iwoniaw
19.02.07, 12:16
Tak sobie odświeżam lekturę a propos związku Gaby i Pyziaka i zastanawia mnie
jeszcze jedno - gdy pojawia się Grzegorz, mamy wzmiankę, że Gaba i Janusz
mieli tylko ślub cywilny, gdyż Janusz obawiał się, iż kościelny "nałożyłby mu
już zbyt silne więzy". Jak dla mnie w ogóle to się kupy nie trzyma, gdyż
Pyziak albo:
1) Jest wierzący - i tylko w takiej sytuacji ślub kościelny ma dla niego
znaczenie w ogóle. Inaczej cóż to za "więzy" by go miały spętać, skoro ślub
kościelny jest dla niego tylko częścią obojętnego mu obrządku religii żony? A
więc skoro ślub kościelny w jego odczuciu byłby dopiero prawdziwie wiążący, to
chyba logiczne, że powinno mu na nim zależeć, a nie odwrotnie?
Albo też:
2) Jest niewierzący (obojętnie ochrzczony czy nie) - a wówczas cóż mu zależy,
by wziąć ślub kościelny z Gabą; mam oczywiście na myśli ślub jednostronny -
tzn. dla niego w niczym nie zmieniałoby to sytuacji, a pozwoliłoby Gabie żyć
w zgodzie z religią jaką wyznaje?
W sumie nie byłby to jakiś problem, że akurat nie brali oni ślubu kościelnego,
gdyby nie fakt, że jego brak podkreślony zostaje w momencie, gdy pojawia się
coraz więcej podkreśleń odautorskich, jaka to rodzina B. jest religijna.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że autorka usiłuje nagiąć akcję do tezy, jakoby
drugie małżeństwo Gaby miało być doskonałe pod _każdym_ względem i czystą
opozycją do małżeństwa pierwszego, w którym zły Pyziak musi okazać się zły do
szpiku kości i niemoralny od zarania.
Moim zdaniem ten manewr autorki przyniósł wiele szkody całej serii. Po
pierwsze zostają zanegowane jakiekolwiek dobre chwile w pierwszym małżeństwie
Gabrieli. Po drugie zmarnowana została możliwość przedstawienia trudnej i -
jak sądzę - wcale nierzadkiej sytuacji wierzących (a tak opisywana jest Gaba i
cała rodzina B.) osób, które wziąwszy w młodości ślub kościelny z niewłaściwą
osobą muszą potem - chcą ułożyć sobie życie inaczej - radzić sobie z
niełatwymi dylematami. Uważam, że Gabriela niepotrzebnie została pozbawiona
tych dylematów - choć z drugiej strony wówczas pewnie zaistniałaby konieczność
przyznania, że nie wszystko jest czarno-białe, a to w borejkowym świecie
skrajności byłoby zbyt mało radykalne...
Już w sumie bardziej wiarygodna dla mnie byłaby próba udowodnienia przez Gabę
przed sądem kościelnym, że małżeństwo z Pyziakiem od początku było nieważne
(skoro taki podły był i od początku nie chciał się zbytnio wiązać, to pewnie
by się nawet jej udało...)
W sumie jednak chodzi mi przede wszystkim o tę motywację Pyziaka do oponowania
przeciw ślubowi kościenemu - nie dość, że argumenty są idiotyczne, to chyba w
dodatku obrażają inteligencję nawet najbardziej zakochanej kobiety - no
jakbyście się poczuli, gdyby narzeczony/a oświadczył/a, że nie weźmiecie ślubu
_jedynie_ dlatego, że _nie chce_ się z wami wiązać _zbytnio_, ale poza tym
jest gotowa zgarnąć wszelkie profity z małżeństwa wynikające? Jak to się
stało, że Gaba nie dyskutowała z Pyziakiem w tej sprawie? Zresztą - pal sześć
zakochana Gaba - jak to się stało, że rodzice tejże nie interweniowali,
zwłaszcza, że Pulpecji np. parę lat później bronią zamążpójscia z powodu braku
matury? To jak to jest - matura jest dla nich ważniejsza niż zasady religijne?
I tacy niby gorliwi katolicy z nich? Nie jest to przekonujące, oj nie...