Dodaj do ulubionych

Dziadek Metody

26.06.08, 21:28
Witam serdecznie i z gory przepraszam za brak polskich znakow.
Otoz, zaczela nurtowac mnie taka sprawa. Nieszczesna miagwa, Ignacy
Grzegorz, ma dwoch dziadkow. Zakladam, ze obie rodziny maja ze soba
kontakt (chociaz ostatnio chyba wspomina sie o tym w NiN, dobrze
mysle?). W Noelce Metody jawi nam sie jako sybaryta i egoista, ale w
sumie dosyc sympatyczny i raczej meski. Tymczasem jego wnuczek
(jedyny, jak na razie, zreszta, na ktorego punkcie "obie rodziny
zwariowaly ze szczescia") to okaz wszystkiego najgorszego. Czy
wyobrazacie sobie, jaki moglby byc Ignas, gdyby w jego wychowaniu
byl intensywniej obecny Metody? Albo nawet Cyryjek?
Obserwuj wątek
    • monikate Re: Dziadek Metody 26.06.08, 22:32
      Wyobrażamy sobie. Rodzina Borejkow zapewne też i dlatego trzyma
      słodkiego Ignasia z daleka od męskiego wpływu dziadków dwóch.
    • verte34 Re: Dziadek Metody 26.06.08, 22:34
      Za pozwoleniem, dlaczego "nawet" Cyryjek? To przecież bardzo
      rozsądny i wartościowy człowiek, nie mówiąc już o tym że
      kulturalny:) Jeżeli Elka nie wyrosła na kompletną hydrę, przepraszam
      wydrę, przepraszam - harpię, to tylko jego zasługa?
      A Ignaś... fakt, że zmanierowany do zwomitowania, ale przecież
      nie "okaz wszystkiego najgorszego". Kto powiedział że chłopczyk musi
      być męski? To już bardziej drażni mnie macho Józinek, którego
      zakwitającą męskością MM wydaje się bałwochwalczo oczarowana:)
      • monikate Re: Dziadek Metody 26.06.08, 22:37
        Męski nie męski... niechby właśnie nie był taki zmanierowany!
        Niechby nie donosił! Fuj, wesz taka. Przy Metodym i Cyryjku miałby
        normalną osobowość.
        • onion68 Re: Dziadek Metody 26.06.08, 22:45
          Myślę, że z Miągwą sytuacja jest bardziej skomplikowana, bo on wierzy w przewagę
          mądrości, doświadczenia i dobrych intencji dorosłych - po prostu działa w dobrej
          wierze. Jest ofiarą.
      • onion68 Re: Dziadek Metody 26.06.08, 22:41
        > być męski? To już bardziej drażni mnie macho Józinek, którego
        > zakwitającą męskością MM wydaje się bałwochwalczo oczarowana:)

        Ee, nie MM tylko raczej Mila i jak to się ma do jej miłości do Ignacego - czyżby
        w ten sposób kompensowała sobie coś na starość?
        Też nie przepadam za Józinkiem, nie bardzo trawię jednostki w 100% zadowolone z
        siebie. Nie chodzi o skromność i takie tam, tylko jednak pewna doza
        samokrytycyzmu i zwątpienia prowadzi do rozwoju.
        • kaliope3 Re: Dziadek Metody 26.06.08, 22:50
          Nie chodzi o skromność i takie tam, tylko jednak pewna doza
          > samokrytycyzmu i zwątpienia prowadzi do rozwoju.

          świetnie to ujęłaś-dokładnie tak samo myślę:)
          • verte34 Re: Dziadek Metody 26.06.08, 23:37
            > Nie chodzi o skromność i takie tam, tylko jednak pewna doza
            > samokrytycyzmu i zwątpienia prowadzi do rozwoju.
            Oczywiście, święte słowa.
            Natomiast będę się upierać że to właśnie MM marzy sobie w cieniu
            zakwitających chłopców, że się tak wyrażę. Pamiętacie te sceny, jak
            to Józinek z ojcem gimnastykowali się, boksowali, i razem szli pod
            prysznic? Rozsmakowanie przebijało z każdej sylaby;)
        • idomeneo Re: Dziadek Metody 27.06.08, 00:59
          onion68 napisała:

          > Ee, nie MM tylko raczej Mila i jak to się ma do jej miłości do
          > Ignacego - czyżby w ten sposób kompensowała sobie coś na starość?

          i tu, na myśl o Ignacym, przypomniał mi się stary wierszyk Załuckiego (pewnie
          też nie bez związku z rosyjskimi mołojcami, co sromotnie dziś przegrali) - z
          fragmentem:

          Nie szukaj, córeczko, mołojca!
          Nie trzeba - popatrz na ojca:
          nikt się na oko nie wyzna,
          a jednak mężczyzna.
      • freemanka Re: Dziadek Metody 27.06.08, 00:42
        > A Ignaś... fakt, że zmanierowany do zwomitowania, ale przecież
        > nie "okaz wszystkiego najgorszego". Kto powiedział że chłopczyk
        musi
        > być męski? To już bardziej drażni mnie macho Józinek, którego
        > zakwitającą męskością MM wydaje się bałwochwalczo oczarowana:)
        No, ale Ignasiowi podoba się ciemnowłosa Czekoladka, a Józinkowi
        niskawa Trolla w kapelusiku z peruką. I kto tu jest niemęski ja się
        pytam?
        • metwoh Re: Dziadek Metody 27.06.08, 15:48
          Że nie wspomnę, o ile starsza od niego. A macho raczej w małolaty
          chyba powinien celować.
          • ready4freddy Re: Dziadek Metody 01.07.08, 21:31
            to jakas oficjalna definicja macho? :) zreszta ona jest malolata, nawet jesli
            starsza od Miagwy :)
    • ananke666 Re: Dziadek Metody 27.06.08, 02:17
      Dziadki, ojciec i ryby głosu nie mają.
      Nie wiem jak dla was, ale dla mnie uderzająca w ogóle jest ziejąca dziura na linii ojciec-syn. Mało wiemy, jak miągwa patrzy na ojca, czy i o czym z nim rozmawia, co do niego czuje. I odwrotnie też. Żyją obok siebie, jakby Grześ był tylko facetem mamy, a nie tatą. I w drugą stronę: jakby miągwa był dzieckiem tylko Gaby, a nie synem Grzesia. Jakaś taka dal, obojętność zupełna. Dla mnie to nienormalne. Więcej wiadomo o linii ojczym-pasierbice.
      Zaznaczam, że CP nie czytałam, może tam coś jest.
      • anutek115 Re: Dziadek Metody 27.06.08, 08:21
        A gdzie tam, nie ma nic. Jest nawet jeszcze gorzej, bo Grześ nie jest już nawet
        facetem mamy, jest... sama nie wiem, kim. To w CzP jest scena, która mnie, osobę
        łagodną... przeważnie... doprowadziła do furii -m scena niedoszłego slubu w
        Śmiełowie, na którym zjawia się cała rodzina objuczona kwiatami (i nie zadająca
        sobie żadnych pytań najwyraźniej, na przykład - jak Laura i Wolfi załatwili
        wszelkie slubne formalności w tydzień?), wlokąc za sobą Pyziaka Janusza, którego
        Laura widziała na oczy w życiu dwa razy, i którego być może nie życzyłaby sobie
        na swym ślubie widzieć. I ten Janusz Pyziak idzie w, ze tak to ujmę, pierwszej
        parze z Gabrielą, po Bożemu, jak trzeba, tatuś i mamusia, a Grześ pewnie wlecze
        się gdzieś z tyłu, taki nikt, ni to ojczym, ni mąż mamusi, ni dochodzący pan,
        człowiek, który (w domysle) wychowywał dziewczynki przez połowę ich życia
        potraktowany został jak... nikt właśnie. Ja wiem, że miało to pokazac piękny
        (też w domyśle) proces wybaczania i zaleczania ran, ale wyszło fatalnie.

        Brak kontaktów na linii ojciec-syn może być tłumaczony doświadczeniami samej MM,
        która takich doświadczeń (pozytywnych) nie miała. Więc pisze, co sobie wyobraża
        (do pewnego momentu w Jeżycjadzie były same córki, więc te kontakty mogły być
        inne. Odkąd pojawili się chłopcy, są one opisywane albo atawistycznie wręcz -
        boksowanie i prysznice po meczykach, albo - wcale). Chociaz z drugiej strony
        przecież JEJ dzieci miały ojca, zakładam, że normalnego, więc miała chyba z
        czego czerpać?

        A może MM jest przedstawicielką starej szkoły po prostu. Ostatnio poczytałam z
        ciekawością "Małe dziecko" z wczesnych lat 70-tych, a tam z pełną powagą
        naukowych autorytetów stało, że nie należy ojca dopuszczać do dziecka przez
        pierwsze pół roku, no, cztery miesiące życia. Ojciec jest wtedy zbędny, dziecko
        by się mogło wystraszyć, ojciec mógłby je upuścić, a zresztą co on ma do roboty?
        Potem mówi się ojcu: "Idź, ja to zrobię szybciej, lepiej, ja wiem, ty nie", i
        tak to leci...
        • ginny22 Re: Dziadek Metody 28.06.08, 13:03
          > To w CzP jest scena, która mnie, osobę łagodną... przeważnie...
          doprowadziła do furii -m scena niedoszłego slubu w Śmiełowie, na
          którym zjawia się cała rodzina objuczona kwiatami (i nie zadająca
          > sobie żadnych pytań najwyraźniej, na przykład - jak Laura i Wolfi
          załatwili wszelkie slubne formalności w tydzień?), wlokąc za sobą
          Pyziaka Janusza, którego Laura widziała na oczy w życiu dwa razy, i
          którego być może nie życzyłaby sobie na swym ślubie widzieć. I ten
          Janusz Pyziak idzie w, ze tak to ujmę, pierwszej parze z Gabrielą,
          po Bożemu, jak trzeba, tatuś i mamusia...

          Daleka jestem od charakteru Laury - ale za zrobienie mi takiego
          numeru przez mamę chyba bym ją zamordowała.
        • ding_yun Re: Dziadek Metody 29.06.08, 12:24
          anutek115 napisała:
          > Ostatnio poczytałam z
          > ciekawością "Małe dziecko" z wczesnych lat 70-tych, a tam z pełną
          powagą
          > naukowych autorytetów stało, że nie należy ojca dopuszczać do
          dziecka przez
          > pierwsze pół roku, no, cztery miesiące życia. Ojciec jest wtedy
          zbędny, dziecko
          > by się mogło wystraszyć, ojciec mógłby je upuścić, a zresztą co on
          ma do roboty
          > ?
          > Potem mówi się ojcu: "Idź, ja to zrobię szybciej, lepiej, ja wiem,
          ty nie", i
          > tak to leci...

          Yyyy naprawdę?? Toż to koszmar jakiś. Zdawałam sobie sprawę, że te
          30 lat temu inaczej podchodzona do tematu ojcostwa, ale nie
          sądziłam, że nawet autorytety taką skrajną postawę promowały.
          • metwoh Re: Dziadek Metody 29.06.08, 17:57
            Ciekawe, co za 30 lat napisza o porodach rodzinnych.
            • sir.vimes A propos porodów rodzinnych 01.07.08, 18:02


              polecam smakowitą Krystynę córkę Lavransa, jakże chętnie czytaną przez Borejkówny.

              • onion68 Re: A propos porodów rodzinnych 01.07.08, 19:59
                Ejże, to nie były porody rodzinne, tylko domowe. Chyba że weźmiemy pod uwagę
                pomoc kobiet z rodziny.
                Erlend uczestniczył tylko w jednym porodzie Krystyny i tylko przez chwilę, gdyż
                wg wierzenia ludowego, miało to ułatwić poród dziecka z nieprawego łoża (ich
                pierworodnego, poczętego przed zawarciem małżeństwa).
                • sir.vimes Re: A propos porodów rodzinnych 01.07.08, 21:54
                  Strasznie lubię tamtą scenę porodu rodzinnego - gdy Erlend jest taki przerażony
                  cierpieniem Krystyny i bardziej zawstydzony tym, że wiadome wyszło na jaw niż
                  faktem , ze jest przy porodzie.

                  BTW - uczono mnie, że taki poród nie był żadnym ewenemntem - tam kobiety rodziły
                  klęcząc (sensowne) i podtrzymywać musiała osoba silna fizycznie, bez uprzedzeń
                  płciowych, mąż nadaje się w sam raz.
        • lattina Re: Dziadek Metody 29.06.08, 20:40
          "I ten Janusz Pyziak idzie w, ze tak to ujmę, pierwszej
          parze z Gabrielą, po Bożemu, jak trzeba, tatuś i mamusia, a Grześ
          pewnie wlecze
          się gdzieś z tyłu, taki nikt, ni to ojczym, ni mąż mamusi"



          hej, z tego, co pamiętam, Pyziak idzie w ostatniej parze, trzymany
          za rączkę przez Łusię.
          • anutek115 Re: Dziadek Metody 29.06.08, 20:55
            Poniósł mnie temperament :-). Ujęłam to bardziej w przenośni. Nie pamiętam CzP
            za dokładnie, raz ją czytałam, ale zostało mi (może aż nazbyt silnie) wrażenie
            niestosowności tego, że Pyziak W OGÓLE się tam znalazł.
            A gdzie szedł Grześ? Czy w ogóle był wspomniany? Bo to o to mi głównie chodziło,
            o ten brak, który mnie osobiscie bardzo drażni.
            • metwoh Re: Dziadek Metody 29.06.08, 23:11
              No a kim jest Grześ dla Laury? Sorki, ale to obcy facet. Nawet
              zwraca się do niego per Grzesiu.
              Nie, żebym bronił tego pijaka Janusza, ale na weselu ojciec być
              powinien, mimo wszystko.
              • ginny22 Re: Dziadek Metody 29.06.08, 23:29
                Skoro Grześ jest dla Laury obcym facetem, to kim jest dla niej
                Janusz?

                > Nie, żebym bronił tego pijaka Janusza, ale na weselu ojciec być
                > powinien, mimo wszystko.

                Bzdura. Nie powinien, jeśli panna młoda sobie tego nie życzy. A
                Laura miałaby pełne prawo sobie nie życzyć.
              • mankencja Re: Dziadek Metody 30.06.08, 09:19
                facet, który pełni - przynajmniej teoretycznie - funkcję jej ojca od
                czasów wczesnej podstawówki, miałby być dla niej obcy? bardziej, niż
                ten, który co prawda jest biologicznym ojcem, ale który nigdy nie
                utrzymywal z nia kontaktu?
            • alitzja Re: Dziadek Metody 29.06.08, 23:17
              Aż zajrzałam, mimo że CzP nie trawię.
              "Kamienną drogą nadchodziła mama Laury.
              (...) Za nią walił cały tłum (...) Pochód wiódł pan Borejko (...)
              Trzymał za żonę wytworną żonę (...) Za nimi kroczyli rodzice
              Wolfiego, wystrojeni i pełni powagi. Róża i Fryderyk szli razem,
              dźwigając wspólnie nosidełko z małą Milą, a pan Grzegorz Stryba
              obejmował za ramiona Ignasia i o czymś, idąc, żywo rozmawiali.
              Orszak zamykały dzieci Pałysów: Józinek maszerował sam (...), a jego
              siostra (...) dreptała obok Janusza Pyziaka. Szedł on dość potulnie,
              z opuszczonym wzrokiem. Nie był może zachwycony tym, że Łusia
              trzymała go za rękę, ale też wcale się nie wyrywał. W drugiej ręce
              miał wielki bukiet czerwonych róż".

              Fakt, ten Grześ tak mało zainteresowany - z boku i w przedostatniej
              parze maszeruje:/
              • anutek115 Re: Dziadek Metody 30.06.08, 10:30
                Ale jednak jest ten Grześ wspomniany, w ogóle tego nie pamiętałam (nie trawienie
                CzP musi tu miec coś na rzeczy). Mimo to ciągle jednak mam wrażenie, że na
                przedzie pochodu powinna iść matka panny młodej i Grześ właśnie, a Pyziak nie
                powinien był sie tam pojawić w ogóle.
              • ananke666 Re: Dziadek Metody 30.06.08, 12:29
                > siostra (...) dreptała obok Janusza Pyziaka. Szedł on dość potulnie,
                > z opuszczonym wzrokiem. Nie był może zachwycony tym, że Łusia
                > trzymała go za rękę, ale też wcale się nie wyrywał.

                Hehe, niemal deja vu. Rudy drobiazg, który się przyczepił, patrz KK. W związku z tym obstawiam, że gość na okładce Sprężyny to Pyziak, laska to Laura, a w Łusia odegra w tym jakimś pojednaniu niebagatelną rolę.
            • onion68 Re: Dziadek Metody 30.06.08, 06:18
              > niestosowności tego, że Pyziak W OGÓLE się tam znalazł.

              Wyskoczył jak dawno nie widziana i zapomniana siostra z "Dynastii", to fakt.
              Chyba sobie CzP powtórzę. Może tym razem zdzierżę.
              • metwoh Re: Dziadek Metody 30.06.08, 15:29
                Był wątek o Pyziaku. Ja akurat go nie broniłem, bo facet, który
                nawet dziecka nie obejrzy, to padlina. I tyle.
                Natomiast na weselu jest parę takich sytuacji, gdzie nieobecność
                ojca powoduje dyskomfort. Te przyśpiewki, tanće tatusia i mamusi,
                teści i teściowej itp.
                Wniosek: nie rozwodzić się bez poważnego powodu, a wtedy nie ma
                problemu, kto z kim i w której parze na ślubie dziecka.
                A wracając do Laury i Grzesia-Grzesiu niegdy nie miał ambicji bycia
                ojcem dla córek Gaby. Więc dlaczego miałby prowadzić do ołtarza
                Laurę?
                Zresztą nie znam się na tych postępowych układach. Bo ja z jedną
                żoną jestem i nie mam dzieci poza rodziną. Ale jakoś nie żałuję.
                • ginny22 Re: Dziadek Metody 30.06.08, 15:47
                  > Natomiast na weselu jest parę takich sytuacji, gdzie nieobecność
                  > ojca powoduje dyskomfort. Te przyśpiewki, tanće tatusia i mamusi,
                  > teści i teściowej itp.

                  O, to po ślubie laury i Wolfiego miało być wesele? Pomijam fakt, że
                  z tych tańców i przyśpiewek swobodnie można zrezygnować.

                  > Wniosek: nie rozwodzić się bez poważnego powodu, a wtedy nie ma
                  > problemu, kto z kim i w której parze na ślubie dziecka.

                  Również: nie umierać przed ślubem dziecka, z tego samego powodu. ;)

                  > Więc dlaczego miałby prowadzić do ołtarza Laurę?

                  Laury do ołtarza prowadzić nie trzeba, sama chętnie leciała.
                  • mmoni Re: Dziadek Metody 30.06.08, 16:19
                    Zapomniałeś, że w polskiej tradycji pannę młodą do ołtarz prowadzi... pan młody,
                    a za nimi podążają świadkowie i rodzice. Prowadzenie panny młodej przez ojca
                    jest nowomodnym zwyczajem zaczerpniętym z tradycji anglosaskiej i jako takie
                    przez takiego zaprzysięgłego tradycjonalistę jak metwoh powinno być odrzucone z
                    niesmakiem.
                  • metwoh Re: Dziadek Metody 30.06.08, 23:03
                    Jako socjolożka chyba wiesz, ze wesele rządzi się swoimi prawami.
                    No, oczywiście zawsze można zwierzyć się grajkom przed weselem, że
                    sytuacja rodzinna jest skomplikowana, więc muszą repertuar zmienić i
                    broń Boże, teścia nie wspominać, bo zrobi się kwas.
                    Ale jeżeli Pyziak żył, to co szkodzi go zaprosić? Może to okazja do
                    pojednania?
                    A w ogole, to jeszcze Cz P nie czytałem, więc teoretyzuję.
                    Ale na weselach wielu byłem, więc wiem, jak to jest
                    • ginny22 Re: Dziadek Metody 01.07.08, 10:34
                      Primo, dziękuję za formę "socjolożka".
                      Secundo, jestem zdania, że tradycja jest dla ludzi, a nie ludzie dla
                      tradycji, więc jeśli sytuacja rodzinna jest skomplikowana (teściowie
                      po rozwodzie i patrzeć na siebie nie mogą, tatuś panny młodej olał
                      ją jeszcze przed narodzinami, rodzice obu stron patrzą na siebie
                      wilkiem etc. - kombinacji jest dużo, a będzie jeszcze więcej,
                      wchodzimy w epokę rodzin patchworkowych), to się tradycję zmienia.
                      Lepsze to niż kwasy na własnym weselu.
                      Tertio - coś takiego jak pojednanie Laury z Pyziakiem to jest rzecz
                      tak delikatna, że nie powinna być żadnej ze stron narzucana siłą,
                      jak to miało miejsce w CzP. Na miejscu Laury nie chciałabym tego
                      człowieka na ślubie. Zaraz - ja przecież jestem na miejscu Laury ;)
                      • metwoh Re: Dziadek Metody 01.07.08, 13:59
                        Na pewno to sprawa delikatna. Ale skoro za plecami Laury uknuto tę
                        intrygę, to znaczy, że jednak na siebie i patrzą, i rozmawiają.
                        Akurat moje podejście do tradycji jest jak Teviego ze Skrzypka na
                        dachu. Po prostu przestrzegam tych tytuałów, jednych z większym,
                        innych z mniejszym entuzjazmem.
                        A propos socjolożka-cieszę się, że to doceniłaś. Chociaż myślę, że
                        jak zrobisz doktorat, to jednak nie będziesz chciała być doktorką;-)
                        • ginny22 Re: Dziadek Metody 01.07.08, 15:23
                          > Ale skoro za plecami Laury uknuto tę intrygę

                          I to mnie najbardziej boli, bo tu laury zdanie powinno być kluczowe,
                          a nikt jej o nie nie pytał.

                          > A propos socjolożka-cieszę się, że to doceniłaś. Chociaż myślę, że
                          > jak zrobisz doktorat, to jednak nie będziesz chciała być doktorką;-
                          )

                          Pażyjom, uwidzim, jak mawiali starożytni Grecy. W każdym razie w
                          dwudziestoleciu słowo "doktorka" (nie jako "naukowiec" wprawdzie,
                          tylko jako "lekarz") funkcjonowało oficjalnie i dobrze się miało,
                          dopiero po wojnie straciło na prestiżu.
                          • metwoh Re: Dziadek Metody 01.07.08, 16:43
                            Bo doktorka jednak brzmiało mniej dostojnie niż pani doktorowa. Ale
                            moja śp. Babcia używała tej formy.
                            • mmaupa Re: Dziadek Metody 01.07.08, 18:01
                              Ale doktorka/pani doktor to pani ze stopniem naukowym - a pani doktorowa to zona
                              pana doktora (moze byc po trzech klasach podstawowki).
                              • ssssen Re: Dziadek Metody 06.08.08, 11:07
                                > Ale doktorka/pani doktor to pani ze stopniem naukowym - a pani
                                > doktorowa to zon a
                                > pana doktora (moze byc po trzech klasach podstawowki).

                                Racja, w skróci i cytując stary dowcip: "Pani doktor, w przeciwieństwie do
                                "doktorowej" zdobyła tytuł głową" ;)
                                • metwoh Re: Dziadek Metody 06.08.08, 14:48
                                  Myślisz, że doktora uwodzi się bez użycia głowy?
                            • ready4freddy Re: Dziadek Metody 01.07.08, 18:03
                              pani doktorowa to zona pana doktora, nie "kobieta z tytulem doktora", obywatelu
                              historyku. wiec chyba pani doktor jednak, odmiany tytulow naukowych nie zadaja
                              chyba nawet najbardziej radykalne feministki?
                              • mmaupa Re: Dziadek Metody 01.07.08, 18:14
                                Hehe, great minds think alike...
                                • ready4freddy Re: Dziadek Metody 01.07.08, 21:26
                                  najwyrazniej :) widac wszyscy znamy ten sam stary dowcip ;)
                              • ginny22 Re: Dziadek Metody 01.07.08, 18:29
                                > odmiany tytulow naukowych nie zadaja chyba nawet najbardziej
                                radykalne feministki?

                                Żebyś się nie zdziwił ;) Tzw. "doktorki" w znaczeniu naukowym
                                jeszcze nie widziałam, ale "adiunktkę" widziałam, i to nie jako
                                ćwiczenie dykcji dla studentów AT.
                                • ready4freddy Re: Dziadek Metody 01.07.08, 21:28
                                  faktycznie, wymowic nielatwo :) doktorka brzmi dziwnie, ale juz doktoorka (tzn.
                                  o z kreska na drugim miejscu) jak najbardziej funkcjonuje u mnie w domu na
                                  okreslenie naszej pani stomatolog :) skopiowalismy z jej pomocniczki, ktora tak
                                  wlasnie szefowa tytuluje :)
                                • metwoh Re: Dziadek Metody 02.07.08, 15:48
                                  A magisterkę?:-)
                              • metwoh Re: Dziadek Metody 02.07.08, 15:46
                                A czy ja ro kwestionuję? Moja babcia nazywała doktorką lekarkę.
                                Natomiast żona jednego z emerytowanych belfrów z mojej szkoły
                                (gospodyni domowa) odbierająć telefon przedstawiała się zawsze
                                profesorowa.......Pan profesor zaś nie był nawet magistrem, tylko po
                                liceum pedagogicznym.
                                • ginny22 Re: Dziadek Metody 02.07.08, 16:47
                                  W ramach magisterkopisania trafiłam w literaturze na zapis dialogu z
                                  serialu "Klan", w którym gosposia tytułuje swoją pracodawczynię
                                  mianem "doktorowej". Dowcip sytuacyjny polega na tym, że
                                  pracodawczyni, będąc żoną doktora, jest profesorem uniwersytetu (a
                                  męża się "profesorowym" nie tytułuje). Bywa ;)
                                  Natomiast sytuacja, którą opisujesz, mnie nie dziwi - ot,
                                  podnoszenie prestiżu własnego w jakikolwiek możliwy sposób.
                • czekolada72 Re: Dziadek Metody 03.01.09, 13:54
                  metwoh napisał:

                  > Natomiast na weselu jest parę takich sytuacji, gdzie nieobecność
                  > ojca powoduje dyskomfort. Te przyśpiewki, tanće tatusia i mamusi,
                  > teści i teściowej itp.

                  Bez przesady - to wylacznie kwestia klasy i zrozumienia! tego co sie
                  mowi "przed" przez grajkow. 1. co zrobic w sytuacji gdy jeden rodzic
                  nie zyje? tez nie da sie zrealizowac tancow tatusia i mamusi ;)
                  2. wystarczy powiedziec orkiestrze, jaka jest sytuacja i ze np nie
                  chcemy takowych tancow ; jest cos takiego jak podziekowania -
                  wystarczy, ze orkiestra ujmie to w odpowiedniej formie np dziekujemy
                  rodzicom , bez wymieniania, a np mlodzi sami mowia - dziekuje mamie
                  kasi, mamie zosi, dziekuje tacie jozkowi dziekuje Grzegorzowi, albo
                  bez prtzez nich wymieniania 3. no sorry, ale nikt mnie nie przekona,
                  ze facet, ktory by mnie praktycznie nie znal przez cale moje zycie,
                  nie utrzynywal ze mna zadnych kontaktow - nagle , na jednej z
                  najwazniesjszych moich zyciowych uroczystosci ma grac prawie ze
                  pierwsze skrzypce. To praktycznie tak samo jak bym byla adoptowana i
                  na weselu zjawili sie biologiczni rodzice, bo sa biologicznymi.
                  Paranoja.
                  A co do oltarza? Moze nie sam fakt, Grzesiowych ambijcji, ale fakt
                  bycia opiekunem sie liczy?
                  Szczerze mowiac to na miejscu Laury jednak wollalabym byc prowadzona
                  przez Grzesia - ojczyma
    • metwoh Re: Dziadek Metody 27.06.08, 11:02
      Cyryjek, jak Cyryjek, ale te metody...
      • amelia007 Re: Dziadek Metody 29.06.08, 20:32

        Od razu zaznaczam, ze Cyryjka bardzo lubie, w ogole obaj dziadkowie
        Strybowie sa w porzadku, wychowali (no, powiedzmy) Elke na normalna
        osobe, dlatego czasem sie zastanawiam, co mysla o takim Ignasiu.
        Pozdrawiam
    • marajka Re: Dziadek Metody 30.06.08, 13:41
      A może nie żyje?
      • amelia007 Re: Dziadek Metody 30.06.08, 20:03

        Na pewno zyje :). Cos by MM wspomniala.
        • jaswedrowniczek1 Re: Dziadek Metody 01.07.08, 01:07
          Tak sobie myślę,że Miągwa wychowany przez duet Cyryjek & Metody byłby całkiem
          fajnym dzieciakiem.Tylko,że wtedy,obawiam się,jego postać przerosłaby
          MM,niestety.Nie byłby taki borejkowski,co moim zdaniem wyszłoby mu na
          dobre.Gdyby każdy z jego trzech dziadków(jeśli Cyryjka też uznamy za dziadka)
          przekazałby mu to najlepsze cechy,to naprawdę mogłabym go polubić;))
          • uccello Re: Dziadek Metody 01.07.08, 13:42
            jaswedrowniczek1 napisała:

            > Tak sobie myślę,że Miągwa wychowany przez duet Cyryjek & Metody
            byłby całkiem
            > fajnym dzieciakiem.Tylko,że wtedy,obawiam się,jego postać
            przerosłaby
            > MM,niestety.Nie byłby taki borejkowski,co moim zdaniem wyszłoby mu
            na
            > dobre.Gdyby każdy z jego trzech dziadków(jeśli Cyryjka też uznamy
            za dziadka)
            > przekazałby mu to najlepsze cechy,to naprawdę mogłabym go
            polubić;))

            No, patrz, a mnie się wydaje ,że ksiażki MM są o tym ,że warto
            akceptować i próbować zrozumieć ludzi nawet jeśli nie są fajni,
            uroczy i wdzięczni. Tacy na przykład jak mamisynkowaty Ignaś, albo
            starzejący się , męczący Ignacy, albo Gaba nie radząca sobie z
            dziećmi.
            • mamapodziomka Re: Dziadek Metody 01.07.08, 14:15
              Uccello, trafilas mi wlasnie w czuly punkt ;)

              Faktycznie tak sie ostatnio jakos zapedzilam w to ocenianie bohaterow, ze pora
              troche spuscic z tonu... Miagwa tez ma swoje racje, a juz na pewno racje bytu.

              Chociaz nadal brakuje mi jakos dynamizmu w tych postaciach. Taka chociazby Elka,
              czy Bebe tez byly miejscami malo sympatyczne na poczatku, ale wskutek pojawienia
              sie pewnych osob, czy okolicznosci cos sie w nich zmienilo... Nawet jesli to
              byly zmiany niewielkie. Ale wlasnie o tym czytalo mi sie najprzyjemniej. Ze jak
              sie ktos postara to mozna sie troche zmienic, inaczej spojrzec na swiat. Nie
              chodzi o to, zeby zaraz stac sie kims innym i z rozintelektualizowanego Miagwy
              zrobic mistrza boksu ;) Ale zdziebelko ewolucji pod wlasciwym wplywem czytalo by
              sie po prostu lepiej i sympatyczniej, niz brniecie dalej w maliny...
            • ginny22 Re: Dziadek Metody 01.07.08, 15:19
              > No, patrz, a mnie się wydaje ,że ksiażki MM są o tym ,że warto
              > akceptować i próbować zrozumieć ludzi nawet jeśli nie są fajni,
              > uroczy i wdzięczni.

              Hej, no, akceptować i próbować zrozumieć to jedno - i to się
              faktycznie należy każdej istocie ludzkiej (poza wyjątkami, które się
              własnymi czynami wykluczają z rodzaju ludzkiego), ale lubienie to
              jest inna para kaloszy. Wszystkich lubić się nie da. "Wolę siebie
              lubiącą ludzi niż siebie kochającą ludzkość", że zacytuję poetkę.
              • uccello Re: Dziadek Metody 01.07.08, 15:47
                A ja w większości maili na temat Ignasia,czy Ignacego nawet próby
                zrozumienia i akceptacji nie widzę.
                Idzie mi o tolerancję- ale nie ową dyżurną: wobec mniejszości
                seksualnych, czy subkultur, ale choćby wobec starości. Czy inności-
                jak wobec mamisynkowatego, przemadrzałego Ignasia.
                • jaswedrowniczek1 Re: Dziadek Metody 01.07.08, 17:55
                  Tolerancje wobec starości mam wielką,naprawdę.Pracowałam z ludźmi w przedziale
                  mniej więcej 75-100 lat i wiem,że można się starzeć na wiele sposobów.Wiele z
                  tych osób miało demencję-różne stadia,od minimalnej aż po ten ostatni
                  etap,niebywałe jak wiele z nich(i to tych bez demencji) miało skłonności
                  samobójcze,przeżyłam dwie próby,pech chciał,że akurat na mnie trafiło
                  znalezienie tych osób.Mnie starzenie się Ignacego,nawet jeśli stał się osobą
                  męczącą,nie denerwuje,zawsze może być gorzej.Ale Miągwa...naprawdę są takie
                  dzieci na świecie??;)
                  • sir.vimes starość jest zapewne trudna 01.07.08, 18:07
                    ale stary Borejko jest zwyczajnie antypatyczny.

                    Nie jest jakimś apodyktycznym , złośliwym Mefistofelesem czy innym dziadkiem
                    Wolandem.

                    Jest antypatycznym gburem.

                    To juz pan Paszkiet - w założeniu staruszek prezentujący feerię stereotypowo
                    "późnoemeryckich" cech (znudzenie, czepliwość itp) wywołuje o niebo więcej
                    ciepłych uczuć.

                    • ginny22 Re: starość jest zapewne trudna 01.07.08, 18:31
                      Ha! Pan Paszkiet przy wszystkich swoich wadach jest sympatyczny. A
                      stary Ignacy z młotkiem i histeriami z czarną polewką - nie.
            • jaswedrowniczek1 Re: Dziadek Metody 01.07.08, 17:48
              To nie chodzi o to,że wszyscy bohaterowie mają być fajni,uroczy i wdzięczni.Jako
              tacy byliby szalenie męczący-takie wzory cnót wszelakich.Tylko,że według
              mnie,Miągwa jest po prostu nieprawdopodobny.MM skupiła w nim wszystkie cechy
              Borejków,a przecież coś z rodziny Strybów też musiał w prezencie genetycznym
              dostać.I szkoda,że tego nie widać.
              • ginny22 Re: Dziadek Metody 01.07.08, 18:38
                Zaraz musiał coś odziedziczać, nie przesadzaj... Róża nic po Pyziaku
                nie dostała i dlatego wszyscy w rodzinie ją kochają. Tygrysek miał
                mniej szczęścia i źle na tym wyszedł. IG też reprezentuje chów
                wsobny i póki co, źle mu z tym nie jest. Niestety.
                • jaswedrowniczek1 Re: Dziadek Metody 01.07.08, 18:49
                  Może on po prostu nie wie jak mogłoby być,gdyby miał troszkę inny
                  charakter.Gdyby,jak w wątku założycielskim zostało podniesione,na jego
                  wychowanie miał też wpływ Metody & Cyryjek.No dobra,może nie wpływ na
                  wychowanie,ale jakiś czynny udział w jego życiu.Póki co jednak,zachowuje się
                  ohydnie.I najbardziej mnie boli,że rodzina uważa to jego
                  szpiegowanie,donosicielstwo za pozytywną cechę,Mila miała przebłysk surowości
                  wobec niego,ale jej słowa utonęły w dywagacjach rodzinnych.A tak w ogóle to mi
                  się wydaje,że największym "przestępstwem "Tygrysa jest jej wygląd,tak bardzo
                  przypominający wszystkim Pyziaka.I to też jest przykre.
                  • ginny22 Re: Dziadek Metody 01.07.08, 19:50
                    > A tak w ogóle to mi się wydaje, że
                    największym "przestępstwem "Tygrysa jest jej wygląd,tak bardzo
                    > przypominający wszystkim Pyziaka.I to też jest przykre.

                    To jest przykre jak cholera i dowodzi, yyy, bardzo dziwnych relacji
                    w tej rodzinie.
                    • mmaupa RANY BOSKIE 01.07.08, 20:21
                      A co to bedzie, jesli mala Mila sie okaze podobna do Pyziaka? Przeciez to bylaby
                      kleska!
          • metwoh Re: Dziadek Metody 01.07.08, 13:53
            Bo Cyryjek jest dziadkiem, tyle, że stryjecznym.
            • verdana Re: Dziadek Metody 01.07.08, 18:17
              Nie, nie, nie - tolerancja nie musi i nie powinna obejmowac
              absolutnie wszystkiego. Donosicielstwo, wścibstwo, i inne urocze
              cechy Miagwy na żadną tolerancję nie zasluguja, jeno na wyplenienie
              i wychowanie dziecięcia. Czym innym jest tolerancja dla cech
              wynikajacych z wieku, choroby czy innej kultury, a co innego
              tolerancja dla obrzydliwych wad charakteru. To nie tolerancja juz, a
              pobłażanie.
              Przy czym, ja sie całkowicie zgodzę z jednym - autorka nie ma
              żadnego obowiazku opisywania wyłącznie osb sympatycznych. Tyle, ze
              niesympatyczni powinni być jakos tam zrozumiali i prawdopodobni - a
              Ignaś nie jest.
              • onion68 Re: Dziadek Metody 01.07.08, 20:05
                No dajcie spokój, zachowania Ignasia wynikają nie z wrodzonych złych cech jego
                charakteru, tylko złego wpływu niektórych osób z rodziny (starego Ignacego),
                którego przecież wszyscy w rodzinie uważają za wyrocznię w kwestii etyki,
                kindersztuby, erudycji, itd. To co ma myśleć kilkuletnie dziecko?
                Dla mnie jest on zresztą (mały Ignac) bardzo realistycznie przedstawioną
                postacią - typowy stary-malutki, dziecko dużo przebywające wśród dorosłych, mało
                wśród rówieśników.
                A właśnie - czy Ignacy i Józinek chodzili do przedszkola?
                • verdana Re: Dziadek Metody 01.07.08, 20:40
                  E, nie jest realistyczny... takie dziecko dawno zostałoby albo
                  utemperowane, albo zniszczone przez rówieśnikow z klasy. Tymczasem
                  Ignaś jest nadal pewny siebie i nie zmienia zachowania - a w
                  normalnej szkole nie mialby zadnych szans.
                  I on wcale nie przebywa wsrod doroslych - ma ciotecznego brata, ma
                  jednak jeszcze nie do końca dorosle siostry.
                  • onion68 Re: Dziadek Metody 01.07.08, 20:47
                    Tak, tylko rodzeństwo raczej stroni od niego, bo jest benjaminkiem i ulubieńcem.
                    A w warunkach szkolnych może przecież funkcjonować w zupełnie inny sposób.
                    I co rozumiesz przez zniszczony?
                    • ginny22 Re: Dziadek Metody 01.07.08, 21:03
                      Miałam w klasie w liceum jednego takiego Miągwę (tak, do wieku
                      nastoletniego takim dotrwał!). Nie to, że był "niszczony", bo to i
                      wiek nie ten, i nasz poziom (bo to było bardzo dobre liceum), ale
                      człowiek był kompletnie izolowany. Nie dawał się lubić - więc go nie
                      lubiliśmy, traktowaliśmy na dystans, niekiedy podśmiewaliśmy się z
                      tego postawy. Tyle my - nastolatkowie z porządnej szkoły. Co
                      zrobionoby z IG w zwyklej podstawówce, myśleć nie chcę.
              • uccello Re: Dziadek Metody 01.07.08, 21:49
                verdana napisała:

                > Nie, nie, nie - tolerancja nie musi i nie powinna obejmowac
                > absolutnie wszystkiego. Donosicielstwo, wścibstwo, i inne urocze
                > cechy Miagwy na żadną tolerancję nie zasluguja, jeno na
                wyplenienie
                > i wychowanie dziecięcia.

                Taż nie mówię o tolerancji wobec zachowań, tylko wobec osób. I
                próbie zrozumienia, dlaczego tacy są, jacy są. Skąd się w nich takie
                zachowania biorą. Donosicielstwo Ignasia parę razy spotyka się z
                ostrą krytyką rodziny, od Laury począwszy , poprzez samego Ignacego(
                o ironio), aż po zbiorowa scenę rodzinną.

                Postać Miągwy-uważam za bardzo udany portret psychologiczny.
                Poznałam dwóch chłopców, którzy są wypisz -wymaluj Ignasiami. Dzieli
                ich kilkaset kilometrów, sytuacja finansowa, rodzinna, łączy jedno-
                tak naprawdę dobrze czują się tylko wśród ksiązek i osób dorosłych.
                Nawet mają ten rys ulizania i pedanterii.

                Są inni niż rówieśnicy i dlatego przez większosć są odrzucani. Jeden
                z nich przekonuje grupę bystrością i poczuciem humoru, trochę
                szkolnym kolegom imponuje, ale drugi jest "malowanym ptakiem " im
                bardziej odrzucany jest przez grupę, tym bardziej ucieka w książki,
                uznaje świat za parszywe miejsce, a kolegów za złośliwych
                trologdytów.

                O taką tolerancję dla inności mi idzie. Ignaś jak to wielkrotnie na
                forum powiedziano, nie jest NORMALNYM, FAJNYM dzieckiem. I tego
                wielu czytelników wybaczyć mu nie może.
                • ananke666 Re: Dziadek Metody 02.07.08, 01:08
                  > O taką tolerancję dla inności mi idzie. Ignaś jak to wielkrotnie na
                  > forum powiedziano, nie jest NORMALNYM, FAJNYM dzieckiem. I tego
                  > wielu czytelników wybaczyć mu nie może.

                  A przecież już miał być, prawda? Swoją drogą, wkurzają mnie sceny Wielkich Przełomowych Momentów, z których kompletnie nic nie wynika. Miągwa miał takowy, kiedy z nosa wisiał mu krwawy smark i zadeklarował niebycie geniuszem, bycie normalnym i chrzanienie garniturka. Co z tego wynikło? Absolutnie nic. Pyziak w Opium miał uwielbiać, kochać, przybywać niedziela rano Okęcie. I d... zbita, nic. Laura w TiR wylądowała w objęciach mamusi, przepraszając za swój błąd i wypaczenie. I też nic z tego nie wynikło, w zasadzie wszystko po staremu. I po co szafować takimi zabiegami, skoro fabułka dalej leci, jakby ich nie było...
                  • uccello Wielkie Przełomowe Momenty 02.07.08, 12:35
                    No akurat jest to bardzo życiowe, że ktoś DEKLARUJE coś (i to
                    szczerze i z pełnym przekonaniem), a potem jednak mu nie wychodzi.
                    • ginny22 Re: Wielkie Przełomowe Momenty 02.07.08, 12:48
                      I MM praktykuje tę wersję wydarzeń od dawna, patrz: "Ida sierpniowa"
                      i "Brulion" w kwestii braci Lisieckich. Życie, niestety. Acz ze
                      schematami literackimi ma to niewiele wspólnego.
        • marajka Re: Dziadek Metody 02.07.08, 13:50
          Ale w końcu w Jeżycjadzie nie ma śmierci. Umiera Ewa Jedwabińska,
          ale to bohaterka drugoplanowa, w jednej książce zresztą, w innych
          jakiś mały epizod. W rodzinie Borejków, Strybów nie mówi się o
          śmierci, więc może nie wspomniała. Ale szkoda, że dziadek Metody
          zniknął z horyzontu. Ja bym wolała takiego dziadka. Mój był podobny
          do Metodego, nie jakiegoś bufona Ignaca.
    • onion68 Re: Dziadek Metody 01.07.08, 20:45
      A w głównym temacie - nie wydaje mi się, aby Cyryjek z Metodym stanowili lepsze
      wychowawczo środowisko niż Borejkowie. Cyryjek, starokawalerski, pedantyczny i
      kostyczny, zapewne w warunkach domowych jest zdolny do nie mniejszej
      apodyktyczności niż stary Borejko. Z kolei Metody, intrygant, egotyk i
      podpuszczacz, przy tym zapętlony w stare nieporozumienie z bratem, mógłby
      wykorzystywać dzieciaka do rozgrywek między nimi. W "Noelce" widoczna jest jakaś
      niezdrowa rywalizacja i małe złośliwości.
      Myślę, że Elka dlatego wyrosła na w miarę sensowną osobę (chociaż te pokrywki),
      bo miała własny silny charakter - czego o Ignasiu nie można powiedzieć, on jest
      bardzo podatny na wpływ i manipulację.
      • jaswedrowniczek1 Re: Dziadek Metody 01.07.08, 21:50
        A ja odniosłam zupełnie inne wrażenie co do Cyryjka.Nie wydaje mi się,żeby był
        apodyktyczny,a wręcz przeciwnie.Zaś jego pedantyczność (przy zachowaniu umiaru)
        mogłaby być dobrą przeciwwagą dla borejkowskiego nieporządku i beztroski.A
        Metody...no cóż,to dzięki niemu Elka doświadczyła wszelkich możliwych rozkoszy
        dzieciństwa;)A dzięki zderzeniu dwóch takich osobowości jak Metody & Cyryjek
        ukształtował się charakter Elki,no bo co by tam w tej Noelce nie wyprawiała
        (zachowanie w stosunku do Terpentuli),to jednak dziewczyna jest ok;)
        • metwoh Re: Dziadek Metody 02.07.08, 15:59
          Uważam, że troszkę czepiacie się Ignaca. Po prostu -chroni wnuczkę
          przed wpadką. Skoro taka Pyza zaszła w ciążę przed ślubem-to wobec
          Tygrysa zastosowano po prostu środki nadzwyczajne. Normalnie to
          tatusiowe pilnują wianków córeczek, ale z braku ojca w tę rolę
          wszedł dziadek.
          Natomiast Miągwa-no cóż, bez komentarza. Chociaż w każdej prawie
          klasie bywa ktoś taki. Niektórzy mają przechlapane, ale są i tacy,
          co robią za ciekawostkę przyrodniczą, dadzą ściągać i jakoś ich
          tolerują inni.
          • ginny22 Re: Dziadek Metody 02.07.08, 16:50
            1. Pilnowanie wianka wnuczki jest czynnością cokolwiek bezzasadną,
            skoro może go ona stracić na przerwie w szkole czy w równie uroczym
            miejscu, byle na złość dziadkowi. Wpadka Pyzy i Frycka była IMHO
            rezultatem zerowej wiedzy o środkach anty, a nie zbyt słabego
            pilnowania dorosłej w końcu kobiety.
            2. Nienienienie. Jakby Miągwa dawał ściągać, nie byłby Miągwą.
            • mmaupa Re: Dziadek Metody 02.07.08, 16:55
              1. Zgadzam sie co do slowa.
              2. Wolalabym chyba Miagwe niz oszusta.
              • ready4freddy Re: Dziadek Metody 02.07.08, 17:08
                > 2. Wolalabym chyba Miagwe niz oszusta.

                nie rozumiem... ten co sciaga, to faktycznie oszust, ale ten, kto pozwala
                sciagac? tez oszust? a jesli sciagaja od niego w blogiej jego nieswiadomosci, to
                juz nie oszust? skomplikowane to troche.
                • mmaupa Re: Dziadek Metody 02.07.08, 17:45
                  Jesli jest czynu nieswiadomy, to inna sprawa oczywiscie. Ale jesli daje sciagac
                  to niestety uczestniczy w oszustwie. To troche tak jak z lapowkarstwem, ktos
                  musi dawac, a ktos brac.
            • onion68 Re: Dziadek Metody 02.07.08, 17:02
              > 2. Nienienienie. Jakby Miągwa dawał ściągać, nie byłby Miągwą.

              Chyba nie jest takie niespotykane, że ktoś funkcjonuje inaczej w warunkach
              domowych, inaczej na zewnątrz. W domu Ignacy Grzegorz jest zachęcany do
              mędrkowania i donosicielstwa, w szkole zapewne wręcz przeciwnie. A jaki jest,
              taki jest, ale z pewnością nie głupi.
              • ginny22 Re: Dziadek Metody 02.07.08, 19:02
                Żeby dawać ściągać, Miągwa musiałby czuć, że zależy mu na akceptacji
                grup, w tym wypadku klasy. Tego u niego nie widzę - on chce
                akceptacji tylko ze strony dorosłych, rówieśnicy go nie interesują
                (no, Czekoladka stanowi dość absurdalny wyjątek).
                • metwoh Re: Dziadek Metody 03.07.08, 08:49
                  No nie, sami święci. Nikt nie ściągał i nie dawał ściągać. Jakoś nie
                  wierzę.
                  • ginny22 Re: Dziadek Metody 03.07.08, 09:51
                    A ja gdzieś napisałam, że nie dawałam ściągać? Owszem, dawałam. Bo
                    to był sposób na to, żeby mieć kontakt z klasą (przez kilka lat
                    podstawówki rejonowej). Sama nie ściągałam, nie musiałam ;)
                  • ready4freddy Re: Dziadek Metody 03.07.08, 10:19
                    jacy znow swieci. ja dawalem sciagac, ale bardzo niechetnie. nie dlatego, zebym
                    uwazal to za oszustwo, tylko dlatego, ze nie chcialem potem sluchac pretensji w
                    razie wlasnej pomylki.
                    • mmaupa Re: Dziadek Metody 03.07.08, 10:49
                      Ja nie dawalam sciagac, za to chetnie tlumaczylam zadania np. z matmy i chemii,
                      albo rozne procesy biologiczne.
                      • onion68 Re: Dziadek Metody 03.07.08, 11:21
                        Dawałam ściągać, ale nie ściągałam - nie miałam wystarczającego zaufania ;-)
              • anutek115 Re: Dziadek Metody 03.07.08, 20:02
                onion68 napisała:
                >
                > Chyba nie jest takie niespotykane, że ktoś funkcjonuje inaczej w warunkach
                > domowych, inaczej na zewnątrz.

                Ja funkcjonowałam inaczej, więc wiem, że to możliwie. W domu postrzegano mnie
                jako taką bidulę, bez przyjaciół, co to do nikogo nie zagada, nie podejdzie,
                niczego sama nie załatwi, ująć się za soba samą nie umie, nos w książkach, głowa
                w chmurach, chorobliwa niesmiałość, jakoś tę podstawówkę przetrwała, ale co
                będzie później? A ja trafiłam w liceum na świetną klasę, mogłam sobie być
                dowolnie niuniowata i niesmiała, i dowolnie dziwaczna, nikomu to nie
                przeszkadzało, w mojej klasie było zresztą masę dziwacznych ludzi, których
                dziwaczność nie przeszkadzała współtowarzyszom szkolnej niedoli... i pod wpływem
                tej akceptacji zmieniłam się na tyle, że gdy dwa lata później do tej samej
                szkoły poszła moja siostra, po powrocie do domu juz 1 września powiedziała do
                rodziców: "Wy nic o niej nie wiecie, ona jest zupełnie inna!"

                W domu Ignacy Grzegorz jest zachęcany do
                > mędrkowania i donosicielstwa,

                O, pewnie sie strasznie zapętlę, usiłując powiedziec wszystko, co chcę
                powiedzieć (o, już się zaczęłam zapętlać), ale spróbuję mimo to. Nie zgadzam się
                z Uccello, że donosicielstwo Ignasia spotyka się ze sprzeciwem rodziny. Laura
                się mu sprzeciwia, bo donoszacy braciszek uderza w nią bezpośrednio. Nie wiemy
                (chyba, że cos mi umknęło) czy sprzeciwiałaby się rónie gwałtownie, gdyby nie
                uderzało. Ignacy (co pisałam juz kilkakrotnie, i pogladu na co nie wypleni się
                ze mnie w żadnym razie) sprzeciwia się raz, gdy dostaje od obcej kobiety po
                nosie. Wtedy nagle przypomina sobie wzniosłe strofy o starożytnych, które to
                strofy wylatują mu z pamięci, gdy donoszący Ignaś jest mu znowu potrzeby. A
                reszta rodziny, o ile dobrze pamiętam CzP (a nie wykluczam, że pamiętam źle)
                doznaje pod koniec wspomnianego tomu objawienia. "Kto ci kazał donosić"
                "Dziiadek" - i zapada cisza pełna konsternacji, no bo przecież szanowna rodzina
                przez te lata nie zauważyła, że dziesięciolatek donosi. Po czym padaja mądre
                słowa, całkowicie mnie przynajmniej nie przekonujące. Oni pozwalają na
                wyhodowanie donosiciela, nie robia z tym nic, jak zwykle chowaja głowy w piasek,
                bo sa taktowni, tolerancyjni, i tyak dalej... a może po prostu, mówiąc brzydko,
                olewają sprawę? Spychają sobie problem z wychowaniem IG nawzajem na głowę?

                I jeszcze w kwestii braku tolerancji dla inności. Nie wydaje mi się, by Bobcio,
                Tomcio czy Roma, a zwłaszcza np. mała Natalia były "fajnymi dziećmi, takimi jak
                wszystkie". Jakos bez trudu widzę kłopoty, jakie każde z nich mogłoby sprawiać w
                szkole, jakies odstawanie od grupy, różnienie się, niekoniecznie na korzyść. Ale
                to wszystko są dzieci, którym pomagano, gdy takie trudności zauważono, jak
                sądzę. Wspierano ich rozwój, nie dławiono indywidualności, ale tez nie
                doprowadzano do wyhodowania dziwaka. I nie chodzi mi o szlafroczek z lamówką,
                czytanie Seneki do snu, nadzwyczajną delikatność, niechęć do "męskich" gier
                zespołowych, wcale nie czuję potrzeby, by wszystkie jeżycjadowe dzieci były
                "fajne" w ten sposób, by były "normalne". Niech obie IG będzie, jaki chce. Ale
                on jest dla mnie dzieckiem nieszczęśliwym. Zostawionym z tą "innością" samemu
                sobie. jak tak na niego patrzę, to nie lubię jego rodziny naprawdę mocno. I w
                dodatku w prawdziwym świecie mógłby, mając dużo szczęścia, trafić do klasy
                takiej, jak moja (czy tez do chóru zkolnego, sekcji kendo, grupy wsparcia,
                czegokolwiek), gdzie, zaakceptowany, mógłby rozwinąć się w nieoczekiwanym (przez
                nikogo) kierunku. Ale w powiesci - on się nie wyrwie z borejkowskiego kręgu i
                ... no cóż, szczęśliwie to się skończyć nie może.
                Jestem naprawdę ciekawa, w którą stronę pójdzie MM opisując jego dorastanie (też
                kilkakrotnie pisałam o tym, że poprowadzenie IG tak, a nie inaczej, jest dla
                mnie zagadką i chyba musi miec jakiś cel?).
            • metwoh Re: Dziadek Metody 03.07.08, 08:53
              Na przerwie -to wymaga troszkę perwersji. Jakoś na utratę wianka
              przerwa to kiepski pomysł. A odkąd Romek wprowadził monitoring nawet
              bardzo kiepski. Chyba, że ma być to również pierwsza rola wfilmie
              porno.
              A odką świat światem starzy pilnują młodych. Na ogół nieskutecznie.
              • ginny22 Re: Dziadek Metody 03.07.08, 09:55
                Romek wprowadził monitoring? <szczere zdziwienie> Tzn. obowiązkowy
                wszędzie?
                Heh, nie mówię, że przerwa w szkolnej ubikacji to jest czas i
                miejsce na tracenie wianków przez młodzież. Mówię, że to się zdarza,
                a im bardziej ktoś młodzieży zabija balkon gwoździami, tym bardziej
                zdarzyć się może.
                A pilnowanie mogło mieć sens, jeśli dziewczyna ciurkiem siedziała w
                domu, a nie wychodziła do szkoły, na próby chóru, do sklepu etc.
                • metwoh Re: Dziadek Metody 05.07.08, 12:54
                  Monitoring jest niemal w każdej szkole. Nieby musu nie było-ale
                  dawali na to kaskę i tylko wiejskie szkółki, a to rzadko nie
                  wchodziły w ten biznes. W moim liceum jak ręką odjął skończyło się
                  palenie w kibelku, bo zaraz widać dymek.
                  Ale nawet, gdyby kamer nie było-to pierwszy raz w szkolnej toalecie
                  dla mnie będzie totalną patologią. A zabijanie balkonu-to raczej
                  chyba miało być scenką humorystyczną.
                  • ginny22 Re: Dziadek Metody 07.07.08, 13:37
                    > Ale nawet, gdyby kamer nie było-to pierwszy raz w szkolnej
                    toalecie dla mnie będzie totalną patologią.

                    Nikt nie twierdzi inaczej. Wykazuję tylko bezsens pilnowania cnoty
                    osoby, która może ową cnotę stracić niewielkim doprawdy nakładem sił
                    i środków. Warto bowiem najpierw dziecko wychować, a nie pilnować
                    dorosłej kobity.

                    > A zabijanie balkonu-to raczej chyba miało być scenką humorystyczną.

                    Haha. W powieści jednakowoż realistycznej.

                    • metwoh Re: Dziadek Metody 07.07.08, 15:58
                      W realistycznej Jeżycjadzie jednak troszkę humoru bywa. Czy to motyw
                      żarówki uwięzionej w ustach, czy to "pożyczenie" samochodu przez
                      Nutrię i pościg za Robrojkiem, czy hurtowe jedzenie pączków przez
                      Pawełka, czy skucie kajdankami przez Nerwusa i wiele innych. Tak
                      samo odbieram scenę zabicia balkonu. Nie jest nieprawdopodobna, ale
                      ja się przy tym uśmiechnąłem.
                      No a skutek pilnowania to odrębna sprawa. Ale fakty są takie, że co
                      prawda Ci, co cnoty dziewczęcia pilnują, nie zawsze upilnują.
                      Natomiast Ci, co nie pilnują, no to nie upilnują tym bardziej:-}
                      • ready4freddy Re: Dziadek Metody 07.07.08, 17:54
                        skucie kajdankami to humor? wow. cos mi sie wydaje, ze Lisieccy tez Bernard(yn)a
                        obili dla zartow. jedno i drugie jest karalne, stad skojarzenie. gdyby zamiast
                        kajdanek zamknal Nutrie w piwnicy, tez by bylo smiesznie? mam chyba jakies inne
                        poczucie humoru, na szczescie :)
                        • metwoh Re: Dziadek Metody 07.07.08, 22:25
                          Tylko, że Nutria jakoś została trafiona w serce (Bernard w nos prze
                          braci L.)
                          A skuwanie kajdankami jest karalne? Raczej najpierw są kajdanki-a
                          potem areszt, wreszcie sąd i kara.
                          A piwnica do tego-wow, czyżbyś miał jakieś mroczne skłonności? W tym
                          wieku? To co będzie z Tobą, jak dozyjesz do mojego?
                          • ready4freddy Re: Dziadek Metody 14.07.08, 09:04
                            moze niech sie jakis prawnik komeptentnie wypowie, ale o ile wiem, to jezeli nie
                            jestes uprawniony do skuwania kajdankami (Nerwus nie byl) i skuwasz kogos wbrew
                            jego woli (Nutria raczej sobie tego nie zyczyla), to jest to jak najbardziej
                            karalne ograniczanie cudzej wolnosci. to taka lzejsza odmiana porwania i
                            uwiezienia. ale Nerwus by sie pewnie wymigal, ten gest swiadczy dobitnie, ze ma
                            nierowno pod sufitem.
                        • sir.vimes Re: Dziadek Metody 14.07.08, 00:20
                          przecież metwoh celowo dodał tą scenę do "humoru" by podkręcić dyskusje i
                          zainteresowanie własną osobą...
                          • ready4freddy Re: Dziadek Metody 14.07.08, 09:05
                            to zupelnie jak Nerwus - tez pewnie skuwal Nutrie dla podkrecenia
                            zainteresowania wlasna osoba. w tych przypadkach niektorym faktycznuie cel
                            uswieca srodki :)
                          • metwoh Re: Dziadek Metody 14.07.08, 20:07
                            Skarbie, gdybym chciał podkręcić temat, to uwierz, że umiem posuwać
                            mocniejsze teksty. Nerwusa nie lubiłem, stawiałem na Robrojka w tej
                            rywalizacji. Ale skoro kajdanki nie spowodowały sankcji prawnych, a
                            wręcz Nerwus poderwał Natalię, to jednak troszkę poczucia humoru
                            proponuję. Jak mniemam, pewnie niektórym przaśny dowcip nie pasuje,
                            ale chyba jednak pani MM tą sceną chciała wywołać uśmiech. Bo o
                            jakieś sado- maso chyba jej nie posądzasz? Albo o propagowanie
                            przemocy?
                      • ginny22 Re: Dziadek Metody 08.07.08, 15:10
                        > W realistycznej Jeżycjadzie jednak troszkę humoru bywa.

                        Jasne. Ale humor humorem, a lecenie w groteskę (patrz: zabijanie
                        balkonu gwoździami) to inna para kaloszy. Pawełek jedzący pączki
                        jest całkowicie realistyczny, Ignacy z drzwiami nie.

                        > Natomiast Ci, co nie pilnują, no to nie upilnują tym bardziej:-}

                        Yyy, bo może niektórzy mają inne priorytety niż pilnowanie cnoty
                        dziewczęcia? I, że tak sobie zaszaleję, uważają dziewczę za istotę
                        kumatą, która sama sobie jej upilnuje? BTW z pilnowania Tygrysa
                        wyszło tyle, że dziewczę owo o mały włos wyszłoby za pierwszego
                        lepszego, który jej się spodobał z wzajemnością, a o którym nic nie
                        wiedziało. Faktycznie, nie masz to jak pilnowanie :/
                        • metwoh Re: Dziadek Metody 08.07.08, 16:40
                          Myślę, że gdybym wiedział, że ktokolwiek wchodzi do mojejgo domu
                          przez balkon, to pewnie dostałby w głowę narzędziem ciężkim,
                          tępokrawędziastym.Dlatego rozumiem Ignaca, bo sam bym nie tolerował
                          nocnych wejść na swój teren. Dobrze, że balkon jest przy mojej
                          sypialni...
                          • ginny22 Re: Dziadek Metody 08.07.08, 20:21
                            Refleksja na marginesie: dlaczego Wolfi nie mógł wchodzić drzwiami
                            wejściowymi? Przeca by mógł, nawet pomimo uprzejmości i gościnności
                            Ignacego względem mężczyzn z rodziny Schoppe. Generalnie związek W&L
                            podkreśla jakąś patologię w rodzinie Borejków.
                            • metwoh Re: Dziadek Metody 08.07.08, 20:47
                              Może taka dzikość serc
                              • dominka1 Re: Dziadek Metody 14.07.08, 14:55
                                Dla mnie rodzina Borejków nie jest patologiczna.To Laura jest
                                osoba,która ma wieczne problemy z sobą.Nie podoba jej sie
                                rodzina,nie podoba po bliższym poznaniu narzeczony.Jest zazdrosna
                                o Różę,dlatego,że siostra jest ładniejsza i sympatyczniejsza od
                                niej.Wiem,że Gabrysia nie jest świeta,ponieważ po ślubie nie
                                zadbała by rodzina Grzegorza była tak samo ważna w ich życiu jak
                                Borejkowie.Dla mnie senior rodu może troche przesadził,ale
                                zachowanie Laury jest niedojrzałe.Dziwne,że nie ma żadnych
                                przyjaciół,ani w rodznie,ani w szkole. Co do Metodego to nie sądze
                                by uwielbiał Ignasia tak jak Elke,która była jego pierwszą
                                wnuczką,miała tylko ich,bo umarła jej matka.Nie podoba mi sie,że
                                Grzegorz zapomniał o córce-co z tego,że jest dorosła,z drugiej
                                strony Elka ma szczęście bo przynajmniej mniej kontaktów z Ignacym
                                Grzegorzem
                                • papieska_kremowka Re: Dziadek Metody 16.07.08, 18:55
                                  > Dla mnie rodzina Borejków nie jest patologiczna.To Laura jest
                                  > osoba,która ma wieczne problemy z sobą (...)

                                  Nie zgodzę się. Laura - owszem - ma problemy, ale imho mają ine daleko głębsze podłoże, niż zwykłe muchy w nosie, charakterystyczne dla rozpuszczonej małolaty. Nie kojarzę sceny, w której jest zazdrosna o urodę Róży. Na pewno za to zazdrosna jest o uczucia, jakimi cała rodzina ze Świętą Gabrielą na czele darzy jej starszą siostrę. Pyza jest miluchna i do rany przyłóż, nie grzeie Gabie w niezagojonej ranie po Pyziaku ani nie ma tych jego czarnych włosów i stalowych oczu, toteż nikt nie ma do niej żadnych zastrzeżeń. Jest nieodrodną córą Borejków. Sytuacja Tygrysa jest inna, już nawet z powodu jej podobieństwa do swego ojca marnotrawnego. I o ile Tygrys jako dziecko wpieniała mnie cholernie, to w pełni rozumiem jej poczucie osamotnienia i bunt. I rozumiem, że tak się rzuciła z impetem na Wolfiego - widzę w tym po prostu odruch desperackiego poszukiwania kawałka świata, w którym wreszcie będzie stuprocentowo pasującym kawałkiem układanki.
                                  • anutek115 Re: Dziadek Metody 16.07.08, 19:36
                                    To może ja jeszcze dodam, że niby dlaczego Elka ma szczęście, bo ma mało
                                    kontaktów z Ignacym Grzegorzem? Może to Ignacy Grzegorz ma raczej pecha, bo ma
                                    mało kontaktów z Elką? Może by mu to dobrze zrobiło? Może nawet by się polubili
                                    - a juz na pewno Tomcio mógłby pomóc, jakoś Ignasia utwierdzić w tym, że nie
                                    jest dziwaczny, przekuć jego "inność" w zaletę, to dałoby się zrobić...
                                    • papieska_kremowka Re: Dziadek Metody 16.07.08, 19:41
                                      Ano właśnie, tajemnicze zniknięcie Elki to w moim odczuciu potknięcie literackie niemal tak potężne, jak rozpłynięcie się we mgle Metodego. Przecież to siostra i córka, rany koguta, w dodatku życiowa i sensowna i mogłaby jakoś wyciągnąć Miągwę na prostą.
    • zaisa Re: Dziadek Metody 16.07.08, 04:04
      O braku Elki i braci C i M w życiu Ignasia pisałam już chyba w "Irytacjach".
      1. W tej chwili nie wiem jednak, czy dałoby to super efekty, w końcu panowie
      dwaj wychowali nie tylko Elkę, ale wcześniej Grzegorza, który raczej
      sympatycznym będąc, jest jednak osobnikiem izolującym się, zamkniętym w sobie i
      swoim świecie naukowym, który nie miał czasu na towarzystwo rówieśników. (Stąd
      nigdy nie pasowała mi scena spotkania z Hajdukiem w TiR, młodszym o kilka lat.
      Dla mnie to oni mogli się na uczelni spotkać na linii - młody
      wykładowca/prowadzący ćwiczenia - genialny student fizyki). Dopiero przy
      Gabrysi, w jej cieple, Grzegorz tak rozkwita.
      2. Tak sobie teraz myślę, że prędzej by się Ignaś dogadał z Cyrylem niż Metodym.
      Wyobraźnia podsunęła mi scenę, jak to Metody zabiera Ignasia do wesołego
      miasteczka, młody po kilku, a może jednej kolejce na karuzeli czy diabelskim
      młynie, haftuje trawkę za budką z biletami i potem obchodzi dziadka na
      kilometry. I chyba Ignaś nie znosiłby, gdyby traktowano go niepoważnie,
      żartowano i kpiono z niego. A Metody by to robił na bank.
      Chyba, żeby jednak jazda na karuzeli okazałaby się życiowym szaleństwem
      Ignacego Stryby;)
      A z Cyrylem - spokojnym, pedantycznym, zorientowanym na pracę, lecz też
      dbającym o dom - to w końcu on przygotowywał Wigilię, Ignaś mógłby chyba łatwiej
      znaleźć wspólny język.
      Z innej strony - Ignaś pewnie by wolał pojechać na wakacje do Wiednia niż na
      wieś. Tylko obawiam się, że Metodemu się nie chce jeździć na wakacje z
      dzieciakiem, którym miałby się zajmować, zwiedzać coś. Po prostu jest wygodnicki
      a wiek też robi swoje.
      (Ale gdyby połączyć wakacje w Wiedniu, wymyślona przeze mnie scena mogłaby
      rozegrać się na wiedeńskim Praterze - tamtejszym stałym wesołym miasteczku.)
      3. Może ktoś raz by spojrzał na to szpiegowanie Ignasia z drugiej strony? Z jego
      punktu widzenia jest on detektywem jak S. Holmes, agentem jak J. Bond. Który na
      dodatek jest rycerzem strzegącym cnoty siostry.
      Postać I.G. Stryby jest groteskowa, ale to chyba teczki szalejące ostatnimi
      latami zrobiły w oczach czytelników ze smarkatego Ignasia wyłącznie donosiciela.
      I jakoś tak widzi mi się, że zachowanie chłopca to kolejna próba zdobycia uwagi
      i akceptacji ojca, który wszak podsunął synowi detektywistyczne książki i filmy,
      dziadka, który "zlecił zadanie" i chyba matki, która ostatnimi książkami jakoś
      jakby wolała jednak syna w typie Józinka.
      A scena odebrania Ignasia z policji mogłaby być inaczej opisana, z perspektywy
      innej osoby niż ci, dla których powrót chłopca z rodzicami jest rodzajem
      zakłócenia spokoju...
    • zaisa Jeszcze jedno 16.07.08, 04:17
      O ile Laura i Róża mają siebie nawzajem, to dla Elki mały Ignacy jest jedynym
      bratem. Do tego dodać Tomka z zacięciem psychologicznym. (zresztą Tomek widzi mi
      się w dorosłym życiu jako jakiś terapeuta). Mogliby sobie oni pracować z
      młodzieżą i zabrać Ignaca na obóz jakiś integracyjno-artystyczno-terapeutyczny.
      I to poustawiałoby pewnie Ignasiowi fajnie niektóre sprawy. i może by się
      zakochał w jakiejś malującej/śpiewającej czy inaczej utalentowanej
      niepełnosprawnej dziewczynce? Bo nasza Miągwa jest wrażliwa na krzywdę kobiet
      przecież:)
      Chyba spodobała mi się moja wizja:)
      • dominka1 Re: Jeszcze jedno 16.07.08, 17:15
        Tak,Miągwa to brat Eli,ale tylko przyrodni.Nie sądzę,by tak
        energiczna,silna dziewczyna była w stanie zrozumieć takie dziwne
        dziecko.Dodatkowo nigdy nie mieszkali razem,więc nie zna całej pełni
        osobowosci Ignasia.Myslę,że młodemu mógłby pomóc jakiś bohater,który
        sam we wczesnej młodości miał problemy z otoczeniem,które nie
        akceptowało go takim jaki jest.I tu widzę Konrada,który ma różne
        doświadczenia z lat szkolnych i Aurelie,która umie słuchać i
        obserwować
        • ginestra Re: Jeszcze jedno 16.07.08, 17:50
          Zaiso, Dominiko!
          Zgadzam się z Wami. Mnie także jakoś leży na sercu ten Ignaś, którym ktoś
          powinien się zająć i pomóc mu.

          Tak jak to opisałaś Zaiso, tę całą sytuację Ignasia, jego próby zjednania sobie
          czyjejś aprobaty, zwłaszcza ojca, jego przekonanie o tym, że robi coś dobrego,
          że jest detektywem (oraz, że dodam od siebie, jest też ta jego wyobraźnia i
          detektywistyczna wnikliwość, które domagały się zastosowania, bo przecież
          chłopak jakieś talenty przecież ma) - to wydaje mi się to wszystko bardzo
          prawdziwe. Także opisane usytuowanie go w sytuacji rodzinnej - przecież ten
          chłopiec nie jest sam na świecie. Przecież ktoś mógłby go dostrzec i spróbować
          zrozumieć. Przecież są osoby, z którymi łączą go więzy krwi i które mogłyby
          poświęcić mu trochę uwagi, zwłaszcza, że jest dzieckiem trochę nietypowym i
          bardzo wrażliwym. Mógłby to być Cyryjek, mogłaby to być Elka (fakt, temperament
          ma inny, ale przecież mogłaby go kochać jako młodszego braciszka i chcieć mu coś
          z siebie dać), jest Tomek, są inne osoby wokół (skoro nie dostrzega go własna
          matka i ojciec i inni w domu). Ja mam zwłaszcza za złe Grzegorzowi i Gabie, że
          tak go opuścili. Jest wiele scen w ostatnich książkach, w których Gaba
          wielokrotnie faworyzuje Józinka kosztem Ignacego. Nawet jest taka scena, w
          której ona mówi do Józinka, po tym jak dokuczał Ignasiowi, który go niby
          sprowokował, coś w tym sensie: "Wybacz Ignasiowi, on po prostu Ci zazdrości i
          chciałby być taki jak ty". :( Dlaczego ona się nigdy nie ujmie za swoim własnym
          synem?! Dlaczego, po tych wszystkich rękoczynach Józinka wobec Ignasia i po tych
          wszystkich przejawach upokarzania go i dokopywania mu za nic kompletnie, za samo
          istnienie, z których to przejawów wszyscy zdają sobie doskonale sprawę, dlaczego
          Gaba nie powie Józinkowi stanowczo żeby się odczepił wreszcie od jej syna?! Tu
          aż się prosi o takie wręcz potężne ryknięcie na Józinka, nawet niecenzuralnymi
          słowami, żeby raz na zawsze się od niego odczepił i dobrze to sobie zapamiętał.
          I ma przeprosić. A potem konsekwentne i bezlitosne reagowanie gdyby się to
          powtarzało, rozmowy z jego rodzicami nawet kosztem konfliktu z nimi, tudzież nie
          wpuszczanie go do domu Borejków, ogólnie: eskalacja środków dotąd aż będzie
          trwała poprawa. A wcześniej to przydałoby się branie Ignacego Grzegorza w obronę
          właśnie w obecności Józinka. To na pewno by przywróciło Ignacemu jakąś godność i
          wiarę w człowieka, w rodziców. Mogłoby to być dla niego przełomem na dalsze
          życie. A tak to rodzice niemalże wstydzą się go i chcą go przerobić na kogoś kim
          nie jest. Gaba go nie broni, nie próbuje zrozumieć i dowartościować, ale wysyła
          przymusowo żeby grał regularnie w piłkę z Józinkiem i jego kolegami - koledzy
          natomiast i ich kapitan okazują mu, że do gry się nie nadaje. Ten chłopak ma
          naprawdę przechlapane, a najbardziej poruszająca jest, jak dla mnie, jego
          samotność i próby radzenia sobie z nią. To jest naprawdę smutne.
          Pozdrawiam!
          • dominka1 Re: Jeszcze jedno 16.07.08, 18:30
            Zapomniałam o tej sytuacji-Gaba/Józinek.Tu Ida bije ją na głowe,bo
            mimo tego,że mało poświęca czasu dzieciom to widać,że jest bardzo
            dumna z synka,który może dzięki temu akceptować,że jest jaki jest.W
            końcu Ignasia-niesympatycznego,ale w końcu to dziecko wspiera
            jedynie i bardzo specyficznie dziadek,a Józinka -
            rodzice,babcia,nawet Łucja i Gaba.A ten tekst-Zazdrości ci-powinien
            zostać wypowiedziany do syna-niechby nawet nie był
            prawdziwy.Dziwne,bo nie wyobrażam sobie Idy,która w ten sposób
            pociesza Ignasia.
            • kasnia jeszcze słowo o Ignasiu 23.07.08, 14:05
              Wiecie co? A ja się zastanawiam, czy to zachowanie Ignacego Grzegorza nie jest
              trochę reakcją na Jej świętobliwość Gabrysię i Grzesia. Bo -żeby nie było-
              zgadzam się, że w duuużej mierze dzięki nim, a raczej przez ich nieobecność w
              wychowaniu i wspieraniu syna, Miągwa jest Miągwą, ale...
              Czy w jakiś sposób nie był to celowy zabieg MM na pokazanie, dla świętego
              spokoju: tak, że nie wszystko jest idealne, to bach, zrobimy taką... żelkową
              miągwę z syna Gaby.
              A szkoda, szkoda, że tak naprawdę nie potrafię do końca syna mojej niegdyś
              ukochanej bohaterki polubić. Mogę mu współczuć, jest mi go chwilami żal, a
              chwilami go podziwiam, ale polubić...? Nie, nie potrafię.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka