kiemlicz88
26.02.12, 12:21
Niesamowite zamieszanie z podpisami rzecznika rządu. Czy rzeczywiście Paweł Graś (48 l.) podpisał się na dokumentach spółki Agemark, w której zasiadał, choć jako minister już nie powinien? Graś najpierw twierdził, że podpisy pod dokumentami mogą być jego, ale nie muszą. Potem jego żona Dagmara zeznała, że sama sfałszowała podpisy męża. Tyle że biegły grafolog uznał te podpisy za autentyczne sygnatury ministra.
Sprawa podpisów Grasia miała swój początek w 2009 roku, kiedy to Centralne Biuro Antykorupcyjne ogłosiło, że minister zasiadał w spółce Agemark, choć ustawa mu tego zabrania. Graś bronił się, że złożył rezygnację z zasiadania we władzach spółki, zanim został sekretarzem stanu w kancelarii premiera. Odnalazły się jednak dokumenty podpisane przez niego już po terminie rezygnacji. Warszawska prokuratura wszczęła śledztwo.
Minister tłumaczył w śledztwie, że nie wie, czy to jego podpisy, czy też nie. Stwierdził tylko, że są podobne. Stołeczni prokuratorzy zakończyli swoje śledztwo, ale odesłali wątek potencjalnego fałszerstwa śledczym w Krakowie.