Dodaj do ulubionych

Ignac do piachu???!

28.09.06, 19:04
Wprawdzie JT przeczytalam tylko w ksiegarni (a tak! na raty... zreszta i tak
to tylko moze ze 40 min...) a dalsze czesci znam z opisu ale naszla mnie
mysl: a moze autorka chce Ignaca usmiercic i w zwiazku z tym tak go uwrednia
i zdziadzia? Zeby nie wywolac rozpaczy wsrod czytelniczek... i czasem go
tylko z lezka w oku ktos wspomni przy napelnianiu zmywarki... biorac pod
uwage, ze ma kilka wnuczek wyobrazcie sobie ich los jesli to mu bedzie sie
poglebiac. Zauwazcie, ze az do "K" byl prawie OK, ciamajda i pierdola zyciowa
ale budzil raczej sympatie, a w "K" iwyszly z niego rozne niemile cechy typu
obsesyjna zazdrosc, i padlo okreslenie "Ignac" ktore przyjelo sie na glebie
cech przykrych 9i w zasadzie nikt juz inaczej nie mowi...
Obserwuj wątek
    • xerovy Re: Ignac do piachu???! 28.09.06, 23:00
      Strasznie się rozczarowałem tym, co się dzieje z Ignacym z książki na książkę.
      Że człowiek, który przecież dostał w tyłek od komuny, każe swojemu wnukowi
      inwigilować przyrodnią siostrę? Nie chce mi się w to wierzyć.
      W wielu poprzednich tomach dziadek (a wcześniej ojciec) rodziny był naprawdę
      ostoją mądrości, ciepła i dobroci. A teraz? Jakiś straszliwy, nieznośny
      formalista. Faktycznie w "K" coś się stało: rozwalił telewizor, nie chciał
      zmywarki...
      Mam nadzieję, że Ignacego zastąpił jakiś ignac i że prawdziwy Ignacy jeszcze
      powróci.
      • anutek115 Re: Ignac do piachu???! 29.09.06, 09:26
        O, to, to! Cały czas uparcie piszę, że donosicielstwo Ignasia jest
        DONOSICIELSTWEM, takim samym, jak to dorosłe, ogólnie potępiane, że to tylko
        kwestia skali, i nawet juz "oberwałam" na tym forum za to, że mam takie
        wrażenie. I stary Ignacy powinien to rozumiec lepiej niż ktokolwiek inny... a
        nie dośc, że nie rozumie, ale rzecz całą nakręca.
        Ale mnie się wydaje, że Ignacy powoli ewoluuje w kierunku zdziecinniałego
        starca, z wszelkimi typowymi dla wieku starczego dolegliwościami umysłu.
        • magdu82 Re: Ignac do piachu???! 29.09.06, 11:05
          można by już nam tego oszczędzić i naprawdę go odesłać... albo wróci stary,
          prawy Ignacy, albo niech sczeźnie, bo jeśli ewolucja tej postaci będzie szła w
          tym kierunku, to będzie żenujące i niesmaczne.
          I żadne usprawiedliwienia typu "to ma być karykatura i kpina" nie pomogą.
      • lezbobimbo Re: Ignac do piachu???! 11.02.07, 12:21
        xerovy napisał:
        > Że człowiek, który przecież dostał w tyłek od komuny, każe swojemu wnukowi
        > inwigilować przyrodnią siostrę? Nie chce mi się w to wierzyć.

        Zwlaszcza, ze w poprzednich tomach to byla jego ulubiona wnuczka i tylko Ignacy
        mial z Laurowym Ziólkiem przyjazny kontakt - a jak byla mala, darowal jej
        encyklopedie Laroussa oraz akordeon :D a ona mu zrobila obrazek na wigilie w
        Noelce, przezywali razem zejscie z bonmotami przedsmiertnymi itd.
        A teraz co?

    • onion68 Re: Ignac do piachu???! 29.09.06, 11:41
      Ignacy jest jak jego uwielbiany Seneka; inne zasady głosi, inaczej sam
      postępuje. Ale nie, nie chcę, żeby odszedł. Rzeczywiście, zmiana jego charakteru
      na starość w przykry sposób się objawia. Mnie uderzyło to po raz pierwszy przy
      okazji zmywarki i pogodzenia z Grzegorzem, kiedy jakieś takie sarmackie gesty
      czynili (dokładnie nie pamiętam). Wszelka pompatyczność jest śmieszna , a
      jeszcze nie z tego świata... Mógłby zostać taki, jak był, nieżyciowy flegmatyk
      zagrzebany w książkach, spokojny i ironiczny. Nie każdy musi być zaraz szczurem
      w wyścigu. Ale żyjący przeszłością tyran...
      Swoją drogą, podobno osoby ćwiczące całe życie umysł mają duże szanse demencji
      uniknąć?
      • lezbobimbo Re: Ignac do piachu???! 12.02.07, 21:51
        onion68 napisała:
        > Swoją drogą, podobno osoby ćwiczące całe życie umysł mają duże szanse demencji
        > uniknąć?

        Juz ustalilismy, ze po kryjomu to on czyta o Paris Hilton ;P

        Po mojemu to po upadku z drabiny w Noelce do mózgu trafila mu taka mala
        metalowa plytka (co sie akurat po podlodze platala, moze dzieci znów znalazly
        jakies cudo na smietniku, albo honorowa odznaka za zaslugi biblioteczne) i
        ostatnio zaczela odbierac transmisje Radia Posiadajacego Twarz. A w sercu ma
        okruszek lustra. I zeby go uratowac, babcia Borejko bedzie musiala sie udac w
        podróz do Królowej Sniegu (Kazimiery Szczuki) po zywa wode humoru i ironii w
        programie Najslabsze Ogniwo ;P





        • onion68 Re: Ignac do piachu???! 12.02.07, 22:47
          :D
    • yowah76 Re: Ignac do piachu???! 29.09.06, 12:42
      Mysle po trosze, ze MM chciala I. uczlowieczyc, dodac mu jakis cech ludzkich,
      od "K", mam na mysli - i troche jej sie wymknal spod kontroli. Bo wczesniej to
      tylko od czasu do czasu dobrotliwie skads wylazl z ksiazka, lysina i herbatka,
      rzucil maksyme, poklepal po glowie i znowu umknal. I, jak wspomnialam, w
      zasadzie to sie go lubilo...w koncu mozna sie i starzec sympatycznie a nie od
      razu wredny dziad, prawda?
    • zgred1967 Re: Ignac do piachu???! 29.09.06, 13:18
      Nie mam czasu się rozpisywać, więc tylko zaznaczę
      ku oburzeniu większości forumowiczek/czów, że widzę
      w Kalamburce, jak realny soc wpływał negatywnie
      najbardziej na mężczyzn. Dołował ich. Ignacy zaraz
      po wojnie był zaradniejszy, a potem ciągle w dół szedł.
      Pan Trak, też umarł, bo go mierziła korupcja w
      szpitalach.
      • lezbobimbo Re: Ignac do piachu???! 11.02.07, 12:17
        Zgredzie, nie mozemy stosowac Kalamburki jako wyroczni, bo to zla ksiazka
        byla;P Na sile dofastrygowana i wielce depresyjna. A w latach 70, kiedy to ten
        niby tragiczny socreal sie odbywal, ojciec Borejko sympatyczniejszy byl w
        opisach.

        • the_dzidka Re: Ignac do piachu???! 11.02.07, 21:33
          Nienienie, Kalamburka jest książką GENIALNĄ. Tylko te fastrygi nie powychodziły
          jak trzeba.
    • lezbobimbo Re: Ignac, plama watrobowa na Ruzwelta 11.02.07, 12:25
      yowah76 napisała:
      > a moze autorka chce Ignaca usmiercic i w zwiazku z tym tak go uwrednia
      > i zdziadzia? Zeby nie wywolac rozpaczy wsrod czytelniczek...

      Osobiscie to ja juz tylko czekam, az sie wreszcie zmieni w karakona lub
      wypchanego kondora jak w Szulcu lub Kafce ;) Rozszalaly patriarcha sie obudzil,
      zaiste.
      • uccello Re: Ignac, plama watrobowa na Ruzwelta 11.02.07, 12:50
        Hej, ludziska kochane, przecież starzy, męczący, pogubieni ludzie -naprawdę
        istnieją. Tacy, którym trudno pogodzić się z tym, że są na emeryturze, że
        real , traktuje ich coraz bardziej niecierpliwie i lekceważąco, że ta odrobina
        władzy jaką mieli w pracy, pnąc się przez dziesięciolecia w hierarchii
        służbowej nagle gdzieś znika. Przenoszą uwagę na rodzinę i dalejże zwracać
        podświadomie na siebie uwagę: jojczyć/ chorować/próbować rządzić. Ignacemu
        idzie w stronę bycia Patriarchą Rodu.
        Dla mnie akurat, namawianie Ignasia do bycia donosicielem, jest pokazane jako
        paradoks. Ignacy _____teoretycznie___, świetnie wie ,że jest to paskudne
        zachowanie, i Miągwie strzela kazanie między Oscarabescami, a pizzerią na
        temat Ignasiowego meldunku o wyprawie Laury i Józinka. A sam nie zauważa
        beleczki w oku swoim, kiedy próbuje nakłonić wnuka do tej działalności.

        Nie wszyscy z wiekiem szlachetnieją niczym wino.

        I to też jest temat, na opowieść o rodzinie, jaką jest Jeżycjada.
        • baba67 Re: Ignac, plama watrobowa na Ruzwelta 11.02.07, 14:14
          A wiesz, ze mnie to bardzo przekonuje, ten despotyzm emerytalny...
          • ginestra Re: Ignac, plama watrobowa na Ruzwelta 11.02.07, 16:34
            Mi też się to wydaje bardzo przekonujące - ludzie starzeją się różnie. Istnieje
            nawet (przerażająca mnie) opinia, że wszyscy faceci na starość "pierniczeją" i
            stają się nieznośni. Ja nie daję jej jednak tak do końca wiary, że "wszyscy" -
            to by było zbyt straszne, ale niektórzy na pewno. No i w dobie takich bardzo
            szybkich zmian rzeczywistości wielu starszych ludzi naprawdę nie może się odnaleźć.

            Mała dygresja, choć bliska tematowi: nie dalej jak przedwczoraj rozmawiałam z
            koleżanką, która też jest miłośniczką Jeżycjady, ale bardziej umiarkowaną i
            chyba nie pisze na naszym forum, choć posłałam jej linka. No i zapytałam ją co
            sądzi o tym "karykaturowieniu" Ignacego i w ogóle dziwnych klimatach u Borejków
            w ostatnich powieściach i ta koleżanka jest przekonana (i ja też się ku tej
            opinii po pewnej refleksji skłaniam), że jest to ze strony pani MM zabieg
            __świadomy__. Że Autorka chce mianowicie pokazać, że w rodzinie, w której
            dawniej był taki sympatyczny i w ogóle bardzo unikalny klimat, też mogą
            zaistnieć różne złe zjawiska, ludzie mogą dziwnie ewoluować itp. I że dopiero by
            to było niestrawne gdyby byli cały czas tacy polukrowani i pozytywni i w ogóle.
            Jeśli tak jest, że świadomie, to by chyba było na plus, prawda?
            Zobaczymy czy w Sprężynie ten Ignacy będzie jeszcze bardziej piernikowaty czy
            może już trochę mniej. Mnie osobiście trochę to ciekawi. Może niekoniecznie już
            bym go z tych kart powieści wysyłała do piachu.. {No i nie może mi wyjść z głowy
            to co przeczytałam w innym wątku, że jest on (oczywiście w forumowej wyobraźni a
            nie w powieści) skrytym miłośnikiem Paris Hilton; Jakkolwiek wyimaginowana to
            spekulacja, dla mnie jest ona intuicją w dobrym kierunku. Jeśli trochę wyluzuje
            i przestanie być taki posągowy, to może będą jeszcze z niego ludzie ;) )
            Pozdro!
          • tilija Re: Ignac, plama watrobowa na Ruzwelta 11.02.07, 20:22
            Dla mnie to też całkiem prawdopodobne wytłumaczenie. Niestety na starość bardzo
            często niektóre cechy charakteru paskudnie się wyolbrzymiają i chyba tak jest w
            przypadku Ignacego. To, na co kiedyś patrzyliśmy z lekką pobłażliwością teraz
            może stać się nie do zniesienia. Ale pocieszam się, że ten okres starczego
            buntu może przeminie, Ignac pogodzi się z utratą pozycji rodzinnego patriarchy
            i złagodnieje, odzyskując choć odrobinę naszej sympatii.
        • lezbobimbo Re: Ignac, plama watrobowa na Ruzwelta 12.02.07, 22:07
          uccello napisała:
          > Hej, ludziska kochane, przecież starzy, męczący, pogubieni ludzie -naprawdę
          > istnieją. Tacy, którym trudno pogodzić się z tym, że są na emeryturze, że
          > real , traktuje ich coraz bardziej niecierpliwie i lekceważąco, że ta
          odrobina władzy jaką mieli w pracy, pnąc się przez dziesięciolecia w hierarchii
          > służbowej nagle gdzieś znika.

          Nadal smiem twierdzic, ze wedle wszystkich wczesniejszych przeslanek, Ignacy
          wrecz by sie ucieszyl z pójscia na emeryture. Jeszcze wiecej czasu do
          ukochanego czytania!
          I jaka on mógl miec wladze albo pozycje w hierarchii? Taki niezaradny,
          niezyciowy bibliotekarz?
          Co on wlasciwie robi w tej bibliotece? Pewnie zaczytuje sie w ksiazkach,
          zamiast je odstawiac na miejsce..

          > Dla mnie akurat, namawianie Ignasia do bycia donosicielem, jest pokazane jako
          > paradoks. Ignacy _____teoretycznie___, świetnie wie ,że jest to paskudne
          > zachowanie, i Miągwie strzela kazanie między Oscarabescami, a pizzerią na
          > temat Ignasiowego meldunku o wyprawie Laury i Józinka. A sam nie zauważa
          > beleczki w oku swoim, kiedy próbuje nakłonić wnuka do tej działalności.

          Mysle, ze to kazanie jest strzelone z powodu nieudanej efektywnosci wnuka. Cos
          w stylu reprymendy w glównej centrali bezpieki dla szpiega, który poszkapil
          sprawe. Na nastepny raz maly ma sie postarac, dyskretniej kablowac oraz nie dac
          sie zlapac na przesadzaniu w relacjach i to przez jakas obca kobiete!
          Odmaszerowac! :P

          > Nie wszyscy z wiekiem szlachetnieją niczym wino.
          > I to też jest temat, na opowieść o rodzinie, jaką jest Jeżycjada.

          Ale dlaczego taka demoniczna? :P
          W Jezycjadzie to jesli ktos byl zly od poczatku, to zly bedzie jeszcze bardziej
          (Lisieccy, Laura) skad wiec takie przepoczwarzenie sie Ignacego? Nie mógl to
          lagodnie gaworzyc z Cyryjkiem i zapalczywie z Metodym, pospolu holubiac wnuki i
          futrujac je dyskretnie kultura slowa?



          • uccello Re: Ignac, plama watrobowa na Ruzwelta 18.02.07, 12:10
            lezbobimbo napisała:

            > W Jezycjadzie to jesli ktos byl zly od poczatku, to zly bedzie jeszcze
            bardziej (Lisieccy, Laura) skad wiec takie przepoczwarzenie sie Ignacego? <

            Ignacy Senior nie jest wyjątkiem. Mamertowi Kowalikowi troszkę nadludzkość
            pana doktora i ordynatora przekłada się na stosunki z synem, Gaba jest wycofana
            i pogubiona, znikł jej apetyt na życie, Janusz Pyziak zatracił nieco
            młodzieńczego wdzięku, zarówno jesli chodzi o walory duchowe , jak i cielesne,
            delikatny, głodny wiedzy Ignaś staje się Miągwą. Czytelnicy, z jednej strony
            protekcjonalnie podkpiwają na temat idealistycznej wizji świata MM( nie zna
            świata biedaczka...) , z drugiej strony, przy zmianie bohatera na gorsze,
            wyrywa się im okrzyk oburzenia J a k___O n a___m o g ł a ?!
            Kiedys nawet jakaś litosciwa duszyczka napisała:
            -jak Ona mogła, zrobić to DZIECKU( Ignasiowi)?
            Taaak, cieżki los MM-pieszczocha tłumów. Każdy Wie Od Niej Lepiej.


            >
            • jottka Re: Ignac, plama watrobowa na Ruzwelta 18.02.07, 13:32
              uccello napisała:


              > Taaak, cieżki los MM-pieszczocha tłumów. Każdy Wie Od Niej Lepiej.


              czytelnictwo, jak np. w tutejszych wątkach widać, nie czepia się prawa autorki
              do snucia losów postaci jak się jej, autorce, podoba. natomiast czepia się
              zdecydowanie czegoś, co roboczo można nazwać poczuciem prawdopodobieństwa w
              kreśleniu losów danej osoby, a na tym zasadza się spójność odbioru, akceptacja
              świata przedstawionego przez autorkę i co tam jeszcze.

              postać pyziaka zmienia się nagle o 180' i trudno uwierzyć, pamiętając postać
              inteligentnego i wrażliwego jednakowoż na uczucia i myśli wyższe chłopaka z
              'kwiatu kalafiora', że nagle stał się najniższego sortu kryminalistą oraz
              rozpaczliwym chamem. mamert może hipotetycznie cierpieć na syndrom boga, ale w
              chwilach, kiedy oglądamy go z rodziną, nie przejawia go, a wręcz przeciwnie -
              wszystko wskazuje na to, że jego dzieci mają z nim dobry kontakt. i dlatego
              ciężko jest uwierzyć w jego całkowitą porażkę wychowawczą (niechęć do rodziców i
              odejście romy, niemożność porozumienia się z tomciem).

              autor może wszystko, ale musi to przekonująco dla czytelnika uzasadnić, a tego
              właśnie w odniesieniu do pewnych postaci 'jeżycjady' brakuje.
            • ready4freddy Re: Ignac, plama watrobowa na Ruzwelta 18.02.07, 14:11
              zara zara, chwileczkie, cos mie tu nie gra :) jaki Mamert? nie widzimy zadnej metamorfozy Mamerta - poznajemy go w Klamczusze jako domowego "tyrana" (troche w tej tyranii kreacji aktorskiej chyba), a potem dopiero po dobrych kilku(nastu) latach Mamert sie objawia jako dobry doktor/niedobry rodzic. ale gdzie tu metamorfoza? swoja droga taki przypadek superdoktora, wspanialego dla pacjentow, duzo mniej dla bliskich jest mi znany z bliskiego otoczenia, wiec akurat tej kreacji nie ma sie co czepiac, wystepuje w przyrodzie :)
              idziemy dalej: Gaba. gdziez ona zatracila radosc zycia? przeciez wciaz jest pogodna i ciepla i co tam jeszcze autorka nam o niej powie, tylko czasem przemknie cien Pyziaka i Gaba wygasza usmiech, ale potem znow dziarsko wyskakuje z lozka jak na sprezynce i 48 godzin na dobe emituje Good Vibrations Dla Calej Rodziny(TM) :)
              Miagwa. no tak, byl sympatyczny jako malutki Ignas, mniej jako troche starszy Ignas, ale tu akurat metamorfoza ma sens, przeciez dorasta, i to dorastanie mamy z bodaj 3- czy 4-latka w Imieninach do 9(?)-latka w Zabie, wiec naprawde duzo moze sie okazac i wyjsc na jaw :)
              a Pyziak to juz w ogole nie wiem co myslec, bo nie czytalem TiR ani CzP, ale ten Pyziak z JT to rzeczywiscie metamorfoza, tyle ze znowu: poprzednio widzielismy go ponad dwadziescia, jesli dobrze licze, lat wczesniej w KK i IS.. no mogl sie zmienic i sie zmienil, chociaz moim skromnym zdaniem od poczatku sie zapowiadal. to jedyna oprocz Laury postac, do ktorej nie potrafie, chocbym sie staral, poczuc chocby odrobiny sympatii. precz z Pyziakiem! :)
              no i tyle tego.
              • jottka Re: Ignac, plama watrobowa na Ruzwelta 18.02.07, 14:35
                ready4freddy napisał:

                > zara zara, chwileczkie, cos mie tu nie gra :) jaki Mamert? nie widzimy zadnej
                metamorfozy Mamerta - poznajemy go w Klamczusze jako domowego "tyrana" (troche w
                tej tyranii kreacji aktorskiej chyba), a potem dopiero po dobrych kilku(nastu)
                latach Mamert sie objawia jako dobry doktor/niedobry rodzic. ale gdzie tu
                metamorfoza?


                zapewne w międzyczasie:) nieno, mnie chodzi o to, że postać mamerta poznajemy w
                'kłamczusze' i tam ma z żoną i dziećmi relacje dobre i bardzo dobre (nawet
                wziąwszy poprawkę na lanie pasem, co jednakowoż mieści się w naszem obyczaju
                narodowem, a mamert szczęśliwie nie wyzyskuje go przesadnie), potem widzimy go
                skrótowo jako ukochanego lekarza borejków, a potem widzimy oboje jego dzieci
                fundamentalnie z nim skłóconych.

                o romie niewiele wiemy, ale i ona, i zwłaszcza tomcio są jako osoby dorosłe
                ludźmi wrażliwymi, inteligentnymi, zdolnymi do empatii, przedsiębiorczymi itepe
                itede - no przy takim bukiecie zalet cośkolwiek musieli z domu wynieść:) tzn. ja
                rozumiem motyw lekarza ogarniętego syndromem boga, ale mamert - patrząc przez
                pryzmat jego samego z 'kłamczuchy' oraz osobowości jego dzieci - nie pasuje
                zanadto do tej roli.
              • wierszyk-pana-leara Laura 19.02.07, 00:36
                ready4freddy napisał:

                jedyna oprocz Laury postac, do ktorej nie potrafie, chocbym sie staral,
                > poczuc chocby odrobiny sympatii. precz z Pyziakiem! :)<

                No właśnie, ready, parę razy pisałeś , że nie cierpisz Laury. Dlaczego? Tak z
                ciekawości pytam. Mnie wydaje się ona bohaterką , no cóż -tragiczną, taką która
                zawsze będzie poszukiwać szczęścia , wiecznie głodną miłości. Ciągle jej będzie
                mało. Za mało uwagi , za mało zachwytów, za mało miłości, za mało wolności.
                Pewnie, mnie -jako dziewczynie, łatwiej zrozumieć jej miotanie, konfikt z
                Mamą, potrzebę adoracji, bo pamiętam własne nastoletnie bunty ,szpasy i
                złośliwości. Dlaczego tak bardzo jej nie lubisz? Możesz zanalizować swoje he,
                he uczucia negatywne?
                • ready4freddy Re: Laura 24.02.07, 11:10
                  bardzo bym chcial to wyjasnic, ale szczerze mowiac nie mam pojecia :) po prostu nie odczuwam do tej postaci - jako jedynej z tych glownych - ani cienia sympatii. pewnie jest cale wyjasnienie psychologicvzne czemu jest taka a nie inna, ale nie robi to na mnie wrazenia, nie trawie jej i juz :) moze przez te wszystkie hopsztosy w NiN, ale w Imieninach i w JT tez jest szalenie niesympatyczna. nie lubie i juz :)
                  • lezbobimbo Re: Laura zwierciadlo ciemnosci 24.02.07, 11:34
                    ready4freddy napisał:
                    >moze przez te wszystkie> hopsztosy w NiN, ale w Imieninach i w JT tez jest
                    >szalenie niesympatyczna. nie> lubie i juz :)

                    Ja odnosze wrazenie, ze to jest osoba (tzn kreacja osoby), której sama autorka
                    nie znosi, a Wam jak sie zdaje?
                    Tak przeczuwam, ze dla podkrecenia akcji MM umiescila czarny charakter w samym
                    jadrze jasnosci ;) ale co tu teraz z nia poczac, brnac w niegrzecznosc a
                    jednoczesnie nie mozna tego tak zostawic, wiec Laurka jest nieszczesliwa (w
                    porównaniu do pogodnej Rózowej Pyzy.
                    Jak bym byla tak naprawde zla, to bym miala z tego nieco wiecej frajdy ;)
                    • ready4freddy Re: Laura zwierciadlo ciemnosci 25.02.07, 23:07
                      i mnie sie tak wydaje, tnz. nie jest do konca tak, ze ja sobie nie lubie Laurki "bo nie", tylko sama autorka mi ja przedstawia jako niesympatyczna postac. o.
            • uccello Re: Ignac, plama watrobowa na Ruzwelta 18.02.07, 18:09


              > lezbobimbo napisała:
              >
              > > W Jezycjadzie to jesli ktos byl zly od poczatku, to zly bedzie jeszcze
              > bardziej (Lisieccy, Laura) skad wiec takie przepoczwarzenie sie Ignacego? <,

              a ja w swoim mailu starałam się pokazać,że owo przepoczwarzenie się Ignacego,
              w stronę postaci_________ mniej miłowanej przez Szanowną Publiczność__________
              nie jest w Jeżycjadzie jedyne.


              #Gaba-________ wg. opinii forumowiczów___________ -zbudyniała, toksyczna
              matuchna i kokosz
              #Ignasia- co i rusz ktoś z forumowiczów chce wysyłać w kosmos, po seansie tortur
              #Ignacy - nazywany jest jakże dowcipnie plamą wątrobową, boki zrywać ,stary
              jest i męczący dziad jeden
              #przeobrażenie Pyziaka , nałogowego podrywacza w cwaniakowatego faceta, z
              kompleksami i z problemami alkoholowymi( jakze rzadki problem w Narodzie) jest
              już po prostu ze strony Autorki OKRUTNE. Żadnych względów, dla zapadniętych
              policzków i słynnego spojrzenia, a fe!
              # Mamert Kowalik, choleryk, nie znoszący w promieniu kilkuset metrów zdania
              odmiennego od swojego, też dziwi, czytelnictwo.

              Wygląda na to ,że forumowicze nie znoszą, kiedy lubiany bohater zmienia się na
              gorsze. ________Taka była moja teza.____________

              Nie analizowałam płynności i wiarygodności metamorfozy, choć wszystkie podane
              przykłady wydają mi się psychologicznie prawdopodobne:
              #Gaba- przeżywa swoje błędy wychowawcze
              #Ignaś- najmłodsze dziecko, pierwszy chłopak w rodzinie , snuje swoje pierwsze
              sny o potędze, i jest bardzo samotnym dzieckiem
              #Ignacy- starzeje się, co bywa trudne dla otoczenia, a i dla niego samego
              #Pyziak -przechlapał w cieniu flasz swoje życie. Przesadnie odpowiedzialny to
              nigdy nie był, stalowe miał raczej oczęta nie wolę.
              #kłopoty choleryka -Mamerta Nieomylnego z dziećmi, też mnie jakoś nie dziwią.
              • onion68 Re: Ignac, plama watrobowa na Ruzwelta 18.02.07, 19:22
                #Ignacy- starzeje się, co bywa trudne dla otoczenia, a i dla niego samego

                No, tak, ale dlaczego się starzeje w ten przedziwny sposób? Zrozumiałabym,
                gdyby stał się jeszcze bardziej leniwy (nie byłoby już mowy nawet o odgrzaniu
                ziemniaczków), niezaradny, marudny i uzależniony od Mili. Natomiast te wybuchy
                temperamentu ognistego wydają mi się po prostu nieprawdopodobne u tej postaci.
                • wierszyk-pana-leara Re: Ignac, plama watrobowa na Ruzwelta 19.02.07, 00:15
                  onion68 napisała:

                  > #Ignacy- starzeje się, co bywa trudne dla otoczenia, a i dla niego samego
                  >
                  > No, tak, ale dlaczego się starzeje w ten przedziwny sposób? Zrozumiałabym,
                  > gdyby stał się jeszcze bardziej leniwy (nie byłoby już mowy nawet o odgrzaniu
                  > ziemniaczków), niezaradny, marudny i uzależniony od Mili. Natomiast te wybuchy
                  > temperamentu ognistego wydają mi się po prostu nieprawdopodobne u tej
                  postaci.
                  Najwyraźniej cały czas mieszka w nim Ognisty Ignacy, który nie zawacha sie,
                  rzucić leniwymi w Twarz Wroga, kiedy nadejdzie odpowiednia pora.
            • lezbobimbo Re: Ignac i insze dysonanse wokól Ruzwelta 24.02.07, 08:48
              uccello napisała:
              > Czytelnicy, z jednej strony
              > protekcjonalnie podkpiwają na temat idealistycznej wizji świata MM( nie zna
              > świata biedaczka...), z drugiej strony, przy zmianie bohatera na gorsze,
              > wyrywa się im okrzyk oburzenia J a k___O n a___m o g ł a ?!
              > Taaak, cieżki los MM-pieszczocha tłumów. Każdy Wie Od Niej Lepiej.

              Hehe..
              Moge odpowiedziec za siebie, ze mam dysonans poznawczy - bo Jezycjada ma ponoc
              emanowac cieplem i dobrocia bohaterów. Bo to byla taka konwencja milych i
              rozrywkowych romansów dla dorastajacych dziewczat. Czyli taka basn niemal.
              Dlaczego w takim razie nagle wystepuja przerzuty realizmu ciezkiego, toczacego
              przeklenstwa i gromy z dzioba?
              Dlaczego czlowiek zyjacy od lat w symbiozie z tak wspanialymi kobietami, nagle
              objadl sie szaleju tudziez blekotu?
              Ja pozadam spójnej niczym irydostal konsekwencji nawet w basni ;)
              Skoro pani MM nie chce pisac o narkotykach i innych ohydach swiata tego,
              dlaczego pisze o nieprzyjemnych wyskokach Borejki czy o tyranii Mamerta?
              Dlaczego w ogóle mamy takie zajmowanie sie starzejacymi sie patriarchami,
              zamiast introspekcji dorastajacych dziewczat?

              >Mamertowi Kowalikowi troszkę nadludzkość pana doktora i ordynatora przekłada
              >się na stosunki z synem,

              Szkoda, bo Mamerciatka & ojciec takie sympatyczne byly w Klamczusze. A Tomcio
              teraz taki chodzacy aniol-gwiazdor, który do kazdego kamienia trafi, ale do ojca
              nie umie dotrzec?
              (pamietacie zreszta znamienna rozmowe Elki z Tomciem na temat ojców w Noelce?
              Powiedzieli sobie, ze w kazdej rodzinie jest tak samo trudno z tymi tyranami -
              potem spojrzeli na Borejków i stwierdzili: oni tego nie maja. I gdzie to teraz?)

              >Gaba jest wycofana> i pogubiona, znikł jej apetyt na życie,

              A to tez jest najdziwniejsze ze wszystkiego - dlaczego w czasach kryzysowych
              Gaba byla promienna oraz rzeczywiscie wspierajaca wszystkich dookola i nawet
              wychowujaca swoje mlodsze siostry - a teraz, gdy jej dobrze jak w gniazdku z
              pączków w masle, to wlasne dzieci zaniedbuje oraz starannie piastuje uraze z
              pierwszego malzenstwa - zeby sie rozrosla i odsuwala jej terazniejsze malzenstwo
              w cien czy co?

              > delikatny, głodny wiedzy Ignaś staje się Miągwą.

              To tez jest trudne dla mnie do zrozumienia, dlaczego w Jezycjadzie dotad taki
              kult ksiazki i czytania i uczenia sie i wysokiej kultury - a tu nagle
              nieustajaca pochwala prostackiego niemal zabijaki Józinka, który kopie pilke,
              tlucze kuzyna i nienawidzi go?

              Mój dysonans polega na tym, ze bohaterowie przyjemni nagle zostaja odmalowani
              jako rozszalale maszkarony i karykatury samych siebie.
              Wtedy usuwa mi sie grunt spod nóg i juz nie wiem w co wierzyc ;)
              Jak realizm pesymistyczny to z dokladnym opisem wszelkich stron zycia (wtedy
              psychologiczny upadek moze byc jak najbardziej na miejscu jak u Dostojewskiego,
              tyraniczni & oblakani starcy w zaplamionych szlafmycach jak u Gogola, opisy
              biedoty jak u Dickensa) ALBO realizm ale ironiczno-rozsmieszajacy jak u Twaina,
              Shawa czy Oscara Wilde.
              A najbardziej od MM to bym chciala rozsmieszajacy realizm jak u Jane Austen, o.
              Jakiez tam bylo bogactwo psychologiczne i jakiz romantyzm a jednoczesnie celna
              ironia ;P
              Albo chociaz nieco konsekwencji jak u LMM - tam i realia odmalowane, a jest
              miejsce na upoetycznianie swiata - i bohaterowie potrafia byc sympatyczni przez
              cale swoje zycie zamiast szalec niespodziewanie na starosc na tle kochajacego
              lona pelnej i wielopokoleniowej rodziny ;)
          • lira_korbowa Re: Ignac, plama watrobowa na Ruzwelta 18.02.07, 14:05
            lezbobimbo napisała:
            > Co on wlasciwie robi w tej bibliotece? Pewnie zaczytuje sie w ksiazkach,
            > zamiast je odstawiac na miejsce..

            Naprawdę sądzisz, że Ignac pracował w Bibliotece Raczyńskich na etacie
            magazyniera?
            To nie jakaś osiedlowa biblioteka - z całym szacunkiem dla takowych, to
            biblioteka naukowa. W swych zbiorach ma np. rękopisy - najstarsze z XIII w.,
            stare druki, zbiory kartograficzne; prowadzi działalność wydawniczą i naukową.
            Zresztą zachęcam do poczytania:
            www.bracz.edu.pl/strona.php?strona=historia
            • lezbobimbo Re: Ignac, plama biblioteczna u Raczynskich 24.02.07, 08:58
              lira_korbowa napisała:
              > Naprawdę sądzisz, że Ignac pracował w Bibliotece Raczyńskich na etacie
              > magazyniera?

              Wlasnie zapytuje, co tez on tam porabia w bibliotece?
              Skoro Biblioteka Raczynskich wypozycza woluminy czytelnikom, w tym i nieletnim,
              to ktos musi nad ksiazkami sprawiac piecze, odstawiac je na miejsce a takze
              sluzyc rada pytajacym. Enter Bibliotekarz / Bibliotekarka - tego zawodu tez sie
              trzeba uczyc w wyzszej szkole.

              > To nie jakaś osiedlowa biblioteka - z całym szacunkiem dla takowych, to
              > biblioteka naukowa. W swych zbiorach ma np. rękopisy - najstarsze z XIII w.,
              > stare druki, zbiory kartograficzne; prowadzi działalność wydawniczą i naukową.

              Dziekuje za link, z wielka ciekawoscia sobie poczytalam!
              Czyli Ignac jako filolog klasyczny analizuje tamtejsze starodruki oraz tlumaczy
              lacinskie teksty?
              • klymenystra Re: Ignac, plama biblioteczna u Raczynskich 26.02.07, 11:43
                ale on konczyl tez bibliotekoznawstwo.
                • ginestra Re: Ignac, plama biblioteczna u Raczynskich 26.02.07, 12:22
                  Witajcie,
                  ktos moze wie co Ignacy robil w tej swojej pracy bibliotecznej?
                  No bo w Kwiecie Kalafiora ciagle oprowadza jakies delegacje zagraniczne, a kiedy
                  po chorobie ma wrocic do pracy to wyraza zal, ze oto w tej pracy bedzie musial
                  czytac ksiazki zgola inne niz by chcial i wolalby sobie poczytac w domu te co
                  chce, ale sluzba nie drozba itp.
                  No wiec jakie te ksiazki on "musial" czytac i co on tam robil?
                  Pisaliscie, ze odszukiwal ksiazki dla czytelnikow i odstawial na miejsce,
                  katalogowal itp. No ale nie musialby ich chyba czytac, co nie?
                  To tak spytalam dygresyjnie. Pozdrawiam!
                  • ida19851 Re: Ignac, plama biblioteczna u Raczynskich 26.02.07, 12:27
                    ginestra napisała:

                    > Witajcie,
                    > ktos moze wie co Ignacy robil w tej swojej pracy bibliotecznej?
                    > No bo w Kwiecie Kalafiora ciagle oprowadza jakies delegacje zagraniczne, a
                    kied
                    > y
                    > po chorobie ma wrocic do pracy to wyraza zal, ze oto w tej pracy bedzie musial
                    > czytac ksiazki zgola inne niz by chcial i wolalby sobie poczytac w domu te co
                    > chce, ale sluzba nie drozba itp.
                    > No wiec jakie te ksiazki on "musial" czytac i co on tam robil?
                    > Pisaliscie, ze odszukiwal ksiazki dla czytelnikow i odstawial na miejsce,
                    > katalogowal itp. No ale nie musialby ich chyba czytac, co nie?
                    > To tak spytalam dygresyjnie. Pozdrawiam!

                    wydaje mi się, że Ignacemu chodziło raczej o książki naukowe, które musi
                    przeczytać, żeby przygotować dla swoich studentów wykłady czy ćwiczenia.
                    ale kto go tam wie..
                  • ginestra Re: Ignac, plama biblioteczna u Raczynskich 26.02.07, 12:36
                    Przepraszam, zerknelam teraz na wpisy powyzej, wychodzi z tego, ze być może
                    opiekowal sie rowniez starodrukami i cos tam nawet tlumaczyl. Tyle, ze on by to
                    raczej lubil. A na to, ze musi czytac nie te ksiazki jakos tak wyraznie
                    narzekal. Czyli co mu tam kazali robić?

                    Wygląda mi też na to, że jego praca w Instytucie nie była też taką pracą w
                    zespole, wymagającą kontaktowania się i konsultowania ze współpracownikami (a
                    taką by była każda odpowiedzialna, naukowa praca w czymś w stylu Instytutu), ale
                    raczej była to praca sprzyjająca alienacji i dziwaczeniu Ignacego.
                    No nie wiem co o tym sądzicie. Bo może on był po prostu taki, a współpraca z
                    ludźmi nie pomagała mu być bardziej w kontakcie z rzeczywistością i nie wpływała
                    na niego pozytywnie (w sensie, że teoretycznie to dzięki pracy z ludźmi musiałby
                    wiedzieć jak inni radzą sobie z problemami codziennego życia, z rodzinami,
                    dziećmi, dodatkowym zarobkowaniem itp. i to by na niego tak czy owak jakoś
                    realistycznie oddziaływało, a tymczasem on żył dalej w swoim świecie). Co
                    myślicie? Pozdrawiam!
                    • jottka Re: Ignac, plama biblioteczna u Raczynskich 26.02.07, 12:46
                      ginestra napisała:

                      > A na to, ze musi czytac nie te ksiazki jakos tak wyraznie narzekal. Czyli co
                      mu tam kazali robić?


                      np. sporządzić katalog pism ulotnych z powstania listopadowego, a propaganda
                      narodowa zawsze go wściekle nudziła:)

                      w dowolnej bibliotece o charakterze placówki naukowej gromadzi się książki,
                      druki, pisma ulotne i co tam jeszcze pod kątem profilu danej placówki.
                      wspomniany kórnik zbiera wszelkie polonica, to trzeba opracować (opisać, zbadać
                      pochodzenie, autora, miejsce powstania, to nie są zawsze rzeczy oczywiste i
                      wymagają fachowych badań), często trzeba o to fizycznie zadbać (i wiedzieć, czy
                      i jakie kopie robić, ew. w jakich formach udostępniać), zainteresować się
                      związkami takiego druku z podobnymi na stanie, to są normalne i bardzo obszerne
                      programy naukowe, filolog klasyczny mógł zostac zapędzony do studiów nad drukami
                      baroku, pełnymi łaciny makaronicznej i bardzo nieklasycznej, i mógł rzęzić:)


                      > Wygląda mi też na to, że jego praca w Instytucie nie była też taką pracą w
                      > zespole, wymagającą kontaktowania się i konsultowania ze współpracownikami (a
                      > taką by była każda odpowiedzialna, naukowa praca w czymś w stylu Instytutu


                      eee? praca naukowa humanisty polega głównie, jak rzekła pewna zasłużona
                      humanistka, na wyporności tyłka:) a kontakty międzyludzkie są, tyle że takie jak
                      w bodaj w noelce przedstawianej rozmowie z panem docentem, tj. dyskutuje się z
                      zapałem nad hipotetyczną proweniencją wczesnego obrazu mistrza pasji śrymskiej z
                      15.w., a nie nad dostępnością mięsa na kartki, dajmy na to
                • jottka Re: Ignac, plama biblioteczna u Raczynskich 26.02.07, 12:24
                  ale zasadniczo czy on tylko prosty filolog klasyczny, czy kształcony
                  bibliotekoznawiec, to i tak pracując w bibliotece o profilu naukowym musi(ał)
                  robić kolejne stopnie specjalizacji pod groźbą eliminacji:) młodszy kustosz,
                  starszy, dyplomowany, no nie znam sie na tym, ale to są kolejne etapy,
                  poświadczane kursami i egzaminami,z rozmaitymi specjalnościami (typu starodruki
                  polskie czy tam inne) - praca w bibliotece niekoniecznie oznacza tylko wydawanie
                  książek czytelnikom, a jak on miał inne wykształcenie kierunkowe, to raczej w
                  takim miejscu do bardziej specjalistycznych celów go wykorzystywano

                  jak np. w znanej mi nieco bibliotece kórnickiej pracują ludzie z dyplomami
                  polonistów, historyków czy historyków sztuki, którzy wymienione wyżej tytuły
                  kustoszy zdobywali właśnie w ramach pracy, jako normalny element stałego
                  kształcenia w zawodzie - samo bibliotekoznawstwo to może być za mało w pracy w
                  takich instytucjach
                  • ginestra Re: Ignac, plama biblioteczna u Raczynskich 26.02.07, 12:42
                    Dzięki Ido i Jottko!

                    Wasze wypowiedzi sporo rozświetlają temat. Czyli praca wymagała od niego ciągłej
                    nauki i przygotowywania się do różnych czy to dyplomów czy to przekazywania
                    wiedzy młodszym adeptom.
                    Wyobrażam sobie, że to dla niego idealna praca - tak czytać i uczyć się. No i
                    bądź co bądź był przecież filologiem klasycznym, nie tylko bibliotekoznawcą,
                    więc mógł być jakoś szerzej wykorzystywany.
                    Pozdrawiam!
    • truscaveczka Re: Ignac do piachu???! 11.02.07, 18:04
      Dla mnie Ignacy zawsze był z lekka nietenteges ;)
      Awantura zrobiona Mamertowi przy okazji operacji Mili, pierogami w telewizor,
      dupowatość przeplatana z przesadnym patosem, hipochondrią ale i wybuchami zgoła
      nieprzystojącymi stoikowi :)
      Ale ja Ignacowa antyfanka jestem :)
      • lorelai30 Re: Ignac do piachu???! 12.02.07, 21:27
        Ja takoż. I to od Kwiatu Kalafiora, nie od Kalamburki. Córka przestaje chodzić
        do szkoły, bo tatuś się zaczytał, a ktoś przecież w rodzinie dorosły musi być.
        To było obrzydliwe. A scena ze zmywarką była już w Imieninach. No, ale to co się
        w CP wyrabia i rodzina na to nic... Grzegorza wychowanie syna (i neutralizowanie
        wpływu dziadka) ogranicza się do podsunięcia do czytania Conan Doyle'a.
        • lezbobimbo Re: Ignac do piachu???! 12.02.07, 21:44
          W Noelce i Pulpecji nie potrafi sie nawet sam ubrac, za to wyartykulowac
          zadania herbatki lub czegos do zjedzenia to owszem. Typowo polski maczo,
          obslugiwany troskliwie przez wszystkie kobiety swego haremu ;)
          Za to w podziece ustala sie, która to córka ma meski umysl. I jak bardzo
          naganne sa maslane lapy do "typowo kobiecych" zajec - Borejko sam nic nie
          ugotuje ani nie posprzata, ale za to smie stawiac córkom za przyklady Aspazje z
          Miletu itp. No rozszarpac dziada!

          Byc moze w ostatnich tomach autorka wymyslila klucz literacki Romek & Julka i
          potrzebne byly jej do tego 2 sklócone rodziny z zajadlymi seniorami na czele -
          moze mialo to byc nawet komediowe w zamysle, ale wychodzi troche upiornie.
          Czlowiek zaczytany, zamyslony, zyjacy obok rzeczywistosci i przedstawiany jako
          niezaradny i lagodny, nagle przeobraza sie w paranoicznego cerbera, strzegacego
          cnoty swoich córek i wnuczek?
          Wedlug mnie, gdyby poszedl na emeryture, to by sie tylko z tego cieszyl - tozto
          jeszcze wiecej czasu na czytanie!


          • jhbsk Re: Ignac do piachu???! 13.02.07, 10:23
            Też mam takie wrażenie. Leń obsługiwany przez rodzinę. A awantura o zmywarkę to
            był szczyt bezczelności! Sam nie zhańbił się umyciem szklanki!
            • gaudia Re: Ignac do piachu???! 15.02.07, 02:05
              bardzo celnie rzecz podsumowała Lezbobimo. Chyba miało byc smiesznie: zderzenie
              młodych ze starym szlachciurą, zderzenie różnych rodzin, moze w strone Fredry to
              mialo isc?...wyszło upiornie. A co najgorsze - sztucznie.

              W ogóle sztuczność to coś co najbardziej boli w ostatnich tomach.
              W KK czułam sie jak w domu (jestem rówiesniczka GB). Lekkość pisania, wdzięk,
              subtelna ironia, spokojna narracja bez nachalnego belferstwa - to było to.
              Jeden watek głowny, pare bocznych, delikatnie rysowanych...spokój, smak.
              Teraz jak w wideoklipie - szybki montaż, stu bohaterów, dialogi bez smaku. Nie
              moge oprzeć sie wrażeniu, ze to wszystko jakos na siłe, pod publiczkę młodą.
              Całkiem niepotrzebnie :(
          • uccello Re: Ignac do piachu???! 17.02.07, 18:39


            > Wedlug mnie, gdyby poszedl na emeryture, to by sie tylko z tego cieszyl -
            tozto jeszcze wiecej czasu na czytanie!

            Hmmm, Ignacy senior oprócz zamiłowania do lektury, ma jeszcze spore
            -------potrzeby oratorskie---------. Kiedy przestał chodzić do pracy( gdzie
            słuchano jego wywodów, bądź z zainteresowania tematem, bądź ze zwykłej
            grzeczności wobec starszego utytułowanego Pana), siłą rzeczy szukał ofiar na
            Roosevelta5. A tu, każdy żyje swoimi sprawami, uczą się, pracują, zakładają
            swoje rodziny ,zakochują, wyjeżdżają gdzieś na Jowisza w maliny, i Ignacy,
            który----
            • alitzja Re: Ignac do piachu???! 17.02.07, 19:32
              uccello napisała:
              > Zaostrza mu się pod nieobecność Mili.

              Fakt. Mam nadzieję, że jeśli nadejdzie moment uśmiercenia kogoś z najstarszego
              pokolenia Borejków, to jednak Ignacy zejdzie pierwszy. Bo wyobraźcie sobie, co
              się będzie działo, jeśli Mili (której jakoś nie lubię i tak) zabraknie na
              amen?! Kto będzie dziada hamował?!
            • onion68 Re: Ignac do piachu???! 18.02.07, 12:22
              > Chęć bycia osobą ważną i pożyteczną była w nim zawsze.

              Nie zauważyłam tej chęci ani w KK, ani w "Idzie", gdzie akcja skupia się wokół
              Borejków. Dopiero w "Noelce" Ignacy obdzwania sklepy w poszukiwaniu pantofli dla
              Idy (ale to w wyniku przydziału, w sytuacji awaryjnej, nie na ochotnika
              bynajmniej), a potem doznaje kontuzji zdejmując firanki. To, co prawda, z
              własnej woli, ale przypuszczam, że nie ze szlachetnych pobudek, lecz aby się
              oddalić i nie być dłużej świadkiem całej tej paniki.
              Co prawda, skłonność do dezpotyzmu też u niego wcześniej nie występowała.
              • uccello Re: Ignac do piachu???! 18.02.07, 12:46
                No, ale piszę właśnie ,że dawał co miał w swoim przekonaniu najlepszego-
                podbudowę teoretyczną.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka