Gość: OzRM
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
09.03.02, 09:11
Nawet w najlepszej rodzinie zdarza się, że dziecko bywa wręcz nieznośne. W
takich sytuacjach niektórzy rodzice sięgają po oryginalny pedagogiczny środek.
Zwracają się do niesfornego młodzieńca następująco: "Jak będziesz dalej tak
niegrzeczny, to przyjdzie baba-jaga i cię od nas zabierze."... Podobną metodę
zastosował reprezentujący młode pokolenie publicystów pan Andrzej
Brzeziecki, "karcąc" panów Jarosława Gowina i Romana Graczyka. Z tym, że akurat
w tym przypadku w roli "baby-jagi" wystąpił "Nasz Dziennik".
Panu Brzezieckiemu nie odpowiada to, że środowiska "Gazety Wyborczej" i "Znaku"
toczą ze sobą ożywioną ostatnio dyskusję. Środowiska te przecież mają wspólnego
patrona (księdza prof. Józefa Tischnera) i stoją po tej samej stronie barykady,
więc jakakolwiek wewnętrzna polemika autorowi tekstu "Inny kształt dialogu"
("Tygodnik Powszechny", 24.02.2002) nie odpowiada. Tym bardziej, że wróg nie
śpi, tylko czuwa. A kimże jest ów wróg? Aby to wyjaśnić, oddajmy głos samemu
publicyście: "Nie sądzę, by polemika Romana Graczyka z Jarosławem Gowinem
przybliżała nas do lepszego poznania myśli księdza Tischnera, wiem natomiast,
że sprawia ogromną radość księdzu Rydzykowi i jego zwolennikom. (...) Ksiądz
Tischner (...) mógł mieć raczej nadzieję, że obaj publicyści (a więc i
środowiska, które reprezentują) będą zgodnie bronić jego dorobku przed
napastliwymi atakami 'Naszego Dziennika' et consortes miast samemu walczyć o
wyłączne prawo do jego intelektualnego spadku. (...) Bowiem ani redaktor
Graczyk, ani redaktor Gowin nie zagrażają sobie, swoim wizjom społecznym,
Kościołowi, ani tym bardziej nauce księdza filozofa z Łopusznej. (...)
Wypadałoby dostrzec, że prawdziwe zagrożenie dla polskiej demokracji i
polskiego Kościoła czai się zupełnie gdzie indziej. A nawet nie czai się, bo
zupełnie jawnie, wykorzystując radio, gazetę i swoich parlamentarzystów, drąży
polską demokrację i dezorientuje polskie społeczeństwo".
Straszne to "prawdziwe zagrożenie dla Kościoła"! Jakżeż ono może tak "drążyć
demokrację i dezorientować społeczeństwo", nie zgadzając się na demoralizację i
nie wstydząc się wierności wobec wyznawanych zasad i konsekwencji w głoszeniu
poglądów! Jakież to nieeuropejskie! Rzecz jasna, rozwijając podobny sposób
myślenia, Kościołowi nie zagrażają bynajmniej żadne środowiska antyklerykalne.
Przeciwnie, zapewne tam należy poszukiwać ewentualnych sojuszników w walce
z "nacjonalistami". Hmm, sojusz "Gazety Wyborczej", "Znaku" i tygodnika "Nie!"
w obronie katolicyzmu to niezwykle interesująca koncepcja. Właśnie w tym
kontekście środowisko sympatyzujące z Radiem Maryja jawi się w artykule pana
Brzezieckiego jako dzika turecka horda, czekająca tylko na to, by "wykorzystać
sytuację" i splądrować "europejską okolicę". Aż niektóre sceny z "Pana
Wołodyjowskiego" stają przed oczyma. No, może zamiast Kamieńca Podolskiego
postępowcy pragną bronić obleganej Brukseli (w której ukryte są największe
intelektualne skarby ludzkości).
Co do samego księdza Tischnera... Pan Brzeziecki oskarża między innymi "Nasz
Dziennik" o wrogie podejście do tego duchownego, o obrzucanie Go
inwektywami, "napastliwe ataki" itp., itd. Wydaje się, że każdego adwersarza
należy szanować. O ile nie zawsze wypada się zgodzić z tezami autora "Etyki
solidarności", o tyle nikt na tych łamach nie zastosował w polemice z jego
tezami argumentów i wyrażeń przekraczających granicę dobrego smaku. Czego nie
można powiedzieć niestety o przeciwnikach ojca Tadeusza Rydzyka, którzy w
produkowaniu inwektyw i półprawd bywają niezrównani.
Oszołom z Radia Maryja