rolnikpolski
04.02.04, 14:38
ZBRODNIA W KONIUCHACH - NOWE DOWODY
Sze?ćdziesišt lat temu, 29 stycznia 1944 roku, polska wie? Koniuchy, położona
na skraju Puszczy Rudnickiej w gminie Bieniakonie, powiat Lida (z dala od
głównych szlaków komunikacyjnych) została znienacka zaatakowana przez
oddziały partyzantki sowiecko-żydowskiej. Podczas dwugodzinnej rzezi zginęło
kilkudziesięciu mieszkańców wsi: mężczyzn, kobiet i dzieci. Tylko nieliczni
zdołali się ukryć i uciec. Napastnicy doszczętnie obrabowali gospodarstwa, a
wie? pu?cili z dymem. Niektóre domostwa spłonęły razem z zamieszkujšcymi je
rodzinami.
Pacyfikacja jako "akcja bojowa"
O zbrodni i jej przebiegu wiemy dużo, przede wszystkim z opublikowanych
wspomnień żydowskich uczestników tej akcji. Okazuje się, że pacyfikacja
ludno?ci cywilnej, spalenie wsi razem z czę?ciš jej mieszkańców może być
przez całe lata bezkarnie przedstawiana jako "akcja bojowa" o dużym znaczeniu
militarnym i propagandowym. Wystarczyło tylko znale?ć odpowiedni motyw -
takie przedstawienie ofiar, które będzie wystarczajšcym pretekstem dokonania
okrutnego pogromu. I motyw taki znalazł się, jak na zamówienie.
Oto co napisał po latach o tej "akcji" jej uczestnik Chaim Lazar: Od pewnego
czasu wiedziano, że wie? Koniuchy jest gniazdem band i centrum
antypartyzanckich intryg. Jej mieszkańcy, znani z niegodziwo?ci, organizowali
okolicznš ludno?ć, rozprowadzajšc broń uzyskanš od Niemców i prowadzšc akcję
przeciw partyzantom. Wie? była dobrze ufortyfikowana, każdy dom miał pozycję
strategicznš i okopany był rowami obronnymi. Po obu stronach wsi były
wieżyczki obserwacyjne. Wła?nie to miejsce wybrano, aby przeprowadzić akcję
zastraszajšcš i zemsty. Sztab Brygady zdecydował zrównać Koniuchy z ziemiš,
aby dać przykład innym.
Pewnego wieczoru 120 najlepszych partyzantów ze wszystkich obozów,
uzbrojonych w najlepszš broń, wyruszyło w stronę tej wsi. Między nimi było
około 50 Żydów pod dowództwem Jaakowa (Jakuba) Prennera. O północy dotarli w
okolicę wioski i zajęli pozycje wyj?ciowe. Rozkazano nie zostawić przy życiu
nikogo, łšcznie z żywym inwentarzem, a zabudowania spalić (...).
Zadanie wykonano w krótkim czasie. Sze?ćdziesišt gospodarstw chłopskich, w
których mieszkało około 300 osób, zniszczono. Nie uratował się nikt (Chaim
Lazar, Destruction and Resistance, New York 1985, s. 174-175).
Powyższy opis jest całkowicie sprzeczny z prawdš, wie? nie była bowiem
ufortyfikowana i nie prowadziła żadnych akcji przeciw partyzantom. Każdy, kto
ma jakiekolwiek pojęcie o polityce Niemców w krajach okupowanych podczas II
wojny ?wiatowej, wie, że to po prostu bzdury. Ale te wspomnienia publikowane
były po angielsku, na użytek czytelników, którzy o wojnie nie wiedzš nic i z
dobrodziejstwem inwentarza przyjmujš to wszystko za dobrš monetę. Sš do tego
przyzwyczajeni od lat.
Faktem jest, że mieszkańcy tej wsi kilkakrotnie przeciwstawiali się gwałtom i
rabunkom i to była ich jedyna "wina" oraz bezpo?rednia przyczyna tragedii.
Partyzanci sowieccy i żydowscy wyznawali jednak zasadę, że kto nie jest z
nami, ten jest przeciw nam. W ten sposób z każdego można było zrobić
wygodnego wroga, a nawet, na użytek propagandowy, po prostu... Niemca. Tak
postšpili na przykład Meir Jelin i Dmitrij Gelpern, członkowie tzw. Brygady
Kowieńskiej, w wydanych w 1948 roku w Moskwie wspomnieniach: Otrzymawszy
posiłki z kowieńskiego getta, zgrupowanie ??mierć okupantom" miało możliwo?ć
uczestniczyć w dużej akcji wraz z innymi zgrupowaniami z Puszczy Rudnickiej.
www.medianet.pl/~naszapol/0405/0405zebi.php