Dodaj do ulubionych

Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO)

02.01.09, 21:37
Mamusia przysłała mi Sprężynę w świątecznej paczce. Przeczytałam,
westchnęłam i postanowiłam podzielić się z Wami swoimi
przemyśleniami; co też czynię, otwierając ten wątek.

Spojlerowe posty czytałam wcześniej, miałam więc mniej więcej
pojęcie, czego należy się spodziewać. Teraz sama nie wiem, od czego
zacząć; bo jakkolwiek mieliście rację i książka nie jest zła (a na
tle pozycji poprzednich wręcz dobra), to … Potocznie powiedziałabym,
że mi się nie podobała: ale to też nie to. Widzę jej dobre strony,
uważam, że ma w sobie dawny klimat … ale do mnie to już nie trafia,
czuję się, jakbym wbić się miała w za małe spodenki. Mam wrażenie,
jakby ktoś przygotował moją ulubioną potrawę – a ja, po spróbowaniu
pierwszego kęsa, ze zdziwieniem odkryła, że zmienił mi się gust.
Naprawdę nie jest łatwo oddać to poczucie kompletnego rozminięcia
się z Autorką i pozbyć smutnego przeświadczenia, że z Jeżycjady już,
niestety, wyrosłam.

Nawet nie mogę powiedzieć, że coś mnie szczególnie zdenerwowało, bo
właściwie książka nie wzbudziła we mnie żadnych – ani pozytywnych,
ani negatywnych – emocji. Mimo to, postaram się opisać mój
odbiór ‘Sprężyny’ bardziej konkretnie.

1. Przede wszystkim, zastanawiam się, czy Was nie męczy maniera
Autorki, czyli styl pisania? Ja wiem, że to niby takie w domyśle
dowcipne, ale ile razy, na Boga, można
używać ‘albowiem’, ‘jednakowoż’, czy innych niby mega-zabawnych
opisów? Taki przykład:

‘Dogłębne łkanie spowodowało natychmiast silną czkawkę, ta zaś
pobudziła przewód pokarmowy do dalszych sensacji: dyniowa fontanna
trysnęła malcowi z gardziołka prosto do umywalki, co akurat było
okolicznością pomyślną; nieszczęśliwym aspektem zdarzenia było to,
że się zakrztusił.’

Wiecie, że mnie to już naprawdę nie rozśmiesza – co więcej, mam
wrażenie, że Autorka jest kobiecym odpowiednikiem Bernarda,
zamęczającego słuchaczy swoją ‘kreatywnością’. Kiedyś mi to nie
przeszkadzało – teraz denerwuje mnie i zniechęca do czytania.
Wolałabym, żeby rzeczy ujęte były prościej, bardziej komunikatywnie,
mniej może elokwentnie, ale i mniej pretensjonalnie.

Dyskusje Łusi z dziadkiem i jej monologi bywają, owszem, miejscami
dość sympatyczne, ale w większości sprawiają psychopatyczne wręcz
wrażenie; jakkolwiek rozumiem fascynację formą bardziej niż treścią,
mam przed oczami obraz Hanibala Lectera słuchającego muzyki
klasycznej. Przypomina mi to też zwyczaj niektórych osób, który
doprowadza mnie do szału: mówię o czymś bardzo ważnym, wypruwam
sobie wnętrze, a osoba patrzy na mnie, patrzy, a na koniec mówi –
wiesz co, oko Ci się rozmazało. Uch!

2. Muzyka i Laura. Czy tylko ja uważam muzyczne wtręty za
pretensjonalne? Nie mówimy tu przecież o kobiecie, która latami się
uczyła, dokształcała – tylko o wywindowanej nagle bez uprzedniego
muzycznego zaplecza Laurze, która sprawia wrażenie samotnie
unoszącego się wierzchołka. Może się mylę, ale czy ona chodziła do
jakiejś szkoły muzycznej, uczyła się przynajmniej gry na pianinie,
czy obudziła się po prostu pewnego dnia jako Maria Callas? Znowu,
nie chodzi mi o samą Laurę, ale o pewne założenia Autorki –
dyskutowaliśmy już o tym wcześniej, o dobrach rzadkich i
powszechnych. A tu ‘aż trudno było zrozumieć, po co tyle ćwiczeń:
sopran dobywający się z jej gardła był naprawdę wspaniały i
wyjątkowy – czysty i jasny. I nawet jakby – słodki’.

Sama Laura w ‘Sprężynie’ wygląda na stepfordzką żonę tuż przed
przemianą: jeszcze jest sobą, jeszcze jest prawdziwa, ale już w
następnej scenie zobaczymy ją w nienagannej fryzurze, polerującą
klamki. Zabiły mnie wręcz aluzje, jakoby to zbuntowana natura kazała
jej trzymać image twardej osoby, ale jej ‘prawdziwa istota’ (słodka
zapewne jak i głos) wymyka się spod pokerowej maski przy niemowlaku
(który, jak wiadomo, łagodzi obyczaje). No, bo ten jej bunt to
wiadomo, że tylko na pokaz i by matce zrobić na złość – i nie ma co
brać go na poważnie.

3. Wypadek Gabrieli. Czytając o tym, jak to ‘coraz więcej robiło się
osób, którym wiadomość o wypadku Gabrysi mogła osunąć ziemię spod
nóg’ miałam ochotę wydać z siebie pusty śmiech. Patrycja, teatralnie
i dramatycznie łapiąca się ‘oburącz za usta’, totalna histeria
wszystkich zainteresowanych i śródziemnomorski wręcz pokaz rozpaczy …
W moim odczuciu wyszło karykaturalnie i irytująco; i trochę tak,
jakby rodzina chciała zrekompensować swojej świętej jej ‘brak
egoizmu’.

Z różnych wypowiedzi na tym forum odniosłam wrażenie, że
w ‘Sprężynie’ nastąpiło lekkie odbrązowienie Gabrysi i zaczyna być
normalnie. W moim odczuciu stało się coś zupełnie odwrotnego: oto
Gabrieli chwilowo braknie (z ostrzeżeniem, że mogła zginąć!), i
teraz mamy żałować, jak źle ją oceniałyśmy. Większość książki kręci
się wokół reakcji różnych osób na wieść o wypadku, a jeśli ktoś
jeszcze nie był co do Gabrysi przekonany, w obliczu jej prawie-
śmierci dokonuje re-ewaluacji i nawrócenia. Jako fabuła mnie to
interesuje średnio, bo – jak pisałam – moje zainteresowanie umarło,
ale myślę, że to zabieg nie tylko wewnątrzksiążkowy, ale i obliczony
na nas, czytelników. Narzekałyśmy na Gabrysię, to proszę – będę
udawała, że nie żyje, wtedy pożałujecie i będziecie krzyczeć, że
trzeba ją przywrócić – a tu ups, żartowałam, Gabrysia żyje, tylko
lekko jest połamana.

A Laura mówiąca ‘nie wytrzymuję tego, że jestem taka zła, a ty …taka
dobra. I wszystko robisz tak, jak trzeba (…). I zawsze miałam do
Ciebie żal – o ojca. Myślałam, że on z tobą nie wytrzymał właśnie
dlatego, że jesteś taka … doskonała. (…) Wszystko inaczej. To nie on
jest ofiarą. To ty dużo przecierpiałaś. A nikomu tym nie zawracałaś
głowy. Jesteś dzielna. I zawsze się uśmiechasz’ powoduje u mnie
wręcz rzyg. Dzielna! Zawsze się uśmiecha! Córeczka Aurelii nazywa
się Gabriela na jej cześć! (tu powinna być ikonka croyance
wymiotującej).
Obserwuj wątek
    • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 02.01.09, 21:37
      4. Złota nić. Yhyhy. Może jestem już zbyt cyniczna, ale to latanie
      Laury za facetem, z którym nie zamieniła słowa, z przekonaniem o
      tym, że ‘stoi w obliczu zakochania się na wieki’ … no, nie chcę być
      zabójczynią romantyzmu, ale też mnie to jakoś nie bierze. Formuła
      się już dla mnie wyczerpała. Postaram się wytłumaczyć to, ale nie
      wiem, czy uda mi się wyjaśnić to tak, jakbym sobie życzyła.

      Miałam kiedyś kontakt z nieformalną grupą religijną, działającą w
      ramach Kościoła Katolickiego. Sedno jej stanowiła dziewięcioosobowa
      rodzina z charyzmatyczną matką-założycielką wspólnoty na czele.
      Reszta to byli satelici z gitarami i różne zbłąkane dusze szukające
      sensu życia. Na początku było fajnie: dużo dyskusji, niesamowita
      kreatywność - ekstrawagancja wręcz! - indywidualizm, erudycja,
      wspaniałe wspólne wakacje, nieortodoksyjne myślenie, zachęcanie do
      twórczości. Potem zaczęło się coś zmieniać, radykalizować, aż
      któregoś razu dziewczynom zabroniono nosić spodni i rozpuszczonych
      włosów, a mnie oberwało się za czerwony T-shirt. To był początek,
      potem było już tylko gorzej: grupa stała się elitarną karykaturą
      samej siebie, pretendującą do zrzeszania ‘inteligencji katolickiej’
      (chociaż wcześniej wszyscy byli mile widziani) i głoszącej, że ‘czas
      skończyć z mitem, że wszyscy ludzie są tyle samo warci’. Zaczęły się
      różne snobizmy, rekolekcje z księdzem profesorem, stopniowanie
      członków wg ‘poziomu rozwoju duchowego’, oraz różne wersje ‘jakie to
      dziecko ma koleżanki!’ w wykonaniu matki założycielki (która zaczęła
      od adoptowania kilkorga biednych dzieci, a skończyła na separowaniu
      dzieci od wpływów zepsutego mołochu i klasy pracującej wysyłając je
      do najbardziej wymyślnych szkół muzycznych, prywatnych etc.).

      To, co wyrosło z lekkiego, mądrego, twórczego projektu – okazało się
      krowiastym, matronowatym tworem prychającym z pogardą na ‘prostych
      ludzi’, którzy nie potrafią tak inteligentnie dyskutować o meandrach
      teologicznych (i których poziom duchowy z pewnością nie dorównuje
      członkom grupy). Jednocześnie, jak w sekcie, stworzyła się
      wewnętrzna nomenklatura niemożliwa do zrozumienia ludziom z
      zewnątrz, izolacja, my versus oni, plus jakieś kompletnie dla nikogo
      nieśmieszne kontekstowe poczucie humoru. Przypomina mi to
      książeczkę, która przeglądałam ostatnio u znajomej: żarty ojca Leona
      Knabita. I jeden przykładowy: pół strony wyjaśniania, o co chodziło,
      tylko po to, żeby na końcu czytelnik zrozumiał, jak śmieszne było
      powiedzenie ‘ojcze Knabicie, można cię poznać po habicie’ (czy coś w
      tym stylu). Ha ha ha.

      Z tą grupą i tym procesem kojarzy mi się, niestety, Jeżycjada. Tu
      też zaczęło się wesoło, a potem skostniało. Złota nić Laury to taki,
      według mnie, mentalny odpowiednik wspólnotowego zachowania
      wywrotowego i szaleństwa w stylu ‘zamieńmy się piżamami i nie umyjmy
      dzisiaj zębów!’. No WOW! To Musierowicz poszalała pisząc o
      namiętności!

      Widzę tę skostniałą, ponurą propagandę w całej książce; ten świetnie
      znany mi nastrój i atmosferę. Patrycja, która nie przejmuje się
      rosnącymi rozmiarami i piekąca następny tort czekoladowy też
      przyprawia mnie o mdłości. Osobiście, świetnie rozumiem i pochwalam
      taką pochwałę zbytniego nieprzejmowania się i gdyby Patrycja
      powiedziała to sama z siebie, to by mi się podobało. Ale jako opis
      odautorski budzi to we mnie sprzeciw i trąci takim właśnie
      radykalizmem w myśleniu; jakby Patrycji, żonie i matce, nie wypadało
      już zajmować się triviami. Co do ulewającego Ziutka, brak mi wprost
      słów z obrzydzenia; tak samo zgrzyta mi Laura śliniąca się do
      kiełbaski.

      Dla równowagi: świetny jest pan Gruszka, uwaga Łusi o tym, że Laura
      leży w łóżku całkowicie rozebrana, część wątku o poloniście, sonet,
      pocieszania Łusi przez Patrycję i wzmianka o teorii chaosu, a także
      połowa przemówienia Bernarda. Niestety, wymowa całej książki wynika
      z pewnej ideologii, z którą się mijam.

      To nie jest zła książka, ale do mnie to już wszystko kompletnie nie
      trafia, i zdecydowanie na tym zakończę swoją przygodę z Małgorzatą
      Musierowicz.
      • grimma Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 02.01.09, 21:50
        mysle ze masz sporo racji.
        aczkolwiek mam wrazenie ze gdybys czytala ksiazke bez uprzedniego zapoznawania
        sie ze spojlerami Twoj odbior moglby byc nieco inny. tzn ja ze spojlerow znalam
        akcje i to jakos odebralo mi czesc radosci czytania.
        i chyba rzeczywiscie wyroslam z kregu odbiorcow.
        mnie irytuja takie zlepki slowne jak:
        -dziarska mina
        -krzepiacy usmiech
        -wymycie do czysta (kubkow, kuchni, siebie)
        • sally.bowles Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 02.01.09, 22:04
          Croyance ujęłaś obszernie właściwie wszystkie moje wątpliwości
          odnośnie "Sprężyny". Nie czytałam spojlerów, książkę nabyłam
          14.lisopada rano i po spędzeniu przedpołudnia na łakomym
          czytelnictwie poczułam się dziwnie. Pomyslałam ,że chyba już
          wyrosłam, może się zestarzałam, że najwyrażniej spooczekiwałam zbyt
          wiele, że książka jest niezła, ale to jednak nie to, że jak MM po
          raz stopięćdziesiątyósmy używa zwrotu "nie oparł się pokusie
          zacytowania", to czuję się zażenowana.
          Mogę więcej powiedzieć o wątku z Gaba, bo tu po prostu poczułam się
          oszukana. Będąc nałogową i dośwaidczoną czytelniczką, okazałam się
          jednak naiwna. Po rozmowie Gaby z Łusią i jej własnych gabowych
          przemysleniach o egoizmie i robieniu czegoś nie tylko dla innych, ja
          naprawdę myślałam, że Gaba odjedzie w dal nie informując rodziny.
          Pomyslała sobie, co mi tam, raz się żyje i że zadzwoni do Grzesia z
          Gdańska albo z Krakowa...A tu kolejne studium męczeństwa, wręcz
          apogeum matkopolstwa. Jak wspomniałam, jestem naiwna i przepełaniona
          wciąż jeszcze wiarą w ludzi, choćby to byli tylko bohaterowie
          literaccy albo ich twórcy.
          Nie przeczytałam S po raz kolejny i nie czekam na kolejną część.
          • jeriomina Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 02.01.09, 22:17
            Ja mam podobne odczucia ale moją słabością jest to, że lubię wiedzieć co dalej
            więc pewnie będę kupować kolejne części...z nadzieją na lepsze...
            • sally.bowles Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 02.01.09, 22:32
              jeriomina napisała:

              > Ja mam podobne odczucia ale moją słabością jest to, że lubię
              wiedzieć co dalej
              > więc pewnie będę kupować kolejne części...z nadzieją na lepsze...

              Właśnie myslę, że może się złamię i przeczytam kolejną część, w
              której ciekawi mnie właściwie jedno- czy Laura zmieni się
              diametralnie pod wpływem zwuiązku z Naszpanem. Bo jeśli tak, jeśli
              autorka przedstawi sprawe w ten sposób, ze to odwzajemniona miłość
              (załózmy optymistycznie, że będzie to miłość, a nie tylko zakochanie)
              odmieni Tygrysa całkowicie, to jest to dla mnie niewiarygodne. Laura
              cierpi i męczy się sama ze soba także dlatego, że czegoś w
              dzieciństwie od rodziny nie dostała, choć upominała się jak mogła,
              jej sygnały były błednie odczytywane. Takie osoby, (a wiem co mówię,
              bo sama się do nich zaliczam:) oczekują w dorosłym życiu
              rekompensaty w postaci uczuć i emocji otrzymywanych od ukochanych.
              To błąd i straszna pułapka. Nikt nie jest w stanie dać nam tego,
              czego nie dali rodzice, nikt prócz nas samych, po ciężkiej pracy
              uswiadamiania sobie, czego nam brak i co nas boli.
              • jeriomina Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 02.01.09, 23:51
                To prawda, że niedosyty z dzieciństwa są niemożliwe do nadrobienia w dorosłym
                życiu:(
              • niq_miejski Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 02.01.09, 23:57
                Cytatsally.bowles napisała:
                >
                > Właśnie myslę, że może się złamię i przeczytam kolejną część, w
                > której ciekawi mnie właściwie jedno- czy Laura zmieni się
                > diametralnie pod wpływem zwuiązku z Naszpanem.


                a ja chyba poprzestanę na czytaniu postów na forum :-)
              • ginestra Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 00:19
                Laura
                > cierpi i męczy się sama ze soba także dlatego, że czegoś w
                > dzieciństwie od rodziny nie dostała, choć upominała się jak mogła,
                > jej sygnały były błednie odczytywane. Takie osoby, (a wiem co mówię,
                > bo sama się do nich zaliczam:) oczekują w dorosłym życiu
                > rekompensaty w postaci uczuć i emocji otrzymywanych od ukochanych.
                > To błąd i straszna pułapka. Nikt nie jest w stanie dać nam tego,
                > czego nie dali rodzice, nikt prócz nas samych, po ciężkiej pracy
                > uswiadamiania sobie, czego nam brak i co nas boli.

                Sally.bowles! Zgadzam się z tymi słowami. I ja także mam jakąś potrzebę wszędzie
                ostrzegania przed tą pułapką. Gdy się wie (lub przeczuwa), że nasza historia
                była trudna, że mamy jakieś deficyty itp. to nie ma tak naprawdę innej drogi,
                jak tylko ta ciężka praca, o której piszesz, ten wgląd, opłakanie, zaopiekowanie
                się sobą itp. i jest wielkie zagrożenie, że bez tej pracy nasze związki będą
                trudne lub będą się rozpadały, bo nasza podświadomość być może będzie chciała
                dostać od drugiej osoby to, czego ona dać nam nie jest w stanie, bo to, co może
                dać, to nie zapełni tej konkretnej pustki, tylko musimy ją zapełnić i uleczyć
                sami, zupełnie inaczej. I wtedy dopiero możemy od kogoś przyjąć to, co on nam
                może dać.

                I właśnie dlatego u Laury byłoby niewiarygodne gdyby Adam jej niby dał to
                wszystko, czego jej brakuje. Jednakże Laura mówi coś o "rozwiązywaniu swoich
                zagadek", więc miejmy nadzieję, że to oznacza, że podejmie niedługo terapię
                psychologiczną, i że jest dla niej też nadzieja.
                • sally.bowles Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 00:31
                  ginestra napisała:
                  Jednakże Laura mówi coś o "rozwiązywaniu swoich zagadek", więc
                  miejmy nadzieję, że to oznacza, że podejmie niedługo terapię
                  psychologiczną, i że jest dla niej też nadzieja.

                  Bardzo pięknie, Ginestro, rozwinęłaś moją myśl:) A jeśli MM wyśle
                  Laurę na terapię, to prawie tak, jakby wysłała Żabę kupić prawidłowo
                  dobrany stanik:)
                  Nie bardzo wierzę, że takie rozwiązanie jest możliwe. W końcu w
                  Jeżycjadzie wszystkie problemy dziewczyny/kobiety rozwiązuje rodzina
                  przy wsparciu ślubnego małżonka. W Polsce psychoterapia niestety
                  wciąż jeszcze nie jest uważana za coś dobrego i pomocnego. Uważa się
                  ją raczej za smutny los ludzi, którzy sięgneli psychicznego dna lub
                  nie mają wsparcia w postaci rodziny i przyjaciół.
                  • nighthrill Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 09:22
                    Niestety podejrzewam, że w "McDusi", której akcja pewnie toczyć się będzie w
                    2008 czy 2009 zobaczymy Laurę-mężatkę, ewentualnie mężatkę-w-ciąży. Będzie mieć
                    już przecież 24 lata, bójcie się boga!:)
                  • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 12:52
                    Laura mysli o sobie, ze jest zla (jak powiedziala do pana Gruszki) -
                    rodzina mysli o niej podobnie (Gabrysi rozwazania o nietakcie, gdy
                    Laura chciala pobyc sama) - jesli wiec, zgodnie z logika ksiazek,
                    Laura ma 'wyzdrowiec' psychologicznie i duchowo, musi odbyc sie to w
                    sposob powrocenia na lozo rodziny i przyjeciu ich systemu wartosci.
                    Nie ma tu, niestety, innej mozliwosci.
          • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 12:48
            Ciesze sie, ze nie tylko mam takie wrazenia. Dlugo sie zastanawialam
            przed napisaniem tych postow, bo jakkolwiek swietnie umialam
            rozpoznac ogarniajace mnie uczucie, nie bylam juz tak pewna, czy
            bede potrafila odpowiednio je ubrac w slowa.

            Co do Gabrieli jeszcze, zostala juz IMHO oficjalnie kanonizowana:

            'A ma Pani matke? - zapytal nagle.
            - Tak, mam.
            - I jaka ona jest?
            - Najlepsza - odrzekla Laura momentalnie.'

            Co wiecej, z loza bolesci Gabrysia wyglasza swoje slynne 'ja to
            przeciez wiem', niezaleznie od tego, czego to skruszeni czlonkowie
            rodziny jej nie wyznaja. Juz przed wypadkiem zreszta wykazuje sie
            cechami nadprzyrodzonymi;

            '- Zostane sprezyna - przerwala cisze [Lusia].
            Madra ciocia wcale sie nie zdziwila. Spojrzala na Lusie uwaznie
            (...).
            - Sprezyna wydarzen? - zrozumiala natychmiast.'

            Szczerze mowiac, nie wiem, jak Autorka zamierza dalej prowadzic te
            postac, po tym, jak zalozyla jej na glowe korone. Teraz to juz chyba
            naprawde bedzie musiala ja zabic (ale gdzie tam ..)
          • senseeko Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 21:49
            sally.bowles napisała:


            > Mogę więcej powiedzieć o wątku z Gaba, bo tu po prostu poczułam się
            > oszukana. Będąc nałogową i dośwaidczoną czytelniczką, okazałam się
            > jednak naiwna. Po rozmowie Gaby z Łusią i jej własnych gabowych
            > przemysleniach o egoizmie i robieniu czegoś nie tylko dla innych, ja
            > naprawdę myślałam, że Gaba odjedzie w dal nie informując rodziny.
            > Pomyslała sobie, co mi tam, raz się żyje i że zadzwoni do Grzesia z
            > Gdańska albo z Krakowa...A tu kolejne studium męczeństwa, wręcz
            > apogeum matkopolstwa.

            A nie wydaje Ci się,ze jest to przekaz "Gaba jednak nie zdobyła się na
            wyzwolenie z kręgu kompulsywnych zachowań i zobaczcie jak to się dla niej
            skończyło"?
            Mało to razy czytałaś o bohaterach literackich, którzy robili głupie rzeczy,
            dobrowolnie niszczyli sobie zycie i czytelnik już już miał nadzieję, że wreszcie
            zrobią coś mądrego a tymczasem bum - wchodzili w starą wydeptaną koleinę.
            To dlaczego Gaba nie może? Dlaczego akurat Gaba ma się zachować inaczej niż
            przeciętny bohater literacki? Dlatego, ze tamci robili rzeczy powszechnie
            uważane za złe np upijali się, puszczali, cpali zdradzali itp a Gaba robi rzeczy
            powszechnie uważane za dobre?
            Przecież mechanizm jest ten sam!
            ---
            Poszukuję sygnaturki
            • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 23:09
              > To dlaczego Gaba nie może? Dlaczego akurat Gaba ma się zachować inaczej niż
              > przeciętny bohater literacki?

              Dlatego, że zachowanie Gaby i cały jej wypadek nie są przedstawione jako porażka
              czy nieumiejętność wyzwolenia się ze świętojęczylskiego schematu
              dzielna-dzielna-dzielna-altruistyczna.

              Wręcz przeciwnie.

              Czytelnik pragnący zobaczyć Gabrielę uciekającą od powyższego schematu zyskuje
              awatata w postaci przemądrzałej, ale niemądrej małej dziewczynki, która z
              dziecięcej głupoty próbuje namówić ciocię do zerwania z altruizmem
              • mama_kotula Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 23:31
                Cytat
                Czytelnik pragnący zobaczyć Gabrielę uciekającą od powyższego schematu zyskuje awatata w postaci przemądrzałej, ale niemądrej małej dziewczynki, która z dziecięcej głupoty próbuje namówić ciocię do zerwania z altruizmem
                • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 04:23
                  W ogóle to "awatara" miało być. Jakaś ze mnie dziś Eos Pijanopalca. Klawiatura
                  mnie nie lubi... :/
                  • alitzja Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 13:04
                    Z wielkim zainteresowaniem czytam ten wątek i chyba najbliżej mi do postawy Ginestry - gdzieś tam dostrzegam, że coś nie gra, ale zanurzam się po uszy w książce i mi to umyka. A czytanie forum otwiera mi oczy:-) Dzięki!
                    Tak sobie pomyślałam - nie wiem, czy do końca na temat - że w wielu książkach, które czytam, autor na końcu składa podziękowania całej liście przeróżnych osób, które mu pomogły w pisaniu. To dość irytujące z czytelniczego punktu widzenia (przynajmniej mojego), ale z drugiej stronu, może gdyby pani MM też zasięgnęła opinii kilku osób, uniknęłaby różnych wpadek? Tak naprawdę to jest tylko taka luźna myśl, bo trudno mi skonkretyzować, kogo i o co mogłaby pytać (lekarzy - ile zarabiają? nauczycieli - jak się zachowują dzieci na akademiach? sama nie wiem), ale wydaje mi się to dość cenne. Mam znajomego pisarza, który kiedyś potrzebował porady na temat tego, jak wygląda koniec roku z punktu widzenia nauczyciela (terminy, problemy etc.) - na co mu dość wyczerpująco odpowiedziałam. A było mu to potrzebne do wprowadzenia jednej postaci i jednego, zajmującego około strony dialogu pozwalającego na lepsze jej poznanie. To mi się podoba, bo zarówno jako czytelniczka jak i nauczycielka nie kwestionowałam potem sensu i prawdopodobieństwa takiej książkowej rozmowy. A w ostatnich tekstach pani MM (choć "S" trochę ratuje sytuację, zwłaszcza w porównaniu z gniotem straszliwym, jakim była "CzP") niestety rzeczywiście czasem wygląda to tak, jakby pisała to, co ślina na język, a palce na klawiaturę przyniosą - nic nie wnoszące do akcji epizodziki i dygresje, nieistotne dialożki, gdy prawdziwych dialogów brak. Trochę szkoda.
                    • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 14:47
                      Sluszna uwaga.

                      Zagladam do ksiazki 'Bridget Jones - The Edge of Reason' (mam
                      wrazenie, ze nie bylaby to pozycja pochwalana przez MM) - i co widze?

                      acknowledgements: znajomi, rodzina, inspiracje, wydawca etc.

                      a pod spodem (uwaga!)

                      RESEARCH by SARA JONES

                      Przy estymie, jaka cieszy sie MM, na pewno udaloby sie jej przekonac
                      wydawnictwo do zatrudnienia takiej osoby - a moze nawet ktoras fanka
                      zgodzilaby sie pomoc za darmo.
                      • verdana Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 15:18
                        Zresztą to nie jest trudne. Moja matka nieustannie wydzwania a to na
                        policję, a to do Domów Dziecka, czy tez do slusarza - i jak się
                        dowiadują, że to o informacje do ksiązki, chętnie, wrecz
                        entuzjastycznie, udzielaja wyczerpujących informacji. A myslę, ze
                        dla MM robili by to gnąc się w uklonach.
        • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 12:39
          Widze, ze dyskusja sie rozwija :-) Bardzo sie ciesze i juz
          odpowiadam (chociaz dzisiaj nie mam polskiej czcionki).

          Co do wplywu forum na moj odbior ksiazki - oczywiscie, ze byl
          kolosalny. W ogole dyskusje tu prowadzone bardzo zmienily moje
          podejscie do niektorych spraw, zwrocily uwage na wiele rzeczy,
          ktorych sama nie zauwazylam - albo pomogly uswiadomic to, co gdzies
          mi tam dzwonilo, ale nie umialam tego odpowiednio nazwac.

          Czytajac rozne watki zadalam sobie tez sprawe z tego, jak wiele jest
          osob potrafiacych wspaniale i dowcipnie pisac, jak mnostwo jest
          forumowiczy i forumowiczek, ktorzy z latwoscia napisaliby ksiazki
          lepsze od tych jezycjadowych! Rozwoj internetu - poza wysypem roznej
          masci idiotow - ma tez to do siebie, ze wszyscy ci piszacy do
          szuflady ludzie maja szanse zablysnac na forum publicznym, ku
          rozrywce i pozytkowi czytelnikow. I okazuje sie, ze MM wiosny nie
          czyni, bo niejedna forumowiczka jest o wiele bardziej utalentowana i
          przygotowana warsztatowo.
      • libusze Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 02.01.09, 23:17
        Droga Croyance, wypowiem się zwięźle. Do tej pory byłam głownie czytelniczką
        tego forum (i kilku innych), ale po przeczytaniu Twojego postu i mając w pamięci
        różne inne wypowiedzi Twojego autorstwa - muszę to napisać, albo się uduszę -
        wyjątkowo często piszesz dokładnie to, co w mojej głowie dopiero niechlujnie się
        formułuje, w dodatku na bazie w miarę podobnych doświadczeń. Pozdrawiam bardzo
        serdecznie.
        • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 12:54
          Libusze, dziekuje Ci bardzo za milego posta. Bardzo mi przyjemnie! :-
          )Mam nadzieje, ze bedziesz tu pisala :-)
      • niq_miejski Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 02.01.09, 23:54
        croyance, dzięki za świetny post, trafiłaś wiele razy w nienazwane jeszcze
        przeze mnie sedno. Do tej pory zajmowałam się cieszeniem się, że ten odcinek
        jest lepszy niż poprzednie "nowe" jeżycjady, ale czułam cały czas jakiś taki
        niepokój - Ty wyraziłaś świetnie także moje rozczarowanie.
        • sally.bowles Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 00:07
          Ja odczułam jeszcze pewien niesmak w związku z rozwiązaniami
          fabuły "na zamówienie". Ktos juz wspominał w wątku spojlerowym, że
          MM z pewnością czyta to forum, to by tłumaczyło, czemu tak wiele
          pomysłów forumowych znalazło się w Sprężynie. Czemu Róza i Fryc nie
          wyjadą do UK?- prosze bardzo, są w Oksfordzie; za mało sexu- macie
          owoc zapomnienia na egzotycznej plaży; nie ma Pulpy i Florka- ależ
          ile chcieć, tylko zmienionych w jakieś prostackie karykatury, itd.
          Nie podobało mi się to. Miło, kiedy autor ma na względzie uwagi
          czytelników, ale czytalnicy oczekują jednak jakiegoś zaskoczenia,
          żeby nie użyć paskudnego słowa- kreatywności.
          • ginestra Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 01:17
            Chciałabym dorzucić parę słów na temat analizy przedstawionej przez Croyance -
            otóż czytając także i ja zgodziłam się z tymi spostrzeżeniami. Są bardzo ciekawe
            i wiele w nich racji.

            Jednocześnie doświadczam czegoś takiego, że mimo zgadzania się z Croyance,
            potrafię też zachować ten swój ciepły odbiór Sprężyny, jaki miałam na początku.
            Nie wiem dlaczego - może czytam te książki, mimo wszystko, z pewnym dystansem?
            Na zasadzie: "wiem o tych wszystkich sprawach, ale mi to nie przeszkadza"? Na
            przykład ten "nimb świętości" wokół Gaby owszem, nie podoba mi się i nawet na
            jakimś poziomie drażni, ale autentycznie wzrusza mnie w Sprężynie całe
            zachowanie Laury po przyjeździe do szpitala, jej płacz przy łóżku matki,
            wyznania, potem osunięcie się na schody i płacz na ramieniu brata. Czytając mogę
            doświadczać tych uczuć razem z bohaterami, scena wydaje mi się bardzo realna,
            mogę też myśleć o swojej relacji z mamą, o swojej relacji z córkami, o życiu i
            mam wrażenie, że dobrze, że o tym czytam, że na tym coś korzystam.

            Podobnie ze złotą nicią - jest to może taki kiczowaty zabieg i nie nowy w
            Jeżycjadzie (bo podobne sformułowanie padło w Pulpecji: Patrycja też czuła jak
            wraz z oddalającym się Baltoną ciągnie i napręża się jakaś nić między nimi - to
            było po tym niedoszłym pocałunku na śniegu), jednakże nie przeszkadza mi to w
            przeżywaniu autentycznych uniesień. Nie wiem jak to nazwać, ja wiedziałam, i
            widać to na kilometr, że ten wątek jest bardzo harlequinowy i to porozumienie
            dusz i ten cały rozwój romansu są takie bardzo umowne i raczej tylko możliwe w
            wewnętrznym świecie tych powieści (jak w tym "sekciarskim" klimacie wskazanym
            przez Croyance), jednakże i tak uległam swojej wyobraźni i naprawdę czułam się
            Laurą stojącą na stopniach autobusu, gdy mężczyzna, do którego wyrywa mi się
            serce, całuje moje włosy i było to bardzo piękne. :) Aż zapragnęłam zapuścić
            włosy (jakby to coś gwarantowało samo w sobie, hehe). No, ale miło pomarzyć. ;-))

            I znów, nie mogę powiedzieć, że ten fakt, że tak się dałam wciągnąć we te
            wszystkie przeżycia to zasługa jakiegoś niezwykłego kunsztu literackiego
            Autorki, bo nie jest przecież aż tak, ale niewątpliwie jest coś, co sprawia, że
            te zalety (jak dla mnie) przesłaniają wady, tzn. widzi się i jedno i drugie, ale
            te wady nie są wielkim problemem.

            Tak więc ja nie mam takiego poczucia, że po Sprężynie rozczarowałam się, że
            wyrosłam, że nie będę czytać dalszych części. Nie, nie jest aż tak, bo po prostu
            jest we mnie zgoda na tę umowność.

            Jeśli chodzi o rozczarowanie, a raczej przewartościowanie, to ja przyznam się
            szczerze, że przeżyłam taki moment tej jesieni, kiedy była na forum dyskusja na
            temat rozmowy Frycka, Ignacego i Mili o pułapce biologicznej, w którą to
            dyskusję się zaangażowałam. Myślę, że miałam do tego momentu wiarę, że, mimo
            "wpadek", które każdemu autorowi mogą się oczywiście zdarzyć, jednak każde słowo
            wypowiedziane w książce, na przykład w dialogach między postaciami, jest
            przemyślane przez Autorkę, czemuś służy, ma sens w danym dialogu i w całym
            obrazie zdarzeń. I okazało się, że jednak nie. Widać było wyraźnie, że podmiot
            mówiący (Ignacy) używał specyficznych sformułowań, specyficznie dobranych
            cytatów i tam było wyraźnie zasugerowanie, że myśli o aborcji (i ustaliliśmy to
            na forum, że albo on ma na myśli aborcję albo, jeśli nie, to nie ma możliwości
            dopasowania z dialogu o czym on w ogóle mówi). Potem Ananke napisała do pani MM,
            która odpowiedziała jej, że aluzji do aborcji nie było, a następnie napisała na
            swojej stronie internetowej taką jakby uwagę, że czytelnicy myślą, że ona
            zawiera tu i ówdzie aluzje, a tymczasem pisze zawsze wprost i bez aluzji, bo już
            nie musi, a w PRL musiała. I to we mnie zniweczyło całkowicie tę ufność
            czytelniczą w to, że każde słowo w tych powieściach jest przemyślane, ma sens
            itp. Zobaczyłam, że, wobec powyższego, słowa Ignacego w tym dialogu nie miały
            ŻADNEGO sensu. Że były takim "na plaster" doczepionym pouczeniem samej Autorki
            skierowanym do czytelników na temat ochrony życia - tak jakby w jakimś momencie
            Ignacy, jak jakieś przypadkowe medium opętane przez obcego ducha, wygłosił w tej
            kuchni wplecione we własną wypowiedź nie-swoje słowa! To odkrycie, że nie można
            pani MM ufać, tak jak ufam innym autorom, zbiło mnie z tropu i po tym mogę
            powiedzieć, że już nic nie jest i nie będzie jak dawniej (z moim odbiorem
            Jeżycjady).

            Jednakże Sprężynę przeczytałam z przyjemnością, jako pewne odprężenie,
            odskocznię od własnych spraw, a także jako miłe źródło wiedzy o sobie: o tym na
            przykład, że coś we mnie nadal marzy o zakochaniu, o miłości itp., że to nadal
            we mnie żyje. I inne ciekawe refleksje powstały mi w głowie. A także zaspokoiłam
            ciekawość co do losów bohaterów. :)

            A więc, reasumując, zgadzam się z Croyance, ale nie odrzuca mnie to od Jeżycjady
            i zapewne chętnie przeczytam McDusię.
            Pozdrawiam!
            • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 12:58
              Mysle, ze rozumiem Twoje podejscie, Ginestro, bo podobnie odczucia
              mialam przy Zabie: wiele rzeczy mnie denerwowalo, calosc ocenilam
              nienajlepiej, ale mimo wszystko ksiazka - emocjonalnie rzecz biorac -
              podobala mi sie i czytalam ja z przyjemnoscia.

              Ciekawe jest to, co piszesz o rozczarowaniu Autorka i kwestii
              aborcji. Pamietam te dyskusje, ale nie wiedzialam, ze ktos sie z MM
              skontaktowal i wprost o to zapytal.
            • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 14:31
              ginestra napisała:
              >Potem Ananke napisała do pani MM,
              > która odpowiedziała jej, że aluzji do aborcji nie było, a następnie napisała na
              > swojej stronie internetowej taką jakby uwagę, że czytelnicy myślą, że ona
              > zawiera tu i ówdzie aluzje, a tymczasem pisze zawsze wprost i bez aluzji, bo ju
              > ż
              > nie musi, a w PRL musiała. I to we mnie zniweczyło całkowicie tę ufność
              > czytelniczą w to, że każde słowo w tych powieściach jest przemyślane, ma sens
              > itp. Zobaczyłam, że, wobec powyższego, słowa Ignacego w tym dialogu nie miały
              > ŻADNEGO sensu. Że były takim "na plaster" doczepionym pouczeniem samej Autorki
              > skierowanym do czytelników na temat ochrony życia - tak jakby w jakimś momencie
              > Ignacy, jak jakieś przypadkowe medium opętane przez obcego ducha, wygłosił w te
              > j
              > kuchni wplecione we własną wypowiedź nie-swoje słowa! To odkrycie, że nie można
              > pani MM ufać, tak jak ufam innym autorom, zbiło mnie z tropu i po tym mogę
              > powiedzieć, że już nic nie jest i nie będzie jak dawniej (z moim odbiorem
              > Jeżycjady).

              Witaj Ginestro, czesc i czolem! Mam podobne do Ciebie uczucia, tzn. to, ze po
              lekturze takich udanych dziel jak OwR i 6klepka ufalam MM jako autorce i ze
              pisze swiadomie.
              Jednak po lekturze nowej Jezycjady (tak od Noelki) zaczelo mi sie to zaufanie
              kruszyc. Najbardziej przy nieszczesnej postaci Laury oraz po NiN, gdzie padly
              slowa brutalne i zupelnie "niejezyckie" ;)
              Przy Dziecku Piatku i Imieninach juz przyszedl kryzys najwiekszy (zabolaly mnie
              straszliwe dalsze losy Geniusi i Ewy Jedwabinskiej). A juz zwlaszcza po scenie
              ze zmywarka zaczelam przeczuwac, ze pani MM niestety, nie jest pisarka
              zawodowa, tylko (mniej lub bardziej radosna) amatorka.

              Po lekturze stawiam na to, ze MM nie jest typem analitycznym ani realistycznym,
              tylko bardzo emocjonalnym - MM nie analizuje swoich slów po napisaniu, nie
              tworzy ciagu logicznego tylko pisze to, na co akurat ma ochote... a potem
              twierdzi, ze w wyobrazni wszystko sie zmiesci ;)
              • ginestra Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 16:40
                Croyance, Lezbobimbo, dzięki za miłe słowa, pozdrawiam Was serdecznie!
                Bardzo mi się podobają zawsze Wasze posty, bo jest w nich obserwacja i pewien
                dystans do omawianej materii, a ja jestem taki trochę "typ emocjonalny" (jak
                pani MM chyba ;-) ) i dlatego mam wrażenie, że nie wszystko widzę i lubię
                przeczytać jak ktoś mi taką panoramę nakreśli.

                Także inne osoby bardzo fajnie piszą i w ogóle myślę, że te dyskusje są
                strasznie ciekawe! Ten wątek zwłaszcza! Myślę, że naprawdę my na tym forum (z
                racji wieku - bo nawet młode osoby tutaj są blisko, jak myślę, pełnoletności lub
                ją przekroczyły, a raczej nie mają lat 13-tu) mamy już pewne doświadczenia
                życiowe, pewną dojrzałość i przez to nic nie poradzimy na to, że nie dajemy się
                tak łatwo "uwieść" Autorce. Myślę, że nie jesteśmy czytelnikami przesadnie
                wymagającymi czy krytycznymi, tylko samo życie sprawia, że po prostu nie da się
                przyjmować pewnych rzeczy, które brzmią nam nieprawdziwie czy nieprzekonująco,
                tak jakby nie brzmiały.
                Ja myślę, że gdyby pani MM dostrzegła tę naszą "bezradność czytelniczą" (czyli
                to, że nie możemy przyjąć pozytywnie czegoś, choć byśmy nawet CHCIELI), to to by
                wyszło tylko na dobre dalszym powieściom - jakby przypomnienie, że poprzeczka
                jest wyżej, bo samo ŻYCIE ją tam ustawiło, a nie złośliwi czytelnicy. Wciąż
                wierzę w taką refleksję u pani MM i mam nadzieję, że może to będzie widoczne w
                następnych książkach.
                Pozdrawiam!
                • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 17:41
                  ginestra napisała:

                  > Croyance, Lezbobimbo, dzięki za miłe słowa, pozdrawiam Was serdecznie!
                  > Bardzo mi się podobają zawsze Wasze posty, bo jest w nich obserwacja i pewien
                  > dystans do omawianej materii, a ja jestem taki trochę "typ emocjonalny" (jak
                  > pani MM chyba ;-) ) i dlatego mam wrażenie, że nie wszystko widzę i lubię
                  > przeczytać jak ktoś mi taką panoramę nakreśli.

                  Ajjj to ja dziekuje za tyle uznania. Sama tez jestem typem niesamowicie
                  emocjonalnym i wybuchowym. Ale mimo wszystko sklonnym do analizy, tylko juz po
                  wybuchu ;) Kiedy zas pisze, to moge sobie najpierw spokojnie powybuchac i
                  popsioczyc, a potem sie opanowac i wyprodukowac niejaka refleksje. Piszac cos,
                  wciaz sie poprawiam i poprawiam. Nawet tutaj byle post pisuje czasem pól
                  godziny, chociaz moze to nie zawsze widac. Uwazam, ze moje strumienie
                  swiadomosci nie sa doskonale, ani nawet czytelne same z siebie. Cos takiego jak
                  tekst polepszyc zawsze mozna i dlatego dziwie sie bardzo niefrasobliwosci naszej
                  MM, która "lekka raczka" napisze co jej wpadnie do glowy i nic nie zredaguje,
                  nie zanalizuje..

                  > Ja myślę, że gdyby pani MM dostrzegła tę naszą "bezradność czytelniczą" (czyli
                  > to, że nie możemy przyjąć pozytywnie czegoś, choć byśmy nawet CHCIELI), to to b>y
                  > wyszło tylko na dobre dalszym powieściom - jakby przypomnienie, że poprzeczka
                  > jest wyżej, bo samo ŻYCIE ją tam ustawiło, a nie złośliwi czytelnicy.

                  Swiete slowa, Ginestro kochana :-)
                  No i dlaczegóz twierdzisz, ze nie jestes w stanie obserwowac? :)
                  • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 14:50
                    Tzw. 'latwosc pisania' czesto obraca sie przeciwko autorom,
                    niestety. Pisalam tu kiedys na temat warsztatu etc. - to troche tak,
                    jak z nauka jezyka. Ci uzdolnienie lapia wszystko szybko i zaczynaja
                    czuc sie zbyt pewnie - a po jakims czasie przescigani sa przez
                    pracowite mrowki :-)
          • andrzej585858 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 01:25
            Jest takie moze niemodne juz okreslenie - pisanie ku pokrzepieniu serc oraz
            inne - misja - i dla mnie Jezycjada jest wlasnie czyms co spelnia te warunki.
            Niestety ze smutkiem czytalem te wszystkie posty - co nie oznacza ze w
            szczegolach nie ma wiele racji ale dlaczego na mily Bog psychoterapia ma byc
            czyms lepszym niz pomoc rodziny? czepiam sie troche ale o ile moge zgodzic sie z
            wnioskiem iz Jezycjada w pewien sposob zmierza do konca bo jej formula poniekad
            juz sie wypalila to co mozna by powiedziec z tej perspektywy o ksiazkach
            Kraszewskiego? to jest przeciez kilkaset pozycji a przeciez spelnly one w swoim
            czasie okreslona role.
            Podobnie jest tez chyba z Jezycjada - ja zas zawsze bede pamietal slowa Robrojka
            jeszcze wtedy gdy parafrazowal w pewien sposob ewangeliczna przypowiesc o
            wyborze drogi najczesciej wybieramy ta szeroka ale zawsze tesknimy do tej
            trudniejszej i to jest chyba wlasnie "misja" Jezycjady .
            Chociaz jak dochodzi u nas do takiej paranoi ze rzad w pewien sposob namawia
            obywateli do nieplacenia abonamentu na telewizja publiczna bo jest to niezgodne
            z jaimis wyimaginowanymi standardami europejskimi to nic juz mnie nie zdziwi
            lacznie z wyborem pary gejowskiej jako standardu pieknej milosci.
            Zgryzliwy jestem juz o tej porze - ale naprawde wraz z uplywem czasu oraz lat
            wiem jedno - latwo sie niszczy latwo sie rozstaje ale najtrudniej zaprzyjaznia
            sie z samym soba i wlasnymi wadami ale do tego potrzebne sa wlasnie te
            wyimaginowane nieraz wzorce i idealy.
            Swoja droga ciekawe czy Dante napisalby "Boska Komedie" gdyby nie wymyslil
            Beatrycze a przy niej to poczciwa Gabriela jest wrecz siedliskiem wszelkich wad
            tudziez innych przywar.
            Nie zgadzam sie po prostu z tym ze wraz z wiekiem Jezycjada i jej wartosci staja
            sie czyms co odchodzi wraz z idealizmem - moze to nam trudniej pogodzic sie z
            tym ze zycie nie zgadza sie z naszymi idealami i wraz z nieuknionym wzrostem
            sumy roznych zyciowych porazek nie chcemy pamietac o mlodzienczym idealizmie?
            Ale to by oznaczalo ze Woodstocku nie bylo ....
            • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 14:55
              andrzej585858 napisał:
              > Jest takie moze niemodne juz okreslenie - pisanie ku >pokrzepieniu serc oraz
              inne - misja - i dla mnie Jezycjada jest wlasnie czyms co spelnia te warunki.

              Jaka misja? Nie lubimy tych, co nie czytaja lub nie sluchaja tego samego co my?
              I co za pokrzepienie serc znajdujesz w nowej Jezycjadzie? W starych tomach byl
              ochoczy humor, ale w nowych jest glównie lek przed swiatem otaczajacym.

              > dlaczego na mily Bog psychoterapia ma byc
              > czyms lepszym niz pomoc rodziny?

              Bo to wlasnie rodzinka pierwsza doprowadza Cie do takiego stanu, ze terapia jest
              potrzebna ;P
              Psychoterapeuci sa profesjonalistami, ucza sie latami naprawiania emocji,
              relacji i leczenia polamanych duszyczek ludzkich. Trzeba byc niezlym
              szczesciarzem, jesli sie ma w rodzinie chociaz jedna osobe tak terapeutyczna i o
              takiej inteligencji emocjonalnej jak profesjonalisci. W rodzinie to sie
              najczesciej ma osoby usilujace wtloczyc Cie do swych wlasnych wzorców i
              specyficznych wizji swiata, niz uwalniajace od nich.
              A Borejkowie sa po prostu toksyczni - co widac po tym, jak traktuja Laure od
              malego, jak zaniedbuja Ignasia, jak usiluja zaklamac problemy oraz jak malo ze
              soba rozmawiaja (przerzucaja sie tylko haslami i cytatami).

              > najtrudniej zaprzyjaznia
              > sie z samym soba i wlasnymi wadami ale do tego potrzebne sa wlasnie te>
              wyimaginowane nieraz wzorce i idealy.

              Wlasnie na odwrót: jesli ma sie w glowie tylko wyimaginowane wzorce, to sie
              zaczyna samego siebie znielubiac i nawet nienawidzic za to, ze sie do wzorców
              nie dosciga. Jakim sposobem mozna polubic swoje wady, jesli za wzór ma sie ideal
              _bez tych wad_?

              > nie chcemy pamietac o mlodzienczym idealizmie?
              > Ale to by oznaczalo ze Woodstocku nie bylo ....

              Idealy Woodstocka sa nieobecne w Jezycjadzie (zwlaszcza nowej). A my piszemy o
              tym, ze skonczyla sie formula, czyli warsztat autorski wymaga gruntownego
              odswiezenia.
              • jeriomina Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 08.01.09, 11:03
                lezbobimbo napisała:


                > Bo to wlasnie rodzinka pierwsza doprowadza Cie do takiego stanu, ze terapia jes
                > t
                > potrzebna ;P
                > Psychoterapeuci sa profesjonalistami, ucza sie latami naprawiania emocji,
                > relacji i leczenia polamanych duszyczek ludzkich. Trzeba byc niezlym
                > szczesciarzem, jesli sie ma w rodzinie chociaz jedna osobe tak terapeutyczna i
                > o
                > takiej inteligencji emocjonalnej jak profesjonalisci.

                Trzeba być też szczęściarzem, żeby trafić na dobrego psychologa -
                psychoterapeutę. Czy nigdy nie słyszałaś tezy, że na psychologię idą ludzie,
                którzy są w życiu niepoukładani zupełnie, idą, żeby się dowiedzieć dlaczego tak
                jest, a potem usiłują jeszcze pomagać innym? Nigdy nie słyszałaś o psychologach
                którzy mają swoje szufladki, regułki pozatykane w tych szufladkach i swoich
                pacjentów/klientów próbują do tych szufladek ponaginać? Coś o tym wiem, bo z
                kilkoma takimi miałam do czynienia.
                Dla mnie wzorem psychoterapeuty literackiego jest Grzegorz Wroński z książek
                Moniki Szwai - tylko nie wiem, czy taki typ jest w ogóle możliwy...

                To prawda, że rodzina potrafi wykończyć człowieka ale nie zawsze psycholog jest
                w stanie tu coś poradzić, a nieraz załamany człowiek nie ma tyle siły i
                determinacji (oraz pieniędzy) żeby szukać terapeuty do upadłego...
                • avvg Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 08.01.09, 11:34
                  > Trzeba być też szczęściarzem, żeby trafić na dobrego psychologa -
                  > psychoterapeutę. Czy nigdy nie słyszałaś tezy, że na psychologię
                  idą ludzie,
                  > którzy są w życiu niepoukładani zupełnie, idą, żeby się dowiedzieć
                  dlaczego tak
                  > jest, a potem usiłują jeszcze pomagać innym? Nigdy nie słyszałaś o
                  psychologach
                  > którzy mają swoje szufladki, regułki pozatykane w tych szufladkach
                  i swoich
                  > pacjentów/klientów próbują do tych szufladek ponaginać? Coś o tym
                  wiem, bo z
                  > kilkoma takimi miałam do czynienia.

                  Noo, musiałaś mieć pecha albo musiało być to jakiś czas temu, teraz,
                  o ile mi dobrze wiadomo, Polskie Towarzystwo Psychologiczne
                  postanowiło się sprawie przyjrzeć i już nie dopuszczać do tego
                  odpowiedzialnego zawodu panienek, które trafiły na psychologię, żeby
                  "lepiej poznać siebie". Trzeba jeno żądać od psychoterapeuty
                  okazania odpowiednich dokumentów wydawanych przez PTP, albo udać się
                  do psychoterapeuty działającego w jakiejś placówce cieszącego się
                  uznaniem PTP.
                  • jeriomina Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 08.01.09, 13:36
                    Niestety, ale ja miałam do czynienia z mężczyznami, nie z panienkami:)
      • baba67 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 11.01.09, 21:37
        Jestem byc moze niewyksztalcona, naiwna i sekciarska, ale uwielbiam kontekstowe
        poczucie humoru (oczywiscie procz bardziej uniwersalnych)-najbardziej lubie
        aluzyjki rzucane w szeroko pojetej rodzine.Jest kilka haselek kluczy
        wywolujace nieodmiennie rozbawienie. Jest natomiast meczace i irytujace kiedy
        nam ktos taki humor usiluje sprzedac.
        Bardzo interesujace sie Twoje wywody i rudno sie z niektorymi tezami nie
        zgodzic, ale jestem zadowolona ze nie posiadam takiego zmyslu krytycznego jak
        Ty. Wydaje mi sie ze wiecej szczescia potrafie znalezc w literaturzetakiej i innej.
    • dakota77 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 07:19
      Ciekawe spostrzezenia, i bardzo sluszne:-). Mnie najbardziej z
      poruszonych zagadnien razi Laura jako juz wybitna wrecz spiewaczka.
      Owszem, laura chodzila wczesniej na ognisko muzyczne, ale to chyba
      za malo? O zadnej szkole muzycznej nie bylo mowy, jak juz kiedys
      pisalam dziewczyna w domu nie ma chocby pianina, cwiczy tylko na
      konkurs, ale juz wiadomo, ze zrobi wieksza kariere od Marii Callas.
      Brr.
      • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 13:02
        ' ... otworzyla usta i zaspiewala glosem tak cudnym, ze wszyscy
        zamarli (...) Cala sala gimnastyczna gapila sie na solistke i
        wszyscy, nawet najwieksze lobuziaki, mieli takie miny, jakby
        zobaczyli jakos cud'

        Taaa ... a potem Izrael zaprzestal walk z Palestyna, Amerykanie
        wycofali sie z Iraku, lew polozyl sie na trawie z owieczkami, a nad
        wszystkim rozpostarla sie zlota tecza.
        • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 14:40
          ;PPPPP Czyzby Laura mimo jednoczesnej niecheci autorki do tej postaci stawala
          sie tzw. Mary Jane?

          Ach i pierwszy off-top - wyobrazilam sobie zlota tecze, skladajaca sie z 7
          odcieni zlota - biale, czerwone itd :)
          • mama_kotula Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 17:25
            lezbobimbo napisała:"

            > ;PPPPP Czyzby Laura mimo jednoczesnej niecheci autorki do tej postaci stawala
            > sie tzw. Mary Jane?


            A nie przypadkiem Mary Sue?
            Czy obie Marynie są stosowane zamiennie jako nazwa zjawiska? ;)

            Opowiadania, gdzie cała sala ludzi w wieku lat 8-15 zamierała w zwiazku z wejściem / ze śpiewem / z promienną deklamacją itp. głównej bohaterki to ja, wybaczcie, pisywałam w wieku lat około 12-13. I tak, to jest insynuacja bez insynuacji :>

            Podstawowicze/gimnazjaliści są mniej więcej tak zainteresowani śpiewami i recytacjami na akademiach szkolnych jak ja jestem zainteresowana debatą o progach podatkowych w Abu Dhabi.
            • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 17:51
              mama_kotula napisała:
              > A nie przypadkiem Mary Sue?
              > Czy obie Marynie są stosowane zamiennie jako nazwa zjawiska? ;)

              Ach wybaczcie, piernicznelam, ale wiedzialam, ze jakas Marynia na pewno :)
              W kazdym razie Bominki na Marynie cierpia: jak juz mamunia dramaturg, to nowy
              Mrozek; jak juz laska spiewa, to nowa Callas; jak dziecie rysuje, to idealnie
              okragle okregi; jak nastolatka, to uroda pieciogwiazdkowa; jak ktos gotuje to
              wirtuoz; jak dziecie sie chowa, to doskonale i rumiane, nawet gdy co chwile
              ulewa; jak dziadzius cytuje, to doskonaly erudyta, nawet gdy nie ma stopnia
              naukowego i sie myli przy Fredrze czy skale tarpejskiej itd. itd..
              I to wszystko samo z siebie, bez zadnych cwiczen, prób, bledów.. Po co komu w
              ogóle potrzebne tyle cwiczen? ;PPP

              > Podstawowicze/gimnazjaliści są mniej więcej tak zainteresowani >śpiewami i
              recytacjami na akademiach szkolnych jak ja jestem zainteresowana debatą o progach po
              > datkowych w Abu Dhabi.

              Jak mozesz porównywac cos tak fascynujacego jak progi podatkowe z jakas tam
              recytacja? ;P
              • niq_miejski Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 19:06
                Cytatlezbobimbo napisała:
                > W kazdym razie Bominki na Marynie cierpia: jak juz mamunia dramaturg, to nowy
                > Mrozek; jak juz laska spiewa, to nowa Callas; jak dziecie rysuje, to idealnie
                > okragle okregi; jak nastolatka, to uroda pieciogwiazdkowa; jak ktos gotuje to
                > wirtuoz; jak dziecie sie chowa, to doskonale i rumiane, nawet gdy co chwile
                > ulewa; jak dziadzius cytuje, to doskonaly erudyta, nawet gdy nie ma stopnia
                > naukowego i sie myli przy Fredrze czy skale tarpejskiej itd. itd..
                > I to wszystko samo z siebie, bez zadnych cwiczen, prób, bledów.. Po co komu w
                > ogóle potrzebne tyle cwiczen? ;PPP



                Dokładnie tak! dzieje się tak oczywiście z wyjątkiem "niestosownych" talentów,
                takowych nikt nie przejawia: Gaba nie jest genialną futbolistką, Laura nie jest
                boska w łóżku, Ignaś nie jest cud-fryzjerem etc. No i wszyscy mają szczery do
                bólu talent do rodzenia i wychowywania dzieci.
                • paszczakowna1 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 19:12
                  Cytat niq_miejski napisała:
                  > Dokładnie tak! dzieje się tak oczywiście z wyjątkiem "niestosownych" talentów,
                  > takowych nikt nie przejawia: Gaba nie jest genialną futbolistką,


                  Medalistka ze Spartakiady! Zabójczo rąbie w kosza. To też Jeżycjada...
                  • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 19:19
                    > Medalistka ze Spartakiady! Zabójczo rąbie w kosza.
                    > To też Jeżycjada...

                    No właśnie! I gdzie to się podziało, co?

                    Czemu to wszystko takie przeintelektualizowane, ideowo chowane wsobnie się
                    zrobiło? Jak chłopiec, to gienialny (pisownia zamierzona) astronom albo
                    matematyk, a jeśli zainteresowany sportem, to tylko dlatego, że jeszcze nie
                    wyrósł. Muzyk jeden był, ale go wywalili z fabuły, widać za mało yntelektualny.

                    Z kolei wybór zawodów - nie, powołań! - dostępnych dla dziewczynek jest żałośnie
                    ograniczony: żonamatka, polonistka dziatki po główkach gładząca albo wielka
                    artystka światowej sławy, ale jednakowoż też dziatki i też gładząca.

                    Co to znowuż ma się znaczyć, że się tak po lelujkowsku zapytam?
                    • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 19:29
                      Kozio tez podwójny olimpijczyk sam z siebie, chociaz mieszka tylko z siostra i
                      nikt go nie pilnuje raczej. Predzej uwierzylabym, ze zajmowalby sie tylko
                      teatrem i produkcja kukielek, palilby z kolegami nie tylko cygaretki, a reszte
                      nauki mial w glebokim lekcewazeniu..
                      Albo Geniusia - jedyna jej krewna czyli mama umarla, ale Aurelia i tak ma piatki
                      z góry do dolu na calym swiadectwie. Jak nastolatka w zalobie i po takiej
                      stracie ma jeszcze glowe do perfekcyjnej nauki? Predzej by kwestionowala sens
                      zycia, wagarowala i pila wino marki wino na Cytadeli..
                      A Fryc jak studiuje astronomie, to zaraz prosto do NASA trafia..
                      • filifionka-listopadowa Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 21:43
                        A ja nastolęciem będąc wpadałam przy nich w kompleksy bo piłam wino marki wino
                        na Cytadeli i realizowałam się w różnych zajęciach pozalekcyjnych (kółka,
                        warsztaty, ksiażki itp)i brakło mi czasu(lub/i zdolności) na zdobywanie piątek o
                        góry do dołu w renomowanych liceach.
                        • mama_kotula Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 22:30
                          Cytat
                          A ja nastolęciem będąc wpadałam przy nich w kompleksy bo piłam wino marki wino
                          na Cytadeli i realizowałam się w różnych zajęciach pozalekcyjnych (kółka,
                          warsztaty, ksiażki itp)i brakło mi czasu(lub/i zdolności) na zdobywanie piątek o
                          góry do dołu w renomowanych liceac


                          Oooo, ja też piłam wino marki wino i robiłam masę okropnych rzeczy (gdzieś tu wklejałam fragmenty mojego bardzo hmmm niegrzecznego pamiętnika ;)). I praktycznie byłam sama, bo mama na 3 etatach, siostra niewiadomo gdzie. I tak samo kółka zainteresowań i gra w zespole bardzo punkowym :D:D ... i jakoś tak mimochodem te olimpiady. Z matematyki i z łaciny. Same sobie wyszły, przy niezbyt dużym nakładzie :D:D

                          Tak, że ja w olimpijczyków jeżycjadowych w sumie wierzę, bo róznie to bywa :)
                          • niq_miejski Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 22:59
                            Cytatmama_kotula napisała:

                            > Tak, że ja w olimpijczyków jeżycjadowych w sumie wierzę, bo róznie to bywa :)

                            a ja nie - oni nie piją wina marki wino

                            albo - albo: albo cięzka praca albo talent.

                            nie ma przebacz
                          • filifionka-listopadowa Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 23:20
                            Bardzo mnie uradował ten Twój pamiętnik. Pocieszyłam się ,żem nie jedna taka
                            "zbuntowana i niezależna".
                      • taria Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 23:03
                        Akurat rząd piątek na świadectwie Gieniusi mnie zupełnie nie dziwi.
                        Ewa Jedwabińska przed problemami uciekała w perfekcjonizm - myślę,
                        że takiego sposobu oszukiwania bólu i samotności nauczyła również
                        córkę.
                        Kiedy zmarła moja mama, byłam o rok starsza niż Aurelia. Zajęcie się
                        nauką szkolną było dla mnie sposobem na odcięcie się od świata,
                        oderwanie od ciągłego wspominania mamy. Przed każdą lekcją miałam
                        przeczytany bieżący materiał z podręcznika, wypracowania na polski
                        przepisane na czysto ze słownikiem w ręku, ba, w trzy tygodnie po
                        pogrzebie wzięłam udział w drugim etapie olimpiady matematycznej,
                        byle tylko zająć czymś głowę... Nie wagarowałam, nie piłam, sensu
                        życia szukałam słuchając ballad Kaczmarskiego. Taki sposób
                        przeżywania żałoby mniej się rzuca w oczy niż burzliwa kontestacja,
                        zdecydowanie dłużej (przynajmniej w moim i Aurelii przypadku) trwa
                        faza przystosowywania się wewnętrznego do nowej sytuacji życiowej,
                        ale spotyka się w rzeczywistości częściej niż sądzisz.
                      • jeriomina Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 08.01.09, 11:12
                        lezbobimbo napisała:


                        > A Fryc jak studiuje astronomie, to zaraz prosto do NASA trafia..
                        >

                        Oczywista bzdura, mam szwagra na fizyce, to tak wcale różowo nie wygląda z tymi
                        wyjazdami:D Nikt nie jest taki skłonny zachwycać się studentami w tym kraju,
                        chyba że mają układy, A Frycek żadnych nie miał. To w USA wyławia się zdolne
                        młode jednostki, u nas raczej się tłamsi.
                        • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 08.01.09, 16:44
                          > Oczywista bzdura, mam szwagra na fizyce, to tak wcale różowo nie wygląda z tymi
                          > wyjazdami

                          Zeby on chociaż w Toruniu pod Wolszczanem studiował, mógłby emigrować do USA i
                          pracować dalej jako asystent swojego profesora :)
                    • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 14:57
                      Przyszlo mi jeszcze do glowy, w swietle rozwazan na temat wspolnoty
                      religijnej, o ktorej pisalam w pierwszym poscie, ze chyba wiem, skad
                      sie to bierze.

                      Oczywiscie IMHO, ale w tego typu grupach (pociagne dalej swoje
                      skojarzenie) zaczyna sie po jakims czasie odczuwac swoja wyjatkowosc
                      wynikajaca z POWOLANIA. I jesli ktos ma jakikolwiek talent,
                      umiejetnosc, pomysl na zycie, przypisuje sie temu wielka role wrecz
                      sluzby ludzkosci oraz Bogu.

                      Jesli czyjs talent jest mierny, oznaczaloby to, ze Bog nie ma wobec
                      niego zadnych szczegolnych planow - a przeciez musi, bo wszyscy
                      czlonkowie grupy sa sola tej ziemi, wyslannikami majacymi czynic
                      reszcie dobrze i niesc kaganek ducha.
                      • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 15:00
                        Wobec osoby, nie wobec talentu oczywiscie ... przepraszam za
                        skladnie.

                        Cytowana szeroko jest tez opowiesc biblijna o talentach, i jak
                        wielka zbrodnia jest ich niewykorzystywanie - stad prosta droga do
                        poczucia misji.
                      • libusze Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 19:04
                        Najbardziej odstręczającą cechą tego typu wspólnoty religijnej (też mi się
                        trafiła w biografii) jest, wg mnie mdlące poczucie samozadowolenia, okadzone
                        dodatkowo deklaracjami nt. pokory, braterstwa itd. I podobny klimacik, jak już
                        wielokrotnie zauważyłyście od jakiegoś czasu, jest w Jezycjadzie wyczuwalny.
                        Czytając ten wątek, przypomniałam sobie zdanie, które p. Musierowicz umieściła w
                        "Frywolitkach", a które jakoś mi tu pasuje - nie wiem, czy zacytuje dokładnie -
                        "ktoś, kto nie czytał bajek Mickiewicza, jest co prawda nadal Polakiem, ale,
                        jakby to powiedzieć - bajek Mickiewicza to on jednak nie czytał". Jakoś mi to
                        paskudnie brzmi.
                        • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 19:09
                          libusze napisała:

                          > Najbardziej odstręczającą cechą tego typu wspólnoty religijnej (też mi się
                          > trafiła w biografii) jest, wg mnie mdlące poczucie samozadowolenia, okadzone
                          > dodatkowo deklaracjami nt. pokory, braterstwa itd.

                          Bardzo mądrze to ujęłaś.
                          • libusze Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 19:20
                            Dziękuję : )
                        • libusze Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 19:18
                          I jeszcze tylko tak sobie myślę, że to wszystko mało mi pasuje do bliskiego
                          mojemu sercu obrazu MM, która wielkodusznie i beztrosko podała kiedyś na łamach
                          "Filipinki", gdzie też ukazywały się "Frywolitki", swój prywatny adres i numer
                          telefonu - nawet wówczas myślałam sobie, że może w czasie jakiejś wizyty w
                          Poznaniu odwiedzę swoją ulubioną autorkę z kwiatkiem, albo coś. Teraz już bym
                          się nie odważyła i chyba nie tylko dlatego, że niezapowiedziane wizyty nawet
                          wśród znajomych odeszły w przeszłość (i nie płaczę z tego powodu, żeby było jasne :)
                        • anutek115 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 19:28
                          libusze napisała:

                          > Czytając ten wątek, przypomniałam sobie zdanie, które p. Musierowicz umieściła
                          > w
                          > "Frywolitkach", a które jakoś mi tu pasuje - nie wiem, czy zacytuje dokładnie -
                          > "ktoś, kto nie czytał bajek Mickiewicza, jest co prawda nadal Polakiem, ale,
                          > jakby to powiedzieć - bajek Mickiewicza to on jednak nie czytał". Jakoś mi to
                          > paskudnie brzmi.

                          Uch, brzmi fatalnie... Ale, co smutne, trochę mnie nie dziwi :-(.
                        • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 05.01.09, 03:43
                          libusze napisała:
                          > Czytając ten wątek, przypomniałam sobie zdanie, które p. >Musierowicz umieściła w
                          > "Frywolitkach", a które jakoś mi tu pasuje - nie wiem, czy zacytuje dokładnie -
                          > "ktoś, kto nie czytał bajek Mickiewicza, jest co prawda nadal Polakiem, ale,
                          > jakby to powiedzieć - bajek Mickiewicza to on jednak nie czytał". Jakoś mi to
                          > paskudnie brzmi.

                          :-O
                          >|-O==================================

                          Tozto czysty nazizm! Kto dal MM prawo decydowania, kto ma byc Polakiem i
                          jakim?!?! Co to za kryteria w ogóle? Jak to moglo jej przejsc przez pióro? Ilez
                          milionów ludzi i dzieci skreslila tak pochopnym zdankiem? Kto dzisiaj, z reka na
                          sercu, czyta bajki Mickiewicza?
                          Moze jeszcze soczewica, miele, kolo, mlyn trzeba wymawiac?!?
                          • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 05.01.09, 06:14
                            Tym bardziej, że
            • baba67 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 09.01.09, 09:51
              Zwlaszcza ze aria wcale nie jest taka super zachwycajaca na pierwszy rzut
              ucha-powiedzialabym ze trzeba pewnego skupienia i wyrobienia muzycznego zeby
              odczuc jej piekno(ale polecam-na youtubie jest kilka wersji, tyle ze szukajcie
              pod niemieckim tytulem). Moze to oczarowanie bardziej wynikalo z faktu ze
              pierwszy raz wystepowala spiewaczka? Ze bylo to jednak cos innego? Moglo tak byc.
              Co do Laury i jej kariery- brakuje mi w jej domu porzadnego instrumentu nie
              jest prawda ze kazdy student spiewu ma w domu fortepian, ale minimum to
              profesjonalny keyboard.Moze nie doczytalam dobrze ale o instrumencie nie ma
              wzmianki-to jest dziwne. natomiast nie jest tak, ze aby dostac sie do AM trzeba
              koniecznie skonczyc srednia szkole muzyczna (chyba ze przepisy sie zmienily).
              Przykladem tego moze byc Malgorzata Walewska ktora skoczyla calkiem normalne
              gimnazjum, a do Akademii(jeszcze wtedy) dostala sie dzieki prywatnym lekcjom spiewu.
          • senseeko Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 22:25
            lezbobimbo napisała:

            > ;PPPPP Czyzby Laura mimo jednoczesnej niecheci autorki do tej postaci stawala
            > sie tzw. Mary Jane?
            A nie Mary Sue? Czy też chodzi Ci o inny archetyp?
            • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 07.01.09, 00:42
              Oczywiscie, ze Sue, pomylily mi sie Marynie, ale juz mie kotula w swej
              nieustajacej dobroci poprawila :)
      • mkw98 Laura - śpiewaczka 03.01.09, 13:28
        Ja w kwestii "obudzenia się jako Maria Callas" - to nie jest niemożliwe, choć
        oczywiście niezbyt częste. :-)
        Nie wiem jak w Poznaniu, ale w Warszawie można się dostać na wokal na AM bez
        wcześniejszego przygotowania. Trzeba tylko mieć talent, a jak wiadomo, duch
        tchnie kędy chce, bez względu na to, czy ktoś miał w domu pianino czy nie.
        Małgorzata Walewska, wybitna mezzosopranistka opowiadała kiedyś w Filipince
        (chlip, chlip, nieodżałowanej Filipince), że aż do końca LO nie interesowała się
        za bardzo ani śpiewem operowym, ani w ogóle muzyką poważną. Była zresztą taką
        dosyć niesforną dziewczyną (jak na musierowiczowskie standardy to bardzo -
        picie, palenie, siedzenie na Barbakanie ;-) ) Kiedy postanowiła zostać
        śpiewaczką miała 19 lat i nie znała nut. A jednak się udało. :-)

        NIGDY natomiast nie uwierzę, że Laura wzbudziła swoim śpiewem entuzjazm na
        akademii w podstawówce.
        • niq_miejski Re: Laura - śpiewaczka 03.01.09, 19:13
          to jest możliwe ale to dobro bardzo baaaaardzo rzadkie, rzadsze niż zwykły tanet
          do niewiadomo czego, który skądinąd też jest bardzo rzadki - na elitarnych
          studiach, na elitarnej uczelni na 100 studentów taki talent miewa max 5 osób. Co
          więcej, pozostałe 95 też jakiś ma, ale nigdy sie o tym może nie dowiedzieć, bo
          akurat takiego telanetu "mieć im nie wolno" (np. dlatego bo jest "stosowny dla
          drgiej płaci) albo jest "nieważny - co innego jakbys tak śpiewać umiała jak
          Callas..." albo "niedochodowy" albo co tam jeszcze.
          Nie, zamiast tego wszyscy powinniśmy śpiewać jak Callas i to bez prób i błędów i
          bez callasowskiego nosa (i co z tego że ten nos jest po prostu piękny - ale
          takiego nie należy mieć, bo Nicole Kidman ma inny).
        • croyance Re: Laura - śpiewaczka 04.01.09, 15:02
          Znalam spiewaczke operowa, ktora wrecz twierdzila, ze przed
          osiemnastym rokiem zycia nie powinno ksztalcic sie glosu, bo mozna
          mu tylko zaszkodzic.

          Nie zmienia to jednak mojego odczucia, ze Laura niespecjalnie
          wykazywala zainteresowania spiewem przez cale swoje zycie - poza
          chorkiem, gdzie tez od poczatku piala jak aniol. Dla takiego talentu
          studia to jedynie formalnosc :-P
          • grimma Re: Laura - śpiewaczka 04.01.09, 19:58
            a Bog sie rodzi w Pulpecji? jak zaspiewala czystym dzieciecym glosikiem i
            wszyscy (lacznie kurcze ze mna) mieli lzy w oczach?
            • nessie-jp Re: Laura - śpiewaczka 04.01.09, 20:01
              Tak, tak, to był ładny kontrapunkt dla Leonarda i pasterzy
              • ananke666 Re: Laura - śpiewaczka 04.01.09, 20:08
                Swoją drogą, świetna scena. Śmiałam się przy niej jak obłąkana, ta kruczoczarna
                bródka w szpic, domniemana mirra, gronostaje podrysowane tuszem i fałszujące
                aniołki...
        • grimma Re: Laura - śpiewaczka 04.01.09, 21:40
          > NIGDY natomiast nie uwierzę, że Laura wzbudziła swoim śpiewem entuzjazm na
          > akademii w podstawówce.
          w to akurat uwierze. swego czasu widzialam jak dzieciaki zwane "gorszymi" -
          takie ktore sa pod opieka OPS i innych wspanialych instytucji pomocowych
          zaniemowily na dzwiek mojego glosu (tu puchne z dumy) bo nie spodziewali sie ze
          potrafie tak spiewac. tylko ze ja nigdzie nigdy nie cwiczylam ani nic. po prostu
          umiem nieco spiewac :D :P
    • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 07:32
      I dla mnie styl pisarski zrobił się jakby nieświeży, ale co chcieć
      • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 13:10
        Niektore dowcipy sie tez, niestety, powtarzaja.
    • panna.bennet Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 08:58
      10/10 !
    • marajka Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 11:18
      100% racji. Po prostu jest czasem tak, że coś dobrze się sprzedaje, ale pomysły
      się kończą. Nawet ta ulubiona potrawa się kiedyś przeje.
    • margonka Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 11:25
      Croyance, zgadzam sie w zupełności!

      Przeczytalam Spreżynę i...poczułam się rozczarowana. I rowniez
      pomyslalam, ze byc moze wyrosłam juz z Jezycjady, że za duzo
      oczekiwałam po MM...Ale w okresie Swiąt siegnęłam po ukochane Opium
      w rosole (i dalej z rozpędu i z sentymentem po BBB i Szósta klepkę)
      i na przemian smialam sie i płakałam. Mimo ze znam OWR niemal na
      pamięć, to wiem, ze zawsze będę po tę ksiązkę sięgac. I zawsze będę
      sie wzruszać. Czyli chyba to nie jest tak, ze wyroslam z ksiazek MM.
      A Sprezyna? Dialogi Łusi mnie drażniły, ulewajacy Ziutek bawił na
      początku. Uśmialam sie jedynie przy monologu Bernarda, a
      wzruszyłam...Ne pamiętam, chyba jedynie przy rozmowie Gabrysi z
      Dmuchawcem.
      Raczej nie sięgnę po kolejne części Jezycjady.
      Pozdrawiam ciepło,
      m
    • supervixen Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 13:58
      Croyance, to ja się może odniosę do Twojego pierwszego punktu, bo na
      razie tylko Nessie trochę ten temat pociągnęła, a dla mnie to też
      jest wielka wada Sprężyny. Nie nazwałabym języka tej książki
      nieświeżym i skostniałym, bo myślę, że kiedyś było znacznie lepiej,
      a spadek formy rozpoczął się kilka pozycji wstecz. Ale tak czy
      inaczej - jeśli chodzi o styl, Sprężyna była dla mnie ogromnym
      rozczarowaniem. Zwłaszcza przez początek ciężko mi było przebrnąć.
      Zero przejrzystości - napchanie niepotrzebnych słów, zwłaszcza przy
      opisach przyrody, szczegółowe opisy wszystkich potraw no i te
      wszystkie jednakowoż i tym podobne. Kiedyś też język Jeżycjady był
      bogaty, też były ozdobniki i metafory i tramwaj stękał jak stary
      hipochondryk, ale lekkość tego stylu była nieporównywalna.

      Wielka szkoda, że ten językowy urok Jeżycjady się gdzieś ulotnił, bo
      piękny literacki styl był jedną z cech wyróżniających Musierowicz z
      grona autorów piszących dla młodzieży.
    • anutek115 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 14:53
      Pierwsze, co przyszło mi do głowy po przeczytaniu twoich postów, Croyance, to
      pytanie - twoje pożegnanie z książkami pani MM nie oznacza, mam nadzieję,
      pożegnania z tym forum?

      Teraz spróbuję sięodnieść do większosci twoich uwag (mam twoje posty wyswietlone
      w osobnym oknie, żeby niczego nie pominąć ;-)).

      Przede wszystkim, ja po przeczytani "Sprężyny" potrzebowałam kilku dni, by
      zauważyć, że coś mnie w niej denerwuje :-). Myślę, że po "Żabie", której nie
      cierpię, a szczególnie po koszmarnej "Czarnej polewce" była to tak odżywcza
      odmiana, że niedociągnięcia mi gdzieś umykały. Nawet zupełnie serio
      zastanawiałam się, czy nam wątek o irytacjach czy wpadkach nie zemrze śmiercią
      naturalną ;-)). A potem zaczęły pojawiać się taki migawki - to mi się nie
      podoba... to jest dziwne... to nie pasuje... - że zaczęłam dla odmiany dziwić
      się, że przyjęłam ją tak bezkrytycznie...

      Język rzeczywiście skostniały, powtarzające się wyrażenia, podejrzewam, ze każdy
      z nas to ma, takie ulubione powiedzonka, które stosuje bez miary, no, ale nie
      każdy pisze książki. W każdym razie słowo "miły" zostało dzięki pani MM niemal
      wyrugowane z mojego własnego słownika, jak je słyszę, zaczynam warczeć - w "S"
      nie jest to aż tak nachalne, ale w "Żabie" nie było chyba strony, by nie
      padło!!! No, ile można!!!

      Łusia mnie irytuje, w sumie od zawsze, więc się nie dziwię, że w "Sprężynie"
      mnie nie zachwyciła.

      Całkowicie zgadzam się co do Gaby!!! Na początku też myślałam, że dziewczyna
      wyjedzie i zniknie z kart powieści, super, taki autorski plan, coby nas nią nie
      męczyć. Potem myślałam, że umieści się dziewczynę na OIOM-ie, super, taki
      autorski... itd. A jak zaczęły pojawiac się te liczne osoby, każda z tekstem
      "Gaba nam życie uratowała". "Karmiła, poiła, ogrzewała na łonie". "Była moralną
      latarnią morską na wzburzonym oceanie zycia" zaczynało mi się coś takiego w
      środku robić, co pękło, nie wiedzieć czemu, przy braciach Żeromskich i ich
      nieodpłatnych (no oczywiście!) korkach z łaciny. O których nikt w rodzinie,
      wiecznie siedzącej sobie na głowie nie wiedział. No kurde balanks ożesz ty
      cholera jasna. Chyba wtedy własnie pierwszy raz zgodziłam się z koleżankami
      twierdzącymi, że autorka podczytuje to forum - owszem, podczytuje, i gaba jest
      napisana w stylu "tak jej nie lubicie, a tu proszę, taka niezbędna jest do zycia
      połowie Poznania i okolicom!!". Wyszło raczej średnio...

      O złotej nici już pisałam, że może ja jestem stara, zgorzkniała i nietargetowa,
      ale nie, dziękuję, proszę państwa, mnie to nie bierze. Ani przez chwilę nie
      mogłam się przestac zastanawiac nad tym, co się stanie, jak Laura i Naszpan
      padna sobie w objęcia, a potem on powie na przykład "pomieszkajmy razem i nie
      śpieszmy się ze ślubem, to taki przeżytek, po co nam papierek?". Albo "uważam,
      że Aleksander Kwasniewski był najlepszym prezydentem, jaki mógł sie nam
      trafić!". Albo "Zasadniczo nie chcę miec dzieci, ale jeśli nawt, to za jakieś
      dziesięć lat, mamy jeszcze czas...". Złote nici i miłość do Mozarta niczego nie
      załatwia. Rzucanie sie w ramiona człowiekowi, z którym nie zamieniło się slowa
      nie wróży dobrze związkowi, i już. Nawet jak na realizm musierowiczowski, dla
      mnie to za dużo.

      A juz totalnie, całkowicie i pod każdym względem zgadzam się z porównianiem do
      sekty - też to widzę. To narastające z książki na książkę przeświadczenie, że
      dobrze jest tak, jak to opisuję, że dobrze jest TYLKO tak, że my to ci lepsi, a
      reszta... cóż... Mam wrażenie, że Autorka przywiązała się (bez względu na to,
      jak oponuje przeciw podobnym sugestiom w wywiadach) do wizji siebie jako Wzoru
      Dla Młodzieży. Ona nie pisze lekkich książeczek dla dzieci, jak to była uprzejma
      twierdzić, ona pisze Przewodnik Po Życiu Godziwym. I mnóstwo rzeczy mi się
      podoba w tym przewodniku, serio. Ale są rzeczy, które mi się nie podobają -
      tylko, że, zgodnie ze sposobem myslenia typowym dla sekty właśnie, jak nie biorę
      wszystkiego, oznacza to, że nie biorę niczego...

      I robi się zaraz solennie, przepoważnie (chociaż, nieprawda, skrzy się lekim
      dowcipem)... cóż, jak to w wypadku wszystkich Misji, które się przepoczwarzają i
      staja własną karykaturą.
      • verdana Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 17:47
        Cały czas wiedziałam, ze coś mi to przypomina. Sekta- to jest to.
        Albo (nie obrazając osób czcigodnych, tamze należacych ) MM jest z
        KiK-u i tamze wychowują się jej wnuczeta. Bo jakos przy czytaniu mam
        wrazenie, ze czytam to, co slysze od znajomych, miłośnikow tej
        zasłuzonej instytucji ("jak to, nie wiesz, kim sa rodzice
        przyjaciela Twojego syna?" "Maciek przyjaźni się z synem
        taksowkarza? A czego on się od niego nauczy?", "Rejonowe gimnazjum?
        Przecież tam się zdemoralizuje, moje dziecko chodzi do
        spolecznej/baletowej/ angielskojezycznej - niepotrzebne skreslic)).
        Natomiast chce wystapic w obronie koncertu w gimnazjum (albow w
        podstawowce). W rejonowej podstawowce i rejonowym gimnazjum syna
        młodzież wyrywa sobie bilety do filharmonii, które zapewnia szkoła i
        zamiast to traktowac jako ciężki obowiązek (IMO to JEST cieżki
        obowiązek), oni chca tam chodzić... Nawet koncerty w szkole lubia,
        pod warunkiem, ze dobre, a nie "odwalone".
        Nigdy nie zrozumiem dzisiejszej młodziezy, zdemoralizowana jakaś.
        • mama_kotula Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 18:03
          Cytat
          W rejonowej podstawowce i rejonowym gimnazjum syna
          młodzież wyrywa sobie bilety do filharmonii, które zapewnia szkoła i
          zamiast to traktowac jako ciężki obowiązek (IMO to JEST cieżki
          obowiązek), oni chca tam chodzić... Nawet koncerty w szkole lubia,
          pod warunkiem, ze dobre, a nie "odwalone".


          Verdanko, my w podstawówce raz w miesiącu mieliśmy wyjście do filharmonii, które wszyscy lubili, bo było to naprawdę ciekawe.

          Natomiast ostatniego dnia szkoły słuchanie śpiewaczek klasycznych to ostatnia rzecz, o której się myśli i którą się zachwyca. Z tego co sobie przypominam, to było na zasadzie "jeszcze tylko świadectwo, lanie od ojca i mam wakacje".
          • verdana Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 19:06
            Kochana, to brzmi "jeszcze tylko swiadectwo, wpier... i wakacje".
            Inaczej nie ma tego wdzięku:-)
            Ale lepsza śpiewaczka, niz radosna akademia z chórem szkolnym.
            Niewinne dziecię, przyzwyczajone do pień chóru moze się milo
            zachwycić śpiewaczką.
      • nikusz Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 05.01.09, 10:34
        anutek115 napisała:


        > ale nie, dziękuję, proszę państwa, mnie to nie bierze. Ani przez
        chwilę nie
        > mogłam się przestac zastanawiac nad tym, co się stanie, jak Laura
        i Naszpan
        > padna sobie w objęcia, a potem on powie na przykład "pomieszkajmy
        razem i nie
        > śpieszmy się ze ślubem, to taki przeżytek, po co nam papierek?".
        Albo "uważam,
        > że Aleksander Kwasniewski był najlepszym prezydentem, jaki mógł
        sie nam
        > trafić!". Albo "Zasadniczo nie chcę miec dzieci, ale jeśli nawt,
        to za jakieś
        > dziesięć lat, mamy jeszcze czas...".

        dlaczego ja to przeczytalam, zanim sie wzielam za sprezyne. czytajac
        caly czas czekalam, az naszpan wyglosi ktorys z tych tekstow ;)
        croyance, anutek - lepiej bym nie mogla opisac moich odczuc nt
        sprezyny
    • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 17:46
      croyance napisał:

      > Dyskusje Łusi z dziadkiem i jej monologi bywają, owszem, miejscami
      > dość sympatyczne, ale w większości sprawiają psychopatyczne wręcz
      > wrażenie; jakkolwiek rozumiem fascynację formą bardziej niż treścią, > mam
      przed oczami obraz Hanibala Lectera słuchającego muzyki > klasycznej.

      :-D
      Wlasnie, gdzie sie podzialy niewymuszone Bobcie, Mamerciatka i zasmarkane
      Geniusie dawnych lat? Male Pulpa z Nutria tez mialy swój urok "kolory ziemi mam
      w nosie" itd. a tu co mamy? Antropomorfizm. Spirytus movens. Malpa jest nudna?
      Nie, to Lusia jest nudna i nieznosna. Dobrze, ze chociaz sonet ozdobila, bo ja
      osobiscie nie widze nic smiesznego w chodzacym podreczniku do gramatyki.
      Ortografia ma byc smieszna?
      Lusia przypomina mi Miagwe bis...
      Jesli to mnie jakies przemadrzale dziecko-prymus przeczytalo list do bylej i
      obwiescilo, ze mam uzywac mniej wykrzykników, aby przekaz byl poprawny, to bym
      je chyba wypatroszyla. Za samo wtykanie sie w nie swoje sprawy i za upierdliwosc
      co do liczby wykrzykników.
      KRUCA BOMBA!!!!!!

      > A Laura mówiąca ‘nie wytrzymuję tego, że jestem taka zła, a ty …tak
      > a > dobra. I wszystko robisz tak, jak trzeba
      (…). I zawsze miałam do
      > Ciebie żal – o ojca. Myślałam, że on z tobą nie wytrzymał właśnie
      > dlatego, że jesteś taka … doskonała. (…) Wszystko inaczej. To nie o
      > n
      > jest ofiarą. To ty dużo przecierpiałaś. A nikomu tym nie zawracałaś
      > głowy. Jesteś dzielna. I zawsze się uśmiechasz’ powoduje u mnie
      > wręcz rzyg. Dzielna! Zawsze się uśmiecha! Córeczka Aurelii nazywa
      > się Gabriela na jej cześć! (tu powinna być ikonka croyance
      > wymiotującej).

      !!!! Tak naprawde napisala MM?!?!?!!!
      Pozwól, ze polacze sie z Toba we wspólnym rzygu! Nie tylko skrajnego
      obrzydzenia, ale i niedowierzania ;P
      A wiec jednak marnotrawna Laura po latach przypelzla na kolanach i uznala swa
      wine. To Laura jest ZLA a Gaba taka dobra.
      Tylko szkoda, ze to wszystko nieprawda, i szkoda, ze Gaba chyba 20 lat razem z
      reszta rodziny uzyla, aby robic Laurze wode z mózgu i smieci z emocji, wyzywajac
      sie na dziecku za jakze straszliwe przewiny ojca i za sam wyglad (patrz sasiedni
      watek o wychowywaniu&Laurze). Szkoda, ze owszem, Gaba wlasnie zawracala rodzinie
      glowe swoim cierpieniem, DZIELNYM plakaniem po katach i DZIELNYM robieniem
      wyrzutów samymi dobrymi oczyma tej wlasnie ZLEJ córce, zlej bo podobnej..
      Laura jedyne co powinna byla powiedziec swietej mamuni to:
      "To nie ty duzo przecierpialas. To ja bylam ofiara. Ofiara Twej "dzielnosci". A
      teraz odchodze w dal, pa, czesc. Nie dzwon, i tak bede miala zastrzezony."
      • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 17:48
        lezbobimbo napisała:
        > Jesli to mnie jakies przemadrzale dziecko-prymus przeczytalo list do bylej i
        > obwiescilo, ze mam uzywac mniej wykrzykników, aby przekaz byl poprawny, to bym
        > je chyba wypatroszyla.

        Tutaj zabraklo mi dwóch literek BY, ale mam nadzieje, ze przekazu sie jakos
        doczytaliscie ;) PrzeczytaloDY i obwiesciloBY mialo byc!
        • malgorzata722 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 14:21
          Od dawna podczytuję to forum, ale po wypowiedzi Croyance muszę to napisać: mam
          dokładnie takie odczucia po przeczytaniu Sprężyny. Może nawet jeszcze nie
          zdążyłam wszystkich wniosków sobie sformułować,bo książkę skończyłam czytać dziś
          rano.
          Podpisuję się pod wszystkim, co napisała Croyance. Następne części Jeżycjady
          będę jednak czytać ze zwykłej ciekawości.

          Oprócz tego, co już zostało napisane w tym wątku, strasznie wkurzały mnie dwie
          rzeczy.
          Po pierwsze Ziutek. Mam małe dziecko, dużo małych dzieci w swoim otoczeniu i
          jeszcze nie spotkałam się z dzieckiem ośmiomiesięcznym, które nie ma żadnego
          zęba, ulewa po każdym posiłku,je zupki tylko z dyni,pije z butelki ze smoczkiem
          i spokojnie leży sobie na tapczanie. Ale możliwe, że ja jestem nienormalna, moje
          dziecko i dzieci znajomych były jakieś dziwne, a nasz pediatra jest idiotą.

          Po drugie to całe gospodarstwo Patrycji i Florka. Zrozumiałam, że mają jakieś
          sady, warzywniki, hodowlę koni, zwyczajne kury. I przy tym wszystkim matka
          małych dziewczynek ma czas na pieczenie bułeczek i rogalików, robienie serków,
          twarożków, gotowanie wspaniałych obiadów z kilku dań, normalne zajmowanie się
          domem i siedzenie na ganeczku. I robią to wszystko we dwoje, bez żadnej pomocy.
          Znam sadowników, właścicieli koni i ludzi, którzy mają na wsi dom z kawałkiem
          ziemi ( nie mówię tu o rolnikach). I wiem jak ogromna i ciężka jest to praca,
          jeśli ten sad czy koń ma przynieść dochód ( a jest o tym mowa w Sprężynie -
          zarabiają na tym).

          Podsumowując czytało mi się lepiej niż dwie ostatnie części, ale to już nie to.
        • senseeko Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 07.01.09, 18:37
          lezbobimbo napisała:

          > lezbobimbo napisała:
          > > Jesli to mnie jakies przemadrzale dziecko-prymus przeczytalo list do byle
          > j i
          > > obwiescilo, ze mam uzywac mniej wykrzykników, aby przekaz byl poprawny, t
          > o bym
          > > je chyba wypatroszyla.
          >
          > Tutaj zabraklo mi dwóch literek BY, ale mam nadzieje, ze przekazu sie jakos
          > doczytaliscie ;) PrzeczytaloDY i obwiesciloBY mialo byc!
          >
          A ja Łusię lubię. Moim zdaniem jest sympatyczna, bystra i zabawna. I to nie jej wina, że Laura połozyla list tak, ze można go było odczytać.
          Łusia jest jak to dziecko, krzyczące, że król jest nagi. Dorosły by tego nie powiedział, bo zostal wychowany, że pewnych rzeczy nie wypada mówić głośno, ale co by pomyslał (ewentualnie co by oplotkował) to jego. A dzieci sa prostolinijne - jak Łusia właśnie.
          Co do samej "Sprężyny" to najbliższe mi są odczucia Ginestry. Może i formula się wyczerpała, ale ja się chętnie poddaję temu uwodzeniu, bo lubię, bo mam ochotę "odpłynąć" I nawet jesli mnie irytuje świerk, zając, to, ze od poczatku wiem kim będzie Naszpanpolonista, irytuje mnie traktowanie róży przez Laurę (ale Laura zawsze źle traktowała róże i Róże) to jednak kiedy czytam - daję się uwieśc, bo "mam ochotę na chwileczkę zapomnienia"
          Poza tym Sprężyna mi to umozliwia. Natomiast kompletnie mnie nie uwodzi "żaba" i czytam ją z obrzydzeniem. Ostatnio postanowiłam sobie przypomniec i nie jestem w stanie przebrnąć dalej jak za pierwsze strony. Lezy i czeka na mój lepszy humor albo dzien dobroci dla żab. Ciekawe, że nie mam aż takich odczuc np przy CP. A Spręzyna jest zdecydowanie lepsza niż CP
      • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 15:04
        Tak napisala, i w zwiazku z tym pytam, czy ta ikonka by sie nadawala:

        :-<
        • mama_kotula Emotka...? ;) 04.01.09, 17:12
          BBEEEUUUUUUAAAAAHHHHH...
          
                                 %%%%%%
                                %%%% = =
                              %%%%C    >
                            %%%%%_)' _( .' ,
                             %%_/ |_/\   " *. o
                             /` \_\ \/     %`= '_  .
                            /  )   \/|      .^',*. ,
                           /' /-   o/       - " % '_
                          /\_/     <       = , ^ ~ .
                          )_o|----'|          .`  '
                      ___// (_  - (\
                     ///-(    \'   \\ 
          
          • croyance Re: Emotka...? ;) 04.01.09, 17:46
            O, WOW!!!!!!!!!
          • lezbobimbo Re: Emotka...? ;) 05.01.09, 03:32
            Kotulo, piekne ASCII i jakiez ekspresyjne :)))) Sama rysowalas? :)
            • mama_kotula Re: Emotka...? ;) 05.01.09, 08:37
              lezbobimbo napisała:

              > Kotulo, piekne ASCII i jakiez ekspresyjne :)))) Sama rysowalas? :)

              Nie, sama już się w to nie bawię, bo nie mam czasu (a czasu nie mam, bo bawię się w robienie aplikacji na iphone'y :D:D).
              Kiedyś... kiedys to się rysowało :). Jeszcze za czasów bardzo bardzo starych i bardzo bardzo kiepskich graficznie komputerów. Pamiętam, że w siódmej klasie dłubałam znaczek po znaczku portret niejakiego Michaela Jacksona, uchh, koleżanki z zazdrości się śliniły :D

              W tym poprawiłam tylko fryzurkę :)

              Zresztą dzisiejsze ASCII rzadko kiedy jest prawdziwie fajnym ASCII jak to wymiotujące powyżej. Większość - twarze, krajobrazy itp. jest robiona programami generującymi, czyli żadna to art i żadni to twórcy ;).
              To tak, jak robić platformówki Game Makerem i mieć się za programistę (taaa, są tacy ludzie ;)).
              • lezbobimbo Re: Emotka...? ;) 06.01.09, 04:28
                mama_kotula napisała:
                > Kiedyś... kiedys to się rysowało :). Jeszcze za czasów bardzo bardzo starych i
                > bardzo bardzo kiepskich graficznie komputerów.

                A, juzci dobrodziko :) Pamietam sama, jak sie cieszylam na poczatku lat 90-ych z
                wydrukowanego na iglarce portretu Garfielda zrobionego z literek.. to se ne vrati :D

                > Zresztą dzisiejsze ASCII rzadko kiedy jest prawdziwie fajnym ASCII >jak to
                wymiotujące powyżej. Większość - twarze, krajobrazy itp. >jest robiona
                programami gen> erującymi, czyli żadna to art i żadni >to twórcy ;).

                Ale po co sie meczyc i oczy psuc, skoro program wygeneruje cos przepieknego za
                Ciebie w 3 ms?
                Tak jakby pranie w rzece byloby piekniejsze niz we Frani.. ;PPPP
                Podziwiam oczywiscie, kiedy komus chce sie tak pieknie dziergac, ale programem
                mozna cale zdjecie zliterkowac i to w kilkunastu odcieniach - wedlug mnie to
                nieuchronny rozwój i tez moze byc z tego piekna sztuka :)
                • mama_kotula Re: Emotka...? ;) 06.01.09, 09:10
                  Cytat
                  Ale po co sie meczyc i oczy psuc, skoro program wygeneruje cos przepieknego za Ciebie w 3 ms?


                  Zatem śmiem twierdzić, że "artystą" w tym przypadku jest programista, który jest w stanie napisać coś, co ze zdjęcia zrobi rządki literek i znaków :)
                  W ogóle uważam, że programowanie to sztuka (tu Kotula popada w ciężki narcyzm ;>), i to taka, której tworzenie dostarcza ekstatyczno-orgazmicznych przeżyć, pełnego przekroju emocji - od wściekłości, przez przygnębienie, bezsilność, kompletne zagubienie aż do endorfinowej euforii, kiedy po naciśnięciu F5 te rzędy dziwnych wyrazów i cyferek, które się ściubiło pilnie przez ostatnie dwa tygodnie, zamieniają się w allozaura biegającego po ekranie tak, jak mu zagramy.



                  Cytat
                  programem mozna cale zdjecie zliterkowac i to w kilkunastu odcieniach - wedlug mnie to nieuchronny rozwój i tez moze byc z tego piekna sztuka :)


                  Jak napisałam wyżej, sztuka to będzie, ale osoba artysty inna.
                  Poza tym dłubanie w ASCII jest przyjemne, sam fakt dłubania w czymś jest przyjemny, relaksujący i odświeżający umysł.
                  To tak, jak mój syn ostatnio patrzy na mnie ze współczuciem i mówi "mama, jak będę już cholernie bogaty to ci kupię takiego robota, co będzie za ciebie robić na drutach bardzo szybko".
                  Po moim trupie :P
                  • lezbobimbo Re: Emotka...? ;) 06.01.09, 10:28
                    mama_kotula napisała:
                    > Zatem śmiem twierdzić, że "artystą" w tym przypadku jest >programista, który
                    jes>t w stanie napisać coś, co ze zdjęcia zrobi >rządki literek i znaków :)

                    To swoja droga.. programiste w takim razie moznaby nazwac artysta matematyki i
                    wirtuozem wirtualnym. A moze tez kims na pograniczu magika i rzemieslnika? :)
                    Czy osoby piszace programy graficzne/tworzacy narzedzia to juz artysci, czy
                    raczej osoby z ich dziel-programów korzystajace? Dylemat do herbaty o poranku ;P

                    > W ogóle uważam, że programowanie to sztuka (tu Kotula popada w >ciężki narcyzm
                    ;>), i to taka, której tworzenie dostarcza >ekstatyczno-orgazmicznych przeżyć,
                    pełnego przekroju emocji

                    W takim razie mozna podpiac pod sztuke dowolne zadania, które dostarczaja
                    orgazmicznych przezyc przy rozwiazaniu i pelnego przekroju emocji, od
                    programowania, po malowanie fresków, od zadan z chemii po segregacje smieci.. :)
                    Czy bardziej chodzi Ci o tworzenie z niczego, tak? :)
                    Mnie to raczej zadziwilo, ze old school ASCII to prawdziwy art, a wspomagany
                    generatorem to juz nie :)
                    Znam wiele osób, które na sam widok komputera kwicza, fukaja i ulewaja z
                    obrzydzeniem (na aparaty cyfrowe zreszta tez) i twierdza, ze prawdziwa sztuka
                    jest tylko analogowa, a te kompy to sztuczne, nieprawdziwe, drut i mysz zamiast
                    dluta, pedzla, czy trujacych wywolywaczy... ;P a my tutaj rozdrabniamy wlos
                    komputerowy na czworo ;)

                    > Jak napisałam wyżej, sztuka to będzie, ale osoba artysty inna.

                    Moze raczej - wspomozona? Programista stworzyl program ale tylko raz, nie siedzi
                    w komputerze i nie maluje za kazdym razem recznie calego ekranu jak u Pratchetie..
                    Minimum wysilku w generowanie nowego ASCII tez trzeba wlozyc - mianowicie nalezy
                    wybrac odp. zdjecie czy rysunek, nacisnac guzik, a potem wybrzydzac nad
                    rezultatem, i w koncu stwierdzic czy zapisac to czy skasowac ;)
                    To predzej tandem - dobrego programisty-wirtuoza matmy&fizy oraz dobrego
                    naciskacza myszy/klawiszów, który ma wizje i wie czego chce od programu.. nie? :)

                    > Poza tym dłubanie w ASCII jest przyjemne, sam fakt dłubania w >czymś jest
                    przyje>mny, relaksujący i odświeżający umysł.

                    Ja z kolei jestem niecierpliwa, nadpobudliwa i za duzo dlubania przez dlugi czas
                    daje mi pelny przekrój wkurwu zamiast odswiezenia ;P Jak moge wjechac winda na
                    170 pietro, to nie chce mi sie dlubac schodami - tak mnw. sie czuje przy
                    dlubaninie w ASCII ;)
                    Ale pocieszam sie, ze lenistwo jest matka wielu wynalazków i jakze pomijanym
                    motorem postepu :)
                    N.p. czy chcialoby Ci sie dzisiaj programowac EMAC za pomoca kart perforowanych,
                    czy wolisz wcisnac F5? :)

                    > To tak, jak mój syn ostatnio patrzy na mnie ze współczuciem i mówi "mama, jak b
                    > ędę już cholernie bogaty to ci kupię takiego robota, co będzie za ciebie robić
                    > na drutach bardzo szybko".
                    > Po moim trupie :P

                    :-D Ach, bo Ty kochasz sciubolic cokolwiek, czy tak? :)
                    • lezbobimbo Re: Emotka...? ;) 06.01.09, 10:30
                      lezbobimbo napisała:
                      >jak u Pratchetie..

                      Poprawialam z "jak w Pratchecie" na "u Pratcheta" i prosze, jaka wygenerowalam
                      hybryde. BUG! Nie ma to jak slabowity, ludzki mózdzek ;P
                      • mama_kotula Re: Emotka...? ;) 06.01.09, 11:09
                        Lezbobimbo kochana, zgadzam się w zupełności, bo masz rację.

                        Po prostu mam okropne uczulenie na wszelkiej maści "artystów" czy "programistów" albo - ajajaj - samozwańczych "geeków" (w większości lat około 15-16 lol). Hełp.
                        Słabo mi się robi, jak oglądam niektóre dzieła wykonane np. za pomocą photoshopa - gdzie panienka pstryknie słabe zdjęcie cyfrówką, i tu rozmyje, tam przyciemni, tu odcień zmieni, tam wytnie i twierdzi, że tworzy fotografię "artystyczną". Ale znam wielu rewelacyjnych artystów, których narzędziem pracy jest wyłacznie fotoszop.



                        I dodatkowo, zapomniało mi się, że programy do tworzenia ASCII to nie tylko automaty z serii "załaduj zdjęcie, ustaw gęstość, rozdzielczość i paletę kolorów" :)
                        Mimo wszystko i tak najbardziej lubię ASCII z tzw. jajem i pomysłem - najlepsze wg mnie są miniatury tworzone ręcznie, bez generatorów, niż "literkowanie" zdjęć, które wprawdzie robią powalające wrażenie, no ale... ale mimo wszystko mi to zgrzyta. No, ale to moje zdanie jest :).


                        CytatMnie to raczej zadziwilo, ze old school ASCII to prawdziwy art, a wspomagany generatorem to juz nie :)

                        Słowo klucz - "wspomagany" :).
                        Każdy gamoń może sobie wyklikać coś takiego: www.glassgiant.com/ascii/ , wrzucić dowolne zdjęcie i napawać się swoim ascii, prawda?
                        Ale jak widzę gdzieś w sieci takie obrazki, które ewindentnie tworzył generator z gatunku idiotoodpornych, i jak widzę takie obrazki obwołane mianem ASCII-ART to mam ochotę głośno protestować, bo ART to nie jest, koniec kropka.


                        I tak samo, oczywiście, że programy komputerowe wypada i trzeba pisać w edytorze, bo inaczej można się zaorać a przecież - patrz ostatnie zdanie tego akapitu. Natomiast co zauważyłam - stara szkoła pen&paper programming na jednym z początkowych etapów tworzenia programu jest najlepsza i niezastąpiona :). Faktem też jest, że najlepszymi programistami są leniwi programiści :>:>:>.

                        Co do mojego dłubania - lubię to, bo mnie to relaksuje, mam coś w rodzaju "zespołu wędrujących rąk", i kiedy dłonie me nie są czymś zajęte, to czuję niepokój wewnętrzny :D:D
                        • lezbobimbo Re: Emotka...? ;) 06.01.09, 12:09
                          mama_kotula napisała:
                          > Po prostu mam okropne uczulenie na wszelkiej maści "artystów" czy
                          "programistów> " albo - ajajaj - samozwańczych "geeków" (w większości lat około
                          15-16 lol). He> łp.
                          > Słabo mi się robi, jak oglądam niektóre dzieła wykonane np. za pomocą
                          photoshop> a - gdzie panienka pstryknie słabe zdjęcie cyfrówką, i tu rozmyje,
                          tam przyciem>ni, tu odcień zmieni, tam wytnie i twierdzi, że tworzy fotografię
                          "artystyczną"

                          Ach, kids! Takie chwalipiety to zawsze beda istnialy, chyba ;) I nie tylko
                          16-letnie..
                          Paradoksalnie, coponiektórzy ahtysci analogowi robia jeszcze mniej niz te
                          panienki (te sie przynajmniej minimalnie napracuja z pozowaniem, klikaniem i
                          suwaczkami ;) i tez to wystawiaja jako bógwico Sztuke przez najwyzsze tse! I to
                          nie od dzis..

                          > Mimo wszystko i tak najbardziej lubię ASCII z tzw. jajem i >pomysłem -
                          najlepsze> wg mnie są miniatury tworzone ręcznie, bez generatorów, niż
                          "literkowanie" zdj>ęć, które wprawdzie robią powalające wrażenie, no ale... ale
                          mimo wszystko mi t
                          > o zgrzyta. No, ale to moje zdanie jest :).

                          Czy moge zaproponowac krzywdzacy kompromis, gdzie uznamy, ze i reczne
                          literkowanie wlasnych obrazów i generowanie pieknych zdjec w ASCII (n.p.
                          wlasnych!) moga sobie egzystowac w osobnych, acz spokrewnionych niszach? :)

                          > Ale jak widzę gdzieś w sieci takie obrazki, które ewindentnie >tworzył
                          generator> z gatunku idiotoodpornych, i jak widzę takie >obrazki obwołane mianem
                          ASCII-> ART to mam ochotę głośno >protestować, bo ART to nie jest, koniec
                          kropka.

                          A to rozumiem, rozumiem. Masz na mysli tfurczosc pt. zobacz co wysmazyla
                          ostatnio moja komórka i zostaff mi komcia? ;)

                          > Co do mojego dłubania - lubię to, bo mnie to relaksuje, mam coś w >rodzaju
                          "zesp ołu wędrujących rąk", i kiedy dłonie me nie są czymś zajęte, to czuję
                          niepokój
                          > wewnętrzny :D:D

                          Aaaaa witaj w klubie ;P Mam podobnie, tylko w o wiele mniejszym stopniu - nie
                          czuje az takiego niepokoju wewn., ale mi lapy tez wedruja i na co sie natkna, to
                          zadlubia, podziobia albo i zniszcza - papierek lezy, podra; groch lezy,
                          wyluskaja; dlugopisem zarysuja powierzchnie poziome itd. Ale to raczej
                          bezmyslnie, glowa sobie, lapy sobie - niespokojnie
                          rozdlubia a potem zostawia i dlubia cos innego. Nadawalabym sie do darcia pierza
                          tylko pod warunkiem
                          ze bylaby to bardzo mala ges ;P
                          • mama_kotula Re: Emotka...? ;) 06.01.09, 12:55
                            Cytat
                            A to rozumiem, rozumiem. Masz na mysli tfurczosc pt. zobacz co wysmazyla
                            ostatnio moja komórka i zostaff mi komcia? ;)


                            To też, ale nie tylko.
                            Co jakiś czas na forach dziecięcych reklamują się rózne panie, zajmujące się -
                            jak to określają - artystyczną obróbką zdjęć - coś a'la dzieła pani Anne Geddes.
                            Tyle, że na zasadzie "wytnę fotoszopem buzię twojego dziecka z jednego zdjęcia,
                            wkleję do template, dokoloruję tam, gdzie nie styka i dorzucę stylową rameczkę i
                            parę sprite'ów z kubusiem puchatkiem naokoło".
                            No nic nie poradzę, że wywołuje to u mnie odruchy wymiotne.

                            Podobnie jak większośc zabaw generatorem czegokolwiek (fraktali, tekstur, gier
                            komputerowych) podpisywanych jako "twórczość".

                            Są 4 etapy w tworzeniu czegoś, pierwszym jest "nie zdaję sobie sprawy, że nie
                            umiem" - i większość takich czysto generatorowych artystów jest na tym etapie
                            właśnie, i co gorsza, wcale nie ma zamiaru poza niego wyjść :/
          • the_dzidka Re: Emotka...? ;) 05.01.09, 10:37
            Czy tylko mnie ten rysunek skojarzył się ze śpiewającą Laurą? ;-)
            • lezbobimbo Re: Emotka...? ;) 06.01.09, 04:21
              the_dzidka napisała:
              > Czy tylko mnie ten rysunek skojarzył się ze śpiewającą Laurą? ;-)

              Tak ekspresyjnie i z przechylem w przód, to Laura raczej ulewa ;P
        • iskierka.poemat Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 17:40
          Hmm...
          Mam dziwne odczucie, ze wszyscy przypisuja brak zainteresowania, lub
          jakakolwiek inny rodzaj dezaprobaty wobec tej ksiazki MM. Autorka
          pisze w takim samym stylu, a ja mam wrazenie jakby tutaj narobila
          mase bledow i od tak po prostu wszystko co jest pewna powtorka z
          zeszlych czesci, nie ma zaskakujacych reakcji na wydarzenia
          zaskakujace, i jest wiele zdarzen, ktore mozna bylo przewidziec - to
          wszystko zniszczylo ksiazke i jest do kitu. Nie rozumiem czemu tak
          niektorych irytuja jakies slowa czy powiedzenia. Czasem czuje sie
          przerost formy nad trescia - to fakt. Ale taki ma styl MM, i juz.
          Najbardziej mnie rozsmieszylo ''wyrastanie'' z ksiazek - moja mama i
          babcia nadal je czytuja z zapalem, i sa to osoby normalne umyslowo.
          Moim dzieciom jak beda duze tez to podsune. To sa dobre ksiazki,
          choc prawda - gdzie niegdzie sa nuzace.
          Nie przesadzajmy.
          • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 17:49
            Nigdzie nie pisalam o wyrastaniu w sensie wieku, czyli uczuciu,
            ze 'w pewnym wieku juz nie przystoi' - ale o zmianie gustow. Kiedys
            mi odpowiadal i styl, i formula, ale osobiscie mi sie juz przejadla.
            Trudno po 100 razy sluchac takiej samej piosenki, chociaz dla kogos
            innego moze ona byc swieza i nowa.
            • meg_mag Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 18:14
              a np. ja jestem jak inz. Mamon, najbardziej lubie rzeczy, ktore juz znam -
              filmy, smaki, muzyke, ksiazki - choc to pewnie malo inteligentne..., chyba
              jedyna dziedzina, w ktorej strzyge uszami na nowosci, to jest motoryzacja

              i pewnie dokad bedzie sie ukazywac Jezycjada, to bede ja czytac, zeby dowiedziec
              sie, co slychac u starych znajomych

              niedociagniecia zauwazam (forum jest w tym bardzo pomocne:)), ale sie po prostu
              przyzwyczailam do bohaterow
        • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała-odp emotka 05.01.09, 03:36
          croyance napisał:
          > Tak napisala, i w zwiazku z tym pytam, czy ta ikonka by sie >nadawala:
          > :-<

          Ta emotka jest zbyt slodka :) Przypomina mi raczej pyszczek koci..
          Spróbuje moze i ja:
          >|-O==================================== !!!

          (ta pionowa kreska to maja byc zacisniete oczy, pod marsowymi brwiami... jeszcze
          tylko niwy tu brakuje chyba ;P
    • nighthrill UWAGA - data wydania "McDusi" 04.01.09, 17:44
      Właśnie gdzieś przeczytałam, a nie wiedziałam gdzie to podpiąć, wieć wciskam do
      wątku o "Sprężynie".
      Data wydania następnego tomu to 30.01.2010.
      Mimo wszystko czekam. Ciekawe, czy wyjdzie na czas...
      • czekolada72 Re: UWAGA - data wydania "McDusi" 04.01.09, 20:40
        żartujesz!!?? Za rok????
        • nighthrill Re: UWAGA - data wydania "McDusi" 04.01.09, 21:28
          Si:)
        • veranillo Re: UWAGA - data wydania "McDusi" 05.01.09, 10:52
          W "Gandalfie" też jest ta data: www.gandalf.com.pl/b/mcdusia/

          Poczekamy, zobaczymy... :)
    • limotini Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 05.01.09, 14:41
      Croyance,
      nie czytałam Sprężyny. W empiku wybrałam bez wahania "Europa walczy" Davisa (o
      drugiej wojnie światowej, polecam!).

      Natomiast bardzo podobne odczucia do Twoich miałam czytając TiR. Gdyby nie chęć
      rozwiązania quizu na spotkaniu toruniowym, to pewnie bym nie przebrnęła do końca.

      Napiszę trochę na ten temat, choć onion też już wspominała, bo czytanie
      przyniosło mi wiele irytacji i muusze to z siebie wyrzucić.

      * W książce przewija się motyw "miłość między rodzicem a dzieckiem jest
      bezinteresowna, a tym silniejsza, im kochana osoba >trudniejsza<". Jednocześnie
      miłość Laury do ojca jest uważana za przestępstwo. Czy tylko ja widzę tę
      sprzeczność?
      * Dlaczego pytanie "A co robił mój tatuś?" jest złośliwością? Dlaczego nie można
      było odpowiedzieć "Pewnie tak samo jak mamusia ma już nowego partnera, może tak
      samo jak mamusia ma też kolejne dzieci"?
      * Przykłady powyższe pokazują prześlicznie bardzo typowe zjawisko: rodzic
      pokłócony z mężem/żoną często wyobraża sobie lub nawet oczekuje, że dzieci będą
      żywić te same uczucia. Tymczasem tak jak niemożliwe lub bardzo trudne jest
      kochanie małżonka, który zdradził, oszukał, porzucił, to _naturalne_ jest
      kochanie ojca, _pomimo_ że zrobił coś złego, nawet kochanej mamie. I nie oznacza
      to stawania przeciwko mamie. Słowem, wydaje mi się, że książka pokazuje bardzo
      życiową sytuację i zamiast ją potępić - zachwala.
      * Reakcja Robrojka na informację Oleńki, że Laura ma złą sytuację w domu.
      Specjalnie przeczytałam ten fragment uważnie, żeby mieć pewność, że Oleńka nie
      podaje żadnych więcej szczegółów. Dlaczego Robrojeka od razu założył, że Laura
      kłamie? Dlaczego nie pomyślał, że dziecko, nawet wykarmione i posiadające własny
      kąt, może mieć problemy w domu? Może ją ojczym wykorzystuje (w końcu już raz jej
      matka wyszła za gościa powszechnie uważanego za łajdaka, a Robrojek nie zna
      chyba Grzesia jakoś blisko)? Może ma problemy w szkole? Może nikt jej nie
      rozumie (typowy problem nastolatki)? Może nikt z nią nie rozmawia o ojcu,
      którego jej brakuje? Przecież zła sytuacja w domu nie oznacza koniecznie
      wybierania maku z popiołu.
      * Bunt Laury. Jako jeden z przykładów "niegrzeczności" Laury jest podana taka
      scena. Róża wraca po kąpieli do pokoju i zapomina zgasić światła. Prosi
      (uprzejmie!) Laurę, by ta naprawiła jej zapomnienie. Laura mówi "nie" i biedna
      Pyza musi jednak wstać i zgasić światło. Hę? Czyli niespełnienie czyjejś prośby
      o naprawienie błędu tamtej osoby (nawet jeśli to nie wymaga większego wysiłku),
      jest buntem?
      * Na koniec: TiR nie ma kompletnie sensu w oderwaniu od poprzednich części.
      Wątek ze zbuntowaną Laurą, która zapada na ciężką grypę podczas kilkugodzinnego
      wyjazdu - a wszyscy traktują to jako ucieczkę, mnie jakoś nie wciągnął. A
      czytanie historii miłosnej w formie samego happy endu, jakoś nie wzbudziło we
      mnie żadnych emocji. Tzn. mniej więcej takie, jak oglądanie pocałunku na planie
      "Mody na sukces", gdy odwiedzałam moją Babcię.

      Ech, wygadałam się :)
      • wushum Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 05.01.09, 17:59
        Witam.
        Wg mnie MM utknęła. Sprężyna jest dalekim echem, "popłuczynami"
        dawnych książek jej autorstwa. A jest nim, ponieważ Trolla i
        Żaba /że o Polewce nie wspomnę, bo nie czytałam/ były próbą czegoś
        nowego, co raczej się nie udało, albo ma niewielu fanów.
        Skoro "nowe" nie wypala, "jedzie" się na starym. To jak z
        większością "dalszych części" np w filmach - zazwyczaj części dalsze
        są słabszym, mniej odważnym powtórzeniem tego, co było. Ja wypadek
        Gabrieli uważam za karę dla czytelniczek, coś w stylu mini
        szantażyku - chcecie tej "wolności" dla niej? Proszę, czym grozi
        krok w stronę uwolnienia - wypadek, otarcie się o śmierć... czyja
        wina? Tych co chcieli wolności - oczywista. Moralik? Lepsza
        bezpieczna niewola:)
        Ależ słodko. Gabriela się nawróci, nie wsiądzie już do samochodu,
        podróże będzie odbywać tylko w otoczeniu grona rodzinnego /przykuta
        kajdanami najlepiej/, cierpiąc z dzielnym /błe/ uśmiechem, na twarzy
        pełnej miłych piegów i zmarszczek /yyyy:P/ dozgonnie będzie pichcić,
        kołysać ulewających geniuszy, "koić cudze bóle" krzepiącym klepaniem
        po łopatkach, cerować, wypiekać itp i cierpieć wewnętrzny ból z
        powodu minonego Pyziaka /bo z jakiegoś musi cierpieć/.
        Laura też się nawróci, zrobi operację plastyczną "na Borejkę",
        urodzi stado blond niemowlaków gaworzących po łacinie, zacznie
        również pichcić z rozkoszą obserwując zaokrąglanie się Naszpana i
        jego rosnący blond wąs /konieczny jako oznaka dobrobytu i szczęścia/.
        Wybaczcie, ale nie mogłam sobie odpuścić tego opisu :)
        Być może sprawa wyprawy Gabrieli, to odzwierciedlenie tego, co
        chciała zrobić MM, pisząc Trollę, czy Żabę, krok w stronę czegoś
        nowego, co się nie udało, bo zabrakło prawdziwej odwagi?

        Co do poruszanego wątku terapii w rodzinie, czy u psychologa...wg
        mnie człowiek może sobie radzić tylko sam. Nikt mu nie pomoże, choć
        sama się czasem łapię na tym, że jakoś jeszcze liczę na innych.
        Jesteśmy na świecie sami i sami musimy sobie radzić. Ani psycholog,
        ani rodzina nie pomogą. Może odrobinę przyjaciele, o ile są, ale
        tylko przez świadomość, że gdzieś są. Nie rozwiążą oni naszych
        problemów.
        Pozdrawiam
        • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 05.01.09, 18:52
          > mnie człowiek może sobie radzić tylko sam. Nikt mu nie pomoże, choć
          > sama się czasem łapię na tym, że jakoś jeszcze liczę na innych.
          > Jesteśmy na świecie sami i sami musimy sobie radzić. Ani psycholog,
          > ani rodzina nie pomogą.

          Ale widzisz, z psychologiem jest trochę tak, jak z fizjoterapeutą. Oczywiście,
          że ze złamaną nogą musisz sobie poradzić sama i nikt jej za ciebie nie zrośnie i
          nie ozdrowieje. Ale żeby nie zrosło się źle, krzywo
        • mmaupa Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 05.01.09, 19:01
          > Laura też się nawróci, zrobi operację plastyczną "na Borejkę",
          > urodzi stado blond niemowlaków gaworzących po łacinie, zacznie
          > również pichcić z rozkoszą obserwując zaokrąglanie się Naszpana i
          > jego rosnący blond wąs

          Hyhy, no piekne!

          Stado niemowlakow RUDYCH chyba chcialas powiedziec? Z burza lokow.
          • mamalilki Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 05.01.09, 23:46
            Dowodem prawdziwej odwagi byloby zakonczenie przygody z Borejkami i rozpoczęcie
            zupełnie innej ksiązki, na inny temat, niech by sobie nawet byla w realiach
            poznanskich. Nowi bohaterowie, spojna fabula, jakas ciekawa intryga, dobrze
            zarysowane postaci... Jakbysmy do tego dodali redaktora, ktory powyrzuca
            wszelkie niepotrzebne girlandki ze stiuku z tekstu to moze by powstala zupelnie
            nowa, dobra powiesc dla mlodziezy?
            Nie wiem czy ktos z Was czytal nagrodzoną w zeszlym roku przez IBBY powiesc dla
            nastolatek "Pozlacana rybka"?
            Ksiazka jest niezla, dobrze sie czyta, ma zestaw nastolatkowych tematów
            inteligentnie podanych. Daleko jej jednak do pierwszych czesci Jezycjady. Bardzo
            daleko. A jednak byla wieklim wydarzeniem. Dlaczego? Bo teraz nie ma wielu
            dobrych ksiazek dla nastolatek. A MM moglaby taką napisać. Ulubiona moja
            autorko, jesli naprawde czasem czytasz (lub ktos czyta i Ci donosi :-) to napisz
            zupelnie nowa książkę! Będzie jak znalazl dla moich córek :-)
            • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 11:08
              Piekny wpis, mamoliki :)
              Podobnie jak Ty uwazam, ze MM lepiej wychodzily ksiazki monadyczne, w kazdym
              tomie inna bohaterka, jej nowa rodzina (oprócz IS i KK) nowy amant i nowe
              przygody - kazdy tom byl jako tako skonczona caloscia z optymistycznym
              zakonczeniem. Potem owe bohaterki jeno tu i ówdzie mykaly po bokach w ksiegach
              nastepnych.. Niestety po Noelce formula Jezycjady zmienila sie na niekonczaca
              sage Bominków i sama MM chyba ich znielubila (a tu wydawcy domagaja sie nowych
              dziel wciaz i wciaz..)
        • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 04:09
          wushum napisała:
          > Wg mnie MM utknęła. (...)
          > Skoro "nowe" nie wypala, "jedzie" się na starym.

          Ach!! Zebyz to MM jeszcze na starym jechala - bardzo bym chciala to "stare" z
          powrotem, z Klepki, Klamczuchy itd... :)
    • mmaupa Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 05.01.09, 16:54
      Zgadzam sie z Croyance. Chociaz chyba mimo wszystko tak zaslepilo mnie zabranie
      kozy, ze ksiazka wywarla na mnie wrazenie bardzo pozytywne.

      Ale fakt, jezyk jest zbyt napuszony, humor jakis taki nie moj (zasmialam sie
      trzy razy, a na przyklad przy "Szostej klepce" rechotalam non-stop), przerost
      formy nad trecia itd.

      Smiesza mnie (ale chyba nie tak jak autorka by chciala) zupelnie absurdalne
      stwierdzenia bohaterow, np. gabrysine "jak to dobrze, ze astra jest na zlom,
      przynajmniej nikt sie juz nia nie rozbije". Rzeczywiscie, same korzysci z tego
      wypadku! Skoro tak sie wszyscy bali jezdzic, to czemu astry po prostu nie
      sprzedali?

      Albo inny przyklad - skad Ignacy ma pewnosc, ze jego "wzor z Sevres" nie namowil
      swojej bylej dziewczyny do aborcji, lub nie jest pedofilem? Wybieranie wnuczce
      przyszlego meza tylko na podstawie tego, ze lubi ksiazki i wybral szlachetny
      zawod nauczyciela jest mocno, mocno, mocno ryzykowne.

      Zirytowala mnie tez Ida, ktora wtargnela do pokoju Laury pod jej nieobecnosc i
      zamienila go w zlobek, uzywajac do tego celu tygrysich ksiazek! Ciekawe czy
      odkupilaby Laurze wszystkie tomy "Encyklopedii muzycznej" gdyby Ziutek sobie na
      nie poulewal? Poza tym gdybym byla Magdusia to chyba zazadalabym zwrotu
      pieniedzy za wywalona torebke czipsow. Pani laryngolog zdecydowanie przesadzila
      - zarowno reakcja jak i jej uzasadnienie sa dla mnie bezsensowne.

      I wreszcie przy scenie z Dmuchawcem pomyslalam sobie bardzo brzydko, ze ulzy mi
      niesamowicie kiedy ten straszny dziad wreszcie kopnie w kalendarz. Mam nadzieje,
      ze stanie sie to w "McDusi".
      • idomeneo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 05.01.09, 17:26
        co do Dmuchawca, to obawiam się jednak, że nic to nie da, bo jego promieniejący
        a natchniony duch będzie jeszcze niechybnie bohaterów wspierał zza grobu, jak
        mistrzowie Jedi w Star Warsach.
        • strawberryfields Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 07.01.09, 22:46
          Dmuchawiec, nawet jeżeli zejdzie się w końcu biedaczysku, wróci zapewne jako
          Dmuchawiec Biały jak Gandalf u Tolkiena:)
          • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 07.01.09, 23:02
            Hłe, hłe :)

            A ja mam wrażenie, że on już właśnie wrócił w tej bieli z zaświatów
            • agawa79 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 07.01.09, 23:15
              nessie-jp napisała:


              >
              > A ja mam wrażenie, że on już właśnie wrócił w tej bieli z
              zaświatów
              • mmoni Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 08.01.09, 10:48
                Tylko że NiN wyprzedza o parę lat nawet pierwszą część HP, nie mówiąc o ostatniej.
                • agawa79 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 08.01.09, 13:01
                  Oj, bo mi się porąbało ze sceną w szpitalu w Sprężynie. :D Gdzie
                  wokół biel i cisza, i tylko mistrz rozmawia z uczennicą. ;)
      • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 04:19
        mmaupa napisała:
        > Albo inny przyklad - skad Ignacy ma pewnosc, ze jego "wzor z Sevres" nie
        namowil> swojej bylej dziewczyny do aborcji, lub nie jest pedofilem? Wybieranie
        wnuczce
        > przyszlego meza tylko na podstawie tego, ze lubi ksiazki i wybral szlachetny
        > zawod nauczyciela jest mocno, mocno, mocno ryzykowne.

        Szlachetny zawód polonisty i jeszcze ma na imie Adam - tozto wieszcz inkarnowany!
        A absurdalne (bo Ignacowe) oddawanie córki/wnuczki za pare cycatów lacinskich
        juz mielismy w Pulpecji. Tez narzekalam ;) W ogóle jakim cudem Bobcio-buntownik
        i wilk syrenkowy zna sie tak na poprawnej wymowie lacinskiej?
        Albo cmokanie nad rzekomym Mareczkowym licealnym wierszem Auron, tak jakby jeden
        wierszyk automatycznie czynil kogokolczyk dobrym czlowiekiem. Albo i wczesniej,
        slynny Pyziaczek, któremu Ignac jadl z reki uczte Trymalchiona..
        porazajacy handel wymienny.. przy tym Mila niby taka "tyranka" i rozumna i
        przenikliwe ma oczy wzietej dramaturzki, a szalonemu Ignacowi tylko przytakuje.
        • papieska_kremowka Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 08:12
          Bożesztymój, po zapoznaniu się z cycatami (zwlaszcza tym z Laurą we włosiennicy u wrót Canossy) stwierdziłam, że ja tego jednak nie przeczytam. Nie mam odwagi no. :(((
        • nighthrill Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 10:53
          A, tak między nami, to Marek nie chodził do liceum w Stanach? Ignacy podziwia
          go, bo "tyle lat po skończeniu liceum jeszcze umie prawidłowo akcentując
          zadeklamować poemat jakiśtam", ale gdzie się tego nauczył?
          Do Polski przecież przyjechał dopiero na studia. Na medycynie, owszem, łacina
          jest, ale nie poematy przecież...zresztą jest napisane expressis verbis, że
          poznał ten utwór w liceum. Nie chcę tu udawać znawczyni systemu edukacji
          amerykańskiej, może niech się mieszkanki USA wypowiedzą - czy w zwykłym
          amerykańskim ogólniaku jest łacina? Jakoś wątpię...

          Powiem wam szczerze, że po wielokrotnym przeczytaniu całej serii wpadki, i to
          ewidentne, zaczęły mnie drażnić jak mało co. Niech już nawet bohaterowie się
          niespójnie rozwijają, niech Gabrysia będzie dzielna po wsze czasy, ale jak
          autorka może mylić daty urodzin ( vide Laura) i robić takie byki, jak ten z Markiem?
          • idomeneo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 11:12
            Cytatnighthrill napisała:

            czy w zwykłym amerykańskim ogólniaku jest łacina?


            jak najbardziej może być - podobnie jak i w polskim liceum w klasach o profilu
            klasycznym albo humanistycznym
          • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 11:16
            nighthrill napisała:
            > A, tak między nami, to Marek nie chodził do liceum w Stanach? Ignacy podziwia>
            go, bo "tyle lat po skończeniu liceum jeszcze umie prawidłowo akcentując
            > zadeklamować poemat jakiśtam", ale gdzie się tego nauczył?
            > Do Polski przecież przyjechał dopiero na studia.

            Tak, tak, do absurdalnych kryteriów Ignaca dochodza niespójnosci amerykanskie.
            Nad Mareczkiem juz sie tu pastwilysmy, i byl watek caly, watek bialy -
            zwlaszcza, ze wyszlo w wyliczeniach, ze na studia medyczne / czy do tego
            dziwnego liceum - musialby przyjechac z USA w.. stanie wojennym ;PPP

            >niech Gabrysia będzie dzielna po wsze czasy, ale jak
            > autorka może mylić daty urodzin ( vide Laura) i robić takie byki, >jak ten z
            Markiem?

            No daty mozemy chyba MM wybaczyc? Sama nadmieniala nieraz, ze nie ma glowy do
            liczenia, do liczb i dat urodzin nawet wlasnych dzieci. Akurat brak dokladnosci
            w datach itp szczególach da sie przezyc moim zdaniem, jesli fabula jest ciekawa
            i wiarygodna, a postac zwawa i ochocza.. :)
            Zreszta gdyby bylo absolutnie doskonale, to czym mialyby sie zywic nasze
            przepastne watki Wpadki, Irytacje, Nie wierze itd? ;))) To tez forma naszej
            rozrywki ;P
            • idomeneo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 11:27
              ej, no dziewczyny, nie rozpędzajcie się, ze studiami Mareczka faktycznie jest
              coś nie teges, ale akurat łacina w amerykańskich ogólniakach występuje
              • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 12:13
                idomeneo napisała:
                > ej, no dziewczyny, nie rozpędzajcie się, ze studiami Mareczka >faktycznie jest
                coś nie teges, ale akurat łacina w amerykańskich >ogólniakach występuje

                Ale nawet wtedy, czy nie raczej jako przedmiot do wolnego wyboru, tak jak
                plastyka czy filmoznawstwo? Przymusowo, lacinskich poematów na pamiec, z odp.
                wymowa raczej sie chyba nie ucza? :)
                • idomeneo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 12:26
                  tak, jest electivem
                  • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 12:31
                    idomeneo napisała:
                    > tak, jest electivem

                    No patrz pan Paryz, jakie ten Ignac mial szczescie! Amerykanizowany ziec wybral
                    lacine w ogólniaku, jakby przeczuwajac Odyseje w przyszlosci do kraju
                    matczynego, gdzie mial staczac boje z hydami o Idusie :)
                    • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 12:33
                      lezbobimbo napisała:
                      >gdzie mial staczac boje z hydami o Idusie :)

                      hydRami nie ohydami, oczywiscie ;PPPPPP
                    • idomeneo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 12:43
                      na moje oko, jest to tak samo prawdopodobne jak olśniewanie Ignacego przez
                      stalowego Pyziaka - może niezbyt typowe, ale mogło się zdarzyć. Co mnie dziwi,
                      to raczej szczęśliwe nagromadzenie tych antycznych absztyfikantów wkoło, niż
                      każdy z nich z osobna.
                      • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 12:48
                        idomeneo napisała:
                        >Co mnie dziwi,to raczej szczęśliwe nagromadzenie tych antycznych
                        >absztyfikantów wkoło, niż każdy z nich z osobna.

                        Albo Borejkówny dobrze wiedza, kogo przyprowadzac do domu, aby na pewno zostal
                        zaakceptowany; albo szybciutko szkola absztyfikantów na stronie, jeszcze w
                        bramie wymyslaja im lacinskie imiona... :)
                    • koteczka12 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 08.01.09, 10:34
                      To ja tylko nieśmiało napomknę, że jeśli "od zawsze" myślał o medycynie, łacina
                      w ogólniaku była bardzo rozsądnym wyborem ....
                      • aniadm Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 10.01.09, 23:50
                        Wychodzę z ukrycia, żeby wygłosić jeden komentarz:

                        W szkołach średnich w USA może i można poznać łacinę (chociaż na pewno nie jest
                        to opcja popularna, sądząc po minach różnych znajomych Amerykanów, kiedy słyszą
                        o mojej maturze z łaciny). Niech będzie, że dzieci wkuwają tam poematy i
                        pamiętają je po latach.

                        Natomiast... Mowy nie ma, żeby Marek olśniewał Ignacego swoją fenomenalną
                        wymową. Anglojęzyczni z zasady wymawiają łacinę "po angielsku". Od wymowy
                        stosowanej w Polsce (a nawet od obydwu, chociaż Ignacy wychowany w dawnych
                        czasach raczej korzysta z wymowy klasycznej niż restytuowanej) różni się to
                        zasadniczo. Parę razy słyszałam taką angielską łacinę i chwilę trwało, zanim w
                        ogóle dotarło do mnie, że to łacina, że już nie wspomnę o powierzchownym chociaż
                        zrozumieniu.

                        Zawał byłby u Ignacego o wiele bardziej prawdopodobny niż zachwyt.

                        Pax vobajscum. :)
                        • wushum Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 10.01.09, 23:58
                          Jako lekarz Mareczek chyba powinien znać łacinę, chociaż nie pamiętam gdzie
                          studiował. Jeśli w Polsce, to może załapał bez akcentu z USA i Ignacego nie
                          porazi zawał, najwyżej stan przed-zawałowy:)
                          • dakota77 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 11.01.09, 00:05
                            No ale tam zdaje sie byla mowa, ze tego poematu, ktorym tak oczarowal Ignacego,
                            nauczyl sie w liceum, nie na studiach? Trudno mi sobie wyobrazic, zeby nie mial
                            amerykanskiej wymowy. Ale cala ta sciezka kariery Marka mnie drazni, jest
                            kompletnie nieprawdopodobna, bo MM wymyslila, ze wymysle Marka na studia do
                            Polski i juz, szczegoly jej nie interesowaly.
                            • wushum Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 11.01.09, 00:11
                              A, to przepraszam, jeśli z liceum /aczkolwiek kując do medycyny w Polsce tę
                              łacinę, mógł ulepszyć wymowę wyuczonego wcześniej wiersza..może?/ ale się nie
                              upieram, bo zachwyt Ignacego jest mi obojętny, a ocenianie człowieka, przez
                              pryzmat jego obeznania z łaciną - irytujące.
                            • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 11.01.09, 19:46
                              A jakby tak on po prostu przyjechal PO studiach med. za granica (dowolna) na
                              urlop z mama Palys w jej kraju matczynym i tak sie zachwycil Idusia spotkana
                              przypadkiem, ze zyc bez niej nie mógl? :)
                              Czy tak byloby lepiej?
                              • dakota77 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 11.01.09, 19:54
                                Dla mnie byloby o niebo lepiej, tylko wtedy bidulek mialby problem z
                                odnalezieniem sie w realiach polskiej sluzby zdrowia;-)
                                • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 11.01.09, 21:21
                                  A gdyby odbywal byl staz w Doctors Without Borders i praktyki mialby w kraju
                                  targanym wojna? Wtedy moze by nawet odczuwal polska sluzbe zdrowia jako niemal
                                  sielanke?
                                  Tylko nie wiem, czy to sie tak da (researchu potrzeba sie klania;) ale jesli
                                  tak, to bylby niemalze Judymem :)
                        • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 11.01.09, 00:10
                          Masz swiętą rację! Nie pomyślałam o tym
            • nighthrill Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 11:32
              Wątek o Marku gdzieś mi umknął, jaki ma tytuł? Czy to ten sam co o Monice? Sześć
              miesięcy żyłam bez netu i część ostatnich dyskusji przegapiłam.

              Pewnie, że fajne jest wyszukiwanie wpadek - a jaka satysfakcja jak się jakąś
              ewidentną zauważy i opisze:) Ale mi to osobiście trochę zgrzyta, że Laura raz
              urodziła się w grudniu, innym razem we wrześniu, i w kolejnych wydaniach nie
              jest to poprawiane. To akurat nie nieumiejętność liczenia tylko niedbalstwo.
              Z drugiej strony - w wielu książkach przy kolejnych czytaniach można napotkać
              podobne błędy.
              • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 16:09
                > To akurat nie nieumiejętność liczenia tylko niedbalstwo.

                I powód do natychmiastowej zmiany redaktora prowadzącego. Za co bierze pieniądze
                redakcja tej serii, to ja naprawdę nie wiem
                • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 07.01.09, 00:48
                  Czy redaktorka jest teraz córka MM?
                  • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 07.01.09, 01:14
                    lezbobimbo napisała:

                    > Czy redaktorka jest teraz córka MM?

                    Jeśli tak, to wszystko jasne, córunia odwala byle jak chałturę, jadąc na
                    mamusinej sławie, a wydawnictwo grzecznie honorarium płaci... :/

                    Szkoda, wielka szkoda. Profesjonalny redaktor, i to nie ktoś z rodziny,
                    zdecydowanie by się tej serii przydał.
    • idomeneo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 08:41
      mieliśmy kiedyś wątek o naszym kryzysie jeżycjadowym - i ja też miałam taki
      kryzys w pierwszej połowie lat 90. Do Brulionu miałam trochę zastrzeżeń, Noelka
      i Pulpecja średnio mi się podobały, a przy Dziecku piątku doszłam do wniosku, że
      jakoś przestał mnie już ten świat i ci bohaterowie interesować i wciągać. Po
      kilku latach doczytałam jednak kolejne tomy, niektóre z nich mnie wkurzyły
      niemożebnie, inne (konkretnie NiN) urzekły _pomimo_ rozmaitych zonków, ale była
      to lektura trochę na zasadzie sentymentalnego powrotu do bezpiecznej krainy
      dzieciństwa, gdy już się utraciło czytelniczą niewinność: wiadomo, że się nie
      da, ale miło jest chociaż przez chwilę spróbować.

      Dlatego teraz, kiedy myślę o tym, że Sprężyna mi się podobała, to jest to
      podobanie się właśnie tego rodzaju. Croyance napisała o tym, że Sprężyna ją
      denerwuje, bo jest jak za ciasne spodenki, z których już się wyrosło. I ja też
      wiem, że w tych spodenkach już nie będę sobie nigdy biegać, ale akurat S jest to
      dla mnie jeden z tych tomów, gdzie ze starych spodenek udało się wykroić
      przyzwoite rękawiczki. I zamiast tęsknić za ukochanym ubrankiem dzieciństwa albo
      złościć się, że już go nie ma, jestem całkiem zadowolona z tego co udało się
      zdziałać.

      Poza tym zgadzam się ze sporą częścią krytycznych uwag Croyance, sama mam też
      jakieś własne, ale zarazem doceniam to, że Autorka się przy tym tomie, moim
      zdaniem, rzeczywiście postarała, czego nie było zbytnio widać przy poprzednich.
      "S" to dla mnie zatem jedna z tych części Jeżycjady, do których, jak do Pulpecji
      albo do Córki Robrojka, mam niemało szczegółowych zastrzeżeń, ale zarazem
      uważam, że coś w nich jest - że wprawdzie, jak głosi forumowa mantra, "nie jest
      to stara Jeżycjada", ale są całkiem niezłe.
      • blesia Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 09:16
        ha ha ha ależećie się tu mądrze wypisały - to o to chodziło?
        A ile Wy macie lat? Bo może czytacie nie to co trzeba? Może za dużo
        latek na karku? I dlatego nei podoba Wam się to co czytacie?
        Przeczytałam te wszyteki WASZE NAPUSZONE słowami krytyki i mnie
        zmedliło...
        • soova Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 09:38
          Rozumiem, że Cię "zmedliło", bo masz kłopot ze zrozumieniem obszernych wyjasnień koleżanek, dlaczego nie podoba im się to, co czytają. Cóż, widocznie problemy ze powiązaniem skutku z przyczyną nie są tylko domeną starszego wieku...
        • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 09:59
          blesia napisała:
          >Może za dużo> latek na karku? I dlatego nei podoba Wam się to co >czytacie?

          Tak, to wlasnie zaleta wieku;
          po ukonczeniu 13 lat trudno sie zachwycic czyms, co nie zachwyca, albo jest
          pelne bledów czy irytacji.
          • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 13:19

            • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 13:20
              O, wyslalam pustego posta! Przepraszam.

              Widze, ze dyskusja sie rozwija :-) Wszystko przeczytalam i sie
              dopisze wieczorkiem :-)
        • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 13:33
          Masz szczescie, Blesiu, ze nie studiujesz filologii polskiej:
          wyobraz sobie (shock horror), ze tym wlasnie zajmowalabys sie
          zawodowo: analiza tekstow literackich. I im wiecej krytycznego
          myslenia, tym lepiej :-)
        • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 16:12
          blesia napisała:

          > ha ha ha ależećie się tu mądrze wypisały - to o to chodziło?
          > A ile Wy macie lat? Bo może czytacie nie to co trzeba?

          To znaczy sugerujesz, że pani MM to taka łartyska, że się nadaje tylko dla
          bardzo mało wymagającego czytelnika? Obraźliwe to. Przemyśl jeszcze.
          • blesia Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 07.01.09, 13:19
            to ciekawe że krytyka wywołuje złośliwości:)
            nie nie uważam, że Pani Musierowicz to artystka dla dzieci, ale, że
            dla dzieci i młodzieży pisze i do nich adresuje ksiązki.
            Napuszone i mądre wypowiedzi zrozumiałam na szczęście:) ale uważam,
            że mądrość olega na mówieniu prstym językiem - zwłaszcza jeśłi nie
            jest się pisarzem a mówi sie o swoich odczuciach. Ja Musierowicz
            lubie z senstymentu bo po pierwsze kiedy byłam chora ratowały mi
            życie, po drugie jestem z Poznania:). Uważam tylko, że za dużo w tym
            wątku wymądrzania się i tyle. Miłego czytania innych lektur!
            • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 07.01.09, 15:37
              Ale wlasnie przeciez na to narzekalam w zalozonym przez siebie
              watku! - ze MM nie mowi jezykiem prostym i komunikatywnym, tylko
              stosuje jakies rokokowe i pietrowe konstrukcje jezykowe, ktore sa
              wtorne i zaciemniaja tresc.
              • rubinoweoczy Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 07.01.09, 18:21
                Ja kiedyś też byłam ogromną fanką MM. Kolejne książki z cyklu też kupuję
                regularnie i niemal od razu jak tylko pojawią się w księgarniach. Trudno jednak
                wybaczyć pewne błędy, nieścisłości, niedopowiedzenia, pewnie bardziej u kogoś,
                kogo bardzo się ceni, podziwia i lubi. Jeśli ktoś jest dla nas cenną "marką"
                tym więcej od niego wymagamy. Gdy dodatkowo przeinaczenia dotyczą ukochanych
                bohaterów, tym bardziej wywołuje to złość.
            • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 09.01.09, 00:56
              blesia napisała:
              > nie nie uważam, że Pani Musierowicz to artystka dla dzieci, ale, że > dla
              dzieci i młodzieży pisze i do nich adresuje ksiązki.

              To, ze sie pisze dla mlodziezy czy dzieci, nie znaczy, ze mozna pisac byle co.
              Sugerujesz, ze MM wolno wpychac tej mlodziezy i bezkrytycznym dzieciom dowolny
              chlam, a kto ma jakies obiekcje, ten jest napuszony? To ja z checia bede
              napuszona jak kardynal pawiów.
              • madame-bovary Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 09.01.09, 15:48
                Chyba jesteś prawdziwą masochistką, bo pomimo braku jakiejkolwiek przyjemnośći z lektury, za to z samymi negatywnymi emocjami, refleksjami i spostrzeżeniami wciąż czytasz Jeżycjadę. Zarzuciłaś autorce chyba wszystko, co jest możliwe. Wg. mnie czepiasz się na siłę i zawsze coś próbujesz "wyrzeźbić". Lubię osoby wsadzające twórczo "kij w mrowisko", ale istnieją granice zdrowego rozsądku. Chyba, że to Twój niepowtarzalny styl, w którym trudno oddzielić ironię i szyderstwo od "reszty". A teraz czekam aż reszta forum rzuci się na mnie w obronie kochanej i przede wszystkim "zasiedziałej" oraz "jak najbardziej u siebie" Lezbobimbo. Choć spodziewam się raczej wyniosłego milczenia.
                • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 09.01.09, 16:03
                  Och jejku. Jeszcze sie moze rozplacz w obronie autorki, która odcina kupony?

                  O moja przyjemnosc nie musisz sie martwic, cala po mojej stronie :>
                • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 09.01.09, 16:05
                  Zreszta wyszarz mnie po prostu zamiast pisac peany, moje posty jak widac za
                  bardzo Cie podniecaja... ;>
                  • madame-bovary Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 09.01.09, 16:51
                    lezbobimbo napisała:

                    > Zreszta wyszarz mnie po prostu zamiast pisac peany, moje posty jak widac za
                    > bardzo Cie podniecaja... ;>

                    Racja, wyszarzę (muszę tylko dowiedzieć się jak). Nigdy nie lubiłam Twojego nicku ;)
                    • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 11.01.09, 19:43
                      madame-bovary napisała:
                      > Racja, wyszarzę (muszę tylko dowiedzieć się jak). Nigdy nie lubiłam >Twojego
                      nic>ku ;)

                      I kto tu jest masochistka? Mi Twój nick jest obojetny i wlasciwie mie ani grzebi
                      ani zieje, czy jestes na forum czy nie; malo piszesz, a jak juz, to nic
                      ciekawego.. ale nawet Twoje ciasne horyzonty i cierpienie za autorke moga
                      spokojnie sobie tu byc, laskawie pozwalam ;P
                • anutek115 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 09.01.09, 16:12
                  madame-bovary napisała:
                  A teraz czekam aż reszta forum rzuci się na mnie w obronie kochane
                  > j i przede wszystkim "zasiedziałej" oraz "jak najbardziej u siebie" Lezbobimbo.
                  > Choć spodziewam się raczej wyniosłego milczenia.

                  E, tam. Po pierwsze primo, ty tu tez nie pojawiasz się pierwszy raz, więc w
                  pewnym sensie jestes zasiedziała. A po drugie primo, po co mamy bronic
                  Lezbobimbo? To bystra dziewczynka. Sama swietnie potrafi :-).
                • andrzej585858 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 11.01.09, 14:18
                  Pozwole sobie na dopisanie sie mimo ze rzadku tutaj bywam to mimo wszystko nie
                  sadze aby MM odcinala kupony piszac coraz bardziej slabe ksiazki i tylko
                  pozwole sobie na podanie pewnego linku ktory wedlug mnie swiadczy o tym czego
                  ludzie szukaja w Jezycjadzie - oczywiscie poza analiza realnosci zachowania sie
                  Gabrieli tudziez innych bohaterow Jezycjady
                  dominikanie.pl/mateusz_przanowski_op.php?wpis=41
                  Aha gdzies wczesniej przeczytalem iz ciezka praca zwiazana z sadownictwem i w
                  ogole prowadzeniem specjalistycznej dzialalnosci ogrodniczej nie da sie za
                  bardzo pogodzic z wypiekiem ciast, rogalikow tudziez innych przysmakow i to
                  tylko we dwoje no i posiadaniem dzieci oczywiscie jak jest to w przypadku
                  Florkai Pulpecji. Otoz pozwole sobie na stwierdzenie ze da sie pogodzic choc na
                  pewno nie jest to latwe :-)))
                  • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 11.01.09, 19:37
                    >andrzej585858 napisał:
                    >nie> sadze aby MM odcinala kupony piszac coraz bardziej slabe >ksiazki

                    Nie umiesz analizowac tekstów? Poczytaj któras nowsza chalture od Noelki i
                    porównaj z 6Klepka, KK, Klamczucha czy innymi starszymi. Zjazd po równi pochylej..
                    A z tym dominikanskim szelestem to idz, bo zaczne ulewac.
                    :-O==================================
                    Ach, jakiez okragle slówka, dobro i chrobro i niewinnosc.. Skrajna naiwnosc
                    raczej, nie mozna czytelnikom napisac "byla dobra i mila" i tak sie stanie, a
                    czytelnicy uwierza. Pisanie wymaga ciezkiej i wytrwalej pracy - tekst pisany od
                    niechcenia rózni sie od wypracowanego. Tak samo sie rózni powiedzmy TiR od OwR..
                    • ginestra Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 13.01.09, 14:11
                      Chciałabym i ja coś dopisać do przytoczonego przez Andrzeja linku (wypowiedź
                      dominikanina o Jeżycjadzie).

                      (Na marginesie mówiąc, nadrabiam teraz zaległości na forum, bo mam ostatnio
                      spiętrzenie różnych obowiązków, pracy itp. - przepraszam więc za częste ostatnio
                      "znikanie").

                      Otóż przeczytałam tekst "Czytajcie Jeżycjadę" (z podanego linka) i chciałabym,
                      tak zupełnie na gorąco, coś o tym powiedzieć - trudno mi nawet znaleźć
                      odpowiednie słowa, którymi mogłabym wyrazić to, co czuję.

                      Mianowicie przeczytałam tekst z zainteresowaniem i (tak przynajmniej myślę) ze
                      zrozumieniem intencji autora tekstu i z tym jakie prawdziwe twierdzenia o życiu
                      i o naturze ludzkiej chciał przekazać.
                      Tekst jednak pozostawił mnie w takim wrażeniu, że zarówno zgadzam się z każdym
                      jego słowem, jak i z każdym jego słowem się nie zgadzam. :-( Czyli byłoby to coś
                      takiego, co można by określić nie takimi słowami, że "zgadzam się, ale nie ze
                      wszystkim", tylko, że to, co on pisze (ta sama rzecz!) jest zarówno prawdą jak i
                      nieprawdą - zależy jak na to patrzeć.

                      Próbuję znaleźć jakieś porównanie, żeby móc to wyrazić (żałuję w tym przypadku,
                      że nie mam bardziej ścisłego umysłu, bo by mi się przydał), ale na razie roboczo
                      znajduję tylko takie bardzo przybliżone porównanie (przepraszam za jego
                      ewentualne deficyty):

                      Otóż może to jest tak, jakby w jakiejś rodzinie istniał rodzinny przepis na
                      pierniczki, który jednakże nie uwzględnia, na przykład, dodatku imbiru, ale te
                      pierniczki pieczone przez nich są naprawdę smaczne. I ludzie (zwłaszcza ludzie
                      głodni czy ogólnie gustujący w słodyczach) częstowani nimi nie mogliby
                      zaprzeczyć, że one są nie tylko ładnie wykonane i ozdobione, cieszą oczy, ale są
                      także smaczne (oczywiście dla jednych bardziej, dla drugich mniej, jakieś wady
                      by można znaleźć - to indywidualna sprawa, ale w uproszczeniu: są ewidentnie
                      OK). I osoby z tej rodziny mówiłyby, że są takie smaczne i w ogóle dlatego, że
                      zawierają i cukier i miód i sodę i mąkę i trochę kakao i cynamon i nawet
                      szczyptę soli, bo też jest potrzebna. I trzeba by przyznać, że naprawdę te
                      składniki w nich są, są dobre, a pierniczki są smaczne i mogą jak najbardziej
                      być pociechą w trudnych chwilach. I temu nie można zaprzeczyć.

                      Natomiast dla ludzi, którzy w jakiś inny sposób poznali smak prawdziwych
                      pierników i wiedzą jaki ten smak jest charakterystyczny, to nie mogą się
                      zgodzić, że to, co jedzą, to są pierniczki. Brakuje w nich tego jakby gorzkiego,
                      ale też ciekawego w smaku imbiru. Ale jednocześnie zgadzają się z tym, że w
                      pierniczkach musi być i mąka i soda i cukier i miód i szczypta soli i tak dalej,
                      i że w tych ciasteczkach też to wszystko obiektywnie jest, i że jest to jakoś
                      smaczne i cieszy.

                      I teraz to, co chciałam wyrazić to coś takiego, że ja owszem, czytając ten
                      tekst, rozumiem, że jest w Jeżycjadzie dużo dobrych rzeczy, bo to jest fakt:
                      jest ta wiara w człowieka, jest ta "niewinność" (np. wszystkie przedstawione
                      małżeństwa kościelne cechuje miłość, wierność i uczciwość małżeńska jako
                      wartości domyślne, nie ma problemów typu uzależnienia, każda ciąża witana jest
                      ze wzruszeniem i miłością itp.). I trudno zaprzeczyć temu, że takie postawy
                      istnieją, bo one rzeczywiście istnieją, a więc nie można powiedzieć, że te
                      książki nie mówią o prawdziwym życiu, bo mówią. I, że nie mówią o wartościach,
                      które są ważne w życiu, bo mówią o tych wartościach i te wartości istotnie są ważne.

                      Jednakże ten brak "imbiru" czyli czegoś gorzkiego, takiego "hardcorowego", tego
                      właśnie, przez co życie jest (czy bywa) NAPRAWDĘ trudne, w tych książkach nie ma
                      z samego założenia i prawdopodobnie nigdy nie będzie.

                      I nie chodzi tu o to, żeby pani MM miała wprowadzać jakieś trudne tematy, bo
                      nawet jak je wprowadzi (np. ciężkie choroby /Ewa, Trolla/, śmierć /Ewa,
                      Makowscy/, rozwód /Ewa, Gaba/, ciąża przedmałżeńska /Róża/ itp.), to to nadal
                      nie będzie "dodaniem imbiru". To będzie na przykład dodaniem więcej cynamonu,
                      czy soli, czy mniej miodu, przez co pani MM może się denerwować na takie żądania
                      i na efekt końcowy, jeśli je uwzględniła, bo one psują ten rodzinny przepis, w
                      którym to wszystko jest w harmonii i te pierniczki, po zmianie proporcji,
                      wychodzą już nie takie jak trzeba - nie takie smaczne i na przykład o gorszej
                      konsystencji. Co prowadzi do nowych zarzutów ze strony częstowanych nimi ludzi i
                      nerwów Autorki. :-(

                      Nie wiem czy dobrze to wyjaśniłam, ale ja mam właśnie takie poczucie, że chociaż
                      (jak dla mnie) to nie są książki o prawdziwym życiu, to jednak prawdą jest to,
                      co napisał ten dominikanin, żeby nie żądać od drugiego człowieka tego, czego on
                      zmienić nie może. I ja właśnie myślę, że pani MM tego (raczej) zmienić nie może.
                      A w sumie nie robi nic złego i nie musi tego zmieniać. Sama chętnie po te
                      ciastka sięgałam jako po ulgę od imbiru.

                      Natomiast wyznam, że nie jest mi jednak z tą postawą łatwo. Ojciec dominikanin
                      pisał o świecie jeżycjadowym jako o świecie pełnym niekwestionowanych wzorców. I
                      chciałabym się z nim zgadzać, tylko mam taką gorzką refleksję, że gdyby zmienić
                      na przykład tylko jeden jedyny, malutki element, to ten artykuł na dominikańskim
                      blogu nie mógłby się zapewne ukazać w takim kształcie i w takim duchu, w jakim
                      się ukazał: "Czytajcie Jeżycjadę = możecie ją śmiało czytać, bo są tam SAME
                      dobre, chrześcijańskie wartości". Jeśli już, to musiałby zawierać pewne klauzule
                      ("Czytajcie Jeżycjadę z zastrzeżeniem jednakże co do punktu takiego i takiego").
                      Otóż tym elementem mógłby na przykład być ślub kościelny Gaby i Pyziaka, co
                      przecież w ich pokoleniu nie było rzadkim zjawiskiem. Wówczas TA SAMA Gaba, z
                      DOKŁADNIE tymi samymi rzeczami, które robi, nie mogłaby być podawana za wzór,
                      ponieważ byłaby ewidentnie osobą, która żyje w grzechu, z jakimś gachem i ma z
                      nim dziecko i tą swoją postawą deprawuje swoje dzieci oraz gorszy całe
                      otoczenie, a cała rodzina Borejków nie mogłaby wówczas też być podawana za wzór
                      na dominikańskim blogu, bo byłaby to rodzina, która takie rzeczy akceptuje. I
                      chodzi mi teraz o to, czy to, co robi Gaba i Borejkowie (czyli to dobro, które
                      oni robią) jest wartością samo w sobie czy nie? Czy naprawdę tak diametralnie
                      inaczej należałoby postrzegać Gabę (i Grzegorza, który by też był obłożony
                      ekskomuniką poślubiając Gabę), gdyby miała ślub kościelny ze zdradzieckim
                      Januszem? Myślę, że gdyby nawet pani MM niechcący napisała (np. w OwR), że mieli
                      kościelny ślub, to jestem niestety pewna, że potem, na okoliczność koncepcji
                      fabularnej pojawienia się Grzesia, mielibyśmy wzmiankę o tym, że "Gaba otrzymała
                      kościelne unieważnienie małżeństwa". Jest to oczywiście gdybanie, ale jestem
                      przekonana, że pani MM ma takie założenie, że jej książki mają być właśnie takim
                      wzorcem, w którym bohaterowie pozytywni żyją zawsze dobrze i moralnie, a więc
                      gdyby mieli związek kościelny, to po prostu musiałoby się okazać, że Pyziak
                      zataił jakieś fakty przed ślubem, które sprawiły, że małżeństwo było nieważne, a
                      nie mogłoby się okazać, że (niestety - sic!) w kwestiach przedślubnych był
                      kryształowo uczciwy, nic nie zatajał i autentycznie w dobrej wierze poślubił
                      Gabę. Tak by mogło być w prawdziwym życiu, ale w Jeżycjadzie nie - w Jeżycjadzie
                      musiałby on coś zataić.

                      I właśnie ta umowność jest dla mnie trudna do akceptowania, mimo dobrej woli,
                      którą mam po temu i mimo tego, że lubię te książki i jestem wdzięczna za ich
                      walor "podnoszący na duchu".

                      Zauważyłam, że jak polecam komuś Jeżycjadę, to zazwyczaj - z elementarnej
                      uczciwości - robię to tak, żeby wskazać na obydwa te elementy: książki są ciepłe
                      i mogą być odskocznią od problemów, ale jednocześnie nie pokazują "prawdziwego
                      życia". A więc polecam i ostrzegam jednocześnie przed rozczarowaniem - jakby
                      mówię: "fajne, tylko nie zawiera imbiru - nie wiem czy Ci posmakuje, ale spróbuj".
                      Pozdrawiam
                      • anutek115 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 13.01.09, 15:08
                        Przyznam, Ginestro, że przeczytałam wypowiedź ojca Mateuszza dopiero, gdy ty się
                        wypowiedziałas na jej temat (oto siła TWOJEGO oddziaływania). I, cóż, ojciec sam
                        o sobie pisze, że jest neofita i dał się porwac neofickiemu entuzjazmowi
                        (niezwykle silne uczucie, dobrze to pamiętam). Wiele mu w związku z tym należy
                        wybaczyć. Ale jednak parę rzeczy mi zgrzyta, i to tak, że aż huczy.

                        po pierwsze: "zastanawiająca jest wiara Pani Musierowicz w możliwość przemiany
                        człowieka. Wbrew, zdawać by się mogło wszechobecnym dowodom, historia Borejków
                        chce zaświadczyć, że da się skruszyć każde zatwardziałe serce i naprawić
                        krzywdy, które się wyrządziło. (...) Ktoś z chorą duszą musi się spotkać z
                        miłością i cierpliwością"

                        ???? Który bohater pani MM przemienia się, ale tak naprawdę? Czyje serce zostaje
                        skruszone? Kto i kiedy naprawił wyrządzone krzywdy? Czyja chora dusza spotkała
                        się z taką cierpliwością, by się odmienić i uleczyć? Laury? Ewy Jedwabińskiej?
                        Eugeniusza? Młodych Lisieckich? To co ja widzę w Jeżycjadzie ostatnio to - źli
                        pozostaną złymi, dobrzy dobrymi, i na to nic sie poradzić nie da.

                        O wiele bardziej przemawia do mnie metafora z pierniczkami Ginestry.

                        Dla mnie (niestety, żeby nie było wątpliwości) ostatnio Jeżycjada wręcz płonie
                        podskórnym przekazem: "Gościu, siądź pod mym liściem. Poczęstujemy cię herbatką,
                        kapuśniaczkiem, świeżym drożdżowym ciastem. Zabawimy rozmową. Niewykluczone, że
                        pogładzimy po głowie. Ale i dokładnie cię obejrzymy, prześwietlimy lepiej niż
                        promienie Roentgena, posłuchamy, co i jak mówisz. Bo kto cię tam wie, czy ty się
                        nadajesz do tego, by pod tym liściem z nami siedzieć. Owszem, ten stól jest
                        duży, wszyscy się przy nim zmieszczą, kuchnia borejkowska słynie z tego, że
                        przygarnia wszystkich wędrowców, ale... ".

                        I to "ale" jest bardzo, bardzo smutne.

                        --

                        When I die, I want to go peacefully like my Grandfather did, in his sleep
                      • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 13.01.09, 15:12
                        Ginestro
                        • andrzej585858 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 13.01.09, 22:09
                          Chyle czola takze przed Ginestra :-)) Piekna i bardzo madra wypowiedz - o to tez
                          mi chodzilo i dlatego wlasnie wrzucilem ten link zeby pokazac iz naprawde rozne
                          sa powody dla ktorych czytamy Jezycjade. Bo owszem zgadzam sie ze nsstepuje
                          jakby zmeczenie materialu ale tez pozostaje pewnego rodzaju tesknota za takim
                          poukladanym chociaz nierealnym swiatem a niestety czasem mam dziwne wrazenie ze
                          cos istnieje w nas tak w co ma troche manichejskie jakby pochodzenie.
                          W skrocie to bym przedstawil jako poglad - to jest niemozliwe aby byl ktos
                          lepszy od nas na pewno posiada jakies wady trzeba tylko je znalezc - jest to
                          oczywiscie wielki skrot.
                          Chcialem tylko jeszcze raz podziekowac za bardzo madry tekst
                          • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 13.01.09, 22:21
                            Ja jeszcze bym chciała dla uzupełnienia dodać
                            • ginestra Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 13.01.09, 23:36
                              Nessie, pisałyśmy równocześnie (ja pisałam tego posta wklejonego poniżej).

                              Bardzo mi się podoba Twoja metafora, że "tajemnica kucharza" pani MM to nie tyle
                              jakaś receptura od dawna stosowana przez panią MM, w której czegoś brakuje,
                              tylko ona coś "udoskonaliła" i coś z tych książek znikło i teraz nie ma tego
                              składnika. :)

                              Myślę, że to jest bardzo trafne, bo faktycznie wszyscy (czy można powiedzieć, że
                              wszyscy?) najbardziej lubujemy się w tej wczesnej Jeżycjadzie.
                              Pozdrawiam serdecznie!
                          • ginestra Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 13.01.09, 23:32
                            Dziękuję Wam moi drodzy za dobre słowo. :)
                            Jakiś taki miałam po prostu przebłysk, żeby wyrazić to, co mi już od długiego
                            czasu chodziło po głowie, a nie znajdywałam słów - to znaczy miałam taką
                            potrzebę, żeby oddać sprawiedliwość uczuciu, że w tych książkach są i dobre
                            rzeczy, a równolegle jest też to, co budzi pewien niedosyt. A ten przebłysk
                            wziął się z dyskusji z Waszym udziałem. :))

                            Tak sobie myślę jeszcze, że ten "imbir" tak zostawiłam nie zdefiniowany i chyba
                            to lepiej, bo każdy z nas na pewno wewnętrznie czuje co nim jest.

                            Mam jeszcze taką refleksję, o której poniżej - ciekawa jestem co o tym sądzicie.

                            Otóż uważam za dość trafne (w kontekście naszych rozważań) słowa Stachury z
                            jednego z jego wierszy: "Życie jest piękniejsze i straszniejsze jeszcze jest,
                            blednie przy nim wszystko, blednie nawet sama śmierć". I właśnie taka
                            prawdziwość życia i taka powaga różnych sytuacji i wyborów i tego, że nie
                            wszystko można łatwo i prosto rozwiązać albo nawet zrozumieć, jest pewną
                            jakością, której z niczym się nie da pomylić i moim zdaniem wyczujemy jej smak
                            lub jej brak w literaturze nieomylnie, chociażby z powodu dorosłego wieku, w
                            którym to życie dało już nam niejeden raz w kość.

                            Z Jeżycjadą jest taki "problem", że jest ona jakością samą w sobie i trudno
                            dokładnie orzec jaka jest w niej ta niepisana "umowa autora z czytelnikiem".

                            Zauważyłam, że są książki (spójrzmy tylko na te pisane dla młodzieży), w których
                            to "prawdziwe życie" jest pokazane w bezpośredni, "obnażony" sposób, na poważnie
                            (np. książki Marty Fox czy Beaty Ostrowickiej /"Zła dziewczyna" wspomniana tu
                            kiedyś przeze mnie/, czy nawet książki Siesickiej). I tu czytelnik wie, że to ma
                            być opowiadanie mniej więcej o tym prawdziwym życiu, jakie znamy i różne ludzkie
                            losy możemy w niej napotkać.

                            Drugą kategorią byłyby książki młodzieżowe lekkie, dowcipne, z założenia nie
                            skupiające się na niczym poważnym, bo opowiadające jakąś zabawną czy
                            niby-kryminalną historię i to jest czytelne (np. książki Niziurskiego,
                            "Zwyczajne życie" Chmielewskiej, Pan Samochodzik itp.)

                            Jeszcze inną kategorią są książki "mieszane" - może nie są aż takie lekkie, bo
                            skłaniają do myślenia oraz realistycznie i wnikliwie przedstawiają sytuacje
                            życiowe bohaterów i ich uczucia, ale z drugiej strony nie są to w nich sprawy
                            pierwszoplanowe, bo najważniejszy jest wątek jakiejś zagadki czy czegoś, co
                            bohaterowie mają do załatwienia czy wątek miłosny, a cała reszta jest tylko
                            takim obyczajowym tłem. (książki Minkowskiego, Jurgielewiczowej). Czyli nie jest
                            na wesoło jak u Niziurskiego, ale może być też i ciepło i wzruszająco i fajnie i
                            ciekawie na pierwszym planie, a sprawy trudne, życiowe ukazane są z dystansu.

                            Jeżycjada jest natomiast specyficzna. Z jednej strony można by myśleć, że ma
                            najsilniejsze założenia tej grupy, do której zakwalifikowałam Niziurskiego (a
                            więc: na pewno w książce będzie ciekawa i wesoła intryga, wszystko dobrze się
                            skończy, będzie dużo dowcipu słownego, bohaterów nie trzeba brać śmiertelnie
                            poważnie, bo to taka trochę postrzelona rodzina itp.), ale z drugiej strony
                            seria ma też cechy i pierwszej i trzeciej grupy! Za pierwszą grupą przemawia to,
                            że są w tych książkach na przykład bardzo głębokie, filozoficzne wręcz myśli o
                            życiu, pokazane jest cierpienie /Orelka po śmierci mamy, jej trudne relacje z
                            ojcem; Gaba, której ktoś "zwrócił serce, po tym jak wytarł w nie buty"; dramaty
                            ludzkie opisane w Kalamburce itp./.
                            Za grupą trzecią przemawiałoby natomiast to, że często bohaterowie są pokazani
                            na tle jakichś ludzkich losów, ale te losy są tylko w tle, a ważniejsze są inne
                            sprawy, które są wciągające lub zabawne. Tu wyraźnym przykładem może być BBB czy
                            OwR albo może i praktycznie wszystkie te książki.

                            No i teraz nie wiadomo jak się pani MM z czytelnikiem umawia??
                            Że to będzie fantastyka i przymrużenie oka jak u Niziurskiego albo Chmielewskiej
                            czy może ma być na poważnie jak u Marty Fox?
                            Rozumiem, że pani MM mogłaby odpowiedzieć "piszę tak jak chcę, nie muszę mieścić
                            się w żadnych kategoriach". Jednakże (moim zdaniem) nic nie można poradzić na
                            to, że ZAWSZE (!!!) jest jakaś umowa z czytelnikiem, której autor powinien
                            przestrzegać (nawet jeśli jest to jakiś eksperymentalny autor, to też zawiera
                            umowę: "książka jest zabawą z konwencją i tak ją drogi czytelniku traktuj").
                            Uczyłam się o tym na zajęciach z teorii literatury, chociaż bardzo dawno. I
                            wydaje mi się, że czytelnik nic nie poradzi na to, że podświadomie będzie chciał
                            trzymać autora za słowo. Będzie myślał "to ta konwencja", a potem zobaczy, że
                            jednak nie i poczuje się oszukany. I pani MM tak jakoś czytelnika na różne
                            sposoby uwodzi, raz tak, raz tak, że czasem tak mocno wnikamy w ten świat (na
                            przykład ja), że ulegamy złudzeniu, że to jest świat prawdziwy, a zaraz potem to
                            złudzenie pryska i denerwujemy się. Ja osobiście jakoś staram się to wszystko
                            oswajać i uznawać, że Jeżycjada jest specyficzna i nie będę wobec tego oczekiwać
                            spełniania jakiejkolwiek umowy, tylko tak sobie będę zwyczajnie czytać i coś tam
                            zawsze znajdę.

                            Jednakże myślę, że takie "oswajanie" jest z drugiej strony trochę uwłaczające
                            dla Autorki (skądinąd sympatycznej i starającej się). No i nie wiem co o tym
                            myśleć. Na pewno smutno też i mnie z powodów, o których pisała Anutek (metafora
                            zapraszania do stołu, ale też jakby prześwietlania i patrzenia kto pasuje).
                            Również zgadzam się z Andrzejem co do tego, że postaci zbyt idealne drażnią i ma
                            się pokusę wyszukiwania w nich wad. ;)
                            Ja trochę łapię się na pewnej złości wobec realizmu pani MM: np. owszem, na
                            pewno istnieją kobiety (jedna na milion, ale istnieją), które mimo rozmiaru 46
                            mają piękne, jędrne, zgrabne ciało i dlatego wierzę na słowo, że Pulpa taka
                            jest, ale trochę mam przy tym dziwne emocje i coś we mnie ten obraz chce
                            podważyć. I tak jest też przy wielu innych przykładach.

                            Dlatego trochę trudna ta miłość do książek pani MM, ale chyba jednak miłość, bo
                            jakoś chce się je czytać i o nich mówić. Tylko mam coraz więcej tego smutku, o
                            jakim pisze Anutek i takiej jakby rezygnacji.
                            Pozdrawiam Was serdecznie
                            • nessie-jp Zmiana formuły 14.01.09, 16:15
                              > Z Jeżycjadą jest taki "problem", że jest ona jakością samą w sobie i trudno
                              > dokładnie orzec jaka jest w niej ta niepisana "umowa autora z czytelnikiem".

                              Ja odnoszę wrażenie, że jednak nasza miłość do wczesnej Jeżycjady, a mniejsza
                              fascynacja nową wynikają ze zmiany tej formuły, tej umowy z czytelnikiem.

                              Na początku, jak pisałaś, były to książki w określonym "typie": skrzący się
                              dowcipem, niekoniecznie realistyczny opis perypetii nastolatków i ich rodziców.
                              Szkoła, dom, pierwsza miłość, przyjaciółki... Zbiór ładnie powiązanych "scenek z
                              życia smoków", czy też, mówiąc precyzyjnie, scenek z życia kolejnej zwariowanej,
                              sympatycznej, dalekiej o ideału dziewczyny w wieku nastoletnim.

                              Później w kilku tomach pojawiły się motywy trudniejsze, bardziej bolesne:
                              choroba mamy, uciekanie małego dziecka z domu
                              • jottka Re: Zmiana formuły 14.01.09, 17:25
                                he he, wg mnie 'słoneczko' od dawna już wypełzło nad horyzont i straszy:) no ale
                                co ja będę wypisywać herezje, jak się znajdą wielbiciele dzieła, to siem jeszcze
                                urażą..

                                a tak w ogóle to się zasadniczo zgadzam - nie można twierdzić, że 'jeżycjada' to
                                wartość sama w sobie i nie sposób przyłożyć do niej narzędzi krytycznych, bo
                                wtedy zaczynamy tworzyć mity i sytuujemy się na pozycji wyznawców, a nie
                                rozmawiamy o lepszych czy gorszych powieściach.

                                nie zgodziłabym się natomiast z uwagą, że bohaterki wczesnych tomów nie są
                                oceniane odautorsko - są, tyle że nie metodą komiksową dobra-zła, znaną z
                                późniejszych tomików. jeśli taka na przykład cesia rozpacza, że jest obiektywnie
                                paskudna, nieprawdaż, to już w następnej scenie widzimy zakochanego jak trubadur
                                hajduka, który mało tego, że za nią łazi w zachwycie, to jeszcze obiektywnie
                                podziwia jej jakoby za grube łydki czy jakoś tak:)


                                no to jest wyraźny komentarz na temat 'kompleksy nastolatki a ich wartość
                                obiektywna', tyle że wyrażony w sposób bardziej interesujący artystycznie niż
                                oświadczenia ex cathedra (znane z późniejszych tomów, acz na inne tematy:)
                      • mmoni Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 14.01.09, 22:24
                        Podobnie jak wszystkie dyskutantki i wszyscy dyskutanci zgadzam się w całej
                        rozciągłości z postem ginestry i chciałabym jedynie dodać coś na temat ślubu
                        Gabrysi, który szczęśliwie okazał się być jedynie cywilnym. Nie wiem, czy MM
                        bawiłaby się w rozważania o unieważnieniu małżeństwa, obawiam się, że raczej by
                        Pyziaka odstrzeliła - zresztą kiedyś tutaj dyskutowałyście o szczęśliwym zbiegu
                        okoliczności, który czyni dwóch Borejkowskich zięciów wdowcami.

                        Pyziaczek nie wie, jak był blisko śmierci... Może zawdzięcza życie tylko
                        interwencji PRL-owskiego cenzora, który wykreślił wzmiankę o Gabrysi
                        spoglądającej ze smutkiem na zdjęcie jej z Januszem pod kościołem Dominikanów.
    • villanden Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 14:25
      Zbieralam sie z opisaniem moich wrazen z lektury Sprezyny i
      zbieralam (jako forumowicz siedzacy glownie w krzakach i
      podczytujacy), az croyance zalozyla ten watek i okazalo sie, ze
      ujela wiekszosc moich przemyslen lepiej niz ja sama bym to zrobila :-
      ) Czytajac "Sprezyne" mialam wrazenie, ze jestem obok tego co sie w
      tej ksiazce dzieje, ze to nie jest napisane dla mnie. I naprawde nie
      ma to zwiazku z tym, ze wyroslam z ksiazek MM, bo podczas swiat
      doslownie pochlonelam "Szosta klepke" i bylam tak samo zauroczona
      jak zawsze. Przez chwile myslalam, ze to moze dlatego, ze czytalam
      ja bedac w kiepskim nastroju, w samym srodku Kryzysu Finansowego,
      redukcji w pracy itp, ale chyba to jednak nie to...

      Nie bede powtarzac tego, co napisala Croyance o jezyku, bohaterach
      itp, bo ujela to ona bardzo dobrze. Dodam tylko prywatna irytacje
      jaka odczulam czytajac list Wolfiego o tym jak to jest mieszkac za
      granica. Sama jestem emigrantem unijnym (wyjechalam w 2004 roku) i
      prawdopodobnie z tego powodu nie trawie gazetowych prob podsumowania
      tego "jak to jest Polakom na obczyznie". List Wolfiego byl dla mnie
      jak przepisany z reportazu z Duzego Formatu, o oszolomieniu wielkim
      swiatem, no taki "papierowy" Polak Za Granica. Nie wiem czemu mnie
      tak to denerwuje, moze dlatego ze jestem za granica juz piaty rok i
      nie pamietam tego oszolomienia kolegami z roznych krajow, a mam za
      to mase innych przemyslen, moze dlatego ze nie lubie tego wciskania
      emigrantow do szufladek, a moze po prostu jestem przewrazliwiona na
      wlasnym punkcie ;-)
      Jestem ciekawa czy ktos jeszcze tak to odebral- w sumie moze to
      pomysl na osobny watek? (z tym, ze sie wstydze zalozyc ;-)

      Poza tym Gabriela... raaany. Ja kalejdoskop jej dobrych uczynkow
      czynionych w tajemnicy rzed wszystkimi, a ujawnionych z okazji jej
      wypadku, odebralam jako odautorska odpowiedz na zarzut, ze Gabriela
      jest Dobra i Dzielna tylko w sferze deklaratywnej. Z tym ze ten
      nawal charytatywnosci, dobroci i niezbednosci tylu osobom wydaje mi
      sie mocno naciagany. I nadal nie przekonujacy.

      Usmialam sie przy sonecie. Polubilam Anie Gorska, ktora wydaje mi
      sie prawdziwym i sympatycznym dzieckiem. I... tyle?
      Mam zamiar czytac wszystkie kolejne czesci chocby ze wzgled na to
      ile radosci daje mi czytanie waszych analiz na forum.

      No to sie ujawnilam :-)
      Pozdrawiam!
      • mmaupa Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 14:33
        Czesc Villanden, witaj na forum! Zaloz koniecznie watek emigracyjny, wydaje mi
        sie, ze zostalby przyjety z wielkim zainteresowaniem.
      • kaliope3 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 14:34
        Cześć! Ciekawy,emigracyjny punkt widzenia i trafnie ujęłaś kwestie
        skrytej dobroczynność Gabrieli jako odpowiedzi na forumowe zarzuty,
        moim zdaniem! Witaj i pisz więcej(pisze to osoba bardzo ostatnio
        zaniedbująca forum w kwestiach piśmienniczych:)
      • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 16:20
        Villanden :-)

        Fajny post :-) (obiecuje i obiecuje, ze sie jakos sensownie dopisze,
        ale czasu brak, wiec tylko tak wpadam na dwa, trzy zdania).

        Masz racje co do Wolfiego - notabene, jesli chodzi o relacje Gabrysi
        z corkami, to czy nie jest dziwne, ze;

        a) Roza, ktora jest niby powierniczka jej i ukochana corka nie mowi
        jej o niczym i nagle oswiadcza, ze jest w ciazy;

        b) Laura, z ktora podobno sa problemy i ktora podobno nie ma
        kontaktu z matka, konsultuje sie z nia w kwestii wyslania listu i
        zerwania z chlopakiem?
      • dakota77 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 16:46
        villanden napisała:

        > List Wolfiego byl dla mnie jak przepisany z reportazu z Duzego Formatu, o
        oszolomieniu wielkim swiatem, no taki "papierowy" Polak Za Granica.

        Fajnie ze sie ujawnilas:-)
        Ja w ogole nie bardzo rozumiem, jak facet w wieku Wolfiego moze odczuwac
        oszolomienie wielkim swiatem. Pokolenie naszych rodzicow nie mialo zwykle szans
        na wyjazdy zagraniczne poza demoludy i jak sie juz gdzies wyrwali, byli mocno
        przejeci innoscia obcych krajow ( ksiazka "Delicji ciotki Dee" o podrozy do
        Stanow sie klania i np. szok autorki na widok amerykanskiej toalety). Ale
        przeciez nasze pokoloenie nie mialo juz takich ograniczen- choc mnie bylo ciezko
        zdobyc paszport, gdy w 1990 roku chcialam wyjechac do Austrii. Nie znam wieli
        osob w moim wieku, ktore nie wyjezdzalyby za granice, czy to turystycznie, zy to
        do pracy. Ok, Schoppom sie nie przelewalo, ale
        w liceach zwykle sa jakis wymiany miedzynarodowe, mozna sie na cos takiego
        zalapac. No i co, filmow chocby Wolfi nie ogladal, ze tak to ten wielki swiat
        zdziwil?
        • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 17:05
          Ja to rozumiem, ten szok. Sama taki przezylam, jak rodzice mnie w
          1993 wyslali do Londynu na kurs jezykowy. Zreszta dla mnie kazda
          podroz to wielkie emocje, i strasznie wszystkie wyjazdy przezywam (a
          naprawde podrozuje duzo). Jak lecialam do NY, to az spac nie moglam
          z przejecia.

          Ale znam wiele osob, ktore nigdy nie byly poza Polska. Ja sama az do
          teraz nie mialam wlasciwie zadnych mozliwosci wyciezek, i poza w/w
          kursami jezykowymi i obozami mlodziezowymi w Niemczech nigdzie
          wlasciwie nie bylam.

          Inna sprawa, ze dziwie sie, ze Laura nie chciala wyjechac.
          Niekoniecznie do Wolfiego i niekoniecznie do Anglii, ale w jakas
          podroz dookola swiata mogla sie wybrac.
          • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 17:09
            Jeszcze dodam, ze kiedy w 2005 wyjechalam do Anglii, po raz drugi w
            zyciu lecialam samolotem i okropnie sie balam.

            Przez nastepny rok nadrobilam zaleglosci, lecac samolotem 32 razy w
            ciagu 12 miesiecy :-) (ale boje sie wciaz tak samo)
            • dakota77 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 17:14
              Ja pierwszy raz lecialam samolotem w stanie wojennym i wrazenia byly
              niezapomniane (smetni panowie z karabinami czekajacy na lotnisku na
              samolot);-)). Ale juz wtedy latanie mnie zachwycilo i nie boje sie latac, nawet
              jezeli sa turbulencje i twarde ladowania. Ostatnio przy ladowaniu na JFK wiatr
              naprawde mocno nami rzucal.
              • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 17:28
                Ja niestety im wiecej latam, tym bardziej sie boje. Tzn. lubie byc w
                samolocie i sama podroz lubie, ale LADOWANIE ... nie na moje nerwy
                jest. Jak samolot pedzi po plycie, jestem zawsze przekonana, ze za
                chwile wpadnie w poslizg i wjedziemy w jakas betonowa sciane.
                Nienawidze ladowania!
                • the_dzidka Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 20.01.09, 11:07
                  Patrz, a ja uwielbiam lądowanie :)
                  I jak samolot sie kładzie w skręt. Kiedyś mi błędnik protestował,
                  ale musiał przywyknąć.
              • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 17:47
                A propos ladowania na JFK.

                Moj maz uwaza, ze prawie wszyscy Polacy maja nabozny stosunek do US
                i traktuja je jak ziemie obiecana. Przekonywalam go, ze wcale nie
                jestem przesadnie proamerykanska (bo faktycznie, mieszkac bym tam
                nie chciala), ale wyjazd mnie jednak niesamowicie podekscytowal ...
                i wlasnie na JFK moj maz mial okazje do roznych zlosliwych uwag,
                zaproponowal mi miedzy innymi pocalowanie ziemi :-P
                • dakota77 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 18:11
                  Ja nie mam naboznego stosunku do USA, moj maz ten nie:-). Ale NYC kochamy
                  bardzo, zreszta w przypadku tego miasta prawdziwe jest stwierdzenie, ze Nowy
                  Jork to nie Ameryka. I akurat tam moglabym mieszkac, nie wahalabym sie ani
                  chwili przed przeprowadzka.
                  • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 20:46
                    Mnie sie NY bardzo podobal, ale czy bym tam chciala mieszkac? Nie
                    wiem. Musialabym pobyc dluzej, zeby zobaczyc, jak sie czuje. Ale
                    mysle, ze nie (no chyba, ze na rok, dwa). Jednak Anglia to Anglia :-
                    ) to poczucie humoru, dystans do samych siebie, krajobrazy ...
                    • dakota77 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 22:35
                      Pewnie to kwestia gustu, jak wszystko:-). Ja w NY wsiakam z miejsca, od razu po
                      przyjezdzie czuje, ze jestem w domu. Tez lubie Anglie, ale Nowojorczykom
                      naprawde nie moge nic zarzucic w kwestii poczucia humoru i dystansu do siebie:-).
          • dakota77 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 17:13
            Emocje zwiazane z podrozami to ja rozumiem, uwielbiam podrozowac i kazda podroz
            mnie cieszy, ale szoku osoby w wieku Wolfiego juz nie, szczerze mowiac. Szok
            mogliby moze przezywac jego rodzice, ale nie czlowiek w jego wieku.
            • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 17:29
              Czy ja wiem ... jesli faktycznie nigdy nie byl za granica, to mogl
              sie nieco zdziwic.
              • dakota77 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 17:50
                Mnie dziwi, ze on tak podkresla miedzynarodowe towarzystwo. W Poznaniu nie
                widzial nigdy obcokrajowca, osoby o innym kolorze skory? Ocarabessy nie
                spotkal?;-). Nie wiem, jak to jest w Poznaniu, ale w Krakowie pelno jest
                studentow z najrozniejszych krajow swiata, w Warszawie z kolei moimi sasiadami
                sa Turcy, Wietnamczycy, sa tez osoby czarne. Wiadomo, ze jeszcze u nas nie ma
                takiej mieszanki jak w NY czy Londynie, ale przeciez i tutaj pojawia sie coraz
                wiecej ludzi z roznych stron. To naprawde takie dziwne dla dwudziestokilkulatka?
                • mmaupa Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 18:12
                  Dal mnie owszem, jest dziwne. W Gdansku przynajmniej nie zauwazylam takich
                  miedzynarodowych blokow - byc moze dlatego, ze z emigracyjnego doswiadczenia
                  widze, jak czesto obcokrajowcy tworza skupiska nieomal niedostepne dla tubylcow.
                  Co innego mieszkac z rodzina w jezyckim bloku i mowic dzien dobry Oracabessom z
                  sasiedniej ulicy, a co innego zyc z Ukrainka, Chinka i kim tam jeszcze za
                  sciana. Interakcje sa zupelnie rozne.

                  Jako dziecko bardzo duzo czasu spedzilam poza Polska (ze wzgledu na prace ojca),
                  mialam przyjaciol z roznych krajow itd, obce kultury nie byly dla mnie specjalna
                  nowoscia. Jednak kiedy po raz pierwszy wyjechalam z Polski na studia, SAMA, do
                  miedzynarodowych akademikow, zachlysnelam sie studencko-komunalna atmosfera tak
                  jak Wolfi.

                  Zreszta byc moze jego entuzjazm spotegowany byl innymi oczekiwaniami; mogl np.
                  od znajomych slyszec, ze na Wyspach jest ciezko, ze ludzie sa oschli, ze z praca
                  krucho - a tu tak ladnie sie wszystko poukladalo! Chcial sie tym z Laura podzielic.
                • sowca Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 22:27
                  W Łodzi też jest mnóstwo cudzoziemców, zresztą w olbrzymiej
                  większosci bardzo przystojnych i w moim typie, ale to taka
                  dygresja :p w dodatku mam w rodzinie Murzyna i Mulatki. A mimo to
                  byłam rzeczywiście podeksyctowana faktem, że w Wielkiej Brytanii
                  jest tyyylu ludzi innej narodowości! Oczywicie, podekscytowana
                  pozytywnie, bo jedną z moich pasji uprawianych przez dwa miesiące
                  pobytu na obczyźnie były właśnie towarzyskie pogawędki z zupełnie mi
                  nieznanymi cudzoziemcami, szczególnie Murzynami i Arabami. Tak że tę
                  reakcję Wolfiego akurat rozumiem.
                  • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 22:34
                    Ja myślę też, że ta scena miała służyć pokazaniu odmienności postaw Wolfiego i
                    Laury
                    • ding_yun Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 22:51
                      nessie-jp napisała:

                      > Ja myślę też, że ta scena miała służyć pokazaniu odmienności
                      postaw Wolfiego i
                      > Laury
            • ginny22 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 18:21
              > Emocje zwiazane z podrozami to ja rozumiem, uwielbiam podrozowac i
              kazda podroz mnie cieszy, ale szoku osoby w wieku Wolfiego juz nie,
              szczerze mowiac.

              Jakbyś zobaczyła mój szok i zgłupienie na widok morza, uwierzyłabyś,
              że każdemu może odbić ;)
              Dla wyjasnienia: pierwszy raz w życiu świadomie zobaczyłam morze,
              mając lat 19.
            • avvg Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 21:34
              > mnie cieszy, ale szoku osoby w wieku Wolfiego juz nie, szczerze
              mowiac. Szok
              > mogliby moze przezywac jego rodzice, ale nie czlowiek w jego
              wieku.

              Ja jestem bardziej w wieku Wolfiego niż jego rodziców, a będąc za
              granicą szoki przeżywam nieustannie - i jakoś to w sobie lubię...
              Nie jestem, tfu, tfu, zblazowanym "obywatelem świata", który
              wszystko już widział i na którym niewiele robi wrażenie. Ostatnio
              znowu nie mogłam się powstrzymać, po wizycie u lekarza za granicą
              zadzwoniłam do mamy z informacją, że w gabinecie nie było ANI
              JEDNEGO gadżetu od firmy farmaceutycznej. Głupiego długopisu:) Takie
              pierdoły też mnie podniecają:)
              • dakota77 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 22:40
                Wiesz, ja tez zblazowana nie jestem. Wszystko, co widze w czasie podrozy mnie
                cieszy, ale nie szokuje mnie odmiennosc. Naprawde jest roznica miedzy szokiem a
                ekscytacja:-). Ale moze faktycznie Wolfiego cieszyla ta roznorodnosc dookola,
                nie dziwila.
          • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 12.01.09, 18:01
            > Niekoniecznie do Wolfiego i niekoniecznie do Anglii, ale w jakas
            > podroz dookola swiata mogla sie wybrac.

            Ale czy ktoś jej to zaproponował? Bo wiesz, co innego mieszkać w komunie ze
            skarpetkami Bodzia, a co innego byczyć się w pięciogwiazdkowych hotelach dookoła
            świata. Zupełnie inna kategoria 'wyjazdu za granicę' :)
        • baba67 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 13.01.09, 08:44
          Ja akurat wyjechalam w 1999 na pare lat i tak sie troche poczulam jak Wolfi-dla
          mnie fajnie bylo pogadac z Tajami (mieszkali przez sciane) mieszkac w jednej
          chacie ze Slowaczka. W pracy byli bardzo mili Rosjanie. Czuje o co MM chodzi.
          Niemniej ja jestem z tego wczesniejszego rocznika ktory znowu tak bardzo nie
          wyjezdzal. Uwazam jednak ze co innego wyjechac turystycznie a co innego mieszkac
          na dluzej, placic podatki psioczyc z sasiedami na wywoz smieci i takie tam.
          • szarania Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 14.01.09, 00:28
            Pozwolę sobie wkleić moją wypowiedź z innego forum.
            Chyba się mentalnie postarzałam. "Sprężyna" wydaje mi się sztuczna,
            wylukrowana, nie do zniesienia :( Ta idealna księgarnia, gdzie
            najkosztowniejsze albumy leżą sobie tak, by każdy mógł je do
            upojenia oglądać i nie kupić (a sprzedawcy życzliwie się temu
            przyglądają);) ta Idusia, która zjadła "wszystek makaron",
            ten "emeryt, obdarzony niezniszczalną pamięcią", w której "z dumą
            przechowywał, jak skarb tonącej Atlantydy, wszystkie ważniejsze
            cytaty cywilizowanego świata", a palnął gafę cytując Fredrę. Ta
            wnuczka, która "Małpę w kąpieli" znała świetnie, gardziła bajką, a
            nie potrafiła zapamiętać kilku pierwszych wyrazów, choć z wielką
            dumą posługiwała się skomplikowanym słownictwem. To, że w ustach
            dziewięcioletniej dziewczynki słowa "anachroniczny" i "finezja"
            brzmią tak, iż czynią ją podobną do barokowych portretów -
            makabrycznych, gdzie dzieci przedstawiane były pod odrażającą
            postacią ludzi dorosłych. Te dziewczynki, które w klasie 3 bawią się
            w kółko literackie i zagłębiają w meandry fonetyki. Ten Ignaś,
            który "nie znosi łąk i lasów, (...) przeróżnych ohydnych owadów i
            żyjątek", wreszcie ów mędrzec, który zamierza nad kolebką dziecięcia
            XXI wieku powiesić portret Cycerona, a wnuka nazwać Markiem
            Aureliuszem. Sztuczne się to zrobiło, papierowe, szablonowe i tak
            niemiłosiernie idealne, że aż mentalnej cukrzycy można dostać.
            Niestety... Kochałam Musierowicz, naprawdę, ale wyrosłam z baśni
            ewidentnie. Żywoty świętych też mnie nie pociągają.
            A gdyby niemowlak tak mi wymiotował po każdziuteńkim posiłku, to
            dawno zasięgnęłabym porady lekarskiej.
            Bardzo lubiłam jej powieści usytuowane w czasach PRL-u. Wierzyłam (i
            wierzę, bo często do tych książek wracam), że wówczas ludzie
            naprawdę byli dla siebie cieplejsi, bardziej życzliwi, pomocni,
            zsolidaryzowani. Wykształcenie ogromnie się ceniło, bowiem tak
            trudno było je zdobyć. Wielbiło się książki, które z trudem ogromnym
            zdobywała cała rodzina, częstokroć "podziemnymi" sposobami.
            Ale dziś... Przecież ja w i d z ę, że rzeczywistość daleka jest od
            lukrowanej chatki z dachem piernikowym! Od paru ładnych lat jestem
            nauczycielką, terapeutą, pracuję na wszystkich etapach kształcenia i
            gdy spoglądam na obraz dziecka, jaki kreśli Musierowicz, zaczynam
            być nim zażenowana. Nawet jeśli znajdzie się dziecko, które w wieku
            lat 9-ciu będzie zafascynowane fonetyką, będzie idealnie odróżniało
            głoski dźwięczne od bezdźwięcznych (i zastanawiało się, czy
            adekwatnie użyło w zdaniu zaimka, nie gubiąc przy tym w wypowiedzi
            podmiotu), to doprawdy trudno oczekiwać, że owych dzieci, w tym
            samym miejscu i czasie objawi się troje.
            Jako żywo, idąc przez polską wieś nie spotka się takiej ilości babć
            wygrzewających się w oknach na miękkich poduszkach i takiej ilości
            matek lulających dzieci w wózeczkach. Bo polskie matki XXI wieku nie
            zamieszkują tabunami małych rozkosznych, wiejskich domeczków, i nie
            spotyka się ich beztrosko piastujących dziatwę za każdym niemal
            ogrodzeniem.
            Bystrym licealistom trudno niekiedy pojąć zjawisko tautologii, z
            idiomami wprawdzie idzie już o wiele lepiej, ale ja nadal nie
            wierzę, by dziewięciolatka mogła dalece zagłębiać się w obydwa te
            zjawiska. A zatem - przykro mi, ale to chyba ostatnia powieść tej
            autorki, jaką zakupiłam. A tak naprawdę, to nie wiem, czy we mnie
            coś się przypadkiem nie zmieniło.
            Ignaś ratujący Józinka to pomysł, który zszokował mnie swą
            banalnością. Takie sytuacje odnaleźć można było w ilościach
            hurtowych w niegdysiejszych czytankach do języka polskiego. Na
            identycznych schematach bazowały Wawiłow, Jurgielewiczowa i parę
            innych dziecięco-młodzieżowych autorek, piszących na akord
            opowiadanka podręcznikowe. No, chyba, że teraz Musierowicz też
            tworzy wyłącznie dla dzieci, i prawdy oczywiste wykłada im w
            najbanalniejszy, najbardziej łopatologiczny sposób.
            Co ciekawe - równolegle ze "Sprężyną" czytam "Opium w rosole". Cóż
            za różnica! Co za kontrast! Jedno żenuje, drugie sprawia, że aż w
            gardle ściska. Jedno przywołuje myśl: "Cóż za koszmarny banał",
            drugie: "Jakież to prawdziwe!". "Sprężyna" jest tak uproszczona, tak
            grubą nicią szyta, tak zbanalizowana i siermiężna,
            że "Opium...", "Kwiat kalafiora" czy "Szósta klepka" to przy niej
            nie tylko piękne, poruszające książki, ale skończone majstersztyki.
            • ginestra Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 14.01.09, 11:40
              Szaraniu,
              bardzo interesujące to, co piszesz. Jak przeczytałam, to mam wrażenie, że się z
              Twoimi obserwacjami zgadzam.
              Te przykłady, które podałaś uświadamiają jeszcze bardziej to, że naprawdę coś
              się stało. Że pani MM jakoś oddaliła się od prawdziwego życia, takiego
              aktualnego, i że pisze bardziej z głowy niż z obserwacji. We wcześniejszych
              książkach ona jakby była w tym wszystkim, co opisuje - teraz wydaje się pisać
              raczej ze swoich wyobrażeń.

              Nie wiem czy przyczyną takiego stanu byłoby może to, że w jakimś momencie
              zaczęła "stawiać się nad kimś"? Nie wiem, ale to taka hipoteza. (Już wiele razy
              pisałam na forum, że o ile trudno o jakieś stuprocentowe recepty na życie, to na
              pewno pamiętanie o tym, żeby nigdy nie stawiać się nad kimś, uważam, że może być
              czymś bardzo pomocnym dla człowieka i bardzo uniwersalnym; to mi się jakoś wryło
              w pamięć).

              Zauważam z obserwacji, że czasem ktoś zaczyna pisać czy publikować, ponieważ ma
              coś ciekawego do powiedzenia i chce pomóc ludziom i nie stawia się nad kimś,
              jest autentycznie sobą i jest pełen pokory wobec Życia i wobec swojej dziedziny
              i wierzy w to, że inni ludzie też mają swój rozum i wiedzą co dla nich dobre,
              jednakże potem nadchodzi taki moment, że ta osoba staje się coraz bardziej znana
              i sławna i pytana o różne kwestie i ludzie chcą jej słuchać. Czyli ta osoba,
              chcąc nie chcąc, otrzymuje jakby "rząd dusz" (jak u Mickiewicza). I to jest
              moment, w którym ta osoba musi nad sobą bardzo popracować i musi maksymalnie
              dbać o zachowanie tej wcześniejszej postawy: nie stawiania się nad kimś, pokory,
              przekonania, że inni też mają swój rozum. Jeśli nie będzie wtedy reagować, nie
              dostrzeże pułapki jaką jest "rząd dusz" i nie zrobi wszystkiego dla nie
              stawiania się nad kimś, to może zacząć się dla niej równia pochyła. :( Ja to
              widziałam na przykładach dwóch naprawdę genialnych psychologów, którzy pomogli
              wielu ludziom, przeszli bardzo trudną drogę, dużo pisali i to przełomowych
              rzeczy, byli zapraszani do różnych pism i programów telewizyjnych i tak dalej. I
              ten właśnie brak pracy nad sobą w krytycznym momencie otrzymania rządu dusz ich
              zgubił. Są to A.Samson i W.Eichelberger. Kto zna ich losy zawodowe i prywatne
              (przynajmniej z prasy czy coś), ten będzie wiedział o czym mówię. Podobne
              obserwacje mam również wobec pisarza Coelho. Oglądałam też film ekranizujący
              biografię Bruce'a Lee i on też w taką pułapkę wpadł, choć zorientował się i
              próbował z niej się wydostać (skutecznie - według filmu). To na pewno jest
              ludzkie i każdy z nas jest jakoś bezbronny wobec takiej sytuacji, gdy ludzie się
              zaczynają z nami bardzo (lub: za bardzo) liczyć i można niechcący ten rząd dusz
              otrzymać, ale z drugiej strony nie jesteśmy w tym bezradni - można starać się o
              świadomość siebie i bardzo nie chcieć w tę pułapkę wpaść i wszystko robić co się
              tylko da, żeby nie wpaść.

              Osobami, które walczyły o siebie i o nie wpadnięcie w taką pułapkę, i którym się
              to (moim zdaniem) udało, byłyby takie osoby jak na przykład papież Jan Paweł II
              czy Matka Teresa z Kalkuty. Ja nie wiem o innych sposobach przeciwdziałania
              wpadnięciu w tę pułapkę, niż ich sposoby - czyli bardzo, ale to bardzo dużo
              codziennej modlitwy. W ich przypadku wielogodzinnej. I ogólne oddanie się Bogu
              we wszystkim, co robili - świadomość, że sami są tylko narzędziem i są omylni i
              bardzo nie chcą stawiać się nad kimś ("jestem tylko ołówkiem w ręku Boga" mówiła
              Matka Terasa "On pisze nim to, co chce").
              Może i postać Dalaj Lamy mogłaby tu być również przykładem? On chyba też
              zachował swoją integralność i pokorę i nie zmienił się na gorsze? (Mało o nim wiem).

              Wracając do pani Musierowicz, to myślę, że może tak się stało, że bardzo
              przejęła się tym, że teraz tyle jest pisemek, programów w telewizji i gier
              ogłupiających młodzież, że jakby brakuje wzorców itp. A skoro od tylu lat
              dostaje od czytelników dowody sympatii i dowodów ze świata, że jest autorytetem,
              to pomyślała, że będzie miała misję i będzie tę młodzież wychowywać poprzez
              swoje książki? I temu celowi podporządkowała wszystko inne?
              Nie wiem czy tak jest, takie mam po prostu obawy i jakby pewne przykłady z jej
              książek też to zdają się potwierdzać.

              A moim zdaniem mogłaby bardziej ufać dzisiejszej młodzieży - tak jak ufała w
              czasach, gdy pisała te wcześniejsze książki! Naprawdę te dzisiejsze młode osoby
              mają swój rozum i swoje obserwacje o życiu i o świecie i też wyznają wartości i
              potrafią myśleć! To są też dobre dzieci i dobra młodzież!
              Mają może o wiele większy natłok informacji niż to miało miejsce 20 lat temu i
              dlatego być może uczą się skrótowo i mniej czytają (na przykład Mickiewicza),
              ale to nie jest przecież nic strasznego! Na pewno coś tam w szkole omawiają
              również o Mickiewiczu. Nie da się, aby życie biegło wstecz (sama pani MM
              cytowała fragment Khalila Gibrana o strzałach i łuku w Sprężynie).
              Naprawdę trochę zaufania by się przydało i nie pouczania i pozwolenia sobie na
              opisywanie życia takim jakie jest.
              Naprawdę bohaterowie nie muszą być idealni. Niech mają trochę życia w sobie!

              Ja miałam bardzo entuzjastyczny odbiór Sprężyny, który trochę ostygł, ale nie
              całkiem i pomimo tych wskazanych przez Szaranię nieprawdopodobieństw i innych
              wpadek widzę, że jest naprawdę w Sprężynie sporo starania o to, aby bohaterów
              ocieplić, aby nasze uwagi z forum uwzględnić. To mnie naprawdę ujęło. Zgadzam
              się jednak, że kontrast ze wcześniejszymi książkami jest...
              Mam jednak nadzieję, że pani MM nabierze tego zaufania i będzie jeszcze pisać
              bardziej w tym dawnym duchu.
              Pozdrawiam
              • baba67 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 19.01.09, 13:50
                A to bardzo madry post,ginestro-wielkie dzieki-
    • madame-bovary Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 14.01.09, 12:07
      Przepadam za Twoimi postami Ginestro. Dużo w nich ciepła i sympatii do ludzi (tak jak w książkach M. Musierowicz - także w tych najnowszych, mimo że sa słabsze niż wcześniejsze). W wielu wypwiedziach na tym forum dostrzegam "czepialstwo" dla zabawy (która jednak w końcu musi przestać smakować), przesadę i egzaltację w krytyce, powiedziałabym że nawet histerię. I tym sposobem każde potknięcie autorki przypisywane jest jej rzekomej takiej czy innej filozofii, światopoglądowi lub postawie. Przykro to pisać, ale czasem juz to zakrawa na obsesję. Te wszystkie analizy są interesujące, ale często pachną fundamentalizmem, który własnie pani musierowicz jest zarzucany...
      • dakota77 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 14.01.09, 12:12
        Madame Bovary, czy dla ciebie przebywanie na tym strasznym forum to jakis
        przejaw masochizmu? Bo ja nie mialabym ochoty pisac w takim miejscu, jakim jawi
        ci sie nasze forum, naprawde;-)
        • madame-bovary Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 14.01.09, 12:42
          Jak widać, dużo we mnie jednak wiary w ludzi - daję temu forum szansę :P A na poważnie, to na samym początku byłam nim zachwycona, potem mój entuzjazm stygł, ale wciąż jeszcze pojawiają się interesujące mnie wątki i fajne osoby. Dobrze, że to forum istnieje, ale brakuje mi w nim trochę życzliwszego podejścia do autorki. Gdbym nie czytała Jeżycjady, to z postów na tym forum ułożyłby mi sie taki obraz M.Musierowicz, że grozą przejmuje. :]
      • szarania Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 14.01.09, 12:35
        Jak wspomniałam, jednocześnie ze sprężyną czytałam w
        ramach "powrotu" inne części jeżycjady. One nadal bardzo mnie
        poruszają. Myślałam sobie, że może moje życie zawodowe tak zmieniło
        mi sposób patrzenia na te powieści, ale widzę, że nie. Bo przy OwR
        nadal płaczę. A przy Sprężynie czuję się jak na kukiełkowym
        przedstawieniu. Do NiN łykałam niemal wszystkie części i byłam pod
        ich potężnym urokiem. Ale potem... Już przy NiN zauważyłam, że
        autorce zaczęło chodzić tak naprawdę o jedną sprawę: wydarzenia. A
        żeby pozostawić coś z poprzedniej atmosfery, zaczęła te wydarzenia
        hojnie skraplać idealizmem. Zgubiła się gdzieś zagadkowość,
        refleksja, zaskakiwanie, wielopłaszczyznowość. Przepis na książkę
        Musierowicz stał się bardzo prosty: pięć kilo miłości wymieszać z
        trzema kilogramami wydarzeń i doprawić cukrem. Smacznego.
        Nie krytykuję ze złośliwości, ale dlatego, że mi w pewien sposób
        przykro, żal. Przede wszystkim chodzi mi o obraz dziecka.
        Nienaturalny. Nieprawopodobny. I jeśli tę nienaturalną postać czyni
        się główną bohaterką książki, to nie wiem, czy moja krytyka staje
        się "czepialstwem". Nie ma dziewięcioletnich dziewczynek
        zachwycających się meandrami fonetyki i bawiących się w kółko
        polonistyczne. Wypuściłam w świat gromadkę gimnazjalistów,
        maturzystów, szóstoklasistów. Pracowałam z maluszkami jako logopeda.
        Wydaje mi się, że mój ogląd musierowiczowskiego dziecka jest dość
        trzeźwy i nieskrzywiony. Uwielbiałam Mamerciątka, Gieniusię (także
        dziś je uwielbiam), ale Lusia do dla mnie niezrozumiały twór.
        Zajrzałam na to forum, bowiem wychowałam się na MM. I u podstaw
        mojej krytyki leży wyłącznie żal, że to co było tak dobre -
        skończyło się. Długo wczoraj czytałam Wasze wątki, i tak bardzo się
        z Wami zgadzam. Z Ginestrą, z Croyance, z Nessie. Przykro mi, że
        zaczęłam od krytyki. Nie chciałam nikogo urazić, naprawdę.
        Czasem mam wrażenie, że gdy MM pisała o ludziach żyjących w
        komuniźmie, czyniła to w sposób niezmiernie... czuły. Bohaterowie
        np. KK czy OwR wzbudzają właśnie czułość, ciepło, niepokój (bo może
        im się coś przytrafić). Pamiętam jak bałam się o mamę Borejko, jak
        mi było strasznie żal Kreski, Dmuchawca, Aurelki. I żal mi, ilekroć
        to czytam. Do Gaby chciałam się przytulić, wyrzucenie pieska Aurelii
        powoduje u mnie ścisk żołądka - zawsze.
        Gdzie to się podziało?? Przecież nasze czasy, w których tak brakuje
        autorytetów, tak bardzo trzeba się nawalczyć o pewne wartości
        dopiero dają pole do popisu i do malowania różnych odcieni
        charakterów. Niestety, charaktery w "Sprężynie" przypominają pudełko
        kredek przedszkolaka. Tylko podstawowe barwy.

        A tak OT - pozdrawiam wszystkich kociarzy :D Widzę, że wśród
        miłośników twórczości MM jest ich bardzo wielu.
        • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 14.01.09, 12:48
          Szaraniu witaj, witaj, czesc i czolem! Pisz aby jak najwiecej i nie
          przejmuj sie :) Ja chetnie bardzo Twoich przemyslen wyslucham i
          chyba nie tylko ja.

          A propos polecam bardzo ciekawy watek, w którym inna swiezynka algod
          (gdziez sie podziala?) rozgryzla w którym momencie zmienily sie na
          chwile postacie Dmuchawca i Gaby i ze szkoda, ze tak zostaly do
          teraz, takie kruche i delikatne..
          • szarania Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 14.01.09, 12:53
            Dzień dobry, ach, dzień dobry, cześć i czołem! Będę pisać. Bo ja MM
            BARDZO lubię, naprawdę. Wszak, gdybym nie lubiła, to bym nie
            krytykowała, bowiem "wygląd" tej twórczości wcale by mnie nie
            interesował, nieprawda.
            W dalszym ciągu jest to moja ukochana pisarka - li i jedynie!
            • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 14.01.09, 13:13
              szarania napisała:
              > Dzień dobry, ach, dzień dobry, cześć i czołem! Będę pisać.

              Pozwól sobie wiec zarzucic na szyje girlande powitalnego jelitka! :)
              Chyba ze wolisz drobienie kapusniaczku i strzelanie oczkiem? :)

              >Bo ja MM BARDZO lubię, naprawdę. Wszak, gdybym nie lubiła, to bym
              >nie > krytykowała, bowiem "wygląd" tej twórczości wcale by mnie nie
              > interesował, nieprawda. > W dalszym ciągu jest to moja ukochana
              >pisarka - li i jedynie!

              Czegokolwiek i jakkolwiek MM by teraz nie pisala, czy jakimi
              kuponami by sie nie poslugiwala, dawnych zaslug brylantowych nie
              sposób jej odmówic :)
              • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 14.01.09, 13:16
                Oo tu jest ów ciekawski watek, gdyby Cie interesowal, szaraniu:

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25788&w=88758484&a=88758484
                Btw. bez znajdy haslowej bym go nigdy nie znalazla, produktywne
                forum przeogromnie, dobrze ze chociaz autorke watku pamietalam :)
                • szarania Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 14.01.09, 13:18
                  Za jelitko dziękuję! Z nim czy bez niego nie wyjdę dziś przez Was do
                  pracy :D Wątek chętnie poczytam. Prawda.
        • szprota Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 14.01.09, 19:40
          My, kociarze, w jednoosobowej delegacji Szprociej witamy Cię oto i również
          pozdrawiamy?
          Może morza herbatki? :)
      • slotna Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 14.01.09, 17:58
        Rozumiem cie, madame-bovary, chociaz przyznam, ze sama mam niejakie rozdwojenie jazni - bo te czepialskie posty jednak nadal bardzo mnie bawia swoja forma (bo sa napisane z jajem, fajnym jezykiem i sa po prostu zabawne), ale ich tresc niekiedy wywoluje we mnie pewne zazenowanie. I niestety dzieje sie tak coraz czesciej, pewnie dlatego, ze faktycznie niewiele juz zostalo rzeczy do ktorych sie mozna przyczepic.

        --
        Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
        • szprota Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 14.01.09, 19:43
          Myślę, że większość z nas tak ma: że z jednej strony chętnie czyta te
          "czepialskie" opinie, a z drugiej chwilami myśli "eno, teraz to już
          przegięłyście, drogie panie". Ale w opisie forum uprzedzają, że krytykujemy.
          Poza tym naprawdę wolę, gdy wypowiada się krytyczna, ale myśląca czytelniczka
          niż bałwochwalcze "ahihi, a pani Małgosia jest supcio".
          Bo nawet jeśli się nie zgadzam, to zmarszczę i tak już poradlone czoło i się
          zastanowię i przemyślę, czemu się oto nie zgadzam i już się robię mądrzejsza :)
          • anutek115 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 14.01.09, 20:09
            Ja natomiast, jeśli spotykam się z "czepialską" opinią, która jest li tylko
            czepialska, to po prostu o tym piszę. Ale nie tak, jak w innym watku zdarzyło
            sie Madame-Bovary "I co WY tam jeszcze nawymyslacie?", tylko konkretnie "Droga
            ..., uważam, że przesadzasz/masz tu i tu rację, ale ogólnie to..." lub też
            "Napisałaś to po prostu, by się przyczepić". I mówiąc szczerze postulowałabym,
            by cos podobnego czyniły osoby, które twierdzą, że ludzie na tym forum się
            czepiają bez powodu, bo inaczej siedzi człowiek i się zastanawia, czy jego posty
            to nie jest przelewanie z pustego w próżne, i czy nie są postrzegane jako zwykłe
            czepialstwo (podczas, gdy on czymś ważnym się może podzielił, postarał się
            powiedzieć coś istotnego?).

            A wśród osób czepiających się widzę parę osób stosunkowo nowych na forum, i
            postulowałabym też, by im, jako neofitom, to i owo wybaczyć. Pamiętam bowiem
            moje uczucie, gdy trafiłam na to forum i nagle sie okazało, że nie wszyscy są
            zachwyceni! Że mogę różnym rzeczom, które mi zgrzytały w Jeżycjadzie dać wyraz i
            nie zostanę za to pogoniona! Że jestem w ogóle normalna!!! Bo przecież Jeżycjada
            przez wiele osób postrzegana jest jako takie dobre, miłe, sensowne książki, co w
            nich mogłoby się nie podobać? Więc jak się już okazalo, że to i owo moglo, i nie
            mnie jednej, to sie poczułam, jkaby mi ciasny gorset ktoś zdjął. Kto wie, może
            jeszcze jakaś z nowych koleżanek tak się poczuła? W każdym razie ja się nie
            dziwie, że sobie pozwalają ;-))...
      • ginestra Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 15.01.09, 10:57
        Dziękuję, Madame Bovary! :)
        Ja także lubię czytać Twoje refleksje.
        Pozdrawiam ciepło!
        • ginestra Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 15.01.09, 10:58
          (Celowałam z postem wyżej, bezpośrednio pod słowami Madame Bovary do mnie, a
          wkleiło się tutaj).
    • idomeneo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 16.01.09, 15:34
      Croyance, zastanawiałam się jeszcze nad tą dyskusją o wyczerpanej formule i
      wyszło mi, że przy okazji moich jeżycjadowych fascynacji, kryzysów ("jak to
      możliwe, że MM mogła coś takiego napisać?") i powrotów, gdzieś tam po drodze
      zdążyłam się odkochać. Czytam więc teraz nową Jeżycjadę chyba z większym luzem,
      bardziej relaksacyjnie niż fanowsko i jej niedostatki mogą mnie zniechęcać, ale
      nie bolą tak, jak bolały parę lat temu.

      Ciekawe, czy ktoś jeszcze na forum tak ma?
      • niq_miejski Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 16.01.09, 19:25
        Cytatidomeneo napisała:

        Ciekawe, czy ktoś jeszcze na forum tak ma?


        Ja ogólnie tak mam, że im bardziej wychodzę ze świata, tym bardziej patrzę an
        niego z sympatią. Dzięki mojemu naukowo-mnisiemu żywotowi ostatnio polubiłam
        świat bardziej niż kiedykolwiek dotąd.

        Jednak mam też coś takiego, że szkoda mi jest coraz bardziej czasu na sporo
        rzeczy i z tego co dotąd uważałam za mus, albo co mnie przyciągało na tyle, że
        nie mogłam się oprzeć teraz wybieram tylko niektóre.

        Chyba przyszedł taki czas że następny odcinek Jeżycjady poznam za pośrednictwem
        Forum.

        Ale nie wiem tego na pewno, czas płynie, świat się zmienia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka