Dodaj do ulubionych

Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze...

29.07.09, 14:49
...nie obrobiliśmy tyłka?
Po różnych wątkach szlajają się Tomasz i Roma. A ja myślę, ze czas zrobić im
porządną forumoanalizę.
"Kłamczucha"
Poznajemy ich, gdy Tomcio ma 6 lat, Roma 5(?) - zawsze mimo woli myślałam o
nich jako o bliźniakach zresztą i strasznie mnie dziwiło, czemu rozdzielają
ich w szkole.
Dzieci pomysłowe, twórcze, jelitko, jedna małpa długiej małpie... Rewelacyjne
maluchy, bardzo realistyczne (zwłaszcza jak na MM ;)), dorastające przy
niespełnionej Tosi nurzającej w mydlinach delikatne dłonie pianistki oraz przy
Mamercie-furiacie-wariacie-choleryku.
"Noelka"/"Pulpecja"
Tomasz wygląda na zrównoważonego młodego faceta z dość stabilnym
światopoglądem, dążącego do życia na własny rachunek, samodzielności i
własnych wyborów. Te są, nieprawdaż, negowane przez Mamerta {epitety wyżej}.
Tomasz ewidentnie chciałby mieć z ojcem dobre stosunki, ale wie, że i tak to
jak walenie głową w ścianę. Ima się dorywczych zajęć więc jest samodzielny i
ma realistyczne podejście do rzeczywistości. Wiąże się z Elką, która, pozwolę
sobie pospekulować, zbytnie wzloty Tomaszowe szybko sprowadzi na ziemię i w
gruncie rzeczy związek wydaje się być z dużymi szansami na przyszłość.
W tym samym czasie Roma przezywa nieszczęśliwą miłość do Baltony, a następnie
błyskawicznie zaręcza się z, co pozwolę sobie podkreślić, przypadkowym facetem
(ale takim, którego rodzice będą dobrze widzieli - młodym lekarzem z kliniki
tatuńcia). Są to już drugie zaręczyny na chybcika, dla zaleczenia ran - jedne
ukarane śmiercią żony (Robrojek), drugie wydają się być dorzeczne, Roma donosi
raczej o pozytywach życia małżeńskiego (jakieś narty w Alpach? dobrze
pamiętam?). Jednocześnie z nieszczęśliwą miłością Roma czyta Susan Forward i
wyczytuje tam ewidentnie dowody na toksyczność własnego kręgu rodzinnego.
Wydaje się być bardzo nieszczęśliwa i niezrozumiana pod każdym względem.
W nowszych częściach Mamerciątka niemalże zanikły.
No więc? Co sobie wychowali Mamert i Tosia? Jak na życie ich dzieci wpłynęły
ich charaktery i zachowania? Jakie będzie wg was dalsze życie T i R?
Obserwuj wątek
    • jottka Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 29.07.09, 14:56
      yyy, ja bardzo lubię tomcia i romcię, ale nie wiem czemu nigdy mi elka nie
      pasowała do tomcia podrośniętego, w ogóle żadna panienka by mi nie pasowała,
      moim zdaniem on tę kwiaciarnię razem z jakże męskim baltoną założył z
      niespełnionej miłości ku niemu:)

      • slotna Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 29.07.09, 15:12
        Mozliwe, ze i taki mial motyw ;)) Ale jednak uwazam, ze Tomcio byl bi i Elka jako dziewczyna zdrowa, hoza, energiczna i pyskata pasowala do niego jak najbardziej :) Z zadna smetnofiranowa go nie widze absolutnie.

        Romci mi szkoda i to podwojnie: raz jako czlowieka, biednej brzyduli z piekna przyjaciolka (ta scena u fotografa, Boze, jak mi okropnie zawsze smutno, gdy to czytam) i niespelniona miloscia. Dwa, jako postaci literackiej, potraktowana zostala z buta, a wydaje mi sie, ze miala potencjal, co by zostac prawdziwa bohaterka z krwi i kosci - cyniczna i bez tla w postaci rodzinnego ciepelka.
        • jottka Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 29.07.09, 15:21
          bi może być, ale wielkie uczucie do baltony i tak im moim zdaniem szarpało:)

          a romy szkoda, zwłaszcza że ona mi trochę nie pasuje (tzn. mała romcia i
          późniejsza roma) na takie tragiczno-głupie odloty. egocentryczna i ekscentryczna
          roma to żaden materiał na firanę, a coś takiego z niej zrobiono, tylko, bo ja
          wiem, artystkę? ale nie od recytowania wierszyków, tylko brutalnych instalacji,
          skandalicznych happeningów czy cóś.
      • andrzej585858 Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 29.07.09, 16:05
        jottka napisała:

        > yyy, ja bardzo lubię tomcia i romcię, ale nie wiem czemu nigdy mi elka nie
        > pasowała do tomcia podrośniętego, w ogóle żadna panienka by mi nie pasowała,
        > moim zdaniem on tę kwiaciarnię razem z jakże męskim baltoną założył z
        > niespełnionej miłości ku niemu:)

        To się nazywa mieć fantazję - Tomcio biseksualny - toż Mamert chyba by się
        pochlastał. Nie dość że syn nie poszedł w ślady ojca, brak stabilnego i
        praktycznego zawodu - swoją drogą jest coś wspomniane na temat jego
        wykształcenia bo jakoś nie pamiętam? - to jeszcze upodobania dość ekstrawaganckie.
        Poza tym - nie za duzo tych niespełnionych oczekiwań? - czemuż to Tosia miałaby
        być niespełnioną pianistką? - jakoś nie widać tego jak mi się wydaje,
        Natomiast postawa Romy w związku z nagłym żamążpójściem jest trochę z gatunku -
        na złość mamie odmrożę sobie uszy.
        • staua Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 29.07.09, 16:31
          Chyba Tosia nie jest az tak niespelniona jak pani Schoppe, ale
          troche jej czasem zdaje sie zal, ze tylko pracuje w swietlicy.

          Tomcia lubie, chociaz dla mnie to typ przyjaciela-nie-chlopaka
          (sporo takich bylo w moim zyciu). Roma zdecydowanie ma traume z
          dziecinstwa (dlaczego?) i chyba nie wydobyla sie z niej po okresie
          dojrzewania. Szkoda, bo podobaly mi sie wzmianki o jej cietym jezyku
          i odpowiednio pokierowana moglaby byc ciekawa bohaterka.

          W "Sprezynie" Patrycja mowi o mezu i dzieciach Romy, ze znalazla ich
          w NK i ze maz to George Clooney z uszami jak Plastus (ciekawe,
          dlaczego na odleglosc i nawet teraz musi byc zlosliwa w stosunku do
          Romy, przeciez ma swojego Baltone).
          • jottka Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 29.07.09, 16:44
            staua napisała:

            > i ze maz to George Clooney z uszami jak Plastus (ciekawe, dlaczego na
            odleglosc i nawet teraz musi byc zlosliwa w stosunku do Romy, przeciez ma
            swojego Baltone).


            bo jak sie nagle okazało, że do romy-brzyduli przynależny jest clooney, to musi
            on co najmniej obgryzać paznokcie:) równowagę duchową trzeba zachować, baltonę o
            kluunizm ciężko posądzić, niezależnie od licznych zalet:)
            • staua Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 29.07.09, 16:51
              Zalamalam sie, zobaczywszy Baltone w Sprezynie - w Pulpecji mi sie
              podobal nawet (od czasow Bobcia to byl jedyny tom, gdzie mi sie
              podobal).
              Na pewno Patrycja sie pociesza, maz Romy nie moze miec uszu jak
              Plastus, skoro jest tak przystojnym lekarzem, dawno by skorygowal
              (dzieciom tez).
          • iwoniaw Patrycja a Roma dziś 29.07.09, 19:56
            Mnie w ogóle dziwi, że Patrycja, która się niby z Romą przyjaźniła,
            dowiaduje się o tym, co u niej, ze zdjęć na NK. No tak, sprawa z Baltoną
            (ale egocentryczna Pulpa razej nie zwróciła uwagi na to, że on się R. podoba,
            więc zawsze dziwne było dla mnie, że nie dążyła do utrzymania znajomości i
            wyjaśnienia, o co właściwie chodzi z nagłym zerwaniem kontaktów). W dodatku
            Kowalikowie to przecież "przyjaciele domu" Borejków, też nic nie wiedzieli, co
            tam u nich? No i skoro już Pulpa odnalazła Romę na NK to nie napisała maila? R.
            nie odpowiedziała, że tak tylko sobie spekulują na podstawie fotki?

            No, a złośliwy komentarz na temat wyglądu małżonka znajomej jako pierwsza
            nasuwająca się refleksja na jej temat to naprawdę niemiłe i takie niskie...
            • kkokos Re: Patrycja a Roma dziś 29.07.09, 20:10
              > No, a złośliwy komentarz na temat wyglądu małżonka znajomej jako pierwsza
              > nasuwająca się refleksja na jej temat to naprawdę niemiłe i takie niskie...

              nie nie, to nie chodzi w ogóle o męża romy czy pulpę. chodzi o naszą-klasę -
              pani MM nie pochwala, więc pokazuje, że n-k budzi wyłącznie najgorsze instynkta.
              i tyle.
              • iwoniaw E, chyba nie :-) 29.07.09, 20:13
                Wszak jej córka też ma (miała?) konto na NK.
                • kkokos Re: E, chyba nie :-) 29.07.09, 20:19
                  iwoniaw napisała:

                  > Wszak jej córka też ma (miała?) konto na NK.

                  to nie ma znaczenia - sprężyna pisana byłą w okresie pełnego szaleństwa n-k,
                  kiedy wszyscy o tym dyskutowali i niektórym wydawało się, że do dobrego tonu
                  należy wyśmiewać się z tego, że ludzie na n-k to nic tylko swoje zdjęcia z nart
                  w alpach lub z wycieczki do egiptu lub na tle cudzego mercedesa wrzucają. pani
                  MM bardzo mi pasuje do takiego sposobu myślenia. choć oczywiście to tylko moje
                  spekulacje i mogę się mylić.
          • kkokos Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 29.07.09, 20:28
            Roma zdecydowanie ma traume z
            > dziecinstwa (dlaczego?) i chyba nie wydobyla sie z niej po okresie
            > dojrzewania. Szkoda, bo podobaly mi sie wzmianki o jej cietym jezyku
            > i odpowiednio pokierowana moglaby byc ciekawa bohaterka.
            >

            zgadzam się - tym bardziej ciekawa po doświadczeniu z niespełnioną młodzieńczą
            miłością. znacznie ciekawsze były perypetie romy próbującej dojść do siebie i do
            ładu ze sobą i światem po tym, jak jej najlepsza przyjaciółka niezupełnie
            świadomie zgarnęła jej ukochanego sprzed nosa niż perypetie kolejnej szczęśliwie
            zakochanej panny ze złotą nicią.
            nie wiem, jaką traumę z dzieciństwa może mieć roma, bo ewidenentie w tych
            opisach jej dzieciństwa, które dostajemy, traumy nie ma
            • staua Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 29.07.09, 20:35
              Wyimaginowana traume :-) Czesto silniejsza niz rzeczywista. U Romy
              wynikla z projekcji teorii z "Toksycznych Rodzicow" i innych podobnych
              poradnikow.
              • jottka Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 29.07.09, 20:39
                to by koszmarnie głupia musiała być, a nie była:) w powieściach widzimy dobre
                dzieciństwo, kontakt i z rodzicami, i z bratem, udane małżeństwo rodziców,
                inteligencję itepe posiadała, rozpacz, że paskudna jestem, każda w życiu
                przechodzi, no ta postać odczapnie poprowadzona jest, a nie jak trzeba, o:)
                znaczy inna postać na każdy tomik w zależności od potrzeb.
              • kkokos Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 29.07.09, 20:41
                U Romy
                > wynikla z projekcji teorii z "Toksycznych Rodzicow" i innych podobnych
                > poradnikow.

                e tam, a kto w wieku nastoletnim nie ma podobnych traum? komu się nie wydaje, ze
                jego rodzice to najtoksyczniejsi na świecie, hę? ale z tego się wyrasta, na boga
                • truscaveczka Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 30.07.09, 07:26
                  Gorzej, jak rodzice są toksyczni. A ze stosunku Tomasza do ojca widać, że
                  Mamertowie tak zupełnie wporzo to nie byli :/
                  • kkokos Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 30.07.09, 13:20
                    truscaveczka napisała:

                    > Gorzej, jak rodzice są toksyczni. A ze stosunku Tomasza do ojca
                    widać, że
                    > Mamertowie tak zupełnie wporzo to nie byli :/

                    nie zgadzam się, by wnioski o tym, jacy są rodzice, wyciągać z
                    niechęci ich dzieci do nich - z tego powodu, o którym pisałam
                    powyżej: 99 proc. nastolatków uważa, że ich rodzice są najgorsi na
                    świecie.
                    i powtórzę - przemiana mamerta w potwora jest dla mnie kompletnie
                    niewiarygodna, bo w kłamczusze mamertowie są bardzo dobrymi
                    rodzicami.
                    • staua Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 30.07.09, 15:05
                      Tez mysle, ze obiektywnie Mamert i Tosia sa OK, ale uwazam, ze Romie
                      jednak nie przeszlo do konca (chociaz kto wie, w sumie nie wiadomo,
                      jaka jest teraz), ale nie bardzo mam pomysl, jak tlumaczyc jej
                      zajadlosc prowadzaca az do slubu na zlosc (inaczej niz wyimaginowana
                      trauma).
                      Nie zgadzam sie, ze stosunek do rodzicow jest funkcja inteligencji.
                      Duzo sobie mozna wmowic, a czasem wiecej, bedac calkiem
                      inteligentnym paranoikiem.
                      • staua Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 30.07.09, 15:07
                        > Duzo sobie mozna wmowic, a czasem wiecej, bedac calkiem
                        > inteligentnym paranoikiem.

                        Przepraszam za to zdanie, koszmarny skrot myslowy.

                        Mozna sobie duzo wmowic. Bedac inteligentnym paranoikiem ma sie
                        punkt wyjscia do tworzenia wielopietrowych teorii spiskowych, ktore
                        mozna racjonalnie sobie odrzucac, ale gdzies gleboko nadal siedza i
                        mecza.
                      • aganoreg Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 30.07.09, 15:27
                        staua napisała:

                        > Tez mysle, ze obiektywnie Mamert i Tosia sa OK, ale uwazam, ze
                        Romie
                        > jednak nie przeszlo do konca (chociaz kto wie, w sumie nie
                        wiadomo,
                        > jaka jest teraz), ale nie bardzo mam pomysl, jak tlumaczyc jej
                        > zajadlosc prowadzaca az do slubu na zlosc (inaczej niz
                        wyimaginowana
                        > trauma).

                        Ten szybki slub to moze byc reakcja na odrzucenie przez Baltone.
                        Potem byl Wojtek, ktory zachwycil sie Pulpa (kolejny facet, ktory
                        wybral jej przyjaciolke). W sumie trudno sie dziwic, ze jak sie
                        jakis facet trafil, byc moze sensowny (skoro chyba ciagle sa razem?)
                        to Roma wolala nic nie mowic Patrycji, zeby sie kolejny kandydat nie
                        zauroczyl wielorybem w blekitach. Szast prast slub i wyjazd. Traumy
                        szukalabym raczej tutaj, w relacji Romy z Patrycja.
                        • mmaupa Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 30.07.09, 15:31
                          > Ten szybki slub to moze byc reakcja na odrzucenie przez Baltone.
                          > Potem byl Wojtek, ktory zachwycil sie Pulpa (kolejny facet, ktory
                          > wybral jej przyjaciolke). W sumie trudno sie dziwic, ze jak sie
                          > jakis facet trafil, byc moze sensowny (skoro chyba ciagle sa razem?)
                          > to Roma wolala nic nie mowic Patrycji, zeby sie kolejny kandydat nie
                          > zauroczyl wielorybem w blekitach. Szast prast slub i wyjazd. Traumy
                          > szukalabym raczej tutaj, w relacji Romy z Patrycja.

                          O, to, to.
                          • staua Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 30.07.09, 16:15
                            Nie pomyslalam o tym, chyba dlatego, ze patrze przez pryzmat wlasnych
                            doswiadczen, a nigdy nie mialam takiej kolezanki, natomiast rebelie
                            przeciw rodzicom owesze, przezylam.
                            Alerywalizacja z Patrycja to rzeczywiscie bardziej prawdopodobne
                            wyjasnienie szybkiego zamazpojscia.
                            • jottka Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 30.07.09, 16:19
                              jednakowoż uważam, że rozdrapy na temat 'ukochana przyjaciółka zabiera mi
                              wszystkich facetów' niezwykle rzadko kończą się braniem ślubu z pierwszym
                              lepszym, chyba że dysponujemy mózgiem rozwielitki, a - powtórzę - roma się
                              zdecydowanie wyżej sytuowała.

                              natomiast informacje ex post pozwalają na sensowniejsze rozwiązanie kwestii - no
                              jak na mnie by zaczął lecieć clooney, nawet z uszami, to też bym nie
                              zastanawiała sie przesadnie długo:)
                              • yowah76 Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 30.07.09, 18:25
                                Moze to byl pierwszy, ktorego sie udalo na tyle dlugo ukrywac przed
                                Patrycja, zebu zdazyl sie zdeklarowac ;)
                              • aganoreg Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 30.07.09, 21:08
                                jottka napisała:

                                > jednakowoż uważam, że rozdrapy na temat 'ukochana przyjaciółka zabiera mi
                                > wszystkich facetów' niezwykle rzadko kończą się braniem ślubu z pierwszym
                                > lepszym, chyba że dysponujemy mózgiem rozwielitki, a - powtórzę - roma się
                                > zdecydowanie wyżej sytuowała.
                                >

                                Zdaje sie, ze mamy tu znowu do czynienia z blyskawicznym romansem. Trzy dni i
                                zareczyny, czemu nie? U MM wszak to normalka.

                                A ze Clooney ;) to tylko cieszyc sie, ze Romie sie poszczescilo.
                      • aganoreg Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 04.08.09, 17:25
                        staua napisała:

                        > Tez mysle, ze obiektywnie Mamert i Tosia sa OK, ale uwazam, ze
                        Romie
                        > jednak nie przeszlo do konca (chociaz kto wie, w sumie nie
                        wiadomo,
                        > jaka jest teraz), ale nie bardzo mam pomysl, jak tlumaczyc jej
                        > zajadlosc prowadzaca az do slubu na zlosc (inaczej niz
                        wyimaginowana
                        > trauma).

                        Wlasnie odswiezam Pulpecje. Nie ma tam wzmianki o slubie, a jedynie
                        o hucznych zareczynach. Czyli nie jest tak zle :) Przeciez zareczyny
                        to jeszcze nie slub, moge sobie wyobrazac, ze zdazyli sie dobrze
                        poznac przed ostatecznym krokiem.
                  • croyance Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 01.08.09, 15:20
                    A ktorzy sa tak w 100% wporzo? Kazdy ma cos tam na sumieniu, i smieszne
                    jest dopisywanie sobie 'traum' tylko dlatego, ze swiat i ludzie nie sa
                    idealni.
            • yowah76 Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 30.07.09, 18:33
              No, na pewno ma traume skutkiem kar fizycznych ;)))
              Ciekawe, czy w ktoryms tomie pojawi sie terror laktacyjny, zeby tak
              juz bylo calkiem na czasie...
    • soova Mamert 29.07.09, 16:31
      Muszę powiedzieć, że mnie się postać Mamerta zawsze podobała (chociaż mogła na to mieć wpływ po części kreacja Wspaniałego Leonarda Pietraszaka w ekranizacji "Kłamczuchy"). Normalny, ciężko pracujący facet z krwi i kości, który chce zapewnić przyzwoity byt swojej rodzinie. Sceny z karą cielesną wymierzaną dzieciom nie odbierałam tak bardzo dosłownie: postępował zgodnie z obowiązującymi w tamtych czasach standardami wychowawczymi, a z tego, co pamiętam, lanie było takie bardziej symboliczne i na postrach niż realne. Mamert w Neojeżycjadzie przedstawiany jest już raczej w ciemniejszych barwach, zwłaszcza nie podoba mi się, że autorka tak a priori robi z niego czarny charakter, który żąda od syna, żeby kontynuował lekarską karierę. Tymczasem, po pierwsze, któryż ojciec lekarz, adwokat, przedsiębiorca itp. nie chciałby, żeby dziecko poszło w jego ślady? Po drugie, całą sprawę znamy tylko z relacji jednej strony, syna obrażonego na ojca - filistra (co z kolei jest dość normalne, ale nie zawsze oznacza, że ten ojciec jest kimś już zupełnie do niczego).

      Co do postaci Romy, zgadzam się w 100%. Szkoda, że została wpisana w musierowiczowski mechanizm życiowy zobowiązujący wszystkie panny z Jeżyc do zaręczyn z chwilą odbioru świadectwa maturalnego.

      A Tosia była niespełnioną pianistką. W środowisku muzycznym nauczanie w domu kultury to naprawdę niespełnienie. Oczywiście zakładając, że Tosia miała dyplom z wydziału instrumentalnego, a nie z wychowania muzycznego.
      • andrzej585858 Re: Mamert 29.07.09, 16:48

        >
        > A Tosia była niespełnioną pianistką. W środowisku muzycznym nauczanie w domu ku
        > ltury to naprawdę niespełnienie. Oczywiście zakładając, że Tosia miała dyplom z
        > wydziału instrumentalnego, a nie z wychowania muzycznego.

        W tym kontekście to być może i tak. Tylko że to , jak mi się zdaje, problem
        który w ogóle chyba dotyka absolwentów szkół artystycznych.
        Nie każdy pianista będzie Zimermannem i nie kazdy aktor Holoubkiem niestety, a
        halabardę w teatrze też ktoś nosić musi i dzieci uczyć.
        Tylko czy musi to zaraz wiązać się z niepełnieniem?

        Mamerta też bardzo lubię zwłaszcza za jego : "Kompletnie sie wtedy ur... to
        jest, świetnie się wtedy bawiliśmy".

        Wyobraża sobie ktoś Ignacego wypowiadającego podobną kwestie?
        • jottka Re: Mamert 29.07.09, 16:51
          mętnie pamiętam, ale w kłamczusze chyba coś było na ten temat - tzn. nie od razu
          tak jak ta nieszczęsna schoppe, ale coś o pianistce, która, no cóż, inne
          priorytety zaważyły, że tak powiem. nie mam bladego pojęcia, czemu mi sie tak
          majaczy, ale ona jakoś sie różniła w odbiorze od całościowo zadowolonej z życia
          mamy żakowej, też w końcu artystki z papierami:)
      • jottka Re: Mamert 29.07.09, 16:49
        soova napisała:

        > postępował zgodnie z obowiązującymi w tamtych czasach standardami wychowawczymi


        na podstawie tego, co widuję w galeriach handlowych, oraz walki w sejmie o
        'prawo do klapsa' nie posunęłabym się do twierdzenia, że to standardy minionej
        epoki. od prywatnej wrażliwości i przyzwoitości człowieka to zależy, choć teraz
        szczęśliwie głośno się mówi o różnorakiej przemocy w rodzinie.

        znaczy i kiedyś można było spokojnie dzieci nie bić (moja babcia swych licznych
        dziatek w epoce jeszcze dawniejszej nie biła), i teraz można spokojnie dziecko
        lać w imię wyższych ideałów:(
        • staua Re: Mamert 29.07.09, 16:54
          Bo bicie zalezy glownie od temperamentu rodzica i umiejetnosci jego
          powsciagania. Moj maz (Nerwus) kilka razy sie zamachnal (a synek ma 2
          lata!) wylacznie z emocji (chcial spac ;-)), a ma wspaniala teorie do
          tego dorobiona. Na szzcescie bylam przy tym i do rekoczynow nie
          doszlo, ale mam nadzieje, ze uda mu sie to kontrolowac w przyszlosci.
          • jottka Re: Mamert 29.07.09, 17:01
            bam sie wchodzić w twoje życie rodzinne, ale bardzo silnie działa pamięć
            własnych przeżyć - bicie dzieci to wzorzec dziedziczony. wiadomo, że każdego
            wredny bachor może rozjuszyć (a jeszcze jak spać nie daje:), ale od złapania
            małej bestii i zabicia jej wzrokiem do wewnętrznego przyzwolenia na uderzenie
            pewna droga jest i łatwiej ją przejść, jak sie pamięta, co tatuś bądź mamusia
            robili 'dla naszego dobra'.

            tak jak niektórym sie wydaje, że można, a nawet należy bić zwierzęta, bo inaczej
            nie rozumieją. owszem, może zadziałać na krótką metę, ale co udało nam sie
            "zabić", tego nie odzyskamy.
            • staua Re: Mamert 29.07.09, 17:02
              Oczywiscie, ze tak jest i w tym przypadku! Pracuje nad tym :-)
              • jottka Re: Mamert 29.07.09, 17:05
                no to mocno trzymam kciuki:)
            • slotna Re: Mamert 29.07.09, 17:19
              Generalnie wolimy o sobie dobrze myslec, a co najmniej w kategorii "wyjscia na ludzi". Mechanizm podstawowy wyglada tak:

              Rodzice mnie bili -> jestem normalny, zdrowy, madry, silny etc -> bicie co najmniej nie szkodzi.

              Rodzice mnie nie bili -> jestem normalny, zdrowy, madry, silny etc -> bicie co najmniej nie jest konieczne.

              A reszta to juz cechy osobnicze, wrazliwosc, rozum, doswiadczenie, wysztalcenie, zdawanie sobie sprawy z pewnych prawidel psychologicznych etc. Mnie bili, ja bic nie bede (oby!!!).
        • soova Re: Mamert 29.07.09, 17:24
          jottka napisała:


          > na podstawie tego, co widuję w galeriach handlowych, oraz walki w sejmie o 'prawo do klapsa' nie posunęłabym się do twierdzenia, że to standardy minionej epoki.

          Tak, oczywiście. O dawnych standardach napisałam trochę asekurancko ;), żeby zapobiec chyba niekoniecznie potrzebnej dyskusji o biciu dzieci. Faktem jest, że dziś propaganda przeciw biciu jest na tyle duża, że dyskomfort psychiczny po klapsie odczuwa wielu rodziców, którzy w tych samych okolicznościach w tamtych czasach w ogóle by go nie odczuli.
          • verdana Re: Mamert 29.07.09, 18:43
            Teraz dyskomfort psychiczny po klapsie, nakrzyczeniu, ukaraniu
            odczuwa wielu rodzicow, a dokladnie ci rodzice, ktorzy byliby
            dobrymi rodzicami, a ciepia na tym paradoksalnie najbardziej ich
            dzieci. (Nie jestem zwolenniczka lania, ale i nie jestem
            zwolenniczka tego, ze kazdy klaps to maltretowanie dziecka, a
            nakrzyczeć nie można niezaleznie od sytuacji, bo dziecko skonczy u
            psychologa). Ci, ktorzy leją i ponizaja dyskomfortu nie mają.
            Mnie się wydaje, że Mamert był zupelnie dobrym ojcem. "Bicie" bylo
            symboliczne, dzieci się go zdecydowanie nie baly - a przeciez to
            jest sprawa kluczowa. Tymczasem standardy się zmienily. MM
            zobaczyla, ze zbyt lekko potraktowala niewybaczalene teraz w dobrym
            domu "lanie" i zrobila z Mamerta satrape, udajac, ze tak go oceniala
            od początku.

            -
            • mmaupa Re: Mamert 29.07.09, 19:54
              Tymczasem standardy się zmienily. MM
              > zobaczyla, ze zbyt lekko potraktowala niewybaczalene teraz w dobrym
              > domu "lanie" i zrobila z Mamerta satrape, udajac, ze tak go oceniala
              > od początku.

              Chyba zrobiła to niezależnie od zmiany standardów - Józinek wszakże (już w
              Neojeżycjadzie!) wspomina twardą dłoń Babi. A Babi bynajmniej nie jest kreowana
              na potwora kalibru Mamerta.
              • kkokos Re: Mamert 29.07.09, 20:09
                > Chyba zrobiła to niezależnie od zmiany standardów

                no właśnie - choć ja ani w ząb nie rozumiem tej przemiany mamerta w potwora. nie
                widzę przyczyny, nie rozumiem, co się tam takiego stało między mamertami i
                dziećmi, że ta przepaść jest tak wielka i panowie w noelce tak bardzo się nie
                rozumieją. w kłamczusze mamertowie wykazują się wielkim poczuciem humoru, które
                w zasadzie powinno chronić przed aż takim konfliktem?
                • turzyca Re: Mamert 30.07.09, 15:04
                  > no właśnie - choć ja ani w ząb nie rozumiem tej przemiany mamerta w potwora. ni
                  > e
                  > widzę przyczyny, nie rozumiem, co się tam takiego stało między mamertami i
                  > dziećmi, że ta przepaść jest tak wielka i panowie w noelce tak bardzo się nie
                  > rozumieją. w kłamczusze mamertowie wykazują się wielkim poczuciem humoru, które
                  > w zasadzie powinno chronić przed aż takim konfliktem?


                  A ja z bliska widzialam, jak przeuroczy facet, dusza towarzystwa o cudnym
                  poczuciu humoru, ukochany wujek wszystkich zaznajomionych dzieci, troche nerwus
                  i choleryk, ale w ilosciach dodajacych uroku, przeksztalcil sie w straszna
                  jednostke, ktorej kazdy stara sie unikac, jak moze. Wieczor w jego towarzystwie
                  nie nalezy juz do przyjemnosci, jest raczej tortura. Najlepszym barometrem sa
                  jego dzieci, szczegolnie starsza corka, ktora miala z ojcem swietny kontakt i ze
                  wszelkimi problemami szla raczej do ojca niz do matki, a ktora wyprowadzila sie
                  z domu jak najszybciej tylko mogla, jeszcze w trakcie studiow w rodzinnym
                  miescie, byle dalej od tatusia.
                  Skad ta nagla zmiana, nie wie nikt, ale roznica jest po prostu zwalajaca z nog.

                  Choc mam wrazenie, ze w przypadku Mamerta zmiana nie jest az tak silna, za to
                  problemy z komunikacja miedzypokoleniowa.
                  • skrzydlate.bobry Re: Mamert 31.07.09, 14:25
                    turzyca napisała:

                    > Choc mam wrazenie, ze w przypadku Mamerta zmiana nie jest az tak silna, za to
                    > problemy z komunikacja miedzypokoleniowa.

                    Ale czy czasem ta komunikacja nie kuleje tylko w przypadku jego własnych dzieci?
                    Jeśli dobrze sobie przypominam, to na przykład w scenie z wyciąganiem żarówek z
                    paszcz Pałysięcia i Strybięcia doktor Kowalik całkiem dobrze się sprawdził w
                    kontakcie z pokoleniem młodszym.
                    • k_linka Re: Mamert 31.07.09, 19:41
                      Ale to chyba nie Mamert wyciagal? Tylko mlody lekarz na dyzurze?
                      • skrzydlate.bobry Re: Mamert 31.07.09, 20:40
                        No właśnie Mamert. Aż sprawdziłam, bo zwątpiłam w swoją pamięć. I tam się
                        okazuje, że Józinek darzy go szacunkiem i ceni szczerze, a nawet ma zamiar
                        powiedzieć swoim rodzicom, jak się powinien zachowywać prawdziwy lekarz (czyli
                        jeszcze inny przykład relacji dzieci - rodzice). Ogólnie cała scena przedstawia
                        Mamerta w bardzo dobrym świetle.
                  • croyance Re: Mamert 01.08.09, 15:36
                    Widzialam kiedys taka przemiane, wiazala sie z choroba tarczycy.
              • jottka Re: Mamert 29.07.09, 20:09
                też mi sie tak wydaje, tzn. nie sądzę, żeby mm w ten akurat sposób umotywowała
                przemianę mamerta w satrapę:) on miał jednakowoż dobry kontakt ze swymi dziećmi
                w 'kłamczusze', a dopiero w późniejszych tomach tyran i materialista z niego
                wyłazi - myślę, że mm raczej potrzebna była postać srogiego ojca, żeby ukazać
                szlachetność tomciowych przekonań czy bolesne niedostosowanie romy:) a że nie
                pamiętała specjalnie, jak budowała te postacie wcześniej, to norma.
                • jottka Re: Mamert 29.07.09, 20:11
                  no kkokos, no mnie sie zdaje jak wyżej - potrzebne było dziecko-kwiat na wigilię
                  w postaci tomcia, to trzeba mu było odpowiednio wyraziste tło dorobić:) a postać
                  nierozumiejącego ojca, boga-tyrana, to znany motyw jest, tylko sie mm
                  zapomniało, że mamert przytomny był i umiał sie z siebie śmiać.
                  • kkokos Re: Mamert 29.07.09, 20:13
                    e tam, tomcio sam z siebie był w noelce wyrazisty, wcale protezy w postaci
                    ojca-okrutnika mu nie potrzeba :)
                    • jottka Re: Mamert 29.07.09, 20:14
                      ale un jest dziecko-kwiat, które musi zakwitnąć zimową nocą wbrew zimnemu,
                      strupieszałemu a materialistycznemu światu:) w ogólnej dobroci i harmonii
                      rodzinnej nici z fajerwerków:)
                      • kkokos Re: Mamert 29.07.09, 20:16
                        no to zdecydujmy się - czy piszemy powieści dla w miarę inteligentnych
                        czytelniczek podsuwając im sentencje łacińskie czy dla takich, co tylko grubą
                        kreską harlekinową i tłumaczenie jak sołtys krowie na miedzy zrozumieją :)
                        • jottka Re: Mamert 29.07.09, 20:17
                          eee? ja bym tu raczej widziała klasyczną opozycję młodzieńczego ducha mierzącego
                          siły na zamiary i tego materialnego płaza, czyli doświadczonego już niestetyż
                          pokolenia przodków, znaczy oda do młodości, te rzeczy, wcale nie harlekin:)
                          • jottka Re: Mamert 29.07.09, 20:19
                            znaczy w późniejszych tomach ok, harlekin, ale w noelce tomcio musi mieć płaza,
                            od którego się korzystnie różnicuje:)
                            • kkokos Re: Mamert 29.07.09, 20:22
                              no tak, a pyziak musi awanturować się na szosie, bo inaczej czytelniczka nie
                              dowie się, że zbłądził :)
      • ssssen Re: Mamert 30.07.09, 09:02
        Nic dodać, nic ując, nigdy nie rozumiałem tego najeżdżania na Mamerta na tym forum.
        • iwoniaw Re: Mamert 30.07.09, 09:47
          ja na tym forum nie widziałam "najeżdżania na Mamerta", natomiast uzasadnione(!)
          narzekania, że autorka poprowadziła tę postać w ciemną stronę w sposób mało
          sympatyczny i prawdopodobny psychologicznie - owszem.
          Mamert był ojcem fajnym i zaangażowanym w "Kłamczusze", by nagle w "Noelce" stać
          się antypatycznym satrapą żądającym posłuszeństwa w sprawach nieważnych i
          właściwie nie wiadomo dlaczego w ogóle podnoszonych (np. praca Tomka jako
          Gwiazdor - sam M. wszak też był w wigilię w pracy, wszyscy się umówili, że na
          wieczerzę zdążą itd.)
          I właściwie nie wiadomo, czemu MM mu to zrobiła - poza ogólną tendencją
          pokazywania świata jako zbiorowiska ponurych kreatur, z wyjątkiem oczywiście
          Borejków...
        • andrzej585858 Re: Mamert 30.07.09, 10:03
          ssssen napisał:

          > Nic dodać, nic ując, nigdy nie rozumiałem tego najeżdżania na Mamerta na tym fo
          > rum.

          Ja zaś powoli zaczynam się zastanawiać czy w ogóle jest jakaś postać wobec
          której nie ma zbyt negatywnych odczuć?


        • ateh7 Re: Mamert 30.07.09, 10:48
          Tak jak to już wcześniej napisano, zrozumiałe jest że lekarz,
          prawnik czy biznesmen chciałaby, aby dzieci poszły w jego ślady lub
          prowadziły dalej jego interesy (np. odziedziczyły rodzinną firmę).
          Natomiast nie rozumiem zupełnie jak lekarz - chirurg może nie
          rozumieć, że ktoś nie ma predyspozycji do wykonywania zawodu
          chirurga właśnie. No szczerze - ile osób spośród naszych znajomych
          potrafiłoby najpierw się kształcić w tym kierunku a potem wykonywać
          ten zawód? Jest to niewielki odsetek.

          A u MM Mamert wścieka się, że syn nie chce zostać chirurgiem,
          podczas gdy Tomek sam mówi że bałby się przeciąć komuś skórę i nie
          potrafiłby tego zrobić. To chyba lepiej, że nie wybrał sie na
          medycynę, wiedząc, że nie ma predyspozycji?
          • ateh7 Re: Mamert 30.07.09, 10:49
            Lubię Mamerta i nie podoba mi się, że autorka postanowiła z niego
            zrobić wiecznie niezadowolonego frustrata.
          • soova Re: Mamert 30.07.09, 11:58
            ateh7 napisała:

            > A u MM Mamert wścieka się, że syn nie chce zostać chirurgiem,
            > podczas gdy Tomek sam mówi że bałby się przeciąć komuś skórę i nie
            > potrafiłby tego zrobić. To chyba lepiej, że nie wybrał sie na
            > medycynę, wiedząc, że nie ma predyspozycji?

            Mamert się wścieka o to, że Tomek nie chce być chirurgiem, czy bardziej o to, że brak mu na tyle skonkretyzowanych zainteresowań, żeby sobie mógł wybrać jakiś porządny zawód, np. lekarski? O wściekaniu się za brak predyspozycji do zawodu chirurga wiemy tylko od Tomka, natomiast sam Mamert ...miał smutną, podpartą już faktami pewność, że syn jego nie będzie ani lekarzem ani prawnikiem ani też filozofem czy religioznawcą. Kiedy myślał o przyszłości Tomka, doznawał lękliwego skurczu serca, bo wyobraźnia przedstawiała mu syna opowiadającego dowcipy na scenie podrzędnego kabaretu.

            Zresztą stwierdzam, że autorka w "Noelce" realizuje swój plan zrobienia z Mamerta czarnego charakteru z powodu osiągniecia sukcesu. Zagęszcza atmosferę wokół niego, mistrzowsko przedstaiwając szczegóły :). Mieszkanie Kowalików urządziła Tosia (przedstawiona z kolei jako szara myszka w fartuchu) tak, aby było godne ordynatora szpitala w mieście wojewódzkim, samochód Mamerta ma kształt zdeformowanej lodówki, a sam Mamert odpręża się dopiero za jego kierownicą. Wszystko po to, żeby uzasadnić zupełnie niegrzeczne i niestosowne zachowanie Mamerta przy spotkaniu z Tomkiem na Wigilii u Borejków. A już zupełnie kuriozalne jest zdanie podsumowujące tę wyżej zacytowaną opinię Mamerta o synu: "Było to uczucie okropne i cios dla jego ojcowskiej ambicji". Tu już jasno widzimy Mamerta jako potwora, który wybory życiowe syna rozpatruje nie w kategoriach tego, czy przyniosą Tomkowi szczęście, ale z punktu widzenia własnych ambicji. Ten Mamert nie ma już nic wspólnego z doktorem Kowalikiem z "Kłamczuchy". :( Chciałoby się powiedzieć, że pieniądze pożarły mu duszę. :)
            • melmire Re: Mamert 30.07.09, 12:14
              Okropny cytat. Moj wlasny ojciec myslal i mysli podobnie :( Tez chcial zebym
              studiowala filozofie, grrrrr. Jak mu tak do niej po drodze, niech sie zapisze na
              uniwersytet trzeciego wieku,na!
            • ateh7 Re: Mamert 30.07.09, 12:35
              Jest taki fragment w "Noelce" gdzie Tomek mówi do Elki, że jego
              ojciec chciałby, żeby on został lekarzem i to koniecznie chirurgiem.
              Nie zacytuję dosłownie gdyż nie mam książki pod ręką.

              Ja mam wrażenie, że nowy Mamert chciałby by syn był lekarzem, ale
              skoro już wiadomo, że nim nie zostanie, to byłoby dobrze, aby wybrał
              karierę "godną syna ordynatora". I też nie podoba mi się ta
              atmosfera wokół Mamerta i w jego domu. Bo mógł on być przedstawiony
              jako człowiek, który odniósł zawodowy sukces na miarę swoich
              ambicji, jego status materialny się polepszył i teraz cieszy sie tym
              w towarzystwie żony i dwójki fajnych, inteligentnych, rozsądnych
              dzieci, którym też stworzył całkiem niezłe perspektywy.
              • aganoreg Re: Mamert 30.07.09, 12:44
                Pozwolcie, ze zacytuje. Pierwsza rozmowa z Mamertem w Noelce:

                - A gdzie Tomcio? - spytała jeszcze Gabrysia, kiedy schodzili do
                wyjścia.
                - Aaaa... - odpowiedział Mamert, nagle zniechęcony. - Biega gdzieś,
                oczywiście, w jakichś swoich sprawach. Ja już nie mam cierpliwości
                do tego chłopaka, wiesz. Uczyć się nie lubi, wciąż tylko się bawi,
                całymi dniami nie ma go w domu, a jaki się zrobił opryskliwy!
                Popatrz, nawet dziś musi być poza domem. Podobno pracuje! Kompletnie
                niepoważny człowiek. Boże, Boże, człowiek tyra dla tych dzieci jak
                głupi, życie im poświęca, chciałby, żeby do czegoś doszły, a one...
                ech! Gabrysia roztropnie milczała. Osobiście uważała, że Tomcio jest
                w porządku, ale, oczywiście, ona nie była jego ojcem, mężczyzną pod
                pięćdziesiątkę, i to mężczyzną, który odniósł sukces zawodowy, który
                miał pozycję i prestiż w środowisku. W takich sytuacjach mężczyźni
                lubią, żeby wszystko inne też było na poziomie.
                - Biedacy - powiedziała nagle i spłoszyła się, że jej feministyczne
                zapewne poglądy znalazły zbyt wyraźne ujście w słowach.

                Wedlug mnie Mamert martwi sie, ze Tomcio sobie bimba, nie uczy sie
                tylko rozrywki mu w glowie, a cala reszta jest komentarzem Gaby.

                Za to pozniej jest gorzej:

                Żadne z jego własnych dzieci nie przejawiało cienia zainteresowania
                dla medycyny, co było powodem rozżalenia doktora Kowalika na los, na
                żonę oraz na owe dzieci właśnie. Niestety.
                Roma interesowała się głównie muzyką rockową, zaś Tomcio, na którego
                Mamert liczył najbardziej, ni stąd, ni zowąd oświadczył, że idzie na
                prawo, co było nieporozumieniem od samego początku, ponieważ tym, co
                rzeczywiście interesowało biednego głupka był teatr oraz religie i
                filozofie Dalekiego Wschodu. Mamert jednak miał smutną, podpartą już
                faktami, pewność, że syn jego nie będzie ani lekarzem, ani
                prawnikiem, ani też filozofem czy religioznawcą.
                Kiedy myślał o przyszłości Tomcia, doznawał lękowego skurczu serca,
                bo wyobraźnia przedstawiała mu syna opowiadającego dowcipy na scenie
                podrzędnego kabaretu.
                Było to uczucie okropne i cios dla ojcowskiej ambicji.
                Gdybyż Idusia była jego córką! Zdolna dziewczyna, pracowita i
                ambitna, bystra i odpowiedzialna. Widywał ją przy pracy, zapowiadała
                się naprawdę dobrze. Niestety. Teraz ubzdurała sobie, że musi wyjść
                za mąż. Doktor Kowalik czarno widział w związku z tym jej przyszłość
                zawodową.
                • kkokos Re: Mamert 30.07.09, 14:01
                  > - Biedacy - powiedziała nagle i spłoszyła się, że jej
                  feministyczne
                  > zapewne poglądy znalazły zbyt wyraźne ujście w słowach.

                  no to jakaś żenadka. nie rozumiem tego cytatu


                  > cala reszta jest komentarzem Gaby.

                  zgadzam się


                  > Za to pozniej jest gorzej:

                  tak naprawdę jedyne, co mnie boli w tym cytacie poniżej, to
                  stwierdzenie "gdybyż idusia była jego córką". to jest akurat podłe -
                  chcieć "zamienić" własne dziecko na cudze.

                  ale reszta narzekań?

                  > Kiedy myślał o przyszłości Tomcia, doznawał lękowego skurczu
                  serca,
                  > bo wyobraźnia przedstawiała mu syna opowiadającego dowcipy na
                  scenie
                  > podrzędnego kabaretu.

                  a co w tym dziwnego? który ojciec nie chciałby dla swych dzieci
                  życiowego bezpieczeństwa i stabilizacji?

                  > Niestety.
                  > Roma interesowała się głównie muzyką rockową,

                  co zapewne oznacza, że całymi dniami nic nie robiła (lub robiła
                  niewiele, z musu, bez pasji i perspektyw) tylko słuchała muzyki
                  rockowej. mój syn ma na razie 13 lat, a już zaczynam mieć mieć ten
                  sam problem. pocieszam się, że przejdzie i wyrośnie - ale jeśli, jak
                  romie, nie przejdzie? doskonale sobie mogę wyobrazić, jakie to
                  frustrujące dla rodzica, gdy widzi, jak dzieci grzebią sobie
                  przyszłość (a przynajmniej odsuwają w czasie jakiekolwiek sukcesy).


                  Tomcio, na którego
                  > Mamert liczył najbardziej, ni stąd, ni zowąd oświadczył, że idzie
                  na
                  > prawo, co było nieporozumieniem od samego początku, ponieważ tym,
                  co
                  > rzeczywiście interesowało biednego głupka był teatr oraz religie i
                  > filozofie Dalekiego Wschodu. Mamert jednak miał smutną, podpartą
                  już
                  > faktami, pewność, że syn jego nie będzie ani lekarzem, ani
                  > prawnikiem, ani też filozofem czy religioznawcą.

                  jak wyżej. mamert musiał się ciężko naharować, by zyskać pozycję
                  zawodową, pewnie jeszcze uważa, że jego dzieci mają znacznie
                  ułatwiony start w stosunku do tego, z czym on się kiedyś zmagał,
                  tymczasem dzieci kręcą się w kółko w ogóle nie wiedząc, czego od
                  życia chcą. to może frustrować.

                  tylko że:
                  mamert z kłamczuchy, doszedłszy do smutnych konstatacji jak powyżej,
                  doszedłby zapewne do tego, że każdy dojrzewa w swoim tempie, że może
                  potrzebują więcej czasu na decyzje, że naciskanie do niczego dobrego
                  nie prowadzi.



                  ale ale, tak mi teraz przyszło do głowy, że narzekanie mamerta i w
                  ogóle on w noelce to jest ktoś taki jak feministka w pociągu - może
                  pani MM złośliwie sportretowała jakieś znajomego faceta po
                  pięćdziesiątce i z pozycją, który na swe dzieci narzeka, jej zdaniem
                  niesłusznie, a padło akurat na mamerta, bo się nawinął i tyle?

                  • soova Re: Mamert 30.07.09, 14:20
                    kkokos napisała:

                    > - Biedacy - powiedziała nagle i spłoszyła się, że jej feministyczne zapewne
                    poglądy znalazły zbyt wyraźne ujście w słowach.

                    no to jakaś żenadka. nie rozumiem tego cytatu

                    A ja rozumiem :). Dla mojej mamy (2 lata starsza od MM) "feministka" oznacza
                    między innymi kobietę, która otwarcie głosi swoje zdanie. Podobnie jak zrobiła w
                    tej scenie Gaba, otwarcie wyraziwszy ("zbyt wyraźne ujście w słowach") swoją
                    (niekorzystną) opinię o mężczyznach pod pięćdziesiątkę, którzy osiągnęli sukces
                    zawodowy i środowiskowy.

                    > tak naprawdę jedyne, co mnie boli w tym cytacie poniżej, to stwierdzenie
                    "gdybyż idusia była jego córką". to jest akurat podłe - chcieć "zamienić" własne
                    dziecko na cudze.>

                    Ale przyznasz, że się czasami nawet najlepszym rodzicom zdarza westchnienie (w
                    duchu! ;)), że chcieliby mieć tak grzeczne, spokojne, zdolne, ładne itp. dziecko
                    (można wstawić dowolny przymiotnik), jak ktoś tam. To stwierdzenie Mamerta
                    odczytywałabym właśnie raczej w takim kontekście. Gdyby był naprawdę potworem,
                    bez wahania pomyślałby, że wolałby za córkę mieć Idusię niż Romę. W końcu stać
                    go na to, żeby grubiańsko odmówić (kłamiąc przy tym) podwiezienia w czasie ulewy
                    Tomka i Eli z Roosevelta na Norwida.


                    > ale ale, tak mi teraz przyszło do głowy, że narzekanie mamerta i w
                    > ogóle on w noelce to jest ktoś taki jak feministka w pociągu - może
                    > pani MM złośliwie sportretowała jakieś znajomego faceta po
                    > pięćdziesiątce i z pozycją, który na swe dzieci narzeka, jej zdaniem
                    > niesłusznie, a padło akurat na mamerta, bo się nawinął i tyle?
                    >

                    A wiesz, że to może być prawda? ;)
                  • turzyca Re: Mamert 30.07.09, 14:56
                    > tylko że:
                    > mamert z kłamczuchy, doszedłszy do smutnych konstatacji jak powyżej,
                    > doszedłby zapewne do tego, że każdy dojrzewa w swoim tempie, że może
                    > potrzebują więcej czasu na decyzje, że naciskanie do niczego dobrego
                    > nie prowadzi.
                    >

                    A moze ma wrazenie, ze odpuszczenie nacisku w tym wieku skonczy sie
                    zaprzepaszczeniem szans. Mam nieco wrazenie, ze jest to nacisk nieco w stylu
                    "rob cos, cokolwiek, ale rob, nie siedz i nie marnuj zycia". Niektorym taki
                    nacisk bardzo sie przydaje.
                • turzyca Re: Mamert 30.07.09, 14:52
                  Ja bym to rozumiala podobnie jak Kkokos, ale dodala jeszcze troche na obrone Mamerta.

                  Mamert jednak miał smutną, podpartą już
                  > faktami
                  , pewność, że syn jego nie będzie ani lekarzem, ani
                  > prawnikiem, ani też filozofem czy religioznawcą.
                  > Kiedy myślał o przyszłości Tomcia, doznawał lękowego skurczu serca,
                  > bo wyobraźnia przedstawiała mu syna opowiadającego dowcipy na scenie
                  > podrzędnego kabaretu.


                  Wydaje mi sie, Mamertowi byloby wszystko jedno, czy jego syn, jesli nie szedlby juz na te ukochana mamertowa medycyne, wybralby prawo, polonistyke, czy inzynierie sanitarna. Ale chcialby, zeby jego syn mial poukladane zycie, sensowny zawod, zeby nie rozmienil swojej inteligencji i talentow na drobne. I te jego obawy nie biora sie znikad, bo Tomek juz pokazal, ze ma tendencje do takiego specyficznego samounicestwiania sie, choc autorka wprawdzie nam nie pisze, co sie wydarzylo.

                  i jeszcze troche odmienna interpretacja tego fragmentu:
                  > Żadne z jego własnych dzieci nie przejawiało cienia zainteresowania
                  > dla medycyny

                  Mam wrazenie, ze Mamert nie bylby kolejnym z rzedu lekarzem, ktory za wybor innego zawodu odcialby sie od dziecka. Ale smutno mu, ze jego najwieksza fascynacja nie jest podzielana.
            • croyance Re: Mamert 01.08.09, 15:47
              Eee, nie widzie nic okropnego w tym cytacie. Uwazam za raczej
              normalne, ze rodzice chca, zeby dzieciom dobrze sie wiodlo, i ze moga
              nie byc zachwyceni, gdy robia w zyciu byle co.

              Rodzic tez czlowiek i jakies tam ambicje ma - czyz nie mamy ambicji w
              zwiazku z naszymi najblizszymi, powiedzcie szczerze? Najezdzalysmy na
              Pyze, ze ambicji nie ma i snuje sie po domu, to jednak jest
              rozczarowujace, co nie znaczy, ze przestaje sie kochac.
          • croyance Re: Mamert 01.08.09, 15:42
            Moze wlasnie frustracja Mamerta wynika z tego, ze w jego oczach Tomek
            MA predyspozycje i talent, ale na zlosc rodzicom postanawia go
            zmarnowac? Moze ojciec widzi, ze kiedys do Tomka to dotrze, ale za
            pozno, i denerwuje sie w zwiazku z tym, chcac synowi oszczedzic
            niespelnienia?
    • soova Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 30.07.09, 09:27
      Patrząc jednak na postać Mamerta z drugiej strony, można założyć, że Mamert neojeżycki mógłby się różnić od Mamerta, jakiego znamy z "Kłamczuchy". Autorka mogła mieć koncepcję, według której Mamert po roku 1990 to już nie wesoły doktorek z uroczą żoną i fajnymi dziećmi, a poważny chirurg z sukcesem zawodowym i finansowym na życiowym koncie, a w związku z tym ostatnim przewróciło mu się w głowie na tyle, że przekształcił się w satrapę szpitalnego i tyrana domowego. :) Tylko że do tego potrzebne byłoby umożliwienie czytelnikom Neojeżycjady spotkania z nim bezpośrednio, a nie poprzez relacje osób trzecich, siłą rzeczy obciążone subiektywizmem. Tymczasem - proszę wybaczyć pytanie, ale moje kontakty z Neojeżycjadą są rzadkie i wybiórcze :D - czy są w niej sceny z udziałem samego Mamerta, czy dowiadujemy się o nim tylko z tego, co opowiada o ojcu Tomek?
      • the_dzidka Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 30.07.09, 09:55
        > Tymczasem - proszę wybaczyć pytanie, ale moje kontakty z Neoje
        > życjadą są rzadkie i wybiórcze :D - czy są w niej sceny z udziałem
        samego Mamer
        > ta, czy dowiadujemy się o nim tylko z tego, co opowiada o ojcu
        Tomek?

        Owszem. Mamert przychodzi do Ignacego, który zleciał z drabiny, i
        potem razem z Gabrysią i dziewczynkami idą w stronę Dominikanów
        rozmawiając. A jeszcze potem Mamert wpada do Borejków na chwile i
        natyka się na Tomka.
      • marajka Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 30.07.09, 11:13
        I zagadka rozwiązana. Biedny lekarz zasuwający do pracy tramwajem to fajny tata,
        który zabiera dzieci na grzyby, bogaty lekarz rozbija się wszędzie nowym
        samochodem i jest ojcem- tyranem. Wszak pieniądze zniszczą każdego.
        • kkokos Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 30.07.09, 13:24
          marajka napisała:

          > I zagadka rozwiązana. Biedny lekarz zasuwający do pracy tramwajem
          to fajny tata
          > ,
          > który zabiera dzieci na grzyby, bogaty lekarz rozbija się wszędzie
          nowym
          > samochodem i jest ojcem- tyranem. Wszak pieniądze zniszczą każdego.


          nic dodać, nic ująć :(
          • andrzej585858 Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 30.07.09, 13:45
            kkokos napisała:

            > marajka napisała:
            >
            > > I zagadka rozwiązana. Biedny lekarz zasuwający do pracy tramwajem
            > to fajny tata
            > > ,
            > > który zabiera dzieci na grzyby, bogaty lekarz rozbija się wszędzie
            > nowym
            > > samochodem i jest ojcem- tyranem. Wszak pieniądze zniszczą każdego.
            >
            >
            > nic dodać, nic ująć :(

            To jest właśnie ten element którego nie mogę zrozumieć.
            Dlaczego i z jakich powodów MM z jakimś szczególnym uporem skręca w taki
            nachalny dydaktyzm i w imię tego dydaktyzmu deformuje tak skądinąd sympatyczną
            postać jaką jest Mamert?
            Zjawisko powyższe nasila się z każdym następnym tomem.

            Nic dziwnego że to co w założeniu jest jak najbardziej słuszne , czyli ten
            wewnętrzny pion o którym tak prawdziwie mówi Mamert staje się jakby karykaturą.
            Zbyt obrazowe podkreślanie i pokazywanie palcem - tak masz żyć, to jest dla
            ciebie dobre powoduje że to co tak uporczywie autor stara się przekażać staje
            się niewiarygodne - niestety.
            Tego akurat nie potrafię zrozumieć - nadmiernego i nieco nachalnego dydadktyzmu.
            • soova Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 30.07.09, 13:52
              andrzej585858 napisał:


              > Dlaczego i z jakich powodów MM z jakimś szczególnym uporem skręca w taki nachalny dydaktyzm i w imię tego dydaktyzmu deformuje tak skądinąd sympatyczną
              postać jaką jest Mamert?
              Zjawisko powyższe nasila się z każdym następnym tomem.>

              > Tego akurat nie potrafię zrozumieć - nadmiernego i nieco nachalnego dydadktyzmu.>

              Sądząc po wypowiedziach autorki w wywiadach, może to wynikać z jej osobistych przekonań i cech charakteru, które utrwalają się... z wiekiem. :) Poza tym z oderwania od realiów - nie mieszka już przecież w Poznaniu, a w domu na wsi, a opisuje nadal rzeczywistość wielkomiejską, nie ma już chyba codziennego i stałego kontaktu z dziećmi, więc też i okazji do ich podglądania i opisywania z humorem, co tak jej świetnie wychodziło w starej Jezycjadzie, a nadal pisze o dzieciach. To, że Borejkowie siedzą zamknięci przed złym, brzydkim i groźnym światem w gumowej wieży na Roosevelta, nie wzięło się znikąd.
    • ateh7 Ja w kwestii Romy... 30.07.09, 10:55
      Bardzo liczyłam na Romcię gdy okazało sie że słucha metalu w pokoju
      na pięterku, co nie podobało się Pulpecji. Pomyślałam, ze może
      wreszcie będzie jakaś natolatka o upodobaniach nieco bardziej
      zbliżonych do rzeczywistości.

      Coż, może jeszcze zdąży założyć niezależną wytwórnię muzyczną i
      promować młode talenty :) Ciekawe, swoją drogą, co to był za metal,
      którego ona tak słuchała? Mnie to ona wygląda na fankę Dark Funeral.
      Ciekawe czy nadal tego słucha... :)
      • andrzej585858 Re: Ja w kwestii Romy... 30.07.09, 11:01
        ateh7 napisała:
        >
        > Coż, może jeszcze zdąży założyć niezależną wytwórnię muzyczną i
        > promować młode talenty :) Ciekawe, swoją drogą, co to był za metal,
        > którego ona tak słuchała? Mnie to ona wygląda na fankę Dark Funeral.
        > Ciekawe czy nadal tego słucha... :)

        Jako lokalny patriota optuję za Vaderem :-)))
        • ateh7 Re: Ja w kwestii Romy... 30.07.09, 12:37
          Tak, odszczekuję Czarny Futerał! Zdecydowanie Vader! Na pewno
          cichcem podkochiwała się też w Peterze! To jeszcze większy mroczniak
          niż Baltona :)
          • andrzej585858 Re: Ja w kwestii Romy... 30.07.09, 13:33
            ateh7 napisała:

            > Tak, odszczekuję Czarny Futerał! Zdecydowanie Vader! Na pewno
            > cichcem podkochiwała się też w Peterze! To jeszcze większy mroczniak
            > niż Baltona :)

            Ale prywatnie całkiem sympatyczny :-))) Przynajmniej podczas lużnej pogawędki po
            koncercie.
            • ateh7 Re: Ja w kwestii Romy... 30.07.09, 18:32
              Prywatnie sympatyczny, to prawda. Choć te dyskusje po koncercie
              traktuję teraz bardziej jako zjawisko. W dowolnym rozumieniu. Za
              dużo się napatrzyłam na te różne akcje pokoncertowe. Ale mam miłe
              wspomnienia: raz z Peterem zawędrowaliśmy w środku nocy na stację
              benzynową w poszukiwaniu drożdżówek :)

              W ogóle jak się tak spojrzy na ten cały metal z punktu widzenia już
              nie nastolatki a osoby dorosłej, to tam masa rzeczy jest tak
              śmieszna :) oczywiście, nadal słucham i doceniam dobrą muzykę, ale
              jednak sposób patrzenia na te osoby zmienił się dramatycznie...
    • croyance Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 01.08.09, 15:15
      Co do tego szybkiego zareczenia sie, to jednak sie przyczepie i
      powiem, ze czasem tak w zyciu bywa, ze czlowiek chrzani sie latami w
      jakims dziwnym zwiazku, a potem nagle ciach mach spotyka kogos innego
      i wszystko nagle jest szybkie i proste. Widzialam to wiele razy u
      prawdziwych osob, takze nie wydaje mi sie to dziwaczne (jednym z
      przykladow jest znajoma, ktora latami prowadzala sie z facetem
      zonatym, ktory to mieszkal z nia, to zmienial zdaniei wracal do zony,
      trwalo to zawieszenie lata cale, dziewczyna w limbo - no, na wlasne
      zyczenie - az tu nagle pojawil sie facet z zewnatrz, Slowak, bez
      zobowiazan, wszystko potoczylo sie piorunem i zanim ktos skumal, ze z
      zonatym koniec, kobieta byla juz po slubie).

      IMHO jedyne, do czego ewentualnie bym sie czepnela, jakbym juz
      musiala, to takie szybkie zwroty nastepuja w starszym wieku, gdy
      mniej jest niedomowien i ludzie schodza sie niekiedy blyskawicznie.
      Dziewietnastoletnia Roma troche jednak nie taka miala wiedzie i
      doswiadczenie zyciowe, ale niech tam, lekarz w rodzinie zawsze sie
      przyda.
      • andrzej585858 Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 01.08.09, 15:32
        .
        >
        > IMHO jedyne, do czego ewentualnie bym sie czepnela, jakbym juz
        > musiala, to takie szybkie zwroty nastepuja w starszym wieku, gdy
        > mniej jest niedomowien i ludzie schodza sie niekiedy blyskawicznie.
        > Dziewietnastoletnia Roma troche jednak nie taka miala wiedzie i
        > doswiadczenie zyciowe, ale niech tam, lekarz w rodzinie zawsze sie
        > przyda.

        Akurat z powyższym sformułowaniem nie zgodziłbym się. Jako przedstawiciel juz
        hmm , starszego pokolenia muszę stwierdzić że emocje już tak silnie nie działają
        - to że łatwiej dojść do porozumienia i znależć wspólne punkty to jedna sprawa,
        ale wraz z wiekiem pojawia się jednak ostrożność.
        To tak jak z chodzeniem po nocy. Jak się ma 18 lat nie czuje się takiego
        zagrożenia jakie odczuwa się mając powiedzmy 50 lat - za dużo różnego typu
        doświadczeń, tym bardziej że człowiek jakoś tak dziwnie jest skonstruowany że
        bardziej pamięta te złe doświadczenia.

        Decyzja o trwałym związku jest dużo trudniejsza - no chyba że jest to związek
        mówiąc trywialnie typu - "włos siwieje, d... szaleje" to wtedy rzeczywiście
        migiem wszystko idzie.
        Jednak szybkie zmiany decyzji i czasem dośc pochopne - to jednak domena
        młodego wieku. Oczywiście wszędzie istnieją chwalebne wyjątki.
        W wypadku Romy można podejrzewać że była to decyzja motywowana potrzebą
        dowartościowania się głównie we własnych oczach.
        Choć, jeżeli trafiła na rozsądnego faceta to wszystko mogło skończyć się jak
        najbardziej pozytywnie.
        Swoją zaś drogą, Clooney jest taki piękny? Ja to bym skwitował jego urodę
        słowami Wójcików z kabaretu Ani Mru Mru - brzyyydal. :-))
        • croyance Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 01.08.09, 16:07
          Nie wiem, czy znasz moja - wielokrotnie opisywana na forum historie -
          swojego meza, zanim wyjechalam do niego do innego kraju, widzialam 2
          razy. Spedzilismy ze soba 4 dni, po czym spakowalam sie i fiu. A nie
          jestem nastolatka, a maz moj jest po czterdziestce.

          Clooney mi sie nie podoba, tak na marginesie.
          • andrzej585858 Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 01.08.09, 16:53
            croyance napisała:

            > Nie wiem, czy znasz moja - wielokrotnie opisywana na forum historie -
            > swojego meza, zanim wyjechalam do niego do innego kraju, widzialam 2
            > razy. Spedzilismy ze soba 4 dni, po czym spakowalam sie i fiu. A nie
            > jestem nastolatka, a maz moj jest po czterdziestce.
            >
            > Clooney mi sie nie podoba, tak na marginesie.

            Toż to jeszcze sama młodość - 40 lat :-))). Ja o bardziej statecznym wieku
            pisałem takim jak mój przykładowo.
            Choć moja Mama jeszcze ciągle zadaje mi pytanie bardzo retoryczne - kiedy w
            końcu wydorośleję, Widać ma jakieś nieuzasadnione podejrzenia.
            • croyance Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 01.08.09, 18:35
              Ja 32, maz 45, wiec nie jestesmy juz taka totalna gownarzeria, a
              jednak :-)

              Chodzilo mi o to, Andrzej, ze w pewnym wieku nie chodzi sie juz ze
              soba latami, tylko pewne rzeczy klaruja sie jakby szybciej. Ale to
              moze takie moje wrazenie.
              • andrzej585858 Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 01.08.09, 19:00
                croyance napisała:

                > Ja 32, maz 45, wiec nie jestesmy juz taka totalna gownarzeria, a
                > jednak :-)
                >
                > Chodzilo mi o to, Andrzej, ze w pewnym wieku nie chodzi sie juz ze
                > soba latami, tylko pewne rzeczy klaruja sie jakby szybciej. Ale to
                > moze takie moje wrazenie.

                Bardzo prawdziwe. Zwłaszcza jeżeli chodzi o chodzenie latami i oczywiście można
                podjąć szybką decyzję - tylko że jest to już inna decyzja - to jest bardzo
                świadoma decyzja i na pewno bardziej odpowiedzialna.
                Ale na pewno rzadziej spotykana niż w wtedy gdy jest się młodszym. Fajnie
                sobie przypomnieć - jejku ja już powoli przestaję pamiętać jak to jest gdy jest
                się samemu :-))) a mądrzę się jak bym niedawno podejmował takie decyzje - a to
                niedługo 27 lat minie od podjęcia takiej wiekopomnej decyzji - a i wtedy nie
                bylem już takim młodzieniaszkiem.
                Szybko czas mija że tak nostalgicznie westchnę :-))
                • croyance Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 01.08.09, 19:20
                  Mysle, ze w pewnym wieku pewne rzeczy sie po prostu szybciej zauwaza,
                  na przyklad w glowie mi sie nie miesci, zebym teraz nie wiedziala, komu
                  sie podobam, albo jak dac komus do zrozumienia, ze jestem
                  zainteresowana. Czasem wystarczy jedno spojrzenie, i wiadomo juz, co
                  jest grane, a wczesniej bylo to 'a marzena powiedziala, ze wojtek jej
                  powiedzial, ze grzesiek chce z toba chodzic' :-D
                  • andrzej585858 Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 01.08.09, 19:44
                    croyance napisała:

                    , a wczesniej bylo to 'a marzena powiedziala, ze wojtek jej
                    > powiedzial, ze grzesiek chce z toba chodzic' :-D
                    No masz, o rany ale mi się przypomniało - ja przecież też taki glupi byłem :-)))
                    Jak sobie przypomnę - no ale już opiszę. Chyba miałem wtedy jakieś 16 lat,
                    oczywiście wielkie zauroczenie - tylko jak tu dziewczynę zaczepić i powiedzieć
                    że mi się podoba? - łatwiej było jakieś wino wypić i chojraka udawać.
                    Tak sie zastanawiając jak podejść oczywiście ja ta ostatnia oferma doczekałem
                    się że znalazł się bardziej bystry adorator,
                    No to dopiero we mnie wstąpiło - co najlepiej zrobić? oczywiście pożalić się
                    najlepszemu kumplowi - wiesz en Wojtek odbil mi dziewczynę, Kolega oczywiście
                    nie zapytał się, a od kiedy to była twoja dziewczyna? tylko przyjął informację
                    do wiadomości, przekazał następnemu koledze - jak ten Wojtek to swinia bo odbija
                    dla kumpla dziewczynę. Oczywiście wszyscy , jak to w malej miejscowości, mniej
                    więcej znaliśmy się.
                    Biedny Wojtek którego ze wszystkich stron spotykają glosy potępienia łącznie z
                    ręcznym tłumaczeniem jak to niegodziwie postępuje, w koncu przychodzi
                    zdezorientowany do mnie pytać się czy naprawdę to była moja dziewczyna.
                    Teraz to dopiero strach mnie obleciał, oczywiście najpierw zapytałem się czy ona
                    wie o tym wszystkim, na szczęście nie wiedziała. No cóż, łaskawie stwierdziłem
                    że już mi się znudziła i nie jestem zainteresowany więc może z nią chodzić.
                    Dziewczyna nigdy nie dowiedziała się o całej aferze.
                    Młodości durna i chmurna - i takim bałwanem się było :-)) A ile bójek się
                    staczało w obronie honoru.
                    No masz na jakie wątki wspominkowe mnie naszło i to jeszcze takie lekko
                    dziwaczne, ale i tak też było.
                  • yowah76 Re: Tomcio i Romcia - czyli komu jeszcze... 01.08.09, 20:15
                    Ech, Croyance, ja tam bym nie wiedziala ;) ale ja w tych sprawach
                    naprawde jestem daleko za srednia krajowa.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka