Dodaj do ulubionych

My też tak potrafimy, no może nie zupełnie tak

    • Gość: Cisza Re: My też tak potrafimy, no może nie zupełnie ta IP: *.gdynia.mm.pl 30.03.04, 10:16




      Kazimierz Tetmajer - "MÓW DO MNIE JESZCZE"


      ... Mów do mnie jeszcze... Za taką rozmową
      tęskniłem lata... Każde twoje słowo
      słodkie w mem sercu wywołuje dreszcze
      -mów do mnie jeszcze...
      Mów do mnie jeszcze... ludzie nas nie słyszą
      Słowa twe dziwnie poją i kołyszą,
      Jak kwiatem, każdem słowem twem się pieszczę
      -Mów do mnie jeszcze...






    • Gość: Wiosna I jeszcze Kaźmierz Wspaniały IP: *.gdynia.mm.pl 30.03.04, 10:21
      Kazimierz Tetmajer - "-Szukałem Ciebie pośród kobiet roju..." (fragmant Hymnu
      do miłości)

      Szukałem Ciebie pośród kobiet roju,
      czekałem Ciebie o każdej godzinie
      i pełen byłem trwóg i niepokoju,
      że zanim przyjdziesz, życie moje minie.
      Bo nie wątpiłem, że jesteś, że moje
      oczekiwanie nie jest czczym złudzeniem,
      że niedaleko gdzieś od ciebie stoję
      z moją tęsknotą, nadzieją, pragnieniem.

      Od lat już całych niewidziałnym ciemiem
      byłem przy Tobie, szukając daremnie
      w kobietach Ciebie, coś istniała we mnie.
      Ciebie poczułem przed dawnymi laty,
      gdy głos w noc cichą zabrzniał mi nad głową,
      a mnie się zdało, że się sypią kwiaty,
      że kwiatem pada na mnie każde słowo...

      Lata tęskniłem za taką rozmową
      i latam czekał, aż się znów powtórzy...
      Przyszła - przebrzmiała, jak więdnie liść róży
      z kochanej ręki, który barwą bladą
      długo swój dawny szkarłat przypomina,
      z którym się kończy dzień i dzień zaczyna,
      i z którym wreszcie na sercu w grób.
    • Gość: Robaczek Z Kźmierzem nawet w kapitalizm wykoślawiony IP: *.gdynia.mm.pl 30.03.04, 10:27
      Kazimierz Tetmajer - "EVVIVA L´ARTE!"

      Evviva l'arte! Człowiek zginąć musi -
      cóż, kto pieniędzy nie ma, jest pariasem,
      nędza porywa za gardło i dusi -
      zginąć, to zginąć jak pies, a tymczasem,
      choć życie nasze splunięcia niewarte:
      evviva l'arte!

      Evviva l'arte! Niechaj pasie brzuchy,
      nędzny filistrów naród! My, artyści,
      my, którym często na chleb braknie suchy,
      my, do jesiennych tak podobni liści,
      i tak wykrzykniem: gdy wszystko nic warte,
      evviva l'arte!

      Evviva l'arte! Duma naszym bogiem,
      sława nam słońcem, nam, królom bez ziemi,
      możemy z głodu skonać gdzieś pod progiem,
      ale jak orły z skrzydły złamanemi -
      więc naprzód! Cóż jest prócz sławy co warte?
      evviva l'arte!

      Evviva l'arte! W piersiach naszych płoną
      ognie przez Boga samego włożone:
      więc patrzym na tłum z głową podniesioną,
      laurów za złotą nie damy koronę,
      i chociaż życie nasze nic niewarte,
      evviva l'arte!
    • Gość: Słabeusz pozbądźmy się tego choć sił tak mało IP: *.gdynia.mm.pl 30.03.04, 10:34
      Kazimierz Tetmajer - "FAŁSZ, ZAWIŚĆ..."

      Fałsz, zawiść, płaskość, mierność, nikczemność, głupota:
      oto rafy, o które łódź moja potrąca,
      płynąc przez życia mętne i cuchnące błota
      pod niebem zachmurzonym, bez gwiazd i bez słońca.

      Wiem, że błot nie przepłynę - odrzucam precz wiosła
      i przymknąwszy powieki na dnie łodzi leżę,
      nie dbając, kędy by mnie mętna woda niosła,
      nie dbając, gdzie i jakie czeka mnie wybrzeże?

      Tak płynę ja, zrodzony od czystego morza,
      do purpurowych wschodó, zachodów złoconych,
      do gwiazd kroci, orkanu, co gna przez przestworza,
      do cisz wielkich i sennych i do wysp zielonych.

      Tak płynę ja, zrodzony, by słoneczne fale
      pruć silnym ruchem ręki leżącej na sterze,
      by wiry i wietrzyce roztrącać zuchwale - -
      tak płynę i półmartwo na dnie łodzi leżę.
      • lupus.lupus Re: pozbądźmy się tego choć sił tak mało 30.03.04, 10:39
        Ile tego :) Plus za Pound'a, Dickinson i Cummingsa. Co ta wiosna z nami robi? :)

        Odkurzony przez Soykę Grechuta:

        "Odkąd tylko jesteś ze mną
        noszę w sobie radosne odkrycie
        przyszła do mnie zupełnie inna
        nowa pora mojego życia
        najspokojniej , najpiękniej na świecie
        płynę rzeką mych marzeń przy tobie
        przez jesienie , lata i wiosny
        i przez zimę, zawiane drogi


        Mijam wyspy i lądy nadziei
        wszystko wkoło zaś jak by mówiło
        że niedługo już może za chwilę
        dosięgniemy to co się śniło
        ty przynosisz mi myśli płomienne
        patrzą na mnie uważnie twe oczy
        każdą chwilę mi w porę przepowiesz
        żadna chwila mnie żle nie zaskoczy


        Jesteś latem w zimowe ochłody
        jesteś wiosną w jesienne półmroki
        pierwszym słońca po deszczu promieniem
        pierwszym nieba po burzy obłokiem
        i zostaniesz tak w tej podróży
        mego świata najmilszą osobą
        na te cztery pory niepewne
        piąta porą na każdy rok z tobą"
    • Gość: Sowa Gajcy o miłości bez jutra szepcze lupusowi IP: *.gdynia.mm.pl 30.03.04, 10:52
      Miłość bez jutra

      Mój sen śmiertelny ciałem spełniasz
      i słowem płochym w śnie poczętym:
      puszysta włosów twoich perła
      jak promień krągły w pościel spływa,
      gdzie dłoń pierzasta jak z igliwia
      rozdziela cienie ciał od lęku.

      Mówimy szeptem krwi łagodnej
      słuchając w sobie: niech w nas płynie,
      niech niesie - światło jak w roślinie
      prześwietli serc planety małe
      i obudzimy się słuchając
      szelestu chmur i grania wody.

      Bo tyle tylko jest w nas ciepła,
      co dłoń zdziwiona objąć zdoła,
      i trwogi tyle, co zakrzepła
      wy ryj e w twarzy łza jak z ognia,
      i głosu w nas, co wydać może
      w kielichu warg języka ostrze.

      Niech płynie w nas - mówimy jeszcze
      ten szmer ciemności, póki księgę
      obłoków wiatr przegina miękką.
      Bo tyle tylko wiary w pieśni,
      ile obrazu pod powieką
      ziemi odbitej ostatecznie.

      T.Gajcy
      • lupus.lupus Stachura wciąż wierzy, że nie jest za późno... 30.03.04, 11:04
        Jeszcze zdążymy w dżungli ludzkości siebie odnaleźć,
        Tęskność zawrotna przybliża nas.
        Zbiegną się wreszcie tory sieroce naszych dwu planet,
        Cudnie spokrewnią się ciała nam.
        Jest już za późno!
        Nie jest za późno!
        Jest już za późno!
        Nie jest za późno!
        Jeszcze zdążymy tanio wynająć małą mansardę
        Z oknem na rzekę lub też na park,
        Z łożem szerokim, piecem wysokim, ściennym zegarem,
        Schodzić będziemy codziennie w świat.
        Jest już za późno!
        Nie jest za późno!
        Jest już za późno!
        Nie jest za późno!
        Jeszcze zdążymy naszą miłością siebie zachwycić,
        Siebie zachwycić i wszystko w krąg.
        Wojna to będzie straszna, bo Bóg nas będzie chciał zniszczyć,
        Lecz nam się uda zachwycić go.
        Już jest za późno!
        Nie jest za późno!
        Nie jest za późno!
        Nie jest za późno!

        • Gość: OK !! Stachura wciąż wierzy, że nie jest za późno..OK ! IP: *.gdynia.mm.pl 30.03.04, 11:39
          Nigdy nie jest zapóźno
          Później tylko trudniej

          www.danielallenpoet.com/page1.html

    • Gość: Bezmyślny "Przed zaśnieciem" Pound homa myśl biegnie... IP: *.gdynia.mm.pl 30.03.04, 11:04
      Ezra Pound - Before Sleep

      The lateral vibrations caress me,
      They leap and caress me,
      They work pathetically in my favour,
      They seek my financial good.

      She of the spear stands present.
      The gods of the underworld attend me, O Annubis,
      These are they of thy company.
      With a pathetic solicitude they attend me;
      Undulant,
      Their realm is the lateral courses.


      Light!
      I am up to follow thee, Pallas.
      Up and out of their caresses.
      You were gone up as a rocket,
      Bending your passages from right to left and from left to right
      In the flat projection of a spiral.
      The gods of drugged sleep attend me,
      Wishing me well;
      I am up to follow thee, Pallas.


    • Gość: Głuchy POSŁUCHAJ . zanim pył z drwin osiądzie na nas... IP: *.gdynia.mm.pl 30.03.04, 11:10
      e.e. cummings - listen... (III)

      listen
      beloved
      i dreamed
      it appeared that you thought to
      escape me and became a great
      lily atilt on
      insolent
      waters but i was aware of
      fragrance and i came riding upon
      a horse of porphyry into the
      waters i rode down the red
      horse shrieking from splintering
      foam caught you clutched you upon my
      mouth
      listen
      beloved
      i dreamed in my dream you had
      desire to thwart me and became
      a little bird and hid
      in a tree of tall marble
      from a great way i distinguished
      singing and i came
      riding upon a scarlet sunset
      trampling the night easily
      from the shocked impossible
      tower i caught
      you strained you
      broke you upon my blood
      listen
      beloved i dreamed
      i thought you would have deceived
      me and became a star in the kingdom
      of heaven
      through day and space i saw you close
      your eyes and i came riding
      upon a thousand crimson years arched with agony
      i reined them in tottering before
      the throne and as
      they shied at the automaton moon from
      the transplendant hand of sombre god
      i picked you
      as an apple is picked by the little peasants for their girls

    • Gość: Homo sapiens Kim jesteś ....czy wiesz....kim jesteśmy? IP: *.gdynia.mm.pl 30.03.04, 11:31
      Kim jesteś

      kim jesteś stojąca na drodze w skórzanych
      rękawiczkach w apaszce księżyca wiatr
      obejmująca w czasie gwiezdnej nocy
      gdy światło dotyka podniebienia traw
      gdy oświetla plecy wyniosłego żuka
      (słychać dalekie ujadanie psa
      a chór żab wzmaga kosmiczną muzykę)

      kim jesteś stojąca niepewnie na obręczy nocy
      w środku obcego umarłego miasta
      zapatrzona w twarze migocących ciał
      w cienkie stopy i łodygi blasku
      w ślady Yeti na horyzoncie -
      jakbyś wśród nich szukała próby odpowiedzi

      kim jesteś i czym twoje marmurowe miasto
      które wciąż cię nie zna -
      choć przeniknąć nie możesz za odległość gwiazd

      lepiej ci będzie niepokorna córko
      w światła widnokręgi płynąć -
      i z Norwidem wyklętym na ojczyznę patrzeć
      i serce obudzić -
      i stopić raz jeszcze zamarznięty czas

      Józefa Słusarczyk -Latos
      • sainbois Ash-Wednesday 30.03.04, 12:13
        IV

        Who walked between the violet and violet
        Who walked between
        Whe various ranks of varied green
        Going in white and blue, in Mary's colour,
        Talking of trivial things
        In ignorance and in knowledge of eternal dolour
        Who moved among the others as they walked,
        Who then made strong the fountains and made fresh the springs

        Made cool the dry rock and made firm the sand
        In blue of larkspur, blue of Mary's colour,
        Sovegna vos

        Here are the years that walk between, bearing
        Away the fiddles and the flutes, restoring
        One who moves in the time between sleep and waking, wearing

        White light folded, sheated about her, folded,
        The new years walk, restoring
        Through a bright cloud of tears, the years, restoring
        With a new verse the ancient rhyme. Redeem
        The time. Redeem
        The unread vision in the higher dream
        While jewelled unicorns draw by the gilded hearse.

        The silent sister veiled in white and blue
        Between the yews, behind the garden god,
        Whose flute is breathless, bent her head and signed but spoke no word
        But the fountain sprang up and the bird sang down
        Redeem the time, redeem the dream
        The token of the word unheard, unspoken

        Till the wind shake a thousand whispers from the yew

        And after this our exile

        T. S. Eliot
        • sainbois Z "Notatnika" G. M. Hopkinsa 30.03.04, 12:20
          Wielki Post. Nie jeść budyniu w niedzielę. Herbatę pić tylko wtedy, gdy jestem
          senny, i bez cukru. Żadnych wierszy w Wielkim Tygodniu i w piątki. Nie siedzieć
          w fotelu, chyba że nie mogę inaczej pisać. Środa Popielcowa i Wielki Piątek -
          chleb i woda.
          1866
          G. M. Hopkins
          tłum. K. Boczkowski
          • rolotomasi o.Maryjanowi vel HomoCośTamma, od wiernych 30.03.04, 20:20
            Poezja niezła rzecz, ale po.
            Nim wypełnisz powołanie, wczytaj się w przesłanie>>

            [2004-03-13 14:36]
            Zwłoki noworodka odkryto po południu w kontenerze na śmieci we Wrocławiu.
            Makabrycznego znaleziska dokonał jeden z mieszkańców, który powiadomił
            mieszkającego w okolicy policjanta. Policjant natychmiast zabezpieczył miejsce.
            dziennik.pap.com.pl/index.html?dzial=PRZ&poddzial=POL&id_depeszy=13879308
            [2004-03-08 13:35]
            Zwłoki noworodka znalazł w kontenerze na śmieci w Rejowcu w woj. lubelskim
            zbieracz surowców wtórnych - poinformowała policja. Jest to czwarty w tym roku
            przypadek znalezienia zwłok noworodka w Lubelskiem.
            dziennik.pap.com.pl/index.html?dzial=POL&poddzial=SPN&id_depeszy=13842795
            [2004-02-19 14:10]
            Martwego noworodka znalazł w swojej piwnicy mieszkaniec Gliwic. Zwłoki dziecka
            ktoś włożył do znajdującej się tam lodówki.
            dziennik.pap.com.pl/index.html?dzial=POL&poddzial=SPN&id_depeszy=13726696
            [2004-02-14 11:09]
            Zwłoki noworodka odkryli pracownicy wysypiska śmieci w miejscowości Gać koło
            Oławy w Dolnośląskiem - poinformował rzecznik prasowy komendy powiatowej
            policji w Oławie Edmund Koziarski.
            dziennik.pap.com.pl/index.html?dzial=PRZ&poddzial=POL&id_depeszy=13694630
            [2004-02-12 16:23]
            Dziecko 17-latki spod Łukowa zmarło z powodu wykrwawienia
            Noworodek znaleziony na strychu domu w Staninie pod Łukowem (woj. lubelskie)
            zmarł z wykrwawienia w wyniku zadanych mu ran
            dziennik.pap.com.pl/index.html?dzial=PRZ&poddzial=POL&id_depeszy=13684119
            [2004-01-25 15:49]
            Małżeństwo przyznało się do zabicia dwojga noworodków,
            itd.

            za> 'jedenZforumAktu'
            • Gość: homo Re: o.Maryjanowi vel HomoCośTamma, od wiernych IP: *.gdynia.mm.pl 30.03.04, 22:12
              Niepojęte zezwierzęcenie i brak odpowiedzialności za nowonarodzonych wynika z
              ogólnej demoralizacji społeczeństwa. Żle rozumiana wolność i brak wiary w
              istnienie wartosci niezmiennych w czasie jest moim zdaniem poważna przyczyna
              takich zachowań.
          • homosovieticus Odkopać źródło 30.03.04, 22:24
            Odkopać źródło


            Nie byli ani niechętni człowiekowi
            ani opustoszali na duszy
            ale byli w świecie
            który niósł piasek nicości
            taki pył pustynny
            który zasypuje źródła

            i trzeba ustawicznie usuwać wydmy suche
            i trzeba w miejscach źródła
            ustawiać znaki
            że jest tutaj
            że właśnie w tym miejscu
            że będzie woda do picia
            i ratunek

            i powtarza się to nieustannie
            w czas łatwy i w chwilach bolesnego wyczerpania

            i samotni wędrowcy
            i społeczność
            podejmują wysiłek
            który jest ważny dla życia

            jesteście i wy
            podobni do bezcennych darów Boga
            które znów trzeba odsłonić
            na prywatnej pustyni codzienności


            Ks. Alojzy Henel CM


    • homosovieticus Miłość do miasta.... do .......LWOWA 31.03.04, 02:04
      TĘSKNOTA
      Jakże tę młodość minioną odgrzebać,
      Którą czas pokrył grubą warstwą pyłu,
      Przez jakieś góry lat przebić się trzeba
      Aby się myślą móc cofnąć do tyłu.

      A może jednak byłoby najprościej
      Wspiąć się po tęczy rozpiętej w półkole
      Jak po wysokim kolorowym moście
      I z drugiej strony Lwów zobaczyć w dole

      A tam jak kwiatów pachnących wiązanka
      Pamięć mi wróci moje lata młode,
      I pójdzie ze mną aż na Pohulankę,
      Albo na narty na Żelazną Wodę

      Pójdę spacerem ulicą Legionów,
      Starą doróżką przejadę przez miasto.
      Posłucham bicia bernardyńskich dzwonów
      I do Katedry zdążę na dwunastą.

      Wciąż mi jak żywo przed oczyma stają
      Stara kamienica na Hetmańskich Wałach
      Gdzie przez dzień cały dzwoniły tramwaje
      A ślepa Mincia na harmonii grała.

      A obok rumak uniósł nogi przednie
      Król Jan Sobieski po Wałach cwałował
      Królu, Ty Turków pobiłeś pod Wiedniem
      A nie umiałeś nam obronić Lwowa.

      A jaka radość me serce przenika
      Gdy myśl powoli z pamięci wyłuska,
      Tutaj na lewo biegła Kopernika
      A tam na prawo ulica Sykstuska

      Lwowie kochany, o Lwowie mój miły,
      Choć cię opuścił stary hrabia Fredro
      Żadne przemoce, żadne obce siły
      Polskości z twego oblicza nie zedrą.

      Do Ciebie myślą wciąż powracać musze
      Wspomnienia stawiać jak wojsko w ordynku
      Dwa lwy siedzące przed starym ratuszem
      I cztery studnie stojące na rynku.

      Choć czas mi głowę pokrył białą pleśnią
      O miasto moje wierne i niezłomne,
      Cos mi młodości pachniało czereśnią
      Uroku Twego nigdy nie zapomnę.

      Jest maj, kasztany zakwitły na wałach
      Ja ich nie ujrzę, łza się w oku kręci
      O miasto moje jam nie zapomniała,
      Ja cię we wiecznej zachowam pamięci.

      Choć obca mowa wciska mi się w uszy
      I obca ziemia ciało moje gości,
      To jedna mała cząstka mojej duszy
      Została w tobie, miasto mej młodości.


      Miasto mej młodości

      ST> Szybalski USA
    • Gość: homo Prawdziwa perła poezji ! IP: *.gdynia.mm.pl 01.04.04, 21:48
      Prima Aprilis
      • sainbois Kobayashi Issa 02.04.04, 12:44
        1806
        haru no kaze kusa ni mo sake wo nomasu-beshi

        spring breeze -
        the grass too drinks
        sake, I bet!
        • Gość: homo Re: Kobayashi Issa ale bez słów IP: *.gdynia.mm.pl 02.04.04, 19:42
          www.kobayashi-jazz.com/players.html
          • sainbois Issa 03.04.04, 12:44
            1820

            ume saku ya jigoku no kado mo yasumi satsu

            plum blooming -
            even hell's gate
            CLOSED
            • lupus.lupus ciemna strona 04.04.04, 00:55
              Zapominamy w tym wątku o ciemnej stronie.
              Ascetyczna scenografia. Na scenie wrocławskiego teatru piękna jak anioł Anna
              Maria Jopek i piękny jak Śmierć Maciek Maleńczuk:

              "Ułóż się tu mały Henry Lee
              i całą noc mnie pieść
              gdzie znajdziesz tę co ciało swe
              potrafi z twym ciałem spleść

              a wicher wiał, a wicher wył
              la la la la li
              kraczą już wrony nad Henrym Lee

              Nie mogę Ci pieszczoty dać
              bo inna pokochałem
              Zielony Ląd daleko stąd
              jej ciało złączył z mym ciałem

              a wicher wył, a wicher wiał
              la la la la li
              kraczą już wrony nad Henrym Lee

              Pocałuj mnie mój Henry Lee
              pożegnać Cię już muszę
              ten ostry nóż
              przeszyje twe ciało a moją duszę

              a wicher wył, a wicher wiał
              la la la la li
              kraczą już wrony nad Henrym Lee

              Za ręce i za nogi weź
              niech głowa o bruk dudni
              Zielony Ląd to ciało me
              na dnie głębokiej studni

              a wicher wiał, a wicher wył
              la la la la la li
              kraczą już wrony nad Henrym Lee

              Leż sobie leż mój Henry Lee
              leż sobie wieczność całą
              zrobiłeś błąd Zielony Ląd
              to teraz gnijące ciało

              a wicher wiał, a wicher wył
              la la la la la li
              kraczą wrony nad Henrym Lee
              • Gość: Marian M> Maleńczuk warto posłuchać! IP: *.gdynia.mm.pl 04.04.04, 10:05
                www.malenczuk.art.pl/muzyka/chamstwo1.mp3
              • sainbois Kiedy odejdę, dłużej nie rozpaczaj 05.04.04, 00:02
                witaj, lupusie l.

                Sonet 71, Szekspir, mroczny

                Kiedy odejdę, dłużej nie rozpaczaj,
                Niż będziesz słyszał mosiężny jęk dzwonu,
                Który ostrzega, iżem zbiegł ze świata
                Z robactwem marnym dzielić próchno domu.
                Czytając wiersz mój nie wspominaj ręki,
                Która go kreśli; tak bardzo cię kocham,
                Iż wolej obraz wydarłbym z pamięci
                Niż choćby jedną łzę z twojego oka.
                Jeżeli wersz mój przywiedzie wspomnienia,
                Kiedy już z gliną być może związany
                będę, nie próbuj mojego imienia;
                Gnijący, nie chcę być dłużej kochany.
                Świat mógłby bowiem wejrzeć w twoją żałość
                I drwić, i szydzić, skoro mnie nie stało.

                Tł. J. S. Sito

                trochę się w wątku nazbierało mroczności. Marian zadbał o to: wkleił link do
                stron porno (orgie naszych czasów), i do opowiadania, co jak ponure ruiny
                świątyni Astarte - zamiast miłosnego wtajemniczenia ponury behaviour, a także
                znalazł kilka textów sowizdrzalskich, w sumie doskonały kontrapunkt. A
                rolotomasi przypomiał, że ludzie regulują liczebność swej populacji,
                narastającej dzięki.. no, dzięki miłosnym wyznaniom.
    • homosovieticus Klarryysssie ! 04.04.04, 15:40
      * * *
      Odejdź, szczęśliwa z innym! Ty, lub Twoja mara,
      na skrzydłach której iskrzą niebiosów lazule,
      miłuj mojego druha! we mnie zbyt straszna Niagara,
      więc rzucam ją w przepaść głębszą - niż Ultima Thule!
      Twardym się staje mój głos, choć mam w sercu ule
      pełne bursztynowego miodu. W twoim ręku czara
      trucizny czy upojeń? błądzim nad rzeką, ciemni króle,
      rządzący przeznaczeniem. Oto mię spłomienia wiara,
      że jeśli w chmurach się zatopią nasze firmamenty
      zostanie Ognia żar. I ja w nim. I ty - mój mrok ... przeklęty


      Tadeusz Miciński


      Nie odchodź zbyt daleko
      bo krzyk mój nie dotrze
      do skroni jasnych przez uszu małżowinę
      ..............................
      homo :))
      • sainbois Lovelace do Clarissy: Kiedy w nielasce 05.04.04, 00:20
        Kiedy w niełasce u ludzi i losu
        Płaczę, od wszytkich nagle odtrącony,
        I dżwigam głos mój do głuchych niebiosów,
        I patrzę w siebie, i klnę zrozpaczony,
        Chciałbym jak ów być w nadzieję bogaty,
        Jak ów, gdy pośrod przyjaciół króluje,
        Owe talenta, ów kunszt, owe szaty,
        To, co najmilsze, najmniej mnie raduje;
        lecz kiedy w myśli własnym gardzę życiem,
        Wspominam ciebie i z ziemi podnoszę,
        Jako ptakowie zbudzeni o świcie,
        Głos mój, i hymnem radość niebios głoszę.
        Twoja bo milość przywodzi wspomnienia,
        iżbym z królami losu nie zamieniał.
        Sonet 29
        tl. J. J. Sito
        • homosovieticus Re: Lovelace do Clarissy: Kiedy w nielasce 05.04.04, 00:31
          sonet 96



          Zdrady są w związku dusz wiernych nieznane
          Albowiem miłość nie będzie miłością
          Jeśli jest zmienna, mogąc mieć odmianę
          Lub skłonna odejść za cudzą skłonnością
          Nie! To wzniesiona nad burzy bałwany
          Latarnia morska, gwiazda niewzruszona
          Mknie ku niej każdy okręt zabłąkany
          Nieznanej, choć jej wysokość zmierzona
          Miłości w błazna swego nie przetworzy
          Czas, choć lic świeżość i róże warg ścina
          Miłość z dnia na dzień się zmienić nie może
          Przetrwa aż przyjdzie śmiertelna godzina
          Jeśli to błąd jest lub jeśli skłamałem
          Nikt nie miłował, nigdy nie pisałem

          Nie wiem kto tłumaczem był.
          ps
          A moze masz w tłumaczeniu Barańczaka sonet 29, albo kogoś jeszcze innego,
          Miłosza?
          Byłbym wdzięcznym bezgranicznie
          :))
          • sainbois to jest 116 sonet 05.04.04, 10:08
            Przynajmniej w moim starym PIWowskim wydaniu Sonetów,
            a Sonet 116 w tłumaczeniu Aleksandra Mierzejewskiego brzmi tak:

            Niechaj do prawych umysłów złączenia
            Żadne warunki nie będą przydane.
            Miłością nie jest miłość, co się zmienia
            Lub jako rzeczy jest powyginane.
            Nie. Miłość znak to we wieczności stały,
            Co nie wstrząśnięty jest nawet przez burze,
            Gwiazda dla barki, którą wichry gnały,
            Wartość nieznana, świało lśniące w górze.
            Nie błaznem czasu miłość jest, choć zgodnie
            Z prawami jego więdną nasze wdzięki.
            Nie zmienia się w godziny i tygodnie,
            Lecz do zagłady trwa, do skraju męki.
            Gdy sprawdzą na mnie: kłamstwo to - rzecz płocha -
            Nigdym nie pisał, nigdy nikt nie kochał.

            Niestety nie mam w tej chwili pod ręką innych tłumaczeń sonetu 29
            czytałam wiersz Jesienina, wspaniale brzmi, tak czyściutko
            może to byłby jednak Twój dział, poezja rosyjska w oryginale? taki np. Gumilew:)


            i jeszcze sonet 96

            Lub ganią młodość, iż nadmiernie płocha,
            Lub też niewinnym pobłażają grzechom;
            lecz grzech i wdzięk twój każdy z nas ukochał,
            Grzech bowiem wdziękiem czynisz i uciechą.
            Jak lichy klejnot na palcu królowej
            Mocą jej tronu zda się rosnąć w cenie,
            Tak grzechy twoje, dawne oraz nowe,
            Zmienione w prawdę, są prawdy znamieniem.
            Ileż bo jagniąt mógłby wilk zadławić,
            Jeśliby w jagnię potrafił się zmienić!
            Ilu patrzących zdołałbyś znieprawić,
            Używszy władzy, jaką masz nad niemi.
            Lecz nie czyń tego: skoroś mi powierzył
            Siebie, cześć twoja do mnie przynależy.

            tł. J. S. Sito
            (ja bardzo lubię jego tłumaczenia)


    • homosovieticus Talent wielki dał mu Pan i ...nie zmarnował go :)) 04.04.04, 15:49
      Modlitwa
      Z głębiny serca k?Tobie wzywam, Panie,
      Z pomroku duszy, gdzie się kryje płaz -
      Łzy mi się cisną i tworzą wyznanie,
      Jakie się w życia składu tylko raz

      I tylko Tobie... Czy mnie słyszysz, Panie?
      Otom zbłąkany wśród piasków pustyni:
      Pożar zwątpienia pali głowę mą,
      Wicher goryczy serce wyschłym czyni -

      A znikąd rosy - chybam zroszon łzą,
      W której się mieści cały ból pustyni.
      Dokoła ciągną wyjące szakale
      Stadami węsząc samicę lub żer -

      Gdy je usłyszę - moich łez opale
      W twardy i ostry kamienieją żwir
      I głazy ciskam...
      Lecz teraz noc jest - i przez gwiazd milczenie

      Przemawia do mnie Wiekuisty Duch -
      Jemu odsłonię duszy swej zmęczenie -
      On stworzy we mnie życiodajny ruch -
      On mnie roztopi w błękitów milczenie.

      fragment T. Miciński
    • homosovieticus Ogień pali każde serce czułe i umysł wrazliwy 04.04.04, 15:51
      Ogień
      Samotny siedzę przy kominka blasku,
      na ścianach drgają fantastyczne mary -
      z bezdźwięcznym śmiechem w takt suchego trzasku
      litanii słucham dusz - w łunach Ofiary.

      Powoli smutek objął serce senne,
      jak pająk muchę, w szarą swoją przędzę;
      smutek tak wiotki, jako mgły wiosenne,
      a tak bezbrzeżny, jako ludzkie nędze.

      Łuczywo gaśnie - pokrwawione ściany
      snują mi szeptem dziwne opowieści
      "szedł w nocy młodzian z Chrystusem nieznany" -
      a serce moje w okna mi szeleści.


      Oh, zimno - czarno - źle -
      wicher na polu dmie -
      weź ono drzewko zmarznięte,
      rzuć je do ognia - niech zgorze -
      mój Boże!
      a serce moje uczyń równie święte.


      Tadeusz Miciński


    • homosovieticus Nieśmiertelna prośba ludzi ...naszą prośbą !! 04.04.04, 15:55
      Prośba do Boga
      (z Boeciusa)
      Na nędzną ziemię racz mieć wzgląd, Panie,
      Którego ten świat trzyma staranie.
      Sprawę rąk Twoich, część niewzgardzoną
      Wichrzy Fortuna burzą szaloną;
      Ślepa, prócz braku rozsiewa szkody.
      O, wżdy chciej kiedy jej wściągnąć wody,
      Ojcze łaskawy! A pokój, który
      Niebo i wielbią anielskie chóry,
      Niech naród ludzki sprawuje wiecznie,
      Aby imię Twe chwalił bezpiecznie.


      Mikołaj Sęp-Szarzyński


      • sainbois Co jest twą treścią? Z czego cię stworzono 04.04.04, 23:39
        Co jest twą treścią? Z czego cię stworzono,
        że tyle cieni masz na swe skinienie?
        Jeden jedyny człowiek ma cień pono,
        A twoja postać różne rzuca cienie.
        Piękny Adonis, ot, postaci twojej
        Daremnie chciałby stworzyć obraz wtórny,
        W twoje przymioty Helena się stroi,
        Ciebie widzimy w kształtach greckiej urny.
        Mówmy o wiośnie czy o żniwach roku -
        pierwsza odbiciem twej urody będzie,
        Drugie składają należny ci okup;
        W każdej urodzie widzimy cię wszedzie.
        We wszelkim pięknie częścią bodaj gościsz,
        Lecz nikt jak ty, a ty jak nikt w milości.
        Sonet 53, Szekspir
        tłum. J Łowiński
        • homosovieticus z mułu Bóg mnie stworzył na obraz i podobieństwo 05.04.04, 00:05
          sainbois napisała:

          > Co jest twą treścią? Z czego cię stworzono,
          > że tyle cieni masz na swe skinienie?
          > Jeden jedyny człowiek ma cień pono,
          > A twoja postać różne rzuca cienie.
          > Piękny Adonis, ot, postaci twojej
          > Daremnie chciałby stworzyć obraz wtórny,
          > W twoje przymioty Helena się stroi,
          > Ciebie widzimy w kształtach greckiej urny.
          > Mówmy o wiośnie czy o żniwach roku -
          > pierwsza odbiciem twej urody będzie,
          > Drugie składają należny ci okup;
          > W każdej urodzie widzimy cię wszedzie.
          > We wszelkim pięknie częścią bodaj gościsz,
          > Lecz nikt jak ty, a ty jak nikt w milości.
          > Sonet 53, Szekspir
          > tłum. J Łowiński
          W mordę jeża to o mnie ! Dzięki! Prześliczne dzieki!
          :))
          • sainbois Dialog Filologii z Muzą - sonet 18 05.04.04, 10:21
            Tako rzecze Filologia:
            Mam cię porównać do letniego dnia?
            Bardziej łagodny jesteś, bardziej słodki.
            Majowe pączki targa mroźny wiatr,
            A termin dzierżawy lata jest krótki:
            Czasami zbytnio praży niebios oko,
            Często na jego złotym licu chmury;
            A każde piękno traci część uroku
            Zrządzeniem losu, kaprysem natury.
            Lecz nie wygaśnie twoje lato wieczne,
            Ani nie stracisz danego ci piękna;
            Pyszna śmierć nie rzuci na cię cienia,
            Gdy w wiecznym wierszu wyrośniesz bezpiecznie.

            Póki człowieka nie nastąpi koniec,
            Póty ci życie daje żywy sonet.

            William Szekspir, Sonet XVIII
            przełożyła Agnieszka Barszcz

            a Muza odpowiada Filologii, nucąc:

            Mam cię porównać do letniego dnia?
            Piękniejsza jesteś, stalsza niźli on.
            Tenuta lata nazbyt krótko trwa
            I w maju ścina czułe pąki szron.
            To zbytni żar nam oko niebios śle,
            To szara mgła zasnuje złoty krąg
            I piękno już mniej piękne zdaje się
            Przez ślepy traf lub przyrodzenia ciąg.
            A twoje lato nie straci swych kras
            Ani mu groźna najsurowsza z zim,
            Ni w mroku śmierci pogrąży cię czas,
            Bom w nieśmiertelny ujął ciebie rym.
            Pokąd tchu ludziom, pokąd w oku skry,
            Potąd trwa wiersz ten, a w wierszu tym ty.

            Jerzy ŁOWIŃSKI usłyszał śpiew:)

            • rolotomasi Dialog z Monohomo 09.04.04, 20:23
              Dialog z Monohomo
              Nie powinno zabraknąć egzemplum siubstelnego konesiera wierszów w wszelakich
              psującego swymi odchodami pracę nieSwoich>>

              prośba o pocałunek
              Autor: Gość: Homosovieticus IP: *.gdynia.mm.pl
              Data: 22.01.2004 22:42 + dodaj do ulubionych wątków + odpowiedz na list
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=9346918&a=10327377
              "Całujta mnie w dupę!"

              Wiersz, w którym autor grzecznie,
              ale stanowczo uprasza liczne zastępy
              bliźnich, by go w dupę pocałowali

              Apsztyfikanci grubej Berty
              I katowickie węglokopy,
              I borysławskie naftowierty,
              I lodzermensche, bycze chłopy,
              Warszawskie bubki, żygolaki
              Z szajką wytwornych pind na kupę,
              Rębajły, franty, zabijaki,
              Całujcie mnie wszyscy w dupę.

              Izraeliccy doktorkowie,
              Widnia, żydowskiej Mekki, flance,
              Co w Bochni, Stryju i Krakowie
              Szerzycie kulturalną francę!
              Którzy chlipiecie z Naje Fraje
              Swą intelektualną zupę,
              Mądrale, oczytane faje,
              Całujcie mnie wszyscy w dupę.

              Item aryjskie rzeczoznawce,
              Wypierdy germańskiego ducha
              (Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
              Wierzcie mi, jedna będzie jucha),
              Karne pętaki i szturmowcy,
              Zuchy z Makabi czy z Owupe,
              I rekordziści i sportowcy,
              Całujcie mnie wszyscy w dupę.

              Socjały nudne i ponure,
              Pedeki, neokatoliki,
              Podskakiwacze pod kulturę,
              Czciciele radia i fizyki,
              Uczone małpy, ścisłowiedy,
              Co oglądacie świat przez lupę
              I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
              Całujcie mnie wszyscy w dupę.

              Item ów belfer szkoły żeńskiej,
              Co dużo chciałby, a nie może,
              Item profesor Cy... wileński
              (Pan wie już za co, profesorze!)
              I ty za młodu niedorżnięta
              Megiero, co masz taki tupet,
              Że szczujesz na mnie swe szczenięta,
              Całujcie mnie wszyscy w dupę.

              Item Syjontki palestyńskie,
              Haluce, co lejecie tkliwie
              Starozakonne łzy kretyńskie,
              Że szumią jodły w Tel-Avivie,
              I wszechsłowiańscy marzyciele
              Zebrani w malowniczą trupę,
              Z byle mistycznym kpem na czele,
              Całujcie mnie wszyscy w dupę.

              I ty fortunny skurwysynu,
              Gówniarzu uperfumowany,
              Co splendor oraz spleen Londynu
              Nosisz na gębie zakazanej,
              I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
              A srać chodziłeś pod chałupę,
              Ty, wypasiony na Ikacu,
              Całujcie mnie wszyscy w dupę.

              Item ględziarze i bajdury,
              Ciągnący z nieba grubą rentę,
              O, łapiduchy z Jasnej Góry,
              Z Góry Kalwarii parchy święte,
              I ty, księżuniu, co kutasa
              Zawiązanego masz na supeł,
              Żeby ci czasem nie pohasał,
              Całujcie mnie wszyscy w dupę.

              I wy, o których zapomniałem,
              Lub pominąłem was przez litość,
              Albo dlatego, że się bałem,
              Albo, że taka was obfitość,
              I ty, cenzorze, co za wiersz ten
              Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
              Iżem się stał świńtuchów hersztem,
              Całujcie mnie wszyscy w dupę!...
              /JT/

              Obiecuję,
              za:ten przykład, i inne psujstwo + użyźnianie nawozem nie jego idei oraz odstrę-
              czanie Otwartych umysłów od wejścia na forum,a także, wykorzystywanie słabszych
              intelektualnie do sobie użytecznego wymiatania politycznego - obiecuję:
              NIE KLIKNĘ NI RAZU.
              gdy przyjdą doń z sadełka go wyzwolić.
              cbdn
              • sainbois Najokrutniejszy miesiąc to kwiecień 10.04.04, 13:20
                Drogi rolotomasi, znalazłam w tym wątku na czas pewien miłą enklawę, cichą
                przystań. Jestem sieciową wędrowniczką; jakem kobieta, buddystka i socjalistka,
                wielbicielka Piłsudskiego, Norwegii i Szwecji - to, zaprawdę, Homosovieticus
                (czytałam niektóre jego forumowe wypowiedzi) jest moją antytezą. A jednak
                rozmawialiśmy sobie tutaj przyjaźnie w tym osobliwym zakątku, rozumieliśmy się -
                pod pewnym względem, na jakimś poziomie. Widać więc, że porozumienie zawsze
                jest możliwe. Jednak, jak naucza Budda, wszystko co złożone, podlega
                dekompozycji, być może wątek ten już przekwitł.
                Miło byłoby jeszcze jednak przeczytać, jak Ty wyznajesz miłość ukochanej
                osobie. Bo wiem już, jak nie lubisz Homosovieticusa:))
                Przy sposobności...
                kilka haiku Issy

                rok 1818
                asagao ya namu aa-aa to hito toki ni
                morning-glories--
                praising Amida, Amida
                quickly

                rok 1821
                mida tanome hebi mo soro-soro ana ni iru
                trust in Amida Buddha!
                snake inching
                into its hole

                i wspaniały początek Ziemi Jałowej Eliota
                (bo najokrutniejszy miesiąc to kwiecień)

                The Waste Land

                I. THE BURIAL OF THE DEAD
                APRIL is the cruellest month, breeding
                Lilacs out of the dead land, mixing
                Memory and desire, stirring
                Dull roots with spring rain.
                Winter kept us warm, covering 5
                Earth in forgetful snow, feeding
                A little life with dried tubers.
                Summer surprised us, coming over the Starnbergersee
                With a shower of rain; we stopped in the colonnade,
                And went on in sunlight, into the Hofgarten, 10
                And drank coffee, and talked for an hour.
                Bin gar keine Russin, stamm' aus Litauen, echt deutsch.
                And when we were children, staying at the archduke's,
                My cousin's, he took me out on a sled,
                And I was frightened. He said, Marie, 15
                Marie, hold on tight. And down we went.
                In the mountains, there you feel free.
                I read, much of the night, and go south in the winter.

                What are the roots that clutch, what branches grow
                Out of this stony rubbish? Son of man, 20
                You cannot say, or guess, for you know only
                A heap of broken images, where the sun beats,
                And the dead tree gives no shelter, the cricket no relief,
                And the dry stone no sound of water. Only
                There is shadow under this red rock, 25
                (Come in under the shadow of this red rock),
                And I will show you something different from either
                Your shadow at morning striding behind you
                Or your shadow at evening rising to meet you;
                I will show you fear in a handful of dust. 30
                Frisch weht der Wind
                Der Heimat zu.
                Mein Irisch Kind,
                Wo weilest du?
                'You gave me hyacinths first a year ago; 35
                'They called me the hyacinth girl.'
                —Yet when we came back, late, from the Hyacinth garden,
                Your arms full, and your hair wet, I could not
                Speak, and my eyes failed, I was neither
                Living nor dead, and I knew nothing, 40
                Looking into the heart of light, the silence.
                Od' und leer das Meer.

                Madame Sosostris, famous clairvoyante,
                Had a bad cold, nevertheless
                Is known to be the wisest woman in Europe, 45
                With a wicked pack of cards. Here, said she,
                Is your card, the drowned Phoenician Sailor,
                (Those are pearls that were his eyes. Look!)
                Here is Belladonna, the Lady of the Rocks,
                The lady of situations. 50
                Here is the man with three staves, and here the Wheel,
                And here is the one-eyed merchant, and this card,
                Which is blank, is something he carries on his back,
                Which I am forbidden to see. I do not find
                The Hanged Man. Fear death by water. 55
                I see crowds of people, walking round in a ring.
                Thank you. If you see dear Mrs. Equitone,
                Tell her I bring the horoscope myself:
                One must be so careful these days.

                Unreal City, 60
                Under the brown fog of a winter dawn,
                A crowd flowed over London Bridge, so many,
                I had not thought death had undone so many.
                Sighs, short and infrequent, were exhaled,
                And each man fixed his eyes before his feet. 65
                Flowed up the hill and down King William Street,
                To where Saint Mary Woolnoth kept the hours
                With a dead sound on the final stroke of nine.
                There I saw one I knew, and stopped him, crying 'Stetson!
                'You who were with me in the ships at Mylae! 70
                'That corpse you planted last year in your garden,
                'Has it begun to sprout? Will it bloom this year?
                'Or has the sudden frost disturbed its bed?
                'Oh keep the Dog far hence, that's friend to men,
                'Or with his nails he'll dig it up again! 75
                'You! hypocrite lecteur!—mon semblable,—mon frère!'
                serdeczności
                • homosovieticus Staniki i pantofle leżą obok pończoch... 10.04.04, 14:03
                  "I Tiresias, old man with wrinkled dugs
                  Perceived the scene, and foretold the rest -
                  I too awaited the expected guest.
                  He, the young man carbuncular, arrives,
                  A small house agent's clerk, with one bold stare,
                  One of the low on whom assurance sits
                  As a silk hat on a Bradford millionaire.
                  The time is now propitious, as he guesses,
                  The meal is ended, she is bored and tired,
                  Endeavours to engage her in caresses
                  Which still are unreproved, if undesired.
                  Flushed and decided, he assaults at once;
                  Exploring hands encounter no defence;
                  His vanity requires no response,
                  And makes a welcome of indifference.
                  (And I Tiresias have foresuffered all
                  Enacted on this same divan or bed;
                  I who have sat by Thebes below the wall
                  And walked among the lowest of the dead.)
                  Bestows one final patronising kiss,
                  And gropes his way, finding the stairs unlit . . .

                  She turns and looks a moment in the glass,
                  Hardly aware of her departed lover;
                  Her brain allows one half-formed thought to pass:
                  "Well now that's done: and I'm glad it's over."
                  When lovely woman stoops to folly and
                  Paces about her room again, alone,
                  She smoothes her hair with automatic hand,
                  And puts a record on the gramophone. "

                  • Gość: ecce homo sam z sobą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.04, 14:08
                    Ciężko tak samemu z sobą rozmawiać i wrzucać tu masę wierszy na forum kraj.
                    Jest forum dla miłośników poezji. Idź tam.
                    • sainbois ecce, a może coś k'rzeczy? 10.04.04, 14:37
                      To interesujące i pouczające, samo w sobie, że kwestionujesz moje, sainbois,
                      istnienie. Jednak nie masz żadnego prawa, by mi coś nakazywać lub czegoś
                      zakazywać.
                    • homosovieticus Re: sam z sobą i od czasu do czasu z Tobą 10.04.04, 14:41
                      Gość portalu: ecce homo napisał(a):

                      > Ciężko tak samemu z sobą rozmawiać i wrzucać tu masę wierszy na forum kraj.
                      > Jest forum dla miłośników poezji. Idź tam.

                      Na forum można było recytować poezję i mówić do siebie. W czym Ci
                      przeszkadzaja wiersze?
                      A może moja obecność Ci przeszkadza?

                    • homosovieticus Re:sam z sobą i tak przez życie całe z :)) należy 10.04.04, 14:47
                      Gość portalu: ecce homo napisał(a):

                      > Ciężko tak samemu z sobą rozmawiać i wrzucać tu masę wierszy na forum kraj.
                      > Jest forum dla miłośników poezji. Idź tam.

                      Ecce homo

                      To zaczęło się już tamtej Nocy
                      Krzykiem w męce pierwszego oddechu,
                      Który podczas truchlejącej mocy
                      Zbudził świat skupiony pod strzechą.

                      Narastało potem w ucieczce
                      Przez rozgrzane pustynne piaski,
                      Gdy się wzniosły skrwawione miecze
                      I goniły ochrypłe wrzaski.

                      I nie było śpiewów anielskich
                      Przy codziennej ciężkiej robocie
                      Lecz zgrzyt piły o twarde deski,
                      Które Chłopcu podawał ojciec.

                      To już było w tamtym Ogrodzie,
                      Gdy przed znanym lęk się zakradał.
                      I w tym gorzkim pocałunku-zdradzie,
                      I gdy zbrojnych opadła gromada.

                      I wciąż rosło z każda godziną
                      Kiedy inni szyderczo się śmieli,
                      A we wodzie, ze znudzoną miną
                      Umył ręce Procurator Judei.

                      Potem przeszło w ból żywy na twarzy,
                      Na rozdartych plecach i skroni.
                      I w to, co musiało się zdarzyć:
                      Gwoździe w stopach i gwoździe w dłoni.

                      Na to trzeba być ludzką istotą,
                      By się bać i odczuwać cierpienie.
                      A więc stał się – w cierniu Człowiek oto,
                      Syn Żywego Boga – Odkupienie
                      /słowa-Przetacznik/
                  • sainbois Co oznajmił grom 10.04.04, 14:32
                    V. WHAT THE THUNDER SAID

                    AFTER the torchlight red on sweaty faces
                    After the frosty silence in the gardens
                    After the agony in stony places
                    The shouting and the crying
                    Prison and place and reverberation
                    Of thunder of spring over distant mountains
                    He who was living is now dead
                    We who were living are now dying
                    With a little patience

                    Here is no water but only rock
                    Rock and no water and the sandy road
                    The road winding above among the mountains
                    Which are mountains of rock without water
                    If there were water we should stop and drink
                    Amongst the rock one cannot stop or think
                    Sweat is dry and feet are in the sand
                    If there were only water amongst the rock
                    Dead mountain mouth of carious teeth that cannot spit
                    Here one can neither stand nor lie nor sit
                    There is not even silence in the mountains
                    But dry sterile thunder without rain
                    There is not even solitude in the mountains
                    But red sullen faces sneer and snarl
                    From doors of mudcracked houses
                    If there were water
                    And no rock
                    If there were rock
                    And also water
                    And water
                    A spring
                    A pool among the rock
                    If there were the sound of water only
                    Not the cicada
                    And dry grass singing
                    But sound of water over a rock
                    Where the hermit-thrush sings in the pine trees
                    Drip drop drip drop drop drop drop
                    But there is no water

                    Who is the third who walks always beside you?
                    When I count, there are only you and I together
                    But when I look ahead up the white road
                    There is always another one walking beside you
                    Gliding wrapt in a brown mantle, hooded
                    I do not know whether a man or a woman
                    —But who is that on the other side of you?

                    What is that sound high in the air
                    Murmur of maternal lamentation
                    Who are those hooded hordes swarming
                    Over endless plains, stumbling in cracked earth
                    Ringed by the flat horizon only
                    What is the city over the mountains
                    Cracks and reforms and bursts in the violet air
                    Falling towers
                    Jerusalem Athens Alexandria
                    Vienna London
                    Unreal

                    A woman drew her long black hair out tight
                    And fiddled whisper music on those strings
                    And bats with baby faces in the violet light
                    Whistled, and beat their wings
                    And crawled head downward down a blackened wall
                    And upside down in air were towers
                    Tolling reminiscent bells, that kept the hours
                    And voices singing out of empty cisterns and exhausted wells.

                    In this decayed hole among the mountains
                    In the faint moonlight, the grass is singing
                    Over the tumbled graves, about the chapel
                    There is the empty chapel, only the wind's home.
                    It has no windows, and the door swings,
                    Dry bones can harm no one.
                    Only a cock stood on the rooftree
                    Co co rico co co rico
                    In a flash of lightning. Then a damp gust
                    Bringing rain

                    Ganga was sunken, and the limp leaves
                    Waited for rain, while the black clouds
                    Gathered far distant, over Himavant.
                    The jungle crouched, humped in silence.
                    Then spoke the thunder
                    D A
                    Datta: what have we given?
                    My friend, blood shaking my heart
                    The awful daring of a moment's surrender
                    Which an age of prudence can never retract
                    By this, and this only, we have existed
                    Which is not to be found in our obituaries
                    Or in memories draped by the beneficent spider
                    Or under seals broken by the lean solicitor
                    In our empty rooms
                    D A
                    Dayadhvam: I have heard the key
                    Turn in the door once and turn once only
                    We think of the key, each in his prison
                    Thinking of the key, each confirms a prison
                    Only at nightfall, aetherial rumours
                    Revive for a moment a broken Coriolanus
                    D A
                    Damyata: The boat responded
                    Gaily, to the hand expert with sail and oar
                    The sea was calm, your heart would have responded
                    Gaily, when invited, beating obedient
                    To controlling hands

                    I sat upon the shore
                    Fishing, with the arid plain behind me
                    Shall I at least set my lands in order?

                    London Bridge is falling down falling down falling down

                    Poi s'ascose nel foco che gli affina
                    Quando fiam ceu chelidon—O swallow swallow
                    Le Prince d'Aquitaine à la tour abolie
                    These fragments I have shored against my ruins
                    Why then Ile fit you. Hieronymo's mad againe.
                    Datta. Dayadhvam. Damyata.

                    Shantih shantih shantih
                    • homosovieticus Re: Co oznajmił grom 10.04.04, 15:04


                      "Ziemia jałowa" nie łatwy tekst, oj niełatwy. Podobno Paundowi był zadedykowany
                      ten utwór.Wszystko prawie zawiera i H. Hesse " Złotoustego " chyba?

                      Datta. Dayadhvam. Damyata. (dawaj , współczuj , czuwaj)z Brihadaranyaka-
                      Upaninishad 5,1

                      >Shantih shantih shantih - zakończenie Upaniszady czyli "Pokój ,który
                      przechodzi pojęcie"
                      Tyle się dowiedziałem dzieki Tobie, dzięki.
                      • homosovieticus Re: wielkie miasto poezji nie sprzyja :(( 10.04.04, 19:05
                        Z padołu
                        Wielkie miasto poezji nie sprzyja -
                        Chyba takiej, co pełza jak żmija,
                        Paszkwilami spoza węgła szczeka,
                        Procesyjne rozwija proporce,
                        Zdobi szychem pańskich trumien wieka
                        Albo służy za kwiatek aktorce.

                        W wielkim mieście trudno o sielankę
                        Malowaną miękkim pędzlem Greuze'a -
                        Z wrażeń ono grubą sieczkę rzeza,
                        Rwie brutalnie cichych marzeń tkankę,
                        A gdy kiedy zabłyśnie w obrazie,
                        To ten pięknym jest tylko - przy gazie.

                        Lecz i tutaj, w ustroniu gdzieś cichem,
                        Kędy ludzie przemieszkują prości,
                        Można z lilii spotkać się kielichem,
                        Z sercem pełnym anielskiej światłości,
                        Z duszą, w której jak w książce się czyta,
                        Z życiem słodkim jak pieśń Teokryta...

                        W niebie Danta Bóg mieszka u szczytu,
                        Lecz wśród ludzi chętniej schodzi na dół -
                        Tam wśród jęków, złorzeczeń i zgrzytu
                        Rzuca blask swój na tę burzę czarną
                        I boskością wywyższa ten padół -
                        A poeci doń wówczas się garną...

                        Wiktor Gomulicki

                      • sainbois Sybilla kumejska 10.04.04, 20:40
                        "Nam Sibyllam quidem Cumis ego ipse oculus meis
                        vidi in ampulla pendere, et cum illi pueri dicerent:
                        [Sybyl, what do you wish?]; respondebat illa: [I wish to die]."

                        For Ezra Pound
                        il miglior fabbro.

                        i explikacja:

                        Latin and Greek - From the Satyricon of Petronius (d. A.D. 66), chapter 48.

                        With my own eyes I saw the Sybil of Cumae hanging in a bottle; and when the
                        boys said to her: "[Sybil, what do you want?]" she replied, "[I want to die.]"

                        The text in brackets is the Greek portion of the epigraph. Browsers may not
                        display the Greek correctly but the quotes are:

                        i. [ Σιβνλλα τι θελεισ ]

                        ii.[ αποθανειν θελω." ]


                        The Sibyl was a prophetess and was suspended in a bottle in the temple of
                        Hercules at Cumae (near Naples). She was granted long life by Apollo, as many
                        years as grains of sand she held in her hand, but she had forgotten to ask to
                        retain her youth. With her aging she withered away.

                        Wielka wrażliwość i
                        subtelność, subtelna ale niewątpliwa siła,
                        ciepły odblask światła
                        światło, co ogrzewa - za to jestem Ci wdzięczna, drogi Homosovieticusie. bardzo
                        wdzięczna


                        • homosovieticus Re: Sybilla kumejska Asnyka 10.04.04, 22:23
                          Sybilla Kumejska. Jej przepowiednię zapisał Wergillusz w Bukolikach:

                          ???Czwarty czas ksiąg kumeryjskich zapanował wszędzie
                          Więc na nowo porządek wieków się odradza
                          Powraca znów Dziewica i Saturna władza
                          Nowy potomek nieba zstępuje na ziemię”.

                          Tę osiemnastoletnią dziewczynę przedstawiano z muszlą (symbolem narodzin
                          Chrystusa), nawiązującą do kąpania nowo narodzonego dziecka. Ukazywano ją
                          również z rozwiniętym sztandarem, będącym prawdopodobnie zapowiedzią
                          Zmartwychwstania Pańskiego. Towarzyszył jej prorok Dawid. Reprezentuje Europę.


                          W zatoce Baja


                          Cicho płyńmy jak duchy,

                          Białe żagle nawiążmy;

                          Toń tak głucha, milcząca,

                          Fala o brzeg nie trąca,

                          Więc utajmy namiętne wybuchy

                          I wzrok łzawy w ciemności pogrążmy.



                          Dzień już zapadł w otchłanie,

                          I w posępnej pomroce

                          Jako cienie przelotne

                          Pijmy rosy wilgotne,

                          Po srebrzystej ślizgając się pianie,

                          W tej przeszłością szumiącej zatoce.



                          Tu przed nami się czerni

                          Stary cmentarz dziejowy,

                          Gdzie ruiny dokoła

                          Śpią pod skrzydłem anioła;

                          Tu przystaniem, grobowców odźwierni,

                          I pochylim ciężące już głowy.



                          Może echa, co drzemią

                          W długim kolumn krużganku,

                          I marzenia, co legły,

                          Nim swej mety dobiegły,

                          Naszym przyjściem zbudzone pod ziemią,

                          Dopowiedzą historii poranku.



                          Pośród wonnych jałowców

                          Dumające widziadła

                          Szepczą między zwaliska

                          Zapomniane nazwiska...

                          Pewnie przyjmą gościnnie wędrowców,

                          Nad którymi już przeszłość zapadła.



                          W Serapisa kościele

                          Złóżmy lary rodzinne,

                          Może z nawy strzaskanej

                          Wyjdą słońca kapłany

                          Pytać się nas, co robim w popiele

                          I czy słońce nie świeci nam inne.



                          A Kumejska Sybilla,

                          Skryta w głębi pieczary,

                          Nad trójnogiem schylona,

                          Krzyknie przez sen zdziwiona:

                          Czy się zjawił znów jaki Attylla?

                          Czy to tylko mordują Cezary?...



                          Przed prostylem Diana

                          Trzyma księżyc nad głową;

                          Gdy nas ujrzy, pomyśli,

                          Że Niobidy tu przyszli,

                          I po łuk swój pobiegnie, zmieszana

                          Tą kamiennej boleści wymową.



                          A pierzchając przez łomy

                          W liść rzeźbione akantów,

                          Będzie mniemać, że z dala

                          Stoi córka Tantala

                          I w nią wlepia swój wzrok nieruchomy,

                          Przesłonięty potokiem brylantów.



                          Wróć się, blada Hekate!

                          Bo ruina się skarży;

                          Fryz, odarty z ozdoby,

                          Patrzy pełen żałoby -

                          Nie przyszliśmy po krwi swej zapłatę

                          Ani chcemy zakłócać cmentarzy.



                          Zejdź więc, gwiazdo Erebu,

                          Tulić dalej straszydła;

                          Już piekielnych psów wycie

                          Głosi nasze przybycie;

                          My z własnego wracamy pogrzebu

                          I pod twoje chronimy się skrzydła.



                          Rzuć ostatnie promienie

                          Nam na drogę podziemną;

                          Może za tym wybrzeżem

                          Acheronu dostrzeżem

                          Naszych braci błądzące już cienie

                          I żalące się niebu, że ciemno!

                          18 listopad 1864

                          • sainbois Canto XIII, Pound 11.04.04, 01:23
                            Canto XIII

                            Kung walked
                            by the dynastic temple
                            and into the cedar grove,
                            and then out by the lower river,
                            And with him Khieu Tchi
                            and Tian the low speaking
                            And "we are unknown," said Kung,
                            "You will take up charioteering?
                            "Then you will become known,
                            "Or perhaps I should take up charioterring, or archery?
                            "Or the practice of public speaking?"
                            And Tseu-lou said, "I would put the defences in order,"
                            And Khieu said, "If I were lord of a province
                            "I would put it in better order than this is."
                            And Tchi said, "I would prefer a small mountain temple,
                            "With order in the observances,
                            with a suitable performance of the ritual,"
                            And Tian said, with his hand on the strings of his lute
                            The low sounds continuing
                            after his hand left the strings,
                            And the sound went up like smoke, under the leaves,
                            And he looked after the sound:
                            "The old swimming hole,
                            "And the boys flopping off the planks,
                            "Or sitting in the underbrush playing mandolins."
                            And Kung smiled upon all of them equally.
                            And Thseng-sie desired to know:
                            "Which had answered correctly?"
                            And Kung said, "They have all answered correctly,
                            "That is to say, each in his nature."
                            And Kung raised his cane against Yuan Jang,
                            Yuan Jang being his elder,

                            or Yuan Jang sat by the roadside pretending to
                            be receiving wisdom.
                            And Kung said
                            "You old fool, come out of it,
                            "Get up and do something useful."
                            And Kung said
                            "Respect a child's faculties
                            "From the moment it inhales the clear air,
                            "But a man of fifty who knows nothing
                            Is worthy of no respect."
                            And "When the prince has gathered about him
                            "All the savants and artists, his riches will be fully employed."
                            And Kung said, and wrote on the bo leaves:
                            If a man have not order within him
                            He can not spread order about him;
                            And if a man have not order within him
                            His family will not act with due order;
                            And if the prince have not order within him
                            He can not put order in his dominions.
                            And Kung gave the words "order"
                            and "brotherly deference"
                            And said nothing of the "life after death."
                            And he said
                            "Anyone can run to excesses,
                            "It is easy to shoot past the mark,
                            "It is hard to stand firm in the middle."

                            And they said: If a man commit murder
                            Should his father protect him, and hide him?
                            And Kung said:
                            He should hide him.

                            And Kung gave his daughter to Kong-Tchang
                            Although Kong-Tchang was in prison.
                            And he gave his niece to Nan-Young
                            although Nan-Young was out of office.
                            And Kung said "Wan ruled with moderation,
                            "In his day the State was well kept,
                            "And even I can remember
                            "A day when the historians left blanks in their writings,
                            "I mean, for things they didn't know,
                            "But that time seems to be passing.
                            A day when the historians left blanks in their writings,
                            But that time seems to be passing."
                            And Kung said, "Without character you will
                            "be unable to play on that instrument
                            "Or to execute the music fit for the Odes.
                            "The blossoms of the apricot
                            "blow from the east to the west,
                            And I have tried to keep them from falling."

                            Kung to K'ung-fu-tze, czyli Konfucjusz
                          • sainbois Anonim, XVIII w. 11.04.04, 01:25

                            Wenn ich ein Vöglein wär
                            und auch zwei Flüglein hätt,
                            flög ich zu dir.
                            Weils aber nicht kann sein,
                            bleib ich allhier.
                            Bin ich gleich weit von dir,
                            bin doch im Schlaf bei dir
                            und red mit dir.
                            Wenn ich erwachen tu,
                            bin ich allein.
                            Es vergeht kein Stund in der Nacht,
                            daß mein Herz nicht erwacht
                            und an dich denkt,
                            daß du mir vieltausendmal
                            dein Herz geschenkt.

                            If I were a bird and had two wings I would fly to you. As that cannot be, I
                            have to stay here.
                            Even though I am far from you, in my sleep I am with you and speak to you. When
                            I wake up I am alone.
                            Not an hour passes in the night but my heart wakes and thinks of you, and that
                            you have given me your heart so many thousand times.
                            • homosovieticus Canto XLIX Wesołego Alleluja sainbois :) 11.04.04, 06:56
                              Canto XLIX

                              For the seven lakes, and by no man these verses:

                              Rain; empty river; a voyage,

                              Fire from frozen cloud, heavy rain in the twilight

                              Under the cabin roof was one lantern.

                              The reeds are heavy; bent;

                              and the bamboos speak as if weeping.



                              Autumn moon; hills rise about lakes

                              against sunset

                              Evening is like a curtain of cloud,

                              a blurr above ripples; and through it

                              sharp long spikes of the cinnamon,

                              a cold tune amid reeds.

                              Behind hill the monk's bell

                              borne on the wind.

                              Sail passed here in April; may return in October

                              Boat fades in silver; slowly;

                              Sun blaze alone on the river.



                              Where wine flag catches the sunset

                              Sparse chimneys smoke in the cross light



                              Comes then snow scur on the river

                              And a world is covered with jade

                              Small boat floats like a lanthorn,

                              The flowing water closts as with cold. And at San Yin

                              they are a people of leisure.



                              Wild geese swoop to the sand-bar,

                              Clouds gather about the hole of the window

                              Broad water; geese line out with the autumn

                              Rooks clatter over the fishermen's lanthorns,



                              A light moves on the north sky line;

                              where the young boys prod stones for shrimp.

                              In seventeen hundred came Tsing to these hill lakes.

                              A light moves on the South sky line.



                              State by creating riches shd. thereby get into debt?

                              Thsi is infamy; this is Geryon.

                              This canal goes still to TenShi

                              Though the old king built it for pleasure



                              K E I M E N R A N K E I

                              K I U M A N M A N K E I

                              JITSU GETSU K O K W A

                              T A N FUKU T A N K A I



                              Sun up; work

                              sundown; to rest

                              dig well and drink of the water

                              dig field; eat of the grain

                              Imperial power is? and to us what is it?



                              The fourth; the dimension of stillness.

                              And the power over wild beasts.

                              • sainbois List z nieba Wesołego Alleluja homosovieticusie 11.04.04, 10:30
                                List z nieba

                                Radość przystoi świętym,
                                a któż się nią odzieje,
                                jeśli nie oni jedynie?

                                Łaska jest dla wybranych,
                                a któż ją przyjmie,
                                prócz tych, co od początku
                                jej zaufali?

                                Miłość jest dla wybranych;
                                kto się nią odzieje, jeśli nie ci
                                co od początku ją posiedli?

                                Idźcie wciąż w wiedzy Pana,
                                a poznacie Jego łaskę wielkoduszną,
                                sądząc z radości
                                i doskonałości Jego wiedzy.

                                Jego plan był jakby listem
                                Jego wola zstąpiła z nieba;
                                wystrzelił ją jak strzałę
                                z łuku naciągniętego z całej mocy.

                                Mnóstwo rąk się podniosło,
                                aby list porwać, unieść i przeczytać.
                                Lecz on się wyrwał z ich palców,
                                przelękli się i listu,
                                i tej pieczęci, która go znaczyła,
                                a nie mogli jej złamać;
                                pieczęć była mocniejsza od ich siły.

                                Biegli za listem onym
                                ci, co go ujrzeli,
                                aby zobaczyć, gdzie upadnie,
                                tam by czytali, tam by go słuchali.

                                Wreszcie schwytało go koło
                                i list doń przylgnął;
                                koło było znakiem
                                Jego królestwa, Jego panowania,
                                cokolwiek stało mu na drodze,
                                koło kosiło, koło przecinało.

                                Ono wiązało jak pokosy
                                tłum przeciwników,
                                zasypywało rzeki, przechodziło,
                                ogołacało z drzew ościenne lasy,
                                i wytyczało wielką drogę.
                                Głowa zstąpiła aż do stóp,
                                albowiem aż do stóp dobiegło koło
                                zbliżając sie do listu.

                                A list zawierał rozkaz:
                                i wszystkie ludy były zgromadzone.
                                Głowa odsłoniona
                                zjawiła się u szczytu,
                                Syn prawdziwy Ojca Przedwiecznego.
                                On dostał wszechświat w dziedziczne władanie,
                                zarysy wielości skurczyły się w nicość.
                                Powstali apostaci i uciekli,
                                zginęli wyrwani z korzeniami prześladowcy.

                                A był ten list wielką tablicą
                                dokładnie zapisaną palcem Boga,
                                i Imię Boga było tam wyryte
                                razem z Imieniem Syna i Ducha Świętego,
                                aby królować na wiek wieków.

                                Alleluja!

                                Ody Salomona, Oda 23

                                tłum. Anna Kamieńska



            • Gość: homo KOHELETA myśli często zasiadają pod czaszką IP: *.gdynia.mm.pl 10.04.04, 08:48
              Marność dóbr zdobytych mądrością

              12 Postanowiłem
              przyjrzeć się mądrości,
              a także szaleństwu i głupocie.
              Bo czegoż jeszcze dokonać może człowiek,
              który nastąpi po królu,
              nad to, czego on już dokonał?*
              13 I zobaczyłem,
              że mądrość tak przewyższa głupotę,
              jak światło przewyższa ciemności.
              14 Mędrzec ma w głowie swojej oczy,
              a głupiec chodzi w ciemności.
              Ale poznałem tak samo,
              że ten sam los
              spotyka wszystkich.
              15 Więc powiedziałem sobie:
              «Jaki los głupca,
              taki i mój będzie.
              I po cóż więc nabyłem
              tyle mądrości?»
              Rzekłem przeto w sercu, że i to jest marność.
              16 Bo nie ma wiecznej pamięci po mędrcu
              tak samo, jak i po głupcu,
              gdyż już w najbliższych dniach
              w niepamięć idzie wszystko;
              czyż nie umiera mędrzec tak samo jak i głupiec?
              17 Toteż znienawidziłem życie,
              gdyż przykre mi były wszystkie sprawy,
              jakie się dzieją pod słońcem;
              bo wszystko marność i pogoń za wiatrem.
              18 Znienawidziłem też wszelki swój dorobek,
              jaki nabyłem z trudem pod słońcem,
              a który zostawię człowiekowi,
              co przyjdzie po mnie.
              19 A któż to wie, czy mądry on będzie, czy głupi?
              A władać on będzie całym mym dorobkiem,
              w który włożyłem trud swój i mądrość swoją pod słońcem.
              I to jest marność.
              20 Zacząłem więc ulegać zwątpieniu
              z powodu wszystkich trudów,
              jakie podjąłem pod słońcem.
              21 Jest nieraz człowiek, który w swej pracy
              odznacza się mądrością, wiedzą i dzielnością,
              a udział swój musi on oddać człowiekowi,
              który nie włożył w nią trudu.
              To także jest marność i wielkie zło.
              22 Cóż bowiem ma człowiek z wszelkiego swego trudu
              i z pracy ducha swego, którą mozoli się pod słońcem?
              23 Bo wszystkie dni jego są cierpieniem,
              a zajęcia jego utrapieniem.
              Nawet w nocy serce jego nie zazna spokoju.
              To także jest marność.


              Biblia Tysiąclecia IVwydanie
    • Gość: homo KOHELET..... wszystko ma swój czas IP: *.gdynia.mm.pl 10.04.04, 08:52

      Wszystko zależne jest od czasu, ostatecznie od Boga

      1 Wszystko ma swój czas,
      i jest wyznaczona godzina
      na wszystkie sprawy pod niebem*:
      2 Jest czas rodzenia i czas umierania,
      czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono,
      3 czas zabijania i czas leczenia,
      czas burzenia i czas budowania,
      4 czas płaczu i czas śmiechu,
      czas zawodzenia i czas pląsów,
      5 czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,
      czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,
      6 czas szukania i czas tracenia,
      czas zachowania i czas wyrzucania,
      7 czas rozdzierania i czas zszywania,
      czas milczenia i czas mówienia,
      8 czas miłowania i czas nienawiści,
      czas wojny i czas pokoju.
      9 Cóż przyjdzie pracującemu
      z trudu, jaki sobie zadaje?
      10 Przyjrzałem się pracy, jaką Bóg obarczył ludzi,
      by się nią trudzili.
      11 Uczynił wszystko pięknie w swoim czasie,
      dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata*,
      tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł,
      jakich Bóg dokonuje od początku aż do końca.
      12 Poznałem, że dla niego nic lepszego,
      niż cieszyć się i o to dbać,
      by szczęścia zaznać w swym życiu.
      13 Bo też, że człowiek je i pije,
      i cieszy się szczęściem przy całym swym trudzie -
      to wszystko dar Boży.
      14 Poznałem, że wszystko, co czyni Bóg,
      na wieki będzie trwało:
      do tego nic dodać nie można
      ani od tego coś odjąć.
      A Bóg tak działa, by się Go [ludzie] bali.
      15 To, co jest, już było,
      a to, co ma być kiedyś, już jest;
      Bóg przywraca to, co przeminęło.
      16 I dalej widziałem pod słońcem:
      w miejscu sądu - niegodziwość,
      w miejscu sprawiedliwości - nieprawość.
      17 Powiedziałem sobie:
      Zarówno sprawiedliwego jak i bezbożnego
      będzie sądził Bóg:
      na każdą bowiem sprawę i na każdy czyn
      jest czas wyznaczony*.


      • rolotomasi Dialog z Monohomo 11.04.04, 00:57
        " Miło byłoby jeszcze jednak przeczytać, jak Ty wyznajesz miłość ukochanej
        osobie. Bo wiem już, jak nie lubisz Homosovieticusa:)) "

        Ja> W ogóle byłoby miło, ale nie może być, niestety.
        więc -
        Zalecam przeczytać ponownie>>
        i wyciągnąć wnioski - logiczne, po prostu
        A nie >> szwedzkie lub polskie, katolickie czy buddyjskie.

        " Dialog z Monohomo
        Autor: rolotomasi
        Data: 09.04.2004 20:23 + dodaj do ulubionych wątków + odpowiedz na list

        Dialog z Monohomo
        Nie powinno zabraknąć egzemplum siubstelnego konesiera wierszów wszelakich
        psującego swymi odchodami pracę nieSwoich>>

        prośba o pocałunek
        Autor: Gość: Homosovieticus IP: *.gdynia.mm.pl
        Data: 22.01.2004 22:42 + dodaj do ulubionych wątków + odpowiedz na list
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=9346918&a=10327377
        "Całujta mnie w dupę!"

        Wiersz, w którym autor grzecznie,
        ale stanowczo uprasza liczne zastępy
        bliźnich, by go w dupę pocałowali

        Apsztyfikanci grubej Berty
        I katowickie węglokopy,
        I borysławskie naftowierty,
        I lodzermensche, bycze chłopy,
        Warszawskie bubki, żygolaki
        Z szajką wytwornych pind na kupę,
        Rębajły, franty, zabijaki,
        Całujcie mnie wszyscy w dupę.

        Izraeliccy doktorkowie,
        Widnia, żydowskiej Mekki, flance,
        Co w Bochni, Stryju i Krakowie
        Szerzycie kulturalną francę!
        Którzy chlipiecie z Naje Fraje
        Swą intelektualną zupę,
        Mądrale, oczytane faje,
        Całujcie mnie wszyscy w dupę.

        Item aryjskie rzeczoznawce,
        Wypierdy germańskiego ducha
        (Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
        Wierzcie mi, jedna będzie jucha),
        Karne pętaki i szturmowcy,
        Zuchy z Makabi czy z Owupe,
        I rekordziści i sportowcy,
        Całujcie mnie wszyscy w dupę.

        Socjały nudne i ponure,
        Pedeki, neokatoliki,
        Podskakiwacze pod kulturę,
        Czciciele radia i fizyki,
        Uczone małpy, ścisłowiedy,
        Co oglądacie świat przez lupę
        I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
        Całujcie mnie wszyscy w dupę.

        Item ów belfer szkoły żeńskiej,
        Co dużo chciałby, a nie może,
        Item profesor Cy... wileński
        (Pan wie już za co, profesorze!)
        I ty za młodu niedorżnięta
        Megiero, co masz taki tupet,
        Że szczujesz na mnie swe szczenięta,
        Całujcie mnie wszyscy w dupę.

        Item Syjontki palestyńskie,
        Haluce, co lejecie tkliwie
        Starozakonne łzy kretyńskie,
        Że szumią jodły w Tel-Avivie,
        I wszechsłowiańscy marzyciele
        Zebrani w malowniczą trupę,
        Z byle mistycznym kpem na czele,
        Całujcie mnie wszyscy w dupę.

        I ty fortunny skurwysynu,
        Gówniarzu uperfumowany,
        Co splendor oraz spleen Londynu
        Nosisz na gębie zakazanej,
        I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
        A srać chodziłeś pod chałupę,
        Ty, wypasiony na Ikacu,
        Całujcie mnie wszyscy w dupę.

        Item ględziarze i bajdury,
        Ciągnący z nieba grubą rentę,
        O, łapiduchy z Jasnej Góry,
        Z Góry Kalwarii parchy święte,
        I ty, księżuniu, co kutasa
        Zawiązanego masz na supeł,
        Żeby ci czasem nie pohasał,
        Całujcie mnie wszyscy w dupę.

        I wy, o których zapomniałem,
        Lub pominąłem was przez litość,
        Albo dlatego, że się bałem,
        Albo, że taka was obfitość,
        I ty, cenzorze, co za wiersz ten
        Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
        Iżem się stał świńtuchów hersztem,
        Całujcie mnie wszyscy w dupę!...
        /JT/

        Obiecuję,
        za:ten przykład, i inne psujstwo + użyźnianie nawozem nie jego idei oraz odstrę-
        czanie Otwartych umysłów od wejścia na forum,a także, wykorzystywanie słabszych
        intelektualnie do sobie użytecznego wymiatania politycznego - obiecuję:
        NIE KLIKNĘ NI RAZU.
        gdy przyjdą doń z sadełka go wyzwolić.
        cbdn "

        Nick S<< PZDR
    • homosovieticus I'm nobody! Who are you? Are you nobody, too? 11.04.04, 07:00
      Emily Dickinson I'm nobody






      I'm nobody! Who are you?

      Are you nobody, too?

      Then there's a pair of us
    • homosovieticus thank You God Wesołego Alleluja lupusowi 11.04.04, 07:21
      thank You God


      i thank You God for most this amazing

      day:for the leaping greenly spirits of trees

      and a blue true dream of sky;

      and for everything

      which is natural which is infinite

      which is yes

      (i who have died am alive again today,

      and this is the sun's birthday;

      this is the birth

      day of life and of love and wings:

      and of the gay

      great happening illimitably earth)

      how should tasting touching hearing seeing

      breathing any-lifted from the no

      of all nothing-human merely being

      doubt unimaginable You?

      (now the ears of my ears awake and

      now the eyes of my eyes are opened)



      may my heart always be open to little

      birds who are the secrets of living

      what ever they sing is better than to know

      and if men should not hear them

      men are old

      may my mind stroll about hungry

      and fearless and thirsty and supple

      and even if it's sunday may i be wrong

      for whenever men are right

      they are not young

      and may my self do nothing usefully

      and love yourself so more than truly

      there's never been

      quite such a fool who could fail

      pulling all the sky over him with one smile



      love is more thicker than forget

      more thinner than recall

      more seldom than a wave is wet

      more frequent than to fail

      it is most mad and moonly

      and less it shall unbe

      than all the sea which only

      is deeper than the sea

      love is less always than to win

      less never than alive

      less bigger than the least begin

      less littler than forgive

      it is most sane and sunly

      and more it connot die

      than all the sky which only

      is higher than the sky

    • Gość: homo IWAN BUNIN......... noblista o północy wszedł.. IP: *.gdynia.mm.pl 17.04.04, 07:59
      Иван Бунин



      * * *
      Я к ней вошел в полночный час.
      Она спала,- луна сияла
      В ее окно,- и одеяла
      Светился спущенный атлас.

      Она лежала на спине,
      Нагие раздвоивши груди,-
      И тихо, как вода в сосуде,
      Стояла жизнь ее во сне.
      1898
    • Gość: homo Cholera, ten Ezra to potrafił powiedzieć !! IP: *.gdynia.mm.pl 17.04.04, 08:08
      Ezra Pound - Coda


      CodaO my songs,
      Why do you look so eagerly and so curiously
      into people's faces,
      Will you find your lost dead among them?

      Coda
      O pieśni moje,
      Czemu tak dziwnie i tak natarczywie patrzycie
      w ludzkie twarze,
      Czy chcecie wśród nich
      odnaleźć zagubionych zmarłych?
    • homosovieticus nad wszystkich ziem branki milsze Laszki kochanki 17.04.04, 11:16
      TRZECH BUDRYSÓW
      (BALLADA LITEWSKA)


      Stary Budrys trzech synów, tęgich jak sam Litwinów,

      Na dziedziniec przyzywa i rzecze:

      "Wyprowadźcie rumaki i narządźcie kulbaki,

      A wyostrzcie i groty, i miecze.


      Bo mówiono mi w Wilnie, że otrąbią niemylnie

      Trzy wyprawy na świata trzy strony:

      Olgierd ruskie posady, Skirgiełł Lachy sąsiady,

      A ksiądz Kiejstut napadnie Teutony.


      Wyście krzepcy i zdrowi, jedzcie służyć krajowi,

      Niech litewskie prowadzą was Bogi;

      Tego roku nie jadę, lecz jadącym dam radę:

      Trzej jesteście i macie trzy drogi.


      Jeden z waszych biec musi za Olgierdem ku Rusi,

      Ponad Ilmen, pod mur Nowogrodu;

      Tam sobole ogony i srebrzyste zasłony,

      I u kupców tam dziengi jak lodu.



      Niech zaciągnie się drugi w księdza Kiejstuta cugi,

      Niechaj tępi Krzyżaki psubraty;

      Tam bursztynów jak piasku, sukna cudnego blasku

      I kapłańskie w brylantach ornaty.



      Za Skirgiełłem niech trzeci poza Niemen przeleci;

      Nędzne znajdzie tam sprzęty domowe,

      Ale za to wybierze dobre szable, puklerze

      I innie stamtąd przywiezie synowę.


      Bo nad wszystkich ziem branki milsze Laszki kochanki,

      Wesolutkie jak młode koteczki,

      Lice bielsze od mleka, z czarną rzęsą powieka,

      Oczy błyszczą się jak dwie gwiazdeczki.


      Stamtąd ja przed półwiekiem, gdym był młodym człowiekiem,

      Laszkę sobie przywiozłem za żonę;

      A choć ona już w grobie, jeszcze dotąd ją sobie

      Przypominam, gdy spojrzę w tę stronę.



      Taką dawszy przestrogę, błogosławił na drogę;

      Oni wsiedli, broń wzięli, pobiegli.

      Idzie jesień i zima, synów nié ma i nié ma,

      Budrys myślał, że w boju polegli.



      Po śnieżystej zamieci do wsi zbrojny mąż leci,

      A pod burką wielkiego coś chowa.

      "Ej, to kubeł, w tym kuble nowogrodzkie są ruble?"

      - "Nie, mój ojcze, to Laszka synowa".



      Po śnieżystej zamieci do wsi zbrojny mąż leci,

      A pod burką wielkiego coś chowa.

      "Pewnie z Niemiec, mój synu, wieziesz kubeł bursztynu?"

      - "Nie, mój ojcze, to Laszka synowa".



      Po śnieżystej zamieci do wsi jedzie mąż trzeci,

      Burka pełna, zdobyczy tam wiele,

      Lecz nim zdobycz pokazał, stary Budrys już kazał

      Prosić gości na trzecie wesele.

      • sainbois yes is a pleasant country 19.04.04, 01:48
        yes is a pleasant country;
        if's wintry
        (my lovely)
        let's open the year

        both is the very weather
        (not either)
        my treasure,
        when violets appear

        love is a deeper season
        than reason;
        my sweet one
        (and april's where we're)

        e.e. cummings
        • Gość: Marian Little Tree IP: *.gdynia.mm.pl 19.04.04, 10:01
          Little Tree


          little tree

          little silent Christmas tree

          you are so little

          you are more like a flower



          who found you in the green forest

          and were you very sorry to come away?

          see i will comfort you

          because you smell so sweetly



          i will kiss your cool bark

          and hug you safe and tight

          just as your mother would,

          only don't be afraid



          look the spangles

          that sleep all the year in a dark box

          dreaming of being taken out and allowed to shine,

          the balls the chains red and gold the fluffy threads,



          put up your little arms

          and i'll give them all to you to hold

          every finger shall have its ring

          and there won't a single place dark or unhappy



          then when you're quite dressed

          you'll stand in the window for everyone to see

          and how they'll stare!

          oh but you'll be very proud



          and my little sister and i will take hands

          and looking up at our beautiful tree

          we'll dance and sing

          "Noel Noel"
          • sainbois up into the silence the green 21.04.04, 12:25
            up into the silence the green
            silence with a white earth in it

            you will (kiss me) go

            out into the morning the young
            morning with a warm world in it

            (kiss me) you will go

            on into the sunlight the fine
            sunlight with a firm day in it

            you will go (kiss me

            down into your memory and
            a memory and memory

            i) kiss me (will go)

            e. e. cummings
            • lupus.lupus plath na kwiecień 21.04.04, 12:57
              April Aubade

              "Worship this world of watercolor mood
              in glass pagodas hung with veils of green
              where diamonds jangle hymns within the blood
              and sap ascends the steeple of the vein.

              A saintly sparrow jargons madrigals
              to waken dreamers in the milky dawn,
              while tulips bow like a college of cardinals
              before that papal paragon, the sun.

              Christened in a spindrift of snowdrop stars,
              where on pink-fluted feet the pigeons pass
              and jonquils sprout like solomon's metaphors,
              my love and I go garlanded with grass.

              Again we are deluded and infer
              that somehow we are younger than we were."
              • sainbois o sweet spontaneous 21.04.04, 14:11
                o sweet spontaneous
                earth how often have
                the
                doting

                fingers of
                prurient philosophers pinched
                and
                poked

                thee
                , has the naughty thumb
                of science prodded
                thy

                beauty . how
                often have religions taken
                thee upon their scraggy knees
                squeezing and

                buffeting thee that thou mightest conceive
                gods
                (but
                true

                to the incomparable
                couch od death thy
                rhythmic
                lover

                thou answerest

                them only with

                spring)

                e.e.c.
    • homosovieticus Posłuchaj Polsko ! 21.04.04, 08:18
      Posłuchaj Polsko



      Posłuchaj, Polsko, twa ziemia dziś płacze,
      Sterany pielgrzym swe serce tułacze
      i starcze kości tu na niej złożył
      dziękował Bogu, że chwili tej dożył
      gdy z mroków niewoli spadły okowy
      i naród się stawał wolnością znów zdrowy
      A ziemia nasza wielka ojczysta
      znów była polska, polskością czysta.
      Dziś znowu wśród haseł reform, wolności
      parlament rzucił o Ciebie kości
      Dzisiaj niepomni historii z Rejtanem
      na nowo posłowie otwarli twą ranę,
      bo uchwalona została ustawa,
      że ziemię obcym znów można sprzedawać

      Autor nieznany mi
      (uwaga dla marynata) :))
    • homosovieticus & & #35 1045;& & #35 1074;& & #35 1075;& & #35 23.04.04, 14:11
      Евгений Евтушенко



      МОЛИТВА
      Униженьями и страхом
      Заставляют быть нас прахом,
      Гасят в душах божий свет.
      Если гордость мы забудем,
      Мы лишь серой пылью будем
      Под колесами карет.

      Можно бросить в клетку тело,
      Чтоб оно не улетело
      Высоко за облака,
      А душа сквозь клетку к богу
      Все равно найдет дорогу,
      Как пушиночка, легка.

      Жизнь и смерть - две главных вещи.
      Кто там зря на смерть клевещет?
      Часто жизни смерть нежней.
      Научи меня, Всевышний,
      Если смерть войдет неслышно,
      Улыбнуться тихо ей.

      Помоги, господь,
      Все перебороть,
      Звезд не прячь в окошке,
      Подари, господь,
      Хлебушка ломоть -
      Голубям на крошки.

      Тело зябнет и болеет,
      На кострах горит и тлеет,
      Истлевает среди тьмы.
      А душа все не сдается.
      После смерти остается
      Что-то большее, чем мы.

      Остаемся мы по крохам:
      Кто-то книгой, кто-то вздохом,
      Кто-то песней, кто - дитем,
      Но и в этих крошках даже,
      Где-то, будущего дальше,
      Умирая, мы живем.

      Что, душа, ты скажешь богу,
      С чем придешь к его порогу?
      В рай пошлет он или в ад?
      Все мы в чем-то виноваты,
      Но боится тот расплаты,
      Кто всех меньше виноват.

      Помоги, господь,
      Все перебороть,
      Звезд не прячь в окошке,
      Подари, господь,
      Хлебушка ломоть -
      Голубям на крошки.
      1996
    • Gość: Marian Lupusowi z życzeniami najlepszymi IP: *.gdynia.mm.pl 24.04.04, 07:32
      Pan od przyrody
      Herbert Zbigniew
      Nie mogę przypomnieć sobie
      jego twarzy

      stawał wysoko nade mną
      na długich rozstawionych nogach
      widziałem
      złoty łańcuszek
      popielaty surdut
      i chudą szyję
      do której przyszpilony był
      nieżywy krawat

      on pierwszy pokazał nam
      nogę zdechłej żaby
      która dotykana igłą
      gwałtownie się kurczy

      on nas wprowadził
      przez złoty binokular
      w intymne życie
      naszego pradziadka
      pantofelka

      on przyniósł
      ciemne ziarno
      i powiedział: sporysz
      z jego namowy

      w dziesiątym roku życia
      zostałem ojcem
      gdy po napiętym oczekiwaniu
      z kasztana zanurzonego w wodzie
      ukazał się żółty kiełek
      i wszystko rozśpiewało się
      wokoło

      w drugim roku wojny
      zabili pana od przyrody
      łobuzy od historii

      jeśli poszedł do nieba -

      może chodzi teraz
      na długich promieniach
      odzianych w szare pończochy
      z ogromną siatką
      i zieloną skrzynią
      wesoło dyndającą z tyłu

      ale jeśli nie poszedł do góry -

      kiedy na leśnej ścieżce
      spotykam żuka który gramoli się
      na kopiec piasku
      podchodzę
      szastam nogami
      i mówię:
      - dzień dobry panie profesorze
      pozwoli pan że panu pomogę

      przenoszę go delikatnie
      i długo za nim patrzę
      aż ginie
      w ciemnym pokoju profesorskim
      na końcu korytarza liści

      Lupusie! bądź odważnym i uśmiechnietym przez całe życie.
      • lupus.lupus Marianowi 25.04.04, 13:32
        Dziękuję za życzenia :) Miło je przeczytać w moim ulubionym wątku.


        "Układała swe włosy przed snem
        i przed lustrem trwało to nieskończenie długo
        między jednym a drugim zgięciem ręki w łokciu
        mijały epoki z włosów wysypywali sie cicho
        żolnierze drugiej legii zwanej Augusta Antoniniana
        towarzysze Rolanda artylerzyśći spod Verdun
        mocnymi palcami
        upewniała glorie nad swoją głową
        trwało to tak długoże kiedy wreszcie
        rozpoczęła swój rozkołysany
        marsz ku mnie
        serce moje tak dotąd posłuszne
        stanęło
        i na skorze pojawiły siegrube ziarna soli"
        ZH
    • Gość: homo Bułat, wszystkim którzy jeszcze przy kompach są IP: *.gdynia.mm.pl 25.04.04, 00:27
      Gonić marzenia
      Okudżawa Bułat
      Na włóczęgę już wyruszyć przyszła pora
      Las nas goni śpiewem ptaków, szumem drzew
      I wołają nas już pola i jeziora
      Zeszłoroczny nasz wesoły pomnąc śpiew

      Ludzie maja swoje sprawy, ludzie lubią się bogacić
      Pełne brzuchy mają, chcą mieć pełen trzos
      A ja gonię, a ja gonię swe marzenia
      Szczęścia szukam gdzie kaczeńce i gdzie wrzos

      Tym co iść nie lubią mówię do widzenia
      Za dni kilka może znów powrócę tu
      Idę w świat by tam dogonić swe marzenia
      Aby spełnić kilka swoich złotych snów

      Więc z dziewczyna swą pod rękę
      I z gitarą, i z piosenką
      Precz mi troski, przecz przykrości, słońce świeć
      Idę gonić, idę gonić swe marzenia
      I spokoju szukać pośród starych drzew

      Tak to proste, ze i gadać szkoda czasu
      Lepiej plecak wziąć i iść przed siebie wprost
      Szukać wiatru i zapachu szukać lasu
      Jak najdalej zadymionych wielkich miast

      Zrozum bracie, tak to trzeba
      Łóżkiem trawa, dachem drzewa
      Z wiatrem biegać i z ptakami śpiewać w glos
      Trzeba gonić, trzeba gonić swe marzenia
      A nie czekać ile trosk przyniesie los


    • Gość: Homo Pieśń na powitanie Józefa Brodskiego IP: *.gdynia.mm.pl 25.04.04, 09:09
      PIEŚŃ NA POWITANIE


      Oto twój tato z mamą. Rodzina.
      Krew z krwi, kość z kości. Nie twoja wina.
      Co, smętna mina?

      Oto masz jadło, oto napoje.
      Oto refleksje i niepokoje.
      Wszystko to - twoje.

      Oto twój rejestr. Nic w tym rejestrze
      Na razie nie ma, prócz: "No, jest wreszcie".
      Bierz go i ciesz się.

      Oto zarobki, oto koszt życia.
      Znikoma między nimi różnica.
      W tym tajemnica.

      Oto ul, w którym rój pięciu (ponad)
      Miliardów żywych tak jak ty gonad
      Ma swój pensjonat.

      Oto jest książka telefoniczna.
      Tajny cel demokracji to liczba.
      Prymat w niej kicz ma.

      Oto ślub (najpierw) i rozwód (potem)
      Jedyna w świecie rzecz stała to ten
      szyk. Inne - potęp.

      Oto żyletka, oto twój przegub.
      Uderz terrorem w pierwszego z brzegu:
      Siebie samego.

      Oto w lusterku blask dentystyczny.
      Oto sny twoje o ośmiornicy.
      Dlaczego krzyczysz?

      Oto masz ekran telewizora.
      Przed chwilą twój kandydat w wyborach
      Przegrał, nieborak.

      Oto weranda. Czytaj tygodnik,
      Patrz, jak twój jamnik, bezczelny szkodnik,
      Obsrywa chodnik.

      Oto herbatka, w której zapłonął
      Odblask żarówki łzą zasuszoną.
      To - nieskończoność.

      Oto pigułki w fiolce. Migrena
      Po wywołaniu kliszy rentgena.
      Następna scena:

      Cmentarz, trawniki jego zadbane.
      Przejedź się jeszcze raz karawanem,
      Nim zabrzmi "amen".

      Oto testament i spadkobiercy.
      Oto świat, żywszy i przestronniejszy
      Po twojej śmierci.

      A oto gwiazdy. Lśnią z dawną siłą,
      jak gdyby ciebie nigdy nie było.
      Może tak było?

      Oto pośmiertny byt, w którym nie ma
      Ni śladu ciebie. Twego istnienia
      Brak w tych przestrzeniach.

      Witaj w ich mroku, gdzie gaśnie tchnienie,
      Gdzie zastępuje jasne zbawienie
      Saturna wieniec.

      1992 (Stanisław Barańczak)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka