Dodaj do ulubionych

Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski)

03.03.09, 12:38
Na dworze grzmiala letnia burza, w zacisznej pracowni grzmiala zas 17-letnia
Gaba. Imponujaca ta atletka falowala z wscieklosci, a powietrze wokól niej az
iskrzylo. Gaba przemierzala caly pokój machajac zamaszycie konczynami, we
wzburzeniu ciskajac niezrozumiale inwektywy, piorunujac wzrokiem co popadnie,
szeleszczac ortalionem i od czasu do czasu obijajac sie o sciany.
- Jak mogla mi to pani zrobic! - wrzasnela w koncu do rzeczy, precyzujac
adresatke tego wybuchu, kulaca sie oto skromnie pod sciana i zajmujaca jak
najmniej miejsca.
Oniemiala dama z przerazeniem spojrzala Gabie w oczy i zrobila mine bezradnego
zajaczka. Gaba stala teraz przed jej biurkiem, wrzac jak pyrkajacy szybkowar i
spopielala nieszczesna kobiete cala moca swej nastoletniej wrogosci i buntu.
Gdyby nie biurko, kto wie, co by sie moglo zdarzyc, gdyz pazurzaste dlonie
smaglej atletki wyciagaly sie od czasu do czasu mimochodem w strone swej ofiary.
- Alez.. o co chodzi.. czy.. herbatki? - wydukala w koncu zastraszona kobieta
glosem Bezbronnego Kurczatka.
- Satysfakcji! Zadoscuczynienia! - padla gromka odpowiedz, zeby nie powiedziec
krzyk. Gaba mimo wszystko nie byla Prawdziwym Mezczyzna, nie miala wlasciwie
zadnego hormonu plciowego i nie dzialaly na nia piski manipulacyjne.

CDN ;>
Obserwuj wątek
    • jottka Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 03.03.09, 12:47
      droga autorko, na początku jeszcze powinna być data dzienna tej letniej burzy:)
      • wushum jesli wolno 03.03.09, 14:56
        Przepraszam, że swoje grosze wcisnę, nie wiem czy wolno tak w cudzy fanfik
        wpisać swój pomysł, ale postaram się krótko.

        07 czerwca 2009

        Rozpalone słońcem popołudnie trwało za oknem, powietrze drgało od skwaru. Bzy w
        wazoniku chyliły się omdlałe od gorąca. W ciemnawym pokoju panował jednakże
        chłód, któremu towarzyszył intensywny zapach kwiatów z domieszką cytrusową, oraz
        swojski zapach kiszonej kapusty.
        -Uh - mruknęła kobieta przy laptopie, zauważywszy, że szklanka z zielonego szkła
        jest pusta. Musiała wypić całą mrożoną herbatkę cytrynową. Postanowiła zrobić
        sobie przerwę w pisaniu na czas zaopatrzenia się w nowy zapas herbaty. Za oknem
        wiatr lekko poruszył liśćmi. Pisarka podniosła się z drewnianego krzesła i
        kłapiąc sandałkami /oczywista/ ruszyła do kuchni. Kiedy tak stała w powiewnej
        kwiecistej sukience przy szerokim drewnianym stole, wrzucając kostki lodu do
        szklanki, firanki poruszyły się i załopotały, a gdzieś w ogrodzie złowrogo zawył
        pies. Uchylone okno z kolejnym powiewem nagle otworzyło się na oścież, aby zaraz
        zamknąć się z trzaskiem. Kobieta spiesznie podeszła i ciekawie wystawiła głowę,
        aby zobaczyć, co też dzieje się na zewnątrz. -Ocho - mruknęła widząc
        nadciągające ołowiane chmury rozcinane co jakiś czas jasnym wężykiem błysku,
        były coraz bliżej, a nawet wyglądało to jakby z oddali sunęła trąba powietrzna.
        Pies nadal wył przeciągle. Pranie łopotało wściekle na wietrze. Dwa ogrodzenia
        dalej odbywał się częsty rytuał, sąsiad - facet w przepoconym siatkowym
        podkoszulku i szortach gonił z tasakiem żonę, która jak zwykle wydawał z siebie
        dramatyczne okrzyki. Ale kto by się tam przejmował. Normalka. Postanowiwszy
        pozamykać okna, pisarka odstawiła szklankę, przed lustrem poprawiła rozwiane
        włosy w kolorze kasztanowym i zastanawiając się nad zmarszczkami w okolicach
        swoich oczu ruszyła do roboty. Kiedy uporała się już z ostatnim oknem, wichura
        szalała tłukąc o ściany i szyby wszystkim czym mogła, w pomieszczeniach
        zapanował półmrok. Zaraz też posypał się grad, grzechocąc o blaszane dachy,
        parapety, karoserie i szyby samochodów, co przyprawiało właścicieli o niemą
        rozpacz. Kobieta siorbała herbatkę przez słomkę, obserwując co dzieje się na
        zewnątrz. Grad równie szybko jak zaczął padać, tak przestał. Teraz lunął deszcz,
        a wichura szamotała mokrymi liśćmi. Potoki wzbierały w zastraszającym tempie.
        Pisarka właśnie popadła w zamyślenie nad fragmentem swojej książki, zastanawiała
        się nad miłą postacią Gabrieli, która właśnie miała gotować gołąbki, twardo
        znosząc widok swojego wnuka, o stalowym spojrzeniu Janusza Pyziaka - męża nr 1.
        Wnuk, jeden z 2 bliźniąt jakie miała powić w swej nieodpowiedzialności, córka
        Gabrieli, Laura, musiał mieć jakoś na imię...tego o uczciwych oczach jej męża
        już obdzieliła imieniem, ale tu...musi pasować do nazwiska, ale i kojarzyć się z
        tym nieuczciwym spojrzeniem...no tak, pozostaje chyba jednak lisowaty
        Witalis...zaraz, a gdyby nadać mu imię Lupo? Lupus Fidelis! - Ha mruknęła
        autorka - trzeba to dopisać - powiedziała do siebie...Huknęło przeraźliwie,
        jakby uderzyło w dom...pisaka poczuła nagły irracjonalny dreszcz -Aaa! - wyrwało
        się jej, albowiem pomyślała o laptopie który pozostał włączony w pokoju obok.
        Kolejne grzmoty waliły jak oszalałe, wichura wydzierała gałęzie, rzucając nimi i
        gniewnie rycząc. Bliska takiego ryku była również kobieta, kiedy zobaczyła
        ciemny ekran i poczuła przykry zapach spalenizny...zapachniało jakoś
        irracjonalnie...przypalonym morszczukiem. -Nie, to jakieś szaleństwo - pomyślała
        zrozpaczona pisarka i wtedy rozległ się łomot u drzwi.
        Była tak zajęta myśleniem o spalonej książce, że nie zastanawiając się z
        rozmachem otworzyła drzwi. Błysnęło, a przed nią, ociekając zimną wodą, stała
        wysoka ciemna sylweta w sztormiaku.
        - To ja, przyszłam wymierzyć sprawiedliwość - grobowym głosem oznajmiła postać.
        -Ga-gab..rysia? - wyjąkała pisarka z niedowierzaniem, czuła, że nie czeka jej
        nic miłego, sama nie zazdrościła swojej bohaterce, ale kto by się tam
        przejmował...no, do teraz - Ależ ty nie możesz zrobić mi krzywdy, jesteś
        dobra...-stękała pisarka, z nękającą myślą w tyle głowy, że chyba próbuje
        przekonać samą siebie - masz w sobie dobro, przecież przebaczasz wszystkim,
        którzy cię skrzywdzili, jesteś przecież taka yy dzielna! - dodała siląc się na
        radosny ton pani przedszkolanki - no i jesteś wzorem, wzorem dla wszystkich
        nastolatek...i..i kobiet...i jesteś taka miła! - nawet zastanawiała się, czy
        naprędce nie poklepać postaci po ramieniu, siląc się jednocześnie na nerwowy
        uśmiech.
        Nagle postać zrobiła krok do przodu, autorka zobaczyła jej ciemne, poważne oczy
        i w jednej chwili wszystko stało się jasne, zrozumiała, że przekroczyła pewną
        linię - a mianowicie, granicę.
        -Za karę znajdziesz się na moim miejscu i będziesz męczyć się na nim jak ja,
        przez najbliższe 30 lat, zadbam o to, bo będę na twoim miejscu i to ja będę
        pisać te książki - zimny okrutny uśmiech przebiegł przez tę dotąd znajomą twarz.
        -Nie, nie - jęknęła pisarka - ja ci wszystko wytłumaczę - mamrotała w panice
        cienkim nieswoim głosem, w głowie już snuła plan, zaproponuje makowczyk,
        przecież Gaba tak go lubiła...pójdą niby porozmawiać...a potem zamknie ją w
        chłodni, gdzie leżą zbiory owoców z ogrodu...albo w pokoju, dalej, wystarczy, że
        dopadnie kartki i czegoś do pisania, już się jej wtedy Gaba nie wymknie.
        Uśmiechnęła się do siebie, usłyszała szelest, zapachniało morszczukiem,
        spojrzała na Gabrielę, która patrzyła zimno i wyglądało, że bierze zamach swą
        prawicą
        Pisarka wiedziała już, że nie ucieknie, na dodatek przydepnęła sobie sandałkiem
        falbaniastą sukienkę
        -Vale! - po łacinie szepnęła postać w sztormiaku, co jednocześnie miało
        znaczenie i w jej ojczystym języku.
        Autorka poczuła, że ziemia ucieka jej spod nóg, które robią się dziwnie miękkie,
        a zewsząd otula ją szum i ciemność.
        Chwilę to trwało, aż usłyszała dźwięki niezmordowanego, wiecznie słuchanego
        Mozarta, okrzyk -Ciociu, ciociu on znowu ulał! - oraz poczuła zapach perfum i
        kiszonej kapusty. Bolała ją szczęka. -On ulał cioci na gips...albo do gipsu? -
        zastanawiała się Łusia. No tak, przypomniała sobie pisarka, przecież Gabriela
        dopiero miała wypadek i zrezygnowana otworzyła oko.
        • kaliope3 Re: jesli wolno 03.03.09, 15:19
          A może by tak dalszy ciąg? Chociaż to jest już samo w sobie bardzo
          treściwe i niezmiernie sugestywne:)
        • anutek115 jesli teraz mi wolno 03.03.09, 15:37
          wushum napisała:

          > włosy w kolorze kasztanowym i zastanawiając się nad zmarszczkami w okolicach
          > swoich oczu ruszyła do roboty.

          Bezwzględnie powinno być "nie zastanawiając, NIE", no bo kto to sie nad tym
          zastanawia? Tylko ta nowobogacka burżuazja, nieprawda.

          Natomiast:

          sąsiad - facet w przepoconym siatkowym
          > podkoszulku i szortach gonił z tasakiem żonę, która jak zwykle wydawał z siebie
          > dramatyczne okrzyki. Ale kto by się tam przejmował. Normalka.

          oraz


          > -Vale! - po łacinie szepnęła postać w sztormiaku, co jednocześnie miało
          > znaczenie i w jej ojczystym języku.

          przepiękne po prostu, dziecko się mnie spytało, czemu się śmieję przed
          komputerem (jak głupia, dopisek mój).

          Wzniosę więc okrzyk - jeszcze! jeszcze!
          • jota-40 Re: jesli teraz mi wolno 03.03.09, 16:00
            Ach, jak cudnie!... Od razu polubiłam Gabrysię - zimną, mściwą i z pazurem!
            Przecież każdy głupi widzi, że tego jej właśnie brakuje...
            • lezbobimbo Re: jesli teraz mi wolno 03.03.09, 16:10
              Wushum, boska wizja! Brawo!! Ten tasak, ta zemsta Gaby! Swietna kara, na to nie
              wpadlam! Jaka zaiste diaboliczna sprawiedliwosc hue hue hue
              To ja przymilkne z moja grafomanija na razie, a Ty twórz koniecznie dali!!!
              Moreeee!! :)))
              • anutek115 Re: jesli teraz mi wolno 03.03.09, 16:27
                Ale nie zamilkaj, Boże broń! My tu już coś razem pisałysmy (swoją drogą, czy to
                nie powinno być umieszczone w "Radosnej twórczości jeżycjadowej"? Wszak nią jest
                bezwzględnie :-)) i bardzo nam wdzięcznie wychodziło...
          • wushum Re: jesli teraz mi wolno 03.03.09, 16:25
            Ależ moja droga, ona się zastanawia, co jej się ten kostium tak pomarszczył;P
            :) pozdrawiam
            • szprota Re: jesli teraz mi wolno 03.03.09, 16:28
              E, w tym wieku to się chyba już nie zastanawia. Nie to co Gabusia, której kazała w wieku 31 lat gnębić się myślą o marszczącym się kostiumie.
              Kurczę, mam 32 i mnie się tylko marszczy minimalnie czółko krótkowidza, a nie pod oczami.
              • wushum Re: jesli teraz mi wolno 03.03.09, 16:40
                Hyhy bo trzeba mieć miłą twarz i uśmiechać się wyłącznie dzielnie, wtedy się
                robią takie zmarszczki;P
              • dakota77 Re: jesli teraz mi wolno 03.03.09, 17:42
                Mam tyle samo co ty i tez mi sie kostium nie marszczy, ale moze Gabrysi sie
                jednak marszczyl? Ona mi nie wyglada na taka, co by miala czas i checi na dbanie
                o skore;-)
                • szprota offtop cerowo-troskliwy 03.03.09, 19:52
                  No właśnie tak się zastanawiam.
                  Wiemy o Gabie, że jest sprawna, wysportowana, troszczy się o higienę, więc jakieś minimum pielęgnacji skórze zapewnia.
                  Z drugiej strony, przy jej minimalizmie ta pielęgnacja pewnie się ogranicza do zjełczałej nivei (nic nie mam do marki, broń Boże, sama używam, chociaż raczej w niezjełczałej formie).
                  Z trzeciej, trzy z sióstr Borejko, w tym Gaba, są piegowate, co wskazuje na dość wrażliwą i chyba raczej suchą skórę (poprawcie mnie, jeśli zakładam błędnie), a taka szybciej się starzeje niż lśniąca od sebum cera tłusta. Więc może i faktycznie jej się marszczyła.
                  • dakota77 Re: offtop cerowo-troskliwy 03.03.09, 20:01
                    Ja mam taka wizje Gaby: z jednej strony dba o cialo, widzimy ja w ksiazkach, jak
                    sie gimnastykuje, bierze chlodne prysznice. Robi to dla zdrowia i sprawnosci. Z
                    drugiej strony mam niejasne wrazenie, ze dla niej pielegnacja twarzy moze nie
                    byc czyms rozumianym jako cos dla zdrowia, a wylacznie dla urody, a to juz dla
                    Gaby fanaberia. Mam wrazenie, ze na to szkoda jej czasu.
                    • ewaty Re: offtop cerowo-troskliwy 03.03.09, 20:17
                      Albo ma syndrom Ani z Zielonego Wzgórza- włosy na zielono i nos na
                      szkarłat w ramach dbania o urodę:)Ja sobie kiedyś przed randką
                      zafundowałam maseczkę piękności na włosy- żeby było mocniej
                      władowałam wszystko, co wyczytałam w pismach o urodzie:
                      żółtko+nafta+ sok z czarnej rzepy+rycyna+sok z cebuli. Uuuu!
                    • szprota Re: offtop cerowo-troskliwy 03.03.09, 20:21
                      To mamy zbliżone wrażenia. Z tym, że ja niekiedy łapię się na nadziei, że może Gaba zrozumiała, że uroda świadczy o zdrowiu i jednak dba.
                    • croyance Re: offtop cerowo-troskliwy 03.04.09, 20:41
                      Bo ona chce byc sprawna, czyli interesuje ja w tych sportach i
                      zimnych tuszach kwestia funkcjonalna, a nie estetyczna.
            • wushum Re: jesli teraz mi wolno 03.03.09, 16:38
              W mordę jeża, nie umiem się wkleić pod posta na którego odpowiadam.

              Co do kilku słów na temat zemsty Gabrieli, to nie pisywałam chyba nigdy
              fanfików, ale miło mi, że sprawił radość :)
              Wyszedł dłuższy niż sądziłam, bo początkowo miało być inaczej, ale w trakcie
              pisania jakoś tak wyszło.
              Chętnie poczytam też inne pomysły:)
              Natomiast chwilowo dopadła mnie gorączka chyba /brak termometru, ale sama umiem,
              mniej więcej ocenić/, oraz obolałość ogólna /ile można mieć grypę czy coś?!/
              więc na razie siorbię herbatkę i ciąg dalszy przesuńmy w przyszłość.
              Właściwie potem "pisarka" będzie się rozpaczliwie szamotać w roli Gabrieli, a
              mnie chodziło przede wszystkim o tę konfrontację:)
              Ale kto wie, może jeszcze coś mi przyjdzie do łepetyny.
              Pozdrawiam :)
              • szprota Re: jesli teraz mi wolno 03.03.09, 16:44
                Ojej, to zdrowiej. Fanfik cium cium, pyszulka.
              • ewaty Re: jesli teraz mi wolno 03.03.09, 19:22
                Zdrowiej i dawaj dalej!Chcę jeszcze! I żądam, by to nie zniknęło w
                czeluściach internetu, tylko zostało wydane! Jako Jeżycjada post
                mortem...
              • kaliope3 Re: jesli teraz mi wolno 03.03.09, 23:03
                A ja doskonale rozumiem dlaczego wyszło dłużej niż zamierzałaś-czuje się wręcz
                jak Cię to pięknie wciągnęło i oczami wyobraźni widzę jak piszesz i się oderwać
                nie możesz.Zdarzają się takie wspaniałe chwile-oby Cie jeszcze naszło po
                ozdrowieniu!
        • ready4freddy Re: jesli wolno 03.03.09, 23:15
          swietne :) swoja droga jakis taki trhillerowy klimat... nie wiem dlaczego, ale
          skojarzyla mi sie scena z "Simpsonow", w ktorej jakis celebryt (nie pamietam
          teraz, kto) laduje w samochodzie Moe Szyszlaka, i Moe pyta "widziales kiedys
          film "Misery"? nie. aha.. wiec to wszystko bedzie dla ciebie zupelna nowoscia" :)
        • ready4freddy Re: jesli wolno 03.03.09, 23:17
          a jeszcze zapytam, czy ta burza to nawiazanie do straszliwej burzy, po ktorej
          niejaki Warionucha, administrator z teatru "Varietes" juz nigdy nie byl taki,
          jak przedtem? tak mi sie skojarzylo :)
        • verte34 Re: jesli wolno 06.03.09, 15:45
          To piękne! Piękne! Coś podobnego (ale nie tak dobrego) czytałam u
          Stephena Kinga. Tytuł "The Word Processor of God" :))
        • croyance Re: jesli wolno 03.04.09, 20:38
          Swieta Mario, Wushum, usmialam sie jak norka. Jestes genialna!
    • ewaty Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 03.03.09, 19:43
      Żądam jeszce spotkania Pyziaka i Strasznego Ignaca z Autorką! Please!
      • ready4freddy Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 03.03.09, 23:19
        albo Foruma z Ignacem. juz widze oczyma wyobrazni, jak go zbiorowo dusimy
        jelitem, a frakcja okolo-chmielewska dodatkowo jajkiem na twardo :D
        • dakota77 Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 03.03.09, 23:24
          I tak poplulam monitor;-)
          • ready4freddy Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 04.03.09, 00:17
            dakota77 napisała:

            > I tak poplulam monitor;-)

            no, to juz tylko rekawem przetrzec i bedzie jak nowy! ;)
          • isk.ierka Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 09.03.09, 19:43
            GRATULACJE, dziewczyny. Czyta się was o niebo lepiej niż MM. Ten
            styl, subtelna ironia i psychodeliczny klimat. Dla mnie bomba, li i
            jedynie;)
    • veranillo Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 03.03.09, 20:51
      fanfiki cudowne! ubawiłam się setnie :)
      • kanga_roo Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 04.03.09, 00:32
        piękne. klimat wyszedł taki, że zobaczyłam ten pusty pokój,
        powiewającą firankę...i usłyszałam dziecięcy śmiech. to był duch
        Geniusi, od lat nie dający pisarce spokoju z powodu podmiany na
        wiecznie_ciężarną_polonistkę. uch!
    • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 05.03.09, 18:22
      Grafomania grypowa.

      Marzec 2009
      Stała już tak kilka minut. Jedynie chłodna łazienka zapewniała w tym domu
      odrobinę spokoju. Pisarka przypatrywała się w lustrze, swojej nowej twarzy
      Gabrieli Borejko. Jedynie wysportowanie tego, nowego dla niej ciała sprawiało,
      że była w stanie utrzymać się stojąc w ciężkim gipsie na nodze. Zza drzwi
      dobiegł cienki głos Łusi, któremu towarzyszyło nerwowe stukanie - Ciociu,
      ciociu, wyjdź koniecznie!... ciociu pospiesz się!
      Kobieta wydała z siebie głuchy jęk, cokolwiek by nie robiła, jej nowa twarz,
      miała zawsze ten sam, monotonny wyraz - zrezygnowanego uśmiechu suchotnika.
      Próbowała już wszystkiego i wyglądało na to, że Gabriela po prostu nie posiadała
      mimiki, poza tym jednym zastygłym niemal wyrazem twarzy. -Yyy, ja oszaleję -
      wyszeptała do siebie autorka z ponurą wiedzą, że jeśli spędzi w łazience dłużej
      niż 5 minut, cała rodzina zacznie się niepokoić, wszak jej dotychczasowa
      bohaterka Gabriela nie spędzała w tym pomieszczeniu więcej czasu. No, chyba,
      żeby szorowała wannę, czy fugi między kafelkami...Ale teraz prawie wszyscy
      wyszli, jest tylko Łusia - pocieszyła się kobieta. Liczyła na odrobinę spokoju,
      po wczorajszym, pierwszym koszmarnym dniu w ciele Gabrieli. Odpędzała od siebie
      uporczywą myśl, co będzie później...niepokoił ją tylko ten sen, w którym
      przedzierała się przez gęsty busz, uciekając przed postacią w żółtej pelerynie,
      dyszącej tuż za jej plecami "Zemsta nadejdzie dziś!"...popatrzyła z niechęcią na
      kostkę szarego mydła "Biały Jeleń", jak się okazało, jedyny "kosmetyk" należący
      do najstarszej z córek filologa klasycznego, Ignacego Borejko. Nasilone
      łomotanie do drzwi, oraz jakby znajomy mocny męski głos sprawiły, że
      zaciekawiona, wspierając się o kule ruszyła do wyjścia. Kiedy naciskała na
      klamkę przebiegł ją lekki dreszcz, jakby przeczucia, ale było za późno
      -Gabriello! - napadł ją tubalny okrzyk -Kobietto z noggą! Mógłbym ci coś
      wyrzeźbić w tym gipsie, chcesz? Wręczcie mi tylko dłutto! - dudnił Bernard,
      widząc jednak, że ten pomysł nie budzi spodziewanego zachwytu, szybko i z gracją
      przeskoczył do dalszego słowotoku, czując podziw w oczach drobnego ryżego
      dziewczęcia - Ale za to wymaluję ci tu gołąbka pokoju, co ja mówię, stado
      gołąbków! Nie było możliwości ucieczki, tym bardziej w gipsie. Nieustannie
      perorując Bernard zwinnie niczym Picasso upstrzył biel gipsu zaiste stadem, jak
      się upierał, gołąbków - Choć nie twierdzę, że są to jedynie gołąbki Gabriello,
      czymże jest sztuka, jeśli nie wychodzi na przeciw odbiorcy, o niejednokrotnie
      prostych gustach?! - kontynuował wdzięcznie - ...a teraz zabieram cię na
      obiecany spacer niespodziankę...no więc czymże jest taka sztuka?
      -Że cco? - wydukała pisarka w ciele rosłej koszykarki, wyłapując z serii słów
      budzący zgrozę sens. Bernard zamrugał błękitnymi oczętami - Czym jest taka
      sztuka Gabriello pytałem, ale nie musisz mi odpowiadać, gdyż oboje się zgodzimy,
      że nie prowadzi ona do niczego, za to ja tworzę dzieła na miarę każdego.
      Powiew przeciągu przyniósł zapach wiosny i ciepło tego słonecznego dnia,
      jednakże pisarka nagle poczuła, że Bernard dziwnie jej się przygląda, jakby
      właśnie coś oszacowywał, nie przestając jednocześnie mówić, nagle rzucił się w
      jej kierunku. Ani się spostrzegła jak przerzucona przez ramię krzepkiej brodatej
      postaci, wędrowała po schodach w dół
      -A ja?! Ciociu! - dopadł ją jeszcze piskliwy głos Łusi, ale kto by się tam
      przejmował.
      -Wyobraź sobie Gabriello, że jesteś branką, albo, znając twoje kobiece męstwo
      młodym Konradem Wallenrodem! - trajkotał Bernard i szybko znaleźli się na ulicy.
      Było ciepło, jak na marzec, ale jeden męski podkoszulek na grzbiecie to trochę
      mało, mimo zahartowanego ciała Gabrieli, pisarka drżała, ale nie była pewna czy
      z chłodu, czy ze strachu przed nieobliczalnym Bernardem, w którego rękach teraz
      się znalazła - Przywiozłem go specjalnie na tę okazję! - wysapał radośnie
      artysta, sadowiąc zagipsowaną na inwalidzkim wózku, oczekującym pod bramą - Czy
      wiesz Gabriello, że jesteś teraz bezbronna jak ptaszę?
      Myśli w głowie autorki biegły szybko, jak droga uciekająca spod kół, nie
      wiedziała już, co to znaczy, ale przerażona marzyła żeby zjawił się tu teraz
      ktoś z tych strasznych Borejków, żeby nie była zdana na żywiołowego artystę,
      który niezmordowanie kontynuował, robiąc jakieś dziwne ruchy - Powracając zaś do
      ptasząt, gołąbki pokoju na jednej z twoich kończyn są ptaszynami abstrakcyjnie
      potraktowanymi, aby każdy mógł odkryć w nich coś dla siebie...musimy się
      pospieszyć - i wtedy zrozumiała, że on zdejmuje koszulę.
      -Co ty robisz?! - jęknęła pisarka z rozpaczą, ale jej głos zabrzmiał bardzo
      cicho, natomiast Bernard rozwijał swoją myśl. Kiedy już zobaczyła jego tors z
      wytatuowanym "Dla ciebie Aniello", zwinnie wyjął białe zawiniątko, co wzbudzało
      jakąś bladą nadzieję, po chwili jednak zrozumiała dwie rzeczy, że nie doceniała
      Bernarda, oraz, że stworzyła potwora.
      Sztywna damska bluzka z dwiema wypustkami na biust nosorożca opinała teraz bujne
      kształty artysty, który zdawał się nic sobie z tego nie robić, ruszywszy z
      zawrotną, przyprawiającą, o zawroty głowy prędkością, pchając przed sobą wózek.
      -...wieloznaczność Gabriello! Oto droga mojej twórczości, dostępnej dla każdego,
      obalającej mury!
      Nagle zatrzymali się, zza rogu dały się słyszeć jakieś chóralne nawoływania -
      Acha, byłbym zapomniał, że mam dla nas jeszcze coś, pozwól, że przystroję nasze
      głowy leśnym kwieciem! - zadeklarował subtelnie Bernard, wygrzebując z torby dwa
      wymięte wianki z omdlałych goździków, jeden umieścił na głowie oniemiałej
      pisarki, drugim upstrzył własną - Mam tu jeszcze naręcze kwiecia, które będziemy
      mogli rozdawać innym cudownym współuczestniczkom...
      Skandowania zza rogu się nasiliły
      -Współuczestniczkom? Czego? -wyjąkała
      -Ależ Gabriello Manify! Ławicom pięknych kobiet, które w swoje święto...
      -Aaaaa!-wrzasnęła przerażona pisarka, ale było już za późno. Wyjechali zza
      zakrętu prosto na ulicę, którą ciągnęły kobiety z transparentami.
      • ewaty Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 05.03.09, 20:36
        Wushum, kobieto z grypą,nie to, żebym Ci źle życzyła, ale Twoja
        choroba wyraźnie sluży forumowym zasobom literackim! Perwersyjnie
        marzy mi się wprowadzenie wątku erotycznego...Co powiesz
        na "piegowate piersi bielejące w półmroku, drżące w oczekiwaniu na
        porośnięty gęstym włosem tors, wyłaniający się z obcisłego,
        siatkowego podkoszulka znajomy totyk wąsów pachnących kawą"?
        Pozdrawiam zdrowotnie!
      • kaliope3 Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 05.03.09, 22:28
        Mój Boże-powtórzę po Ewiety, nie jestem oryginalna-ta grypa Ci służy!
        Czyta się wspaniale,uśmiałam się szczerze i w ogóle gratuluję talentu!
        Nie muszę dodawać,że jak zobaczę jakikolwiek ciąg dalszy to rzucę się do
        czytania niezależnie od tego co aktualnie będę robić:)
      • ready4freddy Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 05.03.09, 23:11
        jesz-cze jeden! jesz-cze jeden! :)
        • kochanica-francuza Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 07.07.09, 21:52
          Aaaaaa! Dawać więcej, dawać! ;-)))
      • jhbsk Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 06.03.09, 08:45
        Rewelacja.
      • lezbobimbo Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 06.03.09, 10:05
        Ohhhh wushum i ja i ja dolaczam ponownie do chóru wielbicieli - jestes zaprawde
        boska! Cokolwiek ta maligna z Toba wyczynia, to piszy tak dali!!
        Bernard na Manifie w bluzce nosorohini... Gaba porwana jako bezbronne ptasze.. i
        pelno innych smaczków *leze i kwicze ze szczescia*
        • tosia_4 Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 06.03.09, 19:13
          Cudowne! :)
      • elm_m Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 09.03.09, 23:03
        BOSKIE! Proszę o jeszcze!
    • hotwhiskey Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 06.03.09, 13:54
      Boskie! :-)

      Kto wie, moze MM zaczerpnie jakies pomysly z Twojego thrillera? ;-)
      • jhbsk Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 06.03.09, 19:23
        Prędzej opisze kolejną feministkę z papierosem w zębach.
        • wushum milomi 07.03.09, 19:02
          Dziękuję wszystkim :)
          Miło mi. Bardzo.
          Pozdrawiam
          • lutecja4 Re: milomi 09.03.09, 22:06
            wyrazy podziwu najszczerszego :)
            podobaly mi sie te "lawice pieknych kobiet" na Manifie:)))
            szczegolnie ze dzis przeczytalam,ze Mlodziez Wszechpolska nieoceniona krzyczala
            wczoraj:kazda inna,wszystkie brzydkie
            a moze kogos z bohaterow zapisac do LPR?
          • ewaty Re: milomi 14.03.09, 00:44
            Wushum, za pozwoleniem, czy Ty nie czujesz się za dobrze?Może
            jakiegoś wirusika zapodać, coby ciąg dalszy, żądany przez
            czytelników nastąpił?Biegusiem!!!!:))
            • wushum Re: milomi 14.03.09, 11:39
              Po pierwsze nie czuję się za dobrze /tak gdyby się kto niepokoił/ uspokajam -
              czuję się marnie. Nawet jeśli fizycznie lepiej, to duchowo...nie powiem, wobec
              czego nie wiem, czy jestem w stanie wykrzesać coś. Krzeszę na smutno:S Miałam
              pewien pomysł, jeśli chodzi o Pyziaka, ale dowiedziałam się, że był w CP, więc
              wypożyczyłam toto i przeczytałam...:s
              Nie chciałabym też pisać za dużo, ani na siłę. Lepiej chyba mało a dobrze, niż
              więcej, a słabo.
              Jak mi się na duchu poprawi, to pewnie coś wymyślę:)
              Pozdrawiam
              • kebbe Re: milomi 14.03.09, 12:57
                wushum. Trzymam kciuki za powrót do formy. I to wcale nie (tylko;) ) dlatego,że
                łaknę dalszej części przygód MM wcielonej. Pozdrawiam serdecznie,będzie dobrze,
                zobaczysz!
                • kaliope3 Re: milomi 14.03.09, 16:09
                  Ja się też przyłączam i jakkolwiek ogromną mam chęć poznać dalsze losy nowych
                  Borejków tak uważam że zdecydowanie nic na siłę:)Pozdrawiam Cię serdecznie i
                  życzę ogólnej poprawy wszystkiego!
    • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 20.03.09, 21:15
      12 czerwca 2006

      Zjawiska atmosferyczne nad Europą zmieniały się w zawrotnym tempie.
      Usprawiedliwione globalnym ociepleniem, mogły objawiać się trąbami powietrznymi,
      tudzież suchymi upałami. I nad Poznaniem rozgrywały się takie same, jak w każdym
      miejscu Europy, popadania pogody ze skrajności, w skrajność. Teraz, na przykład,
      rozpalony upał znad Afryki, przejawiał ciche oznaki ustępowania, na rzecz
      nadciągającej od zachodu burzy. Nikt jeszcze nie wiedział co miało nastąpić. Nie
      wiedziała tego lekko wydymająca się firanka w uchylonym oknie, ani zagrzebana w
      poduszki, śpiąca autorka w rosłym ciele Gabrieli Borejko - niegdyś zabójczo
      rąbiącej w kosza filolożki. -Mmm - mruknęła leżąca, kiedy jej telefon komórkowy
      zadzwonił melodyjką Mozarta. Obolała wygrzebała się z pościeli - Halo! Pani
      profesor! - dał się słyszeć radosny alt w słuchawce - Ja dzwonię żeby się
      umówić, wiem, że ustalono w dziekanacie termin egzaminów ustnych, które pani
      poprowadzi, na dziś o trzynastej...
      Pisarka poczuła, że ściska telefon zbielałymi palcami, jakby chciała coś z niego
      wycisnąć, a strużka zimnego potu szybko spłynęła jej po plecach. - Chciałam
      zapytać, o której po panią przyjechać, bo noga podobno jeszcze w gipsie...czy
      dwunasta piętnaście będzie pasować? - ciągnęła niestrudzenie rozmówczyni. -
      Yyyy... - zaczęła pisarka, z planem odwołania swojego uczestnictwa, ale w tym
      momencie do jej pokoju wszedł Ignacy Borejko - filolog klasyczny i zapamiętały
      erudyta bez pamięci, a w słuchawce rozległo się - No to dobrze, to przyjadę,
      wyjdę po panią na górę... - połączenie zostało przerwane, a numer, z którego
      dzwoniono zastrzeżony.
      - Zwykłem mawiać "festina lente!", ale chyba nie czas po temu...-odezwał się
      ojciec 4 córek - prowadzisz dziś egzaminy ze składni w łacinie! - przypomniał z
      dumą - Będziesz musiała jeszcze posprzątać po Kazimierzu, bo ja sobie zupełnie z
      tym nie radzę - dodał z bezradną i oddaną miną spaniela.
      W sąsiednim pokoju włączono głośno Mozarta. Czując, przemożną chęć realizacji
      strasznych czynów, Gabriela ruszyła, aby się umyć w spokojnej chłodnej łazience.
      Stukając gipsem o posadzkę wyszła z pokoju. Upał był męczący, a gips ciężki. Na
      szczęście nie musiała długo dobijać się do drzwi, które po chwili zostały
      otwatre i buntowniczo wychynęła z nich Laura - wiarołomna córka numer dwa,
      byłego męża numer jeden. Rzuciła matce pogardliwe "dzieńdobry", po czym zamknęła
      się w swoim pokoju, gdzie rozgłośnie poczęła wyśpiewywać gamy - do wtóru
      Mozartowi - oczywiście.
      Gabriela spiesznie zamknęła się w łazience. Zaduch jaki tu panował, okraszony
      słodko - ciężką wonią dezodorantu, szczodrze rozpylonego przez córkę zamienił
      pomieszczenie w nieznośnie ciasną klitkę.
      Kiedy wreszcie znalazła się w wannie, balansując nogą gipsie poza zasięgiem
      prysznica, szybkim ruchem odkręciła ciepłą wodę. Jakże bolesne było jej
      zdziwienie, gdy strumień okazał się lodowato zimny. -Aaa! - dobiegł Ignacego
      Borejko dziki ryk, jakby ze strony łazienki. Założył książkę łyżeczką od herbaty
      i szurając kapciami z rękami w kieszeniach podomki podszedł do drzwi
      pomieszczenia -Zapomniałem powiedzieć! -zawołał gromkim głosem w dziurkę od
      klucza -był tu taki sympatyczny młodzieniec..Juliusz chyba...i kiedy tak
      rozprawialiśmy o zdziczeniu obyczajów, oznajmił, że ciepłej wody nie będzie od
      10 30!
      Pisarka stała mokra w wannie - wyłączyła wodę, żeby słyszeć co woła do niej ten
      okropny człowiek. Chciała płakać, nie czuła się na siłach, by poddać się
      sadomasochistycznemu myciu lodowatą wodą... bohaterka niezłomna jak skała
      Gabriela mogła to robić, ale ona? Mozart w tym czasie, wytrwale piłował jej
      nerwy tą samą melodią ulubionego utworu słuchanego przez syna. Robił to
      codziennie - od rana, do wieczora. Laura zawodziła coraz głośniej. Trzeba to
      przerwać - zdecydowała kobieta w wannie - dokończyć mycie i uciec stąd, jak
      najdalej... Te egzaminy, przecież ja nie znam łaciny! - myślała mydląc ciało
      "Białym Jeleniem" - Wyszukanie odpowiedniego cytatu w książce, to przecież nic,
      nawet nie rozumiem co mówi do mnie ten cały stary Ignac...
      Za drzwiami rzeczywiście padł kolejny zwrot w łacinie, a następnie niezmordowany
      erudyta ciągnął swoą monotonną relację z pobytu prawdopodobnego hydraulika
      ...zagłuszyć to choć na chwilę - z tą intencją znów odkręciła kurek. Woda tak
      zimna, aż powodująca ból lunęła szybko i równie szybko przestała. Jeszcze chwilę
      autorka wykonywała rozpaczliwe ruchy, ale nic już z prysznica nie ciekło, za to
      zza drzwi dopadł ją końcowy fragment flegmatycznej wypowiedzi z
      charakterystycznym kresowym "eł" -... prosił, żeby natoczyć na zapas, bo potem
      wody już nie będzie. - zakończył Ignacy Borejko zdobnie wygięty pod drzwiami.
      Mozart nasilił swą moc.
      Wiedziona rozpaczliwym przeczuciem nadciągającej klęski zapytała - I natoczyłeś
      gdzieś wody tato?!
      Chwila ciszy wydawała się ciągnąć w nieskończoność
      -Miałem cię właśnie o to poprosić Gabrysiu, wasza mama kazała mi przed
      wyjściem... Wiesz, ja tak nie lubię kiedy ona wychodzi - uskarżał się w dziurkę
      od klucza ojciec.
      -Yyy!
      -Co mówisz kochanie? Tak, wiem, ty też nie lubisz rozstań...-kontynuował głos
      zza drzwi, Mozart ryczał za ścianą. -Co? Co mam zrobić? A, odsunąć się Tygrysku?
      Tygrysek ma dla ciebie wodę Gabrysiu. - Nie ma już innej, dziadek wypił i nie
      nazywajcie mnie...a z resztą to nic nie daje! - powiedział stalowy głos córki, a
      przez uchylone drzwi wsunięto napoczętą butelkę.
      Spłukawszy mydliny wodą o aromacie truskawkowym, lepka i opatulona w szlafrok z
      naszytym portretem Mozarta w końcu wykuśtykała z koszmarnej łazienki.
      W kuchni czekała na nią pomarańczowa zasychająca kałuża dyniowa. Mozart grał
      ciszej, Ignacy Borejko nadal perorował obficie, firanka falowała intensywniej,
      osy nadlatywały, kuszone jej zapachem i smakiem truskawek.
      Kiedy przygotowywała śniadanie - po dzwonku do drzwi, rozlegającym się w
      przepastnym mieszkaniu Mozartowską melodyjką - wpadła Natalia z synami, a z nią
      Robert i Grzegorz, który uśmiechnął się niemo i wręczył jej pudełko. Właśnie
      widział się z Elką, podobno dopiero wróciła z Wiednia. Prezent był od niej i
      Tomka. -O! Masz tu cały zestaw! - zachwyciła się Natalia, podczas, gdy jej
      synowie kierowani zdrowym instynktem, częstowali się jajecznicą, którą wydarli
      Gabrieli z ręki wraz z patelnią. Pisarka czuła że chce krzyczeć - O! Naleję ci
      do niego herbatki, to zobaczysz! -Grzegorz wyciągnął z pakunku kubek zdobny w
      miniaturkę Mozarta. Zaciskając zęby wyciągnęła białą koszulę rozmiar XL, z
      naszywką Mozarta na piersi. - Ubierz, ubierz! - ucieszyła się Natalia jak za
      dziecięcych lat. -Pójdziesz tak na egzamin! Wciągnęła więc na siebie bezosobową
      wielką jak żagiel koszulę i z rozpaczą wypakowała pojemniczek z czekoladkami
      "Mozart kugeln", długopis z Mozartem, kawę Mozarta, breloczek Mozarta...
      -O, widzisz! - rozradowany Grzegorz nalał resztkę gorącej wody z czajnika do
      kubka z Mozartem, który w tym momencie zaczął wydawać z siebie dźwięki melodyjki
      będącej utworem Mozarta...
      -Mo-zart-mo-zart - mamrotała półgłosem i przypomniała jej się scena z filmu
      "Moskwa nad rzeką Hudson", gdy zszokowany bohater zrzucił na siebie półkę kawy.
      Wśród śmiechów i okrzyków kuchennych, oraz przy dźwiękach muzyki Mozarta,
      Grzegorz odezwał się do niej cicho - I wiesz co zrobiłem?...pamiętasz naszą
      podróż poślubną? Do Wenecji?...tacy byliśmy głodni....
      -Nadal jesteśmy - jęknęła bardziej do siebie, obserwując jak Szymon wyrywa bratu
      kromkę chleba, w ramach zdrowej, braterskiej rywalizacji. -Zarezerwowałem już
      bilety...za tydzień jedziemy do Wiednia, a tam na koncert Mo...
      -Mozarta?! - zgadła z przerażeniem i wtedy ucięła ją osa, ale kto by się tam
      przejmował, stojąc w obliczu Mozarta na wieki.
      U drzwi zagrał Mozartowski motyw, zanim ogarnęły ją ciemności, usłyszała
      jeszcze radosny alt
      -A dzień dobry, ja właśnie po panią profesor!
      -Gaba! Do ciebie! Zbieraj się na egzamin! - zawołała Natalia.
      • wushum mmm 20.03.09, 21:36
        Wybaczcie, nie jest to wyszlifowane, ani najwyższych lotów, ale ten Mozart mnie
        męczył.
        • kebbe Re: mmm 21.03.09, 09:50
          wushum, jesteś wielka.
        • anutek115 Re: mmm 21.03.09, 14:53
          Moja droga, nie jest chrześcijańskim uczuciem zyczenie komuś złego samopoczucia,
          ale jak ono, to samopoczucie, ma dawac takie efekty, to co ja zrobie, że życzę.
          Przed chwilą rżałam przed komputerem, smarkałłam, plułam i zachowywałam sie jak
          człowiek dogłębnie niekulturalny.

          DZIĘKUJĘ!!!!
          • wushum Re: mmm 21.03.09, 17:52
            Mmm, zdrowie fizyczne teraz lepiej /może poza migreną/ duchem średnio, ale jakoś
            pełznę.
      • ready4freddy Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 21.03.09, 14:21
        re-we-la-cja! :)
        • ding_yun Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 21.03.09, 18:38
          Pełznij Wushum pełznij!!

          Jakież to jest prawdziwe :)
      • meg_mag Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 21.03.09, 21:35
        rewelacyjne!
        mam nadzieje, ze to zachowujesz i polaczysz w calosc???
        • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 21.03.09, 21:50
          Yyy? Nie zachowuję, bo tak dość "z nagła" piszę tekściki tu na Forum. We łbie
          się kotłuje, wyskoczy kilka wątków, za które można się łapsnąć no i jak widzę,
          że ze 2-3 punkty już "są", to włażę na Forum i, nieprawda, plotę co tam ślina, z
          przeproszeniem, na myśl przyniesie :)
          • kaliope3 Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 22.03.09, 23:39
            Wushum-brak mi słów...Właśnie przestałam się krztusić tłumiąc spazmatyczny
            śmiech mogący obudzić biedną dziecinę ranimowaną snem po grypie żołądkowej.
            Strasznie dawno już tak szczerze,do bólu serca aż się nie uśmiałam.Miałam do
            siebie pretensje o wieczorne podjadanie a teraz mam wrażenie że odbyłam jakiś
            rewelacyjny trening mięśni brzucha i zniknęły ze mnie wszystkie kalorie:)
            Jesteś Wielka
            • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 25.03.09, 10:06
              :D cieszy mnie, jeśli komuś weselej od tych moich tekścików:)
              Bardzo :)
              • nikusz Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 27.03.09, 14:08
                weselej to malo powiedziane, chyba przymkne drzwi do swojego pokoju,
                bo zaraz wspolpracownicy zaczna z niepokojem pytac, czemu kwicze,
                albo czemu placze (ze smiechu, rzecz jasna)
                a tu przerwa na lunch sie konczy, do pracy trza wracac...
                • croyance Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 03.04.09, 21:02
                  Dziewczyny, przeciez to trzeba wydrukowac, zrobic korekte, ladnie
                  zloczyc i wyslac MM :-D
                  • anutek115 Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 05.04.09, 12:02
                    croyance napisała:

                    > Dziewczyny, przeciez to trzeba wydrukowac, zrobic korekte, ladnie
                    > zloczyc i wyslac MM :-D

                    Sadystka :-))). MM nas i tak nie lubi, po co sobie jeszcze dokładać ;-)?
                    • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 05.04.09, 16:00
                      :D hehe.
                      Mam takiego doła po środku na migrenę, że możecie wysyłać, jak mnie MM zaciuka
                      /byle jakimś litościwym nożem, a nie 1000 razów długopisem/ to przynajmniej
                      wiele kłopotów odpadnie. No i migreny się skończą, bo jak kiedyś za
                      młodzieńczego buntu twierdziłam "szczęśliwe jest życie nieboszczyka":D
                    • lezbobimbo Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 06.04.09, 19:08
                      Zreszta wysylanie tego MM to by bylo troche tak jakby.. kopanie lezacej? ;P
                      Po co jom dobijac pastiszami, ona taka wrazliwa na slowa krytyki czy analizy..
                      niechaj sobie pouzywa w swej bance mydlanej, niech sie cieszy z armii
                      adorujacych 9-12-latek.. :)
                      • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 06.04.09, 20:33
                        Hehe, niestety jak w tej bańce będzie dłużej, to czytelniczki z przedziału 9-12
                        na 5-8 się zmienią;)
                        Ale niech sobie tam pływa w kokoniku. Byle realizm się potem nie wdarł nagle w
                        życie.
                        Pees.: Ja nie wiem, jak z tą wrażliwością tam jest:) Ale w sumie - obojętnie mi.
                      • croyance Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 07.04.09, 13:10
                        Alez przeciez to, co pisze Wushum, wcale nie jest zlosliwe, ale
                        lekkie, dowcipne, no szkoda talentu dziewczyny na nasze forum i na
                        nas, ekhm hmm, ze tak powiem.
                        • lezbobimbo Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 03.05.09, 16:19
                          croyance napisała:
                          > Alez przeciez to, co pisze Wushum, wcale nie jest zlosliwe, ale
                          > lekkie, dowcipne, no szkoda talentu dziewczyny na nasze forum i na
                          > nas, ekhm hmm, ze tak powiem.

                          To prawda, Wushum jest przeboska i niesmiertelna!!!! Wlasnie doczytuje pierwszy
                          majowy odcinek o upale jak kisiel, o pustych okladkach, o smsach, o tragicznie
                          krwawym morszczuku, o Florku w ogrodku i sarnie, o Ziutku w plastiku, o
                          instalacji Bernarda, i kwiiiiicze z czystego szczescia! Auuu!

                          Obawiam sie jednakowoz, ze MM nie ma tego samego poczucia humoru na temat swej
                          kreacji co my, i pewnie by sie obrazila ;) Skoro uwaza calkiem powaznie, ze moze
                          pisac w kazdym tomie o dzielnych grzywkach.. a tu na dodatek sama autorka jest
                          zakleta w pastisz Gabrieli i nie znosi tej cieplej, literackiej rodziny!
      • limotini Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 25.03.09, 11:18
        Fantastyczne! Przerażające! Aż ciarki człowiekowi przechodzą po ciele.

        Jesteś niesamowita, wushum!
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 22.03.09, 22:29
      Ktoś zaproponował, żeby autorka zamieniła się ciałami również z innymi
      bohaterami. Przyszedł mi tu na myśl taki motyw z "Cyberiady", gdzie kilka osób
      kolejno zamieniało się ciałami, tak że w końcu nikt nie był w swoim. Wyobraźcie
      sobie, że teraz autorka ląduje w ciele Ignaca, a Ignac w ciele Gaby. A potem
      przejście z Ignaca do Pyziaka... I tak dalej...
      • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 25.03.09, 10:07
        Kusząco brzmi,aczkolwiek można się nieco pogubić:)
    • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 02.05.09, 21:38
      30 lipca 2006

      Lato trwało nad Europą, jak gorący lepki kisiel i żadna jej część, nie mogła się
      od tego uchronić. Poznańskie ulice właśnie rozpiekało białe słońce. Skwar lał
      się z patelni nieba, a drzewa parały się tym,... czym zwykle parają się drzewa.
      Firanka haftowana w Mickiewicze nawet nie drgnęła
      -Uh - mruknęła z frustracją autorka, w ciele morderczo rąbiącej Gabrieli. Upał
      był nieznośny, szczęśliwie pozbyła się już gipsu i mogła kuśtykać radośnie
      stukocząc kijem o podłogę. Kij służył jej rosłej figurze, zamiast kuli którą
      zalecał lekarz. Ignacy Borejko - filolog archaiczny, uznawał zakup kul, za
      zbędne marnotrawienie pieniędzy - Czyż nie lepiej, puellae - mówił,
      przechadzając się w brudnej bonżurce, spożywanej właśnie przez mole - zakupić za
      te pieniądze przekład Plutarcha?
      -Ale tato, masz już 21 przekładów tej samej książki Plutarcha - odezwała się
      Ida, ubierając Kazimierza w celofanową siatkę bio-degradowalną. Niedawno wpadła
      na ten pomysł. Pakowała jego pulchne ramionka w uszy siatki, na co malec
      reagował gardłowym gulgotem.
      A jednak - opcję Ignacego wsparła większość rodziny i teraz Gaba kuśtykała,
      wsparta o szczotkę. Mila przed wyjazdem do Oksfordu, gdzie wykładała gościnnie,
      wskazała jej praktyczną stronę tej sytuacji
      - Możesz pozamiatać.
      Pisarka uchyliła szerzej okno i żar buchnął jej w twarz -Ciociu, ciociu, masz
      może siatkę? Siatkę reklamówkę, ale nie siatkę w sensie siatki, tylko... - do
      mieszkania weszła Łusia taszcząc po ziemi, za uszy reklamówki hipermarketu,
      obłego Kazimierza - Wciągnęłam go tak po schodach! - pochwaliła się radośnie -
      Tylko głowa jakoś mu dziwnie skakała na stopniach, ale kto by się tam przejmował
      !Jak mawia ciocia Patrycja!
      Pisarka cofnęła się ze strachem - z Borejkami tak właśnie było, kiedy pojawiało
      się jedno, zaraz zjawiali się następni, jak nieprzejednana szarańcza. - A
      właśnie, wszyscy powinni już niedługo tu być! - wyłowiła z porywistego słowotoku
      Łusi, za którym nie nadążała, więc obmywała w nim tylko nogi uwagi.
      Czy ona czyta w myślach? - zastanowiła się patrząc niezdarcie miłymi oczami, na
      tą dziewczynkę, talerzyk w talerzyk, podobną do Idy.
      Telefonik należący do Gabrieli, odezwał się Mozartem.
      Sms od Natalii – „Tak, Łusia czyta w myślach”
      Pisarce zaschło w gardle, ruszyła do lodówki. Nalewając zimnego soku z
      pomarańczy, patrzyła, jak dziewczynka wyłuskuje braciszka z siatki. Zależało
      którą stronę zabrudził... teraz ewidentnie zewnętrzną - świadczyły o tym
      pomarańczowe mazie, podobne do tych, na obrazach Bernarda. Dziecko karmiono
      wyłącznie przecierami z dyni, które szczodrze rozdawała wszystkim Pulpecja.
      Ostatnio zastanawiała się, nad małym zakładem produkującym przeciery "Pulpa
      dyniowa"... Ciekawe, czy Bernard nie zechciałby używać ich zamiast farb? Sms od
      Natalii – „Chciałby”
      -On też zaraz przyjdzie – oświadczyła Łusia zwinnie wywracając siatkę na drugą
      stronę i wrzucając ją do kosza. Dbała, żeby się przy tym nie ubrudzić – wszak
      była estetką, a to zobowiązywało. Autorka uszczypnęła się w udo.
      -znaczy Bernard... pan Bernard przyjdzie, a nawet przyjedzie...chyba dam go do
      wanny – zdecydowała – ale nie pana Bernarda, tylko Gargulca, nie mam siatki,
      żeby go ubrać.
      Pisarka usiadła na ławie za stołem, z mocnym postanowieniem, że będzie obojętna,
      nawet jeśli wpadnie tu cały ród Borejków. Co więcej, weźmie książkę i będzie
      sobie czytała. Podeszła do sięgających sufitu półek. Minęła rząd 22 tych
      identycznych przekładów Plutarcha. Żadnego Seneki – pomyślała i pociągnęła za
      grzbiet w skórzanej oprawie...jakież było jej zdziwienie, gdy książka okazała
      się pustą imitacją. Sięgnęła po następną,...kolejną...szóstą...dziewiątą...
      -O! Co tam robisz mieszczuchu?!
      Pisarka w postaci Gabrieli, siedziała na podłodze, pośród hałdy imitacji okładek.
      -Tylko byś w tych książkach siedziała! – ciepły alt Pulpy wesoło terkotał.
      -Czy w tym domu, oprócz Plutarcha i Seneki, reszta to imitacje? Czy mamy tu
      tylko dwie książki? – pomyślała autorka, ale nie zaryzykowała pytania.
      Sms od Natalii – „Tak”
      Dzieci Patrycji wyjadały cyklopowi oko, gdy dał się słyszeć ryk głodnego wilka,
      czy też sytego niedźwiedzia.
      -To tylko Ida szyje Florka...- z lepką suchością w ustach, Gabriela mogła
      obserwować, jak Pulpecja pije jej sok - ...Wiesz, dopadły go psy w ogródku...a
      ja wtedy kosiłam...nic nie słyszałam...to znaczy słyszałam, jakieś krzyki, ale
      wiesz, na wsi...kto by się tam przejmował!? Piekę zapiekankę z ziemniaków i tej
      sarny, co to nam pod samochód ostatnio wpadła i ją za...dobiłam szpadlem, a tu
      widzę, że Florek sosny nie zasadził w lesie, jak go prosiłam...wychodzę na taras...
      Nagle od drzwi wpadł potargany Grzegorz z morszczukiem pod pachą
      -Jeszcze się rusza -wymamrotał i pobiegł do łazienki. W tle słychać było tubalne
      okrzyki zwiastujące nadejście Bernarda. Po chwili łomotu na schodach, w
      mieszkaniu zjawiła się Ida, oraz Bernard ciągnący Floriana.
      -Krwiście było, bardzo krwiście! – zawołała laryngolog cała w posoce i pobiegła
      do łazienki zmywać krew w wannie, którą Kazimierz dzielił przyjaźnie z
      morszczukiem.
      Gaba szczypała się w udo nadal. Florian wyglądał jak Przeszczep, a firanka
      wydęła się na wszystkich.
      -Zbieraj się mieszczuchu, zabieramy cię do nas! Ty tu nic nie robisz, a nam
      potrzebna jest pomoc! Zasadzisz truskawki, bo Florek musi zająć się tą
      sosną...prawda Florku!?
      -Dobrze kochanie – wymamrotał spuchniętą wargą, grubymi nićmi szyty niedźwiedź.
      –Ojca już zapakowaliśmy do waszego samochodu, może się do czegoś przyda,.. nie
      uchyliłam mu okna...pewnie ten upał już daje się mu we znaki, bo wysiąść nie
      może...Grześ zabrał kluczyki...-kontynuowała beztrosko Pulpa, teraz przeżuwając
      ostatnią kromkę chleba, jaka została. Mając w perspektywie stanięcie w obliczu
      głodowania na wieki, w towarzystwie Bernarda, morszczuka i Kazimierza, który
      ulał do tragicznie krwawej wanny, Gabriela wyraziła szybką chęć znalezienia się
      na działce Górskich.
      Mało kto zwracał uwagę na niezrażonego Bernarda
      -Zawisnę na mojej brodzie, chcesz?! - zaproponował artysta filuternie
      trzepocząc rzęsami gdy Pulpa i Florek wyszli - Będę żywą sztuką w twoim, to jest
      waszym, mieszkaniu Gabriello! - tłumaczył instalując własną brodę, na wystającym
      ze ściany haczyku, z którego uprzednio zdjął reprodukcję portretu Mickiewicza.
      -Połączenie happeningu z tradycyjnym istnieniem sztuki w domostwach! Pod
      strzechami prostych ludzi! Jestem multimedialny, wielofunkcyjny i
      wielowymiarowy! - wołała wielka żywa reklama, zadyndawszy w powietrzu nogami
      obutymi w fosforyzujące pluszowe kapcie-króliczki.
      -Gabriello! Gabriello!
      Drzwi tylko huknęły za pisarką.
      -Kto mnie zdejmie? – cicho i bezbronnie wyszeptał Bernard tonem Marlyn Monroe
      śpiewającej „Happy Birthday”, sam w zupełni pustym pokoju. Zaległa nabrzmiała
      znaczeniami cisza.
      Ledwie znalazła się na zewnątrz, a już ściana upału, na którą trafiła, nabiła
      jej guza.
      -Uch – mruknęła trąc czoło mankietem flanelowej koszuli, którą donaszała po
      Grzesiu.
      Samochód lśnił w słonecznej przystani. Ojciec czterech córek, Ignacy klasyczny,
      leżał w fotelu, z okularami nieco przekrzywionymi na wypukłym czole, wpartym w
      zamkniętą szybę samochodu. Jego posiniała, od braku tlenu twarz, miała ten
      szczególny wyraz bezbronności wokół ust, a wywrócone oczy, pokazywały szlachetne
      białka seniora rodu.
      -Popatrz, zupełnie jak u Mickiewicza! – zawołała radośnie Pulpa –Wojski tak
      robił, kiedy dął w róg! Ten nasz tata! Wiesz, tak się o niego czasem martwię –
      nagle zmieniła ton, poważniejąc, podczas, gdy za szybą, purpurowy Ignacy, wpadł
      w spazmatyczne drgawki
      – Bez niego świat byłby taki ponury. Mama, tata...o wszystkich się boję. Liczy
      się każda chwila, którą możemy spędzić razem, a przecież za chwilę może być za
      późno...
      Widząc pianę cieknącą po brodzie ojca –
      • croyance Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 02.05.09, 21:44
        Wushum, Ty sie marnujesz na tym forum, z calym szacunkiem dla nas,
        forumowiczow. To jest genialne!!!
      • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 02.05.09, 21:50
        – Gabriela pomyślała, że już jest za późno. Jednak w tym momencie Patrycja
        pociągnęła za drzwiczki i zesztywniała figura erudyty wypadła na zewnątrz,
        głucho uderzając o asfalt.
        -Florek, nie oglądaj sobie szwów na szyi, w lusterku, tylko podnieś ojca! Jak
        tam tato? –zapytała córka numer cztery, stojąc przed krwawiącym obliczem
        Ignacego Borejko, ojca numer jeden.
        -Czuję się jak młody efeb!- zadeklarował pytany, akcentując poprawnie każdą
        głoskę i zaciągając się swoimi kresowym „eł”.
        Już wkrótce pisarka w koszykarskim ciele Gabrieli, miała pożałować swojej
        ryzykownej decyzji. Spędziła cztery bite godziny, stojąc w wielokilometrowym
        korku, ściśnięta jak śledź, w metalowym pojemniku samochodu. Mokra, lepka od
        potu, krwawicy ojcowskiej, oraz soku gruszkowego, obficie wylanego jej na
        koszulę, przez córki Patrycji. Siedziała pomiędzy Ignacym, a Bernardem, który
        podobno, jednak odpadł od ściany, tracąc przy tym część łopaty swego zarostu i
        teraz żwawo perorował - zagłuszany łacińskimi cytatami ojca rodu. Radio grało
        Mozarta. Czuła gorący chuch Bernarda na spoconym ramieniu, woń – nie znającej
        wody, czy detergentów - podomki Ignacego, przyprawiała ją o mdłości i zawrót
        głowy, jakby mknęła serpentyną wśród górskich przepaści. Szpaler drzew za oknem
        uciekał radośnie i lekko, ale tylko dlatego, że mijał ich samochód dostawczy z
        napisem „Jabłonie Adama i inne drzewa Laurowe – Kostrzyn”.
        Ignacy nestor klasyczny, zatelepał się jakoś w kącie, ale widok przesłaniała jej
        Nora, usadowiona wygodnie na prawym kolanie Gaby. Na lewym Ania żuła krakersy.
        Patrycja położyła nogi na kolanach Floriana, Bernard żywiołowo reagując wydobył
        skądś rulonik papieru, przez, który najpierw patrzył, niczym przez lornetkę –
        Dziewczyno z nogami! Jeszcze moment, a uwiecznię twój wizerunek, kilkoma
        wprawnymi gestami mej dłoni, kondensującymi pełen czar twej osobowości, oraz
        niewątpliwej szczodrze obdarowanej, sylwetki – dudnił – A jednak tym zajmę swój
        lotny umysł za małą chwilkę, ponieważ mogę oddać się, przy pomocy tego
        wielofunkcyjnego rulonika, agitacji moich bliźnich, korzystając z tego, że
        tłoczą się oni właśnie bezmyślnie, schwytani, jak ptaszęta, w pułapkę komunikacji!
        -Zabrałem jednego z naszych – odezwał się Ignacy akcentując „eł” niemym śmiechem
        żaby Kermita. Ku swej rozpaczy, pisarka poczuła się niczym bohaterka horroru
        „Ptaki”, konstatująca nagle zwiększoną ilość tychże za swymi plecami. Nestor
        wyjął opasłą księgę, smakowicie nadgryzioną zębem Pulpecji, za jej młodości i
        niezrażony, z uniesionym w górę palcem, począł czytać
        -Nad Soplicowem słońce...
        -BRACIA!!! – ryknął Bernard z głębi swego bujnego jestestwa przez tubę z
        papieru, wystawioną przez okno, z którego żar wlewał się do samochodu. Nora
        podskoczyła, od tego krzyku, a gorąca herbata z termosu, będąca jedyną
        substancją do picia, będącą teraz w ich zasięgu, wychlapnęła się jej wprost, na
        kolano Gabrieli.
        Wysiadając, pisarka w ciele koszykarki i córki swego ojca, nie była już tą samą
        osobą. Chciała bez słowa zacisnąć ręce na czyjejś szyi, najlepiej, na jabłku
        Adama Ignacego. Zielone połacie rozciągały się wkoło, pranie chrzęściło –
        podobno ze świeżości. W cudownie chłodnej łazience nie było gdzie się umyć,
        wszędzie stała Pulpa dyniowa.
        -Tu właśnie mamy swoją produkcję – dumnie oświadczyła Patrycja, bez pardonu
        wchodząc do pomieszczenia, gdy Gaba próbowała umyć chociaż dłonie, po
        skorzystaniu z toalety – czyli dziury w podłodze. –Cenimy tu prostotę –
        zadeklarowała czwarta z córek filologa klasycznego – A ty tylko byś się
        pluskała! Ty mieszczuchu!
        Upał piekł w głowę, ramiona i plecy – obolała, otępiała pisarka, w cudzym ciele,
        zakończyła pielenie zagonów sałaty. Bernard, natomiast, leżał w polu kapusty -
        udając jedną z nich już od godziny. Gdy, nad połyskującymi w słońcu główkami,
        zbierały się ptaki, dawał upust swej żywiołowej naturze, nagle wyskakując w
        powietrze, z wierszem lub pieśnią na ustach, po czym znikał tak samo szybko, aby
        za chwilę objawić się w innym fragmencie zagonu.
        -I górnicy, i hutnicy – rozgłośnie zawył Bernard w kapuście – i murarze, kolejarze,
        i rolnicy, ogrodnicy,
        krawcy, tkacze i spawacze,
        i cywile, i żołnierze. – wił się z pieśnią na ustach -Wróg nam pieśni nie odbierze!
        Tara bam, tara bam,
        wróg nie wydrze pieśni nam!
        Jak w transie Gabriela ruszyła za dom Florków, czując, że żałośnie powłóczy
        nogami. Opuchlizna, od pogryzienia, przez zwabione plamą soku na jej koszuli,
        szerszenie, jeszcze pulsowała uporczywym tępym bólem. Słońce paliło niknąc za
        ścianą lasu. Jeszcze tylko te truskawki – myślała zmęczona, brudna i obolała,
        oczy ją zapiekły, ale skalista Gabriela nie mogła płakać – To dlatego, że hojna
        matka natura wyposażyła cię w upośledzone kanaliki łzowe – przypomniały jej się
        słowa Idy, swojej siostry numer jeden, „krwawą modliszkę z lancetem” – jak
        nazywały ją koleżanki po fachu.
        Sadzonki czekały migocząc ciemną zielenią, przywodzącą na myśl jezioro mrzące
        obietnicami chłodu, czystości i orzeźwienia. Ach jak bardzo zachciało jej się
        teraz nurzać w oceanie zimnej wody
        -Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu – zaburzył marzenie, dobrze ustawiony
        głos ojca, wzorowo trzymając rytm, bezwzględnie cedząc zgłoski, znajome „eł”
        zawibrowało i kolejny szerszeń objawił się, zaćmiewającym świadomość, bólem w
        jej łopatce.
        -Iiiiidźźź soooobieeeee – cienki skowyt popłynął z głębi jej wieloletniego
        jestestwa. –Iiiidźźź sooobieeee – powtórzyła z gorzką nienawiścią, podnosząc, z
        bólem łopatki, łopatę.
        -Ależ Gab-gabrysiu! – wyjąkał Ignacy, robiąc krok do tyłu.
        Nie miała wyboru, jedyną miną jaką dysponowała, był miły uśmiech na piegowatej
        twarzy.
        -Nie nie zrobisz tego – wzniośle zadeklarował, unosząc palec w górę, jednak po
        chwili zrozumiał jak bardzo się mylił. Gabriela, córka numer jeden, zdzieliła go
        zamaszyście łopatą w wysokie, myślące czoło, nie licząc się z wyrazem
        bezbronności wokół jego ust. Runął ciężko do dołu, wykopanego, pod plantację
        truskawek.
        -Będą doskonałe do Paluszków Aspazji! Dziękuję, że nam tak pomogłaś! – po 2
        godzinach chwaliła Pulpa, klepiąc pisarkę w ciele swej siostry, po wysportowanym
        ramieniu, jak mleczną krowę. Przed nimi rzędy sadzonek zieleniły się na czarnej,
        na oko bardzo urodzajnej glebie.
        Nie potrzeba jej było sorbetów pomarańczowych, wiatru we włosach, czy nurtu
        wartkiej rzeki obmywającej stopy – morderczo rąbiąca Gabriela zasypiała z
        tajemniczym uśmiechem na swej piegowatej miłej twarzy . Mimo, że leżała na
        twardej podłodze, jej ubranie przypominało szmatę do podłogi, a żołądek ssał z
        głodu. Przydzielonymi ojcu i ciotce, porcjami pulpy dyniowej, zajęły się córki
        głodnego niedźwiedzia, który z powodu szytej wargi, pił - li i jedynie - wodę z
        cynamonem.
        -Nasz tata gdzieś się zagubił! – skomentowała beztroska Patrycja, wyrzucając
        porcję pulpy nieobecnego, sprawnym ruchem ręki przez okno, gdzie, w ciemności,
        czekał Bernard i psy. Kłębowisko kosmatych ciał rzuciło się na pożywienie.
        • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 02.05.09, 21:51
          –Ale kto by się tam martwił! - pykniczna Pulpecja nie należała do osób
          przewrażliwionych, jej ojciec mógł wpaść do rozdrabniarki, a ona skomentowałaby
          to, jedynie lekkim westchnieniem, że ktoś będzie musiał zrobić po tym porządek.
          Gaba zasypiała kołysana szumem drzew i wyciem żywiołowego Bernarda – akurat była
          pełnia. Księżyc patrzył na nią swym krwawym obliczem, które zapowiadało upał.
          –Chyba nikt mnie nie widział, kiedy uderzyłam go tą łopatą? – pomyślała jeszcze
          przez opar snu. Telefon zaterkotał Mozartem – sms od Natalii „Wiem co zrobiłaś!”
          Uznając, że śpi, autorka zasnęła.
          Ranek nie pozostawiał złudzeń, że dzień będzie chłodny. Lazurowa płachta nieba,
          okalała słońce, które powoli sączyło żar z nieba, tylko lekki wietrzyk wzmagał
          swą moc, z chwili na chwilę, niosąc nadzieję na deszcz. Z oddali ciągnął płaszcz
          chmur. Było duszno jak w słoju.
          -Wstawaj mieszczuchu! – parsknęła siostra do Gaby. Myła się właśnie, ta zaradna
          gospodyni, płynem do prania, o zapachu porannej rosy – jak świadczyła naklejka
          na opakowaniu. Oczywiście robiła to nad balią, aby potem użyć tej samej wody, do
          prania bielizny i mycia naczyń. –Spałaś tak smacznie, że nie chciałam cię budzić
          na śniadanie!
          -Czyż smaczny sen nie przewyższa swymi walorami, choćby nie wiem jak
          kunsztownych posiłków, w ich ubogim realizmie?! – zadudnił Bernard z dachu.
          –Spójrz Gabriello! Oto znalazłem doskonałe swe zastosowanie! Pełnię funkcję,
          zarówno suszarki do bielizny...- wołał powiewając, na tle ciągnących chmur,
          naręczem gigantycznych staników - ...jak i anteny satelitarnej, multimedialnego
          dzieła sztuki, pogodynki, schronieniem jestem dla ptasząt wszelakich...
          Pisarka w ciele filolożki podniosła obolałą, acz dawno wysportowaną sylwetkę.
          Było jej tak lekko na duchu. Wiatr łopotał białym żaglem prania coraz mocniej. A
          grafitowe chmury w milczeniu sunęły nad domem.
          -O, a wiesz co Gaba? Tata wrócił! – oznajmiła Patrycja nieuważnie. Jej siostra,
          klasyczna córka filologa zamarła.
          W ciszę wbił się Bernard – Jestem też, o zamarła, niczym żona Lota, Gabriello,
          jedynym, oryginalnym i niepowtarzalnym odgromnikiem na tym domu!!!
          Gabriella zażyczyła mu burzy w duchu. – Kobieto naziemna, któż lepiej niż ja,
          nadaje się na odgromnik?! Ja, który mam burzę w duchu i umyśle, który burzę
          wszystko!...
          -Nie wiem co z tatą jest, bo nic nie pamięta – kontynuowała Pulpa, obojętna na
          wycia dzieła sztuki i odgromnika, w jednym. – Nad ranem usłyszałam skrobanie,
          myślałam, że mysz. Wzięłam łopatę, żeby się z nią rozprawić...otwieram, a tam...
          -Wielofunkcyjność! – darł się Bernard, powiewając proporcem staników na dachu,
          gdy pierwszy acetylenowy wężyk przeciął powietrze za jego plecami.
          Patrycja ciągnęła dalej swą opowieść -Leżał pod drzwiami, cały w ziemi. Chyba
          przekopał truskawki...mnie nie poznał, tylko cały czas deklamuje „Lilije”
          Mickiewicza i się ślini...
          Grube krople deszczu poczęły desant na ziemię, trawę, liście, parapety,
          karoserie, rdzę, damską bieliznę w dłoni artysty, oraz samego artystę, który
          dumnie prężył pierś przed widownią. –Czy nie przypominam statui Gabriello?! –
          dobiegło do odrętwiałej autorki, o męczenniczej twarzy, tworu swojej własnej
          wyobraźni. Pod bramą zaparkował samochód. Po chwili mogła zobaczyć Grzegorza
          oburącz przyciskającego morszczuka do piersi, Idę z Kazimierzem, który
          tradycyjnie parał się tym, czym się, i innych, paprał. Popaprana Łusia, w każdym
          znaczeniu tego słowa, właśnie wysiadła, aby otworzyć bagażnik, gdzie jej matka,
          Ida Pałys, zajadły laryngolog, przewoziła zapasowe reklamówki, oraz śpiącego
          męża. Wobec tak nabrzmiewającej publiki Bernard dumnie wyciągnął ramię z
          metalowym prętem ku niebu
          –Popuśćcie wodze swej skrępowanej wyobraźni!!! Ujrzyjcie oto ja – człowiek statua!
          Błysnęło i gruchnęło niespodziewanie blisko. Deszcz lunął.
          O, czyż potrzebny jest opis burzy, tego zjawiska atmosferycznego, które wszyscy
          znają? Nie.
          Zza węgła domu wychynął mamrocząc i świszcząc oddechem, Ignacy Borejko, ojciec -
          córkom, mąż - żonie, a dziad z wyglądu. – Zzbrodnia to niesłychana, pani zabija
          pana, zzabiffssszy grzebie w gaju, na łące przy ruczaju...-cedził jakoś
          szeleszcząco bezzębną, czarną jamą ust, głowę miał wykręconą nienaturalnie,
          szedł chwiejnym krokiem, łypiąc okiem, spod wypukłego jak kolumna, czoła.
          Pisarką wstrząsnął dreszcz, zrobiła krok do tyłu. Filologa, erudytę i
          bibliotekoznawcę prowadził Florian, wilk o źle pozszywanej skórze na
          niedźwiedziu.
          Tragiczny krwawy Ignacy śliniąc się obficie i łapczywie uśmiechając do cudzych
          krtani, budził w niej większą grozę niż wcześniej. – Yyyy – wydał z siebie
          dźwięk, wyciągając czarną rękę w jej stronę – Rośnij kwiecie wysoko, jak pan
          leży głęboko! - tu nagle dziko wybuchnął śmiechem Jacka... ale Nicholsona. Jego
          kresowe „eł” do zaciągania się, zniknęło.
          Gabriela, zdrętwiała ze strachu i obrzydzenia, cofnęła się jeszcze raz.
          Błysnęło, huk był niesamowity, poczuła irracjonalny swąd, ale nie morszczuka i
          dopiero teraz zrozumiała, że trafił ją piorun.

          „...Jak pan leży głęboko;
          Tak ty rośnij wysoko...”
          • kaliope3 Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 02.05.09, 22:29
            Ktoś się powinien tym zainteresować, naprawdę, tzn z jakiegoś wydawnictwa. To
            genialne, jaką Ty masz niesamowitą wyobraźnię Wushum
            • lezbobimbo Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 03.05.09, 16:46
              Wlasnie, wlasnie, kaliopus! Popieram :))
              Wushum!! DRUKUJ TO!!!! Nie moze takie cudo zginac!

              "Patrycja
              pociągnęła za drzwiczki i zesztywniała figura erudyty wypadła na zewnątrz,
              głucho uderzając o asfalt.
              -Florek, nie oglądaj sobie szwów na szyi, w lusterku, tylko podnieś ojca!"

              umarlam, jak i przy wszystkim innym :DDDDD
              Wushum stworzylas ponadczasowy remix calej MM :D Powinnas sie utrzymywac z
              pisania kabaretów :D
              • ready4freddy Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 03.05.09, 19:18
                koniecznie drukuj! a jesli nie, to trzeba chociaz zalozyc strone, na ktorej
                zostana dziela owe zapisane dla potomnosci :)
                wracam czytac i turlac sie ze smiechu po podlodze :)
                • yowah76 Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 03.05.09, 19:30
                  Bloga, bloga przynajmniej;) i skopiowac dotychczasowe fragmenty w
                  kolejnosci, bedzie latwiej szukac.
            • kochanica-francuza Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 07.07.09, 22:04
              Aaaa! O rany! No comments!
          • szprota Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 02.05.09, 23:26
            Znakomite! Z dreszczykiem i wspaniałą groteską! Wushum, jestem Twoją fanką :)
          • veranillo Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 03.05.09, 11:06
            wspaniałe! płakałam ze śmiechu i proszę o więcej :)
          • yowah76 Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 03.05.09, 14:54
            Yyyyy... tyle powiem;)
            Stanowczo pisz dalej, trzeba to opublikowac;) Ja sie zglaszam na
            ochotnika do ilustracji;)))
            MM powinna pasc ze szczecia, parodie sie przydarzaja glownie
            popularnym autorom...
            ][/b]
            Virgins may see unicorns. Spinsters never do.
            • yowah76 Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 03.05.09, 14:57
              Ale coraz bardziej to przypomina The Munsters ;) Ignac zombie,
              Bernard wilkolak, Florek Frankenstein ;) dolozmy mumie myszy
              skrupulatnie przechowywana przez dziesieciolecia...
          • mkw98 Swietne :) 03.05.09, 15:04
            Najbardziej mnie bawią SMSy od Natalii :-)
            • wushum dzieki 03.05.09, 19:29
              Miło mi, dziękuję za pozytywne opinie. Jak ktoś się pośmieje, to i ja się cieszę:)
              Tym razem napisałam pierwszy raz w wordzie i wkleiłam. Całego tekstu się nie
              dało, więc trza było podzielić toto na 3. Limit słowny?
              Podobno jestem "na żywca" pierońsko poważnym milczkiem, łypiącym ponuro
              ślepiami, ale wesoło mi się pisało. W sumie i tak siedzę na zadku, bez roboty,
              więc przynajmniej jakaś rozrywka:)
              • wushum pees 03.05.09, 19:35
                Druk...mmm...to znaczy? Kafejka netowa każe mi płacić za te papiury, a ja
                mam...nie mam...hm...delikatnie mówiąc rozrzutność jest niewskazana:)
                A z resztą, co potem z tym zrobię, jak już zabrudzę papier?
                • the_dzidka Re: pees 03.05.09, 20:40
                  Wushum, pisz, a ja to zbiorę do kupy, wygładzę i wydrukuję. I
                  wyślemy to potem MM na maila ;P
                  • alitzja Re: pees 03.05.09, 21:57
                    Ja mogę korektę zrobić:-)
                    Wushum, Ty geniuszu:-D
              • meg_mag Re: dzieki 04.05.09, 14:13
                Andrzej Waligorski to przy Tobie zwykly wycirus!
                • kaliope3 Re: dzieki 29.05.09, 09:49
                  Wushum napiszesz coś jeszcze?Kiedyś?
                  • denea Re: dzieki 29.05.09, 15:44
                    Ja również nieśmiało się dopytuję...
                    I ogromnie dziękuję za przyjemność przeczytania dotychczasowej
                    twórczości :)
                    • aganoreg Re: dzieki 29.05.09, 17:20
                      Zdaje sie, ze wushum sie dobrze czuje ostatnio, co jako czlowieka
                      mnie cieszy, ale jako wielbicielke jej porazajacego talentu troche
                      martwi.

                      Da sie cos zrobic? ;)
                      • wushum Re: dzieki 30.05.09, 18:58
                        Mogę pocieszyć;)
                        Ostatnio było źle. Niestety, tak źle, że na niewiele miałam ochotę. Ale może
                        jeszcze coś tam wymyślę.
                        Się zobaczy.
                        Pozdrawiam:)
                        • aganoreg Re: dzieki 30.05.09, 22:31
                          wushum napisała:

                          > Mogę pocieszyć;)
                          > Ostatnio było źle. Niestety, tak źle, że na niewiele miałam ochotę. Ale może
                          > jeszcze coś tam wymyślę.
                          > Się zobaczy.
                          > Pozdrawiam:)


                          Wushum, zadna to pociecha. Trzymaj sie, my poczekamy :)
                          Pozdrawiam :)
              • kochanica-francuza Łyp czym chcesz, ale PISZ! PIsz! nt 07.07.09, 22:05

    • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 04.06.09, 20:39
      Taka sobie próbka rozruchowa.

      30 lipca 2006

      Lato tego roku było zmienne. Umęczeni Europejczycy doświadczali, to fali
      bezlitosnych upałów, to nagłych chłodów, burz i gradobić. W związku z tą
      zmiennością, reumatyków łupało, sercowcy utyskiwali, a meteoropaci utyskiwali i
      chcieli kogoś łupnąć. Układy niżowe, właśnie zajęte były skupianiem się nad
      terenami Poznania. Mimo upału, który był ewidentnie dziki, za oknem zbierały się
      chmury.
      -„...Jak pan leży głęboko, tak ty rośnij wysoko”! – kończył recytować dobrze
      ustawiony głos Ignacego Borejki, zaciągając kresowo „ł”.
      Pisarka w ciele Gabrieli otworzyła jedno oko. Pachniało spalenizną, perfumami i
      kapustą. –Dziwne – pomyślała – czyżby tamto było snem? – wygrzebała z poduszek
      telefonik. Data była wciąż ta sama! Ten cały Ignacy, ojciec czterech córek,
      siedział w nogach jej łóżka i wyglądał zdrowo nienormalnie – czyli tak, jak zawsze.
      -Postanowiłem obudzić Cię jednym z naszych, Gabrysiu! – wyjaśnił dumnie prężąc
      pierś w chuderlawej podomce. – Ale teraz chyba powinnaś udać się do kuchni, bo
      kiedy ją opuszczałem Łusia próbowała ugasić firankę... – tu zobaczył jak jego
      córka niespodziewanie gwałtownym ruchem zrywa się z łóżka
      -Ale „nil desperandum” - nie należy rozpaczać! – zawołał, ruszając niespiesznie
      za nią, z pożółkłym tomem Seneki, wiecznie pod pachą. Ostatnio nie mógł się
      uwolnić od tej książki. Kilka dni wcześniej, użył nowoczesnego kleju, w takiej
      małej tubce, do naprawy okładki, po czym chciał, zaparzyć herbatkę, dzierżąc,
      Senekę pod pachą...teraz musiał twardo i nieustępliwie twierdzić, iż właśnie ten
      tom darzy szczególnym przywiązaniem. Nawet w pewnym, fizycznym, aspekcie było to
      prawdą... Seneka trzyma się mocno – mógłby sparafrazować Czepca – Wyspiańskiego,
      ale wielbił Mickiewicza, więc nie sparafrazował.
      Autorka w postaci Gabrieli, niegdyś Borejko, kuśtykała do kuchni z głęboką
      nienawiścią do całej tej rodziny. W kuchni zastała Łusię, która, trzymając na
      ręku Ziutka, jako estetka, gasiła pożar wodą, z porcelanowej filiżanki. Była to,
      oczywiście, porcelana Miśnieńska.
      -GuguguSeneka – pomyślał Kazimierz, zwany Gargulcem –Naturalia non sunt turpia –
      dodał w myśli, dla własnej otuchy i ulał, na widok miłej, dzielnej Gabrieli –
      gasząc, tym samym, płonącą firankę. Kiedy tylko w okolicy zjawiała się ciocia
      Gabriela, biedny chłopczyna nie mógł się powstrzymać i dyniowa fontanna tryskała
      z jego gardziołka. Nawet jeśli nie jadł przetworów dyniowych przez tydzień.
      -Ciociu, ciociu, firanka się sama zajęła!...czy jak firanka się zajmie, to, to
      jest zajęta firanka? – rozpoczęła wywody Łusia - ta serpentyna wyrażeń. –Jak
      tylko otworzyłam okno, to ona zaraz...
      Pisarka poczuła, że musi choć na chwilę znaleźć się w cichej chłodnej łazience,
      obmyć twarz i wymyślić, jak uciec, od tego stada wariatów. Chłodna zieleń
      kafelków przyjęła ją ciszą. Włączyła wodę, by nie słyszeć słowotoku. Postanowiła
      wziąć długą kąpiel. Zdjęła dżinsy Odra, flanelową koszulę i kiedy już była tylko
      w kusym podkoszulku – reumatyka - ojca, odsłoniła plastykowe zasłonki wanny. W
      środku leżał Grzegorz i uczył się rybiego narzecza od morszczuka.
      -Ciociu, ciociu, dziadziuś powiedział, że chyba będzie spadał! – dopadł ją
      rozgorączkowany głosik Łusi. Wiedziona przeczuciem poczucia klęski, Gaba ruszyła
      do kuchni
      -Chyba spadnę – powiedział Ignacy Borejko z nadzieją w głosie, balansując
      przyciężkawym intelektem, na czubku drabiny. Omotał się już w nadpaloną firankę.
      Gabriela wiedziała, że jest zbyt daleko, by zdążyć go złapać, lub popchnąć.
      Zobaczyła tylko, jak figura ojca czterech córek, w todze firanki, wali się w
      dół, z łoskotem pomnika przeszłego ustroju.
      W drzwiach buntowniczo zjawiła się Laura, krzesząc iskry ze stalowych oczu swego
      ojca - których ten jej użyczał. Mimo iskier, powiało chłodem. Dopiero teraz Gaba
      przypomniała sobie, że jest Seneką bez spódnicy.
      -Ciociu, ciociu, nie krzesz iskier, bo się dziadzio jeszcze zajmie! – zawołała
      przejęta Łusia.
      –Przynajmniej zająłby się czymś pożytecznym – pomyślała autorka, ale zachowała
      tę ironię dla siebie. Laura tylko uniosła brew, w sposób pełen złośliwości.
      Kiedy Gaba już miała iść po spodnie, dobiegły ją głosy nowych nadchodzących
      osób, więc wyszarpnęła nieco firanki spod klasycznego Ignacego i okryła swe
      bryłowate kształty.
      -Zdrastwujtie ja wasza tiotia – jęknął ojciec w zwojach.
      Po chwili w kuchni zjawiła się Mila Borejko o lodowatym spojrzeniu, w
      towarzystwie objuczonego zakupami Florka.
      Zagoniła natychmiast córkę numer jeden, do wieszania nowych sztywnych – podobno
      od krochmalu - firanek.
      -Nie rozklejaj się – zakomenderowała, w kierunku utyskującego małżonka,
      poniewierającego się po kuchennej podłodze – bo zamoczysz parkiet! Ja płaczę
      tylko kostkami lodu, to przynajmniej pożyteczne. Laura, chodź tu! Iskrownik się
      zepsuł! A trzeba włączyć piec, bo twoja matka będzie piekła buchty! Zaiskrz raz
      pożytecznie, trzeba być przydatnym.
      -Łaaa! Funkcjonalność! – rozległ się jakby znajomy krzyk i przez okno wpadł
      osobnik w fosforyzujących klapkach. Gaba rzuciła się zamykać rozchylone okno, a
      żar z ulicy buchnął, osmalając jej miłą grzywkę. Łoskot w przepastnych głębiach
      mieszkania, przy ulicy Roosevelta, oznajmił, że żywotny Bernard został pokonany
      przez siłę przyciągania i walczył obecnie z materią, prawdopodobnie w szafie.
      -Ignasiu, przynajmniej byś się tak nie wiercił – warknęła Mila do małżonka
      kwilącego pod ciężarem dzieży z ciastem drożdżowym. Ciasto na buchty musi być
      trzymane w cieple, a skoro już leżysz, to możesz się przydać, jako trzymająca
      ciepło podstawka.
      Ojciec cicho zamamrotał – ...some fava beans...and a nice Chianti...sss...
      -Uch...Nie mogę! – warknęła Laura po kilku usilnych próbach wpatrywania się w
      ciemną głębię pieca.
      -Pomyśl o matce, ty niedobre dziecko! – rozkazała Mila – Bo Ignacemu wkrótce
      wszystko opadnie! Chyba że... – tu Gaba zobaczyła błysk, w jasnym oku Babi. Na
      samą sugestię myśli o matce, Laura natychmiast zaiskrzyła. W piecu pełgał
      radosny ogieniek, po podłodze zaś Bernard, omotany w spadochron, który wykonał z
      różowej reklamówki, oraz obiektywnie czyste rajstopki, w które zaplątał się w
      szafie – w ferworze walki z materią.
      -Bernardzie, jako, że żywotne z ciebie stworzenie, bądź tak miły i ogrzej swą
      skumulowaną energią, dzieżę z ciastem – zainsynuowała Mila, zanim jeszcze zdołał
      on popuścić wodze swej logorei. Ignacy chrupnął przygnieciony ciężarem
      Bernardowego cielska.
      Usłyszawszy kolejne głosy od strony drzwi wejściowych, pisarka w ciele Gabrieli
      zacisnęła zbielałe palce na blacie stołu i postanowiła usiąść, zanim nadejdzie
      lawina rodziny. Do kuchni wpadła Ida
      -Ja im kiedyś...- wrzasnęła od progu, snując krwawe obietnice na temat synów
      Natalii i Roberta, którzy właśnie próbowali wydrzeć jej na schodach kobiałkę ze
      stęchłymi truskawami. Cała była ubroczona posoką – jak twierdziła - owocową.
      –Zepchnęłam ich ze stopni, ale myślę, że mimo to przylezą – zdała relację,
      przydeptując ojca na środku podłogi. Ignacy Borejko, senior i ojciec narodu, o
      minie udręczonego spaniela, słabo zamamrotał spod Bernarda. –Co? Co tam mówisz
      tato?
      Ale kto by się tam przejmował. Autorka, w kostiumie zmarszczek Gabrieli,
      ruszyła, by czym prędzej zamknąć drzwi, zanim w mieszkaniu zaroi się od Rojków
      wszelakich rozmiarów. Nie była jednak tak szybka, jak by chciała. Już po chwili,
      przed lodówką Borejków, Szymon tłukł swego brata wykręcając mu nóżkę
      -Ambitiosa non est fames – co znaczy, głód nie ma ambicji, jak mawiał Seneka! –
      zauważyła Łusia samotnie ciesząc się własnym intelektem.
      -Gabriello o kanciastych kształtach niczym rzeźba kubistów! – zawył Bernard na
      dzieży. &#
      • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 04.06.09, 20:42
        Jak widzisz przyfrunąłem tu niczym ptaszę! Gołąbek pokoju w kuchni!
        -Dobrze, ja wychodzę, za godzinę mam samolo...mmm to znaczy, mam obiecaną
        polędwicę w jednym sklepie – powiedziała schludna Mila, poprawiając kok i
        ruszając z małą walizeczką w jednej ze swych zwinnych zgrabnych dłoni, które nie
        wiadomo jak, zaganiały wszystkich do roboty, sprawiając wrażenie, że same
        wszystko robią.
        -Babi, ale po co ci walizka? – przytomnie odezwała się Natalia o wielkich oczach
        i zębach, stojąc w wejściu. Zupełnie jak wilk z Czerwonego Kapturka.
        -Ty złe dziecko! – warknęła Mila, zbierając myśli – Przecież muszę w czymś tę
        polędwicę przynieść! Nie stój tak bezczynnie, zawadzasz ludziom w... tym...w...
        pracy!
        -Ciociu, ciociu! – wołała rozgorączkowana Łusia biegnąc z łazienki – Ciociu! Ja
        byłam się umyć, bo mnie Ziutek....czy mówi się zapaskudził? A może...
        -Co się stało? – przerwała Sprężynie jej serpentynę, swym lancetem rzeczowości, Ida.
        -Ignaś mnie podglądał, chociaż gdyby był dziewczyną, to bym powiedziała, że ona
        mnie podglądała...ale czy dziewczyna by mnie podglądała?
        -No zobaczymy – rzekła żądna czynu, druga z córek Ignacego Borejki i ruszyła
        złowrogo stukocząc sandałkami po posadzce. Po chwili przytaszczyła wijącego się
        Ignasia – za jedno z motylich uszu, dzięki którym w dzieciństwie zyskał miano
        jakie zyskał, choć nie wiadomo, czy na tym zyskał.
        -Ja chcę być detektywem, muszę wobec tego ćwiczyć – ozwał się chłopiec,
        otrzepując zmierzwione białe wdzianko i przyklepując loczek na czole – Jak mam
        dorównać, a nawet przewyższyć Sherlocka Holmesa, skoro przeszkadza mi się w
        pracy! To doprawdy oburzające!
        -Co tam, mieszczuchy? Znowu robicie problem z niczego?! – ozwał się ciepły alt
        Patrycji -To przecież takie naturalne! Prawda panie Adamie? Adam jest naszym
        sąsiadem i mnie tu podrzucił furgonetką, jak tylko zobaczyłam, że mi się mój
        wilk z linki urwał – z radością poklepała Floriana o wilka zbolałej minie
        spaniela, po łopatce – Tu jesteś!
        -Hasta la vista baby – przemówił nagle senior Ignacy z podłogi. Adam milczał jak
        posąg Mickiewicza. Ignaś zaś wyrwał się Idzie i poleciał, jak zwykle,
        niezgrabnym łukiem. –Ja ci ten loczek przybiję do czoła! – ryknęła czerwona ze
        wściekłości ciotka i potykając się co rusz o złote nici, rzuciła się w pościg.
        Laura poszła włączać Mozarta, Adam snuł nici, dzieci Natalii zakończyły
        opróżnianie lodówki i odplątując się ze złotych powojów ruszyły w poszukiwaniu
        spiżarni. –Ja cię nakarmię polipami, ty zarodku z formaliny! – wrzasnęła Ida.
        Firanka w oknie wcale się nie wydęła, bo nie mogła.
        -Gabriello byłbym frunął dalej, gdyby niteczki mi się nie pourywały, a widzę tu
        wiele wspaniałych złotych nici, godnych wykorzystania, jakże pasują do tego
        barokowego różu mego spadochronu! Gabriello, czy wiesz, jak zęby trzepocą przed
        upadkiem? Ja uwielbiam...-wołał Bernard fikając nogami w fosforyzujących
        klapkach. W tym momencie Ignacy Grzegorz zderzył się z cieniem ciotki Natalii i
        runął jak długi. Uradowana Ida schwyciła nieszczęśnika i poczęła ciągnąć w
        podziemia, kierując się drapieżniczym instynktem. Cień się poruszył i założył
        wąsa za pasek w spodniach, żeby się nie potykać. –Dosyć, dosyć – pomyślała
        pisarka w ciele Gabrieli – Muszę uciekać, inaczej oszaleję. – jej umysł
        gorączkowo poszukiwał szybkiego rozwiązania.
        -Robercik nie stój tak, ugotowałbyś coś. Znasz wegetariańskie przepisy Nutrii,
        to zrobiłbyś jaki rosół na kościach – odezwała się Pulpa do cienia, poklepując
        go po ramieniu. –Florek chodź, najpierw wyjmiesz blachę z rozgrzanego pieca, na
        te buchty, a potem odwalisz Bernarda z ciasta.- zaganiała do pracy radosnym altem.
        - I'm gonna make him an offer he can’t refuse – przemówił ojciec dobrze
        ustawionym głosem, spod dzieży z Bernardem.
        Autorka w postaci może niegdyś wysportowanej Gabrieli, która może kiedyś coś-tam
        rąbała, nerwowo szarpała złote nici i wiązała je, rekonstruując rachityczny
        spadochron Bernarda. Łusia nie mogła się uskarżać na pustkę w ramionach, gdyż
        miała je zawsze napełnione Ziutkiem, który na widok miłych oczu, miłej grzywki,
        miłych piegów i miłego pochylenia miłej głowy swojej ciotki, poczuł przesyt,
        oraz posmak budyniu z soczkiem, poczym dał nie-zatamowany upust swym odczuciom.
        Pisarka korzystając z zamieszania, gdyż malec ulał, jak ulał w dziada, omotała
        się naprędce złotymi nićmi przymocowanymi do reklamówkowego spadochronu,
        wskoczyła na parapet, otworzyła okno – ognisty podmuch żaru z ulicy zajął
        firankę, a ona skoczyła w dół. Lecąc zrozumiała dwie rzeczy – że złote nici są
        bardzo subtelne i nietrwałe, oraz, że płonie firanka na jej biodrach. Czując
        zapach spalenizny widziała, jak szybko zbliża się do niej ziemia.
        • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 04.06.09, 21:08
          Wybaczcie, jeśli tekst jest nie najlepszy - chwilowo trudniej mi się krzesze, bo
          okoliczności średnie.
          • alitzja Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 04.06.09, 21:22
            Wushum, siostro w zaburzeniach, Ty się tak nie kryguj, bo to jest GE-
            NIAL-NE! Opary absurdu aż zapierają dech w piersiach.
            Pisz dalej, kochana, pisz. A ja Ci przecinki posprawdzam;-)
          • tin_tian Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 04.06.09, 21:31
            Boski jest, najlepszy chyba ze wszystkich dotąd :D
          • kaliope3 Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 04.06.09, 22:49
            Wushum! Rozbolało mnie serce od śmiechu! Zdaje się że mąż mnie już ostatecznie
            za wariatkę bierze jak tak słyszy te spazmy:) Ale co to za cudowny odlot,czytać
            to,co napisałaś!
          • croyance Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 04.06.09, 23:50
            Wushum, utalentowana z Ciebie bestia. Jestem pelna najszczerszego
            podziwu. Jakbys miala kiedys buty do wypastowania, klaniam sie do
            uslug.
          • lezbobimbo Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 04.06.09, 23:50
            Wushum o przeboska guslarko, o niesamowita pisarko! Tworczyni Mistrzyni!
            Twoja sztuka jest niesmiertelna! Zakwikalam sie na smierc.
            Padam przed Toba na kolana!
            Pani pozwoli wylizac buciczek!!!!
        • ready4freddy Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 04.06.09, 23:24
          leze i kwicze, a raczej nie leze, tylko sie turlam po podlodze, czyli ROTFL, a
          nawet ROTFLMAO :))) Wu-shum, Wu-shum!!! :)))
          • aganoreg Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 05.06.09, 01:11
            Wushum, dziekuje :) To jest genialne i powinno byc upowszechnione! Rozwijasz sie
            kobieto :)
            • kebbe Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 05.06.09, 23:44
              Wushum, to jest fantastyczne,nie możesz nie publikować bo to zubaża ludzkość!!!
              Ja kupuję od Ciebie wszystko! Jestem Twoją fanką, miałam ogromną nadzieję, że
              jak zerknę na forum po przerwie to znajdę kontynuację "thrillera".I oto jest! I
              to jeszcze lepszy tekst! A myślałam, że lepiej nie można :)
              • gaudia Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 07.06.09, 00:28
                Wyshum
                Magdalena Samozwaniec może Ci, panie tego, kolory ziemi na butach malować
                pozostając w klęku prostym przed Twoim zdyscyplinowanym umysłem.
                Zaraz to sobie zacznę przeklejać do Worda, by się nacieszyć całością (jestem po
                3 odcinkach).
                • andrzej585858 Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 07.07.09, 12:34
                  Dopiero teraz przeczytałem thriller i jestem pod wrażeniem :-)) Skopiowałem
                  sobie cały tekst na komputer bo jeszcze gdzieś zniknie w odmętach internetu i
                  tylko pozostaje żal że długo już nie ma ciągu dalszego - czemu wcześniej
                  przegapiłem tak fascynujący wątek?
                  Warte jest to zarówno dalszego ciągu jak i wersji drukowanej - powodzenie murowane,
                  • aganoreg Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 07.07.09, 12:41
                    To teraz rozumiecie nasze prosby blagalne w "sekciarskim" watku -
                    Wushum chce na tym zakonczyc :(
                    • andrzej585858 Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 07.07.09, 13:03
                      Oczywiście że rozumiem - ja nawet nie czytając tej mrocznej opowieści byłem że
                      tak powiem zauroczony łatwością pisarską - takie talenty trzeba otaczać opieką,
                      podawać herbatkę i w ogóle cokolwiek sobie życzy słowo daje.
                    • kochanica-francuza Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 07.07.09, 22:12
                      [kochanica nic nie mówi, bo wyje z wrażenia]
                      • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 08.08.09, 23:28
                        Dziękuję wszystkim za "odbiór" i uznaję serię za zakończoną.
                        Pozdrawiam
                        • skrzydlate.bobry Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 08.08.09, 23:57
                          wushum napisała:

                          > Dziękuję wszystkim za "odbiór" i uznaję serię za zakończoną.

                          Czy to oznacza, że będzie nowa seria?
                          Zawisam wzrokiem na forum i czekam z drżeniem na odpowiedź.
                          • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 09.08.09, 19:34
                            Nie sądzę aby miała powstać nowa seria - chyba, że ktoś inny ma pomysł,to proszę.
                            Nie umiem jeszcze cenzurować się na tyle, żeby nikt nie poczuł się urażony, a
                            jeśli przerabiam twórczość MM, to już pozwalam sobie na ironię, czyli robię to,
                            czego Forum nie chce.
                            Ponieważ jestem zwykłym śmiertelnikiem i nigdy nie przewidzę, co komu się nie
                            spodoba, czy, czym i kto poczuje się urażony, więc lepiej nic nie pisać.
                            Jeśli ktoś ma pomysł na "miły triller sympatyczny fanfik grafomański" - proszę i
                            chętnie z podziwem poczytam.
                            Pozdrawiam
                            • anutek115 Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 09.08.09, 19:42
                              Wushum, za pozwoleniem, czy ty sie nie dajesz ponieść goryczy względnie urazonej
                              dumie? Jakie forum nie chce twoich fanfików? Te parę osób, co beztrosko wpadło
                              zrobic awanturkę, po czym przestalo sie udzielać? Ja widzę - w tym wątku, ale i
                              w innych - wyrażany bezpośrednio, entuzjastycznie i gremialnie podziw dla twej
                              twórczości i chóralne prosby o więcej - czy to znaczy, że te wszystkie osoby nie
                              stanowią forum? To czym/kim są, bo ja nie rozumiem?

                              Nie chcesz pisać, nie pisz, twoja wola, możesz nie mieć ochoty, natchnienia,
                              siły z powodu upału, ludzka rzecz. Ale nie orzekaj, że jest to wola forum,
                              która, moim zdaniem, jest dokładnie odwrotna do twoich deklaracji - i dość
                              wyraźnie sformułowana.
                              • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 09.08.09, 20:04
                                Kilka osób chciało żebym pisała, większość jest wiecznie czymś urażona i wciąż
                                ktoś się czepia, że za mało słodyczy, za mało miłych słów i ślepego uwielbienia
                                - czy wobec Gaby, MM, czy innych. Wieczny stres o każde słowo.
                                Ja już milczę, nie będę męczyć nikogo "urażoną dumą", ani niczym innym. Żegnam
                                wszystkich, miło mi było.
                                • wushum Re: Spotkanie Gaby z MM (thriller grafomanski) 09.08.09, 20:05
                                  Ps.: Jeśli chcecie - swobodnie możecie usunąć, czy "wyszarzyć" co Wam się żywnie
                                  podoba.
                                  • wushum ps serio 09.08.09, 20:19
                                    Żebym nie została źle zrozumiana - owszem, kiedyś podobało się Forumowiczom co
                                    pisałam i cieszyło mnie to.
                                    Teraz, zdaje się, że macie nowe zasady, więc nie chcę ich naruszać. Nowe osoby
                                    pojawiły się wraz z ukrywającymi się uciśnionymi, plus osoby które dotąd pisały,
                                    ale nie podobało im się jak jest na Forum, miało być Forum na Nowo. Rozumiem
                                    więc, że są nowe zasady, nie wolno tego, co wolno było kiedyś.
                                    Ja nie potrzebuję więcej problemów niż już mam, więc wolę wycofać się teraz.
                                    Tyle z mojej strony. Nie chcę Wam się wcinać w ład i porządek.
                                    Pozdrawiam
                                    • anutek115 Re: ps serio 09.08.09, 20:32
                                      Kto, do licha, ma nowe zasady? Jakie wyszarzanie? Jakie wycinanie? Jakie to
                                      osoby się ujawniły, że im się nie podoba, i teraz dzierżą ster? Jakie osoby,
                                      które dawniej pisały, i piszą nadal, żądały nowych reguł? Nicki poproszę. Bo ja
                                      widzę osoby, które rozpętały całą histerię, ale potem zniknęły, albo bardzo
                                      ograniczyły działalność, a osoby, które od dawna pisały popierały cie w stu
                                      procentach. Widzę też parę sympatycznych nowych osób, które niewykluczone, że
                                      nie mają pojęcia, o co ci chodzi, a na pewno nie brały udziału w rozróbie i nie
                                      zgłaszały potrzen zadnych zmian.

                                      Co do nowych zasad, to ja osobiście po powrocie z urlopu dla ukojenia nerwów
                                      narzuciłam sobie jedną - nigdy więcej autocenzury, Nie będę już milczeć, jak mi
                                      się cos nie bedzie podobać, ani owijac wypowiedzi w "jesteś taka wrażliwa, że
                                      może ci się wydawać, wiedz jednakże, że najprawdopodobniej, ale jakby nie, to
                                      sie nie gniewaj". I teraz napiszę bez autocenzury - moim zdaniem strzelasz
                                      gigantycznego, niczym (na forum, bo nie wykluczam, że może masz zły dzień w
                                      realu) nie umotywowanego focha. Nie widzę NIC w rozwiniętej ostatnio na forum
                                      aktywności, co mogłoby go uzasadniać.

                                      Możesz mnie wyszarzyć, proszę uprzejmie, nie zmieni to jednak zasadniczo tego,
                                      że się nie bardzo wiadomo kogo, czego i czemu czepiasz.
                                      • wushum Re: ps serio 09.08.09, 21:25
                                        Dobra, czepiam się i jestem "nie taka jak trzeba" - ja nie pamiętam wielu nicków.
                                        Ginestrze się nie podobało wiecznie, Mmaupa nie była zadowolona, Rozdziałowi się
                                        nie podobało, Panu Andrzejowi również, pani od karawany, osobie która chciała
                                        zmieniać nazwę Forum...nie robiłam spisu, były jeszcze inne osoby.
                                        Była krytyka co do ironii, krytyka co do negatywnych ocen twórczości MM, krytyka
                                        co do ocen Gaby, wiecznie jest coś źle.
                                        Ale zaczyna mi być już wszystko jedno - mogę być zła i strzelać "focha".
                                        Pisz bez autocenzury - na zdrowie.
                                        Wydzielacie miejsce na OFF-topy - to to jest cenzura, czy nie?
                                        Myśl o mnie źle, czy jak sobie chcesz. Jestem podła, strzelam co kto zechce.
                                        Zawsze komuś się nie podoba, więc lepiej zniknąć.
                                        Żegnam.
                                        • melmire Re: ps serio 09.08.09, 21:38
                                          Ale czy kazdemu musi sie podobac, zebys kontynuowala? Bo jesli tak, to program z
                                          lekka nierealny, jak mowia, nawet zupa pomidorowa ma swoich przeciwnikow.
                                          Byc moze to nasz blad, tych czytajacych-niepiszacych, ze swoj entuzjazm
                                          przezywalismy po cichu, po drugiej stronie ekranu, zamiast sie nim podzielic.
                                          Mysle ze gdybys zrobila sondaz, to zdziwilabys sie ilu osobom twoje fanfiki
                                          dostarczyly radosci.

                                          Taka specyfika forow, a i chyba niestety zycia, ze czesciej wyrazamy to co nam
                                          sie nie podoba, to z czym mamy problemy. Stad tez, gdyby przeanalizowac forum
                                          np.emamy mielibysmy obraz swiata zaludnionego przez wyrodne tesciowe,
                                          koszmarnych mezow, niewychowane bachory i inne antypatyczne typy. Jak sie ten
                                          obraz ma do rzeczywistosci, wszyscy wiemy.

                                          Wiec nie sugeruj sie tym, ze gdziesz, kiedys, komus, cos sie nie podobalo.
                                          Uroczyscie oswiadczam ci ze MNIE sie podobalo ogromnie, i moje "podobalo sie"
                                          spokojnie anuluje "niepodobalo sie" kogos innego(niech bedzie pani od karawany,
                                          nie czuje jakos do niej sympatii).
                                        • skrzydlate.bobry Re: ps serio 09.08.09, 21:40
                                          Ojej, ojej! Brak mi słów.
                                          Wushum, pan Andrzej to sobie na twardy dysk Twoje thrillery przegrał i obiecał
                                          donosić herbatkę, bylebyś dalej pisała. Jakieś jednostkowe głosy krytyki
                                          wyłapałaś z zalewu zachwytów. Ja jestem to nowe, co niedawno przyszło, i też
                                          skamlę o więcej oraz zielenieję z zazdrości jak Lisieccy.
                                          Ale rozumiem, że masz jakiś gorszy czas. Odpocznij, postrzelaj sobie, co tam
                                          chcesz. Liczę, że wrócisz. A - unikaj na tym urlopie domów pracy TFUrczej. To
                                          zuo! Widziałam jeden taki - wątroba się na Ciebie obrazi i truchtem dołączy do
                                          Ignacego B., żeby sobie poleżeć pod niewinnymi lelijami.
                                        • lezbobimbo Re: ps serio 10.08.09, 02:24
                                          Wushus, come on bejbe! Nie zalamuj mnie ani siebie :))))
                                          Tamte dawne spory skisly dawno i niech w slusznej niepamieci zdychaja wew swym
                                          wlasnym budyniu, a nigdy tez nie chodzilo w nich o Ciebie ani Twa tworczosc.
                                          Teraz ostaly sie jeno rozszalale groupies Wushowe, na widok Twych dziel
                                          sciagajace z zachwytu majty przez glowe, do ktorych i ja sie zaliczam, auuu! (do
                                          majt tez hyhy)

                                          Masz od nas przeciez oficycjalny list zelazny i wiekuisty, pozwalajacy Ci, a
                                          wrecz i zadajacy od Ciebie, o mistrzyni slowna, pisac jakie tylko chcesz
                                          offtopy, pastisze i fanfiki. Pamietaj o tym zawsze i nie odczytuj nigdy
                                          tropienia tutejszych trollizmow jako cos skierowane w Twa strone.
                                          Przywloklam sie specjalnie z tropikalnego kraju do podmoklego, aby Ci to
                                          oznajmic :)))
                                          PISZ!! jak sie lepiej poczujesz. Buziuchny!
                                        • anutek115 Re: ps serio 10.08.09, 08:52
                                          wushum napisała:

                                          > Ginestrze się nie podobało wiecznie, Mmaupa nie była zadowolona, Rozdziałowi si
                                          > ę
                                          > nie podobało, Panu Andrzejowi również, pani od karawany, osobie która chciała
                                          > zmieniać nazwę Forum...nie robiłam spisu, były jeszcze inne osoby.

                                          O, nienienienie, nie tak prędko! Ja uwielbiam spisy, proszę uprzejmie, oto
                                          kolejny w moim wydaniu:

                                          Osoby wyrażajace uznanie, podziw, często wręcz entuzjazm i żądające "jeszcze":
                                          Kaliope, ja, Jota, Lezbobimbo, Szprota, Ewaty, Ready4Freddy, Verte34 (specjalnie
                                          wróciła, by dać temu uznaniu wyraz, po czym znów zniknęła, niestety), Croyance,
                                          Is.kierka, Veranillo, Kangaroo, Kochanica-Francuza, Jhbsk, Tosia_4, Elm_m,
                                          Hotwhiskey, Lutecja, Kebbe, Ding_yun, Meg_mag, Nikusz, Alitzja (która ci robiła
                                          korekty i wstawiała przecinki), Limotini, Yowah, Mkw98, Dzidka, Denea, Aganoreg,
                                          Tin_tian, Gaudia, Skrzydlate_bobry, Melmire.

                                          Andrzej:
                                          "Skopiowałem
                                          sobie cały tekst na komputer bo jeszcze gdzieś zniknie w odmętach internetu i
                                          tylko pozostaje żal że długo już nie ma ciągu dalszego - czemu wcześniej
                                          przegapiłem tak fascynujący wątek?"

                                          Ginestra:
                                          " Ależ Wushum, to nie tak. :)

                                          Nie odbieraj, proszę, zwykłych propozycji (bo na początku wątku to były
                                          naprawdę zwykłe propozycje zanim podniosła się temperatura dyskusji) jako
                                          ataku i zmuszania Ciebie czy innych do zmiany poglądów czy do zmiany czegokolwiek. "

                                          Jeszcze Onion ci wkleje z wątku o TWA, chociaż ona nigdy nie zgłaszała zastrzeżeń:
                                          "nie rób nam tego, Wushum :-) (znaczy, nie znikaj, przyp. moje) Niech będzie
                                          wesoło, niepokornie, ciekawie - a było tak m. in. dzięki Tobie."

                                          Na 45 osób, które wyraziły podziw dla twej twórczosci (w tym także Andrzej,
                                          któremu zarzuciłas, że mu się nie podoba) 20 to - mniej lub czesciej pisząca -
                                          stara gwardia, reszta to "nowi" czy też "baaaardzo rzadko odzywajacy się", co
                                          nie oznacza, że krytyczni. Byłabym wdzięczna za podobną liste osób, którym się
                                          to, co piszesz NIE podoba, bo osobiscie trudno mi było znaleźć (poza jedną uwagą
                                          Mmaupy, dotyczacą zresztą nie fanfików, tylko regulaminu).

                                          > Była krytyka co do ironii, krytyka co do negatywnych ocen twórczości MM, krytyk
                                          > a
                                          > co do ocen Gaby, wiecznie jest coś źle.
                                          > Ale zaczyna mi być już wszystko jedno - mogę być zła i strzelać "focha".

                                          Ale, chwilę, czy tobie chodzi, że są tu osoby, którym sie nie podoba WSZYSTKO
                                          jak leci? Które wyrażaja swoje zdanie w temacie np. naszego najeżdżania na Gabę,
                                          ich zdaniem nieuzasadnionej? Czyzbyś żądała jednomyślnosci, a jak nie, to sie
                                          obrażasz i znikasz?

                                          W takim razie, wybacz, faktycznie nie powinnas tu pisać (ani na żadnym innym
                                          forum, ani, o zgrozo, udzielac się w realu), ponieważ grona ludzi stuprocentowo
                                          ze sobą zgodnego w każdej absolutnie kwestii po prostu NIE MA. Osoby, którym się
                                          nie podoba zawsze bedą, i co więcej, mają one prawo do tego, by im sie nie
                                          podobało, mają też prawo o tym mówić i bronic swojego zdania, dopóki czynią to w
                                          sposób kulturalny i mają argumenty.

                                          > Wydzielacie miejsce na OFF-topy - to to jest cenzura, czy nie?

                                          Nie. Cenzura to jest informacja "Nie poruszamy tematów takich i takich, jest to
                                          całkowicie zabronione, kto poruszy, zostanie ukarany". Przeczytaj apel
                                          Lezbobimbo w kwestii tematów religijnych, nie zauważyłam tam ZAKAZU.
                                          • kaliope3 Re: ps serio 10.08.09, 09:43
                                            Wushum, na Jowisza! Przecież nie wszystko musi się podobać
                                            wszystkim! Jak coś takiego się pojawia to ja instynktownie robię się
                                            nieufna i z czystej przekory czasem doszukuję się dziury w całym.
                                            Przecież to ma właśnie dzięki temu taką wartość,że części się tak
                                            BARDZO podoba, a część ma zastrzeżenia.
                                            Ja rozumiem że artyści do dusze wrażliwe i ulegające zmianom
                                            nastrojów:), ale na litość, dajże spokój, tylko jak Ci przyjdzie
                                            jeszcze jakiś genialny pomysł do głowy to się nim z nami podziel!
                                          • kai_30 Re: ps serio 10.08.09, 13:15
                                            Ja też do grona fanów poproszę, ja też (wushumowych, nie mmowych)! Nie wyrażałam
                                            dotychczas należnego podziwu i zachwytu i w ogóle odzywam się rzadko, bo
                                            niestety korzystam z netu blueconnectowego, i bywa, że muszę cztery razy
                                            przeładowywać stronę, zanim mi się raczy otworzyć w całości. A każde
                                            przeładowanie trwa kilka partyjek freecella :) A mimo to - przeładowuję, czytam
                                            i się zachwycam. Pisz, wushum, to jest boskie!

                                            Aha, w awanturach zazwyczaj nie biorę udziału nie z ugodowości charakteru, a z
                                            racji tego cholernego łącza - pół dyskusji mnie omija, zanim popełnię jakiegoś
                                            posta. Ale gdybym brała, to bym napisała, że forum jest cium cium, pyszulka i
                                            nic w nim zmieniać nie potrzeba.
                                        • mmaupa Re: ps serio 10.08.09, 18:13
                                          Wreszcie znalazłam trochę czasu, żeby spojrzeć w ten wątek. Poczytałam,
                                          porechotałam (SMSy Natalii! cudo), po czym dotarłam do momentu, gdzie Wushum
                                          ogłosiła mnie Wrogiem Ludu. Wushum, ty się nie obrażaj (też bym się mogła za
                                          twój wpis w pamiętnym wątku obrazić - obrażanie się jest zresztą całkiem
                                          przyjemną i absorbującą czynnością), tylko raczej spójrz na fejsbukową wiadomość
                                          co ci dzisiaj wysłałam, nawiasem mówiąc przed przeczytaniem tego wątku :)
                                    • melmire Re: ps serio 09.08.09, 21:20
                                      Wushum, gdybym nie byla mila i dzielna to powiedzialabym ci, jako samozwancza
                                      przedstawicielka czytaczy-niepisaczy, "nie gadaj glupot i pisz dalej, bo Ignacy
                                      wylazl z grobu i nadal straszy".

                                      Ale ze jestem MiD to pozostaje mi powstrzymac cisnace sie do oczu lzy (a na usta
                                      inwektywy), zakryc ww. oczy ryza grzywka, zerwac sie energicznie , golnac sobie
                                      pol kubka herbatki (dzielnej, swojskiej, malinowej) i rzec "nie sluchaj tych co
                                      damnat quod non intelligunt,invidia gloriae assiduus est. Pisz dalej fanfiki.
                                      Coz z tego ze pojawili sie godni nastepcy,duo cum faciunt idem, non est idem".
                                      • wushum Re: ps serio 09.08.09, 21:30
                                        Skoro są godni następcy - tym lepiej. Piszcie, twórzcie! Twórczość,
                                        wielofunkcyjność, sztuka! Freude, Freude!
                                        • melmire Re: ps serio 09.08.09, 21:39
                                          Ha, jak pisalam, nastepcy sa, ale tam gdzie dwoch robi to samo, to to nie jest
                                          to samo. Ja chce lilij wysokich! I Ignacow glebokich!
                                          • meduza7 Re: ps serio 10.08.09, 11:02
                                            Aaaaa! To było genialne!!!

                                            Dopiero teraz przeczytałam całość, widzę, że w międzyczasie wynikła jakaś
                                            awantura, po której Wushum się zniechęciła... Nie zniechęcaj się kobieto, pisz!
                                            Pisz! Pamiętaj, że "są tacy, co wtykają nam szpilki - to nie ludzie, to wilki!"
                                            • the_dzidka Re: ps serio 10.08.09, 11:12
                                              Jestem w lekkim szoku czytając to, co pisze (teraz) wushum. Ona
                                              chyba o jakims innym forum mówi. Nie przypominam sobie, żeby
                                              ktokolwiek ustanawiał słodzenie i pochwały MM i Gabryelli walutą
                                              obowiązującą na forum. Przypominam sobie mętnie jakieś pretensje
                                              osób, które wlazły, namąciły, i poszły sobie z powrotem w
                                              elektroniczny niebyt. Ale nic poza tym...
                                              Jakoś mi... przykro?...
                                              • dakota77 Re: ps serio 10.08.09, 18:20
                                                Mnie jakos dziwnie. I tez mam wrazenie, ze chyba nie o tym forum mowa? Albo ja
                                                na obce trafilam?
                                                Spory byly i minely, nic na forum przeciez sie nie zmienilo, oprocz apelu, by
                                                kazdy watek nie zamienial sie w dlugasna dyskusje swiatopogladowa. Wiec skad ten
                                                foch nagly?
                                              • andrzej585858 Re: ps serio 10.08.09, 18:34
                                                No tak - jeden dzien mnie nie było i mało brakowało że zostałbym ogłoszony
                                                zwolennikiem cenzury i jedynie słusznej linii:-)))
                                                Ja naprawdę skopiowałem sobie to wszystko co wushum pisała - bi dla mnie są to
                                                perełki a zawsze zazdrościłem innym łatwości pisania a jeszcze jak bylo to
                                                pisanie o zabarwieniu sarkastycznym to w ogóle.

                                                Ale teraz to napiszę uczciwie trochę nie podoba mi się taka postawa gdyż trąci
                                                to trochę innego typu postawą - "kto nie z nami ten przeciwko nam" tym bardziej
                                                że, jak mi się wydaje, krytyka winna mobilizować a nie powodować wywieszanie
                                                białej flagi.
                                                Niedługo tutaj jestem a już kilkakrotnie zostałem w miarę porządnie
                                                obsztorcowany i co z tego?
                                                To że niektóre poglądy i sformułowania nawet bardzo mi się nie podobają nie jest
                                                chyba równoznaczne z tym że mam obrażać się na osoby które je wygłaszają?
                                                Trudno teraz nie rozumiemy się, inaczej podchodzimy do różnych problemów ale
                                                zawsze jest szansa na to że dzięki rozmowie jednak znajdziemy jakieś wspólne punkty,
                                                Moja Mama często powtarza taki wierszyk - byc może jest to jakaś parafraza -
                                                "Mamo chwalą nas! Kto? Ty mnie a ja was!" -
                                                Sami potakiwacze nie są najlepszymi przyjaciółmi jak uczy życie.

                                                Poza tym proszę nie pisać o mnie per pan bo się obrażę i już :-)))
                                                • skrzydlate.bobry PS Żartem 10.08.09, 18:42
                                                  andrzej585858 napisał:
                                                  > Poza tym proszę nie pisać o mnie per pan bo się obrażę i już :-)))

                                                  Ależ, Panie Andrzeju, co też Pan! :)
                                                  • pomarancha88 Re: PS Żartem 10.08.09, 20:19
                                                    Eeeej!
                                                    Nie róbcie se jaj! Wprawdzie jestem wielką fanką MM i złego słowa na nią nie powiem ale fanfiki wuschum pozwoliły mi spojrzeć na Jeżycjadę świeżym okiem i teraz czytając nowe tomy mam wrażenie że MM sama się z siebie nabija;)

                                                    Wniosek: dołączam się do listy fanek twórczości wushum, pisz kochana:)
                                                  • croyance Re: PS Żartem 11.08.09, 13:21
                                                    Z calym szacunkiem i samokrytyka, ale Wushum jest z nas wszystkich
                                                    najbardziej utalentowana, i jesli nie jest w humorze, to ma do tego
                                                    prawo, jako prawdziwa artystka. Chcialabym tak pisac jak ona, to
                                                    prawdziwy dar.
                                                  • anutek115 Re: PS Żartem 11.08.09, 18:48
                                                    croyance napisała:

                                                    > Z calym szacunkiem i samokrytyka, ale Wushum jest z nas wszystkich
                                                    > najbardziej utalentowana, i jesli nie jest w humorze, to ma do tego
                                                    > prawo, jako prawdziwa artystka.

                                                    Aha. Czyli skoro nie rozumiem, czemu Wushum obraziła się na forum bez realnych
                                                    powodów i wbrew przedstawionym faktom, napiszę, że nie rozumiem, czemu się
                                                    obraziła i nie podoba mi się, że się obraziła to, jak rozumiem, nie mam do tego
                                                    prawa poniewaz nie mam talentu? I jako nie artystka nie mogę nie byc w humorze,
                                                    jak ktoś prezentuje tzw. focha?

                                                    Jak miło.
                                                  • lezbobimbo Re: PS Żartem 11.08.09, 18:57
                                                    Silence, rybki drapiezne :PPPP
                                                    A teraz wezmnijmy wszystkie honorowy urlop razem :))))))
                                                  • skrzydlate.bobry Re: PS Żartem 11.08.09, 19:03
                                                    lezbobimbo napisała:

                                                    > Silence, rybki drapiezne :PPPP
                                                    > A teraz wezmnijmy wszystkie honorowy urlop razem :))))))

                                                    Za pozwoleniem - ośmielę się nie zgodzić z tym rozwiązaniem. Lepiej załóżmy
                                                    forum fanów Wushum ze wszystkim tego konsekwencjami. Ja mogę mierzyć lelije :)
                                                  • szprota Re: PS Żartem 11.08.09, 22:10
                                                    To mi odpowiada.
                                                    Wushuś, jak się ma miękkie serce, to twardą dupę trza mieć. No sorry, no bunus.
                                                  • vauban Re: PS Żartem 11.08.09, 23:35
                                                    Dziś odkryłem. Dzięki temu, że spojrzałem w wyszukiwarkę.
                                                    Primo: znakomite. Wyłem z radości. Konsekwentne, erudycyjne, dowcipne, świeże.
                                                    Zazdraszczam, że sam na to nie wpadłem.
                                                    Secundo: trochę końcówka obniża się, ale to normalne przy pisaniu ad
                                                    hoc
                                                    długiego tekstu. Aby dłuższy tekst miał ręce i nogi, trzeba jednak
                                                    sporządzić plan - konspekt. Przynajmniej mnie to zwykle pomaga.
                                                    Tertio: warte kontynuacji, a nawet "pełnego, kanonicznego wydania", ale po
                                                    zredagowaniu. Bo to materiał na kapitalną rzecz, diament do oszlifowania w
                                                    brylant ;)
                                                    Quarto: sam niekiedy bawiłem się w parodie, i wiem, że to wymaga dużej pracy.
                                                    Można popełnić coś "na szybko" (i sam zwykle tak popełniałem, cóż), wymaga to
                                                    nagłego impulsu, impresji, olśnienia - ale ciągnięcie dalej jest już baaardzo
                                                    trudne. Ciągnąc dalej, można stać się, jak się obawiam, pisarzem całą gębą, a to
                                                    oznacza trudności. M. in. to, że kiedyś mogą Ciebie zacząć parodiować, czego z
                                                    całego serca życzę, bo to znak, że pisarz wart jest tego :)
                                                  • wushum Re: PS Żartem 15.08.09, 15:38
                                                    Witam.
                                                    Nie planuję, zazwyczaj siedzę i coś mnie najdzie. Próbuję też napisać coś
                                                    innego, ale szło mi tylko spontanicznie, a kiedy zaczęłam pisać plan to utknęłam
                                                    w planie:( nawet nie wiem czy to "inne" jest dobre. Piszę na zasadzie puzzli -
                                                    urywkami z różnych miejsc "akcji".
                                                    Nie twierdzę, że to dobre co piszę. Tak sobie coś pobredzę. Jeśli ktoś się
                                                    uśmiechnie, to dla mnie przyjemność.
                                                    Teraz nie mam ani już warunków, ani czasu na nic:(
                                                    Pozdrawiam
                                                  • rozdzial43 Re: PS Żartem 13.08.09, 19:38
                                                    szprota napisała:

                                                    > to twardą dupę trza mieć.

                                                    W niektórych sferach zwaną też dystansem do siebie.
    • emkz wushum... 11.08.09, 22:07
      Często tu zaglądam, jednak do tej pory jeszcze nic nie napisałam.
      Twój/lezbobimbo wątek uważam za boski. Już nie pamiętam kiedy tak
      bardzo się śmiałam, że łzy mi z oczu tryskały (te sms'y Natalii!!!).
      Jeśli taka Twoja wola i skończysz pisanie, będzie mi (i chyba nie
      tylko mi) bardzbardzo szaro znowu. Ale! Dzięki za to, co było.
      Trzymaj się, i... może zmienisz kiedyś zdanie? Będziemy czekać:-)
      • misinka81 Re: wushum... 11.08.09, 22:52
        Jako istota pasożytnicza, czytająca namiętnie lecz niepisząca z
        chronicznego braku czasu, przyłączam się do zbiorowych zachwytów nad
        autorką i jej dziełem i mam nadzieję, że dane mi będzie dalej
        pasożytować i kwiczeć ze śmiechu nad Ignacem w lelijach ;) Macham
        jelitkiem i proszę o jeszcze!!!
        • wushum Re: wushum... 15.08.09, 15:29
          Witam

          Anutku nie musisz mnie lubić - ja nie ograniczam nikogo. Skoro obawiasz się że
          mogę kogoś spotkać w realu, a że zła ze mnie baba, to na 100% ukrzywdzę jakie
          biedne istoty - sama napisałaś że "o zgrozo" mogę w realu z kimś rozmawiać - mam
          prośbę, podam Ci adres, a Ty przyjedź i mnie odstrzel, albo poderżnij mi
          tętniczki. Będę wyłącznie wdzięczna.

          Mam na prawdę tyle problemów, że nie jestem w stanie myśleć 100 razy nad każdym
          słowem i tym, kto może poczuć się urażony, że nie zachwycam się MM w 100%, że
          Gaba jako postać przestała mi się podobać, że żartuję ze stylu MM, co oznacza,
          że komuś sprawiam przykrość.
          Piszę zazwyczaj w przypływie jakiegoś pomysłu. Być może wcale nie są to dobre
          pomysły.
          Ja nie twierdzę, że piszę dobrze.
          Ja po prostu nie mam siły na zastanawianie się komu może robię przykrość jakimś
          tekstem.
          Mam dużo problemów i to serio problemów.
          Nie wymagam od nikogo uwielbienia. Lubienia też nie. Po prostu nie mam "głowy"
          do myślenia która osoba poczuje się czym urażona, bo każdy jest inny, każdy ma
          inne wspomnienia i przeżycia.
          Może ktoś ma złe wspomnienia związane z czerwonym parasolem - była dziewczyna
          miała taki, albo ktoś ma duży biust, a ja tu piszę o biustonoszach dla
          nosorożca, albo ktoś marzy by być Gabrielą i nosić koszule flanelowe. Każdy może
          poczuć się urażony i zawsze.
          I to jest właśnie kwestia tego, że brak dystansu i odrobiny luzu. Nikogo nie
          typuję na "głównych wrogów". Kazano mi wymienić, kto wyrażał niezadowolenie, że
          Forum wygląda jak wygląda.
          Bo snuję nieuzasadnione brednie.
          Nikomu nie musi się podobać co piszę. Nikt nie musi mnie lubić.
          "O zgrozo" istnieję "w realu" i albo się z tym Anutku pogodzisz, albo możesz
          mnie usunąć z tego świata. Mam już i tak dość.
          Ja nikomu nic nie każę.
          Proszę to zrozumieć. Nie mam sił, ani czasu analizować słów po 1000 razy, aby
          wielbiciel MM, Gaby, Roberta czy kogoś innego nie poczuł się urażony.
          Po raz kolejny powtórzę - nie wymagam lubienia mnie, ani moich tekstów, nie
          jestem po prostu w stanie sprawić, aby każdy był zadowolony.
          Patrzę realistycznie. Jeśli nie jestem w stanie tego zrobić, a kogoś mogę
          urazić, to po co mam pisać?
          Pozdrawiam
          • dakota77 Re: wushum... 15.08.09, 15:34
            A nie wystarczylo po prostu przestac pisac, zamiast strzelac fochow i
            narzekac, jacy tu wszyscy okropni i jakies straszne sa rzekome nowe
            forumowe zasady?

            Albo po prostu napisac, ze pisanie cie meczylo i robisz przerwe? Bo
            wiesz, krytyka czy nie, nie wczytywalam sie w caly watek, moze cos
            przeoczylam- ale jednak ten caly napad na reszte forum moim zdaniem
            nie jest niczym uzasadniony.

            Nie przesadzasz czasem z tymi propozycjami odstrzelenia?
            Piszsz, ze masz problemy, OK, rozumiem. Tylko po co w takim razie
            tracisz czas na plucie jadem, zamiast odpoczac?
            • wushum Re: wushum... 15.08.09, 15:45
              Nie pluję jadem.
              Anutek jest przerażona że piszę i że rozmawiam z ludźmi w realu, a mnie się już
              coraz mniej chce żyć - myślałam, że skoro mamy wspólny interes, można to
              połączyć ku zadowoleniu.
              Nie napadam. Napisałam, że żegnam i uważam serię za zakończoną.
              Zaczęły się posty z wymaganiem wytłumaczenia.
              Wytłumaczyłam.
              Nie podoba się wytłumaczenie?
              Nie podoba się nawet, że istnieję.
              To ma mi być milusio? Prawda.
              • wushum Re: wushum... 15.08.09, 15:58
                -Co to jest?! - zawołała pisarka, widząc, że jej ręce, którymi na zmianę -
                kołysała wnuczkę Gabrieli, gotowała gołąbki i miesiła ciasto na buchty - nagle
                znikają.
                Nawet niezdarcie czytający Mickiewicza ojciec Borejko zamilkł, kiedy kresowe
                "eł" nie wydobyło się z jego uchylonych ust. Bonżurka, jak i on - wydawali się
                coraz bardziej przeźroczyści - Znikam - zauważył Ignacy - i znikł.
                Wszystko naokoło autorki rozmywało się w nicości - precyzyjne ruchy rąk Mili
                Borejko, sama Mila, nawet chłód bijący z jej oczu.
                Bernard mówił, ale dźwięczne zgłoski zanikały w łopacie jego brody, aż sam
                rozmył się w przestrzeni. Na koniec zasyczało, łupnął piorun i nawet broda
                Bernarda zniknęła z cichym pyknięciem.
                Nie było już nic.
                Tylko pisarka przed swoim laptopem.
                Nareszcie wolna.

                Ps.: Dziękuję wszystkim za miłe i nie miłe słowa.
                Pozdrawiam i mam nadzieję, że będzie mniej problemów:)
              • ateh7 Re: wushum... 15.08.09, 15:58
                Wushum, Twoje teksty są super, inteligentne i bardzo zabawne. Ja
                czytam je sobie rano przy kawie, żeby się pośmiać na początek dnia :)
                Jeżeli nie masz ochoty już pisać, to oczywiście nie będziesz tego
                robić, ale szkoda. Chciałabym, żebyś napisała więcej.
                Przykro mi, że masz problemy, mam też nadzieję, że uda Ci się je
                przezwyciężyć, oby jak najszybciej. I trzymaj się. Pozdrawiam! :)
                • wushum Re: wushum... 15.08.09, 16:01
                  :)
                  Cieszę się jeśli ktoś się cieszy.
                  Pozdrawiam
            • wushum Re: wushum...dakoto77 15.08.09, 15:59
              Nie pisałam że wszyscy są tu okropni. Nie przeinaczaj moich słów. Uznaję po
              prostu, że jest jakaś część, która czuje się urażona.
              • dakota77 Re: wushum...dakoto77 15.08.09, 16:17
                I dlatego sprawiasz, ze cala reszta ma sie czuc winna. No coz.
                Rozumiem, ze nie chcesz juz pisac, twoja sprawa i twoje prawo. Ale
                jak pisalam, wystarczylo przestac. Albo napisac, ze potrzebujesz
                odpoczynku.Nie trzeba bylo robic z tego jakiejs wielkiej krucjaty
                przeciwko wrednemu forum, niedoceniajacego artysty. Zreszta jak
                wiesz, na tym forum lubimy konstruktywna krytyke. Nie widze powodu,
                zeby jej oszczedzac komus dlatego, ze jest mily i we wlasnym
                mniemaniu wrazliwy, jak to kiedys przerabialismy, albo dlatego, ze
                sie obrazi, ze ktos skrytykowal jego pisanine. Jestem przeciwko
                rownym i rowniejszym.
                • lezbobimbo Re: wushum...dakoto77 15.08.09, 16:58
                  dakota77 napisała:
                  <albo dlatego, ze> sie obrazi, ze ktos skrytykowal jego pisanine.

                  Tylko ze tutaj na forumie nikt nie krytykuje Wushum za pisanie, a wrecz
                  przeciwnie! Dyszac pragniem wiecej takich fanfikow!

                  Jakies tam dawno miniete prosby o kochanie Gabuni-Babuni-MM calym swoim
                  fanowskim ja nie byly wszak skierowane do Wushum, wiec tez nie rozumiem dlaczego
                  Wushum czuje sie tutaj tak zle :(
                  • dakota77 Re: wushum...dakoto77 15.08.09, 17:01
                    Ja tez nie rozumiem i nie wiem za co sie forum zbiorowo obrywa.
                    • mmaupa Re: wushum...dakoto77 15.08.09, 17:25
                      Spokój, kobitki! Wushum będzie chciała, to napisze, nie będzie chciała, to nie.
                      Jej to sprawa, a nam pozostaje tylko trzymać kciuki za pomyślne rozwiązanie
                      problemów. Ew. możemy własnoręcznie się postarać o fanfiki, jeśli któraś ma czas
                      i wenę.
          • anutek115 Re: wushum... 15.08.09, 17:41
            Wiesz co, Wushum? przez cały ten wątek starałam się z uporem, jak widzę, godnym
            lepszej sprawy przekonac cie na przykładach, cytując wypowiedzi, podając nicki i
            zadając pytania, że własnie jesteś pożądaną osoą na forum, że wszyscy czytaja
            cię z przyjemnoscią, i nikt nie domaga się zadnych zmian. Ale po co czytać ze
            zrozumieniem, prawda? Skoro lepiej uzalać się nad sobą jako tą nieszczęsna
            ofiara forumowego ucisku, który ogranicza i dusi.

            Pozbadź się obaw. Ja juz cię dusic nie bedę. Zamierzam, zgodnie z twoja
            wcześniejszą sugestią, cie wyszarzyć, i tobie radziłabym też wyszarzyć mnie,
            gdyby nie fakt, że ty i tak moich postów najwyraźniej nie czytasz (poza tymi w
            tym wątku, a i te po łebkach).

            Gdyby jednak ktoś chciał się pobawic i w tych paru tysiącach postów, które
            zamiesciłam na forum znalazł moje wypowiedzi, w ktorych wychwalam Gabę,
            roztkliwiam się nad pisarskim stylem pani MM względnie domagam się, by na forum
            było milusio, stawiam mu/jej trzydaniowy wegetariański obiad z gigantycznym deserwm.

            Słowa o "I to jest właśnie kwestia tego, że brak dystansu i odrobiny luzu."
            brzmią w twoich ustach rzeczywiscie wiarygodnie i jakże przekonywująco.

            Do uwag o podrzynaniu tętniczek i usuwaniu z tego świata nie będę się odnosić,
            bo sa to uwagi na poziomie, z ktorym nigdy nie podejmuję dyskusji.
            • wushum Re: wushum... 15.08.09, 18:17
              Tłumaczę i tłumaczę, że nie jestem przeciw wszystkim, że chodzi mi o osoby
              którym się nie podobało. Byłam na Forum kiedy rozpętało się piekło że nie
              jesteśmy fanami, że trzeba kochać MM ślepo i bezwzględnie.
              Chcecie powiedzieć że takiego wątku nie było?

              Ale nikt nie zwraca uwagi na to, co piszę.
              Piszę że nie chcę nikogo urazić, że dla tego przestaję pisać, a zostaję
              podsumowana, że poniewieram ludźmi na Forum i wymagam uwielbienia.
              Czytajcie co piszę.
              Anutku Twoje święte oburzenie o tętniczki...a kto mi zarzuca, że w ogóle
              istnieję i rozmawiam z ludźmi jako wielką krzywdę dla ludu?
              Pisałam minimum 3-4 razy w jednym z ostatnich postów, że nie zmuszam nikogo do
              lubienia mnie.
              Zawsze tak robię, że jeśli ktoś się może poczuć urażony - choćby 2 osoby, to się
              wycofuję.
              To znowuż Dakota życzy sobie, żebym zniknęła bez pożegnania.
              Nie mam prawa?
              Chciałam lepiej dla tych którzy są przewrażliwieni, a teraz widzę, że trzeba
              było przejść obojętnie.
              Wróciłam na Forum 2-3 tygodnie po tej nagonce na tych którzy nie są
              słodziaśno-milaśni. Zauważyłam wytyczony wątek na Offtopy.
              Zauważyłam, że osoby które krytykowały już nie krytykują, albo robią to bardzo
              delikatnie. Uznałam, że podczas mojej nieobecności zmieniły się zasady.
              Wypowiedzi Bimbo nie było prawie w ogóle.
              Uznałam w takim razie, że nic tu po mnie, skoro są najwidoczniej inne zasady,
              Offtopy mają swoją klatkę.
              Uznałam, że nie jestem w stanie opanować tak swoich wypowiedzi, żeby się
              wpasować i nikomu nie narazić.
              Może rzeczywiście niesłusznie podziękowałam i odezwałam się, że uznaję wątek za
              zakończony.
              Widocznie nie miałam prawa - czy jak kto uważa.
              Mam się nie żegnać i nie dziękować, a najlepiej zniknąć bez słowa.
              Niestety już za późno na Twój plan mojego postępowania Dakoto.
              Przebolej to i wybacz, ale żegnam Wszystkich i miło mi było.
              Nikt nie musiał mnie lubić.
              Dlatego chciałam się "usunąć", żeby nikomu nie "bruździć" w nowym ładzie.
              Pozdrawiam Was i życzę wszystkiego dobrego.
              I wcale nie musicie mi życzyć tego samego.
              Anutku, już się nie użalam.
              • lezbobimbo Re: wushum... 15.08.09, 18:28
                wushum napisała:
                <Byłam na Forum kiedy rozpętało się piekło że nie
                > jesteśmy fanami, że trzeba kochać MM ślepo i bezwzględnie.
                > Chcecie powiedzieć że takiego wątku nie było?

                Po pierwsze, a dlaczego rozpetalo sie pieklo - przeciez dlatego wlasnie, ze
                wiekszosc (okreslana jako beton:P) nie kocha slepo i bezwzglednie. Stanelo na
                tym, ze NIE kochamy bezwarunkowo, lelije moga sie wypchac albo wyhodowac
                twardsza skore i bedzie tak jak zwykle.
                Po drugie to pieklo nie bylo skierowane w Twoja strone ani Twoje wyborne
                fanfiki. Naprawde nie wiem, gdzie to wyczytalas?
                Po trzecie co z tego, ze byl? Juzesmy go dawno zapomnieli i wcale nie nastapil z
                tego powodu zaden nowy lad (beton okazal sie niereformowalny).

                > Piszę że nie chcę nikogo urazić, że dla tego przestaję pisać,

                PISZ!! a nie mysl o urazaniu.
                Jak Twe fanfiki maja kogos urazac, tym gorzej dla niego :D
                Twe fanfiki wzbudzaja szczery entuzjazm, co mozesz tutaj wielokrotnie
                przeczytac. Prosze zauwaz ten entuzjazm i zawszec o tem pamietaj, a nie
                samobiczuj sie nagle na czesc jakis dawno przeminietych lelijek :)
                • wushum Re: wushum... 15.08.09, 18:32
                  lezbobimbo napisała:


                  > Po drugie to pieklo nie bylo skierowane w Twoja strone

                  Droga Bimbo - wiem, że nie we mnie, ale przecież, ja się też przyczyniam -
                  drwiąc itp - do sprawienia komuś przykrości.
                  I o to mi chodziło.
              • wushum Re: wushum... 15.08.09, 18:29
                I nie powiem, że nie jest mi przykro.
                Przestałam pisać, żeby urażonym nie sprawiać przykrości, to teraz za karę trzeba
                pożegnać się ze wszystkimi.
                Szkoda.
                • lezbobimbo Re: wushum... 15.08.09, 18:44
                  wushum napisała:
                  > Przestałam pisać, żeby urażonym nie sprawiać przykrości,

                  Jakim znowu urazonym? Caly cymes polega na tym, ze nikt od Ciebie tego nie
                  zadal. Powtorze, ze jesli kogos urazaja Twe fanfiki, to tym gorzej dla niego :D

                  <to teraz za karę trzeba> pożegnać się ze wszystkimi.

                  Nic za kare nie musisz.
                  Ile razy mam Cie prosic, abys sie nie przejmowala, zwlaszcza jakimis dawno
                  minionymi roszczeniami lelijek i ze chcialabym (i nie ja tylko) abys pisala
                  fanfiki?
                  Dlaczego porzucasz swoich fanow przez jakies dawno minione spory, i to NIE
                  przesladujace Ciebie?
                  • wushum Re: wushum... 15.08.09, 18:59
                    Bimbo, ja czuję się współodpowiedzialna.
                    Zazwyczaj czuję się winna. Nawet za gradobicie w Afryce, a tutaj z pewnością,
                    czy w Fanfiku, czy gdzieś na Forum napisałam coś ironicznego, coś, że nie podoba
                    mi się Ta Gaba, Rojek, styl MM, narzeczeństwa 5cio latków itp. Czyli wina jest.
                    Rozumiem, że Tobie i dużej liczbie osób się podobało i bardzo mnie to cieszy
                    /serio - jak mało co/, ale wiem, że są inne osoby.
                    To jak mam się zachować?
                    Zawsze ktoś będzie niezadowolony, a ja już nie mam sił.
                    Serio.
                    • dakota77 Re: wushum... 15.08.09, 19:06
                      Mialas akceptacje ogromej wiekszosci forum, ale rozumiem, ze to bylo
                      za malo? Bo mieli sie zachwycic absolutnie wszyscy? Nie moglas
                      zignorowac krytykantow, jesli az tak cie bolala ich krytyka? Trzeba
                      od razu zglaszac pretensje do calosci forum, informowac z wielkim
                      fochem, ze przestaniesz pisac?
                    • lezbobimbo Re: wushum... 15.08.09, 19:11
                      wushum napisała:
                      > Bimbo, ja czuję się współodpowiedzialna.
                      > Zazwyczaj czuję się winna.

                      Ale po co? Przestan czuc wine :) Ani nie spowodowalas gradobicia w Afryce ani
                      nie psujesz forum.

                      > Rozumiem, że Tobie i dużej liczbie osób się podobało i bardzo mnie to cieszy>
                      /serio - jak mało co/, ale wiem, że są inne osoby.
                      > To jak mam się zachować?

                      Ignoruj te inne osoby i nie mysl o nich, a ciesz sie fandomem :)
                • szprota Re: wushum... 15.08.09, 18:56
                  Wushuś...
                  Nie żegnaj się.
                  Świetnie piszesz.
                  Nikt nie chce zaprowadzać nowych zasad na forum. Rozumiem, że zastana przez
                  Ciebie sytuacja na forum po okresie nieobecności wprowadziła Cię jakoś w błąd,
                  ale zobacz, ile osób zapewnia, że to wcale nie tak.
                  Po prostu weź to pod uwagę, dobrze?
                  • wushum Re: wushum... 15.08.09, 19:00
                    Dziękuję.
              • lezbobimbo Re: wushum... 15.08.09, 18:32
                wushum napisała:
                > Wróciłam na Forum 2-3 tygodnie po tej nagonce na tych którzy nie są
                > słodziaśno-milaśni. Zauważyłam wytyczony wątek na Offtopy.

                Ale JAKIE offtopy - tylko te ciezkie, religijno-polityczne! Przeciez cala insza
                reszta offtopikow jak najbardziej pozadana w watkach pozostalych tak jak zwykle.

                > Zauważyłam, że osoby które krytykowały już nie krytykują, albo robią to
                bardzo> delikatnie. Uznałam, że podczas mojej nieobecności zmieniły się zasady.>
                Wypowiedzi Bimbo nie było prawie w ogóle.

                Oh bejbe.. aczkolwiek to mi pochlebia niemozebnie, to nie jestem wszak calym
                forum :)
                Przeciez bylam na urlopie!! To ze nie krytykuje caly rok bez przerwy, nie znaczy
                ze nagle kocham MM na slepo i na zawsze czy tez ze zaistnialy jakies nowe zasady :D
                • the_dzidka Re: wushum... 17.08.09, 09:38
                  > > Wróciłam na Forum 2-3 tygodnie po tej nagonce na tych którzy nie

                  > > słodziaśno-milaśni. Zauważyłam wytyczony wątek na Offtopy.
                  >
                  > Ale JAKIE offtopy - tylko te ciezkie, religijno-polityczne!
                  Przeciez cala insza
                  > reszta offtopikow jak najbardziej pozadana w watkach pozostalych
                  tak jak zwykle
                  > .

                  Tak to jest, jak się uważnie nie czyta.
                  Po mojemu wushum ma bardzo ciężki okres w życiu, doła, może nawet
                  depresję. Sama w podobnej sytuacji wyładowywałam się w podobny
                  sposób na bliźnich. I jest mi bardzo przykro z tego powodu, ale
                  skoro nie zwraca się z prośbą o poradę/pociechę/zwyczajne
                  podniesienie uszu do góry, to nic nie jestem w stanie z tym zrobić.
              • dakota77 Re: wushum... 15.08.09, 18:37
                Na litosc boska, kiedy zazyczylam sobie, zebys zniknela bez
                pozegnania? Napisalam, zebys przestala pisac fanfiki, jesli publika
                ci dosc nie kadzi, a pisanie cie nie bawi. Mnie wszystko jedno, ja
                nie ukrywam, ze fanka twojego stylu nie jestem, ani mnie grzeje, ani
                ziebi, czy piszesz. Ale z forum cie nie wyrzucam, co ty opowiadasz?
                Nie przesadzaj, kobieto, bo az zal to czytac.
                • wushum Re: wushum... 15.08.09, 18:43
                  Cytuję
                  "A nie wystarczylo po prostu przestac pisac, zamiast strzelac fochow"
                  Wcale nie wymagam, żeby mi ktoś kadził.
                  Piszę to chyba 100 raz, ale nie wiem, czy to czytasz?
                  Tłumaczenie - jak widzę - nic nie daje.
                  Szkoda.
                  • dakota77 Re: wushum... 15.08.09, 19:01
                    Mam takie sam o wrazenie- tlumaczenie nic nie daje, ty musisz czuc
                    sie skrzywdzona przez forum en masse.
                    Rada, by przerwac pisanie fanfikow, skoro nie sprawia ci to frajdy,
                    nie byla chyba od czapy ani agresywna?
                    A co do czytania- nie, nie czytam, bo pomysly fajne, ale stylowi
                    wiele brakuje.
                    • wushum Re: wushum... 15.08.09, 19:06
                      Matko i córko! A czy ja piszę, że dobrze piszę?
                      Już mi się odechciewa tłumaczyć, że jestem do niczego. I nie żądam uwielbienia.
                      Ani lubienia.
                      Lepiej zakończę, bo już nie mam sił.
                      • dakota77 Re: wushum... 15.08.09, 19:07
                        Wiekszsoc osob tu uwaza, ze dobrze piszesz. A jednak kazesz je
                        fochami za to, ze kilku osobom sie nie podoba. Czemu zdanie
                        mniejszosci az tak cie rusza?
                        • wushum Re: wushum... 15.08.09, 19:12
                          Dakoto tłumaczyłam już kilka postów wyżej, że nie chcę aby ktoś czuł się
                          pokrzywdzony moimi wypowiedziami, bo z pewnością krytykowałam MM, Gabę itp.
                          Postanowiłam się więc wycofać.
                          Nie jestem w stanie "dogodzić" każdemu - i temu kto chce czytać i temu, kto
                          czuje się urażony i temu, komu nie odpowiada coś jeszcze.
                          Nie jestem w stanie sprawić, aby wszyscy byli zadowoleni, więc się wycofuję.
                          Jestem tylko miernym człowiekiem.
                          • rozdzial43 Re: wushum... 15.08.09, 20:28
                            Nie jesteś mierna Wushum. Jesteś błyskotliwa i utalentowana.

                            Wushum, no przecież nie możesz myśleć, że ktokolwiek jest w stanie sprawić, żeby
                            wszyscy byli zadowoleni. Nie wierzę, że autorka tych fanfików, które czytałam
                            może w ogóle brać pod uwagę coś takiego.

                            W Twoich wypowiedziach czytam, że masz teraz jakiś trudniejszy czas i wyczuwam,
                            że łapiesz jakiegoś coraz większego doła. Nie jest możliwe udzielenie Ci
                            jakiegoś realnego wsparcia w formie wypowiedzi na forum. Mogę przesłać Ci tylko
                            dobre słowo i powiedzieć, że wszystko mija, a po każdej burzy przychodzi słońce
                            i wyrazić nadzieję, że prędko pojawią się okoliczności, które znów napełnią Cię
                            optymizmem.

                            Z sympatią
                            • skrzydlate.bobry Re: wushum... 15.08.09, 21:51
                              O, wreszcie głos rozsądku (bo tak czytam te wpisy po powrocie do domu i włos
                              siwiejący mi na głowie staje). Wushum - masz problemy i to realne na dodatek -
                              rozumiemy, przeczekamy, tętniczek nie podrzynaj. A jeśli jest jakiś sposób, żeby
                              Ci w tych problemach ulżyć - choć tak tylko wpisami na forum to rzeczywiście
                              trudno - daj znać. Coś się wymyśli.

                              Życie jest piękne, li i jedynie.

                              Taka jedna, co też potrzebuje od czasu do czasu, żeby jej ktoś o tym przypomniał
                              • andrzej585858 Re: wushum... 15.08.09, 22:18
                                Też dopiero co wróciłem do domu i czytam sobie no i jakos trudno mi uwierzyć w
                                to co czytam, niestety.
                                Problemy życiowe nie są oczywiście czymś czym winno się licytować - ale jedno
                                mogę chyba napisać.
                                Dostałem od zycia potężnie i nadal borykam się z problemami, ale jedno wiem na
                                pewno.
                                Warto wierzyć w ludzi i ludzką życzliwość, nawet gdy 100 osób zrobi coś
                                niedobrego, to zawsze pojawi się 101 osoba z pomocną dłonią.

                                Trudno, ale dodam zdanie tematycznie związane z religijnością, - większa jest
                                radość z jednego nawróconego niż ze 100 sprawiedliwych - tak samo i w życiu.
                                Warto spotkać choćby jedną osobę która zrozumie i pomoże.
                                Ale trzeba coś z siebie dać - choćby uśmiech.
                                • wushum Re: wushum... 16.08.09, 17:30
                                  Dziękuję Wam Wszystkim bardzo.
                                  Muszę trochę odetchnąć, o ile się uda i dokonać pewnych zmian.

                                  Andrzeju, rozumiem co masz na myśli, aczkolwiek bywa tak, że daje się nie tylko
                                  uśmiech, ale i wszystko co się ma, a otrzymuje serię "kopów" od życia. Pomijam
                                  to, że kiedy krzywda dzieje się komuś bliskiemu, jest nam jeszcze trudniej, bo
                                  jesteśmy bezsilni. Myślę, że nikogo los nie rozpieszcza, ale każdy ma swoje granice.

                                  Pozdrawiam
                                  • andrzej585858 Re: wushum... 16.08.09, 17:48
                                    Jest bardzo trudno gdy krzywda dotyka osób najbliższych - to prawda, i bardziej
                                    boli niż jak mnie dotyka.
                                    Ale z tego wychodzi się a przynajmniej trzeba próbować - tak jak biblijny Hiob.
                                    Pozdrawiam także serdecznie no i mam nadzieję że jeszcze poczytam coś Twojego
                                    autorstwa :-)))
                                    • ding_yun Re: wushum... 16.08.09, 18:23
                                      Wushum,
                                      Ja się bardzo rzadko zwracam do kogoś na forum ad personam, ale tym razem to
                                      zrobię.

                                      Po pierwsze: Piszesz, że zasady na forum się zmieniły, zmieniła się atmosfera,
                                      nastały czasy cenzury odgórnej i autocenzury. Rozumiem, że tak mogłaś to odczuć,
                                      ale obiektywnie rzecz biorąc chyba nie masz racji. Jak już kilka osób pisało
                                      przede mną - burza rozpętała się i poszła sobie, a my piszemy nadal, nie ma
                                      nowej nazwy, nowego regulaminu, a wątek na offtopy powstał, żeby na przykład nie
                                      zawalać każdej innej dyskusji tematami religijnymi, bo to zaczęło przybierać
                                      niebezpieczne rozmiary. Mam wrażenie, że zaistniałe zmiany wyolbrzymiasz i
                                      dodatkowo widzisz wszystko w czarnych barwach. Ochłoń, zdystansuj się, odczekaj
                                      - może Twój pogląd na sprawę się zmieni. Ja byłam w grupie osób postulującej
                                      pewne zmiany na forum, co za tym idzie jestem na te kwestie atmosfery bardzo
                                      wyczulona. I naprawdę nie widzę jakiegoś wielkiego przewrotu, moje wrażenia są
                                      zupełnie przeciwne do Twoich. Nie twierdzę, że jedna z nas ma słuszny punkt
                                      widzenia, tylko że prawda leży gdzieś pośrodku i chyba nie jest aż tak źle, jak
                                      na pierwszy rzut oka Ci się wydaje.

                                      Po drugie: Jak rozumiem przestałaś pisać wyłącznie dlatego, że nikogo nie chcesz
                                      urazić i jeśli nawet jedna osoba ma się poczuć nieswojo z Twoim fanfikiem, to
                                      wolisz całkiem zaprzestać działalności. Powiem Ci szczerze, że nie wyobrażam
                                      sobie, jak można funkcjonować normalnie w życiu z tak ostrymi zasadami. Przecież
                                      nie tylko pisząc na forum możesz kogoś urazić, ale w realu tak samo, a nawet
                                      znacznie bardziej. Czy w życiu też stosujesz tak ostre reguły, wolisz się nie
                                      odezwać, aby ktoś nie poczuł się źle? No przecież tak się chyba nie da, do
                                      jasnej anielki.

                                      Podsumowując: do pisania nikt Cię nie zmusi, nikt też nie będzie Cię błagał
                                      zapewne. Mnie się Twoje fanfiki podobały, a byłam jedną z tych mdłych lelij co
                                      to postulowały złagodzenie obyczajów. I co teraz, hę?
                                      • anutek115 Re: wushum... 16.08.09, 20:38
                                        ding_yun napisała:

                                        Powiem Ci szczerze, że nie wyobrażam
                                        > sobie, jak można funkcjonować normalnie w życiu z tak ostrymi zasadami. Przecie
                                        > ż
                                        > nie tylko pisząc na forum możesz kogoś urazić, ale w realu tak samo, a nawet
                                        > znacznie bardziej. Czy w życiu też stosujesz tak ostre reguły, wolisz się nie
                                        > odezwać, aby ktoś nie poczuł się źle? No przecież tak się chyba nie da, do
                                        > jasnej anielki.

                                        Poniewaz przyrodzona slodycz mojego charakteru ;-))) doznała ostatnio znacznego
                                        uszczerbku, napisze to:

                                        Ding_yun, dręczyła mnie podobna wątpliwość, wskutek czego dowiedziałam sie od
                                        Wushum, że chcę jej podrzynać tetniczki, usuwać ją z padołu, i że nie chcę, by
                                        ona zyła. Oraz zostałam jej etatową dziewczynką do bicia, do którego to
                                        stanowiska nie mam (jak widać) szczególnego powołania.

                                        Uważaj, bo się za chwilę dowiesz tego samego.
                                        • nioszka Re: wushum... 16.08.09, 21:08
                                          A ja odnoszę wrażenie, że tu już dawno rozpostarto parasol ochoronny, wprawdzie nieco innego rodzaju, niż nad Ginestrą, ale jednak.
                                          • szprota Re: wushum... 16.08.09, 23:45
                                            A ja bym miała prośbę, by już tematu nie wałkować, bo chyba wszystko to, co
                                            potrzebne, zostało powiedziane.
                                            Z jednej strony: miejmy zrozumienie na złe dni, kiedy nawet dżem się nie klei.
                                            Wiele z nas zwarczało kogoś na forum bez powodu. Sama czasem wchodzę na forum z
                                            nadzieją na soczystą awanturę, do której mogę się podpiąć ;)
                                            Z drugiej strony: nie manipulujmy sobą i nie wpędzajmy w poczucie winy. Nie
                                            róbmy z siebie skrzywdzonych dziewczynek, które sądzą, że słowo "przepraszam,
                                            ale..." cofa słowa. Chociaż przeprosić zawsze warto :)
                                            Myślę, że nasza Wushum ochłonie, odpocznie i zrozumie, co jej chcemy powiedzieć.
                                            I pewnie wyjaśni nam, czemu napisała o podrzynaniu tętniczek, bo i mnie się to
                                            bardzo niefajnie czytało. Każdemu z nas zdarza się sprawić komuś niechcący
                                            przykrość (no i trudno, nie siedzimy innym w głowach i nie jesteśmy w stanie
                                            wszystkiego przewidzieć), ale to nie było niechcący. Ja osobiście mam nadzieję,
                                            że to był taki forumowy odpowiednik okrzyku kogoś bardzo obolałego, kto przez
                                            chwilę nie chciał być w tym bólu sam.
                                            • anutek115 Re: wushum... 17.08.09, 08:32
                                              Jak zwykle rozsądnie i mediacyjnie. Podziwiam twą zdolność do tonowania
                                              nastrojów, Szproto, jesteś idealną moderatorką :-).

                                              Nie mogę uwierzyć, że wchodzisz czasem na forum z nadzieją na soczysta awanturę,
                                              chyba na jakieś inne :-))).
                                              • szprota Re: wushum... 17.08.09, 17:49
                                                Miło mi to czytać. Prawda jest taka, że najczęściej na chęci podpięcia się pod
                                                awanturę się kończy :)
                                            • wushum skoro mam przepraszac 22.08.09, 00:00
                                              Przepraszam wszystkich, kto sobie życzy - proszę.
                                              Ciekawe, że tylko ja muszę, osoby które "nawtykały" i się ulotniły nic nie muszą:)
                                              Jeśli chodzi o tętniczki - proszę, cytat "z Anutka"

                                              "W takim razie, wybacz, faktycznie nie powinnas tu pisać (ani na żadnym innym
                                              forum, ani, o zgrozo, udzielac się w realu),"

                                              Uznałam więc, że ktoś chyba żywi do mnie szczerą nienawiść i zaproponowałam
                                              usłużnie poderżnięcie.
                                              Mam przeprosić, że żyję? Mogę - przepraszam. Nie unoszę się i nie strzelam
                                              fochów - mam wystarczająco dużo problemów itp. Więcej doprawdy teraz mi nie
                                              potrzeba.
                                              Pozdrawiam.
                                              Ps.: Nie łudźmy się. W bólu jest się zawsze tylko i wyłącznie samemu.
                                              • dakota77 Re: skoro mam przepraszac 22.08.09, 00:07
                                                A kto ci nawtykal?
                                                I nie, nie musisz przepraszac. Juz mielismy na forum sytuacje, kiedy
                                                osoba przepraszala, choc nie rozumiala za co. I wiesz, w takiej
                                                sytuacji lepiej nie przepraszac.
                                                I lepiej nie strzelac fochow, niz pisac, ze sie ich nie strzela. Skup
                                                sie na swoich probleamch, problemach w prawdziwym zyciu, zamiast
                                                tracic czas na forumowe pierdoly. Przykladaj moze jednak do rzeczy
                                                wlasciwa miare, co?
                                                Prawdziwa nienawisc? Chyba zartujesz, I patrz wyzej, co do miary.
                                                Na litosc boska, to tylko forum internetowe!
                                              • andrzej585858 Re: skoro mam przepraszac 22.08.09, 00:29
                                                wushum napisała:

                                                > Ps.: Nie łudźmy się. W bólu jest się zawsze tylko i wyłącznie samemu.

                                                Nieprawda - Podkreślę to z cała mocą - nieprawda.
                                                Owszem zdarza się że jest się samemu ale nie zawsze i wyłącznie.
                                                Tym razem wtrącę wątek osobisty - moja córka jest chora i to bardzo poważnie
                                                chora - nieuleczalnie chora i to jest ból, chyba gorszy niż gdybym sam był tak
                                                poważnie chory - ale wiem że nie jestem sam w swoim bólu.
                                                Musi być nadzieja.
                                                Internet i jakiekolwiek forum to tylko ersatz prawdziwego życia i nie mozna słów
                                                tutaj wypowiadanych przenosić do realnego zycia tak dosłownie bo nastąpi
                                                wymieszanie dwóch światów.
                                                W momencie gdy ten wirtualny świat uzyska przewagę mozna pozostać samemu - i
                                                tylko wtedy.
                                                • wushum Re: skoro mam przepraszac 22.08.09, 01:06
                                                  Hm...
                                                  Być może w pewnym sensie rozumiem o czym piszesz.
                                                  Ja też kiedyś byłam chora - na raka. Długo by opowiadać. Miałam umrzeć, potem
                                                  miałam mieć amputację, potem...itd. Widziałam rzeczy, których nie chciałabym
                                                  widzieć i być świadkiem. Owszem - pomogli mi ludzie. Ale i tak człowiek zostaje
                                                  ze swoim problemem i bólem sam.
                                                  Potem moja mama miała raka. Owszem - kiedy dotyczy to bliskiej osoby jest bardzo
                                                  ciężko. Musiałam się trzymać i udawać, że nic mnie nie rusza. Ci których
                                                  wspierałam w ich dołach nagle poznikali. Inni tylko dawali kopa - podobno żeby
                                                  mi pomóc. Teraz jest lepiej - wyłącznie "drobne nieszczęścia" - wypadek,
                                                  rezygnacje z ważnych spraw dla dobra innych, pomoc osobom którym winna jestem
                                                  pomoc, całe dnie słyszę przykrości.

                                                  Wg mnie nie można usprawiedliwiać, że słowa wypowiedziane Tu, są nierealne. Czy
                                                  to nie prosta droga do braku odpowiedzialności i konsekwencji za wszystko?
                                                  Ludzie chcą uciec od tego, bo to nie wygodne. Ale jesteśmy sami. Mnie ta prawda
                                                  początkowo przerażała, ale nie można od nikogo wymagać wsparcia, ani niczego.
                                                  Życie takie jest.
                                                  • rozdzial43 Re: skoro mam przepraszac 23.08.09, 13:10
                                                    wushum napisała:


                                                    > Wg mnie nie można usprawiedliwiać, że słowa wypowiedziane Tu, są nierealne. Czy
                                                    > to nie prosta droga do braku odpowiedzialności i konsekwencji za wszystko?
                                                    > Ludzie chcą uciec od tego, bo to nie wygodne. Ale jesteśmy sami. Mnie ta prawda
                                                    > początkowo przerażała, ale nie można od nikogo wymagać wsparcia, ani niczego.
                                                    > Życie takie jest.

                                                    To prawda, że cierpienia nikt za nas nie przecierpi i że z bólem też mierzymy
                                                    się sami. Ale sami nie jesteśmy, o nie. Na przykład ja jestem teraz z Tobą myślą
                                                    i życzeniami odwrócenia złego losu. Wiem, że to bardzo mało, tyle prawie co nic,
                                                    bo to tylko internetowe forum.

                                                    Wushum kochana, potrzebujesz wyraźnie odprężenia i troszku rozrywku. Ja mam
                                                    nawet pomysł, na czym powinnaś się obecnie w wolnej chwili skupić. Otóż
                                                    powinnaś, tak, zdecydowanie jest Twoją powinnością, a nawet obywatelskim i
                                                    moralnym obowiązkiem dokonanie kontynuacji opisania dalszych dziejów autorki w
                                                    ciele swego dzielnego i miłego wytworu.

                                                    Ja jestem szczególnie ciekawa, jak to się wszystko skończy i czy Natalia
                                                    esemesuje do Gaby, kiedy jest w toalecie ("wiem co robisz").

                                                    Pozdrawiam Cię ciepło i trzymam kciuki za Ciebie w realu.
                                              • andrzej585858 Re: skoro mam przepraszac 22.08.09, 00:49
                                                Tak jeszcze odnośnie pozostawania samemu pozwolę sobie na podanie linku do
                                                bardzo ciekawego artykułu - jeżeli oczywiście uda mi sie to zrobić poprawnie:
                                                gazetapraca.pl/gazetapraca/1,67734,6519491.html
                                                • wushum Re: skoro mam przepraszac 22.08.09, 01:09
                                                  A czytałam.
                                                  Owszem - podziwiam.
                                                  Ja też kiedyś komuś pomagałam, potem próbowałam pomagać... potem dowiedziałam
                                                  się że byłam naiwna:) a ludzie z misją nie są nikomu potrzebni.
                                                  • wushum Re: skoro mam przepraszac 22.08.09, 01:25
                                                    Ps.: A tak serio - już ponad tą dyskusją - może potrzeba jakiejś pomocy? Nie
                                                    wiem co jest Córce i czy są jakieś możliwości, ale może są? Może trzeba jakichś
                                                    lekarzy, leków? Czy czegoś.
                                                    Ja oczywiście niewiele mogę, ale zawsze "stadnie" można coś próbować wymyślić itp.

                                                    Pozdrawiam
                                                  • andrzej585858 Re: skoro mam przepraszac 22.08.09, 10:19
                                                    Dziękuję własnie za to co napisałaś.
                                                    Tak "stadnie" mozna coś próbować pomóc, wymyśleć. Jest gdzieś w nas, tak w
                                                    środku, niechęć do ujawniania bólu, cierpienia. Lęk przed tym że nie zostanie
                                                    się zrozumianym, świadomość że tak naprawdę nie potrafimy nikomu wytłumaczyć
                                                    naszego bólu i cierpienia.
                                                    Tak, w tym zawsze jesteśmy samotni, gdyż każdy zarówno ból jak i radość są tak
                                                    bardzo indywidualne. Ktoś napisał że cierpienie odczłowiecza, i w tym też jest
                                                    duża część prawdy i może dlatego z jednej strony tak bardzo potrzebuje się wtedy
                                                    drugiego człowieka a jednocześnie tak bardzo odpycha się jego?
                                                    Agresja jest bardzo zrośnięta z cierpieniem.
                                                    Dylemat Hioba - dlaczego to mnie dotyka cierpienie.
                                                    W takich momentach znikają gdzieś przyjaciele, znajomi - raz ze sami nie
                                                    potrafią odnależć się w takiej sytuacji, poza tym sami często ich wystraszamy
                                                    właśnie poprzezpewnego rodzaju agresję, licytację problemów.
                                                    Ale mimo to warto pomagać - dla mnie jest to związane z wiarą, z tym że dobro
                                                    które komuś przekazę nie jest próżnym gestem, ono kiedyś uwidoczni się czy to w
                                                    moim życiu czy też w życiu innego człowieka. Bo chyba nie chodzi o to aby tu i
                                                    teraz widzieć skutki swojego postępowania - właśnie dlatego życie ludzi którzy
                                                    bezinteresownie nieraz poświęcają się dla innych ma sens.

                                                    Jeszcze raz dziękuję za dobre słowa. Moja córka jest w tej chwili w szpitalu a
                                                    na 2 pażdziernika ma już wyznaczony termin na kompleksowe badania w Centrum
                                                    Zdrowia Dziecka być może wtedy będzie już wiadomo coś bardziej konkretnego - nie
                                                    zawaham się wtedy gdy zajdzie taka potrzeba prosić o pomoc.

                                                    Taj jeszcze na koniec - trochę juz lat przeżyłem i w ogóle dużo przeżyłem ale
                                                    jeszcze nie straciłem wiary w drugiego człowieka jak i wiary w dobroczynne
                                                    działanie ESD. Naiwność? - być może - ale z drugiej strony - "jeżeli nie
                                                    staniecie się jak dzieci".
                                                  • kebbe Re: skoro mam przepraszac 22.08.09, 10:54
                                                    Andrzej, masz wiadomość w gazetowej skrzynce.pzdr
                                                  • andrzej585858 Re: skoro mam przepraszac 22.08.09, 12:11
                                                    Nie wytrzymam jednak, bo tak jakoś mimo pochmurnego nieba czuję się radośnie.
                                                    Bardzo dziękuję za wszystkie ciepłe słowa i naprawdę realną pomoc - dziękuję
                                                    kebbe a także ateh7.
                                                    Po prostu muszę o tym napisać i podziękować, choć słów mi brakuje.

                                                    W ogóle wszystkim na tym forum dziękuję - za wszystko.
                                                  • onion68 Re: skoro mam przepraszac 22.08.09, 21:01
                                                    Moja córka jest w tej chwili w szpitalu a
                                                    > na 2 pażdziernika ma już wyznaczony termin na kompleksowe badania w Centrum
                                                    > Zdrowia Dziecka być może wtedy będzie już wiadomo coś bardziej konkretnego

                                                    Andrzeju, życzę powodzenia terapii i wszystkiego dobrego dla Twojej rodziny.
                                                  • lutecja4 Re: skoro mam przepraszac 22.08.09, 23:36
                                                    Andrzeju, ja również przesyłam Tobie i Twojej rodzinie życzenia tego, by
                                                    wiadomości i rokowania okazały się dobre i żeby wszystko szło po Waszej myśli
                                                    trzymajcie się

                                                  • andrzej585858 Re: skoro mam przepraszac 23.08.09, 21:16
                                                    Jeszcze raz dziękuje za wszystkie ciepłe słowa, te zamieszczone tutaj na forum
                                                    jak i te skierowane do mnie prywatnie.
                                                    Miło być pośród miłych osób - chocby nie wiem jak to banalnie brzmiało.
                                                  • wushum Re: skoro mam przepraszac 24.08.09, 14:25
                                                    Ja w sumie nie zadawałam sobie pytań w stylu Hioba, bo jeśli nie ja, to przecież
                                                    ktoś inny. /Najwyżej ile jest się w stanie wytrzymać/
                                                    Trzymam kciuki za zdrowie córki i w razie czego, można gdzieś poszukać pomocy.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • andrzej585858 Re: skoro mam przepraszac 26.08.09, 21:34
                                                    Dziękuję za dobre słowo, tym bardziej że nie jest za dobrze - w piątek rano
                                                    zostanie przewieziona do drugiego szpitala na badania tym razem neurologiczne.
                                                    Najgorsze jest bezradność lekarzy - nie wiemy co się dzieje - diagnoza po
                                                    półtora miesiącu pobytu w szpitalu.
                                                    Może też nie powinienem pisać o tym - ale trochę mnie nosi od dłuższego czasu.
                                                  • marslo55 Re: skoro mam przepraszac 14.09.09, 11:55
                                                    Andrzeju, ja też przesyłam Twojej córce życzenia szybkiego powrotu
                                                    do zdrowia, i zapewniam, że dobrze się jest z kimś podzielić takim
                                                    zmartwieniem - inaczej człowiek zaczyna się rozklejać w
                                                    najniewłaściwszych momentach. A tak wyrzuci z siebie choć trochę
                                                    tego niepokoju i ma więcej siły, by móc stawić czoła sytuacji.
                                  • maitresse.d.un.francais Re: wushum masz maila nt 14.09.09, 00:10
                                    • wushum Re: wushum masz maila nt 14.09.09, 16:58
                                      ?
                                      Nic nie znalazłam.
                                      Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka