penteli
20.11.09, 20:35
Czy przejęłyście się szczególnie, a może nieszczególnie tragicznymi
doniesieniami o żniwie grypy? Jakieś środki zaradcze podjęte (pomijam
te podstawowe oczywiście)?
Ja tak dbałam o odporność i tak chuchałam na zimne, że się
dochuchałam mega-przeziębienia, leżę, kwiczę, trzęsę się, pocę, mam
światłowstręt, wodowstręt, chłopowstręt i wiele innych, ale nie
chodzi mi o to, żeby się wymarudzić, bo tak marudzę ostatnio, że mi
się już samej siebie nie chce słuchać, oglądać też, ale do lustra i
tak nie mam siły się dowlec... Chodzi mi o to, że każda z nas zapewne
pamięta jakieś cudowne domowe sposoby, babcine, mamine, że już nie
wspomnę o wszędobylskich Goździkowych. U mnie mianowicie był to syrop
z cebuli. Brrr..... okrrropieństwo, odstraszy zapewne komary na dwa
lata naprzód, ale skuteczne jakieś chyba, albo sobie wmawiam. Proste
do sporządzenia i albo pieronem dobre, albo pierońska moja
autosugestia zadziałała. I o takie sposobiki wobec nadciągającego
kataklizmu mi chodzi.
Pozdrawiam.....a psik!