Dodaj do ulubionych

NAUKOWCY ROZMAWIAJĄ O BOGU I WIERZE

IP: *.gdynia.mm.pl 11.04.04, 19:59
Ciekawe dyskusje w świecie nauki o Bogu i wierze . Warto się zapoznać,żeby
wyrobić sobie poglad na pseudonaukowe dywagacje na tematy wiary i
Boga.Częstują nas nimi niestrudzenie różni forumowi spece , "zapominajac
zupełnie" o tym ,że przedstawiają po prostu prymitywną argumentację mającą
uzasadnić wiarę ale w nieistnienie Boga. Czynią to, w zupełnym oderwaniu od
aktualnych wyników - podejmowanych od lat - prób swiata nauki w
przezwyciężeniu resztek oświeceniowych przeciwstawień nauce, wiary.
Nie jest moim zamiarem rozpoczynanie jakiejkolwiek dyskusji ns ten temat.
Podaje link ,żeby zainteresowani mogli , jesli zechcą, zajrzeć do ciekawych
moim zdaniem materiałów. Jeśli oczywiscie ich nie znają.
main.amu.edu.pl/~zbigonys/dyskusji.html
Obserwuj wątek
    • homosovieticus Re: NAUKOWCY ROZMAWIAJĄ O BOGU I WIERZE 12.04.04, 03:11
      po prostu, up!
    • Gość: Kagan Re: NAUKOWCY ROZMAWIAJĄ O BOGU I WIERZE IP: *.e-loko.pl 12.04.04, 12:13
      Prawdziwy naukowiec nie moze wierzyc w Boga, bo jak uwierzy w jedno (Boga), to
      pozniej uwierzy i w krasnoludki, i w tzw. niepokalane poczecie itp. itd.
      Wniosek: prawdziwy naukowiec musi byc ateista, bowiem nauka nic nie przyjmuje
      na slepa wiare, a nie da sie oddzielic "prywatnej' (religijnej) i "oficjalnej"
      (racjonalnej, a wiec areligijnej) osobowosci naukowca. A wiec kazdy naukowiec,
      ktory deklaruje wiare, to zwykly szarlatan...
    • Gość: osiołek Re: NAUKOWCY ROZMAWIAJĄ O BOGU I WIERZE IP: *.gdynia.mm.pl 12.04.04, 17:50
      up!
    • Gość: Jan Dywagacje na temat wiary - po co ? IP: *.marketscore.com / *.or3.marketscore.com 12.04.04, 18:12
      Moze to jest potrzebne do szczescia naukowcom i teologom, ale na pewno nie
      forumowiczom. W zyciu licza sie fakty,a te niestety nie stawiaja KK w
      pozytywnym swietle. Byl to zreszta powod odrzucenia wplywu KK przez wiekszosc
      spoleczenstw cywilizowanego swiata. Rzecza charakterystyczna dla wszelkich
      pseudonaukowych dyskusji teologicznych jest mijanie sie z faktami
      historycznymi,przeinaczanie ich lub nadawanie im zbyt "teologicznego" ksztaltu
      jak na potrzeby ludzi malo zainteresowanych teologiczna erudycja. Przypuszczam,
      ze szanowni naukowi dyskutanci sami nie znaja prawdziwych faktow dot. KK,a ich
      dyskusje sa oparte wiec w na polprawdach lub fantazji. Watykanskie archiwa
      uchylily zaledwie czasteczke swych ogromnych tajemnic i to jest glowny
      fakt,ktory liczy sie dla przecietnych ludzi.
    • Gość: homo Re: NAUKOWCY ROZMAWIAJĄ O BOGU I WIERZE IP: *.gdynia.mm.pl 13.04.04, 11:20
      UP zwykłe :))
    • Gość: homo Zajadli racjonaliści zwalczają wiarę jak Lenin IP: *.gdynia.mm.pl 13.04.04, 11:29
      www.racjonalista.pl/forum.php/s,1899
      • Gość: Kagan Re: Zajadli racjonaliści zwalczają wiarę jak Len IP: 195.116.92.* 13.04.04, 11:31
        Nie wszystko co robil Lenin bylo zle...
      • Gość: Ciekawy KK boi sie prawdy jak Stalin i PZPR IP: 5.2.1D* / *.prodigy.net.mx 13.04.04, 11:32
        • Gość: Kagan Re: KK boi sie prawdy jak Stalin i PZPR IP: 195.116.92.* 13.04.04, 11:41
          Nikt, w tym Jezus (wl. Jeszua ben Miriam) NIE mogl byc synem Boga, bowiem z
          definicji Bog jest JEDYNY, unikalny, i po prostu nie potrzebuje potomstwa.
          Zreszta jesli mialby potomstwo, to mogl miec i ojca, i matke itp., a wiec nie
          byl by jedyny, unikalny czy wieczny. Poczytaj dokladnie DEKALOG: JAM JEST PAN
          (JAHWE), BOG TWOJ... i dalej NIE MASZ INNYCH BOGOW POZA MNA! Jasne?
          PS: Dorabianie Bogu rodziny to straszne bluznierstwo, sprowadzanie go na poziom
          conajwyzej supermena, a wiec kazdy, kto Mu taka pseudorodzinke dorabia, skonczy
          w piekle...
    • Gość: Marian będą poważne treści o wierze, religii i nauce IP: *.gdynia.mm.pl 13.04.04, 11:58
      Zmieniłem zamiar i postaram się w tym wątku zamieszczać TYLKO poważne głosy o
      problemach relacji pomiedzy wiarą a nauką.Czynił to będę sporadycznie i
      najczęsciej w postaci linków do takich głosów. Chciałbym,żeby - na tym forum -
      przestano uważać ludzi wierzących za przedstawicieli " mieszkańców
      ciemnogrodu".Zdaję sobie sprawę,że tylko my sami, możemy zmienić tę
      nieprawdziwą i krzywdzącą nas opinię.

      Bardzo proszę o poważne uwagi, co do wartosci merytorycznej polecanych tresci.

      Dzięki :))

      www.isr.org.pl/teksty/Bajda/wiara.htm
    • Gość: Marian będą poważne treści o wierze, religii i nauce IP: *.gdynia.mm.pl 13.04.04, 11:58
      Zmieniłem zamiar i postaram się w tym wątku zamieszczać TYLKO poważne głosy o
      problemach relacji pomiedzy wiarą a nauką.Czynił to będę sporadycznie i
      najczęsciej w postaci linków do takich głosów. Chciałbym,żeby - na tym forum -
      przestano uważać ludzi wierzących za przedstawicieli " mieszkańców
      ciemnogrodu".Zdaję sobie sprawę,że tylko my sami, możemy zmienić tę
      nieprawdziwą i krzywdzącą nas opinię.

      Bardzo proszę o poważne uwagi, co do wartosci merytorycznej polecanych tresci.

      Dzięki :))

      www.isr.org.pl/teksty/Bajda/wiara.htm
    • Gość: Marian będą poważne treści o wierze, religii i nauce IP: *.gdynia.mm.pl 13.04.04, 11:58
      Zmieniłem zamiar i postaram się w tym wątku zamieszczać TYLKO poważne głosy o
      problemach relacji pomiedzy wiarą a nauką.Czynił to będę sporadycznie i
      najczęsciej w postaci linków do takich głosów. Chciałbym,żeby - na tym forum -
      przestano uważać ludzi wierzących za przedstawicieli " mieszkańców
      ciemnogrodu".Zdaję sobie sprawę,że tylko my sami, możemy zmienić tę
      nieprawdziwą i krzywdzącą nas opinię.

      Bardzo proszę o poważne uwagi, co do wartosci merytorycznej polecanych tresci.

      Dzięki :))

      www.isr.org.pl/teksty/Bajda/wiara.htm
    • Gość: homo M E T A K O S M O L O G I A IP: *.gdynia.mm.pl 13.04.04, 21:35
      main.amu.edu.pl/~zbigonys/Metakosmologia.htm
    • Gość: homo PROFESOR mówi o wierze swej BOJARSKI IP: *.gdynia.mm.pl 13.04.04, 21:42
      Czy nauka i wiara są sprzeczne?

      Tego typu wątpliwości stara się rozwiązać książka prof. dr hab. inż.
      Włodzimierza Bojarskiego pt. "Nauka a wiara wczoraj i dziś". Sformułowane
      pytanie może wydawać się nawet dosyć dziwne, bo przecież nauka faktycznie
      została przechowana i znalazła sprzyjające warunki do rozwoju w przestrzeni
      wytworzonej przez Kościół Katolicki . Z drugiej strony Kościół przechowuje i
      głosi prawdy wiary. "To właśnie średniowiecze wyczarowało (...) orginalne i
      trwałe formy organizacji nauki uniwersyteckiej. (...) Kościół był organizatorem
      oświaty i inspiratorem rozwoju życia społecznego, artystycznego i
      gospodarczego. Trzeba tu przypomnieć istniejącą przez całe wieki sieć szkół
      parafialnych, katedralnych i klasztornych, a wreszcie akademie,(...)." (s.9) Od
      dawna ludzi zastanawia fenomen : dlaczego nauka tak bujnie rozwinęła się w
      Europie, a nie np. na Wschodzie, początkowo dużo bogatszym i światlejszym?
      Autor przywołuje wyjaśnienie Whiteheada. "Starożytne pojmowanie świata jako
      obszaru zmagań sprzecznych żywiołów, zawistnych bóstw wrogich sobie i
      człowiekowi, zazdrosnych o swą władzę i tajemnice natury - lub świat chaosu i
      ślepego losu targającego człowiekiem - oraz pojmowanie człowieka jako
      zagubionego czy zdeterminowanego (...) nie stwarzało klimatu i warunków
      intelektualnych dla rozwoju nauki przyrodniczej." (s.60) Dopiero chrześciaństwo
      stworzyło odpowiedni dla nauki klimat głosząc "jedynego Boga, Stworzyciela
      całego świata, Boga niezmiennego i nieskończenie mądrego, który naturze nadał
      swój niezmienny porządek. On też nadał wszystkim bytom ich własności i racje
      przeznaczenia oraz zakreślił im racjonalne granice. (...) Także człowiek (...)
      został obdarzony rozumem po to, aby ten świat poznawał, a przez to poznanie
      dochodził do świadomości istnienia swego Stwórcy." (s.61) Kościół swym
      nauczaniem sprawił, że "to wszystko,dojrzewając stopniowo w okresie
      średniowiecza stworzyło zupełnie nowy klimat filozoficzno-intelektualny,
      niezbędny dla wnikliwego zainteresowania się światem." (s.61) Tylko w takich
      warunkach "wiedza była oceniana nie tyle ze względu na użyteczność, co na
      doskonalenie intelektualne człowieka. Będąc odblaskiem Bożej mądrości i
      umiejętności, była dobrem samym w sobie". (s.61) Skąd zatem liczne ataki na
      wiarę z pozycji "nauki", twierdzenia, że obie te sfery nie dają się pogodzić?
      Autor widzi przyczyny tego w "kulcie rozumu". "Intelektualistów, pisarzy (...)
      fascynowały osiągnięcia nauki i techniki. Nie była im już potrzebna religia i
      nadzieja życia wiecznego; pomyślność ziemska jawiła się niemal w zasięgu ręki.
      Jeszcze tylko troche głębszej nauki, troche więcej oświaty dla ludu (...) i uda
      się - tak im się zdawało - zaprowadzić raj na ziemi." (s.15) Ta "nowa wiara"
      miała swoje "dogmaty" (oczywiście nie zweryfikowane w rzetelnym procesie
      badawczym). Wierzyli oni, że sama nauka jest w stanie wyjaśnić cały świat, że
      wszechświat i materia są wieczne, a Bóg nie istnieje. Ponadto uważali, że sama
      nauka udoskonali i uszlachetni człowieka, a w niedalekiej przyszłości zapewni
      mu nowy szczęśliwy świat bez potrzeby odwoływania się do "mitów religijnych".
      Ta "religia" znalazła wielu "wyznawców" bo "obiecywała bardzo dużo, a nie
      wymagała wiele; usuwała ze świadomości podstawowe problemy ludzkiej egzystencji
      (np. sensu cierpienia i śmierci) i zwalniała człowieka z przestrzegania
      surowych, religijnych zasad moralności. Była łatwa, modna i ponętna;
      akcentowała wydajność i użyteczność." (s.19) "Nie był to konflikt rozumu i
      wiary, lecz konflikt )wiary( scjentystyczno-materialistycznej i wiary
      religijnej." (s.18) Nauka i wiara nie wykluczają się bo traktują o
      rzeczywistościach pochodzących od tego samego Stwórcy. Nie ma zatem żadnych
      sprzeczności. "Można wierzyć, że ludzka natura przedstawia sobą tylko
      superrobota sterowanego superkomputerem, powstałego całkiem przypadkowo w
      wyniku działania ślepych sił przyrody, ale jest to tylko niczym nieuzasadniona,
      pozanaukowa )wiara(." (s.20) Nauki empiryczne usiłując udowodnić, że Boga nie
      ma, popadają w absurd, bo przeprowadzane doświadczenia dotyczą tylko materii, a
      Bóg ze swej istoty jest niematerialny. Ograniczenie całej rzeczywistości do
      świata materialnego jest założeniem arbitralnie ograniczającym możliwości
      poznawcze. Jeszcze do niedawna w naszej Ojczyźnie w szkołach wszystkich typów
      gloszono, że marksizm - leninizm jest jedynym "światopoglądem naukowym".
      Marksizm - leninizm w sferze ekonomicznej doprowadził do oczywistej już dla
      wszystkich ruiny gospodarczej państw i narodów, i poddany został druzgoczącej
      krytyce. Natomiast nie słychać, aby szacowne gremia naukowe uznały stosowanie
      przez całe dziesięciolecia komunizmu przymiotnika "naukowy" dla światopoglądu
      marksistowsko - leninowskiego za nieuczciwość naukową i nadużywanie nauki dla
      realizacji doraźnych celów ideologicznych i politycznych. "Polityczne funkcje i
      zobowiązania nauki w państwie technokratycznym prowadzą do upolitycznienia
      nauki, szczególnie w zakresie nauk społecznych i ekonomicznych. W państwach
      socjalistycznych ze względów ideologicznych upolitycznienie to rozciągnięto na
      całą naukę, starając się usunąć z niej to, co nie byłoby zgodne z ideologiczno -
      doktrynalnym wzorcem marksizmu - leninizmu oraz aktualnym poglądem władzy.
      (s.21/22) "Światopogląd naukowy, przyznający pozornie podstawową role nauce, w
      istocie tę naukę od początku częściowo zlekceważył, a podejmując walke z
      dogmatami (religijnymi) wprowadził na ich miejsce w sposób nieuprawniony własne
      dogmaty. Jego wyznawcy zostali więc od początku oszukani ze względu na nazwe i
      na treść owego światopoglądu." (s.22) Nauka i wiara nie wykluczają się
      wzajemnie, raczej uzupełniają się. Wiara mówi, że świat i człowiek został
      stworzony przez Boga, że On jest ich ostatecznym celem. Na zakończenie
      krótkiego omówienia tej bardzo ciekawej publikacji wybitnego uczonego przytoczę
      jeszce jedno, tym razem osobiste wyznanie Autora : "Gdyby chcieć więc jak
      najkrócej odpowiedzieć na pytanie: na czym opiera się wiara Kościoła, trzeba
      byłoby stwierdzić: na Bożym objawieniu oraz na licznych doświadczeniach wiary
      całego Kościoła i jego członków. Podobnie na pytanie skierowane do mnie: na
      czym opiera się moja osobista wiara?, mogę odpowiedzieć : na żywym świadectwie
      wiary moich przodków i przyjaciół, na nauce Kościoła oraz na osobistym i
      zbiorowym doświadczeniu Boga poprzez wiare. Muszę z głębokim przekonaniem
      zaświadczyć, że wielkie rzeczy uczynuł ni Pan w życiu. Okupacje przeżyliśmy w
      rodzinie bez głodu, chociaż przy tak szczodrym dzieleniu się domowników z
      innymi było to zupełnie niezrozumiałe. Podczas okupacji, a miałem wtedy
      trzynaście lat, zostałem wraz z nieco starszym bratem, matką i babcią
      napadnięty w mieszkaniu przez kilku bandytów, w tym trzech z rewolwerami w
      ręku. Z okrzykiem : "Jezus ,Marja!" rzuciliśmy się z krzesłami w ręku na
      nieprawdopodobną walkę, odpierając całkowicie napastników. Dnia 1 września 1946
      r. mógłbym zginąć wciężkim wypadku pod przewracającą się na mnie na zakręcie
      rozpędzoną ciężarówką, prowadzoną przez pijanego kierowcę. Może 2-3 sekundy
      dzieliły mnie od nieuchronnej śmierci, gdy zobaczyłem całe moje dotychczasowe
      życie, jakoś tak poza czasem i przestrzenią, i odczułem ogromny żal z
      niedostatku w nim dobra. A Pan mnie cudownie wyratował, ja też postanowiłem od
      tego czsu codziennie uczestniczyć we Mszy Św. Uniknąłem też cudownie
      nieszczęścia w innych bardzo niebezpiecznych przypadkach, częściowo wywołanych
      moim zawadiactwem, lekceważeniem czy wręcz głupotą w sytuacjach: - rozbrajania,
      za pomocą dłuta i młotka, uderzeniowego zapalnika lekkiej bomby; - ostrzelania
      mnie w czsie zwiedzania z kolegą na wiosnę 1947 r. Kwatery Głównej Hitlera pod
      Kętrzynem; - niedopuszczalne "zagapienie się" w czasie lotu szybowcem
      (jednoosobowym), który pilotowałem; - dwukrotne
    • Gość: homo Ks. Profesor ASTRONOMI z Jagielonki IP: *.gdynia.mm.pl 13.04.04, 21:45
      "Ludzie, wiara, świat"


      -Teraz mam dużo czasu, często podróżuję i cały czas uczę się czegoś nowego.

      Wszechświat w różańcu.

      Kapłan mariawicki Maria Paweł Rudnicki z Krakowa, emerytowany profesor
      astronomii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, znawca zagadnień teologii
      mistycznej, członek Komisji Dialogu kościołów rzymskokatolickiego i
      mariawickiego, autor wielu wydawnictw w tym podręcznika do astronomii, z
      którego według szacunkowych wyliczeń uczyło się około półtora miliona osób- był
      gościem Forum Dyskusyjnego Inteligencji Mariawickiej.


      -Moja praca naukowa z dziedziny astronomii skupiała się wokół takich zagadnień,
      związanych z badaniami nad budową wszechświata, jak układy gwiazdowe i materia
      międzygalaktyczna. Swego czasu stworzyłem wraz z innymi naukowcami ośrodek
      badań kosmologicznych w Krakowie - mówi kapłan Paweł.

      Teologia mistyczna to zaś dziedzina, która mnie niezmiernie pasjonuje, a która
      mówiąc najprościej sprowadza się do poznania i określenia metod, dzięki którym
      człowiek może rozwinąć się w kierunku duchowym i samemu zbliżyć się do Boga.
      Chodzi o szereg, nazwijmy to ćwiczeń, które mają za zadanie wzmacniać człowieka
      i polepszać jego samopoczucie w świecie, który go otacza. Czasem bowiem Bóg
      daje nam prawdziwe dary, jak jasnowidzenie, ale trzeba te dary umiejętnie w
      sobie pielęgnować - twierdzi kapłan Paweł i dodaje.

      Dam Wam przykład oparty na modlitwie różańcowej. Często słyszy się takie
      opinie, że ta modlitwa jest nudna, że powtarza się w kółko to samo. Mówi tak
      jednak tylko ten kto nie poznał zasad tej modlitwy. Ta modlitwa jest bowiem tak
      pomyślana, żeby ożywiać wszystkie ciała człowieka. Bo w odliczanie
      kolejnych „zdrowasiek” jest przecież zaangażowane ciało fizyczne. Modlitwa od
      tajemnicy do tajemnicy kołysze także nasze ciało życiowe, a swoisty rytm
      zmieniających się nastrojów uruchamia ciało uczuciowe. Wreszcie jest nasza
      jaźń, którą uruchamia rozmyślanie nad każdą z tajemnic i ich specyfiką. Na
      początku są to bowiem tajemnice radosne, później bolesne, a na końcu chwalebne.
      I człowiek odmawiający z pełną świadomością historii życia Matki Boskiej i
      Jezusa modlitwę z każdą tajemnicą, przesuwa się w inny stan.

      To najprostsza droga nie tylko do samopoznania, ale także zrozumienia innych
      ludzi, których być może do tej pory nie potrafiliśmy zrozumieć. I to jest
      mistyczne poznanie, to co każdy człowiek nosi w sobie, ale nie każdy znajduje.
      Różaniec i adoracja Przenajświętszego Sakramentu jest takim wspaniałym krokiem
      do samopoznania. Trudno mi się tylko zgodzić z obowiązującym w kościele
      rzymskokatolickim podziałem różańca na cztery części. Dla mnie podział jest
      jasny i tworzą go trzy rodzaje tajemnic odzwierciedlających radość, ból oraz
      chwałę - mówi ksiądz Profesor.

      Ksiądz prof. Rudnicki odwiedził Łódź w drodze do Olsztyna, dokąd został
      zaproszony przez kilka instytucji. Najpierw wygłosił specjalny odczyt w
      olsztyńskim klubie dyskusyjnym. To zaprzyjaźniona instytucja, której członkowie
      po przeniesieniu się do nowej siedziby poprosili o wyświęcenie jej właśnie
      przez mariawitę ojca Pawła.

      Wcześniej kapłan Paweł uczestniczył w międzynarodowej konferencji „Wiara i
      nauka” w Dreźnie. Tam wziął udział w pracach sekcji zajmującej się
      zagadnieniami związanymi z modelami i rzeczywistością.

      -Nigdy nie lubiłem modeli bo modele były dla mnie sztuczne - mówi ks. prof.
      Rudnicki - i dopiero w Dreźnie spojrzałem na to inaczej. Wrażenie zrobiły na
      mnie słowa profesor Ute Bahr, która powiedziała, że „modele nie są prawdziwe -
      są tylko użyteczne”. I wtedy zrozumiałem ich istotę i przypomniałem sobie słowa
      Goethego, „kto nie odróżnia teorii od rzeczywistości ten nie odróżnia
      rusztowania od budynku”.



    • Gość: homo PROF. ST. DEMBINSKI IP: *.gdynia.mm.pl 14.04.04, 18:27
      glos.uni.torun.pl/2000/06/demb.html
    • Gość: Marian Prof. Andrzej Kłoczowski filozof, teolog IP: *.gdynia.mm.pl 16.04.04, 11:09
      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040410/plus_minus_a_9.html
      • Gość: Kagan Re: Prof. Andrzej Kłoczowski filozof, teolog IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 16.04.04, 11:52
        Prawdziwy naukowiec nie moze wierzyc w Boga, bo jak uwierzy w jedno (Boga),
        to pozniej uwierzy i w krasnoludki, i w tzw. niepokalane poczecie itp. itd.
        Wniosek: prawdziwy naukowiec musi byc ateista, bowiem nauka nic nie przyjmuje
        na slepa wiare, a nie da sie oddzielic "prywatnej' (religijnej)
        i "oficjalnej" (racjonalnej, a wiec areligijnej) osobowosci naukowca. A wiec
        kazdy naukowiec, ktory deklaruje wiare, to zwykly szarlatan... :(
    • Gość: Kagan Re: NAUKOWCY ROZMAWIAJĄ O BOGU I WIERZE IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 16.04.04, 11:51
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11936540
    • Gość: Marian Prof. J.Łojek " Człowiek znieczulony" IP: *.gdynia.mm.pl 16.04.04, 21:28
      www.nowakrytyka.phg.pl/artykuly/lojek/lojek.htm
      • Gość: wesoly 3 idz manus odmowic brewiarz, nie zawracaj glowy ! IP: 195.171.200.* 16.04.04, 23:28
      • Gość: wesoly 3 idz manus odmowic brewiarz, nie zawracaj glowy ! IP: 195.171.200.* 16.04.04, 23:28
    • Gość: homo ISTNIENIE BOGA IP: *.gdynia.mm.pl 16.04.04, 23:12
      150.254.193.77/thfac/p/pr/ak2/sw.html
    • Gość: Ed Re: I bardzo dobrze IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 16.04.04, 23:48
      Następstwem powinna być nominacja na biskupa i kopa do kościoła.
    • Gość: homo Pożyteczny link pomimo trudności IP: *.gdynia.mm.pl 17.04.04, 07:33
      www.jezuici.krakow.pl/nw/
    • Gość: Marian Poszperać trzeba bo warto (vidi) polecam IP: *.gdynia.mm.pl 17.04.04, 17:11
      www.obi.opoka.org/link.html
    • homosovieticus Prof. Kanclerz wybitny teolog z KUL-u 18.04.04, 10:28
      www.kul.lublin.pl/varia/historia/kanclerze/wk_jz.html
    • Gość: Marian Rywale chrześcijaństwa w świecie rzymskim IP: *.gdynia.mm.pl 21.04.04, 13:48
      Kwestia wiary


      Marcel Simon


      Rywale chrześcijaństwa w świecie rzymskim

      Strategia żydowska, a tym bardziej strategia chrześcijańska, były
      strategiami podboju.



      Dla teologa zwycięstwo chrześcijaństwa jest zwycięstwem prawdy nad błędem. Dla
      historyka, niezależnie od jego stanowiska religijnego czy filozoficznego, jest
      ono skutkiem nieuleczalnych słabości pogaństwa.


      W wielokrotnie cytowanym, komentowanym i dyskutowanym zdaniu Ernest Renan
      stwierdzał: „Gdyby jakaś śmiertelna choroba powstrzymała była rozwój
      chrześcijaństwa, świat byłby mitraistyczny”. Znakomity historyk sądził, że
      rozwiązuje w ten sposób, nieco zbyt pośpiesznie, problem, któremu chciałbym
      dziś poświęcić kilka krótkich refleksji. Jakie były, w świecie rzymskim, w
      obliczu wzrostu pozycji chrześcijaństwa, główne czynniki oporu religijnego? Nie
      mam na myśli ani opozycji politycznej, prowadzącej do prześladowań, ani szkół
      filozoficznych, których wpływ obejmował tylko wąskie środowiska, ani ruchów,
      które dość późno pojawiły się na rzymskiej scenie, jak manicheizm.
      Najpoważniejszych rywali Chrystusa i jego kultu należy, wydaje mi się, szukać
      gdzie indziej. Mówię rywali, nie zaś rywala, mamy bowiem do czynienia – o czym
      Renan, zdaje się, trochę zapomniał – z perspektywą politeistyczną, w której
      różne boskie postaci próbują, w pokojowym zresztą współzawodnictwie, zająć
      pierwsze miejsce i w ten sposób zapewnić sobie naczelne dowództwo w walce
      przeciw nowemu przybyszowi.

      Misjonarski judaizm

      Sprawa ma w istocie dwa aspekty. Idzie o oszacowanie zdolności, defensywnych i
      ofensywnych, do konfrontacji z Kościołem chrześcijańskim z jednej strony bóstw,
      z drugiej – wspólnot kulturalnych. Pewna konstatacja narzuca się od razu:
      jedyną religią solidnie zorganizowaną, której bóg panuje nad wiernymi
      niepodważalnie i niepodzielnie, która dysponuje jednocześnie poważną liczbą
      wiernych i wyraźnie sformułowaną doktryną, prostą i dostępną dla wszystkich,
      jest judaizm. Uznany, dozwolony i chroniony przez władze rzymskie od czasów
      Cezara, jest w zasadzie religią tylko dla synów Izraela, jako religia etniczna
      czy narodowa. Ale cesarze przymykali najczęściej oczy na propagandę religijną,
      skupiającą wokół Synagogi wielu pogan poszukujących prawdy. Dziś zbyt często
      się zapomina – lub po prostu nie wie – że judaizm, od wieków zamknięty w sobie
      i rekrutujący wyznawców tylko na mocy urodzenia, był w świecie hellenistycznym
      i rzymskim religią misyjną. Przekład zwany Septuagintą udostępnił publiczności
      greckojęzycznej tekst Biblii. Znaczna większość żydów żyje wówczas poza
      Palestyną. Liczebnie biorąc, ich metropolią jest Aleksandria, o wiele bardziej
      niż Jerozolima, która jednak zachowuje, nawet po zniszczeniu Świątyni w roku 70
      po narodzinach Chrystusa, swój niezrównany prestiż Świętego Miasta. Filon z
      Aleksandrii, współczesny Chrystusa, jest najznakomitszym przedstawicielem
      wypracowanej głównie w tym mieście kultury judeo-hellenistycznej, która stara
      się wyrazić treść objawienia biblijnego w kategoriach filozofii greckiej.

      respublica.onet.pl/1069357,artykul.html
    • Gość: Marian prof. Mieczysław Albert Krąpiec - sens życia IP: *.gdynia.mm.pl 25.04.04, 10:17
      Myśląc Ojczyzna - O. prof. Mieczysław Albert Krąpiec 13.01.2000

      Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Drodzy słuchacze Radia Maryja jest już
      chrześcijaństwa lat dwa tysiące. Zapytajmy, jaki jest w historii istotny sens
      życia chrześcijanina? Religia Chrystusowa, po śmierci i zmartwychwstaniu
      Jezusa, rozwijała się bardzo intensywnie. Zyskując wielu wyznawców wśród
      różnych narodów spotkała się również z gwałtownymi prześladowaniami, najpierw w
      samej Jerozolimie, a potem w innych częściach Rzymskiego Imperium. Zarazem
      wystąpiły na obrzeżach naszej wiary wzajemne jej wypaczenia w postaci gnozy,
      czerpiące swe pomysły z różnych religijnych i parafilozoficznych systemów. Już
      za życia apostołów gnostyckie wypaczenia spotkały się z ostrym sprzeciwem i
      potępieniem tak apostołów, jak i różnych ośrodków kościelnych. A pod koniec
      pierwszego wieku chrześcijaństwa najdłużej żyjący apostoł św. Jan Ewangelista,
      widząc walki, prześladowania, a nawet odstępstwa, przedstawiał w swych
      natchnionych pismach: Ewangelii, listach, a zwłaszcza Apokalipsie, objawioną
      wiarę oraz sens przeżywania tejże wiary przez Kościół. Będąc świadkiem
      rozwijającej się gnozy, dewaluującej Objawienie przy użyciu różnych
      fantasmagorii, poucza pierwszych chrześcijan o Bogu Odkupicielu, Baranku
      ofiarującym się za grzech człowieka i w swej Apokalipsie, utworze literackim,
      nawiązującym do pism proroczych, przedstawia zawsze aktualny, istotny sens
      życia Kościoła i człowieka wierzącego. Ten wymiar przybiera postać wieczystego
      sprawowania liturgii, uwielbienia Boga w Baranku, przez którego Bóg stwarza
      wszystko nowe. Nowość życia, głoszona przez Apokalipsę, w Bogu, rozpoczyna się
      przez ofiarę krzyża i zmartwychwstania Chrystusa. Kościół zjednoczony z Bogiem
      przez Chrystusa, w Chrystusie przechodzi w doczesności proces ciągłej walki ku
      zwycięstwu. Cały Kościół i każdy wierzący, według Apokalipsy, jest przedmiotem
      atakowania przez zło osobowe - szatana. Ataki zła na cały Kościół i na każdego
      wierzącego do końca świata dokonują się na różne sposoby i w różnym natężeniu
      jako kontynuacja ataków na Jezusa - Mesjasza. Jednak zwycięstwo ostateczne jest
      pewne, bo Bóg jest pośrodku Kościoła i pośrodku każdego wierzącego. Stąd
      zwycięstwo Boga przez Baranka prowadzi do wielkiej nowości: „Oto wszystko
      uczynię nowym”. Wymiar czasu, przeżywanego przez Kościół i każdego wierzącego,
      nie liczy się w perspektywie życia wiecznego, istotnym sensem życia
      chrześcijanina teraz jest walka ku zwycięstwu. Dwa tysiące lat chrześcijaństwa
      potwierdza ciągle aktualną treść Apokalipsy jako przesłania objawionego sensu
      życia wierzącego i całego Kościoła, zjednoczonego ze zmartwychwstałym
      Chrystusem, Barankiem ofiarnym całego stworzenia. Od czasów apostolskich po
      dzień dzisiejszy trwa zmaganie o wiarę, o jej czystość, która jest
      zanieczyszczana właśnie przez gnozę, która stanowi duszę każdej herezji. Czymże
      bowiem jest gnoza, wypaczająca i usuwająca wiarę? Pozornie jest ona pogłębionym
      poznaniem, głębszą jakby wizją tego, co zostało objawione. Owo rzekome
      pogłębienie poznania dokonuje się w gnozie i w herezjach poprzez karkołomne
      myślowe konstrukcje, niesprawdzalne, dotyczące Boga, jak też człowieka w jego
      ostatecznym przeznaczeniu. W każdej herezji są wątki gnozy, w myśl których
      odkrywa się, zakryty przed ludźmi, głębszy sens objawienia, będący wiedzą
      tajemną, dostępną tylko dla wybranych. Wybranym jest właśnie wyznający ową
      gnozę, czy herezję. Patrząc z boku na gnozę, przypatrując się jej, jako
      swoistemu wypaczeniu wiary, łatwo dostrzec, że taka gnoza, jaka ujawnia się w
      każdej herezji, jest powolnym wymysłem, grą wyobraźni, często chorej, bez
      oparcia o rzeczywistość i bez oparcia o Objawienie. Nie ma ona - gnoza i
      ujawniająca ją herezja- oparcia w rzeczy, w świecie realnym, gdyż dotyczy tego,
      czego nie ma i co nie podlega żadnemu sprawdzeniu przez wielu lub przez
      specjalistów. Nie ma też oparcia w Objawieniu, do którego często się odwołuje w
      sposób niekompetentny. Objawienie bowiem zostało przekazane człowiekowi w
      języku metaforycznym, a metaforę objawioną może określić, nie prywatna osoba i
      jej przywidzenia, ale jedynie Kościół ustanowiony przez Boga. A w herezji to
      właśnie prywatny człowiek, który „wie lepiej”, ustala sens wiary. Nawet ludzie
      nie zupełnie psychicznie normalni pretendują do jakiejś determinacji sensu
      Objawienia, gdyż poczuli się jakoś poruszeni, jakoś oświeceni, czy
      dodatkowo „posłani” albo też poczuli się nawiedzeni przez Archanioła Gabriela,
      który rzekomo miał im przekazać, nawet w złotym piśmie, Objawienie. Wszystko w
      normalnym biegu rzeczy albo jest psychiczną chorobą, albo osobistą pychą ludzką
      równającą się z Bogiem. I tak przez minione dwa tysiące lat namnożyło się wiele
      herezji osłabiających i wypaczających objawioną wiarę, bo nawet
      niektórzy „głębiej widzący” uznali się za boską istotę. I dziś też spotykamy
      się z ludźmi i sektami, które poczuły w sobie tzw. moc wyższą, nazywając ją
      boską. I w imię tej mocy, często bogatej w ogromne pieniądze, dążą do tzw.
      ubóstwienia innych, którzy poddadzą się ich władzy. Bądźmy jednak trzeźwi i na
      polu ojczystej kultury chrześcijańskiej, trwającej już ponad tysiąc lat w
      naszym narodzie, nie dajmy się wodzić za nos gnozie i różnym sekciarzom,
      których jedynym celem jest ostateczne osłabienie Kościoła i nas samych.
      Dziękuję.

      Archiwum tekstów

    • Gość: eeeee Re: NAUKOWCY ROZMAWIAJĄ O BOGU I WIERZE IP: 195.116.155.* 25.04.04, 10:41
      proba naukowego udowodnienia istnienia boga o imieniu Bóg to nie wymysl Wojtyly
      ani dzisiejszych czasow - to po prostu kopia pomyslow św. Augustyna i nazywalo
      sie to w sredniowieczu scholastyką.

      widze ze autorzy tych dzisiejszych dywagacji powrócili do starych dobrych
      czasów...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka