prapti
31.01.07, 15:29
nie moge byc pewna, czy ten watek juz zawital na forum, poniewaz po
przeczytaniu tematow na 8 stronach wstecz dostalam oczoplasu i zdecydowalam,
ze zaloze nowy, a Wy mnie najwyzej obrugajcie, co mi tam ;}
zerkajac co i rusz do swoich egzemplarzy jezycjady tudziez podziwiajac z
cisza w duszy caly komplet na poleczce, zauwazam nieslychana ilosc roznych
fizycznych oznak mojego dorastania, a nastepnie dojrzewania wraz z- oraz
wobec cyklu MM.
najstarszy egzemplarz pochodzi z 1990 roku - jest to OwR [moja ukochana
okladka!], bodaj drugie wydanie tej ksiazki zakupione do mej biblioteczki. z
tego samego roku pochodzi KK rozczlonkowany w calosci na osobne kartki i
przewiazany wyblakla aksamitna wstazeczka [ktora wplatalam we wlosy jako
szesnastoletnia 'hippisiara'].
bardzo zaluje, ze starsze egzemplarze zaginely na wieki, pozyczone kolezankom
z wczesnych klas szkolnych, z podworka i skad tam jeszcze; kartki jednej z
tych ksiazek nosily ponoc slady autoekstrakcji mlecznego zeba ;}
lecz i tak na stronach wszystkich, nawet najnowszych ksiazek MM znajduje
slady mojego zycia i roznych zdarzen, o ktorych pewnie bym zapomniala, gdyby
nie utrwalil ich cierpliwy papier ;}
sa wiec oczywiscie slady rozmaitych przekasek [klasyka przy tych
lekturach :}], swiadczace o przemianach moich preferencji smakowych i
kulinarnych na przestrzeni lat.
sa zagiete rozki, podkreslenia, dopiski, rozwazania w miejscach, nad ktorymi
dzis juz sie nie zastanawiam lub tez mysle o tych fragmentach cos zgola
roznego.
sa pokolorowane flamastrem obrazki! [BBB] i sama nie wiem, czy bardziej mnie
to dzis zlosci czy bawi... tekst uzupelnialam graficznie zreszta latami,
wklejajac tu i tam rozmaite reprodukcje, szkicujac olowkiem etc.
znajduje tez w jezycjadzie, i stale wsuwam pomiedzy jej kartki, recenzje
wyciete z prasy, wiersze, cytaty z innych lektur.
na porzadku dziennym jest kolekcja nieskasowanych biletow warszawskiego
tarnsportu miejskiego obejmujaca lata 1990-2000 [kapital na czarna godzine?],
papierki po licznych krowkach i innych cukierkach [irysy! sugusy! guma donald
i turbo!], historyjki i tatuaze zmywalne z gum do zucia...
w kilku miejscach slady lez wylanych nad nastoletnia miloscia zmienily
strukture papieru na cos w rodzaju zamszu...
IS juz nigdy nie odzyskala pierwotnej swej geometrii po wymiedleniu i
wyssaniu przez mlodszego braciszka :}...
rozlany na kartkach Klamczuchy wosk przypomina o Andrzejkach 1992, a slady
spalenizny przywoluja na pamiec rozmaite ogniska, latarki i lampki pod koldra
i inne niebanalne zrodla swiatla, przy ktorych czytalo sie poszczegolne tomy,
ogryzajac paznokcie...
zebyscie nie mysleli sobie, ze ksiazek szanowac nie umiem [wrecz przeciwnie,
od pewnego czasu mam wrecz obsesje na punkcie dbania o nie], wyznam, ze
jedyna to doszczetnie zeszmatlawiona kolekcja w mojej bibliotece; szmatlawie
ja zreszta do dzis, choc rozwazniej niz kiedys, i sprawia mi to moc uciechy.
jest to chyba po prostu wyraz przywiazania, jakim darze jezycjade, zaufania
do przedstawionego w niej porzadku swiata, ale tez - zwlaszcza ostatnio -
proby oswojenia sobie tych tresci, ktore nie przemawiaja do mnie, jak
dawniej. a ja wciaz o nie walcze i jakos je sobie przekladam na
moj wlasny jezyk :}
czy i Wasze egzemplarze nosza slady podobnej milosci ;}? i co sie z Waszego
zycia utrwalilo na ich kartkach?
okropnie jestem ciekawa!