Jakoś tak mi lepiej

Odkąd powstało to forum to zaczęłam wierzyć, że
wspólnymi siłami pokonamy to paskudne choróbsko...Z natury jestem optymistką

Kiedy dowiedziałam się, że mam boreliozę na forum gazety nie znalazłam żadnej
informacji!
Minęły zaledwie 2 lata no i proszę!! Niestety to choróbsko zaczyna być
poważnym problemem!! Na szczęście nie należę do osób, którym borelioza daje
porządnie w kość, ponieważ przypominam sobie o niej tylko wtedy, kiedy
zaczynam się paskudnie czuć. Opisze po krótce jak to było ze mną, bo mam
wrażenie,że nie jeden z nas spotkał się z totalnym olewaniem przez lekarzy...
O tym, że jestem przyjacielem krętka dowiedziałam się w maju 2004 roku.
Wcześniej jakieś 2 lata szukałam przyczyny nagłego pogorszenia się stanu
zdrowia. Problemy z żołądkiem, stawy, gardło( konkretnie problemy z krtanią-
powracające, co 3 tygodnie zapalenia)Ogólne przemęczenie, rozkojarzenie,
tzw."gubienie sie". Najbardziej dokuczliwe były stawy i od tego właściwie
zaczęła się kampania z lekarzami. Wysyłali mnie po przeróżnych przychodniach,
miałam mnóstwo teorii na temat swoich dolegliwości, zrobiono mi także chyba
wszystkie możliwe badania. Jeden lekarz nawet zasugerował boreliozę, ale
ponieważ nigdy nie widziałam u siebie rumienia stwierdził, że w takim razie
to musi być cos innego….
Już pogodziłam się, że mam RZS i każdy poranek był dla mnie koszmarem…Dla
znajomych stałam się hipochondrykiem, dla lekarzy pewnie też…Ciągłe zmęczenie
i stany depresyjne nie raz dawały mi w kość. Najprościej winę było zwalić na
stres…..
Może gdyby nie poronienie i totalne załamanie psychiczne teraz, nie
wiedziałbym, co mi jest.
Zawzięłam się w sobie bardzo i zaczęłam od nowa męczyć lekarzy.
Wykorzystałam moment powrotu z tropików i psim swędem znalazłam się na
oddziale chorób tropikalnych w Poznaniu( właściwie z biegu)
Tam zdiagnozowano u mnie boreliozę. Przez 3 tygodnie brałam doxycyklinę.
Niestety mam wrażenie, że, pomimo iż lekarze byli naprawdę super to nie do
końca potrafili się mną zająć. Miałam pojawić się w przychodni po 3
miesiącach. W międzyczasie doszkoliłam swoja wiedze na, tyle, aby działać
dalej. Udało mi się powtórzyć te badania innym testem Western Blot. Kolejny
lekarz niestety również potraktował moje pytania na zasadzie” naczytała się
pani w Internecie i doszukuje się u siebie objawów” Dałam mu, więc
literaturę - mam nadzieje,że przeczyta Na własna rękę brałam metronidazol,
bo czytałam,ze niszczy cysty.
Lekarze zaprzeczali sobie wzajemnie- jedno tylko jest pewne, ze nie była to
borelioza zaawansowana. Uznali, że skoro zostałam przeleczona to powinno być
teraz w porządku. Żaden z nich nawet nie wspomniał o obserwacjach klinicznych…
Miałam spokój przez około 5 miesięcy.
Żadnych stawowych problemów, wróciła energia i poczułam się znowu jak dawniej…
Niestety od kilku dni męczą mnie drętwienia kończyn w nocy, sztywnieje mi
kark…Może znowu naczytałam się za dużo??
Zamierzam wybrać się do lekarza –może tym razem trafie na jakiegoś
rzetelniejszego?? Nie zamierzam się temu poddawać, bo w najbliższych planach
mam zamiar urodzić dziecko.
Trudno mi było uwierzyć w diagnozę, gdyż nawet nie wiedziałam jak wygląda
kleszcz. A propos czy tylko kleszcze przenosza te chorobę??W podręczniku
parazytologii przeczytałam, że także mogą przenosić krętka np. wszy??
Zdiagnozowano ja u mnie po powrocie z tropików, gdzie bardzo dotkliwie
zostałam pogryziona przez tzw.wszoły…
Niestety od nadmiaru wiedzy tez może zrobić się czasem słabo
Chętnie podyskutuje z Wami tutaj!!
To bardzo miłe uczucie mieć świadomość, że są ludzie, którzy rozumieją twój
stan Chociaż nikomu nie życzę spotkania z krętkiem…
Pozdrawiam wszystkich. Dla zainteresowanych służę kilkoma nr telefonu do
lekarzy w Poznaniu !!Podaję nr GG 759154