l.george.l
23.12.10, 11:04
Gdy patrzymy na czyjeś dziecko zazwyczaj padają słowa: o, wykapany tatuś albo o, wykapana mamusia. W przypadku Marty Kaczyńskiej trudno o takie porównania. Bo ani nie ma wdzięku po mamie i nie wywołuje sympatii, którą mimo wszystko czuło się do Marii Kaczyńskiej, a dyskredytując niebywałe osiągnięcia komitetu wyborczego jej stryja, chamstwem przerosła ojca o kilka długości. Małpa w czerwonym czy spieprzaj dziadu wydają się w tym momencie tylko niefortunnymi lapsusami. Wygląda na to, że Marta wdała się w psychopatycznego stryja. A szkoda. Wydaje mi się, że bylibyśmy skłonni zaakceptować jakąś formę pamięci po Lechu Kaczyńskim w postaci apolitycznej fundacji służącej szczytnemu celowi. Sugerowałbym na przykład wspomożenie transplantologii, bo akurat PiS w tym sektorze poczynił wiele szkód.
Bawiąc się w politykę, Marta sprawi, że po pierwsze - ze zdecydowanym sprzeciwem spotka się każda inicjatywa upamiętnienia jej ojca, po drugie - media przejadą się po niej jak walec po żabie.