tranik
21.09.06, 21:52
Jade sobie ulica, przepisowo oczywiscie a tu nagle huk i prawy bok auta
zalatwiony od przedniego, praewgo blotnika poczawszy, na tylnim zderzaku
skonczywszy. Pan wycofywal auto z chodnika i, jak przyznaje, mimo, iz mnie
widzial i tak mi przywalil. NIESTETY byl ubezpieczony w Warcie. Ten genialny
ubezpieczyciel zrobil wycene wedlug wlasnego cennika, a ze samochod ma juz
piec lat, wyliczyl nawet wszelkie ubytki lakieru i takie tam, takze serwis,
ktory mialby mi naprawic to auto musialby niezle sie nagimnastykowac, coby
doprowadzic samochod do poprzedniego stanu wg tej wyceny. Najlepiej gdybym
trafila do jakiegos przydroznego lakiernika i moze wtedy jakos udaloby sie to
naprawic stosujac mlotek i kowadlo.
Co ja mam robic. Brakuje mi okolo 2000 na naprawienie auta w autoryzowanej
stacji. Transakcje deklarowalam bezgotowkowa. K.... czy to moja wina, ze
jakis pajac wjechal mi w bok, mimo, ze mnie widzial? Takie rzeczy to tylko w
Polsce.
Slyszalam o mozliwosci naprawy z wlasnego ac, a dalej juz moj ubezpieczyciel
moze sadzic w tym wypadku Warte o zwrot kosztow. no ale jakie sa szanse na
wygrana sprawe? Czy ktos z was mial podobne sytuacje i moze pochwalic sie
rezultatem?
Pozdr...TrAnik