Dodaj do ulubionych

brzydkie kaczątka

13.04.08, 15:35
w jezycjadzie powtarza się często motyw brzydka nastolatka- piękna
kobieta. najbardziej spektakularna jest oczywiście Ida, ale tez
Nutria i cos pewnie by sie znalazło jeszcze. Czytałam ostatnio opis
Idy w KK. coś tam było o małych oczkach i płaskim nosie chyba ( tak
sobie przypominam).I tak mi się wydaję, że to raczej nie mozliwe, że
w wieku 14 - 16 lat nasze rysy sa juz tak mocno ukształtowane, że
jak ktoś urodą nie grzeszy to na pewno pięknością juz nie zostanie.
Owszem może później zostać lepiej "zrobionym" ale szans na
drastyczne zmiany juz nie ma. Tak że w życiu ta Ida z KK nie byłaby
tą pieknością z dalszych częsci ani Nutria z wystającymi zębami tą
zjawiskową kobietą z NN. a jake jest Wasze zdanie?
Obserwuj wątek
    • metwoh Re: brzydkie kaczątka 13.04.08, 15:50
      Coś w tym jest. Jako stary belfer potwierdzam, że są takie
      metamorfozy. A Nutria może była u ortodonty.
    • onion68 Re: brzydkie kaczątka 13.04.08, 15:53
      Cześć :-)
      Ida w KK miała płaską twarz. A jak tak porównuję ryciny z wizerunkiem Idy w KK i
      IS z tymi np. w CzP to wydaje mi się, że takie zmiany (oczek małych i okrągłych
      w skośne przykładowo) są możliwe tylko przy pomocy skalpela ;-) Wydaje mi się
      też, że bardzo szczupłe kobiety rzadko miewają wybitny biust.
      Natomiast przemiana brzydkiego kaczątka w piękną kobietę jest możliwa (i nie
      taka rzadka, wydaje mi się). Wiele można zdziałać przy użyciu odpowiednio
      dobranych ciuchów, kosmetyków, makijażu (do pewnego stopnia korygować kształt
      oczek chociażby, ale nie do tego stopnia, jak to widzimy u Idy). Można nawet
      cechy uznawane w okresie nastolatkowym za wady przekuć w zalety i tu widzę
      właśnie większy potencjał u Natalii - te wystające zęby i szczupła figura
      kojarzą mi się z takim wdziękiem chłopięcym.
      W ogóle podobają mi się kobiety o takim kolorycie jak Ida i Natalia.
      • ananke666 Re: brzydkie kaczątka 13.04.08, 16:20
        Ze zmianą okrągłych oczu na skośne to faktycznie przesada. Nie ma szans.
        Natomiast dementuję pogląd, jakoby szczupłe kobiety nie miewały czy rzadko miewały wybitny biust. Na gazecie jest forum Lobby Biuściastych, gdzie żaden rozmiar nie dziwi i szczuplaczków z dużym biustem jest dużo. Chude też potrafią mieć taki, duży i bardzo duży (F-J na przykład).
        Ja widziałam piękniejące takie sobie nastolatki, acz nie jest ich dużo. Grunt, że są :) W drugą stronę też to działa, śliczne trzynastki i czternastki wyrastające na bardzo przeciętne.
        Nutria chyba nie miała wystających zębów, tylko duże :)
        • onion68 Re: brzydkie kaczątka 13.04.08, 16:32
          Chyba masz rację, przekopałam posiadane tomy i faktycznie, jest mowa jedynie o
          dużych, białych siekaczach... Czyli wystające pewnie ja sama doimaginowałam
          sobie przez skojarzenie z nutrią.
          • dakota77 Re: brzydkie kaczątka 13.04.08, 18:40
            Ja rowniez nie moge zgodzic sie ze stwierdzeniem, ze bardzo szczuple kobiety nie moga miec duzego biustu, bo jestem przykladem, ze jednak tak:-)
            • onion68 Re: brzydkie kaczątka 13.04.08, 18:43
              Ale nie napisałam, że nie mogą :-) Tylko że moim zdaniem zjawisko to występuje
              rzadko (co, biję się w pierś, nie oznacza w takim razie, że Ida nie mogła mieć
              takiej figury).
              BTW, gratuluję :-)
              • dakota77 Re: brzydkie kaczątka 13.04.08, 18:51
                A dziekuje, gorzej ze za biustonoszami trzeba sie nachodzic, producenci nieraz zakladaja, ze jak ktos ma duzy biust, caly musi byc obszerny:-)
                • ananke666 Re: brzydkie kaczątka 13.04.08, 20:06
                  Całe szczęście, że chociaż Anglicy mają w tym względzie inne poglądy :) dlatego za biustonoszami lepiej nie chadzać, tylko spokojnie zamówić w necie xD
                • elwinga Re: brzydkie kaczątka 13.04.08, 20:56
                  Nie tylko za biustonoszami, cholerni projektanci zakładają na ogół, że przy
                  dużym biuście trzeba mieć gigantyczny tyłek, a już obowiązkowo brak wcięcia w
                  talii. :(
                  • metwoh Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 08:50
                    Jako męski szowinista, który widząc kobietę zawsze spojrzy na biust
                    stwierdzam, że za moich czasów, czyli tak 25 lat temu szczupłe
                    dziewczyny były bez biustu. Dzisiaj praktycznie dziewczyna bez
                    biustu w przyrodzie nie występuje. To się nazywa push-up, czy jakoś
                    tak. Co prawda jest sztywne niczym zbroja, ale skoro pomaga.
                    • ready4freddy Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 11:53
                      uhmmm... nie wiem jak 25 lat temu, bo wtedy wszelkie otaczajace mnie dzieczyny
                      nie mialy absolutnie biustu, nawet w najsmielszych marzeniach :), ale tak
                      ogolnie to push-up sobie, a szczuple z duzym biustem sobie. to dwie rozne
                      sprawy. i nie wmawiajcie nam tu, obywatelu historyku, ze nie widzieliscie
                      szczuplej dziewczyny z duzym (nie podniesionym stanikiem, tylko duzym normalnie
                      i juz) biustem. kazdy widzial, chociaz jedna :)
                      • metwoh Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 14:51
                        A czy ja coś wmawiam? Nawet sobie za żonę wziąłem szczupłą z
                        biustem. Napisałem tylko, że teraz praktycznie nie ma dziewczyn bez
                        biustu. Takich dla hecy-z tyłu plecy, z przodu plecy (tak mawiano 25
                        lat temu)
                      • ananke666 Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 16:46
                        Też nie wierzę, bo nastolatkowe zdjęcia dużo starszej siostry z koleżankami zdecydowanie temu przeczą ;)a o push-upach wtedy nikt nie słyszał. Ja sama 15 lat temu przy wadze 46 kg miałam nogi jak patyki, żebra na wierzchu i plaskaty tyłek, a wizyta w bieliźniarskim zaczynała się od pytania "co ma pani największego w siedemdziesiątkach?" Jak się trafił kiedyś jeden 70DD to święto było.
                        • metwoh Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 17:05
                          W co nie wierzysz? Bo juz się pogubiłem
                          • ready4freddy Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 20:36
                            ze nigdy nie widziales chudej baby z wielkim.. eee, biustem :)
                            • metwoh Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 07:27
                              Przeczytaj uważnie. W następnym poście napisałem, że nawet moja
                              szczupła żona ma duży biust. Miałem na myśli, że wtedy istniały
                              szczupłe bez biustów (z biustami dużymi też), a teraz nie istnieją w
                              ogóle dziewczyny płaskie. I to jest skutek push up.
                              • ready4freddy Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 14:50
                                "stwierdzam, że za moich czasów, czyli tak 25 lat temu szczupłe
                                dziewczyny były bez biustu." - wielkiego pola do interpretacji to tu nie ma :) a
                                push-up nie podniesie czegos, czego nie ma, koniec piesni. moze po prostu sie
                                znarowiles przez ten czas i na taka zupelnie bez biustu nawet nie spojrzysz, a
                                teraz teorie dorabiasz :PPP
                                • metwoh Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 16:16
                                  Znarowiłem się? W moim wieku? Sam mi sugerowałeś jakiś testosteron
                                  na innym wątku. Ale push upów nie było kiedyś, to fakt. A te z małym
                                  biustem miały swój urok, bo chodziły bez staników. A teraz-jak widzę
                                  te ramiączka porozciągane...
                                  • ready4freddy Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 21:33
                                    znarowic sie mozna w kazdym wieku :)
                                    o tych ramiaczkach to mi wyobrazni braklo - rozumiem, gdyby sie rozciagaly pod
                                    ciezarem biustow slusznego kalibru, ale tak to juz zupelnie nic nie rozumiem.
                                    mniejsza z tym :)
                                    • panna-lee Re: brzydkie kaczątka 18.04.08, 02:01
                                      aaale... ale z mniejszym biustem dużo wygodniej... to taka wątpliwa ozdoba moim zdaniem. duży biust. dźwigać trzeba. ramiączka się wrzynają. bez stanika ani przystąp. bieganie to walka z grawitacją. a już jazda konna...
                                      ja do dziś polewam z tekstu który słyszałam mając lat 11, jak to niejaki tomasz [lubiany ogólnie] uczył jazdy pewną laskę [raczej nielubianą, która się do niego kleiła, taka typowa barbie] i próbowała ona jechać kłusem. szło jej niesporo. staliśmy sobie [banda szczeniaków] przy płocie i obserwowaliśmy. i każdemu pewien fakt doskwierał, panowało jednak milczenie do momentu, gdy niejaki jacek grobowym głosem wyrzekł te słowa: "Zaraz sobie cyckami oczy powybija".
                                      w tym momencie przestałam rozpaczać nad moją płaską klatą :D i już przenigdy temat, jako bolączka, nie wrócił.
                                      • aadrianka Re: brzydkie kaczątka 23.04.08, 12:17
                                        Jak si ramiączka wrzynają, trzeba zmienić obwód na ciaśniejszy:)
                              • tibarngirl Re: brzydkie kaczątka 19.08.15, 17:28
                                Bzdura! sama jestem płaska jak deska i znam co najmniej 3 takie przypadki.
    • minerwamcg Re: brzydkie kaczątka 13.04.08, 19:38
      A Wy same byłyście zjawiskowo piękne jako nastolatki? Podejrzewam, że jeko
      dorosłe kobiety jesteście sto razy ładniejsze - bez trądziku i pochodnych,
      umiejące się ruszać z wdziękiem, uczesane jak trzeba, z makijażem, nie garbiące
      się aby ukryć biust (Ida), gdzie trzeba chude, gdzie trzeba okrągłe. No i
      świadome swojej urody - to czyni cuda...
      • onion68 Re: brzydkie kaczątka 13.04.08, 21:39
        Ładniejsze nie znaczy jeszcze ładne ;-)
        • panna-lee Re: brzydkie kaczątka 13.04.08, 22:06
          no i oczy z okrągłych i zabawnych zmieniły nam się w lekko skośne, to dopiero było! a jak powieki od tego swędziały :)

          mnie to zawsze irytowało, szczerze mówiąc. tak jakby kwestia braku urody 15letniej Idy mogła zostać rozwiązana przez rozwinięcie większego poczucia włąsnej wartości, i od razu z chudego idusia o okrągłych oczkach i perkatym nosie wyrasta piękna, zgrabna skośnooka kobieta.... żeby nie te oczy to bym się nawet nie czepiała, wiecie? :)

          to już z Aurelią było lepiej, chociaż nie czytałam tych tomów, gdzie jest z Koziem, tak sobie tylko przypominam z dziecka piątku - z okropnego dzieciaka wyrosła na oryginalnej urody dziewczę. ale nadal w typie "ciekawa brzydula" :)

          kłamczucha tez jakoś nie zyskała na urodzie. co było w niej ładne, pozostało, a co nie [np nos] jakie było takie jest...

          i pięknie wyrosła oczywiście Matylda z "opium w rosole" :)

          ale mnie drażniła inna rzecz. przez całą młodość [i do pewnego stopnia również teraz] zmagałam się z baaardzo popularną dolegliwością: trądzikiem. i naprawdę nie była to rzadkość, teraz też nie jest.
          żadna z bohaterek MM nie miałą trądziku. boginie, czy jak? pamiętam tylko szesnastoletnią Pyzę maskującą korektorem "dwa uparte pryszczyki koło ust". oszalałabym ze szczęścia, gdybym miała na twarzy dwa pryszczyki! Jedyną osobą dotkniętą tym problemem był Lelujka [albo jakieś jeszcze inne poboczne postacie, zazwyczaj albo niedźwiedziowato - poczciwe, jak Lelujka właśnie, zresztą pryszcze na twarzy Bernarda sugerują Lisieccy obelgami - Bernard tez taki miś, albo wręcz niesympatyczne, tak mi się to jakoś jawi].

          to już jawna dyskryminacja... człowiek czytając czuł się momentami jak trędowaty w krainie elfów :P np taka cesia - niby taka felerna we własnych oczach, a buzia jaśniutka i rumiana. tylko pozazdrościć...

          no i zęby oczywiście. obowiązkowo bielutkie. żadna z bohaterek nie uskarża się na zbyt ciemne zęby [a sporo osób ma takie zęby z żółtej kości i boleśnie to przeżywa w okresie dorastania], pewnie jeszcze parę rzeczy by się znalazło.

          ktoś oprócz mnie to zauważył?
          • onion68 Re: brzydkie kaczątka 13.04.08, 22:25
            panna-lee napisała:

            > no i oczy z okrągłych i zabawnych zmieniły nam się w lekko skośne, to dopiero b
            > yło! a jak powieki od tego swędziały :)
            >
            > mnie to zawsze irytowało, szczerze mówiąc.

            Oprócz skośnych oczu, Ida w wieku dojrzałym dorobiła się jeszcze wystających
            kości policzkowych ;-)
            Mnie jej młodzieńcza metamorfoza tak nie drażni – w końcu modny ciuch, twarzowa
            fryzura i zwycięski wyraz twarzy może rzeczywiście odmienić wizerunek osoby w
            oczach otoczenia. Nie trzeba być idealnym, aby się komuś spodobać. O tym jest
            między innymi IS.
            Bardziej dziwi mnie to, że w wieku lat 40+ i pracując na trzech etatach, ona
            wciąż wygląda jak modelka. Wiem z własnego doświadczenia, jak bardzo waży
            wypoczynek na wyglądzie w okolicach tego wieku.
            No i Gabrysi sportowa sylwetka – pisałam już o tym. Od lat nie uprawia sportu, a
            wciąż ją ma. Zaznaczam, że moim zdaniem „sportowa” nie równa się po prostu
            „szczupła”.
            • ananke666 Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 01:57
              Oczywiście, że się nie równa. Sportowa, to lekko lub mniej lekko ;) umięśniona. Nie da się utrzymać masy ani rzeźby mięśni bez ćwiczeń. Jakkolwiek "masa mięśniowa" w odniesieniu do kobiety brzmi dziwnie, to niestety tak już jest, że większość kobiet z wiekiem tę masę traci, za to albo obrasta w tłuszczyk, albo się zasusza ;) Chyba w okolicach dwudziestki jest ona największa.

              Co do Idy, to mnie bardziej dziwi, po jakiego diabła ona pracuje na tych trzech etatach, mając dzieci. Mnie się to w głowie nie mieści, żeby kolejny etat był ważniejszy niż dziecko. Fajnie, że rodzina blisko i jest komu podrzucić, niemniej kontaktu z rodzicami nic nie zastąpi.

              A propos rysunków. CzP nie widziałam, za to w Żabie uderzyła mnie obecność zmarszczek u osób młodych! Nieomal starczy Frycek i postarzona Aurelia (s. 165). Niby nic wielkiego tam nie ma, a kreska tak poprowadzona, że postaci wydają mi się grzybiejące. Jest rok starsza ode mnie, a ja cztery lata temu cienia zmarszczek nie miałam.
              • verdana Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 16:43
                ja mam troje i trzy etaty. Cóż, dzieci lubia jeść, lubią wyjeżdżac,
                niektore nawet chciałyby iść do szkoły w czymś na sobie.
                • ready4freddy Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 21:35
                  wytlumaczcie mi, co rozumiecie przez etat, bo zastanawiam sie jak mozna pracowac
                  24 godziny na dobe (pomnozylem sprytnie 8 przez 3 :)
                  • panna-lee Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 22:57
                    ready4freddy: to samo mi się po głowie kołatało. chyba że co innego rozumiemy przez "etat"...... :-> może np etat = ćwierć etatu? :D no i są niby prace możliwe do wykonywania nocą, że i zdrzemnąć się można, ale nie posądzam forumowiczek.... :)
                    • ready4freddy Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 23:04
                      podejrzewam, ze moze chodzic o etaty, ktore nie maja 40 godzin w 5-dniowym
                      tygodniu, tylko jakos inaczej. albo wchodzimy w inne wymiary, i wtedy to juz w
                      ogole jest latwiej :)
                  • verdana Wyjasnienie zagadki matematycznej 16.04.08, 16:38
                    Proste jak budowa cepa.
                    Trzeba - jak Gabriela - byc docentem, albo nawet profesorem. Etat
                    profesorski 120 godzin w semestrze. Docenta - 180 godzin. Docenta w
                    PANI-ie - 8 godzin (miesiecznie, miesiecznie - nie dziennie!!!!).
                    Az takie piekne to nie jest, bo trzeba też cos pisać. Za darmo
                    zazwyczaj.
                    • idomeneo Re: Wyjasnienie zagadki matematycznej 17.04.08, 19:26
                      hm, ale to minimum 120-180h w semestrze to są tylko godziny dydaktyczne, a etat
                      pracownika naukowego obejmuje (w założeniu) głównie prowadzenie badań...
                      • verdana Re: Wyjasnienie zagadki matematycznej 18.04.08, 13:34
                        Toż się badania prowadzi. Ale zazwyczaj jedynie w głównym miejscu
                        pracy.
                        Oczywiście, w biologii czy fizyce doswiadczalnej może być gorzej.
                        Ale humanisci, jak Gabrysia czy niżej podpisana sobie radzą.
                        • mamalilki Re: Wyjasnienie zagadki matematycznej 18.04.08, 15:10
                          Mnie nie mowili ze jestem ladna. Toz mam oczy i sama widze jak jest. Za to mi
                          mowili ze jestem madra, bystra, dowcipna, ze dobrze w czyms wygladam, ze sie
                          fajnie smieje itd. Ogolnie komplementow bylo na tyle duzo ze jakos przetrwalam
                          bycie nastolatka. A teraz mam kogos, kto zanim wpadnie na to, ze nie jestem
                          ladna to mina cale lata - to moje corki rzecz jasna. Pamietacie mame Borejko?
                          Ida byla przekonana ze mama jest piekna. A ona na to: nie bylam i nie jestem. Bo
                          nie byla. Miala mase wdzieku i poczucie humoru. Wypiekniala dopiero w Kalamburce
                          bo w nowych tomach nie wypada byc brzydkim.
          • szprota Re: brzydkie kaczątka 13.04.08, 23:02
            Z tym trądzikiem masz sporo racji. Miewały piegi, małe oczka, rześki zdrowy
            wygląd stojący w kontraście do Romantycznego Motyla, ale trądzik tykał
            wstydliwie tylko wybranych (a ja osobiście znam naprawdę niewiele osób, które
            nie miały kompletnie żadnych problemów z cerą. Sama, dla przykładu, mam je do
            tej pory, mimo skończonej trzydziestki). Mam tu na myśli młodszego Żeromskiego,
            który wyskoczył z łazienki z wiadomym napisem i się później zakłopotany
            tłumaczył przed Żabą, że właściwie to on trądziku nie ma (wtf?! toż żaden wstyd
            przecież).
            Z drugiej strony, teza postawiona w IS i kontynuowana przez większość Jeżycjady
            - że się z brzydkiego kaczątka wyrasta - jest szalenie krzepiąca. Przynajmniej
            dla nastolatki, bo trzydziestolatka już wie, że nie wyrośnie, co najwyżej
            nabędzie umiejętności eksponowania tego, co ładne i tuszowania tego, co nieco
            mniej. I rozpoznawania jednego od drugiego ;)
          • tygrys2112 Re: brzydkie kaczątka 13.04.08, 23:32
            > mnie to zawsze irytowało, szczerze mówiąc. tak jakby kwestia braku
            urody 15letn
            > iej Idy mogła zostać rozwiązana przez rozwinięcie większego
            poczucia włąsnej wa
            > rtości, i od razu z chudego idusia o okrągłych oczkach i perkatym
            nosie wyrasta
            > piękna, zgrabna skośnooka kobieta.... żeby nie te oczy to bym się
            nawet nie cz
            > epiała, wiecie? :)

            to nie jest tyle rozwiązanie kwestii urody. raczej pokazanie, że
            kiedy kobieta wierzy w swoją wartość, działa to na otoczenie. Bo tak
            jest w rzeczywistości, co wielokrotnie obserwowałam. Największe
            powodzenie mają wcale nie kobiety najpiękniejsze, ale te które
            uważają się za piękne i są w naturalny sposób pewne siebie. I w
            Idzie Sierpniowej ja to tak widziałam.

            > to już z Aurelią było lepiej, chociaż nie czytałam tych tomów,
            gdzie jest z Koz
            > iem, tak sobie tylko przypominam z dziecka piątku - z okropnego
            dzieciaka wyros
            > ła na oryginalnej urody dziewczę. ale nadal w typie "ciekawa
            brzydula" :)
            w Żabie Aurelia jest akurat promieniującą nieśmiałą urodą kobietą.
            Wcale nie brzydulą. Jest tam narysowana scena z udziałem pani
            Sznytek i Aurelii i ja jej brzydactwa nie widzę.

            > kłamczucha tez jakoś nie zyskała na urodzie. co było w niej ładne,
            pozostało, a
            > co nie [np nos] jakie było takie jest...
            tu się zgodzę. ona zawsze świetnie uwodziła ze względu na swoje
            przekonanie o własnej doskonałości. i to ją czyni piękną, nie sam
            wygląd.

            > i pięknie wyrosła oczywiście Matylda z "opium w rosole" :)
            no ale w jej przypadku to było możliwe, bo u niej problem polegał z
            nadwagą, którą można zrzucić. Nie wiemy, czy poza tym była brzydulą.
            Moim zdaniem to nie jest fair, że Matyldę traktuje się tak źle. Bo
            jeśli zeszczuplła, musiała w to włożyć wiele wysiłku i siły woli, a
            to są cechy pozytywne. Róża, której ciągle tych cech brakuje jest
            natomiast absolutnym wzorem.

            • dakota77 Re: brzydkie kaczątka 13.04.08, 23:36
              Matylde trudno postrzegac pozytywnie, niezaleznie od tego, czy wykazala sie samozaparciem w celu schudniecia czy tez zadzialaly tam tylko hormony. I tak jest falszywa, egoistyczna i pusta, a to musi wplywac na negatywne postrzeganie;-)
              • tygrys2112 Re: brzydkie kaczątka 13.04.08, 23:40
                to się zgadzam, tylko chodzi mi o to, że jest przedstawiona bardzo
                jednostronnie, a poza tym jej zachowanie jest wyśmiane, a na
                przykład Pulpy (identyczne) traktowane z pobłażaniem. Ale o tym już
                była dyskusja :)
                • dakota77 Re: brzydkie kaczątka 13.04.08, 23:47
                  No wiesz, Borejkownom wszystko sie wybacza, przez sam fakt, ze sa Borejkownami musza przeciez byc idelane;-)))
                • minerwamcg Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 00:22
                  Przepraszam, gdzie Pulpa wykazuje obrzydliwy minimalizm, przywiązanie wyłącznie
                  do wartości materialnych i skłonności do obgadywania chłopaków w komunikacji
                  miejskiej? Tudzież fatalną próżnośc i nieliczenie się z cudzymi uczuciami? Więc
                  dlaczego "identyczne"? Matylda IMHO jest próżna, nadęta gęś, do tego nielojalna
                  i wredna.
                  • ding_yun Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 01:59
                    Była o tym kiedyś dyskusja. Pulpa może i nie okazuje skłonności do
                    obgadywania chłopaków w komunikacji miejskiej, ale z ich uczuciami
                    stanowczo się nie liczy, patrz: Marcelek. Był, owszem, typem
                    niestrawnym, ale nikt biednej Pulpie nie kazał z nim na Sylwestra
                    chadzać i robić chłopakowi nadziei. Reakcja na ofertę pomocy w
                    przygotowaniu do matury z matematyki - co najmniej niemiła.
                    Zachowanie w palmiarni i sposób odrzucenia prezentu - jak dla mnie
                    niedopuszczalne.
                    • sir.vimes nadal nie rozumiem czemu 14.04.08, 08:33
                      nalezy współczuć Marcelkom i zabijać ich wszelkie zaloty jasną , najlepiej
                      publiczna odprawą.

                      Dopóki Marcelki nie ciągna przemocą do pojazdów - nic nie stoi na przeszkodzie
                      by wybierać się z nimi do kina.

                      Choćby po to by mieć jakiekolwiek kontakty (neutralne, konwersacyjne) z płcią
                      przeciwną a nie kisić się w haremie w oczekiwaniu na wymarzonego.

                      • onion68 Re: nadal nie rozumiem czemu 14.04.08, 08:51
                        A ja uważam przestawanie w czasie prywatnym z nielubianymi osobami (co innego
                        tam, gdzie jesteśmy zmuszeni współżyć i współpracować - w szkole, w pracy) dla
                        jakichś praktycznych celów za formę duchowej prostytucji :-)
                        Kolega czy prywatny znajomy powinien być przynajmniej przez nas lubiany.
                        • sir.vimes Re: nadal nie rozumiem czemu 14.04.08, 08:57
                          No toz Marcelek jako znajomy do chodzenie do kina da się lubić.

                          Ale jako adorator już nie - czemu Patrycja daje wyraz wyśmiewając się z jego "to
                          by nas zbliżyło".

                          • onion68 Re: nadal nie rozumiem czemu 14.04.08, 09:00
                            Może i się da, Marcelek też stworzenie boże.
                            Ale faktem jest, że Patrycja go nie lubiła, a wręcz przeciwnie - lekceważyła i
                            poniżała.
                            • ready4freddy Re: nadal nie rozumiem czemu 14.04.08, 14:08
                              onion68 napisała:

                              > (..) Marcelek też stworzenie boże. (...)


                              kochajcie Marcelka, dziewczeta.
                              kochajcie, do jasnej cholery!

                              :)
                        • metwoh Re: nadal nie rozumiem czemu 14.04.08, 10:25
                          A jeżeli jest to np. facet Twojej przyjaciółki? Albo ktoś z rodziny?
                          Wtedy-hipokryzja to haracz płacony cnocie. Udajemy, albo zmieniamy
                          przyjaciół. Ja udaję, i modlę się, żeby przyjaciel przejrzał na oczy.
                          • onion68 Re: nadal nie rozumiem czemu 14.04.08, 10:32
                            Te sytuacje też zaliczam do siły wyższej, chociaż i tak jestem bardzo dobra w
                            miganiu się od takich kontaktów.
                            Nie dotyczy to jednak relacji Patrycja-Marcelek.
                        • ready4freddy Re: nadal nie rozumiem czemu 14.04.08, 12:00
                          ale Marcelek chyba raczej byl lubiany przez Pulpe, dopoki rzecz jasna nie okazal
                          sie oszolomem i maniakiem (co ciekawe, u Marcelka ewidentne maniactwo
                          przekreslilo go juz na amen, a u Nerwusa wcale a wcale, dopiero z czasem znikl z
                          widoku).
                          • onion68 Re: nadal nie rozumiem czemu 14.04.08, 12:09
                            No może, ale tak wspominam sobie tę scenę z bujanym fotelem - jeżeli by go
                            lubiła, to myślę, że spróbowałaby jakoś rozładować tę sytuację (jakimś żartem
                            czy coś), a nie zostawiała go w głupiej roli na placu boju (wiem, że sam do niej
                            doprowadził, ale wydaje mi się, że wiele wybaczamy osobom, które lubimy i trochę
                            je chronimy przed odrzuceniem, śmiesznością). W ogóle koszmarny był ten
                            Sylwester - grupa antypatycznych osób zebranych w jednym miejscu, tak to wyglądało.
                          • metwoh Re: nadal nie rozumiem czemu 14.04.08, 14:55
                            Bo tak bywa. Często oceniamy nie za coć, tylko kogś? Romek
                            zmieniający lektury szkolne był niedobry, a obecna minister jest ok.
                            Oczywiście są jakieś reakcje, ale bez porównania. Marcelek był
                            potencjalnym gwałcicielem, a Nerwus po prostu namiętny (chociaż te
                            kajdanki, po 40tce zostanie perwersem :-)
                            • ready4freddy Re: nadal nie rozumiem czemu 14.04.08, 15:17
                              jak dla mnie obaj to psychole, przy czym Nerwus bardziej niebezpieczny - skoro
                              nosi przy sobie kajdanki, to moze i bron? no i na bezprawne pozbawienie wolnosci
                              sa paragrafy, cos mi sie wydaje. zreszta od poczatku tu pisze, ze to szajbus.
                            • ding_yun Re: nadal nie rozumiem czemu 14.04.08, 21:19
                              metwoh napisał:

                              > Bo tak bywa. Często oceniamy nie za coć, tylko kogś? Romek
                              > zmieniający lektury szkolne był niedobry, a obecna minister jest
                              ok.
                              > Oczywiście są jakieś reakcje, ale bez porównania. Marcelek był
                              > potencjalnym gwałcicielem, a Nerwus po prostu namiętny (chociaż te
                              > kajdanki, po 40tce zostanie perwersem :-)

                              Ciekawe spostrzeżenie. W czym kryje się nieuchwytny wdzięk Nerwusa?
                              Bo przystojniejszy? Bo artysta? Sama nie wiem. Nerwus chyba po
                              prostu był cały taki szalony, od początku do końca, jego zachowanie
                              wypływało jakby naturalnie z jego osobowości. U Marcelka natomiast z
                              frustracji odrzuconego chłopaka. Wątków o Nerwusie juz było mnóstwo,
                              więc się powtarzam, ale jakoś zaciekawiło mnie jego zestawienie z
                              Marcelkiem, nie dostrzegłam pewnych analogii między tymi postaciami.
                              • mamalilki Re: nadal nie rozumiem czemu 14.04.08, 23:23
                                Ja tez uwazam ze obaj sa psychopatyczni i na pewno zaden by mnie nie pociagal.
                                Zreszta malo ktory z Jezycjady by mnie pociagal, szczerze mowiac, najbardziej
                                rzecz jasna Baltona a zaraz po nim to chyba Pyziak.
                                Za zadne skarby nie chcialabym byc znowu nastolatka, zastanawiac sie co mam za
                                duze, co za male, za chude albo za grube i dlaczego nikt mnie nie kocha. Duzo
                                przyjemniej mi sie zyje majac trzydzieche :-). No ale jak wiemy kazdy kiedys
                                musial przejsc przez to pieklo zwane mlodoscia...
                                • tygrys2112 Re: nadal nie rozumiem czemu 16.04.08, 23:11
                                  kazdy kiedys
                                  > musial przejsc przez to pieklo zwane mlodoscia...

                                  Dmuchawiec! :D
                        • lezbobimbo Re: nadal nie rozumiem czemu 15.04.08, 18:44
                          Duchowa prostytucja - podoba mi sie strasznie to okreslenie! Droga
                          Oniono, czy moge to zaharapcic i uzywac w mej mowie wiazanej? :)
                          • onion68 Re: nadal nie rozumiem czemu 15.04.08, 21:13
                            Ależ proszę Cię bardzo:) Tym bardziej, że jestem prawie pewna, że nie ja je
                            wymyśliłam, a gdzie nabyłam - nie pamiętam.
                            • ready4freddy Re: nadal nie rozumiem czemu [OT] 15.04.08, 21:38
                              mnie sie tylko przypomina matka Adriana Mole, Paulina, ktora (jego zdaniem)
                              prostytuowala umiejetnosc czytania, czytajac byle co, tabloidy bodaj :)

                              czy ktos wie jak ustawic odbior poczty gazecianej w t-birdzie? wybaczcie OT, ale
                              albo ja taki glupi jestem, albo instrukcje sa niejasne :S
                            • ding_yun Re: nadal nie rozumiem czemu 16.04.08, 15:10
                              Ta duchowa prostytucja (cudowne) kojarzy mi się z książką "Kochana
                              rodzinka i ja". Judyta rozważa wstąpienie do zakonu i mówi że
                              znajduje się "na dnie duchowego czegoś, co brzmi podobnie jak
                              prostytucja, ale znaczy coś zgoła przeciwnego. Aha, już wiem.
                              Prostracja"
                      • tygrys2112 Re: nadal nie rozumiem czemu 16.04.08, 23:07
                        spoko, ale pod warunkiem, że dajesz jasno do zrozumienia, że facet
                        interesuje Cię tylko jako kolega, chyba, że nie wykluczasz czegoś
                        więcej.

                        z moim najlepszym kolegą umówiłam się np. ostatnio na kawę i
                        świetnie się z nim czułam, ale tylko jako kolegą. I ja i on wiemy,
                        że jesteśmy po prostu dobrymi znajomymi i każdy z nas traktuje to w
                        ten sam sposób. Oboje wiemy to bez słów, bo nikt z nas nie dał
                        drugiej stronie do zrozumienia, że jest szansa na coś więcej. Mam
                        również sporo innych kolegów i wszyscy wiedzą, że są tylko kolegami.
                • ready4freddy Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 11:57
                  tygrysie, a ty znowu zaczynasz akcje "transparency intersexual", co? :) o nie,
                  kochana, nie wmowisz nam tu, ze Pulpa to Matylda. w Pulpie (o malo co napisalem
                  Pupie, masz ci los...) zakochiwaly sie rozmaite Marcelki ot, tak, natomiast
                  Matylda zupelnie swiadomie i z wyrachowaniem lamala serca. efekt pewnie podobny,
                  ale intencje inne, ot co.
                  • anutek115 Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 13:13
                    ready4freddy napisał:

                    > w Pulpie (o malo co napisalem
                    > Pupie, masz ci los...)

                    Freudyzm, panie ja kogo, czysty freudyzm...
                    • ready4freddy Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 15:18
                      pewnie tak, co sie bede wykrecac :)
                      • lezbobimbo Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 18:35
                        Nie freudyzm ino freddiezm ;)
                        • ready4freddy Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 21:32
                          tak, zupelny wieloryb. znaczy, tfu, zupelny fredyzm :D
                  • tygrys2112 Re: brzydkie kaczątka 16.04.08, 23:15
                    dobra, niech będzie nieco łagodniejszy tp matyldy :P ona tylko się
                    delektuje swoją lekką modliszkowatością :P matylda to modliszka z
                    krwi i kości. niech będzie. :)
          • bisturi Re: brzydkie kaczątka 07.09.15, 12:46
            fugitive napisała: "ale mnie drażniła inna rzecz. przez całą młodość [i do pewnego stopnia również teraz] zmagałam się z baaardzo popularną dolegliwością: trądzikiem. i naprawdę nie była to rzadkość, teraz też nie jest.
            żadna z bohaterek MM nie miałą trądziku. boginie, czy jak? pamiętam tylko szesnastoletnią Pyzę maskującą korektorem "dwa uparte pryszczyki koło ust". oszalałabym ze szczęścia, gdybym miała na twarzy dwa pryszczyki! Jedyną osobą dotkniętą tym problemem był Lelujka [albo jakieś jeszcze inne poboczne postacie, zazwyczaj albo niedźwiedziowato - poczciwe, jak Lelujka właśnie, zresztą pryszcze na twarzy Bernarda sugerują Lisieccy obelgami - Bernard tez taki miś, albo wręcz niesympatyczne, tak mi się to jakoś jawi]
            ."


            przyznam się, że z powodów o których piszesz zawsze dziko zazdrościłam Borejkównom urody. W ogóle nie rozumiałam problemów Idy (poza psychicznymi zahamowaniami) - dla mnie ładne, gęste włosy i ładna cera to są gwaranty pięknego wyglądu. Nigdy nie marzyłam o żadnej urodzie wielkiej gwiazdy ale uważałam (i do dziś tak w pewnym sensie uważam), że z każdej kobiety/dziewczyny można zrobić ładną osobę bez żadnego wysiłku o ile ma spełnione dwa powyższe kryteria. Ida była super, zwłaszcza w krótkiej fryzurze. Dodam, że dla mnie te kryteria są niespełnialne od zawsze i nadal zazdroszczę każdej niewieście, która może tak po prostu wstać, umyc zęby i wyjść z domu (żadnego makijażu, żadnego układania włosów na lokówkę itp). Znam obecnie taką szczęściarę (nauczycielkę mego syna) która pewnie wg ocen męskich nie ma zbyt ciekawej figury ale dla mnie jest cudem świata (idealna cera typu "krew z mlekiem" i włosy, po prostu umyte). Stara gropa jestem a czasem fantazjuję, że jestem nią (tak jak kiedyś Pulpą), zwłaszcza rano...
            • ding_yun Re: brzydkie kaczątka 08.09.15, 15:10
              > nom urody. W ogóle nie rozumiałam problemów Idy (poza psychicznymi zahamowaniam
              > i) - dla mnie ładne, gęste włosy i ładna cera to są gwaranty pięknego wyglądu.
              > Nigdy nie marzyłam o żadnej urodzie wielkiej gwiazdy ale uważałam (i do dziś ta
              > k w pewnym sensie uważam), że z każdej kobiety/dziewczyny można zrobić ładną os
              > obę bez żadnego wysiłku o ile ma spełnione dwa powyższe kryteria.

              Ale czy nie jest po prostu tak, że marzymy o tym czego nam (subiektywnie czy obiektywnie) brakuje? Znam całą masę dziewczyn, które mimo dosyć mizernych włosów uchodzą za bardzo atrakcyjne i seksowne. Za to nieludzko zazdroszczę posiadaczkom chudej, chłopięcej sylwetki i wiele bym oddała za wąskie biodra, niewielki biust i nogi jak zapałki. Uważam, że przy takiej figurze najłatwiej się ubrać i fantazjuję o równoległym wszechświecie w którym nie muszę spędzać nieludzkich ilości czasu polując na spodnie dające się przecisnąć przez dolne partie ciała, bluzkę dającą się zapiąć w strategicznym miejscu czy sukienkę nie wyglądającą jak namiot. Najlepiej wyglądam w eleganckich taliowanych sukienkach i kostiumach. Kiedy widzę się w jakichkolwiek spodniach mam ochotę wyć. Tematu tak zwanych strojów sportowych w ogóle nie poruszam.
      • sir.vimes O to, to! 14.04.08, 08:28
        I na 100% połowa z nas mniemała, że ma za małe oczka, za grube łydki, jakies
        wyimaginowane wady.

        To samo dotyczy chłopców - znam pana cudnej urody, który jako dziecko był jakby
        personifikacją klopsa w pomidorkach (chodził w ciemenoczerwonym dresiku) - teraz
        jest dandysowatym, melancholijnym , wybitnie urodziwym mężczyzną.
    • sir.vimes A skąd 14.04.08, 08:23
      w wieku 14 lat można miec małe oczka i np. za wielki nos - a pare lat później
      twarz może do nosa sie dostosować...

      Często dorastające osoby mają nieproprcjonalne nosy, dłonie, uszy - ciało jakos
      potrafi to wyrównać:) Jasne, kształt uszu zostanie ten sam - ale ogólne
      proporcje juz niekoniecznie.

      Małe oczy - wrażenie za małych oczu moga wywoływać jasne rzęsy - 14 latka raczej
      ich nie pomaluje - 17 latka juz spokojnie zrobi hennę/ kupi tusz i mankament
      zniknie.

      Wystające zęby można wyprostować aparatem - nawet jeśli nie stana sie idealne
      jakas zmiana będzie - wprawdzie nie było o tym mowy ale można mniemać , ze
      jednak do ortodonty Borejkowie dziecko zaprowadzili...
    • anutek115 Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 09:32
      Mnie się te przemiany wydają o tyle wiarygodne, że dość dokładnie pamiętam
      siebie w wieku lat 14. Biustu niet, talii niet, bioder niet. Ręce i nogi
      przeraźliwej długości i chudości, nie miałam pojęcia, co z tym robic, dosłownie
      się w nich plątałam. Włosy ni się zaczęły przetłuszczać, trądzik mnie tknął w
      nieprzesadnym stopniu, ale jednak. Ubierałam się źle, bo jak znalazłam coś, co
      pasowało na długość, to rękawy tego czegoś kończyły się w okolicy łokci, jak
      rękawy były dobre, to to coś plątało mi się przy kolanach, natomiast nic nie
      pasowało na szerokość - wisiało na mnie absolutnie wszystko. Makijażu sobie nie
      robiłam, i chwała Bogu, bo z obserwacji wiem, że czternastolatki tego nie
      potrafią. Teraz może ze mnie żadna piękność, ale figurę sobie chwalę, makijaż
      umiem zrobić, ubrania na mnie pasują, a i usiąść potrafię nie przewracając się o
      własne kończyny, co jest dużą ulgą :-).
      Podejrzewam jednak, że ta moja nadzwyczaj dobra pamięć jest powodem, dla którego
      wolę pierwsze tomy Jeżycjady. O, co to była za radość, poczytać o
      rówieśniczkach, nie pięknych, nie zgrabnych, z "pychem czerwonym", z płaskimi
      nosami i małymi oczkami, i z wielkimi zębami, które pomimo to ktoś lubił,
      kochał, komus się podobały, i które potrafiły nabyć tej optymistycznej pewności
      siebie!
      Mnie naprawdę denerwują te bohaterki, które są takie piękne, ze do niczego się
      przyczepić nie można i wcale tego "brzydkiego kaczątka" nie zaliczają - a
      ostatnio pełno ich, jedna w drugą krasawice, cholera jasna psiakrew. Jak tu się
      identyfikować z takim Tygryskiem, rasowym, tajemniczym i urodziwym niemal od
      poczęcia?!
      Na szczęście nie jestem już nastolatką :-).
      • onion68 Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 09:37
        > Podejrzewam jednak, że ta moja nadzwyczaj dobra pamięć jest powodem, dla któreg
        > o
        > wolę pierwsze tomy Jeżycjady. O, co to była za radość, poczytać o
        > rówieśniczkach, nie pięknych, nie zgrabnych, z "pychem czerwonym", z płaskimi
        > nosami i małymi oczkami, i z wielkimi zębami, które pomimo to ktoś lubił,
        > kochał, komus się podobały, i które potrafiły nabyć tej optymistycznej pewności
        > siebie!

        Właśnie.
        • mmaupa Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 10:33
          Wedlug mnie najbardziej "nastolatkowo" wygladala Roma. Duzo makijazu (zapewne
          zeby zasmarowac pryszcze), chuda, w srednio twarzowych okularach, eksperymentuje
          z ciuchami - ktora z Borejkowien sie przejmuje ubraniami? - wlosy stercza... Pol
          mojego liceum to wlasnie takie ROmy byly. I co? I biedna Roma, ktora sie wrecz
          nazywa brzydka, bez zadnych eufemizmow o oczkach i pychu czerwonym, wychodzi za
          maz nie za ukochanego Baltone, a za jakiegos przypadkowego lekarza ktory i tak
          pewnie polecial na koneksje w szpitalu, a nie bogate wnetrze dziewczyny. Przykre
          to bardzo, zawsze strasznie zalowalam Romy. TYm bardziej ze to typ tak
          powszechny, w odroznieniu od bosko pieknych Danusiek, Pulpecji, Roz, Tygrysow
          czy innych Elek!
          • panna-lee Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 13:54
            no właśnie! Roma była w porządku a jej jedynyn błędem życiowym było serdeczne przyjaźnienie się z Pulpecją :)
            scenka o tym, że Roma wychodzi za mąż i za kogo, [Baltona zdaje się relacjonował to Pulpie] była dla mnie aż mrożąca i porażająco smutna..... pewnie dlatego Romcia zniknęła z horyzontu.
            ciekawe swoją drogą, Tomek też pozostał nieładny [ale sympatyczny :)] a wzięcie spokojnie miał.
            jakieś wnioski? :) żadnych? :)
            • mmaupa Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 14:02
              Wnioski sa takie, ze dla kobiet liczy sie wnetrze, a dla mezczyzn, no coz - musi
              byc sliczna i umiec gotowac. "Oni lubia sliczne". Niedoczekanie (chociaz gotowac
              to Roma umiala).
              • metwoh Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 15:00
                Taaaaa. Wnętrze.A te młode laski lecące na dziadków to z powodu
                wnętrza. Wnętrza portfela, bryki czy chaty?
                • mmaupa Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 15:06
                  Mowimy o Tomciu, ktory nie byl dziadkiem, a wnetrze jego portfela przedstawialo
                  sie raczej nieciekawie (bo bryki i chaty raczej nie mial za czasow wczesnoelkowych).
                  • metwoh Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 17:10
                    Ale brzmiało to ogólnie. A tak w ogóle, to zaleta umieć dobrze
                    gotować. Lepiej umieć, niż nie umieć, czyż nie?
                    • mmaupa Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 17:32
                      No ba! I lepiej tez byc slicznym niz nieslicznym :).
                      • mamalilki Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 18:57
                        Najlepiej byc slicznym jak budyń z soczkiem :-)
                        • onion68 Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 19:02
                          Albo melba :-)
                          • ready4freddy Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 20:38
                            i umiec ugotowac budyn (z soczkiem) :)

                            czy co tam sie robi z budyniem, bo chyba ze 20 lat budyniu nie jadlem, tzn.
                            takiego o jakim mowa :)
                        • ready4freddy Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 20:45
                          nie wiem jak dla was, ale dla mnie (napisalem i juz wiem, ze dla was zupelnie
                          inaczje niz dla mnie :) "sliczna" ma dosc skomplikowane znaczenie, ktore trudno
                          mi wylozyc, tudziez jak dotad nie znalazlem wlasciwego slowa w znanych mi
                          jezykach, ktore slicznosc (po mojemu) by oddawalo. jest ich bardzo niewiele,
                          tych slicznych (dla mua slicznych, rzecz jasna), bo to jest bardzo
                          skomplikowane. ale nie dalej jak dwa tygodnie temu bylem u lekarza i pani doktor
                          byla wlasnie przesliczna, o :) nie kazcie sobie tlumaczyc, na czym polega
                          slicznosc, bo sie zaplatam :)
                          • idomeneo Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 20:53
                            ale jesteś wierny jednemu typowi urody (np. śliczne są cieliste blondynki w
                            typie Patrycji B. ;)), czy to raczej kwestia ogólnego wrażenia, przy różnych
                            warunkach wyjściowych niewiasty?
                            • ready4freddy Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 14:51
                              absolutnie nie jestem :) ale raczej blondynki w typie Pulpy nie sa sliczne,
                              chyba, ze mowimy o Drew Barrymore :)
                          • onion68 Re: brzydkie kaczątka 14.04.08, 20:59
                            Moja pani doktor jest piękna (nie przepadam za słowem śliczna) - ma około 50,
                            malutka, drobniutka, ciemne włosy w kok i za okularami wesołe, mądre spojrzenie.
                            Ponadto ma zbliżone do mnie poglądy, bo sobie ucinamy czasami różne pogawędki w
                            tych niesprzyjających warunkach.
                            A Twoja jaka była?
                            • metwoh Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 07:36
                              A ja jak trafiam do lekarza, to powiem szczerze, na ogól w takim
                              stanie jestem, że nie w głowie mi ocena urody pani doktor.
                              A tak w ogóle, to śliczna może być młoda dziewczyna. Kobieta 50
                              letnia może być ładna, nawet piękna. Ale śliczna?
                              • meduza7 Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 09:30
                                Porzucając na chwilę temat śliczności pań doktor ;) nie macie czasem takiego
                                wrażenia, że im starsze robią się nasze ulubione autorki, tym bardziej
                                ślicznieją ich bohaterki? "Wczesna" Musierowicz opisywała zwykłe dziewczyny z
                                różnymi mankamentami urody i kompleksami na tym tle (tylko dla kontrastu Bebe
                                była piękna, lecz za to wewnętrznie niepoukładana), natomiast faktycznie Róże i
                                Laury zwalają urodą z nóg ... Podobnie ma Chmielewska: kiedyś jej bohaterki to
                                były normalne kobiety, a później - same cuda urody, w dodatku utalentowane w
                                stopniu nieprzeciętnym (jakaś Dorotka, co w wieku dwudziestu lat znała ponad
                                dwadzieścia języków) i w dodatku obrzydliwie bogate (no, kiedyś głównie pisała w
                                pierwszej osobie, więc może głupio jej było przedstawiać się jako taka super
                                piękna i utalentowana).
                                • onion68 Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 09:52
                                  Znak czasu... W amerykańskich telenowelach i niektórych filmach też wyłącznie
                                  takie piękności, że aż plastikowe.
                                  Chociaż Pyza nie taka znów nieskazitelna (lekka nadwaga), Bella przecież także
                                  póki co.
                                  A Dorotka-poliglotka to już naprawdę było przegięcie (ale harpie nadrobiły to
                                  wdziękiem, szczególnie Sylwia z wielką łychą) :))
                                  • anutek115 Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 10:07
                                    Pyza miała nadwagę wyłącznie w swoich własnych oczach, odautorsko przedstawiana
                                    jest chyba wyłącznie jako urodziwa, młoda kobieta. I faktycznie, poczytuję sobie
                                    teraz "Kwiat kalafiora" i nie dam się zabić, ale słowo "ładna" w odniesieniu do
                                    Gabrysi pada może z raz (o ile w ogóle), a gdzieś od połowy serii nie ma tomu,
                                    by nie padło co drugą stronę.
                                    Coś w tym jest, co pisze Meduza, może panie autorki z wiekiem widzą coraz więcej
                                    tych ładnych młodych dziewczyn? Bo ja u siebie coś podobnego zauważam. Moje
                                    uczennice wydaja mi się śliczne i dziwię się, że mają kompleksy (a wiem, że mają)...
                                • croyance Re: brzydkie kaczątka 23.04.08, 14:02
                                  Dorotka, czy jak jej tam, w wieku lat dwudziestu znala jezykow ze
                                  30, i pamietam opis, jak - dreczona przez ciotki - na schodach przy
                                  latarce robila tlumaczenia z greckiego na chorwacki (czy cos w tym
                                  stylu). No po prostu ... Nie mam 16 lat, wiec traktuje to z
                                  przymrozeniem oka, ale gdybym to przeczytala jako nastolatka,
                                  moglabym sie niezle zdolowac.
                                  • croyance Re: brzydkie kaczątka 23.04.08, 16:21
                                    Bardzo przepraszam, oczywiscie PRZYMRUZENIE oka. Oj, oj, oj.
                              • ready4freddy Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 14:55
                                chyba ci sie watki posklejaly, "moja" pani doktor byla mlodsza ode mnie. ergo,
                                mogla byc przesliczna, a nie tylko "bardzo ladna", czy "atrakcyjna". a w stanie
                                bylem calkiem dobrym, to bylo tylko badanie w celach ubezpieczeniowych na
                                silowni :)
                            • ready4freddy Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 14:53
                              raczej ponizej 30tki, niesamowicie zgrabna, ciemne wlosy, ogromne oczy (teczowki
                              niemal w kolorze zrenic, albo mialem halucynacje - u lekarza to mozliwe wszak :)
                              i ogolnie bardzo ladna i sympatyczna :)
                              • onion68 Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 15:38
                                Bardzo dziękuję za zaspokojenie mojej (bezinteresownej ) ;-) ciekawości.
            • tygrys2112 Re: brzydkie kaczątka 16.04.08, 23:38
              są mężczyźni, którzy nie mają porywająco pociągającej
              powierzchowności, ale maja w sobie coś. Znam pewnego młodszego ode
              mnie chłopaka, który jest dość przeciętny z wyglądu, ale ma bardzo
              dużo nieśmiałego uroku, wiele łagodności i jest bardzo miły, a do
              tego nie jest raczej typem podrywacza. i podoba się kobietom,
              chociaż jest bardzo niepozorny. A znam innego szalenie
              pociągającego, który jest kompletnym lowelasem i nie warto sobie nim
              zawracać głowy. Wszystko zależy od tego na co się patrzy. Kobiety
              patrzą na ogół (nie mówię że zawsze, ale częściej) trochę głęgiej
              niż mężczyźni i widzą coś więcej niż opakowanie
          • yowah76 Re: brzydkie kaczątka 23.04.08, 13:49
            Eee, Danuska to byla bosko piekna tylko w oczach Cesi... Jane Birkin
            to moze nie jest cud urody kobiecej a i Cesi rodzina niezbyt
            pochlebnie sie do niej odnosila...
      • tygrys2112 Re: brzydkie kaczątka 16.04.08, 23:24
        z Tygrysem ja się identykuję - mam tzw charakterek i ostatnio robię
        się coraz bardziej cięta i złośliwa :P Przyznaję się bez bicia. :) Z
        tą różnicą że nie patrzę na ludzi z pogardą :)
    • ginestra Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 16:03
      Tak zastanawiałam się czy i co napisać w tym wątku, bo od której by strony tego
      nie ująć - będzie to dość osobiste ;)

      Tak w głównym temacie, to pamiętam i ja, że miłe i krzepiące było czytać w
      Jeżycjadzie (we wczesnych tomach) o przeżyciach nastolatek, niepewnych swojej
      urody, które potem tej pewności siebie nabierają i mi też się to ogólnie bardzo
      miło czytało - wówczas i teraz.:) Ja także widzę te pewne zgrzyty, w rodzaju
      braku trądziku i prawdziwych podstaw do zmartwień u tych bohaterek, ale wiem, że
      choćby samo porównywanie się z tymi wszystkimi "lodołamaczkami serc", zwłaszcza
      ubranymi jak z żurnala, gdy się miało sytuację finansową taką jak u Borejków na
      przykład, mogło zachwiać dziewczęcym poczuciem wartości, a więc te wszystkie
      rozterki wydawały mi się i wydają nadal wiarygodne. No i typowe dla młodości ;)
      Mnie także denerwuje ta późniejsza, trochę mało realistyczna, idealność tych
      bohaterek, ale cóż poradzić - i tak je lubimy. I mnie także szkoda Romy, o czym
      zresztą nie jeden raz pisałam i zgadzam się z postem o niej powyżej.

      Jeśli chodzi o mnie, to miałam taki epizod w życiu jak Matylda Stągiewka :),
      czyli, że byłam dość okrągłym dzieckiem od dziesiątego do czternastego roku
      życia - a więc bardzo dobrze rozumiem co czuje taka młodziutka osoba, która
      właśnie wchodzi w ten jakże delikatny wiek i przeżywa swoje braki urody (czy
      dopasowania do kanonu urody) w tym zakresie (i z jakim niedowierzaniem, żalem i
      rozdrażnieniem czyta o perypetiach bohaterek, które przejmują się swoją
      nadmierną chudością!).Później jednakże własnym ogromnym wysiłkiem wyszczuplałam
      i już jako piętnastolatka byłam dziewczyną z typu tych drobnych i zgrabnych (46
      kg). I tak było, na szczęście, także przez cały czas liceum i dalej w życiu też,
      mniej więcej w granicach dobrej, szczupłej figury (mimo urodzenia dzieci). Moje
      spostrzeżenie w temacie urody i samopoczucia młodych dziewczyn (oraz tych
      bohaterek książkowych) jest natomiast takie, że najlepiej mają te, którym
      rodzina (zwłaszcza ojciec lub ważny mężczyzna w rodzinie!) czy inne bliskie,
      ważne osoby, w tym właśnie krytycznym wieku, pomogły uwierzyć, że są ładne takie
      jakie są. Zwłaszcza nie do przecenienia jest postać ojca, który wtedy mówi
      córce: "jesteś śliczna!" (niezależnie od tego jak w istocie ona wygląda - daje
      jej komunikat, że __jest śliczna__, bo to jest przecież __prawda__, czyż nie?)
      Te dziewczyny zatem, niezależnie od tego jaki mają typ urody i czy mają tu czy
      ówdzie za dużo czy za mało, są wtedy pewne siebie, czują się ładne i ponętne i
      takim poczuciem epatują bezwiednie na świat. To jest takie "immanentne" poczucie
      wartości i swojej urody, swojego ciała, niezależne od niczego zewnętrznego. Te
      dziewczyny właśnie przyciągają chłopaków (jak w Jezycjadzie Patrycja, czy Gaba
      czy Ida, a dziewczyny niepewne siebie raczej "odpychają" - jak np. Roma).
      Jeśli chodzi o mnie, to wprawdzie Brulion przeczytałam już po trzydziestce, ale
      byłabym w tamtym okresie odpowiednikiem Bebe (no, tyle, że trądzik, to niestety
      miałam, mimo stosowania ciągłych wynalazków na tę przypadłość ;) ). Jednakże
      chodzi mi o to, że właśnie nie miałam tej pewności siebie. Myślę sobie, że
      owszem, byłam śliczna (tak bym siebie oceniła z dzisiejszej perspektywy,
      oczywiście) i wiele osób to jakoś i wtedy zauważało, ale ja nie miałam tego
      poczucia uwewnętrznionego w sobie, jakby to było "nie o mnie". Zupełnie jak
      Bebe. No, potem trochę bardziej, stopniowo uczyłam się wierzyć w siebie, ale ten
      czas młodości i rozterek i zakochań, na pewno nie był łatwy. ;)

      Ach, i jeszcze w temacie tej rozmowy o pani doktor i o urodzie kobiet... Nie
      wiem jak to wyrazić, żeby nikogo nie urazić ;), ale czuję, że jest coś w tym nie
      tak. To znaczy ja kiedyś byłam typem kobiety, z którą każdy mężczyzna mógł
      dowolnie rozmawiać o urodzie innych kobiet, zachwycać się, że tu czy tam, czy na
      filmie itp. widział taką czy inną piękność i ja też ze zrozumieniem rozmawiałam
      w tym duchu, że owszem, przecież na świecie jest tyle pięknych kobiet i aż chce
      się o nich porozmawiać, zwłaszcza, że mężczyźni to uwielbiają i nic w tym złego.
      Od jakiegoś czasu budzi to we mnie dziwną konsternację i nie mogę w takich
      rozmowach brać udziału. Nie chodzi o to, że biorę to do siebie, bo nie. Nie
      umiem tego nazwać, ale to mnie jakoś wyczula.
      Może później lepiej to mi się uda zdefiniować. Może trochę ilustruje to taki
      przykład, otóż pamiętam taki wywiad sprzed wielu lat z Tomaszem Lisem, który
      mówił w tym wywiadzie jak kocha żonę i w ogóle i wspomniał coś takiego, że kiedy
      ogląda jakiś film, to zawsze jest w tej bohaterce filmu zakochany i musi trochę
      ochłonąć i dojść do siebie po filmie, ale na szczęście żona go zna i rozumie i
      nie przeszkadza jej to. I pamiętam, że to w tym wywiadzie było dla mnie wielkim
      dysonansem i jakąś sprzecznością - jakby kocha żonę, a tak mu się podobają inne
      kobiety. I nie chodzi mi o żonatych mężczyzn, ale w ogóle, tak myślę, że
      mężczyzna bardzo wyczulony na urodę, taki, któremu się ciągle w osobisty sposób
      podobają piękne kobiety, powinien nad tym mocno pomyśleć i może popracować nad
      tym, bo może to mieć i złe
      strony. No więc nie wiem jak to określić, bo niby wszyscy mężczyźni uwielbiają
      kobiety i definiują swój ulubiony typ urody, niby kobiety męski typ też, ale
      mnie jakoś niepokoi jak mężczyźni wśród kobiet mówią o urodzie innych kobiet, w
      jakichś takich wielkich superlatywach...
      Zaplątałam się trochę, przepraszam jeśli to mogło kogoś urazić.
      Pozdrawiam!
      • onion68 Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 16:26
        > ale
        > mnie jakoś niepokoi jak mężczyźni wśród kobiet mówią o urodzie innych kobiet, w
        > jakichś takich wielkich superlatywach...

        O. Mnie to zupełnie nie przeszkadza (nawet u własnego męża), sama lubię patrzeć
        na ładnych ludzi, niezależnie od płci. Może jestem naiwna.
      • metwoh Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 16:29
        Z moich obserwcji mogę tylko stwierdzić, że teraz jest dużo mniej
        pryszczatych, dużo mniej z krzywymi zębami, dużo mniej, bo prawie w
        ogóle płaskich. Za to większość nastolatek z makijażem, sporo z
        aparatami, włosy farbowane to też normalne.O push upach już pisałem.
        Więc chyba ogólnie jest ładniej. A może starym zawsze młodość się
        podoba?
        Z zasady nie zachwycam się urodą innych kobiet w obecności żony.
        Wyjątek stanowi córka, chociaż ona ma do swojejgo wyglądu
        zastrzeżenia. Jak każda kobieta.
        • ginestra Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 17:20
          metwoh napisał:


          > Z zasady nie zachwycam się urodą innych kobiet w obecności żony.
          > Wyjątek stanowi córka

          zNo, to mi się podoba :)
          Co do córki, to - jak pisałam powyżej - będzie to jej procentowało w życiu.

          A o tym, co mówi Onion, to ja bym chciała dodać, że właśnie nie chciałam nikogo
          urazić (nie tylko Ready4freddyego, który dał wyraz swoim zachwytom), ale tez
          dziewczyn, bo wiem, że dużo forumowiczek ma mężów czy partnerów i być może oni
          to właśnie też się zachwycają różnymi pięknościami przy kobietach. W samym
          zachwycaniu nie ma zapewne nic złego, tylko ja jestem od pewnego czasu wyczulona
          na to. Chodzi mi o taki osobisty sposób postrzegania tych pięknych kobiet przez
          danego mężczyznę oraz o takie swobodne mówienie przy innej kobiecie o tym jaka
          inna kobieta jest super. Może te wrażenia są u mnie akurat świeże, bo niedawno
          uczestniczyłam w (a raczej "przysłuchiwałam się") takiej rozmowie (też
          forumowej, na forum branżowym akurat) o urodzie kobiet i na przykład jedni
          mężczyźni wypowiadali się na ten sam temat bardziej neutralnie, a inni bardziej
          osobiście. No i jeden na przykład wypowiadał się nie tylko o konkretnych
          aktorkach i o tym jakie są piękne i w wielkich szczegółach je opisywał, ale też
          wspomniał, że on potrafi za piękną buzią nie tylko się obejrzeć, ale nawet
          przejść na drugą stronę ulicy. I to tak pisał z wielkim entuzjazmem przy
          kobietach, które też uczestniczyły w rozmowie, a one były w różnym wieku i w
          ogóle. I tak się dziwnie wtedy z tym czułam.

          Kobiety - z samej swojej natury - są tak stworzone, że są wyczulone o wiele
          bardziej niż mężczyźni na sprawy swojej urody i mimo wszystko wolą kiedy
          mężczyzna, jeśli mówi przy kobietach o urodzie kobiet, to żeby mówił w takim
          duchu, żeby to właśnie te rozmówczynie czuły się w takiej rozmowie piękne i
          docenione ;)
          • onion68 Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 17:54
            Ja nie bardzo rozumiem - czy chodzi o to, aby głaskać próżność kobiety na każdym
            kroku, zawsze w kategoriach wyglądu i czy byłybyście w stanie uwierzyć, że
            jesteście jedyną ładną kobietą na świecie?
            Przepraszam, ale ja mam większe oczekiwania od partnerów, w życiu i w rozmowie.
            Czy małżeństwo musi oznaczać ubezwłasnowolnienie drugiej osoby, nawet jeśli
            chodzi o kierunek spojrzenia?
            Dla mnie jest to normalne, że rozmawiam z mężem na różne tematy, między innymi
            zdarza nam się komentować wygląd różnych osób, zarówno kobiet, jak i mężczyzn.
            Po prostu nie odbieram tego jako zagrożenie, wydaje mi się, że zawsze szczerość
            jest ważniejszą wartością w związku niż udawanie (nie wierzę, że żonaci nie
            patrzą na inne kobiety, ale nie musi to zaraz oznaczać Bóg wie czego).
            Ale faktycznie już dość tych osobistych wynurzeń.
          • ready4freddy Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 17:57
            ginestro, ja bardzo chetnie daje upust zachwytom, zwlaszcza, ze jako ponurak i
            pesymista, ktory widzi szklanke prawie pusta :) rzadko sie zachwycam. pewnie
            dlatego, ze jestem w-yb-redny :) tak czy siak, jak sie zachwycam, to sie z wami
            podziele.
            mam nadzieje, ze nie poczulas sie "dziwnie" :( obiecuje, ze juz nie bede o
            zadnych babach opowiadac :)
            • ginestra Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 19:41
              Nie, no nie aż tak :)
              Dziękuję za delikatność wobec mnie i w ogóle :) Nie przejmuj się. Ja zaraz
              spróbuję to o co mi chodziło przybliżyć (i może nawet temat zostanie zamknięty?)

              Jak wspomniałam wcześniej bardzo trudno jest mi opisać dokładnie w czym rzecz,
              bo tu dużo zależy od indywidualnych odczuć. I chyba są tu dwie sprawy, a ja je
              trochę połączyłam.

              Pierwsza - do czego nawiązała Onion - dotyczy związków. i tego, że oczywiście
              mężczyźni, którzy w tych związkach są, też zwracają uwagę na piękne kobiety,
              które przecież istnieją i ich otaczają i to jest normalne, że zwracają uwagę i
              zachwycają się i - powiem więcej - nie byłoby chyba wcale fajne być z mężczyzną,
              który jest nieczuły na kobiece piękno albo który się nie podoba innym kobietom
              (fajne jest jeśli się podoba innym kobietom i on o tym wie, ale oczywiście nic
              sobie z tego nie robi i po nim widać tak __całościowo__, że kocha żonę i ona
              jest dla niego najpiękniejsza :) ). Moim zdaniem, rzecz w tym, żeby właśnie
              była ta pewność, że jest się dla niego najpiękniejszą i najwspanialszą, na co
              nawet upływ czasu nie ma wpływu, i jeśli jest ten constans, to można sobie z nim
              do woli pogadać o Paris Hilton czy o jakiejś pięknej sąsiadce, która się
              wprowadziła czy o jego koleżankach z pracy itp. Taka kobieta czuje się wtedy
              dobrze w każdych warunkach z nim, czy to na plaży gdzie wokół kobiety opalają
              się topless czy to w kinie gdzie jest jakaś piękna aktorka na ekranie czy na
              przyjęciu, czy nawet gdy nie są akurat razem, bo on wyjechał itp. I ta kobieta
              jest spokojna, bo coś w jej podświadomości jej mówi, że ona jest dla niego NAJ.
              Gorzej jest, jeśli taki mężczyzna w związku, kiedy widzi inną kobietę, to jest
              jakoś emocjonalnie zaangażowany. Wówczas rozmowa z nim o tym wdzięku innych
              kobiet nie jest już taka neutralna i jest to ten problem, na który wskazałam. Ja
              potrafię poczuć tę różnicę, a nie potrafię jej słowami przekazać.

              Druga sprawa to rozmowy koleżeńskie. Nie musi tak być, oczywiście, zawsze i
              wszędzie jak u mnie, ale ja spotkałam kilku mężczyzn, którzy korzystając z tego,
              że byłam otwarta i taka trochę "kumpela" opowiadali przy mnie o różnych super
              kobietach i ja w tym uczestniczyłam, tak jakbym była dla nich niemalże drugim
              facetem. I teraz mam na tym tle pewien uraz, bo w czasie tych rozmów wydawało mi
              się wszystko OK, że to jest właśnie taka koleżeńska szczerość, a potem nabrałam
              nagle jakiejś innej świadomości i nagle zaczęło mi to przeszkadzać. ALE -
              podkreślam - to może być taka indywidualna akurat sprawa u mnie. ;) Mówiłam
              niejednokrotnie na forum, że sobie z zaciekawieniem obserwuję życie i związki i
              "o co chodzi z tą chemią" i takie tam inne tematy, na pewno pamiętacie.. ;) I
              sobie układam różne rzeczy dla siebie. I zauważam, że różnie mi się zmienia i
              nie wiem czy to jest OK co odczuwam, jeśli z zewnątrz widziane, czy nie.
              Więc nie przejmujcie się i miejcie własne zdanie. :)

              A jeszcze powiem, że jak czytałam tamten wątek na moim forum branżowym o ideale
              kobiecego piękna, to zwłaszcza dał mi do myślenia przykład tego pana, który
              napisał, że on nawet przechodzi przez ulicę kiedy widzi jakąś super dziewczynę.
              I on gdzieś też napisał, że oczywiście jego żona bardzo mu się podoba i ją
              kocha. Ale jak sobie wyobrazić kiedy on tak przechodzi przez tę ulicę, to jest
              to trochę dziwne, moim zdaniem obiektywnie... I nie najlepiej wróży dla ich
              związku. I pomyślałam sobie, że jeśli mężczyzna tak bardzo i tak "osobiście"
              ulega takim wrażeniom estetycznym, to może powinien nad sobą popracować, bo
              może na przykład efekt uboczny będzie taki, że na dłuższą metę nie będzie mógł
              docenić jednej kobiety, nie będzie mógł na przykład długo pozostawać w takiej
              magii tego, że jakaś kobieta może traci urodę (z wiekiem czy coś), ale wciąż ma
              ten najpiękniejszy uśmiech na świecie, który go kiedyś tak zaczarował, wciąż ma
              takie piękne oczy i ma ten swój sobie tylko właściwy "look and feel" :) No, i
              żadna nie może się z nią równać, po prostu żadna!

              Takie sobie snuję rozważania w głowie i może trochę pochopnie to napisałam,
              jakoś tak kategorycznie. Nie wiem po prostu czy inni tak mają czy tylko ja. Ja
              jestem na takim trochę etapie, że milej mi jest przeczytać o takim nieuchwytnym
              pięknie, wdzięku kobiety, który mężczyznę zachwyca, bo mogę się wówczas trochę z
              tym opisem zidentyfikować i pomyśleć sobie, że oto może o mnie mój klient czy
              ktoś z otoczenia też napisze na jakimś forum jaką to spotkał piękność ;)... No,
              na pewno jest w tym jakaś próżność (tu: ikona na rumieniec).

              A więc pozdrawiam Ciebie Ready4freddy i wszystkich! :)

              • onion68 Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 21:17
                Już rozumiem, Ginestro :-)
                • sowca Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 22:58
                  Bardzo mi się podoba ten wątek, może dlatego, że będąc parę lat
                  młodsza uwielbiałam właśnie ten motyw przemiany kaczątka w łabędzia.
                  Chwile, kiedy Cesia ubiera się w ciuchy Julii i Krystyny, a oczy jej
                  stają się "zagadkowo zamglone", albo kiedy Ida obcina włosy i wkłada
                  biała sukienkę uszytą przez mamę to moje ukochane fragmenty
                  Jeżycjady. Przyznam,że tak ten motyw lubię, że nawet Matylda - mimo
                  całej swojej paskudności, cynizmu i zimna - budzi we mnie jakiś
                  okruch sympatii.Nie mam wrażenia, że jest w tym jakaś przesada,
                  nawet te skośne oczy Idy jakoś mnie nie rażą. Sama mam w swoim
                  otoczeniu mnóstwo dziewczyn, które przeszły właśnie taką metamorfozę
                  i wierzcie mi, naprawdę może się zmienić w wyglądzie bardzo wiele. A
                  przyczyny przemiany? Ja widzę dwie. Po pierwsze, "brzydkie kaczątka"
                  opisywane są w wieku, kiedy naprawdę trudno ładnie wyglądać -
                  kompletnie nieproporcjonalna, na ogół chuda sylwetka,
                  przetłuszczające się włosy, trądzik, częśto garbienie się i tak
                  dalej. Nie znam dziewczyny, która by nie przechodziła przez ten
                  etap. Z czasem kaczątko ładnieje, figura staje się proporcjonalna,
                  dziewczyna odkrywa, ile mogą zdzialać kosmetyki, fryzura,
                  odpowiednie ciuchy - przede wszystkim, jak zauważyłam, tego typu
                  rzeczy po prostu zwiększają pewnośc siebie, a ta częstokroć bardzo
                  wpływa na urodę. Natomiast jest jeszcze jedna sprawa - widzę (także
                  po sobie...), że dziewczyna ładnieje, kiedy na jej drodze pojawia
                  się chłopak ;) te godziny spędzane w łazience przed lustrem,
                  wariowanie na punkcie ubran, no i ten błysk w oczach, który sprawia,
                  że nawet najbrzydsza dziewczyna zmienia się w piękność...
                  Mam wrażenie, że metamorfoza kaczątka w łabędzia jest ważna dla
                  każdej nastolatki. Jest optymistyczna, zachęca bowiem nie tylko do
                  pracy nad swoim wyglądam (w rodzaju: nowa sukienka, wyprostowane
                  plecy, lekki makijaż), ale i do uwierzenia w siebie. Nie będe
                  ukrywać, że i mnie bardzo ten motyw pomaga - bo sama też byłam takim
                  wlasnie brzydkim kaczątkiem i chociaz w moim przypadku nie można
                  mówić o przemianie w boskiego łabędzia, to nadal mam cichą nadzieję,
                  że może kiedyś... ;) pamiętam, że Natalia radykalnie wypiękniała na
                  1 roku studiów, czyli mam jeszcze 3 miesiące ;D
                  • panna-lee Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 23:15
                    ginestra: heheh. ja dla mojego jestem tak dalece i bezkrytycznie najpiękniejsza, że aż mnie to męczy. mam wrażenie że on cierpi na jakiś rodzaj żeńślepoty, bo ja naprawdę piękna nie jestem, nawet ładna nie. a męczy mnie głównie dlatego, że ja potrafię docenić urodę przystojnych brzydali, i czuję się przez to nieco - hm - no jakby - nienormalna? :D wpędza mnie dosłownie w kompleksy bo jest taki - bezgraniczny.

                    ja to jeszcze o tym, co latał za babami. to też trochę kwestia podejścia żony. diego rivera też latał. i żona latała [nieraz latali nawet za tymi samymi babami]. a łomem byś ich od siebie nie oderwał.... dla mnie takie mocne więzi są podstawą. ogląda się, nie ogląda, niech se robi co chce - jeżeli jestem dla niego najważniejsza. mam wrażenie że większość awantur jakie robią mężom zazdrosne żony [ i vice versa!] bierze się z niedowartościowania własnej osoby w związku - z podejścia "na pewno mnie rzuci, trzeba go/jej pilnować, zabuja się i poleci".

                    jak się zabuja, to może poleci. a może mu przejdzie. a może się nie zabuja, za to zatruje sobie krew złą energią swojej drugiej połówkii wystrzępi język na tłumaczeniu się. nikt nie lubi być tak kurczowo trzymany.

                    ale pytanie - czy to jest naprawdę TO, coś wyjątkowego - czy tylko chemia, co przyszła i pójdzie? :) jeśli to TO, to nie ma się czego obawiać. choćbyśmy do końca życia nie wyrosły na łabędzie. jeśli facet [i kobieta :D] jest tym, co trzeba, będzie nam pieluchy zmieniał w chorobie i kochał coraz mocniej, nawet wyniszczone i np poamputowane. [nas kochał oczywiście. nie pieluchy. zostawiam, bo zabawnie wyszło :D]

                    czego nam wszystkim życzę - i dobranoc :)
                    • ginestra Re: brzydkie kaczątka 15.04.08, 23:38
                      Panno-lee, zgadzam się z Tobą. Właśnie, i ja wierzę, że jak jest autentyczna
                      więź, miłość, to nie trzeba się obawiać, jest i zaufanie i ta spokojna pewność
                      co do drugiej osoby. I to, o czym mówiłaś, że i w nieszczęściu i w chorobie i
                      różnych trudnościach ta miłość jest.

                      Cieszę się czytając, że jesteś dla męża najpiękniejsza, i że dobrze Wam razem! A
                      myślę, że to, co piszesz o sobie, to trochę przewrotnie, choć nie podważam, że
                      szczerze piszesz, ale wiem, że na pewno masz fajną urodę (nie wiem czy mogę na
                      forum napisać, ale na zdjęciu, na którym widać Twoje szczurki masz przepiękne
                      dłonie) :)
                      Pozdrawiam!

                      PS. A film (Frida) o Diegu Rivierze i jego żonie (a raczej na odwrót) oglądałam
                      i bardzo mi się podobał! Dla mnie to trochę zagwozdka, bo oni rzeczywiście
                      akceptowali wiele rzeczy, które mi się nie mieszczą w głowie i muszę to przyjąć,
                      że nie każdy jest jak ja (jednakże i tam trochę zazdrości było i dramatów i
                      wytyczania granic, nawet w ramach tego "elastycznego" podejścia).
                      Pozdrawiam!
                      • metwoh Re: brzydkie kaczątka 16.04.08, 08:17
                        Jest takie przysłowie -w domu powieszonego nie mów nawet o sznurze.
                        Oczywiście, że każdy facet jest wzrokowcem i spojrzy na zgrabną i
                        piękną kobietę. Ale robić to ostentacyjnie przy swojej kobiecie?
                        Podobnie chyba nie rozmawia się o fryzurach przy kimś po
                        chemioterapi, o butach przy osobie bez nóg itp. Mam ładną żonę,ale
                        jak każda kobieta w pewnym wieku zauważa czynnik przemijania więc
                        nie uważam, by zachwycanie się nogami innej, dużo młodszej
                        dziewczyny było dla niej czymś przyjemnym. Już kronikarze dawno,
                        dawno temu wiedzieli, że jak nie można pochwalić urody księżniczki,
                        to wychwala się, to, co można, czyli pobożność, roztropność, dobroć
                        serca itp.
                        • onion68 Re: brzydkie kaczątka 16.04.08, 08:48
                          Współczuję kobietom, które poczucie własnej wartości czerpią jedynie z wyglądu.
                          Tak czy siak, prędzej czy później, skazana są na frustrację.
                          Hmm, a czucie się obrażoną, że ktoś ma ładniejsze nogi...
                          • metwoh Re: brzydkie kaczątka 16.04.08, 12:25
                            Zaraz tam obrażoną,nie ma o co, bo ja nie stawiam w takiej sytuacji.
                            A nie stawiam, bo sam się czuję niezręcznie, jak kogoś innego
                            wychwalają przy mnie.
                      • panna-lee Re: brzydkie kaczątka 17.04.08, 13:02
                        ginestra: hehe :) a nawet kilka hehe.

                        diego i frida to byli bohemiarze :) dzieci-kwiaty właściwie. burżujskie tradycje i konwenanse leciały do kosza.
                        zadrażnień mieli mnóstwo, film jest bardzo mocno okrojony, ale pamiętam jak zamachowiec strzelał do pracowni diega, celując w postać na stołeczku, na którym zawsze siedziała frida. [wyjątkowo na stołęczku nie siedziała ona, a jej siostra]. diego skomentował to tak "ten zamachowiec wiedział, co robi. zabijając fridę, zabiłby we mnie wszelkie życie i chęć działania".

                        warto słuchać swojego serca przy wyborze partnera - niby banał, a jak wiele osób pozostawia decyzje osobom trzecim? :)

                        jeszcze a propos jeżycjady - ja zawsze uważałam, że to wieczne uciekalstwo Pyziaka jest mocno naciągane. serio. był bardzo w porządku w "Kwiecie kalafiora", trochę cyniczny - ale co z tego? w "Idzie" przyjechał za Gabunią jak ostatni pantoflarz - mam wrażenie, że MM chciała przestrzec dziewczyny przed "donżuanami" i zaprezentowała jego późniejsze zachowanie tak, jak zaprezentowała.... Pyziak oprócz kręcenia panienek nie przejawiał złych skłonności i był zakochany w Gabie - nie rozumiem tej wolty z nim do dziś.
                        [przypomnę przy tym, że taki Baltona też "do każdej dziewczyny pchał się co chwilę z dziobem" a okazał się być ok, zakochany w Pulpie, nie przejawiał złych skłonności - jak Pyziak, tyle że najwyraźniej autorka darzyła Baltonę większą sympatią :P w końcu to nasz swojski Bobcio, a nie jakiś tam obcy koszykarz spoza Borejkręgu.]

                        możliwe, że to nieodpowiedni wątek do poruszania tego tematu :D założyć nowy? :)
                        • kaliope3 Re: brzydkie kaczątka 17.04.08, 14:44
                          panna-lee napisała:



                          > jeszcze a propos jeżycjady - ja zawsze uważałam, że to wieczne uciekalstwo Pyzi
                          > aka jest mocno naciągane. serio. był bardzo w porządku w "Kwiecie kalafiora", t
                          > rochę cyniczny - ale co z tego? w "Idzie" przyjechał za Gabunią jak ostatni pan
                          > toflarz - mam wrażenie, że MM chciała przestrzec dziewczyny przed "donżuanami"
                          > i zaprezentowała jego późniejsze zachowanie tak, jak zaprezentowała.... Pyziak
                          > oprócz kręcenia panienek nie przejawiał złych skłonności i był zakochany w Gabi
                          > e - nie rozumiem tej wolty z nim do dziś.
                          > [przypomnę przy tym, że taki Baltona też "do każdej dziewczyny pchał się co chw
                          > ilę z dziobem" a okazał się być ok, zakochany w Pulpie, nie przejawiał złych sk
                          > łonności - jak Pyziak, tyle że najwyraźniej autorka darzyła Baltonę większą sym
                          > patią :P w końcu to nasz swojski Bobcio, a nie jakiś tam obcy koszykarz spoza B
                          > orejkręgu.]
                          >
                          > możliwe, że to nieodpowiedni wątek do poruszania tego tematu :D założyć nowy? :
                          > Panno-lee,o ile takowego już nie było,załóż proszę!
                    • tygrys2112 Re: brzydkie kaczątka 17.04.08, 00:40
                      dla mnie takie mocne więzi są pod
                      > stawą. ogląda się, nie ogląda, niech se robi co chce - jeżeli
                      jestem dla niego
                      > najważniejsza. mam wrażenie że większość awantur jakie robią mężom
                      zazdrosne żo
                      > ny [ i vice versa!] bierze się z niedowartościowania własnej osoby
                      w związku -
                      > z podejścia "na pewno mnie rzuci, trzeba go/jej pilnować, zabuja
                      się i poleci".
                      >
                      > jak się zabuja, to może poleci. a może mu przejdzie. a może się
                      nie zabuja, za
                      > to zatruje sobie krew złą energią swojej drugiej połówkii
                      wystrzępi język na tł
                      > umaczeniu się. nikt nie lubi być tak kurczowo trzymany.
                      >
                      > ale pytanie - czy to jest naprawdę TO, coś wyjątkowego - czy tylko
                      chemia, co p
                      > rzyszła i pójdzie? :) jeśli to TO, to nie ma się czego obawiać.
                      choćbyśmy do ko
                      > ńca życia nie wyrosły na łabędzie. jeśli facet [i kobieta :D] jest
                      tym, co trze
                      > ba, będzie nam pieluchy zmieniał w chorobie i kochał coraz
                      mocniej, nawet wynis
                      > zczone i np poamputowane. [nas kochał oczywiście. nie pieluchy.
                      zostawiam, bo z
                      > abawnie wyszło :D]

                      w 100% się zgadzam.

              • elm_m Re: brzydkie kaczątka 16.04.08, 08:46
                Ginestro,
                świetnie Cię rozumiem - też tak mam, że czuję się nieswojo, gdy
                jakiś pan pieje przy mnie głośno nad urodą jakiejś pani (choćbym
                jego zachwyt szczerze dzieliła).
                Tłumaczę to sobie po trosze atawizmem (podświadomie rywalizujemy z
                innymi kobietami), a trochę takim dziecinnym egocentryzmem i wieczną
                potrzebą akceptacji. To mnie pochwalcie, MNIE! (a nie ją)
                Ale zaobserwowałam, ze nie jest to przypadłość stricte kobieca.
                Ostatnio przy koledze z pracy wygłaszałam peany na cześć (co prawda
                inteligencji, a nie urody) naszego znajomego. Kolega markotniał
                coraz bardziej, aż w końcu wypalił coś w tym stylu: "ale on nie jest
                taki mądry sam z siebie! Widziałem, ze sprawdza coś ciągle na
                Wikipedii, a potem się popisuje!"
                Wtedy wreszcie załapałam o co chodzi i posmarowałam miodkiem ego
                kolegi - od razu pojaśniał :)
                Więc bądźmy wobec siebie delikatni i chociaż nasze "ega" są
                okropnie śmieszne też je szanujmy :)
                • ginestra Re: brzydkie kaczątka 16.04.08, 10:55
                  Elm_m, no właśnie, zgadzam się. :)
                  Dodam jeszcze może, że "ego egiem", ale jest też taka sprawa niezależna od nas
                  (i tę sprawę Twój przykład z kolegą z pracy wspaniale ilustruje!)

                  Otóż zauważcie, że biologicznie rzecz ujmując, kobieta jest osobą przekazującą
                  życie. I z tej racji ogromne znaczenie, niezależnie od jej chęci, podświadomie,
                  ma dla niej wygląd zewnętrzny: to jej "zadaniem" jest przyciągnąć do siebie
                  mężczyznę, który to życie przekaże. A więc wszystko w niej nastawione jest na
                  bycie jak najatrakcyjniejszą, wabienie i przyciąganie (i to od najmłodszych
                  lat!). Dlatego na punkcie wyglądu jest ona bardzo wrażliwa - o wiele wrażliwsza
                  niż mężczyzna. Trudne jest dla niej także przemijanie urody oraz obawa o to, że
                  się przestanie podobać mężczyznom (a zwłaszcza swojemu mężczyźnie - jeśli tak
                  jest). Ale jeśli się podoba swojemu mężczyźnie, to dużo pogodniej przyjmuje
                  wszelkie aspekty przemijania czy też obecności innych pięknych kobiet itp.

                  Za to mężczyzna biologicznie nastawiony jest nie na wygląd, wabienie i nęcenie,
                  ale na __zdobywanie__ : zarówno kobiety, jak i pożywienia, przestrzeni, domu
                  itp. (ma być w oczach kobiety tym najlepszym kandydatem dla przekazania życia i
                  opiekowania się potem nią i potomstwem). Z tego powodu dla niego czułym punktem
                  jest co innego: zaradność (w tym zdobywanie pieniędzy) i sprawność (szeroko
                  rozumiana - również seksualna). Dlatego mężczyzna może powiedzieć: "phi, nie
                  przeszkadza mi jak kobiety w mojej obecności zachwycają się urodą Brada Pitta
                  czy innego pana" i rzeczywiście tak jest, że mu to nie przeszkadza. Na uwagę o
                  tym, że na przykład trochę przytył też zareaguje zapewne bardziej beztrosko niż
                  kobieta. Ale właśnie przytyk co do swoich kompetencji, inteligencji, zaradności
                  itp. może on dotkliwie przeżyć. Również przykre jest dla niego porównywanie się
                  z zaradniejszym czy bardziej kompetentnym innym mężczyzną. Mężczyzna również
                  mniej przejmuje się przemijaniem urody, natomiast wpada w kryzys jeśli widzi, że
                  przemijanie dotyka w jakiś sposób jego sprawności.

                  No, tak to chyba już jest..
                  Oczywiście nie sama biologia nami kieruje, ale pewne rzeczy gdzieś tam w nas
                  tkwią. ;)

                  Ja osobiście nie jestem aż tak bardzo przewrażliwiona na punkcie swojej urody
                  oraz takiego faktu, że ktoś zachwyca się inną kobietą - te aspekty, które mi
                  jakoś nie pasują w zachwycaniu się opisałam we wcześniejszych postach. Ogólnie,
                  z pogodą ducha znoszę to, że nie będę __nigdy__ wyglądała jak takie
                  spektakularne, dużo młodsze ode mnie ślicznotki, a jednocześnie czuję, że coraz
                  bardziej siebie lubię i podobam się sobie, i że kobiecość (również ta o
                  magnetycznych walorach) wyraża się na wiele sposobów.
                  Pozdrawiam!
                  • uccello czuły punkt 16.04.08, 11:34
                    O tej męskiej drażliwości pisze pięknie Salinger w jednym z
                    opowiadań:
                    "Każdy mężczyzna chce wierzyć,że przez calutkie życie rzygałaś na
                    widok innych mężczyzn. Ja wcale nie żartuję. Och, możesz im
                    opowiadać przeróżne historyjki. Ale nigdy prawdy. Jak im powiesz ,że
                    znałaś kiedyś przystojnego chłopca, to jednym tchem musisz dodać, że
                    właściwie był nawet za przystojny. A jak powiesz ,że znałaś
                    dowcipnego, to zaraz dodaj, że był trochę przemądrzały albo że
                    zadzierał nosa. Bo jak tego nie zrobisz, to ci będą wykuwali oczy
                    biednym chłopaczyną, ile razy nadarzy się okazja.
                    (...)
                    Och-będą cię słuchali jak dorośli ludzie. Będą robić nawet diabelnie
                    inteligentne miny. Ale nie daj sobie zamydlić oczu. Wierz mi, czeka
                    cię piekło , jeśli dasz się nabrać na tę ich inteligencję. Wierz mi
                    na słowo."

                    • onion68 Re: czuły punkt 16.04.08, 11:51
                      :-))
                    • metwoh Re: czuły punkt 16.04.08, 12:27
                      To się nazywa kult cnoty. Wolimy być pierwsi.
                  • tygrys2112 Re: brzydkie kaczątka 17.04.08, 00:50
                    zgodzę się częściowo z Tobą, Ginestro, z jedną różnicą. częściowo
                    jest to wynik biologii, ale myślę raczej, że w dużej mierze kultury.
                    są kobiety, które lubią zdobywać i mężczyźni, którzy mają cechy
                    psychiczne przypisywane kobietom. I nie da się tego do końca
                    logicznie wytłumaczyć. Może wpływem hormonów, takim czy innym
                    wychowaniem, znakiem zodiaku ;). Ale nie wiem, czy jest na to
                    wytłumaczenie. ale prawdą jest, że ludzie nie zawsze pasują do
                    teorii psychologicznych, biologicznych, ekonomicznych itp. stety czy
                    niestety, ale tak jest
      • tygrys2112 Re: brzydkie kaczątka 17.04.08, 00:25
        Ginestro, nie wiem czy znasz ten artykuł, tu jest fragment, ale to
        jest a propos postawy ojców wobec córek. Myślę, że w tym jest dużo
        prawdy. www.charaktery.eu/artykuly/Rodzina/185/Corki-i-ich-
        ojcowie/
    • sevilay Re: brzydkie kaczątka 16.04.08, 22:02
      O nagłym wypięknieniu bohaterek już kiedyś rozmawialiśmy:)

      Mój mąż też powtarza z uporem,że nie ma piękniejszej kobiety niż ja:)
      I wygląda na to,ze on w to wierzy:)

      A jak już tu tak szczerze rozmawiamy-ja tez jako nastolatka miałam wielkie kompleksy i nawet trochę mi to do dzisiaj zostało.
      Oczywiście uroda to nie jest najwazniejsza sprawa w życiu ale nie oszukujmy się-dla kobiety ważna.A już dla nastolatki bardzo ważna.
      Ja sama pamiętam swoją wielką rozpacz-jak płakałam w poduszkę,że obiekt moich westchnień nie docenił mojego niby to bogatego wnętrza tylko wybrał "lalkę Barbi"bo się lepiej prezentowała.

      Tata i bracia mi mówili,że jestem ładna ale ja im nie wierzyłam.Nawet byłam gotowa się na nich obrazić:)No, bo mówią tak tylko po to,żeby mnie pocieszyć niech się wypchają (bracia ,bo tata to wiadomo-dla każdego jego dziecko jest najpiękniejsze:)

      Miałam jeszcze jedną toksyczną koleżankę,która mi z zazdrości wmówiła,że jestem brzydka (jak sie po latach sama przyznała).
      Na skutek tego nie mialam powodzenia ale nie ze względu na urodę tylko przez to,ze byłam bardzo nieśmiała.I jak ktoś nawet by i chciał się mną zainteresować to go płoszyłam:)

      Dlatego faktycznie może i podejscie z "Idy Sierpniowej" jest słuszne-wiara w siebie to połowa sukcesu:) Tylko czy tak łatwo ją nabyć? Ja jeszcze do tej pory mam kompleksy(jak już pisałam) chociaż mniejsze.

      Tego samego dnia kiedy ja płakałam jak się oglądałam w lustrze (szpetna jestem jak dinozaur-mówiłam:) spotkałam po raz pierwszy swojego pzryszłego męża,którego pierwszą myślą ponoć było:"jaka śliczna dziewczyna":)))) I coś gada o wdzięku i charakterze jaki ponoć zobaczył(przestraszonego zająca chyba:)

      I jemu dopiero uwierzylam,że może i rzeczywiście nie jestem taka brzydka jak myślałam:)I nic to,że trzech fotografow mi proponowało zdjęcia-im nie wierzyłam:)

      Jak już uwierzyłam w to,że jakoś wyglądam to zaraz się i inni zaczęli za mną na ulicy oglądać-czyli sposób Idy działa tylko bodźca potrzebuje:)

      I zgadzam się,że trochę szkoda,że ostatnio bohaterki MM tak pięknieją-tzn. są piękne prawie od urodzenia:)Przez to sie cieszę,ze już nie jestem nastolatką:)
      • tygrys2112 Re: brzydkie kaczątka 17.04.08, 01:02
        no ja też słyszałam o sobie niemiłe rzeczy. Dwie rzeczy, które do
        dziś pamiętam, był moment, kiedy czekałam w kolejce pod prysznic z
        koleżankami na obozie w podstawówce jedna zmierzyła mnie od stóp i
        ależ Ty masz... i zaczęła wymieniać, co jej zdaniem mam krzywego
        śmiesznego i w ogóle, choć sama nie była porywająca jakaś. w tej
        chwili się nie przejmuję takimi rzeczami i mam to gdzieś, chociaż
        zawsze mi takie rzeczy zostają i jakiś żal pod adresem takich
        kobiet. Ale swoją wartość znam i wychodzę z założenia - jeśli ktoś
        mnie doceni jako osobę, przejrzy mnie na wylot i naprawdę doceni -
        takim człowiekiem się zainteresuję. Jeśli woli inne - mam go gdzieś
        i nie zawracam sobie nim głowy. mam w tej chwili bardziej
        pragmatyczne podejście do mężczyzn i myślę że tak jest lepiej
        • metwoh Re: brzydkie kaczątka 17.04.08, 09:09
          No to padłaś ofiarą zwyczajnego chamstwa. Nie miałem pojęcia, że
          kobiety sobie takie teksty puszczają.
          • tygrys2112 Re: brzydkie kaczątka 17.04.08, 11:47
            Puszczają i to niejednokrotnie. Może źle zrobiłam, że o tym
            napisałam, ale tak mi się skojarzyło po tym co pisała Sevilay.
            Myślę, że większość kobiet czegoś takiego doświadcza szczególnie w
            młodości. To chyba normalne i nie trzeba się tym przejmować. Po
            prostu być ponad to i nie dać się wytrącić z równowagi takimi
            bzdurami.
        • ginestra Re: brzydkie kaczątka 17.04.08, 09:19
          Witaj Tygrysie :) Dzięki za ciekawe spostrzeżenia i podzielenie się swoimi
          przeżyciami i poglądami oraz za artykuł. Na pewno przeczytam, bardzo zawsze
          chętnie czytam takie materiały, o dzieciństwie zwłaszcza. Ja także uważam, że
          przytyki rówieśników niechcący potrafią zapaść głęboko, zwłaszcza w tym
          wrażliwym wieku. Myślę, że nigdy za wiele mówienia naszym dzieciom, żeby tak nie
          robiły wobec innych dzieci, no ale w każdej klasie czy środowisku jakieś wredoty
          się znajdą i pewnie wiele zależy od rodziców żeby swoje dziecko uodpornili,
          mówiąc mu, że niezależnie co usłyszy jest wspaniałe i śliczne. ;)
          (Doda kiedyś powiedziała: "zawsze słyszałam od mamy, że jestem najpiękniejsza,
          najzgrabniejsza i najmądrzejsza, a jeśli ktoś mi mówi, że jest inaczej, to po
          prostu mi zazdrości" :) Ta postawa mi się dosyć podoba, w tym sensie, żeby to
          dziecko nie wpadło w skrajność, ale idea jest dobra według mnie :)

          Z tą biologią to ja też i w swoich postach napisałam, że to tylko częściowy
          wpływ i też myślę tak jak Ty, że więcej rzeczy na nas wpływa, niemniej ta
          biologia też gdzieś w nas także tkwi i bardziej lub mniej oddziałuje na nas. Ja
          pisałam to raczej na dużym poziomie ogólności. Kobiety (a zwłaszcza te, które
          dopiero muszą się określić - te młodziutkie - bardzo dużą wagę przywiązują do
          wyglądu i ta teoria biologiczna tu się także sprawdza i wiele mówi o tym nasz
          wątek "brzydkie kaczątka"). ;)

          Co do zazdrości w związku, to ja też bym się zgodziła z Wami i też jestem
          przeciwna temu, żeby być kontrolującym, podejrzliwym, zazdrosnym, złośliwym
          wobec partnera itp., jeśli jest to wyimaginowane i odzwierciedla tylko problem
          psychologiczny, który zazdrośnik (zazdrośnica) ma ze sobą samym (samą).

          Jednakże bywa i tak, że niestety jest się w związku z kimś, kto przestaje
          okazywać kobiecie, że jest dla niego NAJ, a okazuje to wszystkim innym kobietom
          wokół. I wtedy to już nie jest problem tej osoby, która czuje się z tym źle.

          No, ale nie będziemy roztrząsać tu szczegółowych przypadków. Po prostu bywa różnie.
          Pozdrawiam serdecznie!


          • tygrys2112 Re: brzydkie kaczątka 17.04.08, 12:12
            myślę, że to kwestia czego innego niż wychowanie. w podstawółwce,
            szczególnie tak od 4 klasy wzwyż, jest presja rówieśniczek jeśli
            chodzi o kwestie chłopaków. Jest to absurdalne, ale właśnie wtedy
            zaczynają się tematy atrakcyjności, chłopaków itp. Są rozmowy typu:
            Czy masz już chłopaka? A Ty? Wiecie a ten się do mnie dostawia, a
            ten na mnie spojrzał. Okres szpanowania fryzurami wyglądem przed
            koleżankami, bo co niektóre chcą udowodnić że są lepsze. Kompeltne
            głupoty, ale to jakoś wprowadza zazdrość u jednych i poczucie
            wyższości u drugich, konkurencję i te sprawy. I kobiety w tym
            okresie nastoletnim zaczynają sobie robić przytyki, jest najwięcej
            antagonizmów i rywalizacji.
            Myślę, że sporo z nas miało wówczas i nieco później rówieśniczkę,
            która była pupilkiem otoczenia, w której podkochiwali się chłopcy i
            wtedy wzbudzało to w nas zawiść. Ale takie kobiety mogą się przecież
            pojawić na każdym etapie naszego życia i zasze budzą lekką zazdrość.
            Zawiści nie ma jedynie wtedy, kiedy się wie na 100%, że to uczucie z
            drugiej strony jest, bo takie rzeczy widać w zachowaniu mężczyzny po
            prostu.

            (Doda kiedyś powiedziała: "zawsze słyszałam od mamy, że jestem
            najpiękniejsza,
            > najzgrabniejsza i najmądrzejsza, a jeśli ktoś mi mówi, że jest
            inaczej, to po
            > prostu mi zazdrości" :) Ta postawa mi się dosyć podoba, w tym
            sensie, żeby to
            > dziecko nie wpadło w skrajność, ale idea jest dobra według mnie :)
            Rzeczą która mi w niej niesamowicie imponuje jest jej niezwykła
            pewność siebie. Cokolwiek o niej nie powiedzieć, ma niesamowitą
            wewnętrzną siłę i myślę, że tacy ludzie najwięcej osiągają.

            > Jednakże bywa i tak, że niestety jest się w związku z kimś, kto
            przestaje
            > okazywać kobiecie, że jest dla niego NAJ, a okazuje to wszystkim
            innym kobietom
            > wokół. I wtedy to już nie jest problem tej osoby, która czuje się
            z tym źle.
            To jest na pewno bardzo ważne. Ale musi być to sedno. Ja myślę, że
            jeśli w mężczyźnie jest uczucie do kobiety, z którą jest w związku,
            i mu na niej zależy, to będzie jej to okazywał siłą rzeczy.
            • ginestra Re: brzydkie kaczątka 17.04.08, 14:44
              Zgadzam się z Tygrysem, że otoczenie (inne dziewczyny) i wszelkie takie
              kulturowe uwarunkowania, presja żeby być modnym itp. mają wielki wpływ na młode
              dziewczyny i ich podobanie się sobie, poczucie wartości.

              Ja jednak bardziej ten czynnik determinujący poczucie wartości dziewczynki widzę
              w relacji "ojciec-córka" - bardzo mi się również spodobał artykuł wklejony przez
              Tygrysa. (Zamiast słowa "ojciec" może tu być opiekun, ważny mężczyzna w życiu
              dziewczynki, jeśli ojciec nie był w jej życiu obecny, chociaż osobiście wiem, że
              nawet pierwsze kilka lat czy pierwszy rok życia mają ogromne znaczenie - pisze o
              tym również Alice Miller, o której czasem wspominałam; ona najbardziej chyba z
              piszących psychologów zwraca uwagę na ten bardzo wczesny okres naszego życia).

              Wklejam raz jeszcze link do artykułu Tygrysa, bo mi najpierw nie zadziałał i go
              częściowo przeklejałam i częściowo wpisywałam z palca, ale w końcu artykuł
              ukazał się i myślę, że jest on bardzo wart przeczytania, zwłaszcza, że dużo osób
              na forum ma dzieci (córki!) lub będzie je miało i być może będzie to dla nich
              ważna wskazówka.
              www.charaktery.eu/artykuly/Rodzina/185/Corki-i-ich-ojcowie/
              Artykuł, jak wspomniałam, wydał mi się bardzo trafny.
              Jedyne z czym się nie chcę zgodzić (świadomie nie chcę, nie to, że się nie
              zgadzam), to słowo "nigdy", które pada w podtytule i w końcowej części artykułu
              - chodzi o tezę, że oto kobiety, które jako małe i dorastające dziewczynki nie
              otrzymały od ojca potwierdzenia swojej wartości, nie otrzymały prawdziwego
              wsparcia i czułości od niego (zwłaszcza w okresie kiedy ich seksualność
              rozwijała się, czyli w wieku dojrzewania) - nigdy nie poczują się w pełni kobietami.
              Nie chciałabym w to wierzyć, że nigdy, tylko chciałabym wierzyć, że może poczują
              się, jeśli włożą wiele pracy w naprawienie i uzupełnienie skutków tego, co
              zaniedbał lub źle zrobił ojciec albo, że pokonają to, jeśli coś się w ich życiu
              bardzo dobrego wydarzy (na przykład, że spotkają bardzo akceptującego i dobrego
              mężczyznę). W to chciałabym wierzyć.

              A tak poza tym, to zgadzam się z artykułem.
              Pozdrawiam!
              • sevilay Re: brzydkie kaczątka 17.04.08, 15:24
                Nie wiem czy w kazdym przypadku.Na pewno masz rację Ginestro i autor artykułu również,że zachowanie ojca ma znaczenie.W pewnym jednak wieku,dla niektórych rówieśnicy są większym "autorytetem" niż rodzice.Potem się mądrzeje:)

                Ja już pisałam wyżej-tata mi mówił,że jestem ładna zawsze.Ale ja mu nie wierzyłam bo go posądzałam o stronniczość:)Chociaż może jestem jakimś wyjątkiem:)
              • tygrys2112 Re: brzydkie kaczątka 23.04.08, 01:37
                Jeszcze a propos tego co piszesz, przypomniał mi się jeden świetny
                film na podstawie książki - "Plac Waszyngtona" Agnieszki Holland.
                Tam jest postać córki, która ma bardzo surowego ojca, który nigdy
                nie okazuje jej akceptacji, na jej radosne pieszczoty reaguje
                irytacją i jest bardzo chłodny.
                I ta kobieta spotyka mężczyznę, który chce ją dla pieniędzy, ale ją
                zwodzi. Ona się w nim bezgranicznie zakochuje, a on ją odrzuca kiedy
                dowiaduje się, że ojciec nie da jej majątku.
                I to odrzucenie, ona odbiera bardzo silnie. Ona nie kocha później
                żadnego mężczyzny i w zasadzie ona przypisuje to zranieniu przez
                mężczyznę, bo zadał jej bardzo silny cios; ale myślę, że ten ojciec
                też się do tego przyczynił, bo też ją odrzucał.
                Ten film jest chyba dobrą ilustracją tych naszych rozważań.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka