    opierac na prostym fakcie, ze jesli dziewczyna nie jest jeszcze gotowa na
                    "pojscie na calosc", ewentualnie chce z tym zaczekac np. do slubu (do wiosny, do
                    Gwiazdki, do przyszlego roku, niepotrzebne skreslic), to chlopak owego "dowodu
                    milosci" domagac sie nie powinien, okazujac w ten sposob szacunek jej postawie.
                    i to akurat ma sens, ale z waszych rozwazan wnioskuje, ze nie o to Laurce
                    chodzilo. ot, tak jej sie powiedzialo, glupio jak to jej.
                    • zieleniack Re: W kwestii "szacunku" 21.06.07, 10:54
                      No wlasnie ja tez tak rozumiem ten szacunek. Doobieranie sie do drugiej osoby,
                      wymuszanie bez nawet wstepnej rozmowy na ten temat, kpiny z dziewictwa swojej
                      dziewczyny-> to jest ewidentny brak szacunku! Nawet, jesli nie dojdzie
                      do "pojscia na calosc", to mozna sie po czyms takim czuc jak oblana pomyjami.
                      Poza tym jesli ktos kocha na prawde, to nie bedzie, za przeproszeniem,
                      interesowal sie jedynie dupa dziewczyny, a ogółem jej osoby, a wiec i
                      poglądami, i tym, co ma do powiedzenia, i tym, co będzie dla niej dobre, a co
                      nie (chociazby przedwczesne zajscie w ciaze). Co do kwestii Róży i Laury, to po
                      części popieram kwestię weroniki753, po innej częsci podejrzewam, że Laura
                      dlatego tak powiedziala, bo Frycek zrobił Róży dziecko i zwiał, nie odzywając
                      się podczas swojego pobytu za granicą. Co z tego, że wrócił itp. Zrobic dziecko
                      i zwiac, a przed zwianiem miec wyrzuty itp to standardowy przejaw braku
                      szacunku dla dziewczyny...
              • dakota77 Re: W kwestii "szacunku" 25.09.06, 16:59
                Przeciez k_linka nie napisala, ze takich osob nie ma, tylko ze sama takich nie
                spotkala. W moim srodowisku to tez nie jest popularna postawa.
                • jessy3 Re: W kwestii "szacunku" 25.09.06, 17:55
                  A to przepraszam, nie zrozumiałam rzeczywiście.
                  Ja swojej decyzji nie motywuję zagadnieniem "szacunku", co innego mną kieruje.
                  Co do Laury, która wytknęła Róży, że nie była szanowana przez Frycka - moim
                  zdaniem Laura powiedziała to co się powszechnie mówi nt seksu i dziecka przed
                  ślubem, powtarza archetypiczne stwierdzenie o szanowanie cnoty narzeczonej itp.
                  I chyba nieyparzony jęzor Laury też ma tu znaczenie;)
                  • laura-gomez Re: W kwestii "szacunku" 25.09.06, 18:35
                    moim zdaniem MM, wychowała jakby nie było w katolickiej rodzinie, słowami Laury
                    powiedziała to, co sama uważa: że jeżeli chłopak szanuje (kocha) dziewczynę, to
                    nie współżyje z nią przed ślubem, tylko, jeżeli mu się do tego bardzo spieszy,
                    oswiadcza się jej i żeni się z nią.
                    • justyna302 Re: W kwestii "szacunku" 25.09.06, 18:58
                      Czyli na zasadzie, jak dziewczynę tknę przed ślubem to ją zbrukam i już
                      będzie "zepsuta". W dodatku grzeszna. Więc jeśli ją szanuję - nie zrobie jej
                      tego. No tak, racja, podejście jak z Filipinki 25 lat temu.
                      • verdana Re: W kwestii "szacunku" 25.09.06, 19:03
                        Zajmowałam się "tym tematem" na niwie naukowej. Juz w latach ciężko
                        przedwojennych bardzo się naśmiewano z takich poglądów. Z wyłączeniem
                        oczywiscie dzieł ciężko katolickich.
                      • ready4freddy Re: W kwestii "szacunku" 25.09.06, 21:05
                        wybaczcie o/T, ale juz wczesniej mi sie skojarzylo i tak czekam (z ta mysza):
                        podczas wakacji przeczytalem po raz kolejny "Przygody dzielego wojaka Szwejka" i
                        jest tam rowniez przypowiesc o pewnym panu, ktoremu rodzice dziewczyny odmowili
                        pozwolenia na ozenek z owa dziewczyna. po pewenym czasie okazuje sie, ze ow pan
                        "zhanbil" ich corke i bedzie dziecko. pan na to najspokojniej, ze o hanbieniu
                        mowy nie bylo, natomiast zenic sie istotnie nie bedzie, bo skoro dal slowo, to
                        zamierzac go dotrzyma i juz. cale szczescie, ze Frycelek tego nie czytal..;)
    • agnieszkagosia Re: W kwestii "szacunku" 25.09.06, 19:37
      Dla mnie takie podejście jest obrzydliwe i głeboko obrażające kobietę
      dlaczego? bo nie ma w nim mowy o tym, że kobieta ma prawo zdecydować o tym, czy
      ma chęc na współżycie (na seks) czy nie, nie ma miejsca dla przyjemności z życia
      seksualnego dla kobiety. Z takiego podejścia wynika, że seks jest:
      a) sposobem utrzymania faceta przy sobie
      b) swoistą karą odbywaną przez kobietę na rzecz utrzymania mężczyzny
      c) to mężczyzna jest wylącznie stroną inicjującą i to on nalega
      No i niejasne dla mnie jest cóż ma wspólnego szacunek do kogoś z pozbawianiem
      siebie i drugiej strony przyjemności wynikającej z seksu?
      Szacunek okazuje się w codziennym życiu. A nie poprzez unikanie seksu
      Agnieszka
      • verdana Re: W kwestii "szacunku" 25.09.06, 20:52
        Takie podejście kiedyś miało sens. Dawno, dawno temu. Wiem, ze to dziś dziwne
        stwierdzenie, ale w wyniku stosunku płciowego kobiety nierzadko zachodziły w
        ciążę. W epoce przed skutecznymi środkami antykoncepcyjnymi przespanie sie z
        dziewczyną, nawet najbardziej chętną, narażało ja na niewyobrażalne
        kłopoty. "Wcześniak" był wstydem, dziecko nieślubne - hańbą, która eliminowała
        kobietę z rodziny, czasem z całego środowiska. Mężczyzna nie ponosił żadnych
        konsekwencji, wg. kodeksu Napoleona ustalanie ojcostwa było zabronione. Facet
        szanował dziewczyne nie tyle z nią nie śpiąc, ile zdajac sobie sprawę z
        konsekwencji - kochający mężczyzna nie narażał narzeczonej.
        Teraz nieślubne dziecko nie jest, przynajmniej w środowiskach wielkomiejskich,
        powodem do wstydu. No, chyba ze u Borejków.
        • biljana verdana 25.09.06, 20:55
          to bardzo ciekawe, co napisałaś powyżej. nigdy nie patrzyłam na
          kwestię "szacunku" w ten sposób. Dziękuję za poszerzenie horyzontów :)))))
        • madame-bovary Re: W kwestii "szacunku" 27.09.06, 04:35
          Nieślubne dziecko wstydem u Borejków... Wpadacie w histerię. Po prostu nie jest to przykład najlepszy do naśladowania (wg. mnie). Komplikuje życie - nie tylko rodzicom, ale przede wszystkim dziecku (o ile parce nie będzie się chciało kiedyś tam związku zalegalizować). A że Ignacy Borejko jest czlowiekiem "starej daty" wiadomo od dawna. Nic mnie w tym nie zaskakuje.
          • dakota77 Re: W kwestii "szacunku" 27.09.06, 11:22
            Nienajlepszy wzor? Zwlaszcza w sytuacji, w ktorej zadna strona tego ukladu nie wybrala, po prostu tak
            ulozyly sie okolicznosci? Hm. I w jaki sposob komplikuje zycie rodzicom? Co do tego, ze moga sobie
            juzz potem razem nie ulozyc zycia. jestem przeciwniczka brania przez mlodych ludzi slubu, bo
            "musza". Wiele takich par nigdy nie stworzyloby trwalego zwiazku, gdyby nie dziecko. Czasem lepiej
            poczekac ze slubem, zobaczyc, jak facet sprawdza sie jako ojciec, niz brnac od razu w malzenstwo. I
            czasem lepiej jest, jak taki zwiazek sie rozpadnie. To tak tylko na marginesie, Frycek na pewno ozeni
            sie z Pyza:). Ale skoro nie wzieli slubu przed poroddem, mogliby juz troche poczekac i dac Rozy dojsc
            nieco do siebiee.
          • mallina Re: W kwestii "szacunku" 21.06.07, 23:11
            madame-bovary napisał:

            Komplikuje życie - nie tylko
            > rodzicom, ale przede wszystkim dziecku (o ile parce nie będzie się chciało kie
            > dyś tam związku zalegalizować).

            a w jaki sposob komplikuje to zycie dziecku(fakt ze jest nieslubne), troche to
            mnie ..rozsmieszylo
        • ida198511 Re: W kwestii "szacunku" 21.06.07, 09:35
          Teraz nieślubne dziecko nie jest, przynajmniej w środowiskach wielkomiejskich,
          > powodem do wstydu. No, chyba ze u Borejków.

          u nich tez nie jest, przecież cieszyli się na przyjscie małej Mili na świat
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka