falco.peregrinus
18.01.11, 11:44
Witajcie.
Jako ze jest to mój pierwszy post chciałbym się przywitać. Jestem Michał, lat 22, a choruje od ponad 1,5 roku.
Moja historia jest troszkę inna. W przeciwieństwie do wielu osób na tym forum borelioza nie była dla mnie zaskoczeniem i niespodzianką. Od dawna wiedziałem, że ten dzień w końcu nastąpi- jestem leśnikiem. A leśnik bez boreliozy to jak żołnierz bez karabinu. Tak mówią. Więc właściwie od 16 roku życia wiedziałem, że w końcu muszę zachorować skoro w ciągu sezonu przynoszę do domu niemało kleszczy. I stało się, rumień nie był zbyt wielki i wyskoczył na nadgarstku. No, w końcu i mnie dopadło, teraz będzie już tylko z górki. Na badania musiałem trochę poczekać gdyż Nadleśnictwo robi je raz do roku - latem. Do tego czasu choroba trochę się rozwinęła i IgG wyszło 48,46. Dobrze, pora zacząć się leczyć. Niestety w naszym kraju ze służba zdrowia nie jest najlepiej wiec znów to wszystko trochę trwało. W szpitalu zakaźnym zrobili mi kolejny test - oczywiście wyszedł wysoko dodatni. Mimo to 3 stycznia zostałem umówiony na wizytę u lekarza na... 30 maja. Kiepsko - pomyślałem. Na szczęście pani doktor z zakaźnego jest również moim lekarzem rodzinnym wiec szybko udało mi się z nią zobaczyć. Wyniki na stoliczek, krótki wywiadzik i tak oto dzisiaj jestem pacjentem szpitala zakaźnego i zaraz jadę tam po 5 już wlew Biotraxonu 2g/24h. Nie lubią mnie tam bo zawsze muszę popsuć welflon i zamiast załatwić jeden wlew jednym wkłuciem muszą to robić na 2-3 razy i dlatego po 4 dniach leczenia mam już 9 wkłuć, ale to nic. Jest wesoło. Ciekawe jak będę wyglądał po 30 dniach, jak poduszeczka na igły.
Dobry humor mnie nie opuszcza bo zawsze uważałem, że leczenie to nie tylko tabletki, zastrzyki itp. to także to jak się do tego wszystkiego nastawiasz. A ja się śmieje moim krętkom w pysk i dobrze mi się z tym żyje.
Pozdrawiam wszystkich i życzę powodzenia w Waszej walce.