Dodaj do ulubionych

dominet franczyza

IP: *.hsd1.mi.comcast.net 24.09.06, 22:36
Czy ktos prowadzi ich placowke?
koszty ustalili na 150tys pln, czym oni sie roznia od bph ktorzy chca znacznie
mniej, jeszcze mowia ze sie to po 3 latach zwroci. Gdzie jest haczyk. Jakie
oni daja uslugi skoro tak sie cenia?
Pozdr
Obserwuj wątek
    • Gość: GOŚĆ Re: dominet franczyza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.06, 06:38
      Jeszcze więcej jest na ten temat w Gazecie Bankowej.

      Konflikt w Dominet Banku
      Dominet Bank jest zmuszony do przejmowania placówek, z prowadzenia których po
      kolei rezygnują partnerzy.

      Wkrótce okaże się, czy topniejąca liczba placówek partnerskich jest jedynym
      problemem, z jakim będzie się musiał zmierzyć Dominet Bank. Byli partnerzy
      przygotowują się do procesów. Wśród wielu zarzutów, jakie stawiają bankowi,
      najczęściej pojawiają się wielokrotne zmiany zasad wynagradzania, brak
      przewidywalności prowadzenia działalności, zawłaszczenie środków zgromadzonych
      na rachunkach funduszu promocyjnego oraz odmowa wypłaty nieskonsumowanej opłaty
      za know-how.

      Zdecydowanie najdroższy program partnerski na polskim rynku zapewnia Dominet
      Bankowi ogromne zyski. Od partnera bank pobiera opłatę za know-how (nawet 200
      tys. zł) i przyjmuje depozyt, który ma być zabezpieczeniem prowadzonej
      działalności. Nad całością czuwa małżeństwo: Dorota Cacek, wiceprezes Dominet
      Banku i Sylwester Cacek, przewodniczący Rady Nadzorczej banku.

      ZASADY GRY

      Labirynt umów partnerskich i aneksów do nich, zmieniających się modeli
      biznesowych, zasad wynagradzania, premiowania i refakturowania nie jest do
      końca jasny nawet dla samych partnerów Dominet Banku. 16 z nich nie przyjęło
      ostatnio zaproponowanych kolejnym aneksem zmian zasad wynagradzania.

      – W lutym 2004 roku podpisałam Umowę Partnerską o prowadzenie placówki w
      Zielonej Górze – mówi Iwona Kowalska, były partner Dominet Banku i wieloletni
      pracownik Cuprum Banku. – Przez dwa lata współpracy aż trzykrotnie zmieniano mi
      warunki wynagradzania. To skutecznie uniemożliwia planowanie biznesu.
      Ostatniego, czwartego aneksu już nie podpisałam.

      Aneks ten był zdaniem Doroty Cacek niezbędny, ponieważ wprowadzona w życie w
      lutym tego roku „ustawa antylichwiarska” ograniczyła bankom możliwość
      pobierania prowizji od udzielonych kredytów i wysokość stawek procentowych.
      Dokument, przez byłych partnerów banku zwany „sznurem na szyję” zakłada
      drastyczne (nawet o 60 proc.) obniżenie wynagrodzenia za sprzedaż kredytów
      samochodowych i gotówkowych (stanowiące dotąd 90 proc. wszystkich dochodów) i
      podwojenie wynagrodzenia za sprzedaż kart kredytowych – z 35 do 70 zł. Sęk w
      tym, że w lipcu bank sprzedał łącznie około 500 kart, a znakomita większość
      sprzedaży została zrealizowana przez placówki własne, nie partnerskie.
      Obojętnie jak liczony, wynik zawsze będzie ten sam: 70 razy 500 daje 35 tys.,
      czyli mniej więcej tyle, ile miesięczne koszty prowadzenia jednej tylko
      placówki partnerskiej. Nie da się z tego utrzymać stu placówek.

      – Przed wejściem w życie „ustawy antylichwiarskiej” maksymalna prowizja
      pobierana od klienta nie była niczym ograniczona i w przypadku niektórych
      partnerów wynosiła nawet 14 proc. – mówi Dorota Cacek, wiceprezes Dominet
      Banku. – Prowizja w tej wysokości była wówczas punktem wyjścia do wyliczenia
      wynagrodzenia dla partnera. Teraz, gdyby zastosować ten sam system rozliczenia
      przy 5-proc. prowizji, wynik byłby niekorzystny dla partnerów.

      Jak przekonuje Dorota Cacek, zarząd banku ma świadomość, że intencją ustawy
      jest zmniejszenie przychodów pośredników i przychodów banków, dlatego
      zaproponowała aneks do Umowy Partnerskiej. Problemu to jednak nie rozwiązało.

      – Zastanawiałam się, jak „ustawa antylichwiarska” wpłynie na moje zarobki, bo
      przecież zarabiałam na prowizji od kredytów, którą bank się ze mną dzielił –
      nie kryjąc zdenerwowania opowiada Lidia Ziegler, były partner Dominet Banku z
      Gorzowa Wielkopolskiego. – Pytałam dyrektorów banku, a oni odpowiadali, żeby
      się nie martwić, bo bank na pewno znajdzie jakieś obejście. I rzeczywiście nie
      bałam się do dnia, w którym zaproszono nas – partnerów do Piaseczna na
      spotkanie z zarządem banku. Kazano nam zrobić biznesplany według nowych stawek,
      ale nie podano szczegółów. Po wstępnym już przeliczeniu okazało się, że nawet
      jeśli będziemy sprzedawać rekordowo dużo kredytów, lokat, kart, rachunków i
      ubezpieczeń, to i tak będziemy mieli straty. Te stawki były nierealne. Prezes
      Cacek (Sylwester Cacek, przewodniczący Rady Nadzorczej Dominet Banku – przyp.
      red.) powiedział wtedy, że stawki nie podlegają negocjacjom, a jeśli chcemy
      zarabiać, to musimy więcej sprzedawać. Na kolejne negocjacje pojechałam w maju
      do Lubina. Byłam przygotowana, dokładnie wszystko wyliczyłam. Bank nieco
      ustąpił i wyglądało na to, że będzie można normalnie rozmawiać. Spotkał się ze
      mną prezes Piotr Urbańczyk, który po przejrzeniu wyliczeń wg starych i nowych
      stawek przyznał, że nie mam szans zarobić pieniędzy, o których mówił Cacek.

      POMOCNA DŁOŃ?

      Głosów niezadowolenia z propozycji wprowadzenia nowych zasad wynagradzania było
      więcej. Model finansowy, który Dominet Bank zaproponował partnerom okazał się
      kompletną klapą, ponieważ miast przynosić zyski, wpędzał ich w coraz większe
      długi. Pojawiły się również problemy z werbowaniem kolejnych chętnych do
      podjęcia współpracy. Agenci kooperujący z bankiem, znając realia takiej
      współpracy, nie godzili się na obejmowanie placówek partnerskich. Państwo
      Cackowie postanowili zatem przygotować inny program, który miał zapewnić
      partnerów o dobrej woli banku i umożliwić im prowadzenie działalności
      gospodarczej.




      – Bank zaproponował partnerom rozwiązania płynnościowe – mówi Dorota Cacek. –
      „Program płynnościowy” polega na tym, że wspólnie z partnerem omawiamy
      założenia zwrotu z inwestycji, jakie chcielibyśmy osiągnąć w czasie trwania
      umowy. Zakładamy, że jeżeli w okresie dojścia do tej wartości partner wykazuje
      straty, bank wypłaca mu dodatkową premię umożliwiającą prowadzenie działalności
      w sposób ciągły i niezakłócony. Po osiągnięciu określonego progu zwrotu z
      inwestycji w zdefiniowanym czasie, wynagrodzenie partnera jest korygowane o
      premię, którą uzyskał od banku w okresie rozruchu.
      I rzeczywiście, „program płynnościowy” zakładał pomoc finansową dla partnerów –
      premia wypłacana w miejsce wynagrodzenia. Dorota Cacek przemilcza jednak, że w
      trakcie trwania programu, faktury obciążające partnera przejmował na siebie
      bank, kredytując tym samym jego działalność gospodarczą. Po „wyjściu na prostą”
      partner owszem, zaczął zarabiać, ale miał do spłacenia dług wobec Dominet
      Banku – wartość przejętych przez bank faktur wraz z odsetkami. Ale to nie
      wszystko – jego wynagrodzenie pomniejszane było o kwotę wypłacanych
      wcześniej „premii”. Dorota Cacek twierdzi, że zwrot wypłaconej premii jest
      niczym innym jak „inaczej ukształtowanym wynagrodzeniem”.

      Joanna Kumor z Warszawy nie podpisała aneksu z marca tego roku.

      – I dopiero wtedy bank zaczął ze mną rozmawiać – opowiada. Prowadzenie placówki
      bankowej miało jej zagwarantować stabilną pracę i rozsądny dochód. – Naskładano
      mi masę obietnic, ale nadal były to tylko przepychanki. Tymczasem takich
      niezadowolonych jak ja było już wówczas chyba dziesięcioro.

      CZYJE PEŁNE KIESZENIE?

      Kiedy przedstawiciele banku spotykali się z zaniepokojonymi partnerami, zarząd
      banku postanowił utworzyć fundusz promocyjny, który miał służyć kooperantom do
      prowadzenia lokalnych kampanii reklamowych, choć mógł być wykorzystywany
      wyłącznie w porozumieniu z bankiem. Kwoty zgromadzone na rachunkach funduszu
      były częścią wynagrodzenia partnerów, czyli – w myśl prawa – należały do nich.

      – Z mojego konta znikło 8 tys. zł – opowiada Lidia Ziegler. – To były pieniądze
      na lokalne akcje reklamowe. Tymczasem Dominet Bank zawłaszczył sobie pieniądze
      z naszych kont, tzn. z rachunków funduszu promocyjnego należących do nas i
      zapłacił tymi pieniędzmi za ogólnopolską kampanię telewizyjną pod
      hasłem &
      • Gość: GOŚĆ Re: dominet franczyza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.06, 16:19
        Sporo informacji / m. in. tą o Dominecie/ znajdziesz na forum
        www.franchisinginfo.pl
        Moje zdanie - Dominet to bagienko, BPH - mały nakład a żaden zysk /w porywach
        do strat/, a o Multibanku jak nie masz doświadczenia na stanowisku kierowniczym
        w bankowości to zapomnij /wiem bo byłem u nich na rozmowach/.
        Tak samo podobno będą wymagać we franchisie ING Banku.
        Aha..... zapomnij też o POLBANKU - szykuje sie przekręt lepszy od Dominetu.....
        PZDR

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka