misiek71wawa
07.04.04, 16:03
No i stalo sie. Moze nie sensacja, ale na pewno spora niespodzianka. Nie
ukrywam, ze sie ciesze. Lubie AS Monaco, natomiast Real coraz bardziej mnie
denerwuje.
A w zwiazku z tym meczem nasunelo mi sie pare refleksji nt. tej ostatniej
druzyny.
Real odpadl bo:
- obrone ma na poziomie srodka tabeli polskiej ligi.
- wlodarze tego klubu prowadza idiotyczna polityke transferowa, za punkt
honoru stawiajac sobie niesprowadzanie obroncow (obiecali to nawet kibicom).
A jednoczesnie kierowani magia nazwisk, ktore nic nie graja (vide: zapasiony
Ronaldo) za grube dziesiatki milionow obiecuja kolejnych ofensywnych graczy,
ktorych nawet najgenialniejszy trener nie jest w stanie upchanc w jednej
jedenastce. I nawet biorac to pod uwage, prowadza nieracjonalna polityke
pozbywajac sie swietnego Morienstesa, ktory zemscil sie piekna bramka
wrzucona Casillasowi za kolnierz.
- jego pilkarze uwierzyli, ze sa "galacticos". W idityczna histerie
podkrecana przez dziennikarzy. W to ze sa jakimis "nadludzmi" z innej polki
niz pozostali gracze. A choc wielu z nich to wielcy pilkarze, czasem nawet
genialni, ale nie przewyzszajacy o 10 poziomow innych wielkich pilkarzy z
innych klubow. Wczoraj nawet nie dorastajacy do poziomu graczy z Monaco.
- bo uwierzyli ze kazda druzyna juz w szatni zesr... sie ze strachu przed
wielkim Realem i wyjdzie na boisko po to zeby jak najmniej przegrac. Co
zreszta w wielu przypadkach sie sprawdza. Cofniecie sie do obrony i
pozwolenie Realowi na "rozpedzenie sie" konczy sie tragicznie. Ale agresywna
gra, pressing, nie pozwolenie na wyprowadzenie akcji, tak jak to robilo
Monaco, sprawia ze gwiazdy Realu sa w ciezkim szoku: "jak ktos sie osmiela
tak im przeszkadzac". I konczy sie tak jak wczoraj.
- bo uwierzyli ze sa wirtuozami futbolu, ze graja najpiekniejsza pilke na
swiecie i ze zawsze odwroca losy spotkania jakims genialnym zagraniem.
Tymczasem wczoraj nie pokazali ani pol olsniewajacej sztuczki technicznej
(ktore zreszta sa mocno przereklamowane - slynne koleczko Zidana, to moj
qmpel w podstawowce z upodobaniem wykorzystywal). Natomiast to
Monaco "czarowalo" - 3 bramka (Giuly'ego), czy dostodkowanie "krzyzaczkiem"
Ibarry (w ogole niezly kurdupel - czyzby rosl nastepca Maradony?) - to byly
majstersztyki.
- bo Real oczekiwal na oklaski i na "nalezacy sie" (w ich mniemaniu) awans, a
Monaco gralo w pilke. I to gralo tak ze przyjemnie bylo popatrzec.
BRAWO MONACO! (i tylko Raula mi szkoda...)
Pozdrawiam Misiek