Dodaj do ulubionych

Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę":)

14.01.09, 08:21
Moje obserwacje z wczoraj (forum mnie uczuliło na pewne sprawy):

- Niekonsekwencja co do wychowawcy Pyzy występuje nie tylko między książkami
ale nawet w tej samej książce - "Tygrys i Róża" (na początku mowa o tym, że
Tygrys nie będzie narzekać że musi stać na śniegu kiedy Hajduk i Grześ
rozmawiają, bo Hajduk to wychowawca Pyzy, następnie przy awanturze kolacyjnej
nagle wychowawcą okazuje się być Dambo. Gdzie korekta? Gdzie redaktor?)

- Pogoń ciężarówką Tomka (TiR). No masakra! Co to w ogóle za kretyński pomysł,
w dodatku Natalia, która jak wiemy, zawsze miała raczej problemy z
podejmowaniem decyzji. Kompletnie niewychowacze - złodziejstwo, łamanie
przepisów prawa jazdy, ściąganie kłopotów na siebie i innych (bo i Tomka jako
właściciela samochodu w to zamieszała). I brak konsekwencji (niby coś tam
policjanci mówią ale nigdzie później nie ma o tym wzmianki, żeby Nutria miała
skopaną kartotekę. Pierwsze słyszę, żeby takie rzeczy dało się umorzyć), a
wszystko usprawiedliwione uczuciem do Roberta - skoro chciała do niego
zadzwonić, to po co było sobie utrudniać i jeszcze gonić, nie mogła zadzwonić
spod kwiaciarni? Na pewno by się wrócił:)



- To, o czym ostatnio często się tu dyskutuje - Laura. Po lekturze Noelki,
gdzie Tygrys występuje po raz pierwszy jako świadomy bohater, dotarło to do
mnie wreszcie - główną winą Tygryska i powodem, że kocha się ją trudniej, są
jej "skośne stalowe oczy".
A Pyza "stuprocentowa Borejkówna", nie, no proszę...

- Kolejna wpadka, ze strony na stronę - w NiN koleżanka z pracy Gaby Barbara
najpierw jedzie do Poznania ale dziwnym trafem wysiada w Gnieźnie. Przecież
nie dlatego, że Laura wyskoczyła z tekstem o "chromoleniu":))) Gdzie redakcja?

To takie moje luźne spotrzeżenia, jeśli się powtórzyłam, to wybaczcie, brak mi
sił trochę na wyszukiwarkę, strasznie zakatarzona jestem:(
Obserwuj wątek
    • anutek115 Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 14.01.09, 10:04
      A kto jest redaktorem? Wymieniono w ogóle człowieka?

      Nie fatygowałabym chorej, ale po przewróceniu domu do góry nogami odkryłam, że
      mój egzemplarz TiR" zniknął był (ostatni raz widziany, nieprawda, na spotkaniu w
      Toruniu ;-)).
      • jeriomina Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 14.01.09, 10:16
        Na moich egzemplarzach wymieniona jest jako redakcja Danuta Sadkowska
    • croyance Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 14.01.09, 15:15
      Co do Laury, to w ogole ona przeciez blaga o akceptacje prawie jak
      ofiara syndromu sztokholmskiego.

      Laura czytajaca matce list do Wolfiego (w przeciwienstwie do Rozy,
      ktora post factum poinformowala wszystkich o ciazy)
      Laura dzwoniaca do Rozy, by powiedziec, ze 'stoi w obliczu
      zakochania sie na wieki', ceniaca sobie porade siostry i chcaca
      podzielic sie z nia ta wiadomoscia.
      Laura lkajaca przy lozku Gaby: ja cie kocham najbardziej z
      wszystkich, ja
      Laura mowiac cos bardzo podobnego kiedys do Mili
      Laura mowiaca obcemu czlowiekowi, ktory okazal jej troche ciepla (p.
      Gruszka): jestem zla, zla Laura.

      plus komentarz narratora, jak to sie izolowala, nikomu nie zwierzala
      etc. - to czytanie listu to dla mnie oznaka, ze ona miala de facto
      lepszy kontakt z Gaba niz Roza!
      • onion68 Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 14.01.09, 15:40
        Bo Róża próbuje być taką, jaką chcą ją widzieć, Laura walczy o miłość dla siebie
        takiej, jaką jest (powiało Bridget Jones ;-)))... i ma rację.
        • nessie-jp Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 14.01.09, 15:50
          onion68 napisała:

          > Bo Róża próbuje być taką, jaką chcą ją widzieć,

          Tak, to prawda. Zawsze mnie zaskakiwało, jak bardzo Róża stara się 'zasłużyć na
          miłość'
          • lezbobimbo Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 14.01.09, 18:40

            nessie-jp napisała:
            >Wydaje mi się, że dziecko pewne miłości swoich rodziców tak nie
            > postępuje. Czyli Róży brakuje tej pewności i tej miłości.
            > Może nie jeden Tygrys czuje, że jej w klanie Borejków za bardzo
            nie chcą, bo
            > jest córką "tego Pyziaka"...

            Alez w przypadku Pyzy oni tak straszliwie zapominaja, ze tez jest
            córka Pyziaka..
            Wydaje mi sie, ze u Borejków pokolenie wnuków musi jakby harowac na
            milosc, dzieci nie czuja sie chciane bezwarunkowo dlatego ze
            istnieja, tylko dlatego, ze cos caly czas robia i sie przydaja (to
            tez ma Gaba, nawet 5 minut nie moze odpoczac przy stole, bo zaraz ja
            podrywa Poczucie Winy). Dobre dziecko, to przydatne dziecko? (co
            usprawnia system ;P)
            Malo ze nie kochane, to te wnuczeta chyba nawet nie sa zauwazane,
            jesli nie sa najlepszymi prymusami lub nie wyreczaja doroslych we
            wszystkim - patrz Miagwa (prymus), Pyza (wyrecza), Józinek (wyrecza)
            i Lusia (i prymuska i wyrecza troche..). Innym wnukom sie upieklo,
            bo nie mieszkaja z babcia, Ignacem i Gaba?
            Laura jest niechciana, bo nie wyrecza, no i te stalowe oczy.. ach!
            Ale potem i tak przybiega jako córa marynotrawna, poplacze troche,
            pokaja sie (ale mimo wszystko nie powyrecza).

            Brakuje mi Julki i jej zdrowego egoizmu :)
    • nessie-jp Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 14.01.09, 15:48
      Mnie w tej scenie końcowej z TiR uderza również coś innego
      • dakota77 Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 14.01.09, 18:57
        8-latka nie powinna wtracac sie w sprawy doroslych, ulubiony wujo czy nie:-). Ja
        bylabym na miejscu Natalii naprawde wsciekla za cos takiego.
        • nessie-jp Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 14.01.09, 19:11
          A dorosły to się powinien wtrącać w sprawy dorosłych? Nie, ale słodkiej Różyczce
          nikt słowa nie powie...
          • dakota77 Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 14.01.09, 21:17
            No wlasnie zmierzam do tego, ze nikt nie powinien:-). A Rozy faktycznie knowania
            uszly na sucho.
            • mama_kotula Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 14.01.09, 21:29
              Cytat
              A Rozy faktycznie knowania uszly na sucho.


              A tak to już przeważnie w życiu bywa.
              Bo Róża wprawdzie wdepnęła buciorem w nieswoje życie, ale poprzez zamianę telefonów pokierowała sprawą tak, jak przecież chciały osoby w sprawę zamieszane (tylko rzeczone osoby czaiły się, czaiły jak czajniki i czajnikami byłyby przez następne 6 tomów) - takim "wtrącaczom" na ogół się wspaniałomyslnie wybacza.

              Tylko, że ja bym to widziała tak - że Natalia nie ma świętej Pyzie za złe (bo jest wspaniałomyślna), za to od matki Pyzunia powinna uslyszeć parę słów na boku.
              • dakota77 Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 14.01.09, 21:30
                Otoz to, matka powinna powiedziec, co o tym mysli.
              • lezbobimbo Re: OT kotulowe smoki 15.01.09, 12:46
                Kotulo kochana, a te smoki to Ci wyzdychaly! Ukradnij nowe jajka to
                Ci poklikam :)
                • mama_kotula Re: OT kotulowe smoki 15.01.09, 13:41
                  lezbobimbo napisała:

                  > Kotulo kochana, a te smoki to Ci wyzdychaly! Ukradnij nowe jajka to Ci poklikam :)

                  Pozdychały, bo za dużo oglądało, a za mało klikało, o!!! Smok nie wyżyje od patrzenia, posmyrać czasem trzeba po jajeczku...
                  Mam jeszcze dwa w zanadrzu :D
                  • lezbobimbo Re: OT kotulowe smoki 15.01.09, 13:51
                    A to mozna ogladac jak zdycha, bez klikania? Ja Ci ochoczo smyram
                    kazdego, nawet te dorosle (Xmas dragon moim faworytnym, wyglada jak
                    piekny lajkonik garbusek :) Mam nadzieje, ze dobrze robie..
            • laura-gomez Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 15.01.09, 15:46
              Ja myślę, że Róży upiekło się, gdyż dokonania przez nią zamiana telefonów była po myśli Natalii – Nutria w końcu miała pretekst, żeby spotkać się z Robrojkiem, z którym chciała być. Z Tuniem i Filipem była sytuacja odwrotna – Natalia zamierzała od nich uciec, więc nie podobało jej się to, że Laura chciała ją na siłę połączyć, najpierw z jednym, potem z drugim.
    • grimma Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 14.01.09, 15:51

      > - Pogoń ciężarówką Tomka (TiR). No masakra! Co to w ogóle za kretyński pomysł,
      > w dodatku Natalia, która jak wiemy, zawsze miała raczej problemy z
      > podejmowaniem decyzji. Kompletnie niewychowacze - złodziejstwo, łamanie
      > przepisów prawa jazdy, ściąganie kłopotów na siebie i innych (bo i Tomka jako
      > właściciela samochodu w to zamieszała). I brak konsekwencji (niby coś tam
      > policjanci mówią ale nigdzie później nie ma o tym wzmianki, żeby Nutria miała
      > skopaną kartotekę. Pierwsze słyszę, żeby takie rzeczy dało się umorzyć), a
      > wszystko usprawiedliwione uczuciem do Roberta - skoro chciała do niego
      > zadzwonić, to po co było sobie utrudniać i jeszcze gonić, nie mogła zadzwonić
      > spod kwiaciarni? Na pewno by się wrócił:)
      itam
      mysle ze Nutria nie ma prawa jazdy, zlamala przepisy - samochod zabrala
      znajomemu wiec jesli on tego nie zglosil to nie ma przestepstwa.

      jak idealni to zle, jak nieidealni to zly przyklad :P przeciez to nie podrecznik
      zycia tylko powiesc
      • sowca Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 14.01.09, 21:30
        No własnie, Grimmo ;)
        W dodatku ja uważam to zachowanie Nutrii za bardzo prawdopodobnego.
        Natalia ma to do siebie, że często jej po prostu odbija i podejmuje
        wtedy decyzje pod wpływem impulsu. Chociażby takie, jak nagłe
        wyskoczenie z pociągu w Inowrocławiu czy gdzie to tam było albo
        nagła ucieczka znad jeziora. W kontekście tych czynów nagła pogoń za
        Robertem ma moim zdaniem sens i prawdopodobna, że nie wspomnę o tym,
        że to mój ulubiont fragment nie tylko TiR, ale i z Jeżycjady w
        ogólności (no, jeden z ulubionych). Co do Pyzy i Laurki, to moim
        zdaniem podstawową różnicą jest to, że Pyza zdawała sobie sprawę z
        faktu, iż Natalia kocha Robrojka, ale nie ma po prostu odwagi mu
        tego wyznać (Nutria mówi to siostrzenicy). Wobec tego, zamienienie
        telefonów było działaniem dla dobra ciotki, ale niejako za jej
        zgodą, w tym sensie, że Róża wiedziała, że Nutria tego kontaktu z
        Robrojkiem sobie życzy. Natomiast poinformowanie Filipa o planowanym
        wyjeździe Natalii nad morze było po prostu bezczelnym wścibstwem
        Laury, gdyż było działaniem wbrew woli głównej zainteresowanej,
        która się nie chciała spotkać z Tuniem, a wręcz przeciwnie - chciała
        uciec od niego, żeby sobie wszystko przemyśleć. Mam nadzieję, że
        jest to zrozumiałe, co chciałam przekazać.
        • nessie-jp Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 14.01.09, 21:42
          Grimmo, ale nie można zapominać, że Tygrys, wykazując się wścibstwem, ma
          zaledwie 8 lat! A wiemy, że dziewczynka bardzo przywiązała się do 'wujka' Tunia,
          zaś ciotkę zna jako osobę, której od czasu do czasu odbija i trzeba ją wtedy
          gonić :)

          Oczywiście, że Tygrys wtyka nosek w nie swoje sprawy. Ale szczerze
          powiedziawszy, łatwiej byłoby mi to wybaczyć małej dziewczynce (dziewczynce z
          niepełnej rodziny! cierpiącej z braku ojca!), która bardzo chce 'naprawić'
          rozpadający się związek dorosłych
          • grimma Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 14.01.09, 22:28
            ja co prawda o Laurze nic nie pisalam, ale:
            - wscieklabym sie gdyby mi cos takiego zrobila
            - na miejscu matki byloby mi tak srednio z takim jej zachowaniem, i smutno ze
            nie ma ojca i tak lgnie go jakis tam "wujow ciotek"
            Lusia dobrze powiedziala Gabusi - powiedzmy ze to inny kaliber spraw - Lusia
            wkurza mnie zanacznie bardziej niz maly Tygrys.
            • nessie-jp Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 14.01.09, 22:47
              Grimmo, przepraszam cię stokrotnie. Pokićkało mi się... :/
      • jeriomina Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 15.01.09, 10:35
        grimma napisała:


        > itam
        > mysle ze Nutria nie ma prawa jazdy, zlamala przepisy - samochod zabrala
        > znajomemu wiec jesli on tego nie zglosil to nie ma przestepstwa.
        >
        > jak idealni to zle, jak nieidealni to zly przyklad :P przeciez to nie podreczni
        > k
        > zycia tylko powiesc
        >
        No ludzie, trzymajcie mnie! A wolno sobie tak bez prawa jazdy cudzym samochodem
        jeździć? No pierwsze słyszę!

        Zresztą, proszę, o to potwierdzenie:

        www.poradaprawna.pl/index_pytania.php?co=pozycja&id=22627
        Czyli: Natalka 500 zł, Tomeczek 500 zł plus nieprzyjemności na pewno z jakimiś
        urzędasami, plus być może niemożność zrobienia przez Natalkę prawka w ogóle.
        • ginestra Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 15.01.09, 11:46
          Ciekawie się bardzo czyta Wasze wypowiedzi.

          Ja teraz z braku czasu chciałam napisać tylko o tej "pogoni" Natalii za
          Robrojkiem. Rozumiem intencje pani MM, że miał to być taki romantyczny chwyt
          fabularny (i rozumiem tu uczucia Sowcy :-) ), ale jeśli przymierzyć to do
          rzeczywistości (a to jest niby opisana rzeczywistość), to ja taki czyn bym z
          całą mocą potępiła!

          Tak po prostu nie wolno! Przecież ona nie umiejąc jeździć wsiadła za kółko i
          jeszcze jechała szybko i nieprzepisowo, nie myśląc o innych uczestnikach ruchu i
          stwarzając GIGANTYCZNE zagrożenie życia konkretnych ludzi!!! Spójrzmy prawdzie w
          oczy - tak przecież jest, że wsiadła nie umiejąc jeździć, bo nie zdała przecież
          egzaminu na prawo jazdy, a potem też miała ogromnie długą przerwę w jeżdżeniu, a
          poza tym NIGDY przedtem samodzielnie nie jechała samochodem - zawsze z
          instruktorem, który siedząc obok miał przynajmniej sprzęgło i hamulec i swoje
          drugie oczy i swoją wiedzę i doświadczenie, a w razie czego mógł reagować i
          nawet za kierownicę chwycić czy ostrzec kursantkę. A przy tym Natalia jechała
          samochodem nie swoim - takim, którego NIE ZNA, nie czuje, nie dostosowała nawet
          lusterek do swojego wzrostu czy pozycji na fotelu (o ile w ogóle w nie patrzyła
          - :-( ). Co więcej, to był samochód dostawczy, a więc gabarytowo większy niż
          "kursowe". Co więcej - prowadziła go nie mając "wolnej głowy", nie myśląc o tym,
          co się dzieje na drodze i o innych użytkownikach ruchu, a tylko myśląc o
          Robrojku! To jest tak skrajny egoizm, że mnie to naprawdę poraża. Co by wróciło
          życie lub zdrowie komuś, komu by spowodowała wypadek?? Mogła przecież zabić ileś
          osób - matkę dzieciom czy dziecko matce czy ojca czy kogokolwiek komukolwiek!
          Albo ktoś by przez nią leżał do końca życia sparaliżowany albo zostałby kaleką!
          (Jeśli ona sama by była poszkodowana, to wybaczcie cynizm, ale jej byłoby mi
          znacznie mniej szkoda).
          Jest niewiele rzeczy, na które jestem tak wyczulona jak na podobną bezmyślność,
          bo z wypadkiem na drodze to jest tak, że jedna sekunda może przynieść śmiertelne
          czy inne poważne konsekwencje i czasu nie da się cofnąć!

          Co innego, jeśli ktoś jechał przepisowo, ostrożnie, dostosowując swoje działania
          do warunków jazdy i swojej dyspozycji psychofizycznej, ale wpadł w poślizg czy w
          był deszcz i nie zauważył znaku czy coś - wtedy jest inaczej, bo zrobił, co w
          jego mocy, żeby nie być zagrożeniem, ale coś się wydarzyło. Natomiast w
          przypadku Natalii to to jest po prostu groza, co ona zrobiła!

          Ja myślę, że w przypadku tego fragmentu powinien koniecznie wkroczyć redaktor
          żądając chociażby wplecenia do fabuły jednego zdania mówiącego o tym, że Natalia
          zdała egzamin na prawo jazdy. W przeciwnym razie jest tak, jak gdyby Autorka
          pochwalała taką postawę i uważała, że miłość usprawiedliwia "skrajną obojętność
          na wartość ludzkiego życia" (w brytyjskim prawie jest taka kategoria "extreme
          indifference to the value of human life" - i jest ona podstawą do bardzo
          surowego karania ludzi - czytałam o tym właśnie w kontekście wypadku drogowego).
          To jest bardzo ciężkie przestępstwo, przede wszystkim moralnie (nie chodzi mi tu
          o 500 złotych kary czy coś).
          Nie wiem czy gdyby zabiła kogoś z nas lub komuś z nas bliską osobę, na przykład
          dziecko, to byśmy dobrotliwie powiedzieli "no tak, w sumie to taka poetyczna
          niedojda, ona przecież nie chciała, jechała za ukochanym, nic nie szkodzi,
          drobiazg, najważniejsze, że się pojednali". :-(((((

          To mi niestety przypomina beztroskę autora Samotności w sieci, który nie uważał
          niczego niestosownego w tym, że bohater rozwalił serwer obsługujący cały Poznań
          (jedyny serwer w Poznaniu w czasach początków Internetu, gdzie Polska miała mało
          pieniędzy na takie rzeczy), po to tylko, żeby ukochana nie dostała od niego
          mejla, który był uprzejmy wcześniej wysłać, ale po zastanowieniu uznał, że nie
          tak go zredagował jak by teraz sobie życzył. Nie szkodzi, że inni ludzie nie
          dostaną mejli, nie szkodzi, że ktoś stracił mienie i musi wydać miliony na nowy
          serwer - najważniejsza jest "miłość". :-(

          Przepraszam, że może tak ostro napisałam, ale naprawdę kwestie bezpieczeństwa
          ludzkiego i przekazów dawanych pod tym względem młodzieży i w ogóle ludziom,
          leżą mi mocno na sercu. Nie podoba mi się też motyw wielu miłosnych filmów, w
          których ktoś przezywający jakiś zawód miłosny i będący w strasznym stanie
          psychicznym co robi? - wsiada za kółko i jeździ po mieście!!! I ja zawsze sobie
          wtedy myślę: "ile teraz takich ludzi jeździ po mieście i może zabić moje dziecko
          czy mnie". Dlaczego w filmach i w książkach nie ma takiej sceny, gdzie ktoś jest
          roztrzęsiony po zawodzie miłosnym i decyduje się: "wrócę taksówką, bo nie mogę
          przecież w takim stanie prowadzić". Albo wzywa taksówkę i jedzie do przyjaciółki
          wypłakać się, bo nie pojedzie tam PRZECIEŻ samochodem w takim stanie. To byłby
          naprawdę dobry przekaz.

          Myślę, że to dobrze, że aktualnie policjanci pokazują młodzieży zdjęcia
          zmasakrowanych ludzi we wrakach samochodów wykonane na miejscach wypadków - może
          to im zapadnie w pamięć i nie będą wracali z podchmielonym lub niewyspanym
          kierowcą, w nocy, w 9 osób w maluchu z dyskoteki. Gdyby takie przekazy były też
          w książkach dla młodzieży (i w Jeżycjadzie) - również byłabym wdzięczna. A jeśli
          by miało ich nie być, to niech przynajmniej nie będzie przykładów przeciwnych,
          zachęcających do "skrajnej obojętności na wartość ludzkiego życia".

          Jeszcze dodam, że mam prawo jazdy i bardzo wiele wysiłku włożyłam w to, żeby
          nauczyć się jak najlepiej jeździć, wyczulić na co się da, nabrać jak najwięcej
          świadomości o tym czym jest jazda samochodem. Niestety nie mam po rozwodzie
          samochodu, ale mam zamiar kiedyś mieć. Teraz moja córka ma się za parę miesięcy
          zapisać na kurs. Nie chciałabym, żeby kiedykolwiek, tak jak Natalia, wsiadła za
          kierownicę gonić chłopaka. :-(((( Jak ją znam to wydaje się, że tak nie zrobi.
          Ale inne dziewczyny? Może pomyślą, że to takie fajne i romantyczne tak gonić? :-((((
          Straszne.
          To już kończę ten emocjonalny wywód, pozdrawiam Was!



          • mmaupa Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 15.01.09, 11:55
            Ginestro, zgadzam sie co do slowa.

            Nie lubie Natalii wlasnie za ten brak poczucia odpowiedzialnosci za siebie,
            innych i dane slowo. Ohydny egoizm.
            • ginestra Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 15.01.09, 12:04
              No właśnie Mmaupo (pozdrawiam Cię przy okazji). :)

              A w Sprężynie wszyscy potępiają "idiotę", który spowodował wypadek Gabie. A może
              on też gonił swoją ukochaną? :-(((((

              Tak jakoś musiałam to z siebie wyrzucić.
              (Mam nadzieję, że dziewczyny, które mają TiR sprostują, jeśli to, co
              zapamiętałam o nie zdanym egzaminie Natalii, okazałoby się moim brakiem pamięci
              - wówczas zwrócę honor, ale wydaje mi się, że i tak co do meritum się zgadza, i
              że dobrze zapamiętałam z dawnej lektury tej książki, że była tam wyraźnie mowa o
              tym, że Natalia NIE UMIAŁA jeździć, że nie jeździła na co dzień samochodem, że
              nie myślała o ruchu na drodze i o przepisach i tak dalej).

              Ja myślę, że naprawdę jest wielka potrzeba, żeby książkami zajmował się wnikliwy
              i obiektywny redaktor, życzliwy, ale koniecznie MAJĄCY DYSTANS do tych książek i
              do osoby pani Musierowicz. Inaczej, pod wpływem emocji zapewne, takie straszne
              sceny przechodzą do druku!


              • nighthrill Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 15.01.09, 12:38
                Ginestro, Natalia niestety ewidentnie nie ma prawa jazdy i jest to napisane wprost.
                Jeszcze zanim ją złapali rozmawiała z Robrojkiem jadąc i powiedziała, że nie ma
                prawa jazdy. On pyta :"Zapomniałaś zabrać?". A ona "Nie, nie mam w ogóle.
                Oblałam egzamin z manewrów", czy jakoś tak...

                Ten pomysł z romantycznym pościgiem faktycznie kiepski. Ja też bardzo kiepsko
                prowadzę, nie umiem poruszać się po mieście, nie znam znaków - oczywiście prawa
                jazdy nie mam. I w takiej sytuacji do samochodu bym nie wsiadła. Natomiast być
                może wsiadłabym, gdyby ktoś z rodziny zasłabł i trzeba by go było gdzieś wieźć (
                dodam, że moi rodzice mieszkają na wsi, inne domy daleko, pogotowie ma problem z
                trafieniem). Potrafię powoli pokonać trasę do punktu a do b, ale normalnym
                uczestnikiem ruchu to bym siebie nie nazwała.
                • ginestra Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 15.01.09, 12:48
                  Dzięki Nighthrill za przypomnienie książki. Ja też tak myślałam, że tam było to
                  wprost napisane o egzaminie, a jest to jedna z kilku jeżycjadowych cześci,
                  których akurat nie mam w domu, bo pożyczałam.

                  Dowiezienie kogoś w zagrożeniu jego życia to co innego, zgadzam się - w takim
                  przypadku jak opisałaś to też bym poparła dowiezienie bliskiej osoby na
                  pogotowie, gdy rzecz dzieje się na wsi (bo w mieście łatwiej poprosić o pomoc
                  zmotoryzowanego sąsiada czy też wezwać karetkę, taksówkę itp.). - przy tym osoba
                  wioząca na pewno miałaby wielką świadomość swoich braków i zachowywałaby wielką
                  ostrożność podczas jazdy i nie jechałaby na ślepo, jak Natalia, nie myśląc o
                  innych. :-(
                  • lezbobimbo Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 15.01.09, 13:42
                    Zgadzam sie z Toba Ginestro w calej rozciaglosci.
                    Ja rozumiem "chmure romantyzmu" otaczajaca Nutrie, ale nie bezmyslne
                    zagrazanie zyciu swojemu i ludzi na drodze! I to bez prawa jazdy!

                    Zreszta czy nie jest to tak, ze do dostawczaków i innych wiekszych
                    pojazdów trzeba w ogóle specjalnego prawa jazdy, tak jak do
                    ciezarówek czy autobusów? Przez to wlasnie, ze wieksze, ze
                    maja "slepe winkle" i inaczej sie nimi manewruje niz maluchem czy
                    Fordem...
              • mmaupa Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 15.01.09, 12:57
                Dziekuje, rowniez pozdrawiam :)

                Jeszcze a propos szalenczego rajdu Nutrii dodam, ze drzwi od bagaznika
                furgonetki byly otwarte - co na pewno im na zdrowie nie wyszlo. Biedny Tomcio.

                Prowadzenie cudzego, duzego samochodu jedna reka (komorka w drugiej!) jest dosc
                trudne nawet dla calkiem przyzwoitego kierowcy. Podejrzewam, ze Natalii zgaslby
                silnik przy pierwszej sposobnosci. Cud naprawde, ze nie miala wypadku - czy nie
                pomyslala, ze mogla sie zabic? O innych nie wspomne, bo innych wrazliwa Natalka
                na ogol nie bierze pod uwage przy podejmowaniu decyzji.
                • mkw98 Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 15.01.09, 13:26
                  mmaupa napisała:
                  > Biedny Tomcio.

                  Słuchajcie, i to wyjaśnia zniknięcie Tomka i Elki z następnych tomów! Tomek nie
                  mógł darować Natalii tego idiotycznego, nieodpowiedzialnego zachowania i zerwał
                  kontakty z niebezpieczną dziedziną B. ;-) Elka również postanowiła odizolować
                  małe Kowaliczątka od familii piratów drogowych.
                  • lezbobimbo Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 15.01.09, 13:32
                    Dobreee :)
                    W dodatku to ta sama Natalia, co bila Tomcia w szkole. Wiec jak mu
                    jeszcze ukradla dostawczaka, to juz pekl byl i znikl.. :)

                    Tylko skad Kowaliczatka? Bylo cos o nich? Moze Elka i Tomcio zyja w
                    buddyjskim celibacie w tym swoim asramie? ;)
                    • mkw98 Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 15.01.09, 13:58
                      O Kowaliczątkach nic nie było, ale ja sobie je wyobrażam jako Mamerciątka-bis - z cudownie absurdalnym poczuciem humoru, zmysłem przedsiębiorczym (vide wypożyczalnia sprzętu piaskowego) i orzechowymi oczkami po matce. :-)
          • idomeneo Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 15.01.09, 13:08
            ja z kolei nie bardzo mogę się wczuć w malownicze sceny pościgów w filmach
            sensacyjnych, bo często wtedy myślę o tych przypadkowych przechodniach,
            właścicielach roznoszonych w puch, chodnikowych straganików i zwyczajnych
            kierowcach, którzy mieli akurat pecha znaleźć się na trasie takiej pogoni :(
            • verdana Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 15.01.09, 14:17
              No, jak tak dalej pójdzie, to zakazemy kryminałów, trillerów i
              książek przygodowych.
              Nie mam nic przeciw morderstwom, pościgom, rozwalaniu sieci
              komputerowej i wszelkim nagannym zachowaniom w książkach i filmach
              pod dwoma warunkami.
              1. Nie sa to dziela instruktazowe
              2. Nie sa to dziela umoralniajace dla mlodzieży - albo sa, ale w
              takim razie sprawca zostaje przykladnie ukarany.
              W zwiazku z tym, ze pani MM ma ambicję opisywania rodziny Borejkow
              jako wzorca idealnego, zachowanie Natalii jest skandaliczne i
              szkodliwe. Zgadzam sie z Ginestrą w całej rozciąglosci, tym bardziej
              że jazda samochodem bez prawa jazdy jest pokazana, jako cos fajnego,
              dobrego i słusznego.
              • jeriomina Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 15.01.09, 14:34
                A ja się nie zgadzam z tym, żeby cała chwała spadała w tym wątku na ginestrę:DDD
                oczywiście to żart:)
                Ona po prostu wzmocniła to, o czym sama myślałam i o czym zaczęłam pisać w tym
                wątku.
                Niedawno zrobiłam prawo jazdy. W życiu nie goniłabym nikogo, chociaż lubię
                jeździć, jeszcze dostawczakiem, z komórką w ręce. Więcej nie napiszę, bo to już
                wszystko dokładnie omówiono.
              • idomeneo Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 15.01.09, 17:20
                nie bardzo łapię o co chodzi z zakazywaniem - ta moja uwaga była raczej małym,
                osobistym offtopiczkiem. Trochę tak, jakby ktoś powiedział "ja tam się nie mogę
                skupić w kinie na scenach pocałunków przy księżycu, bo strasznie mnie to zawsze
                śmieszy", co nie oznacza: "trzeba zakazać tego kiczu w cholerę".
            • ready4freddy Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 16.01.09, 15:58
              przyznam, ze przy poscigach jakos o tym nie mysle, ale za to po filmie takim jak
              ID4 czy "Day After Tomorrow" nieodmiennie rozmyslam "no i co tera?", ze niby
              ufoki pobite na leb, super-niepogoda tez sie skonczyla, ale co dalej?
              • ananke666 Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 16.01.09, 18:45
                ready4freddy napisał:

                > przyznam, ze przy poscigach jakos o tym nie mysle, ale za to po filmie takim ja
                > k
                > ID4 czy "Day After Tomorrow" nieodmiennie rozmyslam "no i co tera?", ze niby
                > ufoki pobite na leb, super-niepogoda tez sie skonczyla, ale co dalej?

                A co ma być po super-niepogodzie. Ciepłe gacie trza szyć, opał kombinować, za
                żarciem się zakręcić, a nie filozofować... :p
                • nessie-jp Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 16.01.09, 20:24
                  > A co ma być po super-niepogodzie. Ciepłe gacie trza szyć, opał kombinować, za
                  > żarciem się zakręcić, a nie filozofować...

                  No żarcie (a potencjalnie i opał) to chyba z tych pobitych ufoków...?
                  • ananke666 Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 16.01.09, 22:46
                    A w "Day After Tomorrow" ufoków nie było. Tylko błyskawiczne zlodowacenie. Na
                    placu boju zostają gacie...
          • croyance Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 15.01.09, 23:53
            Pieknie napisane, Ginestro.

            Powiem jeszcze, ze - gdyby tylko pokazany byl inny kontekst - nawet
            i poscig moglby zostac i byc jakos wytlumaczony. Wystarczylo, zeby
            np. wskutek jakiejs niedokladnej informacji Natalia myslala, ze
            Robrojkowi cos sie stalo, albo mial wypadek - w takim wypadku
            wybaczylybysmy jej glupie zachowanie (no, powiedziemy ..), bo
            wiedzialysmy, ze przerazona nie dzialala racjonalnie, chciala tylko
            dostac sie do niego pomoc jak najpredzej. I wtedy mialoby to jakis
            (powiedzmy ...) sens w kontekscie calej tej historii - wyobrazam
            sobie, jak Robrojek krzyczy na nia 'cos Ty najlepszego zrobila,
            moglas zrobic sobie albo komus krzywde!', a ona mowi
            cicho 'myslalam, ze Tobie cos sie stalo' (cos w tym guscie). I
            byloby i romantycznie, i dramatycznie, i pedagogicznie.
            • mmaupa Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 16.01.09, 10:19
              O, to to. Bardzo dobry pomysl, croyance, wlasnie takie cos zbawiloby cala scene.
            • onion68 Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 16.01.09, 13:41
              > sobie, jak Robrojek krzyczy na nia 'cos Ty najlepszego zrobila,
              > moglas zrobic sobie albo komus krzywde!', a ona mowi
              > cicho 'myslalam, ze Tobie cos sie stalo' (cos w tym guscie).

              E, nie ;-) Przypomina mi się Ania Shirley i jej nowelka jako reklama proszku do
              pieczenia. Zbyt wiele dydaktyzmu zabija literaturę.
              • croyance Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 16.01.09, 13:46
                Ale to by bylo zgodne z charakterem Robrojka (ktory ma wiecej
                wyczucia niz Natalia, bo przezyl juz strate zony) - i jednoczesnie
                pokazalo, ze tak mu na nim zalezy, ze gotowy jest az krzyknac :-D
                • mmaupa Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 16.01.09, 13:59
                  - i jednoczesnie
                  > pokazalo, ze tak mu na nim zalezy, ze gotowy jest az krzyknac

                  Na *niej*, teleskopiarko jedna!
                  • croyance Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 16.01.09, 14:52
                    :-P hi hi
                  • nessie-jp Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 16.01.09, 17:04
                    > Na *niej*, teleskopiarko jedna!

                    ::Nessie przewraca się ze śmiechu::
    • soova OT: redakcja książki 15.01.09, 14:34
      Nie znam się na pracy redaktora dzieł literackich i co do zasady zgadzam się z przedmówczyniami, że przedstawienie przez autorkę szaleńczego rajdu Natalii raczej w pozytywnym kontekście, jako czegoś podyktowanego Uczuciem Wyższym, z dystansu (i z punktu widzenia użytkownika drogi - i to zarówno tego na dwóch nogach czy na czterech kółkach! ;)) nie wygląda już wcale tak fajnie. Ale nasuwa mi się jedno pytanie. Padło w tej dyskusji zdanie, że MM potrzebny jest dobry (w domyśle: niespokrewniony ;)) redaktor, który będzie w stanie namówić ją na korekty pewnych takich - nazwijmy to - niezręcznych fragmentów. Czy zatem praca redaktora ma (może mieć) coś wspólnego z pracą (tak!) cenzora? Przyznam, że tu mam pewne wątpliwości. Oczywiście, redaktor jest jak najbardziej potrzebny do korygowania powtórzonej po raz trzeci na tej samej stronie "miłej grzywki" czy zwrócenia autorowi uwagi na fakt, że z Zielonej Góry do Gorzowa nie jedzie się przez Wrocław. Przyznam jednak, że gdybym sama była w sytuacji autorki, napisała, powiedzmy, epizod o zwolnieniu z pracy osoby po 50-tce, a redaktor zasugerowałby mi dodanie jednego zdania, jaki to ten pracodawca zły i bezwzględny, bo to się na pewno spodoba czytelnikom, nie byłabym zachwycona. Skoro autor ma prawo do swojej opinii, ma prawo również do jej niewyrażania w sytuacjach, w których uzna to za stosowne. MM nie dodała ani słowa narracyjnego komentarza do wyczynu Natalii (może z góry założyła, że tutejsze forum jej to i tak wytknie ;)), bo być może w jej opinii był on zupełnie uzasadniony i komentarza niewymagający lub też nie zdawała sobie sama sprawy, jak wygląda to z zewnętrznego punktu widzenia (zwłaszcza, gdy sama nie ma prawa jazdy/nie prowadzi samochodu - nie wiem, jak w przypadku autorki, ale sytuacja taka wśród kobiet jej pokolenia jest dość częsta). Czy to jednask usprawiedliwia ingerencję redaktorską?
      • nessie-jp Re: OT: redakcja książki 15.01.09, 14:51
        CytatCzy zatem praca redaktora ma (może mieć) coś wspólnego z pracą (tak!)
        cenzora? Przyznam, że tu mam pewne wątpliwości.
        ...
        gdybym sama była w sytuacji autorki, napisała, powiedzmy, epizod o zwolnieniu z
        pracy osoby po 50-tce, a redaktor zasugerowałby mi dodanie jednego zdania, jaki
        to ten pracodawca zły i bezwzględny, bo to się na pewno spodoba czytelnikom, nie
        byłabym zachwycona.



        Bo rola redaktora jest inna, niż mówienie autorowi co ma pisać, a czego nie
        pisać (tak właśnie postępuje cenzor). Rolą redaktora jest powiedzieć autorowi:
        "Ten kawałek ze zwolnieniem z pracy jest od czapy. Co właściwie chciałaś przez
        to przekazać? Popracuj nad lepszym przedstawieniem emocji, bo nie wiadomo, jaki
        ta scena ma cel w całej strukturze powieści. Jeśli chodziło ci o
        pokazanie zwalniającego jako złego człowieka, to ci się nie udało".

        Oczywiście autor może się wtedy obrazić i powiedzieć, że jak tak, to on nie
        będzie pisać wcale albo nie będzie słuchać redaktora wcale. Tylko że w przypaku
        autora o takim stażu, jak MM, nastoletnie obrażalstwo nie powinno już
        występować. Prędzej kompleks primadonny ;)
        • verdana Re: OT: redakcja książki 15.01.09, 15:01
          Redaktor może zasugerować zmiany, autor moze sie nie zgodzić. Ale
          wydawnictwo może powiedzieć, ze ksiązki z tak niewychowawczym i
          szkodliwym fragmentm nie wyda.
          Tylko oczywiscie nie powie, bo ksiązki MM to duze pieniadze.
        • supervixen Re: OT: redakcja książki 15.01.09, 15:04
          No właśnie, z tego co mi wiadomo redaktor jak najbardziej powinien
          autorowi mówić np: "Ten fragment jest niepotrzebny, czytelnik już to
          wie, a teraz to tylko spowalnia akcję", albo "To nie ma sensu, przez
          całą książkę X zachowuje się tak i tak, a teraz nagle wyskakuje z
          zupełnie inną cechą bez uzasadnienia. Dobrze byłoby tu coś zmienić."
          W przypadku TiR redaktor mógł na przykład powiedzieć: "Przy tej
          scenie czytelnik odnosi wrażenie, że Natalia zachowuje się
          nieodpowiedzialnie i naraża zdrowie i życie innych! Czy na pewno
          chcesz tak to przekazać?" Bo przecież może autor właśnie tak chce.
          Ale może nie chce, a nie ma, bo nie może mieć, absolutnie
          obiektywnego stosunku do książki. I może czasem nie widzieć, że mu
          się intencja rozjeżdża z ostatecznym wynikiem.

          Autor się nie ma co obrażać na dobrego redaktora, przecież wiadomo,
          że pierwsza wersja książki nie jest ostateczna i zawsze trzeba
          poprawiać, nie tylko drobne stylistyczne wpadki. Czy to nie o
          Szóstej Klepce MM pisała, że pod wpływem redaktorki zmieniła ją w
          bardzo dużym stopniu?
          • lezbobimbo Re: OT: redakcja książki 15.01.09, 16:59
            supervixen napisała:
            > Autor się nie ma co obrażać na dobrego redaktora, przecież wiadomo,
            > że pierwsza wersja książki nie jest ostateczna i zawsze trzeba
            > poprawiać, nie tylko drobne stylistyczne wpadki. Czy to nie o
            > Szóstej Klepce MM pisała, że pod wpływem redaktorki zmieniła ją w
            > bardzo dużym stopniu?

            Owszem - jak jej 2 redaktorki, w tym Danusia (chyba taz sama Sadkowska?)
            powiedzialy, zeby nie stawiala tamy smiesznym pomyslom i zeby umiescila akcje w
            realnym Poznaniu, a nie w jakims fikcyjnym miescie, to MM tak sie pracowicie
            wziela do roboty, ze przerabiala SK 3 razy.
            Podobnie z takim Opium - w TRS MM wyznaje, ze najpierw napisala depresyjny
            pamflet na stan wojenny, pelen goryczy i bólu - na co jej przyjaciólka
            zasugerowala, zeby powiedziala to jakos delikatniej, mimochodem, nie tak
            zgrzytliwie. MM przyjela to do wiadomosci, a potem jeszcze zaslyszala historie z
            zycia o dziecku, które chodzilo po obcych rodzinach i wpraszalo sie na obiadki.
            I tak powstalo Opium: stan wojenny, widziany z perspektywy malej dziewczynki
            (nieborejki). MM sama w tym TRS stwierdzila, ze Geniusia ani tego stanu nie
            ocenia, ani nie narzeka, tylko po prostu - zyje w nim. Samo Opium zas
            przepisywala i przepisywala tak dlugo, ze zajelo jej to az piec lat (z jednym
            rokiem na druk, tak sie wtedy dlugo drukowalo ksiazki).
            Tak wiec widac, ze redaktorskie poprawki i dluga, upierdliwa praca nad dzielem
            jak najbardziej Jezycjadzie (i nie tylko) sluza - i SK i Opium przeszly do
            historii. TiR raczej nie przejdzie, niestety... (chyba ze jak uwazacie?)
            • lezbobimbo Re: OT: redakcja książki 15.01.09, 17:01
              lezbobimbo napisała:
              >MM tak sie pracowicie
              > wziela do roboty, ze przerabiala SK 3 razy.

              Oczywiscie mialam napisac, ze przepisywala caly rekopis SK od poczatku 3 razy!
            • onion68 Re: OT: redakcja książki 15.01.09, 18:48
              Do historii nie przejdzie pewnie, choć ja TiR lubię - ze względu na Laurę,
              pokazanie jej dorastania przez te parę dni, konfrontacji jej wyobrażeń z
              "życiem", jej brawurę i odwagę. Lecz pierwszy raz podczas czytania przed wyprawą
              (naszą) do Torunia jako którakolwiek z części Jeżycjady przejęła mnie zgrozą -
              jako obraz tego, jak bardzo Laura jest niesłuchana i nieakceptowana w domu, jak
              bardzo unika się prawdziwej rozmowy z nią i odmawia pomocy oraz akceptującej
              obecności. Odzywka matki pt. "co ty tutaj robisz" gdy pierwszy raz widzi po
              południu córkę w tym dniu - po prostu szok. Nie wiem, dlaczego wcześniej jakoś
              nie uświadamiałam sobie tego.
        • soova Re: OT: redakcja książki 15.01.09, 15:07
          nessie-jp napisała:

          Cytat Bo rola redaktora jest inna, niż mówienie autorowi co ma pisać, a czego nie
          > pisać (tak właśnie postępuje cenzor). Rolą redaktora jest powiedzieć autorowi:
          > "Ten kawałek ze zwolnieniem z pracy jest od czapy. Co właściwie chciałaś przez
          > to przekazać? Popracuj nad lepszym przedstawieniem emocji, bo nie wiadomo, jaki
          > ta scena ma cel w całej strukturze powieści. Jeśli chodziło ci o
          > pokazanie zwalniającego jako złego człowieka, to ci się nie udało".


          Tak, tylko zauważ, że autor (wszystko jedno, czy hipotetyczny debiutant, czy mająca uznaną pozycję MM) ma odnośnie swojego epizodu określoną ideę dotyczącą tego, w jakim kontekście go przedstawić. W scenie z rajdem Natalii możemy przypuszczać, że koncepcją MM było przedstawienie go jako szalonej eskapady podyktowanej porywem serca (godnym co prawda bardziej nastolatki, niż dorosłej osoby, ale to na marginesie). Koncepcją hipotetycznego autora byłoby zaś, dajmy na to, pokazanie beznadziejnego losu bohatera zwalnianego z pracy z powodu wieku. W takiej sytuacji propozycje redaktorskie tylko tę koncepcję zakłócają. Autor prezentując swoje dzieło musi liczyć się z krytyką czytelników, to ona ostatecznie "zweryfikuje" to, co napisał.
          • jeriomina Re: OT: redakcja książki 15.01.09, 15:28
            Ja jeszcze bardziej kładłabym nacisk na to, że rolą takiego redaktora jest po
            prostu czytanie książek autora (nazwisko pani Sadkowskiej się powtarza w
            niektórych moich książkach, oczywiście, posiadam egzemplarze z różnych lat a
            więc i z różnych wydań, btw posiadam całość Jeżycjady jak coś, więc mogę w
            każdej chwili wszystko sprawdzić).

            Dziewczyny - każda z nas, jak sądzę, nie spędza dni i nocy swego życia na
            czytaniu i analizowaniu Jeżycjady. Mamy normalne życie, pracujemy, studiujemy,
            zajmujemy się domem i rodziną (piszę patrząc po sobie). Czytamy też inne
            książki. Nie jesteśmy też aż tak złośliwe:) żeby celowo wynajdować te wpadki.
            Niestety, IMHO te wpadki są tak wielkiego kalibru, że same "wpadają". Skoro
            zatem my, nie będąc redaktorami z zawodu wyłapujemy je bez trudu, to tym
            bardziej jakiś redaktor czy też te córki/córka (mignęło mi na forum, że któraś z
            córek pomaga MM?) powinien się tym zająć! Zwrócić uwagę: "Słuchaj, piszesz na
            jednej stronie że pani Barbara jedzie do Poznania, a na drugiej wysadzasz ją w
            Gnieźnie. Wytłumacz, że chciała po drodze zwiedzić katedrę albo popraw to
            inaczej bo przecież czytelnicy się będą śmiali z ciebie".
            Bo pisanie później, że "w wyobraźni wszystko się mieści" to jest po prostu
            dziecinna bufonada. Mnie to nie przekonuje. Opieramy się przecież na pewnych
            faktach społecznych, a MM w "Jeżycjadzie" kreuje też jakąś "reality", poprzez
            daty i nawiązania do aktualnych wydarzeń krajowych (sytuacja polityczna,
            gospodarcza, pogoda itp.). Skoro tak, skoro dla wielu te postacie stają się
            niemal "z krwi i kości", to powinna sobie np. jakieś notatki porobić o każdym i
            zaglądać przy nowych pomysłach i w trakcie pisania. Żeby nigdy już nie walnąć
            tak karygodnego byka jak w przypadku Jurka Hajduka, osieroconego już w "SK",
            następnie z matką w "I" i z kretyńskim jak dla mnie tłumaczeniem o belferskim
            skrócie myślowym w następnym tomie.
            Odnoszę wrażenie, że ona po prostu napisała kilka fajnych książek, potem coś
            pękło ale publiczność się domagała, kasa pusta i doszła do wniosku że trzeba
            kontynuować cykl. I tu nasuwa mi się kolejny wniosek z lektury podczas choroby -
            byłam nastolatką, gdy wyszła "Córka Robrojka" ale już wtedy odczułam, że ta
            książka już mi się nie podoba tak jak poprzednie. Dla mnie granica pomiędzy
            dobrymi i mniej udanymi książkami MM wystepuje właśnie między "NiN" i "CR".
            Bardzo bym chciała, żeby jakoś ta informacja dotarła do MM, żebym nie musiała
            znowu wzdychać przy lekturze i mówić "Kończ Waść, wstydu oszczędź":DDD
          • mamalilki Re: OT: redakcja książki 15.01.09, 15:32
            Kotula kliknelam w Twoje smoki, ale tu je jakos pozaslaniaj, czy co. 400 osob
            oglada i 30 klika?! Co to big brother jakis?
          • nessie-jp Re: OT: redakcja książki 15.01.09, 15:37
            CytatKoncepcją hipotetycznego autora byłoby zaś, dajmy na to, po kazanie
            beznadziejnego losu bohatera zwalnianego z pracy z powodu wieku. W takiej
            sytuacji propozycje redaktorskie tylko tę koncepcję zakłócają.


            Ależ te "propozycje redaktorskie" nie mają mieć postaci zaleceń "napisz tak".

            Redaktor musi po prostu powiedzieć: "Słuchaj, czy ty w końcu piszesz powieść
            wychowawczą dla młodzieży osadzoną w realiach Poznania, czy jakąś romantyczną
            komedyjkę o nieodpowiedzialnej kretynce, która szaleje po ulicach cudzym
            samochodem? Bo w książce dydaktycznej dla młodzieży nie możesz wstawiać peanów
            pochwalnych pod adresem dorosłej kobiety, która kradnie ciężarówkę, nie umiejąc
            prowadzić i jeszcze nie ponosi żadnych konsekwencji!"

            Podobnie w przypadku sceny ze "zwalnianiem z pracy"
            • sowca Re: OT: redakcja książki 15.01.09, 22:30
              Ja akurat TiR lubię bardzo i uważam, że to jedna z najlepszych
              części cyklu. Przede wszystkim podoba mi się w niej to, że jest
              bardzo prawdziwa i koncentruje się na innych aspektach miłości niż
              te, z którymi mamy do czynienia w innych tomach. Historia miłosna -
              w zasadzie tylko jedna, Roberta i Natalii, toczy się jakby w tle,
              jest tylko subtelnie zarysowana i "wybucha" dopiero w scenie
              końcowej. Nie ma tu więc typowej miłości nastolatków, gdzieniegdzie
              pojawiają się tylko wzmianki o Pyzie i Frycku albo o Wiktorze jako o
              obiekcie westchnień Laury. Za to mamy cały wachlarz innych uczuć -
              przede wszystkim rozpaczliwą tęsknotę Laury za niewidzianym ojcem, a
              de facto za bezwarunkową miłością, uwagą, troską (o czym świadczą
              słowa do pani Oleńki, byle tylko zwrócić na siebie jej uwagę).
              Pięknie jest to opisane, także bolesne rozczarowanie po poznaniu
              Almy. Mamy też cierpienie Gabrieli - nareszcie uzasadnione i
              nareszcie uzewnętrznione, już nie mina męczennicy, tylko jakieś
              próby (żałosne, fakt, ale jednak) odnalezienia córki, uświadomienie
              sobie, że tak naorawdę dziecko ją porzuciło (szkoda tylko, że nie
              dało to żadnej głębszej refleksji, ale dobrze, że pojawiło się w
              ogóle). Do tego lęk Natalii przed "oddaniem komuś swojego życia",
              tęsknotę, ból Roberta. Jest to dla mnie tak pięknie ujęte, nie
              nachalnie, tylko delikatnie, bo na pierwszym planie toczą się
              toruńskie przygody Tygryska. I myślę, że jednak TiR zostanie
              zapamiętane.
              Jeśli chodzi o podział na "nowe" i "stare" częsci Jeżycjady, to ja
              wyznaczam zawsze trzy części: od SK do BBB - i te bardzo lubię za
              ich ciepło i poczucie humoru, potem od Noelki do Kalamburki - te są
              najbardziej "dla mnie", bo opisują taki świat, jaki ja już znam i w
              którym żyję (czasy PRL-u, wybaczcie, siłą rzeczy pozostaną dla mnie
              czymś obcym), mimo że oczywiście jedne książki lubię bardziej, inne
              mniej, a trzecia część - od JT w górę i te niestety odbieram jako
              pisane na siłę, choć absolutnie nie odmawiam im pewnego wdzięku i
              czasem chętnie do nich wracam. Ale dwie pierwsze częsci po prostu
              kocham - każdą za coś innego, ale kocham na równi.
    • kkokos szaleńcza jazda natalii 17.01.09, 12:12
      ja tylko chciałam zauważyć, że pani MM uwielbia hollywoodzkie chwyty i
      zakończenia. była kiedyś mowa o asocjacjach literackich (że NiN to sen nocy
      letniej itd.). a przecież szaleńcza jazda natalii to czystej wody hollywoodzkie
      zakończenie komedii romantycznej.
      podobnie hollywoodzkie jest całowanie włosów laury przez naszpana. zakończenie
      BBB z bebe na peronie i ojcem każącym dumbowi skakać z pociągu. zakończenie CP z
      całą rodziną łącznie z pyziakiem deus ex machina na ślubie laury i wolfiego.
      noelka nie zalatuje wam amerykańskim filmem gwiazdkowym? a te wszystkie sceny, w
      których pary różne doznały olśnień/przemogły się w sobie/dopuściły do głosu
      serce na łonie przyrody - łąk, jezior, burz na szosie itd.?
      a w hollywood nie ma co wymagać ścisłej logiki i maksymalnego
      prawdopodobieństwa. więc może nie ma co się tak strasznie złościć na pościg
      natalii (której to sceny osobiście nie lubię, bo uważam, że jest już zbyt
      hollywoodzka i naciągana, podobnie zresztą jak mnie odrzuca przeraźliwie
      pretensjonalna scena całowania włosów) i przyjąć konwencję gatunku?
      • nessie-jp Re: szaleńcza jazda natalii 17.01.09, 16:14
        kkokos napisała:

        > ja tylko chciałam zauważyć, że pani MM uwielbia hollywoodzkie chwyty i
        > zakończenia. była kiedyś mowa o asocjacjach literackich

        I o ile ja te literackie asocjacje bardzo lubię
      • lezbobimbo Re: szaleńcza jazda natalii 17.01.09, 17:08
        kkokos napisała:
        > ja tylko chciałam zauważyć, że pani MM uwielbia hollywoodzkie >chwyty i
        zakończenia. była kiedyś mowa o asocjacjach literackich (że NiN to sen nocy>
        letniej itd.).
        > a w hollywood nie ma co wymagać ścisłej logiki i maksymalnego
        > prawdopodobieństwa. więc może nie ma co się tak strasznie złościć na pościg>
        natalii (której to sceny osobiście nie lubię, bo uważam, że jest już zbyt>
        hollywoodzka i naciągana, podobnie zresztą jak mnie odrzuca przeraźliwie>
        pretensjonalna scena całowania włosów) i przyjąć konwencję gatunku?

        Owszem, zakonczenia czy wyjscia z dylematów sa dosc holywódzkie, ale jak to -
        mamy sie zgodzic na to, skoro nas to jednoczesnie odrzuca? ;)
        Ja bym wolala, zeby zakonczenia itd nawiazania w Jezycjadzie byly wlasnie z
        literatury swiatowej a nie z Hollywood. O wiele ciekawsze.. Taaak jestem
        snobkorejko ;PPP
        • kkokos Re: szaleńcza jazda natalii 17.01.09, 17:32
          > Owszem, zakonczenia czy wyjscia z dylematów sa dosc holywódzkie, ale jak to -
          > mamy sie zgodzic na to, skoro nas to jednoczesnie odrzuca? ;)



          to się nazywa przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza :)
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Pogoń za ciężarówką - bzdura 17.01.09, 12:43
      Ale przecież motyw pogoni za ciężarówką był bez sensu z całkiem innego powodu!
      Po kiego grzyba Natalia miała gonić Robrojka, który zabrał jej komórkę?
      Wystarczyło, żeby zadzwoniła na swój własny numer.
      • jeriomina Re: Pogoń za ciężarówką - bzdura 17.01.09, 14:55
        No i właśnie o tym pisałam. Niestety, w tym wątku jestem cały czas lekceważona:DDD
        • lezbobimbo Re: Pogoń za ciężarówką - bzdura 17.01.09, 15:18
          Ach jeromino wybacz! Nie jestes lekcewazona, caly watek wszak zaczal sie dzieki
          Tobie i rozwija sie dzieki Twoim przemysleniom na temat wariackiego dostawczaka!
          Po prostu Ginestra tak madrze dopisala, ze jak tu sie z nia nie zgodzic :)
          Czy moge Ci pasc do nózek i z wdziecznosci umaic Ci stopy kapusniaczkiem? :)
          • jeriomina Re: Pogoń za ciężarówką - bzdura 17.01.09, 15:25
            Kapuśniaczku ci u mnie dostatek - sama dzisiaj go ugotowałam. Co do Ginestry,
            też już sie dopisałam ale zaznaczam, że urodziłam spory fragment dot. redakcji i
            korekty i nic, nic. A tak się namęczyłam, ze aż mi choroba zaczęła przechodzić:)
            • anutek115 Re: Pogoń za ciężarówką - bzdura 17.01.09, 20:54
              Ja ci odpowiedziałam, długo i (jak to ja, he, he ;-DDD) błyskotliwie, a gazeta
              mnie wzięła i zeżarła :-(. Ponieważ nie mam teraz czasu, by odtwarzać, to
              napiszę tylko względem redakcji, że dziś skończyłam "Amerykańskich bogów". Na
              czterech, słownie - czterech ostatnich stronach książki Gaiman dziękuje (a ja
              jestem osobą, która takie podziękowania zawsze czyta, zboczenie, nic innego)
              redaktorom i asystentom, ale także osobom, które mniej lub bardziej ochotniczo
              zbierały dla niego przeróżne informacje, "przedczytelnikom" powieści, osobom,
              które go "natchnęły" jakimś pomysłem... Czytałam i głową kiwałam. Gaiman może
              (nie tyle dziękować, co po prostu MIEĆ tych asystentów, przedczytaczy,
              redaktorów, zbieraczy informacji itp. i KORZYSTAĆ z ich pracy). Ale najwyraźniej
              nie każdy może, ot co.
              • mkw98 Re: Pogoń za ciężarówką - bzdura 18.01.09, 11:52
                anutek115 napisała:

                > jestem osobą, która takie podziękowania zawsze czyta

                O, jak miło. :-) Zawsze, jak gdzieś są jakieś podziękowania dla mnie to
                strasznie się cieszę, a potem myślę smutno, że i tak nikt tego nie przeczyta,
                oprócz mnie i znajomych, którym megalomańsko pokazałam ("O, tu, widzisz,
                widzisz? W siedemnastej linijce podziękowania dla mnie"). A tu proszę, anutek
                czyta. :-)
                • dakota77 Re: Pogoń za ciężarówką - bzdura 18.01.09, 11:53
                  Ja tez czytam wszelkie slowa odautorskie, podziekowania itp.:-)
                  • morja13 Re: Pogoń za ciężarówką - bzdura 18.01.09, 12:49
                    I jeszcze ja, jeszcze ja czytam:)
      • lezbobimbo Re: Pogoń za ciężarówką - bzdura 17.01.09, 15:25
        anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:
        > Ale przecież motyw pogoni za ciężarówką był bez sensu z całkiem >innego
        powodu! Po kiego grzyba Natalia miała gonić Robrojka, który >zabrał jej komórkę?
        > Wystarczyło, żeby zadzwoniła na swój własny numer.

        Wtedy MM nie mialaby swej holywódzkiej sceny poscigu autami ;P Nie mialaby
        dramatu, ksiazka skonczyla by sie calkiem zwyczajnie..
        Byc moze sama MM nie miala komórki i nie wpadlo jej tak proste rozwiazanie do
        glowy? Komórki to byly kiedys takie magiczne stwory, dostepne wybrancom. Moze to
        zrezta byla jakas prawdziwa Komórka Rojka i Nutrii, a nie takie zwykle telefony?
        Komórki rozrodcze na przyklad.. albo macierzyste... jakze symbolicznie wtedy
        wychodzi zamiana komórek obojga!
    • morja13 Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 17.01.09, 21:30
      Ja tej sceny pogoni nigdy w ogóle nie lubiłam, nawet nie tyle
      dlatego, że jest niewychowawcza, nieprawdopodobna i nie pasuje do
      Natalii, bo tu jeszcze można się spierać. Tylko że dla mnie ona
      jakoś mi właśnie nie pasuje do Jeżycjady, podobnie jak np. połykanie
      żarówek w JT, wyskakujący zielony Leonardo w szopce w Pulpecji
      (scenę szopki uwielbiam, ale tą latającą maskotkę i opisy
      zaśmiewających się do rozpuku widzów już nie) czy nawet scena z
      Bernardem i biustonoszem na wywiadówce w BBB (do pewnego momentu
      super, potem już przesadzona moim zdaniem).

      Możliwe, że kluczem jest to, jak napisała mądra osoba wyżej;),
      że podobają mi się rozwiązania literackie a te holyłódzkie, czy
      ogólnie popkulturowe już jakoś mniej.

      No i właśnie ta pogoń jest taka na siłę, bo oczywiste jest, że mogła
      zadzwonić i to by właśnie było takim najnaturalniejszym odruchem,
      tym bardziej że skoro komórki były zamienione, to i tak musieliby
      się spotkać przecież. A tymczasem ta scena jest tak pokazana, jakby
      Robrojek miał na zawsze już zniknąć z zycia Natalii i faktycznie
      trzeba go złapać za cenę życia i śmierci (swojego i innych).

      A jeszcze co do TiR, to zaczęłam czytać po raz kolejny
      niedawno...no i jest to strasznie, strasznie smutna książka. Biedny
      samotny Tygrys, z ręką na sercu, ale w takiej rodzinie jak
      Borejkowie w TiR, ja osobiście bym nie wytrzymała nawet tygodnia.
      Babi, Róża, Grzegorz, Natalia, są tam nie do zniesienia.
      Zwłaszcza właśnie empatyczna Natalia, co się boi Tygrysa, bo ten
      łypie na nią skośnym stalowym okiem;) Myślałam, ze mnie trafi, jak
      Natalia odezwała się słabym głosikiem spod kołdry "No bo ty nigdy
      nikomu nic nie proponujesz...", gdy jej Laura zaproponowała herbaty.
      No, rzeczywiście, jakby już tak każdy mnie traktował na zasadzie "A
      bo ty zawsze przecież tak, bo ty taka zła i w ogóle, czego się po
      tobie dobrego spodziewać", to bym się zamieniła w prawdziwą diablicę
      i tylko każdemu pokazywała pazury.
      • anutek115 Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 17.01.09, 22:07
        Dokładnie!!! Muszę miec bardzo podobny "nieholyłódzki" gust, bo nie lubię żadnej
        z tych scen! Co więcej, uważam, że np. pęknięcie gumki w bluzce Bernarda PSUJE
        bardzo dobrą, pełna napięcia chwilę - co do mnie, nie ogarnia mnie nigdy jak to
        czytam beztroski chichocik, tylko głęboka irytacja. W tym konkretnym momencie
        Brnard wydaje mi się tępym idiotą, który WSZYSTKO zepsuł, to samo myślę, gdy
        opisywany jest latający Leonardo (zawsze żal mi dzieci z jasełek i nauczycielki,
        którzy się tak starali, a tu taka obsuwa!), przy każdej kolejnej żarówce w
        ustach mam ohotę zamknąć książkę i już do niej nie wrócić... No, nie mam takiego
        "ludycznego" temperamentu, co zrobić.

        Za to śmieję się za każdym razem, jak czytam "Bo chcę zostać śpiewacaczką i
        trawi mnie zawodowa zawiść". Albo "Za pozwoleniem, stul usta". Jakość lekkość
        pióra w takiej zabawie słowem się dla mnie objawia...
        • nessie-jp Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 17.01.09, 22:13
          > Co więcej, uważam, że np. pęknięcie gumki w bluzce Bernarda PSUJE
          > bardzo dobrą, pełna napięcia chwilę - co do mnie, nie ogarnia mnie nigdy jak to
          > czytam beztroski chichocik, tylko głęboka irytacja.

          Ja czuję straszne (naprawdę straszne w pierwotnym tego słowa znaczeniu) i bardzo
          głębokie zażenowanie. Aż nie mogę tego czytać!

          A już od żarówek po prostu mnie mdli z zażenowania. Nie dość, że autorka cudzy
          dowcip (i to z długą brodą) podaje za własną, szalenie oryginalą twórczość --
          rzecz dla mnie niewybaczalna!
          • sowca Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 17.01.09, 22:41
            Jejku, ja też tak mam, jak czytam scenę z bluzką, ogarnia mnie
            niesamowite zażenowanie... chociaż cała wywiadówka jest świetna,
            szczególnie rozmowy z rodzicami, na przykłąd z czupurnym albo z
            panią w zielonym kostiumie ;)
            • alitzja Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 17.01.09, 22:49
              A już zrzucenie przez Bernarda bluzki i świecenie gołym torsem to totalnie
              groteskowe przegięcie. Wcale mnie nie dziwi oburzenie Pieroga. Wcale.
        • morja13 Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 17.01.09, 22:22
          > Za to śmieję się za każdym razem, jak czytam "Bo chcę zostać
          śpiewacaczką i trawi mnie zawodowa zawiść". Albo "Za pozwoleniem,
          stul usta". Jakość lekkość pióra w takiej zabawie słowem się dla
          mnie objawia...

          Tak, właśnie, też uwielbiam te teksty:) Za to takie "ludyczne" sceny
          kojarzą mi się z sitcomem, zwłaszcza jeśli następuje opis
          rechoczących ludzi i czuję jakieś zażenowanie (głupie to, ale tak
          niestety mam).
      • mama_kotula Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 17.01.09, 22:26
        Cytat
        Myślałam, ze mnie trafi, jak Natalia odezwała się słabym głosikiem spod kołdry "No bo ty nigdy nikomu nic nie proponujesz...", gdy jej Laura zaproponowała herbaty.


        O tak tak.
        Tyle, że ja to przerabiam w realu niemal na co dzień.

        Nie proponujesz, to jest źle.
        Proponujesz, i kurka wodna też jest źle, bo ty przecież nigdy nikomu nie proponujesz, więc zapewne masz w tym proponowaniu jakiś niecny ukryty cel, wypływający wprost z twojej złej do głębi natury. Czyli tak źle, i tak źle. Zatem mam w głębokim poważaniu wysilanie się jakiekolwiek, skoro i tak jestem zła, szkoda zachodu. Tyle.
        • szarania Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 17.01.09, 23:06
          Jeśli chodzi o scenę z bluzką, to mnie zażenowanie ogarnęło już przy
          czytaniu o scenach w sklepie. Zaś a propos Laury - czytam sobie
          ostatnio NiN i jak zwykle wstrząsa mną fragment: "Kiedy wracała z
          łazienki, usłyszała przez drzwi bełkot tego dzieciaka i cichy,
          żartobliwy głos mamusi. Miły, kochany, znajomy głos, który
          przyciągał ją zawsze jak magnesem. Przez chwilę wachała się pod
          drzwiami. Miała ochotę wejść do pokoju, wskoczyć do łóżka mamusi,
          przytulić się do niej i zasnąć, bez żadnych obaw i strachów, a
          atmosferze bezpieczeństwa i aprobaty. Ale po historii ze składkami
          na aprobatę raczej nie miała prawa już liczyć. A poza tym... czuła,
          że mogłaby być tam, w pokoju - intruzem. Mama na pewno wolałaby być
          sama z tym dzieciakiem".
          Szok. Z obsesyjną konsekwencją dbam o to, by każdy z mych trzech
          KOTÓW był głaskany i przytulany w dokładnie takiej samej ilości, co
          pozostali braciszkowie. A tu samotne dziecko pod drzwiami, które
          czuje, że nie ma prawa wejść i że jest intruzem...
          • szarania Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 17.01.09, 23:08
            Przepraszam za błąd: "wahała", oczywiście. Zawsze mi się
            z "wachlarzem" kojarzy i niemal zawsze muszę poprawiać.
          • dakota77 Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 17.01.09, 23:17
            Wachała się?:-)
            • mama_kotula Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 18.01.09, 01:18
              dakota77 napisała:

              > Wachała się?:-)

              Wąchała się. Podnosząc kończynę w górę i skłaniając głowę bokiem w dół, ukradkiem wąchała się w okolicach podpachowych, czy aby nie wanieje nieświeżo.

              Wybaczcie, po prostu NIE mogłam się powstrzymać. To było silniejsze ode mnie, wyobraźnia mi zagrała ;-)
              • ginestra Re: Jak to przy chorobie, sięgnęłam po "Jeżycjadę 18.01.09, 11:04
                Dziewczyny, dziękuję za słowa uznania. Myślę, że ta moja oburzona przemowa na
                temat sceny pościgu wypadła tak mocno i została jakoś przez Was zauważona, bo
                opis sceny (trzeba Wam wiedzieć) jakimś trafem uderza w moją czułą strunę, czyli
                w temat jazdy samochodem, który non stop obracam w głowie i wizualizuję i nawet
                powiesiłam sobie na lodówce fotografię wymarzonego samochodu (skromnego - no bo
                marzenie powinno przecież móc się spełnić ;-), a nie pozostać czymś nierealnym).
                A więc jak gdyby "wizualizuję siebie jako kierowcę" i im dłużej nie jeździłam,
                tym większej wagi wydają mi się sprawy bezpieczeństwa i odpowiedzialności na
                drodze i wiem, że trzeba je także będzie jakoś zasymilować i przezwyciężyć różne
                lęki w tej kwestii. A więc to tak się wynurzyło z mojego umysłu przy tej scenie.

                Jeszcze powiem Wam, że wczoraj zamówiłam w empiku Tygrysa i Różę, bo w empiku w
                warszawskiej Arkadii było bardzo mało części Jeżycjady. TiR ma dotrzeć za parę
                dni i będę mogła sobie przypomnieć tę książkę, o której tyle napisałyście.

                Scena z NiN przypomniana przez Szaranię o Laurze wstydzące się wejść do pokoju
                matki i czującej, że nie ma prawa wejść, jest naprawdę strasznie smutna. Nie
                tylko koty, ale przecież (chyba wszystkie z nas, które mają dzieci to
                potwierdzą) dzieci kocha się też tak samo mocno, choć każde jest inne i chyba
                niewiele jest matek, które by nie ustawały w staraniu, żeby dzieci odczuły się
                "sprawiedliwie" kochane, przytulane itp. Nie pierwszy już raz mam wrażenie, że
                to podświadomość Autorki pisze pewne sceny, bo mają one brzmieć lekko i
                zwyczajnie, a wychodzą rozdzierające uczucia - chyba w sposób niezamierzony. Tu,
                ja myślę, że mogło chodzić o zaakcentowanie "wstydu" Laury z powodu
                zdefraudowanych składek, a tymczasem uwidoczniony został jej głód uczucia
                istniejący już od dawna i nie dostrzegany przez matkę. Gdyby dziewczynka czuła
                się pewna miłości matki i doświadczała tej miłości ciągle, na co dzień, to
                dyskomfort z powodu składek nie przeszkodziłby jej zapukać do pokoju i nie
                miałaby na pewno wrażenia, że będzie tam intruzem, i że nowy synek ma prawo być
                z mamą, a ona nie. :(

                I jeszcze dziwne jest to, że Gaba tak zwleka z tą karą i namyśla się, potęgując
                odrzucenie dziecka (i właśnie jej stanie pod drzwiami itp.). Zamiast jakoś
                wyrazić "słuszny gniew" z powodu czynu ("słuszny gniew" ma taką właściwość, że,
                nawet gdy jest wielki, to nigdy nie rani i nie odrzuca człowieka), nagadać się,
                nakrzyczeć, wyznaczyć karę, a następnie pozwolić Laurze, która zrozumiała błąd,
                paść sobie w objęcia i wypłakać się, a potem już można usiąść do kolacji w tak
                oczyszczonej atmosferze.

                Pamiętam, że gdzieś przeczytałam takie zdanie, które potem zdarzyło mi się
                powtórzyć córkom i było mi pomocne w ich kłopotach nastolatkowych. Otóż jest to
                takie zdanie, w którym matka mówi do dziecka, że je kocha i nigdy nie przestanie
                kochać i nigdy nie odrzuci, choćby zrobiło coś strasznego: "jakbyś zrobiła nawet
                coś tak strasznego, że wtrąciliby Cię za to do więzienia, to wiedz, że ja będę
                Cię w tym więzieniu odwiedzać". W tym zdaniu nie chodzi o przyzwolenie na to,
                żeby dziecko robiło coś złego, tylko jakby o to poczucie dla dziecka, że jest
                kochane, cokolwiek by zrobiło. I na pewno ono czuje to sedno.

                Pozdrawiam wszystkich, a zwłaszcza Jerominę ;-)!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka