Dodaj do ulubionych

Z zycia prezesa

10.02.04, 05:42
Z zycia prezesa ARMS-u, A. Ostrowskiego/xywa:ostry/
Poniedzialek. Musze zmienic sekretarke.Skonczyla 29 lat.Za stara.Wtorek.
Dzisiaj zaczyna sie szkolenie w Kapsztadzie.Samolot do RPA nie chcial czekac
na mnie 4 godziny.Polecialem do RPA z dachu mego biurowca smiglowcem.
Sroda.Podroz troche sie przeciaga.Miedzyladowanie w Paryzu. Faktycznie, to nie
kasztany sa najlepsze na placu Pigalle.
Czwartek.Tankowanie w Kairze. Smiglowiec wypil 1000 litra. Ja tylko 7.Narod
nieuzyty. Kazalem by przyniesli do mnie piramidy.Nie chcieli. Podobno sa
bardzo duze. A na zdjeciach maja tylko kilka centymetrowa.
Piatek. Spotkalem kumpli w Kapsztadzie.Szkolenie jest O.K.Tankuja juz od
poniedzialku.
Sobota. Kumpel z RPA ma urodziny.
Jest prezesem kopalni diamentow. Dalem mu prezencie helikopter. Nie bede
ciagnal zlomu z powrotem ze osoba.
Niedziela. Niestety szkolenie sie konczy. A zapowiadalo sie fantastycznie.
Poniedzialek. Prezes od diamentow obiecal mi w rewanzu sekretarke. Podobno
jest ciemna. Co
tam, wszystkie sekretarki sa ciemne. Dorzucili kilo diamentow. Fajny kumpel.
Wtorek. Powrot do kraju. Tym razem rejsowym samolotem niestety. Zadnego
miedzyladowania.
Sroda. Rozpakowalem sekretarke. Okazalo sie, ze jest ciemna
doslownie.Zmienilem wyposazenie biura. Wszystkie meble czarne.
Czwartek. Okazalo sie, ze kolorystycznie jest wszystko w porzadku, ale
sekretarka zna tylko angielski i bantu.
Zatrudnilem tlumacza. Wszystko pojdzie w koszty.
Piatek. Dzisiaj moje urodziny. Dostalem od Zarzadu nowy helikopter. Ten
poprzedni miale juz rok. Sekretarka sie stara, ale mowi, ze paznokcie jej
przeszkadzaja w pisaniu. Dobrze, ze nie przeszkadzaja w czym innym. Sobota.
Probny lot nad Warszawa. Kazalem obnizyc Palac Kultury. Za bardzo przeszkadza
w lataniu.
Niedziela.Jak to dobrze, ze dzis niedziela.
> > Troche wytchnienia po tygodniu kieratu. A moze wziac urlop ?
Poniedzialek. Posiedzenie Zarzadu. Skandal.
Chca mi obnizyc pensje o 10% - wychodzi, ze o 10 tysiecy. Jak ja zwiaze koniec
z koncem? Nawet na paliwo do BMW nie starczy ...
Wtorek. Zmienilem Zarzad. Ten poprzedni byl juz stary. Mialem go juz rok.
Sroda. Delegacja zalogi. Ach jak ja tego nie lubie. Marudzili, ze od pol roku
nie dostaja pensji. Jakby nie wiedzieli, ze ledwo wiaze koniec z koncem.
Czwartek. Delegacja z Chin. Gadaja troche niezrozumiale. Ale najwazniejsze, ze
dali mi w prezencie nowa sekretarke. Ta czarna juz sie znudzila.
Skad ja wezme zolte meble?
Piatek.Troche klopotow z Chinka. Okazalo sie, ze zna tylko chinski. No i
troche japonskiego. Skad ja wezme tlumacza? Chinka egzamin w lozku zdala celujaco.
Nadal brak koncepcji w sprawie mebli. Chyba po prostu zmienie marmury w
budynku na jasniejsze. Pojdzie w koszty.
Sobota.Praca prezesa nigdy sie nie konczy.
Zrobilem uroczysty bankiet z nowym Zarzadem.
Zamowilem TIR trunkow. Starczylo. Pojdzie w koszty.
A zlosliwi spiewaja: "Niech zyja nam prezesi przez szereg dlugich lat, bo gdy
prezesi pija, w gorzelni wodki brak". Owszem z pierwsza czescia sie calkowicie
zgadzam. Ale druga? - Oczerniaja na kazdym kroku.
Niedziela. Dzis tylko trzy slowa. Kac, kac, kac.
Poniedzialek.Gralismy z kumplami w pokera. Wygralem nowa sekretarke, podobno
Rosjanka.
No, kondycje to ona ma ...tylko ze pobily sie z ta Chinka. Nie wiem o co,
przeciez zaspokajam je obydwie. Ta nowa ma niestety podbite oko. Trzeba bedzie
zalatwic L4,
i pchnac ja na plastyke twarzy...Na szczescie nie biedzie z tym problemu, w
koncu jestem szefem.
Kasy Chorych.
Obserwuj wątek
    • heretykkk Re: Z zycia prezesa 10.02.04, 13:06
      :))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka