Dodaj do ulubionych

egzemplarze jezycjady jako osobiste pamietniki

31.01.07, 15:29
nie moge byc pewna, czy ten watek juz zawital na forum, poniewaz po
przeczytaniu tematow na 8 stronach wstecz dostalam oczoplasu i zdecydowalam,
ze zaloze nowy, a Wy mnie najwyzej obrugajcie, co mi tam ;}

zerkajac co i rusz do swoich egzemplarzy jezycjady tudziez podziwiajac z
cisza w duszy caly komplet na poleczce, zauwazam nieslychana ilosc roznych
fizycznych oznak mojego dorastania, a nastepnie dojrzewania wraz z- oraz
wobec cyklu MM.

najstarszy egzemplarz pochodzi z 1990 roku - jest to OwR [moja ukochana
okladka!], bodaj drugie wydanie tej ksiazki zakupione do mej biblioteczki. z
tego samego roku pochodzi KK rozczlonkowany w calosci na osobne kartki i
przewiazany wyblakla aksamitna wstazeczka [ktora wplatalam we wlosy jako
szesnastoletnia 'hippisiara'].
bardzo zaluje, ze starsze egzemplarze zaginely na wieki, pozyczone kolezankom
z wczesnych klas szkolnych, z podworka i skad tam jeszcze; kartki jednej z
tych ksiazek nosily ponoc slady autoekstrakcji mlecznego zeba ;}

lecz i tak na stronach wszystkich, nawet najnowszych ksiazek MM znajduje
slady mojego zycia i roznych zdarzen, o ktorych pewnie bym zapomniala, gdyby
nie utrwalil ich cierpliwy papier ;}

sa wiec oczywiscie slady rozmaitych przekasek [klasyka przy tych
lekturach :}], swiadczace o przemianach moich preferencji smakowych i
kulinarnych na przestrzeni lat.
sa zagiete rozki, podkreslenia, dopiski, rozwazania w miejscach, nad ktorymi
dzis juz sie nie zastanawiam lub tez mysle o tych fragmentach cos zgola
roznego.
sa pokolorowane flamastrem obrazki! [BBB] i sama nie wiem, czy bardziej mnie
to dzis zlosci czy bawi... tekst uzupelnialam graficznie zreszta latami,
wklejajac tu i tam rozmaite reprodukcje, szkicujac olowkiem etc.
znajduje tez w jezycjadzie, i stale wsuwam pomiedzy jej kartki, recenzje
wyciete z prasy, wiersze, cytaty z innych lektur.
na porzadku dziennym jest kolekcja nieskasowanych biletow warszawskiego
tarnsportu miejskiego obejmujaca lata 1990-2000 [kapital na czarna godzine?],
papierki po licznych krowkach i innych cukierkach [irysy! sugusy! guma donald
i turbo!], historyjki i tatuaze zmywalne z gum do zucia...
w kilku miejscach slady lez wylanych nad nastoletnia miloscia zmienily
strukture papieru na cos w rodzaju zamszu...
IS juz nigdy nie odzyskala pierwotnej swej geometrii po wymiedleniu i
wyssaniu przez mlodszego braciszka :}...
rozlany na kartkach Klamczuchy wosk przypomina o Andrzejkach 1992, a slady
spalenizny przywoluja na pamiec rozmaite ogniska, latarki i lampki pod koldra
i inne niebanalne zrodla swiatla, przy ktorych czytalo sie poszczegolne tomy,
ogryzajac paznokcie...

zebyscie nie mysleli sobie, ze ksiazek szanowac nie umiem [wrecz przeciwnie,
od pewnego czasu mam wrecz obsesje na punkcie dbania o nie], wyznam, ze
jedyna to doszczetnie zeszmatlawiona kolekcja w mojej bibliotece; szmatlawie
ja zreszta do dzis, choc rozwazniej niz kiedys, i sprawia mi to moc uciechy.
jest to chyba po prostu wyraz przywiazania, jakim darze jezycjade, zaufania
do przedstawionego w niej porzadku swiata, ale tez - zwlaszcza ostatnio -
proby oswojenia sobie tych tresci, ktore nie przemawiaja do mnie, jak
dawniej. a ja wciaz o nie walcze i jakos je sobie przekladam na
moj wlasny jezyk :}

czy i Wasze egzemplarze nosza slady podobnej milosci ;}? i co sie z Waszego
zycia utrwalilo na ich kartkach?
okropnie jestem ciekawa!
Obserwuj wątek
    • elwinga Re: egzemplarze jezycjady jako osobiste pamietnik 31.01.07, 16:14
      To moja Jeżycjada wygląda przy Twojej zupełnie dziewiczo. :) Ale potrafię to
      sobie wyobrazić, bo u mnie rolę takiej książki-pamiętnika pełni zasadniczo
      Biblia. :)

      • tygrys2112 Re: egzemplarze jezycjady jako osobiste pamietnik 31.01.07, 19:34
        podkreślam cytaty i zwroty, które mnie zaintrygowały, a w Szóstej Klepce
        serduszkiem oznaczałam początek i koniec każdego opisu czy zdania, który ma
        jakikolwiek związek z uczuciem Cesi i Hajduka. :) to była zawsze moja ukochana
        książka. w niektórych częściach Jeżycjady stawiałam uśmieszki przy scenach,
        które mnie najbardziej zaintrygowały. Zaznaczam też przepisy na potrawy. :)
    • onion68 Re: egzemplarze jezycjady jako osobiste pamietnik 31.01.07, 21:22
      Cóż, u mnie estetycznie (zgodnie z tradycyjnym pojęciem estetyki) wyglądają
      tylko te książki, których nie lubię albo nie chce mi się do nich wracać za
      często. Z Jeżycjady aktualnie "Język Trolli" (tylko dwa razy czytany), "Żaba" i
      CzP (po razie). W pozostałych, oprócz luźnych, fruwających kartek, są jeszcze
      ślady uczt kulinarnych towarzyszących ucztom duchowym, oraz świadectwa
      pierwszych prób "pisarskich" i wyczynów plastycznych moich dzieci. Któraś jako
      kolorowanka jest potraktowana również (bodaj czy nie "Małomówny"). A więc
      historia rodziny bardziej.
      • onion68 Re: egzemplarze jezycjady jako osobiste pamietnik 31.01.07, 21:44
        Bardzo lubię taki fragment z "Klaudyny" Colette (to też pensjonarska powieść,
        tylko pensjonarki w niej mocno niekonwencjonalne), kiedy to Klaudyna po
        wyjeździe do Paryża, nie mogąc się tam tak od razu zaaklimatyzować, podczas
        lektury znajduje w książce okruszek ciasta z czasów Montigny i to na chwilę
        pozwala jej tam "wrócić". Pewnie jest tak, że książki, towarzysząc nam ciągle w
        życiu, pozwalają też nawiązać łączność między miejscami i czasami, a nawet nami
        samymi z przeszłości.
        Poza tym, widzę w tym jakieś usprawiedliwienie dla tego, co wyczyniam czasami z
        książkami ;) Ale nie mogę sobie jakoś wyobrazić tego, że po zakończeniu
        wszystkich innych zajęć i wypełnieniu obowiązków na dany dzień, myję grzecznie
        rączki i siadam nareszcie w kąciku z zakładką w ręku, aby CZYTAĆ.
        • ginestra Re: egzemplarze jezycjady jako osobiste pamietnik 31.01.07, 22:31
          Bardzo mnie to co piszecie zaciekawiło, wzruszyło i zafrapowało: takie
          traktowanie książek jako bardzo osobistych towarzyszy, wtykanie do nich
          rozmaitych biletów autobusowych, papierków po krówkach, rysowanie serduszek i
          zaznaczanie ciekawych fragmentów ogromnie mi się podoba.. :))

          Ten wątek daje niemniej ogromny wgląd w nasz charakter. Ja na przykład mam jakąś
          taką dziwną, __przeciwną__ do Waszej właściwość: nie mam śmiałości nic napisać
          na książce, nic zaznaczyć (oczywiście podręczniki czy lektury szkolne w dawnych
          czasach to co innego, ale na nich też - ołówkiem tylko, a przy pisaniu pracy
          magisterskiej to w książkach typu powieści też nie, w ogóle, a cytaty
          zapisywałam na fiszkach z numerami stron i uwagami czy na dole czy na górze
          strony itp).

          Oczywiście książki noszę wszędzie gdzie się da i czytam je też w autobusach
          itp., ale w domu na przykład nigdy w łazience czy w wannie, a tylko w pokoju, w
          łóżku czy w kuchni. Mam natomiast słabość do zakładek i zawsze chcę mieć w
          książce zakładkę z prawdziwego zdarzenia i z tym się czuję najlepiej gdy ją mam,
          jakoś tak się w tej książce mogę wtedy rozgościć, chociaż w różnych sytuacjach
          posługiwałam się jakimiś pocztówkami, ulotkami itp. w roli zakładek, usuwając je
          jednak skrzętnie po lekturze. Co do serduszek i własnych notatek, podkreśleń, to
          myślę, że nie robiłam tego z jakiejś obawy, że następny czytający mógłby się o
          mnie za wiele osobistych rzeczy dowiedzieć, a książki pożyczam, a w rodzinnym
          domu miałam też czytające rodzeństwo, chociaż tak jak teraz myślę, to można mieć
          przecież takie książki bardzo osobiste "tylko moje", jak piszecie o Jeżycjadzie.
          Dziwna rzecz, nawet płacząc nad książką raczej płakałam w poduszkę, żeby tylko
          nie naruszyć książki. Żadnych zawiniętych rogów, jeśli czytanie przy jedzeniu,
          to tak, żeby nic się książce nie stało, na stole zawsze mam serwetki papierowe i
          dla mnie przekręcić kartkę ręką w/po dżemie czy maśle - nie do pomyślenia. Z
          kolei nie jestem wcale osobą pedantyczną i raczej - jak pisałam w wątku/
          fragmencie wątku/ o sprzątaniu - ogólnie w domu zawsze jest trochę chaotycznie,
          choć "w tym szaleństwie jest metoda" i bez pewnego ładu i pewnej przytulności
          nie byłabym w stanie po prostu żyć. Książki natomiast są w różnych stosikach i
          na półkach, ale też jakoś tak "dobrze traktowane", nie rzucane gdziekolwiek.

          A więc stosunek do książek, jak teraz myślę, z inspiracji Waszymi wypowiedziami,
          mam specyficzny, jakiś pełen nabożeństwa. Książki też niektóre okładam w okładki
          z pisemek, kalendarzy, jeśli mam je zwłaszcza wozić po mieście i długo czytać
          lub pracować na nich lub są pożyczone od kogoś itp. Książka jest dla mnie trochę
          jak człowiek. Kiedyś utkwiło mi w pamięci takie zdanie, wyczytane, że kiedy
          palono książki, ktoś to skomentował: teraz palą książki, a potem ludzi będą
          palić. I to podobno tak jest, w historii, zawsze. Nie chcę powiedzieć, że jak
          ktoś rysuje na __ulubionej__ książce, to jej nie szanuje czy coś. Ja myślę, że
          to jest właśnie pozytywne, jest przykładem śmiałości i otwartości na świat,
          dobrej przyjaźni z samym sobą, nie obawiania się reakcji otoczenia na nasz świat
          wewnętrzny wyrażony jakoś poprzez te serduszka, rysunki, zaznaczenia itp. Trochę
          zazdroszczę, bo tak nie umiem.

          Jeżycjadę mam (niekompletną), ale w dobrym stanie (żaden tomik się nie
          rozpada..). Ja wiem, że pewnie mogę się Wam wydać osobą nudną lub bardzo
          skrępowaną zakazami, ale najdziwniejsze jest to, że nie byłam wcale pedantycznie
          wychowywana czy też w nadzwyczajnym nabożeństwie do książek, to o czym piszę
          bardziej wynikło ze mnie samej.
          A książki kocham i czytam, i nie mogłabym bez nich żyć. Czasem mi się zdarza
          odkryć, że jak w księgarni natrafiam na jakąś taką naprawdę super książkę, to
          noszę ją po tej księgarni przyciśniętą wręcz do serca, bezwiednie i odruchowo,
          jakby podświadomie czując: książko, cieszę się, że na ciebie trafiłam, nie oddam
          cię już, dziękuje itp. Tak dziwnie jakoś.
          Ale strasznie mi się podoba to co piszecie, i o tym okruszku znalezionym w
          książce i o wspomnieniach dzieciństwa i innych wydarzeń, w których książki Wam
          towarzyszyły. No i fajne są takie "sczytane" książki. Ja kiedyś, gdy należałam
          do bibliotek to zawsze po takie sięgałam i okazywały się super cudowne.
          Kupowałam też kiedyś trochę książek w antykwariatach i też miały czasem jakiś
          "rys właściciela", co było dla mnie bardzo ciekawe..
          Dużo by w ogóle można o książkach mówić.
          Pozdrawiam!
          • onion68 Re: egzemplarze jezycjady jako osobiste pamietnik 01.02.07, 08:29
            Ginestro, na pewno nie pomyślę, że jesteś pedantyczna, nudna, skrępowana etc.
            Przypomniało mi się to, co ktoś napisał kiedyś na FK, że książki można darzyć
            miłością dworską lub miłością zmysłową. Widocznie Ty reprezentujesz tę pierwszą
            opcję :-)
            • ginestra Re: egzemplarze jezycjady jako osobiste pamietnik 01.02.07, 09:09
              Tak, masz rację Onion68! :-) Myślę, że to po prostu taka dworska miłość :-) Dzięki!
          • laura-gomez Re: egzemplarze jezycjady jako osobiste pamietnik 01.02.07, 12:39
            Ja podobnie jak Ginestra nic w swojej Jeżycjadzie nie zakreslam ani nie
            podkreslam. jedyna ksiązką cyklu, która się rozpada są "Imieniny", a to
            dlatego, że to ona była zalążkiem mojej kolekcji i najczęściej ją czytałam. W
            podstawówce zakończyłam lekturę Jeżycjady na CR (więcej tomów jeszcze wtedy nie
            było) i byłam zrozpaczona faktem, że to już koniec serii. prosze więc sobie
            wyobrazić moją ogromną radość, kiedy w liceum (chyba w pierwszej klasie)
            dostałam pod choinkę "Imieniny". A potem to już kupowałam wszyytkie tomy po
            kolei (te nowe, w miarę możliwośći, w dniu premiery, bo nie mogłam się
            doczekać, co nowego MM wymyśliła)
          • agulle Re: egzemplarze jezycjady jako osobiste pamietnik 01.08.07, 10:01
            Witajcie
            Ja nie mam całej Jeżycjady, zaledwie jej kilka tomów, resztę pożyczałam z
            biblioteki :(
            Ale o traktowaniu książek miałam pisać:
            Zostałam wychowana w przeświadczeniu, że książek się nie niszczy, nie rysuje po
            nich, nie wyrzuca - lepiej znaleźć jej nowego właściciela niż wyrzucić na
            śmietnik. Pewnie dlatego, że moi rodzice (i ja przez kawałek życia) też żyliśmy
            w czasach kiedy dobre książki nie były powszechnie dostępne i trzeba było mieć
            znajomą "księgarzankę", żeby coś kupić spod lady.
            Moje książki wyglądają jakby były nieczytane, używam zakładek, żeby nie
            naruszyć grzbietu (nie odkładam książki rozłożonej), na czas czytania okładam
            książkę. nie lubię pożyczać, bo wracają do mnie zużyte, chyba, że pożyczający
            wie o moich "fanaberiach" i szanuje moje książki. ALE jest coś, co z nimi
            robię - perfumuję je zapachem, który jest akurat w moich laskach. Po latach
            wzięta taka książka wciąż nosi zapach moich kiedyś używanych perfum (znaczy wód
            toaletowych). Jedną książkę mam nawet pachnącą męskim CK Obsession – po kryjomu
            wziętą od narzeczonego (dzisiaj już mojego męża) – ale ta książka właśnie od
            niego była i kiedy ją czytałam chciałam go mieć przy sobie.
        • wierszyk-pana-leara Re: egzemplarze jezycjady jako osobiste pamietnik 01.02.07, 01:36
          onion68 napisała:
          > książki towarzysząc nam ciągle w życiu, pozwalają naiwiązać łączność między
          miejscami i czasami, a nawet nami samymi z przeszłości<

          O! właśnie! Jak to trafnie ujęłaś.

          a Monteskiusz napisał:
          > książki są jak towarzystwo, które sobie człowiek dobiera<
          i też się z nim zgadzam, mimo ,że chłopak rzadko udziela sie na naszym forum.
          • ginestra Re: egzemplarze jezycjady jako osobiste pamietnik 01.02.07, 09:12
            Fajnie Wierszyku piszesz o Monteskiuszu: "chłopak udzielający się na naszym
            forum" Bardzo mnie to rozbawiło :-)))
            Ja też się z nim zgadzam, oraz ze zdaniem o tej wielowymiarowej łączności
            poprzez książki.
            Pozdrówka!
            • lemurcio Re: Pulpecja i Pączek 01.02.07, 09:54
              U mnie "Pulpecja" jest tą książką która nosi na sobie wyrażne ślady z
              przeszłości, oj, bardzo wyraźne...:) We wczesnym okresie nastoletnim byłam
              szczęśliwą posiadaczką świnki morskiej o wdzięcznym imieniu Pączek (nie wiem
              skąd ja wytrzepałam to imię, chyba z książeczki jakiejś dla dzieci?) Nie miałam
              serca trzymać jej cały czas w klatce, ergo - mój pokój nosił znamiona jej
              osobowości - wiecie, sierść, bobeczki, i ten specyficzny zapaszek ...świnki już
              dawno nie ma ale została Pulpecja z tylną okładką wygryzioną we wdzięczne ząbki
              jej ząbkami...Z początku byłam na nią wściekła, nie lubię niszczenia książek,
              ale tym razem okazało się to pomocne! Niedawno kłóciłam się z siostrą o
              Pulpecję (prawa własności) i to wygryzienie posłużyło mi za koronny dowód w
              naszej burzliwej dyskusji. Plus dla Pączka.
              • tilija Pulpecja i łąka 01.02.07, 11:23
                A ja niedawno przeglądałam Pulpecję bo wydała mi się podejrzanie pękata i
                zniekształcona. Znalazłam w niej zasuszone pół łąki - chabry, maki, rumianki,
                co mi przypomniało minione lato i miłe chwile przy lekturze Pulpecji na łonie
                natury.
    • limotini Re: egzemplarze jezycjady jako osobiste pamietnik 01.02.07, 09:42
      Ja raczej po książkach typu Jeżycjada nie piszę, nie rysuję ani nic takiego,
      choć podobnie jak ginestra czytam w wielu różnych miejscach, a w podróży to już
      na pewno.

      Jedyne książki, po których bez skrępowania pozwalam sobie pisać, to utwory w
      obcych językach kupione głównie w celu nauki tychże. W takim wypadku jednak
      notatki mają przede wszystkim charakter tłumaczenia, bez silniejszego niż
      lingwistyczny związku z treścią.

      Za to książka (taki komplet: treść + papierowy egzemplarz) to dla mnie istna
      maszyna do podróży w czasie i przestrzeni. Czytając czasem jestem w stanie
      przenieść się do chwili/miejsca, w którym czytałam tę powieść po raz pierwszy
      (albo kolejny bardzo intensywnie), nie wspominając już o miejscach akcji w mojej
      wyobraźni. I chyba nie potrzebuję do tego okruszków :)

      "Kwiat Kalafiora" - biblioteka osiedlowa, taka w starej kamienicy z czerwonej
      cegły (już nie istnieje, zburzono ją parę lat temu) - parę razy usiłowałam się
      przemóc i wyporzyczyć tę polecaną mi przez Mamę książkę o obrzydliwym tytule

      "Opium w rosole" - jak czytam sceny w mieszkaniu Ogorzałków, to oczyma duszy
      widzę kuchnię w mieszkaniu moich rodziców (które już dawno należy do kogoś
      innego i wygląda pewnie inaczej) - dokładnie tak samo wyobrażałam sobie to
      pomieszczenie: układ, meble, blat stołu... (choć pewnie niedokładnie zgadza się
      to z opisami)

      Jeszcze trochę tego jest (np. mimo usilnych starań Szósta Klepka w mojej
      świadomosci dzieje się na Jagiellońskiej w Szczecinie - tam też są takie ładne
      domy z wieżyczkami)

      Pozdrawiam






      "




      • jottka re uboczne 01.02.07, 12:04
        na jagiellońskiej?:) to hałaśliwa ulica i bez klimatu secesji, choć o niego w
        szczecinie trudno, raczej bym obstawiała śląską albo coś w rodzaju bolesława
        śmiałego, no żeby te murki z ogródeczkami przed kamienicami były
        • dakota77 Re: re uboczne 01.02.07, 13:46
          Po mojej Jezycjadzie widac lata czytania, ale wszytskie tomy trzymaja sie dobrze. Nie mam zwyczaju rysowac ani robic notatek w ksiazkach, ktore nie sa podrecznikami. Uwazam to za brak szacunku dla ksiazki:)
    • nula8 Re: egzemplarze jezycjady jako osobiste pamietnik 02.02.07, 08:51
      Ja też raczej nie robię notatek w książkach - nie tyle z szacunku dla książek,
      co z obawy, że są zbyt osobiste i ktoś je może przeczytać.
      Ale - czytanie pierwszych tomów jeżycjady: SZóstej klepki, Kłamczuchy, Kwiatu,
      Idy i Opium - przypadło na lata wczesnej podstawówki (Brulion wyszedł na
      wakacjach po mojej siódmej czy ósmej klasie). Był to taki durny okres, kiedy
      wystawiałam stopnie czytanym książkom. I zaznaczałam fragmenty, które mi się
      podobają lub nie. Wszystkie te książki miały zatem ocenę na końcu oraz mój,
      starannie wypracowany, dorosły, podpis. Oceny te to były oczywiście piątki -
      szóstki weszły w użycie, gdy poszłam do liceum :)
      Z tych egzemplarzy do dziś została mi tylko Kłamczucha, bo reszta się
      rozpadła...
      • trawiasta Re: egzemplarze jezycjady jako osobiste pamietnik 10.02.07, 18:07
        Mogę podpisać się pod postem ginestry :-) Nigdy nawet nie przyszło by mi do
        głowy, żeby potraktować książkę jak pamiętnik... wpisywać coś, wklejać... nie
        to, że krytykuję, tylko - jakoś mi ten pomysł całkowicie obcy :-) Pewnie kwestia
        wychowania; jeśli zdarza mi się zaznaczyć coś w książce (a i to wyłącznie w tzw.
        naukowych), to tylko ołówkiem. Interesujące mnie cytaty zwykłam była przepisywać
        zawsze do jakiegoś zeszytu tudzież notatnika. Książki, jeśli mi się rozpadają,
        to od nadmiernej ilości przeczytań (np. gdy były słabo klejone).
        • moleslaw Re: egzemplarze jezycjady jako osobiste pamietnik 09.07.07, 06:57
          Prawie w każdej książce z tego cyklu są moje podkreślenia,czasami notatki
          .Zaznaczam różne cytaty,opisy bohaterów jak i opisy mieszkań.Najdziwniejsze jest
          to ,że raczej dbam o książki,większość jest w takim stanie w jakim je
          zakupiłam,jeśli kupuję nową książkę jest ona ( w większości przypadków) w stanie
          idealnym nawet po latach.Wyjątkiem są książki kupowane w antykwariatach czy na
          straganach,no i oczywiście ukochana Jeżycjada.
          Czytam oczywiście wszędzie gdzie tylko się da.Mam też nawyk zaznaczanie
          stron w książkach paluszkiem bądż łyżeczką od herbaty,niczym Ignacy Borejko.
    • nighthrill Re: egzemplarze jezycjady jako osobiste pamietnik 11.07.07, 18:58
      Moje starsze egzemplarze też są strasznie wyeksploatowane...również wysyawiałam
      ksiązkom oceny i komentarze ( typu "Ta jest moja ulubiona" czy "Uwielbiam tę
      książkę" :)), a nawet założyłam domową bibliotekę - pożyczyłam od mamy pieczątkę
      i stemplowałam książki na pierwszych stronach, nadawałam im numery i wciągałam
      na listę.
      Teraz już tego nie robię:) Natomiast podpisuję imieniem, nazwiskiem oraz datą i
      miastem zakupu. Czasem coś podkreślę ołówkiem, nie ma też nic przeciw kąpaniu
      się z książką ( mimo że jest potem pofałdowana).
      A stare Jeżycjady? Wybrudzone, pozaginane, mieszkały w różnych miastach, na
      różnych półkach, pożółkłe nieco...
    • tippi Re: egzemplarze jezycjady jako osobiste pamietnik 27.08.07, 09:52
      Ja również podpisuję się pod postem ginestry. Wychowano nas tak, że po książkach
      się nie pisze, nie rysuje i nic się do nich nie wkleja- dlatego nasze
      podręczniki zanoszone do komisu wyglądały niemal jak nieużywane. Podobnie jak w
      przypadku kilku poprzednich osób, powieści traktuję jak ludzi.
      Pod koniec podstawówki polonistka dała dodatkowe zadanie: osoby czytające dużo
      książek miały wpisywać tytuły i autorów dieł do osobnego zeszytu i napisać
      krótką opinię na temat danej książki lub chociażby wystawić ocenę z gwiazdek (od
      1 do 5). Szósta klasa skończyła się, a ja nadal nie mogę przestać "katalogować,"
      przeczytanych książek, za każdym razem gdy którąś skończę, wpisuję tytuł, autora
      i wystawiam gwiazdki... Mam też podobny zwyczaj z filmami, tytuły zaznaczam z
      notatkach kalendarza szkolnego.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka