anuszka_ha3.agh.edu.pl
16.11.08, 22:34
Co wy tak tę książkę chwalicie?
Że jest mniej żenująca od dwóch ostatnich - to jeszcze nie znaczy, że dobra.
Nie chce mi się teraz wymieniać po kolei wszystkiego, co mi się w niej nie
podobało. Napiszę tylko o najciekawszej, w pewnym sensie, irytacji.
Ta książka jest przesycona archaicznym patriarchalnym maczyzmem. Mężczyźni
rzucają pseudo-twarde teksty w stylu: "to męska sprawa". Kobiety o kobiecie
21-letniej mówią, że już najwyższy czas, aby poszukała odpowiedniego
eugenicznie ojca dla swych przyszłych dzieci. Mąż wychwala przed szwagrem
przymioty swej (nb. zarządzającej całym domowym biznesem) żony, jakby był
właścicielem udanego egzemplarza towaru. 14-latek rozkazujący młodszej
siostrze zdjąć ozdoby z włosów, bo "te dziewczyny są próżne" (Jezu, Freudem
trąci!). Kobieta wyrażająca otwarcie swoją złość na członków rodziny jest
uważana za nielubianego gbura, bo kobieta przecież powinna być łagodna i
empatyczna. Całe szczęście, że na dobrą drogę sprowadza ją niemowlak, przy
którym odzyskuje ona swoją prawdziwą kobiecą tożsamość.
Najbardziej zirytował mnie motyw z chłopakiem wstydzącym się w męskim
towarzystwie łez, gdy doszła do niego wiadomość, że matka miała wypadek
samochodowy i leży w szpitalu. Że to niby obciach dla faceta w towarzystwie
innych facetów.
Specjalnie skonsultowałam to z mężem. I on twierdzi, że w dzisiejszych czasach
mężczyźni nie mają aż takich przesądów. Np. z tym płakaniem - szczególnie,
jeśli chodzi o bliską osobę. Autorka opisuje zachowania ludzi sprzed 30 lat co
najmniej. Takie wypowiedzi i zachowania są bardzo charakterystyczne dla
pokolenia pani Musierowicz. Ale dziś - ludzie w wieku bohaterów z pewnością
tak się nie zachowują.
W dzisiejszych czasach pokolenie Laury konwersuje o rzeczach, które autorce
podniosłyby włosy na głowie. Laura mogłaby np. z drugim kolegą omawiać walory
cielesne innego kolegi, który na Naszej Klasie wystawia szczegółowe zdjęcia
swoich postępów na siłowni. Przy czym Laura wyrażałaby się o tamtym koledze
per "zwierzątko" i przyznałaby rację, że warto się nim bliżej zająć, bo ona
kolekcjonuje zwierzątka. Tak sobie zaadaptowałam zasłyszany niedawno dialog
młodych ludzi z warstwy społecznej akurat takusieńkiej jak Borejkowie. Bo
teraz maczyzm jak już działa, to w obie strony. ;-)))