raks5
30.12.06, 00:14
nie interesuje sie pilka i nie czytalem wywiadow. Natomiast tez malo kto
pewnie czyta watek o malzenstwie jego, no bo tak
za to tam jest zamieszczony link do wywiadu.
www.legia.net/news.php?id=23302
Po przeczytaniu wydaje mi sie, ze to fajny koles
Nie ma pan zbyt dobrej prasy w Szkocji...
- Dlaczego? Praktycznie nie mam przecież kontaktów z miejscowymi
dziennikarzami. Raz w miesiącu muszę obowiązkowo udzielić wywiadu i mam
spokój. Nigdy nie zadzwonił do mnie żaden szkocki dziennikarz. Nie ma tutaj
takiego zwyczaju.
- Nie dzwonią, ale obserwują. Stał się pan bohaterem obyczajowego skandalu. To
prawda, że zostawił pan żonę dla Szkotki Joanne McQuillan?
- Kompletna bzdura. Wymyślili to, bo Kasia pojechała do Polski na święta i
musieli do tego dorobić jakąś historię. Niech mi pan nie mówi, że nie wie, jak
to działa w mediach. Pojechałbym z Kasią, ale przecież nie mogłem. Nasze
małżeństwo ma się dobrze i w żadnym wypadku się nie rozwodzimy. A gazetę,
która napisała o moim rzekomym romansie, podaję do sądu.
- Sportowo może pan uznać 2006 rok za najbardziej udany w karierze...
- Tak pan uważa? O którym meczu pan mówi? Co się stało? No dobra, żartuję,
było nieźle, ale nigdy nie pomyślałem w ten sposób: "Ach, co to był rok!".
Zagrałem w mistrzostwach świata, zdobyłem mistrzostwo Szkocji i jeszcze
awansowałem do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Tyle że to nic nadzwyczajnego. Po
prostu dobrze wykonuję swoją pracę. A mogłoby być jeszcze lepiej. Przecież
mundial zupełnie nam nie wyszedł. Nawet nie oglądałem nagrań tych spotkań.
Żeby się nie katować. Nie podniecam się, lubię moją robotę, ale nie wywołuje
ona u mnie jakichś niesamowitych emocji.
- Boruc jednak wywołuje emocje wśród innych. Największe wrażenie robi pan na
kibicach Glasgow Rangers. Podczas niedawnych derbów znów przeżegnał się pan
ostentacyjnie, co wywołało burzę wśród protestantów.
- Nie ostentacyjnie, tylko po prostu się przeżegnałem. Zawsze to robię przed
wejściem na boisko i będę to robić.
- Szkoci twierdzą, że celowo wykonał pan znak krzyża nie przed kibicami
Celticu, tylko Rangers.
- Raz przeżegnałem się przed trybuną Celticu, a po zmianie stron po stronie
Rangers. Nikogo nie prowokowałem. Nie obchodzi mnie, że wnoszą na mnie skargi
na policję. Nie mogą mnie zamknąć w więzieniu za to, że wykonuję znak krzyża.
Przecież to Wielka Brytania, a nie jakieś pierdziszewo.
- Przyzna pan jednak, że budzi pan kontrowersje na trybunach nie tylko w
Szkocji. Nie znoszą pana m.in. na Śląsku za wypowiedzi na temat dopingu na
stadionie w Chorzowie...
- Budzę emocje, bo jestem wyrazisty i zawsze mówię to, co myślę. Na Śląsku
przegięli kiedyś, gwiżdżąc na reprezentację Polski i po prostu to oceniłem.
- Jest pan bardzo przywiązany do klubowych barw, w pewnym sensie ma pan
mentalność kibica...
- Nie tylko w pewnym sensie. Jestem zagorzałym fanem Legii Warszawa.
- Jak to się ma do pana wypowiedzi, że średnio interesuje się piłką?
- To jest prawda. Jak gra Legia, to zawsze muszę zobaczyć mecz. Lubię
popatrzeć na jakieś mistrzostwa czy Ligę Mistrzów, jednak bez przesady.
Maniakiem futbolowym nie jestem. Trenuję, gram, ale później wcale nie żyję piłką.
- Według niektórych trenerów pana największą wadą jest słaba psychika. Nie
jest pan w stanie być skoncentrowany przez cały mecz.
- To ciekawe, ale zupełnie się z tym nie zgadzam.
- A te fatalne wykopy w meczu z Belgią w Brukseli?
- No, rzeczywiście to wielki problem. Przepraszam, czy coś się stało? Puściłem
gola, albo przegraliśmy mecz? Piłkarzowi zdarza się źle kopnąć piłkę i tyle.
Widziałem, co robił Iker Casillas w jednym z ostatnich meczów ligowych Realu
Madryt. I jakoś nikt nie mówi, że chłop ma problem z psychiką albo że jest
słabym bramkarzem.
- O panu kolega z drużyny Neil Lennon powiedział szkockim mediom, że Boruc to
najlepszy bramkarz w Europie...
- No cóż... Skoro tak mówi, to nie będę z nim polemizować.
- Z kolei pana menedżer Radosław Osuch zapowiedział, że jeśli odejdzie pan z
Celticu, to tylko do Arsenalu, Chelsea, Liverpoolu albo Manchesteru United.
- Stop, stop, stop. Radosław Osuch nie jest już moim menedżerem od kilku
miesięcy. Nie wiem, dlaczego za niego się podaje. Nie będzie partycypował w
kosztach mojego ewentualnego transferu. Niech pan to wyraźnie napisze: Artur
Boruc jest sam sobie menedżerem.
- Żartuje pan? Będzie pan jeździł na rozmowy transferowe w swojej sprawie,
kłócił się o wartość odstępnego i negocjował kontrakt?
- A co w tym trudnego? Nie widzę problemu.
- Ma pan jakieś doświadczenie w tej materii?
- Ogromne. Byłem kiedyś na bazarze w Turcji i targowałem się o wszystko, co
kupowałem. Wiem, jak to się robi.
- Piłkarzy sprzedaje się chyba trochę inaczej niż towary na bazarze?
- Moim zdaniem dokładnie tak samo.
- No to jak będzie z tym transferem do Arsenalu?
- A dlaczego do Arsenalu? Nigdzie na razie nie chcę odchodzić. Dobrze mi w
Glasgow. Czas pokazał, że miałem rację, nie odchodząc do Londynu. Okazało się,
że pieniądze to nie wszystko. Z Celtikiem też mogę daleko zajść w Lidze Mistrzów.
- Czeka na was Milan w następnej rundzie. Nie drżą panu nogi?
- Cały się trzęsę ze strachu, a do meczu jeszcze ponad dwa miesiące. Żartuję
oczywiście. Milan jak Milan. Słabych w Lidze Mistrzów już nie ma. Wszystkie
zespoły mają podobną silę.
- Lubi pan Szkocję?
- Bardzo, zwłaszcza że jest tu coraz więcej Polaków. Jesteśmy dosłownie
wszędzie. W każdym banku, sklepie, restauracji pracują Polacy. Ja się z tego
cieszę, bo jest z kim pogadać, a poza tym naprawdę nas tu szanują. Bo
potrafimy dobrze pracować.
- Przez całe święta gracie w piłkę. Nie przeszkadza to panu?
- W tym roku graliśmy 23 i 26 grudnia. Zagramy także 30 grudnia i 2 stycznia.
I tak fajnie, bo w zeszłym roku musiałem wstać o siódmej rano pierwszego
stycznia i jechać na mecz do Edynburga. Nie narzekam jednak, za to biorę
pieniądze.
- Nie wypije pan nawet lampki szampana?
- Nie, bo profesjonalni piłkarze nie piją. Dobrze się prowadzą i wcześnie
chodzą spać. W ogóle to bardzo grzeczne chłopaki.
- Dlaczego się pan roześmiał?
- Bo mam dobry humor.